Dobre wychowanie
Po Nowym Roku Bobik zawsze zaczynał czekać na wiosnę, więc trochę się zdziwił, ujrzawszy zamiast niej w drzwiach dawno niewidzianą Spanielkę. Był oczywiście zbyt dobrze wychowany, żeby demonstracyjnie okazać swój zawód, ba, nawet poczuł się nieco winny, że go odczuwa, zamerdał więc ogonem z niezwykłym zapałem i w lansadach poprowadził gościa do najwygodniejszego z foteli.
– No i co u ciebie dobrego? – zapytał niebacznie, już w momencie pytania wiedząc, że popełnił okropny błąd.
– Dobrego?! – chlipnęła Spanielka z wyrzutem. – Chyba sobie ze mnie kpisz. Łapę sobie skaleczyłam. Ulubioną miskę z chińskiej porcelany stłukłam. Opuścił mnie kolejny narzeczony. Akcje spadły. Zanieczyszczenie środowiska wzrosło. W polityce makabra. Prasa kłamie i tylko szuka sensacji. Mops to skończona świnia, choć Wyżeł chyba jeszcze gorszy. A mój katar wciąż nie przechodzi – dokończyła triumfalnie i głośno zadęła w chusteczkę.
Bobik z najwyższym trudem powstrzymał ziewanie. Słyszał to wszystko od Spanielki już tyle razy, że teraz najchętniej zmieniłby temat, albo ostentacyjnie zatkał uszy. Ale od tej chęci poczuł się jeszcze bardziej winny i szybko spróbował pokryć irytację zwiększoną uprzejmością.
– Coś ci podać? – zatroszczył się. – Pasztetówkę? Salceson? Mam też znakomitą kałużankę, roztopową, długo leżakowaną.
– Odrobina kałużanki może mi nie zaszkodzi – zgodziła się łaskawie Spanielka. – Z wędlinami muszę uważać, żołądek mam w strasznym stanie. A do tego jeszcze alergia…
Nalewając kałużankę Bobik z całych sił dusił skomplikowane, piętrowe przekleństwa, narastające mu w gardle. A w miarę ich narastania czuł się coraz bardziej zobowiązany do nadskakiwania gościowi. Posunął się nawet do współchlipnięć w co boleśniejszych momentach litanii żalów, która robiła się coraz barwniejsza, jak rozkładany z dumą pawi ogon.
– Dobry z ciebie piesek, Bobik – rozczuliła się w końcu Spanielka. – Inne psy jakoś tak szybko mnie zbywają, czasem nawet z warczeniem, a tutaj tak dobrze mi się siedzi. Właściwie dlaczego ja u ciebie tak rzadko bywam? Muszę zacząć odwiedzać cię regularnie.
– Baa… bardzo mi będzie przyjemnie – wykrztusił szczeniak, zastanawiając się, dlaczego nawet w tej chwili nie jest w stanie złapać Spanielki za kudły, potrząsnąć i wyjaśnić jej, dlaczego nigdzie nie jest chętnie widziana.
– Być może droga do piekła wcale nie jest wybrukowana dobrymi chęciami, tylko dobrym wychowaniem – mruknął sam do siebie, tak cichutko, żeby Spanielka broń Boże nie dosłyszała i szybko nalał do jej miski następną porcję znakomitej, roztopowej, długo leżakowanej kałużanki.

W związku ze zdjęciem z artykułu linkowanego przez Irka.
Nie niem, czy zauważyliście, że coraz częściej publikowane są i wykorzystywane w reklamach takie przerysowane, z czarnymi cieniami i bruzdami zdjęcia.
Jakiś owczy pęd fotograficznych srok. Wykorzystują technikę HDR dostępną w większości nowych aparatów.
To jest technika fotografii, która pozwala ustalić najlepszy obraz obiektu, a tu powszechnie służy do odpychającego przerysowania.
Zamówiłam sobie właśnie aparat, z taką opcją i bardzo liczę na wykorzystanie w trudnych warunkach.
Ciekawe, jak to działa.
Zmoro, te wszystkie rzeczy są bardzo proste, jeżeli je człowiek trochę pozna.
Kiedy chcę coś zrobić, a nie wiem jak, pytam Sierżanta i zawsze po przeczytaniu paru stron, co znajdę i wypróbuję. Dzisiaj te programy różniste dają wielkie możliwości, również takim mało znającym się ludziom, jak ja.
Dziękuję, Mar-Jo! 🙂 Sprawdzę jutro. Okazało się, że co najmniej od roku mam Almę dwa rzuty beretem od domu. 😯
Stopień kulawości ma istotne praktyczne znaczenie, Klakierze. Sprawdziłam. Upadek (tego nie sprawdzałam) z pierwszego piętra jest mniej ryzykowny, niż upadek z czwartego – rokowania są inne; choć i upadku z łóżka można nie przeżyć (mnie tylko pękł obojczyk).
Siódemeczko, juz kiedyś była taka moda artystyczna i fotografowie robili to światłem. Na zwykłej kliszy. Sama strzeliłam moim Zenitem fotkę mojej starej i pomarszczonej gospodyni w Karkonoszach, przy odpowiednim choć naturalnym (ostre słońce) świetle. Efekt był identyczny, a zdjątko zarębiste… Robiłam też wtedy portrety młodziutkiej dziewczynie na tle pnia jakiegoś szurpatego drzewa – różnica faktur wyszła olśniewająco (dziewczę miało buzię jak pupka niemowlaka, a kora jeszcze się uwydatniła).
Ach, fotografia, ileż daje możliwości!
Kiedy mnie filmowali koledzy, którzy mnie lubili, wychodziłam jak ta lala, dziesięć kilo mniejsza. A jak się trafił taki, co mnie nie znosił, to szkoda gadać.
Lubię ludzi i robię im ładne portrety.
Ale jakby mi kto moje zmarchy tak wyeksponował, to bym chyba zabiła.
A jakie piękne portrety wychodziły przez pończochę! Teraz są odpowiednie filtry, ale kiedyś poświęciłam ostatnią parę nowych czarnych rajstop (używanych kolega nie chciał, bo mówił, że mogą być jakieś zadry, artysta jeden). Filmowaliśmy młodego śpiewającego chłopaka. Wyszła nam bajka.
Kiedyś przy wywoływaniu czarno-białych zdjęć w ciemni było sporo możliwości, fakt.
Teraz, Nisiu, wygładza się Photoshopem, potrzeba, czy nie potrzeba.
W mojej windzie, podziurawiwszy wcześniej ściany jak sito, zawieszono reklamę ze zgrabną panią w wieku akuratnym.
Najzabawniejsze jest to, że komuś zabrakło wytrwałości, albo był już zmęczony pociągnięciami wygładzającego pędzla i pozostawił przy krawędziach ramion paski pierwotnego zdjęcia.
Wygląda to, jakby w tych miejscach ta pani zaczęła się psuć.
No dobra. Czy możecie mi uratować życie?
Jak nie, wystarczy powiedzieć, nie obrażę się. 😎
A co chcesz, żeby Ci uczynić, WW?
WW, zanim się obrazisz wlewam w Cię eliksir młodości 😈
Otóż potrzebuję gotowca, albo lepiej kilku do kompilacji, na temat Lotu nad kukułczym gniazdem. Przemyślenia, analizy, recenzje, co autor miał na myśli, wszystko i obojętnie co. Zostałem w to wrobiony, zanim się ogarnąłem przyszedł wirus, dopiero przed chwilą wylazłem z odwodnienia i wycieńczenia, nie mam czasu ani sił, sprawa robi się gardłowa. No nie jest dobrze. Gdybym miał gotowce, mógłbym genialnie zredagować, tyle jeszcze potrafię. Może ktoś ma w szufladzie, niekoniecznie swoje. No to jak, towarzysze? 😕
Eliksir jeszcze nikomu nie zaszkodził. Ja mogę być pierwszy. 😈
Własnych przemyśleń nie mam, ale rozejrzę się w sieci.
Dobrze by było, żeby parę rąk na pokład. 😉
Niestety nie mam żadnego gotowca na pożądany temat, ale na marginesie poszukiwań podrzucam znaleziony tekst historyczny o niedźwiedziach w Moskwie w XVIII wieku:
Еще Елизавета запретила москвичам держать домашних и дворовых медведей. Это косолапое цирковое животное неплохо поддавалось дрессировке. Медведи днем сидели на цепи, рычали на проходящих. Ночью их спускали погулять. Стаи бурых мишек разгуливали по Москве, буянили, решали свои свадебные проблемы, ломали ребра ночным зевакам. Самое интересное, что к утру каждый медведь возвращался восвояси. В родной двор. Преимущества медвежьей службы были таковы:
– медведь – зверь мощный, верный, породистый;
– кормить его можно с большой долей растительной пищи – малины, репы, капусты;
– пустого собачьего брёха от него не услышишь, – зря не разбудит;
– если кого нужно по-тихому завалить, – заманывай в медвежий угол, и – ах! – нетрезвый гость нечаянно попал под дичь;
– перед иностранцами не стыдно: что их неаполитанские мастины? Что их баскервильские подвывалы?
WW, skoro piszesz to wyszedłeś z odwodnienia 😉
No pech, Wodzu. 🙁 Własne przemyślenia na pewno miałam – świeżo po obejrzeniu, kilkanaście lat temu. Chyba musiałam mieć? 😳 Nic nie pamiętam, ale to zapewne mała strata. 😛 W tych paru „filmowych” pozycjach książkowych, które mam na półce, o tym akurat filmie nie ma ani słowa.
Może być o książce, niekoniecznie o filmie. 😉
Z książką byłoby jeszcze gorzej. 😳 Tu jest o filmie. http://www.reelviews.net/php_review_template.php?identifier=1383
http://voices.yahoo.com/book-review-one-flew-over-cuckoos-nest-112134.html Sierżant znajduje trochę tekstów po angielsku, jak mu się wrzuci tytuł + book review.
Wodzu!
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/48064/lot-nad-kukulczym-gniazdem
Główna recenzja taka sobie, da się coś wybrać z postów. Cdn. za chwilę.
Łączę się w bólu, też zawirusowana i letko odwodniona
http://www.literatura.gildia.pl/tworcy/ken_kesey/lot_nad_kukulczym_gniazdem/recenzja
Straszne to, co robię, ale trudno, czego się nie robi dla Wodza – Wielkiego!
Ad konia i Wajdy: to nie chodziło o „Popioły”, lecz o „Lotną”. Tam – według grona moich znajomych filmowców doszło do zabicia tej pięknej tytułowej klaczy, bo podobno reżyser miał jakieś szalone wymagania.
No, zwierzęta w filmie to temat do napisania jakiejś horror książki.
WW, z pewnością znajdziesz jakąś ściągę w anglojęzycznych wikipediach o Locie. Nawiasem mówiąc, co za idiotyczny tytuł po polsku, bo przetłumaczony dosłownie – coockoo’s nest to przecież tyle, co wariatkowo, psychiatryk. Tera mi się przypomniało, że któryś z moich młodych znajomych pisał pracę magisterską o O’Caseyu – ale kto?
Czekolada Lindta z dodatkiem wasabi to wielka ściema. Kupiłam raz i więcej nie dam się nabrać. Za slodka, prawie mleczna w smaku, a wasabi w niej tyle, co kot napłakał, w ogóle nie potrząsa. Natomiast super jest ogólnie dostępna musztarda z wasabi. Chyba żeby tę musztardę grubo rozsmarować na czekoladzie, wtedy byłoby coś ciekawskiego.
WW, może by w tej kompilacji uwzględnić i głosy ze wschodu? 😎 http://www.proza.ru/2009/05/13/659
O to, to. Ta musztarda na czekoladzie nęci mnie okrutnie 😉 .
Sporo analiz jest na angielskich stronach Google
Coś sknociłam.
Nie Kumo, jest w Popiołach scena, kiedy koń spada ze skapy i wszystkie wpisy w Internecie tego dotyczą.
Tu są angielskie analizy:
https://www.google.com/search?source=ig&rlz=1G1GGLQ_PLPL273&q=Analysis+One+Flew+Over+the+Cuckoo%27s+Nest+Ken+Kesey&oq=&gs_l=
Dobra, wiem o co chodzi z tym guglem. 🙂
Kumo,
polski tytuł jest przekładem fragmentu dziecięcej rymowanki, o trzech gęsiach, jeśli dobrze pamiętam i one sobie pofrunęły: One flew east/One flew West/One flew over the coocko’s nest. Kesey umieścił ten wierszyk jako motto. Gra słów w kontekście treści książki, zawsze ciężki orzech do zgryzienia 🙂
I w tej biblionetce jest dużo recenzji dot. połączonych zagadnień, filmu, książki, sztuki.
http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=20
Mogę Ci podesłać mailem książkę. 🙂
Wodzu, myślę, że z tej Biblionetki da się nakompilować. 🙂
Dzięki za starania. Jeszcze nie jestem uratowany, muszę jakoś to posklejać z sensem, ale już natchnęło mnie pierwszym akapitem. 🙂
Problem ze mną jest taki, że zwykle po przeczytaniu kilkunastu gotowców rzucam nimi o ścianę, bo to jacyś debile pisali, i piszę po swojemu. 😉
Tym razem nie mam na to czasu.
Książkę to kiedyś czytałem i wystarczy. 🙂
To WW chory czy zagoniony 🙄
Wystarczy, żeby zauważyć nieprzystawalność wszystkich totalitarno-dramatycznych interpretacji filmu do pomysłu autora. To chciałem powiedzieć. Odwodniony jestem. 😎
Drugie się wzięło z pierwszego, Irku.
Scena w Lotnej, to był wypadek, jeden z koni nadział się na lancę podczas kręcenia filmu.
Internet się trzęsie od komentarzy na temat Popiołów, że Wajda zrzucił konia ze skały, żeby mieć dramatyczną scenę.
Wygląda na to, że filmy robione prymitywnymi metodami, są bardziej realistyczne niż najlepsze symulacje komputerowe.
Scena zresztą jest bardzo poruszająca, to fakt.
A teraz mają tyle ofert edukacyjnych dla młodzieży, że prawdopodobnie jeszcze na łożu śmierci będę musiał pomagać odrabiać lekcje. 😈
Wprawdzie nie kojarzę sceny z Popiołów i nawet się tego nie wstydzę, jednak pamiętam z poprzedniego życia, że naturalne dramatyczne sceny wychodzą w kinie bardzo kiepsko i takich rzeczy się po prostu nie robi, bo nie ma to sensu. Niezależnie od opinii całego internetu.
To co, Wodzu, mam szukać jeszcze po germańsku, czy chwatit tych języków, co dotychczas? 😎
Z opisu książki: 😀
McMurphy, szuler, dziwkarz i zabijaka, udaje wariata, żeby się wykpić od odsiadywania wyroku. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym jawi mu się jako dobry żart do chwili, kiedy się dowiaduje, że nie odzyska wolności, dopóki nie uznają go za „wyleczonego”. Decyzja należy do Wielkiej Oddziałowej, z pozoru uosobienia słodyczy i dobroci, w rzeczywistości sadystki znęcającej się nad pacjentami. McMurphy, który dotąd buntował przeciwko niej chorych, nagle zaczyna rozumieć, że musi ukorzyć się przed nią, jeśli chce opuścić szpital. Ale czy gotów jest dać się pokonać bezdusznemu Kombinatowi, który złamał tyle istnień ludzkich?
Jasne, można interpretować różniście, nie wiem, jaka Tobie pasuje?
Im więcej gotowców do ciskania o ścianę, tym lepiej, Bobiku. Tak myślę 😎
Jako okazjonalny tłumacz, głównie poezji, dobrze wiem, jak trudno znaleźć odpowiednik idiomu. Ale z tą dziecięcą rymowanką, której nie znałam, jest tak, że ona nic nie mówi widzowi filmu, a sam idiom jest bardzo rozpowszechniony w angielskim, choć pewnie teraz już trochę wyszedł z użycia, więc wszyscy od razu wiedzieli, o co chodzi.
Film oglądałam zaraz po jego premierze, w Nowym Jorku. Najpierw odstałam się w kilometrowej kolejce na mrozie. Pamiętam wzburzenie na sali w trakcie projekcji – ludzie zrywali się z krzeseł i dopingowali w ucieczce Indianina. Na koniec, po dłuższej ciszy, gwizdy, tupanie nogami, nastrój niemal rewolty.
A ja ciągle upieram się przy śmierci na planie Lotnej, co nie znaczy, że w „Popiołach”, jak to u Wajdy, też nie było drastycznej końskiej sceny. Przyznam, że mogę spokojnie patrzeć na filmowe zabójstwa ludzi (przywykłam, rewolwer jest przecież niezbędnym rekwizytem większości produkcji hollywoodzkich), to zamykam oczy, kiedy w filmie mordują zwierzę. Bo obawiam się, że wiele z nich szlachtuje się bez ceregieli dla potrzeb „Sztuki”.
Przecież piszę, że zginął w Lotnej koń w wyniku wypadku podczas kręcenia filmu – nadział się na lancę. 🙂
Dobrze mieć dużo gotowców, iś po germańsku całkiem szpreche niśt jednakowoż.
przerabianie gotowców męczy bardziej niż zrobienie własnego 🙄
sucho i zimno 🙂
normalna styczniowa sobota 😀
bywa
Ale czytasz biegle, gadać nic nie musisz przy tym 😉
WW do filmu mam gotowca 8)
http://api.ning.com/files/oGupM7XRj6WRa5vxwgmNfz0w9N0Gc0tAE7oalyYOrwgTntxvI*Q1KUj-aF0-yoRip9joaWrCgISap*MiGvPeTI801M*7*udR/viktorhertzpictogram7.jpg
moze to wejdzie 😀
http://www.mymodernmet.com/profiles/blogs/pictogram-movie-posters-12
pokrec obrazkami w dol
Nieniemieckojęzycznych gotowców nie mam co dokładać, bo już ich dosyć jest. 🙄
Gdyby się przydało trochę konkretu zamiast blablania, to w niemieckiej Wiki są wyliczone najważniejsze różnice między książką a filmem. Streszczenie filmu właściwie też jest niezłe, bez nadmiernych zawijasów ideolo, czyli nadaje się do wykorzystania żywcem. Mogę na szybkiego przetłumaczyć.
Nacht tu
Różnice by się zdały. Jeśli to nie kłopot. 😳
Foma zna ten ból, widzę. 🙂
A kto tego bólu nie zna? 😆
Zaraz te różnice trzasnę, ale chyba nie ma co ich wrzucać na blog. Mailem wyślę.
foma zna ból kompilacji fragmentów, które każdy po swojemu, a każde z innej bajki ;/ zaś za całość odpowiada foma… ://
Bóg/bogini zapłać za wszystko. Idę trochę powypoczywać, i tak dzisiaj już nic nie zrobię, słaby jestem.
Postaram się trochę zebrać różnic.
Różnice już Wodzowi posłałem, Siódemeczko. 🙂
A czekolada z wasabi i tak jest świetna, choćby nie wiem kto nie wiem co innego twierdził. 😈
Jeszcze a propos kompilacji: to wcale nie jest taka zła metoda (zwłaszcza kiedy trzeba coś spłodzić szybko), żeby najpierw zebrać trochę głupot, które popisali inni, zdenerwować się i zacząć pisać w opozycji do tego wszystkiego. W…wienie potrafi dać niezłego kopa i uruchomić kreatywność znacznie szybciej niż obojętny research. 😈
Dobrze, Bobiku, bo mnie to czytanie w necie, tylko o ból głowy przyprawiło. Matko!
Mt7, myślę, że my też już powinnyśmy iść spać. 😉 Mam nadzieję, że i Helena śpi, ukołysana obietnicą melatoniny. Dobranoc. 🙂
No dobrze, wycięłam ten fragment z upadkiem konia w Popiołach.
Scena jest dobrze zrobiona, ale zupełnie marginalna.
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/Filmy?authkey=Gv1sRgCJLk47b858KQiAE#5832727053079577586
O wiele większe wrażenie, jeżeli chodzi o zwierzęta, robią sceny batalistyczne, gdzie te konie w tłoku i wybuchach pędzą stłoczone, przewracając się co chwila w dramatycznych pozach i okolicznościach.
Z tego, co wiem, śmiertelną ofiarą tego filmu był Adam Królikiewicz, major kawalerii, zatrudniony jako konsultant.
Zmarł wskutek obrażeń odniesionych po upadku z konia na planie filmu, uparł się, że będzie brał udział w nakręcanej scenie ataku. Koń na nierównym terenie potknął się, a major spadając połamał sobie kręgosłup.
🙁
👿 👿 👿
bycze sie przy sniadaniu 🙂
leniwie zawalilem stol jedzeniem
niedziela…………
mroz zostal
sucho
mozna przez Tereny Zielone brykac 🙂
brykam fikam
Heleno, Kocie (tu mordki wspolczucia i troski)
niestety jako „zaraz zasypiam” i „spie gdziekolwiek” nie mam
typow na spanie 😥 jeden z pamieci wlasnie-termofor w
nogach pod przykryciem
brykam
ozzy pytal; „(…) przecztalem tekst Katarzyny Weintraub i ciekaw w jakiej relacji byl Wiktor Weintraub znany mi z “Wiadomosci” i “Kultury”
Kasia odpowiada: W zadnej, to nie moj krewny.
pozdrowienia w kierunku Uppsala
Dzień dobry,
skoro Helena nie śpi nocami, to może pisałaby wspomnienia w odcinkach?
dla frakcji:
„Manchmal verreist der ganze „Treffpunkt“, dann mieten die Sozialarbeiter einen Bus. Einmal ging es nach Berlin, da besichtigten sie die Villa, wo die „Wannsee-Konferenz“ 1942 zur Detailplanung der „Endlösung der Judenfrage“ getagt hatte. Als die Reisegesellschaft längst wieder eingestiegen war, wartete man auf eine Caféseniorin – sie musste in der Villa noch auf die Toilette. Zurück im Bus, meinte sie: „Es war mir ein Vergnügen, hier zu scheißen.”“
reszta: http://www.faz.net/aktuell/holocaust-ueberlebende-man-spricht-deutsch-12015272.html
tluste-ja
Dzień dobry 🙂
Ideę pisania przez Helenę w bezsenne noce wspomnień poparłbym entuzjastycznie i z całej duszy, gdyby nie gniotło mnie zmartwienie o szkody zdrowotne i samopoczuciowe spowodowane takim upartym niespaniem. 🙁 Wzniosę zatem inne hasło i mam nadzieję, że wyrwie się ono również z ogólnoblogowej piersi, wywierając presję nie do odparcia.
HELENO – MARSZ DO LEKARZA ❗
BIEEEEGIEM MARSZ 😉
Heleno, nie daj się zagonić do lekarza.
Przestań urządzać to… tentego… mieszkanie, a zaczniesz sypiać jak noworodek.
Nie przeszkodzi nam tu żadna klaka wraża,
my Helenę zagonimy do lekarza! 😈
A lekarz powie:
Nie da się dalej żyć w takim stanie
Proszę przestać urządzać mieszkanie
Myślę, że jednakowoż Klakier ma sporo racji.
Tzn mam taką nadzieję, że bezsenność Heleny związana jest z niepokojami tworcy, jak jego dzieło zostanie odebrane przez mocodawcę. A tym wypadku jest o tyle bardziej zrozumiałe, że dzieło będzie odbierane przez PO mocodawcy, który niekoniecznie jest wciągnięty w proces tworzenia i jego akceptacji, a przekaże swoje bezpośrednie wrażenia mocodowcy.
Dlatego w dalszym ciągu uważam, że przywitanie dziewczątek półlitrem jest jak najbardziej wskazane. Wtedy mamy zagwarantowany komentarz ” mamusiu, mieszkanko jest ślyyyyyyczne”. 🙂 .
A tak biedna Helena będzie cierpiała katusze, dopóki mocodawczyni sama organoleptycznie nie przekona się o doskonałości kreacji.
I to jest najlepsze wyjście, ściągnąć jak najszybciej mocodawczynię, bo towar macany należy do macanta 🙂 .
Jakoś nie jestem przekonany, że samo urządzanie mieszkania może mieć aż tak dramatyczne skutki, ale nie będę tu robić rozbioru Heleńskiej duszy, a ciała tym bardziej. 😈 Uprę się tylko, że przy tak już dużym rozregulowaniu lekarz nie zaszkodzi i biegiem marsz! 😎
Jakie by nie były powody bezsenności Heleny, to trwa już ona niebezpiecznie długo i do lekarza iść trzeba. Sama Helena pisała, że pójdzie do swojego ulubionego doktora, tego od zdejmowania butów – i co? A jeśli to milionerskie mieszkanie jest główną przyczyną bezsenności, to mam rozwiązanie: jak się milionerszy nie spodoba, to niech mi je odda w prezencie. Zamiast tego domu z winnicą, którego nikt mi nie chciał, chlip, podarować. 😥 A ja obiecuję nie wychodzić z zachwytu. 😛 Marsz do lekarza, Heleno! I na badania. Bezsenność fatalnie wpływa na urodę!
Samo urządzanie pewnie nie.
Jednakże nie sposób nie zgodzić się z Tobą Bobiku, że w sprawie Heleny konieczna jest interwencja sił międzynarodowych.
Adam Hofman po raz pierwszy w życiu pozytywnie mnie zaskoczył, publicznie popierając WOŚP, ale na szczęście nie cała prawica się na to zdobyła, bo mógłbym wpaść w niebezpieczny dysonans poznawczy. Poseł Girzyński na przykład nie zawiódł: Wspieram inne akcje. A ta jest podparta absolutnie lewicową ideologią, zwłaszcza po ostatnich wypowiedziach pana Owsiaka, który wpisał się w kulturę śmierci i wspieranie eutanazji Ja lewactwa nigdy nie popierałem w żadnej postaci, na WOŚP nie dawałem.
Trzeba natychmiast zmienić definicję filantropii w leksykonach i nareszcie jasno napisać, że jest to lewactwo i kultura śmierci. 🙄
Dzień dobry z powrotem z Warszawy 🙂
Mam nadzieję, że Bobik odczuwał wszystkie pozytywne myśli, które posyłałam mu z bliska 🙂 Myślałam intensywnie zwłaszcza zwiedzając piękną wystawę Paula Klee. A także dziś na lotnisku – stwierdziłam, że po raz pierwszy wylatuję z D-dorfu nieodprowadzana przez Bobika z rodzicami 🙁 Ale i tak tym razem mało by to było możliwe, tak z samego rana.
Dzień dobry.
Rzut beretem ode mnie kończy się Polska, bardzo wyraźnie:
http://bi.gazeta.pl/im/d9/42/c9/z13189849Q.jpg
Pewnie, że odczuwałem, Pani Kierowniczko. 😀 Tak się od tych myśli dofluidyzowałem, że wczoraj, wbrew oczekiwaniom, nawet na mały spacerek udało mi się wybrać. Ale do D-dorfu jeszcze bym nie zalazł. 🙄
Paula Klee pewnie większość już widziałem, bo oni w stałej ekspozycji co jakiś czas podmieniają eksponaty i można się załapać raz na to, raz na to. I na zbiorczej wystawie też kiedyś byłem. Ale nie mówię, że bym chętnie nie zobaczył jeszcze raz wszystkiego w kupie. 😉
Skończyła się zabawa, zaczęły się scho… sorry, skończyła się Polska, zaczął się asfalt? 😯
Po polskiej stronie też jest asfalt. Nieodśnieżany. 🙂
Polska strona ładniejsza – naturalna taka. 😉
Hej! 🙂
Zgadzam się, że Helena powinna poszukać pomocy u lekarza w sprawie bezsenności.
Sama jestem sceptycznie nastawiona do lekarskich umiejętności, ale przecież korzystam, więc Helenkę też bardzo zachęcam. Nie zaszkodzi, a może pomóc.
A w Szwecji w ogóle nie sprzątają śniegu i dobrze. 😀
Nie dajcie się zwieść zasłonie śnieżnej! Wiosna idzie. Odczuwam nieodpartą potrzebę sprzątania, wietrzenia szaf oraz przemeblowywania. Tylko jak ja sobie poradzę bez Heleny? 🙁 Dopadł mnie ten wiosenny przymus w zupełnie niewłaściwym momencie – o 16.30 chór moich przyjaciół daje koncert kolęd. Lecę. 🙂
Robert Lowell
Sypialnia ojca
W sypialni mego Ojca:
na kapie łóżka niebieskie nitki
cienkie jak napis piórem,
niebieskie kropki na zasłonach,
niebieskie kimono, chińskie sandały
z niebieskimi pluszowymi paskami.
Podłoga z szerokich desek
schludna, jakby glansowana.
Lampa nocna – przezroczyste szkło
z białym zdobnym abażurem –
podniesiona o parę cali,
bo stojąca na drugim tomie
Widoków nieznanej Japonii,
autor – Lafcadio Hearn.
Spaczona oliwkowa okładka
poryta jak skóra nosorożca.
Na stronie tytułowej napis:
„Robbiemu od Matki”.
Wiele lat później tą samą ręką:
„Ta książka została uszkodzona
na rzece Jang-cy, w Chinach,
gdy zostawiono ją pod otwartym
lukiem w czasie burzy”.
przełożył Bolesław Tabors
ladny snieg macie Mar-Jo 🙂
dostalem poczta 🙂 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=NhDYqtKckoM
moze juz znacie
🙂
„Matce Bożej w Jarosławiu spadła korona. Przeor: to znak, Maryja chce nową. Ludzie niosą złoto”.
Bezsenność… troche to problematyczne..
A może nie chce żadnej? Może tę, co spadła, chce oddać na aukcję WOŚP? To wytłumaczenie wydaje mi się dużo bardziej prawdopodobne.
Czekolada z wasabi naprawdę niezła – czekolada na języku, wasabi w przełyku – zmysłowe fiku-miku. 😉 Gdyby tę czekoladę zetrzeć i posypać nią smażone banany, to jaki powinien być smak lodów?
Zaczęło się niewinnie.
Rysio zapodał wiersz o ojcu, matce i książce na łóżku.
A ja zaczęłam szukać Widoków nieznanej Japonii i ugrzęzłam. 🙂
Przychylam się do zdania Agi.
W sprawie korony czy w sprawie wasabi? 🙂
Bo ja się nie znam na wasabi, a starą koronę mogę wziąć, jakby miała tak leżeć.
Wodzu, jak tam studia nad literaturą? 😉
[zdegustowana, warczącą i nieprzyjazna światu morda]
Pan doktór może dostać za tydzień, tyle dobrego. 😈
Widmo krąży po Europie – widmo Owsiaka. 😯 Jerzy Owsiak jest tym bardziej niebezpieczny, im więcej realnego dobra przynosi jego akcja rzecze Terlik Z Betonu. Czyli już nie im gorzej tym lepiej, a im lepiej tym gorzej, cokolwiek miałoby to oznaczać.
Co się dziwić, że w tak skomplikowanej sytuacji poznawczej nawet Matka Boska głupieje i chce oddać Owsiakowi koronę? 🙄
Swoją drogą, jak by dała Wodzowi, Terlik pewnie też by się czepił. Te typy tak mają. 😎
Terlik tylko w jednej sytuacji by nie dyskutował – gdyby Matka Boska zeszła z obrazu, dała mu koronę i wyciągnąwszy dłoń po jego ciężkie publicystyczne pióro, rzekła: „daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj”. Po czym kazałaby mu zasiąść w świętym obrazie i przyjmować hołdy.
E, to musiałby zejść ktoś z męskiej obsady Trójcy Św, żeby Terlik odstąpił mu tak odpowiedzialne zadanie, jak publicystyczne zbawianie świata. Kobiety się do tego nie nadają. I to jeszcze takie kobiety, co mają tylko jedno dziecko. Diabli wiedzą, czy antykoncepcji nie stosowały, albo co. 🙄
A ja dzisiaj widziałem, jak PK po ciemku czyta.
Ładnie to tak skarżyć, Klakierze? 🙄
To nie skarga, to wydarzenie.
A co czytała, jak już i tak się sypnęło? 🙂
Program.
Łał, że się tak elokwentnie wyrażę. To rzeczywiście wydarzenie 😆
Bezpieczniej w każdym razie czytać niż kupować w ciemno. 😎
Jak już się siedzi z programem i zgasili światło, to chyba za późno na bezpieczne zakupy? 😕
Tajniaczy się taki, a potem donosi 😈
O przepraszam bardzo.
Wcale Pani Kierowniczki nie widziałem przy świetle, choć się rozglądałem.
Ale jak już na scenie przestało się cokolwiek dziać, to zacząłem się rozglądać po publiczności. Pośród nieruchomych wytrzeszczów, w 7-8 rzędzie parteru dostrzegłem jakiś zalążki życia.
To właśnie była Pani.
Najgorsze, że po tych różnych filharmoniach może być więcej takich, co Kierownictwo śledzą. Czasem na widowni to po prostu na tajniaka tajniak mruga… 😈
Oj mruga, mruga. Jak iskiereczka z popielnika. „Ooo, czyta! Po ciemku czyta!” A Kierowniczka przecież musi sobie przypomnieć, czego to dziś przyszła posłuchać, bo przecież na miejscu Kierowniczki każdemu by już dawno temu zakręciło się w głowie 🙄
A jak o czytaniu mowa, to odkryłam publiczną domenę darmowych książek, które można pobrać, ło tu:
http://www.feedbooks.com/publicdomain
No doobra, niech już będzie: sprawdzałam obsadę 😉
Zresztą w drugiej części usiadłam w innym miejscu.
A ludziska śledzą, bo ci, co siedzieli za mną, złapali mnie później: to pani jest, bo myśleliśmy, że pani już poszła pracować 😆
Na taki absurdalny pomysł, że Kierowniczka mogłaby pójść odpocząć, nawet najbardziej odjechany tajniak by nie śmiał wpaść. 😈
Pani Kierowniczka odpoczywa po drodze z pracy do pracy.
Dzień dobry 🙂
Herbata. Tajniacy śpią , więc można pić po ciemku
Guten Morgen! Good morning! 🙂
Guten Morgen, Mordko! 🙂
Nie chcem, ale muszem (się pakować).
Dzien Dobry Wielkie Bardzo 🙂 🙂
herbata
szeleszcze
brykam
fikam
bez pakowania 🙄 w Tereny Zielone do S-Bahn
brykam fikam
vesper „A Kierowniczka przecież musi sobie przypomnieć, czego to dziś przyszła posłuchać, bo przecież na miejscu Kierowniczki każdemu by już dawno temu zakręciło się w głowie (…)”
podobno (chodza takie pogloski) nim spac pojdzie to na stole zostawia kartke z tekstem: Nazywam sie Pani Kierowniczka, a
dzisiaj spie tutaj, w miescie X
ale tylko podobno 8) 8) 8)
🙂 🙂
pstryk
Oj, Rysiu, bo odpstryknę 😆
Odespana z pomoca szesciu mg przestarzalej melatoniny cale piec godzin, jestem gotowa wyruszyc w teren (Richmond) na powitanie corki Klientki wraz z osobami towarzyszacym oraz dostawy zeliwnego piecyka.
Moglam wreszcie z zainteresowaniem nadrobic lektury tego czym zyla w miedzyczasie Ojczyzna nr 2. Fajny jest Terlik, fajna jest Matka Boza, ktora domaga sie dwu nowych koron ze szczerego zlota zamiast dotychczasowych mosieznych, albowiem „oczekuje nowych koron, ale nie w charakterze ozdób, tylko jako wynagrodzenie za wszystkie grzechy i zło”.
Pod tym wzgledem Matka Boza bardzo mi przypomina senatora Romaszewskiego ktory tez zazadal od swych wyborcow zlota w charaterze zadoscuczunienia za krzywdy doznane od komuny, ktora pomagal obalac wbrew woli tejze komuny.
Fajny Terlik, fajna Matka Boza, fajny senator Romaszewski, tylko Owsiak nie jest fajny, bo nie zbiera na siebie, ani na Terlika, ani na Matke Boza, ani na senatora Romaszewskiego.
Fajny jest tez moj kolega po fachu, dziennikarz-teatrolog C. Gmyz, ktory bije na alarm, ze POlska kultra znalazla sie w szponach michnikowszczyzny, bo zaden teatr nie wystawia Wesela. Ja myslalam, ze w szponach michnikowszczyzny to Polska jest od ponad dwdziestu lat, z krotka przerwa na szpony kaczyzmu-ziobryzmu.
Dzień dobry 🙂
Obawiam się, że zasłużonemu redaktorowi coś się tym razem pogmyziało :-(. Ojczyzna ginie, rząd mamy najgorszy od tysiącleci, kultura śmierci podstępnie wkrada się w bastiony, a teatr miałby sugerować, że wszystko jest w porzo i ludzie powinni się weselić? 😯 Toż to by dopiero była woda na młyn i szpony do kwadratu!
Dopóki michnikowszczyzna nie wyda ostatniego tchnienia, przyzwoitość nakazuje powstrzymanie się przed wystawianiem jakichkolwiek wesołych kawałków. Należy natomiast wywierać stały nacisk na peło i spółkę poprzez uporczywe wystawianie Dziadów. Niech widzą, do czego doprowadzili. 👿
Heleno, może z tą melatoniną jest tak, jak z artykułami spożywczymi w linku od Moniki? Starzeje się tylko data ważności, a nie sama melatonina. 😉
Pani Kierowniczko 🙂 😀
dla frakcji
http://www.tagesspiegel.de/images/herrenausverkauf/7624592/2-format35.jpg
Berlin, to jest Berlin wlasnie 🙂 🙂 🙂
Nie, Bobik. Ja juz gdzies czytalam, ze ona ma krotki okres waznosci i sie utlenia po otwarciu. Co sie zgadza z moim doswiadczeniem. Normalnie wystarcza mi 2-4 mg. W tej chwili musze brac cala garsc (moje sa po 1 mg) i tez slabo dziala.
Wczoraj o 11 wieczor pozaslanialam wszystko tak, ze nawet najmniejszy promyczek swiatla latarni (licznych przed moja sypialnia) sie nie przedostawal. I udalo sie zasnac po godzinie. Pobudka nastapila o piatej rano, nie najgorzej jednak. Czuje sie prawie wyspana.
Sen też ma krótki okres ważności… 🙁
I jętka jednodniówka też… 🙁
A co gorsza, nie można się wyspać na zapas 🙁
Ale na szczęście mamy też produkty o niezwykle długiej dacie ważności, jak wieczne pióro, wieczne niedoczekanie i wieczne odpoczywanie. 😎
Tym razem szczeknięcie bez żadnych podśmiechiwanek. Zastrzeżenia do WOŚP przychodzą czasem również z „nieprawej” strony i nawet bywa, że coś w nich jest – np. że to znowu promowanie akcyjności i zrywu zamiast pracy organicznej, że to podbijanie sobie bębenka („ale fajni jesteśmy”), albo że kiczowatość emocjonalna (na blogu Hartmana). Można i tak to widzieć, a jednak, a jednak… Nawet pojedynczy zryw wydaje mi się lepszy niż nic. Może bez tego impulsu, który daje Owsiak, nawet raz w roku nie spróbowalibyśmy tak powszechnie być fajni, solidarni i myślący nie tylko o sobie. Może powoli zaczęlibyśmy zapominać, czym są właściwie więzi społeczne. Dobrze, że ktoś o tym regularnie przypomina. Nawet jak to jest kicz emocjonalny, to ja się go w ogóle nie wstydzę. 🙂
Więc niniejszym bardzo wielkie szapo dla Owsiaka. I oby mu się jeszcze długo chciało chcieć. 🙂
Rysiu, 🙂 , 🙂 .
Te Einzeilteile moje szczególne zainteresowanie wzbudziły 😉 .
Ja bylam nawet bardzo zniesmaczona wpisem Hartmana (nie po raz pierwszy) o emocjonalnym kiczu. Emocjom jest bardzo latwo zarzucic kiczowatosc. Wlascwie kazde „dobre” emocje moga byc podejrzane o kiczowatosc. A juz szczegolnie nie lubie etykietek z pozycji intelektualisty spogladajacego w dol na lud. Latwiej sie z tych emocji wysmiewac niz samemu podjac jakies pozytywne dzialania. Ja wole zeby ktos robil cos dobrego dla innyvh raz do roku, niz nie robil wcale. Kazda dobroczynnosc mozna wysmiac jak sie dobrze przylozyc. Cheap and nasty.
Bobiku, dodałabym do krótkiej listy: księgi wieczyste i nocne tańce Wieczystego.
Dla Owsiaka absolutne szapo.
Może ktoś dobry odgoni mnie od komputera? Jeszcze nie zaczęłam pakowania.
Hartman to niezwykle zdolny człowiek, już zaledwie trzyletnim brzdącem bedąc mówił, że zostanie filozofem – i jak widać słowa dotrzymał. Nie mniej jak był za młodu, tak pozostał dzisiaj filozofem bardzo zarozumiałym, co niestety odczuwalne bywa w jego publicystyce. Metoda wkładania kija w mrowisko sprawdza się czasem jako metoda badawcza, rzadziej jako metoda udowadniania ryzykownych tez.
Mimo że nie podzielam często sposobu jego argumentacji, to zgadzam się z tezami tak mało apetycznie stawianymi.
Oczywiście, że nie zawsze i wszędzie, ale z większością – tak.
Nie za wielu mamy publicystów na wysokim poziomie, dlatego doceniam obecność jego w przestrzeni publicznej.
Czytać warto.
Heleno, trzymam kciuki z calej siły za dzisiejszą premierę.
Zdaj relację, proszę, z reakcji emisariuszek zlecedoniawczyni 😉 .
Czy mogłabym prosić o przyznanie mi na dziś statusu Spanielki? Jakiś wirus rzucił mi się na spojówki (Zośka przywlekła z basenu chyba, bo kilka dni temu miała to samo), ledwo widzę, a mam przed sobą sporo terminowej papierkowo-mailowej pracy. Czuję się bardzo nieszczęśliwa 🙁
Czytac z pewnoscia warto i osoboscie nie mam nic przeciwko wkladaniu kija w mrowisko. Ale bardzo czesto nie odpowiada mi sposb wkladania tego kija i nie zawsze ten kij jest potrzebny. Nie uwazam Hartmana za dobrego publicyste. Nie chodzi mi o jego poglady, ale o sposob ich wyrazania.
O, ale mi wyszła mimowolna krzyżówka zlecenia+donacja 😉 .
Moge Ci na krotko porzyczyc moja wlasna legitymacje Spanielki. Ale zwroc szybko prosze, Vesper.
Za prapremierę milionerskiego apartementu by Helenka oczywiście również trzymam kciuki.
PoRZyczyc? 😳
PoZyczyc? 😳
Dziękuję, Heleno. Jak zwrócę jutro, będzie ok? Po wizycie u okulisty.
Nie przejmuj się, gdybyś sama nie pokazała palcem, nikt by nie zwrócił uwagi 😉
Do jutra OK.
Pełna zgoda Heleno, nie jest publicystą dobrym właśnie przez nieumiejętne używanie kija i sposoby argumentacji, ale przełamuje czasem tabu i zdarza mu sie to robić mądrze i odważnie. Jest uważnym obserwatorem, zwraca uwagę na ważne zjawiska w życiu społecznym, pomijane przez innych.
Pamiętam jego mądre teksty o pozycji KK w Polsce i wypaczeniach w aparacie sprawiedliwości. I za to go cenię.
Prosta zasada do zapamiętania: jedynym polskim czasownikiem na rzy jest rzygać, wszystkie inne są na ży. 😆
A poza tym fakt, gdyby Helena nie pokazała palcem, to ja bym poprawił i nikt by nie zauważył. 😈
Dla ułatwienia życia Vesper i reszcie mogę wystawić jedną przechodnią legitymację Spanielki, którą będzie się przekazywać stosownie do potrzeb. Trzeba będzie tylko zawsze pamiętać, kto ją miał ostatni. 🙂
Z wyjątkiem wyjątków, że mimochodem rzucę 😉
Chyba się nie oprę nagłej chęci zanalizowania Hartmana. 😉 Jego problemem jest coś, co nazwałbym „publicystycznym pęknięciem”. Połowa jego piszącej duszy jest poważno-profesorska, a druga połowa swawolno-prowokacyjna. To rozdwojone funkcjonowanie w publicystycznej przestrzeni jest bardzo trudne, bo zawsze w jakiś sposób nie spełnia się oczekiwań, albo wychodzi poza ramy tego, co czytelnicy uważają za dopuszczalne.
Gdyby Hartman występował wyłącznie jako swawolny Dyzio, pewnie wiele rzeczy uchodziłoby mu na zasadzie „och, wszyscy wiemy, jaki on jest”. Pewnie też czytaliby go tylko ci, którym taka postawa i stylistyka pasuje a reszta nawet by nie zaglądała. Ale do jego Dyzia przyczepiony jest zawsze syjamski bliźniak-profesor i nie daje o sobie zapomnieć. Dlatego czytając go ma się często poczucie, że coś tutaj nie gra.
A było sobie wymyślić jakieś alter ego, psie, kocie czy jastrzębie i w ten sposób sierioznego bliźniaka wyrolować. 😈
Na przykład żucać i żępolić. 😎
Zeen terz żucał, nie widziałem.
Bo zanim żucił, nie żekł, że zażądza żucanie
A czy ja coś mówiłem o życaniu i żympoleniu na rzy? 😯
Była nawet na to pieśń, jakoś tak to leciało:
Żucim do pieca tony ród,
pogżebiem w piecu nowym
wytopi nam się polski lód
sprawny w urzyciu mowy…
Ja tam nie wiem, co kto mówił, bo pacze tylko jednym okiem i to nie całym. Ale zeen dobrze prawi 😆
Życał wyrazami nie będę, ale gdyby ktoś sobie rzyczył, rzeby mu coś podrzyrować, to proszę bardzo, jestem do ósłóg. 😎
A u nas snieg wali!
Dzis rano meteorolozka z BBC ostrzegala znow przed mrozami i temperatura ” minus 1 – well below zero”!
Wracając do Hartmana, to do profesora i Dyzia przyczepiony jest jeszcze ktoś trzeci: lanser. I on się rozrasta 👿
No tak, coś w tym, niestety, jest. 🙁
U nas też zima na całego, chociaż tylko szronowa, nie śniegowa. Mroooźnie. 🙂
Łasuchy napisały, ściągnęłam, bo mi się spodobało.
Kochany Tato,
Berlin jest wspaniałym miejscem,ludzie są mili i naprawdę mi się tutaj podoba.Ale wstydzę się,gdy podjeżdżam moim złotym Ferrari pod szkołę,podczas gdy wszyscy nauczyciele i wielu moich kolegów dojeżdża pociągiem.
Oddany Ci syn-Amir
Drogi Synu,
Przelałem na Twoje konto 20 milionów dolarów.Przestań nas proszę zawstydzać,też kup sobie pociąg.
Kochający Cię ojciec-szejk Muhammad
Rozpędzony płatek śniegu gruchnął w serce Londynu. Przerażeni mieszkańcy pochowani w domach czekali na komunikat odwołujący stan klęski zywiołowej.
Zakutani w koce i wełniane szale ze zgrozą w oczach spoglądali na termometry, na których rtęć ze strachu skurczyła się do poziomu przerażenia: -1
To był czas Heleny.
Czekała na tę chwilę tyle lat!
W jednej chwili zrzuciła z siebie wytworną suknię od Manolo Pitolo, pozostając jedynie w stringach od Sparkowskiego.
Przybrawszy minę zwycięzcy na prawej stronie twarzy, lewą uśmiechając od nosa do ucha – wybiegła na puste ulice, kierując się na Downing Street. Pod numerem 10 stanęła i najsłodszym słowiańskim głosem ryknęła:
– No i co ciapciaki, poddajecie się?!
Odpowiedziała jej głucha cisza…
Tu Wojski grę przerwał, bo w swój róg oberwał…
E-cho! E-cho! E-cho! 😆
Nisiu, to brzmi jakoś prawdziwie, a przynajmniej prawdopodobnie. Ale chyba bardziej w Londynie niż w Berlinie. 😉 Tam jest duży wysyp szejków.
W Berlinie już bardziej prawdopodobne jest, że Amir mieszka w Neukölln i w szkole w ogóle pokazuje się rzadko, bo jakoś nie ma do niej pociągu. 🙁
Ja tam nie wiem, ja z prowincji, sprzedaję jak kupiłam…
E, tam, prowincja. Stettin wiele bliżej Berlina niż ja. 😆
A zmieniając temat: jak Wam się podobają nowe – za przeproszeniem – wiatry w PSL-u po zmianie przywódcy? 🙄
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13195299,PSL_coraz_bardziej_na_prawo___Zabiega_o_poparcie_Radia.html
Myślę, Bobiku, ze to bardzo tendencyjny osąd – mam na myśli artykuł ze strony gazety.pl.
Pani Paradowska przygląda się życzliwie poczynaniom nowego szefa PSL:
„Janusz Piechocinski dazy do uzgadniania maksymalnie wielu spraw w ramach rzadu, a nie do ogłaszania róznic na konferencjach prasowych, co było specjalnoscia poprzedniego kierownictwa.
Piechocinski siłe swej partii chce budowac nie na odrebnosci koalicyjnej, ale na odmłodzeniu partii i trudnej pracy w terenie, zwłaszcza w srodowiskach miasteczkowej inteligencji. To zadanie ambitne i nowy rok bedzie sprawdzianem, czy ludowcy beda tylko trwac na scenie, czy tez potrafia stworzyc
partie atrakcyjna nie tylko dla tradycyjnych działaczy i tradycyjnych wyborców.
W kazdym razie dali sobie szanse.”
Już kilkakrotnie dobrze o nim pisała.
Ja uważam, że mądry polityk rozmawia ze wszystkimi, a ocenia się skutki poczynań.
Temat dnia w mediach to oczywiście WOŚP. Im bardziej katolickie tym negatywnej. 👿
Za to pod niebiosy wychwalany Caritas.
http://religia.tv/news,3061-wosp___za_i_przeciw.html
Dla Heleny i nie tylko kawałek porządnej zimy przy -12
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/PoranekWSzadzi#slideshow/5833361516324624226
Przyznaję, że zaskoczona jestem wypowiedziami niektórych osób ze strony zalinkowanej przez Irka.
No cóż, każdy ma prawo mieć własny osąd i nie musi wspierać Orkiestry.
Mam nadzieję, że wspierają w zamian inne dzieła.
Powrócę jeszcze na chwilę do wątku PSL.
Bardzo bym chciała, żeby ktoś wreszcie przełamał monopol PiS na kontakt z kościołem urzędowym, bo to pęknięcie społeczne w Polsce ciągle podsycane przez nawiedzonych duchownych jest bardzo niebezpieczne.
Jak kania dżdżu potrzebujemy rozsądku i rozumnego dialogu.
-12 to już coś, ale niech raczej zatrzyma się u Ciebie Irku, obejdę się bez uroczych śnieżnych widoków w naturze. 😉
Chyba teraz ja poproszę o legitymację Spanielki. 🙁
Tak mnie wszystko boli, że nie wiem co mnie boli.
Życzę sobie wiosny i ciepłych dni. Natychmiast!
Otaczam Cię pachnącymi hiacyntami i ciepełkiem z kominka, Siódemeczko. I podaję herbatę z imbirem i cytryną, jest dobra na wszystko :-). Za chwilkę upiecze się szarlotka, troszke cierpliwości 🙂 .
Dobry wieczór!
Wpadam bo wygospodarowałam chwilę z zamętu sprzątania i pakowania (jutro już na nowym!) i chcę Cię przestrzec Bobiku, bo Balcerowicz wykombinował co by tu jeszcze sprywatyzować:
http://medialnefakty.blogspot.com/2013/01/balcerowicz-sprywatyzowa-psa.html
Nie daj się!!
No to lecę pakować dalej. Zostawiam trochę murzynka do zakąszenia. Jutro postaram się na dłużej.
Ach, Zmoreńko, już mi lepiej. 🙂 Nie pamiętam, kiedy mi ktoś coś podawał w moim domu.
a ja wpadlem w poprzednia odslone Bobikowa a tu rozowe zycie … jak o piatej nad ranem z rzezni….chyba cos tam z Rozewicza;
ach, ta Zosia Mamet .. „the unbearable lightness of GIRLS
Wreszcie zima w zachodniej Szwecji….w najblizszych dniach
ma byc ponizej (-) 10 C.
Ozzy, tam wyżej masz odpowiedź na swoje wcześniejsze pytanie: http://blog-bobika.eu/?p=1447&cpage=10#comment-214282
Już szarlotka jeszcze ciepła podana dla Siódemeczki i wszystkich zmarzniętych i markotnych.
Jejku, przy takich stawkach za merdanie Bobik pławiłby się w dobrobycie 🙂 .
Czuję się zupełnie, jak u Mamy. 🙂
Ach, ten zapach szarlotki. 😀
Troszeczkę zdjątek z D-dorfu:
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/Duesseldorf2013#
🙂
Knajpa rybna (dużo tam również owoców morza) specjalnie dla Bobika, z którym w tym mieście miewaliśmy kłopoty ze znalezieniem dobrego miejsca na jedzonko. Tu jest naprawdę fajnie. Innego dnia trafiliśmy na bardzo przyjemną knajpkę włoską. Coś się więc da w tym mieście znaleźć. Jeszcze parę razy – i ja będę Pieseczka oprowadzać 😉
Jeszcze mam trzymać kciuki za Helenę, czy już mogę puścić? jak myślicie?
Wieś nad Düsselą to moje regiony, ale wolę Kolonię.
Nie wiem, Zmoro, powinna dawno już złożyć jakieś sprawozdanie, ale może tak się tam fetują, że o nas zapomniała.
Dzięki Kierownictwu za zdjątka, bardzo ciekawa wewnątrz ta Tonhalle.
Jak się przeciąga premiera, to raczej dobry prognostyk 🙂 .
To ja już chyba puszczam kciuki i idę spać.
Otul się ciepło, Siódemeczko i śnij ładnie. Dobranoc wszystkim czuwajacym.
Jestem, ale polzywa. Dziewczynki zapomnialy kluczy do domu i musialam na nie czekac – w sumie 9 godzin od czas stawienia sie po odbior dostarczonej zywnosci oraz piecyka. Piecyka nie dowiezli, czekajac nie moglam wyjsc z domu..
Dziewczynki sa tylko na pare dni w Londynie, tranzytem z Niemiec.
Aria jest przecudna – usmiechnieta, serdeczna, z miejsca wlazi na kolana jak kot. Mama Vanessa jest sliczna i bardzo mila, podobnie jej niemiecka przyjaciolka i chrzestna Arii – Lisa. Zaraz pokaze.
Gdybyż każda prywatyzacja była tak prześmieszna, jak ta od Alienor! 😆
Muszę sprawdzić, kto u nas w domu ma pakiet większościowy, czyli komu pilniej trzeba merdać. 😎
Aria
http://www.flickr.com/photos/77841418@N02/8381002719/in/photostream
Ja tam nie wiem, jak to z tym PSL-em. 🙄 Znaczy, czy to tylko czarny pijar jest. Wszelkie próby dogadywania się z Rydzykiem wydają mi się rodzajem paktu z diabłem. Nie wierzę, żeby coś dobrego mogło z tego wyniknąć. 👿
A pisowski monopol na kontakty z Kościołem wydaje mi się lekką przesadą. W końcu i w PO jest bardzo prokościelne skrzydło i na pewno tam kontaktów nie brakuje.
Mnie zresztą nie niepokoją rozmowy PSL z Kościołem jako takim, tylko z jego konkretną częścią, z którą moim zdaniem przyzwoici ludzie nie powinni się zadawać. 🙄
Vanessa z przyjaciolka:
http://www.flickr.com/photos/77841418@N02/8382078696/in/photostream
No dobra, piękne baby, piękny fotel, ale to wszystko pachnie wykrętem. Prosimy o natychmiastowe zeznania, jak konkretnie brzmiały okrzyki zachwytu i jakie miały natężenie. 😎
Ozzy, tutaj rzeczywiście tak jest, że trzeba zwracać uwagę, w którym miejscu się ląduje. Ze względu na wartkość rozmowy komentarz pod starszym wpisem jest właściwie z góry skazany na nieprzeczytanie przez większość. A często szkoda. 😉
Pani Kierowniczko, przecież wiadomo, że nikt nie jest prorokiem we własnym D-dorfie. 😆
Ale może powinienem kiedyś poświęcić dzień na znalezienie tamże uczciwej knajpy, do której będę prowadzał gości, wychodząc dzięki temu na psa oblatanego i wielkomiejskiego. 😎
Taak, już to ćwiczyłam: poświęca się dzień, albo kilka oraz jeden procent pensji, albo kilka, na znalezienie uczciwej knajpy, albo kilku. Znalazłszy, sapie się z zadowoleniem i przestaje poświęcać cokolwiek. A po miesiącu, albo kilku, prowadzi się znajomego, albo kilku, do rzeczonej knajpy, a tam knajpy nietu, albo kucharz się zmienił, tak czy inaczej – katastrofa – albo kilka. 🙄 Poświęcać się trzeba systematycznie i nieustająco. 😎
A dlaczego dziewczynki, zapomniawszy kluczy, nie mogły przyjechać do Ciebie po klucze, tylko Ty na nie czekałaś?
Jakoś to wszystko nie robi na mnie miłego wrażenia.
Dzięki za zdjęcia. 🙂 Wolałabym więcej, ale rozumiem, że to cudzy dom.
Bobiku, pożyjom, uwidim, jak mawiali starożytni eeee, tego..Słowianie.
Bylabym ostatnia, ktora rzucala kamieniem w kogos kto zapomnial kluczy od domu. .
Mialam po dostawie pieca i zakupow spozywczych wyjsc na miasto i wrocic na szosta-siodma, abyje wpuscic je do domu. Ale czekalam do szostej majac nadzieje, ze ten piecyk jednak dowioza. Nie dowiezli, wiec juz zostalam aby je wpuscic. Dojechaly z lotniska pare minut po osmej z bardzo zmeczona mala dziewczynka i ogromnymi bagaami – rzeczy do domu. Dzis rano maja odebrac duzy bagaz jadacy z Ameryki. Mnie przy tym nie bedzie, bo obiecalam E. ze pojdziemy wybierac jej nowe okulary.
Jest OK.
Spalam od polnocy (konska dawka m.) do czwartej. No, zawsze to cos.
Dzień dobry nieśpiącym już i tym co wstaną 🙂
Po spacerze po DUS
Herbata, croissanty, może łyżeczka kawioru dla odmiany
Dzień dobry 🙂
Mam dziś w promocji merdnięcia ekspresowe. 😀 Duża obniżka. Nawet nie jestem pewien, czy mi się to opłaca, ale wolę szybko upłynnić zapas, bo towar ma krótką datę ważności.
Koomuu, koooomuuu, bo zaraz muszę lecieć do wampirów i dać sobie wyssać krwawicę. 😎
Robert Lowell w przekladzie Boleslawa Taborsklego. Cenie sobie arcygenialna sztuke translatorska Stanislawa Baranczaka… w Polsce rowniez swietni mistrzowie przekladu jak np. Jarzy Jarniewicz, Adam Szostkieiwicz (blog Polityki), Magda Heydal (Virginia Woolf), Piotr Sommer, Andrzej Sosnowski.
kiedys byla u nas (Göteborg) z wizyta Agnieszka Taborska – przekladala Rolanda Topora (moj ulubiony, niezyjacy juz rysownik)
tyle na dzisiaj, zimowo, jednakoz za malo
Ja poproszę parę merdnięć, tylko Bobik pewnie już w objęciach wampirów. 🙂
Helenko, w nikogo niczym nie rzucam.
Mam nadzieję, że odpoczniesz już od tego mieszkania i spraw jego.
To i Irek spacerował w Dolnośląskim US? 🙂
Dzień dobry. Heleno, oddaję legitymację Spanielki. Dziś będę spanielić bez uprawnień 😎
O, to mi się podoba 😉 .
http://wyborcza.pl/1,75478,13201184,Na_listy_sie_odpowiada.html#Cuk
Bardzo wesołe było dziś wysysanie. 😀 Wampirzycy wypadła jakaś zatyczka i w jednej sekundzie sama wyglądała jak zbrodniarka, a gabinet jak miejsce zbrodni. Mnie jakimś cudem nie zbryzgało, więc mogłem radośnie obserwować rozpaczliwe próby opanowania krwawej sytuacji i głośno snuć przypuszczenia, kto by pasował na mordercę.
Oczywiście w końcu i tak padło na lokaja, ale com się po drodze ubawił, to moje. 😈
Bry!
Czy Wasz rok też jakiś taki krótki się zrobił? Co naciągnę kołdrę to mi noga wychodzi….
Z rozpędu nawet przeczytałem, że Bobik pierdnięcia ekspresowe oferuje i już chciałem się cieszyć radością druha, że mu tak fajnie i dobrze wychodzi, a tu oko rozgonione w biegunce pędu doczytało, że merdnięcia… No tak. Dobre i merdnięcia.
Czymam kciuki, i co tylko się nawinie. Np. kołdrę czasu, żeby wolniej się ślizgała.
Hu-hu-ha! Przyśnieżyło u nas i zrobiło się coś na kształt uczciwej zimy. 🙂
Merdnięcia też w tej chwili ośnieżone. Chyba powinienem podnieść cenę. 😎
Zmoro, naprawdę spodziewasz się jakiegoś dialogu biskupów z wiernymi? Ja nie, chociaż może niektórych krzywdzę.
Bobiku, zimy mam skolko ugodno, więc nie chcę ośnieżonych.
O wampirzycach nie chcę myslec i wypowiadać się, bo dla mnie takie spotkania są nieustającym horrem, moje wampirzyce nie potrafią robić użytku z zębów. 🙁
Ta wampirzyca to była betka. Wkrótce mam spotkanie z taką, której się naprawdę boję. W banku. 🙄
Nieośnieżone merdnięcia też są, ale drożej. Muszę doliczyć koszt uzysku, czyli prąd i amortyzację suszarki. 😎
W banku? Boisz się? 🙁
Można coś pomóc?
Och, Ty piesu, zbyt pojętny uczeń jesteś tego Balcerowiczu.
Wampirów bankowych boję się z zasady. 🙄 Nawet kiedy – jak tym razem – twierdzą, że nic złego mi nie zrobią.
Może ten lęk bierze się stąd, że ja źle rozumiem ich język. 😉
Balcerowicz musi przyjść, żeby pies nareszcie zaczął się odżywiać kokosami. 😈
No to idę stawić czoła potworom. Pośliznąć się w drodze nie powinienem, bo Tadeusz kołdrę trzyma. 😆
Siódemeczko, spodziewać się dialogu biskupów z wiernymi na razie się nie spodziewam 😉 . Ale cieszy mnie, że wierni chcą ten dialog wymusić. Jak będa cierpliwi jak Syzyf, to może im się uda w końcu.
Cieszy mnie zawsze jeżeli katolicy sami usiłują troszke sprzątać, bo to im powinno najbardziej zależeć.
Liczę na młodzież. Fajna jest. Ostatnio wzięliśmy ze stacji benzynowej w Ingolstadt autostopowicza z Mazur. Był na Taize w Rzymie. Bidak stał na tej stacji ponad dobę. I był radosny i pełen zapału, mimo że pogoda byla doprawdy parszywa. Czekał cierpliwie, bo jak twierdził przekonały go słowa jakiegoś księdza, że jeżeli nie można długo złapac stopu tzn że czekamy na wlasciwego, przeznaczonego nam, kierowcę, a on może być jeszcze w drodze.
Parę godzin bidula pospała, a potem zaczął nam opowiadać o rekolekcjach autostopowiczowych, które rok temu wymyślili i pozyskali błogosławieństwo dwóch ojców z Łodzi, którzy objęli przedsiewzięcie patronatem duchowym.
Całe towarzystwo zebrało sie w Łodzi, trzy dni wspólnego czytania( domyślam się że ewangelii, ale pytać nie chciałam coby moja ignoracja nie wylazła na jaw 😉 ). No i ksiądz przeczytał ” zostawcie trzosy i trzewiki” czy jakoś tak, i zasugerował, że powinni w trasy wyruszyć bez grosza przy duszy. Cele niektórych były odległe dosyć. Nasz chłopak z koleżanką wybierali się do Wilna. Mieli wątpliwości, ale wyruszyli bez grosza
przy duszy. Pomyślalam sobie, że to dosyć odważnie ze strony ojców skazywać młodziez na survival. Ale jak wynikało z opowieści, oni byli zadowoleni i nauczyli się doceniać drobiazgi. A także modlić o drobiazgi np.obiad, ktore w ich sytuacji drobiazgami nie były. I zawsze modlitwy były wysłuchane. Tak twierdził.
No i chcieliśmy go wysadzić we Wrocławiu na dworcu aby sobie złapał pociąg do Olsztyna, ale on chciał autostopowac dalej, aby spotkać się z koleżanką, tą właśnie, z którą był w Wilnie. Zadzwonił do niej i powiedział, że spotkanie nie dojdzie do skutku, bo ona jest w Bydgoszczy. Na co my mówimy, że przecież może wysiąść z pociagu w Bydgoszczy, spotkać się z nią, a potem jechać dalej. Niech do niej jeszcze raz zadzwoni i się umawia. Zadzwonił ponownie i powiedział, że poprzednio cos żle zrozumiał, że ona jest na Górze św.Anny na spotkaniu młodzieży i to nie jest koło Bydgoszczy niestety. Szkoda, bo tak to ma szansę ja spotkać dopiero na wiosnę.
My mu na to – ” proszę jeszcze raz zadzwonić i powiedziec, że za godzinę będzie pan u niej” . Popatrzył jak na głupich, „jak to?”.
Proszę dzwonić, Góra św.Anny jest blisko. Chłopaka zapowietrzyło, podwiezliśmy go pod Dom Pielgrzyma. Tłumy młodzieży, przyjęli go jak najlepszego kumpla, część z nich od razu udała się na poszukiwania jego koleżanki. Nam machali łapkami i życzyli szerokiej drogi. Fajni byli 🙂 .
Potem naszła mnie refleksja, że zaczęliśmy chłopakowi reżyserować życie poniekąd. A mój mąż na to – „a co jeżeli ksiądz mial rację ? I chłopak na stacji czekał ponad dobę na nas?”. I tym samym udzielił nam rozgrzeszenia. A czkolwiek chłopak raczej niezadowolony nie był, bo na pożegnanie powiedział, ze sie będzie z anas modlił 🙂 .
Ładna opowieść Zmoro.
I nie każdy może zostać Wysłannikiem (być może) Przeznaczenia.
Modlitwa miała być formą zadośćuczynienia za pomoc, a nie zawoalowaną formą złej oceny Waszego życia, czy postawy, Zmoro. 🙂
Pytanie do Madrych:
dlaczego ostatnio po kazdej rozmowie telefonicznej przestaje dzialac moje polaczenie z internetem? Musze wylaczac i znow wlaczac modem, czekac dlugo zanim odzyskuje polaczenie? Czy cos sie stalo z modemem i musze miec nowy czy co?
Pyram tu zamiast dzwonic do providera (telefon+internet) bo provider rzadko podnosi sluchawke.
Niestety, Helenko, musisz skontaktować się z dostawcą usługi.
…
Czasami coś u nich jest na łączach, a czasami coś poprawiają w budynku.
Raz mi wymienili modem.
Musisz zgłosić, bo tylko oni mogą sprawdzić, jaka jest przyczyna.
Poszukaj na ich stronie, może mają jeszcze inne formy kontaktu.
Do wszystkich tych choler trudno jest się dodzwonić.
Uff, dzieki, Siodemeczko. 🙁
Się domyślam, Siódemeczko, że podziękowanie, bo o naszym życiu niczego się nie dowiedział, aczkolwiek próbował, ale ja dzielnie się broniłam, odwracając kota ogonem i wypytując jego 😉 .
Gruess Gott! 🙂
Jutro beda sprawdzac dzialanie mego internetu!
Zapomnialam opowiedziec. Wczoraj przeczytalam w brytyjskiej prasie (niedzielny kolorowy dodatek do Daily Telegrapha) artykul w zwazku z planowanym nadaniem w telewizji programu o Ethel Kennedy, wdowie po Robercie, matce jedensciorga drobiazgu ( w tej rodzinie katolicyzm byl traktowany b. serio!). I przeczytalam o incydencie ktory w programie nie zostal uwzgledniony, bo za dlugo bylo opowiadac, ale opowiadala Ethel, ze w czasie oficjalnej wizyty w Polsce, na oficjalnym przyjeciu dyplomatycznym zobaczyla ku swemu niepomiernemu zdziwieniu i radosci porcelane nalezaca przed wojna do Stanisawa (Stasha) Radziwilla – swego szwagra, meza siostry Jackie Onassis. Znala ja ze zdjec, a zreszta monogramy SAR (Stanislaw Albrech czy Albert? Radziwill nie pozostawialy zadnej watplwosci. Bez namyslu wepchnela pani Ethel kilka talerzy pod bluzke, powiadamiajac wszystie towrzyszace osoby aby tez kradly zastawe. Podobno niemal caly serwis zostal w ten sposob skompletowany.
Podobno gdy Stash Radziwill zobaczyl swe rodzinne pamiatki, to sie rozplakal.
Z artykulu nie moglam wywnioskowac kiedy i na czyje zaproszenie Ethel odwiedzila Polske i czy bylo to jeszcze za zycia Roberta K (co jest najprawdopodobniejsze).
Ciekawa jestem czy sluzba zostala ukarana czy tez gospodarze domyslili sie kto im wykradl porcelane Radziwillow.
Sposób na wampirzyce w banku 🙂
http://wiadomosci.onet.pl/ciekawostki/98-latka-skompromitowala-bank-wyslala-niesamowity-,1,5391399,wiadomosc.html#.UPUXXAvqtm0.facebook
Kupiłem Suce czekoladę z wasabi. Za słodka- szczeknęła. Co w niej inne Psy widzą 🙄
Czekolada jest podobno dla wiekszosci psow trucizna. Zaraz poszukam.
Tutaj. Ale w interenecie jest sporo materialow na ten temat:
http://www.dogownersdigest.com/news/library/chocolate-dog-poisoning.shtml
Tak, nie wolno dawać psom czekolady pod żadnym pozorem.
Mądrą masz Sukę, Irku.
Ten list „starszej pan” jest ponoc miejskim mitem, opublikowano go po raz pierwszy w 1999 r. a autorem jest jakis dziennikarz z Australii.
TYm niemniej ja tez dzis probujac porozumiec sie z ulsugodawca mego telefonu i internetu w zadem zywy sposob nie moglam odnalezc jego telefonu z „obsluga klientow”. Po kilku probach zmuszenia mnie do wyjasniainia prpblemu online, napisalam, ze zadam rozmowy z zywym czlowiekiem. Natychmiast przyslano nr telefonu i bez trudu dodzwonilam sie do jakiegos call centre w Indiach, skad uprzejmy czowiek imieniem Pijusz (fon) obiecal, ze jutro zadwoni ktos do mnie miedzy 10 rano a 12:30.
We’ll see.
No chyba że jest się psem Bobikiem 😉 .
To wolno spożywać czekoladę.
Mit, nie mit, ja też sobie chyba zorganizuję centralkę z takim, jak tam menu:
Najpierw muzyczka, później ze trzy razy – proszę czekac, wszystkie telefony są zajęte, a później – wybierz:
1. Umówienie się na spotkanie
2. Zaległe płatności
3. Przekierowanie połączenia do mojego salonu, jeżeli akurat tam będę
4. Przekierowanie połączenia do mojej sypialni, jeżeli akurat będę spała
5. Przekierowanie połączenia do WC, gdybym akurat oddawała się naturze
6. Przekierowanie połączenia na mój telefon komórkowy, gdyby nie było mnie w domu
7. Pozostawienie wiadomości na moim komputerze (wymaga hasła dostępu, które przekażę podczas autoryzacji kontaktu)
8. Powrót do menu głównego i ponowne odsłuchanie opcji 1-8
9. Ogólne skargi i pytania, które zostaną nagrane na pocztę głosową.
Czuję wenę do udoskonalania centrali, np. w 1. punkcie można dodać – wybierz:
00 – jeżeli chcesz się umówić w najbliższych trzech dniach
01 – w najbliższym tygodniu itd.
Ach, muszę się zakrzątnąć wokół takich możliwości.
Sukę mam mądrą. Bobik zawsze ją pozdrawia 😉
Jeden z podglądaczy zarejestrował fantastyczną scenę spotkania żubrów z wilkami
http://www.facebook.com/photo.php?v=320714271378671&set=o.445576845501573&type=2&theater
Tu komentrza do wizyty:
– Drapieżniki zjawiły się przy paśniku prędzej w celach towarzyskich, niż żeby atakować żubry – przekonuje dr Sabina Pierużek-Nowak, szefowa Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. – Ten, który pojawił się jako pierwszy, znakował teren. Widocznie ta grupa rodzinna traktuje to miejsce jako istotny punkt w swoim terytorium. Być może już tam coś kiedyś upolowały lub mają taką nadzieję. Jednak, żeby zaatakować żubry wataha musiałaby być większa, a ponadto – żeby atak miał szanse powodzenia – musiałaby trafić na cielę w kiepskiej kondycji. W Ameryce Północnej są populacje wilków, które atakują bizony, ale robią to w kilkanaście sztuk. Uwieszają się na najsłabszym osobniku jak bombki na choince – opowiada.
Rzeczywiście wilk nie próbuje gonić żubrów, tylko zatrzymuje się i… zaczyna się tarzać w śniegu. Po chwili w kadrze pojawia się trzeci wilk, który wygląda, jakby chciał dołączyć do kolegi. Nie zdąża – zirytowane żubry przeganiają intruzów i wracają do przerwanego posiłku. – Tarzanie się w czymś śmierdzącym możemy zaobserwować też u psów. W tym wypadku wilki liczą zapewne, że po ubrudzeniu się żubrzymi odchodami staną się mniej wyczuwalne dla przyszłych ofiar – wyjaśnia Sabina Nowak.
Zdaniem szefowej stowarzyszenia „Wilk” takie międzygatunkowe interakcje, jak widoczne na filmie, nie są niczym niezwykłym. – Na fotopułapkach widzieliśmy już np. zające podbiegające do małych, bawiących się lisów, kuny obwąchujące przycupnięte zające czy roztargnionego wilka uciekającego przed chmarą dzików. Na filmie Bieszczadzkiego Parku Narodowego widać natomiast wilka ganiającego się z samcem żubra dookoła drzewa. I sądząc po merdającym ogonie wilk traktuje to jako niezłą zabawę – opowiada.
Teraz jest 13 jelonkow.
A pewnie, że pozdrawiam Sukę. 😀 Mimo że ma niesłuszne poglądy w kwestii czekolady. 😈
Wyobraźcie sobie, że bank, jak się okazało, wezwał mnie w sprawie zmiany warunków kredytowych – na DOGODNIEJSZE DLA MNIE. 😯 😯 😯
Dotąd byłem przekonany, że takiego źwirza jak bank, który sam trochę straci, a klientowi da zyskać, to po prostu ni ma. 😯
Wczoraj zarezerwowałem już kwaterę w Białowieży od 27.04 do 04.05 🙂
Moze dyrektor banku sie rozchorowal?
Przed chwla:
Meteo (dramatycznym gosem) : So, on Friday we can expect temparetures below zero.. (na ekranie widac mape pogody z prognoza -1)
Prezenterka dziennika: Oh, goodness me!…
Czuje, ze Duch Dunkierki zbliza sie nieodwolalnie. To ten dzien w roku, kiedy musimy sie jako Narod zmobilizowac. Chyba kupie jutro duzo suchej kielbasy aby przetrwac nawalnice pogodowa.
Dzień dobry 🙂
Bobiku, obwąchaj te warunki bardzo dokładnie. Niech trochę poleżą, a potem niespiesznie obwąchaj jeszcze raz. Może te warunki dobre jak pasztetówka, ale wąchać trzeba 😎
Tak, tak, Haneczka dobrze prawi.
Jak Era z radości, że jestem już z nimi klika lat zaproponowała mi nową, korzystniejszą umowę to zamiast 2 gr za minutę zaczęłam płacić 79 gr, a w drodze łaski każdorazowo prosząc o zezwolenie mogłam nabyć połączenia po 56 gr ważne tydzień.
Szczęśliwie po tym występie zrezygnowałam z usług życzliwej firmy.
Te jelonki, nie mogą się najeść, bo żubry obstąpiły siano.
A wilki dla nich (jel) są groźne. 🙁
Już 3 razy wąchałem, gdzie jest zagwozdka, ale nie znalazłem. A prawdę mówiąc, zbyt wiele do wąchania tam nie ma. Proponują mi po prostu niższe oprocentowanie, bez żadnych w zamian.
Nawet małym druczkiem na końcu nic nie jest napisane. 😯
Te żubrzyska to jakieś pazerne cholery.
Cieszę się, Bobiku, jeżeli tak będzie. 🙂
Drapieżniki dla nikogo nie są groźne, jak są nażarte. 😉 Im się nie chce polować na wiwat. To za duży, a zbędny wydatek energii.
Czasem na filmach z Afryki widać, jak His Majesty leży rozwalony na sawannie, zebra albo gnu smyra go prawie ogonem po pysku, a on ma w nosie, bo niegłodny. 🙂
A nie było na przykład w zeszłym miesiącu jakiejś zmiany w punkcie 24.V.b załącznika nr 17/Y do regulaminu, co mogłoby rzucić nowe światło? W naszym, słowiańskim banku byłbym pewien, że jest coś takiego, tylko trzeba poszukać. 😎
Heleno, pamiętaj o spirytusie! Sama kiełbasa to za mało na takie mrozy.
Właśnie też miałem zaproponować spirytus, tylko w wyspiarskiej wesji, na myszach. Żeby Mordechaj też mógł przetrwać. 😈
WW jak wypadłeś w filmoznawstwie?
Jak się dobrze naoliwią tym spirytusem, to będą mogli spać na ławce w parku w największe mrozy i nic nie poczują.
Spirytusu tu nie wolno sprzedawac, na co zreszta zwrocilam pare miesiecy temu uwage sprzedawczyni w polskim sklepie. Spojrzala na mnie z nienwiscia, ale nic nie powiedziala.
Bede musiala jak zebraczka chlac johnny walkera i trzymac kciuki aby pomoglo. Bo nie bede kupowac nielegalnego spirytusu. Co innego papierosy. Dzis bylam podziwiana i chwalona przez pedikiurzystke, ktora tez juz nie pali. Mam nadzieje, ze Zmorze idzie jak z platka.
Wodzu, co się ostatnio zmieniło, to właśnie oprocentowanie, które dla kredytu na dom jest teraz niższe niż wtedy, kiedy ja go brałem. Ale oni wcale nie musieli mi o tym mówić, a tym bardziej zgadzać się na to, żeby zmieniać umowę i dać mi te nowe procenty.
Na razie tylko jedno wytłumaczenie przychodzi mi do głowy. Może liczyli na to, że Polak popatrzy na niskie procenty z pogardą i dumnie zażąda czegoś wysokoprocentowego. 😈
Filmoznawstwo to zaliczałem w zeszłym roku, pisałem z braci Coen, więc doktór był pod wrażeniem. 🙂 Teraz nie wiem nawet co zaliczam, muszę zapytać. Wyniki kiedyś tam będą. 😛
Bobik, relaks. Banki maja obowiazek informowac zarowno o wzroscie jak i o spadlu oprocentowania pozyczek i kont.
Moj mnie nieustannie orzesladuje aby przeniesc oszczednisci na nieco wyzsze oprocentowanie. I ja tylko z wrodzonego lenistwa tego nie zrobilam do tej pory.
Trafiłam cztery paszporty Polityki. Przepadłam na muzyce, ale to nic a nic mnie nie dziwi 🙁
O to, to Bobiku 🙂 .
Heleno, jak z płatka to mi nie idzie, czasem pociągnę od męża chińczyka wielkowodzowskiego. Bo mąż też rzucił, ale wspomaga się tabletkami i e-cygaretką. Tyle że ja bez tabletek się obchodzę, ale w zasadzie to mogłabym dzisiaj zaczać palić od nowa 😳 .
Spirytus na myszach tak, tylko że przy -40 wytrąca się woda w postaci kryształków. Widziałem ostatnio taki filmik, jak Ruscy w Nowosybirsku rozpijają pół litra w plenerze i pół butelki im się nie chciało wylać, tylko samo dobre wyleciało. 🙂
Gdyby oni mnie tylko poinformowali, i tak nie miałbym zielonego pojęcia, co z tym zrobić. 😳 Ale oni mi jeszcze zaproponowali taką zmianę umowy, na której w oczywisty sposób tracą, bo przecież mogliby dalej całkiem legalnie zdzierać ze mnie te wyższe procenty. No, jednak jestem pod wrażeniem. 🙂
Spoko. Przy -1 ze spirytusu na myszach wytrąca się tylko Duch Dunkierki. 😆
Pogański to naród, spirytusu nie znający. 😈
Plecy też sobie nacierają nalewkami? 😐
W takiej chałupie, Irku?
Tu jest akurat maj na zdjęciach mojego syna.
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/BiaOwieskieKlimaty#slideshow/5833767480747685570
Musi Cie lubią, Bobiku, w tym banku. Bo zazwyczaj to nie dość, że sami nie proponują, to jak klient sam prosi o zmianę warunków, to rzucaja kłody pod nogi i każą sobie słono za to płacić.
No, toż dlatego zgłupiałem. 🙂
Też bym zgłupiała 😉 . Ale jeżeli nie wiąże się to z żadnymi kosztami, to trzeba korzystać i już.
Ta, mój też, ciągle mi wtyka nowe karty kredytowe, żebym miała więcej możliwości.
A oprocentowanie specjalnych kont z zarobkiem rośnie co miesiąc.
O innych super atrakcjach już nie wspominam.
Wprost nie mogą usiedzieć spokojnie, żeby mi lepiej nie robić. Tfu, tu!!!
Może niemieckie banki wolą mniejszy zarobek i spłacone kredyty, niż niespłacone mieszkania i domy.
Mt7, niestety chałupa się nie otwiera 🙁
A może rzeczywiście mają obowiązek proponować ustnie i w zrozumiałej formie, nie tak jak u nas? Bo coś w dobrą wolę bankiera nie mogę uwierzyć, germański czy kirgiski, obojętnie.
Matko, Haneczko, w sztukach wizualnych wybrałaś tę tęczę?
To straszny badziew jest, tandeta. 🙁
No muzyka może być, rozważałam poważnie laureatów, a w popularnej głosowałam na małe instrumenty.
Natomiast nie pamiętam, co z tymi kreatorami kultury?
Byli głosowani i tylko te dwie osoby?
Od 10 lat jeżdżę to tej samej chałupy, do tego samego pokoju i jako stały klient mam 20% zniżkę na wszystkie noclegi
http://www.mostwidmo.republika.pl/
jest w Szczecinie Dom Kultury „13 Muz”, znany, bynajmniej……
na stronie internetowej w hasle „o nas” jest napisane:
Naszą misją jest stworzenie wyjątkowego miejsca, które w dziedzinie kultury gwarantowałoby światowy poziom swoich projektów artystycznych i jednocześnie aktywizowało lokalną społeczność. Jesteśmy młodym i elastycznym zespołem, który bardzo szeroko i nowocześnie pojmuje zadanie rozpowszechniania kultury. Stanowimy kolektyw, który swoją postawą daje przykład jak niekonwencjonalnie można rozpropagować sztukę nowoczesną i kulturę wysoką za pomocą intrygującej przestrzeni oraz zjawisk masowych. Łącząc obie sfery naszym ostatecznym celem jest nieodgradzanie się od odbiorców, lecz wychodzenie na przeciw ich oczekiwaniom. Chcielibyśmy sprawić aby 13 muz było widocznym miejscem nie tylko na kulturowej mapie Polski, ale i całego kontynentu europejskiego. Łącząc interdyscyplinarność naszych przedsięwzięć z otwartością na nowe wyzwania staramy się zachować jasną i unikatową tożsamość.
5 grudnia w Domu Kultury wystapil pan Ziemkiewicz i wyglosil plomienna mowe, zeby zdanie z programu Łącząc interdyscyplinarność naszych przedsięwzięć z otwartością na nowe wyzwania staramy się zachować jasną i unikatową tożsamość. cialem sie stalo.
wystapienia czesc tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=i3iFDYRNzAg&feature=player_embedded
bywa
O filmach Wajdy i kulisach moglem niegdys duzo rozmawiac z Andrzejem Smulskim – kierownik produkcji wielu filmow (zmarl tragicznie w Szwecji) m.in. Czlowiek z marmuru, Matki Krolow (Janusza Zaorskiego 2002), ale wiele spraw zachowam dla siebie. Czy ktos pamieta dokument Wajdy „Umarla klasa” Kantora i jego artystow? (1977)
Ile razy koło niej przejeżdżam, to wydaje mi się, że z poszarpanych szmat jest zrobiona.
Idea może fajna, ale jedna plastikowa palma w Warszawie wystarczy.
godzinny film z TV2, tylko dla majacych silne nerwy
http://www.youtube.com/watch?v=_84uh8gAHCw
Bobiczku, pewnie masz powiązany kredyt z jakimiś tam wiborami, wybornymi, wyborinami,… no jakoś tak. To musowo muszą obniżyć, bo rada procenty obniżyła. I chyba nie w wódce. Znaczy się, kredyty tańsze, lokaty niższe, etc.
Chyba się cholera zaziębiłem. A może to grypa, ba, żeby to to grappa była, jak mi się wpisało od razu….
Zeznaję, że ten Karajan to się nie znał na Brahmsie. Strasznie hałasuje. Ja chyba jednak wolę tych powściągliwych dyrygentów, Haitinka, Szella, Mrawińskiego… ktoś jeszcze powie co ja lubię???
Przepraszam, Irku, to jeszcze raz białowieskie klimaty:
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/BiaOwieskieKlimaty?authkey=Gv1sRgCI2SrKaz7p6VugE#slideshow/5833767480747685570
Wkleiłam adres przed udostępnieniem, co mnie trochę dziwi, że nie zadziałał później.
dla ozzy ale nie tylko 🙂
Robert Lowell
Wynurzajaca sie syrena
Instytucje spoleczne z rzadka spogladaja
na to, co poszczegolne-zadartonosa
tancerka Degasa unosi sie wysoko,
przebiegajac po swiatlach, nie opuszczajac sceny,
zachwyca milosnikow sztuki, nie dostrzega nikogo z osobna.
Prawo, stosowane dla wszystkich, nie nie jest szyte nikomu na miare
jak rekawiczka… Syreno, czemu jestes innego gatunku?
„Bo ty, ja, kazdy jest niepowtarzalny”.
Czy cokolwiek cie zmusza, abys cos czynila?
„Czyn to, owo, nic nie czyn; nie jestes w okowach.
Jestem kobieta lub jestem delfinem,
tym jedynym zwierzeciem, ktore czlowiek naprawde kocha,
bryzgam ci w twarz piekaca woda radosci-ja, ryba
nawykla do burz, rwaca sieci i lancuchy”.
przeklad Stanislaw Baranczak
o, Rysiu odpowiedział co lubię!
Grüß Gott, Mar-Jo 🙂 🙂
Tadeuszu 🙂 🙂 🙂
na zaziebienie wlochate ostre skarpety, lekarstwo mojej babci,
sprawdzone! 🙄
Dobry wieczór,
Ethel K. chyba konfabuluje z tą zastawą 🙂 W 1964 r., jakoś latem, w czerwcu chyba, RFK z małżonką i trójką dzieci rzeczywiście byli w Polsce, ale nie z wizytą oficjalną, tylko prywatnie. W odwiedzinach u krewnych ówczesnego małżonka Lee Radziwiłł, która również przyjechała z Kennedymi. Wychodzi na to, że Ethel z rodziną wynieśli zastawę od kuzynów. Jaja jak berety 🙂
U Bobika to chyba LIBOR lub EURIBOR , ale wtedy stopa procentowa jest zmienna.
Wszystko jedno, pewnie mieli obowiązek i tyle, Tadeusz ma rację.
Zmoro, te meskie „zapasyzapasowe” mnie tez kusza 🙂 🙂
Oj, Rysiu… po takich skarpetach to bym się leczył a leczył…. na alergię 🙁
Taki śliczny szaliczek trafiłem (na wyprzedaży :lol:), merynos z kaszmirem. Koszmar…. moja skóra nie lubi….