Początek roku
Znów o rok jestem starszy (chociaż serce młode),
lecz zmian większych nie widzę w krąg, uczciwie powiem.
Dalej oko zdumione, okrągłe jak spodek
i co krok rzeczy, które się nie mieszczą w głowie.
Z lęków naszych codziennych nie ubył ni jeden,
nie przestały natrętne brzmieć chrząszcze nad uchem,
kto wczoraj do roboty zasuwał per pedes,
w wypasioną nie przesiadł się dziś beemwuchę.
Że wschody i zachody, to jasne jak słońce,
na zmiany w tym zakresie nie liczyłem nawet,
ale te gzy, w tych samych miejscach kąsające,
utrudniające życie, psujące zabawę…
Cóż, nie zdadzą się płacze nawet psu na budę,
nie wyniknie zbyt wiele z min kwaśnych jak pikle,
czas iluzje z choinki zdjąć, schować do pudeł
i zabrać się do pracy. Jak przedtem. Jak zwykle.

Tak się nie wywiniesz, Bobiku. 😉 Nie dawałam ściągać i nie podpadałam nauczycielom. Nie miałam ciągot do psot. Zachowywałam się obrzydliwie „legalnie”. A jednak bez przeszkód „kumplowałam się” z największymi szkolnymi rozrabiakami – naprawdę nie tylko dlatego, że byłam najlepszym bramkarzem na podwórku. 😉
Irek miał piękny spacer! 😀
Nie dawalas sciagac??!!!! 😯
Absolutnie nie, Kocie. To nieuczciwe.
Ago, nie opisałem wszystkich przypadków prymusa nieklasycznego, bo ich jest za dużo. W każdym razie ten opis okulistyczny dotyczył tylko prymusów klasycznych, których tu na blogu być nie może niejako z definicji, bo prym. klas. rodzą się jako tzw. starzy maleńcy i wszelkie szczeniactwo jest im wstrętne. 😉
Ale przyznaję, że niedawanie ściągać mną też trochę wstrząsnęło. 😉
Tadeuszowi bardzo wielkie dziekuje, osobowosc to brzmi 🙂 🙂
osobowosc, osobowosc 😀
ladny spacer Irku, prawie wiosenny 🙂
Hihi. Ściągać na klasówkach nie dawałam, ale na studiach mój zeszyt z ćwiczeniami z kontrapunktu krążył po różnych grupach, chodzących do różnych pedagogów 😉
A poza tym prawie jak Bobik: byłam pyskata mundrala i łobuzica 😆 I chyba tak mi zostało…
A u Irka bazie…
To się smutno skończy – podobno od końca przyszłego tygodnia mrozy. Nie wykręcimy się.
Kierownictwo też ściągać nie dawało? 😯
Ładna historia. Wychodzi na to, że my z Mordą jesteśmy dobraną parką oszustów, albo przynajmniej popieraczy oszustwa. 😆
Nie czuję się osobiście zaatakowana, Wasza Psatrapiość, – ja tylko z perspektywy własnych doświadczeń dyskutuję o definicji prymusa. Nie spotkawszy się z niechęcią rówieśników, nie jestem drażliwa na punkcie prymusostwa. 😉 Nie przeczę, że taki typ prymusa, jakiego opisałeś, występuje w przyrodzie, ale nieczęsto go spotykałam, natomiast spotkałam całkiem sporą grupkę przyzwoitych prymusów. Nie przeczę też, że zdarzyło się kiedyś, że pewien nieudany pedagog próbował mnie obsadzić w roli klasowego – nie prymusa, ale padalca – ale to się nieudanemu pedagogowi nie udało. 😈
Addendum: szczeniactwo dopadło mnie, tak na dobre, dopiero po trzydziestce. 😆
ZAWSZE, ZAWSZE dawalam sciagac lub podpowiadalam, az do przyjazdu do Ameryki gdzie ludzie sa jakies dziwne.
Na studiach mialam bardzo przyjemne zajecia z historii sztuki z uroczym wykladowca, drem Percivalem.. Procz nas, normalnych studentow byly w tej gruoue tez dwie starsze panie jako wolne sluchaczki – Mrs Warshavsky i Mrs Jakastam – bardzo ze soba zaprzyjaznione, papuzki-nierozlaczki.
W czasie jakeigos testu w czasie krorego trzeba bylo m.in. identyfiokowac obrazy i rzezby rzucane na
sciane z rzutnika i jakos tam je opisywac, zauwazylam, ze siedzaca obok w lawce Mrs Warshavsky juz prawie skonczyla, ale miala problem z przypomnieniem sobie nazwiska tworcy. Wiec wyszeptalam w jej kierunku: Giacometti . A wtedy Mrs Jakastam – jej bliska przyjaciolka podniosla taki raban, ze Mrs Warshavsky dostanie o jeden punkt wiecej, choc nie pamietala nazwiska, ze o malo nie spadlam z krzesla z zaskoczenia. Kompletrnie nie byla gotowa na taka reakcje, nie wiedzialam o co jej chodzi i generalnie bylam mocno zgorszona. A Mrs Jakastam dalej perorowala jakim prawem Mrs Warshavsky dostanie o jeden punkt wiecej (na sto mozliwych) skoro nie pamietala nazwiska, a ona, Mrs Jakastam wlasnie bardzo dobrze pamietala i powinna byc oceniona wyzej.
Na szczescie wykladowca potraktowal to dosc wyrozumiale i poprposil mnie jedynie abym tego wiecej nie robila. I nie robilam. Ale dalej sie gorsze.
A ja nadal się gorszę, kiedy ktoś przedstawia cudzą pracę czy wiedzę, jako własną.
Ago: trzydziestka jest nowa pietnastka. A szescdziesatka nowa trzydziestka. OK, niech bedzie czterdziestka. Choc nie zawsze. Czasami szescdziesatka jest stara szescdziesiatka i nie chce byc inaczej.. 🙁
Trzydziestka piętnastką? To by się u mnie zgadzało. 😆
Same prymusy!!! 🙂
Dawałam ściągać. Również na pisemnej maturze z języka polskiego i z matematyki.(Może dlatego przez wiele lat miałam makabryczne maturalne sny.)
Zostaliśmy z mężem w trybie nagłym zaproszeni do przyjaciół na śpiewanie kolęd. Przy trzeciej butelce zaczęło nawet to śpiewanie brzmieć. Mnie szło najgorzej, jako kierowca alkoholu nie tykałam. (Ale dostałam coś „na wynos” i właśnie się zabieram. 🙂 )
Mnie ściąganie zaczyna przeszkadzać dopiero od pewnego poziomu (na pewno nie w szkole), a i to raczej w przypadkach plagiatów prac, nie np. banalnego ściągnięcia na teście, za zgodą drugiej strony. Jako pies mam duże zrozumienia dla ludzkich słabości. 😉 I przede wszystkim nie bardzo wierzę w to, że testy rzeczywiście sprawdzają wiedzę. Raczej przedegzaminacyjną pilność.
A z drugiej strony sam zawsze byłem skazany na nauczenie się, bo moja osobista nieumiejętność ściągania była legendarna. 🙁
Mar-Jo, ja wczoraj śpiewałam kolędy na moim corocznym spotkaniu chórowym. Tym razem bardzo tłumnym, bo na jesieni minęło 40 lat od pierwszej próby i choć tylko dwoje z wczoraj obecnych na niej byli, to jednak jubileusz jest jubileuszem.
Na wstępie gospodarze zapodali film z podobnego spotkania sprzed równo 20 lat (jak dla mnie to nie było tylko 20 lat temu, ale i 20 kilo temu 🙁 ), a potem zabraliśmy się do dzieła. Kulminacyjnym punktem była oczywiście „Bitwa pod Marignan” Janequina 😆
Dawałam ściągać i podpowiadałam. I tak sobie myślę, że odbiorca podpowiedzi z samego wrażenia potem zapamiętywał, co powiedział. A na każdą klasówkę szykowałam sobie sążniste ściągi – tak porządne, że szykując je, powtarzałam materiał i nie musiałam potem z nich korzystać. Tylko mi kieszenie wypychały.
Tak Nisiu, też podpowiadałam i dawałam ściągać, byłam też prymuską 😉
Pani Kierowniczko, nasz dzisiejszy repertuar mógłby Panią mocno zdziwić. 🙂
W towarzystwie był obywatel Ukrainy. Na mój zachwyt nad muzykalnością wszystkich Ukraińców odpowiedział krótko, że nie wszyscy mają dobre głosy. I udowodnił to, niestety. 🙂
Niebawem Szanty w Krakowie, gdzie usłyszymy kilku braci Rosjan ze wspaniałymi głosami.
Chłopcy przyjechali kiedyś (dwa lata temu albo trzy) na festiwal Wikingów do Wolina, poprzyjaźnili się z jednym takim, co ich wziął na wioślarzy (a może to oni mieli łódkę? nie pamiętam) – a potem przywiózł ich na festiwal szantowy, żeby sobie chłopcy zobaczyli jak u nas przyjemnie. Chłopcy w sile czterech krzepkich większość czasu spędzili przeszwarcowani na zaplecze sceny, gdzie spontanicznie śpiewali kilka godzin jakieś potwornie długie pieśni (mówili że to pieśni wioślarzy, a u nich rzeki długie). Wykonawcy pędzili na scenę odśpiewać swoje, po czym lecieli na zaplecze posłuchać Maksa Makarowa i jego kolesi. Rosjanie zostali wypchnięci na scenę i śpiewali dla publisi, ale średnio im to wyszło, może ich trema zjadła. W zeszłym roku byli przygotowani, że mucha nie siada. No i w tym roku są. Nazwali się Rosyjską Grupą Szantową. Znowu będzie miło.
Trochę i ja szczeknę o ściąganiu. Wpisuję się do towarzystwa ściągających i podpowiadających prymuśnych 🙂
Na maturze miałam ściągi pod spódnicą, przypięte agrafkami do pończoch fildekosowych, bo innych się jeszcze nie nosiło w moich lubelskich urszulankach. A maj wtedy zimny był. Odrodzenie, Oświecenie, Pozytywizm, Młoda Polska… powtarzałam jak mantrę klepiąc się po udach…. mantko jaśnista! Zapomniałam podpiąć Romantyzm i wybrałam temat: „Pierwiastek narodowy i romantyczny w poezji Mickiewicza, Krasińskiego i Słowackiego”. Napisałam wypracowanie na 21 stron papieru kancelaryjnego na brudno; na czysto już nie zdążyłam i dostałam piątkę 😀
Z matmy dostałam ściągę od mojej pani matematyczki; w kanapce. Była czwórka 🙂 Na studiach podpowiadałam, a ściągi dla siebie szykowałam tak porządne, jak Nisia, i byłam obryta na perfekt.
No i koniec świętowania grudniowo-styczniowego. Do następnego jeszcze 15 tygodni… idę spać. Dobranoc 🙂
No właśnie, nie było lepszej metody na powtórzenie materiału jak sporządzanie tych kilometrowych harmonijek…
No właśnie, to były harmonijki Nisiu 🙂 Maczkiem pisane. Gdzież ja bym to teraz odczytała…
Witam,
Gradusow jest na razie -15, ale do rana ma juz byc -23. Dobra wiadomosc: jak jest tak zimno to przestaje padac snieg.
WW, na Pigalle pasztetowki nie ma, ale sa za to najlepsze kasztany…
Tez bylam prymuska. Podpowiadalam roznym nieszczesnikom co nie mieli glowy do nauki, ale tzw smart asses (zwykle chopaki spodziewajacy sie ze dziewczyny ich musza wyciagac) niekoniecznie, niech sie bujaja!
Kiedys na historii podpowiadalam przywodcow Targowicy kolezance Lidce K., ja do niej „i Szczesny Potocki”, a ona na to glosno: „oraz nieszczesny Potocki!”. Byly czasy!
Ale klub prymusek 😯
Ja nie robiłam nigdy ściąg, tylko co najwyżej takie notatki, o jakich pisze Nisia, służące utrwaleniu materiału, których nawet później nie zabierałam ze sobą. A nawiasem mówiąc, mieliśmy znakomitego matematyka, dzięki któremu nikt z naszej klasy nie ściągał na maturze! Wypracowania i tak pisałam z głowy.
Natomiast najpiękniejsze ściąganie trafiło mi się na przysposobieniu wojskowym, i to ustnym. W kasetce leżały dyżurne notatki koleżanki, a każde z nas po kolei wręcz z nich czytało. Wszyscy zostaliśmy przepuszczeni, pedagodzy wiedzieli przecież, że to wielka fikcja.
Powiedzcie, dlaczego mnie nie dziwi ani to, że towarzystwo tu raczej piątkowe, ani też to, że jednak w większości dawało ściągać? 😆
Irku, zdrajco, przeszedłeś do Gogle+
Już nie zamieszczę komentarza pod Twoim zdjęciem. Żegnaj! 🙁
W liceum specjalizowałam się w pisaniu wstępów do rozprawek . Jak wiadomo, najtrudniej jest zacząć. Potem już jakoś leci. Dzięki temu miałam zawsze dobrze rozwiązane zadania na klasówkach z fizyki. Bo tak się składało, że ci, którzy niedomagali z polskiego, byli dobrzy z fizyki. Aż do drugiej klasy liceum. Potem wkradł się duch kapitalistycznej konkurencji. Na szczęście na fizyce rozpoczynała się termodynamika i fizyka kwantowa, w czym więcej filozofii niż w dajmy na to w dynamice, więc szło mi dobrze i już nie potrzebowałam łaski. A ściślaki, jak nie potrafili pisać wstępów, tak nie potrafili i to było widać 😈
Zaczynałaś od wstępu, Vesper? 😯
Bardzo po kolei, ale bardzo niepraktycznie. 😎 Ja zawsze wstęp piszę na końcu, nawet po zakończeniu, bo wtedy dopiero mam pełną jasność, do czego właściwie mam wstępować. 😈
W rozprawkach z polskiego rozpoczynałam od wstępu, kończyłam na zakończeniu. Banalne, prawda? Tak mi się to jakoś układało w głowie, że nie potrzebowałam nawet pisać na brudno. Na studiach wstęp do większej pracy pisałam na końcu.
Wypraszam sobie. Nigdy nie bylam prymuska. Nigdy nie pisalam sobie sciag ani nie robilam jakichs rozbudowanych notatek.
Zawsze chcialam isc do zawodowej szkoly cholewkarskiej. Ale mialam wrednych rodzicow.
Jakby nie oni, eech, moze dzis bylabym slawniejsza od Jimmy Choo i Blahnika i Louboutina .
Fakt, że w szkole też pisałem na początku, bo w zeszycie nie szło inaczej. Dopiero przy luźnych kartkach zacząłem stosować właściwą metodę. 🙂
A ja chciałam być hafciarką, Heleno. Żałuję, że nie zostałam. Zamieszkałabym w Paryżu i haftowałabym dla Lagerfelda. Pozostaje mi haftować amatorsko smoki na różnych częściach garderoby mojej córki 🙄
Nie jesteś sama, Heleno. Chyba wszyscy mieli wrednych rodziców. Moi też nie mieli zrozumienia dla różnych moich znakomitych pomysłów i ciągle stawali marzeniom oraz szlachetnym porywom w poprzek. 🙄
To przez nich dzisiaj nie jestem treserem słoni, ani nawet delfinów. 👿
Dobry wieczór 🙂
Byłam i dawałam. Frikowe korepetycje też. Maturę z matematyki zdałam na pięć (musiałam zdać na pięć, ale to już inna historia) dzięki ściądze od kumpla prymusa, podanej przez naszą matematyczkę.
Potem odrabiałam humanistyczne z przyległościami za pewnego trepa, na prośbę wcielonego wojskowo przyjaciela (odrabiał ścisłe). Po zdanej maturze trep wyprawił przyjęcie. Nie zabezpieczył należycie wejścia na teren i zostałam doprowadzona jako panienka. Dodatkową gratyfikacją było mydło for you i papier toaletowy. I proszę się nie śmiać, bo to było w stanie. Przyjaciel miał wolność fruwania z jednostki na życzenie.
Bobiku, miej litość nad Wielkim Wodzem. Pigalak to taki mały placyk, a w Paryżewie jest więcej i większych. Pozwól się człowiekowi z dzidą przespacerować 😉
Hortensje ruszyły 🙄
Moją najulubieńszą lekturą od dziesiątego do dwunastego roku życia była należąca do brata książka „Jak czytać schematy radiowe”. Marzyłam o konstruowaniu aparatów radiowych.
Książka została komuś pożyczona i już do domu nie wróciła.
Świat techniki radiowej do dziś nie wie, co stracił. 🙂
Hafciarstwo to tez dobry zawod, ale trzeba miec dobre oczy, czyli takie, ktore nie zaczynaja krwawic po dwoch-trzech godzinach haftowania. Hafty dla Lagerfielda -swietna kariera.
Haneczko, dokąd one ruszyły, te Hortensje? Na noc w dodatku.
Mar-Jo, Ty nie doceniasz Hortensji. One po całej przeruszanej nocy potrafią rano wyglądać tak, jakby na krok z miejsca nie odeszły. 😎
W sprawie Wodza pomyślimy, Haneczko. Oprócz Pigalaka w grę wchodzi jeszcze Mołdawia. 😈
Mar-Jo, one dziennie ruszyły. Co teraz robią, nie podglądam 😳
To niech już lepiej WW zadecyduje, czy chce być ruszany, czy nie 🙄
WW sam się domagał, żeby mu zorganizować kanał przerzutowy przez Mołdawię, ale go przekonałem, że najlepsza pasztetówka jest na placu Pigalle. Mylnie, jak się okazało. 😳 Nieaktualne informacje. 🙁
Nie nieaktualne, a niedokładne: najlepsza pasztetówka jest na placu Pigalle, jak się ją tam ze sobą przyniesie. 😛
To ja już dobranoc 🙂
Dzisiaj jutro szukam, w licznym towarzystwie, sposobu na nieistniejące siedem groszy. W zamierzchłych czasach pomagałam Mamie szukać jednego, czyli nosiłam, do skutku, stosy segregatorów. Tamten grosz był łatwiejszy, bo był. Te stworzyła maszyna i bardzo się przy nich upiera 🙄
Z wuefu miałem piątkę z uwagi na najdłuższą gumkę w spodenkach, której produkcja zajęła fabryce półtorej zmiany, prymusem nie byłem, podpowiadałem, dawałem ściągać, choć ze mnie nikt niczego ściągać nie chciał,
ja chciałem ściągać z kilku koleżanek, ale one zupełnie nie wykazywały zrozumienia. To były straszne czasy…
Teraz jest zupełnie inaczej: od kiedy wiem, że żółte jest z przodu a brązowe z tyłu ochota na ściąganie z koleżanek mi przeszła, szczęśliwie one nigdy odwrotnej ochoty nie wykazywały i to są czasy znacznie straszniejsze…
To w straty ją dajcie, Haneczko. Losowe. I już.
Zeenie (do wczorajszego Twojego wpisu): to skojarzenie Epifania-Joyce biegnie nam mniej wiecej tymi samymi sciezkami, choc nie przez to samo wydanie. Ale przeciez pewnie o te same teksty chodzi, zwlaszcza, jesli we wspomnianym przez Ciebie wydaniu bylo tlumaczenie fragmentu ze Stephen Hero, gdzie o epifaniach jest po raz pierwszy mowa. I zachwyt mi takze do dzisiaj nie przeszedl. Pozniej odkrylam pojecie darshan, ktore jest kuzynem Epifanii z tradycji Wschodu (na przyklad o darshan chodzi przy rozgryzaniu koanow buddyjskich), i odtad darshan z Epifania trzymaja sie za rece, i kojarza sie razem – zwlaszcza w okolicach Trzech Kroli.
A szkole wspominam milo, choc w tym momencie juz krotko, bo dzien byl za dlugi, jak na kolejne przygody z powietrzem arktycznym. 😉
Dzień dobry 🙂
kawa na prymusie
herbata 🙂
brykam
szeleszcze 😀
brykam
Tereny Zielone S-Bahn przeglad pozycji 🙂 🙂 🙂 🙂
fikam
brykam fikam
Siódemeczko, przez kliknięcie na górze przechodzisz w każdej chwili do Picasa Web Albums 🙂
Dzień dobry 🙂
Kawa nie tylko prymusowa, ale i przymusowa. Bez kawy po prostu w ogóle nie da się dobudzić (i już mniejsza o to, czy ma to podstawy fizjologiczne, czy tylko psychologiczne).
Ale za to bez herbaty w ogóle nie da się żyć. 😎
Dzień dobry,
mam tak jak Aga.
W moim liceum za podpowiadanie, i podpowiadający i podpowiadany dostawali dwóje.
Harmonijki robiłam, a jakże, ale zostawały w domu.
Raz ściągnęłam jedno zadanie z matmy na maturze, poszła ściąga po wszystkich i za karę wszyscy musieli zdawać matematykę ustnie. I moim zdaniem słusznie, mimo że musiałam zakuwać przez miesiąc dodatkowo 😉 .
O, tak… bry.
Zerknąłem na te chłody w USA i troszkę się zdziwiłem. Tam podają temperatury minus 20 stopni (Celsjusza). Jak dla mnie to taka dość normalna temperatura…. zimą… w prawie Najcieplejszym Mieście Polski minus 30 było raptem w 1985.
Aż tak się odzwyczaili??
No właśnie
”
7.01.2014
wtorek
No i gdzie ta zima?!
Naprawdę tęsknię do zimy. Takiej jaka bywała w dawnych latach. Wprawdzie dokuczał mróz i śnieg ale wiadomo było jak temu przeciwdziałać. Wystarczyło ciepło się ubrać albo w nieco mniej grubaśnym i nie hamującym ruchów ubraniu sportowym wybrać się na łyżwy lub biegówki. No i zawsze trzeba było pamiętać o zimowej diecie.”
http://adamczewski.blog.polityka.pl/
Zastanowiłem się, dlaczego mi ściąganie czy podpowiadanie w szkole nie przeszkadzało, choć tak ogólnie to jestem za uczciwością. 😉 I jakieś takie myśl mi zaczęły chodzić po oprzyrządowaniu, że szkoła jest nie tylko miejscem zdobywania wiedzy, ale również (a może przede wszystkim, bo wiedzę na upartego można zdobyć z książek albo od jednego nauczyciela) treningu społecznego, a może i szerzej, życiowego. A w życiu, wiadomo – nie zawsze mamy do czynienia wyłącznie z sytuacjami jasnymi pod względem moralnym i innymi. Nieraz stajemy przed wyborem między dwiema wartościami, które są dla nas ważne – np. bezwzględną uczciwością a solidarnością, sprawiedliwością a współczuciem, etc. I szkoła jest takim terenem, na którym można – jeszcze bez bardzo dramatycznych skutków – to wypraktykować, zobaczyć, które rozwiązanie jest mi bliższe, jakie konsekwencje ma wybór jednej lub drugiej opcji, co muszę poświęcić, a co zyskuję, itd.
Jednych będzie bardziej ciągnęło w stronę bezwzględnej uczciwości albo solidarności raczej z autorytetem/nauczycielami, inni wybiorą solidarność wobec własnej grupy, czy też współczucie wobec kumpla przeżywającego katusze podczas klasówki, a jeszcze inni będą kładli nacisk na aspekt sprawiedliwościowy (dlaczego leń ma korzystać z owoców cudzej pracy?). Sprawdzi im się ten model, albo nie sprawdzi, pozostaną przy nim, lub wyciągną konsekwencje z niepowodzenia i zmienią opcje. Ale sama wielość tych modeli już jest jakąś nauką, że życie nie jest czarno-białe. Prawdę mówiąc, mnie się ta nauka wydaje nawet ważniejsza niż obyczaje eugleny zielonej. 😉
Tadeuszu, to chyba zależy, gdzie w USA. Podobno tu i ówdzie bywa około -50. A i tam, gdzie nie aż tyle, tzw. temperatura odczuwana jest znacznie niższa od tej na termometrze (to zależy od wilgotności powietrza, wiatru i jeszcze jakichś tam czynników). Więc w sumie jednak dosyć ostro.
Ja za taką zimą nie tęsknię, bo okropne chłody i lodowate wiatry bardzo źle znoszę. Ale lekki mrozik, z 10 cm śniegu i piękne słońce – dlaczego nie? 🙂
Aha, czekam na akceptację… to kawałkami
Czy ktoś kogoś nie robi w trąbę?
GW
„W stanach Connecticut, Massachusetts i Vermont słupek rtęci na termometrach spadł w poniedziałek do poziomu -40 st. Celsjusza. ”
To popatrzcie np. na
http://www.checkwx.com/weather/KMMK
Connecticut, minus 13
http://www.checkwx.com/weather/KEFK
Vermont, minus 12
http://www.checkwx.com/weather/KPVC
Massachusetts, minus 6.
Może ktoś znajdzie minus 40 w tych stanach…?
Świetna gazeta, Wyborcza, jak SuperExpress.
Tu wreszcie porządna zima!
http://www.yr.no/place/Russia/Sakha/Yakutsk/
Winnipeg -28:
http://www.wetter.de/kanada/wetter-winnipeg-181006756.html
Niby nie USA, ale w pobliżu. 😉
W USA do niedawna najzimniej chyba było w Dakocie. Nie pamiętam dokładnie ile, ale rzeczywiście była to jakaś horrorystyczna temperatura Z czego zresztą nie wynika, że dziś nie może być tam wiele cieplej. U mnie też przedwczoraj było tylko 10, a dziś już 15. 🙂
A że w Jakucji do mrozów bardziej przyzwyczajeni, to oczywista oczywistość, z którą się kopał nie będę. 😆
Ja chyba nigdy nie czulam, ze jestem swej szkole winna bezwzgledna uczciwosc, zwlaszcza, ze uczciwosc nie byla w tej szkole ceniona. To co ceniono ponad wszelka miare, to zeby nie podskaiwac, nosc tarcze,. robic donosy i zglaszac sie do szorowania szkoly przed swietami. Z czego wykonywalam tylko jedno – zglaszalam sie do mycia okien oraz zmiany rozowej bibulki na doniczkach – z jakiegos blizej nieznanego powodu, pewnie estetycznego – wszystkoie doniczki na oknach misialy byc u nas owiniete karbowana rozowa bibulka, ktora po paru tygodniach nie wygladala zbyt swiezo. Bylam niezrownanym mistrzem od bibulki.
Swoja droga nie byloby zle jakby ktos nakrecil film o naszej szkole.
Właściwie to całkiem serio ważne są nie tylko temperatury i pozostałe warunki atmosferyczne, ale i stopień przystosowania do nich. Nigdy i nigdzie tak podczas niespodziewanie ostrej zimy (żadne wielkie mecyje, -5 do -10) nie zmarzłem, jak we Francji. Pojedyncze okna, podszyte wiatrem płaszcze, ogrzewanie na pół gwizdka… Gdyby nie kawa z calvadosem, nie wiem, jak udałoby mi się to przetrzymać. 😈
Tadeusz ma chyba rację z tą gazetową rzeczywistością. Jeszcze jest kwestia przeliczenia z ichniejszych stopni, to może być za duże wyzwanie dla półpiśmiennego stażysty.
Jestem wzruszony poza tym troską Haneczki. Wyruszałem z tajną misją świadom niebezpieczeństw i świadom, że centrala czuwa. Skoro nie Mołdawia i nie Pigalle, pozostaje mi kontynuować z ukrycia pracę operacyjną i w sprzyjających okolicznościach odwrócić obserwowanego agenta. Mogą być jakieś koszty w pasztetówce, ale to niech się centrala martwi. 🙂
Moja szkoła nie była taka straszna, ale… To były jeszcze czasy, kiedy dzieci i ryby głosu nie miały. 🙄 Nikomu z mojej klasy nie wpadłoby do głowy oświadczyć „nie będę dziś odpowiadał czy pisał klasówki, bo moi starzy wczoraj całe popołudnie się kłócili i nie miałem warunków do uczenia się”, albo „umarł mi ukochany chomiczek i przez najbliższe 2 tygodnie będę zbyt przygnębiony, żeby mieć serce do obowiązków szkolnych”. Urlop losowy przysługiwał wyłącznie dorosłym, szczeniakami nikt sobie głowy nie zawracał. W takich przypadkach można było liczyć tylko na solidarność kumpli, którzy wiedzieli, jak jest i dali ściągnąć. Więc czy np. w takich przypadkach bezwzględna uczciwość byłaby naprawdę uczciwa, czy tylko bezwzględna?
Oczywiscie ze masz racje Bobiku. Ja nigdzie tak nie wymarzlam jak swego czasu w Rzymie zima – kamienne posadzki, brak centralnego, jeden niewielki piecyk w pokoju obstawiony suszacym sie praniem, ktore inaczej schlo by przez tydzien. Brrrr.
No i oczywiscie jak Declan tu grasowal – tez bylo bardzo zimno choc na zewnatrz nie zimniej niz -2 st. C.
Bry! 🙂
Do Irka.
Komentarze mogą umieszczać tylko należący do Google+.
Na tym polega zapędzanie do sztucznej społeczności.
Na Tubie pozwolą Ci na dłuższy film, jeżeli zostaniesz członkiem Google+.
Damie nie wypada wypowiadać się wulgarnie, więc (^&%$$%^&&&&*****^&%ER#@#@!!!!!
Brzoza do Wodza. Brzoza do Wodza. Nie łam się. Agentowi damy kryptonim operacyjny Żona Lota i odwróci się sam. 😈
Siódemeczko, dołączam swój stek wyzwisk, których szczeniakom nie tylko wypowiadać, ale nawet znać nie wypada. 🙄
A u mnie jest -26C, dobra pogoda dla Tadeusza na narty biegowe! Przynajmniej na snucie wspomnien o twardych zimach dziecinstwa.
A bientot!
Króliku, to jak przy tej pogodzie Dobre Piesy chodzą na spacery? Na nartach? 😯
No proszę, Tadeuszu. Jak ta zima w USA nie taka straszna, to dlaczego już zaczęła powodować biologiczne mutacje? 😎
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/5,114871,15227089,W_USA_coraz_zimniej__W_srodkowych_stanach_termometry.html?i=13
A może po prostu chodzi Ci o to, żebyś nie musiał się swoimi celsjuszami dzielić z Drugą Półkulą, jak znowu będzie jakaś ściepka? 👿
To wszystko by tłumaczyło, dlaczego przeciętny Amerykanin hoduje sobie słoninę na 10 cm grubą. Ewolucja w działaniu. 😛
Mój lokal operacyjny jest tak dobrze zakonspirowany, że trafiam do poczekalni. 😎
Nareszcie doceniona zostala niepospolita sila intelektu i oplakany stan finansow Pierwszej Corki. Sa szanse, ze wyladuje ona w Parlamencie Europejskim:
http://wyborcza.pl/1,75478,15232345,Marta_Kaczynska__jedynka__na_listach_PiS_do_PE__Hofman_.html
Wielki Wodzu, sloniny na 10 cm maja teraz, wedlug najnowszych doniesien, najbardziej osoby z krajow rozwijajacych sie, czesto z cieplych krajow. Must work harder on that theory! 😆
U mnie teraz tylko -14, po bardzo dziwnym ociepleniu na jeden dzien, przez co poklady sniegu roztopily sie na drogach i na nowo zamarzly (roznica temperatur wyniosla nieco ponad 20 stopni w ciagu mniej niz 24 godzin, pewnie dane Tadeusza byly z okresu tej krotkotrwalej odwilzy). Windchill, czyli to jak sie temperature odczuwa wynosi -21, bo u nas w ogole czesto wieje, i teraz takze (wszystkie temperatury w Celsjuszach; potrzebujacym chetnie podrzuce uproszczony algorytm na przeliczanie z Fahrenheitow na Celsjusze, jesli nie maja jeszcze tej tej aplikacji na smartfonach czy tabletach). 😉 Mimo to nie ubiegam sie o jakies szczegolne wspolczucie. Gorzej ma Krolik i ludzie z okolic polnocnego Midwestu (na ulicach Chicago dzisiaj ludzie sie smieli, ze nie rozpoznaja na ulicy znajomych, tak wszyscy za zakutani). Trzymaj sie Kroliku cieplo, dbaj o Dobre Piesy. I jedz rozgrzewajace zupy, oraz stosuj wszystkie inne srodki rozgrzewajace! 🙂
Ślę gorące uczucia zamrożonemu Królikowi i Monice, może trochę ogrzeją atmosferę. 🙂
Ja mam znowu dzisiaj zebranie z mieszkańcami – ostanio/ostateczne.
Po ponownym okresie prześcigania się, kto szybciej – ja nakleję ogłoszenie, czy ktoś zerwie, sporządziłam małe karteczki i wrzuciłam do skrzynek.
Zupełnie tego nie rozumiem, przecież ten ktoś nie mnie robi na złość, tylko wyrządza krzywdę ludziom.
Propozycje są tak skrajne, że przy niewielkiej frekwencji (10 osób) zadecyduje jeden głos, a 100 osób będzie w tym mieszkało przez kilkanaście lat.
Minus 14 C to bardzo zimno. Najnizsza temperature tutaj jaka pamoietam, to bylo -6 i okropnie marzlam, choc mialam cudnne palto-kolderke na puchu. I nawet jakies walonki skorzane podbite futrem. I bylo mi bardzo zimno. Wiec ja tam Wam wspolczuje w Ameryce i w Kanadzie.
W Nowym Jorku pamietam strasznie globokie sniegi, taksowki nie jezdzily, lotniska wszystkie stanely. Ale do pracy trzeba bylo zasuwac – metrem. Nawet psy chodzily w butach zapadajac sie w zaspy, ktore wyrastay na poboczach drog, zgarniane co chwile przez odsniezarki. Bylo tak trudno sie poruszac.
Raz zdarzylo mi sie zasiedziec w bibliotece uniwersyteckiej i wracalam do domu okolo polnocy. Sniegu nasypalo niemal do pasa, a ja w szpileczkach! Moj wierny przyjaciel Richard pryszedl po mnie i dwie godziny maszerowalismy do mojego domu. Czasami przenosil mnie przez zaspy abym nie zgubila butow.
Szpileczki w zimie zdarzały mi się tylko w liceum. 😆
Ale czego się nie robi, żeby być noszoną na rękach. 🙂
Dzień dobry 🙂
Heleno, zdumiewasz mnie 😯 Dlaczego uparłaś się chodzić w szpilkach po śniegu 😯 ?
Pogodę sprawdzam u Norwegów. Podają, że Londek pochmurny i 11, a Bobik tylko lekko zachmurzony i o stopień cieplejszy 😉 . Królik i Monika do -20 🙁
Moniko, z tą słoniną, to chyba też zależy, gdzie w USA. 😉 Ale tak czy owak przeciw teorii WW przemawia to, że niebywałej grubości połcie słoniny widuje się u rdzennych Hawajczyków. 😈
Dla mnie wszystko poniżej -10 to już mrozy trzaskające i nieznośne, więc dalej z uciśnioną przez klimat ludnością USA i Kanady dzielę się celsjuszami i gorącą herbatą. 🙂
Pod jednym przynajmniej względem zawsze byłem grzecznym szczeniakiem. Podczas mrozów nigdy mnie nie trzeba było namawiać do włożenia ciepłych reform, walonek, nauszników, trzech swetrów pod futro, etc. Wręcz przeciwnie, sam się darłem o jeszcze. 😆
Szpilki na śnieg – never! 🙄
No, ale miłego (i niewielkiego) pieska, w odróżnieniu od miłej kobiety, zawsze ktoś na ręce weźmie nawet bez szpilek. 😈
Z tymi szpiolkami to bylo tak, ze gdy wychodzilam z domu z rana pogpda byla ladna i sucha. Kiedy zas wychodzilam z bibliotek tuz przed zamknieciem o polnocy, miasto pokryte bylo gruba warstwa sniegu i sypalo tak, ze widocznosc byla bliska zeru.
Pare razy przezywalam takie sniezyce w NYC. I pare razy takie gololedzie, ze wlasciwie nie mozna bylo zrobic paru krokow. A wszystkie drzewa wygladaly jak oszklone – nigdy ani przedtem ani potem nie widzialam takich drzew, kazda galazka pokryta byla przezroczystym lodem ze wszystkich stron, Wygladalo to jakos nierealnie.
Hawaje to też USA, chciałem zauważyć. Nie upieram się przy swojej teorii, może napiszę do Matki Unii o grant, to będę wiedział lepiej. 😛
Ale to może później, bo zaraz wracam do pracy operacyjnej. 😈
Toż właśnie pisałem, Wodzu, że w Usach jest różnie, ale Hawaje to nie te zimne Usy, w których hodowanie słoniny tłumaczyłoby się ewolucyjnym przystosowaniem. 😛
Niemniej jednak masz rację, że praca operacyjna na pierwszym miejscu. 😎 Usami możesz się zająć w tej fazie, kiedy zadanie już w zasadzie jest wykonane i można sobie pozwolić na luźną pogawędkę z Moneypenny, ale przed scenami rozbieranymi, please! 😈
W lince od Heleny przejęło mnie nawet nie to, że ktoś chce zrobić klacz konsulem, bo pewnie nie będzie gorsza od osłów dotychczas zajmujących to stanowisko, tylko ten ohydny i chyba coraz ohydniejszy, donosicielsko-insynuacyjny, a przy tym kretyńsko zadowolony z siebie ton Hofmana. Mam głęboką wewnętrzną potrzebę ogłoszenia konkursu na jakiś odpowiedni tytuł dla tego typa. Bo Wymiotek Dekady, który jako pierwszy mi przyszedł do głowy, jakiś za łagodny mi się zdaje. 🙄
Hofman wlasnie zaproponowal aby za jazde po pijanemu wymierzac kare smierci.
To zgłaszajcie, a ja będę głosem ludu.
Moja działalność operacyjna nie zawsze pozwala na kompletny ubiór, dlatego wybaczy Centrala, będę ustalał kolejność i charakter scen bez konsultacji, Centralo. 🙂
Mam określenie na Hofmana, jednak jest brzydkie i o zabarwieniu seksistowskim, więc się nie nadaje do rozpowszechniania.
Tego się właśnie obawiałem. Zawsze jak dochodzi do momentów, Bond zaczyna mieć centralę w nosie. 😆
Niecenzuralnie określić Hofmana to żadne halo. Takie określenia to się same pchają. Sztuką jest znaleźć coś takiego, co by było cenzuralne, a adekwatne. 🙄
Właściwie Lem kiedyś wymyślił coś dosyć pasującego – ohydek szalej. Ale nie będziemy przecież z Lema ściągać. 😉
Szujek pospolity? 🙄
Albo na pograniczu cenzuralności – szuj złamany. 😈
kroliku, rosol, oraz czapka iduzo welny 🙂 Moniko tez 😀
u nas tylko +9°! ptaki omijaja kamniki na balkonach 🙂
Hofman przez jedno „f”, to gorsze od obelg 🙂 🙂 🙂
🙂 😀 😆
Kierowniczka zamieszania:
http://wyborcza.pl/12,82983,15235048,To_ona_sprowadzila_gender_do_Polski__Prof__Siemienska.html?bo=1
Banhof-man
Dobry wieczór.
Ja o nim od jakiegoś czasu nie mówię inaczej.
Brzygal.
Ciągle zbyt pieszczotliwie…
złamaś szujowy?
miałem kilka, ale zbyt sugestywne są…
O, z przydomkiem
Człuja Mały-Szonek, = Człuja Małyszonek
skasować to z błędem…
to już maligna….
Będąc dokładnym, chciałbym sprostować, że nie sądzę, że mieszkańcom USA i Canady nie jest zimno, sądzę tylko, że &(*&^^&%$, szanujące się znaczy, gazety nie powinny bzdur wypisywać…
Dla znających wyrazy obce może być też emetyk. A wypowiedź Hofmana – PiSk emetyka. 👿
Złamas prasowy. 👿
Rzygolak. 👿
Rzygolak – znakomite!
Rzygolak from now on.
Nie polenie sie i pojde chyba poroznosic, co?
Na kogoś takiego nie ma słowa w ludzkim języku.
Tego roku, kiedy urodziła się Zosia, zimą temperatury spadały w nocy do – 34 stopni. W ubiegłym roku w centralnej Polsce było – 32 przy całkowitym braku śniegu, co spowodowało ogromne straty w sadownictwie. I jakoś przetrwaliśmy więc i usanie przetrwają 😉
Rzygolak jest najlepszy, celny i obrazowy.
To powiedziałem ja Głos Ludu, panie Prezesie.
A mój głos ludu zadecydował, Lud przemówił, sprawa rozstrzygnięta. 😀
i co Lud przemowil, za czy przeciw?
Gratuluje zwyciestwa, Siodemeczko. Idz sie napij, koniecznie!
duzo z tego czytalem (kaktusy z zielonej ulicy – wylecialy mi z glowy calkowicie, dopiero teraz przypomnialem sobie ponownie 🙂 🙂 )
http://mikolajmarszycki.natemat.pl/87687,porwany-za-mlodu-przez-ksiazki
pstryk 😀
Nie wiem, czy to zwycięstwo, na 100 osób przyszło w drugim terminie 18 włascicieli + 2 towarzyszące.
O tyle mi lżej, że wybrali, co chcieli i ja już nie dźwigam odpowiedzialności, za wynik decyzji.
Muszę tylko jeszcze rozejrzeć się za płytkami na ścianę i dopilnować, zeby wszystko było zrobione, jak trzeba.
Och, Rysiu, juz sam widok okladek tych ksiazek moze naprawde ogrzac lepiej niz niejeden rosol (a w sile rozgrzewajaca rosolu wierze przeciez rownie silnie, co Krolik)! 🙂
Tymczasem my tutaj nie tracimy humoru ani poczucia proporcji (polskich dziennikow oczywiscie nie ogladam, wiec nie wiem, jak to jest w nich z poczuciem proporcji na ten temat). Oto pomysl na spodnie z niechcianych swetrow, podany wczoraj w CNN (via HuffPost). 😉
http://www.huffingtonpost.com/2014/01/07/anderson-cooper-polar-vortex_n_4555881.html
I jeszcze gratulacje dla Siodemeczki, z okazji przezwyciezenia inercji. 🙂
Jeszcze ulubiona przeze mnie ksiazka brytyjskiego krytyka na podobne tematy – roli ksiazek z dziecinstwa w ksztaltowaniu dziecka i przyszlego doroslego czlowieka.
http://www.amazon.com/The-Child-That-Books-Built/dp/0312421842
No i ide dogladac rosolu, i przeszukiwac szafe w w nadziei znalezienia swetra, ktory da sie przerobic na szykowne spodnie. 😆
Faktycznie, ta lista książek jest absolutnie rozczulająca. 😆
Mnie chyba tylko Wiktor Zawada jakoś przeszedł koło nosa, ale poza tym praktycznie wszystko to rzewne wspomnienia. 🙂
Siódemeczko, jako Centrala mogę Ci wydać certyfikat, że misję wypełniłaś i chwilowo legalnie przebywasz w tzw. uśpieniu. 😎
Tylko licence to kill będziesz musiała, niestety, zdać do depozytu. 😆
Jakby ktoś z Warszawy miał ochotę odwiedzić synagogę im. Nożyków i wziąć udział w ciekawym programie, to tu jest info i zaproszenie zarazem:
https://emtesidemeczka.blogspot.com/b/post-preview?token=zMWwcEMBAAA.4lX1X-k3DpGkHKRHlqoUag.5lXZrxy38vK60sHma5ahTA&postId=1568759111831713615&type=POST#!/
Nie chcę być złośliwa, ale pan Marszycki chyba przecenia swoją czterdziestkę. Mój syn ma tyle i chyba żadnej z tych książek na oczy nie widział i nie zabrałby się za ich czytanie, mimo, że zawsze dużo czytał i czyta.
Licencję z przyjemnością oddam na stałe, Bobiku. 🙂
No ty popatrz – a ja z tych ksiazek to tylko odnotowalam katem oka bodaj Jules Verne’a. A gdzie Tom Sawyer? I Hucekleberry Finn? A gdzie Chata wuja Toma? A gdzie Skarby Krola Salomona?A gdzie wszystkie Dumasy? Gdzie Sherlock Holmes i Klub Pickwicka? I Oliver Twist? Gdzie opowiadania Czechowa? I wreszcie najwazniejsze – gdzie jest JEZDZIEC BEZ GLOWY? Ksiazki mojego dziecinstwa zupelnie inne!
Moniko, nie mozna stad otworzyc tego widea jak brzydki sweter gwaiazdkowy przerobic na brzytdkie cieple spodnie, ale zdjecie zamieszcxzone pod filmikiem jest tak rozkoszne i smieszne, ze wybuchnelam smiechem na caly dom. Mina i poza tego faceta!
w spodniach!!! No bezcenne!
Fajny ten program u Nozykow.
U mnie się ani filmik nie otwiera, ani zdjęcie. 🙁
Mordko, Marszycki chyba nie twierdzi, że to kompletna lista lektur. Ja w każdym razie czytałem w szczenięctwie i te, co Ty wymieniasz i te, co on. Ale na jego liście jest trochę takich, o których już właściwie zapomniałem i teraz z nostalgicznym rozczuleniem sobie przypomniałem. 🙂
Rozpoznaję wiele okładek, ale niektórych mi bardzo brakuje. Oprócz powieści „dorosłych” i „dziewczyńskich” (Siesicka, Chmielewska, Wieczerska; Musierowicz jakoś nie) najbardziej chyba Fiedlera, Meissnera, „Porwania w Tiutiurlistanie” Żukrowskiego i „Przygód Sindbada Żeglarza” Leśmiana. No i gdzie jest „Ostatni Mohikanin”?! Ps. Kocie, Holmes jest wymieniony, na samym końcu.
Odlotową wiadomość podają właśnie w TV. Pracownicy Aldiego, rozpakowując paki z kolumbijskimi bananami, znaleźli 140 kg. czyściutkiej koki. 😯
Nieźle sobie jakiś narkobaron musi teraz pluć w brodę. 😈
Każdy ma swój zestaw lektur.
Pan Marszycki jest 76 roku, chyba archeologią literacką się zajmował.
No dobra, już przestaję, nie wypada tak sobie żartować z gustów literackich.
Porównuję tylko dwóch ludzi niewiele różniących się wiekiem i dlatego się dziwię, co oczywiście nic nie znaczy, mój syn też nie jest wzorcem z Sevres. 😀
Szokujący nieco artykuł o amerykańskiej służbie zdrowia:
http://wyborcza.pl/1,75477,15230537,Ameryka_leczy_swiat__czyli_jak_przeplaca_sie_za_leki.html
„Księga dżungli”!!!
Czekam w poczekalni. Szkoda, bo ciekawy artykuł.
A o „Witaj smutku” nikt się nie zająknie?
No nie, Saganka to już chyba ani szczeniacka, ani przygodowa. 😉
A Balzak, a Guy de Maupassant? 🙁
Ja ksiazek dziewczynskich nie czytalem oprocz wcisnietej mi na sile Ani z Zielonego Wzgorza. I chyba Malej Ksiezniczki. A ostanio obejrzalem ze wzgledu na Monike w tv Little Women, bo tam pokazuja Concorde (znaczy nie pokazuja za duzo, ale wszystko sie dzieje w Concorde , Mass) Ja bylem bardzo genderowy jesli chodzi o lektury.Wszystko musialem nadrabiac jak juz podroslem i to pod wplywem E., ktora zna wiele dziewczynskich ksiazek i niektore wciaz ma. Obejrzalkem tez w czasie Swiat w telewizji Polyanne i juz wiem o co sie rozchodzi, kiedy E. namawia Stara aby byla bardziej jak Polyanna, a nie jak Klapouchy. . Albo Little Lord Fffff… Jakis tam
A do kiedy trwa szczeniackość?
Jeżeli do 14, to jak najbardziej szczeniacka.
Ja w tym wieku prawie nosiłam bawełniane pończochy z podwiązkami na specjalnym pasie.
Fuj!
A kulkowym piórem 😆 nie we wszystkich szkołach pozwalano pisać.
Moja ciocia zakonnica darła szaty nad moją demoralizacją z powody czapki zimowej z pomponem zakończonej błyszczącymi pajetami.
Nie żartuję.
Siódemeczko, w tym przypadku liczy się nie to, kiedy ktoś czytał Balzaka, tylko to, że on nie należy do gatunku „literatura szczeniacka”. 😉
To ja chyba nigdy nie byłam szczeniakiem, bo mnie ten zestaw lektur wydaje się okropnie archaiczny.
To pewnie przez szybko zmieniające się mody, czy co.
Siodemeczko, musi byc cos w tych pomponach, poniewaz jak byla w Polsce Zima Stulecia, pamietasz? – Mama szybko zrobila mi na drutach bardzo cieply zimowy beret w kolorze granatowym, bosmy wszystkie musialy nosic takie berety- placki, bardzo nietwarzowe i niezbyt nadajace sie na Zime Stulecia.
Otoz ten beret udziergany przez Mame zakonczony byl pomponem. I dyrektorka mojej szkoly wezwala mnie do swego gabinetu aby mi zakomunikowac, ze wygladam, w nim jak… prostytutka. Slowo honoru. Nie powiedzialam tego w domu.
Mialam wtedy chyba 15 lat!
Moze w tamtych latach byla jakas koscielna kampania zwalczajaca pompony na beretach i byly z ambony odczytywane listy pasterskie pt „Moralna zgnilizna licealistek a niestosowne nakryycia glowy zakonczone pomponem”. Cos na podoboienstwo listu o Gendrze.
Bo to by tlumaczylo dlaczego u Ciebie w Warszawie siostra zakonna a u mnie w Lublinie dyrektpoka szkoly s. kanoniczek wypowiedzialy wojne naszym beretom.
Ja mojej cioci jawiłam się jako demon zepsucia.
Nie wiem, może w porównaniu z dziećmi mojego wujka leśniczego, które musiały zbierać runo leśne, żeby zarobić na zeszyty i książki do szkoły, rzeczywiście jawiłam się, jak rozpuszczony bachor.
Mam nadzieję, że później udało się nam trochę wzajemnie polubić.
A w średniej szkole mama wyrzuciła moke białe dzinsy z żaglowego płótna, bo całe podwórko było zgorszone.
Ech, czasy! Nie mieli ludzie innych zmartwień?
Jak tatuńci rodzinę prał, zgorszenia nie było.
Nie mój, bo był nieobecny w moim życiu.
Dobranoc, bo dopadły mnie wspomnienia przedpotopowe. 😆
Czołem, Dzieci! 🙂
No Ty popatrz! ja w mojej szkole tez uchodzilam za demon zepsucia, choc ani razu nie zaszlam w ciaze z nauczycielem spiewu.
Byl u nas taki wypadek i na szczescie dziewczyne ( z nizszego roku) dalo sie szybko wyskrobac, obnizono jej stopien ze sprawowania, a nauczyciel wykrecil sie prezentem w postaci uzywanego pianina i zostal przeniesiony karnie do innej szkoly.
Ta dziewczynka, bardzo zreszta ladna, spiewala nam zawsze na akademiach „O mlynareczce z pewnej wsi…”
PS. Nie wiem, dlaczego rybaczki dawały się znieść, a dzinsy nie.
Wiecie może?
Bo dzinsy, troche jak coka-cola albo wodka , sa gniazdem rozpusty dziewiczej.
herbata 🙂 🙂 🙂
duza bardzo 😀
dzien dobry bardzo 😀
w moim za rogiem „Aldi” tylko prozaiczne banany 🙂
bywa
lista ksiazek bardzo nostalgiczna i oczywiscie to tylko malutki wycinek (tyk mysle), ale sympatycznie wspomniec dziecinstwo i bardzo wczesne mlode zycie 🙂 😀
szeleszcze do herbaty i gory marmolady figowej na tlustym masle 😀 😀
fikam
kawa tez 🙂
brykam fikam 😆
Tereny jesienna kurtka pozycje
SRODA 🙂 🙂
Dzień dobry 🙂
kawa
Dzień dobry,
Siódemeczko, ja zostałam wyrzucona z egzaminu maturalnego z biologii, bo do granatowego mundurka miałam białe elastyczne pończochy, a nie ohydne beżowe, bawełniane patentki:-) .
Musiałam gnać do domu po te beżowe, bo opór oznaczałby niezdanie matury :- )
Chociaż wszystko się we mnie burzyło i zamierzałam założyć zamiast białych czarne w kolorową kratkę, no ale rozsądek na szczęście zwyciężył, lecz długo jeszcze zarzucałam sobie oportunizm 🙂 .
Rodzinnie radiomaryjnie 🙂
http://wyborcza.pl/1,87648,15230791,Telewizja_mu_zaszkodzila.html#BoxSlotII3img
Dzień dobry 🙂
Tarcza na agrafce. To jest pierwsze, co mi się przypomina w „tym temacie” szkolnych przestępstw odzieżowych. 😈
I wieczne próby urozmaicenia obowiązkowego granatu jakąś kolorową obróżką, którą i tak najpóźniej na trzeciej lekcji nakazywano mi zdjąć. 🙁
A teraz nareszcie kawa. Dziś już któraś tam, bo od rana latam jak z piórem. 😉
Głupia sprawa z tym rozbuchanym seksualnie posłem. 🙄 A głupia dlatego, że właściwie szantaż powinien budzić uczucia jednoznaczne – obrzydzenia do szantażystów, współczucia dla ofiary, satysfakcji, że dzielna policja dała draństwu w kość. Ale w tym przypadku ofiara jednoznacznych uczuć, we mnie przynajmniej, nie budzi – jeżeli wszystko w relacji dziennikarskiej jest zgodne z prawdą. Załgany do ostateczności hipokryta i szmondak, który prostytutkę nacina na głupie dwie stówy, to raczej nie jest postać sympatyczna.
To oczywiście nie znaczy, że niesympatycznych wolno szantażować. Ale oprócz ewidentnego przestępstwa z jednej strony, jest w tej sprawie też smrodek z drugiej.
Taaaaak, biale ponczochy na maturze z biologoii to szczyty wyuzdania, a nawet powod do wyrzucenia maturzysty za drzwi – niech sie najpierw nauczy wladzy sluchac, a poten zobaczymy czy nalezy mu sie swiadectwo dojrzalosci.
Chyba musze na jakis czas odstawic sie od polskiej prasy, bo dziala na mnie nazbyt przygnebialaco. Najpierw przeczytalem z rana Terlika w Rzepie, wyjatkowo nawet jak na Terlika nikczemnego i podlego. POtem doporawilem sie slynnym leberalem, biszkoptem Pieronkiem, tez niczego sobie.
Gdyby istnialy jakies aparaty na podobienstrwo alkomatow, ktore by ci sygnalizowaly: naczytales sie dosyc, ani kropli wiecej, bo kogos zabijesz na drodze…
Dzień dobry 🙂
Kocie, smok też się czuje bardzo przygnębiony Terlikowskim i spółką. Mam nadzieję, że mnie nie zabijesz, jak przyślę na ten temat coś więcej 😐
Smok postanowił lepiej zrozumieć, dlaczego Monika ostatnio tak narzekała na poziom publicznej rozmowy. A że go gryzie flądra, zacznie od flądry – pytać, nie kopać (najwyżej ogniem zionie, ale to prawo smoka).
Jak dobrze wiecie, portal fronda.pl zamieszcza regularnie artykuły stygmatyzujące pewne grupy ludzi, na przykład gejów czy feministki. Język tych tekstów jest niezwykle agresywny i pogardliwy, podobnie ilustracje (często te same, wiele razy powtarzane). Chciałbym Was zapytać, jaką miarę stosować wobec tych publikacji? Jest to poważny problem czy jasełkowy potwór? Miała grupka fundamentalistów czy coś więcej? Na pewno język stygmatyzacji występuje znacznie szerzej, w nieco tylko złagodzonej formie…
Kolejną sprawą jest unikanie przez Terlikowskiego jakiejkolwiek osobistej odpowiedzialności. Ostatnio po napisaniu chamskiego apelu o wysłanie feministek na Kubę, dodał na końcu zdanie: “PS. Wyjaśnienie dla lewaków: ten tekst jest żartem!“. Innym sposobem są umieszczane od czasu do czasu deklaracje typu “mam homoseksualnych przyjaciół”, albo że chodzi mu tylko o to, aby potępić “grzech”, nie “grzesznika”. “Grzesznika” wystarczy (dla jego dobra, miłując, szanując) nastraszyć i wykluczyć ze społeczności. Jeżeli “grzesznik” protestuje i trzeba nieco ostrzej, to przecież tylko do siebie może mieć pretensje!
Terlikowski jest, o ile wiem, często zapraszany do programów publicystycznych. Występuje tam w roli “katotaliba” w starciu z feministką na przykład, dla uciechy. Wiem jednak od bliskiej znajomej mieszkającej w Polsce, że on wypada dość dobrze i przekonująco w tych debatach, zwłaszcza z mniej doświadczonymi osobami. Sprawia wrażenie kogoś znakomicie przygotowanego, wykształconego teologicznie, mówi jasno i pewnie. Jako źródło swoich tez wskazuje religię, z którą spora część widzów się jakoś utożsamia. Może to dać Terlikowskiemu dużą przewagę nad feministką, wobec której nastawienie bywa bardzo niechętne. Ludzie są co prawda antyklerykalni, ale Terlikowski umie pokazać, że walczy o sprawy “wyższe” i ważniejsze niż władza czy pieniądze, potrafi nawet skrytykować biskupów. Jego wizja może przemawiać do kobiet, które pragną, aby ich mężowie byli bardziej dojrzali i odpowiedzialni – to feministka często wydaje się osobą całkowicie oderwaną od rzeczywistości i stawiającą kobietom księżycowe wymagania. Jest też zupełnie niewiarygodna w sprawach religii, a próby nawiązania walki na tym polu często kończą się dla niej bardzo źle. Terlikowski nie wypowiada się w telewizji zbyt agresywnie, a jeśli już jest pytany o frondę, to z niezmąconą pewnością siebie mówi, że najważniejsza w jego życiu jest miłość do Chrystusa.
Wrrrrrrrrr, apostoł miłości się znalazł! Aaaaaaaaarch! Hrrrrraaaaaach!
Czy jesteśmy skazani na Terlika? Jak myślicie, czy te debaty mają wpływ na opinię społeczną, czy chodzi głównie to, aby bawić się w fajerwerki? Może zamiast rozmowy o emeryturach, jak często narzekają internauci?
A szerzej, jak rozumiecie sytuację w Polsce dzisiaj? Czy przechodzimy przez trudną i powolną, ale dość przewidywalną światopoglądową przemianę, czy może prawdziwą wojnę, której przebiegu nie możemy być pewni? A jeśli to wojna, to gdzie przebiega front? Czy jest możliwa debata publiczna na wyższym poziomie niż ostatni “głos informacyjny” biskupów? Smok bardzo chciałby poznać Wasze opinie (oczywiście nie pali się, będę tu zaglądał 🙂 ).
Prezes posunął Tomusia…
http://wyborcza.pl/1,75248,15237598,Kaczynski__dla_Tomasza_Kaczmarka_nie_ma_miejsca_w.html
Na razie nie będzie nic więcej, bo jestem zablokowany 😐 Bobiku!
Nisiu, przypominam i bardzo proszę. Takie rzeczy po 23. 👿
Wodzu, przepraszam. To się więcej nie powtórzy.
Ale zawsze jakaś przyjemność…
Już przybyłem na białym koniu, żeby uwolnić uwięzionych przez Łotrpressa. 🙂
Pytań nam Smok postawił mniej więcej na 3 lata ale na szczęście nie dał ostatecznego terminu odpowiedzi, więc możemy ścibolić po kawałku. 😀
Z tym że ja nie na wszystkie z nich czuję się władny odpowiadać, bo sam nie wiem, jak np. odbierany jest Terlik przez „przypadkowe społeczeństwo”. Owszem, rozmawiam przez telefon z krewnymi i znajomymi, ale nie mogę na co dzień podsłuchać, co mówią ludzie w tramwaju, w sklepie, w kawiarni, w taksówce… A dopiero to daje w miarę realistyczny obraz. Ja właściwie mogę szczekać tylko o dyskusji medialnej, ze szczególnym uwzględnieniem internetu. A i to za chwilę, bom z drogi, czyli zdrożony i herbaty bym się napił. 😉
Nie wiem, czy Prezes miał przyjemność posuwając, ale ja nie będę zaprzeczał, że odczułem dziką Schadenfreude, bo i tak by mi nikt nie uwierzył. 😈
Może ja bym mogła coś napisać na smokowe zapytania, ale to jest temat, na który trzeba zebrać siły.
Zresztą też mogę tylko moje odczucia i poglady.
Ale teraz muszę pobieżyć do Castoramy, zeby dopasować płytki na ścianę.
Pierwsza myśl po wypiciu herbaty, niekoniecznie akurat z najważniejszej półki. W moim odczuciu jednym z istotnych powodów, dla których polskie feministki często przegrywają starcia imydżowe z katolickimi fundamentalistami, jest coś, co nazwałbym ich księżycowością. Tak jakby nie do końca zdawały sobie sprawę, w jakim kraju żyją, wśród jakich ludzi i jak z tymi ludźmi trzeba rozmawiać. W debatych z radykalnymi katolibami same się radykalizują i zaczynają prezentować feministyczny fundamentalizm, a o ile Polacy do tego pierwszego już się dawno zdążyli przyzwyczaić i traktować go na zasadzie „mów se mów”, o tyle ten drugi nieraz straszliwie działa im na nerwy i budzi opór.
Parę razy zdarzyło mi się oglądać w telewizyjnych szarpackach panią prof. Środę. Cenię ją i czytam bardzo chętnie, ale tych występów pozytywnie ocenić nie mogłem. Zacietrzewiała się, irytowała, dawała wytrącić z równowagi i zamiast argumentowania szła w inwektywy i dość bezładne „doszczekiwania”… No, tak się dyskusji ani bitew światopoglądowych nie wygrywa. Doszczekać to sobie można poza kamerami, w zaprzyjaźnionym towarzystwie, albo na jakimś prywatnym blogu. 😈 W publicznych mediach trzeba trzymać fason, starać się odbiorcę przekonać i pozyskać.
W tej chwili zbyt radykalny feminizm w naszym kraju to próba budowania od dachu. A tu najpierw by trzeba w publicznej debacie położyć fundamenty i pokazać, że nic się od tego nie zawala, a dopiero potem przejść do pierwszego piętra. Inaczej są to strzały w stopę, jak ostatnio prowokacja Bratkowskiej. Ilu swoim wistem przysporzyła feminizmowi zwolenników, a ilu zaciętych wrogów?
Dlatego uważam, że świetną feministyczną (i nie tylko) robotę robi ostatnio Kozłowska-Rajewicz. Jest tam, gdzie trzeba i kiedy trzeba, cierpliwie tłumaczy różne rzeczy, nie przeskakując stopni i wyczuwając, jakich trzeba użyć argumentów, żeby trafiły do możliwie szerokiej grupy odbiorców, sprawia wrażenie rozsądnej i kompetentnej, nie jest agresywna, ale stanowcza i potrafi od razu wytyczyć granicę ustępstw. Oby jak najdłużej tak trzymała. 🙂
Ja mysle. ze w tych „debatatch” i „panelach” organizowanych czersto w mediach w Polsce chodzi tylko i wylacznie o naparzanki i fajerwerki. Im bardziej rozmowcy nie maja nic ze soba wspolnego, im bardziej sie roznia kultura polityczna i osobista tym lepiej – bo a. program sam sie robi i nie trzeba byc do niego dziennikarzowi przygotowanym, wystarczuy jak rzuci jakims cytatem z gazey. b. nie trzeba sie na niczym znac. c. Mozna unikac prawdziwych tematow a skupic sie na tym na przyklad co kto MYSLI o alkomatach w kazdym samochodzie, albo o tym co powiedzial Cameron.
Czy jest z tego jakies wyscie? Zdecydowanie nie ma. Bedzie tylko coraz gorzej a do zawodu dziennikarskiego beda sie zglaszac ludzie coraz gorzej wyksztalcei i coraz bardziej leniwi.
Czy mozna byloby cos z tym zrobic? Multum. Odbiorcy takiej informacji i analizy powinni z miejsca, nie odchodzac od radia czy telewizji i majac pod reka wszystkie odpowiednie numery telefonow, dzwonic do programu i wyrazac absolutne oburzeniee faktem, ze dziennikarz ponownie nie byl przygotowany merytorycznie, ze pani Olejnik ponownie zaprosila kretyna na rozmowe, ze ja nie zycze sobie awantur w studiu tylko chce dowiedziec sie czegos o swiecie lub o problemie czego do tej pory nie wiedzialem.
Ostatnio BBC zrobila eksperyment (Editor for the day) dajac do przygotowania flagowego powaznego programu porannego Today doktrynerskiej i demagogicznej kretynce, choc poetce, lewaczce na lewo od Pol Pota i Mao Tse Donga, ktora pogwalcila w tym programie wszystkie dostepne standardy i normy obowiazujace w tej instytucji utrzymywanej przez abonenta i posiadajacej bardzo scisly regulamin gry.
Centrala telefoniczna radiowej Czworki zostala zablokowana na pare godzin wszystkimi, ktorzy chceili zadzwonic i nawrzucac BBC, ze do tego dopuscilo. BBC nie lubi przepraszac i stara sie unikac tego jak ognia. Ale raz popelnionej pomylki stara sie jednak unikac. Mysle, ze dostalo niezla nauczke. KOlejna udzielona przez odbiorcow.
I tylko to mozna robic w spoleczenstwie obywatelskim.
Teoretycznie można jeszcze nie słuchać, nie oglądać, nie czytać. 😉 To też nauczka dla mediów, zwłaszcza tych płatnych, które żyją z odbiorcy. 😎
To jednak nie od Srody i nie od Bratkowskiej, Piesku, zalezy jak wypadna w telewizji, tylko od prowadzacego- prowadzacej program. Gdyby dziennikarz prowadzacy rozmowe z Brakowska byl do tej rozmowy przygotowany to zaczalby, byc moze od przypomnienia podobnej, acz zakrojonej na znacznie wieksza skale „prowokacji” najslynniejszych kobiet zycia publicznego Francji w liczbie 343, ktore na lamach pisma Nouvel Ovsevateur oglosily przed laty wszem i wobec ze mialy co najmniej jedna pokatna, nielegalna skrobanke – bylly to naprawde wielkie nazwiska dzialaczek politycznych jak Simone Veil, aktorek jak Cathrine Deneuve, pisarek jak Saganka, filozofek jak Simone de Bouvoir. I one to wlasnie, chcoc nie natychmiast doprowadzily do zalegalizowania aborcji. Od tego nalezalo zaczac a nie od zapraszania do studia talibow i dawania im forum do mieszania Bratkowskiej z blotem.
Chetnie w takiej rozmowie posadzilabym naprzeciwko Bratkowskiej Piotra Kaminskoiego z Paryza, ktory jest naprawde znakomity nie tylko kiedy mowi o muzyce, ale wtedy gdy opowiada barwnie i ciekawie o backgroubdzie czegos co sie wydarzyloi we Francji, Naprawde chetrnie bym miala wyksz§talconego, kulktruralnego i swietnego dziennikarza Kaminskiego. Albo ktoregos z jego kolegow z Radio France Intrernacional. To przecuez nie musi byc awantura. Mozna rozmawiac o sile i znaczeniu takich gestow jak ten Brakowskiej i 343 Kobiet Francuskich. Ale o tym by zaprosic Kaminskiego takiemu matolkowi z radia czy telewizji nawet nie przyhdzie do glowy, bo on ma gotowa liste rozmowcow do pary z Bratkowska i poza te liste nigdy noisa nie wysunie.
Jesli ktos wypada zle przed kamera czy mikrofonem, wine ZAWSZE ponosi gospodarz audycji. Zawsze. Jesli dochodzi zas do polajanek i awantur to znaczy, ze prowadzacy nie byl przytgoptowany, albo przygoptowal sie zle. Albo jest kretynem i nie nadaje sie do zawodu.
Za to, jak wypadnie audycja, odpowiedzialny jest prowadzący. Ale za to, jak wypadną osoby wypowiadające się, w dużej mierze one same. Jeżeli mówią głupio czy brzydko (yyy… noo… yyy… tego… więc, prawda, ten dżęder…), nie słuchają rozmówcy i co chwila wpadają mu w zdanie, zjeżdżają z tematu, wrzeszczą albo mamroczą, czochrają się, ślinią lub drapią w kroczu, nawet najlepszy gospodarz nie pomoże (oczywiście może takich osób więcej nie zapraszać, ale to już osobna historia)
Niektóre osoby medialne zdają sobie sprawę z tego, jak są odbierane i potrafią nad tym popracować, inne tego nie wiedzą, albo ich to nie obchodzi, albo też mają na swój temat zupełnie fałszywe wyobrażenie. Co inteligentniejsi rozmówcy biorą pod uwagę niewydolność prowadzącego dziennikarza i próbują na własną rękę ją chociaż trochę wyrównać, inni wchodzą w mordobicia i wymianę andronów jak w masło.
Jeżeli w jednej i tej samej audycji Terlik wypada świetnie, a – powiedzmy – Środa bardzo marnie, to zwalanie całej winy na gospodarza programu mnie jednak nie przekonuje. Jeżeli Bratkowska podczas nagrywania programu widzi, że żadnego wprowadzenia do jej prowokacji nie było, ale jednak decyduje się ją przeprowadzić, to chyba mogłaby sobie wyobrazić, jakie będą konsekwencje. Mogłaby się np. zastanowić, czy nie ograniczyć prowokacji do oświadczenia, że ma zamiar przerwać ciążę, ale zrezygnować z Wigilii, bo to dla odbioru społecznego już będzie o jeden most za daleko (a tak naprawdę nic do sprawy nie wnosi). Jeżeli uznamy, że wyłącznie dziennikarz odpowiada za literalnie wszystko, to w jakiś sposób stawiamy jego gości w roli bezwolnych marionetek, które nie mają nawet możliwości powiedzieć „przepraszam bardzo, ale dyskusja przybrała taki kształt, że ja dalej w niej uczestniczyć nie chcę”. Dla debaty publicznej znaczenie ma nie tylko to, w jaki sposób prowadzi swoje audycje Olejnik, ale i to, ile osób odmówi w nich udziału, uzasadniając to koszmarną formułą programu.
Nie występuję tu w obronie poziomu polskiego dziennikarstwa, bo koń jaki (z małymi wyjątkami) jest, każdy widzi. Ale takie mam wrażenie, że osoby zapraszane też swojej oliwy nieraz do tego ognia dolewają, więc jakąś tam cząstkę odpowiedzialności też trzeba im przypisać.
A Piotra Kamińskiego do udziału w rzeczonej audycji trzeba by zapewne namawiać długo i zapewne bezskutecznie. On nie z takich, którzy pójdą w każde maliny, byle tylko medialnie gdzieś „zaistnieć”. 😉
Dobry gospodarz programu czy audycji zaczyna od wstepnej rozmowy z zaprpszpnym gosciem, w ktorej informuje go/ja o czym zamierza rozmawiac, na jakie pytania chce uzyskac odpowiedz, ile na to przeznacza czasu i nie puszcza niczegoi na zywiol, choc odbiorca nie musi z tego zdawac sprawy. Wielu ludzi zaczyna sie denerwowac przed otwartm mikrofoinem i do prowadzacego nalezy przed wejsciem w eter uspokoic goscia, porozmawiac z nim o dupie Maryni, zrelaksowac, wprowadzic w dobry humor. .
Nie wszyscy maja „gadane”, a nawet ci ktorzy „gadane” maja, czesto cierpia na eeeee, yyyy oraz emfezeme. Klasycznym tego przykladem byl np bp Leopold Unger z Brukseli, dziennikarz raczej gazetowy niz radiowy.. Rozmowa z nim byla udreka dla kazedego kto chcial go zaprosic na 3-4 minut musial najpierw trzy razy sie przezegnac i zyczyc sobie sporej cierplwosci. Jego jedno zdanie moglo wypelnic polowe czasu antenowego, zdanie w ktorym co drugie slowo dopelnione bylo „rybka” (na ekranie komputera rejestrujacego zapis rozmowy sinusoida na eee yyyy prztpominala ksztaltem rybe), co piate slowo przrywane bylo sapaniem lub ostrym kaszlem wieloletniego palacza.
A mial wiele ciekawego do powiedzenia, Takie rozmowy sie nagrywa i wyedytowanie tego sapania, charczenia, gwaltownych porywow kaszlu eee i yyy zabiera dzis bardzo niewiele czasu. Wiele razy zdarzalo mi sie rozmawiac z Ungerem i nagranie trwajace 6-8 minut realnego czasu potarfilam wyedytowac, niczego mu ze slow nie wycinajac do 3-4 minut potoczystej i wartkiej narracji. To niecale dziesiec minut pracu dla redaktora. Unger byl samograjhem. Nikt „po drugoiej stronie” nawet sie nie domyslal, ze mocno starszy pan z emfezema mowi z najwiekszym trudem.
Absolutnie zawsze jest wina prowadzacego jesli ktos denerwuje sie i w inny sposob zle wypada. Oczywoscie sama siedzac obok terlikowskiego nie zdolalabym powiedziec spokojnie ani zdania. chyba, ze wlasnie wiedzialabym o co mnie zapytaja i postarala sie ulozyc to sobie w glowie zanim otworza mi mikrofon.
A co do Piotra, to mam inne zdanie. Kaminski nie odmowil wystapienia w programie , ktopry jest faktycznie o CZYMS, co jest ciekawe i wazne spoielcznie. To nie ma nic wspolnego z parciem na szklo. Piotrek jest opowiadaczem, opowiadaczem bardzo sprawnym i utalentowanym, i jesliu nie jest to program, w ktorym najwazniejsze jest by komus dowalic lecz by cos ciekawego o oataczajacym swiecie powiedziec, to oczywoscie, ze by sie zgodzil. To jest jego zawod – opowiadactwo. Zwlaszcza teraz, kiedy nie istnieje juz jego dawna redakcja i nikt nie moze mu zabronic wystepowania w dowolnych mediach.
A zreszta przekonanie ewentualnego goscia by zechcial wziac udzial w rozmowie tez nalezy do redaktora czy prowadzacego.
Co to jest emfezema?
Heleno, ja się absolutnie z Tobą nie spieram w tym, że dobry dziennikarz może z audycją zrobić bardzo dużo, ale nie ma się co zapędzać, że wszystko zależy wyłącznie od niego. Są audycje na żywo, z których yyy ani czochrania wyciąć się nie da. A i w tych „na martwo” jest problem, kiedy gość przez cały czas ma wściekłą minę czy przedwczorajszą fryzurę, lub drapie się w głowę zawsze wtedy, kiedy akurat mówi najciekawsze rzeczy i wycięcie tych fragmentów zarżnęłoby cały program.
Ale w sumie nie o to mi szło, tylko o to, że zarówno radykałowie katoliccy, jak i feministki zapraszane do programów (takich, jakie aktualnie u nas w kraju są) wiedzą, czego się mogą spodziewać i mogą albo odmówić, albo postarać się mimo niesprzyjających warunków wypaść dobrze i swojej sprawie nie zaszkodzić. Skoro potrafi to zrobić Terlik, który w swojej Flondrze jest obłąkanym talibem, a w telewizji sprawia wrażenie miłe i „nienachalne”, to znaczy, że się da. 😉
Terlik oczywiście świetnie sobie zdaje sprawę, że we Flondrze mówi do przekonanych i może podkręcać gałkę do oporu, a w medium szerokiego zasięgu musi spróbować trafić do niepewnych, przekonać wahających się. Dopasowując się elastycznie do tych sytuacji jest wiele skuteczniejszy niż np. Bratkowska, która poza środowiskami feministycznymi raczej wywołała, jak obserwowałem, ogólne zniesmaczenie. A zniesmaczenie jest dla skuteczności znacznie gorsze niż wstrząs, moralny, estetyczny, czy jakiś inny.
Znaczy, ja uważam, że większość naszych feministek popełnia ogólny błąd piarowy, niezależny od konkretnych audycji, w jakich występują. Bo przecież nie w tym rzecz, żebym ja im przyznał rację. Ja jestem pies feministyczny i bez telewizji. 😉 Rzecz w tym, żeby poszerzać pole oddziaływania, a to trzeba robić umiejętnie – raz prowokując, dla zwrócenia uwagi na problem, a raz łagodząc, dla zyskania zwolenników. I wyczuwając, kiedy co poskutkuje, a kiedy skutek będzie wręcz przeciwny.
Emfezemy to po polsku właściwie nie ma, ale poprzez niemiecki wiem, że chodzi o rozedmę płuc. 🙂
Feministki, ktore cokolwiek lagodza raczej sa malo atrakcyjnym towarem dla polskich mediow. Wracamy do samego poczatku rozmowy. I do tego, ze media jak nie maja awantury na wizji i fonii to nie chca rozmawiac. Bo do rozmowy trzeba sie przygotowac, cos przeczytac, polatac po zrodlach, usiasc na tylki i przez 15 myslec podumac jakby tu temat atrakcyjnie zaprezentowac. Albo nawet cos wiedziec z wlasnej glowy. Nawet jakies, kurcze, notatki porobic. Sprawdzic fakty, No co najmniej pol godziny cennego dziennikarskiego czasu, ktory mozna pozytecznie spedzic w barze, jest zmarnowane. To nie prosciej zaprosic dwu antagonostow ktorzy sie pozra na oczach i uszach audytorium?
Smok widział ostatnio kilka debat telewizyjnych i przykro było na to patrzeć 🙁
Wiele razy myślałem, czy nie da się na przykład ustalić reguł, tak aby dyskutanci nie mówili cały czas jednocześnie? To musi być niezwykle denerwujące, kiedy gość nie wie, czy będzie mógł spokojnie powiedzieć jedno zdanie albo czy go w ogóle dopuszczą do głosu…
Dla mnie zbyt stresujące jest samo oglądanie tego… Na pewno odpowiadają za to prowadzący.
Bobiku, też wydaje mi się (uczciwie mówiąc, na podstawie bardzo niewielu obserwacji), że “prawa” strona przystępuje do walki z dużym arsenałem środków i może zawsze coś tam ugra (na przykład przyzwyczają ludzi do pewnych sformułowań), natomiast często po drugiej stronie brak dobrych argumentów czy jasnego przekazu. Smok pamięta, że kiedyś w gazecie widział rozmowę z Terlikiem, w której padło zdanie (mniej więcej) “przecież to straszny obciach jest co ty mówisz!”. Tak jak pisałeś wcześniej, między nami to jest “obciach”, ale w wywiadzie to trzeba jakoś uzasadnić…
Uważam jednak, że powinniśmy nie tylko narzekać na feministki i dawać im zadanie domowe, ale też spróbować podnieść trochę poprzeczkę takiemu Terlikowskiemu. Skoro jedna wypowiedź Bratkowskiej oznacza dla wielu koniec feminizmu w Polsce, dlaczego tyle jadu frondy nic a nic im nie szkodzi? Czy dlatego, że wszyscy są przyzwyczajeni, jak pisał Bobik?
Wrrrrrrrrrr! Aaaarch! Hrrrrach! 🙁
herbata 🙂
duza herbata 😀
w B. wiosenne 10° 🙂
w S-Bahnie okna otwarte, przyjemnie z bryza 😀
na wszystkie pytania Smoka, odpowiedz dala juz kiedys Pani Kierowniczka: (pytaniem 🙂 ) i kiedy to tak sie porobilo?
ja Smoku wole herbate, bo jak wiesz LEWACY maja zdecydowanie inne zdanie, malo lubiane 😎
Czy ludzie w studiu moia naraz i sobie przeywaja, zalezy WYLACZNIE od prowadzacego. Do jednego z licznych w tutejszych mediach paneli dyskusyjnych , do co czwartkowego programu tv BBC Question Time zaprasza sie zawsze kogos z partii rzdzacej (nieraz ministra), z dwu glownych partii opozycyjnych, jakiegos dziennikarza plus kogos znanego z innych dziedzin niz polityka. Posrod nich siedzi prowadzacy David Dimblebey – wszyscy sa zwroceni twarza do widowni, wypelnionej po brzegi, Co tydzien program odbywa sie w innym miescie. Posrod widowni sa osoby, ktore zglosily wczesniej przed programem chec zadania pytania panelowi – te pytania dotycza spraw ostatnich paru dni i zna je prowadzacy, ktopry wywoluje z sali poszczegoilne osobuy, zapowiadajac: a teraz zmieniamy temat: pani Iksinska chce zadac pytanie. Wtedy wstaje pani Iksinska i mowi do podstawionego jej na dlugim dragu mikrofonu: Co panel uwaza w sprawie placenia zasilku na dzieci ktore nie sa rezydentami tego kraju?
Wtedy prowadzacy DD prypomina w dwoch slowach, ze rzad pragnie aby dzieci, ktropre w tym kraju nie mieszkaja nie mialy prawa do brytyjskiego zasilku. I zrwaca sie do przedstawiciela partii rzadzacej. Przedstawiciel sie wypowiada, ma ok. jednej miniuty na odppowoedz i DD przekazuje mikrofon nastepnemu czlonkowi panelu: co ma na ten temat do powiedzenia panbi z organizacji charytatywnej XYZ, I tak idzie po wszystkich.
Jesli ktos komus chce przerwac, DD natychmiast interweniuje, mowiac: do ciebie za chwile wroce, ale tymczasem mowi posel Diane Abbott.
Przy niektorych wypowiedziach z sali zaczynaja bic brawa – znaczy sie im sie spodobalo. Kiedy juz wszyscy z panelu sie wypowiedza na zadany temat, czasamni podejmujac watek rozpoczety przez poprzedniego paneliste, DD zwraca sie do sali z pytaniem: Czy ktos chcialby cos do tego dodac lub o cos dodatkowo zapytac? OK. Pani w rozowym sweterku.
Mikrofon na dragu podjezdza do siedzacej wsrod widowni pani.
Jesli ktos z widowni zaczyna chrzanic bez sensu, DD mowi uprzejmie: bardzo dziekuje, mam czas na jeszcze jedno pytanie z sali. Albo mowi: czy ktos z panelistow chcalby na uwage pani w rozowum sweterku odpowiedziuec, ale krotko prosze – 30 sekund zanim przejdziemy do nastepnego tematu.
Ogladam propgram co najmniej pare razy w miesiacu od ponad 30 lat i nie pamietam aby panelisci zaczeli mowic do siebie: ja pani nie przyrywalem. Powstrzymanie zniecerpliwonych panelistow nalezy tylko i wylacznie do gospodarza programu i on jest tu alfa i omega. Tylko on moze przerwac i przerywa. Reguly gry sa jasne dla kazdego – zarowno panelistow jakn i widowni.
Tak wyglada goracy moment w Question Time – debata jest o kontroli imigracji, sprzed roku:
http://www.youtube.com/watch?v=I3QzfrnsQkE
szelescilem w sieci:
http://www.rp.pl/artykul/1077233-Biskup-Pieronek–Gender-nie-uznaje-Boga.html?p=1
jak zwykle ostatnio, gender, kazdy cos ma do powiedzenia, pan
Pieronek tez. Ciekawi mnie czy czytal Gender Trouble
Judith Butler?
🙂 Rysiu, jak wiesz, smok ma siedem głów, dlatego często zdarzają mu się rozbieżności zdań i uparte pytania…
Heleno, dzięki za pokazanie lepszego (a przy tym zupełnie rzeczywistego) świata 🙂
Nasi (przynajmniej niektórzy) dziennikarze pewnie też coś na ten temat wiedzą (?), co więcej, do takiej zmiany sposobu prowadzenia programu nie trzeba wielkich przemian społecznych, wystarczy chyba decyzja tego dziennikarza? Miałby o wiele lepszy program! Dlaczego to się nie dzieje 🙁
Możemy stale wracać do źródeł, czyli do tego, że polskie media awanturą stoją (czego nikt chyba nie neguje), ale możemy się też zastanowić, czy jest z tego jakieś wyjście. I ja, jako pies praktyczny, wolałbym to drugie. 🙂
Wiadomo, że do tanga trzeba dwojga. Inaczej mówiąc, na ten denny poziom debaty medialnej w jakiś sposób dają placet również ci, którzy zgadzają się w niej uczestniczyć jako goście, na warunkach stawianych przez awanturników, albo też sami wchodząc w awanturniczą rolę. A gdyby tak najbardziej lubującym się w awanturach dziennikarzom po prostu odmawiać? Niech się u nich oszołomy wzajemnie piorą po łbiech, proszę bardzo, ale szanujący się człek niech tam nie wystąpi. Albo można by prowadzącego uprzedzić, że w momencie, kiedy… (ktoś wchodzi w słowo, używa inwektyw, pluje na podłogę), a gospodarz na to nie reaguje, opuszcza się pueblo (tylko wtedy samemu trzeba by tych zasad przestrzegać). Albo można by powiedzieć „jeżeli w audycji będzie pan X, to nie będzie mnie”. Coś by może można? 😉
Od razu widzę pewne kontrargumenty, które można tu wysunąć, ale w tej chwili nie pokłócę się sam z sobą (na pewno bym zresztą wygrał), bo nadeszła pora kolacji. 🙂
Bo polscy dziennikarze sa zazwyczaj leniwi i gnusni. I nagradza sie awantury – to o awanturach i kontrowersjach doniesie nazajutrz prasa. Nie o tym, ze ktros pieknie poproiwadzil program.
Dlatego kroluja Olejnik, Jacek Kurski, Kempa, Niesiolowski i Terlikowski. . A nie dlatego, ze program byl dobry.
Owszem, byla taka proba niedawno. Przedstawicielka jakies organizacji spolecznej czy charytatywnej omowila udzialu w rozmowie razem z Mme Terlikowska o bodaj seksualnym wychowywaniu dzieci. Powiedziala, ze malo ja interesuje jak sa wychowywane dzieci panstwa Terlikowskich czy cos w tym rodzaju. ZE ona chce rozmawiac merytorucznie a nie jak w maglu z osoba, ktora na tem temat wiadomo co moze miec do powiedzenia. A choc powiedziala to kilka dni porzed plabnowa rozmowa, rozmowa sie nie odbyla z tego co rozumiem..
No bo jak ona chce gadac merytorycznie a nie zasiegac opinii malzonki samego Terlikowskiego to nie ma o czym rozmawiac.
Smoku, ja czekam na program poprowadzony przez dziennikarza, ktorego nawet Helena moglaby zaakceptowac jako prowadzacego i w ktorym wystapi tylko Terlikowski. Prowadzacy czyta kawalek wznioslej prozy Terlika z Flondry i prosi w wyjasnienia. Nastepny kawalek i tak dalej. Jedynym dyskutantem bylby prowadzacy, daj PB, prowadzac prosta droga do osmieszenia Terlika.
Rysiu, coś jednak smokowi wyjaśniłeś dzięki podanej lince do Pieronka:
„Czy Stowarzyszenie Doskonalenia Umiejętności założone w naszym kraju przez księży tworzących Opus Dei powinno wydawać milion złotych z funduszy UE na aktywizację kobiet niezgodnie z unijną polityką gender?
Jeśli działali zgodnie z nauką społeczną Kościoła, to dobrze zrobili.”
I już smok nie musi tym się martwić 🙂
Meki, czekamy razem!
Bobiku, jeszcze co do feministek. Powinny uważać, żeby nie traktować “kobiet katolickich” protekcjonalnie (jeśli pragną dialogu). Moja znajoma tak się właśnie ostatnio poczuła potraktowana – zdaje się w ostatnich WO Agnieszka Graff pisze o tym, że “nie da się odciąć katoliczek od rozmowy o gender i równości płci”. Koleżanka z jednej strony docenia chęć rozmowy, z drugiej widzi to trochę tak, że według Graff “kobiety katolickie” trzeba dopiero dopuścić do rozmowy i oświecić, bo zapewne tkwią gdzieś w średniowieczu (być może Graff wcale tak nie myśli, ale to pokazuje dobrze trudności rozmowy).
Tu smok sam poczuł, że problem staje się dla niego coraz trudniejszy 🙁
Czy moja koleżanka, praktykująca katoliczka, “od zawsze” przekonana, że kobiety powinny mieć równe prawa, nie jest feministką? Bardzo inną feministką niż Bratkowska, ale też bardzo inną katoliczką niż Terlik…
Dlatego jedno z moich pytań dotyczyło wojny i frontu – czy musimy koniecznie stanąć po jednej ze stron, i jakie są te strony?
Pani Posel Nowicka wlasnie poprosila Najwyzsza Izbe Kontroli by sprawdzila czy unijne piniondzy na Gender wykorzystal Kosciol zgodnie z przeznaczeniem.
Zuch Dziewczyna!
Dobry wieczór.
Książka dla zainteresowanych tematyką ukraińską: „Barszcz ukraiński” autorstwa Piotra Pogorzelskiego (korespondent Polskiego Radia w Kijowie). Bardzo dobra!
Pakuję torbę, jutro skoro świt ruszam w Polskę. Jeśli dam radę, spróbuję być 14. stycznia przy ul. Twardej 6 w Warszawie (będę bardzo blisko).
Mnie osobiscie kompletnie nie przszkadza i doskonale rozumiem. gdy „kobiety -katoliczki” nie godza sie na srodki antykoncepcyjne albo nie wykonuja aborcji. Moge jedynie powiedziec: Good for you.
Ale jak zaczynaja pieprzyc, ze srodki antykoncepcyjne sa zawsze szkodliwe, albo ze kazda kobieta, ktora miala skrobanke zawsze i do konbca zytcia zmaga sie z sumieniem i poczuciem winy, to o czym niby mialybysmy rozmawiac? Kiedy ja znam naprawde bardzo duzo kobiet zarowno uzywajacuch srodkow antykoncepcyjnych jak i nie zmagajacych sie z poczuciem winy? No i nie ma oczywoscie zadnej rozmowy jesliu jestem zmuszana do nazywania zygoty dzieckiem napoczertym i tolerowac powszechny zakaz aborcji, to naprawde zadnej rozmowy nie ma. Nie ma tez o tym, ze prezerwatywa „przepuszcza wirusa HIV”, a zatem nie chroni przed zakazeniem – to jest juz kryminal.
Podobno oni, poza wizją, są zupełnie inni niż na. Przed kamerami grają przypisane role. Na zapleczu rozmawiają ze sobą normalnie. Taki teatr na użytek ciemnego ludu. Dla mnie to przekroczenie granic brawury. Większa obrzydliwość, niż gdyby rzeczywiście byli tak obrzydliwi.
O feministkach nie będę, bo zaraz się zdenerwuję.
Mar-Jo, czy Twoja Polska nie zahacza po drodze o moją Polskę? Moja Polska czułaby się zaszczycona 🙂
Jest i Polska wschodnia 🙂
Południowa też jest, ale mnie tam nie ma. 🙄
Heleno, popieram Cię obiema ręcamy w sprawie: WSZYSTKO ZALEŻY OD DZIENNIKARZA!!!
Popieram Cię z przytupem!
Zahacza, Haneczko, ale tylko o miedzę. I bez wysiadania. 🙂
Ja nie widzę żadnej zasadniczej sprzeczności między katolicyzmem a feminizmem, jeżeli nie będziemy brać pod uwagę jakichś radykalnych ekstremizmów. Nawet kwestia aborcji nie musi wykopywać przepaści. Feminizm nikogo do aborcji nie zmusza, jest tylko za prawem kobiety do decydowania. Katoliczki-feministki mogą po prostu decydować, że dla nich osobiście aborcja nie wchodzi w grę i tyle. Niekatoliczki zadecydują inaczej i też tyle.
Zresztą w praktyce katoliczek-feministek jest mnóstwo, choć nie zawsze się jako feministki deklarują. Nawet tu na blogu mamy w końcu Jagodę, która jest całkiem jawną katolicką feministką. 🙂
🙁
Nisiu, ale powiedzenie „ja do pana/-i programu nie przyjdę” jednak zależy od gościa. 😆
No, pewnie, Nisiu, bo my naprawde wiemy jak jest!
A propos Mar-Jo @ 19:57 – też czytałam ostatnio ciekawą książkę o tematyce ukraińskiej: „Przyjdzie Mordor i nas zje” Ziemowita Szczerka. To nie jest reportaż, to jest zjadliwy demaskujący parareportaż o młodych Polakach przyjeżdżających na Ukrainę po to, żeby się nawalić i poczuć się lepszym. Z początku sprawia wrażenie, jakby było to pisane z pozycji kogoś właśnie takiego, ale z czasem przychodzi zrozumienie. Bardzo, że tak powiem, soczysty język (spodobało mi się np. „sic, k…a, transit gloria mundi”), może aż za bardzo, ale ma to swoją funkcję i moc.
Inna ciekawa lektura, tym razem na poważnie i reportażowo-historycznie, to „Bukareszt” Małgorzaty Reimer. Z tej książki wyłania się straszny, ciężko nieszczęśliwy kraj, który chyba nigdy nie wydobędzie się z nieszczęścia, z przeszłości.
Obie książki są nominowane do tegorocznych Paszportów „Polityki” (i nie ukrywam, że właśnie z tego powodu musiałam je przeczytać, ale nie żałuję 🙂 ).
Sorry, Rejmer przez j.
„Bukareszt” koniecznie przeczytac!!!
po koniec wrzesnia bylem na spotkaniu z pania Rejmer bylo SWIETNE, polecam Wam wiec tez wieczory autorskie (jezeli gdzies beda).
Smoki już daaawno powinny spać 🙁 Chyba w takim razie nic już nie będę pisać, ale przy okazji wrócę do tych feministek i katoliczek 🙂
Życzę wszystkim miłego wieczoru na blogu 🙂
Glosowanko w Newsweeku. Mozna brac udzial. Polecam wybor ks. Lemanskiego
http://polska.newsweek.pl/ranking-newsweeka-2013-ksiadz-roku-newsweek-pl,artykuly,277750,1.html
Śpij dobrze, Smoku. 🙂
Zagłosowałem w tym Newsweeku (a pytanie brzmiało dokładnie: który ksiądz, Twoim zdaniem, najwięcej zrobił dla podniesienia autorytetu polskiego Kościoła?) i zaraz popatrzyłem, jakie są wyniki. Lemański 64%, a następny za nim Paweł Gużyński 10%. Vox populi dość jasno się wypowiada. 🙂
Szkoda właściwie, że nie było Hosera wśród kandydatów. Wyniki byłyby jeszcze wyrazistsze. 😉
Bry!
Bobik, ale ta próba nie jest nijaką miarą reprezentatywna.
Branoc!
Nawet jesli nie jest reprezentatywna, to jednak wiele ,mowiaca.
Przed chwila dostalam odpowiedz Otwartej Rezczpospolitej na nasza interwencje w sprawie antysemickiej strony:
Zgłosiłam stronę do dyżurnetu w imieniu OR. Jeśli strona jest na amerykańskim serwerze to odpisują, że nic się nie da zrobić, ale gdyby odpowiedź była inna, dam znać.
Pozdrawiam
Kasia Strzałkowska
Tadeuszu, toż ja wiem, że nie jest, ale ja przecie nie zamierzam tej próby przytaczać w pracy naukowej. 🙂 Po prostu ciekawie zobaczyć, jak ludzie reagują.
Ja od OR nic nie dostałem. A z dyżurnetem mogą się wypchać, tam już Siódemeczka zgłaszała.
Cięty jestem nieco na tę Rzeczpospolitą, bo na razie mi się zdaje, że nieszczególnie się starają, raczej tak biurokratycznie odwalają robotę. 👿
Pamietasz, ze oni byli zamknieci na swieta? A poza tym cala OR to chyba kilka wolontariuszek.
Ja tymnczasem napisalam list do Admina Wpisow w Polityce, bo jeden troll, znany tu dobrze, dostal obsesji na temat Kota M i nieustannie usiluje go „zdemaskowac”. Coz to za obrzdliwy. oslizglly s..syn. U Pani Kierownioczki niczego sobie nie pozwala procz medzenia, bo ona tego kretyna trzyma krotko.
Ja nie mówię, że nie daję OR szansy. Nawet napisałem „na razie mi się zdaje”. Jak się poprawią, to uczciwie przyznam, że jest lepiej, niż mi się zdawało. 🙂
O, jak ciekawie rozmawiacie! 🙂 Szkoda, ze dzisiaj u mnie jeszcze sroda, a srody od jakiegos czasu zwykle mam akurat najbardziej zajete.
Ale z zastrzezeniem, ze na szybkiego, 😉 dorzuce do dyskusji tylko, ze w rozmowie dotad byla glownie mowa o „starych mediach”, ktore rzeczywiscie maja ogromne znaczenie dla jakosci debaty publicznej. Ale moze i warto byloby jeszcze dorzucic refleksje na temat roli „nowych mediow”, takich chociazby jak blogi, portale polityczne etc. (bardzo rozne, jak dobrze wiemy) czy portale spolecznosciowe (Twitter, Facebook), bo one bardzo wplywaja na sposob rozmawiania w ogole (np. na to, ze stanowiska w wielu sprawach sie ogromnie polaryzuja, bo kazda grupa przekonanych dyskutuje i wzmacnia sie we wlasnym gronie). Zreszta ciekawe, ze Terlikowski internetowy, jak juz to chyba Bobik zauwazyl powyzej, rozni sie od Terlikowskiego do ogolnej konsumpcji. I ze umie sie przeobrazac w zaleznosci od tego, gdzie wystepuje, co to oczywiscie jest jego wlasna zasluga, ale to, ze sie mu to tak udaje jest rowniez objawem, ze dziennikarze telewizyjni nie zagladaja glebiej, nie przygotowuja sie rzetelnie do programow i nie zadaja dociekliwszych pytan o jego o wiele mniej upudrowane wypowiedzi.
No i jeszcze mozna dorzucic ogolny kontekst szeroko pojetej kultury celebryckiej, ktora nas wszedzie dotyka, ale w Polsce, wedlug moich wycinkowych obserwacj (niemniej jednak przygladanie sie z bliska w regularnych odstepach czasowych wyostrza spojrzenie) 😉 przyjela sie z ogromna szybkoscia, zas poprzedni ustroj nieszczegolnie sprzyjal tworzeniu przeciwcial wobec tego zjawiska.
No i to tyle na razie, luznych mysli, bo niektorzy tutaj juz dawno sa po kolacji, a ja dopiero ide sobie zorganizowac obiad. 😉
(Aha, jeszcze wiadomosc zwlaszcza dla Heleny, bo ona pamieta szczegolnie, jak „kocham” telewizje Foxa: Roger Ailes, wieloletni jej dyrektor, propagator „tradycyjnych rodzinnych wartosci”, we wspomnieniach dziennikarzy zawartych w swiezo wydanej ksiazce okazal sie byc niezlym satyrem, probujacym otwarcie wymuszac uslugi seksualne od zatrudnianych w Foxie dzienikarek. Go figure.) 😆
😯
WSZYSTKO zależy od dziennikarza.
To, o czym pisałeś, Bobiku, też.
Wszystko.
Howgh!
Ja rozumiem, Drogie Dziennikarki, że przekonanie „wszystko zależy od nas” w jakiś sposób Wam pochlebia, ale ja jednak pozwolę sobie pozostać przy przekonaniu, że gdybym przyszedł (bądź nie przyszedł) do programu, coś tam jednak i ode mnie by zależało, bo z kolei mnie to bardziej pochlebia. 😆
Moniko, do internetu jeszcze nie doszliśmy. 😉 Ale oczywiście spora część publicznej debaty właśnie w nim się toczy, więc warto by i o tym.
W tutejszych wiadomościach tematem dnia jest coming-out piłkarza, który niedawno przestał grać w niemieckiej reprezentacji., Thomasa Hitzlsbergera (korekta nie poprawiać, to właśnie tak się pisze). Reakcje są jednoznacznie pozytywne, wszyscy go chwalą, że wreszcie przełamał tabu, które w kręgach sportowych jeszcze jest bardzo silne. I co przyjemne, pierwszy pogratulował mu kumpel z reprezentacji, nasz rodak Podolski. 🙂
A dlaczeho, Piesu, jestes przekonany, ze wiesz lepiej i ze ” nam to popchlebia, ze wszystko zalezy od nas?
Kiedy mowia Ci dwie osoby, ktore maja za soba tysiace rozmow z ludzmi bardzo roznymi przed mikrofonem? Czy bedac u lekarza tez wiesz lepiej jakimi srodkami nalezy Cie leczyc , a jakjwolasz hydraulika, to wiesz jak najlepiej zainstalowac centralne? Czy lekarzow i hydraulikowi tez schlebia, ze uwaza, ze wyleczy Cie lepiej i naprawi rury jesli zlekcewazy twoje profesjonalne rady medyczno-hydrauliczne? Czy moze dlatego uwazasz, ze nam to schlebia, ze nasz to nie do konca prawdziwy zawod – nie taki jak lekarza czy hydraulika i dlatego jakiekolwiek doswiadczenie zdobylysmy w trakcie wieloletniego wykonywania tego zawodu, jest ono nie tak wazne i polega jedynie na naszym dobrym samopoczuciu?
Pytam sie bo autentycznie nie do konca rozumiem, jak mozesz cos takiego wypowiadac.
Od rozmowcy zalezy wiele, ale raczej od jego wiedzy w tym zakresie w jakim jest przepytywane, ale jesli zaczyna sie denerwowac, przekrzykoiwac rozmowce czy zachowywac sie nieobyczajnie, a nie jest jakims chuliganem, to niestety zawinil gospodarz auducji i nic na to nie poradze.
Dobrych rozmowcow, to znaczy takich, ktrorych mozna puscic samopas, bez przygotowania jest naprawde niewielu. Sa to raczej dziennikarze niz politycy, dzialacze spoleczni, artysci czy co tam jeszcze. Ale , zapewniam Cie, z najgorszego potencjalnie rozmowcuy mozna zrobic dobregfo, jesli sie wie jak i jesli sie odrobilo prace domowa i jesli sie zdolalo rozmowce dobrze do rozmowy przygotowac.
Podam przyklad licznych zupelnie niewyksztalconych, czesto nieufnych i nie potrafiacych „przemawiac” po polsku Romow, z ktorymi robilam liczne, liczne wywiady. Ci wypadali zawsze w programie najpiekniej, najszczerzej, najpowazniej i najcieplej. Najbardziuej tez przejmujaco.Nie dlatego ze „naturalnie|” tak sie zachopwywali, ale dlatego ze dziennikarka zadala sobie trudu PRZED wywiadem aby sie czegos o siedzacych przed mikroifonach ludizach dowiedziec i poprowadzic ich tak, ze nie wpadali w panike, nie bali sie, jezyk sie im nie platal.
To wyglada na bardzo latwe, ale nie zawsze jest, choc i „latwi” rozmowcy once in a blue moon zdarzaja sie na naszej drodze.
Heleno,
bardzo lubie Peej (czyli PJ Harvey), o ktorej napisalas ze jest na lewo od Pol Pota. Peej jest raczej w tradycji Jean Baez, Pete`a Seegera czy Woody Guthrie`go, ale nie Pol Pota czy Mao.
Tu Peej spiewa z Bjork:
http://www.youtube.com/watch?v=kK02kW1mKkk
A tu Peej z Nickiem Cave:
http://www.youtube.com/watch?v=uHdNCHomHlU
Moze w piosenkach, ale nie w tym jak poprowadzila program i kogo zapraszala.
No, jesli sie zaprasza Peej do prowadzenia programu, to pewnie nie zaprosi ona Dicka Cheney. Czemu zreszta nie przedstawic w BBC skrajniejszej lewicy. Niech sie tez pokaze. Filozofia srodka nie jest taka interesujaca. Komentarze na temat Peej byly rozne, w Guardianie raczej pozytywne (szczegolnie w komentarzach pod artykulami)…
Ja mysle, Kroliku, ze z zalozenia mial to byc jednorazowy eksperyment, takie – moze nieco szokujace dla niektorych – wprowadzenie innego spojrzenia do utartej dziennikarskiej formuly (np. zapraszania tylko bardzo bezpiecznych, szacownych glosow do studia, bo to tez niekoniecznie zawsze dobre dziennikarstwo). To w sumie odswiezajace, choc moze irytowac profesjonalnych dziennikarzy. BBC jako instytucja podlega zreszta tez krytyce z drugiej strony – sluchaczy przechylajacych sie bardziej na lewo (chociazby za takie programy jak Scroungers and Saints, wyraznie przechylone politycznie w strone polityki obecnego rzadu). Nie mowiac juz o innych skandalach, od tolerowania pedofilii poczawszy. W ramach tego samego eksperymentu byl tez Michael Palin, na pewno wiecej majacy z dziennikarstwem wspolnego przez swoje programy podroznicze, ale przeciez tez zaden specjalista od wiadomosci i programow politycznych.
A poza tym mysle, ze o dziennikarstwie na pewno bardzo ciekawie wypowiadaja sie dziennikarze z doswiadczeniem (nie zawsze zreszta doswiadczenie z jednej dziedziny dziennikarstwa latwo przenosi sie do drugiej), ale tez rownie ciekawie pisza np. krytycy dziennikarstwa, ktorych ja na przyklad dosc regularnie czytuje. Ostatnio NYT zatrudnil bardzo dobra wewnetrzna krytyczke, ktora czasem ostro (i publicznie) krytykuje niektore decyzje wlasnego pisma, dajac tez forum, i wchodzac w interesujace dyskusje z czytelnikami (ktorych interesy ma z zalozenia reprezentowac, bo w koncu dzienikarstwo uprawia sie dla szerszej publicznosci).
Musze odsluchac Peej na innym urzadzeniu, Kroliku, ale juz od razu napisze, ze tradycja Woody Guthriego czy Pete’a Seagera to bardzo piekna, i bardzo amerykanska tradycja (jedna z wielu, oczywoscie). Podobnie jak troche przez ostatnie dziesieciolecia zarzucona, a obecnie odradzajaca sie na nowo tradycja muckrakers (dziennikarstwa sledczego z misja spoleczna).
Ha, Kroliku, cos dopisalam do twojego komentarza na temat Peej, ale pewnie doczytasz jutro, jak mnie juz Bobik wpusci. Zreszta to nic wielkiego. 😉 Ide posluchac Peej na innym urzadzeniu. Dobrze widziec, ze nie zamarzlas. 🙂
Ja też, jak Helena, wcale nie uważam, żeby to co twierdzimy o dziennikarstwie jakoś nam schlebiało. Po prostu jednym z wymogów solidnego dziennikarstwa jest umiejętność takiej rozmowy (wstępnej) z potencjalnym gościem, żeby dał się przekonać do publicznego przedstawienia swoich przekonań. A potem w studio czy przed kamerą dziennikarz musi umieć sprawić, że gość nie będzie się denerwować, nie zapomni języka w gębie i nie zboczy z dyskusji w maliny. Dziennikarz przy swojej szerokiej ale powierzchownej wiedzy o świecie musi umieć rozmawiać z uczonym, artystą i sprzedawcą fasoli z rynku. Rzecz polega na szacunku do gościa i do odbiorcy jednocześnie oraz, jak już pisała Helena, na solidnym przygotowaniu merytorycznym. Szczypta empatii nie zawadzi.
No i oczywiście, musi być tak, ze w studiu to gość jest najważniejszy, nie dziennikarz. Nie musisz więc, Bobiku kochany, upominać się o to, że coś tam od ciebie zależy. Dobry dziennikarz nie pcha się na pierwszy plan. A podczas programu czy nagrania całe swe siły koncentruje na rozmowie, a nie na tym czy ładnie wygląda.
Mam taką swoją mistrzynię mizdrzenia, która nawet orientuje się w tematach jakie porusza, ale woli sama mówić niż dać się wypowiedzieć rozmówcy oraz nigdy nie zapomina o estetycznym złożeniu usteczek w ciup, kiedy kończy kwestię.
Dobranoc. Idę wywalić Szantę z mojej poduszki…
Dzień dobry 🙂 kawa
herbata 🙂
Tereny Zielone
pozycje
brykam
brykam fikam 🙂
łDzień dobry 🙂
Na razie szybka kawa i lecę w świat szeroki. Wszelkie skargi, zażalenia, uwagi i reklamacje będę mógł załatwiać dopiero koło południa. 😎
Heleno @ 23:25,
skąd wiesz, że to ten sam troll?
Powiem Ci w sekrecie, że u mnie też pokazał się ostatnio wybitnie obrzygliwy (korekta – nie poprawiać), anonimowy komentarz na temat KM, ze zmyślonym nawet adresem mailowym. Oczywiście nie wpuściłam go w ogóle, nie wiem, co sobie w ogóle ten ktoś wyobraża. U takiego Hartmana jest wolna amerykanka, on w ogóle nie ingeruje w to, co się pokazuje.
Czekam na akceptację 😯
Dzień dobry 🙂
To, co najczęściej można tutaj obejrzeć i usłyszeć nie potrzebuje żadnego przygotowania. Wywiadowany gość rządzi. Gada co chce, a prowadzący dba tylko, żeby temperatura nie spadła. Nie chodzi o to, żeby o czymś porozmawiać i czegoś się dowiedzieć. Ma być kotłowanina i tyle.
Dlaczego jestem pokrzywdzona i nie czekam na akceptację 🙁 ?
Ten sam, Pani Kierowniczko, bo uzywa tego samego nika co zawsze i pod ktorym tu sie pojawiual od z grubsza dwu lat i wciaz sie pojawia na blogu muzycznym. Ale na szczescie boi sie gniewu Pani Kierowniczki, wiec nie zamieszcza zadnych adresowanych do KOta M postow i nie demaskuje jego prawdziwego imiernia i oblicza.
Musze niestety NATYCHMIAST pedzic do Richmond, bo podobno oknbo sie otworzylo na osciez u Klientki (ktora juz dawno, jak sadze, nie jest klientka, ale wciaz uwaza, ze powinnam latac w jej sprawach na trzasniecie biczem. No dobra, dobra, korona mi z glopwy nie spadnie jak sie przejade…)
Przyznam się szczerze, że kiedy rzeczony nick pojawia się u Pani Kierowniczki, a zwłaszcza kiedy zaczyna jakieś zaczepki, choćby niewinne, pod moim adresem, ja się często na jakiś czas z Dywanu wycofuję. Bo nie mam ochoty ani na żadną wymianę zdań z nim, ani też na to, żeby mnie „szarpał” jak mu się żywnie spodoba. Przypominam sobie stare porzekadło o tym, kto komu ustępuje i idę na inne podwórko, żeby przeczekać. 🙄
Haneczko, a żebym to ja wiedział, dlaczego Łotr Ciebie tak krzywdzi, a innych tak faworyzuje. 🙁 Tego nie rozumie ani PA, ani najstarsi górale, a podejrzewam, że nawet indiańscy szamani rozłożyliby tu bezradnie ręce.
Niedawno przeprowadziłam, wraz z mężem i przyjaciółką, mały eksperyment ad hoc. Przyszliśmy po dzieci do szkoły nieco za wcześnie, staliśmy przed budynkiem, rozmawialiśmy i tak jakoś wyszło, że mąż otworzył i przytrzymał drzwi jakiemuś dziecku, taszczącemu wyjątkowo ciężki tornister. Za dzieckiem przemknął jeden pan, a potem jeszcze jeden i nawet się nie zająknęli „dziękuję”, jakby zupełnie na porządku dziennym było, że mężczyzna ubrany nie w liberię, a w smart casual, z torbą z laptopem (bo prosto z pracy) przewieszoną przez ramię, stoi i otwiera im drzwi. Ot, szkoła zatrudniła takiego odźwiernego, na jakiego było ją stać (choć przecież i to niczego nie tłumaczy). Przyszło więc nam do głowy, że mąż z uśmiechem na twarzy i bezpośrednim spojrzeniem w oczy będzie stał i otwierał drzwi wchodzącym, a my będziemy liczyć, ile osób podziękuje. Podziękował 1% badanych. 99% uznało, że świat jest urządzony sprawiedliwie i skoro ktoś otwiera przed nimi szeroko drzwi, to tak właśnie ma być. Jeśli więc klientka, która nie jest już klientką wciąż uważa, ze Helena powinna latać w jej sprawach na trzaśnięcie biczem, a Helena to właśnie robi, to pewnie klientka również wierzy w to, że świat jest urządzony sprawiedliwie 🙄
A dziś okazało się, że mój kot bardzo lubi wodę mineralną lekko gazowaną. Lubi tak bardzo, że w celu wypicia choć łyczka, wpycha głowę do kubka, ryzykując, że już jej nie wyjmie, a gdy to nie przynosi rezultatów, wkłada do kubka łapkę i wodę zlizuje. Chyba że kot woli każdą wodę, którą pije mame, od tej, która jest w misce kota, choćby nawet mame piła wodę Zuber.
Nikt chyba nie moze Psu zarzucic, ze nie dawal nickowi szansy opamietania sie. Niestety bez skutku na dluzsza mete. A troll has to do what a troll has to do – trollowac na potege.
Ciekawe. 😯 Nasza Pręgowana reaguje na wodę gazowaną jak diabeł na święconą. Ja zresztą też uważam, że Psy czegoś takiego nie piją. 🙄
Haneczko, Łotr mnie jeszcze nie zatrzymał w poczekalni (choć pewnie nic straconego), ale za to wymyśla mi czasem od spamów.
A który to jest, ten demaskator Kota? Powiedzcie tylko kogo bić. 😈
Swoją drogą ciekawe, jak się ten Mordechaj wcześniej nazywał. 😎
Heleno i Nisiu, jak najdalszy jestem od lekceważenia dziennikarskiej fachowości. Nie wpadłoby mi też do głowy twierdzenie, że nieważne jest przygotowanie audycji czy jej późniejsze zmontowanie, bo akurat znam to od strony gościa i mogłem się przekonać, jak to wpływa. Ale słowo „wszystko” jest oczywistą retoryczną przesadą i dlatego wydawało mi się, że po jego użyciu już mogę zacząć żartować. 😉 No bo przecież gołym okiem widać, że jednak nie wszystko. Albowiem „wszystko” w debacie publicznej to nie jest tylko dobra czy zła dziennikarska robota (choć ogromnej, m. in. wzorotwórczej roli radiowych i telewizyjnych programów nie neguję). „Wszystko” to trochę więcej. 😉
Znowu odwołam się do swoich doświadczeń jako gościa. Po wysłuchaniu mojego pierwszego radiowego występu byłem ciężko przerażony, choć do jego przygotowania nie miałem zastrzeżeń. Znajomi wprawdzie twierdzili, że całkiem dobrze wypadłem, ale ja słyszałem, jak ściśnięte mam gardło, jak nieprecyzyjnie formułuję myśli, a z drugiej strony jak moje wypowiedzi są wymęczone i „przestarane”, nienaturalne, itd. Toteż kiedy znowu zaproszono mnie do studia, najzwyczajniej zacząłem w domu ćwiczyć, zwracając uwagę na rozluźnienie, oddychanie, wysłowienie, przygotowanie sobie kół ratunkowych, etc. I za każdym kolejnym razem byłem trochę bardziej z siebie zadowolony. 😉
Czy miałem tego wszystkiego nie robić, wychodząc z założenia, że i tak nic ode mnie nie zależy? I czy dziennikarz nie miał większej szansy zrobienia fajnej audycji z kimś, kto miał już pewne rzeczy przemyślane i przepowiedziane, nie yyykał co drugie słowo i wiedział, kiedy trzeba wziąć oddech, żeby się całkiem nie „zasznurować”? Czy naprawdę sam na nic nie miałem wpływu, bo jakkolwiek bym się starał, w te czy wewte, i tak wszystko jednym ruchem ręki mógł zmieść wszechwładny gospodarz programu?
Drugi przykład: załóżmy, że w audycji na żywo trafiłbym na dziennikarza, który wręcz starałby się sprowokować mnie do awanturnictwa. Czy naprawdę od mojej decyzji „a ja się właśnie sprowokować nie dam” nic tu nie zależy? To dlaczego niektóre panie profesorki zachowują się przed mikrofonem/kamerą jak przekupki, ale jeszcze nigdy i nigdzie nie widziałem w takiej roli prof. Łętowskiej? Myślę, że nawet bardzo nieuczciwy dziennikarz nie potrafiłby zmontować materiału, w którym ona by wrzeszczała i obrzucała rozmówcę obelgami. I to zawdzięcza ona sobie, swojej klasie, nie temu, że audycje z nią są przygotowywane lepiej od innych.
Jeszcze raz powtórzę, że nie mam najmniejszego zamiaru bronić ogólnego poziomu polskiej żurnalistyki ani dziennikarskich partaczy. Ale jeżeli przyjmiemy, że wyłącznie od nich zależy kształt publicznej debaty, to właściwie nie mamy co dyskutować – wystarczy konkluzja „dziennikarze są głupi, dziennikarze są winni, a reszta spokojnie może umyć ręce”. Tymczasem według mnie byłoby dobrze, żeby nad swoją cząstką odpowiedzialności zastanowili się wszyscy, którzy w tej publicznej debacie biorą udział. Bo przecież i tam, gdzie dziennikarskiego pośrednictwa nie ma (np. w internecie, na twitterze, podczas spotkań „z ludnością”, itd.), politycy bywają chamscy, eksperci bredzą, a ludzie kultury(?) rzucają rynsztokowymi słowami.
Twierdzenie, że „wszystko” zależy od dziennikarza, uwalnia całą resztę – w tym i nas 😉 – od jakiejkolwiek odpowiedzialności, jakiegokolwiek walnięcia się w piersi. A to przecież nie jest tak, że brzydcy dziennikarze robią chamskiego potwora z miłego i łagodnego żuczka Niesiołowskiego, który – niestety – nie ma na to żadnego wpływu. Niesiołowski jest chamem, Hofman jest rzygolakiem, a Pawłowicz bezmyślną furią i oni też nadają ton debacie. Dlaczego od nich – i innych – nie można by też czegoś wymagać, nie tylko od dziennikarzy?
Znaczy – ja tu dziennikarzom nie wróg, wręcz przeciwnie. 😎 Co oni mogą, to mogą, co zawalają, to zawalają, ale nie róbmy z nich Atlasów, którzy sami jedni świat na barkach mają dźwigać, podczas kiedy reszta będzie się tylko przyglądać i pokrzykiwać „silniej podtrzymuj, niedołęgo!”.
Wczesnie sie nazywal Moryc Aron Finkeltraub. 😈
Ooo, Mordechaj imion miał wcześniej mnóstwo. Jeśli wierzyć donosom Danych Statystycznych nazywał się Modechaj, Mordecaj, Mordechj, Mordecha, Mordecxhaj, Morderchaj, Mirdechaj, Mordecjaj, Moedechaj, Ko Mordechaj, Kor Mordechaj, Kotr Mordechaj, Kolt Mordechaj, Kont Mordechaj a nawet, jak ogólnie wiadomo, Kopt Mordechaj. 😈
Zanim ostatecznie wyjde do tego Richmond, chce sie podzielic pro publico bono znakomitym odkryciem.
Wczoraj bedac u E zauwazylam ze ma jakis nowy produkt spozywczy, ktorego przedtem nigdy u niej nie widzialam – sloiczek oleju kokosowego w odmianie virgin – z Waitrose’a. O ten tu:
http://www.waitrose.com/shop/ProductView-10317-10001-211696-Groovy+Food+Organic+virgin+coconut+oil#.Us6kkCg0jzI
Powiedziala mi, ze jest on polecany do pieczenia, ale ma takze wiele innych zastosowan – glownie kosmetycznych ( ale takze ponoc, gdzies to widzialam na Alzheimera). I ze jest to znakomity nawilzacz skory, ktorego od niedawna uzywa.
Wiec szybko zanurzylam w tym palec (konsystencja tego jest jak swiezego sniegu) i posmarowalam sobie z jednej strony nosa, przy nozdrzy, gdzie mam wybitnie suche miejsce i nawet troche sie luszczy. Olej szybko wsiakl i o tym zapomnialam.
Ale jak przypomnialam sobie wieczorem i sprawdzilam palcem to pare godzin wczesniej posmarowane miejsce, to sie zdumialam! No zdumialam sie! Bylo znakomicie nawilzone,. gladkie, ani sladu luszczenia sie.
Creme de la Mer za 200 funtow nie moglby chyba lepiej zadzialac!
Olej ma bardzo przyjemny zapach ciasteczek kokosowych.
Wiec jak kto poszukuje dobrego nawilzacza, to bardzo polecam.
E obiecala mi podarowac sloiczek, bo ma dwa, w tym jeden nienapoczety!
OK. Juz teraz na mur beton lece do Richmond. Jezu, jak mi sie nie chce!
Ja prawdę mówiąc mam problem z wiadomym nickiem (ostatnio nie śledziłam ścieków politycznych, więc nawet nie wiem, że się tam odzywał), bo choć u mnie stara się być milusi, to jak słyszę, że przez niego Bobik przestaje się pokazywać, to chyba wolę go zbanować. Innego powodu na razie nie ma, więc trochę głupio.
Zdradzę za to, że właśnie parę godzin temu miałam niewątpliwą przyjemność bliskiego spotkania trzeciego stopnia w realu z WW. Był bez dzidy. Chciał za to, żebym ja takowej użyła, ale jam nie taka bojowa, więc nawet się ucieszyłam, jak pan minister nawiał z konferencji na sejmową komisję kultury i problem rozwiązał się sam 😉
Bobik, to dla leposzego miauflazu przed Trollem. Ale i tak mnie zdemaskowal, nudziarz pinkwolony. I odpinkwolic sie nie moze. 👿
Jeszcze coś na marginesie. 😉 Na pytanie Heleny, czy dyskutuję w sprawach fachowych z hydraulikiem albo lekarzem, odpowiadam: z hydraulikiem nie dyskutuję. Bo hydrauliki nie lubię, guzik mnie ona obchodzi, chcę tylko, żeby działało i jestem skłonny za to zapłacić. Choć nie wykluczam, że gdyby hydraulik po raz setny by mi coś spartaczył, w końcu bym się wściekł i sam do tego zabrał. 😛
Za to z lekarzami – ho, ho! Cięgiem się wykłócam. 😆 Na nieszczęście dla nich, medycyna mnie interesuje, nawet bardzo.
A najlepsze, że czasem to ja mam rację i oni muszą mi ją przyznać, choć okrrropnie tego nie lubią. 😈
Kierowniczko, też uważam, że nie byłoby w porządku zbanowanie kogoś za to, że ja się źle czuję w jego towarzystwie. To nie jest powód. Mnie by zresztą zupełnie wystarczyło, żeby ten ktoś mnie ignorował, jako i ja jego ignoruję. Może co najwyżej kiedyś, jak mi już za bardzo doje, poproszę o gospodarskie upomnienie w rodzaju „drogi XY, dobrze wiesz, dlaczego Bobik nie ma ochoty na wymianę zdań z Tobą, więc nie zaczepiaj, a sam nie będziesz zaczepiany”.
Z Mordką jest większy problem, bo jak ktoś demaskatorsko łazi za nim po necie, a na Dywanie udaje że niby nigdy nic, to rzeczywiście nie wiadomo, co robić. Z jednej strony takie trollowanie jest karygodne, a z drugiej sam niechętnie karałbym u siebie kogoś za to, co robi na innych blogach, bo wydawałoby mi się to przekraczaniem moich kompetencji. No, twardy orzech. 🙄
Dzień dobry 🙂 A widzieliście to?
http://www.otwarta.org/index.php/redaktor-terlikowski-i-inni-piewcy-apartheidu/
Aha! Jest nawet małe forum 🙂
http://www.otwarta.org/index.php/kategoria/nasze-forum/
Tegnerowicz bardzo dobrze wyraża to, co gryzie smoka! Właśnie o to, między innymi, pytałem wczoraj – czy należy traktować problem poważnie? Tegnerowicz uważa, że “trzeba odpierać takie fałszywe i niegodziwe wywody”. To dołączam tę linkę do moich pytań 🙂
Jak mnie WW chce pożyczyć dzidy, to chętnie korzystam, zanim się rozmyśli. 😈 No, ale Kierownictwo, jak to Kierownictwo – i bez dzidy może sobie do woli poprzewodzić, a psu się aż tak przywódczo nie powodzi. 😆
Te niegodziwe wywody na temat Mandeli myśmy tu już kiedyś odpierali. Ale jak rozumiem, Smokowi nie chodzi o jeden czy drugi haniebny artykuł, tylko tak generalnie, czy się taką Flondrą przejmować (i niejako w ten sposób przyznawać, że jest czytana i traktowana poważnie), czy stosować wobec niej demonstracyjnego ignora, żeby flondrystom nie podbijać bębenka, jako że w gruncie rzeczy są nieistotnym marginesem.
Nie mam w tej sprawie całkiem sprecyzowanego zdania i sam robię raz tak, raz tak. Tzn. na ogół lekceważę i nie czytam, a już na pewno nie dyskutuję z nimi na tamtejszym forum, bo to nie ma najmniejszego sensu, ale jak przypadkiem trafię na jakiś wyjątkowy idiotyzm (najczęściej ktoś mi linkę podrzuci), to między swoimi jakiś tam odpór daję. Tylko nie mam złudzeń, że funkcja tego odporu jest głównie autoterapeutyczna – po prostu by mi się wątpia ugotowały, gdybym swych gorących uczuć wobec pewnych osób, tytułów czy zjawisk od czasu do czasu gejzerycznie nie wyrzucił na wierzch. 👿 A autoterapia grupowa jest w takich przypadkach jeszcze skuteczniejsza.
Zważywszy jednak, że mój odpór obraca się zazwyczaj w rejonach ironicznych, szyderczych, lub kpiarskich, może w głębi ducha tej Flondry i flondropodobnych tak do końca serio nie traktuję ❓
Pamięć mam dobrą, ale krótką. 😳 Na szczęście czasem przypominam sobie to, co zapomniałem. 🙂
Tym razem mi błysnęło, że miałem podać instruktaż do emotikonowych mordek – dla Smoka, ale może jeszcze komuś się przyda. Tu jest wszystko ładnie opisane, nawet z obrazkami. 🙂
http://codex.wordpress.org/Using_Smilies
Trzeba tylko pamiętać, że każda mordka musi mieć czym oddychać, tzn. mieć spację przed i po. Jak się te spację zje, to zamiast 🙂 wychodzi:-(.
Vesper, do mnie łotr miewa pretensje, że za często/szybko wysyłam komentarze 😯
Pod tym względem andsolowy Blox jest chyba jeszcze wredniejszy. Nie daj Panie B., żebym sobie napisał coś na boku i wkopiował do okienka. Blox mnie wtedy nie wpuszcza i do upadu zapewnia, że jestem maszyną spamującą, o czym świadczy fakt zbyt szybkiego napisania komentarza. 👿
Uprzedzając pytanie – dalej nie wiem, co się dzieje z andsolem. 🙁
Hmm, Bobiku, gospodarskie upomnienia to tez trudny orzech do zgryzienia. 🙄 Zwlaszcza, ze osoby prowadzace blogi maja tyle roznych spraw na glowie jednoczesnie, nie zawsze maja czas na uwazne czytanie.(Ten „gospodarz”, uzywany najczesciej po polsku, nie wiedziec czemu zawsze troche mnie smieszy, a troche rozczula, w zaleznosci od sytuacji, choc wiem, ze to w sumie bardzo poreczna nazwa). 😉
A ja sie ogolniej zastanawiam, na ile w ogole w Polsce brak solidnej, nieprzerwanej tradycji debatowania wplywa na samych dziennikarzy, jak i na ich gosci. Amerykanskie dzieci na przyklad ucza sie w szkole o waznych debatach politycznych, jest tez dluga tradycja debat prezydenckich, jest historyczny zapis debat przy okazji powstawania kraju, pisania konstytucji (mozna powiedziec, ze samo panstwo powstalo w wyniku debaty, a nie wyroslo organicznie, jak np. panstwa europejskie). 😉 W szkolach sa kluby, gdzie obowiazuja pewne formalne reguly, dyscyplinujace przeciwnikow. (Np. moja nowa senatorka, z ktorej jestem zreszta ogromnie dumna, w mlodosci wygrywala wszystkie nagrody w dziedzinie formalnego debatowania, i to widac za kazdym razem, gdy sie odzywa – dobrze uporzadkowane mysli, unikanie tanich chwytow, a mimo to ogromna skutecznosc wypowiedzi). W Anglii tez jest bardzo dluga tradycja debaty publicznej, jest przeciez Oxford Union, (jako studentka uwielbialam na te debaty chodzic), jest tradycja debaty parlamentarnej ze swoimi regulami, i debat publicznych, np. dotyczacych zniesienia niewolnictwa czy teorii Darwina. I choc wiekszosc debaty publicznej w obu krajach nie jest tak sformalizowana, jak te przeze mnie wymienione to jednak wplyw tej tradycji w powazniejszych mediach jest wyraznie wyczuwalny.
A teraz z drugiej strony bardzo wyczuwalny jest wplyw internetu, i toczacej sie tam stale rozmowy. Na amerykanskach blogach (na marginesie, polskie blogi czesciej przypominaja mi portale spolecznosciowe, co ma oczywiscie swoje sympatyczne i problematyczne strony, od dzidy poczawszy 😉 ) zwlaszcza w komentarzach jest juz roznie, ale gdy jest moderacja, i wyraznie stawia sie piszacym wymagania, zeby nie wyrzucali z siebie tylko nieuporzadkowanych emocji, nie koncentrowali sie na atakowaniu innych piszacych a dyskutowali wyrazane przez nie poglady czy propozycje, zwykle jednak nie jest najgorzej. Oczywiscie i wtedy bywaja problemy, od pospolitych nieporozumien do zbyt latwego przechodzenia do porecznych i nazbyt latwych argumentow ad hominem, chyba w duzej mierze zwiazane z tym, ze pisze sie czesto nie tyle do drugiej osoby, co do wlasnego wyobrazenia o drugiej osobie. Ale to juz w ogole troche inny temat…
A czy zwracac uwage na kazdy tekst osoby piszacej z bardzo odmiennych pozycji, w sposob jak np. Terlikowski. Osoby zajmujace sie wspolczesna retoryka powiedzialyby, ze daje sie mimo wszystko tej osobie najpierw zdefiniowac pole debaty (czesto z uzywanymi terminami wlacznie). Nie zawsze jest to wiec najlepsze podejscie. 😉
Znowu mnie zatrzymalo, Bobiku. To nic, wpusc, jak bedziez mial okazje. A ja i tak juz musze wychodzic. 🙁
Moim zdaniem jedynym sposobem na Trolla jest samemu zostac Trollem.
Wlasnie gdy tak to sobie obmyslalem, wrocila Stara z Richmond i przyniosla dzisiejszego Timesa, a tam – lo and behold! – spisane staranie jak zostac Trollem i kto sie na Trolla nadaje, Autorka jest Pani Deborah Ross i choc nie chce mi sie tlumaczyc calego tekstu, skupie sie jedynie na paru punktach wysunietychg przez Autorke Niezbednika Trolla:
1. Musisz robic duzo bledow otrograficznych.
2. Musisz znac co najmniej 23 zamienniki slowa „gej”| oraz 48 zamiennikow slowa „feministka”.
3. Musisz miec mikroskopijnego penisa. Jesli nie wiesz jak twoj penis porownuje sie z innymi penisami wystepujacymi w przytrodzie, musisz odpowiedziec na pytania: Czy moj telewizor jest ogromny? Czy popieram kare smierci i swobodny dostep do broni? Jesli obie odpowiedzi sa twierdzace, mozesz miec pewnosc, ze twoj penis jest mikroskopijny.
4. Musisz swa seksualna frustracje leczyc nazywajac wsystkie kobiety starymi brzydulami i lesbami.
5 Musisz miec poczucie, ze udalo ci sie uniknac wpadniecia do siatki Ogolnoswiatowej Kospiracji Zydow, knujacych po kach jak zapanowac nad swiatem, co ma nastapic juz niebawem, w przyszla srode o 16-ej.
6. Musisz przyrzec sobie, ze bedziesz czytal kazde slowo jakie wyszlo spod klawiatury znienawidzonych przez ciebie blogerpow i bedziesz je komentowal obsesyjnie.
7. Musisz miec niewyczeroana potrzebe medzenia od rzeczy i skupiania na sobie uwagi wszystkich niezainteresowanych.
8. Musisz miec stuprocentowa pewnosc, ze Justin Bieber jest pedalem, choc sie ukrywa.
9, Muszi wierzyc ze twoje pisarstwo jest madre i przenikliwe.
10. Musisz nigdy nie zgadzac sie z pogladem, ze masz powazne problemy psychiczne i jeszcze powazniejsze problemy ze spoleczna akceptacja.
11. Nigdy przenigdy nie powienienes ujawniac swej tozsamosci, gdyz to cie automatycznie wyklucza ze spolecznosci trollowskiej. Jeden troll kiedys sie ujawnil i bardzo tego zalowal: „POczulem sie nagle malym i nieistotnym czlwieczkiem, bezsilnym i nieznaczacym wobec agresji okrutnego swiata”.
To takie najwazniejsze punkty wymienione przez Pania Ross, calosc w dziesiejszym londynskim Timesie.
.
😀
czy z tego wynika, że kobiety nie trollują?
Jesli maja mikroskopijnego penisa, to moze trolluja.
Odetchnąłem. W punkcie 8 mam tylko 75% pewności. 😛
To już w przyszłą środę o 16 zapanujemy nad światem? 😈
Cooool. Idę zrobić listę trolli, których posadzimy w kazamatach i będziemy się nad nimi znęcać. Damy im dostęp do netu, ale nie damy klawiatur. 😛
12°, bez sniegu (wie sie), bez ptakow w kamniku
bywa
🙂
przyjaciel nasz wstawil swietne zdjecia (jak zwykle), tu kilka:
https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/1511165_10151972980876144_1556317678_n.jpg
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/1528542_10151972980681144_1483879735_n.jpg
Moniko, ze mną to akurat Kierowniczka wielkiego problemu mieć nie będzie, bo w razie czego pogadamy jak gospodarz z gospodarzem. 😈 Ale tak w ogóle rola gospodarza to czasem jest rzeczywiście taniec na brzytwie i żeby się nie pokaleczyć albo trzeba mieć bardzo grubą skórę, albo wziąć kilka lekcji fakiryzmu. 😉
Brak tradycji debatowych faktycznie na naszej rzeczywistości odbija się smutną czkawką. Ale wprowadzanie nowych, świeckich tradycji to jest dopiero problem… 🙄
https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/1497464_10151972980116144_1352478088_n.jpg
mam slabosc do tych klimatow 🙂 🙂 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=u8giwWlSIsk
Wróciłem z ciekawego wykładu ” Życie codzienne Żydów w świetle dokumentów notarialnych”. Dokumenty XIX- wieczne: testamenty, umowy przedślubne, zapisy na rzecz gminy itp. W jednym z nich był spis inwentarza kupca i znalazł się taki zapis ” nieżątka srebrna „. Co to może być? 😯
Sprobowalam wygooglac „nieżątka”.
Zamiast jednak nieżątka wyskoczylo mi:
Czym jest niebożątka
Nie posiadamy obecnie informacji o tym co/czym to jest. Spróbuj przeszukać wikipedię lub podobne słowniki, żeby dowiedzieć się więcej na temat niebożątka.
Glupie, glupie maszyny.
To myśmy też zaczęli od sierżanta, nawet zmieniając pisownię. ż na rz, t na d itp. Bez rezultatu. A w papierach jest. Nawet wycenione.
Jak nie-żątka, to w każdym razie sierp i kosę możemy wykluczyć. 😎
Bobiku, jestem chyba cały czas zablokowany! Uuuuuuuuu!
Jednym slowem, po gospodarsku, Bobiku… 😆 Z cala pewnoscia moderowanie wlasnego blogu, w ktorym sie tez uczestniczy to i ciezka praca (czytanie przeroznych komentarzy: obrazliwych, pelnych mowy nienawisci, nienadajacych sie do publikacji), i an uncertain science (co oczywiscie daje prawo gospodarzom do pewnej dowolnosci przy stosowaniu regul, ktore sami sobie ustala – chyba zreszta najwazniejsze, zeby byc w ich stosowaniu mniej wiecej konsekwentnym). 😉
Rozne inne swieckie tradycje szybko sie po 1989 r. przyjely, wiec moze i i ta z czasem sie przyjmie (oczywiscie nie obejdzie sie bez wysilku – chyba trzeba byloby zaczac od szkol).
A czy ja już jestem trollem z punktu 6? 🙁 Obiecuję przez jakiś czas nie pisać o panu T.
Nie jestem pewien, czy się dobrze rozumiemy… Moim zdaniem Tegnerowicz nie dopuszcza Terlika (Ziemkiewicza, Cejrowskiego) do debaty, tylko reaguje tak, jak się reaguje na swastykę na murze. Daje im czerwoną kartkę, a artykuł ma wyjaśnić, że ich wypowiedzi typu “nie jestem rasistą, ale…” są tak naprawdę rasistowskie. Z drugiej strony Terlik w telewizji zakreśla pola i terminy jak mu się podoba, i nikt specjalnie mu w tym nie przeszkadza… Chyba, że uważacie, że on się sam tak kompromituje, że najlepiej go zostawić w spokoju?
A teraz zmieniam trochę temat 🙂 Jakie angielskie czy amerykańskie debaty (tematy, osoby) są dzisiaj Waszym zdaniem najciekawsze? Na pewno można coś znaleźć w internecie, smok by chętnie zobaczył 🙂
A może polskie uniwersytety czy inne instytucje już wprowadzają nowe świeckie tradycje debat? Czy ktoś coś o tym wie?
Nieżątka – wichajster o niewiadomym zastosowaniu, z pewnością jednak nie służący do cięcia.
Ojej, ten Łotr tak dziś szaleje, że istotnie uwięzionego Smoka przegapiłem. 🙁
Ale przynajmniej zmieniłem czas, żeby post nie przepadł w mrokach dziejów. 🙂
Nad właściwym zrozumieniem zastanowię się później, jak już będę po kolacji, bo myślenie na głodnego to nie moja specjalność. 😎
Mozna jeszcze sprobowac „nieżątkes” albo „nierzątkes” .