Zajadłość
– Święta za pasem, czy nawet w pasie – zauważyła melancholijnie Labradorka – a ludzie jacyś tacy zajadli…
– A jacy mają być? – zdziwił się Bobik. – Gdybym zgromadził tyle mięsiwa, też bym był zajadły.
– Pewnie byś był – zgodziła się Labradorka – ale inaczej. Już ja cię znam. Rzucałbyś się na wędliny, a nie na inne psy.
– To ludzie z zajadłością rzucają się na innych ludzi? – zdumiał się szczeniak.
– A jakże – westchnęła Labradorka. – Czasem wręcz mam wrażenie, że to ich ulubione zajęcie. Potem są od tego ponurzy, wściekli i poobijani na duszy, ale wiesz, jak to jest z ludźmi. Różnych rzeczy im szkoda, tylko nie tego, że sobie szkodzą.
– Wobec tego ja wiem, czego na Wielkanoc życzyć blogowi – ucieszył się Bobik. – Zwierzęcej zajadłości. Radosnej, nieszkodliwej i robiącej spustoszenie tylko w wiktuałach.
Zajadłych Świąt! 🙂

A do mnie ci od petycji nie przysyłają prośby o u wieży tlenienie i mnie to niepokoi.
Mordko, przekonywac przeciwko zrzucaniu bombek juz dzisiaj rzeczywiscie nie bede, ale ogolnie musze Cie uprzedzic, ze co prawda wydaje sie, ze Koty prawdopodobnie nie beda musialy chodzic u nas na smyczy (albo siedziec w domu), ale za to nie wiem, czy zakaz sprzedawania malych butelek z woda uda sie odkrecic. Ostatnio w naszej concordzkiej gazecie ukazalo sie w listsch od mieszkancow bardzo duzo plomiennych deklaracji prokocich (lacznie z odwolywaniem sie do Wolnosci, o ktora przeciez chodzilo w Rewolucji Amerykanskiej tu rozpoczetej, i cytowaniem lokalnych statystyk policyjnych, z ktorych wynikalo – Bobiku, lepiej tego nie czytaj – ze w ostatnim roku byly 162 skargi na zachowanie Psow, 160 skarg na inna Zwierzyne, natomiast nikt, absolutnie nikt, nie zlozyl zadnego donosu na Koty). Za to listy dotyczace nieszczesnej afery butelkowej wyraznie przechylaja sie w strone dalszego kontynuowania zakazu, pod warunkiem, ze kazdemu spragnionemu turyscie wskaze sie miejsca, gdzie bedzie mogl zlapac wode z kranu. Czuje, ze skonczy sie na powolaniu komitetu od odpowiednich map, i zadrukowaniu sporej ilosci papieru (ale papier bedzie z makulatury, a tusz do druku bedzie nietoksyczny, i biorozpuszczalny, bo takim wlasnie jestesmy miastem…). 😉
No i tak wychodzi, ze jedne nieduze miasta glosuja na temat lokalnej zwierzyny, na temat butelek i zanieczyszczenia srodowiska, a drugie deliberuja o szczegolnych wzgledach u Matki Boskiej. 😆
🙂 🙂
radio powiedzialo: jutro slonecznie 🙂 jak prognoza sie sprawdzi-dodali 😆
szeleszcze
od bombek miotania sa inni Kocie, ja wole zajac sie WODA, ale
nie tylko butelkami, tylko tez pytaniem: WODA i wodociagi w prywatne rece czy w spoleczne, wspolne. Podobno kto ma WODE ten ma wladze, nad wody cenami bynajmniej TAK.
Tak wiec zadnej spekulacji WODA
bywa
herbata do woli i nieustajaco (na spolecznej wodzie) 🙂 🙂
trzoda macierewicza rozbawila mnie ogromnie, wlasciwie zrozumialem z tego beczenia tylo samo co z gadania samego
macierewicza 😀
macierewicz na Nobla 🙂 🙂 🙂
Mar-Jo: linka 🙂
brykam
Tereny ponownie Zielone, S-Bahn na czas, pozycje……
brykam fikam
😀 😀 😀
Cóż, a mnie dziś nie do brykania.
Zobaczcie do Sąsiada, co tam się dzieje.
Jest też kolejna petycja (na petycje. pl – chwilowo się zatkało, ale do znalezienia) – w sprawie Jasiewicza i wywiadu w „Focusie”. To po prostu Hitler żywy, a ludzie komentują, że większość Polaków jest tego samego zdania. Ludzie, gdzie my jesteśmy?
Dzień dobry 🙂
Zawierzenie Sercu wciąż jeszcze nie może mi wyjść z głowy, tak samo zresztą jak adopcja radnych. Bo moje pojęcie o powinnościach lokalnych ciał jest mniej więcej takie, jak to Monika pisała – niech się radni kłócą o koty, psy (te 162 skargi to na pewno wynik działań jakiegoś lobby 👿 ), wodę, przedszkola, drogi i supermarkety, nawet o to, czyim imieniem nazwać ulicę, a czyim nie nazwać, ale niech to wszystko zostaje w granicach zdrowego rozsądku i ma jakiś realny wpływ na życie lokalnej społeczności. Konia z rzędem temu, kto mi potrafi pokazać realne skutki zawierzenia bądź niezawierzenia. 👿
No i znowu się od rana rozsierdziłem. 😳 Nie mógłby mnie ktoś adoptować i poprzez duchowe zabiegi zapewnić zachowywanie spokoju chociaż do południa? 🙄
Oj, do Sąsiada jeszcze nie zaglądałem, ale o Jasiewiczu czytałem notkę i po prostu mnie zatkało. Jeszcze na tyle tego nie przełknąłem, żebym potrafił skomentować.
http://wyborcza.pl/1,75248,13680087,PAN_wstrzasniety_antysemickim_wywiadem_Jasiewicza.html
Mnie ten wywiad, podobnie jak równie „przyjemny” tekst w „Uwarzam Łże”, przesłano w całości mailem.
Zastanawia mnie tylko, jak i za co takie coś (sorry, inaczej nie umiem się wyrazić) dostało w tym kraju tytuł profesora?
Tu jest list z linkiem do kolejnej petycji:
http://www.holocaustresearch.pl/index.php?mod=news&show=254
o Jasiewiczu czytalem juz wczoraj, czytalem tez oswiadczenie naczelnego /Wojcik?/ z „Fokus”(oraz jego „prywatne” wypowiedzi na forach. zatkany jestem do teraz
linka zatkana, niestety 😡
No właśnie. Już prawie byłam podpisana, i strona padła.
Wójcik chrzani jak potłuczony. Co się z tymi ludźmi dzieje?
Brunatnieją.
Też nie mogę wejść na petycję, ale przy tej okazji przypomniałem sobie, że miałem udzielić rady andsolowi: jak u wieży za długo nie utleniają, to najlepiej uruchomić sygnaturkę jeszcze raz.
Dzień dobry.
Działa, ja już podpisałam.
Też już mi się udało.
dziekuje Mar-Jo, udalo sie
Na temat dziania się z ludźmi ja od dawna mam pewne podejrzenie: żeby zrozumieć to, co się dzieje dziś, trzeba się cofnąć do 68 roku. W sporej części świata ówczesna rewolta młodzieżowa spowodowała faktyczny przewrót kulturowy, którego skutki dopiero później ujawniły się w całej rozciągłości. „Nie ufaj nikomu po trzydziestce” oznaczało przecież „nie ufaj pokoleniu rodziców i dziadków, nie ufaj ich systemowi wartości, ich prawdom i pewnikom, ich mitom, uprzedzeniom i usprawiedliwieniom – zakwestionuj ten cały bullshit, który ci dotąd wpajano”. Fakt, że przy okazji powylewano trochę dzieci z kąpielą, ale było to jednak dość dogłębne przeoranie świadomości i rozprawienie się z zatęchłą atmosferą pierwszej płowy XX wieku.
U nas, jak wiadomo, poszło to w innym kierunku. Próby studenckiej rewolty zostały szybko spacyfikowane, cała para aparatu państwowego poszła w udzielanie wsparcia mitom, uprzedzeniom i zatęchłości. Przedwojenny stan świadomości wsadzono do słoi, zawekowano i ustawiono na półkach w spiżarce ideowej.
Przez cały Peerel władza usiłowała reglamentować dostęp do tej spiżarki według własnego widzimisię, ale po 89 roku wolne społeczeństwo z zachwytem odkryło, że może z niej korzystać już bez ograniczeń. No i teraz co rusz ktoś sięga po słój, otwiera, stwierdza „jeszcze dobry”, po czym wykłada jego zawartość na publiczny stół, zachęcając wszystkich do konsumpcji.
Z ludźmi nie dzieje się nic nowego. Wręcz przeciwnie, cały czas żywią się bardzo starymi zapasami, bo nie wyobrażają sobie, że można by je tak po prostu wziąć i wyrzucić. Nawet kiedy otwarte słoje na kilometr cuchną stęchlizną, jak tu zakwestionować zdanie autorytetów, które twierdzą, że „jeszcze dobre”. Do tego trzeba by jakiejś kolejnej umysłowej rewolty, a Zeitgeist nie zawsze akurat ma ją w ofercie. 🙄
No nie wiem, Bobiczku, bo właśnie w 1968 r. władze PRL z pełną premedytacją otwarły ogromny słój ze ścierwem pt. antysemityzm. Same to rozpętały, wolno było. Myślę, że dla wielu przedwojennych jeszcze drani mogło to nawet do pewnego stopnia legitymizować tę władzę. Przecież to jak najbardziej był stan świadomości sprzed wojny.
Atmosfera coraz bardziej sprzyjająca, więc maski coraz śmielej spadają.
Nie ma tu sprzeczności, Pani Kierowniczko, tylko trzeba się przyjrzeć chronologii. W całej Europie były wtedy spore złogi przedwojennego ścierwa. Wszędzie też na początku usiłowano ich bronić, ale na Zachodzie z jednej strony nacisk był zbyt silny, z drugiej establishment sam już wyczuwał, że coś jest nie w porządku, z trzeciej to jednak były wolne kraje i nie dało się tak odgórnie wszystkim sterować, więc w końcu te złogi zostały powymiatane. Peerelowskie władze najpierw zadbały o to, żeby ich nie wymieść, tylko użyć do rozprawy z „elementami”, a potem wszystko wsadziły do słoi i rozdzielały po uważaniu. Nie wpadły na pomysł, że kiedyś spiżarka stanie otworem, a gdyby nawet wpadły, zapewne nieszczególnie by je to przejęło.
Podobny mechanizm, choć akurat nie po linii antysemickiej, zadziałał w Jugosławii, gdzie skutki były jeszcze bardziej dramatyczne.
przeczytalem komentarze u Sasiada i………
i za haneczka Atmosfera coraz bardziej sprzyjająca, więc maski coraz śmielej spadają
Amerykańscy analitycy ds. azjatyckich wyrażają rosnące zaniepokojenie z związku z obrotem, który przybierają wydarzenia na Półwyspie Koreańskim.
– Retoryka (Kim Dzong-Una – red.) nie mieści się w głowie. W ogóle tego nowego faceta nie rozumiemy.
Mam tak samo – w ogóle nie rozumiem, co Kim spodziewa się wygrać na tych wojennych pomrukach. Dostarczyć ludowi igrzysk zamiast chleba? Ale przecież taki numer ma bardzo krótkie nogi, nawet jeśli lud uwierzy, że zagraża mu wróg, za kilka tygodni, najdalej miesięcy, mobilizacja wokół haseł opadnie i brak chleba nagą prawdą zaświeci. A żadnego innego, pozostającego choćby w dalekich związkach z rozumem wytłumaczenia doszukać się nie potrafię.
No, nie pojmuję i juszsz. 😯
Z gazeta.pl: Północnokoreański MSZ zaprosił dziś na spotkanie wszystkich ambasadorów urzędujących w Pjongjangu, wśród nich ambasadora Polski gen. Edwarda Pietrzyka – podaje „Rzeczpospolita”. Dyplomaci zostali poproszeni „o rozważenie możliwości ewakuacji z kraju personelu swych ambasad” w związku z możliwością wybuchu wojny z Koreą Płd. Na razie nie wiadomo, jaką decyzję podjęli Polacy, choć – według rozmówców „Rz” – taka prośba w Korei Płn. to faktycznie żądanie.
Ktoś napisał, że Kim robi akcję marketingową, bo chce sprzedać broń nuklearną paru chętnym państwom. I może nie jest to całkowicie niemożliwe.
„Patrzcie, jaki mamy doskonały produkt, cały świat, włącznie z potężną Ameryką, się nas boi.”
A Jasiewicz, moim zdaniem, cierpi na syndrom Pietrzaka.
Tylko nie wiem dokładnie, czym ten syndrom jest spowodowany.
Czy starczą pomrocznością, czy znakomitym wyczuciem koniunktury. Ta druga opcja jest zdecydowanie bardziej pesymistyczna.
Dla psychicznej równowagi dobry wywiad Braunek:
http://natemat.pl/56711,malgorzata-braunek-o-homolobby-w-teatrze-nic-takiego-nie-istnieje
http://natemat.pl/56839,oddzial-specjalny-czyli-kabaret-pod-wyrwigroszem-o-katastrofie-smolenskiej-bedzie-kolejna-awantura
🙂 😉 😉
Nieprawdopodobne, co ten chłop wygaduje!
„Na Holocaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów”
Jestem wstrząśnięta, jeszcze nie słyszałam takich stwierdzeń.
Bry!
Petycje nie działają. Mbank nie działał. Allegro nie działało. Bobik działa.
Antysemityzm działa też. Działał też cały czas. Zatykało mnie, gdy ludzie (wtedy młodzi ;-)), którzy na oczy Żyda nie widzieli, mieli zdecydowanie antysemickie poglądy. Mnie się najbardziej wydaje, że to taka „bezpieczna” ścieżka w kulturze polskiej, która daje kozła ofiarnego. A kozioł może być wirtualny. A kultura jest zdecydowanie ksenofobiczna. Ciekawe zresztą od kiedy.
A nie od kontrreformacji i potem coraz bardziej?
To taka intuicyjna wrzutka z pierwszej piłki, bez zastanowienia. Jak ktoś mnie przekona, że bez sensu wrzuciłem, nie będę się przy swoim upierał. 😉
W drugiej części programu Ewa Ewart o sytuacji w Korei Północnej:
http://faktypofaktach.tvn24.pl/premier-murem-za-swoim-ministrem-nowaka-bronia-fakty-i-liczby,316450.html#autoplay
O, nareszcie mogę dorwać Jagodę 😉 i poprosić o komentarz na temat Kongresu Kobiet (w związku z opuszczaniem szeregów przez niektóre „prominentki”). Co tam się właściwie dzieje?
Ja bym plasował na początek XIX wieku. Narody, nacjonalizm, i stąd już blisko do szowinizmu… Potrzeba określenia Polaka. Prawdziwego, tfu… A kiedy Litwinom przestało się podobać w RP? Nie w XIX wieku?? Bo oni mają własną ojczyznę?
Znowu nie można wejść na strone petycji.
Bobiku,
mogę tylko na ten temat pospekulować, bo nie widziałam się ostatnio z nikim na tyle”prominentnym”, żeby uznać informacje za miarodajne.
Ja to widzę tak.
W czerwcu miną cztery lata od pierwszego Kongresu. Czyli mija okres zauroczenia i zachwytu. I jak to w życiu bywa, zaczynają się schody. Koniec narzeczeństwa, skończył się nawet miesiąc miodowy. Zaczęło się zwyczajne życie z jego wszystkimi problemami.
Wcześniej czy później różnice interesów, a pewnie i ambicji, musiały dać znać o sobie.
Zapalnikiem z pewnością był konflikt z Palikotem. Ale sądze, że i bez tego temperamenty polityczne musiały dojść do głosu. Nie ma w tym nic nienaturalnego czy nagannego. Różnimy sie. Rzecz w tym, jak Kongres będzie sobie z tym radził. Sama jestem ciekawa czy Kongres wyjdzie z tego obronną ręką? Czy zmieni się formuła? Zobaczymy!
Niektóre panie wolałyby mieć jednak wiecej do powiedzenia w polityce. Też nie można im mieć tego za złe.
Wejście Kongresu Kobiet do czynnej polityki jest w zasadzie niemożliwe ze względu na różnorodność poglądów. Nie dałoby się ich ujednolicić. Oznaczałoby to praktycznie rozpad Kongresu na podgrupy odwołujące się do różnych sympatii politycznych. Do czynnej polityki mogą wchodzić poszczególne członkinie. Z poparciem Kongresu, ale na własny rachunek. Kongres, jako Stowarzyszenie, chce mieć wpływ na politykę, ale jako grupa nacisku. Lobując na rzecz kobiet. Teraz bardzo ważną sprawą jest kwestia opieki nad osobami zależnymi. Niepełnosprawnymi, chorymi, starymi. Ta opieka spada w praktyce na kobiety. Są one z tym pozostawione w zasadzie samym sobie. I nie ma znaczenia jakie poglądy ma umęczona, przepracowana kobieta. Potrzebne jest domaganie się zajęcia się tymi problemami przez parlament. Pomoc ze strony państwa, samorządów. Podstawowym założeniem Kongresu jest pomoc kobietom. Porozumienie ponad politycznymi podziałami.
Nie bagatelizuję ani nie dramatyzuję sytuacji. Traktuję to jako sprawdzian dojrzałości Stowarzyszenia. Na szczęcie całkiem nieźle prosperują już terenowe biura Kongresu. Zajmujące się tym, do czego Kongres został powołany. To działa stabilizująco i trochę amortyzuje trzęsienia na górze.
Osobiście zapłaciłam właśnie składki członkowskie i przygotowuje pewne analizy dla naszego Biura Wielkoplskiego.
Jednym słowem systematyczna praca u podstaw 🙂
Przemysław Wiśniewski na fejsie:
Dowiaduję się, że Instytut Studiów Politycznych PAN w osobie jego dyrektora, prof. Eugeniusza C. Króla, jest „wstrząśnięty i poruszony” antysemickim wywiadem, jakiego udzielił periodykowi „Focus Historia” niejaki prof. Krzysztof Jasiewicz, zresztą członek tegoż Instytutu. To dziwne, gdyż raptem 4 lata temu ukazała się książka Jasiewicza pt. „Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów”, w której swoje antysemickie tezy po raz pierwszy zaprezentował. Teraz tylko je powtórzył, specjalnie w okrągłą rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim. Tymczasem antysemicka książka została wydana staraniem Instytutu Studiów Politycznych PAN. Skąd więc obecne oburzenie?
Tu jest recenzja z tej książki Jasiewicza:
http://wyborcza.pl/1,76842,7533281,Zrozumialy_odwet_na_Zydach.html
A tak przy okazji, Jagodo. Jaka jest średnia wieku działaczek Kongresu. Na górze i w terenie. Są jakieś widoczne różnice?
„Na górze” przeważają panie w naszym wieku. „Na dole”, różnie. Na Mazurach też nasz wiek. Ale w Wielkopolsce sporo „naszych córek” 😉
Reprezentowane są wszystkie pokolenia, opcje polityczne, zawody, dochody, etc.. I to jest ogromny kapitał.
Armia kobiet, którym „chce się chcieć” 😆
Trochę się boję armii kobiet…
http://www.youtube.com/watch?v=S4DZQhfrl5Y
😉
Ballada o trzęsących się portkach
Posłuchajcie, o dziatki,
bardzo ślicznej balladki:
Był sobie pewien pan,
na twarzy kwaśny i wklęsły,
miał portek z piętnaście par
(a może szesnaście)
i wszystkie mu się trzęsły:
włoży szare: jak w febrze;
włoży granatowe: też;
od ślubu: jeszcze lepsze!
marengo: wzdłuż i wszerz.
Krótko mówiąc, w którekolwiek portki
kończyny dolne wtykał,
to trzęsły mu się one
jak nie przymierzając osika.
w ten sposób, przez trzęsienie,
pan żywot miał bardzo lichy,
bo wszędzie, gdzie wszedł, zdziwienie,
a potem śmichy i chichy.
W końcu babcia czy ciocia,
już nie pamiętam kto,
powiedziała do tego pana:
„Chłopcze, ty uschniesz, bo
nad portek sprawą przedziwną
wylałeś trzy morza łez,
a znowu nie jest tak zimno,
więc spróbuj chodzić bez.
Toć są materiały urocze.
Toć są, kochanie. Toć.
Ty kup sobie jakiś szlafroczek
i w tym szlafroczku chodź;
lub od razu na zadek
kup sobie spódnic troszkę,
a na wszelki wypadek
parasolkę. I broszkę;
też innych rzeczy mnóstwo,
kociackie ochędóstwo,
rzęsy z drutu, najlony –
i już będziesz urządzony,
a wąsy sobie wyskub.
I tak wyglądasz jak biskup”.
Kupił pan sobie szlafroczek,
chodził w szlafroczku roczek,
ale tylko w ciemności,
bo i szlafrok trząsł mu się cości;
a portki schowane w kredensie
też się nie zrzekły tych trzęsień;
trzęsło się całe mieszkanko,
kanapy i futryny,
bo to był dom melancho i bardzo cyko ryjny.
Tutaj się kończy ballada
o portkach się trzęsących,
z ballndy morał gada,
morał następujący.
GDY WIEJE WIATR HISTORII,
LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM
ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST
TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM.
Konstanty Ildefons Gałczyński
1953
http://www.rp.pl/artykul/320428-Antysemicki-swiat-antywartosci.html
kiedys dawno (2009) w Rzeczpospolita
i przy okazji polecam (lewak – lewaka 🙄 )
https://lh4.googleusercontent.com/-2Z-cfX5_hQM/UUnGA60LTjI/AAAAAAAAMX4/YzXE-m8660E/s1000/P3201879.JPG
Tadeuszu, szczeknąłem wprawdzie, że nie będę się upierał, ale wątpliwości zgłaszać mogę. 😉 I w ramach wątpliwości wrzucam taki cytat z „Tolerancji w dobie Reformacji i Kontrreformacji” Tazbira, któren większym ode mnie jest znawcą owych czasów:
Propaganda kontrreformacyjna w Polsce powoływała się na szykanowanie katolików w Prusach Książęcych czy Anglii, domagając się uszczuplenia praw rodzimych dysydentów. Ci więc oglądali się na pomoc swoich zagranicznych współwyznawców, co z kolei dawało asumpt do generalizującego oskarżania ich o antypolskie knowania, chęć wszczęcia wojny domowej i ściągnięcia obcej interwencji zbrojnej. To wzmagało poczucie wyobcowania i strach podejrzewanych, popychając ich do tego, co im zarzucano. (…) Dysydentów zaczęto więc stawiać poza wspólnotą narodową jako obcych, wyłamujących się z polskiej czyli katolickiej tradycji historycznej.
Czy to (i wiele innych źródeł) by jednak nie wskazywało, że ksenofobiczne korzonki na długo przed XIX wiekiem się puściły? I że katolicyzm od samego początku te korzonki bardzo pracowicie podlewał?
a dzisiaj wieczorem mozna mnie spotkac tu:
https://www.facebook.com/events/487341321332390/
🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
Dzięki za wyjaśnienia, Jagodo. Ale przy Kongresie Kobiet też mam drobną wątpliwość. 😉 Skoro jest to twór tak niepolityczny i różnorodny światopoglądowo, to – na mój psi rozum – po co z niego ostentacyjnie występować? Można się nawet mało udzielać, z braku czasu czy ochoty, ale listę obecności dalej podpisywać. 😉
Drążę, bo się zastanawiam, czy przyczyną odejść rzeczywiście były tylko jakieś osobiste ambicje czy animozje, czy też gdzieś w głębi jednak zaczęły się polityczne przepychanki, co dla całej idei Kongresu byłoby dosyć rozwalające.
Jestem tylko starą łagodną, naiwną i afirmacyjną ciotką, ale nikt mi nie wmówi, że twór taki jak KK (Kongres w odróżnieniu od Kościoła) jest apolityczny.
Ha, ha, ha.
Nisiu, jestes nie tylko starą łagodną, naiwną i afirmacyjną ciotką , ale tez hojna dosypywaczka pokarmu do ptasiego
karmika 8) 😀
Zgodziłabym się z Nisią jak najbardziej.
Wszyscy lubimy wierszyki.
Nic osobistego, a w ogóle nie wiem, dlaczego mi się przypomniało.
A to Julian Tuwim – Archanioł.
Jakiż to uroczy facet!
kulturalny, religijny,
absolutnie apolityczny
i zupełnie bezpartyjny.
Jakie wzniosłe ideały
głosi szeptem na uboczu!
jaki czysty, święty płomień
bije z tych szlachetnych oczu!
Jakiż on ma program piękny,
słuszny i prostolinijny:
absolutnie apolityczny
i rozkosznie bezpartyjny!
Ma być tak: Cywilizacja,
Demokracja, Wolność Słowa,
Duch Zwycięzca, Rząd Wszechludzki
Tudzież Zgoda Wszechklasowa.
Serce rośnie, kiedy słucham
jego tyrad melodyjnych,
absolutnie apolitycznych
i uroczo bezpartyjnych.
Ma być również Sprawiedliwość,
Czysta Sztuka, Pokój Wieczny,
Miłość, Błogość, Szczęście – słowem
świat wspaniały i bajeczny.
Taki program zachwyt budzi!
Toż to istny raj biblijny:
absolutnie apolityczny
i cudownie bezpartyjny.
„Wieszczu, mówię, bóstwo moje!
wszystko pięknie i prześwietnie,
ale jak to niby zrobić
i wprowadzić w czyn konkretnie?
Wszyscy pójdą za twym głosem,
każdy cię jak zbawcę przyjmie –
Absolutnie! Apolitycznie!
Z entuzjazmem! Bezpartyjnie!
Ale powiedz mi, wieszczuniu,
archaniele i proroku,
kto załatwi te drobnostki:
szczęście, zgodę, wolność, pokój?”
Wieszcz zadumał się głęboko,
potem westchnął elegijnie
(absolutnie apolitycznie
i przedziwnie bezpartyjnie) –
I natychmiast najkonkretniej
opowiedział o swym planie:
zaczął od Sanctissimusa,
skończył zaś na Guderianie.
Tak wylazła z Archanioła
stara świnia reakcyjna:
absolutnie apolityczna
i zupełnie bezpartyjnja.
Rysiu, właśnie dosypałam.
Kiedy one zeżarły poprzednią porcję???
Muszę dokupić.
Ja właśnie też mam obawy, że Kongres apolityczny w praktyce być po prostu nie może. Tak samo nie bardzo wierzę w to, że deklarowaną różnorodność światopoglądową da się na dłuższą metę pokojowo utrzymać. Bo przecież sprawy kobiet to nie tylko przedszkola czy opieka nad chorymi rodzicami, ale i np. antykoncepcja. Jakim cudem Kongres mógłby w tym temacie wypracować jednolite stanowisko? A całkowite przemilczenie tematu też byłoby rodzajem deklaracji światopoglądowej. I z biegiem dni takich różnic zacznie wychodzić coraz więcej.
Znaczy – ni ma letko, a może być jeszcze ciężej. Co mówię z przykrością, bo od początku Kongresowi dobrze życzyłem. 🙁
Siodemeczko, samolotem moze bys doleciala na czas 🙂 jedyny
problem to, to lotnisko w bud……. znaczy sie rozsypce 🙂
zdam relacje 😀
apolitycznie, bezpartyjnie, sprawiedliwie, zagladam w lodowki
czelusc, lapie cos w biegu i brykam w Tereny do S-Bahnu 😀
pstryk
Nie zaczynajmy bitwy na wierszyki, bo jakiś wierszyk dosłownie na każdą okazję da się znaleźć i w końcu blog znowu padnie wskutek przekroczenia limitu. 😉
Kochani Koszyczkowi, muszę Wam wyznać, że postanowiłam być tą łagodną i afirmacyjną ciotką pod wpływem jednego filmu, który pokazała Ewa Ewart w TVN24, a który na tubce jest w wersji nieokrojonej (w TV to nie była cenzura, tylko, jak rozumiem, dopasowanie do ramówki, dość przytomnie zrobione).
Może dawno znacie, a może nie. Dla mnie był to film fascynujący, więc się dzielę. Kinko ma prawie półtorej godziny, więc jakaś herbatka, ciasteczko – i oglądamy. Albo i nie, jak wola.
http://www.youtube.com/watch?v=1dAGRlkstY4
Bobiku,
pewnie każda z tych przyczyn, które wspominasz, odgrywa jakąś rolę. Rzecz w tym, że to się zaczęło jako naprawdę spontaniczny ruch kobiet „napędzanych” dobrą energią. I to na jakiś czas wystarczało, jako lepiszcze, mimo całej masy „inności”. Ta energia niosła. Ale przecież to nie mogło trwać w nieskończoność. Moim zdaniem i tak długo był spokój 😉
Teraz zacznie się bardziej żmudne ucieranie kompromisów. Ale ta pierwotna energia i entuzjazm dały czas i siłę na stworzenie struktur poziomych.
Dla mnie również przyszłość Kongresu jest zagadką 🙄
Ach, Bobiku, nie mogłam się powstrzymać. Uwielbiam oba, ten o portkach też. Ale obiecuję, że nie wrzucę tu Pana Tadeusza!
Bobique, Ty szczególnie obglądnij to kino!
Nisiu,
ja nie jestem starą naiwną ciotką 😎
Toteż nawet by mi nie przyszło do głowy, pomyśleć, a co dopiero powiedzieć, że Kongres Kobiet jest apolityczny. Kongres jest polityczny. Zajmuje się problemami polis, bo jest to jeden z elementarnych obowiązków człowieka odpowiedzialnego. Etycy omawiają te kwestie w dziale: moralność polityczna. Apolityczność jest rodzajem amoralności.
Zatem Kongres nie jest apolityczny. W Kongresie jest miejsce dla wszystkich opcji politycznych. A to nie to samo co apolityczność.
Uważaj na The Living Matrix ❗ Można się zarazić psychologią 😉
Oj, całe półtorej godziny to nie teraz. Może w nocnych porach się uda.
Ewy Ewart o Korei wysłuchałem, ale nie wyjaśniło mi to, dlaczego Kimowi odpaliło akurat teraz i dlaczego do tego stopnia. Toteż nadal najrozsądniejsza wydaje mi się koncepcja, że to po prostu wariat. 🙄
Wiedziałam, Tusk dogadał się z Kimem 😉 http://wiadomosci.onet.pl/swiat/korea-prosi-o-ewakuacje-dyplomatow-po-10-kwietnia-,1,5460909,wiadomosc.html
Ewa Ewart pokazuje w jak odjechanej rzeczywistości żyje Kim. Obawiam się, że tego nie da się, tak zwyczajnie i po ludzku, zrozumieć 👿
Bobiku – no oczywiście, że to nie na temat – jakaś Землянка, gdy schrony jądrowe są potrzebne – tu Un, kim są kongresmenki…
A tymczasem:
http://www.youtube.com/watch?v=6iIp6WKcIbc
Nisiu, oglądałam i w miarę oglądania mój sceptycyzm rósł, rósł i rósł. Jestem mocno niewierząca 🙄
http://m.natemat.pl/4d082663fd58938686e68ff5701cb95a,641,0,0,0.jpg
Bez komentarza. 🙂
Haneczko, a mój nie, bo spotkałam się w życiu z róznymi ludźmi i róznymi zjawiskami. Ale oczywiście każdy myśli co chce. Ja tylko chciałam Wam pokazać ciekawy materiał. Odkryłam go trochę jak Amerykę, bo ma on swoje lata, ale dopiero teraz na niego trafiłam.Ale z taką np. medycyną informacyjną znam się od jakichś kilkunastu lat.
Dzień dobry, a właściwie to już dobry wieczór. 🙂
Petycje podpisane,
bociany sercami drobiowymi podkarmione
Za godzinę Borys Somerschaf – ” Romanse rosyjskie i cygańskie”
Kabaret pod Wyrwigroszem 😀
Czy dobrze zrozumiałem, Nisiu, że ostatni akapit miałem wykasować?
Zresztą już i tak za późno, nawet jak zrozumiałem źle, ale wolałbym mieć kryte podogonie. 😉
Apolityczny Kongres Koboet moglby co najwyzej serwetki dziergac i konfitury warzyc. . Komu taki potrzebny?
Korea Polnocna.
Z Was wszystkich tylko ja pamietam prawdziwy stalinizm. Nie taki na niby jak byl w Polsce, ale taki z kolebki, kiedy bali sie wszyscy, takze male dziewczynki i ludzie nie majacy z polityka nic wspolnego. Baly sie dozozrczynie, baly sie panie przedszkolanki, bal sie gornik i student medycyny. Bali sie poklicjanci, prokuratorzy i adwokaci. Wszyscy sie bali, albo jak to elegancko raczy nazywac poeta Galczynski – trzesli portkami przed „wiatrem historii”, kurka jego mac.
No wiec taki wlasnie stalinizm panuje w Korei Pln.
Pamietacie pogrzeb Taty Kima? Pamietracie publiczne lkania? Pamietacie co sie stalo z tymi, ktorzy nie lkali dostatecznie glosno albo lkali w zaciszu wlasnego domu? Wiecie gdzie oni dzisiaj sa? No wlasnie.
Dzis w nocy sluchalam wywiadu dziennikarza BBC z jakims mlodym amerykanskim ekspertem, ktorego zapytano czy Kim rzeczywoscie gotow jest rozpoczac wojne z Korea. I wiecie co ten mlody ekspert waszyngtonski powiedzial? „No, przeciez Kim nie jest samobojca! Przciez wie, ze przegra!”
To jest wtedy kiedy wybuchnelam smiechem. A czy Stalin byl samobojca gdy w przeddzien wybuchu wojny, kiedy juz bylo wiadomo, ze sie jej nie uniknie, wymrdowal cale dowodztwo swej armii? Czy byl samobojca gdy kazal rozstrzelac najlepszych lekarzy w kraju – „mordercow w bialych kitlach”, wiec jak sam zachorowal, to nie bylo go komu leczyc? Bo nawet ci lekarze, ktorych nie wymordowal, bali sie go leczyc?
Podobnie jak Stalin, mlody Kim jest otoczony ogromnym dworem ludzi przestraszonych, potakiwaczy, ktorzy mowia mu, ze jest niezwyciezony, ze wszystkim wokol „trzesa sie portki” na jego widok i wystarczy ze zazyczy zwyciestwa w kazdej wojnie i bedzie je mial. Wiec jakiekolwiek oczekiwanie od mlokosa jakichkolwiek rozumnych czy racjonalnych decyzji, pzepisywanie mu jakiejs „stategii” i kalkulacji jest totalnie bez sensu.
Taka jest natura zwierzecia – stalinowskiego czy kimowskiego panstwa.
A teraz ppojde posluchac Ewy Ewart, ktora takie rzecxzy rozumie. Sama tego nie przezyla, ale spiotkala ludzi, ktorzy ocaleli to tell the tale.
Ach, Bobiku, stare nawyki się odzywają, wybacz. Kobiecie awanturnej trudno jest przerobić się własnymi ręcami w anioła.
Całuję Cię w podogonie (w ramach ekspiacji).
Górą Wielkopolska 🙂 .
Cieszę się tym bardziej, bo ja się ,co prawda, w Poznaniu tylko urodziłam i po 3 miesiącach zostałam wywieziona do dziadków. Ale koziołki lubię i omlet z pieczarkami w Bazarze( tak się chyba ten hotel nazywał) sprzed 45 laty wspominam do dzisiaj z czułością.
A na dodatek, pan w wydziale komunikacji w Bobikowej mieścinie, chciał być dla mnie miły oraz popisać się znajomością geografii i jako miejsce urodzenia wpisał mi do prawa jazdy : Posen, Pommern 🙂 .
To jeszcze, Jagodo, trzeba zrobić powstanie wielkopolskie i wprowadzić sporo młódek do wierchuszki Kongresu. Bo góra jednorodna generacyjnie przestaje być reprezentatywna. Potrzeba tam Alienor z kumpelkami 😉 .
Nie wytrzymalam do konca tego kawalka programu z Ewa Ewart. Nie wytrzymalam, bo prowadzaca (Pochanke) byla kompletnie nieprzygotowana do wywiadu, wiec bredzila i kazala sobie opowiadac stary film i nie wytrzymalam Ewy Ewart, ktora nieustannie mowi „moj film”. A to nie byl „jej film” To byl film Olenki Frenkel i Ewy Ewart. I to Olenka wziela ja do pomocy, Olenka, ktora ta tematyka zajmowala sie od dawna i ktora ma na swym koncie powazne osiagniecia jako dokumentalistka BBC – zarowno dla radia jak i tv.
Bardzo takich kawalkow nie lubie. Tak nie wolno. Nazwisko Frenkel nie pada w tej opowiesci o slynnym programie ani razu.
Pierwszy raz widzialam Ewe od dwudziestu lat. I bym jej nie poznala na ulicy, pamietram ja jako stosunkowo mloda kobiete.
Heleno, mnie się wydaje, że nawet nie przeżywszy stalinizmu, potrafię się jakoś wczuć i wyobrazić sobie, jak to funkcjonuje. A jednak będę się upierać przy mówieniu „nie rozumiem” i przy uważaniu Kima za kogoś niespełna rozumu, bo to jest moja formuła niezgody na uznanie takiej totalitarnej rzeczywistości za normalną. Nawet jak się ją „w jakiś sposób” rozumie, to i tak jakaś część rozumu rozumieniu się opiera. Nawet jeżeli się wie, co młodego Kima ukształtowało i w czym on żyje, to jakiś głos mówi, że właśnie dlatego całkiem równo pod sufitem on mieć nie może. Więc pozwól mi, proszę, zachować moje nierozumienie i poczucie, że północnokoreańska wierchuszka to dom wariatów. Mnie to potrzebne, żebym chociaż z grubsza wiedział, po której stronie jest coś w rodzaju normalności. 😉
Normalnosci sa rozne, Pieseczku. Tamto co ja pamietam bylo absolutnie normalne – w tamtej rzeczywostosci.
Po wyjezdzie z Polski jako 20-latka pamietam rozne nienormalnosci, ktore mnie zrazu porazaly i szokowaly: generalicja w mundurach na Jom Kipur w rzymskiej synagodze, jaskrawo ubrane i umalowane stare kobiety na nowojorskiej ulicy, male dzieci demonstrujace z transparentami przeciwko zamykaniu ich szkoly, kongres, ktory stawia pod pregierzem prezydenta i nazywa go lgarzem, Andy Warhol, ktorego zdjecie przykleilam sobie do sciany w pokoju, aby mi przypominal, ze jest jeszcze swiat innej nomalnosci niz ten w ktorym wyroslam.
haneczka: więc maski coraz śmielej spadają… To jest dość normalne. Zaskakuje, że spod maski wyziera nie masa mózgowa a jelito pełne ekskrementów.
E tam, ja się przy niczym nie upieram. W moim wieku…. lepiej posłuchać Corellego. To głupio może brzmi, ale to taka mądra muzyka… Sonaty triowe, op. 1. Ale są i następne!!!
Andsolu, zależy gdzie się maskę przyłoży 😉
To niezła pora na mojego ulubionego Corellego
http://www.youtube.com/watch?v=SPSgimo4qqU&list=PLFD22C0780ED6C191
Tadeuszu, w moim wieku również 😆 Tylko nie Corelli a Scarlatti. Nutki jak dzwoneczki spływają z klawiatury i porządkują wewnętrzny living matrix, w którym nie ma: Kima, karaluchów w słoiku wynajętych na godzinę do zagrania roli pluskwy, posłanek Pawłowicz, adopcji radnych… Zresztą, ja w wizji Kononowicza, w ogóle niczego tam nie ma, poza Scarlattim, miłością do najbliższych, ulubioną literaturą i paroma innymi rzeczami, które właśnie tam mają być.
O rany, Soliści z Zagrzebia 😯
Trzeba uprzedzić WW, żeby do tej linki nie zaglądał 😛
Coś mniej śmiesznego.
Na tej petycji w sprawie Jasiewicza podpisało się zaledwie koło 90 osób, w tym niektóre przez pomyłkę zważywszy komentarze 😯
Ale jest też 30 ❗ głosów przeciw.
Zobaczcie TE komentarze.
Włos się jeży.
Dziękuję. 🙂
A Scarlatti pewnie na japońskim fortepianie. 😛
Na Steinwayu, Wodzu. Wypoleruj lepiej dzidę przed snem 😛
Komentarze w internecie, obojętnie o czym i w jakim duchu, nie są na szczęście reprezentatywne. To jest trochę jak z dyżurnymi chorymi psychicznie na samorządowych zebraniach. Nie przeceniałbym.
Vesper, ja tolerancyjny jestem i znam lepsze powody do polerowania dzidy. 🙂
Polerować dzidę można również w ramach relaksacji 😉
Czytałam o Koreańczykach, którym udało się uciec i którzy nie potrafili żyć w zewnętrznym świecie, chcieli wracać. Jak tam musi być, że nawet ci najbardziej zdeterminowani są jak skazani na Shawshank? To kiedyś padnie. Jak ci ludzie sobie poradzą?
Pojęcia nie mam w co gra Kim, ale nie sądzę, żeby był czubem odizolowanym od rzeczywistości. Coś drań pod spodem targuje. Nie atomy. Mam wrażenie, że oglądamy spektakl i nie widzimy, co dzieje się za kulisami.
Chcialabym, Haneczko podzielac Twoj optymizm i optymizm licznych obserwatorow. Ale podejrzewam, ze on naprawde jest przekonany, ze musi zrobic cos spektakularnego. I obawiam sie, ze zrobi.
To nie czub. To jest czlowiek gleboko zaslepiony i zyjacy w innym swiecie. Ten swiat jest dla niego i milionow Koreanczykow absolutnie realny i normalny.
WW, widzę, też dziś optymistyczny.
Ja z kolei tego optymizmu nie podzielam 🙁 Choć chciałabym.
To nie optymizm, Heleno. Jestem bardzo daleka od optymizmu.
Dla uspokojeniu Scarlatti na steinwayu:
http://www.youtube.com/watch?v=9lmqDOjHx70
Ale mnie przy tym łezki w oczach stają.
Jednak dobranoc 🙂
Nisiu, nie w głowie mi przeszkadzanie komukolwiek w odkrywaniu nowych światów czy wierzenie w cokolwiek (w końcu, znoszę w milczeniu katolicyzm, który ma znacznie więcej niezwykłych teorii na cm2 niż jakakolwiek macierz), ale pozwól, że jednak zauważę głośno, bo nie było by dobrze gdybym dusił się libo z rozdrażnienia, libo ze śmiechu, że nie wdając się w szczegóły wachlowania ludzi własnymi rękoma to tamci państwo, co o świecie tam teorie wypowiadają, tyle o dokonaniach Descartesa i Newtona wiedzą czy rozumieją co cytowane tu niedawno owieczki o sztuce fugi. Howgh.
Andsolu, ależ ja Ci niczego nie narzucam. Jeśli masz ochotę śmiać się z kogokolwiek, ze mną włącznie, to się śmiej. Śmiech to zdrowie. A i płucka się ucieszą.
Póki kropli przyzwoitości a ateistycznym ciele, nie chodzę po czyichś blogach rozsiewając wieści o nadejściu mojego kolejnego wpisu. Starczy, że robię to na G+.
Ale gdy wpis jest mój, ale tekst w gruncie rzeczy nie, bo cytuję kogoś, do kogo nie macie dostępu, czuję, że sytuacja jest inna i powiadomienie o wpisie nie robi ani w brew ani na rękę dobrym obyczajom. A właśnie dziś dzielę się refleksjami przyjaciela na temat Korei.
Nisiu, gdy zbiera mi się na śmiech to nie z odbiorców teorii nafaszerowanych fachowymi terminami, szantażujących tytułami i sprzedających taniutko nadzieję wszystkim nieszczęśliwym tego świata, ale ze stanu edukacji świata, w którym bandom przecherów tak łatwo przychodzi osadzanie anty-nauki na miejsce przeznaczone dla nauki.
Czyli ten śmiech bliższy jest szlochu rozpaczy niż rżenia z rozbawienia.
🙂
😀
sobotnio szeleszcze
herbata przeogromna 🙂
brykam
bryku, bryk
fikam
fiku, fik
brykanko fikanko
🙂 🙂 😀 😀 😆 😆
😆
Ewa Wójciak została ukarana, przez prezydenta Poznania, naganą. Będzie się odwoływała.
„A poza tym nic na działkach się nie dzieje” 😉
Miłego dnia 🙂
No to Grobelny się ośmieszył do reszty. Zrobił z miasta szkółkę, a z siebie zeskleroziałego belfra.
Dobrze mu tak.
Fik, bryk? No, nie wiem. Niepotrzebnie wypowiedziałam się parę razy u Sąsiada, kłębowisko żmij natychmiast zareagowało. Nie zaglądam już tam, brzydzę się. Ale dziwię się Żonie Sąsiada, że nie wywala tych świństw. W tym rankingu blogów „Press”, który sobie dopiero teraz obejrzałam, o blogach „Polityki”, łącznie z Sąsiadowym, chwaląc je piszą ogólnie, że na minus im robi tolerowanie hejterstwa. Od dawna to mówię, ale wszyscy boją się, że zarzuci się im cenzurę. Koleżanka opowiadała mi właśnie wczoraj, jak ją sprawnie zbanowano na Psychiatryku24 za dwie zupełnie niewinne, ale niepasujące wypowiedzi.
U nas nawet przyzwoite osoby nie reagują i nie zapędzają tej watahy psychopatów w kozi róg, a należałoby to zrobić, jeśli te wpisy się pokazują i koniecznie nie chcemy cenzury. Bo przyzwoici ludzie chcą mieć spokój, a tamci chcą rozrabiać. Może i jest trochę tak, jak pisał wczoraj WW, ale niestety, kto głośno krzyczy, zawłaszcza sytuację.
To rzekłszy – jednak fik, bryk. Do Łodzi mi trzeba.
Pani Kierowniczko, na troski, na smutek i pogode zla, zawsze i
niustajaco: bryku, fiku 8) 🙂 🙂 🙂
co do „Sasiada” to smutne to, oj smutne (komentarz Dorota
Szwarcman 6VI10:22 u Dorota Szwarcman: TAK TAK TAK 😀 )
Siodemeczko, bylo WIELKA KLASA 🙂 🙂 🙂
https://www.facebook.com/events/487341321332390/491785120888010/?notif_t=plan_mall_activity
Dzień dobry 🙂
Żeby nie zaczynać dnia od hejterstwa, będę przez chwilę udawał, że postu Pani Kierowniczki jeszcze nie czytałem i wesoło sobie pomerdam jak gdyby nigdy nic. 😉
Przykre strony życia i tak mnie dołapią, więc zanim zdążą – kawa, croissanty, brykfiki, uśmiechy, lansady i inne uroki. 😀
Ja przestalem na polityczne w Polityce chodzic, bo tam ton w tej chwili nadaje wszelka holota i nie chce mi sie o nia ocierac. Tam juz normalnych prawie nie zostalo, a jak sie pojawia, to i tak tona w tym szambie.
Nie rozumiem tej strategii blogerow z Polityki – czy im sie nie chce czy tez uwazaja, ze w tej sposob ich blogi sa bardziej czytalne. Ale atmosfera tam jest tak przykra, ze nie zamierzam sam sobie z wlasnej woli dodawac zgryzoty i przygnebienia. Ja potem spac nie moge, plakac mi sie chce, to po co mi to? Niech sobie z Bogiem polewaja sie g. do woli.
👿 👿 👿
Ja też zwykle nie chodzę po politycznych blogach Polityki, z tych samych powodów – co najwyżej czytam wpisy, a kiedy zaczynają się komentarze zmykam. Ale tyle tu pisaliście, że zajrzałam do Sąsiada i teraz mi niedobrze. 🙁 Zdecydowanie Scarlatti. 🙂 PK kiedyś zaserwowała ten utwór z 00:07 na Dywanie, skutkiem czego pobiegłam po płytę Horowitza, na której był nagrany. Przesłuchawszy płytę pobiegłam po… pięciopak Horowitza i dorzuciłam Scarlattiego w wykonaniu Zachariasa, polecanego przez Piotra Kamińskiego. Także, na szczęście, jest się czym leczyć. 🙂
Andsolu, rozumiem, czuję się spionizowana i ustawiona w kącie.
Wychłyń z kąta, Nisiu 😉 .
Coś w tym jednak jest, znam wiele przypadków skrajnych egoistów, pławiących się całe życie w samouwielbieniu, którzy nie cierpieli nigdy na najmniejsze dolegliwości, mimo niezdrowego trybu życia, przekroczyli 90-kę w znakomitej formie i dobijają do setki.
Ale też całe życie byli skupieni wyłącznie na sobie.
Mnie się spodobało, że można tylko intensywnie myśleć o ćwiczeniach, a masa mięśniowa sama przyrasta. Zaintrygowało mnie to bardzo, postanowiłam wypróbować, może nie od dzisiaj, bo leniwa jestem, ale od poniedziałku 😉 .
Zdam relację, czy skutkuje.
Deng Xiaoping jeszcze po 90-ce przekonywał, że palenie jest bardzo dobre i w ogóle mu nie zaszkodziło. I dodatku wyglądało na to, że miał rację. 😈
A jak chodzi o egoim bądź altruizm, to ja sobie nie zadaję pytania, który z nich może mi wydłużyć życie, tylko z którym żyje mi się na co dzień lepiej i przyjemniej. Przy czym rozumiem, że nie u wszystkich odpowiedź musi wypaść tak samo. 😉
Jako wybitny i legendarny altruista zazdroszcze czasem Kotom, ktorzy wlasny inreres stawiaja ponad interes Ogolu. Ale racje ma Bobik, ze osoboscie z altruizmem spie spokojniej i przyjemniej i sny mam lepsze. Usiluje przekonac moja Stara aby czasami zamiast o sobie pomyslala o Kocie i o tym jakie miala szczescie, ze jej sie Kot w zyciu przytrafil, ale ona chyba jest juz niereformowalna, nad czym sczzerze ubolewam.
Hej sobotnio! 🙂
Widocznie krakać na podobną nutę między swymi jest nudno, a jak się dopadnie jakieś podwórko, gdzie można zaistnieć hejterstwem, opluć trochę bliźnich i obrzydzić im ciche, przyjazne miejsca – to czemu nie?
Z drugiej strony człowiek, który spotyka tylko swoje wyselekcjonowane otoczenie, zachowujące jakiś poziom wypowiedzi i zachowań, nie ma pojęcia o tym jak wygląda realność.
Stykam się z takimi ludźmi z wieży z kości słoniowej, pisałam już o tym, mądrzy, doświadczeni, rozumni, a jakby w innym świecie żyją. To co dla mnie jest codziennym doświadczeniem, dla nich nie istnieje, lub jest tak marginalnym zjawiskiem, że nie warto temu poświęcać cennej uwagi, którą wszak można wykorzystać do ulepszania świata.
Moj ulubieniec Zdort ucieszyl sie z wypowiedzi Szczepkowskiej na temat homoseksualnego lobby w teatrze i dodaje swoje trzy grosze o rozpanoszeniu sie pedalow na scneie:
http://www.rp.pl/artykul/61991,997038-Dwoch-gejow-na-scenie–nie-liczac-rezysera.html
Gleboko sie zadumalem – od kiedy to homoseksualisci garna sie do teatru? Jak tak dalej pojdzie, to gotowi sa opanowac balet, orkiestry symfoniczne i literature. Nie mozna byloby jakiegos prawa zaprowadzic, ktore robiloby odsiew tych gejow na pniu – kiedy jeszcze dopiero przyuczaja sie do zawodu? Nasz balet i nasze teatry powinny byc zdrowe moralnie i seksualnie! W moich czasasch mowilo sie, ze po to by dostac role mloda aktorka nieraz musi sie przesp[ac z rezyserem, a teraz nie ma szans!
Jewreji, jewrieji, wiezdie odni jewrieji – spiewa mi czasami Stara.
Zanim na studiach ekonomicznych wbito mi do głowy, że nie ma czegoś takiego, jak darmowy obiad, mój nauczyciel filozofii przekonywał mnie, że nie ma czegoś takiego, jak altruizm. Przyjęłam do wiadomości. Ale… Obiad nie jest za darmo, bo ten, kto go stawia, coś z tego ma – niekoniecznie jednak ten, który je, ponosi jakiś koszt. A czy stawianie dobra innych wysoko na liście swoich priorytetów (choć może nie aż tak wysoko, jak nakazuje przykazanie miłości) nazwiemy altruizmem, czy egoizmem czystej wody (JA czuję się lepiej, kiedy innym jest lepiej), to chyba, w gruncie rzeczy, wszystko jedno? 😉
No, to teraz czas na nieprzyjemności. 🙄
Dołączam do zdziwionych tym, że dziennikarze „P” dopuszczają do przekształcania ich blogów w szambo. Dla mnie byłaby to za duża cena za wolność słowa, czy raczej „wolność słowa”. Nie rozumiem przekonania, że w cywilizowanych społeczeństwach ta wolność nie ma żadnych ograniczeń. Po pierwsze ma jednak pewne ograniczenia prawne, po drugie powinna mieć ograniczenia etyczne i dyktowane dobrym obyczajem, po trzecie każdy może jej narzucić określone ograniczenia we „własnym domu”. Nikogo chyba nie zaskakuje, że wydawnictwo naukowe stawia poprzeczkę merytoryczną i nie wydaje książek każdemu, kto tylko ma na to ochotę. Albo że od pracowników przedszkola wymaga się, żeby nie przeklinali. Albo że osoba prywatna, np. wdowa po powieszonym, oświadcza „w moim domu nie życzę sobie żadnych rozmów o sznurze. Jak to komuś nie pasuje, nie musi do mnie przychodzić”. Dlaczego niby blogi miałyby być spod tego wyjęte?
W innym ujęciu, wolność wypowiedzi komentatorów kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność blogera. 😎 I w jej obronie wolno blogerowi określić granicę, poza którą w swoim królestwie włazić nie pozwala. Ci, których przekraczanie owej granicy w ogóle nie interesuje, na tym ograniczeniu nie ucierpią. A inni naprawdę nie muszą bywać tam, gdzie ograniczenia zanadto ich uwierają. Taż jeszcze tyle jest gęsi… 😉
To, co na pisałem powyżej, nie przeszkadza mi zgodzić się z mt7 w tym, że zamykanie się w wieży z kości słoniowej i udawanie, że obrzydliwości nie istnieją, mało jest rozsądne. Łapa powinna być na pulsie, żeby nie obudziła się w nocniku. Ale nie widzę powodów, żeby pomyje lały się akurat u mnie. Niech leją się u tych, którzy uważają je za nektar. A ja czasem, dla skonfrontowania się z prawdą życia, mogę tam zajrzeć, zaopatrzywszy się uprzednio w maskę pe-gaz.
Dla mnie jest to niezrozumaile jeszcze z tego wzgledu, ze prezeciez niemoderowanie wpisow niedopuszczalnych w dobrym towarzystwie w zaden sposob nie przyczynia sie do pobudzenia dyskusji. Przeciwnie, kazdy proba dyskutowania konczy sie jednie jeszcze wiekszym szambem.
Przyjemnie jest taki blog prowadzic? 😯
… i gumiaki.
Gumofilce od zeena można pożyczyć. On przezornie zawsze je ma pod ręką. 😆
I mądrze czyni. Trzeba dbać o głowę, ale o nogi też. Oraz o żołądek. Co mi przypomina, że czas pomyśleć o drugim śniadaniu. 😎 Tyle, że w lodówce (prawie) pustki, bo nie mogę się oderwać od The daughter of time J. Tey.
Ta córka czasu w jakimś bardzo dobrym tłumaczeniu gdzieś mi wsiąkła. Bardzo lubię panią Tey, ona napisała kilka fajnych książek i wymysliła fajnego inspektora.
Tu jest w oryginale. http://www.e-booksdirectory.com/details.php?ebook=7827
Mogę Wam się przyznać, że w tzw. swoim czasie parę razy byłem bliski odezwania się na którymś z politycznych blogów „P”. Ale zanim przemogłem inercję, te blogi popłynęły w takim kierunku, że chęć odzywania się odeszła mi z kretesem. Zacząłem mieć poczucie, że to nie jest miejsce dla dobrze wychowanych psów (zauważcie, że nie piszę o psach prawicowych, lewicowych czy pośrodkowych, tylko po prostu dobrze wychowanych). I jakoś nie sądzę, żeby autorów politykowych blogów takie skutki złotej wolności uszczęśliwiały. 🙄
Być może jakaś część psa jest pogrzebana w koncepcji rozdzielenia funkcji autora i moderatora. Dla mnie „życie podwpisowe” jest integralną częścią blogu i czuję się za jego współkształtowanie tak samo odpowiedzialny, jak za wpis. Są momenty, kiedy się waham i nie jestem pewien, co z jakimś fantem zrobić, ale w niektórych sprawach wątpliwości nie mam – tego a tego nie chcę u siebie widzieć. Gdybym jednak miał moderować cudzy blog? Hmm… Może byłbym rozdarty między swoim poczuciem „słuszności” a wyobrażeniem, czego życzy sobie autor i na wszelki wypadek w wielu miejscach bym nie ingerował?
W każdym razie osobiste moderowanie przez blogera wiele bardziej do mnie przemawia. Przynajmniej w razie czego wiadomo, na kogo zwalić. 😈
E tam. Moderatorowi bardzo latwo jest wytlumaczyc w dwoch slowach jakich wpisow u siebie nie zycze. Moze mu sie lapa czasami powinac, ale wtedy to tez latwo jest na przykladzie pokazac – o ten np. wpis nie powinien byl sie pojawic.
Mozna takze tak sformulowac „reguly gry” jak Ty to zrobiles, Bobiku i co sie jednak sprawdza od paru lat, nawet jesli zdarzaja sie potkniecia.
Ja cynicznie podejrzewam jednak, ze nie chodzi wcale o „wolnosc slowa” i bycie podejrzanym o stosowanie „cenzury”, lecz o ilosc klikniec i liczbe wpisow. Co jest zla strategia , bo odpada tyle dobrze wychowanych psow i kotow a zostaja falicze, lizaki i bobole.
I odnosze tez wrazeie, ze Zona Sasiada przestala moderowac wpisy u Sasiada (moze nie ma czasu) i scedowala to na kogos innego.
Pare razy zdarzalo mi sie prosic Sasiada o usuniecie jakiegos wpisu, ale nic z tego nie wyszlo. Wiec zaglosowalem nogami. Nic tam po mnie. 👿
Nie mam nogow, wiec oczywoiscie zaglosowalem tylnymi lapami.
Ja nie nawołuję, Boże broń, do poznawania realności w szambie internetowych komentarzy, to już w ogóle załamanie.
Tak tylko zamarginesiłam, bo nie mogę zrozumieć takiej postawy nie
zauważania lub lekceważenia pewnych objawów życia społecznego osób, które bardzo lubię i cenię.
Byłabym zdeprymowana taką ich postawą doszukując się winy w sobie i uleganie wycinkowemu oglądowi prezentowanemu przez media, gdybym na każdym kroku nie spotykała się z opiniami, które nie pozwalają zachować mi złudzeń.
Jest mi z tym zresztą źle, kradzież złudzeń powinna być karalna.
Moderowanie wlasnoreczne zabiera duzo czasu, Bobiku, no i tez czasem ma pewne braki (samemu ma sie takze rozne, czasem nieuswiadomione bias, ktore pomagaja stworzyc spolecznosc podblogowa, ale nie zawsze z kolei sprzyjaja szerszym dyskusjom na trudniejsze tematy). Pewnie Polityka postawila na szerokosc dyskusji bardziej niz na tworzenie spolecznosci, co mozna jakos zrozumiec. Ale mimo to moderacja pozostawia wiele do zyczenia.
Wlasnie dopiero co doczytalam dyskusje na blogu Sasiada i rzeczywiscie jest okropna, zwlaszcza niektore wpisy (i bardzo edukujaca dla osob, ktore maja szczescie na codzien nie spotykac sie z pogladem, ze grupa zagrozona calkowitym wyniszczeniem przez okrutny rezim, i rownie okrutne teorie rasowe, jest sama sobie winna, i wlasciwie sama sie wlasnymi rekami zlikwidowala), ale tez mysle sobie, ile czasu zajela rozmowa w Stanach o sprawach rasowych, zwlaszcza na Poludniu (tam tak naprawde, w zawoalowanej i lagodniejszej formie ona dalej trwa, i czasem bardzo okropne rzeczy sie dzieja, bo jak sie raz posialo trucizne w sercach, to tak zaraz ona z nich nie wyjdzie – ostatnio np. zdarzyly sie morderstwa sedziow zajmujacych sie sprawami pogrobowcow Ku Klux Klanu, a jednoczesnie jednak bardzo wiele postaw zmienilo sie na lepsze, zwlaszcza u mlodszego pokolenia, ale to w dalszym ciagu proces w toku).
Rozmowa na te tematy jest w ogole potrzebna, ale jednoczesnie udzial w niej po prostu niszczy nerwy. Nerwy sie tylko nie niszcza tym, ktorzy najglosniej peroruja o winie ofiar (pewnie od poczatku mieli troche inne nerwy).
A tu jeszcze ci Koreanczycy Polnocni…
Jest mi z tym zresztą źle, kradzież złudzeń powinna być karalna.
Lec by tego ladniej nie wymyslil.
Poczułem się okropnym egoistą, bo lodówka u mnie okropnie pełna. Cóż począć, dzień targowy. 😳
Może ktoś chciałby oliwek (czarne mam, zielone mam i brązowe, kalamatas)? Albo pasty z bakłażana z twarożkiem (absolutne mistrzostwo świata)? Albo grilowanego boczku z ziołowym kapeluszem (jedną pewną kandydatkę już mam, prawda Nisiu?)? Albo świeżej guakamoli (dopiero co rozdeptałem)? A może podeszłoby komuś pieczywo w postaci warkocza sezamowo-makowo-serowego?
Tylko proszę bez zarzutów, że się znęcam nad wygłodzonymi. Podzielić się chcę, z całego psiego serca. 😎
Siodemeczko. Dwukrotnie podpisalam sie pod petycja – wczoraj i dzis i wciaz nie dostaje linki na potwierdzenie podpisu. A przeciez wszystko jest tam OK, moje imie i nazwisko, moj adres imienny.
Nie wiem co robic.
Ale odnalazlam na liscie podpisantow moja dawo zagubiona w swiecie przyjaciolke z lat mlodosci Bele. Co mnie bardzo ucieszylo, bo juz odnalazlam tez jej telefon. Szukajac jej przedtem zawsze, jak sie okazuje, zle wpisywalam jej nazwisko po dunskim mezu.
Jeszcze nie mialam odwagi zadzwonic, ale uczynie to wieczorkiem. Jest w jakiejsc malo mi znanej miejscowosci w Szwecji. Ciekawe czy dalej spiewa.
Absolutne mistrzostwo świata poproszę. 😛
Postanowiłam, że od jutra będę damą BEZKOMPROMISOWO. Jeśli mnie najdzie ochota przelenić cały dzień, to przelenię, ale najpierw zrobię sobie fryz, oko i manicure. Koniec z przewracaniem się w betach w powyciąganej pidżamie i z wczorajszym włosem na głowie. ❗ Ale to od jutra. 😎
Heleno, petycja znowu się zawiesiła, ale, o ile dobrze pamiętam, tam trzeba wpisać swoje dane, a potem potwierdzić, że chce się podpisać w dwóch miejscach, zanim wyślą maila, żeby potwierdzić po raz trzeci. A ja trafiłam na liście na nazwisko mojej pani doktor. Dobrze, nawet przy takiej okazji, mieć jakiś powód do uśmiechu 🙂
Heleno, oni weryfikują te podpisy natychmiast, tyle, ze narobili tych miejsc do klikania tyle, że może coś się gubi, albo wrzuca Ci do spamu.
Zaraz zrobię parę zrzutów.
Ja za drugim podpisem szukalam i szukalam co jeszcze trzeba nakliknac i nic nie widzialam, slepa kura.
W tej chwili na prosbe klientki licytuje na eBayu CHARMING VINTAGE OAK MONKS BENCH/ CHEST/ SETTLE.
Okazalo sie ze licytujemy jedna przeciwko drugiej! Dzizaz.
Idę na koncert chóru Camerata z Pragi Czeskiej 😆
Czy muszę mieć dzisiejsze włosy? 🙄
Jasne, Moniko, że samemu ma się „takie różne”. 😉 Ale kiedy blog jest od początku do końca autorski, chyba bardziej wiadomo, jakie są na nim reguły gry, a i poczucie odpowiedzialności autora jest większe. Fakt, że moderacja zabiera dużo czasu, ale – jak mawiali starożytni górale – albo rybki, albo pipki. 😉
Szerokość dyskusji to by był argument, gdy to, co się dzieje na różnych politycznych forach, można było jeszcze nazwać dyskusją. Ale nie bardzo można. To już głównie naparzanki albo bluzgi, wśród których nikną sensowne, wyważone głosy – wszystko jedno, z której strony.
Ja tu nawet nie chcę wywijać żadnym patetycznym sztandarem, tylko prostym rachunkiem strat i zysków. I widzę, że w tej chwili, w polskiej blogosferze, zbyt szerokie otwarcie drzwi zysków wiele mniej przynosi niż strat. Co ze smętnym pragmatyzmem przyjmuję do wiadomości i przekładam na blogowe konkrety. 🙄
Jagodo, z doświadczenia zapewniam, że w słuchaniu koncertu nie przeszkadza nawet kompletny brak włosów. 😆
Bobiku,
dziękuję 😆
Niestety, jest zawieszona.
Dzieki, Siodemeczko i przepraszam, ze Cie niepokoje.
Mnie sie wydaje, Bobiku, ze dla dziennikarzy Polityki, moze wlasnie oprocz pieknego blogu Dory, ktory blyszczy na tle pozostalych, blogi to jest jednak takie zupelnie dodatkowe poletko, ktorym sie zajmuja sie, kiedy nie zajmuja sie swoja glowna praca (jak to sie ladnie mowi po angielsku, their day jobs), tym bardziej, ze mowa przeciez o osobach uksztaltowanych przed era internetu. No i dlatego pewnie nie maja czasu i ochoty zajmowac sie wlasnorecznie moderowaniem (a i odzywaja sie w dyskusjach tylko od czasu do czasu).
A swoja droga sporo amerykanskich dziennikarzy narzeka, ze wrecz oczekuje sie od nich prowadzenia blogow, pisania na Twitterze, Facebooku, itd., a przy coraz mniejszych redakcjach, i w zwiazku z tym, coraz wiekszym obciazeniu pojedynczych dziennikarzy, po prostu nie maja czasu juz zipnac. No chyba, ze ktos jest taki jak Andrew Sullivan, ktory prowadzi swietny blog, i wlasciwie ten blog, obecnie za subskrypcja adorujacych go czytelnikow, stal sie jego glownym zrodlem komunikowania sie z czytelnikami. Jest on naprawde na swietnym poziomie, i autor wlasnie rozmawia z gronem stalych komentatorow (w ten sposob blog jest i autorski, i wspoltworzony przez grono wnikliwych, dobrze wychowanych, interesujacych i komentatorow i piszacych jednoczesnie). Ale juz rozne bardzo dobre publikacje jednak bardziej daza do szerszej dyskusji niz do tworzenia stalej grupy wspoltworzacej blog. Tyle ze moderacje maja zwykle jednak bardzo dobra. I w bardzo widocznym miejscu, mozna powiedziec, ze na drzwiach do blogu, wieszaja jasno napisany regulamin, wyjasniajacy, jakie wypowiedzi nie beda po prostu drukowane. Nie mowiac juz o tym, ze jest tez mechanizm do zglaszania skarg czytelnikow na podwieszone pod glownym tekstem komentarze (czegos takiego w Polityce nie widze, sa tylko czasem apele komentatorow do gospodarzy, zeby cos zrobili, zwykle ginace w nawale innych komentarzy). Co nie znaczy, ze wpadki sie tez czasem nie zdarzaja, ale jednak o wiele rzadziej niz w Polityce.
Tak, sprawa „uboczności” blogów w dziennikarskiej pracy na pewno istnieje i na mojego nosa też jest to temat do rozmowy. Bo dla mnie blog, medium interaktywne, czyli z „wzajemnością aktywności”, jest jednak czym innym niż artykuł z komentarzami czytelników jako odpowiednika poczty do redakcji. 😉 Nie wszyscy mają równy talent i do tego, i do tego. Dobry dziennikarz może być marnym blogerem i vice versa. Dlatego bez sensu wydaje mi się redakcyjny nacisk, żeby blogi prowadzili „wszyscy” – również ci świetnie sprawdzający się w samym pisaniu, ale nieszczególnie w komunikacji. Po mojemu lepiej by było zostawić blogerstwo tym, którzy faktycznie do tego mają dryg i zapał, ale traktować je równorzędnie z „normalnym” dziennikarstwem (co pewnie też wymuszałoby podnoszenie blogerskiej poprzeczki).
To oczywiście rozważania teoretyczne i trochę idealistyczne, z chwilowym pominięciem nacisków ekonomicznych. 😉
Cos za mna chodzi czym od paru dni chce sie podzielic – przeczytane w gazecie.
Otoz na stanowym uniwersytecie bodaj w Ohio przeprowadzono ciekawy eksperyment. Wzieto 250 prac studenckich i kazdej komputer na chybil-trafil dopisal imie i nazwisko – wyraznie meskie lub wyraznie zenskie (bo anglosaskie imiona, jak rosyjskie, moga czasami stwarzac watpliwosci co do plci).
Wszystkie prace oddano egazaminatorom od oceny (kobietom i mezczyznom). I sie okazalo, ze zarowno kobiety jak i mezczyzni posrod egazminatorow znaczaco gorzej oceniaja prace „studentek” niz „studentow” – jesli sa one z jakichs dziedzin scislych lub technicznych (fizyka, komputery etc). Natomiast prace na tematy „kobiece” (np wychowywanie dzieci, antykoncepcja itp) lepiej byla oceniana jesli miala „autorke” zamiast „autora”.
Wnioski Wam pozostawiam.
Kto wie, czy sam bym tak nie oceniał, kompletnie bez świadomości tego, co czynię? 😳 🙁 Albowiem należę do pokolenia urodzonego w Egipcie i najpierw trzeba pochodzić po pustyni, żebym wymarł, a potem na moje miejsce wpuścić Alienor, która ma szansę oceniać już inaczej. 🙂
Przy amerykanskich i brytyjskich blogach jest czesto guziczek „zglos do usuniecia” i komentarze faktycznie znikaja bez sladu. Sledzilam w zeszlym roku dyskusje na temat mlodej kobiety uniewinnionej z oskarzenia o zabicie swego malego dziecka. Uniewinnienie bylo szokujace w obliczu tego co o sprawie bylo wiadomo od dluzszego czasu i sedzia sprawial wrazenie ze nie mial watpliwosci co do jej winy. Uzasadniajac swoj werdykt powiedzial jednbak, ze nie mogl wydac innego, w obliczu skandalicznie zle przygotowanej sprawy przez kretyna-prokuratora. ktorego sprawa ta najwyrazniej przerosla. .
Werdykt ten wywolal potezna burze w blogosferze, wiele wpisow bylo emocjonalnych i sporo gorzkich slow padalo i pod dresem sedziego i pod adresem uniewinnionej dzieciobojczyni. Ale jesli jakis wpis troche wykraczal poza dopuszczalne granice, znikal natychmiast, na oczach. . Najwyrazniej ktos tam w redakcji zapyzialej gazetki Palm Beach Post mial dyzur moderatorski. No i byl wspomniany guziczek . Wiec to co zostawalo bylo nad wyraz cywilizowane.
W GW, o ile się nie mylę, też jest taki guziczek. Ale guzik to daje, kiedy nie jest obsługiwany. 🙄
Tez sie nad tym zastanawialam, Bobiku, jak ja bym oceniala. Chce myslec, ze merytorycznie, a nie seksistowsko, ale cholera wie.
Takich eksperymentow bylo wiecej, np. dotyczacych traktowania osob o roznych kolorach skory przy udzielaniu pozyczek na zakup samochodu (przy identycznych dokumentach potwierdzajacych dochody, historie kredytowa i ogolna wyplacalnosc). Stereotypy strasznie wolno znikaja, i nawet ci, ktorych dotycza i krzywdza, takze je sobie czesto nieswiadomie przyswajaja, i je internalizuja (Malcolm Gladwell w jednej ze swoich ksiazek opisuje jak wypadl na tescie skojarzeniowym dotyczacych uprzedzen rasowych, mimo ze sam jest czesciowo Afro-Caribbean, i zdarza mu sie, na szczescie rzadko, byc odbiorca stereotypow na swoj temat). Totez dobrze jest sie uwaznie przygladac swoim wlasnym reakcjom, bez jakiejs wielkiej niecheci do samego siebie, ale wlasnie z poczuciem, ze wszyscy troche plywamy we wspolnej zupie, nawet jak sie nam wydaje, ze plyniemy w tej zupie pod prad…
Ciekawe, ze w dyskusji na temat empatii i myslenia analitycznego, ktora tu niedawno podrzucilam, w pewnym momencie jeden z badaczy bardzo ciekawie mowi wlasnie o tradycyjnym podziale rol: analityczni mezczyzni i empatyczne (w domysle – nieanalityczne) kobiety. To podejscie wyrazalo sie przez dlugi czas w podzialach rol np. w sluzbie zdrowia. Pewnie to samo tradycyjne myslenie funkcjonowalo tez w nieswiadomosci egzaminatorow w eksperymencie z ocenianiem prac egzaminacyjnych.
A z tym guzikiem w Wyborczej, to on chyba jest zamiast moderacji….
Tymczasem profiterolki na dzisiejszy obiad dla przyjaciol udaly mi sie w zupelnie nieanalityczny, a jedynie cukierniczo natchniony sposob. 😉
Helenko, jesteś już na liście. 🙂
Wyśle Ci niebawem maila.
Tu jesteś:
http://www.petycje.pl/petycjePodpisyLista.php?petycjeid=9493&podpis_rodzaj=1
Dzieki Wszystkim! Znowu sie zawiesilo 🙄
Dzień dobry.
Poczytałam na forach. Zatkało mnie , doprowadziło do łez.
Jak się może czuć ta garstka polskich Żydów?
PRZEPRASZAM WAS.
Bobiku, masz jeszcze ten boczek? Bo zaraz będę miała wizytę kolegi, który przeszedł na wege!
Dokładnie Mar-Jo ta samo się czuję.
Nie wiem jak przepraszac.
http://www.huffingtonpost.com/2013/04/03/jeremy-irons-on-gay-marri_n_3009495.html
Bardzo to smutne, kiedy lubi się jakiegoś artystę tak bardzo jak ja lubię Ironsa, a ten nagle się okazuje totalnym idiotą. Patrząc na jego emploi i dorobek artystyczny spodziewałabym się większej wrażliwości i inteligencji.
Dobry wieczór 🙂
Gumofilce zdjęte. Onuce mokre. Zawiodły 🙄
Po sugestii Dory przejrzałem petycje. Rzadko są wpisy ” przeciw”. Ta w sprawie prof. Jasiewicza ma ich ponad 30%. 👿
Również 'za’ wpisują się niektórzy tylko po to, żeby zaprotestować przeciwko petycji, Irku.
Bo mają kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem. 😈 Może informacja o petycji nie trafiła w zbyt wiele miejsc, gdzie bywają rozsądni ludzie, za to zabłądziła pod inne strzechy?
Drodzy,
no więc właśnie wszystko zależy od tego, jak bloger podchodzi do prowadzenia blogu. Dla mnie była to od początku rzecz oczywista, że musi on być na wysokim poziomie, że musi być przyjemnie tam przychodzić, no i cały czas mam świadomość, że tam po drugiej stronie przed ekranem też siedzi człowiek i jeśli się da, można z nim rozmawiać. Ponadto nie uważam tej działalności za drugoplanową, przeciwnie – być może jest ona nawet w jakimś sensie ważniejsza od tego, co piszę do papierowej „P”. Tak więc oczywiste dla mnie było również, że mój blog jest mój, a zatem to ja go mam moderować, i na to nie można żałować czasu, choć, jak wiecie, tego towaru też dużo nie mam. To jest misja, a misji trzeba pilnować.
Natomiast koledzy bardzo różnie podchodzą i większość zwyczajnie spuszcza to sobie z łepetyny – albo, co typowe dla facetów, oddają moderację żonom (które też przecież nie zawsze mają czas – Marta ma przecież radio), albo zostawiają to kolegom z działu internetowego. Koleżanka, o której wspomniałam wyzej, a która zajmuje się własnie moderacją, mówiła, że niejednokrotnie ją świerzbiło, by zablokowac niektóre adresy IP, ale zatrzymywały ją słowa blogerów, że chcą, żeby było swobodnie. Pani Janina z początku miała blog bardziej moderowany, potem powiedziała, że nie chce cenzury i zrobiło się szambo. Ona akurat jest usprawiedliwiona w braku czasu, bo ma radio, tv i gazetę, więc wpisy na blogu, ostatnio w najlepszym przypadku raz na miesiąc, traktuje jak piąte koło u wozu i nawet już nie chce jej się zaglądać do komentarzy. Czemu się nie dziwię.
Dziwię się natomiast, że tak długo trwało, żeby z blogu pana Daniela wywalić kretyna, który pisał przeciwko niemu najgorsze rzeczy. Jeszcze bardziej się dziwię Adamowi, bo skoro zaczął (rzadko, ale jednak) też odzywać się w komentarzach, to powinien bardziej być gospodarzem i zastanowić się, co chce tą robotą osiągnąć. Jak go spotkam w redakcji, powiem mu, co myślę, ale wydaje mi się, że jednak cała „P” powinna zmienić swoją politykę moderacji i bardzo ją zaostrzyć. A jak paru psychopatów będzie uważało, że to cenzura – proszę bardzo, niech sobie to szepczą nawzajem albo wrzeszczą na własnym Psychiatryku.
My to sami robimy, naprawdę! Sami psujemy kulturę dyskusji w sieci. Im prędzej moja redakcja to zrozumie, tym lepiej. Natomiast jeśli chodzi o gazeta.pl, to owszem, są tam moderatorzy, ale na zasadzie wolontariuszy, więc sami się domyślacie, jak im się chce pracować
Pozdrawiam z Łodzi.
Jak ktos nie ma czasu tej taczki ciagnac, to po co prowadzi blog? Nie lepiej pozbyc sie ciezaru?
Chyba, ze redakcja nalega by blogi byly prowadzne i od tego uzaleznia jakies… bp ja wiem co? … nagrody, apanaze.
Jest to bardzo dziwne. Bo regularnie na stronach Polityki pojawiaja sie nowe blogi, ktpre potem sa kompletnie zaniedbywane. Nie oczekuje bynajmniej, ze kazdy bedzie tak czesto i tak aktywnie uczestniczl w zyciu spolecznosvci blogowej jak Pani Kierowniczka, ale tak naprawde jesli komus sie nie chce lub nie ma czasu jak Pani JP, to o co chodzi?
Rozumiem, ze blog jest przyjemnie miec, bedac jednoczesnie czlonkiem redakcji, bo pozwla on na duza swobode wypowiedzi, na jaka czesto nie zezwala tekst drukowany, nie wisi nad toba redaktor i terminy i topikalnosc za wszelka cene. Ale wtedy nie lepiejze „zapisac sie” do Studia Opini, ktore jest coraz lepsze i bogatsze i tam oddawac teksty jesli z rzadla chce sie cos naprawde od siebie powiedziec?
Nawiasem mowiac Studio Opinii nie obawia sie „cenzury” i scina wszystkich wariatow jak leca.
Z tym uczstniczeniem w dyskusjach na blogch Polityki osob o ktorych pisal KM (ze wspomne tylko lizaka, bo juz go nie widac) to jest to szczegolnie zastanawiajace, ze te osoby sa wierne od lat blogom i ich lewicowym lub centrowo lewicowym autorom i raczej liberalnym. Ktos by pomyslal, ze przyjemniej by im bylo z podobnymi sobie na blogach Ku Klux Klanu, czy Kola Milosnikow Bola Piaseckiego czy studentow Protokolow Medrcow Syjonu, ale z jakichs powodow ci ludzie bardzo wiernie i od lat sa zwiazani z blogami lewicowymi. Podejrzewam, ze moze im byc blizej do lewicy choc pozornie sie z nia nie zgadzaja.
Dorastaja tez nowe pokolenia, ktore maja w nosie poglady w ktorych wyrosli ich rodzice: hippisi zaczeli szukac wartosci duchowych, indiwidualistycznych i niematerialnych ponad 50 lat temu, pokolenie mojego syna absolutnie odrzucilo rasizm i sexizm, a nowe pokolenia prawdopodobnie dopusci prawo do podjecia decyzji np jak umierac.
Obawiam sie ze wiekszosc dyskutantow na blogach Polityki to osoby starsze, i wsrod takich jest na wielu pewno tych co resprezentuja stare podzialy i wartosci. Nadto blogi nie sa technologiczna nowinka, wiec mlodzi pewnie ciagna do Twitterow itp.
Ale chamstwo jak najbardziej nalezy zwalczac silom i gonosciom osobistom, bo paru potrafi zawladnosc dyskusjami i odbiera ochote do wspol-dyskusji. I nie ma to nic wspolnego z psychiatrykiem. Moja pierwsza praza byla praca w szpitalu psychiatrycznym na Nowowiejskiej. Spotkalam tam wspanialych ludzi, pacjentow i pracownikow zarowno.
W petycjach jest już 110 głosów przeciw.
Dobranoc, może uda się wyspać.
Widzę, że wszyscy, włącznie ze mną, wydajnie się sobocą. No to miłego sobocenia, wbrew wszelkim smutkom i przykrościom, których świat nie szczędzi. 🙂
Aga – Córka czasu w oryginale do wzięcia bez płacenia jest na wielu podejrzanych witrynach (niby używających torrenty) ale jest też na australijskim wydaniu projektu Gutenberga
Andsolu, rozumiem, czuję się spionizowana i ustawiona w kącie.
Nisiu, zniechęcanie do mówienia o czymś, co jak najgoręcej poleciłaś, tylko dlatego, że jakaś opinia nie odpowiada Twojej, nie jest zabiegiem, którego oglądanie sprawia mi przyjemność na blogu klasy Bobika. Szczególnie jeśli użyte terminy podnoszą temperaturę uczuciową.
Sprawa jest prosta i do zweryfikowania szybciej nawet niż wymaga oglądnięcie całego poleconego przez Ciebie filmu. Odnoszenie się do starożytnej wiedzy przeróżnych ludów w dziedzinie medycyny może mieć wiele sensu (każdy z nich radził sobie jak mógł, na podstawie eksperymentów i obserwacji) przy zestawianiu z wiedzą zachodnią sprzed epoki Pasteura. Ale jakakolwiek próba dowodzenia ich większej wartości w porównaniu z tym, co osiągnęła nasza cywilizacja, graniczy z kompletną nieznajomością faktów o świecie. Rozumiem, że tam udają się różne ezoteryczne autorytety, dla których nie ma miejsca w środowisku nauki współczesnej (bo ona ma wiele wymogów, np. powtarzalności wyników doświadczeń czy przedstawiania modeli zjawisk w terminach konsensualnie uznanych za znaczące) i niech tam sobie, póki jest to podawane jako coś do wierzenia.
Ale owe osoby rugają całą naukę za wszystko, co ona stworzyła (nie wykazując minimalnego rozumienia tego, o czym mówią), a w szczególności za to, że nie wszystko wyjaśnia, a potem twierdzą, że niewyjaśnialne zjawiska oni (i tylko oni) potrafią wyjaśnić, ale nie dla nauki, bo nie zamierzają swoich hipotez przedkładać żadnym pismom naukowym (znają bowiem powszechne w nauce zasady przyjmowania do druku). Mimo tego wyjaśniają urbi et orbi swe idee w języku naukowym (bosz, bosz, odniesienia do fizyki kwantowej… i bełkotanie o jakichś polach energetycznych, których równań nikt nie zna) — i to z obietnicami, które nie wszyscy bogowie klasyczni ośmielili by się składać.
To co, chyba przy włączonym aparacie myślowym a wyłączonym wishful thinking da się dostrzec tu pewne niespójności myślowe, prawda?
Nie ma żadnej tragedii w tym, że zapaliłaś się do czegoś tak gwałtownym ogniem, że wdałaś się aż w sugerowanie pójścia tą drogą potrzebującym – a kto z nas nie popełnia solidnych błędów intelektualnych z nadmiaru entuzjazmu? Przecież powtarzalność pierwszego kwietnia dowodzi, że prawie wszyscy, choć ostrzeżeni, wpadają łatwo w pułapki myślowe. I wtedy wyjściem jest wyjście, a nie znieruchomiałe pionowanie się z urazą.
WIELKIE na cale niebo SLONCE 🙂 🙂 🙂
herbata, mle kawe brazyliyjska, szeleszcze
brykam 😀
bryk
fik
brykanko
fikanko
brykam fikam
🙂 😀 😆
🙂
🙂 🙂
➡ 😀 😀
❗ 😆 ❗
🙂 😀 😆
Siodemeczka napisala o 110 przeciw, patrze wiec i czytam w jednej tylko (jasiewicz) dlaczego przeciw, Mar-Jo masz racje
pozostaje tylko powiedziec: PRZEPRASZAM
Ostatnio natknalem sie na takie zdanie: Slowo ojczyzna, czy to w ataku, czy w zagrozeniu, zawsze cuchnie mordem.
Tak widzi to mloda dziewczyna po lekturze Kropotkina, dodaje jeszcze, ze patriotyzm jest idea wywolujaca nienawisc, odpowiada za zbrodnie wojenne i poglebiajaca sie wrogosc miedzy ludzmi.
Bog, Honor, Ojczyzna
odradzam Wam czytania dlaczego NIE przy petycji jasiewicza
Dziękuję za Josephine, Andsolu! 😀 Podoba mi się kierunek wskazany przez Rysia: 🙂 😀 😆
Dzień dobry 🙂
Nie chcę zapeszyć, więc na razie cicho i w dyskrecji – słońce świeci dziś całkiem wiosennie i jeden znajomy krzak listki gwałtownie puścił. To może coś oznaczać. 😉
Moi rodzice nie zamykali biblioteczki na klucz. Zbyt wcześnie sięgnęłam po Gombrowicza, zniechęciłam się, a kiedy sięgnęłam po niego powtórnie, było już za późno – co innego mnie ukształtowało, Gombrowicz był mi irytująco obcy – dałam spokój. Bywa. Ale że w Koszyczku pojawia się co i raz nawiązanie do Gombrowicza (no, dobrze, to nie jest jedyny powód), spróbowałam niedawno po raz kolejny. Zabrałam się za Ferdydurke – i znów nie kliknęło. Ale zamiast całkiem się poddać, kupiłam Dziennik. Okazało się, że TO mogę czytać – nie z zachwytem, ciągle jako coś obcego, ale jednak z zainteresowaniem i nie męcząc się przy tym, jak potępieniec. Jest tam opis burzy. Burza szaleje, Gombrowicz wyciąga rękę, burza cichnie jak nożem uciął. Gombrowicz wyciąga rękę ponownie i burza wybucha, wściekła i zajadła. Przez całą następną stronę Gombrowicz sam sobie wymyśla od najgorszych, bo… nie ośmielił się wyciągnąć ręki po raz trzeci. Oczywiście nie wierzył, że jego wyciąganie ręki ma jakikolwiek związek z zachowaniem burzy, ale jednak się nie ośmielił.
Nie wierzę w różne magiczne zabiegi lecznicze. Ale. Tak całkiem szczerze, to nie dlatego im się nie poddaję, że nie wierzę w ich skuteczność, ale dlatego, że nie mam pewności, że JAKOŚ nie działają. A w jedno wierzę niezbicie: jeśli coś może pomóc, to może i zaszkodzić.
Mam paru znajomych zakręcających od czasu do czasu w stronę metod niekonwencjonalnych. Słuchając ich zwróciłam uwagę na to, że zazwyczaj szukają nie „cudotwórców”, a „lekarzy” bardzo dokładnie oglądających i wypytujących „pacjenta”. Może to nasza racjonalna strona domaga się, by leczenie było zindywidualizowane; może to potrzeba, by ktoś bez pośpiechu się nad nami pochylił, zamiast zerknąć na wyniki badań, wypisać receptę i wyprosić nas za drzwi; a może, nie mając dostępu do zdobyczy współczesnej medycyny, ale poświęcając więcej uwagi choremu, „znachorzy” są czasem w stanie lepiej dostrzec źródło problemu i rzeczywiście pomóc?
Wczoraj w telewizji obejrzalam ponad godzinny (nie od samego poczatku) program z udzialem genialnego iluzjonosty Derrena Browna o t.zw. uzdrawiaczach, pt „Cuda na sprzdaz”. Pokazwal on , Derren znaczy sie, jak w stopsunkowo krotkim czasie mozna z niezbyt chetnego ratownika plazowego zrobic „uzdrawiacza” pelna geba – takiego co gluchym bedzie przywracal sluch, krotkonogim wydluzal jedna nozke krotsza, sparalizowanym przywracal zdolnosc poruszania sie. Wszystkp to dzieki specjalnym tajnym technikom estradowo-kaznodzejskim badz tez mechanizmowi wywolywania w organizmie przyplywu fali adrenaliny.
Ogolna wymowa programu Derrena byla taka ze nie byloby zle gdyby ci wszyscy oszusci obiecujacy ludziom wyleczenie znalezli sie za kratkami. A w kazdym badz razie nie nalezy im dawac ani grosza. Niechaj probuja za darmo.
Z jednym i drugim gotowa jestem sie zgodzic.
Ja mam do alternatywnej medycyny stosunek dość prosty: wszystko, co choćby subiektywnie poprawia samopoczucie, jest dobre, pod warunkiem, że jest proponowane obok medycyny „oficjalnej”, a nie zamiast. A co komu alternatywnie samopoczucie poprawia, to już niech sam sobie wybiera. 🙂
Oczywiście, oficjalna medycyna też czasem się myli, jeszcze nie wie wszystkiego i do niej też warto podchodzić ze zdrowym sceptycyzmem (a ona niechby podchodziła do alternatywnych metod z zaciekawieniem badacza, nie z wyższościową arogancją). Ale jednak statystyki są nieubłagane – żyjemy dłużej i radzimy sobie z wieloma dawniej nieuleczalnymi chorobami głównie dzięki oddaniu medycyny we władzę szkiełka, oka i akademickich metod. Więc dla mnie one przede wszystkim, ale jeśli pacjent po wstawieniu bajpasa, wyrżnięciu połowy żołądka, prześwietleniu, zrezonowaniu magnetycznym oraz przeszczepie głowy, mówi „a teraz miałbym ochotę na herbatkę ziołową, kilka asan i wizualizację, bo czuję, że po tym mi lepiej”, to czemu nie? 😉
Dzień dobry 🙂
U mnie też skrawek błękitnego nieba
Na wiarę nie ma lekarstwa. A my jesteśmy narodem wierzącym
http://wyborcza.pl/magazyn/1,126715,13687898,Glowacki__Z_nieba_spadl_deszcz_diablow.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
Ago, nie martw się, dla mnie Gombro to też w pierwszym rzędzie Dziennik, choć załapany byłem na niego od bardzo wczesnego szczenięctwa. 😉
Na samym poczatku t.zw. transformacji ustrojowej zawital w nasze strony slynny w Polsce bioenergoterapeuta. Pierwszy raz uslyszalam o nim od naszej redakcynej maszynistki Pani Wali, ktora przyszla ze spotkania z panem X pelna zachwytu, a po tym spotkaniu przestalo ja lupac w krzyzu, pozbywala sie bolow reumatycznych i cos tam jeszcze. Pani Wala nalegala, ze bioenergoterapeuta jest polecany prezez Polska Akademie Nauk (nie klamie!), rozlicznych profesorow, ma cala mase jakich dokumentow nazywanycg atestami, ogromna teczke wycinkow prasowych poswiadczajacych ze potrafi uleczyc wszystko – od porazenia mozgowego poczynajac i na stwardnieniu rozsianym konczac.
– Idziemy! – powiedszialam do pelnej oporow E. – Niech cie uzdrowi, a ja w tym czasie przebadam wszystkie te atesty z Polskiej Akademi Nauk. POtem zglosimy pana X do nagrody Nobla z medycyny!
E. nie bardzo chciaa sie poddac esperymentowi i zgodzila sie dopiero gdy obiecalam, ze nie zaplace panu X 50 funtow, ktore zwytczajowo pobiera od kazdeg uzdrowionego, natomiast przyrzeke mu zrobienie programu.
Pan X bardzo chetnie zgodzil sie zrezygnowac z honorarium za obietnice programu w BBC. Chetnie tez udostepnil mi teczke atestow i wycinkow prasowych. Potem polozyl dlonie na krzyzu E i zapowiedzial, ze za chwile poczuje cieplo jego uzdrawiajacej bioenergii.
Za pierwzym razem E. nic nie poczula. Za drugim razem tez nie poczula. Za trzecim razem widzialam na jej twary walke ze soba sama – jest osoba nadzwyczaj dobrze wychowana, nie lubi ludziom sprawiac przyktrosci, ale jednoczesnie zle jej wychodzi klamanie w zywe oczy. Wiec za trzecim nalozeniem dloni na krzyz wymamrotala cos bardzo falszywym glosikiem,ze owszem , jakby cos czula, nie jest pewna do konca, ale chyba czuje lekkie cieplo bioenergii umanujacej z dlon cudotworcy. Ja tez czulam te energie, bo w pokoju robilo sie coraz gorecej.
-To kiedy bedzie program? – zapytal z nadzieja bioenergoterapeuta.
– A ile czasu potrzeba aby E. wyleczyc? – zapytalam. – Tydzien? Dwa? Miesiac?
– Powinna byc juz wyleczona – powiedzial z nadzieja bioneregoterapeuta.
– No to skoro tak i jesli jutro dalej bedzie wyleczona, i pojutrze i za tydzien, to przystapie do weryfikowania tych wszystkich atestow z Polskiej Akademii Nauk – oswiadczylam.
To, mam wrazenie, nie bardzo przypadlo do gustu uzdrowicielowi. Bo wyrwal mi z rak teczke z dokumentami i na tm zakonczylismy wspolprace medialna.
Ps. Uważam, że Gombrowicz nie wyciągnął ręki po raz trzeci, bo nie chciał się rozczarować – gdyby się okazało, że jednak nie jest Panem Grzmotu i Błyskawic. 😉
Na TVN24 zaczął się własnie film, z cyklu Ewa Ewart poleca, Droga do wolności”, o uciekinierach z Korei Północnej.
nie wiem skąd ta buźka
Z nieopatrznego dwukropka przed D. 😉 Ale wyszła w miejscu dość niezręcznym, więc ją zlikwiduję.
Powiedziałem w telewizji, że chór 80-letnich kobiet pod Pałacem Prezydenckim śpiewa: „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”, i że to mi odrobinę niepokojąco zabrzmiało.
No, co ja poradzę, że mnie takie szpilki Głowackiego szalenie bawią, choć wiem, że śmianie się z patriotycznych staruszek to nie jest szczyt elegancji. 😀 😳
Bo to jest smieszna konstrukcja myslowa. Ja tam sie nie wstydze. Inaczej juz nic smiesznego powiedziec nie mozna byloby.
Ty, Bobik lepiej zobacz ilu ludziom spodobal sie Twoj wiersz „Do kraju tego…” umieszczony przez kogos wczoraj pod doniesieniem o tym ze Karauze zaczyna krecic film o Smolensku:
http://wyborcza.pl/1,75248,13688895,Antoni_Krauze_10_kwietnia_bedzie_krecil_film_na_Krakowskim.html?v=1&obxx=13688895#opinions
A ja znalazłam coś, co może poprawi samopoczucie Alienor 🙂
http://obiadzadyche.blogspot.com/
„Zycie Zderzenie czolowe”Anny Waclawik-Orpik przez przypadek wylowilem z polki „repotraze”. Rozmowy o „Bog, honor, ojczyzna” zBonieckim, Rottenberg i innymi. Niesamowicie intensywne rozmowy, kazda zaczyna sie pytanien Kim pan/i jest?. O tym jak w czasach szybkiej, globalnej, ulegajacej blyskawicznej inflacji informacji, mozna w skali mikro rozmawiac o czlowieczenstwie, przeczytacie w niej wlasnie.
Krystyny Starczewska – polonistka, doktor filozofii, pedagog, mama, babcia, prababcia
Woody Allen powiedzial, ze jest w konstruktywnej opozycji do Boga.
Ja nie jestem w opozycji. Wiara i religie sa, w moim przekonaniu, bardzo ludzim potrzebne. To wyrazanie ludzkiej tesknoty za czyms, co wykraczy ponad nasz materialny, skonczony swiat i nasze ulomne ludzkie przekonania. Tesknoty za mozliwoscia zycia po smierci, tesknoty za pewnoscia, ze naszym swiatem rzadzi opatrznosc, ze istnieje odwieczny porzadek rzeczy i ze nasze zycie nie jest przypadkiem.
A jednoczesnie religia bywa zrodlem wojen i nienawisci. To dwie strony tej samej sprawy. Z jednej strony tesknota za metafizyczna pelnia, potrzeba przekraczania siebie i metafizyczne uniesienie, a z drugiej przekonanie, ze oto jestem posiadaczem absolutnej prawdy i ze tylko takie wyobrazenie Boga, jakie wynioslam z mojego otoczenia, z religii, w ktorej wzrastalam, jest prawdziwe, a wszystkie inne wyobrazenia i sposoby dochodzenia do Boga sa
falszem. To rodzi fanatyzm, ktory prowadzi do nienawisci i zbrodni. Zawsze mnie fascynowalo to, ze wojny religijne byly czesto najokrutniejsze, ze wyznawcy okreslonych pogladow okazywali sie bezlitosni dla tych, o ktorych mysleli, iz tym pogladom zaprzeczaja. Chrzescijanie w imie Chrystusa, gloszacego milosc blizniego, palili na stosach tych,
ktorzy inaczej interpretowali Pismo Swiete. Muzulmanscy fanatycy w imie Allaha dokonuja zbrodniczych aktow terroru.
To oczywiscie nie sa dwa oblicza Boga, ale dwa oblicza wyznawania Boga. Uwazam, ze poczucie posiadania prawdy absolutnej jest czyms z istoty swej szkodliwym dla czlowieka. Jesli ktos zyskuje pewnosc, ze jego wiara to jedyna, wylaczna prawda o swiecie i o Bogu, ze wyznawana przez niego religia jest jedynym objawieniem ostatecznej prawdy, jezeli nie przyjmuje Sokratejskiego «wiem, ze nic nie wiem », staje sie grozny. Natomiast postawa czlowieka poszukujacego, otwartego na przekonania innych jest wedlug mnie czyms dobrym dla swiata i miedzyludzkich relacji.
Osoba Boga rodzi fanatyzm. Ale nie tylko fanatyzm wyznawania okreslonej prawdy o Bogu, lecz takze fanatyzm zaprzeczania Jego istnieniu. Rowniez silny jest fanatyzm wsrod ateistow, ktorzy przejawy wiary uwazaja za glupote, ciemnogrod. Albo – czego doswiadczylismy w czasach komunizmu – uznaja ateizm za swoisty rodzaj religii. Czyli „Boga” zastepuja „brakiem Boga” jako przedmiotem kultu. Czyz nie jest to absurdalne?
Ostatecznie na pytanie o Boga odpowiadam: nie wiem. W ogole malo wiem. I nie wstydze sie tego. Jestem przekonana, ze jezeli wszyscy staraliby sie trzymac tego, ze w koncu tak malo wiemy, swiat stalby sie dla nas wszystkich bardziej znosny.
___________________________________________________________________________________________
Uwaga!!!!! Uwaga!!!!! Bardzo drastyczne. Uwaga!!!!! Uwaga!!!!!
_____________________________________________________________________________________________
Antropolog doktor Eva-Elvira Klonowski od 1996r. w Bosni, dokumentuje ludobojstwo, mama, babcia
To, co pani opowiada, jest tak makabryczne, ze ciezko postawic to pytanie, ale czy na tle tej makabry bylo cos, co pania szokowalo bardziej niz „zwykle”?
Pierwszy raz, kiedy odebralo nam dech – mnie i mojemu bosniackiemu koledze Nerminowi – byl w grudniu 1999 roku.
Ja wtedy pracowalam juz dla specjalnej komisji bosniackiej. Trybunal mial priorytet kopania srebrenickich grobow masowych i grobow z obozow smierci: Omarska, Keraterm, Tronopojle. I wykopali grob wiezniow z Omarskiej w miejscowosci Kevlijani. Ekshumanowane szczatki z tego grobu lezaly w hali do badan, niedaleko Sarajewa, i tak
sie zlozylo, ze jeszcze przed oficjalnym przekazaniem ich komisji bosniackiej moglismy je obejrzec. Niermin otworzyl pierwszy worek i mowi: „Spojrz na to”. Wtedy poraz pierwszy zobaczylismy szczatki ludzi, ktorzy byli torturowani. I wszystko dalo sie zobaczyc na kosciach. Kazdy, bylo ich stu kilkudziesieciu, byl tak polamany…Szkielety nosily slady tortur. Patrzymy na kosc lopatki (jest cienka), widzimy charakterystyczne pekniecie i slady zrastania. Ten proces zaczyna sie prawie od zaraz, juz kilkanascie godzin po urazie komorki pracuja, zeby kosc sie zrosla. Wiec potrafimy ocenic, ze zrastanie trwalo jakies dwa, trzy tygodnie. Ale zanim ten czlowiek zostal w koncu zabity, mial polamane rece, ktore zrastaly sie dopiero tydzien, wiec wiemy, ze byl wielokrotnie torturowany, bity. Czasami nawet nie wiadomo, od czego zginal, bo nie ma zadnego sladu postrzalu, wiec po prostu mogl byc tak bity na smierc. Ciezko to zrozumiec.
Innym razem, w Tuzli, ogladalismy z Piotrem kosci tych, ktorzy zgineli na wzgorzach, uciekajac przed zaglada.
Przynosili nam kolejne worki, a my rozkladalismy osobe po osobie na stole. To wszystko byli mezczyzni i jedna kobieta. Rozkladamy czlowieka, biore kosc biodrowa i widze, ze na tej wiekszej plaskiej czesci kosci (to sie
nazywa talerz kosci miedniczej) jest pelno drobniutkich dziurek. Pytam Piotra: „Widziales kiedys cos takiego? To moze byc tylko od srutu”. Rozkladamy dalej, biore kosc ramieniowa i przedramieniowe, ktore lacza sie w stawie
lokciowym – wszystkie podziurawione, roztrzaskane. Ci ludzie uciekali przez wzgorza, ale jego nie zabil pocisk
wystrzelony z drogi na wzgorze, tylko prawdopodobnie jakis wiesniak z bronia palna, taka, jakiej sie uzywa do
polowania na kroliki. Wypalil z tej broni, z bliskiej odleglosci, wlasnie na wysokosci lokcia i kosci biodrowej. Zabic czlowieka, ktory probuje sie uratowac, nie znajac go, bez powodu?
Raz tez mielismy szkielet, ktory okazal sie tak polamany, ze nie moglismy sobie odpowiedziec na pytanie, w jaki sposob to sie stalo. To nie byly zlamania od uderzen, jak u ofiar z Omarskiej, tylko prawie ze siekanka z kosci, i nigdzie nie bylo sladow zarastania. Nie bylo tez sladow postrzalu. Prawdopodobnie stalo sie to w momencie smierci albo tuz po. To sa tak zwane zlamania peri mortem. Zostal oczywiscie zidentyfikowany za pomoca DNA.
Zona, ktora byla uciekinierka, przyjechala z zagranicy na pogrzeb. Dopiero ona wyjasnila nam, jak zginal.
Zostal zabrany z domu na policje – niby o cos chcieli go zapytax. Powiedzieli: zaraz wroci, nawet nie musi brac swetra czy marynarki, zaraz wroci. Nie wrocil. Ona biegala, pytala, ale dopiero oplacony sasiad, Serb, dowiedzial sie, co sie stalo. Okazalo sie, ze przesluchiwali go w hotelu Prijedor. To byl taki typowy, ponury jugoslowianski hotel. Wysoki, mial z osiem pieter i na czwartym czy piatym znajdowal sie pokoj przesluchan. Nie znal odpowiedzi na pytania, grozili, ze wydlubia mu oczy. Poniewaz nadal nie odpowiadal, zrobili to, a potem zywego wyrzucili przez okno na beton.
To sa wlasnie momenty, ktore mnie zaskakuja. Jeszcze.
sprawdzilem, ciagle do kupienia w PWN lub EMPIK 🙂
p.s. przepraszam za brudna klawiature, nie dosylaja ostatnio na czas 8)
Bobik 12:50, 🙂 swietna gra slow 😀
Dzień dobry 🙂
Ago, nie wyciągnął właśnie ze strachu, że mógłby okazać się Bogiem i co wtedy?
Bobiku, pan mąż się roześmiał i ja też. Wiem, że to okrutne, ale nie sposób się powstrzymać 😳
Teraz poczytam Rysia.
Proponując Wam obejrzenie filmu, który zresztą pokazywała u siebie Ewa Ewart, kobieta przytomna – nie chciałam Was odwieść od medycyny konwencjonalnej ani rzucać w ramiona szarlatanów. Dla mnie to po prostu ciekawy temat. Z uzdrowieniami nie zetknęłam się osobiście, ale spotkałam się z bezbłędną diagnozą na podstawie zdjęcia – szukając ratunku dla mojej umierającej siostry, odwiedziłam panią, o której opowiadał mi znajomy, twierdząc, że wyleczyła go z uporczywych migren. Pani owa współpracowała zresztą z lekarzami jednego z naszych szpitali. Zapraszali ją i prosili o diagnozę w różnych przypadkach, a ona z reguły miewała rację, co potwierdzały potem takie wynalazki jak tomograf itp. Do tej pani przyszłam z ulicy, ona nie znała ani mnie, ani mojej siostry (tamten znajomy nie mógł jej nic powiedzieć, bo nie miał jej telefonu i mieszkał w innym mieście, znalazłam ją na podstawie nieprecyzyjnego adresu). Pokazałam jej zdjęcie siostry i powiedziałam tylko, że lekarze dają jej pół roku życia. Kobitka bezbłędnie powtórzyła diagnozę lekarzy, dodając pewne szczegóły, o których wiedziała tylko siostra i ja. Podobnie jak lekarze stwierdziła, że siostry nie da się wyleczyć, opisała dokładnie jej stan. Forsy nie wzięła.
Spotkałam się też z przypadkiem wcześniejszej wiedzy o tym, co się wydarzy. Kolega operator miał kiedyś jechać do Peru na reportaż, z dziennikarzem, oczywiście. Planowali podróż wraz z załogami naszych statków rybackich, które łowiły koło Falklandów. Te statki były tam na stałe i tylko załogi się wymieniały co kilka miesięcy. Wracać mieli po trzech tygodniach, samolotem, na którym nawigatorem był niejaki Lipowczan, przyjaciel Jacka – dziennikarza.
To były czasy paszportów w urzędowych szufladach, więc Tomek musiał jechać po oba dokumenty (swój i Jacka) do Warszawy. Dzień wcześniej w okolicznościach towarzyskich spotkał kobietę, która, widząc go pierwszy raz w życiu, powiedziała mu, że wybiera się on w podróż – tu Tomuś pomyślał, że ktoś jej powiedział, bo w tamtych czasach podróż do Peru to była sensacja na pół miasta. Pani ciągnęła dalej – wybiera się, ale nie pojedzie, i bardzo dobrze, bo gdyby pojechał, to by zginął. Tomek się obśmiał (był sceptykiem, technokratą i przytomnym facetem), wsiadł do pociągu i pojechał do Warszawy, gdzie w Biurze Wymiany z Zagranicą odebrał oba służbowe paszporty. Już przy windzie dogoniła go dziewczyna z Biura i powiedziała: panie Tomek, oddaj pan paszporty, właśnie przyszła wiadomość, że w Peru jest nowiutka rewolucja i nie wpuszczają dziennikarzy. Tomek paszporty oddał, wrócił do Szczecina i napił się z kolegami wódeczki. Przy tej wódeczce opowiedział nam co i jak, i dodał: no to teraz czekamy na katastrofę samolotową. Trzy tygodnie później Jacek jechał na pogrzeb swojego przyjaciela Lipowczana, który zginął w katastrofie „Kopernika” (leciała wtedy też Anna Jantar).
Te i podobne zdarzenia, a było ich jeszcze kilka, wyleczyły mnie z przekonania, że jeśli ja o czymś nie słyszałam, to tego czegoś nie ma. Nie rzucam się w ramiona uzdrowicieli i szamanów, ale dopuszczam istnienie zjawisk, o których kartezjańska i newtonowska nauka jeszcze nie wiedziały. Gdyby jednak zjawił się healer, potrafiący zrobić więcej niż te kilogramy ciężkiej chemii, które zjadam i które mi pomagają – ale też mnie niszczą – to czemu nie?
According to the American Cancer Society:
… available scientific evidence does not support claims that faith healing can actually cure physical ailments… One review published in 1998 looked at 172 cases of deaths among children treated by faith healing instead of conventional methods. These researchers estimated that if conventional treatment had been given, the survival rate for most of these children would have been more than 90 percent, with the remainder of the children also having a good chance of survival. A more recent study found that more than 200 children had died of treatable illnesses in the United States over the past thirty years because their parents relied on spiritual healing rather than conventional medical treatment. In addition, at least one study has suggested that adult Christian Scientists, who generally use prayer rather than medical care, have a higher death rate than other people of the same age.[3]
Jasne, że są rzeczy, o których się nie śniło naszym filozofom i całe szczęście, że są, bo gdyby nauka już wszystko wyjaśniła, to ile etatów trzeba by zlikwidować. 😉 I zdrowy sceptycyzm wcale nie musi oznaczać odrzucania z góry wszystkiego, czego przy obecnym stanie wiedzy nie da się naukowo wyjaśnić. Ale mnie się wydaje, że andsolowi o co innego chodziło. O paradoksalną potrzebę wyjaśniania przez niektórych alternatywnych swoich teorii w tym właśnie porządku, który odrzucają, czyli „naukowo”. Cudzysłów konieczny, ponieważ te wyjaśnienia są sprzeczne z tym, co aktualnie nauka głosi.
Atesty PAN-u, o których pisała Helena, też są z tej samej beczki. Pani Wala prawdopodobnie i bez nich po sesjach uzdrowicielskich czułaby się lepiej, ale uzdrowiciel miał jednak potrzebę podparcia się autorytetem naukowców, choć równocześnie musiał w jakiś sposób czuć się lepszy od nich, bo robił – w jego przekonaniu – rzeczy, na których konwencjonalna medycyna poległa. To jest ciekawe zjawisko, ale może być i groźne, kiedy uzdrowiciel kategorycznie nakazuje zrezygnowanie ze „szkodliwych” metod konwencjonalnych. Są też tacy i przed nimi niech ręka boska broni. 🙄
„Pełniący obowiązki prezydenta Wenezueli Nicolas Maduro zapowiedział, że na mieszkańców jego kraju, którzy nie zagłosują na niego w przyszłotygodniowych wyborach, spadnie klątwa.”
Taki PiS tez moglby wyprobowac terapie wenezuelska.
Zmoro, dobry obiad za niewielkie pieniądze nie tylko Alienor może poprawić humor. 😉
Mnie w ogóle jedzenie prawie zawsze poprawia. 😳
PiS mógłby zagrozić, że nie odprawi modłów w Sejmie i przez całe lato nie spadnie ani kropla deszczu. 😎
A potem zaśpiewać „Pamelo, żegnaj„. 😈
A tu inni chlopcy z naszego peubla:
http://www.youtube.com/watch?v=h4j_PhyKH9g
😆
Pójdę na spacer radośnie rozmerdany. 😀
Uwazaj na torebke, Piesku.
Czy się stoi, czy się leży ….. 😀
https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn1/149469_526184060757023_560938900_n.jpg
Ostatnio Kaczyński stwierdził że PiS jest „umiarkowaną prawicą”. 😯
A Jeremy Irons dostał pochwałę od Frondy. Jestem dalej zasmucona faktem tych strasznych wypowiedzi.
zmoro, dzięki za linkę, przyda się 😉
Alienor, nie wiem co czytalas, ale z tego co ja czytalam, Irons nie pwoiedzial napraqde nic strasznego. Byly to jedynie takie luzne musings na temat tego czy w celu ominiecia podatku spadkowego (bardzo tu i w Ameryce wysokiego) ojciec bedzie mogl poslubic wlasnego syna. Nie wiem dlaczego martwil sie o to by wszyscy nalezycie placili podatek spadkowy, ale nic tam wiecej specjalnie nie bylo w tej wypowiedzi. Aha, powiedzial jeszcze chyba, ze nie jest za prawem do nazywania fornalnych zwiazkow homoseksualnych „malzenstwami” bo to jakos pomniejsza malzenstwa.
Ja sie z tym nie zgadzam, ale wolno mu tak myslec. To nie Jeremy Irons bedzie decydowal co jest malzenstwem, tylko parlament przy stanowieniu prawa. Znam mase fajnych i przyzwoitych ludzi, ktorzy nie czuja sie z tym „malzenstwem” OK, ale czas robi swoje i dzis wielu nie ma z tym zadnych problemow.
Osoba, ktora prowadzila z nim wywiad, zwrocila tez uwage, ze ojciec z synem nie beda mogli sie pobrac gdyz na strazy takiej ewentualnej sytuacji stoja prawa nie dopuszczakace do kazirodztwa. I na to Irons slusznie zaripostowal, ze nie zupelnie, gdyz prawa o zakazie kazirodczych zwiazkow dotycza wylacznie sytuacji gdzie ze zwiazku moze powstac potomstwo, wiec owych „ojca i syna” to nie dotyczy.
Niepotrzebnie dal sie wpuscic w te rozmowe.
Rysiu, dzięki za kolejny tytuł. Wpisane przy najbliższym pobycie W EMPIK-u 🙂
Heleno, tylko takie rozważania w ogóle nie powinny mieć miejsca. Każdy normalnie myślący człowiek wie, że kazirodztwo jest zakazane prawem i że jest na tyle silnym tabu, że żaden prawodawca na to nie zezwoli (po sprawdzeniu: prawna definicja kazirodztwa mówi o „individuals” bez podawania płci, czyli dotyczy relacji zarowno homo- jak i heteroseksualnych; kryterium nie jest więc możliwość narodzenia się ze związku potomstwa). Zresztą jest obywatelem Wielkiej Brytanii, więc chyba nie o amerykańskim prawie mówił. Poza tym, mówiąc o tym odnośnie małżeństw tradycyjnych, użył słowa „debase”, które jest ostrzejszym określeniem niż „jakoś pomniejszyć”. Takie myślenie jestem w stanie jeszcze zrozumieć, choć uważam je za niezbyt mądre i świadczące o małej wrażliwości (o którą kogoś, kto tak zagrał Humberta Humberta jednak podejrzewałabym).
A całą rzecz podsumowując, Irons ma 64 lata i znanym aktorem jest wystarczająco długo, żeby wiedzieć że publicznie należy się wyrażać nad wyraz ostrożnie. Jako czlowiek inteligentny powinien wiedzieć, że używanie możliwości związków kazirodczych jako argumentu przeciw małżeństwom homoseksualnym spotka się z oburzeniem i że zostawi po sobie nieprzyjemny posmak. Nie gadał na kawie z kumplem, ale z dziennikarzem dużego serwisu.
Świetnie tę wypowiedź wyśmiał Stephen Colbert: http://www.thewrap.com/tv/column-post/stephen-colbert-mocks-jeremy-irons-gay-marriage-comments-video-84251
🙂
slonecznie bylo, leniwie bylo, smacznie bylo, herbata bylo – po
prostu udana niedziela bylo 🙂 😀
ciekawostka do wymiany zdan o……… ezoteryce i pokrewnych
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/nauka/20130405/wolnosc-religijna-vs-ochrona-konsumenta
bardzo prosze i dziekuje tez, Irku
to nie koniec oczywiscie 🙂 trzymaj portmonetke w gotowosci 😀
Woody Allen poslubil swoja corke, pasierbice. Odbierane to bylo przz wielu ludzi, takze przeze mnie jako rodzaj kazirodztwa, wywolywlo dyskomfprt psychiczny, choc o zwiazku krwi nie bylo mowy. Podovnie zapewne byloby w analogicznym przypadku ojca i pasierba w Anglii. Bo prawo naprawde nie stoi na strazy kulturowych tabu, tylko stara sie zapobiec skutkom czysto biologicznym kazirodczych zwiazkow.
Na miejscu Ironsa nie dalabym sie wpuscic w taka rozmowe (I hope), ale naprawde nie powiedzial nic co wywolaloby moje straszliwe oburzenie. Ot, chlapnal sobie po proznicy.
przepraszam za duzo do czytania w niedziele, ale tak wyszlo 🙂 🙂
Stefan Chwin
Po co nam kultura?
http://www.instytutobywatelski.pl/2392/komentarze/czy-kultura-jest-nam-do-zycia-koniecznie-potrzebna
woda bucha, kubek czeka, leceee…………………..
herbata 😆
Heleno, Woody Allen nigdy nie adoptował Soon-Yi. Była ona pasierbicą Mii Farrow, z którą Allen nawet nie mieszkał mimo wieloletniego związku jaki ich łączył.
Nie wiem jaki masz stosunek do Ironsa. Pewnie go lubisz i starasz się go bronić. Ja też go lubię, ale już tylko jako aktora. Nie można go usprawiedliwiać, że sobie „chlapnął”: wypowiedział się publicznie, dla ogromnego serwisu internetowego. Ludzie robiąc to powinni wiedzieć o czym mówią, jeśli nie chcą wyjść na idiotów.
Ja myślę, Helenko, ze w związku ojca (przybranego) i dziecka nie chodzi tylko o kulturowe tabu, ale o zupełnie podstawowe dla rozwoju dziecka więzi, jeżeli ten ojciec nagle występuje w roli amanta… Wybacz.
To jest mój osąd i nie ma związku z tym, co mówił Irons.
W sprawie medycyny alternatwnej, muszę teraz wyjść, zajmują się nią również osoby z tytułami naukowymi, byli pracownicy PAN.
Napiszę coś wiecej później, teraz tylko powiem, że taka Pani prof. opiekowała się moim bratem umierającym na czerniaka, bo on ją do tego zmuszał, a ja trochę później w hospicjum, na oburzenie lekarki opiekującej się Piotrem powiedziałam, że ta pani prof. doskonale wie, że nic mu nie pomoże, ale mój brat czepia się nadziei, którą ona mu daje i to jest dla mnie najważniejsze.
Pani doktor zgodziła się ze mną na koniec.
Czasami o to w tym wszystkim chodzi, a jeżeli przy okazji w kimś obudzą się takie moce immunologiczne, że zwalczy chorobę, to daj wszystkim Boże.
Jeszcze w temacie spraw niewytłumaczalnych i dziwnych (choć przyznaję, że wszystko to przebija oferta pracy przy reklamowaniu wygodnej trumny) – powiem coś o świadectwach osobistych.
Otóż, moi Wy drodzy, znający mnie jako bezbożnika, ścisłowca, w domyśle racjonalistę i systematycznego wyśmiewacza zjawisk przez innych czczonych i podziwianych, uprzejmie powiadamiam, że świadectw osobistych tu nie podam – nie dlatego, bym był przeciw albo wręcz albo coś, ale dlatego, że miałbym więcej do opowiadania niż ten blog by uniósł. 700 komentarzy pod wpisem to małe piwo w porównaniu z tym, co mogę opowiadać z własnego życia plus to, czemu byłem świadkiem naocznym czy nausznym czy itp itd.
No dobrze, coś na koniec u opowiem, bo to fajne, ale te najbardziej zdumiewające i zaskakujące rzeczy zostawię na późną starość, gdy za drobną opłatą w jedle i napoju będę potwierdzał wiarę, że ten świat jest bardzo, bardzo dziwny, a może i jeszcze bardziej. Będzie tam o zanikaniu raka u teściowej i o potwierdzonych rzeczywistością przeczuciach i o czym tylko kto zechce. Nawet o widzeniach.
No i co? No i nico. To wszystko nie ma większej wartości (prócz gadułkowej) naprzeciwko nieskończoności czyli statystyki. Bo to jak z tą panią prostytutką koło Jeziora Wiktorii, która zawód radośnie i intensywnie uprawiała i nic jej nie było, a koleżnanki i klienci padali na AIDS jak muchy. Zdaje się, że do dziś nie wiadomo co ona takiego miała, że jej to nic, jak by się nie zapracowywała, ale to nie jest dobra podstawa na teorie i działania ludzi, co twierdzą, że oni widzą i widzą i że nauka błądzi.
Bo – może jednak zostanę dobrze zrozumiany? – nie zaprzeczam temu czy tamtemu, co więcej, choć nie wierzę w cudy (jako zjawiska zaprzeczające znanym i nieznanym prawom fizyki), to wiem, że od zjawisk opisywanych jako cudy codzienność aż się roi. I że mózg to bardzo skomplikowane laboratorium farmaceutyczne. I że nauka nie wszystko potrafi wyjaśnić, choć stara się. I że tak będzie i w przyszłości. Ale rzecz w czym innym.
Gdy ktoś mówi, że „bada” czy „studiuje” zjawisko (w odróżnieniu od posiadania zupełnie prywatnych i nieprzekazywalnych wizji) i chce innych do tego przekonać, musi wystartować z punktu uznanego przez społeczność za akceptowalny na odlot, musi użyć logiki (czyli zasad obowiązujących w ruchu kołowym idei), przekaz jego musi być bez dziur, bez obietnicy, że kiedyś dowody zostaną przedstawione i bez podkładania pod uznane powszechnie naukowe terminy zupełnie odwrotnych treści. A fakty, przez niego przedstawiane muszą być osiągalne i przez innych ludzi, bo przecież nie jest jedynym na świecie zdolnym do dotarcia do nich.
I do takiej komunikacji jest wiele kanałów z tradycją, dokonaniami i całkiem godną zaufania historią. Ale kto próbuje używać tego kredytu zaufania, jednocześnie lekceważąc wszystkie inne techniczne wymogi przekazu, czyli kto podaje się za badacza tak alternatywnego, że ma gdzieś całe środowisko nauki i jej wyniki, to nie ma rady, może to wariat, może dureń a może wydrwigrosz, ale tu nie ma o czym i po co dyskutować.
Ojej, tak się nagadałem, że historyjkę pt. „Dona Evelina” zostawię na inny raz.
To ja o zwiędłym kwiatku też nie opowiem 🙂
Szkoda. 🙁 Ktoś mi świsnął niedzielę i historia o zwiędłym kwiatku pasowałaby mi jak ulał. No dobrze. Ta niedziela nie miała szans być wystarczająco długa – czeka mnie jutro rano stresujące wystąpienie przed komitetem kredytowym. Nie śpieszy mi się do poniedziałku jeszcze bardziej, niż zwykle. Poza tym, jak nadchodzący tydzień śmie mieć pięć dni roboczych? Nie słyszał o prawie precedensu?
To ja popłynę z prądem i też nie opowiem 🙄
I to jest bardzo dobra decyzja, bo nawet kufy nie umiem porządnie wstawić 👿
Może być bez kuf. 😉
OK, jakos tak:
nie jestem przeciwna temu aby tym, ktorzy tego potrzebuja, dawac nadzieje, ze preparat torfowy profesora Tolpy albo plastikowe wkladki do butow pana Piotrowskiego mu pomoga i uratuja od smierci. . Ale jestem jak najbardziej przeciwna temu by media prof. Tolpe i Pana Piotrowskiego zapraszaly przed mikrofony i pozwalaly obiecywal zrozpaczonym ludziom gruszki na wierzbie.
Jakbym byla krolowa to zarowno prof. Tolpa jak i Pan Piotrowski gniliby w pier.u jesli by im udowpdniono, ze ktos przestal sie leczyc konwencjonalnie bo oni mu obiecali cudowne wyleczenie.
Gdybym byla krolowa moje wiezienia pekalyby w szwach od szarlatanow cynicznie i bez przeszkod sprzedajacych za bardzo duze pieniadze ludziom obietnice wyleczenia.
A medycyna alternatywna to nie jest: bioenergoterapia, moczenie stop w preparacie, ktory ciemnieje na oczach wyciagajac z organizmu choroby, to nie sa egzoyczne mrowki, to nie jest badanie zrenic oczu i wyczytywanie z tego diagnozy, to nie jest modlitwa, to nie jest wyciag z moczu prof. Burzynskiego (moj ojciec go oblal na egazminie, bo byl i pozostal matolem i oszustem).
Medycyna altermnatywna to jest: ziololecznictwo, acz nie kazde, to jest akupunktura i byc moze akupressura, to jest terapia zapachowa, chiropraktyka i podobne inne metody sprawdzone i pomagajace NIEKTORYM ludziom w NIEKTORYCH schorzeniach.
W piatek odwiedzilam w Richmond okropnie drogi sklep z kosmetykami i farmaceutykami Space. n. k.
Udalam sie wprost do polek z rozlicznymi szmponami i tam natychmiast natknelam sie na niewielka butelke z nalepka: PHILIP B. Anti-Flake relief shampoo for dry or oily flakey scalp.
Najbarziej ucieszylo mnie przeczytanie skladnikow: 1% Zink Omadine, 0.525 % Pure Coal Tar, 13,6% Pure Plant Extracts.: aloe Vera, Sage and Juniper Berry.
Ucieszyl mnie takze calkiem ohydny zapach zawartosci niewielkiej butelki.
Wzielam to do reki i poszlam rozmawiac z cizia za lada. – -Posluchaj, cizu, powiedzialam bardzo groznym glosem. – Ja jeszcze jako zyje nie zaplacilam za butelke szamponu £31. Wiec pragne Cie uprzedzic, ze jesli sie okaze, ze ten szampon mi nie pomoze na sebborheic dermatitris, to zapewniam Cie, ze wroce do sklepu i Was tu wszystkich POWYSTRZELAM. Zebym z tego miejsca nie zeszla!
Cizia kompletnie sie nie przestraszyla, nawet zaczela sie arogancko smiac i zapewniac mnie cichym glosem, ze uzywala tego szamponu na swoja wlasna luszczyce (nawet rozgarnela wlosy i mi pokazala) i ze szampon Philip B. jest najlepszy co jest na rynku.
Wiec wydarlam spod serca a raczej upuscilam z karty £31 i dzis sprobowalam pierwszy raz. Pierwszego dnia trudno jest powiedziec czy to dziala, ale jedno moge stwoerdzic juz w tej chwili. W odroznieniu od wszystkich innych preparatow podobnie paskudnie cuchnacych, po tym szamponie wlosy sa miekkie i nie sianowate. Nie pieni sie nadzwyczajnie, ale tez nie czuje ze smaruje sie dziegciem.
Prawdziwy test bedzie jutro.
Tyle na temat medycyny alternatywnej na dzis.
Ja dzisiaj pół dnia latałam, a teraz jadę. Córasek się przemieszcza, a ja jestem wtedy nerwowa kwoka 😕 Na samoloty mam podgląd, na samochód już nie. Oddycham i czekam 🙁
Wszyscy nie opowiedzą? 🙁 To ja też mam nie opowiadać, jak nagle wiedziałem (i powiedziałem) o śmierci wuja Kopycińskiego, choć wiadomość z Wrocławia przyszła dobrych kilka godzin później? 🙄
O sh! W Ameryce ten Philip B za grosze!
http://www.amazon.com/Philip-B-Anti-Flake-Relief-Shampoo-7-4oz/dp/B000ASNTRS
Nie opowiadaj, Bobiku. Bo wtedy Andsol opowie o D. Evelinie (kto wie, jak tę Donię zdeklinować?), i Haneczka opowie o kwiatku, i ja opowiem o bezdotykowym poruszaniu ludźmi i przedmiotami i zrobi się tak alternatywnie, że będzie trzeba blog okadzać i na logikę nawracać.
Bo ja wiem… porządne okadzenie może by nie zaszkodziło? 😈
Okadzam rumowym drinkiem. Zapewniam, że nie szkodzi 😉
O, tutaj z Nisią nie powinno być najmniejszych rozbieżności. 😀
Bobik, jestes?
moge wpis z trzema linkami? czy zrobisz szuruburu?
Przyznam, że rum stosowałam tylko do moczenia bakalii i ciastowych nasączeń, ale zadziałał zbawienny wpływ Nisi i poszłam na całość 😀
To ja lepiej wygaszę swój alternatywny kominek zapachowy, bo zapach tymianku chyba niekoniecznie współbrzmi z rumem.
tu zdjecia Pana Aktora Pieczynskiego w akcji i po akcji
https://lh6.googleusercontent.com/-cXU591NQfn0/UWBhOOzxsjI/AAAAAAAAMZQ/Z16OL2a5IsM/s1000/P4051931.JPG
https://lh3.googleusercontent.com/-m-oqAA6W1vQ/UWBhOwPf31I/AAAAAAAAMZY/KLyqdQcEOYY/s1000/P4051933.JPG
https://lh5.googleusercontent.com/-6lzBGBxIZbc/UWBhQIU0FRI/AAAAAAAAMZo/Mz5UHLGmZWw/s1000/P4051940.JPG
https://lh3.googleusercontent.com/-k9P8IRBSKjg/UWBhRuSE13I/AAAAAAAAMZ4/TGpAYKZPVHo/s1000/P4051955.JPG
Pan Aktor byl swietny!!!
pstryk
🙂 😀
Rzeczywiście nie współbrzmi. A z tych dwojga, to jednak rumowi należy się pierwszeństwo.
Nie wygaszaj, dorzucę rozmaryn i zobaczymy, co się wykluje 😉
Buchnęło, zawrzało i zgasło 😛
😆
Wygaszać – nie wygaszać? To ja się wymknę temu dylematowi, wyłamię się i coś opowiem. W 1847 roku, w (ponoć) jednym z najlepszych wówczas na świecie szpitali, Allgemeine Krankenhaus w Wiedniu, co szósta położnica umierała z powodu gorączki poporodowej. Młody węgierski lekarz, Ignatz Semmelweis, chcąc ustalić przyczyny choroby zauważył, że śmiertelność była dużo wyższa na oddziale, za który odpowiadali lekarze, niż na tym, gdzie pracowały położne. Brzmi absurdalnie, prawda? Drążąc temat poczynił kolejną obserwację: lekarze niejednokrotnie udawali się na porodówkę prosto z prosektorium i wyciągnął następujący wniosek: lekarze przenoszą na rękach cząsteczki, które dostając się do krwiobiegu położnic, wywołują gorączkę częstokroć kończącą się śmiercią. Nie był w stanie udowodnić istnienia tych cząsteczek – zaledwie je wywnioskował. Wprowadził obowiązek mycia rąk płynem dezynfekującym. Rezultaty były natychmiastowe: w ciągu roku umieralność spadła do 1%, nie przekonały jednak kolegów Semmelweisa po skalpelu. Atakowany i odsądzany od czci i wiary został w końcu zamknięty w szpitalu psychiatrycznym, gdzie wkrótce zmarł. Więcej tutaj: http://en.wikipedia.org/wiki/Ignaz_Semmelweis Wszystkich, których znudziłam tym przykładem medycyny alternatywnej sprzed 150 lat, przepraszam. 🙂 Przypomniał mi się nieproszony, bynajmniej nie jako argument w dyskusji.
Przyklad Ignaza Semmelweisa nie jest przykladem medycyn alternatywnej. Nie kazde nowe odkrycie jest w medycyni natychmiast rozumiane.
Przez wiele lat wiadomo bylo, ze istnieja co najmniej trzy a moze wiecej wirusow zapalenia watroby. Udalo sie dosc wczesnie zidenmtyfikowac wirusa nazwanego wirusem wzw A, potem zidentyfikowano wirusa wzw B, ale ten trzeci byl wiele lat nieuchwytny i nie wiadomo bylo nawet czy jest to jeden czy wiecej wirusow. Widomo bylo zgrubsza jak sie nim mozna zarazic, ale samego wirusa nie dawalo sie wyodrebnic. Wiec go nazywano przez wiele wiele lat wirisem nie-A nie-B.
I dopiero chyba w latach 70-tych udalo sie go wyodrebnic, zobaczyc pod mikroskopem. Byl to jednak jeden wirus. Nazwano go wirusem hepatitis (wzw) C.
Sprawdzilam. Wirus wzw C zostal odkryty dopiero w 1989 roku.
Jak zwał, tak zwał, wikipedia z pewnością nazwała to lepiej, niż ja: „Semmelweis’s observations conflicted with the established scientific and medical opinions of the time.” Mnie ta historia, znaleziona w książce Superfreaconomics, wyjątkowo poruszyła, choć zapewne w historii nauki wiele jest podobnych.
Superfreakonomics Dobranoc. 🙂
Rzeczywiście, przy Semmelweisie nie chodzi o to, jak kto co zwał, a o to, że naukowy establishment to też tylko ludzie, którzy mogą wprawdzie więcej wiedzieć, ale myśleć równie schematycznie i odtąd-dotąd jak nienaukowcy. Zresztą w ogóle przypisywanie światu nauki absolutnej nieomylności byłoby raczej niedźwiedzią dla niego przysługą.
A z drugiej strony, od zawsze po świecie – nauki i nie tylko – grasowali przeróżni oszuści i szarlatani, których demaskować jakoś należało i należy. I być może nie da się tu całkiem uniknąć wylewania dzieci z kąpielą, w jedną i w drugą stronę. Czasem ucierpi i zostanie uznane za wariactwo rzeczywiste naukowe odkrycie, a czasem szarlataństwo wedrze się do akademii i przez długi czas będzie robić za obowiązujący naukowy pogląd, na co też jest mnóstwo przykładów.
Mnie zarazili w szpitalu wirusem B, nie powiem ciężko się pochorowałam.
A w sprawie alternatywy, to ta pani profesor, o której pisałam, zleca na początek i w trakcie kuracji cały szereg kosztownych badań w różnych szpitalach dot. różnych wskaźników składających się na obraz/mapę immunologiczną pacjenta i po oczyszczeniu organizmu za pomocą różnych skondensowanych soków np. z granatów, zaleca kupno jakiś preparatów będących wyciągami z grzybków tybetańskich i chińskich, generalnie azjatyckiej medycyny tradycyjnej.
Ona to wszystko bardzo dobrze i z entuzjazmem tłumaczy, a najważniejsze że ma rzesze oddanych pacjentów, którzy uważają, że uratowała im życie lub wyleczyła z chorób, z którymi oficjalna medycyna sobie nie mogła poradzić.
Ja nie skorzystałam z oferty kuracji, bo nie mam paru tysięcy na zbyciu, a pani doktor nie wzbudziła mojego zaufania. Chociaż wierzę i przyjmuję do wiadomości, że istotnie pomogła wielu osobom i to w tym wszystkim jest najważniejsze. Ona się bardzo angażuje w sprawy pacjentów, kontaktuje się z ich lekarzami prowadzącymi, nie szczędzi trudu i czasu, żeby ich wysłuchać, porozmawiać.
Kiedyś, po tej żółtaczce zakaźnej i kilku cięższych chorobach nie mogłam dojść do siebie, cierpiałam na silne napadowe bóle brzucha i nie pomagały mi kosztowne wizyty u sławy gastrologicznej tamtych lat, pani dosyć oschłej i niezbyt milej, zapisującej mi apteki leków, opadałam z sił i miałam się coraz gorzej, a miałam kilkumiesięczne dziecko.
I poszłam na wizytę kontrolną do szpitala zakaźnego, przyjęła mnie przemiła, ciepła Pani doktor Dlouchy usiadła naprzeciwko mnie w fotelu i szczegółowo wypytała mnie o moje życie i bliskich, stwiedziła, ze muszę natychmiast zostawić cały ten kram rodzinę, dziecko i cały świat i wyjechać gdziekolwiek, gdzie nikt mnie nie zna i nie odnajdzie. Natychmiast to znaczy następnego dnia.
Dała mi chyba tylko Mexase, które kupowało się w „zagranicznej” aptece, ale to nie o to chodzi.
Rzeczywiście wyjechałam nazajutrz w siną dal, ale już żaden atak bólu mnie nie dopadł.
Myślę, że to dzięki tej rozmowie i stosunkowi tej pani do mnie, kazała mi do siebie dzwonić, żeby powiedzieć, jak się czuję i czy potrzebuję jeszcze zwolnienie , czy już jestem pewna, że dobrze wypoczęłam. Od tamtego czasu wiem, że dobry lekarz jest trochę szamanem, pacjent musi uwierzyć, że jest mu życzliwy i zrobi wszystko dla jego dobra.
Może niektórzy ludzie mają w sobie tej życzliwości tyle, ze ona uzdrawia.
Koniec studiów rumowych, ale nie kwoczenia.
Dobranoc 🙂
A jak kwoczysz, Haneczko, to dopuszczasz do głowy, czy odpędzasz?
Może, Siódemeczko, ta druga pani doktor postawiła prawidłową diagnozę, że Twoje dolegliwości były spowodowane przemęczeniem i stresem? Przy takiej przyczynie samo zrozumienie i wysłuchanie faktycznie potrafi być leczące. Ale chyba nie polecałbym zrozumienia i życzliwości jako najlepszej terapii przy ostrym zapaleniu wyrostka. 😉
Moim zdaniem dobremu lekarzowi nie zaszkodzi, kiedy będzie miał coś z szamana, a przede wszystkim kiedy będzie miał sporo inteligencji emocjonalnej i umiejętności kontaktu z pacjentem, ale powinien do tego mieć również fundament solidnej, konwencjonalnej wiedzy. Do takiego „lekarza szerokiego spektrum” miałbym chyba największe zaufanie.
Czyli Bobik jak zwykle swoje – świeczka i ogarek. 😆
Ja swoim przypadkiem starałam się zrozumieć/wytłumaczyć entuzjastyczne opinie pacjentów tej pierwszej pani doktor, chociaż ona twierdziła, że te 'grzybki’ są już w wielu krajach, między innymi na Liwie, oficjalnie zarejestrowane i rewelacyjnie naprawiają układ immunologiczny.
To dziwna kobieta jest, na Tubie jest sporo filmów z nią i innymi lekarzami, gdzie prowadzą krucjatę przeciwko szczepionkom. To jest teraz jakaś moda, przywleczona z USA i propaguje ją wielu lekarzy.
Chyba powinni cofać uprawnienia takim, czy co.
Pora udać się.
Śpijcie dobrze Bobiczku i Koszyczku. 🙂
W moim domu w dziecinstwie wielkim powodzeniem cieszyl sie grzyb herbaciany – kombucza, ktoremu przypisywano liczne zdrowotne wlasnosci, dzis zdaje sie raczej watpliwe.
Pare lat temu kolezanka sprzentowala nam z E. grzyb herbaciany, ale E po krotkim okresie dzielnego picia tej herbaty, zbuntowala sie i kategorycznie odmowila.
Ja nie nalegalam.
W moim dziecinstwie w wiekszosci domow hodowano grzyb hernbciany w duzych slojach. Rozmnzal sie poczta sasiedzka. Wystarczylo urwac kawalek swojego i podac dalej. Trzymano to w slodkiej herbacie, pilo sie, dolewalo do sloja nowej jak zaczynalo brakowac. Herbata spod grzyba byla kwaskowata o specyficznym posmaku. Nie byla nieprzyjemna .
A co myślicie o porównywaniu funkcjonariusza muzyki klepiącego z nut i utalentowanego gościa, co gra na czymś a nuty zna tylko z Danuty? I czy podanie 50 przykładów tego typu dowiedzie, że notacja muzyczna tudzież studia harmonii, orkiestracji i interpretacji psują prawdziwą, naturalną muzykę, którą wytwarza naprawdę tylko pole beta-gamma, studiowane przez mego przyjaciela, właściciela AMA (alternatywnej muzycznej akademii)?
I przyszło mi do głowy, że jestem z ostatniego pokolenia, które rozumie zwrot przyszedł lekarz do chorego. Następne już mówią dopełzł chory do lekarza.
Nawiasem, Rysiu, wstawaj, bo już Ci przygotowałem kawę i idę do łóżka (skoro łóżko nie przyjdzie do mnie).
Dzień dobry 🙂
Już wstałem. Kawa dla Rysia wystygła. Idę więc zaparzyć świeżej.
🙂
co za poniedzialek 😀 wstajesz i masz, kawa do wyboru 🙂 😀
dziekuje 🙂 🙂 🙂
Dzien Dobry Bardzo
😆
szeleszcze
brykam
bryku
fik fiku
brykam fikam
🙂
powiedziano: bedzie jak dzisiaj, jutro, to znaczy wczoraj, jak wczoraj, ale dzisiaj, bedzie……. jednym slowem ma byc slonecznie
🙂 🙂
aby
brykam
herbata Tereny coraz bardziej Zielone S-Bahn pozycje 🙂
brykam fikam
Dzień dobry z kapeluszem na głowie:
http://i.lidovky.cz/11/094/lngal/GLU3e2b82_zelva.jpg
To są i alternatywne kapelusze 😯 🙄
Dzień dobry 🙂
Śliczny kapelusik. 😆 Sprawiłbym sobie taki, gdyby miał jeszcze wstążki do związania pod brodą, bo obawiam się, że może się zsuwać i straszyć konie, jako że kapelusze noszę wyłącznie na wyścigach w Ascot. 😎
Chłepczę po sprawiedliwości trochę kawy brazylijskiej, trochę lubelskiej i lecę się przyjrzeć światu. Ciekawe, czy od wczoraj wyładniał. 😉
Urząd Miasta w Lublinie ogłosił przetarg na zakup wody mineralnej. Warunek przetargu: musi być w płynie 😀
Zrozumiałe. Urząd słyszał o różnych stanach skupienia i wie, że jest też mineralka gazowana. 😈
Medycyna to jeszcze, ale co powiecie na alternatywne rachunki?
Uwaga! Po rusku i właściwie tylko Andsola powinno interesować. 🙂
http://nnm.ru/blogs/Xelarg/novaya-russkaya-matematika/
Lublin ma wodę i z tego słynie,
że przede wszystkim jest ona w płynie
zdarzyć się może, ze jakieś szuje
podwędzą wodę, no wyparuje,
co wówczas robi naczelnik miasta?
Przetarg ogłasza i forsą szasta
bo czas wyborczy kiedy nadchodzi
komu powierzy lanie? No, wodzie
Lodu ni pary wszak nie polejesz,
Takie to wody w Lublinie dzieje…
Nie tylko Lublin, Polska za Tuska
bez przerwy w wodzie cała się pluska
Kto żyw i dorwie się dziś do głosu
do wody doda trochę patosu
i leje, leje, leje bez miary
To Polska jeszcze, czy już Moczary?
To chyba nie o stan skupienia z ta woda w plynie chodzi, choc zrazu mogloby sie tak wydawac. Ale woda moze byc np w wodce, w sciananch od gruntu, woda moze byc w tekstach literackich i w glowie etc.
I takiej wody urzad miasta Lublinie nie chce. Chce wode w plynie i ja go rozumiem.
Sama dopierpw wstalam, wlalam w siebie sporo kawy w plynie i chyba jednak musze wyjsc i jakos zwiazac w kupe bardzo klujace galazki z roz poscinane wczoraj byle jak, bo jakos juz serca do tej wiosny nie mam.
Powrocila mi bezsennosc i jakas bezsensowna placzliwosc po zapoznaniu sie (po jaka cholere?) z wpisami pod Sasiadem. Czy ja naprawde wlasnych prolemow nie mam? Musze sie martwic Polakami i stanem swiadomosci Narodu? Czy ktos mi, za przewprszeniem, za to placi? Czy jestem chociaz z tego lepszym czwiekiem? Nie. Jestem gorszym, bardziej zgorzknialym i cynicznym, bardziej zapieklym niz moja naturalna sklonnosc. Eeech….
To, zeen poprpstu polozyl palec na Prawdzie!
Boze, jak ja Wam, talenciarze, zazdroszcxze, ze mozecie natychmiast na poczekaniu nadac Forme. 😆
Wielki Wódz: no i słusznie, nie można przyjmować bezkrytycznie przemienności mnożenia, bo to odbiera liczbom poczucie własnej godności.
Nawiasem, kiedyś i gdzieś w sieci jakiś student architektury rzucił uwagę, że gdy widzi jak jego koledzy przykładają się do studiów, ze strachem myśli o chodzeniu do lekarza.
Helenko, to jest mimo wszystko margines, który napędzają własne frustracje.
Trzeba przyjąć do wiadomości, że jest i pokazać środkowy palec.
Gdyby byl to margines, Siodemeczko, to wszystkie te glosy utonelyby w powodzi glosow ludzi rozumnych.
Tymczaseem utonely jedynie siostry Szwarcman.
Helenko, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się kopał z koniem.
Blogi tak mają, zbierają jakieś grono i albo rozmawiają, albo ujadają.
Akurat polityka to jest wdzięczny temat, można pisać dowolne brednie. Normalna chęć wypowiedzenia się w jakimś temacie przegra z ludźmi napędzanymi nienawistnymi emocjami, ale ilu jest komentatorów?
Słyszeliście już furkot husarii spieszącej z odsieczą?
Caveat: nie czytać przy piciu kawy, szczególnie brazylijskiej czyli płynnej. Kawa rosyjska w kostkach też niebezpieczna, bo można się zadławić. Najlepsza tu jest zmieszana z gazem rozweselającym.
Heleno, przypomniałaś mi dzieciństwo. Kombucza i u nas zawsze była. Lubiłam ją. Z przyjemnością ( albo i nie) napiłabym się i dzisiaj, tylko skąd ją wziąć.
Bobiku, śmierć bliskich osób się czuje. Nawet niespodziewaną. Dwa razy to przeżyłam,dokładnie co do minuty nagle wiedziałam i zaryczana gnałam do domu.
Zmarła Margaret Thatcher ;-( .
Zmoro – z internetu. Zaloze sie, ze ktos bedzie chcial sie podzielic kawalkiem swej kombuczy, nazywanej u nas ZAWSZE (w Rosji i na Ukrainie) grzybem herbacianym.
Ilekroc natrafiam w handlu na takie fajne duze sloje z kranikiem u dolu, mysle jak bardzo nadawalyby sie na grzyba. TAKICH nam brakowalo!
Och, poor Maggie. Byla ostatnie lata w bardzo zlej formie i ostatni raz publicznie, bardzo kruchutka, byla chyba na pogrzebie Reagana.Oni sie uwielbiali i mieli fajne kumplowskie stosunki.
Podobnie jak Reagan, pani Thatcher cierpiala w ostatnich latach na demencje starcza ( a moze i Alzheiera).
Zmoro, tu można kupić:
http://allegro.pl/listing.php/search?sg=0&string=kombucha%2Cgrzyb+herbaciany
A tu ktoś sporo na temat kombuchy pisze:
http://grzybkombucha.blogspot.com/
Niestety, takich wlasnie tekstow jak ten o grzybie herbacianym za Boga zywego nie nalezy traktowac z cala powaga. Np „Znalazła tam (japonska lekarka) wielu starych, nadzwyczajnie rześkich, krzepkich ludzi, których wiek sięgał powyżej 100 lat. Powodem dożycia tak wysokiego wieku przy zachowaniu pełnej witalności było spożywanie przez nich napoju z grzyba herbacianego.” Skad wioadomo, ze to byo powodem. A znikad.
Wiemy przrciez, ze dlugowiecznosc w niektorych rejonach zalezy od wielu czynnikow ( w tym najwazniejszy jest chyba tryb zycia, rodzaj diet, ekologia etc. ), a nie od „cudownego” jak sie go tam okresla napoju.
No a potem ten katalog dobroczynnych skutkow, w wiekszosci zupelnie bez sensu . Np „odtruwa organizm”. Odtruwa od czego? Od arszeniku?
Organizm ma znakoity mechanizm/organ samoistnego odtruwania sie. Nazywa sie watroba. I pare innych organow. 🙂
W angielskojezycznej wersji wiki kombucha jest bardzo ostroznie opisana, a i tak zanim zaczniesz czytac ten opis, opatrzony on jest uwaga od autorow Wiki: aby nie traktowac wszystkiego zbyt powaznie dlatego ze kompilatorzy hasla nie zawsze sa obiektywni. Wiki zaprasza tez specjalistow aby nadsylali swe uwagi krytyczne.
Dziękuję, Siódemeczko, muszę poprosić znajomych, aby mi kupili, bo ja nie mam zaufania do allegro i omijam je wielkim łukiem.
FB też nie lubię, raz założyłam sobie konto pod panieńskim nazwiskiem i nie skorzystałam z niego ani razu. Odstraszyło mnie to, iż mimo że nie kopiowałam do FB żadnych adresów, wskazał mi mnóstwo znajomych z ostatnich 10 lat, nawet pośrednich bądź dosć odległych.
Teoretycznie nie powinien mnie w żaden sposób z nimi skojarzyć, a jednak. Myślę, że przez to iż znał mój adres mailowy i wystarczyło, że jedna czy dwie osoby wstawiły go do książki adresowej i powstał łańcuszek szczęścia.
Więc szybciutko zapomniałam FB-ukowe hasło i mam spokój, być może pozorny 😉 .
woda być może w butelce,
woda może być w szklance.
w ustach, w kanistrze, w fabryce,
w kranie, w pralce, zmywarce…
w płynie nie, bo forma skupienia
jest wiadomością sportową
lub
określeniem zbyt trudnym do zrozumienia
dlatego lepiej z głową
zamówić piwo 😎
Fomo, byla nawet taka reklama australijskiego piwa: ze woda szkodzi organizmowi. Latwo sie nie zatruc i wtedy nalezy sie odtruwac no, nie koniecznie grzybem hernacianym, ale tymze piwem.
Pozniej rozne spoil-sports-sour-grapes zaczely protestowac i reklama zniknela z ekranow tv..
Heleno, jak mówią podróżnicy, jesli jesteś gdzieś, gdzie nie masz zaufania do wody, lepiej pij piwo, fermentacja oczyszcza
Jasne, Helenko, to tylko taka ciekawostka.
Podejrzewam wszakoz, ze podroznicy maja raczej na mysli plyny butelkowane. Bardzo trudno jest z pomoca piwa czyscic zeby w zapzialym hoteliku, no staratsa nado…..
Kombucze mozna dostac wlasciwie w kazdym Wholefoods, i to od lat. Jest calkiem przyjemna w smaku, i trendy, choc ostatnio bardzo modny zrobil sie tez sok kokosowy (coconut water), bo okazalo sie, ze kokosy w ogole sa bardzo zdrowe. A przy tym przyjemne w smaku. Moi tesciowie, dla ktorych kokosy byly czescia tradycyjnej poludniowo-indyjskiej diety, zdazyli jeszcze powiedziec „a nie mowilam/em”. 😉
Na blog Sasiada nie zdazylam jeszcze zajrzec, bo ostatnio cierpie na to, ze wszystkie week-endy sa stanowczo za krotkie, ale z tego, co widzialam wczesniej, to wydaje mi sie, ze rozmowa tam to rodzaj walki gladiatorskiej, ze wszystkimi chwytami dozwolonymi i kazdym rodzajem uzbrojenia intelektualnego, nie mowiac juz o zlej woli, zlym wychowaniu, i narastajacej przewadze osob nawykowo piszacych po scianach. Dlatego wlasciwie trudno z czytania takich awantur wywnioskowac bardzo duzo. Lepiej sie jednak opierac na bardziej wyprobowanych metodach badania nastawien i postaw (co tez moze wyjsc nienajlepiej, ale w oparciu o bardziej solidne dane).
A tu ciekawy przyczynek o tym, jak z czasem jednak sie zmieniaja poglady i nastawienia na to, co dziala leczniczo a co nie. O Jonie Kabacie-Zinnie (i nie tylko o nim) pisalam tu juz pare lat temu, no i Guardian znowu z nas sciagnal. 😉 On tutaj jest postacia znana i szanowana, choc gdy zaczynal swoja dzialalnosc – jak pisze w swojej ostatniej ksiazce – jego promotor powiedzial mu, ze popelni naukowe samobojstwo. Na szczescie mial dosyc sily wewnetrznej, zeby plynac pod prad, i dosyc wiedzy, na czym polega metoda naukowa, zeby sie za szybko nie poddawac. No i milo, bo to jest jeden z local boys (Univ. of Massachusetts). 😉
http://www.guardian.co.uk/lifeandstyle/2013/apr/07/zen-buddhism-nhs
Oczywiscie, ze istnieja ksiazki na temat postaw nastawien, w tym nawet mojej wieloletniej przyaciolki, socjologa Heleny Datner, ktora porownuje i bada od parudziesieciu lat.
Jednak co innego czytac wykresy liczbowych zestawien, a co innego stanac oko w oko z zywa, surowa, naga nienawiscia, ignorancja i obluda wkladajaca maske cywilizowanego wywodu. Czy tak w;asnie wypowiadali sie ludzie z licznymi tytulami naukowymi zatrudnieni w Instytucie Higieny Rasowej powoloanym do zycia przez Hitlera?
Czasami mysle, ze jestem juz na to uodporniona, a czasami nie wychodzi mi wzruszanie ramionami i powiedzenie sobie: jestem daleko, co mnie to obchodzi.
Teraz mi wlasnie nie wychodzi. A jednoczesnie nie moge przemoc tej morbid fascination, ponurej ciekawosci aby nie podczytywac.
Teraz, po tym wywiadzie Jasiewicza wlasciwie nie ma takiej rzeczy, ktorej powiedziec nie mozna. To jest nowa jakosc w polskim duskursie. Nowe przepastne wyzyny, jakby powiedzial Zinowiew.
Czy pomysl aby wyskoczyc po papierosy jest OK? Pewnie natychmiast mi pomoze na dusze stargana? Cisnienie sie uspokoi?
Nie. 👿
Nieeee? 🙁 :ad: 🙁
Absolutnie, nie.
Heleno, zdecydowanie nie!
W karmniku, mimo późnej pory:
zięba, sikorki, szczygły, dzwońce, czyżyki,…
Jutro prawdopodobnie kończymy dokarmianie. Z tym, że wczoraj też tak mówiliśmy. Muszą ptaszynki sobie same radzić, już są w stanie.
A u Irka bociany chodzą po ulicach Lublina w poszukiwaniu pożywienia.
Zgadzam się, Heleno, pan Krzysztof Jasiewicz wspiął się na niewiarogodne dno, do którego wpuszcza wszystkie powiązane z nim instytucje. Gdybym był przypadkiem doktorem i do tego profesorem, zacząłbym się tego na zapas wstydzić.
Heleno, proszę, nie 🙂
Siódemeczko, mam bezsensownie zwyrodniałą wyobraźnię 🙁