Migawka sieneńska
Po przodkach jakichś Bobik miał włóczęgowskie geny,
więc pętał się po świecie, aż trafił raz do Sieny
i szczeknął: coś tu kupię, bo mam na razie za co,
na przykład bilet wstępu do tego tu palazzo.
Pubblico się nazywa, co daje mi nadzieję,
że również psim osobom wstęp tu wzbroniony nie jest.
O cenę zatem szybko wywiedział się w tedesco
i wszedł, a tam gdzie spojrzy, na ścianie jakieś fresco.
Pies biega i w kąt każdy z zachwytem naso wsadza,
wtem patrzy – na tych freskach to zła i dobra władza,
na temat jednej z drugą znaczące zaś konkrety
przecudnie wymalował niejaki Lorenzetti.
Tę dobrą poznać po tym, że wszystko się rozwija,
że wszędzie jest harmonia, a nie medialna chryja,
że chłop ma tłuste wieprze, a kupiec dobry towar,
że dba o wspólne dobro najgłupsza nawet krowa,
a wreszcie, że dla władców, co głów nie mają ciasnych,
ważniejszy jest interes publiczny, a nie własny.
Ach, gdzież jest taka władza! – wykrzyknął pies w euforii,
a z boku szepnął rodak – ech, tylko w alegorii.

Och, Bobik, wasnie wybieralem sie aby Ci napisac, ze po 24-godzinnym wypoczynku posttoskanskim poprosze abys sie zabral za kuplety, bo bardzo mi brakowalo Twojego Kabaretu, a tu prosze!
No, pojde poroznoscic.
Dziekuje.
Kocie!
Przeczytalem twoje wczorajsze wpisy i sie podpisuje. Calym Kotem. I nie z powodu kociej sztamy. Z jednym malym zastrzezeniem. W Polsce zostawilem nie tylko groby lub raczej brak grobow, ale tez troche b. bliskich mi osob. Pokrewnych, choc nie przez krew. I ilosc krzyzy w szkolach i tym podobne sprawy w Polsce sa mi bliskie ze wzgledu na tych bliskich.
A Lemanski to Mensch i nie tylko dlatego, ze za moich krewnych sie modli. Choc bardzo mi na tym zalezy, zeby mogl modlic sie dalej za moich i nie za moich.
http://wyborcza.pl/1,75478,14822409,Najwieksze_problemy_Kosciola__Pedofilia__homoseksualizm_.html
Konflikt Lemanski-Hoser na koncu artykulu. A ponad polowa nie uznaje prawa do krytyki hierachow! Szkoda.
Ciekawe czy lud uznaje, że papież może ich krytykować.
22°!!!! 22 pazdziernika
a Bobik u Ciebie?
Tylko polowa nie uznaje? Toz to znakomity wynik! Ja pamietam czasy kiedy 99.9% nie uznawalo.
dlugie, ale warte przeczytania, Pan Henryk Birenbaum wspomina:
Henryk… w zamieci wojen
Urodziłem się w Warszawie. W chwili wybuchu wojny we wrześniu 1939 roku miałem 15 lat i mieszkałem z rodzicami oraz starszym o rok bratem Bolkiem na warszawskiej Starówce. Naukę swą pobierałam w katolickiej szkole powszechnej dla chłopców, która mieściła się w budynku klasztoru Sakramentek. Szkoła ta odznaczała się srogą dyscypliną wychowawczą.
Ojciec mój pochodził z Łowicza, był inkasentem związku majstrów kominiarskich. Matka pochodziła z Rosji z bardzo licznej rodziny, która w czasie wybuchu rewolucji rosyjskiej w większości uciekła do Polski. Ze względu na zajęcie ojca miała nasza rodzina wielu znajomych Polaków, z którymi spotykaliśmy się i gościli w domach jedni drugich.. Po ukończeniu szkoły zaczęłem pracę w warsztacie kuśnierskim by uczyć się zawodu. Pod koniec sierpnia 1939 roku ojciec został zmobilizowany do wojska. Walczył pod Kutnem, wkrótce potem wpadł do niewoli niemieckiej. Po kilku tygodniach zwolnili go, wrócił do domu chory, złamany i zgnębiony.
Już w pierwszych dniach okupacji hitlerowskiej w Warszawie zostałem złapany przez Niemców z ulicy do przymusowych robót. Wywieźli mnie ciężarówką wraz z innymi złapanymi do obozu pracy w okolicach Legionowa. Rodzice rozpaczali, nie wiedzieli, co się ze mną stało. Jednak po krótkim czasie udało mi się uciec stąd wraz z grupą Polaków.
Przedarliśmy się pod drutami kolczastymi i zaczęliśmy ucie?kać przed siebie — na oślep. Nie wiem, jak długo biegłem, aż upadłem całkowicie wyczerpany. Przenikliwy chłód późnej jesieni orzeźwił mnie. Przywarty kurczowo do ziemi, nagle usłyszałem turkot nadjeżdżają?cych furmanek. Chłopi wieźli żywność do Warszawy. Jeden z nich ukrył mnie pod ławką. Przed mostem Niemcy zatrzymali furmanki i rewidowali, waląc kol?bami, gdzie popadło. Na szczęście nie natknęli się na mnie, gdy leżałem skulony pod ławką woźnicy. Wróciłem do domu powitany radośnie przez rodzinę.
W tym czasie koledzy brata szykowali się do ucieczki na Wschód, na tereny zajęte przez Rosjan. Bolek miał wyruszyć razem z nimi. Chciałem dołączyć się do nich, ale brat uważał, że jestem za młody na taką wyprawę. Jednak ojciec oświadczył Bolkowi, że nie pozwoli mu pójść z kolegami, jeżeli nie zabierze mnie ze sobą. Dał nam trochę pieniędzy, pożegnaliśmy się z rodzicami i wyruszyliśmy w drogę.
W owym czasie tysiące ludzi, zwłaszcza Żydów przedzierało się przez Bug na stronę rosyjską, aby ratować się przed Niemcami. Ja, mój brat i trzech kolegów Bolka, znaleźliśmy się wśród nich na tej trasie. Pojechaliśmy pociągiem (było już zabronione Żydom jeździć pociągami) do Siedlec, przenocowaliśmy tam w bóźnicy i nazajutrz w nocy udaliśmy się pieszo do jakiejś wioski nad Bugiem.
Przewodnik przewiózł nas łódką na drugi brzeg rzeki. Niemcy strzelali za nami. Rosjanie zatrzymali nas po drugiej stronie granicy, zaprowadzili do aresztu na przesłuchanie… Jednak wypuścili nas po rewizji i krótkim śledztwie. Znów przespaliśmy noc gdzieś w bóźnicy. Dzięki wsparciu specjalnego komitetu pomocy uciekinierom z terenów okupowanych przez Niemców, dotarliśmy do domostw Białorusinów we wiosce Kabaki. Dostaliśmy tu pracę i miejsca na nocleg.
Po paru miesiącach, na początku 1940 roku, odnalazła nas matka jednego z kolegów, która przywiozła nam listy z Warszawy. Stęsknieni i zatroskani rodzice zawiadamiali, że życie w Warszawie wraca do znośnej normy, możemy więc wracać do domu. Brat z kolegami postanowili wrócić. Ja natomiast, poznawszy już na sobie hitlerowskie jarzmo, nie chciałem słyszeć o powrocie. Rrozstałem się z bratem – jak się okazało, na zawsze!
Białorusini w okolicy Słonima, u których zatrzymałem się przez pewien czas, odnieśli się do mnie przyjaźnie. Pracowałem przy budowie szosy Słonim-Wilno. Za niewielką opłatą prali mi odzież, udzielali noclegu, a nawet jadałem z nimi, jak członek rodziny. Zimą pomagałem im w gospodarstwie, młóciłem cepem zboże, jeździłem do lasu po drewno, rąbałem je. Rosjanie zaczęli zmuszać polskich uciekinierów do przyjmowania rosyjskich paszportów i cofnięcia się o sto km od granicy. Wyjechałem wtedy do Barnaułu po podpisaniu rocznej umowy na roboty. Z początku dostawałem tu listy od rodziców z getta warszawskiego. Po wybuchu wojny rosyjsko-niemieckiej kontakt ten urwał się zupełnie. Nie dowiedziałem się nigdy, w jakich okolicznościach zginęli moi najbliżsi…
Mój wyjazd w głąb Związku Radzieckiego, wiązał się z przypadkowym spotkaniem z pewnym urzędnikiem państwowym, któremu zwierzyłem się, że jestem uciekinierem z Warszawy. Ten nowy znajomy natychmiast przekonał mnie, żebym oddalił się jak najbardziej od granicy polskiej, bo chyba wkrótce wybuchnie wojna między Niemcami a Związkiem Radzieckim. Nie ma co liczyć na pakt Mołotowa-Ribentropa… Słowa te zapadły mi głęboko do świadomości. Zwróciłem się do urzędu, gdzie zapisywano ludzi na roboty w głąb Rosji…
Droga do Barnaułu pociągiem towarowym trwała niemal miesiąc. Pociąg często przystawał w pobliżu kołchozów, miasteczek i wiosek. Ludzie z pociągu kupowali tam żywność, wychodzili na stacjach po „kipiatok” czyli wrzątek. W Barnaule na początku przydzielono mnie do pracy w grupie starszych Żydów, chorych, słabych, nie przywykłych do pracy fizycznej, ktorzy nie potrafili wyrobić nawet normy, co w rezultacie przynosiło im nikłe płace, nie wystarczające na wyżywienie. Była to budowa ogromnego kombinatu tekstylnego, a po wybuchu wojny z Niemcami obiekt ten został zamieniony na cele wojskowe. Pracowało tam co najmniej 10.000 ludzi. Żywność przydzielano na talony, które dostawało się raz na miesiąc. O dramatach zagubienia czy ukradzenia tych talonów lepiej nie mówić. Sam też tego doświadczyłem!
W święto 1 Maja 1940 roku wystąpił główny dyrektor budowy i zaczął wychwalać władzę radziecką, zachęcając do gorliwszej pracy i poświęcenia dla sowieckiego państwa. Słuchały go tłumy zebrane na placu. Po tym gorącym przemówieniu, nagle odezwał się pewien mężczyna, że przyjechał tu z żoną i małymi dziećmi, na które on jeden pracuje i nie starcza to im na wyżywienie, po prostu głodują. Nazajutrz już go nie było…. Zabrał go „czornyj woron”…
Zwróciłem się do naczelnika budowy z prośbą o przeniesienie do brygady, w której mógłby więcej zarabiać. Odtąd pracowałem na tej budowie, aż do zaatakowania Związku Radzieckiego przez Niemców w czerwcu 1941 roku. Dwukołową rikszą rozwoziłem przez cały dzień beton, ale nie cierpiałem głodu. Zimą, potężne mrozy zapierały oddech, para zamarzała na ustach, wąsach i brodach… Latem, temperatura za dnia dochodziła do 30 oC; nocą opadała do zera. Mieszkało się tam po 4 – 5 osób w jednym pomieszczeniu w „ziemliance” czyli w wspólnym, długim zabudowaniu z okrąglaków, którego część tkwiła w ziemi a tylko okna i dach były na zewnątrz. Trzy razy dziennie jadaliśmy posiłki w stołówce. Kąpaliśmy się we wspólnej łaźni – „bani”. Trwało to tak do wybuchu wojny.
Rozpoczęła się ogólna mobilizacja i zostałem przydzielony do Batalionu Pracy, a stamtąd do sowchozu znajdującego się 16 km od Nowosybirska.
Okres w batalionie pracy „Bugry” w Krywoszczokowo, niedaleko Nowosybirska, był najcięższym pod każdym względem. Trzymano tu około 150 ludzi, skoncentrowanych jak w więzieniu, dopóki nie rozsyłali ich do różnych punktów pracy. Nie zatrudniano tu nigdzie, nie wolno nam było wychodzić stąd, otrzymywaliśmy przydział głodowych racji żywności, bo zarządzający batalionami pracy po prostu rozkradali ją, jak się później okazało. Spaliśmy na trzypiętrowych pryczach w długich barakach. Przeniesienie do rolniczego sowchozu było wybawieniem dla mnie, mimo, że i tam nie było łatwo. Nieraz wypadło mi ocierać się o ciężkich przestępców, pracować z nimi…
W sowchozie była kuźnia, w której naprawiano maszyny rolnicze. Zarządzający kuźnią kowal był mieszkańcem sowchozu od dawna. Z wyznania starowier, był bardzo małomówny, szczególnie unikał wszelkich wzmianek na temat polityki (każdy tego tam unikał!). Rzeczowy, specjalista od podkuwania koni, nie dopuszczał do tego nikogo innego.
Zmobilizowany do pracy Polak, Paszkowski, z Żytomierza, również kowal z zawodu, zaczął pracować w tej kuźni. Ja poznałem Paszkowskiego w batalionie pracy i zaprzyjaźniłem się z nim. Paszkowski potrzebował pomocnika w kuźni i zaproponował mi tę funkcję, na co chętnie się zgodziłem. Była to bardzo ciężka praca – przez cały dzień trzeba było walić ośmiokilowym młotem… Ale nauczyłem się tutaj wyrabiać różne sprzęty potrzebne do pracy na wsi, jak dwukołowe wózki na chrust z lasu na zimę, robić garnki, patelnie, naprawiać naczynia i sprzęty. Wyrabiałem to, jak Paszkowski, po kryjomy ze złomu zalegającego podwórko kuźni. W zamian, otrzymywałem od wieśniaków ser, mleko, jajka. Po trzech miesiącach stary majster kuźni zachorował i ja pracowałem na jego miejscu, oprócz podkuwania koni…
Pod koniec 1942 roku powołano mnie do wojska. Ukończyłem już 18 lat. Po czteromiesięcznych, bardzo ciężkich ćwiczeniach odesłali wszystkich na front z wyjątkiem uciekinierów pochodzących z Zachodu, do których nie mieli zaufania. Tacy byli u władz sowieckich zanotowani specjalnymi znakami w paszportach, jako element podejrzany.
Mnie wraz z kilkoma innymi żołnierzami z „Marszowych Rot” odesłali do obozu wojskowego, Czeromuszka w Omsku, gdzie przeszliśmy kilkumiesięczne ćwiczenia i kurs snajperski. Po ukończeniu kursu większość żołnierzy wysłano na front, a mnie i kilku innych mężczyzn odesłali do kopalni węgla w Kuzbaskim Basenie, do miasta Kiesielowsk. Pracowałem tam w kopalni aż do repatriacji i powrotu do Polski w kwietniu 1946 roku.
Była zima, późny wieczór, gdy zaopatrzony w rozmaite dokumenty wysiadłem z pociągu w Kiesielowsku. Zapukałem do pierwszego domku, w którym zauważyłem światło. Starsza kobieta otworzyła mi drzwi. Nakarmiła mnie, dała mi nocleg. Kiedy obudziłem się nad ranem moja wyprana bielizna wisiała w izbie na sznurach.
Nazajutrz poszłem do jakiegoś biura załatwić wszystkie formalności w związku z pracą w kopalni. Z początku nie schodziłem pod ziemię, pracowałem na górze w ślusarni. Zarabiało się tu bardzo marnie i ledwie można było z tego wyżyć. Aż pewnego dnia naczelny grupy w kopalni, któremu naprawiałem sprzęt, zwrócił mi uwagę, że u niego w kopalni zarobiłby conajmniej podwójnie. I tak dołączyłem się do czteroosobowej ekipy, która stawiała stemple w kopalni. Moja sytuacja materialna poprawiła się.
W dzień październikowej rewolucji 1943 roku, po ćwiczeniach w Bersku koło Nowosybirska, dostaliśmy dwa dni urlopu. Jeszcze będąc w sowchozie, spotkałem pewnej niedzieli na rynku w Nowosybirsku kolegę swego brata. Sprzedawałem tu kartofle z działki. Dźwigałem na plecach te kartofle piechotą 16 km!….
Postanowiłem przed wysłaniem na front, skorzystać z urlopu i odwiedzić owego znajomego z Warszawy, pożegnać się i zostawić na przechowanie fotografie rodzinne oraz drogie mi pamiątki. Okazało się to daremne. Kolega ten spotkany po latach w Izraelu, powiedział mi, że wszystko zaginęło i nawet nie starał się usprawiedliwiać…
W drodze powrotnej do obozu wojskowego, na głównej stacji Nowosybirska nie było już tej nocy pociągu do „wojennego gorodka”, czyli do obozu wojskowego Berska, który w istocie był miasteczkiem wojskowym. Zawiadowca powiedział mi, że z bocznej stacji odchodzą do Berska pociągi towarowe z węglem i stamtąd uda mi się dojechać.
W poczekalni na tym bocznym dworcu panowało nużące ciepło. Czekając na pociąg, zasnęłem. Obudziło mnie mocne potrząśnięcie ramieniem. Stojący przed mną wojskowy ostro rozkazał mi wylegitymować się. Nie miałem przy sobie żadnych dokumentów!… Oficer, który zwolnił nas na te dwa dni święta rewolucji, nie wspomniał, iż należy wziąć przepustki. Kieszenie mojego płaszcza wojskowego wypełnione były broszurami rozprowadzanymi przez organizację przyjaźni polsko-radzieckiej, Wandy Wasilewskiej…
Przy aucie wojskowym stało jeszcze kilku żandarmów rosyjskich. Zawieźli mnie na posterunek wojskowy. Rozkali mi zdjąć pagony, pasek od spodni, sznurowadła, zabrali mi te wszystkie polskie broszury. Raz po raz prowadzili do innego oficera na śledztwo. Trwało to dwa dni.
Niemieckie brzmienie nazwiska Birenbaum i broszury pisane łacińskimi literami, których prawdopodobnie nie umieli odczytać, przekonały ich, że złapali ważnego szpiega… Na szczęście jednak, któryś z wyższych oficerów orientował się w łacińskim piśmie a mój obóz był oddalony tylko 40 km od Nowosybirska i dość szybko mogli sprawdzić w jednostce wojskowej wszystkie dane o mnie. Zwolnili mnie! Nie zostałem wysłany na front. Do końca zostałem w kopalni.
W roku 1945 Rosjanie powracający z frontu opowiadali, że Warszawa została doszczętnie zniszczona, a hitlerowcy wymordowali wszystkich Żydów. Nie uwie?rzyłem w te nieprawdopodobne, straszliwe opowieści. Musiałem przekonać się sam na własne oczy. I wiosną 1946 roku wyruszyłem w drogę powrotną do Polski w ramach repatriacji. Znów miesięczna podróż w pociągu towarowym, jak ta w roku 1940 do Barnaułu na Sybir…
Kiedy w 1946 roku wróciłem do Warszawy, nie zastałem tu już nikogo, niczego! Błąkałem się sam pośród morza ruin i zgliszcz. Żadnego śladu po bliskich, krewnych, jakichkolwiek znajomych – po domach, ulicach. Nigdy nie dowiedziałem się w jakich okolicznościach zginęła moja rodzina:ojciec, matka, brat…
Wysłannicy rozmaitych ruchów politycznych z ówczesnej Palestyny oczekiwali na stacjach powracających z obozów nazistowskich i Rosji, namawiali ich, agitowali do wstąpienia do kibuców, które organizowali w różnych miastach – do wyjazdu do Palestyny.
Wstąpiłem do takiego kibucu w Lublinie, by z grupą młodych i osieroconych, jak ja Żydów przedostać się nielegalną drogą, w niezwykle trudnych warunkach, do Palestyny. Przerzutem zajmowała się organizacja „Bricha” ucieczka (po hebr.).
Droga prowadziła przez Słowację, Austrię, Niemcy i Francję. Olbrzymia większość uratowanych z Holocaustu udała się w tą drogę, pragnąc rozpocząć nowe życie z dala od ruin i bezkresnego grobu milionów swych rodaków – od przejawów wciąż obecnego antysemityzmu i powojennych pogromów.
Nastąpiły dwa lata dalszej tułaczki po różnych miastach, krajach, po obozach dla ocalałych z Shoah utrzymywanych przez UNRRA. Wielu po wyzwoleniu zostało w tych lagrach pohitlerowskich na terenie Niemiec – nie miało już dokąd i do kogo wracać, tam skąd ich Niemcy wygnali i zniszczyli wszystko.
W Palestynie panowali wtedy Brytyjczycy i nie wpuszczali tam rozbitków żydowskich z Holocaustu. Angielska marynarka wojenna przechwytywała na morzu statki przepełnione uchodźcami i siłą odsyłała ich do obozu na Cypr.
29 listopada 1947 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych przyznała własne państwo dla Zydów w podzielonej Palestynie, mając na uwadze prześladownia i mordy narodu żydowskiego na przestrzeni wieków – i nieporównywalny z niczym w historii ludzkiej – Holocaust. Z początku przyznali to de jure, a w roku 1948 – de facto.
W połowie maja 1948 roku Brytyjczycy opuścili Palestynę. Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych uchwaliła podział Palestyny na dwa państwa, dla narodu arabskiego i żydowskiego. Państwa Ligi Arabskiej nie zgodziły się z tą uchwałą. Wszystkie kraje arabskie zaatakowały wtedy nowopowstały Izrael. I tak zostaje do dziś, żyjemy między jedną większą czy mniejszą wojną, a drugą – między jednym zawieszeniem broni (”Hunda”) a następnym… Tylko nazwy tych wojen zmieniają się. Z początku, jak inni nowoprzybyli, nie pojmowaliśmy tu niczego, nie znaliśmy języka, byliśmy obcy także wśród urodzonych w Palestynie Zydów, którzy nie rozumieli i nie chcieli wiedzieć o naszych przeżyciach z lat zagłady..
W kraju nie było niczego w tym czasie, mieszkań, żywności, pracy. Ciężki klimat, marne przydziały i niekończące się kolejki po każdą rzecz, kłótnie w rozmaitych językach pośród obcych sobie rozbitków żydowskich z różnych krajów, kultur i obyczajów. I ponad to wszystko – wojna!
Izraelskie władze wojskowe zażądały od kibuców ochotników do wojska. Okazało się, że ludzie mają różne pomysły na trudne rozwiązania… Ktoś zaproponował: „Niech idą tacy, którzy nie mają nikogo i nikogo ich ewentualna śmierć na wojnie nie złamie…
Byłem członkiem sekretariatu naszej grupy i zamiast zaproponować kandydatów, sam się zgłosiłem. Wkrótce znalazłem się w pułku, który osłaniał karawany dowożących produkty i wodę do oblężonej Jerozoli?my. Mimo, że było mi ciężko pod każdym względem, bo nawet nie znałem hebrajskiego języka i nie rozumiałem rozkazów moich dowodzców – nie żałowałem swej decyzji. Poznawszy poniżające podejście izraelskich kibucników do nas, nowoprzybyłych uratowanych z Shoah, wiedziałem, że nie zostanę tutaj, a służbę wojskową w każdym wypadku muszę odbyć. Wkrótce też zostałem ranny w nogę, odłamek pocisku uszko?dził mi mięsień i na zawsze utkwił w szpiku kostnym.
Z Haliną poznaliśmy się na Slowacji w drodze do Palestyny, którą przeszliśmy razem, odkąd moja grupa z Lublina i jej z Warszawy zjednoczyły się. W roku 1950 pobraliśmy się, rok później urodził się nasz pierwszy syn. Nazwaliśmy go Yakov, na imię ojca Haliny. Młodszy o pięć lat syn nosi imię mojego ojca, Benjamin. Z początku próbowaliśmy rozpocząć budowę naszego życia we wsi kooperatywnej, ale jak wielu nowoprzybyłych, nie mogliśmy się tam utrzymać i byliśmy zmuszeni pójść z maleńkim dzieckiem do obozu dla nowych imigrantów, zwanych „maabara”. W tym czasie przybywało do kraju tysiące Żydów. Z braku pomieszczeń lokowano ich w namiotach stawianych w miejsce wycinanych wyschniętych pardesów (gajów pomarańczowych).
Był więc taki „nasz” namiot, potem barak z brezentu, potem z blachy i wreszcie, w roku 1953 jednopokojowy domek dwurodzinny (bez elektyczności i wody w mieszkaniu…) pośród nowoprzybyłych z Europy po Holocauście i z licznych krajów arabskich, jak Irak, Maroko, Jemen…
Pracowałem w ślusarni, w fabryce gumy. W późniejszych latach byłem instruktorem i opiekunem dzieci niepełnosprawnych. W wieku 73 lat przeszłem na emeryturę, by wreszcie odpocząć i móc oddać się moim rozmaitym hobby′s, dzięki którym można nieco mniej myśleć o burzliwej i groźnej sytuacji w Izraelu… Mamy dziś obszerny dom, wnuków. Odwiedzamy teraz często kraj naszego urodzenia i dzieciństwa, cieszymy się nowymi przyjaciółmi i marzymy o doczekaniu pokoju jeszcze w naszym pokoleniu u nas w kraju i na całym świecie.
Fragment wspomnień Henryka – spisała Halina B.
z linki Meki: Jeszcze większy odsetek Polaków – prawie dwie trzecie (65 proc.) – uważa, że nie jest właściwe, by księża publicznie krytykowali swoich przełożonych.
??????
rece opadaja………
Gośćmi Anny Wacławik-Orpik będą:
Halina Bortnowska – teolożka, członkini Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka,
Joanna Podgórska – Tygodnik Polityka,
ks. Wojciech Lemański – proboszcz parafii w Jasienicy.
http://www.tokfm.pl/Tokfm/0,134633.html
(kliknac podkastsrodkowy, mozna wysluchac ciekowej audycji)
Chciałabym się z Wami podzielić refleksją. Będzie ona dotyczyła polskiej szkoły, ale myślę, że konkluzję można rozszerzyć na wiele dziedzin życia w naszym kraju.
Na szczęście w domu nadal malowała, jak chciała. Na szczęście też, nikt nie majstrował przy samoocenie dzieci. Zdarzały się też przedsięwzięcia bardzo inspirujące i te Zosię zazwyczaj bardzo cieszyły. Ukończyła przedszkole z tyloma dyplomami za wyróżnienia i wygrane w przeróżnych konkursach, że nabrała nie do końca dobrego przeświadczenia, iż wygrywanie w konkursach może być dla niej świetnym źródłem utrzymania w przyszłości
W każdym razie była śmiała, odważna i ciekawska, a i sukces, i porażkę przyjmowała śmiało „na klatę”. A potem poszła do szkoły…
Kiedy Zosia szła do przedszkola, miała pięć lat. Była niezwykle ciekawym świata dzieckiem, z bardzo dużą wiedzą i zdolnością rozumienia. Potrafiła już pisać, czytać i liczyć. Miała bardzo twórcze podejście do rozwiązywania problemów. Nie wiedziała jeszcze, że czyjaś niesprawiedliwa ocena może popsuć radość z tworzenia i uczenia się, bo się z takową w domu nie spotkała, choć przecież nie zawsze słyszała peany na cześć tego, co robiła. Instytucjonalizacja w przedszkolu sprawiła, że Zosi prace plastyczne przestały być oryginalne. Miał być tulipan na niebieskim tle, to był. Na gablocie 23 czerwone tulipany, każdy na niebieskim tle, karteczki ułożone w pionie, jak pod sznurek. Zapewne każde dziecko nawiedziła ta sama muza
Teraz jest w drugiej klasie i już wie, że:
1. Wysiłek się nie opłaca
2. Musi być nudno.
3. Oryginalny pomysł zawsze przegra z mainstreamowym
4. Nauczyciel może się kierować przy ocenie własnym widzi mi się i mu wolno.
5. W podręcznikach i ćwiczeniach znajdują się błędy, ale uczeń ma odpowiedzieć prawidłowo, czyli zgodnie z kluczem
6. Nie opłaca się wychylać, bo zawsze dostanie się po głowie
7. Występy publiczne są koszmarem, ponieważ zawsze wiążą się z publiczną oceną efektów, również opartą na czyimś widzi mi się oraz na zasadzie zawartej w punkcie 3.
Co robi mądry rodzic? Otóż mądry rodzic ma tylko jedno wyjście. Po pierwsze, musi nauczyć dziecko, że to, co ono robi w szkole, nie zawsze ma sens, a nawet że przeważnie nie ma sensu. Po drugie, musi przekonać dziecko, że szkolna ocena efektów pracy jest istotna praktycznie, ale zupełnie nieistotna życiowo. Czyli że robi coś, co jest w 80% bez sensu, w 10% błędne, może tylko w pozostałych 10% do rzeczy, a ocena to nie jest informacja zwrotna mająca na celu pomóc w samodoskonaleniu, tylko cyfra, którą należy skolekcjonować wraz z innymi cyframi (im wyższe, tym kolekcja bardziej przydatna), aby je potem wpisać na świadectwie.
Tak kształcone są pokolenia Polaków. Według naszej szkolnej pani pedagog, tak źle jak teraz, jeszcze nigdy nie było. Absurd goni absurd. Ta sama pani w rozmowie ze mną stwierdziła, że właściwie za każdym razem, gdy rodzic towarzyszy dziecku przy lekcjach, po zamknięciu podręcznika powinien powiedzieć „A teraz zastanówmy się wspólnie, czy to, co właśnie robiliśmy miało sens i czy można to było zrobić w inny sposób”. Czyli kompletna schizofrenia.
A teraz clue tej refleksji, w postaci retorycznego pytania – ciekawe jak to wpływa na stosunek Polaków do pracy i czy ma jakiś związek z ucieczką większości z nas od sfery publicznej w sferę prywatną, gdzie być może nie trzeba żyć w schizofrenii
Moze zglosimy Lemanskiego?
http://www.znak.org.pl/?lang1=pl&page1=invitations&subpage1=invitations01&infopassid1=1036&scrt1=sn
Bobiku, parówkowa ballada jest absolutnie pysznościowa! Do tego stopnia, że zamarzyły mi się na kolację parówki w cieście francuskim. Niestety, eksperci Macierewicza wykupili cały zapas
Oj tak. Ksiedza lemanskiego trzeba koniecznie zglosic i to szybko, bo termin uplywa 30 pazdziernika.
Vesper, absolutnie nie wierze , ze tak jeszcze nie bylo. Tak bylo dokladnie zawsze w isntyutucjach zajmujacych sie termiczna obrobka dzieci. Nagradzany przez te instuytucje jest konfpormizm i nie wychylanie sie. I tylko bardzo, bardzo wyjatkowo zdarza sie ktos z tyuh zawodowcow od ulepiania dzueci na modle swiata, kto potrafi temu sie oprzec i docenic nonbkonformizm i bunt, i chodzenie wlasnymi drogami.
Co z tym robic? A nic nie robic. Trzeba wytlumaczyc dziecku, ze latwiej, wygodniej, przyjemniej jest podporzadkowac sie i robic tak jak od ciebie oczekuja.
I ze zdarzaja sie ludzie, ktorzy tego nie robia, nie podporzadkowuja sie, odstaja od tapety, no i placa za to pewna cene. Bo nic w zyciu za darmo, nic.
Tu bym opowiedzial dziecku historie pewnego ksiedza z niewielkiej parafii, ktory sluchal wylacznie wlasnego serca i wlasnego sumienia, a nie wlasnego biskupa, ktpory go wzywal aby sie opamietal. Zbyt dobrze na tym ksiadz nie wychodzil, ale robil swoje nie zwazajac na przeciownosci i powolutku, powolutku coraz wiecej ludzi go kochalo, i go sluchalo i za nim szlo.
Tak sie wcale zdarzyc nie musi, ale czasem zdarza. I to sa wtedy nasi BOHATEROWIE.
Vesper, jest postęp. My spotkaliśmy się z tym, śladowo, w podstawówce i gimnazjum. Kwitnąco, w liceum
Każdy sam zgłasza, czy praca zbiorowa?
Tak źle nie było, nie dlatego, że teraz obróbka jest bardziej intensywna, tylko dlatego, że już nawet mądrość nauczyciela dzieci nie ratuje. Albowiem ponieważ ministerstwo opracowało dokładne wytyczne na poszczególne „jednostki lekcyjne” i nauczyciel nie może zdecydować co i jak realizuje z dziećmi, który temat omówi w plenerze, a który w muzeum i że zrobi to, gdy będzie ciepło, a nie zimą. Testy wypełniają już pierwszoklasiści, a w testach błąd na błędzie, pytania sformułowane niechlujnie, bez znajomości podstaw logiki.
Poczytałam wstecz i widzę, że Bobik wrócił
To już koniec wakacji, Pieseczku?
Bobik wrócił i podał mistrzowskie parówki smoleńskie
Najkoszmarniejsze wspomnienia ze szkoły mojego syna mam z pierwszych trzech klas.
Nie mogę i nie chcę do tego wracać. Miałam nadzieję, że nabór nauczycieli, zwłaszcza właśnie tych z poczatkowych klas, dokonuje się teraz na innych zasadach.
Wtedy to był gabinet osobliwości, nie wiem jak teraz.
Teraz na pewno jest więcej możliwości w znalezieniu odpowiedniej placówki, czy formy.
Są grupy rodziców, którzy organizyją sami nauczanie swoich dzieci w niedużych grupach.
Tu jest strona o nagrodach przyznawanych przez klub Przymierze: http://www.przymierze.krakow.pl/
W zeszłym roku Ks. Wojtek, Ks. Weksler-Waszkinel, Stanisław Krajewski i Adam Bartosz byli nominowani do nagrody oprócz zwycięźców, oczywiście.
Tam jest regulamin nagrody.
Szkoda, że w zeszłym roku nie dostał.
Adam Bartosz, Przyjaciel mojej Starej, dyrektor Muzeum Etnograficznego w Tarnowie, jest doskonalym kandydatem. Ale tymczasem wyslalem wlasnie list zglaszajacy kandydature ks. Lemanskiego.
Proponuje by wszyscy pisali listy zglaszajac ksiedza z Jasienicy.
Warto byloby rozpragaowac ten konkurs na forach z sugestia aby ludzie zglaszali jego kandydature.
Wielu moich rozwiedzionych przyjaciol liczylo na zmiane. Niestety.
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/watykan-powtarza-swe-stanowisko-wobec-zakazu-sakramentow-dla-rozwiedzionych/deklj
U nas też dziś były 22 stopnie, jak u Rysia, więc przedłużyłem sobie wakacje o dzień ogrodowania.
Sorry, że jeszcze nie działam na pełny gwizdek, ale to właściwie bardzo przyjemne, tak się jeszcze trochę powakacjować.
Nie moge zglosic nie znajac aktualnego adresu i telefonu? To bedzie przeszkoda dla wielu, nie tylko dla mnie. A nawet gdyby nie dostal dobrze by bylo gdyby byl zgloszony przez wiele osob.
A moze jednak zglosimy zespolowo. Jako ludzie zgromadzeni na prywatnym blogu. A kazdy z nas podpisze?
Gwizdz na pelny gwizdek, Pieseczku! Wakacjuj ile wlezie. I duzo pasztetowki. Pekniete parowki tez sie okazaly strawne.
Bobiku, wakacjuj do woli
Dzieki Rysiu, dzieki Demetrio
Ksiadz by byc zgodny z doktryna prezerwatyw uzywac pewnie nie mogl?
http://wiadomosci.onet.pl/wroclaw/rutkowski-duchowny-moze-miec-jeszcze-dwoje-innych-dzieci/6h7tl
Ja pisalem list bez adresu ks. Lemanskiego.
To nie ma znaczenia. Wszyscy wiedza kto to jest. Wystarczy list na podany adres.
Dzieki Mordko.
vesper, przedszkole Mika było lepsze niż szkoła, ale póki co nie dostrzegam, żeby szkoła psuła, poza utrudnioną komunikacją na linii nauczyciel-rodzić (że takim eufemizmem polecę…). widać mam szczęście do miasta i nauczycieli wykorzystujących otrzymaną swobodę.
poczekaj chwilę, foma, daj szkole trochę czasu
Meki, ksiądz mieszka u przyjaciela, znają go i znają go, nie bój.
Ważne, żeby zgłaszający podał swoje dane.
każdy dzień nie pod sztandarami imperium jest dniem wygranym
Zespol Tourette′a?
Dzieki Siodemeczko.
Wiecie co, może to nie jest taki zły pomysł, żeby zgłosić zespołowo?
Przetrawię to jeszcze do jutra i jeżeli psi węch mi tę myśl potwierdzi, to dam cynk i się raźno weźmiemy do roboty.
Very good, Pieseczku.
Szkola jest zaledwie odzwierciedleniem jak sie traktujemy wzajemnie w spoleczenstwie. Wiecej szacunku i empatii potrzeba tam, rzecz jasna. (Monika o tym trabi od lat, Dalaj Lama + empatia). Wiecej sluchania i budowania niz rujnowania i krytykanctwa.
Moja mlodsza siostra uczy historiii w warszawskim liceum. Wyzsza szkola balansowania miedzy panem, wojtem a plebanem. Moja siostra jest singielka, wiec jest w stanie poswiecic swoim uczniom czesto wiecej czasu niz ich rodzice. Ostatnio rodzic (o PiSowskich tendencjach) napisal na nia skarge/donos, ze zaprowadzila jego corke na film o tym zdrajcy Walesie. Dobra wiadomosc dla naszej szkolnej korespondentki, vesper. Zosia wreszcie te szkole skonczy. Najwazniejsi, jak sami pamietamy, sa sami nauczyciele, dom rodzinny i kolezenski.
Ja swoja szkole wspominam dobrze, ale ja zawsza sie latwo przystosowywalam i bylam ulubienica nauczycieli, do ktorych na dodatek mialam szczescie. Ala tak ma tylko ok 5% uczniow. Szkola potrafi tez byc prawdziwym spirit crasher!
Bobik, Ty jesteś Wykształciuch, ale gdyby któryś z Twoich kumpli z podwórka potrzebował tytułu, to Pete otworzył już tę drogę: http://www.bbc.co.uk/news/uk-24618786
herbata z rana
szeleszcze (rtec przy 15° ), za ciemno na balkon
brykam
brykam . fikam
–
pstryk
dzisiaj do pracy na rowerze. powrót powinien być o wiele przyjemniejszy, brrrrrrr
Dzień dobry.
„Człowieka Roku 1998/99 Uniwersytetu Cambridge”!!!
Szef KEP!!!! Brawo dla Tygodnika Powszechnego za wykonanie ruchu „sprawdzam”.
Świat zwariował. Berlińskie lotnisko (w budowie) generuje co miesiąc koszty równe kosztom poniesionym na rozbudowę siedziby biskupa w Limburgu. Co miesiąc!!!!
Lomatko, jak glupio….. http://tvp.info/informacje/polska/abp-michalik-kupil-tytul-czlowieka-roku/12788598
Dzień dobry
Abepe twierdzi, że nie kupił, to nie kupił. A przecież abepi nie kłamią z założenia.
Co głupio, co głupio?
Na pewno tytuł zakupił cichcem, anonimowo, jakiś zagorzały fan Michalika, chcąc swemu idolowi dorzucić kamyczek do sławy grodu.
Może były proboszcz z Tylawy albo ktoś w podobie?
Dzień dobry
Mam pytanie do Kota Mordechaja, który wspominał niedawno o filmie BBC nt. Pussy Riot.
Kocie, czy gdzieś w necie można zobaczyć ten film?
Znalazłam tylko cos takiego…
http://www.youtube.com/watch?v=tH4hjg83Mt8&feature=player_embedded
Bardzo serdecznie pozdrawiam cały Koszyczek, a zwłaszcza jego niezwykłego Psatrapę
Dzien dobry,
Vesper, mozliwe ze rodzic moze zrobic cos jeszcze: porozmawiac z paroma innymi, podobnie myslacymi rodzicami, zorganizowac wspolne spotkanie z wychowawczynia i oswiadczyc ze komitet rodzicow chcialby byc bardziej zaangazowany i sledzic, ze zalezy mu na takich a takich aspektach wychowania. Milo, z usmiechem ale stanowczo. To moze troche zaradzic nauczycielskim widzimisiom, a sensownemu nauczycielowi dac troche zaplecza w lekkim wylamywaniu sie z szablonow. Test z bledami bym raz wyslala z korekta do ministerstwa oswiaty, ewentualnie z kopia do jakiejs gazety, ktora zgodzilaby sie sledzic temat bardziej dlugoterminowo.
A oto nagłówek strony ks. abp.:
Prawdę chcę głosić w miłości
Serwis Arcybiskupa Józefa Michalika
Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski
Witaj Bluenetko.
Za pozdrowienia bardzo dziękuję, w imieniu Wszystkich i swoim, ale jedną rzecz muszę sprostować: ja jestem całkiem zwyczajnym psatrapą, takim jak każdy inny psatrapa.
Dzień dobry
Bobiku, Bluenetka
dobrze pisze. Jesteś Psatrapą i nie protestuj, bo zaczniemy Cię nazywać Naszym Umiłowanym Psatrapą
Bluenetko, to chyba to:
http://www.youtube.com/watch?v=DLmVwfuMEHY
Ot, taki zwykły pies na prostotę. U niego to nawet kwiaty nie zakręcają się na ogródku.
Rozważam to, co napisał Lisek o szkole… Owszem, można różnych takich sposobów próbować (choć wspólne wystąpienie rodziców, na podstawie doświadczeń choćby z radą mieszkańców, raczej czarno widzę), ale to jest drobny plasterek, który na chorobę całego systemu nie poradzi, a czasem nawet, zamiast usunąć objawy, może doprowadzić do zaetykietkowania rodziców – „o, to są ci, co się ciągle stawiają i robią problemy”.
Ale nie bardzo też mam receptę na wybiórcze uleczenie systemu (czy podsystemu), którego wady są odbiciem wad społeczności. To nie jest tak, że hierarchiczna, patriarchalna, dewocyjna czy konformistyczna jest tylko szkoła. To my, Polacy, jako społeczność jesteśmy tacy i na naszą miarę kroimy nasze systemy.
Oczywiście, społeczność to nigdy nie jest monolit i zawsze znają się w niej odmieńcy, albo i grupy odmieńców, którym większościowe postawy jakoś nie pasują. I koniec końców chyba nie mają ci odmieńcy innego wyjścia, niż mówić, co im się nie podoba i dlaczego, organizować się na tyle, na ile się da i pokazywać, że jakieś zmajstrowane przez nich podpodsystemy mogą działać lepiej od systemów „miłościwie panujących”. Czasem lawina bieg od tego zmienia.
A czasem nie, ale to trzeba wliczyć w koszta.
Co tam jakieś nazywanie mnie Umiłowanym. Lepiej mi kupcie tytuł Wielkiego Amerykanina i ja wtedy temu Bo pokażę.
Zresztą przynajmniej jak chodzi o imię, to ja już mam dłuższego.
Znam bardzo dobre doswiadczenia komitetow rodzicielskich tego rodzaju, u mnie i w US.
Jednak ks. Lemanski umilknie
http://wyborcza.pl/1,75478,14827995.html
Blue.netka: tak, oni o tym wlasnie programie mowia, zat. „Pussy Riot – A Punk Preyer”. Tu jest niezly trailer tego propgramu:
http://www.youtube.com/watch?v=acMN8xUWqUQ
Czy jest to dostepne gdzies w sieci – nie wiem. Mam nadzieje, ze tak, bo dokument swietny.
Przypomne na marginesie, ze te dziewczyny – Katia, Nadia, Masza chodzily do RADZIECKICH szkol, ktore nie wiem czy slyna z polityki nie dlawienia ducha.
Ale powychodzily ze swietnych domow rodzinnych – inteligenckich w najlepszym tego slowa znaczeniu, kontestujacych, artystycznych, gotowych podtrzymywac swoje corki nawet wtedy gdy sie o nie potwornie baly lub nie rozumialy form ich protestu, ich buntu.
Gdsybym mogl cos zrobic dla tych dziewczyn, to chetnie wlaczylbym sie w kazda akcje.
Kocie, link do calego filmu juz wrzucilam.
Umilowany Psatrapo, Wielki Amerykaninie (a co tam, od przybytku ogon merdac nie przestanie) co zdecydowales ze zglaszaniem?
Lemanski bez prawa glosu moze zniknac z polskiej swiadomosci zupelnie. Nagroda wiele nie zmieni ale moze choc troszeczke – gdyby dostal.
Prezes mojej spółdzielni mieszkaniowej za pieniądze mieszkańców też wykupił tytuł najlepszej spółdzielni mieszkaniowej i rozwiesił na wszystkich klatkach.
Grupa cwanych dziennikarzy załozyła Forum Przedsiębiorczości przy Gazecie Prawnej i tam wypisują peany na cześć mojej spółdzielni i przyznają tytuły, tylko nigdzie sie nie zająkną, że to są kupione przez spółdzielnię towary.
Ludzie to chyba łykają, jak kluski.
Teraz prezes zawarł ze sobą umowę na 300 tys. zł za nadzór nad inwestycją.
Moja spółdzielnia to 9 dużych budynków 4 małe, to jest nieduza spółdzielnia.
Lisku, ja znam też przykłady świetnych polskich działań zespołowych i nawet nie musiałbym daleko ich szukać.
Ale mam i doświadczenia koszmarne, kiedy to cały stereotypowy katalog naszych wad dochodził do głosu, znalezienie jakiegokolwiek porozumienia i kompropmisu okazywało się niemożliwe i wszystko tonęło na końcu w zalewie bałaganu, sporów, obrażalstwa tudzież wzajemnych pretensji. Siódemeczka chyba też mogłaby o tym songi śpiewać.
Tylko ja wolę sytuację widzieć realistycznie i nie spodziewać się od razu cudów. Co najwyżej kropli, które drążą skałę.
Nie znaczy to, że ja chcę do jakichkolwiek działań zniechęcać, bo robić coś trzeba, choćby po to, żeby sobie potem nie zadawać pytania „a co by było, gdybym jednak…”
Bless you, Lisku. Nie zauwazylem.
wracając do szkoły jako systemu. a może pozornie systemu, bo to,co się widzi się rozciąga się na cały system, a to nie do końca się sprawdza (wszak niedoskonały system powinien być niedoskonały w innych aspektach
).
moje doświadczenia ze szkołą, ale i szerzej, edukacją na śląsku, są trochę bardziej optymistyczne (a może mniej pesymistyczne) niż vesper. jak dotąd częściej spotykałem się z podejściem, że podstawa i wymogi oczekują tego i tego, pozostawiąjąc jednak sporo dowolności nauczycielowi. i oczywiście wymogi spełniamy, ale ze swobody podejścia korzystamy na tyle, na ile możemy. i jakoś nie spotkałem na wystawie samych czerwonych kwiatków na niebieskim tle od linijki. ale, jak mówi vesper, jeszcze sporo przede mną.
Meki (i Szanowna Reszto), ze zgłaszaniem zdecydowałem, że trzeba coś zrobić.
A konkretnie postaram się dziś w ciągu dnia – niestety, już dość zajętego – napisać tekst tego zgłoszenia, a potem razem z PA wykombinować najprostszy sposób podpisywania się pod nim (nie mogę PA dokładać zbyt dużo roboty, bo on po urlopie ma jej dosyć i trochę), tak żeby „wrażliwe dane” nie były ujawniane publicznie. Czyli najpóźniej jutro wszystko powinno być gotowe i spoko – przed 30 zdążymy.
Meki, dzięki.
Jest jeszcze problem jakiego adwokata weźmie.
Dobrego kanonistę odrzucił.
A jak skorzysta z pomocy prawnej kurii, to będzie bez sensu.
Mordko, zerknij do poczty.
Lisku najpiękniej dziękuję za tak szybka pomoc.
Kocie, a Tobie za zwrócenie uwagi na ten materiał. Mam już do niego link, więc wieczorem spokojnie sobie obejrzę. Pozwolę sobie też rozesłać link do przyjaciół opatrzony Twoim komentarzem, jeśli można?
I masz racje. To niezwykłe dziewczyny. Dla mnie również niesamowita jest ich bezkompromisowość. Zwłaszcza w zderzeniu z tym co codziennie oglądamy na naszych ekranach, gdzie bez żadnego wstydu, najmniejszego zażenowania tak wielu przehandlowuje swoje ideały, poglądy, plecie potworne farmazony będące obrazą dla rozumu – byleby tylko nie wypaść z obiegu, byleby tylko przypodobać się swoim politycznym bossom, sięgnąć po frukta…
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam. Również nieustająco Niezwykłego. (już ja tam mam swoje zdanie na Twój Psatrapo temat, bo czytam blog od kilku lat. I na dodatek się z tym zdaniem zgadzam!
)
Bobiku, nie myslalam o tym w terminologii dzialan zespolowych, mialam na mysli cos bardziej zblizonego do postawy zaangazowanych konsumentow, tz postawy bardziej rutynowej, nie pojedynczych (nawet jesli parokrotnych) protestow. W wypadku szkoly ma to dodatkowy plus poniewaz nauczyciele czesto sie skarza ze rodzice sa niedostatecznie zaangazowani w to co sie dzieje w szkole
Dzieki blue.netka.
Mysli Kota Mordechaja dla Zywych i Potomnych mozna rozsylac gdzie sie da.
Juz zerklem, Bobiku. I wyslalem Cio piekna odpowiedz na moje zgloszenie ksiedza Lemanskiego do Nagrody im. Ks. Musiala.
Ooo, to ja też poproszę, Kocie.
Przeczytalam o nagrodzie im. ks. Musiala. Piekny pomysl zglosic do niej kandydature ks. Lemanskiego!!
Ach, widzę, że jest. Dzięki.
Mordko! Pozwol nam tez przeczytac!
Czy wszyscy zauwazyli, ze Lemanski postanowil zamilknac?
Siodemeczko, co mozemy zrobic? Jak mu teraz pomoc?
A propos Pussy Riots
http://www.cbsnews.com/8301-202_162-57608425/czech-artist-david-cerny-aims-giant-middle-finger-at-prague-palace/
Zauwazylismy, Meki.
Mobilizujemy sie.
My raczej już nie. Jest tu ruch dla parafian i dla rozsądnych decyzji księdza.
Rozne rzeczy da sie ropbic, Siodemeczko.
Czy pamietacie „czlowieka o moralnosci alfonsa”? Tym zaszczytnym tutulem obdarzyl swego czasu Towarzysz Wieslaw satyryka Janusza Szpotanskiego i wsadzil do do pie..dla za napisanie poematu „Cisi i Gegacze”. Sam Towarzuysz Wieslaw tez mial w nim zasczytny tytul – „Gnom” i to go zabolalo do zywego.
Szpotanski po wyjsciu z miejsca odosobnienia wciaz te swoje kuplety pisal, coraz ostrzej, coraz smieszniej.
Ale pisal je pod latwymi do zidentyfikowania pseudonimami, takimi aby i Towarzysz Gnom nie mial watpliwosci czyja parszywa morda spod nich wyziera. Bywal wiec Szpotanski i Wladyslawem Gnomackim i Eugeniuszem Oniegowym i Kalasznikowem i jeszcze jakies inne miewal cudne pseudonimy.
Wszyscy wiedzieli, ale nawet w PRLu nie nadawalo sie to do postawienia go przed sadem.
Tak mi sie dlaczegos przypomnialo….
jasne, namawiajmy księdza by łgał i kombinował, ewentualnie naciągał i nadinterpretowywał
Kocie, mnie chodzi o realną pomoc.
W interpretacji części KK, a na pewno władz koscielnych, Ks. Lemański swoimi krytykami otworzył wrota, przez które wlała się fala nienawiści przeciwników koscioła i wiary.
Wszelkie działania będą w tym duchu postrzegane, dlatego mówię o realnej pomocy.
Czy list do Franciszka od nas, grupy zbierajacej sie na blogu. z kilku kontynetow, tez imiennie podpisany przez kazdego z nas – niczego by zmienil? Mozemy przeciez przedstawic aktualna sytuacje ze zmuszaniem Lemanskiego do milczenia pod grozba suspensy i podac adres petycji z podkresleniem, ze podpisow codziennie przybywa.
Jesli myslisz, Fomo, ze bede Ci tlumaczyl roznice, to sie gleboko mylisz. Bo ani mi w glowie.
Wydaje mi sie ze to bardzo dobrze ze ksiadz postanowil przyjac dekret i milczec (jak rozumiem do czasu rozpatrzenia jego glownego odwolania), ale to nie znaczy ze trzeba milczec o nim, i dlatego m.i. pomysl jego kandydatury do nagrody im. ks. Musiala jest taki madry.
Dostalem naprawde ladna odpowiedz od bylego sluchacza, ktory pamieta moja Stara.
Podobno Franciszek w towarzystwie rabina Skorki ma przyjechac z wizyta do Ziemi Swietej w marcu. Ciekawe czy dalo by sie przy tej okazji do rabina przedrzec i powiedziec pare slow… Zobacze
Mam podobne zdanie jak Siódemeczka i Lisek. Nie powinniśmy „wiedzieć za księdza, co dla niego lepsze”. Jeżeli uznał, że chce się wymogowi zamilknięcia pdporządkować, to jest jego decyzja, którą trzeba uszanować. Ale równocześnie nikt nie może zmusić opinii publicznej, żeby przestała wyrażać żal z tego powodu, ani zakazać takich form docenienia dotychczasowej działalności WL, jak zgłoszenie go do nagrody. Innymi słowy – ksiądz niech robi swoje, a my będziemy robić swoje.
Zrob wszystko, Lisku! Czy mozna byloby wciagnac w to jakas izraelska prase? Czy Kurwiny jeszcze wychodza?
A dla mnie jednak Waidomoscia Dnia jest Arcyobciach Michalik i jego zaczytny miedzynarodowy tytul, ktory sobie kupil w sprzedazy wysylkowej na internecie. A ze nie sieje i nie orze, to pewnie za poieniadze z tacy. Albo z Waszych, Mlodsi Bracia w wierze, podatkow.
Jak napisalem gdzie indziej, trzeba miec serce z kamienia, aby nie peknac ze smiechu.
Tak, tak. Piesu. my robmy swoje.
O ile dobrze rozumiem to milczenie jest nie tyle dobrowolne co wymuszone grozba suspensy. A rozpatrzenie odwolania moze zajac lata.
Lisku! Gdybys mogl, byloby cudownie.
tak myślałem, że głowa kota nie od drobiazgów, choćby były istotne, a nawet w tych drobiazgach sprawa…
co do realnej pomocy, to, choć to mało widowiskowe, lepiej odpersonalizować problem, wskazując na wadliwe mechanizmy i opaczne ich rozumienie, rozszeczając możliwe i obecne skutki, a nie skupiać się na ksL.
Fomo, jestes very welcome aby „wskazywac na wadliwe mechanizmy i opaczne ich rozumienie”. Moze nawet bedzie to znacznie realniejsza pomoc niz zajmowanie sie plytka glowa Kota.
Ni, Meki. Obie strony obowiązują terminy.
wpiszę sobie w wolne okienko, żeby przesiać co już napisano i wyciągnąć z marginesów słuszne, a zlekceważone spostrzeżenia. tylko kiedy dość duże okienko się pojawi? kiedy?
ale głowa kota nie jest bynamniej do zlekceważenia, o nie. kto wie, czy nie jest wazniejsza!
Kocie, Nowiny Kurier
chyba nie wychodza, nie mam pojecia, nigdy tego nie czytywalam. Co do wciagania izraelskiej prasy – nie, i w ogole jesli to ma sie udac to tylko cicho, wiec juz o tym nie piszmy.
Right.
Czy mozna by wynajac jakiegos dobrego adwokata z Watykanu? I, jesli to kosztuje to moze moglibysmy pomoc w finansowaniu?
Bylbym raczej za sfinansowaniem wyczarterowanego autobusu do Rzymu dla mocnej delegacji z Jasienicy – na audiencje z Franciszkiem.
Kocie, ten projekt tez popieram. One sie nie wykluczja. Mozemy pomoc piszac do F., pomoc wyczarterowac autobus i pomoc z adwokatem, jesli to realne.
Foma, w języku niemieckim jest takie wyrażenie, które dość trudno mi przełożyć na polski tak, żeby to miało ręce i nogi – Exempel statuieren . W szerokim sensie ma to coś wspólnego z angielskim precedensem (prawnym). Biega mniej więcej o to, że niektóre jednostkowe przypadki, mają takie przełożenie na szerszy kontekst, że warto się do nich szczególnie przypiąć, szczególnie je nagłośnić, żeby mogły służyć jako przykład, rodzaj „wzorca z irydu i platyny”, w innych sprawach tego typu.
Tu przerwę, bo mam wysokie mniemanie o Twojej kumatości i jestem pewien, że już załapałeś, do czego zmierzam.
Kocie, Michalik nie kupił tego tytułu przez internet, bo owo szemrane International Biografical Centre działa już od dobrych kilku dziesięcioleci (sama dostawałam od nich korespondencję i też mogłam coś kupić, chłe chłe), a tytuł kupiony przez Michalika jest za rok 1998/99
Zobaczcie, jakie śliczne tytuły są do dyspozycji:
http://en.wikipedia.org/wiki/International_Biographical_Centre
Wydatki adwokackie sa znaczaco wyzsze niz wyczarterowanie autobusu. Autobus mozna zalatwic calkiem niedrogo z pomoca np jakiejs firmy turystycznej, ktora na tym niezle wyjdzie wizerunkowo.
Pamietam jak w Brightoin wybuchla bomba w hotelu gdy znajdowali sie tam przybyli na zjazd delegaci Partii Konserwatywnej, wraz z premierem, pania Thatcher. Bomba wybuchla w srodku nocy, ludzie uciekali z hotelu w nocnej bieliznie.
Przypadkowo wybuch uslyszal kierownik miejscowego Marksa i Spencera, wlaczyl radio i dowiedzial sie co sie stalo. Pojechal pod hotel, zabral wszystkich do sklepu i pozwolil wybierac co chca aby nazajutrz mogli uczestniczyc w obradach dorocznego zjazdu partii.
I chociaz bylo to ze 30 lat temu, wszyscy to pamietaja, ten gest M&S. Sklep nie moglby sobie takiej reklamy kupic nawet za miliony funtow.
A na marginesie: wybuch poteznej bomby uslyszal takze wyslany jako sprawpzdawca na konferencje kolega Starej. Bo byl zakwaterowany bardzo blisko. Kiedy Stara, ktora byla nazajutrz redaltorem dyzurnym zapytala kolege dlaczego, skoro slyszal wybuch nie wybiegl i nie dopniosl o tym natychmiast redakcji, kolega wzriuszyl ramnionami i odpowiedzial: uslyszalem wozy policyjne, wiec uznalem ze nie jestem potrzebny!
Od tego czasu Stara nazywala go zawsze w myslach debilem. Na sczescie nie byl dlugo w redakcji, bo postanowil zostac zawodowym teozofem i wyemigrowal do Szwajcarii. Stara odetchnela z ulga, bo jeszcze na dodatek byl namietnym donosicielem.
Widze, Pani Kierowniczko, ze nie oferuja tytulu Krolowej Zjednoczonegop Krolestwa. To co mi po jakichs pomniejszych tytulach.
Choc wartym rozwazenia bylby tez np tytul bylego Prezydemta Gambii…
Ciekaw jestem ile taki tytul w 98/99 kosztowal? Tez tylko kilkset dolarow? Przeciez to pestka dla biskupa.
Jesli adwokat jest taki drogi to jak Lemanski mialby go oplacic?
Jeszcze slowko o Nowinach Kurier; byla to gazeta po polsku wychodzaca w Izraelu. Byla wazna dla nowych imigrantow w ich pierwszych latach, bo stanowila glowne zrodlo informacji zanim lepiej opanowali hebrajski, oraz dla tych ktorzy w niej pracowali, poniewaz umozliwiala pisanie w jezyku polskim ludziom ktorzy tym sie zajmowali uprzednio. Czesc imigrantow z Polski to byli ludzie ktorzy przyjechali juz jako dorosli, czesto w wieku w ktorym w normalnych warunkach sie juz kraju nie zmienia. Poziom z tego co wiem byl rozny, od rzeczywiscie dobrych artykulow do calkowitego grafomanstwa. Pamietam ja z dziecinstwa. Anekdotka – w tym czasie drukowano w niej codziennie jakies romansidla w urywkach. Zagladalam do jednego z nich (mialam 11 lat), ktory nosil wytluszczony tytul Wielka Kleska Ireny X . Pewnego razu, przysluchujac sie rozmowie starszych u przyjaciol rodziny, z ktorych jeden krotko w tej gazecie pracowal, baknelam ze nie bardzo rozumiem tytul, poniewaz wszystkie odcinki na ktore zerknelam opisywaly jej sukcesy. Pan uprzejmie powiedzial ze sprawdzi, a po tygodniu przekazal przez znajomych podziekowania, bo okazalo sie ze byl to blad w tlumaczeniu z niemieckiego, i rzeczywiscie chodzilo o wielki sukces
Doiecezja powinna mu oplacic adwokata. Albo ktos moglby zglosic sie i roibic pro publico.
Bobiku, tyle że owe „niektóre przypadki” jakoś bardziej odcinają się od tła… a po drugie nie wiadomo, czy Vat stosuje niemiecką doktrynę
W procesach koscielnych adwokat jest chyba klerykiem i robi to z urzedu?
15402 ?
Noo, ja nie wiem, czy Kot słusznie wszystkich tych sprzedajnych tytułów się wyrzeka. Taki na przykład Certificate of World Leadership sam bym chętnie zaposiadł. To chyba nawet o oczko wyżej od Królowej.
Już wysłałam. To do Bobika.
Pisali gdzieś, że ksiadz poprosił o przydzielenie adwokata z urzędu, bo mu się należy.
Ale mysle, ze wtedy nie przysluguja palace i ta firma w Londynie co szyje biustonosze na miare, Rigley & Costam.
Rigby and Peller:
http://www.rigbyandpeller.co.uk/bespoke-lingerie/sc3432.aspx
Nie wiem co myslec o adwokacie z urzedu. Oczywiscie moze byc dobry i zaangazowany ale chyba niekoniecznie tak musi byc. Czy adwokat z urzedu jest w takim wypadku osoba swiecka?
Kocie, Psatrapa moze sie obejsc bez takich biustonoszy. Zreszta z taaaakim tytulem to moze byliby zaszczyceni gdyby Bobik raczyl za darmo przyjac.
Meki, ten Psatrapa nie przyjmuje lapowek (sic)
Psatrapa faktycznie moze chodzic bez biustonosza, bo tam nie ma co nosic.
Myslalem o Sobie.
Łap-ówek nie przyjmuję, ale gdyby ktoś mi atrakcyjną pysk-ówkę zaproponował, to kto wie, czy bym się nie skusił.
Siódemeczko, co znaczy dokładnie „adwokat z urzędu” w przypadku księdza?
Swego czasu deklarowałam pomoc finansową dla księdza Wojciecha, tylko ktoś musiałby mi pomóc odnależć tę deklarację w czeluściach koszyczkowych, bo ja nie umiem
.
List do papieża jest dobrym pomysłem, ale pamiętajmy, że przy ilości korespondencji, jaką on otrzymuje, ktoś robi selekcję wstępną. Podobnie jak to czynił kanclerz Lipka dla abepe Hosera ( że też abepe nie korzysta z tego, aby wyjść z twarzą z afery z księdzem Lemańskim, przecież Lipkę zmuszony był już poświęcić) .
Ja w dalszym ciągu twierdzę, że fejsbuk Franciszka jest bardzo dobrą opcją, ze względu na zasięg i dostęp publiczny. Ja z niego nie korzystam, więc sama nic zrobić nie mogę. Czy wiadomo nam cokolwiek na temat jakichkolwiek działań na rzecz księdza Wojciecha na papieskim FB?
Zmoro, to jest wybór księdza.
Zmoro, tak zwany fejsbuk Franciszka jest tylko w jedna strone. Mozna czytac co powiedzial, ale nie wpisywac sie.
Tytuly genialne
, ale dla oszczednych jest i tanszy dyplom z tym samym tytulem,
– Greatest Living Legend
– Outstanding Intellectual of the 21st Century Award (Purchase cost A$1000), tz jest to award dla wreczajacych
– 500 Founders of the 21st Century (jak sie zaklada stulecie ??),
– Vice President of the [Nonexistant] World Congress of Arts, Science and Communications
List otwarty do F. zamieszczony w jakims poczytnym pismie wloskim?
Trzeba by bylo zapytac L. czy nie ma nic przeciwko temu.
Nie wiem, może wziął sobie do serca ten apel i nie pozwolil im na działania:
http://www.tvn24.pl/wideo/z-anteny/wiklanie-wiernych-w-ten-spor-jest-duzym-bledem-taktycznycm,809337.html?playlist_id=16347
Poczekam na odpowiedź parafianki.
Siodemeczka ma racje. O wszystko poza zgloszeniem do nagrody powinnismy sie pytac L. co o tym sadzi.
Te Rady Parafialne to tylko dla pozoru? I wierni moze sami powinni zadecydowac czy sa/chca byc w ten spor uwiklani?
To mi pachnie traktowaniem ludzi jak dzieci w przedszkolu. Sami nie wiedza co dla nich dobre.
Przecviez to jakiez bzdury wierutne! Jaki „blad taktyczny”? Jakjie nie wiklanie wiernych w spor Lemanskiego z kuria? Co ten czlowiek bredzi?
Co to znaczy, ze jak Lemanski przegra z Hoserem, to poarafianie pozostana sami ze soba?
To jestr cos takiegfo jak powiedziec, ze Jacek Kuron ma spor z Partria i nikt nie powinien do tego sie mieszac, bo jak przegra, to i tak bedzie gorzej dla roboptnikow ganianych przez sciezki zdrowia.
To nie jest wewnetrzna sprawa miedzy ksiedzem a jego przelozonymi. To co zrobila Kuria zgorszylo tysiace ludzi w Polsce. Nie tylko z Jasienicy. I temu co sie stalo absolutnie wszyscy powinni sie przeciowstawiac, jesli sie na to nie godza. I to jest imperatyw moralny, aby otoczyc ksiedza Lemanskiego solidarnoscia i pomoca.
To jest bardzo latwo szantazowac opinie publiczna mowieniem o „bledzie taktycznym” i ze bedzie tylko gorzej. To robily rozne gnidy za komuny. Gnidy. Traktat jest o tym. Ks. ktory wystapil przed kamerami jest dokladnie taka gnida.
Wcześniej kombinowanie, teraz gnida, coraz lepiej… a ponoć to ze szlachetności i jako walka dobra ze złem
Katia, Nadia, Masza chodzily do RADZIECKICH szkol… Nie zdążyły, Kocie, choć może tam by je poprawiono.
To dla Fomy, bo wyraznie nigdy nie slyszal:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Wierzbicki
Andsol, wtedy gdy dorastaly panie z Pussy Riot moze nie bylo juz Zwiazku Radzieckiego, ale szkoly byly jak najbardziej radzieckie z ducha.
I w duzej mierze pozostaly takie do dzis jesli widziales ten filmik nagrany przez ucznia jakiejs syberyujskiej szkoly z ropzmowy w gabinecie dyrektorki. Uczen prowadzil kampanie antyputinowska w szkole. Czy ktos pamieta jak sie ten uczen nazywal? Filmik jest na yoy tubie i kiedys, pare miesiecy temu goscil na blogu Bobika.
Mocne zarzuty stawiał zakonnik ks.L.
. Uwielbiam takie niczym niepoparte teorie.
Nie sądzę, aby ks.L. wikłał kogokolwiek w parafii.
Ja zostalam uwikłana dobrowolnie, a największą zasługę w tym wikłaniu miał p.Hoser.
I sądzę, że parafianie wikłali się absolutnie dobrowolnie.
Kocie, zmuszasz mnie do obrony o. Gużyńskiego, choć wcale nie byłem jego wypowiedzią zachwycony.
Niemniej jednak on to mówił nie z pozycji gnidystycznych (swoją drogą foma „Traktatu o gnidach” mógł już nie znać), tylko raczej paternalistycznych – że powinnością pasterza jest ochrona owieczek, bo głupiutkie one, słabiutkie i same sobie nie poradzą. Znaczy, tak to odebrałem jak Meki – i tego paternalizmu nie popieram, żeby była jasność.
A z drugiej strony Gużyński poleciał też dość ostro pod adresem Hosera, żeby nie był bufonem i sprawę jakoś po ludzku załatwił, więc nie było tak, że na Lemańskiego w interesie waaadzy napadł. Bądźmy sprawiedliwi.
Kocie, ja na którejś ze stron papieskich widziałam komentarze, ale jak to funkcjonuje to nie wiem.
Wyszłam z założenia, że jak są dopuszczane, to wszystkie ( oczywiście po uwzględnieniu cenzury moderatora).
Siódemeczko, oczywiście, że jest to decyzja księdza.
Ja tylko chciałam sie od Ciebie dowiedzieć, czy jest różnica między obrońcą z urzędu osób świeckich a duchownych.
Bo przecież to nie jest to samo.
O, Łajza też uznała fomę za młodziaka.
No to jest wlasnie typowe zachowanie gnidystyczne – panu Bogu swieczke i diablu ogarek.
foma, co do realnej pomocy […] lepiej odpersonalizować problem, wskazując na wadliwe mechanizmy i opaczne ich rozumienie — skoro już pojawiły się porównania władzy partyjnej z kościelną (co może i ma sens, ale w zastosowaniu do Kościoła sprzed 400 lat), to miałem skromny program walki z Systemem, szukając tego, co Kotarbiński nazywał odgłupianiem się. Wiedzieć, rozumieć… W odziedziczonym z nauk kościelnych podziale „myśleć, mówić, działać” to wyglądało bardzo skromnie, ale przypuszczam, że pomogło mi w staniu się normalnym człowiekiem w normalnych warunkach.
Dlatego samo myślenie, nawet gdyby nie towarzyszyło mu głośne publiczne mówienie, a jeszcze mniej działania na placach i polach, mam za wartościową i ważną część istnienia w społeczeństwie — i dlatego przykro odbieram tendencje do ustawiania w szturmowej formacji tych, którym to nie po drodze, a także przypisywanie im jakichś wad czy to charakteru, czy postępowania. Chyba nie tędy droga w rozmowach o tym jaki jest świat i w którą stronę on się obraca. Poczucie pilności zadania na ogół jest ułudą, choć łatwo to wyhaftować na sztandarach…
To nie jest manifest o umiłowanie Henryka Hosera, choć też nie jestem aż tak mściwy, by uwierzyć w piekło, do którego z pewnością by trafił — ot, po prostu są nawet w tym samym kraju większe szuje i nie warto aż tyle mu oddawać czasu i atłasu.
Na filmiku pierwszej proby „zmiany warty” w Jasienicy widac aktywne uczestnictwo parafian (wypychanie samochodu mianowanego nastepcy) oraz ksiedza, ktory przynajmniej przeciw temu nie protestuje, wiec wypowiedz nie jest calkowicie bezpodstawna. Na temat tego czy jest to sluszne zawodowo (bo w koncu duszpasterstwo to pewna profesja) mozna miec rozne zdania, ktore same jeszcze z nikogo nie robia gnidy. O ile pamietam sam ksiadz nad tym sie zastanawial i nastepnego dnia poprosil parafian by takich aktow zaprzestali.
No nie wiem czy opuszczenie wiernych podczas rzezi w Rwandzie jest przewinieniem na tyle skromnym, ze nie wartym wzmianki gdy rozpatrujemy caloksztalt Hosera.
Andsol, wtedy gdy dorastaly panie z Pussy Riot moze nie bylo juz Zwiazku Radzieckiego, ale szkoly byly jak najbardziej radzieckie z ducha.. Kocie, zlituj się. Nie „może” a „na pewno”.
A co do ducha, to jedna może i miała, a druga nie, więc trzeba by było sprawdzić w naturze, czyli w szkołach tych pań, chyba, że założyć, że duch jest przekazywany w szkolnym plemniku i jeśli szkoła z takich duchem się zrodziła to już jej nic i nigdy nie odmieni.
? wikłać
1. plątać
2. przenośnie:
a) mącić
b) psuć, krzyżować
c) wplątywać kogoś w coś nieprzyjemnego
Dlatego nie podoba mi się wypowiedź zakonnika
.
Jedym przeinieniem ks.L. był brak reakcji na wypychanie samochodu dostojników przez parafian, co mogło być odebrane jako przyzwolenie.
Ale przyzwolenie, a wikłanie kogoś, to dwie różne pary kaloszy.
nie wiem czy wydawanie wiernych na rzez w Rwandzie… uff, tu to ja wysiadam, jeśli przebijasz Urbana w stosunku dziesięć do jednego. Nie mówiąc już o tym, że podkładem kłopotów Wojciecha Lemańskiego nie są działania KK (czy ich brak) w Rwandzie, a kościelny antysemityzm.
Nie, Kocie, tak absolutnie nie można powiedzieć, że świeczka i ogarek to „z natury” zachowanie gnidystyczne. Wtedy gnidą byłby każdy, kto dostrzega różne aspekty jakiejś sprawy, nie tylko jeden.
O. Gużyński miał prawo uznać jakieś posunięcie ks. Lemańskiego za błąd taktyczny (to nie jest w końcu ocena moralna), choć z jego zdaniem niekoniecznie trzeba się zgadzać. Ale nie zauważyłem, żeby podlizywał się zwierzchności i mówił, że w gruncie rzeczy to ona ma rację i lepiej siedzieć cicho, żeby nie było jeszcze gorzej. Powiedział (w sumie) mniej więcej „Hoser racji nie ma i powinien się wycofać, a Lemański w tym a tym punkcie mógł sprawę lepiej załatwić”. Wolno mu tak uważać. Nie podobał mi się jego paternalizm, ale gnidyzm to w tym przypadku o wiele za ostre.
Kot ma rację! Abepe wolno zgnoić człowieka, bo się ośmielił skrytykować jego styl, a wierni mają siedzieć cicho? Wiem, że KK jest specyficzną instytucją, ale mamy XXi wiek. A gdzieś tam ponad jest Bóg, który dał człowiekowi rozum i wolną wolę. I chwała Mu za to.
Gdzie te czasy gąbki, kredy i tablicy… https://www.youtube.com/watch?v=jK7xPo1YXzY#t=144
Demetrio, to nie o to chodzi, że wierni mają siedzieć cicho. Gużyński tego nie powiedział. On powiedział tyle, że Lemański – jego zdaniem – powinien ich ochraniać i nie dopuszczać do tego, żeby zostali uwikłani w spór między nim a Hoserem. I ja się tu z Gużyńskim nie zgadzam w kwestii „wikłania”, bo uważam, że wierni swój rozum mają i nikt ich nie „wikłał”, sami wiedzieli, po czyjej stronie się chcą opowiedzieć, ale też nie mogę czynić mu zarzutów za słowa, których nie wygłosił.
Ja się odnosiłam do wypowiedzi Mordki z 16:40, tak ogólnie, nie miałam wtedy czasu obejrzeć filmiku. A konkretnie, to też uważam, że o. Gużyński nie chciał źle.
Andsolu, może nie wziąłeś pod uwagę, że porównanie do Urbana przez wiele osób może zostać uznane za wysoce i osobiście obraźliwe. To jest jak rzucenie pod czyimś adresem obelżywym epitetem. Obawiam się, że Kotu mogło się zrobić bardzo przykro. Bo mnie się zrobiło.
Chociaż z trzeciej strony nie podoba mi się to całe „wikłanie”. To sugeruje, że cokolwiek zrobią parafianie, czy też czego nie zrobią, zawsze winą można obarczyć ks. Lemańskiego.
Toteż ja się pod wypowiedzią Gużyńskiego nie podpisuję, ale też nie uważam, żeby nią wdepnął w jakieś „bagno moralne”.
Ja tez mu Rwandy zapomniec nie moge i nie chce. To, ze nigdy za to nie musial odpowiadac jest potworne. A ze sie tego najwyrazniej nie wstydzi i wypiera – to jak z Lemanskim,
„nie mial powodu pytac o obrzezanie”. Ksiadz molestujacy dzieci w Tarchominie – tez nie jego wina, ze dalej mogl sobie po cichu to robic, bo „wspolpracownicy”. Zwolnienie chlopca na posylki w randze kanclerza mialo sprawe zalatwic. To naprawde kanalia. Moze Andsol ma racje, ze sa gorsze, ale duzo wiecej zla na swiecie Hoser moze sobie przypisac niz wiekszosc ludzi na tym globie.
Moze w konflikcie z Lemanskim nie nalezy o tym wszystkim przypominac – ale zapomniec tez trudno, ze to konsekwentna szuja.
A wracajac do wiernych z Jasienicy. Samochodu Lemanski nie wypychal osobiscie i do tego innych nie naklanial. A na drugi dzien nawet poprosil by tego wiecej nie robili. Po tym jak byl traktowany przez Hosera i ska okazal wiecej wielkodusznosci niz mozna oczekiwac od smiertelnika. A za aniola sie nigdy nie podawal.
Ponad 700 podpisow jest z Jasienicy. Jesli tych Jasienic nie ma w Polsce kilku to oznacza, ze przynajmniej polowa doroslych mieszkancow wsi podpisala nasz list. Ktos ich wikla?
Bobik wyraznie napisal: to ze sie z ks. Gużyńskim nie zgadza (!), jeszcze nie znaczy ze tamten jest gnida.
Co do Rwandy, nie jest dla mnie jasne czy bylo jakies powazne badanie w tej sprawie? Widze tylko wzmianki na ten temat jakoby na marginesie sprawy ks. Lemanskiego, a temat jest o wiele za powazny by byc tak traktowany. Bo jesli to nieprawda to pomowienie jest straszne, a jesli prawda, to zasluguje na o wiele powazniejsze podejscie.
Co do zachowania ks. Lemanskiego w stosunku do parafian, moje wrazenie (moge sie mylic), na podstawie filmikow i wypowiedzi ktore czytalam, jest ze owszem angazowal ich w konflikt, ale robil to wychodzac z zalozenia, chyba sprzecznego z postawa KK, ze parafianie maja prawo decydowac o tym kto ich bedzie prowadzil. Tak jak w judaizmie jest powiedzenie – Ase Lecha Raw, tz wybierz sobie rabina/nauczyciela odpowiadajacego tobie. Tz to zachowanie w moim zrozumieniu byla czescia konfliktu o wyglad Kosciola, o empowerment (nie wiem jak po polsku) wiernych, bardziej niz proba uzyskania osobistego poparcia. O ile pamietam byla tam sprawa z rada parafialna, ktora wg ks. Lemanskiego ( calkiem slusznie) miala wyrazic zgode na zmiany personalne.
Tak, Lisku, wyszlo na ten temat pare ksiazek, za o Hoserze wypowiadala sie niedawno brytyjska spechalistka od Rwandyjskiej rzezi, autorka licznych publikacji naujkowych na ten temat, ekspertka ONZ, ale w tej chwili staremu Kotu wylecialo z glowy jej nazwisko. Zaraz sobie przypomni i moze znajdzie jej wypowiedz.
Dzieki, Kocie
Linda Mekvern!
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14253030,Ekspertka_po_wywiadzie_Hosera__On_znal_sie_z_tymi_.html
Znaczy suie Melvern.
A tu sa jej credentials:
http://en.wikipedia.org/wiki/Linda_Melvern
Publicznie oświadczam, że jakiekolwiek porównywania z Urbanem nie dotyczą jego historii politycznej, poglądów czy braku poglądów, urody czy ogólnej sympatii, którą w Kraju wzbudza. Mowa jest tylko i wyłącznie o tym, co pisze w „Nie”, a fakt, że pisze bardzo ostro i tylko (jeśli dobrze pamiętam) raz wytoczony mu proces sądowy przegrał znaczy, że on wie o czym pisze i ma jak bronić się w sądzie. Co warto przemyśleć gdy formułuje się zaadresowane imiennie oskarżenie o popełnienie zbrodni.
Kocie, wlasnie o to mi chodzi ze to troche za bardzo rozmyte. „Byl czescia establishmentu” badz „znal” to troche luzne. Ze gdyby nie wyjechali byloby lepiej to po pierwsze spekulacja (gdybanie historii), a po drugie nie jest jasne czy opuszczajacy o tym wiedzieli. Tz swietlana postacia abepe na pewno nie jest, ale co mozna naprawde o nim powiedziec w tym kontekscie pozostaje dla mnie troche niejasne. KK nie prowadzi polityki zadnego kraju (miejmy nadzieje). Po to by dzialac w jakims kraju ma byc w dobrych stosunkach z klasa rzadzaca. Gdy ta zaczyna mordowac, wycofanie sie, tz odciecie sie od niej, wydaje sie logicznym zachowaniem. Zdaje sobie sprawe ze troche gram naiwna, ale to po to by sprowac wylowic cos konkretnego. Jedna rzecza ktora napewno powinien byl zrobic, np po wyjezdzie, to glosno protestowac przeciw tej potwornej zbrodni, usilowac organizowac nacisk i pomoc miedzynarodowa, a rozumiem ze slowa nie pisnal.
Zdawalo mi sie ze gdzies czytalam ciezsze oskarzenia, ze ksieza w Rwandzie wrecz popierali mordercow, ale trudno mi bylo zrozumiec co konkretnie robili.
I kolejne
http://natemat.pl/67487,linda-melvern-hoser-musial-byc-czescia-establishmentu-rezimu-rwandy
Bobiku, jako Gospodarz blogu jesteś odpowiedzialny za publikowane tutaj treści, więc na Twoim miejscu zastanowiłabym się, czy wypowiedź Kota z 17.36 nie powinna zostać usunięta. Jak dotąd arcybiskup nie został skazany prawomocnym wyrokiem sądu, więc w świetle prawa jest niewinny i formułowanie podobnych zarzutów może być uznane za przekroczenie granic wolności wypowiedzi.
i dalej
http://natemat.pl/65107,jakich-pytan-boi-sie-abp-henryk-hoser-sciana-milczenia-w-sprawie-duchownych-podczas-ludobojstwa-w-rwandzie
Ciekawe tez rozmowy toczono przy sniadaniowym stole – pod koniec artykulu.
Ani Kot ani ja nie twierdzimy, ze sam maczeta machal. Kosciol wspoluczestniczyl w nagonce na tutsi poprzedzajacej mordy, czesc duchownych brala udzial w mordach i gwaltach, na koncu probuje sie to rozmywac.
Czytalam wywiady z ludzmi z Rwandy, ktorzy uwawali, ze Hoser powinien odpowiadac przed Trybunalem za wspoludzial.
Nie mam powodu im nie wierzyc. Nie mam tez najmniejszego powodu uznac Hosera za prawdomownego.
Ani Kot ani ja nie twierdzimy, ze sam maczeta machal. Kosciol wspoluczestniczyl w nagonce na tutsi poprzedzajacej mordy, czesc duchownych brala udzial w mordach i gwaltach, na koncu probuje sie to rozmywac.
Czytalam wywiady z ludzmi z Rwandy, ktorzy uwawali, ze Hoser powinien odpowiadac przed Trybunalem za wspoludzial.
Nie mam powodu im nie wierzyc. Nie mam tez najmniejszego powodu uznac Hosera za prawdomownego.
Tysiace maczet made in China nie znalazly sie w Ruandzie z dnia na dzien. Rzez byla przygotowywana przez co najmniej rok, jesli nie wiecej. Te maczety byly chowane w kosciolach. O tym, ze sie zrobi porzadek z Tutsi mowiono tez od co najmniej roku.
Zdarzalo sie bardzo czesto, ze uciekajacy przezd rzezia chowali sie w kosciolach, a jak sie juz ich uzbieralo dostatecznie wielu, byli do kosciolow wpuszczani Tutsi i wszystkich wyrzynano.
To sprawilo, ze po zakonczeniu rzezi bardzo wiele kosciolow katolickich opustoszalo i je zamknieto, badz przerobiono na protestanckie. Rwandyjczycy zaczeli palac nienawiscia do tego kosciola.
Pare miesiecy temu na blogu Szoskiewicza ktos zamoiescil dziennik mlodego misjonarza, ktory opowiada dzien po dnoiu co slyszy od ocalalych z rzezi. To jest straszna lektura i to jest niesamowite oskarzenie pod adresem tamtejszej hierarchii, ktora nie tylko do tego dopuszczala, ale wielu duchownych w tym wszystkich uczestniczylo. Nawet kobiety – zakonnice.
Wlasciwie nie wiem jak sobie Rwandyjczyzcy radza z tym dziedzictwem.
Mówienie, że „ludobójstwo był wynikiem czteroletniej wojny domowej” to nawet nie rewizjonizm, to mega-brednia w sytuacji konfliktu trwajacego przynajmniej dziesiatki lat (z jeszcze glebszymi historycznymi korzeniami), ktory juz przedtem powodowal krwawe starcia (inicjowane przez jedna lub druga strone), i inteligentny czlowiek tam przebywajacy nie mogl o tym nie wiedziec.
Myślę, Kocie, że o. Gużyński nie zasługuje na takie nazwy. Na blogu ?Na temat” bronił ks. Wojtka, kilkakrotnie bardzo ostro wypowiadał się o b. Hoserze i chyba podpisał nasz list.
Dałam go tylko jako przykład, że nawet ludzie solidaryzujący się z ksiedzem mogą widzieć różne rzeczy inaczej i ja nie wiem, czy po wysłuchaniu takiej opinii, a miała ona jeszcze dalszy ciąg, ksiądz Wojciech nie wziął jej sobie do serca i może zabronił im wyjazdu do papieża.
Osoba, której przekazałam taką sugestię, na pewno powiedziała o tym księdzu, tam nie ma innej możliwosci.
Muszę poczekać na odpowiedź i nie mogę namolnie szturchać ludzi.
Do Zmory w spr. adwokata.
Nie wiem Zmoro jak to wygląda. Wiem, że wcześniej miał ksiadz propozycje pomocy prawnika.
Czytam, że poprosił o adwokata z urzędu, więc odpowiadam Ci, że to Jego wybór.
Jak ostatecznie będzie, to się okaże. Będę w niedzielę w Treblince, ale to nie znaczy, że będę mogła księdza zapytać, bo wtedy jest dużo osób, które chcą z nim mówić.
Dzwonić z różnych powodów nie chcę.
Mnie by na pewno coś trafiło, gdyby każdy napotkany człowiek dawał mi dobre rady, co powinnam zrobić. Dlatego powściągam się.
Kocie, to chyba dziennik o ktorym wspomniales
http://konradjestwrwandzie.wordpress.com/2008/10/10/ksieza-w-czasach-ludobojstwa/
troche sie powatarza, ale nie wszystko
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103086,14253684,Tochman__W_Rwandzie_byli_ksieza__ktorzy_mordowali.html
Lepiej nie czytac przed snem.
Oj, niedobrze. Zagotowało się i kipi.
Siódemeczka ma rację. Mnie też by trafiło. List dobrze, nagroda dobrze, ale nie próbujmy ciągnąć i pchać księdza i jego parafian. To dorośli ludzie, świadomi wyboru i konsekwencji.
Nie miałam i nie mam złudzeń. Kościelne młyny zmielą ks. Lemańskiego, ale to co zrobił, nie pójdzie na marne.
Chyba to ten dziennik, ale nie na 100%. Chyba ten.
OT. Ale o życiu blogowym
http://video.teatrstary.eu/video/bitwa-o-literature-miedzy-blogiem-a-kowadlem/
Nie wiem ile z tego da sie odczytac bo niestety tresci platne
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,133132,14284348,Swiete_mury_arcybiskupa.html
Ksiadz ma też prywatnego prawnika, więc bedzie miał dwóch.
Siodemeczko, gdyby udalo Ci sie z ks. mowic to przekaz mu bardzo serdeczne pozdrowienia i zyczenia wszelkiej pomyslnosci i oczywiscie pomyslnego zakonczenia calej sprawy. Nie wiem czy masz jak, ale gdyby: jak mozna mu pomoc?
O Ruandzie chyba na razie wystarczy. Dla mnie jest Wojownikiem II kategorii tzn walczy rekoma innych i na jeszcze innych odpowiedzialnosc zrzuca.
Wiecie co, mnie się też widzi, że postawienie zarzutów to nie jest to samo, co udowodnienie zarzutów, a tym bardziej wyrok sądowy i byłbym Mordce wdzięczny za przeformułowanie tej wypowiedzi z 17.36. Bo w tej formie może nawet być podstawą do oskarżenia o zniesławienie, a to by raczej nie było przyjemne.
Rwandy bym się nie czepiała, abepe był bezpieczny w Europie, nie można go chyba powiązać z tamtymi wydarzeniami, nic nie zostało mu udowodnione. Ale księdza Lemańskiego mu nie daruję. Obrażona duma nie licuje z godnością arcybiskupa. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Ksiądz Wojciech pewnie zachowa się jak trzeba i wybaczy. Ja nie muszę. A ponieważ nic nie mogę, tylko sobie pogadać, to będę gadała
Zgadzam się z Haneczką.
Ksiadz Lemański w starciu z Kurią i biskupem Hoserem był i jest bez szans. Szkoda , że ksiądz Lemański nie podjął studiów. Być może miałby wtedy czas na głębszą refleksję i zaleczyłby rany. Może tak jak mój przyjaciel z Rwandy powinien napisać książkę …
Pisałem kilka razy na tym blogu, że na wybaczenie i przeprosiny nie ma co liczyć.
Widzę także, że nasz Kot ma w dalszym ciągu niezwykłą łatwość obrzucania innych inwektywami. Także w tym przypadku na przeprosiny nie ma co liczyć…
Mnie akurat interesuje rola Kosciola w Rwandzie, z Hoserem i bez. Mysle ze to wazny temat.
Marku, nie wyobrażam sobie księdza L. studiującego refleksyjnie w zaciszu bibliotek.
mnie tez Lisku, jestem pewien ze w archiwach Watykanu mozna to lub tamto o Rwandzie poczytac.
Oczywiście, że temat roli Kościoła i konkretnych duchownych w Rwandzie jest ważny i ja też chciałbym się o tym jak najwięcej dowiedzieć. Tylko przy takich tematach jest jednak istotne, żeby się nie zapędzać i nie pisać o podejrzeniach czy własnych opiniach jak o rzeczach udowodnionych. No i żeby zachować precyzję wyrażania się, bo np. sformułowanie o „wydawaniu wiernych na rzeź” przez Hosera sugeruje, że on to robił osobiście, co jak wiadomo było niemożliwe, bo go tam nie było. Tu można mówić tylko o moralnej odpowiedzialności.
Lemanskiego juz tutaj zalowalem, i dalej zaluje, ale jak juz wspomnialem – i po tym co dzisiaj zrobiono w sprawie biskupa
Linburga – jego sytuacja jest bardzo trudna. Zemla go.
Irku,
poslucham jutro (w pracy
), to prawie dwie godziny, a dzien konczy sie
Ze spraw mniej poważnych, ale bardzo istotnych: czy jadanie parówek (pękających wzdłużnie, ofkors) jest teraz patriotycznym obowiązkiem czy też zaprzaństwem i zdradą?
Mar-Jo, widzialem Ciebie, dziekuje frakcjo
i nowe:
https://www.facebook.com/pages/Gryfia-tylko-z-prof-Ingą-Iwasiów/222775524564738?ref=stream
Demetrio, jezeli sa to parowki z (powiem) z Sokolowa – patriotyzm, jezeli parowki Wienerwurst to zdrada i zamach na ……….. (wpisac co wolisz)
Ja Ciebie, Rysiu, też!
Chore miasto.
Z biskupem Limburga, tak myślę, to jeszcze nie koniec. Komisja trzepie dokumenty.
rysberlin, czy w zdaniu po tym co dzisiaj zrobiono w sprawie biskupa chodzi Ci o to, że go zawieszono, a nie wydalono? Ale myślę, że i tak podejście jest rewolucyjne, w tej instytucji panowała zasada „co ma utonąć nie zawiśnie”, a tu zamiast utopić parę rachunków w powodzi ważniejszych rozpraw doktrynalnych, zawieszono biskupa.
Mar-Jo
o to mi chodzi, andsolu. Rewolucyjne? Czesciowo tak, ale opinie spoleczne i znaczacej czesci duchownych sa jednoznaczne, biskup bez „owieczek” nie moze istniec, a owieczki nie zycza sobie biskupa wiecej widziec i slyszec!!! Owieczki groza ze jak pokaze sie w kosciele to wywioza go na taczce
pstryk
Ksiądz ma bibliotekę na interesujące go tematy, której niejeden specjalista mógłby mu pozazdrościć.
A proponowano mu studia w Krakowie.
Ksiądz ma starego, schorowanego ojca, którym się opiekuje i nie chce go zostawić, wiec odpowiedział zwierzchnikowi, że chętnie podejmie studia i będzie uczył się hebrajskiego z najwyższą radością, ale w Warszawie u jezuitów – z przyczyn wiadomych.
Na to nie było zgody, więc jak sobie, Marku, to wyobrażasz?
Zresztą nie wykazał się biskup wielką przebiegłością, bo pisać krytyczne teksty można z każdego miejsca na świecie.
Lisku, oczywiście, każdego interesuje rola Koscioła w Rwandzie.
Czytałam książkę Tochmana i śledziłam później burzę wokół niej i dyskusje w Tygodniku Powszechnym.
Szukałam też innych materiałów, są filmy.
Ja nie wiem, czy miałabym odwagę przeciwstawić się rozjuszonym tłumom z maczetami, ociekającym krwią, dlatego nie będę wypowiadać sądów nad nikim.
Zgadzam się, że wyżsi duchowni mogli spodziewać się, że dojdzie do masakry.
Myślę, że o tym wiedziało też wielu światowych przywódców. I nie wiem, co mam dalej powiedzieć, bo koszmar mnie przerasta.
Bohaterstwa od nikogo wymagać nie można (gdyby było powszechne i oczywiste, nie byłoby bohaterstwem), ale kiedy się rozważa odpowiedzialność Kościoła w Rwandzie, nie chodzi o nieprzeciwstawienie się zabójcom z maczetami, tylko o działania polityczne, nieprzeciwstawianie się podżeganiu do mordów, pomoc w późniejszym kryciu zabójców, etc. To są zarzuty w stosunku do instytucji.
A jest jeszcze kwestia osobistej odpowiedzialności duchownych, którzy brali udział w mordach (niektórzy nawet zostali za to skazani). Tu już sądy można wypowiadać całkiem jednoznacznie.
Siodemeczko, o błogie odcięcie od świata mi chodziło.
Wiem, Haneczko.
Ja to wszystko przecież wiem i rozumiem, Bobisiu.
Zaskoczyło mnie w wywiadzie Hosera wyraźnie okazywane zrozumienie dla Hutu i próby ich usprawiedliwienia wcześniejszymi wydarzeniami. I wiem, że osoby konsekrowane KK (mężczyźni i kobiety) brali udział w masakrze i nie chcę pomniejszać ich win przez następne zdanie, ale
Świat to wszystko widział i co?
Świat ma wprawę. To nie pierwsze i nie ostatnie co widział.
Sorry, ze sie oddalilem, ale ogladalem ostatni odcinek serii o rytualach przejscia w Kosciele w wiekach srednich – narodzinach, malzenstwie i dzis – o smierci. Swietrne, jak wiekszosc materialow pokazywanych ostatnio na Czworce.
Oczywoscie, ze mowimy o moralnej, a nie fizycznej odpowiedzialnosci Hosera w Rwandzie – o jego tchorzliwym opuszczenbiu kraju pod byle pozorem gdy wiadomo juz bylo, ze dojdzoe do rzezi, o nie powstrzymaniu jej przynajmniej na tyle na ile to mozna bylo zrobic poprzez pogrozenie chocby mekami piekielnymi wszystkim mordercom, o przerzucaniu do Rzymu najbardziej zagrozonych trybunalem duchopwnych po wojnie domowej, o klamaniu w zywe oczy, ze kosciol byl wylacznie ofiara ludobojstwa ( w kosciele bylo sporo ofiar jak i poza kosciolem, ale my nie o tym mowimy). Hoser zachowal sie abominacyjnie, a zwazywszy na to, ze byl najwyzej postawionym duchownym w Rwandzie w tym czasie, to i odpowiedzialnosc jego jest szczegolna, nawet jesli sam osoboscie nie machal maczeta. ON SIE NIE POCZUWA DO ZADNEJ. Samo uosobienie skrzywdzonej pomowieniami niewinnosci i samozadowolenia. I tak jak sie przechwalal niedawno w wywiadzie ile to on gratulacji dostal za odsuniecie ks. Lemanskiego, tak ma, jak sie wydaje, absolutnie nie zmacone sumienie w sprawie swych wczesniejszych, rwandyjskich osiagniec w karierze.
I jesli potrafie zrozumiec uciekanie z rejonu zagrozenia swieckich ludzi, w tym nawet politykow i przywodcow, tak psim obowiazkiem najwyzszego duchownego jest trwac przy swoich owieczkjach gdy sa zarzynane i powstrzymywac innych duchownych przed mordowaniem czy wydawaniem na smierc.
Oczywiscie, ze Hoser jest postacia kompletnie obrzydliwa i jego zachowanie wobec ks, Lemanskiego jest tylko jednym aspektem jego natury. I pewnie slusznie zauwaza andsol, ze znajda sie w Polsce wieksze szuje niz Hoser – no chocby Macierewicz, ale naprawde jest to raczej male pocieszenie. Ja akurat wiecej sie spodziewam po arcybiskupie niz po psychicznym Macierewiczu, choc i ten ostatni mial przynajmniej w zyciu jakies ladne epizody, z ktorych moze byc dumny i byl odwaznym czlowiekiem. Kiedy poznalem Macierewicza byl szefem nielegalnej wowczas w Polsce struktury – Amnesty International. I za to mozna bylo isc do wiezienia, choc bywaly i inne, nie mniej przyjemne sankcje.
No such saving graces dla Hosera.
A nie, Bobik. Od duchpwnych mozna oczekiwac bohaterstwa. W przeciwnym razie niech nie wzywaja do bohaterstwa innych.
Ja zmieniam temat z przyczyn praktycznych.
Już można się podpisywać i roznosić linkę:
http://blog-bobika.eu/nagroda_musiala/
A przed widzeniem — słyszał. Akty oskarżenia poszlakowe w takich wypadkach nie mają silnego oparcia, bo odwołują się do tego, co ów czy inny powinien był robić, a to tak łatwo mówić, że nie wiedział. Przecież w ten sposób Albert Speer uniknął wyroku śmierci w Norymberdze, bo dopiero w latach 70tych pojawiły się wskazówki, że jednak słyszał od Himmlera co zamierzano zrobić z Żydami, a twardy, papierowy dowód pojawił się w roku 2007.
Ale nikt, nikt, kto działał w Rwandzie w latach 1993-94 nie może wmawiać światu, że nie słyszał jak przez radio nazywano Tutsi karaluchami i obiecywano ich wymordowanie. I brak reakcji na taką mowę nienawiści zaprzecza sensowi działań osób, które same siebie określają jako duchowni.
Taaaaa, wielka zmiana tematu…
Foma, czyżby kły Ci opadły
?
Mnie się przeskok z Rwandy do Jasienicy czy Krakowa wydał jednak dość spory.
Dzieki Bobiku, dzieki Panie Administratorze.
To uczynek bardzo mily Panu Bogu.
Jadziem roznosic. bo zgfosic kandydature mozemy tylko do 30 pazdziernika
Ponieważ tak ogólnie to się dziś sporo napracowałem, a jutro mam wstawanie o niepsiej porze, udaję się na spoczynek, resztką sił szczekając dobranoc.
Padam na twarz przed Panem Administratorem. W realu też to zrobię, jeżeli będę miała zaszczyt. Niech PA się gotuje, bo bywam dosłowna
Udaj się, udaj, Bobiku Pracowity.
Zaniosłam na FB zgłoszenie przy okazji przyniosłam zdjęcia domu, w którym teraz mieszka ksiądz i urodzinowych odwiedzin parafian
https://www.facebook.com/media/set/?set=a.522307197849164.1073741860.470329296380288&type=1
Naiwne dobranoc
O, Boze, Siodemeczko, jakie ZNAKOMITE, jak PIEKNE twarze maja ci ludzie, ktorzy porzyszli w odwiedziny do WL.
Po raz ktorys przekonuje sie o prawdzie slow Erwina Axera, ktory wiele lat temu powiedzial mojej Starej, ze do 25 roku zycia czlowiek nie odpowiada za swoja twarz, za to jak wyglada, ale potem juz tak. Bo w tej twarzy odbija sie jakim jest czlowiekiem, co ze swym czlowieczenstwem zrobil.
I jak patrze na tych ludzi z Otwocka, no to… po prostu widac…
Tez zmienie temat… w sprawie odbierania romskich dzieci co maja jasne wlosy i niebieskie oczy:
http://www.cnn.com/2013/10/23/world/europe/europe-mystery-girls/index.html?hpt=hp_t2
Jasne, ze od jasnowlosych rodzicow nikt nie odbierze ciemnoskorych dzieci. Trauma tej irlandzkiej i tej greckiej dziewczynki jest nie do wyobrazenia. A rodzice (zwykle biedni) wlasciwie bez praw, bo gazety sie tylko przygladaly temu bezprawiu. W goraczkowym oczekiwaniu na jakies sensacje. Bo 8 tysiecy deranged rodzicow przyznalo sie do tego greckiego dziecka. To samo w sobie warte by bylo dziennikarskiego artykulu, bo przeciez 7999 tych rodzicow klamie w zywe oczy.
Tak, Kroliku. Tam jest jeszcze pare aspektow w tej sprawie, o ktorych nie chce nawet mowic przed snem. Ale dziekuje Ci za to co napisalas.
Jutro musze od rana pilnowac podpisow. To odpowiedzialne zadanie powierzyul mi Gospodarz blogu, bo sam biedaczyna bedzie musial wybiec z domu.
Wiec antycypujac ciezar obowiazkow udam sie na poslanko, rzuciwszy jeszcze raz okiem na powiekszajaca sie liste.
http://smakpodniebienia.pl/tak-czy-nie-czyli-prostota-w-telewizji-rzadzi/
Może i Bobik zainteresuje się nowym otwarciem
Dzien Dobry Bardzto
szeleszcze
(Merkelowej komorka wysyla rozmowy prosto w uszy „przyjaciol”, swietnie ze jest ktos kto wie co pani kanclerz mysli
)
brykam
brykam, fikam
krolik bo przeciez 7999 tych rodzicow klamie w zywe oczy moze zmyleni nadzieja, wiara ze, pragnieniem?
moze bez zlej woli, moze pogubieni, czekaja na promyk?
” granice mojego jezyka sa granicami mojego swiata”
(Wittgenstein albo Walter?)
brykam fikam
herbata, duzo herbata
kawa, ogromnie duzo kawa
brykam fikam
Dzień dobry,
Ryś duuuużżżżżżżżżooooo polewa
Wczoraj pękł mi krokiet przy podgrzewaniu w mikrofalówce. Z krakowskiego ” Kredensu” zresztą
i pada :/ chociaż przynajmniej nie zamarza w locie
haneczko, kłów ci u mnie dostatek, ale kiedyś spać muszą. no i nie zawsze trzeba używać. na sofie wypada kłami nie epatować, a ja przecież na sofie chciałem przysiąść i podziwiać uroki jesieni.
Dzień dobry.
Pani Kanclerz podsłuchiwana przez Przyjaciół?!!!!!
Czas przeszły (Perfekt) Amerykanie jakby celowo lekceważą.
” Der Präsident versicherte der Kanzlerin, dass die Vereinigten Staaten die Kommunikation von Kanzlerin Merkel nicht überwachen und nicht überwachen werden”.
Mój komentarz wisi. Dzień dobry!
Dzien dobry
Pierwsza instancja wzorowala sie na bialostockiej prokuraturze, ale koncowy werdykt calkiem ciekawy
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,14778398,Sad_karze_kiboli__Finansowo_i_pokazem_filmu__Cud_purymowy_.html
W dzisiejszym Haaretz artykul o tej akcji
https://www.facebook.com/zobacznienawisc
oraz o tym stowarzyszeniu
http://projektpolska.pl/
Dzięki, Rysiu, za eksplikacje parówkowe
Fajne inicjatywy, Lisku.
Dzien dobry. Rozpoczynam za chwike dyzur i prosze wszystrkich o czujnosc.
A tymczasem szybko, galopem na kawe z croi.
Heleno, czy to Ty usunęłaś mój komentarz z poczekalni?
Dlaczego?
O, znów się w poczekalni pojawił. Nie było go przez czas jakiś.
Nie rozumiem. PRZEPRASZAM. BARDZO.
Dzień dobry
Wróciłem w sam raz, żeby wyjaśnić: Helena nie pilnuje blogu, tylko listy z podpisami. To są dwie osobne administracje i nie można sobie tak z jednej do drugiej skakać.
A komentarza nikt z poczekalni nie usuwał – siedział tam sobie cierpliwie, kawę popijał i jak go wpuszczałem, nie wyglądał na skrzywdzonego.
lisku, o, to jest u nas trochę ludzi, którzy wierzą, że Polska przeżywa jeden z najlepszych okresów w swojej 1000-letniej historii? A już myślałem, że nikt nigdy tego nie zauważy… Zaraz, ale na co w takim wypadku moglibyśmy ponarzekać?
Polska przeżywa jeden z najlepszych okresów, więc narzekania jest pod dostatkiem i nikt się nie skarży na braki w zaopatrzeniu czy nierytmiczność dostaw.
Brawo sędzia Łączewski!
Wyrok z fantazją to zwierzę tak rzadkie, że dotychczas chyba nigdy go nie widziałem.
I na pewno taki wyrok ma znacznie więcej wychowawczego sensu niż odkiblowanie 2 lat w celi.
Sorry. Oczywiście pod celą.
Czasem na tej obczyźnie już się zaczynam z prawidłową polszczyzną rozmijać.
Zydowski poeta z Polski (nieznany autor)
Tłumaczyła z idisz, Halina Birenbaum
Idzie za mną ten smutek polskich łanów,
przez pięć kontynentów i trzy oceany,
jak pas światła meteorów,
idzie za mną to światło z lat dzieciństwa.
I nie raz staję po środku
gdzieś jakaś droga – słońce rozżarzone,
i tysiąc pytań przychodzi w oniemieniu:
dokąd ty idziesz, od kogo pochodzisz?
I jak ty możesz nie wyskoczyć ze skóry,
i musisz tak płakać i słuchać, gdy się nagle rozśpiewają
polskie łany w twej duszy,
i przedwieczorne kościelne dywony
przypominają – przypominają
kim ja jestem, czym jest moja dusza –
czy na prawdę urodziły ją dwie matki?
Dzwonią, dzwonią, dzwonią –
dzwony katolickie, polskie, przedwieczorne,
w świetle zachodu słońca – dzwonią – w czerwieni.
Ale dokąd ja idę?
Co znaczą nagle słowa, które dźwięczą
w moich uszach:
świat ma siedem bram
i wszystkie są dla ciebie zamknięte –
ta zapaść, ta czerwona –
i – jaki będzie mój koniec –
skoro dwukrotnie jestem urodzony –
czy muszą też przyjść dwie śmierci?
1935
Tłumaczyła z idisz, Halina Birenbaum
Polsko, Ojczyzno moja, dzieciństwa duszo,
Ty jesteś jak wiecznie otwarta rana,
Dla tych, którzy Cię wiecznie kochać muszą,
Bo tysiąclecia kajdanami z nimiś związana.
Nagle łzy jak krwotok buchają ze mnie:
Polsko, kocham Cię wiecznie, potajemnie;
Niech milczy, kto Miłość zamilczeć może,
My, poeci, nie możem; smutno nam, Boże.
Polska Ty mowo, niby krwi bandażem, przesiąkłaś mą duszę;
Do Boga po polsku mówię, gdy wzywam Go na morzu,
przez burze,
Po polsku kocham – gdzieś w Nowym Jorku lub Singapurze,
Bo kiedykolwiek Miłość wyznaję – po polsku
wyznawać muszę.
1935
herbata cala jedna mocna i czarna dla PA
dla Bobika i nocnych dogladaczy tez (dla tych w cieniutkiej zwiewnej nic nie wazacej porcelanie)
andsol, pogoda, pogoda jest w Polsce kiepska, zawsze inna
dobry powod do marudzenia?
A pogoda ma powiązania z kondominium?
oczywiscie!!! od zawsze!!!!
Pod 106 brak nazwiska może napisać do niej, zeby podała (uzupełniła)
Bobiku, czułbyś się tu teraz jak u siebie, bo u mnie pada piesami i kotami. I z tej ponurości przypomniałem sobie, że mam taki model polskiego Ur-narzekania, bo właśnie ugotowałem to dla Michała (może dlatego, że on się zawsze śmieje, a nie narzeka), to jest wyjąłek z Jana Gondowicza. Eł a nie te.
Zauwazylem to.
A Stara odnalazla na liscie m.in, kolezanke z teatru, z ktora pracowala a ktorej nie widziala od 45 lat!
Bardzo ladnie przybywa.
Tak, tak, widzialem!
<– zadowolony Kot.
145, Kocie
Podpisano.
Numer 145 do usuniecia.
Sorry, cos sie stalo i nie chce mi kasowac, Pewnie Pies zamknal na jakis podwojny klucz. Musimy poczerkac, niestety.
Ale czujnosc wzorowa.
Dziwne rzeczy się dzieją. Pies niczego nie zamykał, a u Kota było zamknięte.
Ale nic to. Z działalnością szatańską już jesteśmy tak otrzaskani, że wcześniej czy później sobie z nią poradzimy.
A czujność faktycznie rrrewolucyjna.
Swietnie Piseu, ze jestes z powrotem, bo musz pilnie i niespodziewanie wyjsc.
See yah.
herbata w sloneczny czwartek
dzisiaj w „Tagesspiegel” znalazlem (dla frakcji):
http://www.youtube.com/watch?v=qVZPLV9tsE8#t=38
obie listy ida szybkim krokiem, fajnie
Słuchajcie, czasami Jagoda i Lisek, a może i Nisia, wklejają tu ścieżki do Yotube i otwierają się od razy duże ekrany, nie pełny ekran, tylko taki na 3/4 powierzchni.
Ja to sobie zanalizowałam i wiem, ze w adresie trzeba coś usunąć, ale nie pamiętam co.
Zapisawszy sobie, a jakże, tylko zapisanych mam pewnie z parę setek lekko licząc i nie mogę znależć, a bardzo mi zależy, żeby otworzył się duży ekran.
Poproszę o pomoc, co?
Siodemeczko, ja tu wklejam glownie obrazki, tube rzadko. Wielkosc obrazka zalezy od wrzucajacego i nie mam nad tym kontroli (lub nie wiem ze mam) . Na dodatek nie rozumumiem co potrzebujesz: aby jakis specyficzny link otwieral sie w ekranie 3/4, czy po prostu zeby nowe okienko bylo tej wielkosci?
rozumumie, hm, Bobiku, czy mozesz poprawic te mumie?
Ależ nie, nie poprawiaj, Bobiku. Rozumumienie zasługuje na Nagrodę im. Heleny. Umiem i rozumiem zawarte w jednym ładnym słowie
Chodzi mi o to, że normalnie ścieżka to Youtube otwiera ekran podstawowy (najmniejszy) można sobie kliknąć na trochę większy i trzecia opca to pełny ekran.
Czasami, rzadko, wrzuca ktoś linkę, która otwiera ekran dużo większy niż ten średni, ale nie pełny ekran, tak, że tytuł i informascje są częściowo widoczn e pod ekranem, ale jest to bardzo duży ekran.
Zrobiłam eksperyment usuwając część liter ze ścieżki po ukośniku z nazwą youtube, a przed nazwą pliku.
Tam są do usunięcia tylko te watch?v= ale coś trzeba zostawić i nic mi nie wychodzi, a tak mogłam sobie ustawić duży ekran, jak chciałam komuś coś pokazać.
To tak jak z zapisywaniem czasu, kiedy chcesz komuś otworzyć film w jakimś konkretnym miejscu.
Ja też wolę przyznać rozumumieniu Nagrodę niż je unicestwiać.
Bo umienie i rozumienie to rzeczywiście nie jest to samo. Iluż to ludzi, nawet z profesorskimi tytułami (okej, dziś wyjątkowo nie będzie po nazwiskach) i PAN-ującymi funkcjami, niby coś umie, a ni cholery nie rozumie.
A ja nie umiem zrozumieć pewności siebie, z jaką upierają się przy najstraszniejszych nawet bzdetach, czyli ja tego nie rozumumiem.
Zanim pójdę robić kolację, wrzucę Wam ładny tekst Jerzego Łukaszewskiego, który znalazłem w SO – mniej więcej o tym, że szczegóły się zmieniają, ale mechanizmy zostają.
http://studioopinii.pl/jerzy-lukaszewski-na-tropach-meczennicy/
mt7 chyba trzeba zostawić http://www.youtube.com/watch?v= i identyfikator tubki aż do miejsca & a wtedy razem z nim ciąć, bo tam są informacje o wymiarze i o wklejaniu podobnych. Ale jeśli zamiast oczekiwanej tubki dostaniesz przepis na dżdżownice po azersku, to bardzo przepraszam.
Siodemeczko, chyba juz rozumiem o co Ci chodzi, i usilowalam sprawdzic na tubie, ale wyglada na to ze opcja ekranu 3/4 po prostu zniknela, (kiedys figurowala na marginesie kazdego filmiku jako podluzny prostokat obok „full screen”).
A nie, znalazlam, ta opcja sie ukazuje po kliknieciu na kolko zebate, ale wlaczenie jej nie zmienia linku (porownalam i sa identyczne)
Poddaję się.
A ja nie
Narazie znalazlam sposob na przeslanie okienka prawie full (tz wiekszego niz chcialas).
Po to by przeslac tak powiekszony link, musisz kliknac na filmik prawym guzikiem myszy i wybrac „copy embed code”, wkleic go na dokument worda, i przepisac te czesc adresu ktora jest wewnatrz cudzyslowu.
Lisku, jesteś wielka.
Co prawda otwiera mi się od razu pełny ekran, ale to już coś.
Żeby się jeszcze otwierał w wersji full HD
Tam w normalnym adresie wystarczy wpisać zamiast tych podanych przeze mnie liter słowo /embed/ w ukośnikach.
To coś podobnego chyba było, jakaś litera, albo co.
Zgadza sie, w adresie zamiast
/watch?v=
trzeba wpisac
/embed/
Natchnęłaś mnie i przypomniałam sobie, ze taki sam efekt jes,t jeżeli zamiast tych /watch?v= wpisze się tylko /v/.
Otwiera sie od razu duży ekran, choć nie pełny.
Dzięki, Lisku, właśnie o to mi chodziło.
Wzrok mi się psuje i klumpię po sąsiadach, albo zjadam litery, o przecinkach byle gdzie już nie wspominam. Przepraszam, obawiam się, ze moze być tylko gorzej.
15507 dowcipasek
Done, Panie Kierowniczko. Dzieki.
zanim doczytam
https://scontent-a-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-prn1/994953_10151908326567310_1529769415_n.jpg
Co za zwierstwo!
http://wyborcza.pl/1,75477,14839254,Wymiana_samochodow_w_Watykanie__Na_skromniejsze__Efekt.html
Niedlugo beda musieli jezdzic na danielach.
Na danielach niech sobie jeżdżą, byle tylko nie zeszli na psy.
Szkoda psow.
Ja padam, poszłam spać po 6 rano, wstałam po 3 godzinach.
Nie wiem czego siedzę i się kiwam.
Psijcie dobrze.
Bobiku, jak się czujesz?
Czy moge nas pochwalic?
230 podpisow! Ha!
hmmm, czy ilość podpisów ma znaczenie przy nominacji? może i jeden podpis by wystarczył?
Oj, foma, foma, to może Ty i w Majakowskiego nie wierzysz?
andsol, jak tak zacznę w każdego wierzyć, to politeistą zostanę…
To nic strasznego, foma. Jedyne, do czego politeista jest zobowiązany, to picie wielu herbat
serio vesper? hmmm… i nawet minę wywyższającą można mieć lub nie miec?
Liczba podpisow przy zglaszaniu kandydata byc moze ma znaczenie jesli istnieja rownie mocne kandydatury do Nagrody. W tej chwili wydaje mi sie, ze WL jest ideanym kandydatem, ale nie wiemy kto jeszcze zostal zgloszony i jakie ma poparcie wsrod kapituly.
W tej sytiacji mysle, ze lepiej jest miec 500 podpisow niz zalozmy 32.
Ale moja radosc bierze sie stad, ze takie listy pozwlaja nam sie policzyc, zobaczyc kto i ilu jest po naszej stronie.
Serio. Gdy jednak minę przybierzesz tę raczej wywyższającą, rzuć w kogoś od czasu do czasu bąmotem. To jest dobrze widziane. Tylko herbaty przy tym nie rozlej na podstawek, bo zepsujesz efekt wywyższającej miny.
No kurde. A ja się nie odzywam, tylko siedzę z miną wywyższającą i zapominam bąmoty jak przyjdą. Nie wiedziałem.
Rozmawianie z pomoca bąmotow, zwlaszzca jednozdaniowych, czesto od rozmowy odstrecza. To sie nie kwalifikuje wtedy na konwersacje wsrod zazylych znajomych.
Chyba, ze sie jest naprawde nazwyczajnym japonskim poeta. A tych jak na lekarstwo.
Czy ktos wie co sie dzieje z zeenem?
Wszystko mi pomieszaliście. Przedtem było dla mnie jasne, że polilistek to kaszanka herbaciana.
Jednych bąmoty odstraszają, innych kuszą, a nawet inspirują do japoezjowania
Raczej nudza niz odstraszaja.
Dlugie wypowiedzi też potrafia nudzic i odstreczac, oczy i uszy nie mają kiedy złapać oddechu
Owszem. To zalezy jak sie pisze. Wszystko polega na umiejetnosci pisania oraz na zawartosci przekazu pisanego.