Dołek klimatyczny

pt., 23 maja 2014, 15:43

O szyby deszcz dzwoni jak grosze o tacę,
że nawet psa trudno wygonić na spacer,
choć jesień daleko, luj siąpi po drzewach,
zacina uparcie, to z prawa, to z lewa,
że może w depresję wpaść stary i szczeniak…
Jak dosyć mam, kurczę, już tego dzwonienia!

Wiem, wiele ważniejszych jest rzeczy na świecie,
niż rynna zatkana, czy też w dachu przeciek:
głód, wojny, zarazy, nierówność i bieda,
za drogi jest rozum, za tani jest cheddar,
tu jakąś by trzeba petycję podpisać,
tam panią pogonić, co futro ma z lisa,
pomyśleć o cudzych nieszczęściach i bólach,
lecz cóż, ciału bliższa jest własna koszula –
najlepiej, gdy sucha, wszak nie mam nic z ryby…
I co? Przechlapane. Deszcz dzwoni o szyby.

Kto zsyła to draństwo? Za jaki występek
gdy za drzwi wystawię nos, zmoknę po pępek?
Ohyda! Przekleństwo! Ach, piekło by wzięło
ten klimat upiorny, to słotne meteo,
tę pluchę zawziętą, chlupiącą i burą,
bez przerw, niekończącą się (tfu, na psa urok!),
od której włos pierwszy siwieje na skroni…

Niestety, nie wzięło. O szyby deszcz dzwoni.