Majowe rozczarowanie
Bobik był wściekły. Tak się cieszył na spotkanie z wiosną, robił pracochłonne przygotowania, poszedł nawet do fryzjera, choć szczerze tego nie znosił, a ona po prostu nie przyszła. Bez wyjaśnień, bez dania racji, bez najmniejszego „przepraszam” – ot, tak.
– Czuję się zrobiony w konia – poskarżył się Labradorce – a jest to dla psa pewien dyshonor. Nie, żebym miał coś przeciw koniom, ale nie mogę ukryć, że pieska tożsamość odpowiada mi najbardziej i nie życzę sobie, żeby mi ją bez powodu rozmywano.
– A ta wiosna to pierwszy raz taki numer ci wycięła? – zainteresowała się Labradorka.
– Nooo… nie pierwszy – burknął z ociąganiem szczeniak.
– No to już się powinieneś przyzwyczaić – skonstatowała bezlitośnie sąsiadka.
– Wcale się nie przyzwyczaiłem! – krzyknął z rozżaleniem Bobik. – Za każdym razem cierpię i jestem na nią okropnie zły. Jak ona mi tak będzie robić, to się zemszczę i w końcu za którymś razem ja się nie stawię na spotkanie!
– Hmm… Może zastanów się, co ty z tego będziesz miał – poradziła Labradorka.
– Niewiele – przyznał Bobik po dogłębnym zastanowieniu. – No dobrze, prawdę mówiąc, to w ogóle nie widzę, co miałbym z tego mieć. Ale może kryją się w tym jakieś przyjemności, których jeszcze nie znam i przez to nie umiem sobie ich wyobrazić? Nieraz słyszałem od innych psów, zwłaszcza tych mniejszych, że zemsta jest rozkoszą.
– Owszem, coś w tym jest – potwierdziła Labradorka. – Te małe psy w pewien sposób rację mają. Zemsta jest rozkoszą durniów.

mt7, przecież wiem i to miałam na myśli, mówiąc o „gruncie”.
zeen, inteligencja nie zniknęła tylko dostała od Niego kopa – w myśl zasady „murzyn zrobił swoje ……”, – bo nie mówili tego, czego chciał słuchać, dlatego taką karierę zrobili bliźniacy, oni mówili, to co Jego uszy uwielbiały słuchać. Jak tylko spróbowali mieć inne zdanie, natychmiast wylecieli z pałacu.
Inteligencja sama sobie dała kopa.
Łojezu…
myszo, a Ty słyszałaś kiedyś o ambicji zastępców?
Czy wiesz, jakie procesy myślowe urodziły się w głowach Kaczyńskich (i nie tylko), kiedy zwycięstwo stało się ciałem?
Czy jak zajrzysz do swoich zasobów wiedzy o starożytnej ości, to nic Ci do głowy nie przychodzi?
A choćby najbardziej znane: I ty Brutusie przeciwko mnięęęę…?
A Inteligencja jako warstwa społeczna zniknęła bezpowrotnie.
Spryt wygrał. A że jest także odmianą inteligencji, to inna sprawa. Różnica w I i i.
Ot.
A warto wiedzieć, że zwykła inteligencja przez małe i będzie dalej w cenie.
Niezupełnie tak było, Myszo.
Wojnę na górze wywołał Wałęsa podbechtany przez Kaczyńskiego, bo nie znalazło się dla nich miejsca po czerwcu 1989 roku.
Mazowiecki mdlał z przemęczenia, wszyscy inteligenci rzucili się ratować kraj, a tamci zostali z boku.
Ja tu się psia mać nastukam w klawisze a przyjdzie taka haneczka i jednym krótkim wpisem wyraża więcej, niż moje elaboraty….
zeen, mt7, – przecież w niczym nasze zdania się nie różnią. To miałam na myśli, że Inteligencja zabrała się do roboty i nie miała czasu „kadzić” Wałęsie. Chyba już nie potrafię jasno pisać „co autor miał na myśli” – przepraszam za zamieszanie.
Dobrej i spokojnej nocy. 😀
Szara,
umiesz, tylko my jesteśmy z siódemeczką najwredniejsi w mieście i nikomu nie przepuścimy…
Śpij dobrze i się nie przejmuj, ja mam jedną wadę a siódemeczka dwie. Nie jesteś zatem wcale przegrana.
A jak Ci powiem ile w Londynie jest ludzi z wadami….
Tak więc widzisz, że nie masz czym się przejmować 🙂
Mysiu, śpij dobrze. 🙂
Zamieszanie to dobra rzecz, a łajza, czyli wątków pomieszanie to zwyczajna rzecz.
Wszystko się zgadza.
Do wad się jednak nie przyznaję, a co! 😀
Ty, Siódema,
nie podskakuj, bo jak Ci wyciągnę, to zgryzot się nabawisz…
😆
Zgryzot ci u nas dostatek, więc nie strasz, nie strasz… 😀
Wzięłam procha, ból mi przeszedł, to i humor mi się poprawił.
Dostałam od Irka książkę, o której pisała Helena („Pieśń ujdzie cało”), bardzo się wzruszyłam i jestem Mu ogromnie wdzięczna. Zrobili reprint w niewielkim nakładzie.
To śpijcie dobrze. 🙂
Sorry, zeen, musialam sie nagadac przez telefon, ale juz jestem do Twoich uslug.
Co sie robi na Zachodzie z bylymi? Noppp, roznie…. Najpierw jezdza najczescie przez rok czy dluzej z wykladem i biora spore honoraria, aby odbic sobie straty finansowe , bo pensja takiego premiera to jest nic w porownaniu z tym co dostaje np znany dziennikarz na wizji, albo wziety chirurg plastyczny, albo ortrodonta. Ze o sportowcach i gwiazdach pop nie wspomne. Wiec jezdzi taki premier z wykladem i zgarnia wreszcie kase, ktora stracil w sluzbie kraju. Potem najczesciej bierze i wchodzi do jakiejs spolki jako CEO, albo do trustu mozguf, albo nawet jest zakulisowym negocjatorem pokoju na Bliskim Wschodzie, co gwarantuje mu zajecie az do smierc. Albo pisze memuary.
Widzisz w ktorejs z tych rol Lecha?
No, Lechu ma Instytut im. Lecha. I jest Medrcem Europy, chyba?
Ale postraszył 🙄
My tu wszyscy mamy zgryzoty. Ciągle coś nas gryzie.
Dobranoc 🙂
To pokaze Wam przyjemny niemiecki sekretarzyk sprzed dwustu lat:
http://www.youtube.com/embed/MKikHxKeodA?rel=0
Ale i tak lepszy Walesa od np. Mitteranda, ktory byl wybrany na prezydenta dwa razy, pomimo, ze popieral nazistow i komunistow w Drugiej Swiatowej, upzorowal zamach na samego siebie, a kochanka i corka z tego zwiazku mieszkaly z nim i zona w palacu prezydenckim. I Mitterand to nie byl prosty elektryk bez sredniego wyksztalcenia!
Dzień dobry 🙂
Najpierw kawa, croissanty, masło, dżem. Trzeba mieć siły na środę
Komunie…. jak kraj długi i szeroki. W jednej z gmin z okazji komunii wystąpiono do wójta z prośbą o umorzenie podatku rolnego / w tym przypadku 120zł/ w związku z wydatkami na komunię / 3000zł/. I wójt umorzył 😯
Króliku, dziękuję za komplementy. Czuję się prawie jak daleki krewny i znajomy Królika, taki zagubiony żuczek, który się od czasu do czasu odnajduje.
Wyjeżdżam zaraz na konferencję, więc wszystkiego nie przeczytałem, ale zauważyłem wątek Wałęsy. Rację mają ci, którzy mówią, że największym wrogiem Wałęsy jest Wałęsa. Akurat wiem o nim bardzo dużo. Miałem okazję oglądać mikrofilmy tych dokumentów, które ponoć gdzieś zniknęły. Mogę zapewnić, że z jego kontaktów z SB może być tylko dumny. Mało kogo było stać na taką postawę, jaką zademonstrował w latach 70-tych. Wszelkie ględzenia o jego agenturalnej przeszłości to najwyższa podłość. Ale to samo dotyczy Borusewicza. Ukrywał się w stanie wojennym pełniąc jednocześnie funkcję, która można określić jako szefa kontrwywiadu podziemnej Solidarności i wywiadu w SB. SB utrzymywała parę ekip zajmujących się wyłącznie poszukiwaniem Borusewicza. Przez wiele miesięcy ekipa z Gdańska mieszkała w hotelu Kasprowy pod Gubałówką szukając kryjówki. Znaleźli ich wiele, głównie kościelnych, zawsze 20-30 minut po czasie. Osobną ekipę utrzymywała SB krakowska. Mogło ich być więcej, ja znam te dwie.
Wałęsą zajmowała się osobna sekcja w II Inspektoracie w Gdańsku. Sugerowanie, że agentami mogły być osoby, których tropiły takie siły SB, to bzdura kompletna. Wałęsę nie tropiły tylko inwigilowały, bo się przecież nie ukrywał.
Żal mi jest teraz okropnie, że Wałęsa sam niszczy swój obraz tak ostro i niesprawiedliwie reagując na słowa Krzywonos o Borusewiczu jako mózgu strajku. Wałęsa był duszą strajku ale raczej nie mózgiem. Borusewicz też nie był całym mózgiem, ale częściowo na pewno. To teraz zresztą nie ma znaczenia. Obaj mają wielkie zasługi. Borusewicz ma swoje słabości, przede wszystkim nie jest mówcą. Ale dzięki talentom organizacyjnym przydatnym w konspiracji cieszył się ogromnym autorytetem. Największymi autorytetami Ruchu Młodej Polski byli Aleksander Hall i Ojciec Ludwik Wiśniewski, ale z zewnątrz właśnie Bogdan Borusewicz. Aleksander Hall myśląc, że jest poszukiwany przez SB ukrywał się. Ukrywając się zawsze postępował tak, jak jego zdaniem postąpiłby w określonej sytuacji Bogdan Borusewicz. Wałęsa zawsze był bardzo czuły na własnym punkcie. To słabość niby nieszkodliwa, ale teraz właśnie niszcząca. Szkoda, jeżeli się zaraz na wzajem nie przeproszą i publicznie nie uściskają, nie będzie już odwrotu.
Na marginesie, mam żal do tych, którzy wyrażają się o Wałęsie jako o głupku. To jest wielka niesprawiedliwość. On nigdy nie pretendował do bycia człowiekiem wykształconym. W stoczni nawet jako elektryk pełnił funkcje bardzo mało wymagające – przy ładowaniu akumulatorów. Jeżeli zaszedł tak wysoko, to dzięki innym cechom niż poziom wykształcenia. Niedostatki mogą razić, ale nie mogą przekreślać dokonań. A błędy popełnia każdy. I każdy ma jakieś słabości.
Dzień dobry 🙂
Jak się ma taki sekretarzyk, to trzeba mieć dużo do ukrycia, a ja mam tak niewiele… 🙁
Nie powiem, że nic, bo by wyglądało, że mam strasznie nieciekawą osobowość, a może nawet w ogóle brak mi osobowości. 🙄
Z obecności Stanisława cieszą się chyba wszyscy (Kto przeciw? Nie widzę. Przyklepane.), jak również z tego, że Szara Mysz odważyła się pisnąć. I niech się dalej odważa, bo od tego blog jest. 😀
Kawa. Dużo kawy.
Mysle, ze nie znajdzie sie tu wielu bywalcow, ktorzy uwierzyli w „agenta Bolka”. Jego dokonania w czasach Solidarnosco sa tu nie tylko dpceniane, ale byly wielokrornie bronione . I nie mysle, by ktos z nas je przekreslal. To co my przekreslamy to jego obecne zachowanie sie wobec towarzyszy walki, ktorych usiluje teraz, po tylu latach! oczernic, podwazyc do nich zaufanie, wdeptac w ziemie i insynuujac jakies grzechy, o ktorych on tylko wie. Nie zachowuje sie inaczej niz Psychiczny straszacy hakami czy jego niemniej psychiczny Brat wrzszczacy o”krotkiej liscie”.
To jednak nie jest tak, ze Walesa dokonal na wlasna lape rewolucji i obalil komune, jak usiluje to teraz przedstawic.
No tak, uznaje go za glupka, nie dlatego ze jest prostym i niewyksztalconym chlopakiem, oddam go za wielu wyksztalconych, ale uwazam go za glupka bp jakby nie rozumial jak bardzo to co robi jest podle, szkodliwe i nielojalne.
Traci wsparcie tych wszystkich, ktorzy do tej pory darzylismy go szacunkiem, bronili przed niesprawiedliwymi oskarzeniami, przed tymi wszystkimi, ktorzy chcieli jego zaslugi przywlaszczyc sobie – tacy jak cholerne Blizniaki.
I nie widze zadanego powodu aby Walesa z Borusewiczem mieli sie „przepraszac nawzajem”. Borusewicz mu zadnej krzywdy nie wyrzadzil i nie wylazil przed mikrofony aby mu cokolwiek odebrac i wypominac. Borusewicz nie powinien wogole reagowac na te erupcje zlego humoru, skrajnej megalomanii i zwyczajnej nikczemnosci. Powinni natomiast bronic Borusewicza przed podlymi oskarzeniami koledzy jego i Walesy.
Szara Mysz tez witam ze SZCZEGOLNA serdecznoscia i zapraszam by sie rozgoscila.
Dzień dobry, przy kawie (nie serku 😉 ), dziękuję za wszystkie słowa otuchy i serdeczność. 🙂
Och, żebym miała taki talent :
http://wyborcza.pl/1,75478,13956958,Walesa_wrogiem_Walesy.html
Ano wlasnie.
Pod całym postem Mordechaja mogę się podpisać, bo właśnie miałem zamiar wysmażyć mniej więcej to samo. A dodam jeszcze to, że megalomania Lecha zadaje cios czemuś bardzo ważnemu, może nawet najistotniejszemu w całym solidarnościowym poruszeniu. Jak mam alergię na duże słowa, tak nie mogę tu nie przypomnieć, co się wtedy stało: MY, społeczeństwo, (od)zyskaliśmy wtedy podmiotowość i – właśnie – solidarność. To był chyba jedyny okres, kiedy tego MY z dużych liter nie wstydziłem się mówić i tak czuć. Byliśmy przez lata rządzeni przez jakichś sekretarzy i innych bubków, z którymi nie mogliśmy się identyfikować; nasz głos, głos społeczności, w ogóle się nie liczył. I nagle poczuliśmy, że coś tam od nas zależy, że podczas strajków czy zebrań MY podejmujemy decyzje, w demokratyczny sposób, o którym na wiele lat kazano nam zapomnieć. Nie żaden Ukochany Przywódca, czy jakieś tajemnicze, kuluarowe gremium, tylko MY.
I mniejsza już o to czy te nareszcie demokratycznie podejmowane decyzje, te niekończące się dyskusje przed ich podjęciem, były – z ponad trzydziestoletniej perspektywy – mądre, czy głupie, słuszne, czy niesłuszne. Dla mnie istotą tamtego zrywu było to solidarne „przebudzenie się dla demokracji”. Dlatego kiedy dziś ktoś mówi „to JA zrobiłem, to JA załatwiłem, a inni to byli nieudacznicy lub agenci”, odbieram to jako kompletne zakłamanie tego, czym wtedy była Solidarność. To nie jest tylko niszczenie legendy S. To jest policzek dla wszystkich tych, którzy wtedy spontanicznie przyłączyli się do tego ruchu, nawet niekoniecznie zapisując się do jakichś formalnych struktur. Dla tych, którzy odważyli się na nadzieję, zaufanie do zbiorowości i niewstydzenie się dużych słów. To jest powiedzenie im wszystkim – nam wszystkim – „ależ byliście wtedy durniami. Tak naprawdę JA wami kręciłem jak marionetkami, a wy się zgadzaliście jak cielęta”.
Wiem oczywiście, że i za czasów S nie wszysto było takie czyste i niewinne, że były różne zakulisowe rozgrywki, że dochodziły do głosu różne małe ambicyjki, itd. Ale ten cały ruch nie byłby możliwy bez tej sporej masy „naiwniaków”, którzy przystąpili do niego z porywu serca, z naprawdę czystymi i szlachetnymi intencjami. I największe pretensje mam do Lecha Wałęsy nawet nie o chamskie i głupie odzywki, które robią skazy na jego wizerunku, tylko o usilne próby wytaplania tego zbiorowego porywu serca w gnojówce. W imię czego? W imię JA, JA, JA.
Musze cos opowiedziec off topic – z zycia mojej dzielnicy.
Ze dwa tygodnie temu zobaczylem na drzewie przed domem kolejny list (one sie nieraz pojawiaja) o zaginionym kotku. Wyszedl z domu i nie wrocil w polowie lutego. Czarny z zielona obrozka, choc nie mozna wykluczyc, ze w miedzyczasie obrozke zgubil. Ktokolwiek widzial, ktokolwiek wie… Telefon i adres dosc odlegly od nas, ale na tej samej ulicy.
Pomyslalam zaraz o Derricku i jego wielotygodniowym , ale przeciez nie trzymiesiecznym szukaniu Kasi, ktora dala noge przez okno gdy ja przyjal pod swoj dach..
Perzczytalam i poszlam dalej.,
Doslownie nazajutrz powracajac do domu objuczona ciezkimi torbami z zieleniaka, przez sztachety plotu oddzielajacego od glownej ulicy maly zielony skwerek naprzeciwko mojego domu, zobaczylam czarnego kotka, mozee raczej kotke. Byla drobniutka z cienkim czarnym ogonkiem, z postury tak polowa albo i mniej mojego Mordki, bless’im.
Weszlam na skwerek, kot siedzial na trawniku i dokonywal popoludniowej toalety. Zostawilam torby na sciezce i wolnym krokiem, nieustannie przemawiajac cichutko, poczelam sie zblizac. Kot przerwal toalete i na moj widok zachowal sie jakby zobaczyl diabla, pryskajac natychmiast w geste zarosla, przebiegajac przez pelna pedzach samochodow jezdnie ( w tym momencie zamknelam oczy) i przez inny plot w nieznanym kierunku. . Zauwazylam, ze ma obrozke, ale nie zielona tylko zolta. Postalam jeszcze chwile, zlapalam oddech i pomyslalam, ze zolta pbrozka to jednak nie zielona i jest to zapewne jakis inny kotek. Przyppmnialo mi sie jak sasiedzi znosili Derrickowi wszystkie okoliczne koty, niektore wielokrotnie, ktore dalyby sie okreslic jako szylkretowe, choc nieraz z duza doza optymizmu mozna byloby je za szytlkretowe uznac.
Nazajutrz spotkalam naszego blokowego aktywiste – Glena, ktory nagle zapytal mnie czy widzialam ogloszenie o zaginionym czarnym kotku. Powiedzialam, ze tak i ze nawet natknbelam sie wczoraj na takigp jakiegos kotka, z cienkim ogonkiem, ale z zolta obrozka.
– To moze byc ten kot! – wykrzyknal Glen. – A obrozka mogla wyplowiec i z zielonej zrobic sie zolta! Mam telefon do tych ludzi z ogloszenbia i zaraz, natychmiast do nich zadzwonie!
Potem jeszcze spotykalam Glena przy wyrzucaniu smieci i informowal mnie, ze wlascociele kotka dotad go nie znalezli.
Osoboscie mialam watpliwosci, ze kotek zgubiony trzy miesiace temu jeszcze sie odnajdzie i nie bardzo wierzylam, ze ten, ktorego spotkalam, to wlasnie zaginiony.
No i przed chwila znalazlam wrzucona przez otwor na listy kartke o Glena: Dear Helena, ucieszy Cie wiadmosc, ze kot, ktoprego spotkalas w parku jest tym samym kotem i wlasnie powrocil on na lono rodziny! Oni sie strasznie ciesza i dziekuja wszystkim, ktorzy trzymali oko i powiadamiali, gdzie kotka widziano.
A wiec Happy End. Znowu nieszczescie przeszlo bokiem.
No i Wałęsa przytopił Anderszewskiego. 😉
Miałem na koncercie PA w Kolonii trochę podobnie jak Siódemeczka, ale jednak inaczej. Wskutek przeziębienia przesunął mi się wtedy termin koktajlowania (wcześniej przezornie ustawiony tak, żeby z koncertem nie kolidował), a ponieważ niemiłe skutki uboczne tegoż pojawiały się z regularnością zegarka – tyle a tyle dni po – wyglądało na to, że w dzień grania mogę być nie do życia. Zaryzykowałem jednak, pojechałem – i cud się stał. Skutki uboczne zaczekały i pozwoliły mi bezboleśnie wysłuchać koncertu, a nawet po nim pójść na piwo z Agą. 🙂
Potem, kiedy już wracałem do domu, ledwo wsiadłem do samochodu, się zaczęło. Ale wtedy to mi już było ganc egal. Grunt, że czarodziejskiego działania muzyki wystarczyło na tyle, na ile miało wystarczyć. 😀
Bardzo miło, że Kotka Z Zieloną Obróżką została bohaterką Happy Endu. Ale co to za pomysły, żeby na długie tygodnie zostawiać stęsknioną rodzinę w rozpaczy i włóczyć się samopas po okolicy, nie przychodząc nawet na jeden posiłek dziennie? 👿
Gdyby nam Pręgowana tak zrobiła, nie omieszkałbym jej naszczekać do słuchu. 👿
Mam nadzieje, ze oni najpierw ja wycalowali, nakarmili, napoili, a potem skatowali do polprzytomnosci, ze tyle zmartwien swoim narobila. 😆
Pasem, dobrze namoczonym. 😈
A nawet jeśli nie, i tak wolę rozmawiać o Kotach, a nie czy Lechu jest prostakiem, czy głupim prostakiem. 😎
To jeszcze się określę. Jakoś mi zwisa, czy na mój widok tubylec w zagranicznym kraju krzyknie Holland, czy Leczwaleza-Papawojtyla. Nawet wolę pierwsze, gdybym musiał wybierać. 🙂
Mnie osobiście, Wodzu, zwisa to równie mokrym kitem. Ale mam jakieś takie fanaberyjne wymaganie, żeby reprezentanci pewnych zbiorowości zachowywali się z pewnym minimum godności i przyzwoitości, niezależnie od jakichkolwiek tambylców.
A co, tylko Kotom wolno mieć fanaberie? 😈
A jak zagraniczny tubylec na widok krzyknie Holland, to zawsze można mu odpowiedzieć polskim brandem – Agnieszka! 😆
Fanaberie sa sola naszej nedznej egzystencji na padole lez.
Łomatko! Profesorka Pawłowiczówna znowu dała głos:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13957657,Zenujacy_popis_Pawlowicz__Jesli_Anna_Grodzka_byla.html
Ona się kiedyś naprawdę tą obficie toczoną pianą zadławi. 🙄
Dziendobry wszystkim, z cieplym uwzglednieniem szarej myszy, rzecz jasna.
Widze, ze WW wkroczyl i jednym pociagnieciem dzidy zamknal temat Walesy, ale chyba rzeczywiscie wszyscy powiedzielismy swoje zdania na jego temat.
Choc jeszcze napomkne, ze w czasach gdy Walesa skakal przez plot z kolegami stoczniowcami i wspierajacymi inteligentami, to cala masa inteligencji zachodniej jezdzila z pielgrzymkami do Zwiazku Radzieckiego i promowala ruch koegzystujacych dwoch systemow oraz ruch jednostronnego rozbrojenia tzw Ruch Pokoju. Pozniej byla ogromna rozpacz po upadku tej sowieckiej zarazy. Pisze to bo wlasnie zmarl ich guru:
http://www.nytimes.com/2013/05/19/us/kenneth-n-waltz-who-helped-shape-international-relations-as-a-discipline-dies-at-88.html?pagewanted=all&_r=0
ktory wolal jak sa dwa lub wiecej supermocarstwa (well Chiny juz zaraz takim beda) dla tzw rownowagi. Tymczasem obie wojny swiatowe wybuchly, gdy w swiecie byly co najmniej dwa supermocarstwa. Ale czego sie nie robi dla zgrabnej teorii. Waltz chcial zeby Iran mial bron atomowa (dla rownowagi)- niech mu ziemia lekka bedzie!
Mysle, ze znacznie wiecej zachoniej inteligencji wspierala, takze fnansowo, i sildaryzowala sie z tym co sie wowczas dzialo w Polsce. Wiem, zdyz bylam nieustannie od pierwszych dni strajkow w Gdansku na t.zw. circuit prelegentow, zapraszana na rozliczne spotkania na ktorych opowiadalam co sie w Polsce i dzieje i mowilam jak mozna pomoc. Pierwsi nazajutrz po wybuchy strajku, odezwali sie starzy bundowcy w Nowym Jorku ( pod przewdem stryja Janka Grossa, prof. Feliksa Grossa), potem byla kanadyjska organizacja zalozona przez tamtejszych Ukraincow „Komitet Pomocy Wiezniom Politycznym w ZSRR, potem zwiazek zawdoowy amerykanskich nauczycieli szkolnych na Florydzie, potem jeszcze jacys amerykanscy socjaldemokraci. I nie bylam jedyna, ktora jezdzila na takie spotkania. Jeszcze wiecej ich odbyla Irena Lasota, rozchwwytywana na tym circuicie, gdyz byla nieslychanie atrakcyjna prelegentka – porywajaca i zabawna jednoczesnie. Sama chetnie chadzalam na jej spotkania i podpatrywalam jak to robi. . I zawsze pierwsze pytanie bylo: jak mozemy pomoc, czy potrzebuja pieniedzy.
Pamietam jak to stowarzyszenie bundowcow, gasteczka starych schorowanych polskich Zydow wyasygnowala natychmiast i na miejscu 5 tysiecy dolarow na mala poligrafie – czyli ponad polowe swych rocznych wplywow ze skladek czlonowskich. AFL-CIO – amerykanska centrala zwiazkow zawodowych slala pieniadze i apelowala do swych czlonkow aby jechali do Polski z pomoca nie tylko finansowa, ale logistyczna i ekspercka. Wielu z nich pojechalo.
Owszem, pamietam tez i konsternacje jaka zapanowala na dorocznym Kongresie brytyjskiej Partii Pracy, ktory akurat obslugiwalam, kiedy przyszla wiadomosc, ze Walesa dostal pokojowa Nagrode Nobla. Dopiero popoludniu , kiedy na trybune wyszedl mlody dzialacz labourzystowski (pozniejszy posel do Izby Gmin) Wiktor Moszczynski i zaczal wzywac uczesnikow by kongres wystosowal w imieniu Partii Pracy gratulacyjny telegram do Walesy, odezwaly sie rzadziutkie brawka i kwestia telegramu zostala wpisana na liste spraw do zalatwienia. Pamietam tez Gwyneth H., kretynke z BBC na jakichs szkoleniach, ktore one wlasnie prowadzila, ktora oznajmila, ze nie jest w stanie popierac klasy roboitniczej gdy wystepuje ona przeciwko postepowym rzadom klasy robotniczej – spotkala sie z moja ostra riposta, po ktorej napisala na mnie onos do szefa redakcji, a on ten donos wrzucil do kosza na smiecie.
Pamietam oczywoscie Ruch Jednostronnego Rozbrojenia, wiernego przyjaciela Zwiazku Radzieckiego, czasem ze szczegolnie milosnym uwzglednieniem towarzysza Stalina. Ale oni wszyscy nie nadawali tonu publicznej debacie o rewolucji jaka sie przetaczala za zelazna kurtyna. Wiekszosc byla po naszej slusznej stronie. 🙂
Dla równowagi trzeba dodać, że entuzjastów popierających tego dobrego pana Hitlera też trochę było, nawet w Izbie Lordów, tylko po 1940 roku jakoś dziwnie przycichli. 🙂
Ja jestem jakoś tak zrobiony, że najbardziej irytuje mnie nie tyle „zasadnicza” niesłuszność poglądów, co ślepota (z wyboru) i rozbrat z logiką. Toteż nawet jak mi ktoś oświadczy, że właśnie postanowił pokochać gorącą intelektualną miłością Kim Dzong Una, to powiem „okej, jego decyzja, tylko interesuje mnie, czy wziął pod uwagę wszystkie przesłanki i wyciągnął z nich logiczne wnioski”. I dopiero jak widzę, że tego nie zrobił, zaczynam się wściekać i złorzeczyć.
U tej części zachodniej inteligencji, która wychwalała Geniusza Narodów, jednostronne rozbrojenie, itp. wściekało mnie właśnie to, że nie chcieli widzieć i wiedzieć. Już prędzej bym zniósł, gdyby mówili „tak, wiemy, że Stalin jest zbrodniarzem, a system w bloku wschodnim do duszy, ale stajemy po tej stronie, bo…”. To by przynajmniej było uczciwsze. Na tej samej zasadzie źle znoszę różne aktualne zjawiska w polskiej polityce – prawdę mówiąc, z dwojga złego wolę już cynika Kurskiego niż nawiedzonego Macierewicza, albo równie chyba jak Kurski cynicznego, ale bardziej załganego Kaczyńskiego.
A to, że w większości jednak Zachód wtedy Solidarność i pojedynczych Polaków bardzo wspierał, dobrze pamiętam. Sam dzięki paczkom miałem się chociaż czasem czym podcierać, że tak od nader prywatnej strony to wspomnę. 🙂
Przekażę Wam, com wyczytał, żebyście wiedzieli, że ja nie bez powodu tak na tę pogodę narzekam: na zachodzie Niemiec maj jest chwilami zimniejszy niż był grudzień. 😯 W niektórych rejonach na jutro nawet śnieg zapowiadają. 😯 😯
A najgorsze, że perspektywy dalej zimne, mokre i niezachęcające. 🙁
Gruess Gott!
Monachium jest w tym niektorym rejonie, niestety.
Moja czapka spuszczanka zostala w Szczecinie. 🙂
PS. Czytam Was, pisac nie mam sily. Jeszcze 11 dni , dwunastego dnia wracam dodom.
A tam nie ma lazienki. Remont sie zaczal tejze (przy nieskonczonych schodach! 🙂 )
Tymczasowka zostala zainstalowana w kotlowni. Nie wiem, co bedzie dalej…. 🙂
Jak to co? Remont. Pierwsze pięć lat jest trudne, potem człowiek się przyzwyczaja. 🙂
Dziekuje bardzo, WW potrafi czlowieka uspokoic. 🙂
Po dziesięciu nawet pies się przyzwyczai. 😎
Ale mam dla Mar-Jo pocieszającą wiadomość: są takie etapy remontu, które po latach jednak się domykają. Myśmy właśnie triumfalnie ukończyli przedpokój, a living room już wcześniej, czyli teraz możemy kupić kilka paczek liści bobkowych i na nich pospoczywać. Czego i Wam, z Mar-Jo na czele, serdecznie życzę. 😀
Że po krótkim odpoczynku zaczniemy pewnie da capo, to już zupełnie inna historia. 😈
Muszę jakoś z siebie wywyć mój żal wobec tej cholernej wiosny. 😥
Gdy w maju zimno, lanie i szkarada,
depresja pieska dopada.
Nie chce mu służyć się, nawet ojczyźnie,
kostki ni mebla nie gryźnie,
siedzi przegrany niczym kauzyperda,
ledwo raz na dzień zamerda.
Ani nie zerknie przyjaźnie na Chappi,
ani nie skoczy się napić.
Na bok panienki, na bok polowania –
za mokro, by się uganiać.
Wszędzie mu pieska się wydaje dola,
w który by kącik nie polazł.
Przechodniu, schyl się i pogłaskaj psinę,
inaczej jak się odwinę… 👿
Wałęsa jest z Maestrem bez szans! 😎 Bardzo, bardzo powoli wracam po wczorajszym recitalu do banalnego realu. I przekazuję Koszyczkowi pomachania od Łabądka, który w zasadzie rezyduje teraz w Łańcucie i jest unplugged – z tegoż Łańcuta wyrwał się na chwilę do Warszawy, na wieczór Maestralny, a ruszając w drogę powrotną, pomachał. Wszystko jasne? 😉
Nie tylko jasne, lecz i załatwione –
Łabądek machnął skrzydłem, a ja mu ogonem. 🙂
Jestem, więc myślę… Nie, tu coś nie tak, ale jak?
Myślę, że jestem? Jestem, że myślę? No dobra, już mnie nie ma.
Andsolu. JESTEŚ
Ale gdzie? 🙂
I to jest pytanie 😉
P.S. Czy musi gdzie
Wrrrrrrrrr….Wrrrrr.
Przychodzi stala klientka do polskiego sklepu „Mleczko”. Placac przy kasie za kozi ser i mleko, mowi znizonym (bo jest dobrze wychowana) glosem do sprzedawcy: Wie pan w zeszlym tygodniu kupilam tu wiaderko z malosolnymi ogorlami. Ale po przyniesieniu ich domu okazalo sie, ze ze nie byly one malosolne, tylko bardzo sliskie ociekajace woda kapcie. Musialam cale opakowanie wyrzucic….
Sprzedawca patrzy ma klientke wyczekujacym wzrokiem. Stala klientka tez patrzy na sprzedawce wyczekujacym wzrokiem. Tak patrza na siebie.
Wreszcie klientka nie wytrzymuje pojedynku na patrzenie i pyta:
-No i?
– No i co? – pyta sprzedawca.
– No i kiedy mi pan zaproponuje zwrot pieniedzy za ogorki?
– Ale pani ich nie przyniosla, prawda? Wiec skad moge wiedziec. Nie mielismy zadnych zwrotow. …
– Nie, Nie przynioslam bo je wyrzucilam. No wybieralam sie do sklepu. To bylo w zeszlym tygodniu.
– Ale mogla pani przetrzymac w lodowce.
– !!!!!!!! Nie mam w lodowce miejsca na wiadro zaplesnialych …fffff…. tych…ogorkow, ktore mi pan sprzedal w zeszlym tygodniu. Poprosze zatem o zwrot pieniedzy, 1 funta i 15 pensow.
– Nie moge tego zrobic – cierpliwie tlumaczy sprzedawca. – Pani ogorkow nie przyniosla i nie mielismy zadnych zwrotow.
– Moze nie mieliscie, ale moje ogorki nie nadawaly sie do spozycia.
– Ale te decyzje musi podjac menadzerka.
– Pan potrzebuje menadzerki, zeby mi wyplacic jednego funta?
– I pietnastu pensow.
– Jedbnego funta i pietnastu pensow?
– Tak. Deczyje musi podjac menadzerka.
– Prosze pana – klientka stara sie nie mowic przez zacisniete zeby. – Pan mnie zna od lat. Jestem stala klientka w tym sklepie. I pana zdaniem nie jestem godna zaufania? Nie wierzy mi pan na slowo? Musze przynosic wiadro zepsutych ogorkow aby je panu zademonstrowac?
– Jesli pani przyjdzie jutro o siodmej rano, menadzerka powinna byc na miejscu i pani jej wszystko wytlumaczy i moze ona zgodzi sie na zwrot pieniedzy za malosolne ogorki.
– Nie za malosolne ogorki, ale za ociekajace woda sliskie kapcie.
– Nie moge pani nic pomoic w tej kwestii – konczy sprawe sprzedawca.
Jakby ktos chcial odwiedzic skansen PRLu, to polecam sklep „Mleczko”, zaraz kolo mojego domu.
Heleno, ta zasada działa w całej UE. Gdyby sprzedawca był właścicielem „Mleczka”, to co innego, ale on jest tam tylko pracownikiem.
Moje Dziecko kupiło w Media-Markt pralkę, która nie działała (była montowana przez pracownika tego sklepu), na drugi dzień poszło z reklamacją, mając nadzieję, że sklep przywiezie działającą pralkę a zabierze wadliwą. I co ? Najpierw musiało wezwać fachowca z M-M, żeby to on sprawdził, czy wada jest w pralce, czy podłączeniu. Gdy pracownik spisał protokół, że to wina producenta, Dziecko naiwnie myślało, że sprawa załatwiona, ale nic z tego, musiało ściągnąć przedstawiciela producenta, żeby i on stwierdził, że to wada fabryczna. Tym sposobem tydzień czekalo na sprawną pralkę i to nie w Polsce a ……. w RFN. 😉
Gdzie się ten andsol podziewa?
Cóż, wiemy, że z niego lewak,
więc pojmie każda maruda,
że się na prawo nie udał
i raczej dalej niż bliżej –
może jest w jakimś Izmirze,
gdzie go pytają: czy pan tu
pławi się skarbach Lewantu?
Może w Lewicach nad ranem
podkurek je z lewiatanem,
lub skacze w bok z hożą dziewą?
Nieważne. Kto pójdzie w lewo,
prędzej czy później gdzieś w polach
musi napotkać andsola. 😀
Dziekuje, Heleno, postoje. Przezylam w tym skansenie 32 lata, wiekszosc (wciaz) mojego zycia! Ja osobiscie odnosze felerne produkty, raz nawet odnioslam smierdzaca rybe do supermarketu!Demonstracja takie produktu w sklepie w obecnosci innych klientow ma wymiar prewencyjny i znakomicie podnosi customer service.
Mat-Jo, kanalizacja to moje ulubione osiagniecie cywilizacyjne i mam nadzieje, ze wbrew przepowiedniom WW objawi ci sie znowu w ulepszonej i piekniejszej wersji!
W sprawie zwrotów dużo zależy od konkretnej firmy. Przechodziłem takie historie, jak ta opisana przez Szarą Mysz, ale i takie z innego bieguna, kiedy zwracano forsę bez problemu i stokrotnie przepraszano za sprawiony zawód. Powiedziałbym, że akurat w tej dziedzinie nie ma reguł. 😉
Myszo. tu mowimy o litrowym plastikowym wiaderku ogorkow, a nie ciezkim sprzecie uszkodzonym.. Kazdy, ale to absolutnie kazdy sprzedawca pracujacy w handlu londynskim ma prawo i obowiazek zwrocic pieniadze za zepsuty produkt spozywczy, nie domagajac sie ani odcinka z klasy (wyrzucanego czesto na prosbe klienta) ano zepsutego produktu.
Co innego gdyby podejrzewal mnie, ze chce sklep naciagnac: dokonuje codziennych zwrotow, kaze sobie zaplacic za butelke szmpana za sto funtow, te rzeczy. Ale chodzilo o nieznaczaca sume. Takich praw w Unii nie ma – zakazujacych sprzedawcy zwrotu bez specjalnej autoryzacji kierownictwa sklepu.. W takich wypadlaxh uzywa sie rozumu i checi zatrzymania klienbta, nie obrazania go podejrzeniami, ze ma jakies fanaberie.
Dzis zalatwalam z firma wysylkowa Achica sprawe stluczonego lustra, ktore zamowilam dla klientki. Jak tylko firma przesylkowa dostarczyla mi to lustro (za £96 do domu) i chcialam je przesunac w inne miejsce, zanim zabiore je do domu klientki, uslyszalam brzeczenie rozbitego szkla w opakowaniu. Przedwczoraj napisalam do firmy. Wczoraj firma poprosila mnie o rozpakowanie przesylki i sfotografowanie tego co bylo lustrem. Co uczynilam i otrzymalam natychmiastowe przeprosiny oraz zapewnienie ze w ciagu 2-4 roboczych dni suma £96 znajdzie sie na moim koncie.
Nikt nie podejrzewal, ze np. specjalnie stluke lustro aby otrzymac zwrot, zatrzymam rame i kaze ja na nowo oszklic.
Heleno, nie miałam pojęcia, że jest jeszcze takie miejsce na Ziemi, gdzie klient ma jeszcze takie prawa. Mimo, że już nie ma u nas PRL-u, aby otrzymać zwrot pieniędzy, trzeba jednak zwrócić towar (wadliwy, lub nie)
Sama zauważ, że w sprawie lustra był jeszcze pośrednik (firma przewozowa), dlatego mnie to nie dziwi, że bez gadania zwrócą Ci pieniądze.
Bobiku, podpisuję się pod Twoim protest-songiem, obydwoma łapami – już wiem, dlaczego mi się nie chcą pazury schować, bo zimno i mokro. 🙁
Rzeczywiscie troche skansenowa ta opowiesc, Heleno. 😉 A moze tez jest to zderzenie mentalnosci kontynentalnej z brytyjska (czy szerzej – anglosaska)? Kontynentalni sa zwykle bardziej by the book, z mniejszym polem manewru w indywidualnych przypadkach (no chyba, ze troche pomoze niesubordynacja i balagan). 😉
A skansem papierowo-toaletowy jest teraz podobno w Wenezueli (i to wedlug Guardiana). 😉 Musieli w trybie pilnym zaimportowac 50 mln rolek papieru toaletowego.
Co do Walesy, to mysle, ze jego po prostu jego wlasna rola przerosla, i nie mogac jej uniesc, biedny co chwila sie nadyma z tym „ja, ja, ja”, ktore wspomnial Bobik. Wlasciwie to niesprawiedliwe porownywac go do Havla, Mandeli czy Dalajlamy. Kazdy z nich, zanim pojawil sie na szerszej scenie, mial cale lata na wlasna formacje wewnetrzna. I juz w tradycjach rodzinnych wszyscy mieli wlasciwie wpisane przywodztwo i szersze poczucie sluzby, ktore z tym bywa zwiazane (Mandela jest z rodziny przywodcow swego klanu, Dalajlama formowal sie od dziecka do bycia przywodca, do tego w bogatej tradycji filozoficznej swojej rodziny klasztornej, a Havel laczyl bycie pisarzem z byciem dysydentem, majac przy tym poczucie, jak czesto fortuna kolem sie toczy – jego zamozna rodzina nagle znalazla sie w niepozadanej grupie spolecznej).
No i Papiez Franciszek znowu sie wychylil w zlym kierunku, jakby bardziej andsolowym (w niedziele zreszta tez, acz na inny temat) 😉
http://www.huffingtonpost.com/2013/05/22/pope-francis-good-atheists_n_3320757.html?utm_hp_ref=religion
Papiez jest jakis antypolski! A co z dewiza ” niech katolicy glosuja na katolikow”?
Strasznie chyba klopotliwy jest dla Episkopatu Polski. I kto go ciagnie za jezyk? Kto mu kaze kompromitowac polski kosciol? Chyba sumienia nie ma Franciszek. 😆 😆 😆
It’s a good point, Moniko, ze w odroznieniu od Mandeli, Dajalamy czy Havla, Walesa nie mial zadnego „przygpotowania” do roli przywidczej. Kiedy powstawala Solidarnbosc.
Ale od powstawania Solidarbosci minelo prawie cwierc wieku i mial czas sie podciagnac. Mandela wyszedl z wiezienia po 25 latatch, gdzie nie mial zbytniego dostepu do madrych ksiazek i gazet, a poszedl siedziec jako naprawde bardzo mlody mezczyzna. Ale to wiezienie go czegos nauczylo. Niby dzialal tez na wyczucie i intuicje.
Zreszta nikt z nas tu nie spodziewa sie, ze Walesa bedzie gadal i pisal jak Havel. Szanowalismy go za to co zdolal zrobic, a nie za jego wybitny intelekt. Czego jednak wszyscy mieli prawo oczekiwac od „prostego chlopaka”, to ze nie bedzie wypowiadal slow nikczemnych, jak te o Krzywonos czy Borusewiczu i straszyl ujawnieniem hakow. Ze nikogo nie bedzie chcial wyprowadzac z Sejmu jesli jest gejem. To nie sa jakies ogromne oczekiwania po ponad 20 latach ustanowienia systemu demokratycznego.
Oj, ten Franciszek to jakiś Gorbaczow Watykanu. 😆
A propos Gorbaczowa, ciekawe są wyniki ankiety, jaką przeprowadzono w Rosji na temat „kto był najlepszym rosyjskim przywódcą w XX wieku”. Niemal jednogłośnie wybrano Breżniewa. 😯 😛
http://wyborcza.pl/1,75477,13959927,_Nasz_najdrozszy_Leonid___Rosjanie_uznali_Brezniewa.html
A Gorbaczow szczerze znienawidzony…
😯 😀 Olala!
To był komentarz do wybryków papieża, nie do … demokratycznego 😯 wyboru Breżniewa.
Ach, Brezniew! Na dodatek jak calowal i jak sciskal! Juz tu kiedys pokazywalismy jego goracy pocalunek z Honeckerem. Walesa musialby obu wyprowadzic z Sejmu za takie calowanie!
😆 😆 😆
No, może nie zaraz wyprowadzić, ale przynajmniej posadzić za murem. 😎
Bardzo jestem rozczarowana rosyjskimi glosami. Brezniew wprawdzie calowac potrafil, ale czy naprawde dorastal choc do piet Wielkiemu Jezykoznawcy? Czy mogl sie rownac z walacym butem w pulpit w ONZ-cie Chruszczowem? Czy elegancja i manierami mogl robic za kamerdynera u eleganckiego, w butach od Gucciego Gorbaczowa? Brezniew u mnie bylby dopiero trzeci, ale od konca, po Andropowie i Czernience.
Tak, ja tez bym stawiala raczej na Czernienke. Bardzo hyrny byl chlopak. Zaraz o nim dowcipy powstawaly. Mowi Czernienko:
Przychodza tu do mnie rozni dziennikarze kapitalistyczni i nieustannie pytaja o wiek, czy nie jestem za stary na sprawowanie wladzy. . A ja wam powiem tak: u mnie wszystko dziala jak w zegarku: punktualnie o osmej rano robie siusiu, o 8:30 rano robie kupke. O dziewiatej rano budze sie…. 🙂
Dzis, 23 maja, mija 130 lat od smierci Norwida. Jestem zla na cala Wielka Emigracje, ze pozwolila mu umrzec w nedzy pod okiem koszmnarnych zakonnic, ktore nie pozwalaly mu wychodzic nawet na spacer poza teren przytulku sw. Kazimierza. I nie mogl odwiedzac oprzyjaciol w Paryzu. A potem spalily wszystie jego papiery. I nikt go nie odwiedzal, podczas kiedy on sam odwiedzal wszystkich umierajacych. I pisal o „dniach przedostatnich”. Wierszem i proza.
Zapale Cyprianowi swieczke.
😆 😆 😆
A jeszcze co do Walesy, to co prawda mial cale cwierc wieku, zeby nad soba pracowac, ale praca nad soba po tym, jak sie zostalo wyniesionym do poziomu ogolnie znanego symbolu – zamiast przed – jest jednak o wiele, wiele trudniejszym zadaniem. Zwlaszcza dla osoby o dosc prostym ogladzie swiata, i – patrzac na to, co mowi chocby o swoim malzenstwie – z natury chyba raczej malo dociekliwej, wiec malo predestynowanej do tego, zeby sie nad soba i nad swiatem jakos glebiej zastanawiac. W sumie najlepiej byloby sie zajac dzialanoscia na rzecz innych zamiast pielegnowania wlasnego wizerunku, a i swiat na tym bardziej by skorzystal, i wizerunek tez by sie niepostrzezenie wyraznie poprawil.
Och, to bylo do Czernienki, nie Norwida, oczywiscie, Heleno (w trakcie pisania zdarzaja sie u mnie domu rozne przygody…).
Zaiste swieczka sie Cyprianowi Kamilowi nalezy, bo zycie mial bardzo trudne. Osierocony w dziecinstwie, nie mial nawet podstawowego wyksztalcenia, byl samoukiem. Gdzie on ci nie mieszkal… z USA wlacznie. O ponad pokolenie mlodszy od Mickiewicza, ktory byl zajety Towianskim i Adampolem; Slowacki byl schorowany, a Krasinski jak to konserwa zwykle wspolczuje tylko samej sobie… Mam ci ja tutaj piekne podarowane niegdys wydanie Czarnych i Bialych Kwiatow (wyd. J. Mortkowicza).
Dzień dobry 🙂
Zanim mnie dopadną obowiązki 👿
Coraz bardziej nie chce mi się chodzić do szkoły, a i tornister robi się jakby coraz cięższy 😳
Ciągnie mnie do leniwego siedzenia w ogrodzie, gapienia się na kwiatki i słuchania ptaków. Ale pogoda znów fiksuje. Zimno 🙁
Mar-Jo,
jak to miło, że mogłyśmy wspólnie muzykować z Twoją córką. Szkoda, że wcześniej o tym nie wiedziałam. Czy jest zadowolona ze śląskiej wyprawy?
Wiadro kawy plus dodatki. Miłego dnia Koszyczku 😆
Dzien dobry. 🙂
Jotko, Starsza jest Tam od czterech lat. Z muzykowania z Wami jest bardzo zadowolona.
Kawa i do roboty!
Gdzie sie podzialo globalne ocieplenie jak jest potrzebne?
Dzień dobry 🙂
Podobno nawet chiński przemysł skurczył się od tego zimna. W gazetach pisali… 🙄
Uprzejmie poproszę, żeby wiadro z kawą stało dziś na prymusie, w celu niestygnięcia. W przypadku braku prymusa można go wypożyczyć z najbliższej szkoły lub uczelni. 😎
Jotko, to już niedługo tej szkoły. Zamień tornister na torbę z kółkami i jakoś dociągniesz. 😉
Kochani, jeszcze raz wrócę do Wałęsy, bo widzę, że temat nie schodzi. Wałęsa zawsze miał swoje słabe strony, a przekonanie, że musi stale wykazywać, że jest doskonały, bardzo na wszystkim zaciążyło. W najbliższym politycznym otoczeniu jeszcze jako szef Solidarności miał ksywkę „Ponton”. „Ja” nie schodziło z ust. Ale otoczenie nazywające go pontonem darzyło go najwyższym szacunkiem, na który zasługiwał. Miał jakiś taki instynkt polityczny podsuwający najczęściej właściwe decyzje. Decyzje własne albo podpowiedziane, ale podpowiadano różnie, a on wybierał właściwie. Niewątpliwie odegrał decydującą rolę i w stoczni i przy Okrągłym Stole, choć przy OS więcej osób odegrało rolę bardzo ważną. Wyróżniłbym tu i Arcybiskupa Gocłowskiego i kilku ważnych opozycjonistów. Nie da się też nie uwzględnić roli Jaruzelskiego i Kiszczaka. Kiszczak wykazał dużą elastyczność i umiejętność przestawienia swojego stosunku do drugiej strony ze zdecydowanie wojennego na partnerski. Wyrazem tego był prezent dla Wałęsy w postaci pistoletu 🙂
Jeszcze raz przypominam, że największym wrogiem Wałęsy Wałęsa. To działało od samego początku. Przypominam zniewagę doznaną od Wałęsy przez Turowicza, któremu Lech poradził, żeby stłukł termometr. Zniewagi dla Wujca, jednego z najbardziej łagodnych współpracowników.
Ja to wszystko widzę i dlatego jest mi strasznie żal, że Wałęsa sam niszczy własny wizerunek. Ale jednocześnie nie godzę się na przekreślenie jego dawnego dorobku.
W tej chwili Wałęsa politycznie nie znaczy nic. A myśli, że ciągle znaczy bardzo wiele.
Jeszcze do Franciszka. To, co powiedział o ateistach wynika z zapisów Soboru Watykańskiego II. To ta część dorobku soborowego, o której pisał Biskup Pieronek, że nie została wdrożona w polskich diecezjach poza Diecezją Krakowską.
I jeszcze, Heleno, coś o „Mleczku”. Moja Ukochana kupiła mi w Leclercu gdańskim butelkę wina Saint Emilion 2006. Wino otworzyliśmy parę tygodni po zakupie. Okazało się zepsute, umarłe. Kolor pomarańczowy, smak utlenienia tylko, taniny rozłożone na gęsty osad. Wylaliśmy, ale butelkę zachowałem. Po kolejnym tygodniu wracając z pracy zajechałem do Leclerca. Nie było już szefa od win, Francuza zresztą. Inny pracownik, od napojów w ogóle, stwierdził, że z pustą butelką już niczego reklamować nie można. Ewentualnie mogę spróbować za dwa dni, gdy szef od win będzie dłużej. Potem jednak obejrzał i powąchał butelkę i zaproponował, żebym wybrał inne wino. Wybrałem o 14 złotych droższe i poszliśmy do działu obsługi, gdzie nakazał przyjąć zwrot i sprzedać wybrane wino z rabatem 14 zł.
Na moje pytanie, czy może robić takie rzeczy, odpowiedział, że specjalista, jakim jest szef od win, nie będzie miał żadnych wątpliwości. Przeprosił nawet za to, że na początku robił trudności, dodając, że spotyka się często z tak nieprawdopodobnymi reklamacjami, że ma odruch niechętny, natomiast zasadą jest załatwianie reklamacji uzasadnionych. I tak sobie myślę, że to nie w systemie politycznym ani w rodzaju sieci, tylko w konkretnym człowieku leży świnka morska pogrzebana (eliminowałem po kolei psa i kota).
Kiedy my jego wczesniejszego i nawet pozniejszego dorobku nie przekreslamy! My przekreslamy to jakim sie zrobil czlowiekiem TERAZ.
Jest roznica miedzy slabosciami, nawet tak uciazliwymi jak megalomania, a podloscia. A on sie zachowuje obecnie podle. Takich ludzi sie przekresla i mowi: nie bede mu szukal juz usprawiedliwien. Niech idzie do diabla.
On ma swoje miejsce w historii zapewnione. I niech na tym sie skonczy.
Dlatego pisałem, że to nie jest sprawa samego Wałęsy, tylko wszystkich nas. Wałęsa w stanie wojennym zachowywał się jak prawdziwy przywódca. Bez wątpienia pomagało mu, że większość narodu stała za nim murem, on musiał czuć tą siłę społecznego poparcia i mądrze z niej korzystał. To myśmy swoją postawą wobec reżymu torowali drogę do chwały zwycięzców – nie tylko Wałęsy – dlatego to nie jest prywatną sprawą, tylko nas wszystkich. Odwracanie się teraz od przeszłości niczego nie załatwia, a raczej wskazuje na pewne słabości, ale nie będę o nich pisał.
Smutek Stanisława jest smutkiem powszechnym, czego wyraz znajdujemy we wszystkich mediach i dobrze, temat kolejny do przepracowania. Mam nadzieję, że nie tylko przez nas, ale i przez bohaterów tamtych dni.
Pewnie, ze to czesto zalezy od indywidualnego czlowieka. Ale zasadniczo to ja oczekuje, ze sklep przeszkoli swych pracownikow w podstawowych sprawawxh takich, jak zalatwoanie reklamacji w sposob, ktory nie uwlacza klientowi. Chodzilo o smiesznie mala sume, o ktora z cala pewnoscia bym sie nie upomniala, gdyby a. zaproponowano mi z miejsca przeprosiny i zwrot pieniedzy i b.gdyby nie fakt, ze w tym sklepie coraz czesciej sprzedaje sie produkty przeterminowane, zas higiena przechowywania zywnosci pozostaje nader watpliwa. Te wiaderka z ogorkami nie byly trzymane w lodowkach, ktore opoznilyby proces dalszej fermentacji i narastania plesni, tylko na podlodze na terenie sklepu.
Heleno, jednak w tym sklepie kupujesz. Ja poznałem polskie sklepy w Londynie w 1967 roku. Można tam było kupować po polsku i były polskie produkty, w tym chleb, na którym kupującym najbardziej chyba zależało. Obsługą i cenami nie byłem specjalnie zachwycony. Trafiłem do takiego sklepu z żoną kolegi szkolnego mojego ojca. Potem polskich sklepów raczej unikałem. Akurat angielskie pieczywo w pierwszych dniach nawet mi smakowało, potem z trudem przechodziło przez usta.
Szkolenie personelu to sprawa trudna. Byłem współwłaścicielem firmy, która na marginesie działalności prowadziła kilka sklepów detalicznych – z bronią palną i biżuterią. Wszyscy kierownicy sklepów i sprzedawcy mieli szkolenia, na których im wpajałem, że każda reklamacja, nawet oczywiście nieuzasadniona, musi być załatwiona od ręki po myśli klienta. Realizacja tej zasady nie obniżyła wyników firmy nawet o 0,01 %. Ale niektórzy sprzedawcy nie umieli się do niej stosować, robili trudności. Trzeba było karać ich potrąceniem premii, żeby się do tej zasady wdrożyli. A karać pracowników bardzo nie lubiłem.
To ja też jeszcze wrócę do Wałęsy, bo mi się wydaje, że na jego przykładzie wychodzi tu pewien szerszy problem. Dokąd można wszystko usprawiedliwiać pochodzeniem, warunkami, drogą do szkoły pod górkę, etc.?
Mam przyjaciela, chłopa z chłopów. Do 18 roku życia mieszkał na wsi, nijakich wzorców edukacyjnych w rodzinie nie miał, a rodzina w ogóle typowa – wszyscy, włącznie z dziećmi, ciężko pracowali, po robocie mężczyźni pili, kobiety gotowały, żywinę oporządzały i tak z dnia na dzień. Przyjaciel jednakowoż żerny strasznie na naukę był i tak się zawziął, że profesorem Ujotu w końcu został. I tak się teraz zastanawiam – czy on mógłby sobie pozwolić na chamskie lub haniebne zachowania, albo publikacje słabsze od innych, powołując się na swoje pochodzenie, trudne początki i brak wzorców? No, umówmy się… Ale on nie ma potrzeby na cokolwiek się powoływać. Chciał się uczyć – nie tylko książkowych mądrości, ale i sposobu bycia odpowiedniego do swojej pozycji – to się nauczył.
A Lechu nie chciał, bo od początku uważał, że pozjadał wszystkie rozumy. W ogóle nie brał pod uwagę tego, że prezydent, a potem symbol i bohater narodowy, to jakby trochę inna rola niż robotniczy przywódca. Nie wziął sobie do serca zasady, że Nobel obliż, czy jakoś tak. Miał od kogo się uczyć, miał komu się przysłuchiwać – ale on to olewał i tyle. Tak jakby nawet najmądrzejsi nie mogli zawsze nauczyć się jeszcze czegoś więcej.
Oczywiście, nie mam zamiaru zapominać o jego wcześniejszych zasługach. W swoim czasie zrobił, co zrobił i to zostanie. Ale każdą postać historyczną ocenia się pocałokształcie, nie tylko po najświetniejszym okresie i szkoda, że Wałęsa tego nie rozumie. W temacie całokształtu już sobie mocno nagrabił i grabi dalej. 🙄
Tak, w tym sklepir kupuje – czesto z lenistwa, bo jest najblizej, bo nie musze isx do skrzyzowania aby przejsc przez swiatla, bo deszcz, bo wiatr, bo to, bo smo.
Wlasnie uswiadamiam sobie, ze w tym samym pomieszczeniu prezed Mleczlka miescil sie znakomity sklep elektruczny, hinduski. Nic nie bylo dla nich za trudne, gdy Kuma wpadla zapytac czy maja tam nie produkowane juz zarowki do lampy Tizio – pierwsze, oryginalne wydanie, sprzdawca natychmiast zaproponowal ze jej taka zarowke lub dwie zamowi gdzie trzeba i bedzie w ciagu dwu dni dostepna.
Chodzilam tam latami. Az kiedys przyszlam i za lada stala nowa zona wlasciciela. I ona mi bardzo obcesowo odmowila sprowadzenia trudno dostepnych workow do odkurzacza okreslonego modelu. Niegrzecznie odmowila.
I ja przestalam tak chodzic. Nie chodzilam z piec lat, az spotkalam na ulicy starenkiego wlasciciela i dowiedzialam sie, ze sprzedaje sklep, bo jest ciezko chory na serce i chce resztke zycia spedzic wypoczywajac. Zaczelam znow tam robic zakupy, aby mogl sprzedac jak najwiecej istniejacego towaru przed sprzedaza. Za mi bylo tej zony. Byla znacznie mlodsza od niego, ale wygladala na zalamana i gleboko depresjna. Staralam sie byc dla niej ekstra mila.
Bardzo, bardzo mi sie, Bobiku podoba „Nobel obliz”. 😆
To, co pisał Stanisław, że niektórzy sprzedawcy odmawiali przyjęcia reklamacji, mimo wyraźnych zaleceń, żeby tego nie robili, wydaje się wskazywać na jakiś problem psychologiczny. Może dla tych sprzedawców moment reklamacji był jedynym, w którym mieli choć odrobinę władzy i mogli to pokazać? I woleli nawet premię stracić, niż tego upojnego przeżycia się wyrzec. 🙄
A dla tych niedostepych w sprzedazy zarowek do starego modelu lamp Tizio istnieje nawet specjalna strona. Kiedys tak dobrze nie bylo:
http://www.voltex.me.uk/bulb-for-tizio-artemide-pid644.htm
Heleno, u psów oblizanie Nobla następuje z automatu, natychmiast po obwąchaniu. 😎
Proszę mi nie pisać o żarówkach, bo serce mnię to rozdziera. Właśnie wkręciliśmy do lampy ostatnią tradycyjną, a jak ona się spali, przyjdzie nam przejść na to unijne ohydztwo, które daje zimne, sraczowe, nieakceptowalne światło. Chyba się wtedy zapłaczę. 😥
Znam Twoj bol, Bobiku, znam Twoj bol. A w Ameryce – skolko ugodno! Tylko ze nie maja z tym brytyjskimi koncowkami – wciskanymi, a nie wkrecanymi. Na szczescie wiele moich lamp ma wkrecane, jak np. stary francuski porcelanowy zyrandol, do ktorego dokupilam zima piec malych ladnych abazurkow, ktore troche zmieniaja i ocieplaja to swiatlo jak z kostnicy.
Jasne, że zaraz po obwąchaniu. Tylko trzeba mieć, co obwąchać.
U Wałęsy, niestety, przeważa miłość własna. Dlatego tak źle odebrał książkę o Danucie. Nie zgadzam się jednak, że niczego nie chciał się uczyć. Do nauczenia się miał nieco zbyt dużo i wielu rzeczy uczył się po łebkach. Prawda, że liznąwszy trochę czegoś chciał grać eksperta i to powodowało konflikty. Ale nie uważam, że zostawianie wszystkiego quasi-specjalistom, jak to ma miejsce obecnie, jest rozwiązaniem dużo lepszym. Tkwienie przy szczycie jest bardzo trudne. Trwa tam bezustanna walka o różne interesy pod płaszczykiem działania dla dobra kraju. Połapanie się w tym wymaga wielkich kwalifikacji, wielkiej odporności i wielkiej czystości rąk. Przy własnych czystych rękach trzeba jeszcze ustalić optymalny stopień tolerancji na średnio czyste ręce bliższych i dalszych współpracowników. Oczywiście można (teoretycznie powinno się) powiedzieć „zero tolerancji”. I nagle zostajemy sami. Była taka dobra, czysta partia Unia Demokratyczna. Mazowiecki miał zero tolerancji i był dobrym, skutecznym premierem. Ale to trwało krótko.
Bobiku, nie placz.
Wrzuc na Allegro haslo: Żarówka TRADYCYJNA wstrząsoodporna . 🙂
Bardzo ladna i nie za dluga rozmowa z wdowa po Ficowskim, Pania Elzbieta:
http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ludzie/artykuly/428360,irena-sendlerowa-uratowala-2-5-tys-dzieci-elzbieta-ficowska-w-dziennik-pl-opowiada-jak-zostala-wywieziona-z-getta.html
U nas nastali zimni ogrodnicy z lujem.
Bardzo pasują do mojego wrednego kręgosłupa.
Zajrzałam (o matko, trzeba usiąść) i widzę o żarówkach.
Nie powiem, też nie lubię z powodu ceny, wymyślnych kształtów za każdym razem innych i długiego okresu oczekiwania na pełną jasność.
Mój syn mówi, że marudzę. Może marudzę, ale mam w żyrandolach bardzo widoczne różne żarówki i jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa, bo nie wszystkie musiałam wymieniać.
Widzę natomiast w sklepie, że jest dużo barw tego światła, bardziej żółty, bardziej różowy, bardziej taki i owaki.
A jedna żarówka cały czas brzęczy nawet, jak jest wyłączona i nic z tego nie rozumiem.
Mogę nagrać to brzęczenie celem konsultacji. 🙂
Wygląda na to, że wstrząsoodporne żarówki, to wynalazek typu „Polak potrafi”:
https://www.google.com/search?q=%C5%BBar%C3%B3wka+TRADYCYJNA+wstrz%C4%85soodporna&rls=com.microsoft:pl:%7Breferrer:source?%7D&ie=UTF-8&oe=UTF-8&sourceid=ie7&rlz=1I7ADBF
Tam jest hurtownia po niecałe 2 zł od żarówki.
A i Leroy Merlin nie pogardzi taką żarówką.
Czyste łapy… Każdy bloger wie, że życie to nieustające pasmo kompromisów i ustępstw. 😆 Ale warto sobie z góry określić granicę tych kompromisów, bo inaczej przestaje się zauważać, kiedy już nie tylko łapy są wytytłane, ale i pysk. 🙄
A poza tym kompromis to jedno, a opowiadanie z własnej, nieprzymuszonej woli głupot i podłości to drugie. W imię jakiej elastyczności na przykład takie teksty, że „nagadałem o Borusewiczu, bo dałem się wypuścić lobby homoseksualnemu”? 😯
http://wyborcza.pl/1,75478,13962909,Walesa__Koncze_dyskusje_o_Borusewiczu__I_jestem_oburzony.html
Taki jest komentarz do tych żarówek:
http://www.leroymerlin.pl/osprzet-oswietleniowy/zarowki-swietlowki/zarowki-tradycyjne/zarowka-tradycyjna-wstrzasoodporna-ans-lighting,p111838,l1198.html#!oceny
Tak, Siodemeczko. Polski „patent”, ja wielu pomieszczeniach te zarowki mam. Nie dac sie zwariowac.
🙂 🙂 🙂
Dzięki za podpowiedzi żarówkowe, ale ja mam zawsze te same problemy z kupowaniem w Polsce. Na allegro z płatnościami (zwłaszcza przy małych sumach to jest kompletnie nieopłacalne, bo koszt przekazu jest większy niż koszt towaru) i z wysyłką, a w sklepach głównie z wysyłką. Leroy Merlin pisze wyraźnie: zamówienia realizujemy na terenie całej Polski. Czyli za granicą nie realizują.
Muszę po prostu poprosić kogoś w Krakowie, żeby mi kupił i przy najbliższej okazji sobie odebrać osobiście.
Chłonie się takie rozmowy. Pytanie trochę nie fair. Czy zdaliśmy ten test? Kto miał go zdać – Polacy, Niemcy, Żydzi? Na takie pytanie można odpowiedzieć, że nikt nie zdał. Ale mnóstwo ludzi zdało, w tym i Niemcy. Kto jest kompetentny do oceniania? Każdy z nas (jeżeli jest na blogu ktoś, kto wszystkie testy zdaje, przepraszam go) co dziennie jakiś teścik oblewa i jest mu wstyd przed samym sobą. Albo świadomie go zawala i jest z tego dumny. Ale każdy zdany cieszy. Im więcej takich zdanych, tym bardziej czujemy się ludźmi. Ale nikt z nas nie wie, ile punktów trzeba zdobyć, żeby zaliczyć egzamin. Niektóre teksty sugerują, że wystarczy, jeśli zaliczy się test ostatni. Dostanie się denara, jak ci, którzy bezbłędnie zaliczyli wszystkie testy. Ja tego komentować nie zamierzam. Na pewno nie powiem, że to niesprawiedliwe.
Dużo jest świństw na świecie. Do niektórych sami się jakoś przyczyniliśmy. Ale ile jest też przykładów budujących. Większość ludzi niosących dobro nie chwali się tym. Zło rzuca się w oczy. Nie podejmę się wyważać proporcji.
To jest trudna sprawa z tym ocenianiem, bo z jednej strony, każdy, kto myśli, musi mieć chociaż trochę poczucia „nie sądźcie, żebyście nie byli sądzeni”, a z drugiej strony jednak stale oceniamy innych, mniej lub bardziej jawnie. To wynika po prostu z właściwości umysłu, który dąży do porządkowania, kategoryzowania i naklejania etykietek, żeby można było odstawić do magazynu. 😉
A przy ocenianiu zawsze jest jeszcze kwestia oczekiwań. Im mniej się oczekuje, tym łagodniejsza ocena. Dlatego zwykle surowiej wypada sąd nad osobami publicznymi niż prywatnymi, zbiorowościami niż jednostkami, itp. Na ogół też bardziej skłonni do skrajnych ocen są idealiści niż pragmatycy.
A jak się ma w sobie deklarowany pragmatyzm i wypierany idealizm, jak – nie wskazując łapą – niektóre psy, to już w ogóle kanał. 😆
Bobiku, trzeba mieć czyste łapy i w tym zakresie nie można z góry zakładać żadnego kompromisu. Sytuacja się zmienia, gdy jesteśmy na czele państwa. Perspektywa jest wtedy zupełnie inna. Mazowiecki nie szedł na kompromisy i miał całkowitą rację. Wszyscy wtedy mieli dobro państwa na pierwszym miejscu albo przynajmniej postępowali, jakby tak było. Żaden z ministrów z PZPR nie sypał piasku w tryby. Wszyscy poczuli oddech Historii. No tak, to Bliźniaki z Wałęsą wtedy ten rząd obalili. Wałęsa wzniecał pożary żeby je gasić na końcu (strajk bodajże kolejarzy).
Dobrze być przywódcą partyjnym. Ma się władzę. Oprócz władzy ma się odpowiedzialność. I ma się ciśnienie różnych pięter partyjnych, które chcą pracować dla dobra kraju zajmując mniej i bardziej ważne stanowiska. Wiem, jak to wygląda na co dzień i jak różnie jest rozwiązywane. Całkowita nieczułość na potrzeby kadr kończy się fatalnie. Nadmierna czułość również. Ja nie wiem, jak bym się w takiej sytuacji zachował. Znam wiele osób średniego szczebla, które potrafią wyważyć wszystkie za i przeciw i nawet całkowicie zachować czyste ręce. Czy jest to możliwe na szczeblu najwyższym, wątpię.
Trudny to temat. Nie ma odpowiedzi na to pytanie.
Odpowiedzi udzielane dzisiaj nie mają sensu.
To znaczy mają sens o ile dotyczą życia i jego wartości, potrzeby ratowania.
Ale „cieszymy się łaską późnego urodzenia”, nie żyliśmy w tamtej rzeczywistości i dlatego z pokorą chylę głowę nie znajdując odpowiedzi.
Mogę czuć odpowiedzialność za współczesność i ją właśnie czuję, bo nie wskazując jasno sprawców morderstw na żydowskich sąsiadach, kryję ich, stając się wspólnikiem zbrodni i wstydziłabym się zasłaniać grupką Sprawiedliwych, z których wielu boi się do dzisiaj przyznać do swojego gestu człowieczeństwa (chodzi o potomków).
A o Pani Irenie głucho było przez dziesięciolecia, bo nie pasowała do katolickiego, miłosiernego kraju.
Pytanie , Staszku, jest jak najbardziej fair, zadaje je dziennikarka na stwierdzenie Pani Elzbiety w kwestii wolnej woli. Wiec pytrnie – czy zdalismy egazmin z wolnosci, z wolnej woli, nie jest skierowane ani do POlakow, ani do Niemcow, ani do Zydow, tylko do Pana B.
Kiedy jedni Zydzi zadaja sobie pytanie gdzie byl PB gdy Jego lud byl mordowany, inni Zydzi natychmiast odpowiadaja: byl tam, gdzie zawsze. To nie PB zbudowal komory gazowe. Zbudowali je ludzie obdarzeni wolna wola, ktorej w ten sposob uzyli, zas PB byl absolutnie bezsilny wobec ich decyzji, skoro sam ich wolna wola obdarzyl. Nie moze wiec zabierac im Prezentu, bo musialby wszystkim pozabierac. Moze tylko patrzec i zalamywac dlonie, jesli je ma.
To jest bardzo zasadnicze pytanie czy zdajemy egzamin z wolnej woli.
Pytanie jest zasadnicze, ale jakoś bardziej fair wydaje się zadawanie go sobie (osobiście bądź swojej zbiorowości) niż innym. Choć czasem i zadania innym nie da się lub nie wolno uniknąć.
A już tak, żeby sprawiedliwości stało się zadość, to stwierdzę, ze każdy ma swoją Pawłowicz.
Na FB na stronie Centrum Badań nad Zagładą Żydów pod wpisem List Prof. Jana Grabowskiego w „Gazecie Wyborczej” na kanwie dyskusji o lokalizacji pomika Sprawiedliwych
ukazał się komentarz Anny Ciałowicz
Sprawiedliwi powinni powiedzieć: wsadźcie se gdzieś ten pomnik. Zwłaszcza że – jak powiedział W. Bartoszewski – będzie to pomnik „zweryfikowanych” sprawiedliwych. Topografia miasta coraz bardziej kłamie historii. Ten pomnik niech stanie na rogu Lewartowskiego i Gancwajcha, niedaleko przystanku autobusowego Sendlerowej-Nalewki. Niezweryfikowanie sprawiedliwi raczej nie zapuszczają się w te rejony miasta, więc tym bardziej walić to.
Zszokowana weszłam na stronę na Pani Ciałowicz, a tam widzę przywołany artykuł z Polityki o Witoldzie Pileckim * z takimi komentarzami:
Anna Ciałowicz Nie wiem, kto to jest prof. Andrzej Romanowski, ale niniejszym dołącza on do grona moich ulubieńców.
Magdalena Gawin do moich też.
16 maja o 23:47 · 1
Magdalena Gawin kupiłam sobie Politykę,co mi si zdarza nieczęsto. Zachowam na pamiątkę. ohyda.
16 maja o 23:48 · 1
Anna Ciałowicz Ja też mam egzemplarz – wzięłam mamie. „Polityki” nie czytam od dawna. Artykuł wytnę i będę przechowywać w książce Libionki i Wienbauma. Kapuś Pilecki, nieistniejący Apfelbaum i kłamczuszek Seidman w jednym stali domku.
17 maja o 13:02
Anna Ciałowicz Oni w tym numerze dostają nagrodę! Libionka i Engelking! Trudno,muszę cały numer zachować na pamiątkę.
Anna Ciałowicz
Pracuje w firmie: Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie, jest etnolożką, jest redaktorką naczelną biuletynu gminnego, który trzyma dość wysoki merytorycznie poziom:
http://warszawa.jewish.org.pl/images/Biuletyn/wiosna_2013/kolbojnik_wiosna_2013.pdf
Tak Anna wygląda i tak się wypowiada:
http://youtu.be/JhUNSjVW86E
Na Jej stronie w FB jest pomieszanie z poplątaniem.
Pisze o aktach antysemtyzmu, o różnych złych przejawach, a jednocześnie powołuje się na takie strony i ta forma komentarzy.
* Ukazał się w Polityce ciąg dalszy dot. Pileckiego pod wyjaśnieniem: Mój artykuł nie traktował o Witoldzie Pileckim, lecz o wydanym przez IPN albumie, który mówił jedno (komentarz), a pokazywał drugie (dokumenty). Jeżeli więc IPN ma dziś pretensje, to powinien je kierować do siebie – pisze Andrzej Romanowski
Mój komentarz czeka na akceptację, bo ma sto linków, ale nie dałam rady inaczej osomichodzi.
Zadajac je sobie, zadajemy je PB, Bobiku.
A raczej odwrotnie. Zadajac je PB, zadajemy je sobie.
Helena słusznie prawi…
Skoro Stanislaw jeszcze do Franciszka, to ja jeszcze do Stanislawa. 🙂 To prawda, Stanislawie, ze Sobor Watykanski II juz zawieral stwierdzenia podobne do tych, ktore o ateistach i innowiercach wyglosil wlasnie Franciszek. Ale najpiekniejsze dokumenty maja niewielka wartosc o ile nie sa praktykowane w zyciu (cos jak konstytucja Zwiazku Radzieckiego, ktora na papierze wygladala calkiem, calkiem). 😉 I wyjatki byly, oczywiscie, nie tylko w diecezji krakowskiej, bo np. „moje” zakonnice byly akurat z Warszawy. Ale to byly wyjatki, i chyba slabo sie przebily do swiadomosci ogolu wiernych.
A co do Walesy, to zaslugi kiedys nie przekreslaja tego, co robi teraz. 😉 (I te zaslugi lepiej jednak trzezwo ogladac, zamiast marzyc o polskim Mandeli czy Dalajlamie. Prawie nikt w masowych ruchach nie jest za nie odpowiedzialny sam, tyle tylko, ze lubimy opowiesci o pojedynczym bohaterze.)
W zasadzie miałem na myśli to, co Bobik, że nie można takich pytań zadawać zbiorowościom, może poza własną. Natomiast sobie zadawać powinno się codziennie. Katolicy nazywają to rachunkiem sumienia, ale nie trzeba być chrześcijaninem do zadawania sobie tego pytania. I prawda, że zadając je PB zadajemy je w istocie sobie. To każdy z nas składa się na obraz świata. Uzasadnione jest pytanie do własnej zbiorowości, gdy mamy jakiekolwiek instrumenty oddziaływania na innych, a nie możemy twierdzić, że nie mamy żadnych. I prawda, że często przychodzi ochota pytać inne zbiorowości. Ale lepiej się powstrzymać.
Aczkolwiek, aczkolwiek…
Dał nam PB wolną wolę – zakładając wszelako, że powstanie życia na Ziemi nie kłóci się zbytnio z deizmem, to możemy uważać, że PB zrobił bum!
Znaczy Wielki Wybuch to jego robota. Nie wiemy czym się wtedy bawił, ale zakładamy, że jak pierdyknęło, to doszedł do wniosku: dobra, to niech tam sobie teraz idzie samo…
I że niby na tym ta wolna wola miałaby polegać?
Na tym, że jedne pierwiastki wiążą się z innymi a drugie już nie, że w obecności innych pierwiastków to tamte owszem?
Ale nie wszystkie, tylko te dwuatomowe…
To ja się oflagowuję i zakładam protest.
Przecież to wszystko doprowadziło do narodzin ludzi, którzy przyznali tytuł profesorski pani Pawłowicz!
Nie tylko lubimy opowiesci o pojedynczych bohaterach, ale sa oni nam naprawde potrzebni: Mandela i dr Korczak, prof. Jan Karski i Lech Walesa, panie Pankhurst i Zoja Kosmodemjanska. Kosciol katolicki ma w tym celu swietrych.
I jak sie dowiemy, ze np sw. Franciszek dla zabawy wrobelkom lamal nozki, to jednak czujemy okropny zawod.
Ja nie potrzebuje sw. Walesy, ktory nigdy nie zrobi bledu, nie podpisze glupiego papierka pod presja czy nie zdradzi zony. Ale ja z pewnoscia potrzebuje Walesy, dawnego bohatera, do dzis przyzwoitego faceta, ikonki naszej demokracji.
No, zostae mi jeszcze oczywoscie Jacek Kuron.
Wolna wola, zeenie, polega na tym, ze skosztowawszy owoca z Drzewa Poznania Dobra i Zla, mozemy wybierac jedno lub drugie. Njkt nas w Edenie pod kluczem juz nie trzyma. To nie przytulek sw. Kazimierza pod Paryzem. Czasami autentycznie nie wiemy ktore wybrac – bo jedno i drugie wydaje siue rownie kuszace. W tym celu dostalismy duzy mozg w bardzo duzej czaszce i dlatego w „bolach rodzimy”. Musimy uzywac mozgu, mowi Ksiega.
No, ja juz nie wiem jak z Wami wierzacymi rozmawiac, kurka wodna…. 🙄
Zeen, ale doprowadziło również do narodzin ludzi, którzy wymyślili (i wykonali!) pasztetówkę. Z czego wnioskuję, że najsłuszniejszym filozofem wszechczasów jest Jan Kaczmarek: 😆
http://www.youtube.com/watch?v=PspnSmKwfu4
Wolna Wola a Ochoty nie ma…
Tak, wiara w kurkę wodną to podstawa 😎
Ale ci pojedynczy bohaterowie sa szczegolnie ujmujacy, gdy nie przypisuja sobie wszystkich zaslug, i jak dobry solista, podczas oklaskow wskazuja na orkiestre… Mandela i Tutu opierali sie na afrykanskim wspolnotowym pojeciu ubuntu, Dalajalama ma w buddyzmie pojecie sangha (i dosc konsekwentnie narzeka, ze choc ma swietnych wspolpracownikow, nikt nie chce z nimi przeprowadzac wywiadow ani zapraszac na wyklady, bo to noe pasuje wlasnie do historii z jednym bohaterem), a MLK byl chociazby dlatego wspolnotowy, ze zaczynal – i nigdy nie przestal – byc pastorem swojej kongregacji.
Kurka wodna przynajmniej na pewno istnieje. 😆
Bardzo dobre porównanie z tym solistą wskazującym na orkiestrę, Moniko. Nikomu jeszcze taki gest nie zaszkodził. A kto solówkę ciągnął i tak wszyscy wiedzą. 😉
Ale jak po koncercie czytasz wywiad z solistą…
– ten dyrygent to agent może jaki był albo co, bo machał mi tą pałeczką przed oczami, mało mi nie wybił.
– drugie skrzypce fałszowały niemiłosiernie a fagoty siedziały cały czas nadęte…
– i ja musiałem sobie z tym wszystkim poradzić. Jeden tylko, ten z trójkątem to wiedział, gdzie ja zaraz po koncercie musiałem iść.
Solowke ciagnal ten, kto ciagnal, Bobiku (wlasnie hoduje byc moze przyszla solistke). 😉 Ale bez orkiestry brzmialaby zupelnie inaczej. A w przypadku masowych ruchow po prostu nikt by jej nie uslyszal. 😉
Jasne. Taki gest solisty nie jest pusty, za nim się kryje właśnie ta świadomość, że nawet technik instalujący mikrofon swoją cegiełkę dołożył. A i publiczność też w jakiś sposób bierze udział. Ileż jest relacji o tym, że reakcja sali uskrzydlała, albo wręcz przeciwnie.
W osobnym poście, żeby nie wyszło tak, że się do Dalajlamy porównuję. 😉 Sam – toutes proportions gardées – z doświadczenia znam tę cichą współpracę publiczności. Nie wiem, czy mnie by się w ogóle chciało jakieś wierszyki pisać, gdyby się nikt do nich nie uśmiechał. 🙂
A od blogowych uśmiechów wena mi rośnie i czasem taki gaz wkładam, że się ze mnie robi psiegaz. 😆
Siódemeczko, poczytałem, łbem pokiwałem… No cóż, to wcale nie jest takie rzadkie, że ktoś ma w głowie pomieszanie z poplątaniem. Nie wiem, czy da się na to coś poradzić. 🙄
Najbardziej, Bobiku, jestem zaskoczona tymi opiniami na temat zweryfikowanych sprawiedliwych.
Tu jest sprawa opisana w 2007 roku ( a w 2012 została wydana książka przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów):
http://laboratorium.wiez.pl/teksty.php?pomnik_apfelbauma&p=4
Ta Pani wydaje się uważać, że to centrum obsiedli ludzie, którzy mają na celu zatajanie, czy fałszowanie prawdy.
Jeżeli takie opinie publicznie głosi oficjalny przedstawiciel Gminy Żydowskiej, to jest to bardzo kłopotliwa sytuacja.
mt7, wcale nie – przecież o „zweryfikowanych sprawiedliwych” mówi także Jan Grabowski w owym liście do GW. Mówi zresztą jeszcze ostrzej: że trzeba też mówić o tym, kto wydawał sprawiedliwych.
Anka Ciałowicz jest specyficzna, ale porównywać ją do Pawłowicz? 😯 Rany boskie. Jeśli z kimś ją porównywać w tej jej wypowiedzi, to może prędzej z Wójciak.
W ogóle też nie rozumiem, co jest złego w tym, że podobał się jej tekst prof. Romanowskiego. Ten tekst zresztą faktycznie narobił trochę hałasu.
Nie widzę też, gdzie Anka czepia się Centrum.
Wiem za to o zupełnie obrzydliwych zabiegach ze strony ministra i chyba także prezydenta w kwestii zawartości ekspozycji traktującej o czasach powojennych w MHŻP. Pod hasłem: płacę i wymagam, ma być tak, jak ja widzę moją politykę historyczną. Helenka może spytać swoją przyjaciółkę imienniczkę, która wie na ten temat najwięcej. To potworny skandal, który, jeśli się nie mylę, jeszcze nie ujrzał światła dziennego – wszyscy zainteresowani boją się o nim mówić.
Ja się w tych wewnętrznych historiach nie rozbieram, więc się nie będę włączał i oceniał racji, ale tak z boku rzeczywiście miałem wrażenie dużego zamieszania, z którego trudno mi było jasny wątek wyciągnąć.
Muszę za chwilę jakoś pogodzić dwa spotkania – jedno, po kilku latach, z grupą, z którą się hiszpańskiego uczyłem, a drugie z gośćmi z Warszawy, którzy dziś mają do mnie zawitać. Nie znacie jakiegoś sposobu na rozdwojenie się? 😉
Alez, Doro, dokladnoe to obiecal Lech Kaczynski na jakiejs konferencji prasowej gdzie go zapytano czy mozna sprawe planowanego Muzeum Zydow powierzyc Zydom. Odpowiedzial, ze wladze (nie pamietam miejskie czy panstwowe) beda dokladnie weryfikowac co sie tam znajdzie.
Ja wtedy gardlowalam, ale wszyscy mnie ucieszali.
Zaraz przczytam co Siodemeczka podeslala.
Doro, on się jej nie podobał.
Ona te swoje uwagi, że mają się „walić” odniosła do prof. Grabowskiego i osób z Centrum Badań nad Zagładą.
Polityki nie bierze od lat do ręki, a teraz wzięła tylko dlatego, ze dowiedziała o tym skandalicznym artykule prof. Romanowskiego.
Dołączyła go do swoich „ulubieńców” z Centrum, którzy kwestionują istnienie Apfleubama i prawdziwość zeznań Iwańskiego.
To sarkastyczny tytuł.
Przecież napisała:
ja też mam egzemplarz – wzięłam mamie. “Polityki” nie czytam od dawna. Artykuł wytnę i będę przechowywać w książce Libionki i Wienbauma. Kapuś Pilecki, nieistniejący Apfelbaum i kłamczuszek Seidman w jednym stali domku.”
Bobiku, przepraszam za wyczernienie. Popraw. 🙁
Tak, wczoraj na spotkaniu dowiedziałam się, ze jest to pewien kłopot, bo Muzeum Historii Żydów należy do miasta, to znaczy zarządzają nim ludzie z miasta, a za ekspozycję odpowiada właściwa strona. Mówiono oględnie, ale rozumiałam, ze są jakieś napięcia.
Kompletnie nic z tego nie rozumiem. Przeczytalam artykul o nieistniejacym Applebaumie i hochtaplerze Iwanskim. POtem wrocilam do tych linkow Siodemeczki. Na strinie gdzie mial byc artykul czy list Grabowskiego nie moglam go absolutnie znalezc. Wyslucalam rozmowy z AC. OK. Z refleksji – AC powinna sobie zdecydowanie kupic nowy biustonosz z pomoca asystentki w przymierzalni. Kobieta nie powinna tak publicznie chodzoc, jesli nie jest to gest polityczny. . O czym nie moglam na chwle przestac myslec jak sluchalam jej rozmowy z RDC.
Kurka , to istnial ten Appelbaum czy nie istnial? Ososierozchodzi?
Z dopisywaniem sobie bohaterskich kart wojennych spotykalam sie nieustannie w Nowym Jorku, gdzie co ciec to byl bohater wojenny. Niektorym az sie z nosa kurzylo. Wszyscy dostawali z londynskiego osrodka „Rzadu RP na Wygnaniu” medale jak leci.
Istotnie trudno się w tym połapać.
Mogę odwołać Pawłowicz, ale ciągle nie rozumiem, o co chodzi Pani Ciałowicz.
Centrum Badań nad Zagładą na swojej stronie na Fejsbuku zamieściło link do listu prof. Grabowskiego , który zabrał głos w dyskusji na temat lokalizacji pomnika sprawiedliwych.
Profesor przychylił się do opinii, że pomnik nie powinien stanąć koło Muzeum.
Całą dyskusję w tej sprawie wywołała prof. Barbara Engelking-Boni swoim listem otwartym na początku kwietnia.
Pod tym linkiem na stronie Centrum Badań nad Zagładą Pani Ciałowicz umieściła ten cytowany przeze mnie wpis.
Z tego wpisu przebija najwyższa złość, że nie będzie pomnika w tym miejscu i że mówi się o konieczności zweryfikowania sprawiedliwych.
Każe postawić pomnik na rogu Lewartowskiego i Gancwajcha (wybitnie nikczemnej postaci zdrajcy).
O co chodzi z tą weryfikacją dowiedziałam się z audycji w TV Kultura, mówiono właśnie o rodzinie Iwańskiego i związanych z nim osób.
Poszukałam dalej i znalazłam ten artykuł w Więzi napisany przez panów Libionki i Wienbauma.
W skrócie chodzi o to, że oprócz ŻOB istniała jeszcze syjonistyczno-prawicowa organizacja bojowa ŻZW, o którym celowo nic się nie mówiło i nie ma praktycznie o niej żadnych dokumentów.
Jedyną osobą, która stworzyła całą historię tej organizacji był człowiek o nazwisku Iwański, który starał się o kartę kombatanta w ZBOWiD i napisał, że pomagał w getcie takiej organizacji. Przez lata rozwijał ten wątek stając się w Izraelu bohaterem narodowym, na podstawie jego zeznań i innych, którzy się podczepili przez lata utworzono w Izraelu instytut, przyznano mu odznaczenia, no jednym słowem był znaną postacią.
Z tych badaniach Panów Libionki i Wienbauma wynika, że on (oni) to wszystko zmyślili. Kto jest ciekawy niech przeczyta artykuł i książkę.
Rozumiem, że Pani Ciałowicz absolutnie się nie zgadza z takim stanowiskiem.
I tu zaczyna się moje zdziwienie.
Czy te osoby nie powinny usiąść przy stole badawczym i przerobić punkt po punkcie, co i dlaczego się nie zgadza.
Myślałam, że wyniki Pracy Centrum są akceptowane przez społeczność żydowską, dlatego tak mnie ten wpis zszokował.
Inną sprawą jest dalszy ciąg mojej lektury wpisów ze fejsbukowej strony Pani Ciałowicz.
Na samym początku strony (wtedy) zamieściła link do Niezależnej telewizji Gazety Polskiej, gdzie mówią, że w Polityce haniebnie opluwają pamięć rotmistrza Pileckiego.
Pod tą wiadomością jest wymiana zdań Pani Ciałowicz i jej znajomych o ohydnym piśmie, którego nie czytają i że jest to to samo, co Libionka i Engelking.
Więcej już nie wgłębiałam się we wpisy.
Nic z tego wszystkiego nie rozumiem.
Dzieki, Siodemeczko. A w jakim stopniu poglady czy postawa pani AC jest podzielana faktycznie przrz „spolecznosc zydowska”, jakkolwik ja zdefiniowac, ale zalozmy, ze mowimy o zrzeszonej w organizacjach?
Wyguglama, ze ona sie w Gminie waszawskiej zajmuje swoja dzialka, tworzeniem strony, etnografia, zbieraniem ciekawostek etc. Ale nie bardzo sobie wyobrazam, by wiekszosc Gminy opowiadala sie za pomnikiem przed czy w poblizu muzeum? No i redaguje AC bodaj Biuletyn GZ, ktory jest glownie serwisem informacji i przedrukow, chyba ze sie cos radykalnie zmienilo.
Zaraz zajrze.
Uff… Jedno spotkanie już obskoczyłem, a Warszawa dopiero teraz pokonuje ostatnie kilometry, czyli rozdwojenie wyszło mi całkiem udatnie. 😀
No chodzi mi konkretnie o Gminę Żydowską, Helenko, bo podaje ją w swoim CV.
Trzym się, trzym, Bobiku, mam nadzieję, ze przyjemne będzie spotkanie.
Pani Ciałowicz jest autorką strony „Moja żydowska Warszawa”:
http://www.varshe.org.pl/
To jest osoba o bardzo dużej wiedzy.
Obejrzalam wiosenny biuletyn GZ, ktory jest dzis czyms zupelnie innym niz byl pare lat remu – jest to wlascoiwie calkiem pokazne pismo z licznymi artylulami na tematy spoleczne, kulturalne, historyczne, religijne i takie tam. Zadna osoba z redakcji nie jest mi znana nawet ze slyszenia. Sorry, znam jedna osobe, Miriam, ktora mi wybotni dzialala na nerwy ilekroc mialysmy okazje porozmawiac. Jej piora jest akurat ciekawy artykulik o stosunku ortodoksji do homoseksualizmu.
W tym numerze jeden dlugi artykul poswiecony wymienionemu u Lebionka Rodalowi, ale nie chcialo mi sie czytac.
W numerze ani slowa na temat Pomnika Spr.
AC jest naczelna pisma. ale dziala tam zespol.
Ach, bo Miriam jest trochę rozkojarzona, sprawia wrażenie, jakby myślała o stu rzeczach na raz.
Mnie też ostatnio zdarza się gonitwa myśli i zastanawiam się, czy nie powinnam tego skonsultować z jakimś specjalistą.
Ale Miriam to młoda kobieta.
Ja ją lubię.
Uczęszcza do szkoły rabinicznej, czy jak to się fachowo nazywa.
Będzie rabinką. 🙂
I ma poczucie misji.
Wkurzyla mnie kiedys do imentu sugerujac, ze powinnam sobie tak ulozyc prace w redakcji abym mogla obchodzic szabat. Myslalam, ze ja pobije. Ale byla wtedy naprawde gowniara.
To jest gorliwość neofitów, Helenko.
Tak dokladnie. 🙄
Warszawa poszła spać. A ja siedzę i z zachwytem patrzę na stan chałupy po zakończonym remoncie. 😈
Teraz, z przyzwoitymi podłogami i nieodrapanymi schodami, nareszcie zrobił się tu dom odpowiedni do słuchania poważki. 😆
Na dobranoc 😀 😀 😀 😀 😀 😀 , dla podtrzymania Twojej, Bobiku, weny. Jeśli to za mało, to jutro (dziś) dorzucę więcej.
Baardzo ciekawa dyskusja – dzięki.
Dobrej nocy koszyczku. 😀
Dla podtrzymania to nawet na kilka dni starczy, zwłaszcza jak nie zostanę utracjuszem i nie przepuszczę od razu wszystkich uśmiechów w kasynie albo na szansonistki. 😆
Dziękuję, Szara Myszo. 🙂
Gratuluje, Bobiku. Nie ma to jak po-remontowe piekno i swiezosc!
Dzień dobry, wreszcie spokojny luj 😀
Wolę remontować niż odwalać robotę za PB i robić za luja
Można spokojnie wypić kawę i przejrzeć ” szeleszczące” 🙂
Dzień dobry 🙂
Irku, za 5 stopni też będziesz robił? 😯
No, naprawdę, takie u mnie temperatury są. Na myśl o tegorocznych rachunkach za ogrzewanie skóra mi cierpnie, zwłaszcza że gaz podrożał nieprzyzwoicie. Pewnie Merkel za mało się brata z Putinem. 👿
Ale na tym tematy do narzekań mi się skończyły, więc idę sobie zrobić prasówkę, żebym miał na co popsioczyć. 😈
5 stopni gorsze niż brak luja. Nie podołam. 👿
Ale mam już na co psioczyć. Dla jasności w województwie i mieście rządzi koalicja PO- PSL
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,13969165,Ratusz_zaprasza_szkoly_na_marsz_przeciw_aborcji_i.html#hpnews=lublin
Spory o przeszłość traktuję sceptycznie. Mamy okruchy prawdy niekwestionowanej i mnóstwo hipotez, kłamstw wypowiadanych w złej i dobrej woli. Rozstrzyganie jest trudne. Jest taka powieść amerykańska Waltera M. Millera pt. „Kantyczka dla Leibowitza”, która przedstawia nieco faktów i ślady, które po nich pozostały. Na podstawie tych śladów wyciąga się wnioski. Niektóre oczywiste, ale fałszywe, inne mniej oczywiste ale przydatne. Książka z nielubianego przeze mnie gatunku s-f, ale ta akurat do mnie przemawia. Autor nie poszedł na łatwiznę puszczania wodzy fantazji dla przyciągania uwagi czytelnika. Konsekwentnie przedstawiał mechanizmy rzeczywiście funkcjonujące. Powiedziałbym, że najbliższy wydaje mi się Lemowi. Dochodzenie prawdy po dziesięcioleciach jest bardzo trudne. Jeżeli jednak da się zdemaskować ewidentne kłamstwa, należy to robić. Ale dowody muszą być niepodważalne.
O, właśnie miałem popsioczyć na to samo, co Irek. 😈
Dzisiejsza wersja sojuszu ołtarza i tronu jako żywo przypomina mi różne powieści z międzywojnia (a i dalej, do jakiegoś Klerykowa dałoby się sięgnąć). Tak jakby nie było nie tylko II Soboru, ale jakby w ogóle na świecie przez ostatnie 100 lat nic się nie zmieniło. Takie to zatrzymane i zapyziałe, że aż boli. 🙁
Zaproszenie na kawkę 🙂
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/971225_519038121492719_1949076550_n.jpg
Looomatkoooo, z tym marszem w Lublinie…. 🙁
Problem z przeszłością zaczyna się dokładnie w tym momencie, kiedy trzeba ją opisać – choćby to było 5 minut po zdarzeniach. Znają ten problem wszyscy policjanci: ile świadków, tyle wersji zdarzeń. I nie dzieje się tak dlatego, że świadkowie kłamią czy umyślnie przekręcają, tylko – znowu – z powodu właściwości umysłu. On w zasadzie nie jest zdolny do czystego opisu, bo wszelkie spostrzeżenia przymierza najpierw do dotychczasowych doświadczeń, żeby włożyć je w odpowiednie szuflady, a dopiero po przepuszczeniu przez ten filtr formułuje – było tak a tak. Tyle że to już jest interpretacja, nie opis. A ponieważ doświadczenie z natury rzeczy każdy ma nieco inne, to i te opisointerpretacje będą się – mniej lub bardziej – różnić. Na dodatek im dalej w czas, tym różniejszy śpiew, bo i ta interpretacja, pod wpływem nowych doświadczeń, ulega reinterpretacji.
Próbujemy z tego wybrnąć, odwołując się do – niezbitych, jak nam się wydaje – faktów, dokumentów, liczb, ale i one, jak się okazuje, nie dla wszystkich to samo oznaczają (a niektórzy wręcz podważają ich niezbitość). Niemniej jednak te twarde dane są najlepszą bazą do możliwie szerokiego konsensusu historycznego. I taki szeroki konsensus to jest chyba wszystko, na co w kwestii opisointerpretacji przeszłości możemy liczyć. Liczenie na jednomyślność albo tzw. obiektywną prawdę należy między iluzje włożyć. 😉
W sumie i tak nie liczy sie „obiektywna prawda” tylko nasze doznania, emocje, jakie w nas wywoluje i jaki pozostawia slad na duszy, w naszym stosunku do innych, w naszym widzeniu swiata, naszym rozumieniu rzeczywostosci.
Marsz w Lublinie zrozumiały. Pan Bender ciągle wpływowy. Czy to ma cokolwiek wspólnego z religią, przypuszczam, że wątpię, jak mawiali bohaterowie Wiecha. Większość znanych mi księży pytanych przeze mnie, jak podchodzą w konfesjonale do aborcji w sytuacji zagrożenia życia przez ciążę, odpowiadało, że udzielają rozgrzeszenia bez problemów nawet, jeżeli nie mają odpowiedniego pełnomocnictwa do rozgrzeszania aborcji. Traktują to trochę jak zabójstwo w obronie własnej. Podejście teologiczne jest inne, ale w konfesjonale rozstrzyga się konkretne przypadki i tu pragmatyka przeważa nad teorią. Rozmawiałem z księżmi, których znałem. Z zasady nie byli to kapłani „nawiedzeni”. Ta cała akcja lubelska wydaje się jakimś koszmarem.
Bobiku, masz najsłuszniejszą rację w sprawie postrzegania i przekazywania spostrzeżeń. Teoretycznie wszystko jest jasne. Ale mamy konkretny przypadek pana Iwańskiego i wszystkiego wokół niego. Emocje wielkie, a ja nie wiem, co jest prawdą. Brak potwierdzeń dla opowiadań p. Iwańskiego, a z drugiej strony wiadomo, że można było wymazywać prawdę, jeżeli to była prawda. Jak łatwo rozstrzygnąć, wiemy na przykładzie Smoleńska. Tylko z brzozą jest dla mnie oczywiste, co jest wiarygodne. A z panem Iwańskim nie jest.
Mnie nie przeszkadza nauczanie Kosciola w sprawach aborcji. Ale bardzo preszkadza, gdy to nauczanie jest wdrazane przez kuratorium szkol swieckich czy wladze samorzadowe i panstwowe.
Wczoraj czytalam o jakiejs szkole na polskiej prowinvji, gdzie personel sprawdza w czasie postu i w piatki uczniom przynoszone dop szkoly kanapki czy nie zawieraja miesa. Te ktpre zawieraja, sa konfiskowane na pniu..
I nikt nawet nie pamieta, ze Kosciol juz wiele lat temu znaczaco wyluzowal zalecenia bezmiesnosci piatkow, gdyz zdal sobie sprawe z tego, ze swiat sie zmienil, wielu ludzi pracuje i odzywia sie np, w stolowkach. Ale na polska prowincje jeszcze ten kilkudziesiecioletni trynd nie dotarl.
Dla mnie też nie jest, Stanisławie, dlatego wolę wstrzymać się od głosu. 😉 Ale gdybym z jakichś powodów musiał zdecydować, którą wersję uważam za najbardziej prawdopodobną, spróbowałbym sam przeryć się przez twarde dane, możliwie mało sugerując się opiniami innych.
Tylko… czy ja na każdy temat koniecznie muszę mieć zdanie? Podejrzewam, że świat w ogóle nie ucierpi, kiedy jakiś średniej wielkości pies od czasu do czasu szczeknie „za mało znam sprawę, nie wiem, co o tym sądzić, odpuszczam”. 😈
No, ja tez odpuscilam, choc przyznaje, ze na mnie robi wrazenie brak jakiejkolwiek dokumentacji na temat wydarzen, ktore z latami obrastaly coraz wieksza liczba szczegolow.
Ale nie wiem.
Serwiliści kościelni idą za wskazaniem
tego, który największym pośród nich jest draniem…
No właśnie, Heleno, ja też pisałem o sojuszu ołtarza i tronu, bo to właśnie wzbudza we mnie irytację, nie sam ołtarz jako taki.
Ale tu oczywiście kłania się to, o czym pisał w innym kontekście zeen – sami sobie to robimy. Bo dywizje papieskie czy biskupie są wyłącznie w głowach. 😉
Serwiliści w Kościele, choć to może wnerwić,
ze wszystkich wiernych mają najpełniejszy serwis. 🙄
Tego, kto nam najlepiej życie ma ułożyć,
już od wieków wskazuje w Polsce palec boży…
Gdyby to boży wskazywał.
Bardzo dobry film. Chyba Formana. Duchy Goi. Kapitalny obraz epoki i kościelnych serwilistów. Najgorszy z nich staje się oprawcą kościoła po najeździe napoleońskim. Potem kolejna wolta. To człowiek bardzo inteligentny, znawca sztuki. W koszmarnych grafikach dostrzega nie rękę szatana, jak inni, tylko bardzo prawdziwy obraz naszego świata. Tą oceną na początku filmu Forman pokazuje nam bystrość tego człowieka. Amoralność, rzec można, wzorcowa. Dla mnie jeden z najlepszych filmów Formana.
Dwie świętości rządów biskupich opoką:
palec boży oraz opatrzności oko.
Palec, by wytykać i moresu uczyć,
a oko, by konia i zasoby tuczyć. 🙄
Nareszcie zrozumiałem. W Niemczech ta parszywa pogoda jest tylko dla dobra ludności. Chodzi o to, żeby ludność na plażę nie chodziła, bo tam jakaś okropna zaraza rośnie. 😯
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13963489,Niemcy__Niebezpieczny_grzyb_na_plazach__Rosnie_na.html
Tysiąclecie kościoła takie niesie skutki,
że w świątyniach ogromnych morale malutkie…
Tu trwają takie bezprzykładne ataki na Kościół, a tam cud się stał – MEN postawił się biskupom. 😯
http://wyborcza.pl/1,75248,13970117,Matury_z_religii_nie_bedzie.html
Dzien dobry.
Chcialabym, zeby radni postawili sie w sprawie przekazania kolejnej dzialki za friko KK. To jest moja dzielnica, stoja trzy koscioly, z tego co wiem, nie ma w nich tloku. Osiedle, na ktorym jest ta dzialka, nie ma szkoly, przedszkola (niczego nie ma , chcialoby sie powiedziec za klasykiem z B.).
http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,13970927,Kolejna_miejska_dzialka_pod_kosciol__Teraz_pora_na.html#LokSznTxt
Nie czepiaj sie Mar-Jo. Jak oddadza te ziemie Kosciolowi, to masz szanse, ze na Gwiazdke bedziesz miala jakiegos fajnego jelenia w szopce w celach sakralnych.
Nie pamietam wprawdzie by w Szopce Betlejemskiej byly kiedykolwiek trzymane jelenie, ale czemu nie? I niedziewdzia mozna byloby dodac i zyrafe. Pomysl ile to frajdy dla dzieciakow. A przedszkoli nikt nie lubi.
Heleno, nie czepiam sie. 🙂
Mnie to , co sie w moim miescie dzieje, cholernie boli.
Boli mnie pazernosc KK. Boli mnie slabosc i bezmyslnosc wiekszosci radnych. To miasto jest od chwili przejscia w polskie rece traktowane przez Warszawe jak bekart. A mieszkancy dokladaja sobie biedy dokonujac niemadrych wyborow.
Sorry, Mar-Jo. Moja uwaga byla, po angielsku, flippant.
Nie macie pojecia jak u nas zimno.
Musze wyjsc po gumki nicorette i az sie boje wysunac nos z domu.
Musialam z powrotem wyciagnac plaszcz z gotowanej welny.
I leje tez.
Kiedy sie to skonczy? To straszna granda zeby w koncu maja pogpda byla gorsza niz w listopadzoe.
Jest 9 st. C.
Marsz w Lublinie c. d. Jest to kolejny „strzał w stopę” koalicji. Tak się traci elektorat 👿
http://www.smd.org.pl/wp-content/uploads/2013/05/List-Stowarzyszenia-M%C5%82odzi-Demokraci-ws.-tzw.-Marszu-%C5%BBycia.pdf
Pani Wojewoda zaczęła wreszcie myśleć, albo jej kazano myśleć
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,13975354,Wojewoda_wycofuje_sie_z_patronatu_na_marszem.html#LokLubTxt
PB nie tylko nie udała się starość. Luje deszcz. Pada od rana. Bez sensu. Ja wiem kiedy przerwać 😉
Dobrze, ze sie przestraszyla.
Ojej , zamiast „deszcz” powinno być ” też” 😳
Zamias „deszcz” powinno byc „slonce i pogoda, slonce i pogoda, pojdziemy se razem do ogroda…”
Obawiam się, że Szanowne Towarzystwo dopiero teraz zaczyna rozumieć, o czym był mój wpis. Jak na własnych skórach celsjuszami przycisnęło. 👿
Byt kształtuje świadomość
Ale nie powinien zbyt jej kształtować. 👿
Żądam dla wyobraźni i uczuć miejsca w kształtowaniu bytu! 😈
Świadomość odzyskam po sezonie 🙄
Ludzie!!!! 🙂
+ 10, przestalo padac. Nawet slonce niesmialo daje znac, ze jest.
Dziś po południu zdrzemnąłem się na chwilę i przyśnił mi się Stanisław, którego częstowałem sezamkami. 😯
Niestety, nie przyśniło mi się, jak wyglądał, choć bardzo byłem ciekaw. 😆
Haneczko, te dzisiejsze sezony to już nie to, co dawniej. 🙄
Przed świadomością była chuć
Na początku była chuć. Nic prócz niej, a wszystko w niej…
To siła, z którą Ja-Bóg, gdym świat ze siebie wyrzucił, atomy na siebie ciskałem, to zaciekłość, z jaką się z sobą sprzęgały, w pierwiastki się wiązały i w światy całe łączyły.
Stanisław Przybyszewski
Czy byt kształtuje chuć 🙄
Mar-Jo, i tak nic to Bawarii nie pomoże. Mają przerżnąć z Dortmundem i juszsz! 😈
Bobiku, ale który Stanisław 😆
Z tą chucią ja już od dawna miałem takie podejrzenie, że ona coś kształtuje. Dlatego surowo domagałem się, by ją szanować: 😎
Pamiętajcie moi mili:
chuć jest dobra w każdej chwili!
Na początku i na końcu,
we mgle, w deszczu oraz w słońcu,
przed śniadaniem, po kolacji…
Nawet w trakcie edukacji,
nawet podczas przemówienia
kropla chuci opromienia
nudne wątki, wredny przymus.
Więc czyś leń jest, czy też prymus,
chuć – tę słuszną miej zasadę –
szanuj przodem oraz zadem!
A tam, Przybyszewski to stary satyr, ja mu nie wierzę.
Bobiku, dla mnie sprawa jest prosta: „Polonia” Dortmund rzondzi!!!!! 🙂 Jutro ogladam mecz (obowiazkowo ,jak mowi moja przyjaciolka, Zenia).
Jak to który, Irku? Blogowy.
Chyba trudno mnie podejrzewać, że biskup Stanisław. Taki śmiały to ja nie jestem. 😆
U mnie też buro, ponuro i luje. 🙁
Do tego jeszcze pogrzeb znajomej osoby.
Ale biskup Stanisław jest od deszczu 😈
Ech! To do sezonów niegdysiejszych. 😉
U mnie deszcz, ale pogoda, bo chociaz zimno nie jest. 😉 Tyle, ze wkrotce zarosniemy plesnia, a ukryte sciezki, ktorymi sie czasem przemykamy na skroty zamienily sie w koncu w male baseny do blotnych kapieli.
Ale zeby nie bylo tylko minorowo (pogoda + wiadomosci), podrzucam cos na poprawienie humoru (i to z prasowki). 😉
http://www.huffingtonpost.com/2013/05/23/atheists-like-what-they-see-in-pope-francis-new-openness_n_3329548.html?ref=topbar
Jak biskup St. jest od deszczu, to tym bardziej nie mam zamiaru o nim śnić. Czymś się w końcu muszą sny różnić od jawy. 😎
I jeszcze czesc druga:
http://www.huffingtonpost.com/2013/05/23/imams-auschwitz-muslim-nazi-holocaust_n_3326547.html
Moniko, koniecznie sprawcie sobie świnkę. Pamiętam z Brzechwy, że one się świetnie czują w takich warunkach – mówiła dzięki, dzięki stokrotne, bardzo mi służą kąpiele błotne. A poza tym to takie miłe i mądre zwierzęta.
No jak, dziewczynki już połknęły haczyk? 😈
Drążąc jeszcze wczorajszy mój wątek, zainteresowałam się głębiej Centrum Badań nad Zagładą i znalazłam zapisy audio różnych seminariów, jednego, na który miałam zaproszenie, odsłuchałam z wielkim zainteresowaniem, a widzę, że inne są równie ciekawe, więc podaję adres, może kogoś zainteresuje:
http://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=17
Sezamki śnić – szczescie.
Biskupa Stanislawa śnić – nieszczescie. (Chyba, ze z sezamkami. To wtedy tez szczescie).
PS. Bobiku, a moze ja bym Tobie sie przysnila z zarowkami?
🙂
Bobiku, chwilowo zamiast swinki – kalosze! 😆
Dobra druga wiadomość, gdyby ludzie więcej o sobie wiedzieli, może lepiej by się rozumieli.
Blogowy Stanisław wygląda bardzo sympatycznie 😀
Wybaczcie, ale wczoraj musiałam się wyłączyć z dyskusji nad licznymi linkami przytoczonymi przez mt7.
Wypowiedź Anki Ciałowicz nie jest moim zdaniem skierowana przeciwko prof. Grabowskiemu, tylko przeciw idei pomnika w postulowanym ostatnio miejscu. I ja to rozumiem. Poniekąd zgadza się to z poglądem wielu osób, że teren getta nie jest dobrym miejscem na taki pomnik („Topografia miasta coraz bardziej kłamie historii”). Ciałowicz wręcz dopowiada swoje zdanie do wymowy tekstu Grabowskiego. Zresztą niektórzy ze sprawiedliwych także podzielają zdanie, że to nie jest dobre miejsce.
Inną sprawą jest zdanie, że nie tylko ŻOB brał udział w powstaniu w getcie. Marek Edelman oczywiście temu zaprzeczał. Jak było naprawdę – myślę, że to już się nie da zweryfikować. Być może jednak są jakieś dane, które pozwalają na potwierdzenie tego, a Libionka to zignorował – tego nie wiem.
Nawiasem mówiąc, Ciałowicz pracuje w Gminie Żydowskiej, ale nie jest Żydówką, trudno więc ją uważać za przedstawicielkę społeczności.
Teraz znów muszę się oddalić…
O, Mar-Jo z żarówkami to by był bardzo udany sen. 😀
Najlepiej 75-tki i setki. Z „normalnym” wkrętem. 😈
To każdy rozumie, jak rozumie.
Ja jestem przeciwko lokalizacji pomnika na terenie małego getta i nie trzeba mi tego tłumaczyć.
Zaskoczona byłam tymi silnymi animozjami, które odczytałam z wypowiedzi Pani Ciałowicz i zostawię ją już w spokoju.
Tylko ona sama mogłaby wytłumaczyć, co miała na myśli, ale nie wyjaśniła tego, a ja nie będę pytać.
Jutro będę przez cały dzień jeździć po Polsce w tę i z powrotem z niewyspanym kierowcą. Moja rola: nie dać mu zasnąć. Jakby ktoś nie wiedział, co robić z kciukami… Chodziłam dziś w kapturze i szczękając zębami żałowałam, że nie przyniosłam z powrotem kozaków z piwnicy. Ale furda kozaki i kaptury, naprawdę dręczy mnie pytanie o sezon truskawkowy. ❓
Niewyspanego kierowcę śnić…
To jeszcze pół biedy. Gorzej, jak taki kierowca zaczyna śnić… 🙄
Kciuki w stanie najwyższego pogotowia!
Sezon truskawkowy u nas owszem, jest. Chociaż nie wiem, jak te truskawki to robią, przy takich temperaturach. 😯
A już wiadomo co ten kierowca będzie robił dziś w nocy? 🙄
To wielka ulga ze AC ni jest Zydowka. Bo czulam sie okropnie odpowiedzialna za jej fatalny biustonosz…..
Kierowca ma od jakiegoś czasu kłopoty ze snem, o czym nie wiedziałam, kiedy zgodziłam się jechać. Potem już nie bardzo mogłam się wycofać.
Truskawki u nas też są – ale zagraniczne. To nie to. Za zimno, za dużo wody – smętne zgniłki się zapowiadają, a nie truskawki. Chlip.
To wielka ulga ze AC ni jest Zydowka. Bo czulam sie okropnie odpowiedzialna za jej fatalny biustonosz…..
Ale jest kobietą… 🙄 😉
Vesper, Pawlowicz tez jest formalnie kobieta, a za nia odpowiedzialna czuje sie w duzo mniejszym stopniu. 🙂
Bobiku, oczywiście że dzisiejsze sezony nijak się mają do niegdysiejszych. I całe szczęście, bo nie młodnieję i niegdysiejszym mogłabym już nie dać rady 🙄
A Stanisława nie wyśnisz. Stanisław jest jawą nie do wyobrażenia, a z żoną to już przechodzi wszelkie pojęcie 🙂
Kwitnące truskawki mam za płotem, do nas przelazły dwie, czekam na zbiory i rozplenienie 😎
Jutro przylatuje Młody, ugrzeje się w naszych 12, u siebie ma 7 👿
Ago, będę trzymała kciuki na klaksonie ❗
No to jutro mam dwa latania z jajem i jedno bez. To bez mogliby sobie darować. Bawaria już może ćwiczyć ululanie się na smutno 😛
🙂 🙂 🙂
U mnie poziomki kwitną dość obficie. Ale jak się nie ociepli, to i tak będą kwaśne. 🙁
Na wygraną Dortmundu tak naprawdę nie mam zbyt wielkiej nadziei, ale pochojrakować można. 😉
Bobik, defetysto ❗ Będą kwaśne ❗ Za karę ❗
No nie wiem z tego co słyszę, to atmosfera w BD jest nieciekawa a to nie sprzyja sukcesom. 🙁 Kciuków nie trzymam, jeśli chodzi o sport, bo już kilkanaście lat temu zauważyłam, że „moi” faworyci wtedy przegrywali. 😳
Natomiast prywatnie trzymane, w 90% były skuteczne i będę jutro mocno trzymać – Ago.
Ło rety, jak zimno w chałupie. 👿
Ale się „łajznęłam” z Bobikiem. 😉
Szara myszo, zapraszam 🙂 Pan mąż napalił i jeszcze dogrzejemy nalewkami 😎
Haneczko, nawet 7-milowe buty nie dadzą rady. 😉
E, na wirtualne nalewki można wpadać bez względu na odległość. 😉
Ja dziś chętnie skorzystam. Czymś tę pogodozależną depresję trzeba zwalczać. 🙂
haneczka @21:34
To prawda, Stanisław z Ukochaną to jest coś wyjątkowo pięknego. Po prostu papużki nierozłączki, zawsze pod rękę 😀 A Ukochana jest uroczą kobietą. Czy razem z nią, czy osobno – spotykanie Stanisława jest zawsze ogromną przyjemnością.
Nawet mam ich zdjęcie w komórce (kiedyś im zrobiłam), jak na nie patrzę, to się zawsze uśmiecham 🙂
Pani Doroto, mam w oczach i też się uśmiecham 🙂
Myszo, obuwaj siedmiomilowe kalosze 🙂 A gdyby się zapodziały, to zapewniam – nalewki potrafią fruwać, wystarczy skinąć 🙂
Znaczy, Stanisław z Ukochaną działa równie antydepresyjnie jak nalewki?
To ja poproszę duży kieliszek Stanisława. Z Ukochaną, bez lodu. 🙂
Bobiku, Ukochaną się Stanisław nie podzieli, zostanie Ci ino lód 😉
Jutro skoczymy z panem mężem obejrzeć to http://pl.wikipedia.org/wiki/Zakrzewo_%28powiat_gnie%C5%BAnie%C5%84ski%29 od środka (wyjątkowa okazja, normalnie niedostępne) i sprawdzić, jak się miewa „Najpiękniejsza Gorzelnia” 🙂
Ho ho, pałac z panopliami. Takich jeszcze nie widziałem, a nawet jak widziałem, to nie miałem pojęcia, że tak się zwą. 🙂
Z Gorzelnią lepiej ostrożnie. Uroda urodą, ale to podstępne osobniczki bywają. 😎
Spokojnie, Bobiku 🙂 To stara znajoma, sprzed ćwierćwiecza z okładem 🙂 Pałac był wówczas postępującą ruiną. Objeżdżaliśmy wówczas takie miejsca, potem pokazywałam Małym. Prawiejońskie kalumnie z panopliami to mocna rzecz i proszę się nie chichrać.
Dobranoc 🙂
Obejrzałam film, o którym pisał Stanisław, Duchy Goi.
Okropności! Czy ludzie od tamtego czasu naprawdę się zmienili? Jak cienka jest skorupka cywilizacji?
Dobranoc. 🙂
Dzien doberek, leniuchy sobotnie!
Kest bardzo ladny dzen, ale tylko do jutra.
I dzień dobry 🙂
Irek przestał robić za luja i zaraz się jakoś przyzwoiciej zrobiło. 😈 Słonecznie, bezchmurnie i upał – chyba z 8 albo i 9 stopni.
Jak wylezie ponad 10, to będę miał problem, co zrobić z tak ładnie rozwiniętą depresją. 😎
A, tylko do jutra? To przechowam tę depresję, jeszcze się przyda. 😛
Na depresje i jutrzejsza pogpde rosolek z kury, choc jest koniec maja. Nie masz lepszej rzeczy na dusze nad rosolek. Nie darmo nazywany soul food.
Dalej zamieszki w Szwecji, teraz poza Sztokholmem.
Marku, napisałbyś, co o tym mówią tzw. „zwykli, szarzy Szwedzi”. Tak mało ich znam, że nawet nie bardzo umiem sobie wyobrazić ich reakcje.
A jak ktoś chce się depresji nabawić, to niech przeczyta komentarze pod artykułem Michnika „Czy zagraża nam faszyzm?”
I tym optymistycznym akcentem… 🙁
Co nie przeszkadza mi życzyć wszystkim udanej soboty.
Też jestem ciekawa, co Marek ma do powiedzenia na temat wydarzeń w Szwecji.
To niezly artykul, ten Michnika. Czytalam go rano, kiedy jeszcze nie bylo komentarzy. I ceszy mnie, ze zaczal zauwazac rzeczy, na ktore przedtem zamykal o zy i mowil: hush, hush, nie jest tak zle.
Tez zaskoczyl mnie Pawel Spiewak w Rzepie. Nareszcie zszedl na ziemie.
I ja czekam na Marka.
Zanim sobie zepsuję humor czytaniem komentarzy pod Michnikiem, muszę się z Wami podzielić wiadomością, która niewątpliwie wszystkich wprowadzi w euforię. Łatwiej będzie zostać komandosem! 😆
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,13978988,Latwiej_zostac_komandosem___nowe_zasady_naboru_i_wolne.html
Gdyby jeszcze lokomotywy staniały, szczęście byłoby pełne i niepohamowane. 😈
Ja juz mam jednego komandosa w domu!
To teraz będziesz mogła mieć pięciu. W gospodarstwie domowym każdy dodatkowy komandos się przyda. 😎
No wlasnie. Jeden bedzie mogl drapac schody dla kamflazu, dwu wsponac sie po firankach, jeden demolowac klapke w drzwiach, no i jeden jeszcze zostanie do przesuwania ciezkich meblu w celu znalezienia pileczki. Pelne zatrudnienie komanda.
Sluchajcie, sluchajcie. Co najmniej jedno piskle wyklulo sie u Bocianstwa:
http://www.bociany.edu.pl/stream-ustron.php
Piskle siedzi pod skrzydlem i co chwila wysuwa dluga szyjke.
Dwa, dwa sie wykluly! A dwa jeszcze w jajkach.
Po pieknej wiosnie arktyczne powietrze doszlo i do mnie. W nocy bylo 0 (zero, null, nada!). A teraz jest 10, swieci sloneczko i wieje arktyczna bryza. Ogrzewanie juz wylaczone na lato, a domownik, ktory wie jak wlaczyc bawi w Chicago do wtorku, wiec przywolalam harcerski duch (czuj duch!): aktywnosc fizyczna, ubranie na cebulke i cieple plyny. Przydalby sie rosolek, ale nie chce nam sie (mowie tez za Dobre Piesy) isc na targ.
Nie czytam prasy, bo nie chce sobie zepsuc nastroju. Na razie mysle, ze spoleczenstwo nie idzie na prawo, paru lunatykow zawsze i wszedzie sie znajdzie, PiS zdobywa procenty, bo nie ma innej alternatywy na PO, ale ogolnie ludzie chyba robia sie bardziej tolerancyjni i otwarci. Czy sie myle?
Chyba tak, Króliku. <- to w sprawie mylenia się.
Przestano się wstydzić pewnych postaw, część ludzi policzyła się i zobaczyła, że sporo jest innych, podobnie myślących.
Ja myślę, że postawy nienawiści będą narastać podsycane przez żądnych władzy polityków.
Teraz nie ma co ofiarować publiczności oprócz populizmu i ksenofobii. Wspólny wróg bardzo konsoliduje i daje siłę.
I aby ani jedno moje przypuszczenie się nie spełniło!
Rosół rosołem, ale świeży tuńczyk też bardzo nastrój podnosi. 🙂
Właściwie miałem ogromną ochotę na tatara z tuńczyka, ale się zgapiłem. Ryby tak świeże, że nadają się na sushi, są w piątki (a co, my tu mamy katolicki land!). Te sobotnie w charakterze całkowitej surowizny już trochę niepewne. Można je jednakowoż przyrządzić w postaci lekko niedosmażonej i też będzie. 😉
A tak poza tym, to nie będzie znowu lać jutro, tylko leje już dziś. 👿
Gruess Gott! 🙂
Bylam u Rysiowej konkurencji (Hugendubel). Zamowione telefonicznie wczoraj ksiazki byly do odbioru w najblizszej filii juz dzisiaj.
We wtorek ma byc ladna pogoda, zrobie ostatnie podejscie do Lenbachhaus.
Mam cicha nadzieje, ze wiekszosc polskiego spoleczenstwa nie da sie oglupic. I, jesli nie bedzie innego wyjscia, ta zazwyczaj cicho siedzaca wiekszosc zabierze glos….
Mysle, ze jedno i drugie – z jednej strony znacznie wiecej ludzi uczylo sie w ostatnich latach tolerancji i rozlicznych innych liberalnyxg wartosci, a z drugiej – tak jak mowi Siodemeczka – wartosxi antyliberalne, niby od pokolen skompromitowane , znajdywaly coraz wieksza publiczna przestrzen do istnienia. Bo przeciez skoro poslanka Pani Profesor z Instytutu Samego Prymasa Tysiaclecia mowi, ze to i tamto, skoro jej slowa podchwytuja bardzo znani publicysciu i mowia, ze ma racje, to czemu ja Jasiek Dupa* nie mam tego samego glosic publicznie?
Po prpstu spoleczenstwo, w normalnych warunkach skladajace sie w wiekszosci z szarej masy, polaryzowalo sie i polaryzowala, no i jestesmy w tym miejscu co teraz.
_——————–
* to przeklad z jidisz – Mojsze Tuches.
Boze, ten moj jezyk pospiesznie pisany! Inna alternatywa? Wierzcie mi prosze na slowo, ze umiem mowic poprawnie po polsku!
Te skompromitowane postawy, moze to dobrze, ze ci ludzie sie ziedntyfikowali i teraz wiadomo przynajmniej gdzie sa, do jakich organizacji naleza i kogo popieraja. Wiadomo z kim dyskutowac czy walczyc.
Oczywiscie zdaje sobie sprawe z niebezpieczenstwa faszyzmu, bo skoro byl i kwitl przez lata w super-rozwinietych i kulturalnych Niemczech, czy w slabo rozwinietej Hiszpanii i Wloszech to czemu nie u nas? Te cztery lata Pierwszej Swiatowej i 12 lat faszyzmu (od 1933 do 1945) narobily takich szkod w Europie, praktycznie zmarnowaly cale stulecie. Niemniej jednak mysle, ze Polska to w sumie jest tylko sredni kraj i nie ma sie do kogo podczepic w dzisiejszej Europie ze jakims becwalskim ekstremizmem.
Moze podczepic sie nie ma do kogo, ale i bez poczepienia mozna podpalic kraj, a przynajmniej wyrzadzic bardzo wiele szkody.
Dziękuję za kciukotrzymanie. Czuję się komandosko. 11 godzin w trasie, większość w deszczu, chwilami było ciężko, ale dojechaliśmy. 🙂 Kanapki i cukierki bardzo się przydały, ale najlepszy był pomysł z rzodkiewkami. A teraz idę zasnąć nad książką. Jeszcze tylko zamelduję, że właśnie się okazało, że moja 90-letnia babcia, którą dziś odbieraliśmy z sanatorium i która była dla mnie zawsze ikoną wiejskiego konserwatyzmu, 😉 nieco się zliberalizowała i przez pół drogi psioczyła na wygadującą głupoty radiomaryjną kuzynkę (lat 80). Brawo, babciu! Babcia się liberalizuje, a ja… robię za tubę papieża Franciszka. Uświadamiam otóż mojej wierzącej rodzinie, wszystkim razem i każdemu z osobna, że nie muszą się o mnie martwić, bo ateiści i agnostycy też mogą zostać zbawieni. Jeszcze tylko porozsiewam trochę dydaktycznego smrodku i spróbuję przekonać kilka osób, żeby więcej nie wysyłały kierowcy w trasę ponad jego możliwości, bo jest to nieodpowiedzialne i nie ma co się łudzić, że gadatliwy, karmiący cukierkami i rzodkiewkami pilot, to gwarancja bezpieczeństwa i będę chyba mogła zakończyć działalność misyjną w tym miesiącu. 😉
Dzialalnosc misyjna, jak praca kobet, nigdy sie nie konczy.
Trust me.
Myślę, że w Polsce jest pewna rzecz specyficzna, na którą nie zwraca się zbytniej uwagi, a gra ona rolę. Wielu osobom faszyzm kojarzy się wyłącznie z Niemcami i kiedy jest mowa o postawach faszystowskich w takich czy innych środowiskach, te osoby zaczynają z pełnym przekonaniem pukać się w czoło. Ja faszysta? Przecież nie cierpię tych cholernych Szkopów, więc jaki tam ze mnie faszysta. Widać, że tym Michnikom i innym już się kompletnie wszystko porąbało pod sufitem.
Poglądy endekoidalne, zwłaszcza te pławiące się w gęstym, walczącokatolickim sosie, uważane są przez tych ludzi za arcypolskie, więc „z natury rzeczy” z faszyzmem niemogące mieć nic wspólnego. Oni całkiem szczerze nie widzą żadnego zagrożenia.
A że ono jest realne pokazuje przykład Grecji. Tam już całkiem na jawniaka faszoidzi zaczynają wprowadzać swoje porządki.
Grecka demokracja, choc to oni o ironio ja wymyslili, jest bardzo mloda. Jeszcze nie tak dawno byly u nich pucze, rzady pulkownikow, tortury, anarchisci, komunisci. Grecy sa w swojej masie zadziwiajaco malo wyksztalceni i dopiero niedawno przesiedli sie z osiolkow. Nie mowiac juz o tych ich idiotycznych czapeczkach!
Nacjonalizmy zaczely sie juz dawno, od Wiosny Ludow pewnie, ale chyba nie mozna ich wszystkich wrzucic do pre-faszystowskich. Dobrze by nam bylo zbadac wlasne geny, bo jestem przekonana, ze jestesmy kazdy indiwidualnie jakas mieszanka narodow. To by moglo na jakies wykluczajace narodowe zapedy.
Ago, gdzie ty na te truskawki sie wybralas, zeby jechac tam 11 godzin? Do Grecji? Do Hiszpanii? Na Krym?
Nici z pałacu 🙁 Odwołali ostatnie zwiedzanie 🙁
Króliku, nie wybrałam się na truskawki, tylko po babcię. 🙂 O truskawkach, to tylko tak na marginesie marudziłam.
Dobry wieczór 🙂
Bez luja. Truskawki już lokalne po 9 zł
Otrzymałem zaproszenie na Hawdalę – uroczyste zakończenie szabatu pod przewodnictwem rabina Michaela Schudricha.
Truskawki dziś posiadłem i to nawet całkiem niezłe, ale oddałbym wszystkie za Babcię. 🙁
No wiecie co, to juz przechodzi ludzkie pojecie co ten Franciszek wyprawia w tym Kosciele.Chyba postanowil nawracac ksiezy na chrzescijanstwo!
http://wyborcza.pl/1,75477,13981454,Papiez_poucza_ksiezy__nie_mozecie_zawlaszczac_Boga_.html
A nie mówiłem, że Gorbaczow Watykanu? 🙄
Czyżby rozpad imperium 🙄
Dobry wieczór, u mnie zimno ale już sucho – tylko do jutra. 🙁
Irku, trzeba siedzieć cichutko (na razie) i trzymać kciuki, bo a nuż imperium zaatakuje, i znowu nici z nadziei. 😉
Haneczko, baardzo mi przykro, że się Wam wyprawa nie udała. 🙁
Ojej, chyba się zaczął mecz, to ja już nie przeszkadzam. 😀
A propos Franciszka, czy ktos z Was byl uczony w glebokim dziecinstwie gry w „ksiedza Franciszka”? Mnie nauczyla tego moja E, ja uczyla gosposia, a polega to na cwiczeniu u dziecka szybkiej zmiany zginanych paluszkow jednej reki, z ktorych kazdy reprezentuje postac z wyliczanki i kazdej kwestii towrzyszy uklad i ruch palcow. A wiec jest palec – ksiadz Framciszek, palec – sluzaca, i palec -Pani.
I leci to tak:
Puk-puk.
– Kto tam?
-Ksiadz Franciszek!
– Ksiadz Franciszek?
-Ksiadz Franciszek!
-Prosze Pani, Ksiadz Franciszek!
-Ksiadz Franciszek?
-Ksiadz Franciszek!
-Popros ksiedza do pokoju!
-Do pokoju?
-Do pokoju!
-Prosze ksiedza do pokoju!
-Do pokoju?
-Do pokoju!
-Niechaj bedzie pochwalony!
Mnie w dziecinstwie uczono podobnych cwiczen reki, ale nie az tak skomplikowanych: – Soroka-worona kaszu warila, dietok karmila… Ksiadz Framnciszek jest znacznie, znacznie trudniejszy. Czy ktos pamieta Ksiedza Franciszka?
Offtopikowo – odkryłem, że Mordka od najwcześniejszego kocięctwa miał określony stosunek do kaczek: 😆
http://1-ps.googleusercontent.com/x/www.dailydawdle.com/images.dailydawdle.com/11-10-12-caturday-funny-cat-photos2.jpg.pagespeed.ce.kVV2kVWr1L.jpg
Księdza Franciszka nie mogę pamiętać, bo nie znałem. Tylko sroczkę, po polsku.
Muszę dać gazu z kolacją, bo mecz jeszcze się nie zaczął, ale już za pół godziny…
Piwo już od rana się chłodzi. 🙂
Ale tylko wtedy, gdy kaczki występują w duetach 🙄
Chętnie pokazałabym Wam film z Furkotem, który daje wyraz swojemu niezadowoleniu, że przed domem kręcą się psy. Ale nie wiem jak, bo film ma ponad 200 mb.
Ja Ojca Franciszka tez nie znalam, tylko: Ojciec Wirgiliusz uczyl dzieci swoje, a mial ich wszystkich sto dwadziescia troje, hejze dzieci hejze ha hejze ha, robcie wszyscy to co ja, to co ja!
W Latala Sroczka pamietam jak Mama sie ze mna bawila, zeby mnie rozweselic.
Tak, Babcie miec wspaniale. Moje obie Babcie byly super. Zmarly na dluuuugo przed Radiem Maryja…
Tak, Bobik, c’est moi, z Blizniakami. Trzeba bylko dokonczyc robote.
Kocie 😀 😀 😀 Całe szczęście, że nie mam siostry bliźniaczki, bo gdyby się chciało komuś zamienić kaczki na myszy, to bieda gotowa.
Anglicy podobno już się cieszą, że dziś na pewno przegrają Niemcy. 😈
No, nie wszystkie blizniaki sa moimi odwiecznymi wrogami.
A w jakiej sprawie, Bobik, mamy sie cieszyc? W co my dajemy w tylek Niemcom?
Dziękuję Kocie. 😀 Mnie dzisiaj żal Londynu i Londyńczyków.
Ech, Mordo… Jak dziecku trzeba Ci oczywistości tłumaczyć. 🙄 Jedni Niemcy tłuką się futbolowo w Londynie z drugimi Niemcami. W związku z tym jest jak w banku, że Niemcy muszą dokopać Niemcom.
No wez mie i zabij!… Niemcy graja z Niemcami w Wembley? To z czego MY sie mamy cieszyc?
Mnie spokojnie mozna nie tlumaczyc, bo ja z wiedza futbolowa obchodze sie dosc sporym roztargnieniem (pamietam kto z kim i dlaczego, ale mocno wyrywkowo). 😉
A co do papieza Franciszka, to mam nadzieje, ze nie bedzie jednak Gorbaczowem, bo po dwudziestu kilku latach mamy tam jednak znowu odmiane rzadow autorytarnych. Niech ma szczesliwsza reke!
U nas komentarze na jego temat sa calkiem liczne, w tym takze zauwazajace pewna, jakby to nazwac… konsternacje u mocno konserwatywnych katolikow. Rozbawilo mnie to, co powiedzial o nim komedio-dziennikarz amerykanski, Stephen Colbert (sam zreszta katolik, przyjazniacy sie ze wspominanym tu przeze mnie czesto ks. Martinem): “If the Lord redeems atheists all bets are off. What’s next? The Lord redeems Lutherans? It’s madness! … I’m just so glad Jesus didn’t live to see this.” (Postac, ktora kreuje na potrzeby swojego programu jest konserwatysta we wszystkich dziedzinach zycia, w tym i religijnej.) 😉
😥
Nienasi Niemcy wkopali gola naszym Niemcom. 🙁
Gorbaczow to za mało na Watykan, a co dopiero na naszych pasterzy 🙄 On się doigra, ten Franciszek.
Jedni niby Niemcy strzelili drugim niby Niemcom, wolałabym odwrotnie 👿
Och, biedny Bobiku i na dodatek ci „niewłaściwi”. 😉
Kocie, już dawno się tak ze śmiechu nie popłakałam. 😆 😆
Już jest odwrotnie 😀
😀
A teraz nasi nienaszym.
U nas tez zdarzaja sie okropnie smieszne rozmowy na temat papieza Frnaciszka. Wczoraj sluchalem w wiadomosciach krotkiej wymiany miedzy mloda biala dziennikarka, ktora sie zadeklarowala jako katoliczka i mlodym czarnym dzennikarzem, ateista. I on ja wlasnie wypytywal na okolicznosc zbawienia jego oraz rozlicznych innych niewiernych, pytajac m.in. czy takie zbawianie kogo popadnie: but is it good for business (t.zn. KK )? … 😈
No to teraz „właściwi” wyrównali. 🙂
Widziałeś Bobiku, jak ten niby Niemiec wymiótł z linii 😯
Już byłem pewien, że będzie. Czysty cud. 😯
Ale czerwoni gniotą. 👿
Haneczko, Bobiku, to już nie muszę zerkać na GW. Mam bieżące sprawozdanie od Was. 😀 Fakt, jestem ciekawa, którzy Niemcy wygrają. 😉
Bobikowi 🙂 Oby 🙄
Aaa, Myszo, nic się nie martw. Pałac nigdzie się nie wybiera. Jeszcze go dopadniemy 🙂 A Najpiękniejsza Gorzelnia też stoi jak stała. Dopiero teraz zauważyłam, że ona jakaś taka masońska 😯
O matko ❗ 🙁
😥 😥 😥
I Haneczkowi. 😆
Bobiku, to jeszcze nie koniec, będzie nowy sezon. Nos, ogon i uszy – do góry ❗
Wróciłem z ceremonii Hawdali w Jesziwas Chachmej
Szawua tow 😀