Bajka o Perliku i Sokole
Na skraju lasku, tuż za kapliczką,
mieszkali sobie Perlik z Perliczką,
posiedli sporą gromadkę dziatek
przekonań mocnych wór na dodatek,
wodę i karmę, więc mieli się
tak, jak za piecem u Pana B.
Klatka ich była przyciasna, stara,
trzy kroki w prawo i ściana zaraz,
dawno sypała się od korzeni,
lecz Perlik za nic by jej nie zmienił,
bo tylko wtedy był całkiem rad,
kiedy nie zmieniał się jego świat.
Oprócz przekonań, dziatek i żony,
miał jeszcze Perlik zaprzyjaźniony
drób – od indora aż po kurczaka –
co jednym głosem z nim zawsze gdakał
i ten bezmyślny, a głośny gdak
był mu nad wszelkie łakocie w smak.
Tu by się mogła skończyć opowieść
o tym, jak żyli ci Perlikowie,
kochając bezruch i święty spokój,
gdyby nie pewien nieznośny Sokół,
który się zjawił nie wiedzieć skąd
i się okazał gorszy niż trąd.
Miast w kółko międlić znajome pienia,
dawał ten złośnik do zrozumienia
że wszystko płynne jest, a co gorzej,
w klatce coś także zmienić się może,
jutro, pojutrze, nawet nie dziś,
lecz nie jest głupia o zmianie myśl.
Spienił się Perlik jak oranżada:
„Sokół nie gada tego, co gada!
Tak się nie godzi w ptasiej rodzinie,
by ptak ptakowi podkładał świnię!
Ja na te rzeczy mam dobry słuch –
nie grozi w klatce nam żaden ruch.”
Słowa perlicze, twarde jak skała,
natychmiast drobiu część zrozumiała
i jęła szeptać po kątach zgoła:
„dłużej Perlika niźli Sokoła,
jeśli cierpliwy będzie nasz klan,
przeczeka sprawę, nie będzie zmian.”
Bajka do tego zmierza pomału,
że się przewidzieć nie da morału,
nikt nie potrafi tego wyliczyć –
sokoli wygra wzrok, czy perliczy,
zatem na razie powiedzieć dość,
że Sokół dalej robi na złość.

Syćko prowda, Wodzu, tylko jak ktoś w wierszu sobie walnie o krwi na rękach, to w sądzie oświadczy „ja tak metaforycznie o odpowiedzialności moralnej napisałem”, a uważać, że ktoś tam za coś tam ponosi odpowiedzialność moralną mu wolno. I co sąd ma z tym zrobić?
O, właśnie też miałem o nożu w kieszeni napisać. Sama myśl w tym kierunku leci.
Swoją drogą, gdyby mi ktoś teraz zarzucił, że nawołuję do nożownictwa i riezania księży…?
Naprawdę śliska rzecz z tymi metaforami.
Jednak powiedzenie, ze „ktos ma krew na rekach” nie jest jednoznaczne z pomowieniem kogos o zabojstwo. Metafora o krwi na rekach moze oznaczac. ze ktos swoim postepowaniem, postawa czy slowami przyczynil sie do czyjejs smierci.
Prywatny pozew moze chyba skladac kazdy, byle nie zaslanial sie „majestatem urzedu” i nie z tego paragrafu odbywal sie proces..
Lajza z Bpbikiem.
Dzieci wchodzace do lozka doroslym „potrzebowaly spelnienia”?
Prywatny pozew, czyli proces cywilny, to całkiem inna rzecz. To się nazywa fachowo pyskówka. Jak ktoś chce się w to bawić, to nie jest zbyt mądry i niech się bawi.
W sprawie księży przypisującym dzieciom odpowiedzialność za pedofilię jest pewna istotna rzecz, wydawałoby się oczywista, ale jakoś nie widziałem, żeby pisano o tym jasno i wprost, więc ja napiszę. Nawet jeżeli faktycznie któreś dziecko erotycznie prowokuje (owszem, u nastolatek/-tków to się zdarza), to dorosłemu nie wolno tym prowokacjom ulec. On tu ponosi całość odpowiedzialności. Dziecko ma jeszcze prawo być durne i naśladować pozy, które widziało w TV czy u starszego koleżeństwa, dorosły ma wiedzieć, że poniżej 15 (a może w Polsce 16?) lat małolat jest nietykalny, choćby sam się napraszał, koniec, kropka. Krótko mówiąc: DZIECKU WOLNO, DOROSŁEMU NIE WOLNO. Tak stanowi prawo i nie ma tu w ogóle o czym dyskutować.
A niezależnie od prawa, bardzo osobliwa to moralność, która usprawiedliwia zły czyn istnieniem pokusy. Ciekawe, czy rzeczeni księża byliby tak wyrozumiali, gdybym ja został notorycznym złodziejem polędwicy i usprawiedliwiał to tym, że istnieją sklepy mięsne, a z nich dochodzą takie prowokujące zapachy?
Pomówienie o zabójstwo to nie tylko takie rzeczy, że wziął i zarżnął. Oprócz bezpośredniego sprawcy mamy jeszcze pomocników i podżegaczy, karanych z tego samego przepisu, odpowiednio za pomocnictwo i podżeganie. To są przestępstwa, a zarzucanie komuś takiego przestępstwa jest pomówieniem o popełnienie przestępstwa.
Jest jeszcze mało popularne usiłowanie, nasze kochane sądy nie lubią tego i jak ktoś kogoś kopnie kilkanaście razy w głowę, a nie zabije, to na ogół zdaniem sądu nie usiłował zabić, odpowiada za pobicie. No cóż.
No, wlasnie. Powazny polityk nie bedzie taszczyl Antykomora po sadach, bo sie osmieszy.
Ciekaw jestem czego ich tam na koscielnych kursach zapobiegania pedofiklii naprawde ucza? Wiemy, ze nie ucza wystepowania przed otwartymi kamerami i mikrofonami. Ale moze ucza czym sie rozni dziecko od doroslego? To nie bylny zly pomysl: tu jest, prosze ksiezy, plansza przedstawoajaca dziecko, a tu plansza przedstawoiajaca doroslego faceta. Dziecko sie odroznia od doroslego nie tylko wzrostem i wielkoscia narzadow plciowych. Sa znacznie mniej oczywoste roznice. Czy ktos umie powiedzuiec, jakie? Reka do gory!
Znowu lajza z Bobikiem!
A pani, która pozwała Michalika ma szanse na sensowne cokolwiek?
To, co w tej chwili mamy w Internecie, w telewizji, w naszej cywilizacji, obudziło brak tabu, gdy chodzi o sprawy intymne. W tej chwili trochę na fali jest bycie zbrukanym, i to wcześnie, czasami na wyścigi.
Na wyścigi chcą być zbrukane.
Bobiku, to przecież jasne, że dorosły odpowiada, a dzieci nie.
Seksualność jest ważną sferą człowieka i dzieci już bardzo wcześnie są nią zainteresowane (masturbacja dzieci i niemowląt), później zbierają doświadczenia na tym polu w zależności od stopnia indywidualnego rozwoju, ale brudne łapy i myśli precz od dzieci.
Oh, mon Dieu! Plansza z narządami płciowymi?! Przecież to Gender w najczystszej postaci i najoczywistsza nagonka na KK!
Też mam czasami ochotę komuś pewne rzeczy ręcznie wytłumaczyć, czyli poczuć się jak doktorant, ale to na ciemnotę nie pomoże
Zamordowanie prezydenta to oczywiście nie to samo co dręczenie szczeniaczków. To drugie powinno być karane o wiele surowiej!
Haneczko, może nie ma szans, ale jeden, drugi, trzeci pozew uświadomi urzędnikom kościelnym, że odpowiadają za słowa.
Sorki, ale tu był wpis Kota o edukowaniu księży, ale widocznie agenci Opus Dei już go wycięli i teraz moja odpowiedź jest taka ni przypiął ni przyłatał…
W sprawie księży przypisującym dzieciom odpowiedzialność za pedofilię jest pewna istotna rzecz, wydawałoby się oczywista, ale jakoś nie widziałem, żeby pisano o tym jasno i wprost, więc ja napiszę.
Czasem się pisze
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14747010,_Dziecko_moze_wszystko__ale_dorosly_nie_ma_prawa_dziecka.html
Serdecznie przepraszam agentów Opus Dei. Z wrażenia nie zauważyłam, że wpis nie został zniknięty
Zawsze powtarzam, że bardzo ważna jest umiejętność czytania…
Podobno czlowieka odroznia od swiata pozostalych ziemskich zwierzat to, ze jest jedynym stworzeniem. ktore potrafi kontrolowac swoj poped plciowy – nie kopuluje na ulicy (no chyba, ze jest w bulgarskim Slonecznym Brzegu, gdzie takie sceny mozna zobaczyc), nie kopuluje z kazda napotkana ludzka samica, ktora mu sie spodoba i takie tam. No wiec jesli ktos dorosly i nie tkniety na rozumie nie potrafi sie ustrzec przed rozwiazlym dzieckiem, to niestety jego miejsce jest na zawsze w zakladzie psychiatrycznym dla szczegolnie niebezpiecznych ludziow.
Same tego chciały, całkiem jak zgwałcone kobiety.
Poeci tez odpowiadaja za slowa, lub przynajmniej powinni. Problem praktycznosci takich oskarzen to zupelnie inne zagadnienie. Ale jesli mowa o praktyce, akurat w tym wypadku pisanie o krwi na rekach nie daloby sie wykrecic odpowiedzialnoscia moralna, bo jak narazie nikt nie zdolal podwazyc stwierdznia ze chodzilo o wypadek.
Zastanawiam sie czy nikomu w Anglii by ni przeszkadzalo gdyby jakis poeta napisal ze Filip ma na swoich rekach krew Diany i opublikowal to dzielo w gazecie.
(W kontekscie implikujacym ze chodzi o sam wypadek, a nie np o rozwod)
Vesper, „jakoś się nie pisze” wycofuję i to z zadowoleniem (że jednak się pisze), ale resztę zostawiam – słusznej racji nigdy za wiele.
Pewnie, ze by przeszkadzalo. Ale przeszkadzanie nie jest roznoznaczne z naruszeniem prawa.
Jest watpliwe czy jakas gazeta by to wydrukowala. Ale zalozmy ze tak. Jesli bylaby to gazeta bardzo nisko nakladowa, to byc moze nikt by na to nie zwrocil uwagi, a co co zwrocili popukaliby sie w czolo.
Gdyby jednak podobny wiersz pojawil sie np w Daily Telegraphie, to zapewne albo jeszcze tego samego dnia albo nazajutrz pojawily sie polemiki. Moze nawet bylyby jakies interpelacje w Parlamencie – slowa potepienia czy co tam.
Ale nie bylany sprawa oddana do sadu. Najwyzej jakies firmy wycofaly na okreslony czas swoje reklamy aby gazecie dac nauczke.
Pomawianie o morderstwo jest przestepstwem bez wzgledu na poziom czasopisma.
Przeszkadza mi tak poblazliwe podejscie do slow.
Byly gazety i osoby ktore dosc jednoznacznie poczatkowo sugerowaly udzial Palacu w wypadku Ksieznej Walii w Paryzu. Nic z tego nie wynikalo poza pukaniem sie w czolo. Dzis chyba nawet pan Al Fayed, ojciec przyjaciela Diany nie twierdzi, ze byl jakis zamach, choc sklonny byl tak uwazac na poczatku.
Lisku, niewykluczone, że ten pobłażliwy stosunek do słów ma w Polsce, w odróżnieniu od np. UK, związek z realnym socjalizmem. Przez lata używano różnych paragrafów jako wygodnego dla władzy knebla, więc teraz spora część społeczeństwa na wszelkie próby ograniczenia wolności wypowiedzi reaguje alergicznie.
Która to próba znalezienia przyczyny oczywiście nie przeszkadza temu, żeby na temat sensowności takich granic i ich umiejscowienia dalej dyskutować.
Twierdzic ze tak bylo a podejrzewac czy domagac sie sledztwa to tez dwie rozne rzeczy.
Ruszam w miasto.
Gazeta Polska jest pismem wysokonakładowym na polskim rynku. Ma rozsiane swoje kluby po całej Polsce, których członkowie zbierają się na zadymy.
Jest wspierana finansowo przez parabanki, a reklamy umieszczają pewnie zwolennicy zbrodni w Smoleńsku.
Owszem to była zbrodnia, tumiwisizmu i bylejakości.
http://www.polityka.pl/kraj/1560505,1,raport-z-katastrofy-przed-katastrofa.read
Najnowszy płód JMR już jest w całości w sieci.
Krew, co zalewa na te bzdety,
którymi Jotemer nas raczy,
na stan umysłu u poety,
ten obraz nędzy i rozpaczy.
Krew, która głośno w uszach szumi
od tych wierszydeł marnych, podłych,
wciąż się kręcących wokół trumien
i brzozy, dębu, czy tam jodły.
Coś chlupie… To żołądka zdrada!
Do góry wraca każde danie,
gdy widać, jak Jotemer wpada
w straszniejszą coraz grafomanię.
Jak niżej kreski, chociaż z wprawą,
serwuje hafty ciągle nowe,
aż wiersz się staje kiszką krwawą,
i treścią kiszki odbytowej.
Bobiku, dla mnie Wodz to ujal najdokladniej. Jesli problemem jest domaganie sie wolnosci powiedzenia wszystkiego o wladzy, moze nalezy zaczac dyskusje o tym co wolno a nie wolno robic w stosunku do prywatnej instytucji, a potem zastanowic sie czy napewno w stosunku do instytucji rzadowych tej „wolnosci” powinno byc wiecej.
Brawo Pies
Przeczytałam dzieło JMR
Brr….
Pomyśleć,że kiedyś był całkiem to dobry poeta…
Doskonale, Bobiku.
Ja wiem,że to już dzisiaj było i wcześniej Dora wrzuciła inny link do tej sprawy.
Ale nadal nie mogę wyjść z szoku,że naprawdę przeczytałam to co przeczytałam:
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/rektor-kosciola-akademickiego-w-piotrkowie-dzieci-same-wchodzily-do-lozek-doroslych/2cr2e
Co do reakcji na obrzydliwości, nie tylko sąd miewa trudności z właściwą odpowiedzią.
W Polsce dzieci bardzo wcześnie uczą się traktować niezbyt serio to, co napisane i wypowiadane.
Zosia miała niedawno sprawdzian z edukacji przyrodniczej. Przygotowując się do niego, zajrzała wreszcie do swojego zeszytu i ze zdumieniem przeczytała, co było napisane na karteczce, którą dzieci dostały od nauczycielki. A było napisane, że ssaki to zwierzęta, które rodzą się i ssą mleko matki, mają cztery nogi i są pokryte sierścią. Dziecko stwierdziło „taaaa, szczególnie kudłate i czworonogie są wieloryby”. Następnego dnia ja znalazłam ciekawe zdanie w zeszycie od polskiego. Jak się domyśliłam, program przewiduje edukację patriotyczną, więc dzieciom podyktowano zdanie: Polaków łączy wspólna ojczyzna, język, symbole narodowe i narodowość. O ile błędy w edukacji przyrodniczej Zosia jest w stanie korygować sama, o tyle w tym przypadku ja się poczułam w obowiązku sprostować nieścisłości i nadmierne uproszczenia. Ale wniosek z dotychczasowej szkolnej kariery moje dziecko ma taki, że nie należy traktować serio tego, co w podręcznikach ani tego, co mówi nauczycielka. A to jest dopiero druga klasa podstawówki
Nareszcie Bobik! Dzieki!.
Lisku, to juz zostalo wszystko przerobione i POlska demokracja nie musi na nowo wymyslac kola.
Obraza majestatu urzedu panstwowego nie powinna, w moim glebokim przekonaniu funkcjonowac w prawie. Instytucja prywatna, ktora z powodu zlych jezykow moze poniesc znaczce szkody materialne lub utrate zaufania to co innego niz urzad premiera, prezydenta czy parlament. Ten musi sie bronic sam. W Polsce uwaza sie zazwyczaj ze jest dokladnie odwrotnie. Gdy firma Amway poszla do sadu i uzyskala zakaz wyswietlani filmu na swoj temat, ktory byl tendebcyjny i nie uwzgledniajacy racji drugiej strony, podniosl sie okroipny krzyk o „naruszaniu wolnosci wypowiedzi” i „cenzurze prewencyjnej”. Pamietam, ze tak o tym mowil mojej Starej w rozmowie Ernest Skalski nie przyjmujacy absolutnie do wiadomosci argumentu, ze po to m.in. sa sady, aby nikt nie mogl nad kims przeprowadzic samosadu i jesli pokazuje sie w bardzo krytycznym swietle film o jakiejs firmie, to musi ona miec mozliwosc odpowiedzi. A Amwayowi tej mozliwosci nie dano.
Sorry, musze na chwile przerwac bo mam pilne zadanie.
No, masz. Siodema mnie ubiegla z wierszem Bobika.
Wieloryby i my
Vesper, dobra strona jest to ze Twoja corka nie bedzie wierzyla slepo slowom oficjalnych autorytetow…
Vesper, gdyby wszystkie dzieci umiały podejść do słów dorosłych krytycznie, albo miały rodziców, którzy w tym pomogą, to by było świetnie.
Ale niestety, nie każde dziecko jest Zosią. Są i takie małolaty, które słowami autorytetów się przejmują i powiedziane zapada im w głowy na lata, a czasem nawet na zawsze. Co może narobić taki „autorytet”, który (nawet niekoniecznie publicznie – wystarczy osobiście) wmówi dziecku, że ono ponosi winę za „doprowadzenie dorosłego do grzechu” (i przestępstwa), można sobie wyobrazić.
Zresztą nie trzeba nawet sobie wyobrażać. Są bardzo dramatyczne, czasem wręcz tragiczne przykłady.
Kocie, nadal nie bierzesz pod uwage zasadniczej roznicy miedzy a. obraza majestatu, b. znieslawieniem, c. pomawianiem o przestepstwo karne.
Lisku, mnie się wydaje, że ja tę różnicę łapię.
Ale nadal twierdzę, że w przypadku tzw. utworów artystycznych sąd nieraz może mieć spore kłopoty z udowodnieniem, że coś było oczywistym pomówieniem, a nie metaforą.
„Krew na bialych rekawiczkach” jest tylko i wylacznie metafora. Podla i wredna, jak napisal Bobik, ale metafora, a nie pomowieniem o zbrodnie. „Biale rekawiczki” zbroczone krwia sa pewnym obrazem, przenosnia mowiaca o tym, ze ktos jakas robote wykonal pozornie czysto. Ale tylko pozornie. Udowodnic w sadzie ze jest oskarzony o zbrodnie zabojstwa graniczyloby, moim zdaniem, z niemozliwoscia.
Jesli Tusk chce JMRa wziac do sadu – jego sprawa. Ale nie w imieniu RP, tylko jako obrazony obywatel Tusk, nie premier Tusk.
Bobiku, mowilam o tym co (powinno byc) wolno a co nie, a nie o tym jak latwo sie z winy wymigac z powody niemoznosci udowodnienia winy (a nie z powodu orzeczenia o niewatpliwej niewinnosci), choc to tez jest istotna czescia tematu.
Narazie uciekam bo mi zamkna!
Dobrze, Kocie, od przybytku głowa nie boli.
W Gazecie Polskiej nie można komentować, a w niezależnych nie opublikowali.
W onecie też, ciekawe dlaczego.
Wolno m.in.dlatego, Lisku, ze naruszenie prawa zakazujacego pisania glupich wierszy o „organach wladzy panstwowej” byloby bardzo trudno udowodnic w sadzie. A jak cos jest trudno udowodnic, to lepiej takiego prawa nie wprowadzac. Z cala pewnoscia tak powiedzialaby moja ukochana prawniczka , Judge Judy Sheindlin. Moja guru.
Vesper, to już Twoja druga wypowiedź pod tytułem „pani jest głupia”. Przesyłam link do wiki – http://pl.wikipedia.org/wiki/Ssaki
Eluzet, Wiki jednakowoż wstawia w odniesieniu do futra ostrożne „zazwyczaj”, a w maliny czworonożności wcale się nie wpuszcza.
Bardzo dziękuję, Eluzet, ale do czego ma mi posłużyć link do wiki o ssakach?
Wiki to amatorskie źródło, Eluzet, tu jest definicja encyklopedyczna i tego się trzymajmy:
http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3978703
Prawniczy mędrcy na ogół twierdzą, że jeżeli jakiegoś prawa nie da się wyegzekwować, to lepiej go nie wprowadzać. Bo będzie notorycznie a bezkarnie naruszane, co podważa zaufanie do prawa i praworządności jako takiej.
Eluzet, żeby było jasne. Nie uważam, że pani jest głupia. To doświadczona nauczycielka, z długoletnim stażem, którą gubi rutyna. Myślę, że już wiele lat temu przestała się zastanawiać, jaki chce osiągnąć cel wychowawczy i edukacyjny. Merytorycznie jest niezła, ale ma skłonność do uproszczeń, które bardziej stosowne byłyby dla dzieci w wieku przedszkolnym. Ja bym bardzo chciała, by moja córka mogła uważać swoich nauczycieli za mistrzów, ale oni niestety też muszą sobie na to zapracować i wiedzą merytoryczną, i talentami wychowawczymi. Niestety, z tym jest słabo.
Bobiku, tak na cito i przepraszam mt7, że z wiki, ale to mam pod ręką.
ssaki…..owłosienie (włosy lub futro; silnie zredukowane u gatunków wodnych, jak hipopotamy, u waleni całkowicie zanikają przed porodem lub w trakcie)
U ssaków, u których kończyny tylne zanikły (walenie, syreny), miednica uległa redukcji.
U waleni i syren następuje skrócenie kości ramieniowej, przedramienia, nadgarstka i dłoni oraz wydłużenie palców i powielenie ich liczby (hiperdaktylia). U płetwonogich dobrze rozwinięte i przystosowane do pływania są obie pary kończyn.
Płetwy piersiowe pomagają w sterowaniu. Odpowiadają one przednim kończynom ssaków lądowych. Tylne kończyny są całkowicie zredukowane, jedyną pozostałością są drobne kości wewnątrz ciała.
Vesper, z Zosią poszukałabym informacji dlaczego pani tak powiedziała i zastanowiła się czy kończyna to to samo co noga.
Prawniczy mędrcy na ogół twierdzą, że jeżeli jakiegoś prawa nie da się wyegzekwować, to lepiej go nie wprowadzać. Bo będzie notorycznie a bezkarnie naruszane, co podważa zaufanie do prawa i praworządności jako takiej.
A dziedzinie sztuki egzekwowanie prawa często z niemożliwością graniczy. Widać to choćby na przykładzie JMR – chyba wszyscy tu uważają, że jego wiersz jest w podwójnym znaczeniu podły, ale już w kwestii „metafora czy pomówienie” zdania mamy różne. Jak więc w ogóle ustalić, czy było naruszenie prawa, czy go nie było?
Jeśli ktoś myśli, że biegli sądowi byliby w tej materii bardziej zgodni, albo kompetentniejsi od nas, to jest w tzw. mylnym błędzie.
Przez pierwsze dwa lata szkoly podstawowej mialam przecudna nauczycielke, mocno starsza pania, ktora sie nazywala Nadiezda Kirillowna Wojnowa. Miala dlonie w brazowe plamki, co mnie jakos bardzo wzruszalo, bo mama powiedziala, ze na stare lata takie sie czasami dostaje i ze to od watroby te plamy ida.
. Byla dla nas bardzo dobra i lagodna, nigdy nie krzyczala i jesli komus w pierwszej klasie z nerwow wydarzyl sie „wypadek”, to dyskretnie zabierala do toalety i doprowadzala do porzadku. Zwracala tez uwage na dobre maniery: jak dziewczynki siedza zeby nie pokazywac majtek, jak trzymaja w reku olowek czy pioro, jak jedza kanapki przyniesione na drugie sniadanie.
Potem przeprowadzulismy sie do innego miasta i zobaczylam gdzie raki zimuja. Nauczycielka byla wredna, glupia, w dzienniczku robila bledy ortophraficzne, a mnie nazywala „zgnila inteligencja”, co mnie okropnie bolalo i troche sie wstydzilam, ze nie mam odpowiedniego chlopsko-robotniczego pochodzenia. Tylko moja babcia, tez nauczycielka, jak nas rzadko odwiedzala wysmiewala Walentyne Jakowlewne, poprawiala jej bledy i generalnie mowila mi abym sie nia nie porzejmowala, bo to jakas niedouczona idiotka. Moi rodzice bardzo sie gorszyli na takie stawianie sprawy i usilowali babcie powstrzymac przed „podwazaniem autorytetu” osoby starszej.
Uczyla mnie przez trzecia i czwarta klase. A potem w lecie nagle zmarla. Podobno sie potknela o jakis glaz i cos jej sie stalo. Anyway, byl pogrzeb. Otwarta trumna stala w przystrojonej wstegami i kwiatami sali gimnastycznej. Na stoliku obok stal jej portret w ramce i wylozone byly dyplomy. A raczej jeden dyplom – ukonczenia siedmiu klas podstawowki. Byl to dla mnie strasznby szok, kiedy przeczytalam ten dyplom i zrozumialam, ze na tym jej wyksztalcenie stanelo..
W piatej klasie mielismy juz wiele nauczycielek, lepszych i gorszych i wychowawczynie. Byla germanistka, imigrantka z Rumunii, samotnie wychowujaca corke. Maz siedzial w lagrze (opowiedziala o tym moim rodzicom, a ja podsluchalam) . Berta Siemionowna Berim czasami usilowala prowadzic lekcje niemieckiego zwracajac sie do nas po niemiecku. A wtedy nagle okazywalo sie ze pol klasy ja bardzo dobrze rozumie. Bo jej niemiecki to byl bardziej… tego.., idisz.
Wspominam ja bardzo dobrze, bo miala smutne oczy i tez nigdy na nas nie krzyczala. Rodzice zapraszali ja czesto na obiad w niedziele wraz ze starsza ode mnie corka.
Eluzet, pani w szkole, poza tym, że nie zaszkodziłaby jej precyzja sformułowań, powinna wiedzieć, do kogo mowa. Jeżeli chce podać najprostszą i wszechogarniającą definicję ssaka, to może ograniczyć się do picia mleka.
Jeżeli chce rozszerzyć tę definicję o wygląd, to niech powie „większość jest włochata i czworonożna”, bo z wyglądu nie wszystkie co do jednego ssaki są takie, a trudno wymagać od siedmiolatków, żeby same z siebie wiedziały o zanikaniu owłosienia czy kończyn u waleni. A jeśli chce dziatwę wyedukować bardzo dokładnie, to wtedy może dodać „niektóre ssaki nie mają włosów, ręków, ani nogów, ale miały, tylko im zanikły, bo…”.
W świadomości przeciętnego siedmiolatka istnieje już obraz wieloryba, a nawet często jest on opatrzony informacją „to wbrew pozorom nie ryba, tylko ssak”. I można przypuszczać, że przekorne dzieciaki zaraz ten obraz w mózgu wyszperają. Doświadczona pani może na to wpaść i uprzedzić atak.
Dzis dzieci sa przemadrzale. Bo sie naogladaja Attenborougha.
Trzeba bic.
Ale z klęczenia na grochu i ciągnięcia za uszy też bym nie rezygnował. Dla podtrzymania naturalnego poczucia wstydu każdej metody spróbować warto.
Mysle, ze to kleczenie na grochu nigdy nie bylo stosowane, tylko nim straszono, Bo jaki rodzic o zdrowych zmyslach mialby specjalny groch do kleczenia? I co z nim potem zrobic? Bo do grochowki taki wykleczony juz sie chyba nie nadaje z powodow higienicznp-sanitarnych.
A ciagnac za uszy owszem, mozna i wskazane.
To chyba nie jest nowy problem, w szkole podstawowej zawsze program i metody były nastawione na najgłupszego ucznia. Do Bozi trzeba mieć pretensje, że nie wszyscy są jednakowi. Pamiętam, jak się męczyłem w drugiej klasie przerabiając przez kilka lekcji z rzędu taką straszliwą rymowankę o krasnoludku, podczas gdy w domu czytałem Przekrój. Niewiele rozumiałem, ale czytałem wszystko.
I jeszcze wyciągałem ukradkiem takie książeczki, seria z kolibrem, to się w kiosku kupowało, tam to już w ogóle trudno było coś rozkminić. Podobały mi się, bo były poręczne i ładne.
Morda się nie zna. Grochem można było napełnić starą poszewkę z jaśka i używać jej latami, dopóki ostatnia pociecha nie wyrosła z kiełbi we łbie. Inwestycja jednorazowa, a jakże rentowna.
Im starszy i twardszy był groch, tym skuteczniejszym był środkiem pedagogicznym.
Teraz już nie ma serii z kolibrem Teraz są serie z kibolem.
A jak takie zestresowane dziecko na grOchu naszczy na poduszke, to co potem? Wyrzucac dary Boze czy przeplukc i zuzyc, jak dziecko podrosnie?
Nie wolno mi było czytać serii z jaskółką, ale i tak czytałam. O Faraona była awantura
Dzieci są zdumiewająco kumate. Trzeba bardzo uważać, żeby ich nie ogłupić.
O, wspomnienia o nauczycielkach…
Pamietam incydent z wczesnych lat szkolnych, gdy odmowilam napisania na tablicy slowa „drzemnie”, jak chciala tego nauczycielka polskiego. Moj ojciec musial z tego powodu stawic sie w szkole i wysluchac szkolenia.
Ale spotkalam tez na mojej szkolnej drodze wiele ciekawych, milych osob, choc niekoniecznie nieomylnych (gwarantowana nieomylnosc to ciezki kamien u szyi w wielu instytucjach, chocby w tej, ktora tu czesto krytykujemy).
Heleno, wyrazy wspolczucia pokostkowe. U mnie tez byly akurat okazje do objadania sie, bo wlasnie obchodzilismy Diwali, i do dzisiaj dojadamy smakowite resztki,* ale jak widze to nic w porownaniu z kostka wegierska. Moze za to teraz nadrobimy przy torcie urodzinowym, z zamowionym przez solenizantke kremem maslano-czekoladowym (w jej wieku mozna jeszcze bezkarnie jesc wszystko).
*Wbrew wyraznym ostrzezeniom w Egzorcysty, naszej ulubionej lektury ostatnich pary tygodni („Zen tak, Maryja nie”).
MNie wolno bylo w zasadzie czytac wszystko procz broszury o szkodliwosci i niebezpieczenstwach sztucznego przeywania ciazy, gdzie byl zameszczony bardzo drastyczny opis aborcji z Cichego Donu (ale i tak przeczytalam), ale raz rodzice stchorzyli i nie oddali mi do doczytania powiesci Consuelo skonfiskowanej w czwartej klasie przez te wredna nauczycielke. Ojcec zostal wezwany do szkoly i pouczony, ze nie moge czytac wszystkiego co mi wpadnie w rece. Wrocil bardzo zly i rozmawial z mama za zamknietymi drzwiami.
Kisazke mu zwrocono (byla pozyczona od kogos albo z biblioteki), ale ja juz jej do reki nie dostalam pod pretekstem, ze musieli ja oddac.
I do dzis nie wiem jak sie skonczyla. One of these days spreze sie w sobie i przeczytam na nowo od poczatku do konca. To George Sand napisala. Chyba, ze ktos mi powie, ze nie warto.
Heleno, pytanie ktore nadal omijasz to w ktorym momencie glupi wiersz przestaje byc glupim wierszem i staje sie czyms innym. Bo chyba jednak zgadzamy sie ze fakt ze cos sie rymuje nie zwalnia autora od odpowiedzialnosci za wlasne slowa, nawet jesli daje mu troche lepsza wymowke.
A czy tematem wiersza sa organy wladzy czy osoba prywatna jest w pierwszym podejsciu nieistotne.
Wydaje mi sie (choc moge sie mylic) ze w dzisiejszej Polsce problemem nie jest brak wolnosci slowa, lecz pewne zdziczenie dyskursu publicznego, z nagminnym przekraczaniem zupelnie niezlego prawa (np hejting jako zjawisko codzienne), ktore takze demokracji szkodzi.
Eluzet, mimo logiki ewolucyjnej nie moge powiedziec o sobie ze jestem czworonogiem (oczywiscie z wyjatkiem momentow zlisienia
).
Nie, Lisku. Moim zdaniem pytanie czy chodzi o osobe prywatna czy o organy wladzy ma absolutnie podstawowe znaczenie.
Jakn sie skonczy M.A.S.H. to wroce.
Z warszawskich wspomnien szkolnych:
W drugiej (i ostatniej dla mnie w Polsce) klasie, w 68? r. pewnego razu czytalismy wierszyk w ktorych bylo cos negatywnego o Zydach. Wstalam i oswiadczylam ze nie zycze sobie czytania takich wierszy, poniewaz jestem Zydowka. Ogolnie bylam pewna siebie, stopnie mialam dobre, stosunki z wspoluczniami i nauczycielkami tez (np pare tygodni przedtem zdolalam wybronic pewnego ucznia od kary i potem prawie cala klasa odprowadzala mnie do domu). Wywiazala sie rozmowa:
Wychowawczyni: Ty jestes Zydowka ?
Ja: Tak.
W: I twoja matka tez jest Zydowka?
J: Tak.
W: Cos takiego..! Taka mila i inteligentna kobieta…!
J: Tak.
W (po namysle): No, twoj tata to juz moze.. [Ojciec nie przychodzil na wywiadowki, o tym ze byl naukowcem nie miala pojecia, ale byl niewysoki z ciemnymi wlosami, a Mama jasniejsza]
J: [milczenie]
W: W takim razie przyjdz do mnie po lekcji.
Przyszlam po lekcji, dialog sie powtorzyl prawie dokladnie, po czym wychowawczyni oswiadczyla ze prezent ktory dzis mi przyniosla z domu i ofiarowala po poprzedniej lekcji [nie mialam pojecia dlaczego i tez wydawalo mi sie to dziwaczne] mam jej zwrocic. Zwrocilam.
Nie bardzo sie tym wszystkim przejelam, ale na wszelki wypadek po powrocie do domu opowiedzialam rodzicom o tym dziwnym zdarzeniu. Wymienili spojrzenia z mina jakby wlasnie przeszlo obok nich jakies male i odrazajace zwierzatko, i nie powiedzieli nic. Pare miesiecy potem, juz w obozie przejsciowym we Wiedniu, Ojciec usiadl kolo mnie i powiedzial: Wiesz, poki chodzilas to tej klasy nie chcialem Ci tego mowic, ale Twoja wychowawczyni byla bardzo glupia kobieta.
Heleno, w oskarzaniu o morderstwo nie.
Bardzo przykre wspomnienie, Lisku. Pokazuje tez ze slowa, wierszowane i proza, potrafia ranic.
Mnie moi rodzice czesto wyrazali swoje krytyczne opinie o nauczycielach, jesli uwazali, ze na to zasluzyli, bo bardzo im zalezalo na krytycznym mysleniu (u mnie, skoro u nauczycieli czasem z tym bywaly klopoty). I tak wlasciwie bylo w calej mojej szerszej rodzinie, na szczescie.
Ale w dyskusji o prawie do wiekszej krytyki politykow przychylam sie jednak bardziej do zdania Heleny. Moze to przez wczesna lekture Szwejka, i przez jego rozliczne klopoty z wolnoscia slowa pod milosciwymi rzadami Franciszka Jozefa?
Moniko, jest roznica miedzy krytyka a goloslownym zarzucaniem zbrodni. Takze politykom. W ustroju calkowicie demokratycznym. Czy naprawde romantyzm walki z przemozna wladza tak bardzo zaslania podstawowe prawa czlowieka, z politykiem wlacznie, do sprawiedliwosci w demokratycznym ustroju?
Wspomnienie opisalam nie jako przyklad zranienia (przynajmniej nie mnie), lecz jako przyklad dylematu rodzicow co zrobic z glupia wychowawczynia dziecka.
Haneczko, masz mnie na sumieniu.
Zachęcona przez Ciebie, zajrzałam do Opowieści Hollywoodu i poszłam spać nad ranem.
Dobre było, zapomniałam zupełnie.
Była kiedyś „Niespodzianka” Rostworowskiego, ale nie ta z 1977 ze Świderskim, też zresztą znakomita, tylko wcześniejsza z Fijewskim i Ryszardą Hanin. Wydaje mi się, że nic mną tak nie wstrząsnęło, jak ten spektakl.
Nigdzie go nie mogę znaleźć. Ten późniejszy jest.
Masz może jakiś jeszcze pomysł? Dużo było i jest dobrych dobrych przedstawień.
Z krytycznym mysleniem problemu u mnie nie bylo, z bardzo wielu rzeczy uczyl mnie Ojcies jeszcze przed pierwsza klasa. Tu problem byl bardziej zlozony, bo byl to okres politycznie bardzo napiety, afisze antyizraelskie staly na trawnikach w centrum miasta. Rodzice wiedzieli ze jest duza szansa ze jesli zworce uwage na ten problem powiem nauczycielce cos niemilego, co moglo mnie narazis na nieprzyjemne sytuacje pod ich nieobecnosc, a mialam wszystkiego 9 lat. Tym bardziej ze onie wiedzieli czego nie wiedzialam ja, ze za pare miesiecy juz nas tam nie bedzie.
Organa wladzy dysponuja aparatem przemocy z ktorym prywatny obywatel nie jest w stanie sobie poradzic – to jest jesli organa wladzy zechca z tego aparatu przemocy skorzystac albo nie postanowia okazac szczegolnej laskawosci. Albo jesli sam aparat przemocy uzna, ze powinien podjac dzialania, aby nikt mu nie zarzucal, ze ignoruje bezprawne dzialania.
Do blogera ktory prowadzil gdzies w jakims miasteczku na wschodzie Polski blog satyryczny, niezbyt madry i zabawny, ale to akurat nie ma znaczenia, aparat przemocy zjawil sie o piatej rano, zaaresztowal komputer oraz samego blogera i oznajmil, ze nieprzyzwoite rysunki i montaze fotograficzne naruszaja powage urzedu prezydenckiego. Potem przy drzwiach ZAMKNIETYCH odbyla sie rozprawa, sad pomimo usilnych nalegan blogera nie zgodzil sie na jawnosc procesu, uzasadniajac to tym, ze musieliby pokazac te zmontowane zdjecia Komorowskiego czy nieprzystojne rysunki i to sialoby zgorszenie. A tak naprawde bal sie, ze ludziska beda sie smiac z tych rysunkow i zdjec.
W ktorejs tam instancji sprawa zostala umorzona gdyz zwrocil sie o to sam prezydent, ktory nareszczie uznal, ze dalszy ciag tej sprawy przyniesie mu wiecej wstydu i krytyki niz korzysci z uciszenia jednego blogera.
Sprawa Antykomora skonczytla sie pozytywnie, ale tylko i wylacznie dlatego, ze interweniowal sam prezydent. Gdyby nie istnial paragraf o naruszeniu godnosci organow panstwowych, zapewne niewielu z nas slyszaloby o Antykomorze,
Ilekric organy Panstwa staja w obronie swej czci i honoru staja sie smieszne i niepowazne. They lose their cool. Sa na przegranej pozycji.
Gdyby obywatel Komorowski chcial wytoczyc sprawe Komorowi, nie mrugnelabym. Niech wytacza. Kiedy robi to urzed prezydenta, to ja osobiscie pokazuje mu srodkowy palec.
Lisku, ale cztery kończyny masz? Chyba, że jesteś liskiem z tej głupiej wyliczanki o lisku co chodził koło drogi itd.
sprawe Antykomorowi oczywiscie, a nie Komorowi.
Heleno, to wszystko prawda, ale ciagle nie na temat. To nie jest, i w zadnym momencie nie byla, dyskusja o ustawie nieobrazania wladzy.
Eluzet, myślę, że Twoja reakcja wzięła się z pewnego (zapewniam, że błędnego) założenia, iż uważam nauczycielkę za głupią. Już to zdementowałam. Za wykład o ssakach dziękuję, ale miałam na zoologii na pierwszym roku, a budowę i funkcje skóry na histologii i fizjologii, bodajże na roku drugim moich pierwszych studiów, więc coś tak jeszcze pamiętam
Problem w tym, że większość dzieci obecnie ma opanowany ten zakres wiedzy, który w swoim komentarzu zawarłaś i czują, że albo ktoś tu tą sierścią i czterema nogami uwłacza ich inteligencji, albo sam nie pojmuje materii.
Natomiast co do kwestii, czy narodowość i język łączą Polaków… Być może nie wszystkie dzieci są przygotowane intelektualnie, by odróżnić subtelności takie jak obywatelstwo i narodowość, ale widzą swoją czarnoskórą koleżankę z równorzędnej klasy, która świetnie mówi po polsku, ponieważ w Polsce się urodziła oraz słyszą swojego kolegę z klasy, który choć jest polskiej narodowości, to jednak urodził się i do siódmego roku życia mieszkał w USA. Zasób słownictwa ma bardzo bogaty, ale mówi z wyraźnym akcentem. Po co więc upraszczać aż do zakłamania sprawy, które są bardziej złożone. Już lepiej na temat narodowości nic nie mówić, a edukację patriotyczną ograniczyć do rozmowy o symbolach narodowych i o tym, że każdy wymaga, by jego symbole narodowe szanować, że podczas hymnu należy wstać, a czyjąkolwiek flagą nie należy sobie obcierać butów. Tego bym się spodziewała, a nie wyliczanki, która zawęża światopogląd u słuchacza jeszcze w wieku, kiedy nie jest w stanie zakwestionować treści komunikatu. A potem zdziwienie, dlaczego Polacy uważają, że czarny albo Żyd nie może być Polakiem.
ELuzet, czworoNOGIEM nie jestem. Mam rece ktore byly kiedys nogami, mam takze zebra, ktore kiedys byly chrzastkami skrzeli, ale to nie znaczy ze jestem ryba.
Siódemeczko, jak to dobrze, że mam sumienie
Też pamiętam. Musiał być powtarzany, bo premierowo byłam smarkata. Pomysłu nie mam
U mnie w pol do jedenastej, jutro pobudka (przez PAKa juz nie jestem pewna jak sie to pisze
) o szostej i droga 70kmx2, wiec wycofam sie do milo wymoszczonej norki
Dobranoc
Też jestem dwunożna i fakt, sierści mogłabym mieć więcej…
A ja trzymam stronę Liska.
Nikt nie powinien tolerować zwykłej podłości i chamstwa, usprawiedliwiając je żle pojętą demokracją i wolnością słowa.
Osoba publiczna powinna odznaczać się odpornością na krytykę. I tylko tyle.
Ale nie może godzić się na poniżanie, pomawianie i grzebanie w życiu prywatnym.
Paragraf o naruszaniu godności organow państwowych jest tak długo uprawniony, jak długo będzie funkcjonowal paragraf o obrazie uczuć religijnych. Obydwa są kretyńskie.
A teraz idę nostalgicznie poklęczeć na grochu
.
Slusznie, nikt nie powinien tolerowac. I demokracja pozwala kazdemu wypowiadac sie przeciwko chamstwu i podlosci. Co przeciez nieustannie robimy.
Ale nie chcialabym aby jak PiS dojdzie do wladzy, by przesladowal mi Bobika, tylko dlatego, ze nie odpowiada mu poziom uprawianej przez niego satyry. A i moj Kot moglby ucierpiec.
Zmoro, ja bym grochu nie dręczyła. Może on ma serdecznie dość tych klęczących?
No Ty popatrz, Haneczko. Chetnie podziele sie z Toba sierscia na brodzie, ktorej musze nieustannie pilnowac od jakiegos czasu.
W dodatku nieustannie gubie pensetke, chociaz ostatnio kupuje wylacznie w bardzo jaskrawych kolorach.
Mnie też uwiera wolność bluzgu. Bluzgu, nie wolności wypowiedzi.
Dobre nianie wkładały do woreczka groch gotowany.
Heleno, mam kosmetyczkę. Nawet dwie. W każdej prawie ten sam zestaw. Jedna zawsze w torbie, której pilnuję do szaleństwa!
Tylko trochę poklęczę, a potem przerobię na grochówkę
.
A poza tym to jest groch z knajpy „Pod kotem”
http://www.youtube.com/watch?v=hEBc6YCmBkc&noredirect=1
Zaraz, zaraz… Mnie się widzi, że cosik się tu pokićkało. Zostawmy na razie na boku kwestię metafor i przyjmijmy, że JMR wprost zarzucił Tuskowi morderstwo. Jest to obrzydliwe pomówienie, ale nie dotyczy urzędu premiera, bo nawet JMR nie jest tak szalony, żeby twierdzić, iż to urząd zabił, tylko osoby Donalda Tuska, który ma prawo wytoczyć z tego powodu sprawę, jak każden jeden obywatel. I to jest w porzo. Nie widziałbym natomiast powodu, żeby ob. Tuska chronić bardziej niż każdego jednego, albo żeby taką specjalną ochroną otaczać ob. Urzęda.
Nie jest zatem tak, że w Polsce polityków wolno pomawiać bezkarnie, albo że oni nie mają szansy się bronić. Jak najbardziej mają, ale czy chcą, to zależy od nich – tak samo jak od Kowalskiego czy Nowaka, za którymi prokurator nie biega, żeby ich czci bronić i muszą o to zadbać sami.
Pod KNOTEM oczywiście, przepraszam Mordkę
Ja zgadzam się z Liskiem, czemu dałam wyraz na początku dnia.
Musi być jakaś granica prawna, skoro nie mają jej ludzie.
——————————————————————————————————–
Bardzo mi przykro, Lisku, że takie są Twoje wspomnienia.
Najgorsze jest to, że nie zdawałam sobie sprawy z wydarzeń wojennych, powojennych i z tego, że tak potoczą się wydarzenia.
Miałam kolegę, który w jakimś momencie powiedział mi, że możliwe, że będzie musiał z rodziną wyjechać z Polski i ja na to zupełnie nie zwróciłam uwagi, chyba nawet nie zapytałam dlaczego.
Nie wiedziałam, że jest Żydem i nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, był moim kolegą.
Teraz często sobie o nim myślę, czasami popłaczę.
Przy okazji Rymkiewicza zajrzałam do tego papióru ostatniego sortu. Tam jest tego pełno. I pomówienia, i oskarżenia, i co tam tylko Wielki Wódz umiałby nazwać, bo ja nie. Pełny asortyment bezkarnego bluzgactwa.
Ciekawe, czy księdza doktora Bochyńskiego czeka suspensa
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,14907664,__Ks__Bochynski_nie_mial_zgody_na_wywiad___Kuria_sie.html#BoxWiadTxt
Widzę jednak, Bobiku, taką różnicę, ze jak ktoś powie Kowalskiemu, ze ma krew na rękach, to wkurzy to mały krąg osób, ale jezeli w bardzo napiętej społecznie atmosferze ktoś rzuca publiczne oskarżenia w wierszowanej formie, której odbiorcami są miliony ludzi, to już nie jest obraza Kowalskiego, tylko podżeganie do rozprawy ze sprawcą zbrodni.
Wymiar sprawiedloiwosci mie jest od tego by poprawiac spoleczna atmosfere, tylko by wymierzac sprawiedliwosc kiedy naruszane jest prawo.
Wydawalo mi sie ze chodzi o zarzut skierowany do Tuska w roli publicznej – krew na jego rekawiczkach chyba nie dotyczy pomowienia o prywatne zadzganie sasiada. Czy dlatego nie nalezy mu sie sprawiedliwosc? Urzeda nie bardziej, ale na ile mniej?
Siodemeczko, takie takze (!) sa moje wspomnienia, sa i inne, bardzo cieple.
Podobno Anglik nic nie mowi i cichutko wychodzi nie zwracajac na siebie uwagi, a Francuz zegna sie trzykrotnie i siedzi dalej
Definitywne dobranoc
Okej, po opowieści Liska muszę przyznać, że choć miewałem głupich nauczycieli, to akurat nie zdarzyli mi się tacy z głupotą groźną.
68 pamiętam bardzo mgliście, ale przypominam sobie, że nauczyciele z mojej podstawówki cichcem kolportowali między sobą „antypaństwowe” wierszyki (skąd to wiem, to osobna opowieść), a do ORMO należał tylko woźny, ogólnie wstrętny typ zresztą.
Kiedy dzieje sie krzywda obywatelowi, nie czci urzedu. Jesli Tusk czuje sie obrazony jako obywatel, albo nawet urzednik psnstwowy moze isc do sadu. Ale ten paragraf mowi o jakiejs szczegolnej ochronie „organow panstwowych”.
W moich ksiazkach znacznie skuteczniejszy bylby ostry protest PEN Clubu, lacznie z wykluczeniem Rymkiewicza.
Jest, Lisku, ladny wiersz Norwida o pozegnaniach. Zle go pamietam ale byly tam slowa: Wroci i znowu kapelusz polozy…. I cgyba parokrotnie powtarzane slowo Czemu?
O, tu:
Przeczekasz wszystkich?… to dwóch ci zostanie,
A jeden w progu jeszcze ma pytanie
I choć – na zégar spojrzawszy – się sroży,
Ty nawyknąłeś już nie ufać jemu –
Wróci, i znowu kapelusz położy,
I rękawiczki jeszcze zdejmie – – czemu?
Lisku, jeżeli już naprawdę wyszłaś, to na dziś dobranoc
, a na jutro ciąg dalszy: bez względu na to, w jakiej roli Tusk został znieważony, wytoczyć sprawę Rymkiewiczowi może. Może też w sądzie argumentować, że w jego przypadku pomówienie miało szczególnie szkodliwe konsekwencje, bo jako osoba publiczna potrzebuje dobreg imienia do sprawowania funkcji, w związku z czym żąda kolosalnego odszkodowania, które JMR ma wpłacić na cel zbożny, żeby dla innych chętnych do pomówień było to nauczką. Taka ochrona wydaje mi się wystarczająca, zwłaszcza że, powiedzmy sobie szczerze, w polskim sądzie ob. Tusk ma wiele większe szanse wygrania sprawy niż ob. Kowalski.
Helenie natomiast, jak rozumiem, chodzi o to, czy w tego rodzaju przypadkach powinien wejść prokurator i oskarżyć blugacza o pomówienie ob. Urzęda, nawet jeżeli, dajmy na to, ob. Tusk nie ma poczucia, że jego osoba ucierpiała, albo po prostu na żadną sądową szarpackę nie ma ochoty, bo uważa, że więcej na niej straci, niż wygra.
Mnie się to rozróżnienie wydaje istotne – czy chodzi o ochronę polityków jako osób, czy o ochronę urzędu. W pierwszym punkcie jestem za, bo polityk też obywatel i choć można zwyczajowo oczekiwać od niego grubszej skóry, to nie można mu odmawiać praw, które mają inni obywatele. W drugim jestem przeciw, bo paragrafy o ochronie urzędu najczęściej w efekcie prowadzą do tegoż urzędu ośmieszenia, jak nie do czegoś gorszego.
A co, mnie też wolno być za, a nawet przeciw.
Nie chodzi o prawo, jakie ono jest teraz, tylko o prawo, jakie mogło by być.
Zresztą nie wiem, jakie ono jest, a nie mam czasu teraz szukać, bo szukam książek z serii Koliber.
Przypominam sobie jakie kalumnie rzucano na Busha Mlodszego, a on nikogo nie pozywal, bo taka jest cena wladzy i politycznych decyzji, ktore sie podejmuje. Krew na rekach ciagle glosza antyaborcjonisci. Osoby publiczne bylyby zwiazane ciaglymi procesami, jakby chcialy kazdego pozywac. Poza tym pozywanie przez prezydenta czy premiera nadawaloby takiemu szkalujacemu waznosci, popularnosci i zainteresowania. Czyli w pewnien sposob by je legitymizowalo. WSZYSCY i tak wiedza, ze takie szkalowanie jak to przytaczane o Tusku, to jest nieprawda.
Natomiast indywidualna niepubliczna osoba czesto wszystko co ma to dobra reputacje w swoim srodowisku, do tego dochodzi dobre imie rodziny i przyjaciele, wiec w takich sprawach sadzilabym cywilnie o odszkodowanie za szkalowanie dobrego imienia. Bezlitosnie.
Staszniescie duzo narozprawiali dzisiaj. To nie nagana, ale bardzo duzo czasu mi zajelo doczytanie do tylu. A tym czasie w Kanadzie i w mojej rodzinie tez sie duzo dzieje i trzena uczestniczyc, czytac, rozmawiac, naradzac sie.
A bientot!
Zupełnie obok. Czy ktoś wie, gdzie miękko wylądował były kanclerz Lipka? Tak mnie jakoś ten
nurtuje.
Bolesne wspomnienia o nauczycielce, liskowa, bardzo bolesne. I codziennie do takiej klasy z taka pania nauczycielka chodzic!
Ja moja Pania z pierwszej klasy pamietam bardzo serdecznie. I Pana z 7-ej klasy tez.
Ja też większość moich nauczycieli wspominam dobrze i bardzo dobrze
Ze wyladowal miekko, to masz jak w banku, Haneczko.
Jeszcze wychynie. Spoko. Moze go na jakas atrakcyjna placowke wysla. Zdaje sie, ze na Dominikanie sa dwa miejsca zwolnione. Klimat sliczny, dziewczyny ( i chlopaki) palce lizac. Albo kolana, co tam kto woli.
No i ja tak mysle, Kroliku. Ale tez przywyklam do amerykanskiego podejscia do wolnosci slowa. Testem jest tolerowanie takze tych wypowiedzi, z ktorymi sie zupelnie, ale to zupelnie nie zgadzamy (w przestrzeni publicznej, niekoniecznie we wlasnej publikacji, np. takiej jak blogi). I zawsze, w ramach wolnosci slowa, mozna sie goosno, jak najglosniej, nie zgadzac. I nawet czasem nalezy.
Mam nadzieje, ze rodzinnie wszystko sie dobrze potoczy, a co do kanadyjskich przygod, to dzis nie zdazylam jeszcze sprawdzic, czy burmistrz Toronto jeszcze jest burmistrzem, czy juz nie. No i ten pozar na lotnisku w Montrealu. Brr…
Lisku, mowa o mysleniu krytycznym w moim wpisie byla raczej po prostu czulym wspomnieniem moich Rodzicow (jedno juz nie zyje), z wdziecznoscia za ich odwage i otwartosc rozmow z malym jeszcze dzieckiem. Zadnych tu zamierzonyvh porownan z Twoja sytuacja w 68 roku.
Rozumiem, ze burmistrz Toronto tylko „przeprosil” i wszyscy sie z niego okropnie natrzasaja. Bardzo malo uprzejmie.
Kroliczku, trzymam kciuki za Twoja rodzine.
Chciałabym namiary do tego banku z najwyższym oprocentowaniem w dowolnej skali
Hej, łotr nie pozwala mi powiedzieć Dobranoc
No!
Dzien dobry i w biegu
„Testem jest tolerowanie takze tych wypowiedzi, z ktorymi sie zupelnie, ale to zupelnie nie zgadzamy (w przestrzeni publicznej, niekoniecznie we wlasnej publikacji, np. takiej jak blogi). ”
Moniko, naprawde wiem, tez moge sie pochwalic przyzwyczajeniem do demokracji i jej rozumienia mi nie brakuje… ?Nie zgadzam sie z Toba zupelnie i walcze o to bys mogl to powiedziec′, to naprawde podstawowka i oczywista oczywistosc. Nie nalezy tego myslic z pomawianiem o zbrodnie. Wodz juz to tez napisal.
Slowo moze byc zbrodnia, moze zabic. Slowo sie liczy.
Do wieczora
E tam, tatar jest najlepszy
http://smakpodniebienia.pl/homo-sapiens-tu-teraz/
Lisku, mowimy caly czas o tym, ze kazdy pomawiany o zbrodnie moze dochodzic sprawiedliwosci, moze wniesc sprawe do sadu.
Nie chcemy natomiast… albo inaczej: Ja nie chce, bo tak rozumiem demokracje, aby „organom wladzy” przyslugiwala z automatu wieksza ochrona ze strony panstwa niz t.zw. average Joe Kowalsky′emu. To znaczy by „organa wladzy” nawet nie musialy zwracac sie do sadu, aby orzekl czy cos im, organom faktycznie grozi. Wystarcza, ze cos jest dla organow „obrazliwe”, czyli tak dokladnie jak bylo z bezdomnym na dworcu czy Antykomorem. Dopokiu istnieje paragraf prawa mowiacy o szczegolnej ochronie czci i decorum organow wladzy, Joe Kowalsky nie ma szans, bedzie zawsze na pozycjach przegranych, zanim jeszcze nawet zdazy kogos pomowic o zbrodnie.
Bo, jak juz wspominalam, organa wladzy dysponuja organami przemocy, ktorymi nie dysponuje ten stary sklerotyk Rymkiewicz. Wazniejsze jest w demokracji byl wieksza ochrona otoczony byl zly poeta Rymkiewicz niz premier rzadu.
A my sie z Rymkiewiczem rozprawimy smiechem.
Dzień dobry
Do czego to podobne, żeby satrapa sam musiał kawę robić i w dodatku sam ją wypijać!
http://www.csskiller.de/resources/_wsb_507x404_IMG_0008.JPG
A niektórzy mówią, że mamy za mało demokracji.
Cały czas mam wrażenie, że w tej dyskusji trochę „każdy mówi o czym innym, jak zwykle życiu rodzinnym”. I w gruncie rzeczy ja już chwilami nie bardzo wiem, gdzie są faktyczne rozbieżności, więc trudno mi sporządzić ich protokół. Ale spróbuję.
To chyba wokół tego punktu w tej chwili się obracamy.
Chyba wszyscy tu się zgadzają, że słowo potrafi być groźne i nie należy się nim w ogóle nie przejmować. Wręcz przeciwnie, nieraz mówiliśmy o tym, że niereagowanie na słowa kłamliwe, obraźliwe, insynuatorskie, chamskie, jest ogromnym błędem. Pytanie tylko, jak reagować i kto ma reagować.
Nie ma wątpliwości, kiedy chodzi o zwykłego Kowalskiego. On może swoich praw dochodzić w sądzie i trzeba się tylko upominać o to, żeby to dochodzenie było skuteczne.
Raczej też nie ma różnic, kiedy chodzi o tzw. mowę nienawiści i dyskryminacji wobec grup mniejszościowych. Tym z jednej strony powinien się zająć prokurator, a z drugiej strony potrzebne jest obywatelskie i medialne przeciwstawienie się siłom i godnościom osobistom.
Rozbieżność pojawia się w kwestii organów władzy. Jedni (Helena, Monika, Królik, ja) uważają, że osoba pełniąca urząd, kiedy zostanie zniesławiona czy pomówiona, może się bronić z powództwa cywilnego, jak każdy Kowalski, drudzy (Lisek, Siódemeczka) twierdzą, o ile dobrze rozumiem, że taka ochrona jest niewystarczająca i z racji pełnienia urzędu powinno się być chronionym w jakiś dodatkowy, specjalny sposób, np. przez prawną ochronę samego urzędu. Jeżeli zrozumiałem źle, poprawcie mnie.
Pozostaje jeszcze pytanie, na ile polityk powinien reagować lub nie reagować, jeśli pozostaniemy przy wersji z powództwem cywilnym. Czy z kamienną miną znosić wszystkie „pociski i strzały”, czy wytaczać procesy niemal o wszystko, czy przyjąć jakąś umowną granicę, np. zniesławienie chrzanię, pomówień nie daruję.
Mnie, jako centryście, najbardziej pasowałaby ta ostatnia możliwość. Uważam, że gdzieś powinny być granice tego, co o politykach można wygadywać bezkarnie i w przypadku zarzutów przestępstwa bronić się powinni, również w interesie społecznym. Ale nie powinni tej możliwości nadużywać. Procesowanie się o głupawe żarty, jak Tusk z Urbanem, jest bez sensu i tylko odbiera „moc rażenia” ewentualnym procesom o naprawdę ważne sprawy.
Całkiem osobna historia to problem wypowiedzi w porządku artystycznym, albo dyskursywnym. To dotyczy nie tylko polityków i – jak mi się wydaje – jest tematem na odrębną dyskusję. Takie same kłopoty będzie miał sąd z ustaleniem, czy dana wypowiedź jest metaforyczna, czy dosłowna, czy mieści się w ramach wolności artystycznej, czy nie mieści, w przypadku Tuska, jak i Kowalskiego czy urzędu. Toteż tego tematu z pytaniem „chronić osobę czy urząd” bym nie mieszał.
Ufff…
Dobrze, ze Ktos przyszedl i troche posprzatal.
W nocy przeczytalam rozmowe z Autorem ksiazki o poznanskim skandalu w chorze chlopiecym.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,134719,14903725,Rozmowy_z_diablem.html
Jest to jeden z najabrdziej wstrzasajacych materialow (bopdaj od czasu Lowcow skor) jaki widzialam w GW od dluzszego czasu. To co pisze o miescie, o panujacej wiele lat zmowie milczenia wokol procederu uprawianego przez pedofila – zmowy rodzicow molestowanych i gwalconych dzieci, zmowy wladz miejskich, zmowy calego srodowiska artystycznego, w ktorym pedofilia Kroloppa byla przedmiotem towarzyskich zartow. I nawet, nawet! zmowy dziennikarzy, ktorym zalezalo na wyjazdachg zagranicznych wraz z chorem.. I wiecie czym sie to usprawiedliwalo? „Interesem spolecznym”!!!!!
Interes spoleczny wmagal aby kompletrnie zamknac oczy na to co w chorze sie dziealo od wielu lat.
No to czemu sie potem dziwimy, ze interes spoleczny wymagal tez ukrywania pedofilii na zakrystiach?
Boje sie, ze GW moze w kazdej chwili ten materoial zamknac i udostepniac tylko za oplate, wiec kto chce poczytac niechaj sie pospieszy.
Wstrząsający artykuł z GW:
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,134719,14903725,Rozmowy_z_diablem.html
To jest rzecz bardzo istotna, że sprawie pedofili winien był nie tylko Kościół, ale również rodzice, urzędy, organa ścigania, wymiar sprawiedliwości, itd. Wszyscy byli odwróceni.
Dopiero uświadomienie sobie tego wszechogarniającego klimatu zmiatania pod dywan daje prawdziwy obraz tragedii ofiar. Nie miały żywcem do kogo się zwrócić, nie mogły nawet od najbliższych osób oczekiwać ochrony, czy choćby zrozumienia. Straszne.
„z racji pełnienia urzędu powinno się być chronionym w jakiś dodatkowy, specjalny sposób” – wcale tego nie twierdze, z tym ze mam wrazenie ze gdy chodzi o urzad, wszyscy uwazaja ze ten powinien byc chroniony mniej (!) niz Kowalski, i nawet jesli to przyjme (w ramach waznosci krytykowania wladzy), to nie o tyle mniej by dozwalac imienne oskarzenie czlowieka urzedowgo o zbrodnie (morderstwo, morderstwo polaczone z zamachem stanu czy ze zdrada).
I rozni sie to od „krwi na rekach” jako zarzut ze polityk glupio wyslal wojsko na cudza wojne, bo to mu prawnie wolno, ale spiskowac i mordowac danego czlowieka czy ludzi mu nie wolno. Rozni sie to tez od nawolywania do sledztwa, ktore ustaliloby czy.
Niech czlowiek bedzie odpowiedzialny za wlasne slowa.
Cywilne czy nie cywilne? Dla mnie nie cywilne (choc zastrzegam ze sie nie znam), z nastepujacego powodu: mysle ze nie zawsze dokopanie pewnej osobie jest tylko problemem tej osoby. Przedstawienie Lisa w mundurze SS i zakrwawionymi rekoma na okladce jakiegos pismadla nie jest problemem Lisa lecz polskiego dziennikarstwa, bo to jest tu najistotniejsze. Oskarzanie premiera o zbrodnie polityczna tez nie jest sprawa prywatna.
O, widze, ze Pies juz tez zdazyl przeczytac.
Lisku, przyjęcie, że w ramach ważności krytykowania władzy nie będzie się prawnie chronić urzędu, absolutnie nie jest przyzwoleniem na bezkarność pomówień. Sprawca może/powinien być ukarany a) sądownie, z cywilnego powództwa b) głosem opinii publicznej, czyli przez media, internet, kawiarnię, rozmowy w pracy, itd. Jak chodzi o oddziaływanie społeczne (bo zgadzam się, że pomówienie premiera czy prezydenza ma nie tylko osobisty wymiar), ta ostatnia forma kary jest moim zdaniem nawet znacznie ważniejsza (a czasem i dotkliwsza) niż wyrok sądowy. To jest właśnie publiczne żądanie odpowiedzialności za słowo.
Czy urząd powinien być chroniony mniej niż osoba? Moim zdaniem tak, co – jeszcze raz powtórzę – w niczym nie umniejsza możliwości ochrony osoby ten urząd sprawującej.
Czy pomowienie o zbrodnie nie jest wykroczeniem karnym?
(Krolopp byl kierownikiem artystycznym Slowikow po Stuligroszu?)
Dodatek pod wpływem esprit d′escalier.
Wysoki urzędnik, w odróżnieniu od Kowalskiego, ma pewną możliwość samodzielnego chronienia i siebie, i sprawowanego urzędu: może np. wydać oświadczenie, w którym odniesie się do zarzutów i zapowie podanie sprawy do sądu, podkreślając, że chodzi mu o odpowiedzialność za słowo.
Pytanie tylko, czy rzeczywiście dla różnych obłąkańców nie będzie to swego rodzaju nobilitacją i czy w ten sposób nie przybędzie „bohaterów”, którzy też będą chcieli zostać ukarani, żeby prawica ponosiła ich na rękach. Ale oczywiście to samo pytanie pojawia się przy ściganiu z urzędu.
– Jesli ktos wyleje na premiera kwas w ramach protestu (tak samo nieprawnego jak pomowienie o zbrodnie), czy jest to wylacznie zbrodnia przeciw panu XYZ akurat pelniacemu role premiera?
– Czy zamordowanie premiera Rabina, z powodow politycznych (jego zamiar pozwolenia na utworzenia panstwa palestynskiego na Zachodnim Brzegu i w Gazie), a nie prywatnych, jest identyczne z zabojstwem ukochanej/ukochanego na tle romantycznym?
Owszem, w polskim prawie pomówienie jest przestępstwem wynikającym z treści art. 212 Kodeksu Karnego, ale jego ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego. Oznacza to, że pokrzywdzony musi zgłosić fakt popełnienia czynu zabronionego właściwym organom ścigania – policji lub prokuraturze.
Ale dla mojego toku rozumowania nie miało to znaczenia.
Czyli może nie powinienem szczekać o powództwie cywilnym, tylko o oskarżeniu prywatnym.
Mysle ze kazda „osoba prawna” , niewazne czy to osoba prywatna, instytucja publiczna czy urzad panstwowy, maja prawo do tej samej obrony prawnej
Zaraz dojdziemy do pytania o imunitet poslow i dyplomatow
No właśnie, Lisku – wszyscy mają to samo prawo: do oskarżenia prywatnego.
I urząd wcale tu nie jest pokrzywdzony. Odnośny paragraf o pomówieniu twierdzi, że karze za nie podlega każdy kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Czyli i w imieniu urzędu można się odpowiedzialności za słowo domagać.
Wylanie kwasu na premiera jest atakiem na zycie preniera, a nie zniewazeniem urzedu.
Kazde zabojstwo – z powodow politycznych, biznesowych czy w afekcie jest zabojstwem i sprawa sadu jest ustalenie czy istnieja okolicznosci lagodzace (np. zona wiele lat znosila przemoc zanim zadzgala meza, zabojstwo polityczne zostalo dokonane pod wplywem schizofrenii bo glos w mozgu zamachowaca nakazal mu zabic etc.)
Lisku, mozemy tak do us..ej smierci, Ale przypminam ze mowimy naprawde o paragrafie KK o ochronie organow wladzy przed m.in skretynialymi poetami czy antykomorami.
Osobiscie nie widze wiekszej roznicy miedzy zamordowaniem premiera z powodow politycznyvh a podlozeniem bomby w dyskotece – tez z powodow politycznych. To znaczy widze: zbombardowana dyskoteka wywoluje we mnie wieksze oburzenie niz zamordowanie szefa rzadu i w moich ksiazkach powionna skutkowac wyzsza kara niz zamach na premiera.
Nie, Lisku. Szefem konkurencyjnych Polskich Słowików Kurczewskiego.
A to swietnie, Haneczko, bo mam bardzo ladne nagranie Slowikow ze Stuligroszem i juz sie obawialam ze trudno mi bedzie tego sluchac.
Joni Mitchell obchodzi dzis 70 lat.
No przeciez to jakies zwierstwo. Nie przyjmuje do wiadomosci.
– Zamordowanie premiera z powodow politycznych zawiera, oprocz samego mordu, element zamachu stanu, tz proby przejecia decyzji politycznych przez morderce, tz w pewnym sensie zawladniecie panstwem i losem wszystkich obywateli. W wypadku zamachu na Rabina bylo to wyjatkowo skuteczne i pogrzebalo mozliwosc pokoju na wiele lat, jesli nie na zawsze.
Wytypowanym morderca zostaja ojciec proponujacego, staruszek ktory wlasnie ma przejsc do domu starcow a wszystkie wygladaja tak ze wiezienie wcale nie bedzie gorsze… )
(Pare lat potem byl swietny skecz: zebranie lokatorow w domu obok ktorego miasto chce przeprowadzic nowa autostrade, mimo licznych protestow tych pierwszych. W koncu jeden z lokatorow proponuje by zamordowac przewodniczacego rady planowania miejskiego, tlumaczac: To podejscie poskutkowalo swietnie na poziomie panstwowym, czemu by nie mialo dzialac na municypalnym?
Jak chodzi o zabójstwo czy morderstwo, to też uważam, jak Kot, że nie wolno stopniować ważności życia, zwłaszcza w związku z pełnionym urzędem.
A jeśli by już nawet przyjąć podejście skrajnie utylitarne, to premiera można zastąpić, nieraz z wielką korzyścią, innym premierem, ale nikt nie zastąpi matki sześciorga dzieci jej rodzinie. Ale oczywiście podejście utylitarne nie jest w tej sprawie tym, pod którym mógłbym się podpisać.
Tz, jest to zamach nie tylko na osobe pelniaca role premiera, lecz takze na demokracje, bo jest to premier demokratycznie wybrany. Czy to sie przypadkiem nie liczy…??
Zabójstwo premiera może być dokonane przez czystego wariata, który działał pod wpływem kosmitów, albo chciał, żeby go pokazali w telewizji, więc niekoniecznie musi zawierać elementy przejęcia władzy. Choć rzecz jasna może i wtedy jest chyba na to osobny paragraf, dotyczący konkretnego przestępstwa zamachu stanu.
Przypomina mi sie wpadka sprzed lat ktoregos z francuskich prezydentow (Giscard?) ktory wypowiadal przed mikrofonami swe slowa oburzenia po zamachu terrorystycznym na paryska synagoge, mowiac, ze wskutek zamachu”zginelo pieciu Zydow i trzech niewinnych Francuzow”.
)) Zwlaszcza ze Francja raczej nie dzieli swych obywateli na Zydow, Francuzow czy Arabow.
Podobno obecni w czasie tego wystapienia reporterzy byli tak zazenowani i tak im bylo zal prezydenta, ze troche te slowa zachachmecili, poprawili etc.
Bobiku, przestepstwa wariatow to zupelnie inny temat, z dziedziny medycyny. Mowimy o osobach odpowiedzialnych za swoje czyny (z wypowiedziami wlacznie), a raczej o takich ktore w teorii powinny byc ze nie odpowiedzialne.
O ile ja się znam na gwiazdach
, osoby odpowiedzialne za swoje czyny mogą być w tym przypadku sądzone z dwóch paragrafów: za morderstwo (przestępstwo wobec osoby) i za zamach stanu (przestępstwo wobec państwa czy demokracji), czyli w efekcie ponieść większą karę niż ktoś, kto w afekcie zabił niewierną ukochaną.
I tyle może zrobić prawo. Bo odpowiedzialność moralna czy społeczna, to w zasadzie nie jest jego działka, z wyjątkiem „wysokiej szkodliwości społecznej czynu” w sentencji wyroku.
Bobiku, wczoraj zwrociles uwage na to ze u wielu osob stosunek do slowa moze byc wynikiem dorastania w socrealizmie. Mozliwe ze dotyczy to takze podejscia do urzedow panstwowych w ogole. Ja wyroslam w kraju ktory (przynajmniej po mojej stronie Zielonej Granicy
) zawsze byl demokratyczny, i mimo ze powoli nim byc przestaje, i mimo mojego juz od dluzszego czasu b. negatywnego stosunku do wybranych politykow, nadal nie widze w panstwie jako takim i jego urzedach swojego wroga, a gdy takim sie staje, jest to dla mnie aberracja, a nie stan naturalny. W moim rozumieniu panstwo jest dla mnie, ma sluzyc mnie, nie jest wieksze ode mnie, nie boje sie go (narazie), mowic co chce zawsze moglam, a jesli ktos przekracza granice tego co mowic wolno (przeciw komukolwiek) to mi przeszkadza, nie jest to w interesie mojej przestrzeni publicznej. Tak przynajmniej bylo do niedawna
Jesteś stary – rzekł syn – a sędziwość twych szczęk
Kisiel tylko ci jadać pozwala,
Lecz wraz z kośćmi i dziobem zjadłeś dziś całą gęś…
Racz powiedzieć, jak mogłeś to zdziałać?
W dniach młodości – rzekł ojciec – co dzień i co noc
Wiodłem z żoną dysputy prawnicze,
Co mym szczękom nadało ogromną tak moc,
Że przetrwała przez całe me życie.
Tz ze jakies korzysci z tego sa
Ale chyba nikt z obecnych nie uwaza panstwa za swego wroga. Ale panstwo nalezy trzymac w ryzach, w „jezowyvch rekawicach”, jak mowi moja Babcia, bo inaczej Panstwo sie rozbestwia i zaczyna taszczyc po sadach bezdomnego Huberta, ktory cos tam od serca i w pijanym widzie powiedzial na temat urzedujacego prezydenta. Ja tam nawet na trzezwo mowie gorsze rzeczy i niechcialbym byc za to scigany. Na szczescie lapska za krotkie aby sie dobrac do Kota Mordechaja.
Czekałam na Ciebie Wielki Wodzu i nie zawiodłam się
Temat rozprawy doktorskiej: „Dyskusje prawnicze na Blogu Bobika jako ekwiwalent ćwiczeń usprawniających dłonie dla początkujących i średniozaawansowanych studentów pianistyki”
To w gruncie rzeczy nie jest dyskusja prawnicza tylko bardziej tego… filozoficzna, choc prostymi slowami.
Lisku, konkluzja, że tym, którzy są przeciw ochronie urzędu, nie zależy na demokracji, odpowiedzialności za słowo, etc, byłaby tzw. wnioskiem nieuprawnionym.
Zależy tu wszystkim, spór dotyczy tylko tego, jakimi metodami najlepiej to osiągnąć. I ci, którzy twierdzą, że ochrona urzędu w dłuższej perspektywie właśnie przeciw demokracji może się obrócić, mają jednak poważne, oparte na wielu historycznych przesłankach argumenty. Nie znaczy to auotomatycznie, że mają rację, o to można się spierać, ale w każdym razie obojętności na sprawy społeczne (i rolę w nich słowa) przypisać im nie można, bo właśnie z troski o te sprawy argumentują.
Hm, Bobiku, nie bardzo się zgadzam z takim wartościowaniem życia
.
„A jeśli by już nawet przyjąć podejście skrajnie utylitarne, to premiera można zastąpić, nieraz z wielką korzyścią, innym premierem, ale nikt nie zastąpi matki sześciorga dzieci jej rodzinie.”
A jeżeli pramier jest jedynym żywicielem rodziny posiadającej sześcioro dzieci ?
Kocie, wierz mi, że jakieś 60- 80% procent obywateli uważa państwo polskie (państwo, nie w sensie geograficzno-historycznym) za swego wroga.
Młody jestem – rzekł Bobik – lecz na blogu nierzadko
problemami prawnymi się gryzę,
wskutek czego stan zębów mych jest, że spojrzeć hadko
i mam wieczne kłopoty ze zgryzem.
Jeno trójząb się ostał, jak tu kąsać skutecznie?
Nie ma jak sobie pomóc sterydem…
Więc bym w sporach prawniczych czuł się w miarę bezpiecznie,
może trójząb zamienie na dzidę?
Zmoro, ja się w ogóle nie zgadzam z wartościowaniem żyć, co wyraźnie napisałem.
Rzeczony przykład służył raczej pokazaniu bezsensu takiego wartościowania.
Bobiku, powtarzam raz jeszcze:
) . Tz interesowal mnie temat odpowiedzialnosci czlowieka za wlasne slowa, a nie kogo w tym konkretnym wypadku te slowa dotyczyly. Nadal mnie interesuje (temat odpowiedzialnosci za wlasne slowa).
a. Nie o ochrone urzedu, lecz o ochrone wszystkich z urzedem i sprawujaca go osoba wlacznie. W historii z Tuskiem w ogole nie interesowal mnie ani Tusk jako czlowiek, ani Tusk jako urzad, interesowal mnie facet ktory komukolwiek potrafi w przestrzeni publicznej zarzucic czy instynuowac zbrodnie i zaslaniac sie arsem poetykiem (nie poprawiac; nie wiem jak po polsku, tu ars znaczy alfons
b. Poniewaz od poczatku rozmowa zeszla jednak na stosunek do wladz (demokratycznych), sa tu odchylenia w obie strony: z jednej strony ostrosc krytyki powinna byc wieksza niz w stosunku do osoby prywatnej, poniewaz dzialanie wladz ma wiekszy na nas wplyw oraz poniewaz wladza jest wyposazona w sile ktorej latwo naduzyc. Z drugiej strony, przeszkadzanie wladzy demokratycznej bywa przeszkadzaniem kazdemu z nas, bo jest dla nas i przez nas ustanowiona i jest w naszym interesie by dzialala sprawnie. Oprocz tego praworzadnosc, tak czynu jak i wypowiedzi, tez jest grosso modo w naszym interesie.
Lisku, chyba się zaczynamy kręcić za własnymi ogonami.
Wszystko, co miałem istotnego (według mnie) do powiedzenia w sprawie ochrony osoby/urzędu, jak również odpowiedzialności za słowo, już powiedziałem. Jasno z tego wynika, że jestem i za odpowiedzialnością, i za ochroną, tylko nie większą, niż każdego innego obywatela. Nic już nowego w tym temacie nie wymyślę, a powtarzać się nie chcę, bo w końcu znudzone Towarzystwo weźmie nogi za pas i pójdzie na inne podwórko.
Nikt sie nie zgadza z wartosciowanie zyc, ze mna wlacznie („morderstwo jest morderstwem bez wzgledu na range zamordowanego” 13:35
)
Likewise
Ars poetyk to po polsku ars poetica.
Z brzmienia sądząc, musi baba.
Wiem, Bobiku, usiłowałam obrócić to w żart, żeby załagodzić wydźwięk. Nie bardzo mi wyszło
.
W miom odczuciu jest to tak straszne, że nie powinno być głośno wypowiadane.
A czy w przypadku transparentów, na których stoi ” rząd ma krew na rękach”( bywały i takie lub podobne w tonie), zgłoszenie do prokuratury powinni składać wszyscy członkowie rządu po kolei ?
„Rozmowy z diabłem” bardzo ciekawe. Mechanizmy procederu można analizować na tylu płaszczyznach, że aż się w głowie kręci.
A rodzice byli jak w letargu, niemal podprowadzali swoich synów pod te drzwi.
Dawno już nie czytałem takiej okropności. Gdy w Nordeste matka 7 dzieci oddawała córkę „na pomoc” do miasta mogła domyślać się, że zdaje ją na okropny los, ale to był wybór między zrobieniem z niej prostytutki a zamorzeniem jej z głodu. Ale w najbardziej rozwiniętej części Polski kilkudziesięciu (co najmniej) rodziców oddaje synów za polepszenie jadła albo za zazdrosne spojrzenie sąsiadów, to się w żaden sposób nie godzi z myśleniem o Polsce jako cywilizowanym kraju. I nie ma tego jak zrzucić na komunę, okupanta, KRK czy cywilizację śmierci. Po prostu nie wszyscy ludzie dorastają psychologicznie do stawania się rodzicami.
Mnie się to wszystko jeszcze nie całkiem zdołało pomieścić w głowie. Choć przecież pamiętam dobrze te czasy, kiedy „dzieci i ryby głosu nie miały”.
Andsolu, w moim przekonaniu to zdecydowanie coś więcej, niż chęć polepszenia jadła i wzbudzenia zazdrosnych spojrzeń sąsiadów. Wielu rodziców nie cierpi swoich dzieci, nawet jeśli je kocha i jest gotowa dać sobie za nie uciąć głowę. Swoją agresję wyrażają na rozmaite sposoby, zazwyczaj bardzo dalekie od przemocy fizycznej, słownej czy psychicznej, co nie zmienia faktu, że nadal jest to postawa agresywna, motywowana niechęcią wobec własnego dziecka.
Jeszcze inaczej. Dziecko ma spełniać oczekiwania, jest przedmiotowym środkiem do celu, a cel uświęca itd.
W Wielkiej Dyspucie o poecie z gównem w mózgu (to oczywiście jest przenośnia poetycka i przez to nie do zaskarżenia w sądzie) emocjonalnie jestem po stronie mt7 i liska, bo czuję, że jeśli granice dopuszczalności istnieją, to bardzo dawno zostały pogwałcone. Ale ponieważ nic nie mam do dodania powiem dlaczego mam całą sprawę walki o przyzwoitość za kompletnie przegraną.
Wszystko ma swój właściwy moment i tylko wtedy działanie ma sens. Później jest tylko liczenie strat. To po pierwsze. Po drugie, historia Al Capone przypomina, że czasami lepiej działa sierpowy w wątrobę niż filmowy hak w szczękę. Po trzecie, w istocie kandydatów na pożywienie dla lwów zawsze był i będzie nadmiar i należy być sadystą i nie wystawiać ich na arenę.
Sumując te elementy sądzę, że gdy w parę dni po wiadomej katastrofie lotniczej jakieś portale wystawiały relacje o KGB dobijającym ofiary a prokurator nie wdrożył dochodzeń przeciwko adminom za szerzenie propagandy nienawiści i potwarze i nie skazano właścicieli portali na solidne kary pieniężne za upowszechnianie pornografii politycznej, sprawa została przegrana raz na zawsze i radosny Marsz Idiotów od 5% wierzących w zamach (dopuszczalny, bo nieunikniony poziom idiotyzmu społeczeństwa z wykształceniem poniżej średniego) do obecnych 30%, a przyszłych 70% wynika z praw fizyki i biologii.
Nawet jeśli niektóre z tych przypadków były powodowane nieuświadomioną agresją wobec dzieci, to jednak zapewne nie wszystkie, jak wobec tego wyjaśnić te inne?
Do mnie dosyć przemawia podejrzenie Haneczki, że dla wielu z tych rodziców dziecko było przede wszystkim środkiem dla zrealizowania własnych ambicji, więc wypierali wszystko, co temu celowi mogłoby przeszkodzić. A u niektórych motywacją było pewnie najzwyklejsze wygodnictwo i konformizm.
Nie mówię, że to „lepiej” czy łatwiej do przełknięcia. Tylko wydaje mi się, że mamy tu kolejny dowód (zwłaszcza ten konformizm) na banalność zła.
Zgadzam się z Andsolem.
Od strony praktycznej zgodziłbym się z andsolem, że jakiekolwiek kroki, w jakiejkolwiek formie, podjęte przez Tuska teraz, to już będzie musztarda po obiedzie.
Trzeba było nas słuchać. Warczeliśmy w porę, że groźnego idiotyzmu nie należy lekceważyć.
Łajza najwyraźniej też się zgadza z andsolem.
vesper, przypomniałaś mi długą rozmowę w nocnym autobusie, gdy los czyli sprzedawca biletów posadził mnie obok miłej, młodej, inteligentnej i rozmownej kobiety, imponującej energią (prowadziła własne spore przedsiębiorstwo z kilku sklepami) i ciekawym oglądem świata. I zjechało na temat dzieci, gdzie nie miałem wiele do powiedzenia, bo mówi się o problemach, a tych miałem dziwnie mało, więc mówiła ona. I po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że w córce nie wytrzymuje ona różnych cech, które prawdopodobnie biorą się z wkładu genetycznego jej rozwiedzionego męża. Kobieta miała za oczywiste, że musi w dziewczynie zwalczyć te cechy – ale może zrozumiała moje podejrzenia, że mogłoby to doprowadzić dziecko do tragicznego wewnętrznego konfliktu, którego nikt by nie wygrał.
Przypuszczam, że to jest częsty koszt rozwodów. Oddalamy się od tej drugiej połowy śliwki, bo nie pasuje w a, b i c. Ale zostaje potomstwo i bardzo często zostaje w nim a, b i c i nie ma jak zrobić szybkiego rozwodu z dziećmi. Dlatego dawne pomysły o długim narzeczeństwie (może być w dzisiejszej wersji ze wspólnym mieszkaniem) mam za całkiem rozsądne.
Nie wiem, czy już było.
Fragment:
Poznań przez lata tkwił w letargu. Po ulicach chodzili notable, dziennikarze, ludzie kultury, którzy wiedzieli, ale milczeli. Albo mieli na ustach ironiczny uśmieszek. Bo o pedofilii w chórze mówiono w towarzystwie, była tematem anegdot.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,134719,14903725,Rozmowy_z_diablem.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
Oczywiscie, ze dziecko jest dla wielu rodzicow srodkiem do celu. I nie ma takiego swinstwa, na ktore sie niektorzy rodzice nie zgodza, Nie dlatego, ze sa agresywnie nastawieni wobec dzieci, lecz dlatego ze dziecko jest wlasnie, jak powiedziala Haneczka, srodkiem do celu.
Okrutnie i prawdziwie pokazal to Sacha Baron Cohen w filmie Brueno, zapraszajac rodzicow do udostepnienia swych malutkich dzieci do sesji zdjeciowej i pytajac ich o zgode na rozliczne okrucienstwa w czasie tej sesji. Godza sie bez chwili refleksji. Godza sie na wszystko.
To sa PRAWDZIWI rodzice w rozmowie z fikcyjna postacia Bruenona:
http://www.youtube.com/watch?v=w9_4ALl3uuI
Sacha Baron Cohen jest geniuszem w ukazywaniu prawdziwej twarzy czlowieka.
Tu znacznie wyrazniejsza kopia dzwiekowa:
http://www.youtube.com/watch?v=yVRv5u36Huw
Instrumentalne traktowanie jest jednym z przejawów niechęci wobec własnego dziecka, mówimy więc poniekąd o tym samym.
O wolnosci slowa, i o karaniu/tropieniu przez panstwo pomawiania politykow o brzydkie rzeczy juz nic wiecej nie dorzuce, bo i czasu malo, i Bobik z Helena juz, moim zdaniem, temat wyczerpali. A emocjonalne reakcje to juz co innego, co tez zreszta wiadomo, i kazdy je ma, nawet ten, ktory na codzien ich mie nosi na ramieniu. Clinton, o wiele bardziej doswiadczony polityk od Tuska, przez wlasciwie cale swoje dwie kadencje byl poddawany przeroznym pomowieniom, w tym o spowodowanie smierci jednego ze wspolpracownikow (afera z Lewinsky to byla tylko roza na torcie), i on wymyslil, bardzo wczesnie, ze dobry polityk musi byc przygotowany na to, ze ciagle beda go o to czy tamto podejrzewac i oskarzac. I mial nawet, w zwiazku z tym, caly sztab ludzi, ktorzy sie reakcjami na przerozne oskarzenia zajmowali (answer speech with speech), z dobrym pozytkiem. Potknal sie zreszta zupelnie gdzie indziej, jak wiadomo.
Nie wydaje mi sie, zeby Tusk dostatecznie wczesnie mial podobnie energiczne podejscie (on w ogole raczej coraz mniej energia i pomyslami tryska). Co oczywiscie nie zmienia tego, ze druga strona dawno juz dokonala odlotu, i ze ten odlot, z roznych wzgledow, bardzo niektorym pasuje. Jednym, bo w ogole maja spiskowa wizje wszystkiego, innym, bo im odpowiada w rozgrywce politycznej, a jeszcze inni w ogole juz sie pogubili pomiedzy blefujacymi ekspertami, brzozami, ktore byly, choc ich nie bylo, itp. No ale tu juz wchodzimy na teren, ktorym zajmuje moja ostatnio ulubiona polska publikacja (nota bene, wydawalo to dotad Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, na co oswieceniowi encyklopedysci zapewne w grobie by sie przewrocili)…
A ten artykul o pedofilii w poznanskim chorze jest bardzo przygnebiajacy. I dobrze ukazuje role dziennikarza, ktory w koncu te cala sprawe odslonil, wbrew niepisanej, srodowiskowej „umowie spolecznej”. Co mi przypomnialo, ze mialam, szczegolnie dla Heleny (ale polecam naprawde wszystkim wladajacym angielskim) wkleic bardzo ciekawa rozmowe z NYT pomiedzy dwoma dziennikarzami, Billem Kellerem i znanym ostatnio z wielu miedzynarodowych publikacji Glennem Greenwaldem, na temat roli dziennikarzy i typow dziennikarstwa. Czy dziennikarz ma sie wtapiac we wlasne srodowisko, czy ma patrzec wladzy na rece, czy ma raczej z nia wchodzic w uklady? I jesli tak, to jak i do jakiego stopnia? Bardzo interesujacy dwuglos, w ktorym obie strony podnosza ciekawe problemy, i o ktorym obecnie po mojej stronie Atlantyku duzo sie mowi. Pewnie za jakis czas ktos o tym pewnie napisze i w polskiej prasie, ale poki co niech Blog Bobika ma to pierwszy (choc i tak z malym obsunieciem, ze wzgledu na rozne moje swietliste swieta).
http://www.nytimes.com/2013/10/28/opinion/a-conversation-in-lieu-of-a-column.html?_r=1&
Andsolu, a jak trudno jest niedojrzałemu rodzicowi zaakceptować u dziecka to, czego nie cierpi u siebie samego!
I jeszcze, jako podsumowanie, na podobny temat (rozne typy dziennikarstwa, i jakie maja mocne i slabe strony, ), ostatni wpis na blogu prof. Rosena:
http://pressthink.org/2013/11/old-testament-and-new-testament-journalism/#comments
I podrzuciwszy te dwie lektury, znikam zapalac mojemu dziecku urodzinowe swieczki.
A bientot!
Widzę, ze była.
A ja muszę zniknąć tymczasem.
Nie wydaje mi się, żeby ten chór z Poznania był jakimś wyjątkiem. To znaczy chcę wierzyć, że był wyjątkiem w tym sensie, że był w mniejszości. W innych krajach też się podobne historie zdarzały, prawda, mniej drastyczne, przynajmniej te, o których wiem.
Dawno temu współpracowałem parę miesięcy z zespołem Gawęda, bywałem u nich w zakrystii, na próbach i w biurach. O nic nie podejrzewam poczciwego druha kierownika, jednak widziałem tam cały czas kręcących się obleśnych satyrów, słyszałem komentarze i takie różne rzeczy. To byli ogólnie szanowani w stolicy ludzie, z szołbiznesu, etatowi autorzy wszelkich piosenek i opraw muzycznych jeszcze z epoki telewizji Szczepańskiego. Może tylko opowiadacze, nie wiem, nie znam się, w każdym razie nikt normalny by nie chciał, żeby jego dziecko było blisko takiego towarzystwa. A nie przyjmowali tam z ulicy, jakieś zdolności były mile widziane, jednak same zdolności nie wystarczały, badali rodowody.
Larum grają, wojna! Z bronią latają, nawet prawie armatkę przywlekli. Rota i grzmiący patriotyzm. Rekonstruują niepodległą Wielkopolskę.
Bardzo zawzięcie strzelają, z błyskaniem.
Gdyby ten cyrk odstawili ateiści, o ataku na KK grzmiałby nawet nasz Święty.
Moniko, naprawdę Egzorcystę wydawało PWE?
Sorry, ale nie mogę nie rżeć, choć gorzko. To jest chyba jeszcze bardziej obłąkane niż wiersze Rymkiewicza.
Haneczko, a Ty Wielkopolski nie wyzwalasz?
Wstydź się. Przez takich jak Ty jest wciąż jeszcze niewyzwolona.
Dzieki, Moniko, za dwuglos Kellera-Greenwalda. Przypomnial mi liczne dyskusje z warszawskimi kolegami, kiedy po upadku komuny zalozyzylismy wreszcie w Wwie wlasne biuro i zatrudnilosmy grono mlodych, nieraz poczatkujacych dziennikarzy, choc zdarzali sie wsrod nich takze i ludzie juz majacy za soba pare lat doswiadczen.
I nasze rozmowy o „patriotyzmie” i „polskiej racji stanu” tez byly, byly. Pamietam jak bladym switem odbierajac z Wwy jakis news o zadraznieniach miedzy Praga a Wraszawa w kwestii bardzo brudnej elektrowni po polskiej stronie, zapytalam warszwskiego reportera dlaczego w jego doniesieniu nie ma ani slowa przeciwko czemu dokladnie protestuja Czesi. PO drugiej stronie sluchawki najpierw zapadla nieprzyjazna cisza, a potem kolega wysyczal mi: chyba zalezy pani na POLSKIEJ RACJI STANU?
Pamietam jak trudno bylo im nieraz wytlumaczyc, dlaczego my tu uprawiamy takie bardziej „beznamietne” i spokojne dziennolkarstwo, a nie „zaanagazpwane” jak Tygodnik Solidarnosc czy nawet GW.
Spedzilam nastepne 10 minut tlumaczac mu dlaczego „polska racja stanu” nie jest naszym priorytetem. Ani brytyjska. Ani zadna inna.
Ale chyba dopierp wtedy, gdy rozni koledzy przestali pracowac u nas i zaczynali wspolprace z jakims „zaangazowanym” organem prasowym czy innym medium w POlsce , okazywalo sie jak zlymi stawali sie dziennikarzami, jak tracili na oczach wiarygodnosc. Jacek, Michal, Maciej. Kiedys tacy dobrzy…. Moglabym wyliczac i wyliczac. Ale sa tez tacy, ktorzy sie nie zmienili tylko stawali sie z latami coraz lepsi: Maryncia Przelomiec, Renatka Kim. Wojtek Lorenz, bless them.
Widzisz, andsolu, jak mam dobrze? Ten ponury obrzęd, gdybym upadł na głowę i chciał obejrzeć z bliska, odprawia się 400 metrów od mojej chałupy. Inni badacze muszą się przedzierać przez dżunglę i rzeki z piraniami, a ja mogę pójść w kapciach i jeszcze zjeść loda.
A kiedy zaczniemy przygotowania do Marszu Niepodleglosci?
Ja tez chce pomachac tymi tam feremonami czy jak ich tam.
WW a poszedłbyś, gdyby to było celtyckie rzucanie żoną? Folklor ceniony być powinien.
Ponadto, (jak mówi Wałęsa) poszłembym, żeby uwierzyć, że to nie wroga propaganda.
PWE świadczy usługi wydawnicze, nie cenzuruje klientów, Bobiku.
„Bobik z Helena juz, moim zdaniem, temat wyczerpali” . Jeszcze pare osob sie na ten temat wypowiadalo
A ze emocjonalne reakcje kazdy ma, to fakt.
Vesper, to co napisalas jest dla mnie szokujace. Moge sobie wyobrazic jakies elementy niecheci wspolistniejace z miloscia w stosunku do czlonka rodziny, ale swiadome wysylanie na cos takiego trudno mi zrozumiec nawet w stosunku do obcego.
Siódemeczko, ja już dziś chwilami nie jestem pewien, co jest żartem, co na serio.
Ale na serio, to szanujące się wydawnictwo jak najbardziej prowadzi selekcję i wydaje tylko to, co mu się widzi na odpowiednim poziomie, jak również przystaje do linii.
Gdyby ludzie byłi racjonalni, poprzestaliby tylko na takich wysoce sensownych i głęboko uzasadnionych obrzędach, jak obsikiwanie drzewek, albo machanie ogonami na powitanie.
Ale o czym ja tu…
Czasy są trudne, Bobiku, nie ma co unosić się ambicjami.
Wydawnictwa, a jest ich multum na rynku, walczą o życie i przyjmą każdą pozycję, która zapewni im dochód.
No może jeszcze nie wszystkie i nie każdą, ale jeżeli za pismem stoi powaga urzędu kościelnego…
Przepraszam, trudno mi o tym myśleć i pisać.
Dobry wieczór Koszyczkowi,
Ja tytułem sprostowania. Skrótem PWE posługuje się Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, znane tutaj i szanowane. Wydawnictwo, które wydało Egzorcystę posługuje się skrótem Polwen (Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne Polwen), a wydało, bo takie głównie wydaje.
Paradoksalnie, niektórym do głowy by nie przyszło zrobić obcemu tego, co robią własnym dzieciom, Lisku
Często jest tak, że we własnych dzieciach widzą siebie samych, własne dzieci pakują w sytuacje, w których sami sobie nie poradzili, by te sobie poradziły za nich, a gdy to się uda, niechęć rośnie jeszcze bardziej, dorosłego do siebie samego oraz do dziecka. A wszystko to często pod pozorem dbania o przyszłość latorośli, by ta odniosła sukces. Gdy zeskrobać z tych działań tony pudru, lukru, kitu i czego tam jeszcze, pod spodem jest bardzo brzydki widok. A gdy pójść jeszcze głębiej, w samym środku dorosłego siedzi bardzo smutne, opuszczone, bezradne i zalęknione dziecko, które bardzo się boi, żeby jego obecności nie wykryto.
… a gdy to się nie uda… tak miało być
Lisku kochany (wybacz, ze sie tak do Ciebie zwracam, ale Cie przeciez naprawde lubie)!
Jakos mam wrazenie, ze w tej rozmowie pijesz – chyba niepotrzebnie – do mnie (kolejny cytat ze mnie, tym razem bez atrybucji, podany polemicznie, poprzednio tez bylo sporo do mnie, przy odczytywaniu tego, co ja napisalam – niekoniecznie zgodnie z moimi intencjami, i przeciez nie ja jedna jestem wyrazicielka pogladow na temat granic wolnosci slowa, z ktorymi sie nie zgadzasz, do czego zreszta masz oczywiscie absolutne prawo). Otoz ja sie moge z Toba nie zgadzac, moge nawet uwazac, ze zgadzam calkowicie sie z kims innym niz Ty (takze np. co do wyczerpania tematu, bo tematem polemiki – jak wiesz zapewne dzieki blogowaniu chociazby – moze byc naprawde wszystko, od Bardzo Waznych Tematow do Najmniejszego Drobiazgu, jesli sie tylko znajda chetni), ale naprawde nigdy nie chce przenosic rozmowy na dany temat na stopien personalny, co tu sie nam czasem niestety zdarzalo.
I czego wolalabym uniknac, podobnie zreszta jak lapania sie nawzajem za slowka.
Heleno, tak myslalam, ze ta rozmowa z NYT Cie zaciekawi.
Duzo sie teraz o tych sprawach tutaj mowi, i mysle, za Jay′em Rosenem, ze chyba jest miejsce na oba rodzaje dziennikarstwa, i oba sa potrzebne – byle w dobrym, profesjonalnym wykonaniu. Przez dlugi czas tutaj dominowalo dziennikarstwo „obiektywne”, ktore niestety przegapilo pare waznych spraw, wiec teraz jest wieksza otwartosc na model, w ktorym wladzy (szeroko rozumoanej) patrza na rece i dziennikarze obiektywni, i dziennikarze zaangazowani, i otwarcie sie do tego
zaangazowania przyznajacy.
Bobiku, to na szczescie nie jest PWE, tylko cos pod nazwa POLWEN, wiec rzec mozesz nieco mniej gorzko. Niemniej jednak skrot ten oznacza, co przeczytalam w stopce magazynu, Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne, wiec dalej jednak rzec mozesz (ze mna w chorze).
padalo, pada i bedzie padac
gole drzewa, gole Tereny Zielone, taki DUZY krok do zimy
16000! Gratulacje dla wszystkich !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nawet jeden glos na poczatek 17-ego tysiaca.
Siodemeczko, czy ks. L. wie o tym, ze ciagle zwieksza sie ilosc podpisow i ze nie jest zapomniany?
Moniko
W tej rozmowie zupelnie nie pilam do Ciebie, naprawde, odpowiadalam na to co pisalas tak jak i na to co pisali inni. Nie zgadzalam sie z Toba, co jest OK, troche usilowalam polemizowac, takze przekonac, Ciebie i innych, co chyba tez jest OK. Cytowanie, jak u mnie zawsze, bylo czysto techniczne, pokazac do czego odnosi sie moja odpowiedz, tym bardziej ze te etapy rozmowy z Toba rzeczywiscie robilam w biegu, a chcialam sie do Twoich slow ustosunkowac. Ani cienia personalnego w tym nie bylo, z wyjatkiem oczywiscie samej rozmowy z Toba
Za to Twoje ostatnie sformulowanie rzeczywiscie przeczytalam ze zdziwieniem: gdybys napisala ze slowa Heleny i Bobika wyczerpuja Twoj punkt widzenia, bylo by to dla mnie jak najbardziej zrozumiale, ale powiedzenie ze ich slowa wyczerpuja temat, oznaczalo w moim rozumieniu ze tylko to co Helena i Bobik na ten temat napisali jest istotne (i definitywne), choc bylo nas tu wiecej. Jesli byl to tylko problem Twojego sformulowania badz mojego zrozumienia, nie ma sprawy, za slowka tez nie chce sie wzajemnie lapac, chyba ze za te mile
p.s. Mozliwe ze zostal z przeszlosci cien nieufnosci, mam nadzieje ze minie. A za dobre slowo serdecznie dziekuje
frakcji niemieckiej polecam swietny film dokumentalny, oczywiscie nie tylko frackcji (niestety duzo gadanego po niemiecku, ale tez angielski, hebrajski i inne tez)
mysle ze Liska moze bardzo zainteresowac
http://www.rbb-online.de/doku/e/Ein-Apartment-in-Berlin.html
ciekawy, kontrowersyjne sceny
umiecie otwierac zdjecia z nieaktywnych linek? doprawdy latwo
Niestety, Rysiu, takich nie umiemy. Musielibyśmy mieć dostęp kabelkiem do tego komputera z czystą klawiaturą.
WW mial pomysl, teraz z kabelkiem
https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/1397007_224299571080112_1165161837_o.jpg
https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/905280_224299617746774_1675637303_o.jpg
https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/903175_224299657746770_80685090_o.jpg
https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/906453_224299694413433_1571039335_o.jpg
https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/1403731_224299731080096_1547003192_o.jpg
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/963850_224299824413420_321977782_o.jpg
O to wlasnie mi Lisku chodzilo. Jesli juz sie lapac za slowka, to tylko za te mile.
Chodzilo konkretnie o: „temat” – blogowy, w tym momencie (Bobik juz ku zamknieciu zmierzal, ja sie z nim zgodzilam, Ty niekoniecznie musisz), o wspomnienie szkolne o moich wlasnych rodzicach i nauczycielach (zadnych porownan z Twoimi), itp. Typowe nieporozumienia przy pisaniu w biegu (kto nie pisze na blogach w biegu, ten niech pierwszy rzuci kameniem).
Ale jak za duzo takiego lapania za lokiec, to bywa tak, ze sie odechciewa odzywac … Przynajmniej mnie sie to juz zdarzalo, innym takze,
, wiec usilnie chcialabym tego zawczasu uniknac.
A teraz ide sie przygotowac na najazd Mlodych Energicznych Osob, czyli urodzinowe przyjecie Matyldy.
Na razie prawi mlodszej siostrze, z mina osoby doswiadczonej zyciowo: „when I was young…” Na co Zosia rezolutnie jej doradzila, zeby juz teraz zaczela pisac memuary.
jeszcze raz adres:
https://maps.google.de/maps?client=safari&q=berlin+friedelstr+40&oe=UTF-8&ie=UTF-8&ei=X-l7UtcB6ajgBLuggfgN&ved=0CAoQ_AUoAg
Szanowny Koszyczku!
Jesli to nikogo nie zainteresowalo, to bede cieszyc sie w samotnosci. Ale 16 tys. podpisow na liscie poparcia ks. Lemanskiego to jednak cos.
Co to są (jest) KATULKI? Po słowiańsku to by było coś okrągłe, ale czy dobrze kombinuję?
Meki, zauważone, zauważone…
Ja myślałam, że „katulki” to takie tulące się katoliczki, ale w necie znalazłam coś takiego :
?(…) Każdy zaś pieróg będzie mógł zawierać, oprócz zwykłego w tych razach nadzienia, najrozmaitsze nasze niespodzianki, które sprawiają, że każdy posiłek staje się ciekawszy i emocji pełen, zawierając w sobie odrobinę ryzyka.
Kiedy już sie sklei, można przystąpić do części następnej,
czyli do ugniatania w rękach z reszty farszu tak zwanej katulki – jednej – albo, kiedy dopisze szczęście i pomyślność, nawet i kilku. Taka katulka z ręki gospodyni jest najpiękniejszym dnia ukoronowaniem, za pracę nagrodą, wysiłku osłodą i poczęstunkiem niespotkanym
w całym świecie. Kto nie jadł katulki, nic nie wie o życiu. (…)”
Tomasz Różycki, ”Dwanaście stacji”, st.27
Cóż za brak romantyzmu!
gdzie jest linka do listy?
Meki, nie widzialem, ale wierze
widze ze Demetria trafila na blog Irene
malo romantyczne? smaluje wysmienicie, wyglada tak:
https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/922720_168355059998341_1142582304_n.jpg
Rysiu, cukiernia urzadzona jak ladny dom
Film wydaje sie b. ciekawy, niestety za malo rozumiem…
Lisku, doczytalam, jeszcze Twoje P.S. „Cien nieufnosci z przeszlosci”… Hmm. To dodam tylko krotko, ze byc moze przeszlosc moze byc inaczej widziana/pamietan/odczuwana z drugiej strony. I ogolnie to ja mam podejscie typu Buddha board, o ktorym tu juz wiele razy pisalam. Takze wtedy, kiedy z jakichs powodow czuje sie sama pokrzywdzona. A takie przypadki sie mi i owszem zdarzaly, takze w zyciu blogowym.
Wtedy zas szczegolnie staram sie za slowka nie lapac, bo wiem, ze moge sama cierpiec na bias.
A za dobre slowo nie musisz nawet dziekowac, bo to sie rozumie samo przez sie.
Jedna taka, rzeczywiście to jest inne wydawnictwo, ale przy wyszukiwaniu wyświetla na stronie PWE:
http://www.poczytaj.pl/w/520
Więc to są katulki. Bobiki tego pewnie nie jedzą, ja tak.
To nie jest strona PWE Siódemeczko, wygląda na jakąś zbiorczą z tagiem PWE, co można rozwinąć jako Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne albo Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne. Tutaj jest sklep PWE i żadnego Egzorcysty tam nie ma.
http://www.pwe.com.pl/
Jedna z niewielu słodkości, którą Bobiki jadają i traktują ją jako lek antydepresyjny, to są drożdżowe bułeczki z różą. Właśnie upiekłem, więc mogę rozprowadzić na blogu w ramach bankietu z okazji 16 tysięcy. Częstujcie się.
Tylko Wódz na końcu, bo gdyby się dorwał wcześniej, to inni mają przechlapane.
A tutaj jest to drugie PWE – Polwen
http://www.polwen.pl/ki-4/zagrozenia_duchowe.html
Cukiernia i owszem
, garnki piękne, coś do picia dają, ale nigdzie nie widzę nic do jedzenia.
Nie wchodząc już w to, które wydawnictwo jest w końcu które, zauważę, że jak coś się nazywa encyklopedyczne i wydaje Egzorcystę albo coś w podobie, to normalne to jednakowoż nie jest.
Tak, widziałam już Polwen.
Meki, nie wiem, czy Ks. Wojtek wie, nie utrzymuję z nim codziennego kontaktu.
Teraz zresztą bierze udział w akcji promocyjnej swojej książki, wiec jest pewnie dosyć zajęty.
Rysiu, jeśli smakuje tak, jak wygląda, to pozostaje tylko Starą Kota poprosić, żeby spróbowała, a Kota, żeby opisał tę przyjemność
A tu taki przyjemny adres:
http://www.sztetl.org.pl/pl/cms/aktualnosci/3750,otwarto-centrum-spolecznosci-zydowskiej-w-warszawie/
Lisku, film BARDZO ciekawy, sam pomysl „odtworzenia mieszkania rodziny Adler. Swietnie dobrani dzisiejsi mieszkancy
).
(kazdy z inna historia emancypacji od Izraela, holocaustu), wyjatkowy jest tez koniec z mocna prowokacja Yoav (widac jak
zmienia sie jego sylwetka, sposob stania, chodzenia po zalozeniu
…….. nie zdradze czego
jedzenie? wyglada tak:
https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/1441334_696921876986810_329646971_n.jpg
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/1391792_696922170320114_1398796981_n.jpg
Kocie, czy mozesz wyslac Stara w delegacje do B.? Patrz, jaka gora czekolady, opisz prosze Starej watroby bole.
Mar-Jo, jestes na Wschodzie, czy co, czy jak?
porywam buleczek garsc i………..
pstryk
mt7: bierze udział w akcji promocyjnej swojej książki – a wolno mu? No, rozumiem, to nie blog, ani tv, ani artykuł, ale działanie publiczne.
Już wiem, co mi te katulki z brzmienia przypominają. Sepulki.
Andsolu, nie jestem stróżem brata mego.
A poważnie, Ks. Boniecki z zakazem też jeździł po Polsce i spotykał się z ludźmi.
Co prawda, to przełożony zakonny określił zakres ograniczeń Ks. Bonieckiemu. W Tygodniku Powszechnym dalej pisuje.
A o zakresie obowiązującym Ks. Wojciecha nie mam pojęcia.
Se pulki se puku?
Bardzo ładne zdjęcia, Rysiu. Nadzwyczajnie. Wątroba zawyła ze zgrozy na ten widok, ona się nie zna.
Dzięki, Rysiu, apetyczne jedzonko i klimatyczne miejsce.
Moniko, cien nieufnosci z powodu przeszlosci byl w moim rozumieniu obustronny; co do niecheci do pisania, owszem sie zdarzala, niektorym nawet dosc dlugo. Domyslam sie ze Buddha board to cos w rodzaju carte blanche – wracanie do watku pokrzywdzen, nawet w charakterze wzmianki, niezupelnie sie z nia pokrywa. Proponuje bysmy zostawily te przeszlosc po prostu, calkowicie, bo im wiecej bedziemy mowily ze o niej nie mowimy tym gorzej, a mam wrazenie ze nie jest nam ona do niczego potrzebna…
Rysiu, apetyt na film rzeczywiscie mi sie zaostrzyl (wiedzialam o planach zrobienia tego filmu , choc mial go robic ktos inny), moze gdzies sie znajdzie wersja z tlumaczeniem na angielski..
Bobiku zerknij na ostatni wpis na liscie. Ktos nam donosi o innym podejrzanym wpisie.
Dzieki za drozdzowe buleczki. Akurat na dzisiejsze obchody.
Rysiu, nie wodz na pokuszenie. Bardzo niezle wyglada.
Dzieki, Siodemeczko. A bez wzgledu na to czy mu wolno, czy nie wolno, mam nadzieje, ze okazywane mu zainteresownie w zwiazku z ksiazka tylko mu dobrze zrobi i choc na chwile humor poprawi.
Pokrewieństwo katulek z sepulkami jest absolutnie pewne.
Bardzo proszę o bułeczkę, opadłam z sił. Jak tylko ździebko się wzmocnię, radośnie opiję te 16 tysięcy. Gdyby ktoś chciał pić już, to butelka jest tam, gdzie zwykle.
Znaczy, w segregatorze trzecim z prawej.
Przepiękny jest ten dzbanek z zielonym wzorem koło napisu „katulki”.
A nie, wcale nie chcialam powiedziec carte blanche (wolna reka), tylko biala kartka, tz czysty poczatek…
Za pozno na mnie..
Dobrej nocy!
http://www.youtube.com/watch?v=AW93IP5tnY0
Katulki wydaja mi sie zblizone do buleczek
Lisku, gwoli zupelnej uczciwosci, „cien nieufnosci” akurat wspomnialas Ty pierwsza, nie ja. Ja tylko zwrocilam uwage na to, ze ze wszystkich zwolennikow danego podejscia do konkretnego tematu akurat polemicznie wybieralas w pewnym momencie mnie. A ja z reka na sercu cienia nieufnosci do Ciebie, ani zreszta do innych, naprawde nie mam, i nie mam zamiaru w przyszlosci go hodowac.
Ogolnie wiec sie chyba zgadzamy, a o szczegoly z przeszlosci (takze przez Ciebie po raz pierwszy przywolanej, nie przeze mnie) nie warto sie spierac.
A o Buddha board tu pisalam kilka razy (pisze sie woda na tabliczce, po czym dosc szybko rysunek znika, i mozna to znikanie obserwowac). Ilustruje to ogolne przemijanie wielu naszych wyobrazen – o sobie, o innych, o wlasnych, czasem bardzo mocnych emocjach. Bardzo lubie ten buddyjski dystans, i to, ze lzej niz na Zachodzie traktuja ego. Co zreszta nie znaczy, ze bycie buddysta oznacza zamienienie sie w door-mat. Far from it.
Ale co ja tu bede mowila.
Przeciez „Zen tak, Maryja nie” jest powaznym ostrzezeniem, i zdaje powinnam sie nim encyklopedycznie kierowac. Tak przynajmniej twierdzi wiadomo ktore czasopismo.
Dlaczego zeen tak, rozumiem, choć nie rozumiem, dlaczego popiera zeena akurat Egzorcysta.
Ale dlaczego według Egzorcysty Maryja nie, to już dla mnie Wielka Zagadka.
Toast za 16 Tysiecy wznosze kieliszkiem bardzo aksamitnego ajerkoniaku z Tesco – pozywny i wzmacnia charakter.
Od wczoraj kiedy przecztalam te rozmowe z Autorem ksiazki „Maestro” jakos nie moge sie uspokoic, tak mnie ta rozmowa rozlozyla i nieustannie przypominaja sie jakeis sformulowania..
A jeszcze teraz aby sie dobic ostatecznie przeczytalam o przeprosinach tego ksiedza Bohymskiego czy jak mu tam. Wstrzasajace przeprosiny. Bardzo w duchu listu wystosowanego przez JPII do biskupow amerykanskich, ktory kiedys tlumaczylam. W odpowiedzi na amerykanskie interewencje w sprawie pedofilii w Kosciele katolickim, JPII przypominal duchownym, ze zopbowiazali sie do celoibatu, ktory ich wciaz obowiazuje. I ani slowa o ofoiararch. Ani sloweczka! Zlamanie celibatu bylo w tym wszystkim najwazniejsze. Ten ks. Bohymski (Bochymski?) przeprasza za wyrzadzenie „krzywdy Kosciolowi”.
Jakos przestaje rozumiec swiat.
Wiedzialam ze to napiszesz…
Owszem wspomnialam go pierwsza, z nastepujacych powodow:
(w porownaniu np z ignorowaniem czyichs opinii).
a. Mialas odczucie ze w ostatniej dyskusji pije do Ciebie, choc ja wiedzialam ze tego nie robilam
b. Mialas wrazenie ze w moim cytowaniu Ciebie jest jakis ton, podczas gdy dla mnie byl to skrot techniczny
c. Przeszkadzalo Ci ze czesto odnosilam sie akurat do Twoich wypowiedzi, podczas gdy w moich oczach byl to komplement
Owszem zdarza mi sie ze jestem rozumiana opacznie, ale odnioslam wrazenie ze w tym wypadku bylo tego znaczaco wiecej niz zwykle, i z tego wywnioskowalam ze cien nieufnosci sie tu placze… Dlatego o nim wspomnialam, bo pomyslalam ze te cienie sa jak baloniki – wspomniec o nich to tak jak je przekluc…
Am I excused?
To jeszcze wrzuce ciekawe zdjecie:
http://www.haaretz.co.il/polopoly_fs/1.1866179.1353064854!/image/448804407.jpg
Jest to para Zydow, jogistow, ktora nie tak dawno nawrocila sie na religie ortodoksyjna, ale z jogi nie zrezygnowali i nadal jej nauczaja (on mezczyzn, ona kobiet), w bardzo religijnej dzielnicy pod Jerozolima.
To tez oni
http://www.haaretz.co.il/polopoly_fs/1.1866180.1353025117!/image/2550411422.jpg
Definitywne dobranoc
Wodzu, co segregator, to butelka.
Tak, mnie te przeprosiny za „zło wyrządzone Kościołowi” też bardzo uderzyły. Ale nie zdziwiły
Mysle, zev jakby ten pan nie zdejmowal tej lisiej czapoki do stania na glowie, byloby mu znacznie przyjemniej, miekcej w czaszke.
Bochyński się nazywa. Ten ksiądz.
Co tu jest niezrozumiałego. Zachował się jak typowy pracownik korporacji. Naraził wizerunek, więc przeprasza.
Właśnie jestem w Poznaniu. Jeden kolega dziś powiedział mi ciekawą rzecz: że Krolopp za PRL był znakomicie ustawiony z władzami. Po prostu zabierał ich w podróże zagraniczne i tak ich kupował.
Jednocześnie kolega wyraża wątpliwości, czy rzeczywiście w kwestii jego pedofilii było tak, jak prasa opisuje. Bo WK miał stałego partnera od lat, więc niby po co mu były dzieci. No i „zauważ, na czym opierało się oskarżenie – na zeznaniach tylko dwóch osób! I skąd my to wszystko o nim niby wiemy? Tylko z mediów”.
Hmm…
Bobbbbyyyyyyyy!
A Lisku, obawiam sie, ze opaczne rozumienie wystepuje tu w takim razie po obu stronach. Nie, nie mam cienia nieufnosci wobec Ciebie, natomiast byc moze sa tu winne kulturowe/personalne roznice (tutaj zwykle, i ja takze, nie wybiera sie jednej osoby do polemiki, gdy jest wiecej osob opowiadajacych sie za jakims pogladem na sprawe; nie oczekuje sie takze, ze kazde slowo zostanie w dyskusji dookreslone az do bolu – naprawde mialabym zamykac temat wszem i wobec, really?). Wiec nie, z reka na sercu – nieufnosci u siebie nie odczuwam. W ogole jest ze mnie a trustinfg sort of girl.
A jesli to nieporozozumienie, to moze lepiej, ze zostalo wyjasnione, niz zeby sie dalej gdzies paletalo po sercu jalo dalszy cien nieufnosci.
Bobik, myslalem, ze system sie na mpojego Kota soe uwzial i wcl mu okolo 10 wpisow, ale okazalo sie, ze uwzial sie na Kocoia ortografie Kociego imienia.
Wiec tymczasem Mordka odwoluje alarm
Rzeczywiście hmmm, Kierowniczko. Jakby pedofile nie miewali stałych partnerów, partnerek, a nawet bardzo stałych od lat żon, z którymi płodzą dzieci
Jesli Bochynski (dalej uwazam te forme nazwiska za niegramatyczna) zachowuje sie jak czlonek korporacji, to byloby lepiej dla wizerunku owejze korporacji by przeprosil ja gdzies na boku i dyskretnie, a dla klientow wydusil z siebie jakies ple-ple kochani klienci, nie chcialem was urazic ple-ple.
Czasami wydaje mi sie, ze slowo „przepraszam” jest najtrudniejszym slowem w jezyku polskim dla native speakers. Jakby za kazdym wypowiedzeniem „przepraszam” z hukiem spadala im korona z glowy i rozsypywala sie w pyl.
Heleno, polscy native speakers występują w przyrodzie nie tylko w sutannach. Czy ludność cywilna mogłaby liczyć, że ładując z dział do celu, będziesz się starała unikać collateral damage?
Tak, byłoby lepiej dla korporacji, ale korporacja o tym nie wie. Oni po prostu nie rozumieją sytuacji i przez rozum tu się nie trafi, tylko biciem i tresurą. Na razie pojęli tylko tyle, że z powodu takiego gadania jest smród, ale dlaczego? No kurde, dlaczego? Chyba nie chodzi o to macanie ministrantów, no bez jaj, to pewnie jakaś polityka.
Ach gdybyz to byla tylko cecha tych w sutannach. Ale nie jest. Powiedzenie przepraszam jest trudne takze i dla licznych swieckich.
WW
No fakt, argument ze stałym partnerem jest wręcz rozbrajający naiwnością. Kierowniczko, kolega chyba nie ma większego pojęcia o pedofilii
Świadków może tylko dwóch odważyło się zeznawać w sądzie, ale z reporterem rozmawiało chyba znacznie więcej.
Ech, a Helenka swoje. I jak tu potem uwierzyć, że nie jest uprzedzona do Polaków en masse, skoro nawet przy tej okazji nie szczędzi uogólniających, negatywnych uwag. I jak uwierzyć, że krytykując, bije się zawsze we własną pierś, skoro konsekwentnie o Polakach pisze „oni”?
O, przepraszam bardzo, ale coś tu się nie zgadza. Ja, native speaker, powiedziałem właśnie przepraszam i wcale to nie było dla mnie trudne.
A gdzie napisalam „oni”?
Czy „im” to nie jest celownik od „oni”?
Ni ma letko, Heleno, napisałaś. Jakby …spadala im korona. „Im” to jest celownik od „oni”, nie da się ukryć.
Łajza, czy ty dziś nie przesadzasz?
Przesadza, przesadza, ale nie przeprosi, bo jest Polish native speaker
Przepraszam!!!
Vesper, wolno Co nie uwazac mnie za Polaka czy za native speakera, ale nie kaz mi sie jeszcze z tego tlumaczyc. To jest bardziej Twoj problem niz moj.
Gdybym tylko takie problemy miała, życie byłoby całkiem proste
Ale to naprawdę nie moja wina, że czasem się tak ładnie podkładasz
Łajza zdemaskowała się jako niepatriotyczny element.
Rozumiem, ze podkladam sie „Wam, Polakom”.
No pieknie, Vesper.
Co prawda, to prawda, Heleno, tym razem faktycznie się podłożyłaś, ale wszyscy skądinąd wiedzą, że potrafisz to przyjąć mężnie i z humorem, jako i pozostali przyjmują.
Zawsze może zawołać Kota, Heleno. On potrafi gryźć i drapać z większym wdziękiem
„Podłożyć się” w takim kontekście oznacza mniej więcej „postawić się w takiej pozycji, która aż się prosi o skorzystanie i wytknięcie potknięcia”. Czyli nie podkłada się komuś, tylko tak w ogóle.
Z form gramatycznych istotnie wynikało zdystansowanie się od native speakers i w tym sensie było to podłożenie się. Ale na litość faraona, nie róbmy z tego poważnej sprawy, bo gramatyczne potknięcie na pewno nią nie jest.
Nie pytaj, komu się podkładasz, podkładasz się sobie
Czy jakoś tak to szło
Sorry, Bobik. Nie przyjmuje dzielnie i z humorem wykluczania mnie, a tlumaczenie sie dla mnie z mojej , byc moze urojonej, polskiosci jest czyms nieslychanie upokarzajacym.Ja sie w te klocki nei bawie. Koniec, kropka.
Daj spokój, Heleno. Nikt Cię nie wyklucza. Vesper zwróciła uwagę na to, że używając formy „oni” sprawiasz wrażenie, jakbyś wykluczała się sama, stawiała poza polskimi native speakers. Ja też odniosłem wrażenie, że to była niezręczność, ale warta co najwyżej potraktowania z przymrużeniem oka i na to przecież zeszło. Nikt Ci się nie kazał tłumaczyć z polskości, jeżeli już, to zwrócić większą uwagę na formę.
Heleno, nikt Cię przecież nie wyklucza. Ty sama, przynajmniej w sferze komunikacji blogowej, wykluczasz się, po czym się wkluczasz, znów wykluczasz, a potem znowu wkluczasz. I tak w koło Macieju, w zależności od tego, z której strony argumentujesz. Ja tylko zapaliłam światło w chwili, kiedy się przemieszczałaś, czym być może naruszyłam jakąś niepisaną umowę. Czyli niniejszym przepraszam i oświadczam, że korona mi z głowy z tego powodu nie spadła, co być może i mnie wyklucza z grona native speakers
O, znów Łajza.
„Czasami wydaje mi sie, ze slowo „przepraszam” jest najtrudniejszym slowem w jezyku polskim dla native speakers. Jakby za kazdym wypowiedzeniem „przepraszam” z hukiem spadala im korona z glowy i rozsypywala sie w pyl.”
Bronię Heleny:
Wstawmy w miejsce native speakers słowo Polaków.
A teraz trudniejsze:
Gdyby tekst ten napisała Haneczka/Wódz/ foma/…/zeen/…
Czy też byłaby to niezręczność?
Otóż ja to przeczytałem, jak najczęściej się staram to robić w ten właśnie sposób – „przeźroczyście” – czyli unikając kontekstów związanych z piszącym a zważając na trafność obserwacji.
Z którą się zgadzam w całej rozciągłej złości.
Amen
PS
co nie zmienia faktu, że nagłe zapalenie światła często bywa przyczyną złapania oświetlonego za uczynek
Zeen, gdyby napisali to wyliczeni przez Ciebie, niezręczności by może nie było (może, bo niewykluczone, że też by to zabrzmiało jakoś wyższościowo). Ale gdyby napisała /Monika/Lisek/Ryś/Królik…/ja, to znowu by była. Albowiem jednak mieszkający za granicą muszą w takich przypadkach bardziej uważać, żeby nie wyjść na takich, co się odcinają czy wywyższają.
Nie ma to nic wspólnego z etnicznością, tylko po prostu z miejscem zamieszkania. I nie ma co udawać, że ten kontekst nie ma w ogóle żadnego znaczenia. Ma o tyle, że przez wiele lat Polacy w kraju mieli wobec zagranicy kompleksy, wynikające z zapóźnienia cywilizacyjnego za żelazną kurtyną, a Polacy, którzy wyjechali, nierzadko wobec nich szpanowali i pokazywali, o jakie niebo są bardziej światowi, obyci, mądrzejsi i w ogóle. Została po tym pewna nadwrażliwość, którą łatwo zrozumieć. Dlatego „zagraniczni” powinni w tym punkcie wykazywać delikatność i bardzo się pilnować, żeby, jeśli krytykują, to z pozycji „my”, a nie „wy” albo „oni”. Ament.