Pieskie chwile dyżurnego
Bobik rozejrzał się po kantynie i merdnął z zadowoleniem ogonem. Wyglądało na to, że wszyscy zostali obsłużeni i z zapałem obgryzali kości, lub prowadzili przyjazne rozmowy nad miskami. Mógł chyba na pół godziny czmychnąć na zaplecze i dać odpocząć zmęczonym łapom.
Kiedy zdecydował się przyjąć rolę stałego dyżurnego był przekonany, że będzie to czysta przyjemność. Zupy nalać, kaszy z gulaszem nałożyć, a przy okazji pogawędzić ze stołownikami – dla towarzyskiego psa sama frajda. Ale życie szybko nauczyło go, że obowiązek nie byłby obowiązkiem, gdyby składał się wyłącznie z przyjemności. Dyżury w kantynie potrafiły być również sprawdzianem dla wytrzymałości nerwowej, na przykład kiedy nie wiedzieć czemu wszystkie psy rzucały się na jedną kość i każdy próbował ją zaciągnąć do innego kąta, albo kiedy następował niepoprzedzony żadnym ostrzegawczym sygnałem ogólny tumult, w którym już nie wiadomo było, kto komu wyrywa kłaki.
No tak, w złą minutę to pomyślał. Właśnie w jednym kącie sali rozległo się straszliwe warczenie, kłaki zaczęły latać pod sufitem, z innych kątów dały się słyszeć napięte szczeknięcia i było do przewidzenia, że za chwilę zacznie się mniej lub bardziej krwawa jatka. Bobik zrobiłby wszystko, żeby jej zapobiec, ale nie bardzo wiedział, jak się do tego zabrać. W zamyśleniu przegapił początek sprzeczki i teraz nie miał pojęcia, o co poszło, kto zaczął i po czyjej stronie była racja. Wiedział tylko, że jak zwykle wszyscy wyjdą z tego nieco poturbowani i nikt nie odniesie żadnej korzyści. A on, jako dyżurny, będzie znowu miał wyrzuty sumienia, że nie stanął na wysokości zadania.
O leniwej chwili na zapleczu można było zapomnieć. Bobik rozejrzał się za swoją gałązką oliwną, która czasem potrafiła działać cuda, ale jak na złość gdzieś mu się zapodziała. Czuł się dość bezradny, a nie było to jego ulubione uczucie.
– Nie zawsze jest łatwo prowadzić ten interes – poskarżył się Jackowi Russelowi, który siedział oparty o kontuar i filozoficznie wachlował się ogonem, najwyraźniej nie mając zamiaru przyłączać się do naparzanki. – Coraz częściej mam wrażenie, że sobie z tym nie radzę. Już się zastanawiałem, czy nie zrezygnować z dyżurów, ale jakoś mi się wydaje, że to nie byłoby całkiem w porządku. Ktoś to w końcu musi robić.
Russel przerwał wpół filozoficzny ruch ogona i szczeknął przed siebie, jakby nie adresując tego do nikogo w szczególności:
– Historia świata jest sumą tego, czego można było uniknąć.
– Ale skoro tak, to tym bardziej powinienem robić sobie zarzuty, kiedy nie uda mi się doprowadzić do uniknięcia czegoś – jęknął całkiem już zdeprymowany szczeniak.
– Historia historią, ale ty, Bobik, lepiej uważaj – mruknął Russell, patrząc na niego z lekkim zaniepokojeniem. – Jednym z objawów zbliżającego się załamania nerwowego jest przekonanie, że wykonujemy niezwykle ważną pracę.

Lechu evergreen 😉
http://faktypofaktach.tvn24.pl/walesa-ostro-o-homoseksualistach-oni-musza-wiedziec-ze-sa-mniejszoscia,309357.html#autoplay
Zdziwiłabym się, a nawet zaniepokoiła o jego zdrowie gdyby zachował się inaczej 😎
Pani Danuta, wywiadowana przez Dominikę Wielowiejską, mówi to samo ❗
Ten eksperyment z komputerami dla dzieci zaniedbanych edukacyjnie jest absolutnie fascynujący. Najbardziej chyba przez swój radykalizm, który raczej nie byłby możliwy w krajach bogatszych (sam bym się pewnie zawahał przed puszczeniem edukacji szczeniaków tak kompletnie na żywioł). A tu i tak nic nie ma do stracenia, skoro alternatywą jest zupełny brak nauki.
Bardzo jestem ciekaw, co z tego wyniknie na dłuższą metę.
Ten Pan Sugata Mitra to jakis nawiedzony Ulepszacz Swiata. Szkoda, ze takim nie daja pokojowych nagrod Nobla. Znaczy chodzi mi o to by caly swat o nim uslyszal i nim sie zainspirowal.
Bardzo sie ciesze, ze Sugata Mitra dostal nagrode TED.
Zas a propos Walesy, to przypomnial mi sie przeczytany niedawno artykul Zakowskiego na podobny temat – wypowiedzi, zachowan, ktore jednak moga dziwic, choc wielu nie dziwia. I Zakowski postuluje, ze chyba lepiej, zeby jednak szerzej dziwily…
http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1535537,1,dlaczego-polacy-sa-dla-siebie-okrutni.read#
Ide sobie zrobic herbaty, bo dla mnie, jak dla Rysia, poranek zaczyna sie od herbaty. A dzisiaj mam do tej herbaty nowa sliczna ksiazke znanego tlumacza literatury japonskiej na angielski, o historii splotu tradycji Zen i tradycji herbacianej. Do tego najwyzrazniej nie wypada kawy (nie wiem czy ktos jeszcze tak mial w dziecinstwie, ze probowal odtworzyc to, co zjadali bohaterowie czytanych ksiazek, ja w kazdym razie tak mialam). 😉
Och, Moniko! Ja nieustannie usilowalam odtwarzac wszystko co jadali bohaterowie moich ksiazek w dziecinstwie! Niektore potrawy byly trudne do zdobycia : np zimny udziec barani przynoszony przez studentow z Pickwicka z zajezdni na dole. Marzylam o takim udzcu z zimnym twardym lojem!.
Znacznie latwiej wydawalo mi sie przygotowac sobie kanapki z ogorkiem do herbaty i jedyny, jak sie okazalo po latach, problem jaki z tym mialam, to ze nie zorientowalam sie, ze ogorki musza byc swieze, a nie kiszone, jak bylam przekonana. Wiec robilam sobie calymi latatmi kanapki z plasterkami kiszonego ogorka, w glebokim przekonaniu, ze kuchnia angielska z czasow Dickensa nalezy do najbatdziej wykwitnych na swiecie i ja sie na niej poznalam. Kanapki z ogorkiem! 🙂
Kiedy podzielilam sie tymi opowiesciami z Panem Cedrykiem Dickensem, to on sie az zakrztusil ze smiechu (on latwo sie smial) i opowiedzial mi, ze zimny udziec barani byl przeklenstwem jego lat szkolnych spedzonych w internacie. Niech mu ziemia lekka bedzie. Bardzo mi go brakuje.
Za chwile musze wyjsc, ale „odniose sie” jeszcze do tekstu Zakowskiego. Slusznego pod kazdym wzgledem, ale czegos mi , jesli nie w samym tekscie, to chciaz obok, zabraklo.
A mianowicie jak ma zachowac sie obywatel kiedy skacze mu adrenalina bo na jego oczach dzieje sie cos bardzo niesporawediwego, okrutnego , niedopuszczalnego. Demokracja zna rozliczne sposoby postepowania i procedury, kiedy sie tak dzieje. Nalezy o nich prztpominac i nauczac spolecznych reakcji.
A tak po przeczytaniu takiego tekstu jak ten Zakowskiego, pozostaje tylko poczucie bezsilnosci i zlosci lub wzruszenia ramion i powtorzenia jakiejs znanej formulki o „naszej klasi politycznej, ktora jest jaka jest”. Mozna ja jednak zmieniac. Mozna brac sprawy w swoje rece. Mozna te klase rozliczac. Od tego jest spoleczenstwo obywatelskie.
Ja się w ogóle w ten sposób gotować nauczyłem, że com wyczytał, zaraz chciałem zmałpować. 🙂 Tylko musiałem się z tym tajniaczyć i przeprowadzać próby podczas nieobecności starszyzny w domu. Czasy były trudne, biedne i marnowanie żarcia na jakieś podejrzane eksperymenty było bardzo źle widziane.
Potem, kiedy już faktycznie coś tam umiałem, moje dziwactwa kulinarne zaczęły być doceniane, a nawet cenione. 😉 Ale sam przyznaję, że np. mój pierwszy winegret, wykonany z braku laku z oleju rzepakowego i octu spirytusowego, do mistrzostwa świata raczej nie mógł pretendować. 😈
Moniko, zdziwienie nie jest jedyną możliwą reakcją na coś, co się nie podoba. 😉 Można odczuwać oburzenie, złość, niesmak, frustrację, smutek, zażenowanie etc., mimo że coś/ktoś nie dziwi. Brak zdziwienia w takim przypadku oznacza po prostu tyle, że coś/kogoś się już dobrze zna i wie się, czego oczekiwać. Ale nie jest to w żaden sposób równoznaczne z akceptacją.
Czytałem Żakowskiego już parę dni temu i odczuwałem głównie smutek, a zarazem złość. Myślę, że oba te uczucia były „produktywne”. 😉 Smutek pobudzał do refleksji, a złość do niezgody i tego, o czym pisała Helena – do chęci zareagowania, zrobienia czegoś chociażby na małym, ograniczonym poletku.
Dopiero gdybym zareagował obojętnością, sam sobie bym się bardzo zdziwił. 😉
A rzeczywiscie, Bobiku, zdziwienie nie musi byc wcale jedyna reakcja, ale ja mysle, ze te wszystkie reakcje, ktore opisujesz, w jakims stopniu sa jednak – czasem dalsza – pochodna poczatkowego zdziwienia. Tyle, ze u osob juz nieco przywyklych sie dziwic. 😉 Poza tym w naszej kulturze zdziwienie jest uwazane wlasciwie za objaw naiwnosci, niedoroslosci, braku doswiadczenia, a nie wszedzie i nie zawsze tak jest. Skoro juz dzisiaj jestem na szlaku herbacianym, to podrzuce pojecie beginner’s mind, ktore mozna swiadomie w sobie kultywowac, nawet juz bedac doroslym. 😉 Moze i dlatego tekst Zakowskiego mnie nie zdenerwowal, bo uznalam, ze byc moze i jemu mysl pobiegla podobnie.
A przy czytaniu tez mnie bardzo ciekawila baranina na zimno, owsianka na gesto, i ciasto w puszce. To ostatnie, gdy juz znalazlam sie w Anglii, okazalo sie calkiem milym zaskoczeniem – bo keksy angielskie sa troche jak pierniki, i im starsze tym lepsze. A puszki, a naprawde ladne okragle metalowe pudelka pomagaja im sie starzec z wdziekiem. Do angielskiej herbaty (chyba dzis od herbaty nie uciekne!) 😉 bardzo dobre.
http://badania.net/20-uroczych-zdjec-zwiekszajacych-produktywnosc-w-pracy/ – i po małym intermezzo proszę wrócić do blogoprodukcji w niewoli u Bobika.
No tak, Andsolu, Bobik, wieczny szczeniak na portrecie powyzej jest w dziedzinie natchnien do dalszej produkcji pionierem. Teraz juz wszystko jasne… 😆
ja w niewoli herbaty 🙂 🙂
slonce, slonce, slonce, walesalem sie w drodze z S-Bahnu do domu
po Terenach Zielonych, z plaszczem rozpietym i polami rozwianymi
jak na lewaka przystalo, pachnie wiosna i to swietnie tak 😀
a ksiazke Panio Rosin wysle chyba Pani Srodzie, tak sobie pomyslalem czytajac rozdzial „Die Spitze” (Mehr oder weniger) Nette Mädchen bekommen das Chefbüro., tylko
czy bedzie to juz zlosliwosc czy tylko nawolywanie do edukacji 🙄
herbata wiec 🙂 🙂 🙂
pstryk
Bobiku (11:54)), że kiedyś coś było o przywódcach na czas wojny i czas pokoju, którzy odmiennymi właściwościami muszą się charakteryzować to relacjonowałem o Czejenach, jak to oni sobie radzili ze swoimi Wałęsami i Kaczyńskimi. Jak na psika, pamięć całkiem dorosła…
O, dziękuję andsolu, oszczędziłeś mi szukania w Twoich archiwach. 🙂 Bo miałem taki zamiar, ale najpierw musiałem pojechać do sąsiedniego miasta w bardzo pilnej sprawie zakupienia sobie takiej nowoczesnej fajki pokoju, do jakiej Wódz namawiał. 😀
To chyba i ja zaciągnę Sukę do pokoju z fajkami 😉
Najpiękniejszy jest ten pierwszy 🙂
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/TenPierwszy#5850798702803399010
Widzialam dzis juz pelno rozkwitlych zonkili, widzialam forsycje (zloty deszcz) oraz bazie.
Heleno, taka wiosna w Lublinie to dopiero za 5-6 tygodni 🙁
Żołnierz Wyklęty 2013 😯
http://sphotos-f.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc7/599191_4129709216142_934078045_n.jpg
Skoro tak kulinarnie się zrobiło, pochwalę się, że dziś na kolację serwowałam łososia w czerwonym pesto, który wyszedł dość zacnie. 😉
A Wałęsa chyba rzeczywiście powinien zamilknąć. Ale on nawet własnych dzieci nie posłucha. 🙄
Warszawa, mimo że dzisiaj termometr na zerze, już pachnie wiosną, ptaki się puszą na widok pań-ptaków, inne ćwierkają, a psy padają ofiarami zauroczeń od pierwszego wejrzenia. Taką nagłą psią miłość rozgrywającą się po dwóch stronach przejścia dla pieszych przy alei Zielenieckiej. 😉
Irku, brak poczucia humoru, to jednak prawdziwe nieszczęście. Łomatko 😆
uciekło mi gdzieś „widziałam” w ostatnim zdaniu 🙄
Młody jestem, to się na tych historycznych postaciach nie znam. 😳 Czy żołnierz wyklęty to taki żołnierz, na którego widok wszyscy wołają „o, k…”? 😯
Ja jeszcze na psanienki się nie rzucam, może przez ten brak słońca. Ale Pręgowana już zaczęła coraz później wracać do domu z nocnych wypraw. Musi kalendarz kopnął w marzec. 😉
Żeby tylko brak poczucia humoru, haneczko
I oni chcą być kulturalną stolicą Europy 😯 I jeszcze mają hasło: Wrocław – miasto spotkań…
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,13492258,_Za____c_ci_z_otwartej_czy_z_polobrotu____Atak_na.html
To było kilka godzin temu w głównych wiadomościach na gazeta.pl. Stchórzyli i zabrali, musiałam znaleźć osobno na stronie Tok FM.
Chyba długo nie pojadę do Wrocławia
Na widok wyklętego husarza na pewno
Bobiku, ten żołnierz jest zaklęty i sam nie wie w kogo/co 😉
Czytałam o ty, Pani Doroto. Chciałam tam jechać na to http://www.mnwr.art.pl/CMS/zapowiedzi_wystaw/zapowiedzi_wystaw.html i po lekturze jakoś mi się odechciewa.
Pan mąż zajrzał wczoraj na egzorcystyczny wykład Tekielego. Sala pełna. Ludzie, w zdecydowanej większości, młodzi 🙁
http://natemat.pl/52467,na-plecach-wytatuowana-kotwica-na-ramieniu-zolnierz-zolnierze-wykleci-wzorem-dla-mlodziezy
Znowu przedwcześnie i pochopnie tworzymy mity narodowe, to za świeże i niezbadane jeszcze dzieje, aby ustanawiać święta państwowe.
Husarz to taki Polak co robił dużo szumu, więc ja bym go do godła wstawił, zamiast orła.
To i jodłę jeszcze, z gór szczytu 😉
Husarz na jodłę, a jodła do godła! 😆
Nie winiłbym całego Wrocławia za to, że część jego mieszkańców to palanty.
Zresztą, w którym mieście ich w ogóle nie ma? 🙄
Tak se podglondom i widzem, że jakieś tematy z szumiom jodły na gór szczycie lecom…
To ja tylko siem przypomnem, że ja tu siem znalazłem z okazji premiery Halki w grudniu 2011.
Mam wrażenie Bobiku, że we Wrocławiu mają wyjątkowe luzy 👿
Dla mnie zawód jest tym boleśniejszy, że zawsze bardzo lubiłam Wrocław, miałam wielu przyjaciół w środowisku muzycznym i ceniłam to, co się dzieje fajnego w tamtejszej szkole. I to się oczywiście nie zmieniło. Ale już pobożnym życzeniem okazał się mój ogląd, że to miasto godzi się ze swoją historią, dawną i współczesną, że podchodzi do niej w sposób dojrzały. No i klops.
@ zmora 22:06
Tak, ja też uważam, że prezydent Komorowski nie powinien był ustanawiać tego święta. Już je sobie przywłaszczyły najciemniejsze siły.
Doro, jeżeli to jest możliwe we Wrocławiu, to nie chcę myśleć, co się może zdarzyć w innych miastach, bo Wrocław był najbardziej otwartym miastem na wszelką inność.
Zbieramy teraz, co posiał Kaczor przez ostatnie lata. A to dopiero poczatek, obawiam się.
No i p.Prezydent aktualny też się przyczynia. Nie mogę go traktować jako prezydenta wszystkich Polakow, bo nie jest neutralny światopoglądowo. Co samo w sobie nie jest naganne, ale nie wolno mu tego demonstrować.
Ja „z wysokości z pod szczytu” – jasno stanowię.
Żaden Kaczor, żaden Kaczor!
Przestańcie pieprzyć ograne kawałki.
Jesteście podobni do tych po drugiej stronie poglądów mimo pozycji, jaką zajmujecie w społecznościach, w których jesteście umocowani.
Czasem sobie myślę, że tu pisze pani P. tylko pod innym nickiem.
Niestety, też mi się tak wydaje 🙁
I rzecz nie tylko w tym, że Kaczor posiał, ale że Tusk olał. W imię źle pojętej wolności słowa.
Trzeba umieć w pewnym momencie postawić tamę złu. I zrobić to instytucjonalnie, bo tu obywatele sami nie poradzą. I zdecydowanie, żeby zdusić w zarodku. Teraz niestety draństwo już się tak rozpleniło, że jest coraz bardziej harde i coraz trudniej coś konstruktywnego zrobić.
Jedno jest niezmienne: czarny kundelek najlepszym przyjacielem człowieka 😉
http://fakty.tvn24.pl/szczesliwe-zakonczenie,309498.html
Klakier znowu zaczyna? I znowu obraża?
Mam powiedzieć, co o tym myślę?
Wolę nie. Wystarczy powiedzieć, że trzeba zdawać sobie sprawę z tego, co się mówi i o czym się mówi. Tu nie salon24.
http://wyborcza.pl/1,75248,13473428,NOP_terroryzuje_Wroclaw.html ;-(
Klakier i nie zaczyna i nie obraża.
Klakier nawet nie jest tak „bezpośredni”, jak niektórzy tutaj, których ta społeczność ubóstwia.
Klakier sobie siedzi na biwaku pod szczytem w Blogu Pana B. i niechętnie „fruwajkowo” – sieć bezprzewodowa zagląda do głównego wątku.
Klakier tylko prosi o wyważone opinie na miarę ogłady, wykształcenia, znajomości Świata, inteligencji etc. etc. piszących.
A mam czasem wrażenie, że czytam forum Pikutkowa Małego.
Też uważam, że błąd leżał po stronie organów państwowych. Należało wtedy juz zdecydowanie reagować, a tak mamy, co mamy. Kłamstwo, jak było zresztą do przewidzenia, staje się prawdą, z roku na rok coraz więcej ludzi wierzy w zamach smoleński. Ale takie są zazwyczaj skutki stosowania w takich przypadkach zasady, ustępującego mądrzejszego.
A Ty Klakierze, proszę nie wymagaj ode mnie, abym wyrażala się o kimś z szacunkiem, kogo nie jestem w stanie szanować, mało tego, kogoś, kogo uważam za największego wroga narodu polskiego. Czy o Stokłosie w dalszym ciągu mówisz p.senator, bo zdarzyło mu się nim być?
Tak, to jest wiadomość sprzed paru dni.
To narasta z dnia na dzień.
Podobno Dutkiewicz przeznaczył jakąś kasę na zwalczanie tego świństwa. Po pierwsze: gdzie ta kasa? Po drugie: jak się zamierzają do tego zabrać?
Od lat była tam propaganda sukcesu, bo pan prezydent jest z tych pt. jestem duży i piękny i kocham siebie z wzajemnością. Teraz to wszystko ostatecznie pruje się w szwach.
Jak się klakierowi nie podoba, niech idzie gdzie indziej. Nie ma obowiązku masochizmu.
Ciekawe w tym klipie o Czarku, ze prowadzacy program wprowadza ja jako „Renate Kiepska”, zas ona sama wyprowadza sie na koncu jako „Renata Kijowska”. 😯
Wiem, Doro, że sprzed paru dni, ale wtedy jeszcze miałam nadzieję, że to wybryk szerokich karków, aczkolwiek uwazałam, że nie należało odwoływać, tylko zapewnić ochronę policyjną.
Dzisiejsze wydarzenia są znacznie gorsze, dużo szersze spektrum społeczne. Wstyd mi za Wrocław, bo czuję się z nim związana 🙁 .
O! Klakier ma znowu atak 🙁
Droga Pani Doroto,
proszę mnie stąd nie przepędzać. Mnie się tu bardzo dobrze bywa. Dlaczego? A sama Pani linkowała materiał o tym, jak terapeutyczny bywa czarny pies.
Rozzuchwalenie przyszlo, moim zdaniem, trzy lata temu pod Palacem. Wlazde usnely, udawaly ze nie istnieja, no i teraz mamy co mamy.
Wracając do kasy obiecywanej przez Dutkiewicza, obawiam się, że to jego oświadczenie jest kolejną farsą autopropagandową, a pieniądze są wirtualne. Dlaczego tego się obawiam? Ano dlatego, że wiadomo, że miasto jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Kulturę przycięto w sposób skrajny, przykładowo w operze nie ma w tym sezonie praktycznie żadnych premier. Wszystko z powodu stadionu, który trzeba spłacać. Typowe polskie zastaw się a postaw się.
Ja też czułam się od lat związana z Wrocławiem, nie powiem, od ilu lat tam przyjeżdżam, bo ludzie tyle nie żyją 😛
A żeby było całkiem jasno, Klakierze, nie dość że nie szanuję Kaczyńskiego, to gardzę nim z całego serca. Uważam, że większego szkodnika w powojennej Polsce nie było. Nie było nikogo przed nim, kto by tak zantagonizowal naród. I wyzwolił demony.
Klakier, nie jestes terapeutyczny, jesli to miales na mysli. Jestes wylacznie irytujacy.
Klakierowi dobrze się tu bywa, ale nam z klakierem gorzej. Bobiku, przepraszam, ale chwilami nie idzie strzymać.
Po co się oburzać na słowa o Kaczorze, kiedy mówimy o rzeczach ewidentnych, tak bardzo ewidentnych, że nie ma potrzeby rozpisywania się o nich i wystarczy sygnał.
A ja zupelnie nie rozumiem tych dodatkowyc pieniedzy. Niby na co? Na gazy lazawiace i armatki wodne? Na karabiny maszynowe?
Chyba, ze bylyby to dodatkowe pieniadze na oswiate i jakies imprezy antyfaszystowskie. O, wtedy tak.
Ad Zmora
Ale czy brak szacunku dla X musi prowadzić do zachowań nieeleganckich i poglądów niezweryfikowanych.
Jarosław Kaczyński jest politykiem, byłym Premierem, Prezesem jednej z dwóch znaczących sił politycznych w Polsce.
Mnie się może nie podobać jego postać, jego postawa, jego poglądy, jego zachowania – nie uprawnia mnie to do nazywania Go Kaczorem.
Widzę oczywiście, że próbuje zagospodarować tę część społeczeństwa (która może nie chodzi do wyborów – może jest „wyklęta” – stosując pewną terminologię, pozbawiając ją zbrojnego charakteru).
Bezsprzecznie toczy się w tej chwili jakaś próba sił – ale czy trzeba w niej uczestniczyć w wymiarze gnojownika jeśli ma się inne poglądy??
Heleno, piszą tam tak:
W grudniu prezydent Rafał Dutkiewicz poinformował, że przekaże z budżetu dodatkowy milion złotych dla policji na zwalczanie rasizmu i ksenofobii. Z tej kwoty 750 tys. zł na dodatkowy sprzęt, m.in. wsparcie miejskiego monitoringu, a 250 tys. na zatrudnienie nowych funkcjonariuszy rozpracowujących środowiska ekstremalne.
Ad Helena
To Bobik jest terapeutyczny.
Klakier jest zawsze wq… bez znaczenia, czy klaszcze, czy gwiżdże.
Bobik jest terapeutyczny – i dlatego wszystko ma być na Bobika? Wrrr.
Niestety, Klakierze, mnie też już zaczynają puszczać nerwy. Po prostu nie życzę sobie tu rozmowy w tonie „pieprzycie ograne kawałki”, nawet gdyby stały za tym jakieś argumenty, a tym bardziej, kiedy nie stoją. Ograne kawałki, Pikutkowo, itd. – to JEST obraźliwe.
Na przyszły raz takie posty będę po prostu usuwać.
Ad Helena 2 marzec 13, 23:54
Heleno, ja bywałem trzy lata temu pod Pałacem w lecie codziennie, więc dość dobrze znam tamte realia, a nie przekaz telewizyjny.
Władze, moim zdaniem nie przysnęły, ale wentylowały społeczeństwo.
Zapewniam Cię, że przeciwnicy byli o wiele bardziej groźni niż ten lud modlący się.
Rozumiem Bobiku – zastosuję się.
Dobrze, że nie napisałem, że kogoś „kopnę w d…”
Klakierze, mam Ci wymienić innych wodzów wybranych w demokratycznych wyborach w niedalekiej przeszłości ?
Człowieka się szanuje nie za stanowisko, jakie piastuje, tylko za postawę moralną, a ta w wypadku Pańskiego idola jest żadna. Ten człowiek nie zna znaczenia słowa moralność. Zważ Waśc, że nazywam go człowiekiem. Jeszcze.
„Go” duza litera? Czy on juz umarl?
Nadawanie niepopularnym politykom przydomkow ma szacowna tradycje. Nawet New York Times nazywal Nixona Tricky Dick. Dick jest oczywiscie forma od imienia Richarda, ale ma jeszcze dodatkowe znaczenie w amerykanskim angielskim -jako nazwa czlonka meskiego.
Oczywoscie ja wole Kaczynskiego nazywac nie Kaczorem tylko uprzejmie i medycznie Psychopata. 😆
Kaczyński obudził demony, a teraz wymknęły się z jego rąk. On sam siedzi teraz cicho, a burza się rozpętuje.
A że w innych krajach ksenofobia (w szerokim znaczeniu) także rozkwita, to tutejsze przypadki stają się prawidłowością.
Jak się tych rzeczy nie powstrzyma, po prostu coś strasznego się rozpęta.
I tyle na ten temat. Teraz już nie Kaczor jest problemem, tylko jego dzieło. Jego i Rydzyka. To dwaj demiurdzy dzisiejszych czasów, zresztą nawzajem się rozgrywający i ogrywający 👿
Zmoro, błagam – proszę mi nie przypisywać, że ktoś jest moim idolem.
Dopominając się o pewien elementarny szacunek dla Człowieka Publicznego, którego jakaś tam część Społeczeństwa darzy zaufaniem, szacunkiem, czy też nadzieją polityczną , upominam się o POZIOM DEBATY PUBLICZNEJ, a nie dyskutowanie na poziomie, że X to jest … . A zaraz ktoś zapyta – a kto to powiedział? – Y? – a ten to dopiero jest … .
Groza mnie ogarnęła na myśl, kogo musielibyśmy czcić, gdyby szacunek automatycznie był zapewniany przez stanowisko. 🙄
Można mieć szacunek do stanowiska jako takiego, np. szanować urząd prezydenta lub kanclerza i właśnie dlatego z całych sił protestować, kiedy zajmuje je osoba niegodna.
Dyktatorzy też są lub byli ludźmi publicznymi i tylko dlatego ich mamy szanować?
Łajza z Bobikiem 😉
A tak w ogóle, klakierze, to przypominam, że my rozmawiamy prywatnie na blogu, a nie organizujemy debaty publicznej.
Sparszywiało i on to sparszywił. Wrednie tyrając długie lata. Zero szacunku.
Czy Jarosław Kaczyński obudził demony?
I czy wymknęły się z jego rąk?
Hmmm… tak się nad tym zastanawiam?
Załóżmy taki scenariusz – Lech Kaczyński ląduje szczęśliwie w Smoleńsku, jedzie do Katynia, wraca, przegrywa wybory prezydenckie, PiS – no i tu są możliwe dwa scenariusze – utrzymuje się/nie utrzymuje się w wyścigu po władzę.
Ale zostawmy to na boku.
Czy demony (wobec biednienia społeczeństwa) spałyby dalej, czy by się obudziły?
I kto by je zagospodarował politycznie?
Blog jest prywatny, rozmowa prywatna, a debata publiczna – chciał nie chciał, ale tak jest!
Na salonie24 jakoś się tym nie przejmują.
Jarosław Kaczyński obudził demony wcześniej. To, o czym traktowała piosenka „Ostatnie pięć piw”, linkowana tu niedawno, działo się za jego czasów.
Ale kto wie, może istotnie gdyby Lechowi nie zachciało się tego Smoleńska i słusznie przegrałby wybory, rozeszłoby się po kościach. Tyle że Jarkacz by nie popuścił i szczuł bardziej. Pytanie, na ile byłby wtedy skuteczny.
I trzeba jeszcze dodać, że wszystko wyostrza dziś kryzys. Jak w Niemczech w początkach hitleryzmu.
Gdybać można sobie w dowolnym kierunku, tylko że z tego niewiele wynika. Wiele ważniejsze jest to, co się zdarzyło i dzieje naprawdę. A zdarzyło się tak, że wiele demonów istotnie zostało wypuszczonych i wprawdzie nie zrobił tego tylko jeden Kaczyński, ale jego udział w tym był dość spory. Na dodatek wypuszczał te demony często z powodów małostkowych, osobistych, z interesem publicznym nic niemających wspólnego. Za co takiego kogoś szanować? 🙄
Ad Dora
No cóż… Jakoś chyba nie umiem się pogodzić z pewną formą wyrażania opinii.
Sam bywam czasem i mocno krytyczny, i irytujący wobec tych czy innych poglądów – ale nigdy we mnie to nie powoduje agresji do osób z którymi się nie zgadzam.
Pewnie jestem w jakiś sposób uszkodzony.
Powtarzam, klakierze – my używamy skrótów i mamy tutaj do tego prawo. Gdybyśmy rzeczywiście organizowali debatę publiczną, wypowiadalibyśmy się pełnym tekstem. Tu nie mamy potrzeby. Nie dostrzegam agresji w tym, co pisaliśmy powyżej, bo samo słowo „Kaczor” nie jest wyrazem agresji. A stwierdzenie „Kaczor posiał” jest wyłącznie stwierdzeniem faktu.
A jednak wypowiedz Walesy wywoluje dzis znacznie wiecej oburzenia komentatorow niz kiedys, jak cos chlapnal. Co jest jednak pocieszajace.
Przed laty kiedy Lechu wzywal politykow aby ujawnili ktory z nich jest Zydem, to malo kto zwrocil na to uwage, a kiedy pojawilo sie to w programie brytyjskiej telewizji, wiele bylo glosow, ze „oni na sile chca zrobic z Walesy antysemite”.
Ja wiem, ze Walesa jest taki jaki jest. A jednak jestem jakos bardzo poruszona jego ostatnim chlapnieciem.
I przypominam sobie incydent z pracy, ktory przeszedl do legendy wsrod moich kolegow, czesto cytowany (bo roztrabilam)
Moj byly szef, Gienek S, wreczyl mi kiedys duza tasme z 45-minutowym wywiadem z Panem Prezydentem i powiedzial. Tu jest bardzo duzo pieprzenia w bambus. Zrob z tego nie wiecej szesc minut materialu, ale zrob z niego MEZA STANU!
„Zrob z niego meza stanu” stalo sie u nas powiedzeniem nie tylko w odniesieniu do Lecha.
Tak. Mysmy wszyscy robili z niego meza stanu.
Z szacunku dla urzędu nie żyje prawie stu ludzi. Każdego z tych żyć jest mi ciągle żal, a moje osobiste sym i antypatie nie mają tu nic do rzeczy.
Ostatnie pięć piw” – to akurat nie było skierowane przeciwko JK, a przeciwko innemu macherowi od budzenia demonów.
Patrząc po frekwencji wyborczej – jest w Polsce ukryta siła „demonów” i to dość znacząca. Ciekawe, co może je pobudzić do aktywności?
To ja sobie pozwolę zacytować sam siebie z biwaku pod szczytem na Blogu Pana B.:
http://www.youtube.com/watch?v=axP7cv1WEdg
Pieprzycie ograne kawałki jest eleganckie i nieagresywne? 😯
Helenko, dla mnie chlapnięcie Wałęsy też nie jest żadną niespodzianką. Wtedy, gdy kandydował na prezydenta i rzucił te pamiętne antysemickie słowa, nie zmusił mnie nawet Tymiński, żebym poszła na wybory. To nie był mój prezydent. I jeszcze dodatkowo namieszał przez ściągnięcie Kaczyńskich i wojnę na górze. Po prostu żeby namieszać.
Wielu ludzi przez lata było zafascynowanych Wałęsą, było „wałęsistami” – nawet rozsądna, wydawałoby się, p. Janina Paradowska. Ciekawam, co teraz myśli o swojej dawnej fascynacji.
Ja wałęsistką nigdy nie byłam.
@ klakier 00:49 – przypominam, że Młodzież Wszechpolską rozkręcił Giertych jako szef LPR, a jego z dobrodziejstwem inwentarza wziął do rządu Kaczor.
Wszyscy jak wszyscy, Heleno. Urban mógłby dziś zapytać, chichocząc w kułak, „a nie mówiłem?”. 😉
Przy okazji przypomniało mi się proroctwo Urbana z samego początku transformacji, że w ramach odzyskanej wolności on z woli ludu będzie wisiał, ale na jednej gałęzi z Michnikiem. W sensie symbolicznym już się sprawdziło. 🙄
Ad Dora 3 marzec 13, 00:45
Oczywiście – w gronie osób, które tu pisują na prawach członka rzeczywistego – tak.
I gdyby Blog Bobika był zamkniętym blogiem – OK – jest to jasne.
Blog Bobika jest blogiem otwartym i w sensie czytania i w sensie możliwości tu pisania.
Więc jest debatą publiczną.
Po roku tu pisania przyznam sobie atest niezdzieralnego – wytrzymałem, choć najlepiej się czuję w zakończonym wątku Blog Pana B.
Inni nowi odpadali po krótkim czołganiu przez społeczność blogową. Choć wnosili tu wiele nowego.
Ad Dora 3 marzec 13, 00:56
W rządzie był też Leper.
Moim zdaniem JK z jakiegoś powodu czyścił scenę polityczną.
Co przerwała katastrofa smoleńska.
klakier @01:03
To oczywiście totalny bezsens.
Po pierwsze, katastrofa smoleńska była już dawno po upadku JK.
Po drugie, Kaczor wziąłby do rządu i diabła samego, żeby mieć koalicję. Żadnego planu w tym nie było. Oczywiście chciał traktować ich jak przystawki i pożreć, ale nie po to, żeby „oczyścić scenę polityczną”, o, już takim idealistą to on nigdy nie był, ale po to, by samemu urosnąć.
No i urósł. Teraz żywi się środowiskiem Radia Maryja, tylko tu jest pytanie, kto kogo, bo tu trafiła kosa na kamień. Natomiast narodowcy – o, to już inna para kaloszy.
Wyraźnie podkreśliłam, że rzecz nie tylko w tym, że „Kaczor posiał”, ale też że „Tusk olał”. I wyrosło toto pod bokiem.
Mowiac „wszyscy” mialam na mysli media. Nie chcielismy by „nas” kompromitowal, nie chcielismy by byl posmiewiskiem i by kompromitowana byla Solidarnosc. No i bralismy poprawke na to, ze jest prostym robotnikiem, niewyksztalconym czlowiekiem, ktory ie zawsze potrafi gladko czy madrze gadac.
Jeszcze co do @01:01
O tym, czy jest Blog Bobika, decyduje na szczęście Bobik, a nie klakier.
I może przyjść taki moment, że uzna, że miarka się przebrała i traktowanie tutejszych bywalców z pogardą musi skutkować utratą statusu niezdzieralnego.
Miało być oczywiście „o tym, CZYM jest Blog Bobika” 😈
Tak swoją drogą to wyobrażam sobie, jakim dramatem to chlapnięcie Wałęsy musi być dla Wajdy, który zrobił o nim film 😈
Tak, Heleno. W skali mikro mam to na własnym podwórku. Ratujemy by nie kompromitować, co skutkuje rozpieprzem instytucji 🙁
Dobry list Ewy Wanat:
„Szanowny Panie Prezydencie, chciałam Panu tylko powiedzieć, że jest mi strasznie smutno, jestem w głębokiej żałobie – wczoraj umarł dla mnie bohater „Solidarności”, symbol Zmiany, po moim zmarłym bohaterze pozostał tylko typowy polski ksenofob i ignorant.
Z ogromnym smutkiem żegnam Pana, Panie Prezydencie.”
Co ja tu jeszcze robię 😯
Robota czeka. Dobranoc.
Ad Dora 3 marzec 13, 01:08
klakier @01:03
To oczywiście totalny bezsens.
Hmmm… no może…
„była po upadku JK”
Ale kiedy on nigdy nie upadł.
Czy np Lech Wałęsa upadł?
Ja sobie tak myślę (pamiętam Ago, że jak tak napiszę, to Ty nic nie rozumiesz), że katastrofa smoleńska coś zatrzymała na ileś tam lat.
Ale jak wiadomo, że życie nie znosi pustki, że te obszary zatrzymane wypełnią się czymś – tylko nie wiadomo czym?
Pewnie dobrze jest mieć w pogotowiu taki wypełniacz, ale jak się go nie ma, to się budzą demony. I tego jesteśmy świadkami.
Dobranoc.
Dobrej Nocy Pani Kierowniczko.
Doczytałem to, co się pojawia z opóźnieniem.
O tej pogardzie…
No tak… jak dobrze nam zdobywać góry i pełną piersią…
http://www.youtube.com/watch?v=86Bw3yX-Nyc
Ja już parę razy przypominałem o prostej zasadzie, ale przypomnę jeszcze raz: osoby publiczne, decydując się na bycie publicznymi, niejako automatycznie zgadzają się na to, że będą krytykowane, szarpane za nogawki, wykpiwane, itd. Muszą znieść więcej, mieć grubszą skórę, albo z publicznej działalności zrezygnować. Prywatnym wolno mieć wiele większą wrażliwość
Tutaj wprawdzie piszemy w jakiś sposób na publicznym widoku, ale jednak jesteśmy gronem czysto towarzyskim, nie instytucjonalnym. Łączy nas to, że lubimy ze sobą rozmawiać. I na mój psi rozum, jeżeli lubię sobie z kimś pogadać, to staram się okazywać mu szacunek i życzliwość, bo inaczej wcześniej czy później rozmowa przestanie się kleić. Nie wyklucza to żartobliwych szturchańców, ale na zasadzie „kto się czubi ten się lubi”, a nie na serio i obraźliwie.
A jak się kogoś nie lubi i gada z nim niechętnie, no to najlepiej go unikać, bo po co się męczyć? 🙄
List Ewy Wanat to jest list zawiedzionej wałęsistki. 😉 A ja, jak Pani Kierowniczka, nigdy szczególnym wałęsistą nie byłem (chociaż przy Tymińskim jednak się złamałem). Zawsze obok legendy widziałem rzeczy, które mi się zdecydowanie nie podobały i świadczyły o dość ograniczonych horyzontach. Więc nie martwię się akurat tym, że i Brutus… Martwię się tym, że w ogóle jest jak jest. 🙄
Bobiku, ja tylko w kwestii formalnej (zanim się już zupełnie rozbiwaczę pod szczytem) – a kopanie w d..ę, to „na zasadzie “kto się czubi ten się lubi”, a nie na serio i obraźliwie.”
Bo jeśli to na „zasadzie”, to ja bym się mógł tu uiścić do niejakich adresatów.
Dość, Klakierze. Nie mogę i nie chcę przy każdym spięciu analizować całej historii blogu. Na pewno było w niej, jak w każdej historii, dużo momentów i rzeczy niesłusznych, niesprawiedliwych, za mało wyważonych, itd., ale nie będę za każdym razem rozważać, czy komuś kiedyś przypadkiem nie dostało się aby za słabo lub za mocno. Dziś pisałem do tego, co było dziś i tyle.
Konieczność ciągłej metarozmowy w pewnym momencie odbiera wszystkim jakąkolwiek przyjemność z rozmowy. A ja wolę mieć przyjemność od nieprzyjemności. I na tym szlus, punkt, jak mawiają Germanie.
Ja to sobie tylko tak myślę Bobiku, że dobrze było mieć Babcię, która umiała nauczyć kindersztuby.
klakierze, przed laty w pewnym domu wczasowym w olbrzymiej jadalni pojawiła się w drzwiach śliczna dziewczynka (4? 5 lat?) i zatrzymała się tam patrząc na ludzi. I stała z tym uśmiechem i warkoczykiem, aż jadalnia zamilkła i wszyscy spoglądali na nią. I dziewczynka rzekła: a teraz zrobię kupkę, obróciła się i wyszła.
Rozumiem, że nie masz warkoczyka i czaru dziewczynki, ale też nie masz przecież 5 lat.
Bardzo Ci Klakier wspolczuje, ze nie miales babci. Ale nie spoosb tlumaczyc wszystkiego brakiem babci, ktoraby Cie nauczyla elementarnych zasad przebywania w towarzystwie.. 😆
Dobranoc Wszystkim.
I nie mam zwerbalizowanej potrzeby robienia kupki.
Niezwerbalizowanej też nie mam.
I jeszcze sobie też myślę na dalekich marginesach, że wbijanie mi tej domniemanej werbalizacji za pomocą kopów w … co to Bobik dziwnie w moich wypowiedziach kropkuje to dosadne słowo, a w innych wypowiedziach nie… to zaprawdę zbytek łaski.
Patrzę od roku na Blog Bobika – jak kastrujecie skutecznie wszystkich spoza kręgu znajomych. To po co taka formuła publiczna? Zamknąć się we własnym kręgu 10 osób i klepać się po tych… no jak to tam… poglądach.
Droga Pani Heleno,
bardzo lubię Panią czytać.
Ale też zauważam, że nie zawsze Pani rozumie, co zostało napisane.
Ale porzucam takie dywagacje.
Opowiem Pani pewną historię i ciekaw jestem Pani opinii.
Historia z racji upublicznienia będzie ze zrozumiałych względów dość ogólna.
Otóż tak – do pewnego kraju przyjeżdżają ludzie. W tym kraju rodzą im się dzieci. Pierwsze dziecko pierwszego języka uczy się rodzinnego, potem uczy się języka kraju, w którym żyje. W języku rodzinnym mówi, ale ze złym akcentem i ze złą melodią.
W języku kraju, w którym mieszka mówi bezbłędnie.
Drugie dziecko najpierw mówi w języku kraju, w którym się urodziło – jak mówi w ojczystym – nie wiem.
Jak to się tak dzieje?
Nie mam pojecia, Klakier. 🙂
Masz racje, ze slabo Cie rozumiem. Czasami wrecz sie zmagam, zeby zrozumiec, ale slabo mi idzie.
Tak to juz jest. Jedni nie wiedza co pisza, inni nie wiedza co zostalo napisane. Zycie. 🙄
Szkoda, że mi się nie pojaśni w tym obszarze lingwistycznym.
W pewien sposób pokładałem w Pani doświadczeniach nadzieję mej potrzeby zrozumienia.
Czasem zamieniam kilka zdań z tym człowiekiem w jego pierwszym języku. Ja gadam ułomnie, jego gadanie muzycznie mi skrzeczy.
A co do zrozumienia mego pisania… no cóż… dzięki Pani opiniom uznałem, że dość często gadam sam ze sobą.
Ale – zawsze wiem, co gadam i co piszę.
🙂
Dzien Dobry Bardzo 😀
szaro do tego jeszcze niestety
leniwie
herbata
herbata
herbata
🙂
Dora 21:17
Zmora 22:06
Zmora 23:37, to tylko kilka linek i tylko z wczoraj – boje sie!
to strach ktory rosnie powoli od tygodni, miesiecy, ostatnich kilku lat, ten nacjonalizm, te szukanie bohaterow w „krysztalowej” przeszlosci, to nie tylko media prawicowe ktore rosna w sile, to tez zmiana slownictwa i usztywnienie pogladow u „codziennych” ludzi, jestem czesto w Kraju, w Berlinie spotykam duzo studiujacej tu mlodziezy, co sie stalo? jak moglismy do tego dopuscic? moze strach ma duze oczy? moze patrze i czuje to z perspektywy mojego wyluzowanego MultiKulti Berlina? moze, a jezeli nie, to co nas czeka? Narodowy Nacjonalizm, Narodowa Demokracja? tak, tak boje sie!
pstryk z serca Berlina robi nieustannie lewicowy – ja
nieustajaco herbata 🙂
Dzień dobry 😉 .
Wydaje mi się, Klakierze, że w Twoim lingwistycznym opowiadaniu usiłujesz doszukać się jakiejś reguły, której nie ma.
Owszem, wśród emigracji w Kanadzie dość powszechne było długie lata nauczanie dziecka wyłącznie polskiego i przebywanie wyłącznie w środowisku polonijnym, dopóki nie pójdzie do szkoły. I wtedy okazywało się częstokroć, że dziecię nie włada angielskim i musi mu szkoła zapewnić lekcje wyrównawcze. I być może taka sytuacja spowodowała, że we wspomnianym przez Ciebie przypadku, przy drugim dziecku rodzice zachowali się inaczej.
Generalnie nie ma reguł. Bywa i tak, że emigruje dziecko paroletnie i zatraca znajomość języka, nie ze złej woli rodziców, tylko z zachwytu babć np jak szybko dzieciak łapie obcy język w przedszkolu, a zatem, aby mu pomóc należy z nim w tym języku rozmawiać. Albo też rozmawiać w języku tubylców, aby się od własnego dziecięcia nauczyć języka.
Albo wychodzą rodzice z założenia, że inne języki będą dziecku bardziej przydatne w życiu. Bądź też uwierzyli psychologom i pedagogom, którzy okresowo twierdzili, że dwujęzyczność od niemowlęcia hamuje rozwój dziecka.
Albo pod wpływem stresu i licznych obowiązków nie pilnowali się dostatecznie, aby dziecku odpowiadać wyłącznie po polsku, mimo że automatycznie niejako ciśnie się na usta odpowiedź w języku, w którym zostało postawione pytanie. Uwierz mi, że wychowanie dziecka dwujęzycznego wymaga ogromnej samodyscypliny każdej ze stron. Nie każdy ją ma.
Klakierze, odczucie, że Kaczyński jest Twoim idolem, wzięło się stąd, że napisałeś o nim” Go”, dużą literą, co zazwyczaj jest wyrazem co najmniej ogromnej atencji. Żadne inne reguły nie uzasadniają takiego sposobu pisania, chyba że ich nie znam.
Berlinske metro wita Was 🙂 🙂 🙂
http://ru.fishki.net/picsw/032013/01/pics//pics-0012.jpg
(za oknem widac ze to chyba stacja Kottbusser Toe – serce
Kreuzbergu)
a tu zwiezly komentarz do Funduszu Koscielnego
https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/5714_420263074723267_1999948134_n.jpg
nieustannie herbata 🙂 🙂
Dzień dobry 🙂
Kawa, herbata, druga kawa 🙂
nieustannie herbata 🙂 🙂 🙂
W tym momencie remis 2 kubki kawy : 2 kubki herbaty. Ale zaraz się będzie przechylał na korzyść herbaty 😉
Dzień dobry,
przykro mi, ale coraz bardziej utwierdzam się niestety w tym, że rozmowa (jakakolwiek) z klakierem jest karmieniem trolla. Jak chce gadać sam ze sobą (jak w końcu przyznał), i jeszcze uważa, że „zawsze wie, co gada i pisze” (choć w rzeczywistości nie wie – to wynika z rozmowy), to musi nam jeszcze głowę zawracać na blogu? Gdyby to jeszcze było cokolwiek konstruktywnego.
A Bobik prosił… Raz, drugi, dziesiąty… Nawet wczoraj wypowiedział się expressis verbis: „jak się kogoś nie lubi i gada z nim niechętnie, no to najlepiej go unikać, bo po co się męczyć?”
No i co? I tym razem nie pomogło.
Obawiam się, że to może pójść w drugą stronę: że będzie się tu odzywał tylko klakier, a np. przestanę ja, bo mam tego po prostu po dziurki w nosie. I z innymi podobnie.
„Kastrujecie skutecznie wszystkich poza kręgu znajomych” – przypominam ostatnie przypadki:
– Warszawianka – od początku odzywała się tu z pogardą i wyższością (podobnie jak wczoraj klakier);
– ks. Bogusław – przyjęty tu został z wielkim merdaniem, ale znikł sam z siebie, jego sprawa, dlaczego;
– z Jasiem owszem, było przykre nieporozumienie. Ale też nie kastrowanie, tylko zbyt ostre reakcje na uwagę wygłoszoną w dobrej wierze. Potem i on się wnerwił i stało się. Ale nie była to „kastracja”, lecz typowe qui pro quo.
Drugie śniadanie, herbata 😉
Dzień wstał dziś ponury. Mam pełne ręce roboty – z odponurzaniem. Ciężka praca, ale bardzo potrzebna. Dziękuję wszystkim za pomoc w postaci blogowych uśmiechów. 🙂
Ponury mimo słoneczka…
Smutny, dający do myślenia tekst:
http://wyborcza.pl/jakurzadzicswiat/1,129508,13487268,Panstwo_rottweiler.html
Wśród tak zdezintegrowanego społeczeństwa łatwiej jest agresorom zakrzykiwać życie publiczne. I tu mamy odpowiedź, dlaczego ruchy narodowe, pomimo swej niszowości, terroryzują. Bo milcząca większość interesuje się tylko sobą, rodzinami i kumplami.
Dzień dobry 🙂
Herbata i… Chciałbym mieć ostatnie słowo pod tym wpisem. 😉
„Nie zgadzam się z wami” to zupełnie co innego niż „niby tacy jesteście ę ą, a takie pieprzycie głupoty”. Usiłowałem to Klakierowi wytłumaczyć, wykazując naprawdę dużo dobrej woli i cierpliwości, ale najwyraźniej bez skutku. Wobec tego będę złym psem i naprawdę zacznę kastrować, czyli usuwać komentarze, które nam po prostu rozwalają rozmowę i zmuszają do nieustannego zajmowania się jedną osobą.
Proszę tylko resztę o niekomentowanie takich postów, bo wtedy usunąć ich nie mogę bez uczynienia dalszego toku całkiem niezrozumiałym.
Jest nowy wpis, przenieśmy się tam z kawą oraz herbatą, nie kręcąc się już dłużej wokół Klakiera. Howgh! 😎