Początek roku
Znów o rok jestem starszy (chociaż serce młode),
lecz zmian większych nie widzę w krąg, uczciwie powiem.
Dalej oko zdumione, okrągłe jak spodek
i co krok rzeczy, które się nie mieszczą w głowie.
Z lęków naszych codziennych nie ubył ni jeden,
nie przestały natrętne brzmieć chrząszcze nad uchem,
kto wczoraj do roboty zasuwał per pedes,
w wypasioną nie przesiadł się dziś beemwuchę.
Że wschody i zachody, to jasne jak słońce,
na zmiany w tym zakresie nie liczyłem nawet,
ale te gzy, w tych samych miejscach kąsające,
utrudniające życie, psujące zabawę…
Cóż, nie zdadzą się płacze nawet psu na budę,
nie wyniknie zbyt wiele z min kwaśnych jak pikle,
czas iluzje z choinki zdjąć, schować do pudeł
i zabrać się do pracy. Jak przedtem. Jak zwykle.

W Katowicach znalazłem nezatkę, która szuka kochanka. 😈
http://katowice.oglaszamy24.pl/ogloszenia/?std=1&keyword=nezatka+szuka+kochanka&results=6
Tylko niech mnie nikt nie pyta, dlaczego ona miałaby być srebrna. 😎
„.wysoki brunet piwnooki ktory szuka kolezanki aby sie spotkac i…czekam na kontakt od kobiet o podobnych aspiracjach.”
Skoro to był psis inwentarza, to ta „nieżątka” srebrna mogła być jakąś mierzątką (z dwoma błędami); może to staropolski regionalizm, który oznacza przyrząd do mierzenia czegoś? Jeśli srebrna – do odmierzania np. cukru lub herbaty. Coś mi tak chodzi po głowie i żyć nie daje. 😉
Mierzątka rzeczywiście mogłaby być. 🙂
Ale tak bez kochanka? 🙄
Może nie była zainteresowana „klimatami perwersji ” 😕
🙄 dopiero się uczę tych łotrowych emotek, eh.
A ja jakos te niezatka widze w ksztalcie cazkow dp kawalkow cukru czy cos takiego.
Perwersyjne klimaty dla mierzątki to by mógł być na przykład bezmiar oceanu. Albo niewymierne wartości. 😈
Nie te nieżątka, Mordko, tylko ta nieżątka. A jeżeli w liczbie mnogiej, to te nieżątki. 😉
Bardziej perwersyjna będzie niezmierzona dal 😈
Dziś Suka otrzymuje Nagrodę im. Heleny za „psis” (21:24). Chyba że to specjalnie, a ja się nie poznałam? 🙂
Doro, dziękuję radosnym merdnięciem :D: Wiesz, Suce psis, to jak głodnemu chleb… 😉 Niezamierzone na początku, a jak się zorientowałam, to doszłam do wniosku, że nie od rzeczy 😈
Sama nie posiadam penisa, ale musze zaprotestowac przeciwko z przeproszeniem wyciaraniem sobie przez Timesa geby (hmm to brzmi raczej kinky….) osobami o malym penisie. Penisa sie ma jakiego sie ma! Nie ma w tym niczyjej zaslugi! To tak jak kiedys sie mowilo, ze garbaci sa zlosliwi. Jestem pewna, ze sa trolle well endowed w penisowym departamencie, a takze trollice wogole bez penisow. Dwie zostaly ostatnio skazane w Anglii za trollowanie. Ten maly penis to jest stary trick stand up comedians w walce z hecklerami, ktorzy sa forma trollow.
Maly penis sam w sobie to oczywoscie nic zdroznego i tez moze byc uzyteczny.
Natomiast maly penios idacy w parze z monstrualnych rozmiarow telewizorow oraz rozlicznymi innymi upodobaniami, to juz daje do myslenia. Maly penis przytroczony do Trolla jest wrecz humorystyczny. Nic na to nie poradze. 😈 😈 😈
Kocie, nie zagladam nikomu w spodnie. Nie jestem arcybiskupem!
Czasamni to wymalowane na mordzie.
Ale wiem kogo masz na mysli, Kocie kochany, i mysle, ze maly penis is the least of the problems tego kutafiana!
Królik bez penisa 😯
Toż to oksymoron 😉
Troll nie może mieć dużego penisa, wszak wiadomo że każdy troll to penis złamany 😈
Wyjaśnienie Suki co do ” nieżątki” sensowne. Napiszę jutro do wykładowcy, niech i taką możliwość weźmie pod uwagę. Niewyraźne „m” i błąd ortograficzny notariusza
A może zniekształcona NOŻENKA? Gloger podaje, że jest to pochewka na nóż albo nożyczki. W rejestrach wyprawnych z XVII wieku.
Dzień dobry 😆
Kłaniam się nisko, noworocznie i serdecznie Psatrapie i całemu Koszyczkowi 🙂
Przez ostatnie trzy miesiące włóczyliśmy się z Jagodowym po antypodach – Australia i Nowa Zelandia. Cudnie było! 😎
Uznaliśmy, że chodzenie do góry nogami i podziwianie cudów nieznanego świata jest tak absorbujące i fascynujące, że należy się na tym całkowicie skupić. Toteż starannie unikaliśmy wieści z naszej części świata. Daliśmy sobie od niej urlop. 🙄
Teraz walczę, ze wszystkimi dolegliwościami wynikającymi ze zmian czasowych i klimatycznych 🙁
A dookoła zimno – w sobotę mieliśmy +46! – mokro, ciemno i szaroburo, brrr 👿
A na dodatek do pracy trzeba w tych ciemnościach …. 😥
Poproszę o coś ciepłego i kolorowego 😉
😉
http://www.youtube.com/watch?v=MiReZtmXpdQ
Miłego dnia Koszyczku 🙂
Dzień dobry 🙂
Na powitanie Jagody i postawienie jej na nogi
kawa australijska
Trop z NOŻENKĄ też ciekawy. Tylko czy to mogło być srebrne
herbata 🙂
na ciemnosc i chlody 😀
brykam
bryku fiku
Tereny Zielone S-Bahn przeglad pozycji
🙂
brykam
brykam fikam
Witaj Podrozniczko z antypodow.
Witaj, Jagodo! 🙂
Odsapnij, rozgrzej się i opowiadaj.
Liczę na wielkie ilości zdjęć. 😀
Dzień dobry 🙂
Tak wcześnie mnie dziś życie w teren wygoniło, że nawet na blogu merdnąć nie zdążyłem. No, nic, mogę teraz merdnąć podwójnie. A nawet jeszcze raz, dodatkowo, na powitanie Jagody. 😀
A kiedy Jagoda zacznie opowiadać? Ja bym wtedy mógł zrobić sobie herbatę, usiąść i słuchać, nie martwiąc się tym, że sam już powinienem coś nowego opowiedzieć. Tylko co, skoro na naszych podach nic dziś szczególnego się nie dzieje? 😉
Jak to nic szczegolnego się nie dzieje. Życie muzyczne kwitnie 😯
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,15249072,Dyrektor_operetki_do_pracownikow___Do_k____nedzy__.html#BoxSlotII2img
Chociaż właściwie to nadaje się na Dywan
No prawda, kwiatuszków pełna łączka. 🙄
Najbardziej jednakowoż dziwi mnie w tym nieświadomość dyrektora, że nic tak nie brudzi, jak papier. Gdyby wezwał pracowników pojedynczo i naupychał im tymi samymi słowami, ale bez pozostawiania śladów, afery pewnie by nie było, albo byłaby znacznie mniejsza.
Taki duży, a tak życia nie zna. Można tylko przywołać Talleyranda – to gorzej niż zbrodnia, to błąd. 😎
Ja slyszalam sporo takiego jezyka w teatrze i to bardzow wczesnie w zyciu, wiec on mnie specjalnie nie gorszy. Jest to sposob na odreagowywanie napiec, tremy, niepewnosci i w ostatetcznosci nikomu specjalnie nie szkodzi i nikogo specjalnie nie zniewaza, poniewaz trzymany jest w scisle okreslonych sytuacjkach i nie wycidzi na zewnatrz.
Jedyna nowoscia jest to, ze jest to list, a nie przemowa do zespolu.Takich sladow nie nalezy po soboie zostawiac, bo zaewsze moze wysc na zewnatrz i trzeba sie tlumaczyc przed swiaten z czegos z czego adresaci tej przemowy nie oczekuja tlumaczen.
W teatrze ludzie czesto staja przed soba nago – nie tylko doslownie, w garderobie czy na przymiarkach, ale na probach kiedy musza wydobywac z siebie i uzewnetrzniac poklady bolu, kruchosci, wrazliwoscxu i nadwarzliwosci takiej jakiej normalnie sie nie pokzuje obcym. Wiec we wlasnym gronie aktorzy zachowuja sie czesto z wieksza swoboda niz przedstawoiciele innych zawodow.
Nawet troche lajza z Piesem.
Mnie to zdumiewa. Znam Przema Kieliszewskiego, to zawsze był po prostu rzutki chłopak, dobry w marketingu, świetnie rozkręcił w Poznaniu festiwale gitarowe. Miał ambicje, że coś z tej operetki zrobi. Ale go wyraźnie przerosło. Sam się głupi podłożył takim językiem, rozumiem, że mu puściły nerwy, ale takich rzeczy się nie robi. A „artyści” korzystają z okazji i skarżą się, że mają za dużo prób. Poziom mają żałosny po prostu, wiem, bo słyszałam.
No nie wiem, trochę mną wstrząsnęło, że książkę o Hoserze napisał vice minister sprawiedliwości.
Co prawda postulat, żeby odwołać go z tego powodu, lub z powodu wyznawanych poglądów jest nie do przyjęcia w demokracji, to z drugiej strony narzucanie innym swoich przekonań w formie projektów legislacyjnych też jest nie do przyjęcia.
Prawo powinno być wyrazem kompromisu społecznego.
List byl wewnetrzny i jestem przekonana, ze na zewnatrz Kieliszewski raczej uzywa innego jezyka.
A ze aktorzy mieli do niego zupelnie inne pretensje i skorzytstali z okazji (sam sie podlozyl) aby ten list wyciagnac, to jest bardzo prawdopodobne. Bardzo. Tak jakos odrazu podejrzewalam, bo wiem ze ludzie w teatrze nie robia awantur z powodu paru rzuconych „k..w”. Kto w teatrze bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem….
Tu Biernacki się oburza, że chce się odwoływać Kwiatkowskiego z powodu poglądów:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,15250379,Biernacki_ostro_odpowiada_Halickiemu__Niech_sie_zajmie.html#BoxSlotII3img
A według mnie wcale nie z powodu poglądów, tylko dlatego, że na siłę chce wciskać swoje prywatne poglądy społeczeństwu, które – jak dotąd – głosowało na zupełnie inne poglądy, reprezentowane przez partię, którą wybrało.
W sytuacji idealnej ja bym w ogóle osobistych poglądów pana Kwiatkowskiego nie znał. On by je sobie na czas sprawowania urzędu schował głęboko do kieszeni. A jeżeli nie tylko znam, ale też widzę, że pan wice usiłuje je przepchnąć do praw, nie zważając na jakąkolwiek umowę społeczną, to oczywiście, że taki minister nadaje się tylko do wywałki. 👿
Dokładnie tak to widzę, jak Helena, toteż nie tyle soczystość języka mnie zaskoczyła, bo wiem, że w wielu środowiskach, nie tylko w aktorskim, po prostu tak się mówi, co to nieszczęsne podłożenie się. Nawet jak się nie ma z zespołem zadarte, takich rzeczy się nie robi, bo zawsze ktoś może wykorzystać. A już jak się ma zadarte… No, dziecko we mgle po prostu. 🙄
On się nazywa Królikowski.
Niestety te jego poglądy osobiste mają wpływ na to, co sie wysmaża w Ministerstwie Sprawiedliwości. On nie powinien się tam znajdować, po wydaniu takiej ksiązki zwłaszcza.
Bobik, ale Halicki mowił o książce, jako o przyczynie dla której powinien zostać zwolniony.
Rzetelnie dosyć osobę min. Kwiatkowskiego opisano w ostatniej Polityce:
http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1566431,1,czlowiek-wiary-w-ministerstwie-sprawiedliwosci.read
Jasne, Królikowski.
Ale dziewczyny, on się nie objawił w tej chwili, tylko urzęduje dosyć długo.
Postulaty, zeby go wyrzucić za książkę są niepoważne, co książek nie można pisać, poglądów zgodnych z biskupem mieć nie wolno?
Powinien odejść wcześniej za zglaszanie projektów niezgodnych z polityką rządu.
Jest podobno świetnym prawnikiem i pracownikiem, ale ktoś go zatrudnił, do realizacji uzgodnionych zadań.
O matko, przepraszam wszystkich Kwiatkowskich. Oczywiście, Królikowski. 😳
Halicki może to niedobrze uzasadnia samą książką, ale tak się składa, że poważny powód, dla którego wiceminister powinien odejść, przedostał się do świadomości społecznej też dość niedawno. I ja warczałem od razu, jak to wylazło, żeby nie było, że dopiero teraz i w związku z książką się obudziłem. 😉
A z wydaniem hymnu na cześć Hosera człowiek na stanowisku, było nie było, politycznym, też mógł się nie pchać, skoro było jasne, że polityczny posmak będzie to mieć. Tyle że on chyba chciał się pchać i chciał, żeby to miało właśnie taki posmak.
Pan Królikowski, podobnie, jak Terlikowski jest człowiekiem spójnym, uważa, że człowiek nie przestaje mieć określonego światopogladu w pracy, że wymaganie od urzędników, by nie kierowali się swoim prywatnym systemem wartości jest sprzeczne z konstytucją.
Wczoraj właśnie mój syn mówił o Terliku dokładnie to, co napisał Bobik, ze świetnie wypada w mediach, bo jest przygotowany, zrównoważony, umie przedstawiać swoje racje i ich bronić, oraz jest autentyczny, bo jego życie jest zgodne z tym, co głosi.
Królikowski ma podobnie, więc jeżeli nie stać go na poszukiwanie kompromisowych rozwiązań, to powinien odejść.
😈
http://wyborcza.pl/1,75478,15251745,Baranek_na_papierze_toaletowym_obraza_katolikow__.html
Chce od razu zapewnic, ze nigdy barankiem „Bozym” (skad wiadomo, ze jest Bozy?) pupy nie wycieralem. Wycieram wylacznie szczeniaczkiem-labradorkiem – Andrexem.
Zzapytałam pana, 90 lat, kiedyś z Łodzi, mogliśmy porozmawiać po polsku, usłyszał: nie- żonka – ta to nawet może być „srebrna” 🙂
Ciekawe czy napisane skojarzy mu się inaczej?
Z opowiadaniem to u mnie jeszcze kiepsko. Wszystkie marne siły zużywam na to żeby do studentów mówić w miarę do rzeczy 👿
Po powrocie do domu padam w bety.
Ale to minie i ja się jeszcze rozgadam 😉
Porządkowanie zdjęć też zajmie trochę czasu. Tym zajmuje się Jagodowy.
Może na początek link do pociągu, którym przez trzy tygodnie podróżowaliśmy z plecakami po Nowej Zelandii. Zaliczyliśmy TranzAlpine, Costal Pacyfic i Northern Ezplorer. Było jeszcze piękniej niż na zdjęciach:
http://www.kiwirailscenic.co.nz/
Wrócę jeszcze do wczorajszych wątpliwości Smoka „odpierać, czy nie odpierać”, bo to pytanie istotne i z różnych stron można na nie odpowiadać.
Tak ogólnie to właściwie nie mam wątpliwości, że wypowiedzi haniebne czy skrajnie bzdurne odpierać należy. Ale ich jest tak dużo, że wszystkich nie ma jak nawet dostrzec, a co dopiero odeprzeć. Więc robi się to wybiórczo i trochę przypadkowo – bo ktoś podrzucił, bo się samemu trafiło, bo się akurat zagotowało, itd. Niekoniecznie jest w tym jakiś porządek i hierarchia.
A jeszcze inny aspekt przybiera dla mnie postać pytania praktycznego – gdzie i kiedy odpierać. Czy np. tutaj powinienem się czuć”zobowiązany moralnie” do śledzenia Flondry i dawania każdemu tekstowi Terlika poważnego i uargumentowanego odporu? I na to pytanie odpowiadam – nie, nie czuję takiego zobowiązania. To nie jest blog stricte polityczny czy medioznawczy, tylko wszystkoistyczny i towarzyski. Piszemy o tym, co kogoś z tut. Szan. Komentatorów ugryzło, czy wręcz przeciwnie, zachwyciło, o naszej codzienności, o upodobaniach, o zdarzeniach, wygłupiamy się i to jest z natury rzeczy bałaganiarskie tudzież skrajnie niehierarchiczne. Czasem się wieloryb przez oko sieci przemknie, a czasem płotka w niej utknie. I mnie ten bałagan pasuje. 🙂
Ale gdybym prowadził całkiem poważny portal typu gazetowego, chyba tak widziałbym swoje zadanie, żeby regularny i „uporządkowany” odpór dawać. Najlepiej z sensem, co w tej chwili nie wszystkich mediów, nawet tych „z naszej strony”, dotyczy. 😉
A jeszcze a propos kolegi Kieliszewskiego:
http://deser.pl/deser/1,111857,15251000,_Do_k____nedzy___Ja_pier______Sprawdzilismy__czy_reprymenda.html#BoxSlotII2img
Szczególnie interesujące są komentarze 😆
Normalnie to dyskusja na temat Baranka powinna się skończyć po informacji przedstawicielki firmy produkującej papier: to nie jest baranek, to jest owca. 😈 Ale ja już z doświadczenia znam to hasło radykałów „z faktami się nie dyskutuje, fakty się lekceważy”. 🙄
Ale za to pocieszcie się, że nie tylko u nas urzędnicy publicznie demonstrują swoje poglądy religijne: 😆
http://deser.pl/deser/1,111857,15244318,Pastor_Kosciola_Latajacego_Potwora_Spaghetti_zostal.html
Wando, nieżonka to może być nawet brylantowa. Diamonds are a best girl’s friend! 😆
Wsiąść do pociągu Jagodowego… ech, serce się z młodej piersi wyrywa na widok widoków, ale rzeczywistość brutalnie za łapy trzyma. 🙁
Skojarzenia z obsesjami na temat owieczek mam takie, że się powstrzymam od komentarza. 😛
Jagodo, jakie piekne zdjecia! 🙂 Sama w Nowej Zelandii jeszcze nie bylam, mialam za to profesora nowozelandczyka, niezwykle dowcipnego i bezposredniego, ktory, na boku seminariow z textual bibliography potrafil nas zabawiac swoimi imitacjami Clive’a Jamesa (tez niezwykle dowcipnego nowozelandczyka, ktory od wielu lat mieszka w UK).
Co do calego brouhaha z teatrem muzycznym to pozwole sobie zglosic zdanie odrebne od Szanownych Przedmowczyn. 😉 Poniewaz jednak uzasadnienie zajeloby mi odrobine czasu, to niech na tym pozostanie (ma to cos wspolnego z relacjami podwladny-pracownik, ktore moim zdaniem, jednak, podobnie jak inne relacje, niekoniecznie musza stac w miejscu).
Bardzo ladna deklaracja wszystkoisci, Bobiku. 🙂
I zmykam (posrod sniegu). 🙄
Rzucanie mięsem to już sport narodowy, uprawiany powszechnie, bez względu na wiek, płeć, pochodzenie społeczne, czy wykonywany zawód. Najmłodsi zawodnicy zaczynają rzucać mięsem, jeszcze zanim pójdą do przedszkola i na długo przed tym, jak nauczą się wymawiać r. Kurtyzana bieda rzucana przez najmłodszych, ma szczególne brzmienie i urok. Sama miałam zaszczyt usłyszeć niezwykle obiecującego zawodnika, liczącego sobie niespełna cztery lata, który w rzucał mięsem pod adresem kolegów z przedszkola w taki mniej więcej sposób: kulwa mać, ja pieldolę, psestańcie pisceć bo wam psyjebie. Profesjonalista.
Powszechność rzucania mięsem sprawia, że kto nie rzuca, staje się mało zrozumiały dla otoczenia 🙄 👿
Moniko, nie będę wprawdzie usiłował odpowiadać na to, czego nie napisałaś 😉 , ale kiedy sam zastanawiam się nad stosunkami pracowniczymi, to zaraz myślę o tym, że teatr pod tym (i nie tylko) względem zawsze był trochę osobną bajką. Od wieków uchodziły tam rzeczy, które nie uchodziły gdzie indziej, również w zakresie dystansu między szefami a podwładnymi. Bo przecież ten list K. świadczy (całym tonem, nie tylko słownictwem) o bardzo niewielkim dystansie „w tym temacie”. A przy małym dystansie, stosunkach raczej koleżeńskich niż oficjalnych i naturalnym w teatrze notorycznie podwyższonym napięciu emocjonalnym, takie wybuchy się ludziom zdarzają i nie są przez otoczenie brane nadmiernie dramatycznie. Ktoś tam się na boku popuka w czoło, ktoś powie „ale mu dziś odwaliło”, chwilę się o tym poplotkuje w teatralnym barku, a za kilka godzin się nie pamięta, bo wszystkich już zajmuje to, że Ofelia podczas próby nakładła po pysku strażakowi, który chciał ją ugasić, albo Cześnik wpuścił Klarze mysz za dekolt.
Pracownicy teatru na ogół są świadomi, że ich instytucja nieco się różni od fabryki czy korporacji i akceptują odmienność teatralnych obyczajów, a czasem wręcz się nią chwalą. Tylko że kiedy zaczynają się jakieś personalne jatki (przy czym w ogóle nie wchodzę tu w to, kto w poznańskim przypadku ma rację), kończy się rozmowa o jakiejkolwiek „lokalnej specyfice” czy innych względach na wzgląd, bo ważne jest już tylko to, żeby onego czy onych załatwić. 🙄
Co oczywiście nie znaczy, że tak w ogóle nieparlamentarne słownictwo pochwalam. Ale usiłuję sprawę widzieć w kontekście. 😉
To jednak cos zupelnie innego Vesper. W teatrze uzywanie „slow” ma bardzo dluga, szacowna, przedwojenna tradycje. Aktrorzy sa ludzmi zyjacymi na wysokim disapazonie. Wszystoe te brzydkie slowa maja jedynie dac upust emocjom, a nie zoieszanie kogos z blotem. To sa okrzyki wojenne, zawolania, a nie obelgi.I to nie tylko polski fenomen. Tak jest wszedzie. I nawet zaleznosc „szef-podwladny” jest tu traktowany dosc luzno jesl;i chodzi o rzucanie miesem. I poki to sie odbywa przy drzwiach zamknbietych dla ludzi postronnych, nikt tego nie traktuje „honorowo”. PO wykrzeczeniu wszystkich obelg aktorzy ida razem na wodke albo leca aby zwolnic babysitterke, albo odebrac dziecko z przesdzkola.
Vesper, może chodzi o to, żeby poprzez powszechne rzucanie mięsem definitywnie rozwiązać problem głodnych Psów? 😯
Widzę, że z Heleną nam się w sprawie teatru dosyć łajzi. 🙂
No właśnie, Monika napisała, że ma zdanie odrębne, ale nie napisała, jakie…
Ogólnie reakcje na tę historię są takie, że opr się należał i że ci, co donieśli, sami się skompromitowali, bo ujawnili, że opieprzają się w pracy jak lenie patentowane.
A jako ciekawy komentarz zacytuję jedną wypowiedź z fejsa pod tekstem w natemat.pl:
„Wykłady z doktorem K. na poznańskim Kulturoznawstwie pozostaną w pamięci jako jedne z ciekawszych. Osoba niezwykle energiczna, przedsiębiorcza, kreatywna. Niejednego i niejedną z nas zainspirował swoim niekonwencjonalnym podejściem do kwestii kultury oraz zarządzania nią. Był chyba ostatnim pracownikiem wydziału, którego podejrzewałabym o taką formę komunikacji. Jestem zaskoczona, bo oprócz wielu funkcji związanych z zarządzaniem kulturą, jest przede wszystkim prawnikiem, a to wydawało mi się wiązać z umiejętnością celnego i skutecznego żonglowania słowem na dużo bardziej wysublimowanym poziomie”.
Ja też znam Przemka raczej jako kogoś takiego. Te łebki musiały go wku.wić nieprawdopodobnie, żeby z kogoś takiego coś takiego się wydobyło.
No i dopiero to poskutkowało…
A jednak czasem nie da się inaczej.
Kończyła nam się kiedyś impreza WOŚP w Niechorzu, a była rewelacyjna – jakieś 20 000 ludzi bawiło się na plaży do nocy – ostatnie wejście na Warszawę zaplanowałam (autor, autor…) tak, żeby przedstawić organizatorów i podziękować im, na co jak najbardziej zasłużyli. Musieliśmy to nagrywać, bo ostatni zespół już był na scenie i ludzi zostało niewielu, a wciąż trzeba było pokazywać zabawę. Postawiliśmy miejscowych vipów na tle sceny i tańczących, stanęło przy nich dwoje prezenterów, daliśmy hasło i kamery poszły w zapis. Nasza prezenterka, piękna, fachowa i profesjonalnie rozradowana zapowiedziała, że teraz poznają państwo tych, dzięki którym cały dzień nad morzem trwała fantastyczna zabawa (wciąż ani słowa przesady). Kamera odwróciła się od niej i pokazała grobowe oblicza facetów, którzy wszystko mają w d. „Jak wam się to udało?” zaćwierkała Joasia, formułując kwestię tak, żeby facetom łatwiej było odpowiedzieć. Jeden z nich popatrzył gdzieś w przestrzeń za nią i odpowiedział: „Po prostu jesteśmy świetni” – wciąż z miną trumienną.
Stop!
Przerwaliśmy nagranie. Joasia wytłumaczyła panom po raz kolejny, że nie mogą być tak śmiertelnie smutni w obliczu własnego sukcesu. Pokiwali głowami, że rozumieją.
Dubel.
To samo.
Stop!
Kolejny dubel. Kapela gra już bis. Ludzi coraz mniej.
To samo.
Oboje z realizatorem w wozie transmisyjnym dostaliśmy szału (była to mniej więcej piętnasta godzina naszej pracy w tym dniu). Rafałek bardzo solidnie sklął operatora, który ewidentnie zbłądził, a potem ja dorwałam się do mikrofonu i prosto do ucha prezenterów powiedziałam coś, czego do tej pory kapkę się wstydzę: „Asia, powiedz tym ch. że jeśli się nie sprężą natychmiast, to niech wyp… itd. ” Plus trochę ideologii.
Prezenter Jarek czekający na swoją kolej aż się skurczył. Ale śliczna i subtelna Asia słuchała uważnie, potakując głową, że rozumie. Po czym odwróciła się do gości i niegłośno, za to bardzo wyraźnie powiedziała: „Wy, ch. Staramy się, żebyście wypadli jak najlepiej, ale jak nie chcecie, to mamy to w d. Albo się sprężycie, albo wyp…”
Nio.
Już w połowie przemowy grobowe dotąd oblicza opromienił szczery uśmiech.
„Przepraszamy cię, Osina – powiedzieli. – Trzeba było tak od razu”.
Rozweseleni, wypadli doskonale i wejście zostało nagrane.
Znaczy, różnie bywa.
To prawnik nie zajarzył, że taki papier można wykorzystać przeciwko niemu? 😯
No, tu już można by mieć zastrzeżenia do kwalifikacji profesjonalnych. 😉
Nisi przykład, że różnie bywa, przepiękny. 😆
Tak, tak, Bobiku, a jaką furorę robiło nagranie (kamery wciąż pisały)… Cała telewizornia zlatywała do montażu, posłuchać jak Osinka robi wykład panom z Niechorza (było słychać tylko ją, naszych z Rafałem występów nie, bo szły tylko na interkom).
A to nasza kochana Osinka:
http://tvp.info/o-antenie/twarze-info/joanna-osinska/426643
Nisiu, podłożyłem wygodniejszą linkę, bo tamta trochę straszyła. 😉 Wystarczy na fotkę kliknąć i ma się większy obrazek.
😆 😆 😆 😆
Wanda 🙂 🙂
Nisia 🙂 🙂 🙂
Bobiku, dzięki. Ja tak nie umiem.
Ostatni jestem w kolejce do zniesmaczenia, jednakże pozwolę sobie stanąć obok Moniki.
Jest tysiąc osiemset jedenaście innych sposobów dotarcia do pracownika, chyba…. że się ich nie zna…
Brak rozwagi dyrektora w dostarczeniu dowodu użycia zwrotów łaciny kuchennej opisał dobrze Bobik, jednak to jest tylko appendix do wstydu, jakim powinien się okryć.
Znam wielu, którzy nie klną wcale a mir ich nie cierpi na tym nawet wśród żulii.
A komentarze mnie raczej zasmucają.
Powoływanie się na wieloletnią tradycję używania łaciny k. w instytucjach kultury (i w innych miejscach) jest – jak się spojrzy, co jeszcze ma długą i nawet starszą niż przedwojenna tradycję, wprawia mnie w chichot 😆
Siodemeczka 14:10: (…)jest człowiekiem spójnym, uważa, że człowiek nie przestaje mieć określonego światopogladu w pracy, że wymaganie od urzędników, by nie kierowali się swoim prywatnym systemem wartości jest sprzeczne z konstytucją.
ja tez tak mysle, nie mozna i nie powinno sie pracowac przeciw
wlasnemu swiatopogladowi. zastanawiam sie tylko jak premier
moze takich – jednoznacznie okreslajacych swoje oczekiwania ideologiczne – ludzi tolerowac na tak „czulych” stanowiskach.
przypuszczam, ze takie sa oczekiwania nie tylko kolegow z partii, ale tez wiekszosci spoleczenstwa. pan Krolikowski jest lustrzanym odbiciem przecietnych Kowalskich. i ponownie przypomne slowa Pani Kierowniczki; i kiedy to tak sie porobilo?
Zeen, jak zaczniesz nazywac teatr instytucja kultury, zas aktorow etatowymi pracownikami kultury, to pewnie sie zniesmnaczysz. Sprpobuj myslec o teatrze jako o objazdowej trupie komediantow, a o aktorach jako o niepewnej jutra bohemie z Aznavoura (nous ne mangions qu’un jour sur deux) i zaraz te wszystkie brzydkoie slowka rzucane sobie nawzajem, ujrzysz w nieco innym swietle.
W dodarku, nie wiem czy wiesz, ale wrod etatowych praciownikow kulrury aktorzy wasnie ( w odroznieniu od tancerzy i czlomkow orkiestry) naleza do najgnusniejszych ,najleniwszych i najbardziej podatnych na melancholie, wiec wyobrazam sobie, ze kierownik trupy mogl sie troche wsciec. Jestem przekonana, ze tych parenascie slow na k rzuconych w ich kierunku, dobrze im zrobilo na pracowitosc.
Noe powinien byl zostawiacx swych sladow na pismie. Otherwise, nie mam zastrzezen. 🙂
Ależ jasne, zeen, że jest mnóstwo różnych sposobów dotarcia i nie w tym rzecz, żeby taki sposób uznać za słuszny czy najlepszy. Napisałem zresztą wyraźnie, że go nie pochwalam. Ale chyba wyczuwasz, że czym innym jest rzucenie do kumpla, z którym dzieli Cię mały dystans, „weźże, k…, oddaj mi wreszcie tę laubzegę, bo obiecujesz, obiecujesz i wciąż, k…, zapominasz”, niż wywarczenie przez dyrektora fabryki do magazyniera „niech Kowalski, k…, nie zapomina, z kim rozmawia”. To pierwsze jest nieeleganckie, ale nie upokarzające. To drugie i nieeleganckie, i upokarzające. Dlatego jednak ma znaczenie, w jakim kontekście słowa padają.
Przypominam sobie moja dawna choreografke, Krysie Mazurowne, ktora dzis jest stateczna i powazna blogferka w Na temacie. Boze, ilez ta dziewczyna znala przeklenstw soczystych – najstarsi moi koledzy patrzyli na nia z szacunkiem, kiedy zaczynala opr.
Heleno, słowami K. rzucał akurat nie do aktorów, tylko do pracowników administracyjnych. Ale dla mnie kluczowe jest tu nie stanowisko w teatrze, tylko właśnie kwestia dystansu. Osobiście znacznie łatwiej przełknąłbym wiązankę od kogoś, z kim nie jestem w zbyt oficjalnych stosunkach. 😉
inne tamaty:
http://nowe-peryferie.pl/index.php/2014/01/feminizm-na-nowy-rok/
i dalej:
http://nowe-peryferie.pl/index.php/2014/01/o-peryferyjny-feminizm/
Zaraz mi sie Bobik przypomina bardzo niemiily administrator mojego teatru, Pan O. niech mu ziemia lekka bedzie, ktory znal chyba najwiecej slowek. No i kiedys wynajeta do spektaklu sekcja jazzowa zagrozila mu, ze pojdzie na niego na skarhe do dyrektorki.
Pan O wyskoczyl ze swego gabinetu i rozdarl sie na caly teatr: Oni mnie, k.. strasza, k.. , ze pojda do pani Kaminskiej. To ja im k. powiem ze w tej sprawie ja tu jestem k,. alfons i omega!
Mnie przy tym nie bylo, wiec nie wiem czy to nie zostalo lekko w ustach kolegow ubarwione, ale „alfons i omega” przeszly do legendy razem z licznymi k..ami.
Pana O spotkalam pozniej w Ameryce i byl to naprawde wysoce kuklturalny dostojny pan, poza teatrem. Rozdice moi nie chciueli uwoerzyc jakim byl chamem i uwazali, ze przesadzam.
Mięsem rzucał nie w pracowników administracyjnych, tylko w faciów od pijaru, którzy po prostu nie zajmowali się swoją robotą. Rzecz elementarna – nie uaktualniali strony internetowej. Właściwie można takie opieprzanie się nazwać działaniem przeciwko teatrowi 👿
I zwróćcie uwagę, że mięso było ozdobnikiem, że ani razu nie było skierowane bezpośrednio do gości. Tylko: panie Rafale albo Vini (Vincenzo, z którym jest na ty).
Ja mam jakoś w odniesieniu do teatru zafiksowany trójpodział „aktorzy – administracyjni – techniczni”, więc pijarowców z automatu uznałem za administracyjnych. 😉
A co do merituma, to nie chcę być hipokrytą. 😉 Tępię kuchenną łacinę w przestrzeni publicznej, bo jej obecność tamże brutalizuje i zachamia stosunki międzyludzkie, ale prywatnie, z dobrze znanymi ludźmi, kiedy wiem, że ta łacina poniekąd jest wzięta w cudzysłów i tego konkretnego rozmówcy nie urazi, sam czasem grubym słowem w funkcji ekspresywnej rzucę. A przestrzeń zawodowa może być bardziej w stronę publiczną lub bardziej w prywatną, zależnie od miejsca pracy. W jednym stosunki są luźne i kumpelskie, w innym oficjalne i zdystansowane. I różnie to grube słowo się odbiera, w zależności od tego, w którym z tych miejsc padnie i w jakiej sytuacji.
Tylko na wszelki wypadek jeszcze raz podkreślę 😉 że te „niuansowe” uwagi nie oznaczają dania zelonego światła dla rzucania mięsem przy każdej okazji.
Czyli zemsta faciów od pijaru.
Kochani, w przelocie – zeen wlasciwie za mnie napisal, co mialam na mysli. 🙂 No i jeszcze dorzucilabym tu np. historie Kathleen Battle, i jej fochow, i tego, jak sie przeciw niej w koncu wszyscy zbuntowali (pewnie Dora zna te historie, a jak nie, to ja potem podrzuce). W koncu tradycja divy operowej i jej prawa do fochow tez jest dluga, ale tak jak wszystko moze podlegac modyfikacjom, w miare uplywu czasu i wiekszej wrazliwosci na to czy tamto (a co, gdyby tradycja dotyczyla zwracania sie do kobiet w wyraznie seksistowski sposob, czy tez bylibyscie wobec niej rownie lagodnie nastawieni?). A tu mamy zaleznosc sluzbowa, i wyslowienie sie na pismie (pisanie, w odroznieniu od zapedzenia sie w rozmowie, jednak zwykle daje moment na zastanowienie, jak i co sie pisze).
No i nie wiem, zeenie, czy Tobie tez przyszedl aspekt klasowy tej poblazliwosci: artystom wolno, a jakis zwykly menel sobie porzuca, najlepiej w okolicach za duzego telewizora, to juz nie, nie i nie…
(P.S. W drodze przez snieg na moje osobiste produkcje pedago-dytaktyczne 😉 odsluchalam bardzo ciekawej audycji z przedstawicielami millenials, czyli pokolenia osob urodzonych gdzies po 1990 roku, a wchodzacych obecnie w dorosle zycie. Bardzo podkreslali, jak roznia sie od baby-boomers, tutaj dosc dobrze reprezentowanych. 😉 I co mlodzi Amerykanie podkreslali jaka jedna z najwiekszych roznic pomiedzy nimi samymi a pokoleniem rodzicow? Swiadomosc klasowa. 😉 Chyba od dawna bylam millenial, na swoj, wybitnie niemarksistowski sposob. Ci mlodzi tez zreszta sa niemarksistowscy.) 😆
Moniko, ja jako lewak od aspektów klasowych się nie odżegnuję. 😎 Na blogu np. wprowadziłem klasową zasadę dla ludu blogowego, że w komentarzach, jak już z przyczyn stylistycznych łacina jest konieczna, to koniecznie wykropkowana, ale równocześnie zostawiłem elitarną furtkę dla twórców i w wierszykach, czy innych tekstach ewidentnie literackich, przy wykropkowaniach nie upieram się bezwzględnie. 😈
Z czego zresztą korzysta, co tu ukrywać, przede wszystkim zeen. 😆
Nie wiem dlaczego czuje sie zepchnieta do roli obroncy chamskiego jezyka, ale pewnie zle sie jakos wytrazilam.
Najpierw – nie wiem jak jest w operze gdzie sa solisci i chory i jeszcze czasem corps de balety, czyli istnieje jakas hierarchiczna drabina, ale teatr jest znacznie bardziej demokratyczna czy tez bezklasowa grupa ludzi niz – jak sobie wyobrazam – opera. Aktorim zdarzaja sie fochy, ale w sumie poniewaz wynik produkcji bardziej zalezy od wysilku calego zespolu niz od solisty czy gwiazdy, wiec chyba i stosunki w pracy sa znacznie mniej formalnye a bardzioej kolezenskie – z calym dobrodziejstwem inwentarza. Malo kto dzis przychodzi do teatru tylko dlatego by zobaczyc na scenie Jeremy Ironsa- przychodza zobaczyc cala trupe w przedstawoieniu, a nie wybitnego tenora jak czesto w operze.. I to kolezenstwo, ta znacznie wieksza rownosc w teatrze niz w operze czy balecie, tak jak ja je pamoietam sprzed lat. dotyczyly wszystkich zatrudnionycg w teatrze repertuarowym (czyli takim ze stalym zespolem artystucznym i technicznym) : aktorzy i rezyserzy, pani bufetowa i inspicjentka, kierownik scceny i panie krawcowe.Taki jest styl fiunkcjonowania teatru, ktory owszem, zmienil sie nieco od czasu wedrownych trup, ale wcale nie tak bardzo jakby moglo sie wydawac. Zespoly (zarowno artystyczny jak i techniczny) wcoaz jezdza po kraju, wciaz spia w najtanszych hotelach, wcoiaz maja najczesciej jedna wspolna i za ciasna garderobe, przez ktora procz aktorow przewija sie masa innych pracownikow obojga plci.
Nie chce mi sie juz tego wiecej tlumaczyc, ale tak jest i jezyk jakim sie ludzie w tej grupie porozumiewaja nie koniecznie jest rodem z salonu. Nikomu to naprawde nie przeszkadza i moze szokowac tylko wtedy gdy wydostaje sie na zewnatrz.
Ale można nie po chamsku. Plotkujące dzięciołowe 😉
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/DziecioOwe#slideshow/5967349394669953522
One nie plotkują, tylko się pożywiają 😉
Heleno, we mnie masz tu sojusznika, bo ja świetnie rozumiem, że nie bronisz chamskiego języka, tylko opowiadasz o pewnych realiach, które trochę inaczej wyglądają we wnętrzu teatralnej rzeczywistości, a inaczej kiedy się jej pojedynczy, wyizolowany element wyniesie na zewnątrz.
Chamski język zdarza się zresztą i w „kulturalnych” sferach, nie tylko wśród meneli i w obu jest równie godny potępienia. Bo jego cechą nie jest samo użycie brzydkich słów, tylko używanie ich a) bez umiaru i wyczucia, b) w oderwaniu od funkcji ekspresywnej czy stylistycznej, jako przerywnika bądź wypełniacza i/lub c) w intencji poniżenia czy zapędzenia do kąta rozmówcy.
Jak z wyczuciem, to wszystko jest dla ludzi, a nawet dla psów. 😈
Przy pasztetówce najlepiej się plo.. . rozmawia 😉
No wlasnie, Bobby.
A. to prawda, Irku, że dla rozmowy nie ma jak pasztetówka i procenty, byle też z wyczuciem. 😆
Magiczny Kot czytajacy w myslach:
https://dub111.mail.live.com/default.aspx?n=441731717&fid=1#!/mail/ViewOfficePreview.aspx?messageid=a0a0525e-7a3d-11e3-b35d-00237de3a2a2&folderid=00000000-0000-0000-0000-000000000001&attindex=0&cp=-1&attdepth=0&n=674420590
A tu jeszcze jak dziala Mala Inkwizycja z Maluskim Inkwizytorkiem:
http://wyborcza.pl/1,75478,15252613,Terlikowski_z_siekiera_i_ogniem__Tak_dziala__spalarnia.html
Moze niedlugo dorosnie i zabierze sie za czarownice.
No jakby to powiedzieć Moniko… przemilczałem go
świadomie 😉
A Lejzorek Rojtszwaniec zbankrutował. Trafiły mu się króliki bez penisa…
😉
Aaa, zeenie… No tak, no tak. -:D
Bobiku, mozna pewnie byloby dluzej, gdyby nie to ze piatek. 🙄 Przy wszystkich argumentach za (srodowisko teatralne nie jest mi takze zupelnie obce, ale to juz inna historia) 😉 zdaje sie, ze jednak podwladni (chocby piarowcy) pracujacy w teatrze/dla teatru nie odebrali epistoly najlepiej. I glownie, choc nie tylko, wlasnie o relacje zwierzchnik-podwladny mi chodzi. I jeszcze moze o managerska efektywnosc, ktora wypadla jednak slabo, skoro skonczylo sie na powiekszeniu juz chba istniejacego konfliktu.
No i czasy sie naprawde zmieniaja. Battle wyleciala za cos, co jeszcze nie tak dawno bywalo przeciez czesto tolerowane: upokarzanie garderobianych, rzucanie f-bombami, nieprzewidywalnosc, domaganie sie dla siebie najlepszej garderoby, etc. I w uprzejmym liscie uzasadniajacym zakonczenie z nia wspolpracy managerowie wspomnieli o tym, jak wazny jest profesjonalizm, gdy sie pracuje w wiekszym zespole. Muzyczno-teatralnym, oczywiscie. 😉
A skoro, Bobiku, wspomniales juz przy okazji korzystanie przez zeena z licencji, to ja pozwole sobie jednak wyrazic zawod, ze list z reklamacjami do pracownikow nie zostal napisany lekkim, dobrze skonstruowanym wierszem. 😆
herbata 🙂 🙂
szeleszcze
szeleszcze
szeleszcze 😀
brykam fikam
fiku bryku 😀
Rysiu, uważaj.
Taka była:
http://www.garnek.pl/waldi56/9401085/sojka#
Siedziała na miłorzębie, gołym, oczywiście, jakieś cztery metry ode mnie. Otworzyłam oczka i zobaczyłam ją.
No to już nie śpię.
A jaka duża z niej dziewczynka!
Dzień dobry 🙂
Ryś powinien dziś podjąć czynności administracyjno-logistyczne, w związku z tym, że w przyszłym tygodniu ma ponoć nastąpić coś w rodzaju prawdziwej zimy. Dać w porę wymówienia robalom, zabezpieczyć wykon dostaw ziarna i takie tam.
Dobra organizacja pracy podstawą sukcesu karmnika! 😎
Mialem okropna zasmarlkana i zakaslana noc. Telewizor cala noc straszyl, ze Tamiza dzis wyleje tuz-tuz, w Richmond.
Uswiadomilem sobie wtedy, ze jeszcze w zyciu nie widzialem prawdziwej powodzi na zywo i moze warto rzucic slepiem.
Potem jednak przrstraszylem sie, ze jak ta wiadomosc dojdzoe do Ameryki, to dostaniemy ze Stara polecenie natychmiastowego udania sie do Richgmond i pilnowania dobytku ze specjalnym uwzglednienem starego steinwaya i jeszcze starszych skrzypiec. I przysylania codgodzoinnych biuletynow ze woda nie pochlonela dobytku i zdolalismy uratowac wszystko.
Wiec sie przyczajamy i udajemy ze nas nie ma. I dlugo nie bedzie.
Deszczy żabami. Całą energię wkładam w trzymanie parasola i ciągłe zmienianie skarpetek na suche. Ale próbuję zaglądać choć na kawę, żeby sprawdzić, co u Was. 🙂
Mordko, możesz przecież przyczajać się telefonicznie i mailowo, ale Tamizę iść pooglądać. Chyba nie przypuszczasz, że milionerka porozstawiała tam swoich szpiegów? 😯
Ago, następnym razem zmień skarpetki na gumiaki, to jedyna szansa dla suchych nóg. 🙂
A przy okazji zaglądania na kawę może ktoś zechce rzucić okiem i ewentualnie podpisem na petycję w sprawie włoskiej żołnierki, która ma beknąć przed sądem wojskowym za uratowanie kotki i jej młodych: 👿
http://www.thepetitionsite.com/315/978/442/ask-italy-to-drop-charges-against-soldier-who-saved-a-dying-cat/
Stary steinway może w razie czego posłużyć za całkiem poręczną tratwę, nieprawdaż?
Widzę przed duszy mojej oczyma jak wyż wzmiankowana tratwa bohatersko pokonuje wzburzone fale, a na klapie siedzi Kot i gra na stradivariusie vel amatim Etiudę Rewolucyjną w transkrypcji własnej…
Czyżby światełko w tunelu? Giertych walczy z hejterami, może wygrają wszyscy:
http://wyborcza.pl/1,75478,15254760,Roman_Giertych_wygral_z_hejterami__Czy_portale_beda.html?v=1&pId=25901030&send-a=1#opinion25901030
Nieee… Kot teraz usadza sie przed telewizprem i oglada calkiem mlodziutkiego Attenbvorougha opowiadajacego jak termity, pszczoly, mrowki i inne bukaszki opanowaly swiat – w progfrmoie Lofe on Earth.
Mordko, może jednak dasz się przekonać. Nisi wizja niezwykle jest porywająca. 😀
Tamiza nad poziomy chlapie,
a w niej, uratowany cudem,
Kot płynie na steinwaya klapie,
Rewolucyjną rżnąc Etiudę.
Choć steinway w falach zwolna znika
i sucha przestrzeń dość już kusa,
Kot, niby skrzypek z Titanica,
nie puszcza z łap stradivariusa.
A brzegiem szmer podziwu szczery
z publiki się unosi trzewi:
– Cóż za transkrypcja, listen, Mary!
– Podobno własna, dear Kevin! 😈
😀
Dzień dobry 😆
Bobiku 😆 Furda mrówki 😆 Kot zaraz się wgramoli na klapę 😆
Ocho, mamy odwilz. Niech sie te tony sniegu stopia to i my poplyniemy. Jak nad Tamiza. Poki co zamieniam walonki na kalosze i hajda z Piesami na spacer. Pytales Bobiku jak sobie Piesy radza z duzym mrozem. Wogole sobie nie radza, bo to nie sa husky ani alaskan malamute tylko american brittany. Musza siedziec w domu w duze mrozy i wychodza na bardzo krotko, za potrzeba. One maja prawie gole brzuszki, wiec duzy mroz moze spowodowac odmrozenia. Ale lubia sie taplac w okolo-zerowej wodzie, wiec dzisiejsze ciapciowate sniegowwe blocko to bedzie znakomita zabawa w bieganie i chlapanie.
Mam nadzieje, ze slonce wstanie jak zwykle!
Na razie herbata. Z cytryna i brazowym cukrem.
Niech Kocia Dzielnosc w swiecie slynie
Gdy tak Tamiza groznie plynie.
A nie mówiłam 😆
Cacane poemko!
Kocie! Po takim poemacie Ty Attenborough oglądasz i na blogu siedzisz? 😀 😀 😀
To może Kot się jeszcze poważnie zastanowi, a my od poemek możemy gładko przejść do prozy nowego wpisu. 😆
Dobrym Piesom niebywałej radochy ze spaceru życzę, nie zważając na to, że i bez moich życzeń by ją miały, zwłaszcza po tak długiej przerwie. 😀
16323 znowu w odwiedzinach na liscie
Coś się dzieje na blogu. Zniknęły / u mnie/ komentarze popołudniowe. Jest Bobik 15:05 i Meki 19:42 😯
Wróć temat 😀 . To Meki wpis mnie zmylił