Zasadzki szczekania
– Cześć Bobik! Jak ci się szczeka? – wykrzyknął dziarsko Dobry Kumpel, wpadając jak zwykle bez pukania do ogrodu.
– Trudno – odparł Bobik i dla podkreślenia swojego słowa zwiesił ponuro łeb.
– Trudno? – zdziwił się Dobry Kumpel. – Cóż może być trudnego w szczekaniu? Przecież to samo wychodzi. Chyba nie znam łatwiejszej rzeczy, poza machaniem ogonem, rzecz jasna.
– To ci się tylko tak zdaje – warknął niechętnie szczeniak. – Szczekanie jest pełne min, o których nawet nie wiemy, póki się na nie nie nadziejemy.
– A, już wiem – mrugnął porozumiewawczo Dobry Kumpel. – Czasem trzeba zrobić dobrą minę do złej gry albo odwrotnie.
– To też – przyznał Bobik. – Ale właściwie chodziło mi o miny wybuchowe. No, wiesz, takie, co robią huk, a potem trzeba zbierać kawałki.
– Coś ty? – zdziwił się Kumpel. – Mnie się jeszcze nic takiego nie zdarzyło. Różne głodne kawałki zasuwałem, ale nigdy mi nie wybuchło.
– Może znasz jakiś trik – wysunął przypuszczenie Bobik. – Ale widać nie wszyscy znają i stale przez to coś wybucha.
– A nie można tych min jakoś omijać? – podsunął Dobry Kumpel.
– Nie wiem, czy można. Ale gdyby to było takie proste, to by tak stale nie wybuchało.
– I to tak wszystko od twojego szczekania? – spytał Dobry Kumpel z niedowierzaniem.
– Ach nie, skądże. Nie tylko od mojego. To się ostatnio jakoś tak w ogóle dzieje, że niby wszyscy chcą do siebie nawzajem szczekać, ale co zaczną, to zaraz jakaś mina wybucha.
– No tak. – powiedział Dobry Kumpel dość bezradnie. – Od czegoś takiego może być rzeczywiście trudno się pozbierać
– A widzisz? – mruknął Bobik bez satysfakcji. – Przecież szczekałem, że trudno.

Parytet…:twisted:
Lepiej romans mieć z Colinem
niźli ciągle jeść padlinę.
Lepiej czasem nie mieć racji
niż zapomnieć wstawić spacji. 🙁
Lepiej futro dać za friko,
niż obeżreć się papryką.
Lepiej mieć za twarde łóżko,
niż opychać się pietruszką.
Lepiej nocą spotkać żuli,
niż obęckać się cebuli.
Lepiej się wycofać rakiem,
niż nasycić się ziemniakiem.
No, to jarzyny byłyby z grubsza załatwione, teraz mogę się zacząć wyżywać na owocach. 😈
Lepiej krą po morzu płynąć
niż kanapkę zjeść z wędliną.
Lepsze faraona mrówki
niż na stole mym parówki.
ja na powaznie a Wy się wygłupiacie:) Co do kotletów sojowych to muszę przyznać że są wstrętne. Jednak myślę że gdybym była bardzo głodna to i tego bym zjadła … Na nowy tydzień hasło .. albo parytety albo in vitro… 🙂
Lepiej mieć koszmary we śnie,
niż apetyt na czereśnie.
Lepiej skoczyć po pół basa,
niźli wcinać ananasa.
Lepiej wypić piąte piwko,
niż wycierać gębę śliwką.
Lepiej żłopnąć wódki z trawką,
niźli honor mieć z truskawką.
Lepiej przepić wszystkie grosze,
niż zakupić Macintoshe.
Lepiej już zostać bez fajansu
niźli wytrącić satrapę z transu.
albo parytety albo Nie dla in vitro
Znalezione w sieci:
„Zarodek płci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów”. Św. Tomasz z Akwinu (1225-1274 r.)
„Kobiety są przeznaczone głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn”. Św. Jan Chryzostom (349-407 r.), biskup Konstantynopola.
„Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie”. Św. Augustyn (354-430 r.),
„Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych”. Św. Tomasz z Akwinu (1225-1274 r.),
„Kobieta powinna zasłaniać oblicze, bowiem nie zostało ono stworzone na obraz Boga”. Św. Ambroży (ok. 340 – 397 r.), ojciec i Doktor Kościoła.
„Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem”. Kapokrates, założyciel klasztoru.
„Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci, temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu… są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny…” Św. Tomasz z Akwinu (1225-1274 r.).
„Kobiecie przystoi jedynie szata żałobna. Skoro tylko przekroczy próg wieku dojrzałego, winna zasłonić swe gorszące oblicze, by nie utracić szczęśliwości wiecznej”. Tertulian (ok. 160-po 220 r.), ojciec Kościoła.
„W miejscu, w którym zatrzyma się ksiądz, nie powinna przebywać żadna kobieta”. Ustalenia synodu paryskiego (846 r.).
„Kobiecie nie wolno mieszkać w pobliżu kościoła”. Ustalenia synodu w Coyaca (1050 r.).
„Księża, którzy udzielają noclegu kobietom i doznają przy tym podniety, muszą zostać ukarani. Kobiety natomiast mają zostać sprzedane przez biskupa jako niewolnice”. Ustalenia synodu w Toledo.
„U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd”. Clemens Alexandrinus (215 r.).
„Kobietom nie wolno we własnym imieniu pisać ani otrzymywać listów”. Ustalenia synodu w Elwirze (IV w. n.e.).
„Cała płeć żeńska jest słaba i lekkomyślna. Uświęcona zostaje jedynie przez macierzyństwo”. Św. Jan Chryzostom (349-407 r.).
ale to było dawno … widać że bali się kobiet bo dużo dzieci to duzo wydatków . Teraz sa chinskie ubranka i sytuacja diametralnie się zmieniła/ co do dzieci oczywiście /. Strach pozostał. Jak jednak wiadomo ma on wielkie oczy 🙂 dobrej nocki
Tak myślałem, że Bobik wejdzie w overdrive 😳
Lepsza w lozku cud-kochanka
nizli chinskie sa ubranka 😈
Lepiej w overdriva wpadać,
niż nad tym wpadaniem biadać. 👿
Lepiej myśli mieć jak sepia,
niźli się Bobika czepiać. 👿
Lepiej już mieć kurze łapy,
niż pretensje do satrapy. 👿
Lepiej dzionek mieć zatruty,
niźli stawiać psu zarzuty. 👿
Nawiązując do Kota Mordechaja
Lepiej łotra mieć za psota
niźli potem jest robota
Lepiej wypchać się trociną,
niźli znęcać się nad psiną. 😥
Lepiej przespać się w barłogu
niż rozeźlić Psa na blogu. 😯
Lepiej mieć niemodne buty
niż by Bobik chodził struty. 🙁
Lepiej ząb rwać bez narkozy
niż by Bobik ronił ślozy.
Z psem lepiej w tej chwili uważać, bo właśnie usiłuje się rozeznać, która firma oferuje najlepsze ceny prądu i gazu. A to oznacza, że musi czytać dużo takich rzeczy, które są napisane na końcu malutkimi literkami i ni cholery nie wiadomo, co oznaczają w praktyce. Trudno w tych warunkach zachować przyjazne nastawienie do świata. Wrrrr… 👿
Lepiej już podłapać syfa,
niźli grzebać się w taryfach. 🙄
Wiem, wiem, wpadłam w overdrive. 😉 Wracam do roboty.
Lepiej wypoczynku w łóżeczku zasmakować wieczorem
niż się by się miało z alteracji być pół nocy chorym
I tym optymistycznym akcentem
Dobrej Nocy z podziękowaniami za miłe chwile dzisiejszej niedzieli odchodzącej niestety w oddalenie przeszłości, więc aby jeszcze zatrzymać na moment ten nieuchwytny czas wykonam pad płaski w chmurzaste objęcia poduchy
Ależ Bobiczku, to wyrażenia li tylko i wyłącznie podziwu podszytego zazdrością, tym bardziej, że wiem, że jednym palcem piszesz lepieje, drugą łapą poematy liryczne, trzecią łapą sprawdzasz taryfy, czwartą i piątą łapą robisz azteckie smakołyki dla Dworu, szóstą i siódmą łapą pewnie haftujesz, ósmą i dziewiątą łapą rąbiesz drewno na opał…. a jak dodamy wszystkie międzyczasy, to pewnie tysiącnoga miałaby czego zazdrościć
😯
Przecież wiem, Tadeuszu, że Ty bez żadnych złośliwości, ale ja z wierszykami to jak stary pijak – każda okazja jest dobra. 😈
Wiesz, Bobiczku, satrapie należy czasem wybić hołd wiernopoddańczy i za kolana podjąć, może spadnie większy kawałek niepasztetówki 👿
Tak, nałogowość jest mi znana…. jak siądę na rower, to uch…
Zeby tylko nie popsuc kulinarii blogowej
„Los często w buty sika innym” (19:04)
Ago, czy to o tym (starutenkie) sikaniu w buty to bylo?
„- Leci w samolocie w jednym rzędzie: 2 Polaków (od strony okna) i Żyd (od przejścia). Żyd w jarmułce, pejsy, te sprawy – wyluzowany kompletnie – rozpiął kołnierzyk, zdjął buty. Polacy patrzą na niego nienawistnie. Po godzinie lotu jeden z nich wstaje i mówi:
– Idę po Colę.
Żyd na to:
– Ależ nie, ja pójdę, po co się przeciskać.
I poszedł. W tym czasie Polak napluł mu do buta. Żyd wraca, daje Colę Polakowi. Po kolejnej godzinie drugi Polak mówi:
– Idę po Colę.
Żyd jak poprzednio:
– Ja pójdę.
I poszedł. Drugi Polak napluł mu do drugiego buta. Żyd wraca, daje Cole Polakowi. Po godzinie samolot ląduje, Żyd zbiera się zapina kołnierzyk, założył jednego buta, skrzywił się i mówi:
– Znowu ta straszna nienawiść między naszymi narodami – to plucie do butów, to szczanie do Coli…
Wyjasnienie: tak naprawde to szlo o to, ze starozakonny Zyd nie powinien podawac gojowi produktow prawdziwie koszernych”
Czekam na poprawke, ze to o Arabow szlo. Co jest?
Hłe hłe…
Dobranoc!
Nie, Ortequ, nie o tym. Kiedyś w ulewę cieszyłam się, że mam na nogach buty z goreteksu. Póty się cieszyłam, póki mi do nich deszcz od góry nie napadał. I wtedy mi przyszła do głowy ta fraza o losie, co sika do butów. O pluciu do butów i sikaniu do Coli pierwsze słyszę.
Jakby komus co umklo. Tadeuszowi moglo. Bo inne rzeczy tez mu umykaly. W histori stosunkow miedzyludzkich. Oraz stosunkow wewnatrzblogowych. Ten Finnegan…
Tadeuszu, Singera, lublinskiego, to czytali wy? Mogem sie pomylic kapke…
W dowcipie, mecz sie odbyl. Plucie do butow: szczanie do Coli. Wynik nie mogl byc remisowy.
Zadziwiajace jest niezrozumienie konfliktu na linii Zydzi-Polacy. Bo czyz nie dlatego Ruskie wymyslily Arabow? Przeciez to bylo wylacznie dla celow wyjasniania to niezrozumienie miedzynacyjne
No ale w dowcipie wszystko powinno byc detalicznie. To i bylo. Arabowie poszli w dowcipie w odstawke, bo byli nie priczom
To był dowcip? 😯
Nie. To byla wolna gra skojarzen, strumien swiadomosci. 🙄
Lepiej znaleźć się w opresji
Niźli trząść się od agresji.
Lepiej łykać jest petardy
Niż się dławić od pogardy.
Lepiej przekłuć język ością
Niż na bliźnich zionąć złością.
Ani strumień, ani świadomość.
Tomasz ma u mnie od dawna przechlapane 👿
Dobranoc, z nadzieją na poranne brykanie Rysia 🙂
Dobranoc, Bloże.
W oczekiwaniu na brykanie herbata, rogaliki, dżemik 🙂
przyjdźcie o dziatki 😉
jasno 🙂
stol wypasiony, Irka dzemik gesto na rogaliku 😀
szeleszcze
w poniedziaöek lubie brykac
brykam
w Tereny Zielone, obok czekajacej jeszcze magnolii
brykam fikam
🙂 😀 😆
Bry!
O, się jakoś normalniej zrobiło, brykowo-fikowo!
ile to można wysnuć z prostego hłe hłe..
Na to ja chłe chłe!
Czytali Singera.
Aga jeszcze z lepiejów dochodzi do siebie. Lepieje, znaczy się.
Dzień dobry 🙂
Ja już polepiałem, ale nie wiem, czy od brykofikania, czy od chłe, chłe, czy jeszcze czego innego. A może to działanie skumulowane? 🙂
Idę coś przegryźć i raźno wziąć się do dzieła. Nawet jak dziełu nie będzie to szczególnie w smak. 😎
Jest apel do podpisania. Ważny. W moim przekonaniu. O otwarty dostęp do publikacji naukowych.
http://otwartymandat.pl/
Czemu Bobik tak z rana o ponurych sprawach…. No cóż, Do Dzieła!
apel Wazny, jestem za
do czytania:
http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1524745,1,raport-polakow-coraz-mniej-moze-to-dobrze.read
Zobaczyłem, że jest jeszcze zaległość do załatwienia. Niniejszym wyjaśniam zasady savoirvivrove, jakich przestrzega się w moim pieskim świecie. Dowcipy i „dowcipy” o innych nacjach, nawet jeżeli są dobre, ale zawierają treści złośliwe, lekceważące, niepochlebne, prowokujące, etc., lepiej sobie darować. A słabe dowcipy lepiej sobie darować w ogóle, zwłaszcza jeśli nie bardzo wiadomo, z jakiej one gruchy albo pietruchy. Nie wszystko, co przychodzi do głowy, warto od razu przenosić na klawiaturę. No, chyba że się koniecznie chce uchodzić za źle wychowanego. 🙄
To ja jeszcze cóś dolepię na koniec 😉
Lepiej wypić z jarzębiną
niż samemu pod pierzyną
Też podpisałem. Na mój rozumek to oczywiste, że wyniki badań finansowanych ze środków publicznych powinny być ogólnodostępne, inaczej jaki interes miałby podatnik w ich finansowaniu.
Ja to widzę w praktyczny sposób, nawet bez wielkich słów – podatnik inwestuje w badania i ta inwestycja ma się mu zwrócić, zarówno w postaci dostępu do prac, jak i ich użyteczności dla dalszego rozwoju wiedzy. A przy tym ten podatnik ma również prawo do kontroli, jak wydawana jest jego forsa. Kiedy widzi, że opiewa tysiąc doktoratów o sadzeniu grochu, ma szansę wrzasnąć, że to jakaś przesada z tym grochem i głąbikami krakowskimi też by w końcu trzeba się zająć. 😉
Na Twój rozumek, Bobiku, to jasne. Publikę to naprawdę nie interesuje. Z tą kontrolą byłbym ostrożny, granica kompetencji jest wyraźna, a tendencja do wybrzydzania na wszystko niezrozumiałe jeszcze wyraźniejsza.
Tak naprawdę opór jest zaciekły ze strony Uczonych 👿 Jak to niektórzy mówią: wtedy będzie można zobaczyć jaka to nauka…
Wracając do grochu: każdy doktorant ma pewną próbkę z populacji grochu, metod, gruntu, szerokości i długości geogr. Jeszcze by się parę znalazło. Jak wszystkie czynniki przemnożyć to doktoratów na kilkaset lat nie zabraknie 😆 o sadzeniu grochu 😆 😆 :lol:. No tak pewne metody działają. Do przytomnego promotora należy, żeby to zatrzymać. I wracamy do tej nauki…. chodzi o to żeby coś bylejakiego powiedzieć czy powiedzieć Coś…
Ale mam powroty.
Savoirvivrove. Hmm. A tu buty i sloma. Hmm. Niektore tak majo..
Niesmialo zauwazyc pragnie sje, ze zaimportowany „dowcip”, bardzo a propos w czyjejsis imaginacji, byl nie tyle o innych nacjach co, no tego, o nacji naszej wlasnej, bynajmniej on byl. Zawartosci trecji złosliwych czy lekceważących, albo nawet niepochlebnych czy innych prowokujących, Komisja nie dopatrzyla sje. Ale zalecenie na przyszlosc wydano: zdejmowac buty jeszcze przed zapukaniem do salonu. Jesli juz musji byc taki mus tego pukania
Ne mam wątpliwości, Tadeuszu, gdzie tzw. szeroka publiczność ma naukę. 🙁 Nie szczekałem o faktycznym zainteresowaniu, tylko o zasadach, jakie tym wszystkim powinny rządzić.
A w praktyce zainteresowanie publika ceduje na swoich przedstawicieli ze świata nauki, popularyzatorów, publicystów, hobbystów, czasem ludzi biznesu, którzy z dorobku chcieliby skorzystać, etc., co zresztą w pewym zakresie zrozumiałe, bo na pewnym poziomie już nikt poza specjalistami nie dojdzie, w co tu jest grane. Ale właśnie ci przedstawiciele powinni mieć możliwość pilnowania interesu podatnika i np. wykłócania się między sobą, czy aby kolejny doktorat o sadzeniu grochu ma sens. Bo powiedzmy sobie szczerze – nie każdy promotor ma przytomność tak sam z siebie. Czasem szturchaniec z boku, ze strony opinii publicznej (nawet jak publiczność niewielka) wcale by mu nie zaszkodził. 😉 No a żeby taki publiczny dyskurs, choćby w ograniczonym zasięgu, był możliwy, musi się wiedzieć, o czym się gada, czyli mieć dostęp do efektów pracy naukowców.
Ortequ, tak się składa, że nie jestem ani Żydem, ani Arabem, więc dla mnie Twój post jednakowoż dotyczył innych nacji. Ponadto nie wydaje mi się, żeby tak skomplikowaną sprawę, jak stosunki polsko-żydowskie należało ściągnąć do poziomu wzajemnego plucia sobie do butów czy szczania do Coli.
A musu przychodzenia tutaj absolutnie nie ma. Jeżeli komuś nie odpowiada formuła tutejszej rozmowy i jej – pisane bądź niepisane – zasady, to ma przecież w blogosferze jeszcze miliony inych blogów do dyspozycji.
Drzwi są tu otwarte dla każdego, kto mojego pieskiego savoir vivre’u ma ochotę przestrzegać. Tyle.
Tu jest temat na parę doktoratów z wielu dziedzin:wiary, etyki, marketingu, metod dystrybucji towarów etc.
http://finanse.wp.pl/kat,104128,title,Szok-Oto-prawda-o-miodzie-od-benedyktynow,wid,14323085,wiadomosc.html?ticaid=1e13c&_ticrsn=3
Bobiku,
Toz my wiemy zes pies i to podobno slabo rasowy. „Dowcip” byl raczej o „rasie” naszej. Polskiej, znaczytsja. Zydem tez sje jeszcze nie stalem. Ale pracuje nad tym! Niczym JFK nad staniem sie Berlinczykiem. Arabowie w tym wszystkim wciaz nie pri czom.
O tych otwartych drzwiach to juz bylo. Na tym blogu i nie tylko. Tez w marcu to bylo! Ups, co za skojarzenie. Ogon miedzy nogi i – w nogi!
Sadźmy, przyjacielu, róże!
Długo jeszcze, długo światu
Szumieć będą śnieżne burze:
Sadźmy je przyszłemu latu!
Moze, obiektywmie rzecz biorac, nie jest to lietartura A, raczej rzadko spiewana piesn sprzed bez mala dwustu lat „posledniejszego”, prawie zapomnianego polskiego romantyka.
Ale gdybym miala z calegp polskiego spiewnika narodowego wybrac jedna, ktora jest mi naprawde bliska i ktora mnie zawsze rozrzewnia i porusza, to bylaby to wlasnie ta jedna – O sadzeniu roz Seweryna Goszczynskiego. Bo laczy w sobie dwa wazne watki w z tradycji polskiej i zydowskiej, takze tradycji pozytywistow i socjalistow, watek budowania lepszego swiata:
My, wygnańcy stron rodzinnych,
Może już nie ujrzym kwiatu –
A więc sadźmy je dla innych,
Szczęśliwszemu sadźmy światu!
To co bylo od samego poczatku, a nawet u zrodel narodzin tego Blogu, to juz nawet nie tyle savoirevivre – rozie z nim bywalo! – ale wlasnie przekonanie, ze nawet najskromniejszy zasadzopny tu krzaczek sluzy czemus dobremu i nawet jesli nie zakwitnie tej wiosny, to beda jeszcze inne wiosny, kied sie to stanie.
Moja wspolczesna, postmodernistyczna wrazliwosc moze sie zzymac na slowa:
Jakże los nasz piękny, wzniosły!
ale dalej juz nie mam problemu:
Gdzie idziemy – same głogi,
Gdzieśmy przeszli – róże wzrosły;
Więc nie schodźmy z naszej drogi…
Sorry za minihomilie 😉 😳 😉 😳
.
Heleno!
Przyszła wiosna, a z wiosną Helena. 🙂 Tak, to będę chętnie śpiewać.
A czy ja mogę zamiast tych róż posadzić klematis? 🙂
Bo właśnie odkryłem, że mi jeden z klematisów zimy nie przetrzymał. 🙁
Obawiam sie, ze klematisy nie maja tej sily przebicia jako symbol.
Ponadto klematisy lubieja przyczaic sie w ziemi i wychynac na wiosne. Wec jeszcze bym ich nie spisywala na straty.
Toż ja nie spisałem. Ale już muszę poważnie liczyć się z tym, że nowy klematis może okazać się konieczny.
Może z tą symboliką dałoby się jakoś załatwić?
Sadźmy, sadźmy klematisy!
Od nich piękna jest i krata,
debet, chandra, spamu wysyp
i w ogóle postać świata. 😆
Nie musi sie to akurat nazywac minihomilia, jak sie ktos postmodernistycznie na to slowo wzdryga. Mozna to nazwac wspolczesniej, np. mission statement albo restatement of core values, ale roze i tak sie przydadza. Choc z kolei klematisy, mniej sie w historii literatury napracowaly jako symbol, wiec moze i pora je zaprzagnac do dzialalnosci publicznej. 😉
A tu o bojce w miejscu, gdzie w ramach mission statement i core values przepychania i szturchania zazwyczaj sie nie przewiduje:
http://www.huffingtonpost.com/2012/03/10/chicago-symphony-orchestra-fight_n_1337089.html
A poza tym staram sie przystosowac do nowego czasu letniego, tutaj juz obowiazujacego, i dosc ciezko mi idzie. Ciagle mi czegos brak – chyba wlasnie jednej godziny. 😉
A ja z uporem…
Jakiekolwiek ograniczenia na, górnolotnie mówiąc, wolność nauki nic dobrego nie dadzą. Taki ludź od nauki musi mieć poczucie, że pracuje bez skrępowania czymkolwiek (no, oczywiście, w razie czego musi kogo przekonać, że wart dużych pieniędzy).
No i, jak to Nasz Mistrzunio Szacowny acz nie rasowy mawia, drobnymi kroczkami :-), podkreślić, drobnymi!
Zacznijmy po prostu od wsadzenia tych prac w Internet! Dalej trochę samo powinno iść…
Mysle, ze wyniki mozna i nalezy udostepniac bez przeszkod tylko i wylacznie w wypadku, kiedy badania przeprowadzone zostaly wylacznie za peniadze podatnika, a i tez nie zawsze. Moga one byc np t.zw. sensitive – obronnosc kraju, bron biologiczna itp.
Ale nie bardze widze powod kiedy zalozmy firma L’Oreal za sume kilku milionow dolarow przeprwodzi we wlasnych laboratoriach badania naukowe nad jakas kompletnie nowa formula kremu na zmarszczki. Czy powinna ja udostepniac konkurencji? Ktora nie poniosla zadnych kosztow badan? No, nie wiem… 🙁
Wolnosc nauki nigdy nie byla nieograniczona, o czym mieli sie przekonac ku swemu utraipeniu np, Panstwo Julius i Ethel Rozenbergowie. Ku nieszczesciu swiata, z ktorego do dzis smy sie nie wygrzebali.
Nie wiem, czy się całkiem rozumiemy, Tadeuszu. Mnie idzie, po pierwsze, o otwartość dyskusji naukowej, której warunkiem jest dostęp do prac – jak go ni ma, to skąd wiadomo, o czym gadać. Po drugie, o otwartość dyskursu na linii naukowcy – społeczeństwo (czyli i ten podatnik finansujący). I tu oczywiście jest otwarte pytanie, na ile nauka ma być świątynią z kości słoniowej, gdzie głos profanów nie dociera, a na ile uwzględniać jakieś realne, społeczne potrzeby, czyli zadawać sobie samej pytanie „na ile to, co się we mnie dzieje, będzie mieć jakieś przełożenie na życie, na ile komuś się przyda”.
To przełożenie w naukach technicznych, medycznych, czy choćby o sadzeniu grochu, w miarę łatwo wyłapać. W humanistyce trudniej, ale tym bardziej warto o tym mówić i przekonywać, że ono istnieje. Bo jak podatnik będzie miał poczucie, że cokolwiek z tego ma, to będzie bardziej skłonny finansować badania. A bez forsy – wiadomo, najwspanialsza nawet świątynia zacznie w końcu podupadać.
Znaczy – nie w tym rzecz, żeby robić publiczne castingi na najcudniejsze badanie i zachęcać publikę do głosowania esemesami, tylko żeby dać publice pewien wgląd w to, dlaczego fachowe jury nagradza akurat te, a nie inne badania. Bo według mnie to się opłaci, może nawet obu stronom. 😈
A że nie wszystko naraz i od czegoś trzeba zacząć – jasne. 🙂
Firma l’Oreal w normalnym rozumieniu nie prowadzi badań naukowych, ale wdrożeniowe, czy też próbuje stosować badania naukowe. Niestety, jest ogromne zamieszanie pojęciowe między nauką a zastosowaniem nauki. Zaprojektowanie mostu to nie praca naukowa, a czymś takim analogicznie l’Oreal się zajmuje.
A to Rosenbergowie nie byli szpiegami sowieckimi :shock:? Bo tak wszędzie piszą.
Dzięki Heleno za przypomnienie Goszczyńskiego. Ja oczywiście popieram w rozciągłej złości aż do postmoderny 😉
Rwijmy, przyjacielu laski
Bo nie długo będą trwały
Naszych możliwości łaski
Stare z nas są już bęcwały!
My, z przeszłością w tym temacie
Bez widoków na poprawę
Pierzmy jeszcze swoje gacie
Brudem by nie pokpić sprawy
Cóż tam Smoleńsk, cóż ojczyzna
Nie przeszkodzi nam podagra
Starcza niesie nas tężyzna
I przygotowana Viagra!
Cóż tam, że niedowidzimy
Inne w nas tkwią wszak talenty
Niespłacone zostawimy
Co najwyżej alimenty!
Bobiku, rozumiemy się świetnie, więc i Ty rozumiesz także, że w moim mniemaniu takie rozumowanie jest niesłychanie niebezpieczne. Nie oszukujmy się, bardzo wiele badań naukowych kończy się wynikiem negatywnym, czego w popularyzacji się nie pokazuje. Wynik negatywny znaczy, że ta droga jest niedobra, trzeba próbować innej. To nie sa wyrzucone pieniądze. Ilość humbugu w normalnych krajach w nauce nie jest tak bardzo duża i wyrzucone pieniądze na bzdury to jest niewielki ułamek wszystkich pieniędzy. Gdzieś zresztą miałem liczby, ale nie znajdę.
Na Boga, jak sobie wyobrażasz, że ktoś z publiki ma zrozumieć wyjaśnienia zaawansowanej nauki!!!!! Specjalistom prześledzenie rozumowania tego Rosjanina-matematyka zajęło 2-3 lata!!!
Większość matematyki, logiki jest kompletnie nieprzydatna!
Publika, jak zwykle, zdaje się na ekspertów i ich __niezależność__, __wolność___ i uczciwość. Eksperci decydują o tym, czy to dobre czy nie. Tylko w Polsce z tymi wszystkimi trzema cechami nie jest dobrze.
Mnie się wydaje 😉 że nie mieszam „czystej” nauki z jej zastosowaniami, tylko tę czystą naukę również uważam za przydatną społecznie – ale czasem bardziej, czasem mniej. Bo skądinąd wiadomo, że są badania, z których i dla tej czystej nauki niewiele wynika, albo są od początku do końca humbugiem.
A firma l’Oreal to jeszcze inna para kaloszy – ona bada za forsę firmową, nie publiczną. Ja na razie tylko o nauce finansowanej publicznie. 😉
Dzieki, zeenie. Piekne. Zaraz poczulam sie mniej patetycznie. 😉
Oczywiscie firma L’Oreal prowadzi badania naukowe, zatrudniajac mase naukowcow. Zwlaszcza chyba dzis, kiedy wielkie fimy kosmetyczne ( a i niektore mniejsze tez) wypuszczaa na rynek mase, mase cosmoceuticals – cos miedzy lekiem a kosmetykiem, na ktore przedtem musza uzyskac zgode np. Urzedu Zywnosci i Lekow (FDA) w USA, bo tam glownie te badania sa prowadzone.
Bobiku, tylko nie wykopuj tego niby wymarzłego clematisa.
Miałam takie piękne, dobierane latami na balkonie i w jedną zimę mi wymarzły.
Kupiłam inne, już nie tak piękne, a kiedy wykopałam stare korzenie okazało się, że były żywe i właśnie zaczęły odbijać. Nigdy bardziej nie żałowałam, że nie posłuchałam przestróg starego Drzewca.
Aaa, i oczywiscie panstwo Rosenbergowie z roznych, niekoniecznie finansowych powodow, przekazali sekrety Moskwie. Ktora dzieki temu mogla zaczac produkowac wlasna bron atomowa. Moze naukowcy radzeccy sami by doszli do podobnych wynikow badan, ale Zachod zyskalby jednak pare dobrych lat spokoju i z innych pozycji negocjowal z Moskwa..
O, łajznęło się o humbugu. 🙂 No dobrze, jestem skłonny uznać, że nie jest go aż tak wiele, ale czasem bywa. 😈 I oczywiście zgadzam się z tym (już to napisałem), że nie profani mają decydować o konkretnych tematach prac, tylko eksperci. Ale warto zauważyć, że społeczne zaufanie do przynajmniej części ekspertów – np. ekonomistów czy politologów – bardzo ostatnimi laty zostało nadwątlone, co może się całkiem praktycznie przekładać na niechęć do finansowania niektórych dziedzin. I dalej mi się wydaje, że wskazany byłby dialog ekspercko-społeczny, żeby podatnicy nie mieli poczucia, że wyrzucają forsę w błoto. Można wyjaśniać np. właśnie takie rzeczy, dlaczego część badań kończy się niepowodzeniem, ale mimo to jest ważne, żeby je robić, albo dlaczego nawet mylący się eksperci są lepsi niż zupełny brak ekspertów. Bo obawiam się, że splendid isolation może prowadzić do coraz większego zakręcania publicznego kurka.
Klematisy, jak uczyla mnie kiedys nasza Jasiunia, powinny miec nogi w glebokim cieniu, glowe w sloncu.
Nigdy mi sie mimo to nie udaly, bo latwo zapadaja na grzyba, ktory je kosi w ciagu jednej-dwu godzin, Nazywa sie to po angielsku Clematis Wilt.
Nie nadążam z czytopisaniem. 😯 Pewnie, że na zasadzie wyjątku mogą być niejawne badania np. wojskowościowe. Ale mnie się widzi, że tu cały czas biega o ogólną zasadę – jak podatnik coś finansuje, to ma prawo potem mieć do tego swobodny dostęp. Nie tylko w bibliotece naukowej, za okazaniem jakiejś tam legitymacji, ale i w sieci. No i inni naukowcy, którzy również są podatnikami, też ten dostęp mieć powinni, niekoniecznie wydając na to ciężkie hopy z własnej kieszeni. Bo już raz swoją podatniczą forsę na to wyłożyli. Czy też gdzieś tu popełniam błąd w główkowaniu?
A klematisa nie wykopię, gdzie tam. Ale mam dosyć miejsca, żeby posadzić jeszcze jednego. 🙂
Nie wiem, jak jest teraz, ale kiedyś wiele pisano o tym, że państwowe granty przyznawane są wg niejasnych kryteriów na nikomu niepotrzebne badania, podczas gdy na świecie badania finansują konkretne firmy, które są zainteresowane wynikami i nie płacą za nic.
Tu niestety jest duże pomieszanie. Oczywiście, że l’Oreal nie prowadzi badań naukowych, nie wystarczy zatrudnić naukowca. Tak jak lekarz-praktyk nie jest uczonym. Poza tym nimb obiektywności etc. nauki zawsze się przydaje firmie, która na oszukiwaniu ludzi robi duże pieniądze. Wyraz nauka jest mocno nadużywany. Ale to na dłuuuugi wywód.
Tak samo jak uczony nie jest już uczonym, kiedy wypowiada się poza swoją specjalnością, a zwłaszcza bez przygotowania dla mediów. Wtedy to i w swojej specjalności jest w stanie piramidalne idiotyzmy wygadywać.
Tam, gdzie wchodzi ideologia, jak politologia, futurologia, ekonomia, tam kryteria naukowe mocno przestają istnieć. Tyle są naukowe co i futurologia.
A w humanistyce to ideologia odgrywa ogromną rolę… prawda. Jak publika chce, to publikacji jest od groma. Ale trzeba chcieć…
mt7
to bardzo „dziennikarski”, za przeproszeniem, sprymitywizowany pogląd. „Świat” to często USA. Tam grantów państwowych multum, (National Endowment for Humanities?, wszystkie dla US Army?). W Europie granty są przede wszystkim państwowe.
Kryteria zawsze te same, co i przy doktoratach, habilitacjach, profesurach: ekspercka opinia innych uczonych. Tak naprawdę nie ma innego porządnego kryterium.
No ale te wolności, niezależności i inne potrzebne… także finansowe.
@ Bobik 14.58
Święta prawda, nie tylko o klematisie 😆
Heleno, w ramach wsparcia, skoro tak Cie meczy patetyczne odczuwanie 😉 , i potrzebujesz odtrutek, podsylam Ci, co nie tak dawno powiedzial niestety przedwczesnie zmarly autor kultowej powiesci Infinite Jest, David Foster Wallace:
“Postmodern irony and cynicism’s become an end in itself, a measure of hip sophistication and literary savvy. Few artists dare to try to talk about ways of working toward redeeming what’s wrong, because they’ll look sentimental and naive to all the weary ironists. Irony’s gone from liberating to enslaving. … The postmodern founders’ patricidal work was great, but patricide produces orphans, and no amount of revelry can make up for the fact that writers my age have been literary orphans throughout our formative years.”
A do rozmowy o badaniach naukowych juz nie zdaze sie wlaczyc, choc chyba mi najblizej do tego, co napisal Tadeusz. Zwlaszcza, ze co prawda z jednej strony mamy co roku dosyc kandydatow do Ig-Nobli, a z drugiej strony bardzo duzo odkryc z poczatkowo zupelnie „niepozytecznych” badan typu pure research – w odczuciu laikow – znalazlo dopiero po latach zastosowania praktyczne (lista jest dluga, ale juz nie mam w tej chwili czasu, bo gonie stracona godzine).
Wiem, rozgadałem się…
Ja do tego, że kiedyś dużo pisano.
Od czasu do czasu odbywa się zbiorowa nagonka na różne problemy nauki, dziennikarze wtedy najwyraźniej bez zastanawiania się odpisują z jakichś bryków.
Ostatnio taka nagonka odbyła się na tę wieloetatowość, a czasami jeszcze poprzedzano to „danymi” nt. ogromnych zarobków na uczelniach. Szczytem demagogii było przedstawienie, jakie to są pensje, bo jakaś uczelnia płaciła chyba 160000 zł (ok. 40000 euro; pewnie się pomyliłem) prezydentowi Krakowa za jakies godziny. Do pismaka jakoś nie trafiało, że nie płacili konkretnej osobie, ale funkcji, aby ściągnąć studentów. A ja pierwszy raz w życiu widziałem takie sumy, jak podane, ale oczywiście metody wyliczenia nie było.
Można było zrozumieć, że ci wieloetatowcy to tak z chciwości robią, a tym samym niszczą naukę. Kilka było rzeczowych artykułów, ale tych nie było na bryku, więc nikt nie cytował. Powiązania wieloetatowości z ogromną ilością uczelni i studentów, czym wszystkie rządy się tak szczycą, też nie było.
Trudno nie było odnieść wrażenia, że jest to szczucie pismaków w jakimś celu. Np. dla zdobycia aprobaty społecznej do zmian w źle napisanej i niespójnej nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym.
No widzisz, Tadeuszu, na moje wychodzi. 😆 😆 Jak jest pomieszanie, to znaczy, że dialog jest konieczny i cierpliwe wyjaśnianie. Bo nawet kiedy zostawimy na boku futurologię, a weźmiemy tak niewątpliwą naukę jak matematyka, na pewno nie dla wszystkich podatników będzie jasne, dlaczego warto ją finansować. Przecież pi już tyle miejsc po przecinku ma, że na cholerę szukać dalszych. 😈 Ale kiedy ja, durny podatnik, czytam np. dialogujący blog Andsola, zaczynam nabierać przekonania, że i dla mnie w jakiś sposób to ważne, żeby matematycy dalej mogli się o te różne trójkąty wykłócać. Więc jak ktoś będzie chciał finansowanie matematyki obciąć, to ja może zorganizuję demonstrację przeciwko temu, pociągnę za sobą tłum i razem do tego nie dopuścimy. No, a to już jak najbardziej jest poczucie społecznej kontroli nad nakładami. 😆
Tadeuszu, nie prowadziłam badań, jasne, że powtarzam dziennikarskie opinie, tyle że w tym duchu wypowiadali się też uczeni różni uczeni.
Przepraszam Cię, ale w środowisku profesorskim jest chyba dużo kościanych dziadków, miałam okazję z przerażeniem oglądać ich podczas jakiejś gali na UW.
Nie miałabym za grosz zaufania do ich opinii.
Generalnie jestem sceptyczna do procedur w Polsce, ale w istocie niewiele mogę powiedzieć na ten temat.
No cóż, jeden zdobywca Ig-Nobla (za lewitującą żabę), w następnym dostał Nobla (za grafen)… Nie wszystko, co śmiesznym się zdaje, śmiesznym jest naprawdę…
Podniesienie w polu magnetycznym żaby to wielkie osiągnięcie. Bo, przypomnijmy, proszę Państwa :lol:, że komórki biologiczne są dielektrykami i nie działa na nie pole magnetyczne tak jak na metale…. poza tym w tej żabie podnoszony był naprawdę każdy atom z osobna, a jednak się trzymała. Fascynujące. Są nagrania w sieci.
Bobiku, ale wyjaśnień jest naprawdę dużo, jest wiele świetnych i popularnych książek o nauce, ale trzeba je CZYTAĆ, nie tylko durnych pismaków!!! (przepraszam wszystkich niedurnych… jak i czytających tych niedurnych).
Jaka nauka, matematyka, to korona nauk, nauka nauki nauk, to to… poezja… ale nie znam 🙁
Z pi wyjaśnienie trywialne: im więcej tych cyferek tym bardziej kulki w łożysku będą kulkami 😆 Czyli potrzebne.
Bo uczony fizyk będzie gadał głupoty o innych specjalnościach, np. historii, nie mówiąc o uczonym historyku, który będzie… etc. Gadanie do kamery czy dziennikarza nic dobrego nie niesie.
A kościanych dziadków wielu. Niektórzy umysł mają jak żyleta (naprawdę), no, ale nie wszyscy….
No przecież mówię, że w Polsce różowo nie jest. Ale problemy trzeba rozwiązywać, nie zasłaniać wioską potiomkinowską.
Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie, dlatego pozostaję sceptyczna wobec różnych krytycznych ocen zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym.
Chyba nie o tym samym mówimy. Zmiany potrzebne, ale dobrze mieć do tego ustawę, która nie jest niechlujnie napisana. Dziekani nie wiedzą jak interpretować przepisy.
Zorientowałem się, że trochę zacząłem meandrować, więc jeszcze powiem krótko, bez meandrów: z tą społeczną kontrolą przede wszystkim chodzi mi o kontrolę sytemu finansowania (nie tematów badań), dostęp wszystkich podatników do tego, za co zapłacili i prawo podatnika do uzyskania odpowiedzi, dlaczego jakieś badania są takie ważne, jeśli poczuje potrzebę zadania takiego pytania (z góry wiadomo, że większość nie poczuje). A wtedy rolą naukowców jest zastanowienie się, jak – we własnym interesie – odpowiedzieć tak, żeby nawet najgłupszy pies zrozumiał. 😉
Z niechlujną ustawą wracamy do niedawno tu poruszanej kwestii niechlujnego pisania prawa w ogóle. 🙁 No, nie jest to dobrze, kiedy ono jest niechlujne, niejasne i dziurawe. 👿
Tadeuszu, niechlujne ustawy to jest standard, o czym pisałam niedawno.
Może to skutek nadmiaru w różnych zawodach.
Ciągle nie daje mi spokoju liczba kilku tysięcy dziennikarzy rocznie.
Co z tego może być, widać na gazeta.pl , czy innych wprostach. Żenujący poziom, aż się nie chce zaglądać.
Może z prawnikami jest tak samo.
Może przekroczono pewną masę krytyczną.
a może ja już jestem staruszką, która nie rozumie współczesności, co byłoby najlepszym wytłumaczeniem.
Kurczę, ja za meandrami zamglonymi latam, a tu mi w mailu proponują lot do Werony i z powrotem za całe jedyne 70 eur. Łagodne oko błękitu, pizza, pasta i lambruski. Ale terminy, psiakość, nie pasują. 😥
Siódemeczko, a kto tę współczesność rozumie? Nawet młodzież raczej wydaje się z niej korzystać, niż rozumieć. 😈
Ja bym chciała pomieszkać trochę tu i tam.
To w związku propozycjami tanich lotów.
Na razie mam takie typy w kolejności miłości:
Jerozolima, Wenecja. Lizbona, Cadyks i Asyż.
Lista jest otwarta, a czas upływa, a finanse nie przypływają. 🙁
Piekny cytat, Moniko , i zapewne prawdziwy ale tylko tam gdzie ironia i ojcobojstwo zostaly dobrze przerobionae juz wczesniej i nie wywoluja zgorszenia i ciagania po sadach za obraze uczuc czy zniewazenie flagi poprzez wtykanie jej w psia kupe.. Czyli na naszych respective anglosaskich podworkach. W innych miejscach to trzeba do tekstu mordki wsadzac i tez nie zawsze uchronia. 😆
Popatrz jak Norwid mial przechlapane. Teraz juz mu wolno, bo na szczescie kiedys go endecy usynowili.
Czesto w Polsce ostatnimi laty cytowany „patriotyzm jako ostatnie schrinienie szubrawcow” ma wbudowany mechanizm obronny: przeciez to jakis Angol powiedzial a w dodatku 250 lat temu! O jakims ichnim polityku i jego zgrai kaczystow!
A co do „hip sophistication” – ooo! Gimme anytime. 😆
Mt7, załap się na regaty wielkich żaglowców… W tym roku płyną z St Malo i Brestu do Lizbony, a potem do Kadyksu.
Dziędobry, Koszyczku. Dawno nie zaglądałam, zajętą będąc podróżami oraz wygłupami. Miło Was widzieć.
I Was tez, Kolezanko. 🙂
Nisiu, wyglupami? to swietnie, to juz tylko kroczek do brykania i
fikania 🙄 🙂
Moniko, czy wiesz ze D.F.Wallace ciagle czeka na polskie tlumaczenie? i nie on jedyny, gdyby tak moze dalo sie „przerobic”
W.H.Gass albo M.Z.Danielewski na Krajowy przeczytalbym chetnie
🙂 😀
Werona to tam, gdzie mi rowery rozwalili 👿 ?? To mnie się kojarzy z czerwoną gmłą przed okiem!
Co do 15.41, czyli Bobik na prostej, pełna zgoda!
mt7, wlasnie finanse 🙂 zbieram pieniadze na wielotygodniowa
wycieczke z plecakami przez Izrael (przelot juz wykupiony), rodzina zapelnila mi portmonetke pijawkami, ale od czego VISA
karta? 8)
Dzięki, Heleno!
Brykanie i fikanie w moim wieku smakuje coraz lepiej. Będę się przykładać przykładnie i ćwiczyć do upadu.
o „naukowcach” wypowiedzialem sie juz podpisem 🙂 i to
dobrze tak 😀
A ja nic nie wiem o Davidzie Fosterze Wallasie 😳 …
Ale nie można wiedzieć wszystkiego 😆
Nisiu 🙂
No właśnie …
Ja bym umiejscowił ironię u nas w pobliżu bezradności.
To rzutuje a na jej wymiar. Jest oznaką jakiejś walki, niezgody, rzadko czystej złośliwości, raczej sygnału, że dostrzegam nonsensy, tak w formie jak w treści.
A że balonów u nas ciągle dużo, to proszą się o szpilki 😉
Tadeuszu, albo James Joyce albo D.F.Wallace, dla obu godzin nie starczy 🙂
Podjąłem decyzję: rezygnuję z obu! Poczytam sobie Kubusia Puchatka 😆 Pogodniejsze.
co za wybor!, pani Irena Tuwim bryka z radosci 🙂
Bezradnosci, zgoda.
O, Nisia sie pojawila. 🙂
A, nie, niezupelnie sie tu zgadzam z Toba, Heleno, choc czesto sie przeciez zgadzamy. 😉 Uwazam, ze to jednak troche jeszcze bardziej skomplikowane, i ze niekoniecznie przechodzi sie przez wszystkie etapy po kolei, i ze zwlaszcza w dzisiejszym, polaczonym swiecie panuje fascynujaca jednoczesnosc, ktora powoduje, ze ten cytat nie dotyczy tylko do krajow anglosaskich (dodalabym szerszej: zachodnich). Choc dotyczy zapewne juz mlodszych pokolen, tych, ze tak powiem, wschodzacych (to w ich imieniu wypowiadal sie Wallace), a nie – jak to ladnie kiedys okreslil Tadeusz – pokolen „kwiecistych”. Sa zreszta bardzo ciekawe badania na temat pogladow i postaw tzw. Millenials (tu juz rzeczywiscie ograniczam sie do Stanow), ktorzy beda poprzednie pokolenie z kolei dekonstruowac i krytykowac. To raczej normalna kolej rzeczy zreszta. 😉 A poza tym, myslac na te tematy, przyznam, ze mam takze w glowie swietna ksiazke filozofa/filozofki (niepotrzebne skreslic) 😉 amerykanskiej, Susan Neiman, pt. Moral Clarity. A Guide for Grown-Up Idealists. Bardzo dobra lektura, zwlaszcza dla osob o ogolnej orientacji liberalnej, zastanawiajacych sie, dlaczego ich pomysly slabo sie sprzedaja na rynku pomyslow, a lepiej sie sprzedaja pomysly zgola przeciwne.
Rysiu, jest Visa, jest, ale jak przychodzi do spłacania, to spłacasz i spłacasz :shock”, a tu ciągle jeszcze kupa do spłacenia, a odsetki jakieś poza przeszłe, przeszłe, teraźniejsze i bardziej teraźniejsze, do tego ubezpieczenia i już nie wiem, co jeszcze.
Ciągle noszę się z zamiarem podliczenia tego, bo z 20% rozrosło się to do jakiegoś monstrum.
Możliwe, że tylko tak mi się zdaje, bo po drodze sfinansowałam to i owo, niewielkie kwoty, ale może zusammen, to tak wychodzi.
Myślę o tym, myślę, bo chciałabym pomieszkać trochę i nasiąknąć atmosferą tak ze 2 m-ce przynajmniej. 🙂
Tu o urlopach i brykaniu, a ja za chwilę mam termin z klientką. 🙁
Ale może jeszcze zdążę o tej ironii… Zdaje mi się, że tu jedno drugiego nie musi wykluczać. Tzn. prawdą dla mnie jest, że ironia bardzo często bywa bronią (czasem nawet jedyną) bezradnych. Ale zgodziłbym się również z opinią, że całkowita niemożność odczuwania i wyrażania patosu jest tak samo pewną niewolą mentalną, jak niezdolność do ironii i obowiązkowe oburzenie, kiedy ktoś przekłuwa balony. Najlepiej, kiedy jest czas tego, i jest czas tego, że się odwołam do sprawdzonej przez wieki formuły. 😉
Tu rośnie klematis, a tu liczba pi
2 000 000 000 000 000 cyfr dobiega
Tu brzydki dowcip, bon wuajaży plany
A profesor to ekspert, czy jakaś lebiega
Zasadność wszelkich prac naukowych
Powinien oceniać Trybunał Podatników Narodowych
Chyba mi najbliżej do wątku ironii
Tak jak do klematisu, czy innej aronii.
Ulubionym moim pytaniem kierowanym do wuja profesora (jak mawiano w rodzinie „światowej sławy uczonego”) było:
– „A jakie to ma zastosowanie w praktyce?”
Wuj zawsze się dawał podsadzić na to pytanie i wyciągał jakieś publikacje – „zobacz tu mnie cytują, i tu mnie cytują i tu”.
A gdy wracał z kolejnego kongresu, to zwykł mawiać – „miałem dobrą dyskusję”.
Z czasem nabrałem przekonania, że uprawia swój zawód dla cytacji i dyskusji.
Ale, wiem.
To bezradność wobec świata cząsteczek, w którym się obracał kazała mi uderzać w ironię.
Pewnie, ze w globalnej wiosce internetowej pewne procesy i przeobrazenia myslowe, zmiana wrazliwosci nastepuja jednoczesnie, ale chyba jednak nie do konca obejmuje wszystkie grupy spoleczne, w przcownym razie nie mielibysmy kloptow ze zrozumieniem dlaczego w dzisiejszym swiecie mozna zupenie nie przyjmowac do wiadomosci, ze w okreslonym kontekscie meskie genitalia rozpiete na krzyza faktycznie SA sztuka, albo ze przyniesienie dildo na konferencje prasowa przez polityka jest powiedzeniem czegos bardzo waznego, albo ze napisanie hymnu w wersji „Farsz, farsz w pierogi…” ( 😆 ) jest wiecej niz tylko zabawa w zgrabne rymowanie. Dlaczego wiekszosc ludzi mojego pokolenia, mojego z grubsza poziomu umyslowego bedzie w najlepszym wypadku sie zzymac, w najgorszym zwymysla sprawcow albo nawet uzna, ze powinien sie nimi zajac sad?
Mysle, ze moj wyjazd z Polski w odpwoednio mlodym wieku plus dosyc wczesne przeczyatanie wiadomych Dziennikow uksztatowalo moje reakcje tak a nie inaczej, choc oczywoscie jestem rozdarta na tyle, aby czasami uderzyc w (bezwstydnie 😳 ) wysokie tony i one tez mi przychodza z latwoscia.
A im czesciej na tym sie przylapuje, tym czesioej mam powazne klopoty z „moral clarity”. bo coraz wiecej dylematow pozwala jedynie na wybieranie mniejszego zla, nie pozostawoajac na wybor jednoznaczngo dobra.
Niedawno nawet mielismy gleboka noca dyskusje na ten temat z Pieskiem, ktory kazal mi odpowoiadac na trudne pytanie”czy cel uswieca srodki”. Odpowiedzialam, ze czasami niestety cel uswieca srodki, bo srodki do dyspozycji sa mniejszym zlem niz nie osiagniecie celu. A konkretnie: czy lepiej wydobyc w sposob podstepny zeznania od podejrzanej matki (srodki) czy tez zrezygnowac z poszukiwania zaginionego dziecka (odnalezienie ktorego jest celem).
hmmm – tak sobie myślę, że Gombrowicz dystansujący się od polskich schematyzmów nigdy (może z racji starannego wychowania) nie posuwał się do dorysowania tego, czy innego orłowi.
orłu – schowam się za słowem dyslektyk
wydobycie w sposób podstępny to jedno, a robienie z tego telewizyjnego show to drugie
Ale mysmy nie rozmawiali o zadnym showie tv. Trzymajmy sie tematu i dylematu.
Skad wiesz czego Gombrowicz nie dorysowalby orlowi? Byl okropnym prowokatprem przeciez. Co dla takiego Gombrowicza dorysowac… well… cokolwiek.
Musze znow uciekac, niestety, Heleno, ale zgadzam sie z Klakierem, ze i Gombrowicza mozna – powiem bezwstydnie postmodernistycznie – czytac na wiele sposobow. Bo ja bym jednak nie pamietala go wylacznie jako szargacza swietosci i prowokatora – to dla mnie za duza redukcja, ale takze jako polska, spozniona Jane Austen (nawet klasa spoleczna pisarza sie mniej wiecej zgadza). I ja na przyklad, bardzo go wlasnie za te jego austinowskosc spostrzegawczosc cenie (zreszta ona i z Dziennikow, i ze wspomnien, i wywiadow jeszcze bardziej wychodzi). 😉
A moral clarity w rozumieniu Neiman to dlugi temat. Wspomnialam te ksiazke, bo jest moim zdaniem ciekawa. I nie chodzi w niej o to, ze zawsze sie wie z niezachwiana jasnoscia, co nalezy w danym momencie zrobic, tylko o jasnosc wyrazania tego, ze i osoby o pogladach liberalnych maja swoje wartosci, i nie maja na nie monopolu przerozni fundamentalisci wszelkiej masci.
A, i zgadzam sie z Bobikiem (o co zreszta, w moim rozumieniu chodzilo Wallace’owi), ze nie chodzi o to, zeby w ogole wyrzucac ironie (ani tym bardziej autoironie), a o to, zeby nie poddawac sie dyktatowi, ze ironia jest jedyna game in town. W koncu, jak juz wspomnialam o Jane Austen, to jest z niej przeciez wlasnie swietna ironistka. No i kto by chcial wyrzucac Jane Austen albo Oscara Wilde’a? Albo Szymborska, juz wracajac do literatury polskiej? 😉
I jeszcze jedno. Wydaje mi sie, ze w Polsce uporczywe walenie po swietosciach (co juz niekoniecznie miesci sie pod haslem „ironia”) moze sie niektorym, z roznych historycznych powodow, takze dodatkowo zle kojarzyc z propaganda i wywolywac opor u odbiorcow, ktorego nie mieliby akurat odbiorcy zachodni.
Nie, nie dorysowałby.
Może o czymś nie wiem. Ale dałbym się posiekać, że wpojono Mu prostą prawdę – „nie uchodzi”.
Przykłady były medialne, a media kształtują zachowania i opinie.
Dylemat jest trochę wojenny, jak w czasie wojny, gdy posyła się na pewną śmierć pułki, aby armia przeszła.
Podejmując taką decyzję trzeba mieć żelazną psychikę i pewnie wiarę, że cel tego wymaga.
Może i bywa tak w mniejszym wymiarze w życiu codziennym.
Że podejmujemy taką decyzję, uznając nadrzędność celu.
A może nie szukamy innej drogi.
Ale nie za to Gombrowicz jest dla mnie takim przelomowym momentem w rozwoju, ze byl austonowski. Byl obuchem w glowe wlasnie dlatego, ze i u mnie z tych samych historyczno-skojarzeniowych wywolywal ostry opor – pamietam nawet moment w Paryzu, gdzie go wlasnie zaczelam czytac, miotniecia ksiazka z calej sily w kat – z lozka, przez caly pokoj. Taka bylam obrazona i dotknieta. 😳
Do Gombrowicza znalazłem klucz dzięki bardzo bliskiej mi osobie – wielkiej dobroci był to Człowiek.
Kiedy przeczytałem „Wspomnienia polskie” (poprawcie proszę, jeśli coś przekręcam), w których jest opis przekomarzania się Gombrowicza z matką, to raptem z perspektywy czasu wydało mi się, że ja to skądś znam.
I, że to wadzenie się Gombrowicza z Polską stamtąd się bierze.
Mozliwe. 🙂
Dopiero teraz zauwazylam, Klakierze, Twoje zdanie o Gombrowiczu: ” Ale dałbym się posiekać, że wpojono Mu prostą prawdę – “nie uchodzi”.
Moze mu i probowano takie zasady wpajac, ale nie sadze aby z powodzeniem. Jego nie tylko pisarstwo, ale sppospb kreowania wlasnej osoby w zyciu, byl buntem przeciwko temu co „uchodzi” czy „nie uchodzi”. Poczytaj troche wspomnien o nim, jesli nie ufasz w to co sam o sobie opowiadal.
On „proste prawdy” wywracal do gory nogami i okrutnie je wysmiewal.
Dorysował, nie dorysował, być może nie dorysowałby, ale gębę nam wszystkim dorysował i ostrą kreską, nie łagodną.
Że światowy człek był, wiedział, jak łagodzić i cieniować, ale całość ogarniał, bo miał perspektywę. I pomyśleć, że te z polskością zmagania za antynarodowe mieli za socjalizmu, mają niektórzy teraz i nie wątpię, że będą mieli następcy dzisiejszych mających. Rzekłbym: antynarodowość Gombro jest nieśmiertelna. No, chyba, że narody wcześniej odejdą w przeszłość…
Polepiłam się. 🙂 Ironia jest łatwiejsza niż patos. Ironiczne wierszyki to ja zaledwie partaczę, ale jak mi przyjdzie do głowy coś na poważnie i z patosem zawierszyć, to wychodzi grafomaństwo przez bardzo duże G i miesiącami się potem wstydzę. 😳 Do bezwstydnego patetycznego wierszowania trzeba być naprawdę tęgim poetą.
Trochę się zawahałam przy podpisywaniu apelu z linki od Tadeusza, bo przymusowość pola 'instytucja’ zasugerowała mi, że podpisy jednostek niezinstytucjonalizowanych są niepożądane – ale potem sobie pomyślałam, że jeśli tak, to trzeba było poinformować o tym w jakiś mniej subtelny sposób. 😉
Hmmm… kiedy ja w tym wszystkim (co przeczytałem w młodości chmurnej) zarówno autorstwa Jego, jak i to, co pisano o Nim, nigdzie się nie mogłem doczytać, że sprzeniewierzał się Wartości. Oczywiście był z Niego prześmiewca, ironista – ba obrazoburca. Siadywał na Ołtarzach Ojczyzny. Krzywe zwierciadełko pod pysk podstawiał.
Ale zawsze w tym, co pisał dostrzegałem, że kreuje jakąś Wartość (może dziś już historyczną, ramotkową – a może czeka na nowe odczytanie), z którą mam się sam porozumieć.
I sam też nie umiem tej Jego Wartości nazwać wprost (tu pewnie potrzebne jest wszechstronne wykształcenie), ale czytając odczuwałem to intuicyjnie.
Pisząc „nie uchodzi”, miałem na myśli, że nie szokował mnie, tym co mnie jakoś bodzie, gdy oglądam dzisiejsze obrazoburcze zachowania, proponujące mi zwalanie pomników pozbawione owej refleksji.
zeen
On się pewnie Tam teraz ironicznie śmieje z tego, co napisałeś w pierwszym zdaniu. :- D
Ago, można być też bezwstydnym grafomanem do patetyzmu 🙂
Ja jak Helena, poczytałem Gombrowicza w młodym wieku i coś mi się stało w głowę 😆 Bardzo błyskotliwy on jest.
Ale jakoś nie umiem dostrzec tej Wartości, chyba, że będzie nią autokreacja.
Heleno, znasz książkę Falkiewicza o Gombrowiczu? Świetna. Chyba dalej mam…
Nie, nie.
Autokreacja na pewno tak.
Może cierpiał na kompleks polski.
Falkiewicz nie. Zofie Chadzynska oraz Kopalinskiego, wszystko dawno.
Co to jest „Wartosc”? Definicje poprosze.
A to dobre pytanie.
Wartość, to jest to, co ci pozostaje, gdy nie masz już niczego.
O, widzę, że znowu Gombro na tapecie. 😀
Gombro był wyśmiewcą i przekłuwaczem, ale nie był nihilistą. Literaturę na przykład, mimo całego przekłuwacta, traktował w sumie bardzo poważnie, muzykę też, chyba w ogóle kulturę. To, że czuł się bardziej człowiekiem niż Polakiem też nie takie znowu nihilistyczne.
A orłu może by i dorysował, gdyby pierwszy na to wpadł. Ale dorysowywać po Duchampie? A w życiu! Gombro musiał być niepowtarzalny, w tył i w przód. 😈
Wpadła mi kiedyś w ręce wątła książeczka, autora której nie pomnę, poświęcona pobytowi Gombrowicza w dworku koło Inowrocławia, jeśli dobrze pamiętam. Książeczka przyczynkarska i być może bez większego znaczenia – tak ją przynajmniej wtedy odebrałam, ale z jednym uderzającym opisem. Według relacji gospodarzy, Gombrowicz w większym towarzystwie zawsze siedział cicho, skulony niemalże, sparaliżowany – strachem? Nieśmiałością? By rozpocząć z kimś rozmowę, starał się odciagnąć tę osobę od reszty towarzystwa, pod pretekstem spaceru po parku na przykład. Rozmówca, raz na jego łasce, zostawał przytłoczony jego osobowością i dominującym stylem konwersacji. Zapadło mi to w pamięć, bo pomyślałam wtedy, że Gombro po prostu bał sie ludzi. Miał genialny zmysł obserwacji, błyskotliwie punktował przywary, ale – tak mi się to poskładało – obśmiewał ze strachu. Austenowski ze względu na ironię? Może. Ale bez Austenowskiego humanizmu. Dlatego, podobnie jak Tadeusz, docaniałam błyskotliwość, ale nie dostrzegłam wielkiej Wartości.
Filozofie tez powaznie traktowal, Bobiku. Bo Gombro po prostu nie daje sie latwo zredukowac do jednego, i nieslychanie sprytnie sie wymyka wszelkim takim zabiegom – co jest zreszta chyba w ogole cecha naprawde swietnego pisarstwa. A poza tym ktos, kto stworzyl inzynierstwo Mlodziakow i ich corke Zute, raczej by sie mocno wysmial z prob unowoczesniania kogolwiek przez ostentacyjne to czy tamto. 😉 We Wspomnieniach polskich opowiada, jak na prowincji draznil swoja ziemianska, konserwatywna rodzine, a w miescie szturchal z kolei nowoczesnych inteligentow. Szyderca tak, ale equal opportunity. A przy tym niezwykle spostrzegawczy, co moze umknac przy grze w autokreacje. 😉
No faktycznie, pozostaje mi tylko pozostać w przekonaniu, że zrozumiał moje intencje lepiej niż żywi 😉
Bo żeby było jasne: ja nie zgłaszam żadnych pretensji o gębę, tylko mało zdarnie podkreśliłem jego nowatorstwo w opisaniu polactwa.
Czy ironia jest łatwiejsza niż patos? To chyba zależy gdzie i kiedy. Patetyk wśród ironistów może zostać wyszydzony, a ironista w gronie bogoojczyźnianym zlinczowany. Diabli wiedzą, co gorsze. 😎
Czas też odgrywa pewną rolę. Są czasy, kiedy patos sam się wręcz narzuca, a są i takie, co nagradzają ironistów.
A czy charakterek żadnej roli nie odgrywa? Przecież jednemu patetyczne strofy same popłyną, jak nie przymierzając Wentzlowi, a drugi choćby się… no, tego… zdefekował, to mu coś takiego przez klawiaturę nie przejdzie.
Znaczy, na mój rozum różne bywają te czynniki, które w jedną lub w drugą stronę ciągną. A czasem nawet mogą kogoś tak szarpać w te i wewte, że się z niego robi sosna rozdarta. 😯
Gombrowicz pozbawiony Humanizmu?
No, nie.
Protestuję.
A Albertynka?
Falkiewicz to interpretacja Gombrowicza. Najbardziej chyba błyskotliwa jaką czytałem. Ale niewiele pamiętam 😳
Albertynka nic nie mówi i jest goła we właściwym momencie, to metafora humanizmu ?? 😆
A czyż człowiek się rodzi ubranym?
No ale ten Wentzel to grafoman przeca 😯 Obawiam się, że na poważnie poezji patetycznej to się teraz chyba nie da pisać. Tekst do pieśni, tak, ale inaczej… jakoś sobie nie wyobrażam. Mało wyobraźni mam.
Albertynka metafora nowonarodzonego??
Obawiam się, że u Gombrowicza to migocze znaczeniami i nie sposób prosty klucz zastosować. Jak to Monika napisała już.
Nota bene byłem na Operetce i pani w szatni bardzo mi chciała dać lornetkę. Nie bardzo rozumiałem o co chodzi. A Albertynką była wtedy młoda Joanna Pacuła (no mówiłem, że dawno byłem!). 😆 Hm, myślałem…
Vesper, na empatię Gombrowicza to ja też bym wolał nie liczyć. 😉 I też go widzę jako człowieka z różnymi lękami, obolałościami i poczuciem niedopasowania, co starał się – czasem na rozpaczliwca – przykrywać i nadrabiać. Ale wiadomo – człowiek i pisarz to nie całkiem to samo. 😉 Jako pisarz on potrafił z tych słabości robić siłę, np. z lęku przed ludźmi niezwykle przenikliwie ich analizować. Albo nieśmiałość i chęć ukrycia się przewrócić na drugą stronę, gdzie kompletne, triumfujące obnażenie. Może i to „przeskoczenie siebie” to jakaś wartość?
A to by było zbytnie uproszczenie.
To moim zdaniem, odwołanie się do pierwszego pojawienia się na świecie każdego, swoistej tabula rasa.
A teraz powiem Dobrej Nocy i patetycznie się usprawiedliwię, że muszę przejść przez bramy snu do jutrzejszego dnia.
A z migotaniem znaczeń u Gombra to prawda najprawdziwsza. I to może też z lęku – żeby nie dać się tak ucapić i przyszpilić, jak on innych ucapiał. 😆
Brrr, ja nie lubię tych psychoanalitycznych wyjaśnień… na wszelki wypadek zwykle nie orientuję się w życiorysie pisarza! A dokładniej, nie sądzę, że z lęku. To jest wszystko cholernie świadomie i precyzyjnie pisane. Nie wierzę, że tam cokolwiek jest, co by mu się wypsknęło.
hehehe Tadeuszu – ja Pacułę też pamiętam. W drugiej obsadzie Wachelko-Zaleska.
Znajomi mi dorabiali giembe, że chodzę wyłącznie na finał.
Najbardziej mi się podobał spektakl po przerwie w dniu, gdy Holoubek obchodził imieniny.
Zapasiewicz nie mógł się podnieść z kolan, bodajże Dubrawska mu pomagała – a grał tak, że niech to diabli!
A teraz już – trzask, prask brama zamknięta – „gospodarz domu mieszka…” tu dane, cztery domy dalej
Ech, ten Tadeusz to życia nie znał. Przecież wiadomo, że nikt od pań szatniarek nie wie lepiej, o co tak naprawdę w sztuce chodzi. 😈
Zapamiętałem, że Pacuła ma piękną oprawę oczu 😆 Te brwi..
Pisanie świadome i precyzyjne na mój rozum wcale nie wyklucza, że do tego pisania pchają jakieś osobiste demony. Pisanie może być właśnie sposobem na ich opanowywanie.
Lęki i demony są w sferze motywacji, ale już w dziele i sposobie jego wykonania wcale nie muszą być widoczne. Skądinąd np. wiadomo, że humoryści to często ludzie strasznie depresyjni. Ale jak ktoś patrzy tylko na to, co piszą, w życiu by tego nie przypuścił.
A Gombro nie zawsze był taki nieśmiały i wycofany. Dla młodych artystów argentyńskich był autorytetem, wręcz guru.
To jeden z przykładów:
http://www.gombrowicz.net/Mariano-Betelu.html
Taka smutna wiadomosc uslyszalam w tv. Cala kolekcja porcelany w Muzeum Wedgewooda zostanie wyprzedana na licytacji poniewaz fundusz emerytalny pracownikow manufaktury zieje jakimis ogromnymi czarnymi dziurami. Zbiory porcelany produkowanej w Stoke-on- Trent za ostatnie ponad 200 lat rozpierzchna sie po swiecie. No, ale sa to koszty kryzysu :sad:. Emerytury pracownikow sa oczywoscie wazniejsze niz zbiory. Wyceniaja je na £18 milionow, ale wydaje mi sie to zbyt pesymistyczna wycena i pewnie zbiora sporo wiecej.
Pamietam jak po przyjezdzie do Anglii jedna z pierwszych rzeczy jakie sobie kupilam na jakiejs glebokiej wyprzedazy i za grosze, t.zw. seconds (porcelana z bardzo drobnymi, niedostrzegalnymi dla oka niespecjalisty wadami produkcji), wlasnie ukochanego Wedgewooda. Zachwycil mnie ksztalt i bardzo swetlisty,bardzo kremopwy kolor, zwany Queen Anne’s ware, oraz wzor – Charlecote. Nie udalo mi sie za pierwszym razem znalezc wszystkich seconds Carlecote’a , wiec co brakowalo dokupilam w wersji gladkiej, bez wzoru. Dzis nawet wole te gladkie. Najpierw mial to byc „swiateczny”, gosciowy serwis, ale szybko poszlam po rozum do glowy i uzywam na codzien od lat. Troche sie wytluklo, to prawda, ale zawsze moge sobie dokupic te gladkie bez wzoru, Queens Anne’s ware.
Tyle lat juz sprawia ona mi przyjemnosc na codzien.
I strasznie mi tego muzeum zal. Tam sa kompletnie bezcenne i unikalne rzeczy, jak np slynna i pozostajaca chyba w jednym c`y dwoch egzemplarzach Portland Vase, czarna, z kremowymi reliefami. Wedgewood byl pierwszy, ktory produkowal i wciaz produkuje matowa, nie glazurowana porcelane – bisque.
A tu jest moj Charlecote. Zdjecie nie oddaje dobrze tego slicznego kremowego koloru Queen Anne’s ware:
http://shopping.yahoo.com/791247163-charlecote-dinner-plate-fine-china/
Zwykle Guardian sciaga z naszego bloga, ale tym razem ja sciagne z Guardiana z okazji dopiero co minionego Miedzynarodowego Dnia Kobiet:
http://www.guardian.co.uk/world/2012/mar/12/twitters-tales-of-sexism
Dodam jeszcze, ze i ja bylam proszona o podpis meza pod kupnem taniego samochodu, choc gdy on kupowal sobie luksusowy samochod nikt nie prosil o moja zgode na umowie o kupno…
Zanim na dobre wroce na blog chce z serca przeprosic zwierzaka za moj bardzo nieelegancki komentarz, szczegolnie wobec Jej Dziatek, ktorym zycze samej pomyslnosci i sukcesow w nowym i lepszym swiecie jaki jestem pewna, ze uda im sie zbudowac. Zwierzaku, przyjmij moje publiczne przeprosiny. Czasem w nocnych rozmowach sformulowaqnia moga sie wydac celne o polnocy, ale z rana wygladaja na takie jakie sa, zlosliwe i plytkie. Sorry. Prywatne przeprosiny chetnie przesle… prywatnie, jesli mi odpowiesz na moj e mail adres zyburanna malpa bluebottle kropka com.
Dobrych snow Wszystkim! Niech wam sie sni kremowa porcelana Wedgewood!
Aaa! To krolik byl zawziety taki!
Wreszcie zaczynamy pewne rzeczy rozumiec. Czyli, dlaczego kangury przestaly udawadniac, ze nie sa wielbladami. Stalo sie to wlasnie, jesli dobrze zapomnialem, okolo owego Miezdunarodnowo Holideju Gozdzika od Szefa. Ktorego mus bylo powachac za kazdym razem.
Niech sie wielblad – kangur? zwierz(ak)? – da przeprosic. Noo!
Bry!
Ale ja po prostu odmawiam rozpatrywania twórczości jako rekompensaty, czy manifestacji demonów, czy odbijania się libidu, czego tam.
Za Schopenhauerem sądzę, że życie jest koszmarne, a jedynym wytchnieniem, zaprzeczeniem tego?, jest sztuka. Wpuszczanie koszmaru życia do sztuki …. odmawiam.
Niech sobie Gogol będzie ponurym depresyjnym śledziennikiem, leczącym się w Jeseniku (Grafenberg) na depresje. Pisał genialnie i do tej twórczości mi Gogol i jego depresje do niczego niepotrzebni.
🙂
szeleszcze 🙂
herbata, do cos
brykam
Tereny czekaja, Magnolia czeka, S-Bahn moze tez 🙂
brykam fikam
A te magnolie kwitną???
O, jeszcze dowalę z Kołakowskiego
„Czy istnieje poza samobójstwem jakaś droga ucieczki z tej jaskini zła i niedoli? Mamy chwilowe, ale tylko chwilowe wytchnienia w bezinteresownej kontemplacji estetycznej, w korzystaniu z dzieł sztuki. Najwyższą formę tej kontemplacji umożliwia muzyka: w odróżnieniu od sztuk naśladowczych, plastycznych, nie ma ona przedstawiać uprzedmiotowień rzeczy, ale chce jakoś do samej natury bytu dotrzeć, odsłaniać wolę, i czyniąc to uniezależnia nas chwilowo od świata zjawisk (nie jest jednak jasne, czemu mielibyśmy stąd pociechę czerpać, zważywszy, że natura bytu jest taka przerażająca).
Zdarzają się oczywiście momenty przyjemności w życiu, ale Schopenhauer podkreśla, że przyjemność jest zjawiskiem czysto negatywnym, nieobecnością cierpienia. ”
Bam!
Dzień dobry 🙂 Proszę mi chwilowo nic nie mówić o cierpieniu. Na pojutrze meteorolodzy obiecują słoneczne 20 stopni, więc już od dziś zacząłem mieć przyjemność z oczekiwania na to radosne zjawisko. 😀 Mimo że wiąże się to z koniecznością pospolitego ruszenia do robót ogrodowych.
Precz z Schopenhauerem! Pasztetówka dla wszystkich! 😆
Ale przyłożył!
Na szczęście to tylko poglądy Schopenhauera.
Pan Kołakowski nie głosił takiej filozofii, bardzo mnie jakoś podnosił na duchu swoją mądrością i tolerancją w najlepszym wydaniu.
Tu uśmiecham się do Niego 🙂
Król i królowa – teraz takie czasy,
że nie każdy trzyma się dziś swojej klasy
bo gdy zdarzyć może się, że nie ma racji
nie wypada wcale on z arystokracji
kiedy się potknąwszy, straci równowagę
z jasnym czołem stanie, okaże odwagę
zachowaj nam Panie króla na urzędzie
z jego klasą łatwiej żyć nam tutaj będzie
🙂
Bardzo się podpisuję pod zeenem. Drobne słowo „przepraszam” potrafi dzień ozłocić nie mniej niż oczekiwanie na 20 stopni. 🙂
Dzień dobry 🙂
Czekam na Zwierzaka, bardziej niż na 20 stopni.
Tadeuszu, gdzie się podziała kobieca strona Twojej natury, skoro nie lubisz trochę poplotkować o życiorysie? 😆
Trochę seriej (to jest stopień wyższy od serio): ja też nie przepadam za interpretacjami psychoanalitycznymi, tzn. takimi, gdzie każdy parasol musi robić za fallusa, a każde popatrzenie w chmury za manifestację wypartych popędów. Więcej, właściwie w ogóle nie lubię interpretowania konkretnych utworów (no, może za wyjątkiem tych ewidentnie autobiograficznych) „przez pryzmat życiorysu”. Utwór jest autonomiczny i ma coś mówić również temu, kto o życiu autora nie ma pojęcia. Ale tak ogólnie poplotkować sobie o autorze, jego życiu, jego górkach i dołkach, jego motywacjach (prawdopodobnych, bo trudno sprawdzić, jak było w rzeczywistości) – no, przyznaję, to lubię. 😳 To jest trochę tak, jakbym dołączał tego autora do grona znajomych. 😉 Jakoś mi się on wtedy wydaje bliższy i bardziej pełnowymiarowy, niż kiedy znam go tylko z dzieła.
A nawet pozaplotkarskie aspekty potrafi to mieć. Na przykład kiedy mam okropną chandrę i prawie wszystko wydaje mi się bez sensu, mogę się pocieszyć myślą – ty, Bobik, taki Schopenhauer to miał jeszcze gorzej. 😈
Kocham Króliki. 😀
… jeść 😆
Nie. Gonić też nie lubię. 😆
Przepraszam!
Ozłociłem Wam dzień?? 😆
Tak naprawdę to trudno dojść, jaką Kołakowski miał tę filozofię… poza tym jest kilku Kołakowskich, którego brać? Ostatniego? Ale utwory wcześniejsze żyją.
Bobiku, ja przy twórcach jestem okrutny i bezlitosny samczy myśliwy! Nie obchodzą mnie. Nie czytam życiorysów. A jak czegoś się dowiem, to się przykro robi… Jak podobno antysemityzm Strawińskiego, który w ogóle chyba nie był miłym człowiekiem. Ale, jak ten Gogol, genialny był w tej jednej dziedzinie. I wystarczy. Gogol chciał sławić Wielką Ruś, ale mu na szczęście nie wychodziło.
Hmm… na temat gonienia ja chyba powinienem zachować dyplomatyczne milczenie. 😆
Czemu zaraz gonienia?? Ja ten myśliwy, co czekał, aż mu nagonią ci, co biegać lubią 😆
A za króliczkami to każdy goni!
20 stopni to i tu ma być. Cieszyć się, nie cieszyć… szukam czegoś, żeby się nie cieszyć!
Coś te serwery Bobicze poczuły wiosnę.
No, to tu się będziemy z Tadeuszem pięknie różnić. 😈 Mnie i człek interesuje, nie tylko dzieło (choć staram się jednego z drugim zanadto nie pomieszać). Ale ja jestem pies, czyli istota z natury rzeczy człowiekocentryczna. A samczy myśliwi może są z natury dzielni. 😆
No zawsze współczuję moim psom, że mają ludzkie stado 👿 Zasłużyły na lepsze! To oczywiście wyraża moje niebywałe zainteresowanie człekiem. Interesujące toto, ale lepiej z daleka się trzymać 😳 Przez książeczki 😆
Skoro nie wiadomo, co nas od nich czeka,
może trzymać w klatce tego tam… człowieka 🙄
Tadeuszu,
jasne że ostatniego. Wtedy wcześniejsze są poddane doświadczeniu i wyciągnięte właściwe wnioski.
Zeenie, ja jestem za. Polecam IV część przygód Samuela Gulliwera.
mt7, ale ja nie myślę o jego komunistycznej młodości 🙄 Między młodością a starością napisał sporo „neutralnych” i tam jest inne rozłożenie akcentów. Np. na Absolut. Właśnie wznowili Spinozę. Jakbym miał kiedy, to bym…. ciekawie ją omawiali w radio. Do czegoś ten samochód się przydaje 😆
Może i gonią wszyscy króliczka, ale ja nie lubię.
Mogę, nie?
No jest kilka możliwości uratowania zdania ogólnego.
Ty też gonisz króliczka, ale zerowego.
Gonisz zerowo króliczka.
Gonisz zerowo zerowego króliczka.
Dzięki temu jesteś stacjonarna. Uff. Logika jednak to potęga…
Ale oczywiście człek ma wolną wolę 😆
Och, z tym radiem w samochodzie… Odkąd Pan Administrator odkrył Radio Kultur, jest w niemieckich aktualnościach kulturalnych wiele lepiej obcykany ode mnie. 👿
Jasne, Tadeuszu, mnie się w ostatnich książkach i wypowiedziach Pana Kołakowskiego bardzo podobał brak jednoznacznych poglądów na różne tematy, które zaprzątają Ludzkość.
Wydawał mi się mędrcem, który zrozumiał, że wobec kruchości i czasu trwania życia, wszystkie zajadłe dysputy, izmy, teorie są w istocie nieistotne.
Ważne jest takie ułożenie sobie osobistej 'filozofii’, żeby dało się najlepiej dla siebie przeżyć to krótkie życie nie wyrządzając krzywdy innym.
Jakieś ogromne ciepło od niego promieniowało, nie było w nim goryczy i żółci. Tak ja to widziałam i wzruszałam się.
Idę do Zębatego.
Kot się ze mną zaprzyjaźnia i uważa, że najlepsze miejsce dla jego majestatu to przed monitorem na biurku.
Co się będę wgapiać w jakiś ekran, kiedy tu taka interesująca i głęboka osobowość.
Te teorie może nie tyle nieistotne, ale nadal nie wiadomo, od tych kilku tysięcy lat, kto ma rację 😳
Są istotne o tyle, że nasze pojmowanie świata w dużej mierze opiera się na tym, co te stare Greki wymyśliły. To fenomen. Np. rozdział forma-substancja, ciało-dusza, etc.
Albo tak, filozofia stawia znakomite pytania, ale odpowiedzi dobrych nie ma…
Bardziej serio, chyba każdy historyk filozofii, jak nie usiłuje przemycić swojej ideologii, tak pisze. Bo nie można napisać kto ma rację kto nie.
Jest na stosie książek które bardzo chciałbym przeczytać ta pozycja Świadomość religijna i więź kościelna. Ale to grube bardzo….
Przy okazji Kołakowskiego… Czy przypadkiem nie jest tak, że za Wielkich Filozofów ludzie są skłonni uważać przede wszystkim tych, którzy wymyślili jakiś określony, spójny system filozoficzny (a najlepiej jeszcze ładną nazwę dla niego)? Taki system, co to da się przyszpilić w encyklopedii i zgrabnie zreferować podczas jedej godziny wykładowej. Trudniej natomiast dojść im do ładu z tymi, którzy – może w ogóle nie wierząc w spójność – traktowali filozofię źródłosłowowo i zamiast konstruować abstrakcyjne systemy, po prostu szukali mądrości, która jakoś pomagałaby żyć. Błądząc, wycofując się, porzucając jedne myśli i mierząc się z innymi.
Osobiście za mędrca też, jak Mt7, raczej jestem skłonny uważać tego, który szuka, niż tego, który twierdzi, że wie na pewno. Ale czy spora część ludzi nie skrzywi się i nie powie – phi, co to za ekspert, jak nie wie? 🙄
Taaak…
Jest taki dowcip na tą okoliczność, muzyczny.
Na dancingu basista gra trzymając rękę w jednym miejscu gryfu. Obserwujący go pan podchodzi w przerwie i pyta:
wie pan, byłem w filharmonii i tamten basista to tak wędrował palcami po całym gryfie, a pan tak w zasadzie w jednym miejscu… co za różnica?
Basista z miną znawcy odpowiada: bo proszę pana, tamten wciąż szuka, a ja już znalazłem…
Chyba nie do końca, Sokratesa trzeba wyłuskiwać z dialogów Platona, etc. Nietzsche nie zostawił spójnego, a za ważnego uchodzi, etc. A w czasach współczesnych takie systemy to chyba w ogóle rzadkie się bardzo robią.
Poza tym te systemy to jednak owoc poszukiwań :lol:, ale zapis jednego stadium. Z takim mozołem możesz się zapoznać u Heideggera 👿 Mnie wystarczyło szukanie w oryginale fragmentu z przekładu, bardzo się mozolnie czułem…
Nie jestem przekonany czy o większości filozofów można powiedzieć, że wiedzieli na pewno. Ostatecznie wielokrotnie opisywali, jak to wiemy, że nic nie wiemy i inne takie. Ale za mały jestem na kategoryczne sądy. Pewność to raczej ideologia, wiara. Filozof zawsze ma wątpliwości.
Basista 😆
Ja bym tam na wszelki wypadek o żadnym filozofie nie powiedział, że wiedział na pewno, ale niektórzy z nich mówili, że wiedzieli. 🙂 Taki Hegel na przykład, który poza tym różnymi innymi wypowiedziami okropnie mi podpadł. 👿 Ale ja się zastanawiałem nawet nie tyle nad tym, jak do kwestii wiedzenia odnosili się sami filozofowie, tylko jak to wygląda w odbiorze społecznym. Czy tzw. publiczność nie jest aby skłonna do uważania za „lepszych fachowców” tych, którzy z dużym przekonaniem twierdzą że wiedzą. I oczywiście to pytanie zaraz mi się odcięło od korzeni, opuściło filozofię i poszybowało w rejony ogólne. 😉
A tutaj dość zabawna linka – w jaki sposób publiczność usiłuje wymusić na dziennikarzu odpowiedzialność za słowo. 😀
http://deser.pl/deser/1,111858,11331707,Jaroslaw_Kuzniar_w_opalach__Bloger___zlamal_kodeks.html
Basista był pożyczony od Młynarskiego, teraz muzyczna anegdota od Smolenia:
Woźnica pogania konia batem, na to koń się odwraca i mówi:
– jak mnie jeszcze raz smagniesz, to tak cię kopytem zdzielę, że ci oranżada z komunii się odbije…
Woźnica zaskoczony: pierwszy raz słyszę, że koń mówi!
Na to biegnący obok pies: ja też!
A dlaczego anegdota muzyczna?
Bo chłop na wozie wiózł pianino…
Eee, ten pies chyba jakiś mało kształcony był, jeżeli pierwszy raz słyszał konia, który mówi. A Mister Ed? 😈
Zasnelam wczoraj czytajac w okulararch, a jak sie obudzilam, to sie okazalo, ze ktos mi te okulary zdjal i schowal w jakies bezpieczne miejsce. Zazwyczaj znaczy to pod lozko, ale dzis przeszukalam po omacku i dalej nie ma. Wiec pisze w jakichs starych zastepczych, ktore sa juz od lat do bani.
Swietny ten link z Guardiana podrzucony przez Krolika noca. Autorka musiala przeczytac postawione tu trzy dni temu pytanie Klakiera (chyba?) : skoro macie juz kobiety takie i takie prawa, to czego wy jeszcze chcecie?I o co chodzi z tym calym Dniem Kobiet.
Ogromnie mi sie podobala inicjatywa zalozenia spolecznosciowej strony „Tysiac powodow” :http://athousandreasons.com/, na ktorej uzytkownicy, glownie rodzaju zenskiego, choc nie koniecznie, opowiadaja o przypadkach mniej lub bardziej uswiadomionej dyskryminacji kobiet dzis w cywilizowanych krajach zachodnich.
I bylam zaskoczona, ze opwoesc naszej Jasiuni sprzed lat (dotyczyla lat szescdziesiatych) kiedy usilowala zalozyc wlasne konto w banku i spotkala sie z odmowa menadzera, ktory zazadal od doroslej i wcale nie mlodej kobiety, by pierw zaopatrzyla sie w pozwolenie od meza, ze takie doswiadecznia jak Jasiuni sprzed 50 lat wciaz sie zdarzaja – dzis, w naszych czasach.
Sama pamietam (i chyba tu opowiadalam) incydent, kiedy oddajac w rece redaktora dyzurnego napisany przeze mnie, ale nie nagrany jeszcze material o transferach w sporcie, uslyszalam: To swietnie, zaraz poprosze ktoregos z chlopakow, aby to nagral swoim glosem! A na moje zdziwienie dlaczego „ktorys z chlopakow” ma nagrywac moj material, uslyszalam, ze „naturalne bedzie” jesli material o sporcie bedzie czytany meskim glosem.
Sprawa oparla sie wtedy o szefa, bo ja sie nie zgadzilam, i skonczyla sie tym, ze ja moj material „zdeletowalam” z systemu komputerowego,aby kogos nie ppodkusilo podszywac sie wlasnym glosem pod moja prace. Owszem, byla o to awantura, zakonczona moja zapowiedzia, ze ja z tym ide do szefowej mojego szefa i niech ona zdecyduje czy wolno takie warunki mi stawiac. Wiecej sie nie powtorzylo.
Fajnie byloby aby taka strona jak A Thousand Reasons powstala tez w polskiej wersji. Moze podsune ten pomysl ktorejs z polsich organizacji kobiecych.
GDZIE SA MOJE OKULARY? @*&£%!**!!!!!
Wiecie, jestem nieco urznieta, to ja jutro napisze…
😯 😯 😯 😯 😯 😯 😯 😯
😯 😯 😯 😯 😯 😯 😯 😯
Co śmiało urżnąć Zwierzaka 👿
Heleno, sprawdziłaś poszewkę?
A, właśnie, poniosło mnie do filozofii, a właściwie chciałem napisać też o feminizmie. Mnie się wydaje, że to biedne słowo zostało jakoś okropnie „sponiewierane”. I wskutek tego jest wiele kobiet, które zastrzegają się „ja, broń Boże, nie jestem feministką”, choć w dalszym ciągu rozmowy wygłaszają całkiem feministyczne uwagi i postulaty. Znaczy, do poglądów feministycznych się przyznają, ale do samego słowa – a gdzie tam, za Chiny. 🙄
Ja się przyznaję do obu! Trza mieć tę odwagę.
Urżnęło zwierzaka, Helenie okulary…
Ale też feministki dziwne rzeczy wyprawiały, np. Bardzo chcialy lewicowo się podłączyć, więc używały metafory walki klas, przy czym kobiety miałyby być klasą. W wielu krajach nie ukochali tak tej metafory.
Uslyszane kiedys od Kolezanki z Warszawskiego biura:
„Nie jestem jakas (powietrze w pluca) feministka, ale nie masz pojecia, jak mnie wkurza, ze ten patentowany nierob K. zarabia dwa razy wiecej ode mnie!”
A zawsze powtarzam – okulary powinny być z pipserem i dawać głos, kiedy się naciśnie odpowiedni guziczek. Oczywiście jeśli się znajdzie ten guziczek. 🙂
Zdziwisz sie, Tadeuszu, ale kobiety sa klasa. Klasa spoleczna, ktpra musi nieustannie upominac sie o swoje i walczyc nie tylko z przsadami, ale takze nalezne im w spoleczenstwie miejsce.
Dzis przeczytalam jakis wybitnie nierozumny blog na Blogi Polityczne, ktorego autor mowi z nagana, ze kobety odwoluja sie do „walki”, a jemu walka „kojarzy sie wylacznie z boksem”.
Nie wiem z jakiego ksiezyca spadl autor, ale niestety jest to dosc czesto spotykany poziom umyslowy krytykow walki kobiet o prawa czlowieka.
Odnóg feminizmu jest mnóstwo wiele i niekoniecznie z każdą z nich trzeba się zgadzać. 😉 Ale dla mnie samo zaakceptowanie zasady, że pcie powinny być równe i że tam, gdzie jeszcze pod jakimś względem nie są, należy się o to aktywnie starać, robi z psa feministę. Ale może z ludźmi jest jakoś inaczej? 🙂
Heleno, jeżeli słowa „klasa” używać w klasycznym, marksowskim znaczeniu, to jej wyróżnikiem jest stosunek do środków produkcji. A tu podział nie przebiega po linii męskość/żeńskość, bo pracowniczką/-kiem najemnym lub właścicielką/-lem tychże środków można już w większości krajów być bez względu na płeć. Więc żeby unikać rozmywania pojęć ja bym jednak nie mówił o klasie. Zwłaszcza że np. „dyskryminowana grupa” wcale nie wydaje mi się gorsza. 😉
Dzień dobry.
Mnie z przeczytanych tekstów Leszka Kołakowskiego na dłużej w pamięci została autobiografia p.t. „Moje życie ze szczególnym uwzględnieniem szalonego wręcz powodzenia u kobiet”. 😀
Dzisiaj przy porannej kawie (ZDF włączony, jak zwykle) w bardzo dobry nastrój wprowadzili mnie tacy panowie:
http://www.universal-music.de/santiano/videos/detail/video:271771/santiano-volle-laenge
To już chyba wiadomo, czemu Zwierzak w stosunku do nas do góry nogami. Pewnie to skutek urżnięcia. 😆
Stosunek do srodkow produkcji tu jak najbardzej pasuje 🙂
Zarowno jesli chodzi o produkcje pieniedzy jak i dzieci na ten przyklad. 🙂
Pieniądze i dzieci to nie są środki, tylko końcówki procesu produkcji. 😆
Zachęcona przykładem Królika:
Królewski gołąb
Nasrudin został pierwszym ministrem króla.
Pewnego razu, kiedy przechadzał się po pałacu,
zobaczył po raz pierwszy w życiu królewskiego sokoła.
Do tej pory Nasrudin nigdy nie widział
takiego gołębia.
Wziął więc nożyce i poprzycinał
pazury
skrzydła
i dziób sokoła.
– Teraz wyglądasz na ptaka jak należy – powiedział. –
Twój opiekun wcale się o ciebie nie troszczył.
Anthony de Mello SJ
Przepraszam za uporczywe przerabianie sokołów na gołębie 😳
Przepraszam Bobiku, za draki w Twoim Koszyku, przepraszam Kocie, Heleno, Nisiu … 🙁
Przepraszam całe Blogowisko 😳
Nie moge sie urżnąć, bo musze pracować 👿
Done! Accepted.
Zgoda, zgoda, zgoda,
blogu w tym uroda 🙂
Stosunek do środków produkcji jak najbardziej, jeśli pod uwagę brać dostęp. Teoretycznie jest taki sam. Może nawet, przez większy udział kobiet w edukacji, również na poziomie wyższym, dostęp powien być równy lub korzystniejszy dla kobiet. Jednak przy tak zdefiinowanej pracy, jak to jeszcze jest obecnie, rodzenie i wychowanie dzieci skutecznie kobietom dostęp do środków produkcji ogranicza. I tak będzie, dopóki praca będzie pewnym wariantem wyprawy na mamuta, nawet jeśli polega na posadzeniu czterech liter w tramwaju i udaniu się do biura.
O, Jotka, jak miło! 🙂 🙂 🙂
Kolejna akcja afirmatywna? Nie mamy zbyt dobrych doświadczeń w tej materii, że przypomnę punkty za pochodzenie…
Ryzykowne wydaje się pisanie o korzystniejszym dla kobiet dostępie do środków produkcji. W warunkach demokracji powinien być on równy, nie równiejszy. Kobiet nikt nie zwolni od rodzicielstwa, walczyć zatem należy o szybki i godny powrót do pracy – jeżeli takie jest matki życzenie. Mam na myśli równą płacę za równą pracę, możliwości awansu, przedszkola, żłobki, cały system wspomagania rodziny przez państwo, który to system istniał w formie dalece niedoskonałej, a teraz został całkowicie rozpirzony przez nasze kochane władze.
Równy dostęp tak, równiejszy nie.
Chyba, że w dostępie do biustonoszy 😉
Zeenie, ale mi chodziło o to, że skoro więcej kobiet niż mężczyzn na wyższe wykształcenie, to ich dostęp w praktyce winien być większy. W takim znaczeniu, że w gdyby chodziło o kompetencje, to byłoby co mnajmniej fifty:fifty lub nawet ze wskazaniem na panie. A jeśli nie jest, to znaczy, że dochodzi jakiś inny czynnik.
I oczywiscie tak bedzie dopoki panstwa i ustawodawcy nie zrozumieja, ze dzienna powszechnie dostepna opieka przedszkolna nie jest „tematem zastepczym”, „tematem kobiecym”, a waznym „tematem politycznym” jest wlokaca sie latami nieistniejaca afera hazardowa czy to czy TV Trwam bedzie moglo wejsc na platforme cyfrowa.
Zeen: . Kobiet nikt nie zwolni od rodzicielstwa.
W moim sprawiedliwym swiecie mezczyzn tez nie nalezy zwalniac od rodzicielstwa. A to znaczy: mozliwosc urlopow ojcoskich*, zmiana oczekiwan, ze jak dziecko chore, to zostaje pod opieka pracujacej matki, a nie pracujacego ojca, zorganizowanie podstawowych kursow dla ojcow dotyczacych technologii odgrzewania zupy i otwierania puszki z groszkiem kiedy zona zostaje wieczorem na waznym posiedzeniu egzekutywy lub wybiera sie w podroz sluzbowa, nauczenie ojcow zrobienia kanapki i wrzucenia bielizny do pralki, przeczytania instrukcji obslugi, wyjecia upranej bielizny i rozwieszenia jej na sznurze.
————————-
*niechaj mnie nikt nie popraweia na urlopy „tacierzynskie”, bo nie jest to po polskiemu i jest skrajnie glupawo-infantylne.
pisząc o niezwalnianiu od rodzicielstwa mam na myśli wyłącznie akt rodzenia, nie opiekę, czyli domenę nie do zastąpienia przez mężczyzn. Amen.
A z Vesper nie zgadzam się w równaniu statystycznym, bo mądrych jest zawsze mniej niż głupich i oczywistym wydaje się raczej równość dostępu, gdzie najlepszy wygrywa. I w tym sęk, by takie mechanizmy działały. Amen.
Wiesz, Heleno, stereotypy chyba już zostały przełamane i panowie wiedzą, jak obsługiwać pralkę. Ja przynajmniej nie spotkałam takiego lebiegi, który by nie potrafił. Problem w czym innym, przynajmniej z mojego dośwaidczenia – w pracy spędza się w tej chwili piekielnie dużo czasu. Od rana do wieczora. Przy takim układzie żaden system przedszkolno-żłobkowy, choćby nie wiem, jak efektywny, nie rozwiązuje problemu – bo albo pracujesz, jak pracodawca wymaga (czyli najlepiej 24 na dobę), albo nie pracujesz wcale. W tej sytuacji wybór jest bardzo prosty – z pracy rezygnuje ten, kto zarabia mniej, żeby budżet mniej ucierpiał. Czyli przeważnie kobieta. I co z tego, że mężczyźni dojrzali do przejęcia części obowiązków, co z tego, że doskonale sobie radzą, jeśli wybór w zasadzie dokonuje się sam.
Jestem przekonany, że wielu emerytów chętnie by za niezbyt wygórowane pieniądze dorobiło, opiekując się dzieciakami. Sęk w tym, że takie możliwości stworzyć musi państwo w połączeniu z samorządami. Jasne, że nie każdy się nadaje do tego, to problem inny, ale likwidując żłobki i przedszkola problemu sie nie rozwiąże. Państwo i samorządy uciekają od odpowiedzialności za kolejne sfery życia, co wkrótce moim zdaniem zaowocuje sporymi niepokojami – że tak efemistycznie to ujmę.
Vesper, to wlasnie w niektorych krajajch, glownie skandynawskich zostalo juz rozwiazane. Wlasnie dzieki powszexhnej i taniej opiece nad dzieckiempoza domem lub nawet w domu
Co do wygrywania najlepszego, zeen.
Jest to ciekawy probkem. Istnieja np statustyki brytyjskie pokazujace, ze
1. studiow wzyszych konczy wiecej kobiet niz mezczyzn,
2. sredni stopien na dyplomie jest statystycznie ZNACZACI wyzszy wsrod kobiet niz mezczyzn,
3. kobiety znacznie szybciej awansuja w pracach nizszego i sredniego szczebla niz mezczyzni.
4, Powazne schody zaczynaja sie przy szczeblu wyzszym kariery, kiedy liczba godzin spedzonych w pracy staje sie coraz bardziej niereglamentowana, kiedy oczekuje sie, ze kiwniecie palcem pracownik stawi sie na waznym posiedzeniu czy wyruszy w droge. W tym momencie dzieje sie cos bardzo dziwnego, bo w boardroomach prawie nie zostaje kobiet. Neco lepiej sytuacja wyglada kiedy wlascicielem firmy jest kobieta niz jak jest mezczyzna.
To powinno chyba dac do myslenia czy faktyczne wygrywa leoszy czy zaczyna sie szklany sufit.
Sorry za dziwne przypadki gramatyczne. Ja pisze wolno wiec zapominam w srodku zdania jak mialo byc ulozone 😳
Tak, Heleno. Model Szwedzki jest mi doś dobrze znany. Opieka jest świetna i nie pracuje sie tak po wariacku, jak w Polsce w tej chwili. Dla większości rodzin to sa doskonałe warunki. Również w przypadku dzieci niepełnosprawnych ruchowo. Problem zaczyna się tam w przypadku dzieci z ukrytymi niepełnosprawnościami. Pielęgniarki w owszem, nakarmią, umyją, przebiorą, ale terapii nie prowadzi się tam w ogóle. Kompletnie nic. Zero. Dziecko, jakie trafia do przedszkola, takie wychodzi. Zamknięte w swoim świecie, formalnie z ilorazem inetligencji 60, po czym po terapii (moja kuznka, wykształcona w USA terapeutka, własnie się tym zaczęła zajmować) okazuje się, że dzieciak jest w intelektualnej normie. Zadją się wychodzić z założenia, że człowieka sie nie poprawia. Skoro urodził się autystyczny, to niech taki zostanie, a państwo się nim zaopiekuje. To jest przegięcie w drugą stronę, bo uniemożliwia dziecku samodzielne funkcjonowanie. Nie ma systemów idalnych, choć przyznaję, że ten szwedzki jest bardziej ludzki.
I niby wszyscy wiedzą, że coś trzeba zrobić, tyko zabierają się do sprawy zupełnie nie z tej strony:
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,11330047,Eksperci__Zmiany_demograficzne_glowna_przyczyna_wzrostu.html
Heleno,
piszę do Ciebie powoli, bo wiem, że powoli czytasz…
😉
Ach, co za dzień. 😀 Nie dość, że się dobrze zaczął, to jeszcze w jego trakcie i Zwierzak, i Jotka… 🙂
To się niedwuznacznie domaga, żeby wypić za szczęśliwe powroty. 🙂
Byle nie pomylić z „many happy returns”, bo najlepiej, żeby nie było żadnych wyjść i żadnych powrotów. 😎
A zebys wiedzial, zeen, ze czytam tez wolniutko (astygmatyzm!) i jeszcze poruszam wargami w trakcie, co -z niepojetych powodow – zawsze okropnie smieszy E. 🙄
Ale przez to, ze czytam sobie w duchu na glos, lepiej „slysze” napisane.
Alarm odwolany!
Okulary sie znalazly.
Alleluja!
Wpadly do papierowej torby z ksiazkami, ktora sobie trzymalam przy lozku. 🙄
Szczęśliwe powroty to jest powód do wypicia!!! 😀
Ja podrzucam do zjedzenia coś, co Niektóre Psy lubią:
http://g.idnes.cz/u/free.gif
Jeszcze raz.
http://i.lidovky.cz/09/062/lngal/BAT2bd30f_aromi2.jpg
O, jaki pyszny talerz!
Pyszny talerz wielkodusznie mogę oddać, a sobie skromnie zostawić tylko to, co na talerzu. 😈
Do tego chyba białe… Nie, na pewno białe. 🙂
Ale co się pije pod szczęśliwy powrót okularów ❓
Biale, mlode. lekkie.
Ach, me czułe serduszko (dla zwierząt!) nie byłoby w stanie zjeść 😆 takich ślicznych żyjątek! Moje czułe serduszko może pożreć coś nierozpoznawalnego jako zwierzę! I nie ma to być soja!!! 👿
Moje dziecko nie jada baraniny, bo „nie jada barankow”, wiec kazdy czegos tam nie je (a barankow nie je m.in. z winy dwoch autorow angielskich, Williama Blake’a i Edith Nesbit, a konkretnie ksiazka „Piecioro dzieci i cos”). 😉
A te baranki mi sie przypomnialy, bo u mnie juz ponad 20 stopni w cieniu juz dzis, Helena odnalazla odpowiednie okulary, a
na blogu doszlismy do momentu, gdy wilk zamieszka z barankiem, pantera z kozleciem razem lezec beda, a ciele i lew sie beda pasc spolem, zas golab bedzie latac z sokolem. (Bobik moze robic za malego chlopca, co ma jakoby cale to towarzystwo poganiac.) 😉 I choc nie bylabym tak pewna co do returns, to jednak trudno sie nie cieszyc. 🙂
Co moim zdaniem prosi sie o lekkiego bialego szampana i truskawki (poza sezonem), ale kazdemu wolno zachowac w tej sprawie odrebne zdanie. 😀
I niestety znikam znowu, bo u mnie srodek bialego, nielekkiego dnia. 😉
Moniko, nikt nie może być pewien, bo raz na zawsze konflikty zamykamy dopiero z wiekiem trumienki. 😉 I nikt nie może z łapą na sercu obiecać, że od tej pory uda mu się jakiegokolwiek konfliktu uniknąć.
No striemitsia nada. 😆
No i chyba nie o to chodzi, żeby teraz wszyscy sobie nawzajem z dzióbków spijali, prawda? 😉 Zemdlić by mogło 😈
Zemglic, Vesper, zemglic. A moze nawet zegmlic.
Po odnalezieniu okularow czytam piekna papierowa ksiazke ulubionego filozofa brytyjskiego Alaina de Bottona – o religii dla ateistow. Opowiada co mozna bez problemu wykrasc wierzacym. Sam wykradal wiele.
Uwielbiam takie.
Kupilam paierowa bo chcialam miec tez obrazki. I miec na polce obok innych jego ksiazek.
A pierwszy obrazek bardzo mi sie spodobal. Bo przedstawia jakis stary obraz przedstawiajacy sw. Agnieszke z Montepulciano. Agnieszka, ktora ponoc mozgla lewitowac w czasie modlitwuy, wcale na starym plotnie nie lewituje, tylko trzyma w reku igle z nitka i przyszywa sobie krzyzyki na peleryne. Ale nie to mi sie spodobalo. Agnieszka siedzi najwyrazniej na… kaloryferze. Mam dokladnie taki sam w chalupie, wiec poznaje bez problemu.
Sw. Agnieszka na kaloryferze! Powinnam poprosic ja o telefon jej hydraulika, gdybym znowu, tfu-tfu! potrzeboala.
Tadeusz o 7:22 za Kolakowskim Zdarzają się oczywiście momenty przyjemności w życiu, ale Schopenhauer podkreśla, że przyjemność jest zjawiskiem czysto negatywnym, nieobecnością cierpienia
to znaczy przestac brykac i fikac? a to taka przyjemnosc
🙁 🙁 🙁
Tadeuszu, magnolie przyczajone czekaja za cieplem, a jak juz
kwitna to tak:
https://lh3.googleusercontent.com/-BDpMLGoY0Gc/TahvFKlWjRI/AAAAAAAACxE/kUksGzSWQ3A/s1000/DSCF5257.jpg
i tak taz:
https://lh4.googleusercontent.com/-xZq9blt1RAc/TahvLOCjZvI/AAAAAAAACxQ/7idHNgmLy6U/s1000/DSCF5262.jpg
Żeby mnie można było spijać z dzióbka, musiałbym się przekwalifikować gatunkowo. 😯
Może na orła? I wszyscy by spijali, a zeen by mi dorysowywał. 😆
Nie, nie, Rysiu, cały w strachu egzegetuję: to BRAK brykania i fikania będzie nieprzyjemnością, bo, jak wiadomo, brak jest niedostatkiem, czyli to niedostatek braku jest, więc jak jest BRAK brykania i fikania, to znaczy, że wystąpił niedostatek br..ykania i fikania….
No dobra, zostawmy braki…. jak masz przyjemność, to nie cierpisz! Uff.. Czyli jak brykasz fikasz, to nie cierpisz, i my takoż nie cierpimy!!!! Hosanna!!!! Nie cierpimy!!!! Dalejże brykać i fikać, aby tylko nie cierpieć!!!
Coś mi to podejrzanie chasydów przypomina….
A krokusy na Jasnych Błoniach tak:
http://szczecin.mapofpoland.pl/zdjecia-20482/Krokusy-na-Jasnych-B%C5%82oniach-Szczecin.jpg
Już są! Dzisiaj zrobiłam wokół nich 5 rund, szukając miejsca do zaparkowania.
No no, podziwiam się, wobec znacznego rozpuszczenia krwi w alkoholu to całkiem logiczne mi wychodzi 😆
Gdzie Aga, ona to pierwsza do kieliszka 👿 Może jej siostra czyta…
brykam wiec, fikam bez strachu, od rana do spania 🙂
Mar-Jo, ladnie 🙂 😀 (krokusy oczywiscie 😀 )
Tak tak, Rysiu, brykaj fikaj i nie będziemy cierpieli!!
Jak magnolie kwitnące wyglądają to ja wiem, ale ja chciałbym teraz empirycznie, zmysłami, chłonąć taką magnolię! Nie tylko yntelektualnie bez te pyksele.
dla frakcji:
http://www.faz.net/aktuell/feuilleton/die-ernaehrung-der-deutschen-schluss-mit-der-geschmacklosigkeit-11680616.html
znikam, mam klopoty z Bobika „odnawianiem” 🙂
Tu
http://wroclaw.hydral.com.pl/311171,foto.html
zawsze kwitła magnolia z mojego dzieciństwa, aż przyszli barbarzyńcy i wycięli… 😥
Siostra nie daje czytać, bo dzwoni. 😉 Ale pić mogę. 😆
Ago, powiedz: Halo, zostaw wiadomość po sygnale. Tiiiiiiiiiiiiiiiiiiit…
Możesz też dodać — yp!
👿
Ja też się cieszę z powrotów. 🙂
To ja już wyglądam na takiego, którego trzeba odnawiać? 🙁
Strasznie szybko się te dzisiejsze szczeniaki zużywają. 🙄
U mnie barbarzyńcy wycięli kilka drzew i krzewów naprzeciwko i bałem się, że do magnolii też dojdą. 👿 Ale jednak ocalała. I będę w tym roku też mógł donieść, jak zakwitnie. 🙂
Ago, a może siostra też by się przyszła z nami napić? Wtedy by jej już nie wypadało robić Ci wyrzutów. 😈
Chyba chodzi o to, Bobiku, ze serwer nie zawsze chce ostatnio Blog Bobika otwierac. Tak sie w kazdym razie domyslam, bo i ja mam od paru dni klopoty (z uprzejma informacja, ze serwer przestal reagowac na bodzce).
A ten Schopenhauer, co tak na chwile Rysia zafrasowal, to i tak wiele posciagal od buddystow i z Upaniszad, w tym wlasnie centralnosc cierpienia dla ludzkiego doswiadczenia. 😉
Pogoda na sorbety, upolowane w drodze do domu. Do tego w skrzynce znalazl sie Alain de Botton, wspomniany przez Helene. 🙂
U mnie od wczoraj serwer też trochę świruje, ale tylko chwilami. Niestety, na to nie mam żadnego wpływu – pozostaje tylko przeczekać. Przy sorbetach, przy koniaku, albo przy innych niecierpiących (zwłoki) przyjemnościach. 🙂
Doczytałam. 🙂 Jaki miły dzień dzisiaj. Choć to trzynasty. 🙂 Przerzucanie środowej szczęki powinno nam jutro pójść igrzyskowo. Miłe słowo Heleny o mojej patronce też miłe. A patronka wykorzystała okazję, żeby mi przypomnieć, że mam guzik do przyszycia. 🙄 Serwer momentami też mi strajkuje, ale jeszcze mu się nie udało mnie rozeźlić. 😉 Z siostrą się lubimy, ale tyle czasu razem spędzamy, że wspólne picie na blogu, to by już chyba była przesada. 😆 Taaak, co to ja jeszcze miałam w swej zbiorczej wypowiedzi potrącić… Kołakowski 🙂
Aga, jak sie ma taka patronke, to nie powinnas miec problemow z centralnym. Mysle. Chociaz na bojlery nie ma czasem silnych.
Och, jak o wod-kan-gaz-co mowa, to muszę Wam opowiedzieć o komentarzu, jaki przyszedł do zaakceptowania. Brzmiał on tak: Labrador is my favourite!! It’s a lovely post. Thanks. Pierwsze moje podejrzenie było, że to spam, bo nie jestem aż tak zarozumiały, żeby myśleć, że obcojęzyczni nas czytają. Ale potem zerknąłem na nick – Plumbing – i ten URL:
http://www.ardlocal.co.uk/plumbing/domestic-plumbing
po czym doszedłem do wniosku, że to jednak jakiś fan blogu, a przynajmniej ktoś, kto epopeję hydrauliczną Heleny musiał przeczytać. 😆
Holubic, Bobik! Holubic i na lapach nosic! Wziac telefon! zapytac czy z Kentu dojezdza do Zachodniego Londynu! I trzymac na zapas.
No cóż. Przyjmijmy (moją osobą 😉 ), że coś się kończy, coś się zaczyna jotko 🙂
Ago, nie czytaj.
Mam Agnieszkę kompletnie zakłaczoną, na kolanach, z łzawymi oczami w jedynie słusznym kierunku 😕
http://www.youtube.com/watch?v=sdJZnFccVnM
Jak najbardziej w temacie. Hydrauliki chyba
Tez w temacie. Tym razem, sp. Noblistka
JELONEK
Starość idzie Drogi Panie,
Coraz cięższe wypróżnianie.
Coraz częściej w brzuchu burczy,
Kusiek mi się mocno skurczył.
Gniotą kark przeżyte lata,
Bolą nerki i prostata.
Wzrok nieostry, w stawach strzyka,
Chyba już nie będę bzykał!
Nawet moja białogłowa
Wdzięki swe przede mną chowa
Twierdząc, żem nie konik polny
I do skoków już niezdolny.
A ja jestem jak ze stali:
W starym piecu diabeł pali,
Marzy mi się jeszcze skok,
Taki nagły, męski w bok.
Popić tęgo, jak Zagłoba
Niech mnie potem boli głowa
I niech kac mnie znowu męczy,
Żona wymówkami dręczy.
A ja znowu jak jelonek,
Ostry różek, cud ogonek!
Nagle w stawach cosik chrupnie,
Prysły ze łba myśli głupie.
Wspomnień łezka z oka kapie
Możesz marzyć stary capie!!!
(W. Szymborska)
http://www.wielkiezarcie.com/forumThread.php?id=466104&post=466104
Autor: hanah30
Data: 2012-02-28 18:37:22
„Szymborska miała zwyczaj pisywać wierszyki i dawać w prezencie tak jak zrobiła to dla mojej znajomej w sanatorium.”
????
dziala 🙂
szeleszcze
herbata
Tereny Zielone
S-Bahn
pozycje
🙂 🙂 🙂 😀 😀 😀
brykam fikam
!!!!
A kangury wciaz muszo udawadniac, ze nie so wielbladami. Bo to tak jest, ze w kazdym TWA ta procedura trwa. Procedura udawadniania. Dopiero po rzeczonym udowodnieniu, wszystko jest dobrze w ogrodzie
http://www.scribd.com/doc/50589293/Jerzy-Kosi%C5%84ski-Wystarczy-by%C4%87
I natenczas mozno sję zrelaksowac sję. Do woli mozno zrelaksowac sjęcz. Wręcz
http://www.youtube.com/watch?v=WWrbq2hDZK8
PS. Brykam fikam bylo kiedys cute. Kiedys .. Bylo..
Orteq, nudzisz. Przewijam.
Gratuluje
Typowy amerykański nastolatek (a jestem pewien, że badania w Polsce przyniosłyby podobny rezultat) na ekranie komputera ma otwartych średnio dziesięć różnych okienek i przeskakuje między nimi mniej więcej co 20 sekund.
Więcej… http://wyborcza.pl/1,75476,11333409,Czy_e_booki_zmienia_nam_mozgi_.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#ixzz1p4oM9tkj
o! to ja tez nastolatek? 🙄 🙂
brykam
Natomiast Rysio, to jest to! Bryka i fika. I dunno..
Niektorzy pewnie by sie zastanowili nad tym jego brykaniem. Ale tez i niekonieczne moze byc to zastanawianie. Bryka, no to niech bryka. Bo pewnie tak ma, ze on bry-ka. Ludzie!! Bolek pewnie znowu by sie przewracal tam skad Jaruzel Go uchronil. Czy teraz Danuska uratuje najwazniejszy zwiazek?
Uoj, chyba tylko Kiszczak nam pozostal. Jedyny Czlowiek Honoru. Musjimy ratowac sje genieralem Kiszczakiem. Czlowiekiem Honoru, no less!.
And d the rest in HISTORY. Definicje odpuszcze tym razem
Dzień dobry 🙂
Rysiu, ja już nie, tylko cztery w porywach do pięciu 😉
Nie mają za co nas kochać http://wyborcza.pl/1,75480,11252034,Po_co_sie_uczyc_jezyka_krasnoludkow_.html
Dzień dobry 🙂
Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby dzisiejszy dzień również był przyjemny, choć zapowiadana słoneczność jeszcze nie nadeszła. Nie ma ktoś jakiejś dobrej wiadomości?
Aaa, wiem. Na to nie ma co liczyć. Good news is no news. 🙄
No to może chociaż kość? Nie jest to wprawdzie news, ale też na pewno nie jest to zła wiadomość. 😀
Jest dobra wiadomosc! Wrocilo moje mniejsze dziecko i wpuscilo matke do domu 😀
Dobra wiadomość: mam wolne i nie pada 🙂
Jeszcze lepsza: wsadzę ręce w ziemię 😀
Orteq, nie tylko nudzisz, ale i denerwujesz kompletnym niezrozumieniem sposobu, w jaki mamy ochotę tu rozmawiać. Do tego stopnia, że moje szczepienia nic nie pomagają i co rusz się wściekam. 👿
Już nieraz obwieszczałem, że TWA wydaje mi się znacznie lepszą opcją niż TWD (Towarzystwo Wzajemnego Dokopywania). Pozostaję przy tym zdaniu i o ile mogę przymknąć oko na to, że komuś się czasem zdarzy kopnąć przez nieuwagę czy w nerwach, o tyle notorycznego, programowego dokopywania nie mam ochoty stale znosić. Trudno, prawa ewolucji w TWA są nieubłagane – albo się przystosujesz, albo zginiesz. 😎
Żółta kartka, a następna będzie czerwona.
Czytalam pare dni temu ten reportaz z Litwy. Bardzo przykre. Narodowosciowa polityka RP przed wojna nie jest wielkim powodem do dumy.
Wbrew wszystkim zapowiedziom meteo u nas pogpda sie troche psuje i ma byc powrot do typowych o tej porze temperatur. A ziemia laknie deszczu juz od wielu miesiecy. Wlasnie wprowadzono w Londynie zakaz podlewania szlauchem ogrodow, mozna tylko polewaczka.
Trzy dobre wiadomości. Czy z tego da się skonstruować zaporę przed schopenhaueryzmem? 😉
Może dorzućcie coś jeszcze, żeby zapora była stabilniejsza. 🙂
Bobiku, najpierw przyjemność (ruszam w pole 😀 ), potem też przyjemność (sponiewieram wołowinę i upiekę sernik 😀 ), potem dwa pozalekcyjne 😕 , a potem się zobaczy, co ze mnie zostało 😉
A tu jeszcze na temat dzisiejszych stosunkow polsko-litewskich, prestizowy (jak lubiano u nas mowic) Economist:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,11338380,_The_Economist___Polska_staje_sie_zawodnikiem_wagi.html