Psia choinka
Ci, którzy zdążyli prawie wszystko przygotować, są zadowoleni. Ci, którzy zdążyć nawet nie mieli zamiaru, też mają przyjemność, bo się nie napracowali. Święta są zatem tak czy owak czasem ogólnej przyjemności i zadowolenia, a przynajmniej być powinny.
I ja chciałbym zmieścić się w tym taku i owaku, więc z przyjemnością, w imieniu całego blogowiska, dziękuję za wszystkie świąteczne życzenia i wzajemnie życzę najlepszego, najzdrowszego, najsmaczniejszego, a przede wszystkim najweselszego. A teraz już możemy z zadowoleniem przejść do najprzyjemniejszej części wigilijnego dnia, czyli do prezentów.
Pierwszy prezent to wigilijna opowieść Katarzyny Weintraub o karpiu pożydowskim, która trafiła do nas, za zgodą Autorki, poprzez berlińskiego Rysia. Tę paczkę można rozpakować tutaj.
A drugi prezent… Chyba rozumiecie, że pod psią choinką nie mogło zabraknąć pasztetówki dla Wszystkich. Toteż drugie opowiadanko, a właściwie humoreska Wladimira Kaminera, którą przetłumaczyłem z niemieckiego, jest cała o pasztetówce i leży w tym miejscu.
No to rozplątujemy wstążki, przecinamy sznurki, rozrywamy papier. Wesołych Świąt! 🙂

mialem szczescie
rozmowa u Pani Kierowniczki wciagajaca, chyba cos dopisze tez
🙂
ide tam
😀
Widziałam kiedyś szampanowanie, i to „Czerwonym Kapturkiem” (dawniej DDR-owskim, kultowym), w pociągu na trasie Duesseldorf-Bonn 😀
Rysiu, nie idź. Pliiiiz. Niech troll zdechnie.
ponownie kultowy! 🙂
zabiore kilka Piccolo (wytrawne) i bedziemy strzelac korkami 😀
juz bylem, mam niestety szlaban na wejscie 🙂 🙂 🙂
Bobiku, przeciez Ty zapewne myslisz o Sloniu, kiedy myslisz „Monika” (przynajmniej ta Monika). 😆
Jotko, ja mysle, ze ten wpis Makowskiego wiele zawdziecza Lakoffowi, a konkretnie jego dorobkowi dotyczacemu myslenia politycznego – co sam autor zreszta zaznacza, choc zastosowanie juz analizy polskiej sceny politycznej jest juz jak najbardziej Makowskiego (a na tym blogu, w dosc podobnym, polskim kontekscie, tez Lakoff kilkakrotnie wystepowal).
A Lakoffa ksiazki o metaforach, narracji itd. stoja teraz 2 metry ode mnie, na polce (bo te tematy leza tak naprawde najblizej moich zainteresowan, wiec i biblioteczka podreczna jest do nich odpowiednio ulozona). 😉
Za co? 🙂
Za niewinność. Ostatnio ja też siedziałem w poczekalni. 😈
Przepraszam, Jagodo, widac sie jeszcze przyzwyczajam do Twego nowego nicku (dobre dla Lakoffa!). 😉
Powyższe oczywiście odnośnie szlabanu Rysia
oczywiscie ze za niewinnosc 🙂 🙂
Rysiu, chyba Łotr Dywanikowy wystraszył się słynnej klawiatury 😆
Wpuściłam 😉
Zajrzałem, żeby odpowiedzieć Beacie i zobaczyć co Ryś takiego strasznego naskrobał, a tam jest normalna Sodomia i dym. To się zawsze tak kończy. Nie wpuszczać domokrążców i Świadków Jehowy. 😈
Wodzu, ale oni pukając zwykle nie mówią, że są domokrążcami albo świadkami. Dopiero jak już nogę w drzwi wstawią, szydło wychodzi. 🙄
Ten konkretny mówił. 😛
Rysiu, kiedy będziesz szampanił w pociągu, proponuję, żebyś jeden z toastów wzniósł za zdrowie Staruszka (tego, który wyskoczył przez okno). Ja też wzniosę, bo to było dla mnie Beletrystyczne Odkrycie Roku, które Tobie właśnie zawdzięczam. 😀
A nie pisałem, że Pani Kierowniczka, to tak od czasu do czasu JEDNAK lubi podymić. 🙄
I na moje niehumanistyczne oko, to lubi sobie podymić z jedną i tą samą osobą (mimo różnych nicków). O!
Uważaj, Klakierze, bo za chwilę Wódz uzna Cię z drugiego ze świadków Jehowy – oni zawsze chodzą parami – i potraktuje dzidą. 😎
A jakie to Beletrystyczne Odkrycie Roku??? Bo chętnie może też co odkryję….
Zabawne, Lakoff widzę za psychologa, za politologa, jak dobrze doczytać, to i za matematyka robi. On chyba jednak przede wszystkim powinien być nazywany językoznawcą, chociaż teraz to takie mętne… (znaczy się, językoznawstwo).
Dla zainteresowanych, ta recenzja Pinkera z Lakoffa
http://pinker.wjh.harvard.edu/articles/media/2006_09_30_thenewrepublic.html
jest niezła. Lakoff odpowiadał, że to wszystko na odwrót.
Swoją drogą w pewnym momencie życia niektórzy uważają, że już się na wszystkim znają (np. ja, :lol:). Taka Wierzbicka, która kilka lat temu odkrywała wszystkim o czym to naprawdę niejaki Jezus mówił, tworząc, jak to ładnie Bartmiński mówił (ale, niestety, poważnie): lingwoteologię
😆 😆 😆 😆 😆 😆
Przy okazji: świat zwierząt jest kompletnie zamknięty dla nas. Po prostu nie wiemy czy mają literaturę, teologię i filozofię. I raczej nigdy nie będziemy wiedzieć. O trudnościach samego wyobrażenia sobie jak to jest być kimś innym np. zabawnie Thomasa Nagela: How to be a bat.
Ojej, wlasnie zajrzalam do Dory, i troche mi sie ciemno zrobilo przed oczami… 🙄
Za to u mnie dzien wyjatkowo jasny (sa jakies zalety tej stopy sniegu). 🙂
Tu jest książka, o ktorej pisze Bobik do Rysia:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/123509/stulatek-ktory-wyskoczyl-przez-okno-i-zniknal
slynna klawiatura 😆
Jak Ty możesz robić za polonistę, Tadeuszu, to dlaczego nie Lakoff za politologa? 😆
Ten Stulatek prześmieszny i czyta się znakomicie. Jak ktoś nie ma akurat nastroju masochistycznego, tylko chciałby zaznać czystej radości życia bez zobowiązań, polecam z czystym sumieniem. 🙂
Człowiek takiej mieć nie może, może jakaś maszyna spamująca, ale nie człowiek. Nie dziwię się, że z powodu klawiatury Ryś siedzi w poczekalni 🙄
Bobiku, ciesze sie ze trafilem 🙂 i wzniose 😀
niezle noty ma ten „Stulatek” na portalu z linki mt7
vesper 😛 😉
a widzialas moje parapety? 🙄
Ja z doskoku i na chwilę, ale w sprawie.
Klakierze! Przed chwilą trafiłam w Mezzo, niestety, na ostatnią już część V Czajkowskiego pod Giergiewem i przypomniało mi się, co mi tak strasznie przeszkadzało w Filharmonii Narodowej. Ty pewnie siedziałeś w jakichś słusznych rejonach, a ja w pierwszym rzędzie (prowincjusze tak dostają, a i tak się cieszą). Coś mnie wkurzało od samego początku, miałam wrażenie, że źle słyszę. Jakieś przydźwieki, diabli wiedzą co. I okazało się, że ta cholera sobie śpiewa pod nosem, całkiem głośno, różne bumcykcyki. NIO.
W telewizorze nie było tego słychać i od razu bardziej mnie wzięło…
Nacht Bobikowo 🙂
Tak, Rysiu, widziałam.
Poczekalnia, cyborgu 👿
Tera bedzie Druga, lecę słuchać.
Pokaż, Rysiu, parapety. 🙂
Za tę klawiaturę i parapety wepchnąłbym Rysia temy łapamy do poczekalni i wypuścił dopiero w przyszłym roku, gdyby nie kolejna wygrana walka z samym sobą. 😈
Oj, a z kolei Pinkera scinaja inni, Tadeuszu (czesto, jak wszedzie, podteksty sa bardzo prozaiczne). Ostatnio sam dostal raczej mocno letnie recenzje za ksiazke pisana na spolke z Panglossem (choc fragmentami bardzo ciekawa)… 😉
A z tymi -logiami i -logami to w ogole strasznie juz ubieglo- a nawet XIX-wieczne, bo podzial na dziedziny (zwlaszcza uniwersyteckie) odbywal sie w innych czasach, na innym etapie wiedzy. Ostatnio sporo dyskusji na ten temat bylo przy okazji Nagrod Nobla, a pewnie bedzie jeszcze wiecej, w miare jak sie jedni drugim beda wtracac w do niedawna skrzetnie pilnowanych ogrodkow. 😉
A gdzie można zobaczyć parapety?
Wystarczy oczyma duszy, pamiętając o znanej już od starożytności zasadzie „moja klawiatura świadczy o moich parapetach”. 😆
Słynne parapety Rysia – nikt nie widział, a już są legendą 😉
Klakierze @21:25, jeżeli np. wielbiciel Generalissimusa w słusznym wieku i jakiś nieszczęsny młody DJ mają być jedną i tą samą osobą, to winszuję przenikliwości psychologicznej 😛
Tak, pokaż mi swoją klawiaturę, a powiem ci, jaki masz parapet.
A gdzie dwa parapety się biją, tam klawiatura korzysta. 😎
Śmieją się, a ja nie wiem osochodzi. 🙁
Idę sobie.
Dopóty klawiatura wodę (z)nosi, dopóki się parapet nie urwie. Czy jakoś tak to szło.
O to chodzi, Siódemeczko, że Rysio nic innego nie robi, tylko klawiaturę i parapety czyści. I dlatego przez blog kurcgalopkiem przemyka, że mu się do ściereczek spieszy 😈
Albo (i to jest druga wersja) pisze z usmarowanego ketchupem ajpada, a tę klawiaturę tylko do zdjęcia wyjmuje ze specjalnego pokrowca. Co nie wyjaśnia, dlaczego jest zatrzymywany w poczekalni. Wracamy więc do wersji pierwszej
Nie idź sobie, Siódemeczko. 🙂 W trzeciej wersji o to mniej więcej chodzi, że w czystość parapetów Rysia można uwierzyć i na niewidzianego. 😉
Lepsza klawiatura w garści niż parapet na dachu. 😈
Mam mąkę gryczaną i chęć na bliny. Oczekuję propozycji (jak to robić…). Tak: http://whiteplate.blogspot.com/2009/01/bliny-z-kawiorem-i-kwan-mietan.html
?
O pewnym leniu, któremu się nic nie chciało, czyli o mnie…
Świat ujrzałem w pełni lata
Które wkrótce przeminęło
Jesień niczym strzelił z bata
Potem mrozem wody ścięło
A ja trwałem, trwałem twardo
W ciepły becik zawinięty
Osłonięty jego gardą
A śnieg padał jak najęty.
Szkoła jedna, druga, trzecia
Wąs się sypnął, żądze wstały
A ja ciągle jak ten dzieciak
Chciałem zostać wiecznie mały
I wciąż trwałem w przekonaniu,
Że nie dla mnie upływ czasu
Wszyscy w jakimś opętaniu
W szale dziwnych wygibasów.
Liczne marne stanowiska
Gdy koledzy hen w kariery
A mnie nisza moja bliska
Idźcie wszyscy do cholery!
Ja swój świat mam murwa kać
Wszystko, czego chcę, to trwać!
Ze swych karier pospadali
A ja co? Ano, trwam dalej.
Starość jest zbyt krótkim stanem
Nim się w niej zorientowałem
Już powieźli karawanem
Przez cmentarną, starą bramę
A ja chciałem tylko trwać,
Tylko trwać żesz murwa kać…
Na nikogo nie mam haków
Oj nie przetrwam wśród robaków…
Wiosna, lato, jesień, zima,
Świat wciąż trwa,
A mnie już ni ma…
Przyszła pora na refleksję:
Po co ja tak chciałem trwać?
Ano wpadłem w tę obsesję
W inną mnie nie było stać…
Jeden płynie z tego morał:
Dupsko z krzesła ruszyć trzeba
Będzie z tego korzyść spora
No i lżejszą będzie gleba.
Amen
Eeee. Spirytus mocny, ale mięso słabe. Pozwolę sobie iść leżeć spać 😉 (czy można więcej bezokoliczników zgromadzić??).
Branoc!
Chyba mogę sobie pozwolić iść leżeć spać.
Ach, gdyby tak móc sobie pozwolić iść leżeć spać!
Więcej mi się udało 🙂
Zaraz odszukam, Tadeuszu, mój sprawdzony przepis na bliny carskie, pszenno-gryczane. Nawet wśród Rosjan i Ukraińców budziły zachwyt, o czym zawiadamiam bez fałszywej skromności. 🙂
Czy poemat zeena należy rozumieć tak, że zadek ruszony z kanapy gwarantuje nieśmiertelność? 😯 😆
Oczywiscie, ze zwierzeta maja literature, teologie i filozofie. Ale termity nie sa zwierzetami, tylko paskudztwem. Creepy crawlers.
Stara wrocila. To co przyszlo to taki sprytny stojaczek z Polski, ktory zamowila do westibulu przed drzwami wejsciowymi – na buty i parasolki. Z czarnego metalu. Musiala wszystko tym nowym aparatem pofotografowac w domu – Elena, po zaweiruszeniu sie taboretu od fortepianu, nieustannie sie denerwowala czy ten fortepian jest faktycznie jej, rodzinny jak sie okazuje, wyslany do Niemiec do przegladu i restauracji jakichs czesci. Caly czas domagala sie zdjecia. Nie pomagal nawet bardzo dokladny opis cartouche’u na bokach. No to to ma teraz na Flickrze.
Sprawdzila tez, ze te rolety mozna zawiesic nad oknami w sypialniach. Jest tam pod sufitem przybita pomalowana deska.
Uff.
Kazde bliny sa pszenno-gryczane. Inne nie bywaja. Same pszenne to sa nalesniki.
Proszę bardzo, oto bliny, do których mam pełne zaufanie.
5 szklanek mąki, pół na pół pszenna z gryczaną
ok. 1 l mleka
5 dag drożdży
5 jaj
10 dag masła
1 łyżka soli
1 łyżka cukru
Zrobić rozczyn z drożdży, połowy mąki i połowy mleka. Niech wyrośnie. Potem dodać resztę mąki i mleka, roztopione masło, żółtka, wymieszać na gładko. Na końcu ubić białka i delikatnie wmieszać w ciasto, zostawić na 20 minut. A potem już można smażyć bliny i wielkimi łyżkami nakładać na nie kawior. 🙂
Ta porcja z przepisu jest bardzo duża, więc ja zwykle biorę połowę składników. I tych proporcji mąki pszennej i gryczanej nie zawsze pilnie przestrzegam, bywa że sypię pi razy drzwi. A czasem nawet, jak nie mam pod łapą gryczanej, to biorę samą pszenną. Ale mięszane jednak lepsze. 🙂
Mordko, mogą być też same gryczane. Ale dla mnie one trochę za ciężkie.
Dla mnie tez. Chyba ze mowimy o galette z maki gryczanej, cienutkie jak pajeczynka. Ale to tylko Francuzi potrafia.
Ten kawior na blinach jest zachodnim wynalazkiem, tak naprawde. I niezbyt szczesliwym. Kawior, zimny, trzymany w miseczce na pokruszonym lodzie, najlepiej smakuje na cieniutkich kromkach ciemnego chleba posmarowanego cieniutka warstwa zimnego masla. Cienko posiekana trybulka. Albo na polowce ostudzonego jajka na twardo. Tak sie gp je tradycyjnie.
Zimne bliny sa niedobre. Gorace psuja smak kawioru. Ale z goracymi blinami z patelni bardzo dobre sa delikatnie przyprawione sledzie. To jest tradycja.
O. Tutaj tez podaja chleb. Blinow ani sladu:
http://www.ehow.com/how_2127065_serve-caviar-correctly.html
Ja właściwie najbardziej lubię bliny z samą śmietaną, bez śledzi. A kawior osobno łyżką wyżreć z puszki. 😀
… a chleb z samym masłem, a jajko z majonezem, a śledzia z cebulą. 😛 Mnie kawior też najbardziej smakował sam – z blinami nie próbowałam, tylko z chlebem i z jajkiem.
Ten akompaniament blinow do kawioru, zaloze sie, zostal wymyslony w jakiejs zachodniej restauracji, aby jeszcze bardziej nabic cene – i paaaaszlo! Jako „typowo rosyjskie” danie!
Ja tez lubie bliny z gesta smietana. Ale nie wzgardze tez sledziem – byle naprawde delikatnie przyprawionym, a to znaczy dlugie moczenie przedtem. Takze nie wzgardze z creme de morrons, a zwlaszcza nie wzgardzi moja E. ktora za creme de marrons z bita smietanka pojdzie do granic piekla.
Brrr, krem z kasztanów zawsze jestem gotów oddać w dobre ręce, do ostatniego lepkiego, mdławego i przeraźliwie słodkiego łyka. A ofiara mojej dobroczynności może mi się za to odwdzięczyć dodatkową puszką kawioru. 😈
Mozna zorganizowac wymiane.
Ja tylko przelotem jako duch.
Poruszona pytaniem (kilka wpisow wstecz) p. Heleny o przyczyny dla ktorych p. Irena zerwala wieloletnia przyjazn odpowiadam: moze dlatego, ze kiedy p. Irena byla flekowana przez dawnych przyjaciol z kregu GW w tym pania o imieniu Teresa za zbrodnie skrytykowania p. Adama, kiedy otoczono ją intryga i poddano pogardliwemu ostracyzmowi to wtedy p. Helena mimo podziwu dla „Kub” i „Azerbejdzanow” nie stanela kolo p. Ireny w obronie jej prawa do opinii wlasnej, tylko przylaczyla sie do flekowania.
Moze dlatego? A moze jeszcze z innych powodow?
Teraz znikam, bom duch. Gratuluje fajnego bloga. Dobrego 2013.
Witaj, Duchu Komandora. Odpowiedź na zarzuty pozostawiam, oczywiście, samej Helenie. Ja tylko mogę podziękować za życzenia i wzajemnie życzyć Dobrego Nowego Roku. Najlepiej w duchu porozumienia i wyczyszczenia wszelkich zaległych żalów. 🙂
Drogi Duchu Komandora, z pewna ulga przeczytalem te wstzasajace zarzuty pod swoim adresem, bo one sa JAKIMS wytlumaczeniem. Do tej pory nie mialam zadnego.
Chce Cie, Duchu, zapewnic, for what it’s worth, ze nie zdarzylo mi sie nigdy w zyciu, do nkogo, powiedziec jednego zlego slowa o Irence, nawet w moim bardzo obolalym stanie nie umialabym mowic o niej zle. Zawsze bylam jej bezgraniczie oddana i lojalna. Absolutnie nie bylam swiadma, ze „flekowala” ja Teresa, choc wiem przeciez o dawnym konflkcie, ktory nastapil lata zanim doszlo do zerwania naszej przyjazni. Ublewalam nad tym, bo wiem jak byly zaprzyjaznione, ale to byla sprawa miedzy paniami, ja z tym nie mialam nic, ale to absolutnie nic wspolnego, Terese spotkalam raz w zyciu, kiedy obie Panie jeszcze byly bardzo zaprzyjaznione i od tego czasu nie mialam z nia kontaktu, ani nie zauwazylam nigdzie zadnych jej napasci na Irenke. A kiedy Irenke otoczono intryga, bylam ta, ktora pisala plomienne listy w jej obronie do wspolnych znajomch. Irenka zna te listy, bo posylalam jej kopie.
Wiec naprawde musialo dojsc do jakiegos poteznego nieporozumienia, jesli mogla przez moment chocby sadzic, ze „staje po stronie” jej wrogow przeciwko niej.
Z pewnoscia nie wszyscy jej wrogowie sa moimi wrogami . Nie jest moim wrogiem Adam M., ktorego nawiasem mowiac ostro i publicznie napadlam w Londynie, wywolujac skandal na jego odczycie z okazji 40-ej rocznicy Marca. Bylo to w koncu listopada 2008 r., kiedy z publicznosci zaczelam krzyczec „To nie bylo tak, Adam! To nie bylo tak!” I zostalo to podchwycone przez wiele osob na sali, zas Adam zmienil troche retoryke i odpuscil te watki, ktore chcial przekabacic i ktore byly klamstwem, choc rozumiem jego dobre intencje. . Nie jest jednak moim zadnym wrogiem. Czytam jego gazete, ktora nie jest w zadnym wypadku idealna, ale najblizsza mojemu rozumieniu swiatam mojej wraziwosci, mojemu odczuwaniu.
Jestem bardzo wierna w przyjazni ( a nawet w milosci) , Duchu Komandora. Nawet wtedy kiedy nasze polityczne wybory i sympatie rozchodza sie. Zadna polityka nie bylaby mnie w stanie oderwac od Ireny, ktorej zawdzieczam bardzo wiele, pamietam to i bede zawsze pamietac z wdziecznoscoa, wzruszeniem, czasem rozbawieniem, zawsze cieplo.
Przekaz jej moje najserdeczniejsze pozdrowienia i zyczenia szczesliwego Nowego Roku.
Życzę wam, Koszyczku, szczęśliwego Nowego Roku. Jutro (w sumie dzisiaj) w rozgardiaszu mogę nie zdążyć. Ostatnio same żaby.
Dobranoc.
I Tobie, Alienor, i Tobie. 🙂 A żab jeśli nie mniej, to przynajmniej samych sympatycznych. 😉
Dodam jeszcze dwa slowa. Na tym blogu opowiadalam wiele anegdot i wspolnych naszych przygod z Irena. zawsze, zawsze wystepowala ona w tych opowiesciaich jako postac pozytywna, godna podziwu.
To mogę z solennym merdnięciem ogona potwierdzić. 🙂
Sylwestrowe Dzień Dobry 🙂
Czy ktoś zna jakąś kawę z bąbelkami ?
Poza cavą, oczywiście
poza cava? herbata? 😉
szeleszcze ostatnia tego roku 🙂
Tereny Zielone S-Bahn przeglad pozycji 🙂 🙂
brykam
brykam fikam
😀
Bry!
Dziękuję za całokształt! Ależ jaj w tych blinach… Iście wielkorosyjskie i carskie. Galetta mnie zaintrygowała, może nie pomylę z gilotyną….
Dzień dobry – wczoraj była ta ostatnia niedziela Starego Roku i Stary Rok podśpiewywał, że jutro się rozstaniemy na wieczny czas.
Ciekawe, co by było, jakby dziś przed północą nawiał z kalendarza przez okno?
A co do blinów i kawioru – dawno, dawno temu w antrakcie Bachczysarajskowo fontana w Pałacu Zjazdów w Moskwie w bankietnom zalie zjadłem bliny z kawiorem. W życiu już nigdy nie natrafiłem na te niebiańskie smaki – choć próbowałem ten smak odnaleźć.
Jak pisze Helena – bo bliny za zimne, a kawior za ciepły.
Ad Nisia 30 grudzień 12, 22:18
Ależ tak – na którymś nagraniu na jutubku też to słychać (mnie się wydawało, że to głośniczki komputera pobrzękują).
Jeśli to nagranie na Mezzo to było to z Salle Pleyel ze stycznia 2010, to właśnie to jest to, o czym pisałem poprzednio.
Ad Dora 30 grudzień 12, 22:41
Ależ Pani Kierowniczko – nie, nie.
„Wielbiciel Generalissimusa” i kiedyś „znawca historii kibuców” – to moim zdaniem jedna i ta sama osoba. A i jeszcze mi coś po głowie stuka, że ja tę melodię pisania widziałem jeszcze pod innym nickiem.
Ale jak Pani wie, jestem niewykształcony muzycznie i merytorycznie bym się w tej kwestii nie wypowiedział.
Ale bym się upierał, że słyszałem. 😀
Tadeusz napisał: „Iście wielkorosyjskie i carskie.”
No to zmieniając jajkawiorne dekoracje Tadeuszowej wypowiedzi na inne:
Iście wielkorosyjskie i carskie.
http://www.online812.ru/2011/12/07/009/
kawę przyniosłem
jakoś mało się udzielałem w tym roku, trzeba podgonić statystyki…
Jak wejdziecie na http://www.google.pl/ to jest jak zawsze okolicznościowy obrazeczek.
A ten jaki jest ciekawy – założę się, że to ktoś zobrazował Blog Bobika – ba, nawet i dzida jest. 😀
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 🙂
Dzień dobry,
do kawy:
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/Barcelona2012#5825595086763975938
Nie, klakierze, ten od kibuców był bardziej agresywny.
Dzień dobry 🙂
Kawa z bąbelkami i bez, bliny, cruasany – nie wiadomo, za co się najpierw chwycić. 😀 A jeszcze przy tym „To ostatni poniedziałek” z pełną paszczą trzeba podśpiewywać. 😉
Że dzisiaj rozstaniemy się z rokiem 2012, wcale mnie nie martwi. Z mojego punktu widzenia wredne to było bydlę, więc niech sobie idzie w cholerę . 👿 Najważniejsze, że z Wami z powodu Nowego Roku wcale się nie muszę rozstawać i mam nadzieję, że jeszcze długo tak zostanie. 🙂
No i nadziejam się też, że wszyscy będą podganiać statystyki, nie tylko foma. Nawet Królik, który groził noworocznym postanowieniem czegoś wręcz przeciwnego. 😆
Kurczę, Sierżant Gugiel faktycznie jakby blog nam odmalował. 😆
Tylko nie wiem, czy pozbawił Wielkiego Wodza kończyny 👿 , czy pomyłkowo wcisnął komuś postronnemu dzidę. 😯
Z jajami ja sobie mogę pozwolić na carską rozpustę, u nas one tanie jak barszcz. 😆
Chyba muszę wyjaśnić, z czego się chachram, bo tej gierki językowej normalny Polak nie ma prawa załapać. 😉 W Niemczech nie obcy narodowo barszcz był symbolem taniości, tylko Appel (obecnie Apfel) und Ei, czyli jabłko i jajko. Kupić coś für nen Appel und 'n Ei oznaczało zakup za pół darmo.
Przy okazji wyprostuję: nieściśle napisałem, że na bliny biorę połowę składników. To by było trudne, bo trzeba by jakoś salomonowo przepołowić surowe jajko. 😉 Biorę więc, zależnie od żerności biesiadników, 2/5 albo 3/5.
takie epickie malowidło mi się wyobraziło po Bobikowych komentarzach, sanie zaprzężone w czwórkę statystyk, w saniach hulanka, jedzą piją dyskutują, bat wyrywają sobie, by statystykę walnąć po zadzie, wokół niewyraźne okoliczności przyrody, zakłócona perspektywa; olej, płótno 3×4 metry, ekspresjonizm
Malowidło pikne, ale dlaczego ekspresjonizm? Toż to o matejkochełmońskizm się aż prosi. 😆
Hihi, na tym guglu-dudlu jestem i ja i gram na kibordzie, a obok Pies zaśpiewuje się do cna 😆
uzywajcie do woli 🙂 😀 pijcie palcie rozrabiajcie 😀 😆
i tak zaraz koniec roku 🙄
Wyluzowanego Zdrowego Bogatego (w co kto chce) 2013!!!
🙂 😀 😆
pstryk………………………………….
Łomatko, zapomniałem, że dziś sklepy krócej otwarte, a w Germanii jak zamkną, to zamkną, ni ma to tamto. O mały włos bez herbaty na Sylwestra bym został. 😯
Leeeecę, pęęęędzę…
Zwłaszcza, że perspektywa ma być zakłócona 😉
Powyższe do matejkizmochełmońskizmu
Optymiści górą! Babcia dostała dziś kartkę, którą wysłałam z Moskwy 6 listopada. 😛 Zamawiam przez internet dużo optymizmu na 2013 rok – tyle, żeby dla wszystkich wystarczyło. 😀
Wspaniale, niespełna 2 miesiące!
Uff. Herbata jest, bąbelki są, sushi wieczorem tylko rozmrozić i rzucić na stół – da się żyć. I jeszcze kartka z Moskwy doszła do Babci! 😆
No, naprawdę, chyba też wpadnę w jakiś nieumiarkowany optymizm i potem razem z Agą będę chodził na odwyk. 😈
Klakierze, owszem, Pleyel to był, roku nie zauważyłam. Grali wspaniale i nie było słychać mamrotania Giergiewa. Żałuję, że z Piątej usłyszałam tylko finał. Porywający. Może jeszcze gdzieś to złapię i se nagram na zaś.
Sylwester mój bedzie poświęcony kojeniu strachu biednego Rumcia. Nienawidzę fajerwerków!!!
A, to te bliny carskie może zostały już przemianowane na bliny gergiewskie? 😈
Fajerwerków nie może lubić nikt przyjazny psom. 👿 Akustycznie przynajmniej, bo optycznie to da się z nimi zaprzyjaźnić. 😉
Tak z czystej ciekawości – wybiera się może ktoś na jakiś bal sylwestrowy, czy wszyscy domowo?
Ja się wybieram – do sklepu po czekoladę z wasabi. Przyszłoroczne zasoby optymizmu zaczynam zużywać już: zostawiłam w pracy komórkę, w domu z powodu awarii nie ma wody, nie ma też czekolady z wasabi – ani w ogóle niczego do jedzenia poza orzechami pistacjowymi, jajkami i żółtym serem. 👿
Optymistycznie zauważę, że jajecznica z tartym żółtym serem i siekanymi pistacjami może ujść za danie wręcz wykwintne. 😈
Praca w korporacji zastąpi ci oczyszczającą głodówkę
Gdy wrócisz do domu po pracy zawsze masz pustą lodówkę
Nisiu – niewykluczone, że to to samo nagranie:
http://www.labelmariinsky.ru/cat/disc14.htm
No i ciepło się robi na duszy człowiekowi, jak czyta, że jeszcze komuś się podobało. 😀
Bobiku, Tobie i Wszystkim, ktorych tu przez caly rok spotykam, najszczesliwszego Nowego Roku! 🙂
Kawa z babelkami brzmi interesujaco, podobnie jak jajecznica z orzechami pistacjowymi. Udanych eksperymentow! 🙂
Ja nie domowo, ale u mnie jeszcze wczesnie, jeszcze nie wieczor. 😉
Trochę smutno, że dziś nie można pogłaskać Bobika 🙁
http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,13122551,W_sylwestrowa_noc_nie_glaszcz_psa__ktory_sie_boi_huku.html#Cuk
Ale za to podoba mi się funkcja „doradca behawioralny firmy Psie Maniery” 😉
Do jajecznicy potrzebowałabym chleba. Omlet z serem, orzechy na deser. Czekolady nie było. 👿 Na szczęście był skaczący przez okno staruszek, przedostatni egzemplarz – uff, mój optymizm dyndał już na bardzo cienkim włosku. 😉 Idę targać wiadra z wodą. Jeśli ktoś wie, jak przyrządzić sałatkę z kuskusu tak, żeby prawie nic w niej nie było, poza kuskusem, ale żeby świetnie smakowała, to będę wdzięczna za podpowiedź. Żywiłam się taką sałatką we Frankfurcie i bardzo to było dobre.
Skaczący przez okno staruszek jest znakomitym towarzystwem na sylwestrową noc. Można przy nim zapomnieć o niedoborach żywnościowych. 🙂
W słatce z kuskusu dla mnie obowiązkowo musi być przynajmniej cebula i pomidory. Pierwsza dla smaku, drugie dla nawilżenia kaszy, iżby się ją dało przepchnąć przez gardło. W dalszej kolejności, czyli dobrze by było, ale musu nie ma, idą ogórki w kostkę i mnóstwo pietruszki, ewentualnie mięta. Z przypraw oliwa, cytryna, sólpieprz, czosnek. Czas przyrządzania: 10 minut. 🙂
Nie jest źle, wszystko mam. 🙂 W tamtej sałatce była na pewno ostra papryka i dużo pietruszki.
Pozwolę sobie mądrości doradcy behawioralnego zlekceważyć obojętnym bykiem i do tego samego namówię rodzinę. 😎
W naszym domu psy podczas sylwestrowych strzelanin zawsze same się pchały na ludzkie kolana i domagały przytulanek, czego nigdy im nie szczędzono. Po zakończeniu kanonady złaziły z kolan i nie wykazywały żadnych trwałych objawów stresu, czyli wszystko było jak trza. Nie zaobserwowaliśmy też takiego zjawiska, żeby z roku na rok bały się coraz bardziej. Zatem Psie Maniery – do budy. 😈
Mnie też całe jedzenie wyszło, wiec i ja za nim, mimo że słabo siebia czustwuju.
Okazało się, że na wychodnym jeszcze słabiej, ale dotarłam z powrotem, żyję, to może jeszcze pożyję.
Niedługo sklepy zamykają, a i tak w nich sądny dzień w kolejkach do kasy.
Jasne, o papryce zapomniałem. Kajam się. 😳
Spróbowałabyś tylko jeszcze nie pożyć, Siódemeczko! 👿
Dostawcą trupów na blog jest zeen i na pewno nikomu tej zaszczytnej funkcji nie odda. 😆
Ad 00.57 do Ducha Komandora Przelotem: Duchu, mam nadzieję, żeś Ty rodem z Don Giovanniego, a nie z szafy typu Komandor, rozplenionych w mieszkaniach polskich i straszących paskudną formą. Na Mozarta, przysięgam, że Hel. nieodmiennie pałała do Ir. uwielbieniem i podziwem. Nie umiem powiedzieć, skąd się wzięły te pogłoski i pomówienia. Żal przyjaźni, bo to najlepsze z dostępnych nam uczuć, i zdrada w przyjaźni nadzwyczaj boli, ale tu chyba doszło do jakiegoś zasadniczego nieporozumienia. Bądź więc mścicielem, zgodnie z naturą Komandora, ale rozważ, czy to aby na pewno właściwy obiekt. Przesyłam powiew niskiego ukłonu
Trudno mi się wtrącać do duchowych historii, bo pochodzą z czasów przedblogowych, czyli dla szczeniaka prehistorycznych, ale jedną rzecz mogę szczeknąć: ze swojego doświadczenia wiem, że przyjaźń Heleny jest opoką, na której nawet kościoła nie wahałbym się budować. 🙂 I nawet kiedy mnie Helena tak wkurza, że miałbym ją ochotę zagryźć 😈 , jednakowoż ani przez moment nie wątpię w jej lojalność i w to, że gdyby mi się coś działo, rzuci wszystko i poleci mnie ratować. Nie jestem więc w stanie i w duchowym przypadku uwierzyć w coś innego niż nieporozumienie, pomówienie bądź czyjąś intrygę. Howgh! 😎
A teraz mogę wszystkich, włącznie z Duchami, zaprosić na kolację, albowiem opanował mnie znienacka Demon Kulinarny i kazał narobić żarcia jak dla batalionu wojska. 😯 Może ktoś ma ochotę na guakamolę? Albo sężaki na sałacie? Szparagi z sosem tatarskim? Szynkę parmeńską z figą? Sushi? Sery? Ptysie z bitą śmietaną?
Nawet swojski barszczyk i bigosisko się znajdzie, jak ktoś sężakami gardzi. 😆
Dzieki Kumo za gallant defence mojej elementarnej przyzwoitosci wobec bylej bliskiej, wieloletniej Przyjaciolki.
To prawda co piszesz, ze przyjazn jest najlepszym z dostepnych nam uczuc, znacznie lepsza niz milosc, w ktora z natury rzecz wpisana jest zdrada. Przyjazn, tak zawsze mi sie wydawalo, jest na zdrade znacznie bardziej odporna. Ale przeciez majac tyle lat co mam, wiem, ze zdrady zdarzaja sie w takze przyjazni i bola znacznie bardziej niz w milosci. Bo nie da sie ich niczym usprawiedliwic, niczym wytlumaczyc. Dlatego to boli latami i nawet jak przestaje bolec, pozostaje nie do konca zablizniona rana, zarosla bardzo cieniutka blonka, ktora latwo zerwac.
Ja po latach przyznalam sie publicznie, czarno na bialym, ze moja przyjazn z Irena sie skonczyla i poczulam ulge – toz to juz dziesiec lat minelo. Potrzebowalam tego aby postawic kropke i isc dalej. A okazuje sie, ze blonka byla cieniutka. 🙁 🙁 🙁
Zatem odetchnąwszy z ulgą z prawdziwą przyjemnością głaszczę czule Pieseczka i jemu oraz całemu Koszyczkowi życzę LEPSZEGO Nowego Roku…
Pa! 😀
Bobik! 🙂 🙁 🙂 🙁
Ktoś w domu? Nikt? Świetnie, bo nie mam siły na rozmowę. Montowanie jest okropne, ale montowanie po rozmontowaniu to tortura. Ale żyję i mam to za sukces, bo nie wszyscy z moich znajomych mogą to powiedzieć. A kto czyta to też żyje czyli też zwycięzca, gratuluję i życzę tak to trzymać, najlepiej z niedbałym machaniem płetwami.
I ta głęboka refleksja zamyka tu moje tegoroczne występy.
Słusznie prawisz Bobiku. Batalion wojska powinien:
a) opanować kuchnię
b) opanować latrynę
Oj, Bobik, Bobik! Już od samego czytania brzuch mi spęczniał. 🙁
Niech Ci będzie na zdrowie i Koszyczkowi całemu. 🙂
Niektórzy są już w nowym, inni jeszcze poczekają.
Dla mnie też był to trudny rok i liczę na trochę umiaru w nadchodzącym, czego i wam, Kochani, życzę.
Niech będzie zdrowy i szczęśliwy, zwłaszcza dla Bobika. 😀
Wznoszę toast noworoczny za naszą pomyślność!
Dobry wieczór 🙂
Z Bobikowej łapy zjem nawet to, czego nie znam, z wyjątkiem sushi, jeśli można 😉
Doczytałam galopkiem, więc nieco pobieżnie. Matko moja, jakim cudem znajdujecie czas na takie dyskusje w gorącym, świątecznym czasie 😯
Bo niektorzy z nas, Haneczko, zlikwidowali srody i dodali pare weekendow do tygodnia pracy. Bardzo polecam.
Widzę, że Pan Administrator wpuścił nam na blog bezhukowe fajerwerki, czyli możemy zaczynać sylwestrowy wieczór. 😀
Dziękuję Wam, Kochani, nie tylko za noworoczne życzenia, ale przede wszystkim za to, że tu jesteście. Pomogliście przetrwać ten okropny, odchodzący rok mnie, a kto wie, może i jeszcze komuś. 😉
Życzę Wam wszystkim przyjaznego, życzliwego i uśmiechniętego nadchodzącego roku. Takiego w sam raz dla ludzi i dla zwierząt. 🙂
Precz z tym pinkwolonym rokiem! Fora ze dwora! A kysz, bo psami albo Stara poszczuje.
Zaraz tam pinkwolonym…
http://www.youtube.com/watch?v=0r9xyAPSoz4
Ring out, wild bells, to the wild sky,
The flying cloud, the frosty light;
The year is dying in the night;
Ring out, wild bells, and let him die.
Ring out the old, ring in the new,
Ring, happy bells, across the snow:
The year is going, let him go;
Ring out the false, ring in the true.
Ring out the grief that saps the mind,
For those that here we see no more,
Ring out the feud of rich and poor,
Ring in redress to all mankind.
Ring out a slowly dying cause,
And ancient forms of party strife;
Ring in the nobler modes of life,
With sweeter manners, purer laws.
Ring out the want, the care the sin,
The faithless coldness of the times;
Ring out, ring out my mournful rhymes,
But ring the fuller minstrel in.
Ring out false pride in place and blood,
The civic slander and the spite;
Ring in the love of truth and right,
Ring in the common love of good.
Ring out old shapes of foul disease,
Ring out the narrowing lust of gold;
Ring out the thousand wars of old,
Ring in the thousand years of peace.
Ring in the valiant man and free,
The larger heart, the kindlier hand;
Ring out the darkness of the land,
Ring in the Christ that is to be.
Alfred, Lord Tennyson
Nie, ja bym tak tego Starego nie postponowała. A może on robił, co mógł, żeby nie było gorzej? Może starał się ze wszystkich, słabnących sił? Jednak mu podziękuję, bo wolę wierzyć, że chciał być Dobrym Rokiem, tylko czasem jest tak strasznie trudno i wyjątkowo pod górkę 🙁
Teraz niech Nowy się spręży, bo nie będzie łatwo. Życzę mu i nam, żeby było do wytrzymania, żebyśmy i on i my dali radę 🙂
Sam bym tego lepiej nie ujal niz lord Tennyson 😈
Ach, Lordowie! Najlepszego Nowego Roku życzę Koszyczkowi ja i moje piesy!
Moja kolacja sylwestowa będzie nastepujaca: rosół, pierogi z grzybami, fuagras i szampan Jantarnoje Igristoje (dostałam takowy w ramach tzw. jaj). Zastanawiam się jeszcze nad parówką i wątrobianką podwędzaną na kanapeczkach. Sężaka bym wciągnęła, chętnie, owszem. Dawaj, Bobiku, ze dwa, a ja Ci rzucę Igristoje albo wątrobiankę – co wolisz.
Klakierze, to było to: http://www.teleman.pl/tv/Piotr-Czajkowski-V-Symfonia-e-Moll-Op-64-857254
Myślę, że jakby tak poskrobać, to znaleźlibyśmy sporo rzeczy, które nam się podobają wespół w zespół.
Mordko, gorący niekoniecznie znaczy pracowity 😉
Nie wiem, co to sężak 🙁
Haneczko, chłe, chłe, przegrzebek…
Nowy Roczek chyżo bieży,
do starego zęby szczerzy:
Spieprzaj dziadu,
won z układu!
Teraz mnie się rząd należy!
No dobrze, Haneczko, niech będzie, że się starał, tylko mu nie wyszło. Ale tak czy owak niech sobie idzie i wpuści zdolniejszego następcę, który będzie się starał i mu wyjdzie. 🙂
Krakowskim targiem, Nisiu – czery sężaki za dwie parówki i dwie kanapki z leberą. 😆
Przypomniało mi się, że na sężaki wymyśliłem też kiedyś nazwę jakubki.
O rany, ten Nowy u Nisi to wygląda na jakiegoś pampersa. 😈 👿
Też jestem za tym, żeby się starał 🙂
Głupiam jak dziurawy but, skojarzyłam te sężaki poniewczasie 😳 Słusznie trzymają się ode mnie z daleka 😳
Och, dopiero teraz zobaczylem bezszmerowe fajerwerki na okladce Blogu Bobika!
Brawo Pan Admibnistrator! Sto Lat!
Ale nas tu rozpieszczaja!
A ja jeszcze sezakow nie skojarzylam, haneczko, nawet poniewczasie.
Ale nic to!
Szczesliwego Nowego Roku Koszyczkowi z Bobiczkiem na dzielnym czele!
Auguri! Cheers!
Bobikowi i Jego Gościom – Szczęśliwego Nowego Roku 🙂
Króliku! Ty, frankofilka, nie skojarzyłaś Saint Jacquesów? 😯
Nic to. Niech Ci się i tak noworocznie darzy. 😀
Dzięki, Tereso i z ogromną wzajemnością. 🙂
Oh la la! I see. To ja te sezaki chetnie zagospodaruje, i sushi tez.
U mnie jest na razie przeprowadzkowo, ale planuje wielka fete o 10 ej wieczorem: placki kartoflane i szampan!
Szampan pod placki kartoflane – finezja smaku 😀
Faktycznie, to jest na tyle perwersyjne, że aż mnie zazdrość wzięła, czemu sam na to nie wpadłem. 😆
Dzieki Irku. Szampan polslodki dla tych co jedza placki na slodko, a wytrawny dla tych co jedza placki klasyczne (to ja- dla mnie tylko z gruba sola, bo podkresja chrupka zlocista delikatnosc plackow).
Moja Starsza Sostra, bedac nastolatka, zjadla WSZYSTKIE placki w trakcie ich smazenia przez Mame, czytajac gazete, nawet niezauwazywszy, jakby mimochdem. Ale jej to juz wybaczylam i tez przyjdzie dzis na placki.
Lektura wciąga 😀
Chciałam wypić zdrowie tych panów, którzy stawią się na sylwestrowe przyjęcia spóźnieni i, być może, w przekrzywionych krawatach, a dzięki którym mam już wodę. 🙂
Słusznie, należy uczcić pomocną dłoń. 😎 Zdrowie Panów! 😀
DOSIEGO ROKU
o°
°o o°
__o°__
\HappY/
.(New )
.\Year/
. .\__/
.__||__
>2013< 🙂 🙂 🙂
No i jak tam? Butla w lodzie? Kieliszki przygotowane? Zliczyć do dziesięciu jeszcze jesteście w stanie? 😈
Bo chyba już wkrótce polecimy z koksem. 😎
No to lecimy, do Siego! Pomyslnosci!
Ja mam jeszcze 6 godzin do toastu, ale zaczne juz z Wami.
Bum! 😀
Za tych, co na morzu,
za tych, co już w łożu,
za tych, co przy barze smętnie tkwią,
za tych, co z uśmiechem,
za tych, co z bezdechem,
za tych, co nieważny im bon ton,
za tych, co zmęczeni,
za tych, co zdziwieni,
za tych, którym już się plącze krok
i za trzeźwych zgoła
noworoczny toast
pijmy. Niech to będzie dobry rok! 🙂
Jak tam w Nowym?
Głośno.
Jakieś zdolne dziecię tak strzelało, że rozpryskiwał się ładunek prosto w moje okno.
Widowiskowo, tylko ja tam stałam.
Otworzyłabym okno, ale nie ustaje w wysiłkach.
Zdrowie wypite. 🙂
Można iść już spać?
Fajna wyliczanka – występuję w niej kilka razy. 😎 136. strona staruszka. 🙂 Okropecznie hałasują na zewnątrz. 🙄
Dobra! Za tych!
Ja się tak nie bawię.
Aga czyta co drugą stronę.
Ja się okropnie martwię o Pręgowaną. Nie wróciła przed północą i nie wiem, jak zniesie to głośnisto-ogniste pandemonium przycupnięta gdzieś pod krzakiem. 🙁
Siódemeczko, Aga tu bez winy. Stulatek się po prostu sam czyta. 🙂
Trzymam za Pręgowaną – ja w czterech ścianach, w słuchawkach i z ludzkim słuchem, a i tak mam już dość.
U mnie już przycichło. Może i u Bobika niedługo.
Mój biedak chował się pod komodę w wielkim strachu i nie było siły, żeby go wygarnąć.
Pręgowana bywała w świecie, to chyba się nie zagubi.
Bez winy, bez wina, bez weny,
bez szansy na transy,
bez chęci na sceny.
Bez balu, bez żalu,
bez planu, bez tezy
i bez apetytu na bezy. 😈
Ago, nie przejmujże Ty się,
u mnie nie bezy, a ptysie. 😆
Dobra beza nie jest zła.
Kiedyś (z 50 lat temu- łomatko) nawet lubiłam.
Tak dawno, to się chyba nie liczy.
Dobranoc. 🙂
Króliku, czekaj wytrwale, na pewno przyjdzie.
No, przestali strzelać.
Ostatnie trzy kwadranse spędziłam z Rumikiem pod pachą i Szantą pod ręką. Kot olał imprezę demonstracyjnie.
Co to za przesądy, zeby nie głaskać psów w czasie strzelaniny? Moje dopiero by się zaczęły bać, bo to byłoby nienormalne, że nie są głaskane.
Ahoj w Nowym Roku!
Nie chcę znowu wyjść na czepialskiego, ale jednak muszę sprostować: prawidłowo mówi się DO PSIEGO ROKU! 😎
Patent na placki z szampanem – rewelacja.
Na słono.
Ja tam się tradycyjnie wpakowałem na kolana i przetrwałem wszystkie huki w ludzkim uścisku, zupełnie nie przejmując się zaleceniami behawioralnymi. Zwłaszcza że te zalecenia są dla mnie wręcz poniżające, bo zakładają, że pies nie potrafi odróżnić głaskania nagradzającego od głaskania uspokajającego. A to chyba jasne, że potrafi. 😎
Proszę Państwa, oto ptyś.
Biedak ma depresję dziś.
Wybaw ciacho więc z opresji:
„tak” – konsumpcji, „nie” – depresji.
Zacząłem mieć nagle zdolności prorocze. 😯 Widzę, widzę… Za rok w Sylwestra cały blog będzie smażył placki. 😆
Do Psiego Roku!
Rok zaczął się dobrze. Pręgowana przeżyła, wróciła i konsumuje. 😀
Ufff. Czas oderwać się od ptysiów i przylgnąć do poduszki. 🙂
No, to żeby mieć ostatnie słowo: 😉
Zanim na posłaniu spocznę,
szczeknę jeszcze z całej mocy:
dobrej nocy noworocznej,
dobrej każdej innej nocy. 🙂
Przywiozła mnie Panna B. moim własnym samochodem z Kamiennej Góry, z zupełnie zniszczonym fajerwerkami i innymi tłuczkami Panem Milasem. Belgijska owczarka Nikita też nieszczęśliwa – oba miały uszy całe do tyłu, intensywnie ziajanie i usiłowały się schować w mysią dziurę.
Legendarna tarta pomarańczowa z książki tej włoskiej łotrzycy w lekturze zapowiadała się rewelacyjnie, a w realu nieco gorzej. Wcale nie chciała się upiec, wysiedziawszy w piecu trzy razy dłużej niż w przepisie. Szampan był Cava brut.
Ty, Mordechaj, nie narzekaj na miniony rok, bo drugiego takiego już nie będzie. Wydłub z niego parę rodzynków i rozgryź ze smakiem.
Bobiku, przekazuję czułe życzenia 2013 od zmożonego słusznym snem Pana Milasa. „W nowym roku wyjdźmy z mroku jak co roku” – napisała mi kuma z Princeton. Spodobało mi się, więc podaję dalej wszystkim zainteresowanym.
Najlepszego Milasowi i Tobie, Kumo. 🙂
A w niejakim, choć niebezpośrednim związku (chętnie mailowo wyjaśnię) chcę zawiadomić: osoby wypowiadające się w sposób uznany przeze mnie za poniżejpoziomowy nie będą wpuszczane na blog w ogóle, a osoby podające fałszywy adres mailowy w szczególe. Ja tu jestem satrapą i mogę sobie ustalić taką regułę, że jak co do czego wolę wiedzieć, z kim mam do czynienia. 👿 A jak ktoś co ma do Kumy albo kogokolwiek innego, niech z otwartą przyłbicą występuje, a nie pie..oły pod nieistniejącym adresem sadzi.
Się wnerwiłem, a z rana chciałbym być miłym pieskiem. Chyba sobie Milesa puszczę i Milasem poprawię albo co… 😎
Dzień dobry i cichy 🙂
Słoneczny 😀
Jutro biegnę po Stulatka. Pozazdrościłem
Placki ziemniaczane sylwestrowym daniem kultowym. 😎
W oczekiwaniu na koncert wiedeński do porannej kawy
http://www.youtube.com/watch?v=DXHpeSVMklA
Najlepszego Wszystkim w całkiem nowym roku!!!! 🙂
PS. Wrócę po załatwieniu paru niełatwych spraw.
Ból głowy. 😯 Po ptysiach i bezach? Z czego pierwsze wirtualne, a drugie w ogóle nieistniejące? Dam mu chwilę, na pewno się zorientuje, że pomylił adres. 😎 Odpokutowałam wczoraj z rozmachem wszystkie zeszłoroczne nieumiarkowania. Kawa dla pokutnicy! 😆 Zapraszam. 😀
Dzień dobry w Nowym Roku, z wiedeńskim koncertem w tle 😉
I ja Nowy Rok zaczęłam od cavy (jakżeby można było inaczej po powrocie z Barcelony) i od… głaskania pieska 😀 U znajomych, gdzie spędzaliśmy północ z przyległościami, rzondzi takowy, czarny jamniczek, bardzo przyjemny i z gładziutką sierścią idealną do głaskania 😀
Placków nie było, pierogi i owszem, jak również kilka pysznych dań, na które szybko zabrakło miejsca w brzuchu 🙁
Z pięknego, panoramicznego widoku z okna na pół Warszawy wywnioskowaliśmy, że kryzys jednak widać: „fachowe” miejskie fajerwerki nad Placem Konstytucji trwały chyba niecałe 5 minut, a i całość kanonady zakończyła się dość wcześniej. Psinka poszczekiwała od czasu do czasu, ale nie straciła rezonu 🙂
Życzę sobie i innym więcej głaskania piesków, a pieskom więcej głaskania 😉
Bry! Piękny dzień, słońce świeci.
Pora na śniadanie. 🙂
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, Bobiku. Żeby Cię wszelkie troski obchodziły szerokim łukiem, a choróbska trzymały się jeszcze dalej. Wszystkim bywalcom Koszyka wszelkiej pomyślności 🙂
2+0+1+3 = 6
20-13=7
6+7=13
Nic dodać, nic ująć. Tak, czy owak 13.
Na szczęście.
Konkretnego Nowego Roku 2013!
Wierzę Kasi i życzę żeby się spełniło 😆
http://www.youtube.com/watch?v=RkCrFHTbej8
Odbyliśmy telefoniczną konferencję z opiekunką naszych bydlątek. Koty dokładnie zignorowały sylwestrowe zamieszanie. Spokojnie spały na fotelach. Sunia jest już praktycznie głucha i też była spokojna. Ale jej stan się pogorszył. Właściwie to od maja liczymy się z jej odejściem.
Przed naszym wyjazdem wydawało się, że ma sie lepiej. Zastanawialiśmy się czy ją z sobą zabrać. Ale doszliśmy do wniosku, że w domu, który zna, z kotami i pod opieką osób które zna, będzie jej lepiej.
Udanego roku 🙂
Dzień dobry 🙂
No i jak się Wam widzi ten Nowy? Dajemy mu szansę? 😆
Ja chyba dam, ale już mu zapowiedziałem, że pod pewnymi warunkami. Niektórych zabawek nie śmie brać do łap, bo Ludźmi poszczuję. 😎
A przede wszystkim ma być dla Was miły i grać fair. Jak dotrzyma umowy, to za rok dostanie wiele lepsze miejsce w rankingu niż 2012. 😉
Strasznie mocno słońce świeci w tym Nowym Roku. I głowa boli. Ale dam mu szansę. 😉
Simcha chyba dobrze przeżyła fajerwerki, powitała nas nad ranem zaskoczona i zawiedziona, że nie pozwoliliśmy jej dłużej broić.
Oby to była szczęśliwa trzynastka dla wszystkich.
Jak widać, w dzień posylwestrowy
najlepiej wcale nie mieć głowy. 😉
Lecz bez głowy, jak nią ruszyć?
Oraz na czym zatknąć uszy?
Wie to pierwsza lepsza torba na zakupy,
że do uszu nie trza głowy ani… innych części ciała. 😎
Torba?
Nosicielka cudzych treści,
w swojej pustce co chcesz zmieści.
To zmięta, to znowu się puszy.
Jej uszy nie wiodą do duszy. 😈
E, nie zawsze torba bezduszna i płaska –
może w sobie mieścić duszę od żelazka. 😉
Albo mieści portfeliczek
W nim szeleści stówek pliczek
Furda dusza, furda uszy
Ta zawartość cię poruszy
Żelazko, powiadasz?
To by było niezłe.
Lecz nie takie z duszą,
tylko samobieżne. 😛
Każda moja torba
dobrze o tym wie:
to ja puszczam w ruch pieniądze,
a nie one mnie! 😆
Od wieków wiadomo że obrót pieniędzy
Zwiększa ilość toreb i zaprzecza nędzy
Bry!
Alem się wybawił!! Tańce, były, szampan, był (z podziękowaniem Irkowi za Unruga 😉 ), film, był, jedzenie, było, …, było(y/a), życzenia, były. Clou wieczora to były bliny do łososia a la kawior a la śledź a la sałatka (tak, ja też się gubiłem…). Bliny za cholerę nie wyrosły, więc się z nich zrobiły gilotyny (galoty?) brytańskie. Ale świetne wyszły! Pewnie dlatego, że mi zabroniono użyć 5 jaj i Bobika (przepisu). 👿 Ale naprawdę dobre były! 😆 Zwłaszcza, że przy przedostatnim już wiedziałem, jaką temperaturę lubią do smażenia. Następne będą lepsze!
Czego i Wam życzę z całego serca! Aby galoty brytana lepsze były!!!
Ech tam, pieniądze,
Gdy we mnie żądze.
Bezpieniężne zgoła.
Grunt, gdy d… goła!
W nowego roku
godziny pierwsze
pisaliśmy o tym,
co jest najważniejsze:
o żądzach, o pieniądzach,
o duszy, o dupach,
o jedzeniu, o pustce
oraz o zakupach.
Nieużycie słusznego przepisu zostało słusznie ukarane. 😈
Jak myślicie, 800 komentarzy to już chyba dosyć? 😉 A i Nowy Rok można by nowym wpisem zainaugurować.
No to wrzucam. 🙂
I pomyśleć, tam do licha,
zauważył ten rok nowy,
że zaczęło się to wszystko
od – po starym – bólu głowy. 😯