Na końcu szpilki
Jak wynika z godnych zaufania doniesień, w australijskim zoo urodziła się czwórka diablątek.
Wiadomość ta wzbudziła godny pożałowania entuzjazm na „znanym” skądinąd (!) blogu Bobika. Sam Bobik, z pochodzenia półdiablę, miał się wyrazić: „jest to dla naszej społeczności dowód, że diabelskie wartości, mimo stawianych im przez współczesną cywilizację przeszkód, nie ulegną kompletnej zagładzie.”
Pytany o komentarz ksiądz Natanek powołał się na trudności techniczne i chwilowe zakłócenia na bezpośrednich łączach z Jezusem Ch.
Bywalec odpowiednich kręgów, E. Kant, wyraził zaniepokojenie, czy w obliczu zaistniałej sytuacji gatunek ludzki będzie w stanie oddzielić popędy diabelskie od praktycznego rozumu, zaznaczając jednak, że jakby co, to nie on.
Niebo gwiaździste, według agencji PAP, wstrzymało się od komentarzy.

Niemozliwe! Mialo ciskac meteorytami! 🙂
bedzie ciskac dopiero jutro/ pojutrze… Wlasnie sie wymadzrzalam pod stary wpisem. ech!
Ale ja zdazyalam przeczytac, Kroliku, wiec chociaz czesciowo nie pisalas na wiwat. 😉
A poza tym, a propos diablatek przypomniala mi sie kreskowka z Bugs Bunny o diable tasmanskim z formula slubna „I now pronounce you Devil and Devilish”. 🙂
Witam 🙂 Diablątka czuwają, gdyż po kliknięciu wyświetla się ” Nie znaleziono strony o podanym adresie”
Dzień dobry 🙂
Też przeczytałem Królika pod poprzednim wpisem. I zacząłem się zastanawiać nad rzeczą w sumie dosyć prostą. W każdym systemie opiekuńczym będzie jakiś procent naprawdę, obiektywnie niewydolnych, jakiś procent świadomych oszustów i jakiś procent „udawaczy”, tzn. takich, którzy w gruncie rzeczy mogliby zawalczyć, ale wynajdują sobie przyczyny, żeby tego nie zrobić. Pytanie brzmi: czy wobec świadomości takich skutków ubocznych decydujemy się w ogóle zrezygnować z kuracji i mówimy „walcz albo zdychaj”, czy też uznajemy, że w ogólnym rozrachunku społeczne korzyści przeważają nad szkodami i patrzymy, jak by tu ten opiekuńczy system udoskonalać.
Mnie osobiście się widzi, że to jest jak z tym rabinem, który zdecydował się wyłożyć całą Torę stojąc na jednej nodze. „Miłuj blźniego swego jak siebie samego” – to istota sprawy. A reszta to komentarze. 😉
Ale dobrze, ja miłuję bliźnich na tyle, że czasem nawet jestem skłonny wysłuchać ich całkiem odmiennych zdań na niektóre tematy. 😎
Chyba już wiem, na czym polega prawdziwe diabelstwo – na wprawieniu w stan niepewności. Irkowi strona się nie pokazuje, mnie się pokazuje. Tu znienacka pojawia się stare pytanie rosyjskiej inteligencji – czto diełat’? 😉
Diabełki obejrzałem jeszcze nocną porą. Widocznie za dnia ustępują miejsca aniołom 😉
Dzień dobry 🙂 U mnie diablątka działają.
Pan mąż dziękuje, Moniko 🙂
Absolutnie nie zgadzam się na tworzenie kategorii „ludzi zbędnych”. Gdy słyszę walcz albo zdychaj, trafia mnie straszny szlag.
Dehnel, z odrobinę tylko innej beczki http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1518382,1,kawiarnia-literacka.read
No tak. Diabelstwo jest sprawą mroczną, skomplikowaną i niejasną, nic więc dziwnego, że w nocnych zakamarkach się kryje.
Anielstwo niby teoretycznie prostsze i jaśniejsze, ale…
Widział kto za dnia niewirtualnego anioła? 😉
Haneczko, jakoś mi się w związku z Twoją linką przypomniało anegdotyczne pytanie: czym się różni człowiek posiadający świadomość etyczną od człowieka moralnego? Ten pierwszy wie, że nie należy zdradzać żony. Ten drugi faktycznie jej nie zdradza. 😎
Bobiku, że wścibsko zapytam, co robisz wśród nieśpiących o tak nieprzyzwoicie porannej porze 😯 ?
Zgubiłam przecinek 🙁 Czy dlatego mnie nie lubisz, Interpunkcjo 🙁 ?
To chyba jasne, co robię. Próbuję zjadacza pasztetówki w anioła przerobić. 😈
Na razie bez skutku. 🙁
Bobiku, w skromnego stróża, czy na całość – sześć skrzydeł i oczy wszędzie?
Można pogodzić 😉 http://www.youtube.com/watch?v=VUdW3wfDtIk
Swoją drogą, niedawno – bodaj w Discovery – był film o tragedii diabłów tasmańskich. Strasznie przygnębiająca historia – zagłada całego gatunku.
Myślę, że nawet najbardziej zdeklarowani zwolennicy koncepcji „radź sobie albo zdychaj” wymiękają, gdy sami lub ich dzieci znajdą się w grupie tych niewydolnych. A czasem to przecież kwestia ślepego losu, nie braku wytrwałości. Dlatego najbliższa memu sercu jest Rawlsowska zasłona niewiedzy i taki system redystrybucji pewnych dóbr, na jaki większość mogłaby się zgodzić nie wiedząc, jaki los stanie się ich udziałem.
Wlasnie dlatego jest takia radosc, ze urodzily sie w Taronga ZOO, bo jest nadzieja na utrzymanie gatunku.
Zawsze lepiej jak zdechnie ktos inny, my do zdychania sie nie nadajemy. Dlatego ja w sumie nie mam problemu z placeniem podatkow i z tym, ze moje podatki ida na darmowe leczenie staruszkow, choc ja musze za to leczenie placic.
Najstraszniejsza rzecz na swiecie dla szczeniaczka.
http://www.youtube.com/watch?v=WdrY7kXv7Bg&feature=player_embedded
Jak to ogladalam, to mi w oczach stanelo jak mojego Pucunia napadla kielbaska. Ganiala biedaka po calym ogrodzie. 🙂
Ooo, z cytryną niejeden pies ma straszne doświadczenia… To jest wyjątkowo nieprzyjemna osobniczka. 🙄
Wiecie, że mnie w wieku naprawdę całkiem jeszcze szczenięcym idea państwa opiekuńczego od łapy się wydała dorzeczna – właśnie dlatego, że zaraz miałem wizję siebie samego zdychającego z biedy i chorób gdzieś pod mostem… 😥
No, po prostu, kto za młodu nie czytał Dickensa, ten na starość będzie świnią. 😉
Anioł struś:
http://www.multikulinarisch.es/uploads/images/vogel_strauss.jpg
i diabeł struś 😈
http://www.schoko-bella.de/bild//2007/12/strauss.jpg
No i cóż ja poradzę, że diabelstwo jest bardziej interesujące 🙄
Pańcia tego pieska przesadzila. Ja tez bym zaczal szczekac. Dala limonke, a gdzie tequila, gdzie likierek, juz nie mowie o soli? Jaja jakies sobie zrobila chyba.
Słusznie prawi Jedynek! 😆
Gdyby w okolicy był Kot Mordechaj, na pewno też wyraziłby poparcie. 😈
Dziś 90 urodziny Julii Hartwig. Był tort urodzinowy i bibliofilskie wydanie tomiku ” Powroty” http://latarnia.teatrnn.pl/node/992
W DRODZE
Na cmentarzu żydowskim
są najstarsze drzewa
Kruk
kantor oniemiały
nie śpiewa
Nad drzew wierzchołkami
ciężką jesienną chmurą
przechodzą tysiącami
Wychodźcie im na spotkanie
zamknięci w pałacach pomników
Razem przez deszcz siekący
przez błyskawice
iść wam dziś trzeba
Ci którzy miejsca swojego nie mają
którzy sami są ogniem i deszczem
Teraz się z wami bratają
Bo jeszcze
nie koniec ich końca
nie koniec
Irku, dzieki wierszowi Julii Hartwig przypomnial mi sie warszawski cmentarz zydowski, na ktory swego czasu bardzo lubilam zagladac (i dalej zagladam przy wizytach w Warszawie). A urodziny sierpniowe, w zlinkowanym wierszu, to rzeczywiscie mila rzecz, sama wiem cos o tym (o ile sobie przypominam, Ty tez). 😉
Bobiku, Dickens bardzo czesto ma wlasnie taki zgubny wplyw, jak napisales. Teraz tylko uloz sie z Amartya Senem, kto pierwszy z Was na to wpadl. 🙂
I zgadzam sie z Toba, Vesper co do przydatnosci stosowania Rawlawskiej zaslony niewiedzy, z tym, ze ona najlepiej dziala przy zalozeniu istnienia wyrobionej podstawowej empatii, a wydaje sie, ze w pogoni za dobrami i przy gloryfikacji wlasnego interesu w ostatnich dekadach stworzylismy niestety klimat, w ktorym nie zawsze i nie wszystkim empatia latwo przychodzi.
Zas co dzisiejszego meritum, to nie wiem, czy przy niedzieli mamy sie zastanawiac teologicznie, ekologicznie czy zoologicznie nad diablami, a zdaje sie, ze i aniolami (ocho, wkrada sie nam dualizm), wiec poki, zrobie sobie herbaty jasminowej, i moze mi sie w glowie na ten temat rozjasni. A nawet jak sie nie rozjasni, to i tak lubie jasminowa herbate. 🙂
A, i Haneczko – cala przyjemnosc po mojej stronie. 🙂
Mialo byc „oho”, wiec od razu poprawiam.
http://www.youtube.com/watch?v=Ul9AO10K_SY
Jako pendent do dyskusji posyłam Wam mojego ulubionego anioła.
To nas mocno ruszyło, trawimy i nie potrafimy przełknąć http://wyborcza.pl/1,75248,10107670,Niech_suka_wraca_do_Iraku.html
Nisiu, takiego anioła też bym lubiła.
Haneczko, trudno będzie zasnąc….
„Pan Bóg się ukrywa diabli wiedzą gdzie”. (Wisława Szymborska)
Toteż nie śpię 🙁
I ja też….
Haneczko, też właśnie przeczytałam ten artykuł. Zastanawiające, że w Polsce, która ze wszystkich unijnych krajów ma najmniejszy odsetek imigrantów, ta nienawiść do obcych jest tak mocna. No i widoczna. Przecież nikt się nie krępuje, żeby wypowiedzieć głośno, co myśli.
Ale nie tylko do obcych. Tak samo traktuje się gejów, inne niż katolickie wyznania religijne, ateistów, każdego, kto odbiega od tej normy Polak-katolik. Może idę za daleko, ale tak to odbieram. No bo jak wytłumaczyć fakt, że znajomi, którzy w tych grupach się plasują, nie mają odwagi przyznać się publicznie do swojej „inności”?
A co z kalekami? Pamiętam, gdy przyjechałam do Niemiec, byłam zaskoczona widokiem wielu kalek na ulicy. Wożeni na wózkach inwalidzkich, są na ulicach, w sklepach, parkach, we wszystkich publicznych miejscach. W Polsce, w znanych mi rodzinach, ci ludzie byli po prostu trzymani w domach i nie do pomyślenia było, aby wyjść z nimi w miejsce publiczne. To przecież ta sama kategoria myślenia. Skojarzyło mi się to w związku z wrocławskim eksperymentem. W tutejszej szkole pielęgniarskiej też przeprowadza się podobne eksperymenty, i obowiązkowo biorą w nich udział wszyscy uczniowie. Wychodzą na ulice jako inwalidzi. Jedni siedzą w wózkach inwalidzkich, drudzy je pchają, potem następuje zmiana, inni udają niewidomych, wszystkie obserwacje i rozmowy z obcymi są dokumentowane i później omawiane na zajęciach. Uczniowie mają obowiązek „zaliczyć” ulicę, środek komunikacji (autobus, tramwaj), sklepy duże i małe, kawiarnię, teatr itd. W ten sposób muszą wejść sami w skórę tych, z którymi w przyszłości będą mieli zawodowo do czynienia. Jest to na pewno doświadczenie, którego szybko się nie zapomina, tak samo jak to we Wrocławiu.
Jeszcze wieksze wrazenie zrobil na mnie Irak w czasach wojny z Iranem. Pamietalem z Polski okaleczonych przez II wojne na ulicach, ale pozniejsi inwalidzi, to juz glownie ludzie okaleczeni w wypadkach, czy przez chorobe, ktorzy wlasnie wstydzili sie swego kalectwa. A tam, nie bylo cienia wstydu, tylko duma ze sluzby dla kraju. Wszechobecni ludzie bez konczyn byli zupelnie czyms dla mnie nowym i zapamietalem to jako lekcje.
Czy nie jest to rowniez refleksja do naszej poprzedniej dyskusji o tym, ze wszelkie oznaki prowadzace do wybuchu niezadowolenia sa ignorowane, dopoki do wybuchu nie dochodzi? Podobnie z inwalidami, niby wiemy o nich i mocno im wspolczujemy, ale zaczyna sie robic cos w ich sprawie dopiero kiedy cos telepnie i to mocno. Zwykle przy pomocy akcji w telewizorni. Ale ma to zwykle charakter jednostkowy i przejsciowy.
To chyba cecha ludzkiego umyslu, ze wytlumia sie nieprzyjemne, zeby zyc w miare „normalnie” w towarzystwie nienormalnego, ale czasem idzie to zbyt daleko i poczucie komfortu, ktory sobie tworzymy pozwala nam zapomniec o potrzebach innych, ktore wtedy latwo daja sie odlozyc „na pozniej”.
Cwiczenia z wozkami sa standartowym zadaniem konsultantow dla inzynierow transportu, zeby im unaocznic, ze 5% maksymalnego spadku na chodnikach ma swoje uzasadnienie. Wsadzaja na wozek i wtedy widac, jak trudno jest manewrowac pod gorke albo na chodniku ze zbyt duzym poprzecznym spadkiem. Dziala.
Lekcja przezyta na wlasnej skorze przez mlodziez szkolna zostanie w ich glowach i sercach bardziej niz wyklad czy film. Jest to cwiczenie praktyczne z empatii. Bedziemy wracac do empatii, o ktorej Monika wielokkrotnie tu pisala, ja tylko za nia powtarzam, nie jeden raz. Nie polega ona, oj nie polega, na odczuwaniu bolu i wspolczuciu tylko gdy to dotyczy tylko nas samych. Pisze o tym bardzo pieknie na swoim blogu w reportazu z podrozy na Ukraine, sladami przodkow i ich cieni, Dora. Wielu z nas czyta blog Pani Kierowniczki, ostatni wpis z pieknymi zdjeciami bardzo polecam.
Dzień dobry 🙂 Diabelstwo postanowiło mnie ukarać za robienie sobie z niego śmichów-chichów i odcięło mnie wczoraj od sieci. 😯
Ale, jak widać, siła złego wcale nie była taka wielka, bo dziś już znowu wszystko działa jak należy. 🙂
Ech, żeby to z wszystkimi przejawami diabelstwa w świecie było tak łatwo… 🙄
Bardzo dobry eksperyment. Gdybyz takich nauczycieli bylo wiecej!
Panno Koto,
moze dlatego wlasnie, ze odsetek emigrantow w Polsce jest niewielki jest taka a nie inna reakcja? Nieznane zawsze straszy…
Chociaz uczciwie powiem, Wroclaw lat 60-tych wydawal mi sie jakby sympatyczniejszy. Ale wtedy uczciwie mowiac mialam kielbie we lbie 🙂
Witam 🙂 Ale jednak diabelstwo czuwa.
Link od Haneczki porażający. Ale niestety taka jest Polska jak długa i szeroka. 😈 Na szczęście są i inne postawy.
Wyruszam na łono 😀 Niebo bezchmurne!
W Polsce brak inwalidów na ulicach ma oprócz obyczajowych również bardzo prozaiczne przyczyny – brak sprzętu i infrastruktury. W Krakowie widywałem nawet specjalistyczne gabinety lekarskie, mieszczące się na piętrze, bez windy. 😯 Pytanie, jak tam miałby się dostać niepełnosprawny, kwitowano wzruszeniem ramion.
Opieka nad niepełnosprawnymi jest niemal w całości zepchnięta na rodzinę i nikogo nie interesuje, że tą rodziną może być np. 60-letnia córka, sama w nienajlepszym stanie zdrowia, albo dwudziestoparoletni syn, który akurat jest w pełni tripu karierowgo i śpi pod stołem w korporacji. Ci, których nie stać na wynajęcie dochodzących opiekunów, czy dwóch osiłków do zniesienia babci po schodach, na kupienie porządnego wózka inwalidzkiego czy łóżka ortopedycznego, mają po prostu przechlapane. Teoretycznie są jakieś zakłady opiekuńcze, ale na miejsce w nich czeka się nieraz latami. Teoretycznie jest pielęgniarka środowiskowa, ale ona przychodzi zmierzyć ciśnienie, zrobić zastrzyk i tyle ją widziano. Teoretycznie można załatwić tanie opiekunki z MOPS-u, ale MOPS z góry zastrzega, że odpowiedzialości za nie w ogóle nie bierze (i wie co robi, bo są to zwykle siły kompletnie niewykwalifikowane, a ich morale też nieraz pozostawia wiele do życzenia). Teoretycznie nowe budownictwo musi być, zgodnie z przepisami unijnymi, dostosowane do wymogów niepełnosprawnych, ale w praktyce jest to często pic na wodę (np. podjazdy nie do pokonania, albo windy, do których trzea jednakowoż dojść po kilku schodkach). Zresztą, większość budynków jest jednak z czasów przedunijnych, co oznacza, że dla inwalidów są więzieniami. Ba, głupia recepta na pampersy (spory stały wydatek, dla niektórych rodzin nie do udźwignięcia) jest wyłącznie dla pacjentów neurologicznych – pozostali niech sikają do łożka, jak nie potrafią utrzymać.
A najgorsze, że kiedy próbuje się o tym rozmawiać ze służbą zdrowia lub z czynnikami, nieodmiennie słyszy się „to nie nasz problem. To państwa matka/ojciec/ciocia/kuzyn i to do was należy zorganizowanie opieki. Nas to nie interesuje.”
Masz recht, Bobiku. Do wozka inwalidzkiego jeszcze nie dotarlam, ale dzieciecy mam za soba i doswiadczenia z tym zwiazane. 🙂
Przeczytałam na blogu Pani Kierowniczki opis wyprawy śladami przodków. Łzy same poleciały…
Ja mam dużo zdjęc rodzinnych, w tym z Kresów (Korpus Ochrony Pogranicza). Jadąc pierwszy raz na Ukrainę zaplanowałam trasę śladami miejsc uwiecznionych na zdjęciach.
Niewiele udało mi się odnaleźc. Jest kościół polski w Borszczowie,na ambonie zachował się ryngraf KOP-u.
W miejscowości nad Nieczławą zachował się kościół w którym
Ktoś został ochrzczony (obecnie skład zdezelowanego sprzętu sportowego). W tej samej miejscowości zachował się cmentarz, ale nie do przejścia przez busz, jaki tam rośnie.
W Czortkowie próbowałam zlokalizowac kamienicę w rynku, w której przed wojną była prowadzona przez Żydówkę cukiernia.
Smak tych ciastek i kawy „pamiętam” do dzisiaj z opowiadań Taty. Nikt nie był w stanie mi pomóc w rozpoznaniu miejsca.
A miejsce jest dla mnie szczególne. Właścicielka cukierni finansowała studia swojego siostrzeńca (medycyna w Wiedniu).
W roku 1972 leczył mojego Tatę w szczecińskim szpitalu lekarz, nazwisko którego wydało się Tacie znajome… To był ów siostrzeniec. Ile oni się nawspominali….
Mam nadzieję, że za czas jakiś Ukraińcy zaczną odkrywac przeszłośc.
Ja mieszkam w poniemieckim domu.
Wiem, jak moja ulica nazywała się po niemiecku. Wiem, kto w moim domu mieszkał. Mam wyguglane zdjęcia domu i okolicy.
Może było mi łatwiej, bo wyobraziłam sobie, że jakiś Niemiec może tęsknic za „czymś” jak mój Tata…
U nas komisja d/s orzekania o niepełnosprawności, przez długie lata, była na II piętrze bez windy.
Niepełnosprawnych widzę na ulicach coraz częściej, w mojej instytucji też. Co budujące, coraz więcej dzieci, kiedyś wstydliwie ukrywanych w domach.
Na bariery architektoniczne i inne tego typu nie mam wpływu, ale na moje własne – ogromny. Praca, przez kontakt z bardzo różnymi ludźmi, bardzo mi pomaga w przyglądaniu się sobie i swoim wewnętrznym reakcjom. Bywa, oj bywa, że łapię się na bardzo durnych.
Mar-Jo, bardzo dobrze rozumiem poniemieckość. Niestety nie wiem, kto mieszkał w „moim” domu, a bardzo bym chciała.
Zastanowiłem się nad przeprowadzeniem takiego eksperymentu, jak w linku od Haneczki, w którejś ze znanych mi niemieckich szkół i musiałem się uśmiechnąć sam do siebie. Kto za kogo miałby się tu przebierać? W niektórych klasach wręcz większość uczniów to nie są etniczni Niemcy, dużo jest dziewczyn w chustkach, dużo uczniów o całkiem „niebiałym” wyglądzie. I zapewne w tym jest sedno sprawy – trudno muzułmanina uznać za tak całkiem, do spodu obcego, kiedy siedziało się z nim w jednej ławce i ściągało od niego na fizyce. No i dochodzi do tego jeszcze – w Polsce nieszczególnie lubiana – poprawność polityczna: nawet jak się ma uprzedzenia, to jednak nie wypada ich publicznie manifestować.
Wiem, że we wschodnich landach inaczej to wygląda, co chyba wspiera nienową tezę, że stosunek do Innego jest w dużej mierze kwestią oswojenia się z nim, włączenia go w obszar osobistego doświadczenia. A w Polsce tych osobistych doświadczeń z Innym jest zwykle bardzo mało, więc króluje stereotyp.
Haneczko, bardzo dobrze, że napisałaś o własnych barierach. Bo mnie już nieraz chodziło po głowie coś takiego, że pisząc o swoim stosunku do Innego, piszę właściwie tylko o „punkcie dojścia”, nie zastanawiając się wiele nad punktem wyjścia. A przecież, tak jak wszyscy tutaj, też jestem „polskim produktem społecznym” i też wciąż jeszcze odkrywam u siebie różne automatyzmy, pozostałości, niedobitki.
Kiedy wyrażam się źle o stereotypach, ksenofobii, niesprawiedliwości albo zaściankowości myślenia, mogę sprawiać wrażenie kogoś pozującego na Katona. A ja się przecież żadnym Katonem nie czuję. Często mówię coś bom smutny i sam pełen winy.
witam w jeszcze nie pada poniedzialem wielkim 😀
haneczka „U nas komisja d/s orzekania o niepełnosprawności, przez długie lata, była na II piętrze bez windy
😯
co do tematu – wole milczec
Bobik nie toleruje przeklenstw i wscieklych wpisow 😐
to prawda ze bogaci i bardzo bogaci tworza miejsca pracy,
tutaj przyklad:
http://www.ardmediathek.de/ard/servlet/content/3517136?documentId=7836004
http://www.spiegel.de/kultur/tv/0,1518,778200,00.html
tylko czy taka praca mozna wyzywic siebie i rodzine,
tworzacy jak widac po jego majatku tak
wyszlo szydlo z …….. rys bolszewik 8)
Spoko, ze mnie w takich przypadkach też bolszewik wychodzi. 😎 A pewnie jeszcze kilka osób do nas dołączy.
Nie wiecie jak tam z miejscami noclegowymi w Poroninie? Trzeba na długo naprzód rezerwować, czy możemy od razu zaczynać? 😆
Bolszewik jak w morde strzelil! 🙂
Masz mnie do pary, bo ja jakos ciagle nie moge uwierzyc w mietkie serca miliarderow 🙂
Bedziemy biwakowac jak prawdziwi bolszewicy.
Znalazłem w szufladzie nóż, który nieźle się w zębach mieści. Taki do owoców. 😎
Z dzikim wzrokiem będzie trudniej. Ćwiczę przed lustrem, ale mi nie bardzo wychodzi. 😳
Mam suknię plugawą 😀 Bobiku, włóż okulary BORowe 😉
ostanie zdjecie Berlinskiego Muru jakie zrobilismy, wlasnie w sobote przed 50laty komunisci zbudowali mur, zeby chronic nas
przed „zlem” demokracji
bywa
bolszewikow kupa 🙄 8) 😀
A do tego baniaka za murem to ja na dyskoteke poszlam. Raz. Jakas mlodziez socjalistyczna ja robila. Zanim skonczyli pogadanki to niestety nabzdryngolilam sie co nieco w barku,
to potem nawet mi bylo wesolo. 🙂
a w „germanii” polityk CDU zrezygnowal z ubiegania sie o posady rzadowe (w landzie) gdy wyszla na jaw jego „milosc”
do poznanej na fejsbuku 16latki 🙂 (on 39!)
biedaczek, tym bardziej ze ona go tez zostawila 😉
Zwierzaku, to Ty bylas co napisala: „my tu byli” 🙂 😀
No proszę, germańska nastolatka porzuciła, a Izabel wiernie trwa przy swym Kaziu. 😆
Polski dziewczina, dobri dziewczina. 😈
Nie Rysiu, ja bylam z drugiej strony 🙂
Oglądałam dzisiaj do kawy, jak ów polityk CDU łamiącym się głosem składał oświadczenie o rezygnacji z kandydowania…
Przyczyna łamania nie do końca pewna… 😉
Zapiski te zaczynam w miescie
Brisbanie. Pisze je na chwale naszej
poteznej Psarmii
Czerwonej i – przede wszystkim – jej
WIELKIEGO wodza, towarzysza
Bobika. Jemu tez,
naturalnie, zadedykowalem je.
Rozumiem dobrze, ze pióro moje jest
bezsilne, gdy chce
opisac wielkiego naszego wodza i
moja milosc dla niego. Na to trzeba
pióra Puszkina lub
Majakowskiego. 🙂
„Nim rewolucja wstrząsnęła światem,
Zanim się giełdy zawalił tron,
Bobik dwukrotnie mieszkał tu latem,
Tu swe zwycięstwa obmyślał on.
Tu przemyśliwał nad tym jak skruszyć
W ojczyźnie swojej uśpsisku rząd…
Tutaj przyjmował psoletariuszy
I swe wskazania dawał im stąd”.
Zwierzaku, z dwojga złego już bym jednak wolał być Leninem. 😆
Też wart Paca, ale chociaż mniej znienawidzony. 🙄
Wyczułam!!!!
😆
Swoją drogą, nasz Pies Puszkin (mój poprzednik), mimo że genialny, nie pozostawił żadnych zapisków. Za jego kadencji nikt w rodzinie nie wpadł na tak prosty pomysł, żeby psa dopuścić do klawiatury. 🙁
Znowu Szczecin!!! Na Jasnej Górze.
„Metropolita szczecińsko-kamieński wskazał, że suwerenny naród „nie może być klientem ani petentem we własnym państwie; nie jest intruzem w swoim państwie; jest u siebie. Podobnie też suwerenny naród nie może być zmuszany do postawy klienta wobec innego państwa lub narodu” – powiedział.”
Pytanie retoryczne: czy ta wypowiedź dotyczy również Watykanu?
Pies Puszkin byl byc moze na tyle genialny, Bobiku, ze zdal sobie sprawe, ze za jego zycia nie bylo pogody dla romantykow, nawet zdystansowanych i ironicznych. A moze wierzyl w powrot literatury przekazywanej ustnie (musialbys sie popytac w gronie pamietajacych go przyjaciol)? 😉
A do rozmowy, ktora z przerwami toczymy tu od kilku dni, podrzucam artykul napisany przez bilionera, Warrena Buffetta, o wiele mowiacym tytule: „Tax the Rich”. To nie jest zaden romantyk czy bolszewik, tylko czlowiek znajacy sie na robieniu interesow, na liczbach i danych ekonomicznych, i tak mu wychodzi – takze we wlasnym interesie.
http://www.nytimes.com/2011/08/15/opinion/stop-coddling-the-super-rich.html?_r=1&smid=tw-nytimesbusiness&seid=auto
Haneczko, fascynujacy artykul. Uczniowie maja szczescie, ze maja takiego nauczyciela, rzeczywiscie praktycznie uczacego empatii, jak napisal Krolik, ale tez uczacego uwaznego przygladania sie swiatu i sposobow odkrywania tego, co pod powierzchnia.
Mądry polski lud od dawna dobrze wie, że koniec końców zawsze należy sprawę oprzeć o Buffett. 😆
Dla mnie to jest dość oczywiste, że bogaci we własnym interesie powinni dbać o to, żeby biedniejsi nie zbiednieli za bardzo. Kiedy drastycznie zmniejsza się ich siła nabywcza, również na bogatych się to niekorzystnie odbija. Już stary Ford rozumiał, że nie może sam od siebie kupić wszystkich samochodów wyprodukowanych w jego zakładach. 😉
A pieniądz leży na trasie 😉 http://wyborcza.pl/1,75515,10088563,Czysty_biznes_pielgrzymkowy.html
Leży pieniądz, leży,
na trasie lub w lesie.
Jak go kto zobaczy, zaraz go podniesie,
bo w pieniądzu taka dusza,
że go każdy chętnie rusza…
oj dana dana dana, dana dana. 🙄
Dzięki Monice dokonałem niezwykłego odkrycia literackiego. Za jej radą postanowiłem sprawdzić, czy w tradycji szczekalnej okolicznych psów nie ostały się jakieś dzieła Puszkina. Okazało się, że istotnie się ostały!
Postanowiłem zacząć je spisywać, żeby nie przepadły na ament. Na razie udało mi się zapisać wstęp do poematu pt. „Tłusta i Przemiła”, który z dumą odkrywcy prezentuję:
Dla cię, władczyni mojej duszy,
Dla cię, istoto pełna krasy,
niebo i ziemię bym poruszył.
Imieniem zowią cię Kiełbasy,
słowa ci poświęcają tkliwe,
przed innym psem twych czarów bronią,
uczucia do cię żywią żywe…
Nie chcę ja innej. Nie dbam o nią.
Nadzieja z czułym niepokojem
na sam twój zapach wchodzi we mnie
i w zachwyt wprawia wątpia moje.
W planach na najbliższe lata spisanie poematu dygresyjnego „E, zjem już po brzegi” oraz powieści „Skórka wylizana”. 😎
Mały plus dodatni. Nie wiem, co gorsze, gej czy ateista 😉 http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/reportaze/1518418,1,jedyny-gej-w-wiosce.read
Szczęście dopisuje, tak, jak kiedyś Szwedy
od tej pory tutaj już nie znamy biedy
jest interes do zrobienia
nikt w klasztorze się nie leni
Oj dana dana dana, dana dana
Mądry ojciec, który obraz im podstawił
i Szwed, który bliznę obrazu* przyprawił
i od czasu blizny słynnej
zbieramy vota dziękczynne
Oj dajta dajta dajta, dużo dajta!
*temu obrazu, jak temu misiu oczko odpadło 😉
Ach, Bobiku, tak czulam, ze odrobina pracy odkrywczej da interesujace wyniki i przyblizy nam geniusz Puszkina. 😆 A poza tym, w ramach lancuszkowej teorii natchnienia, chyba upieke na obiad kielbase. I zrobie jakas ciepla zupe do tego, bo u mnie dzis lato wyraznie robi cwiczenia z jesieni – leje bez przerwy i jest ziab. 😉
O, i zeen sie pojawil pilegrzymkowo-turystycznie, z okiem na kase. 😆
Link od Haneczki doczytam pozniej, bo sama sie ta zupa nie zrobi ani kielbasa sie nie upiecze sama. 😉
No i z ciekawoscia bede czekac i na ten poemat dygresyjny, i na powiesc Puszkina. 🙂
„Metafizyka ma
nogi jamnika”.
Tak mi się pielgrzymkowo-turystyczno-zeenowo skojarzyło 🙄
Jakże się może liczyć
coś, co ma wzrost jamniczy? 🙄
Różewicz policzył. I bardzo akuratnie mu wyszło.
Znalazł puszkę, a w niej wiersz Puszkina,
który słowy się temi zaczyna:
Kochałem panią – i miłości mojej
Może się jeszcze resztki w duszy tlą,
Lecz niech to pani już nie niepokoi,
Nie chcę cię smucić nawet myślą tą.
Kochałem bez nadziei i w pokorze,
W męce zazdrości, nieśmiałości, trwóg,
Tak czule, tak prawdziwie – że daj Boże,
Aby cię inny tak pokochać mógł.
Bo miłość jedna jest na świecie miła
Od niej się zaleczy każda rana,
Często na szczęście cała we mnie byłaś
Imię Twe brzmi– kiszka podgardlana
Zeen, poproszę o kiszkową wersję „Pani Rosjanką jest, Tatiano” 🙂
Tylko ten jeden wers, proszę 🙂
– Pani Rosjanką jest, Tatiano,
i znał Tołstoja pani mąż,
zamiast lektury on co rano
wysysał z kości nawet miąższ
Pani na widok podgardlanej
gotowa choćby w sybir iść
to we łbie trzeba mieć nagrane
by w nim zalęgła się ta myśl
Samogon lał się wam litrami
łby to wy macie, szkoda słów
jak bez wątroby żyć, czasami
za wiedzę taką dam pięć stów
– Pani Rosjanką jest, Tatiano,
i Rosjaninem pani mąż
jeden wy naród, więc to samo
łykacie popijając wciąż…
Zeen może umie jeden wers, ale mnie jakoś uparcie wychodzi więcej. 😳
O tańcu z Kiszką Podgardlaną
w snach swoich pieskich marzę wciąż
i sprawdzam, gdy się budzę rano,
czy jest w lodówce Kiszki wąż.
A przecież boczek mam w zapasie
dzieli mnie odeń jeden skok,
lecz z nim nie bardzo tańczyć da się,
bo wciąż, skubany, skręca w bok. 😯
Uff… Łajza twierdzi, że zeen też nie umie tylko jednego. 😆
Spowodowałam klęskę urodzaju 😯
A, co tam, najwyżej będą kolejki przed punktem skupu. 😆
Gienek mnie wkurza, ale Puszkin wprost przeciwnie.
Spadam do kolejki. Dobranoc 🙂
Moniko,
dzieki za linke do Buffetta.
bardzo dobrze sie wpisuje w nasza bolszewickosc blogowa 🙂
Znaczy, mam z Buffettem, jako towarzyszem broni, dzielić się zawartością miski i manierki? 😯
Wielkiej rewolucji już początek bliski,
zadrży bryła świata, gdy ją ruszy blog
Warren Buffet zacznie psu wyjadać z miski,
pies wybierze trzeźwość i odstawi grog. 😯
Ci się przeanielą, tamci znowu zdiablą,
kot bażanta nie tknie, mysz podniesie głaz,
Polak zabranego nie odbierze szablą,
Francuz nie zaśpiewa iszczio mnogo raz. 😯
Znikną nagle proste, codzienne wygody,
gdy na głowie stanie wszystko, co się zna,
ale skorzystają na tym antypody –
chociaż tam normalnie wreszcie żyć się da. 😈
Nie wiem o czym rozmawiacie ale sobie pomyslalam, ze jak moj „ulubieniec” zostanie prezydentem to moze bedziemy mieli innego gubernatora 🙂
pa 🙂
Witam. Leje jak z cebra. Ale to można też przyjąć z :).
Przeczytałam do „kafki”:
http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1518476,1,przegrana-gra-andrzeja-leppera.read
I do kompletu: http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1518604,1,andrzej-lepper-wybielany-po-smierci.read
Dzień dobry 🙂 U mnie bez cebra, ale szaroburo i mżymżawkowo. Nie podoba mi się. 🙄
Lato chyba nie tylko w Mass postanowiło te treningi z jesieni przeprowadzić. To już na jakąś ogólnoświatową siatkę meteoterrorystyczną zaczyna wyglądać. 👿
Wando, ja wiem, że bliższa koszula ciału. Ale tak źle swojej nowej ojczyźnie życzyć… 😯 😉
Skończył swój komentarz do jakiejś radiomaryjnej audycji i, być może nawet trochę zażenowany, powiedział: widzi pani, trzeba mówić do różnych wyborców.
Więcej pod adresem http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1518476,2,przegrana-gra-andrzeja-leppera.read#ixzz1VB6KQS1t
Ale to nie jest specjalność wyłącznie A. Leppera 👿
Przypominam, że w kwestii naprawy świata na naszą modłę, mamy odpowiedzialnego Drogiego Przywódcę, któren się chyba miga trochę, zajmując się zdobywaniem kolejnych dziesięciotysięczników.
W demokratycznym wyborze wybrał nas sobie na swój lud i tera co?
lud się wypiął na przywództwo, chce jakieś undergrandy tworzyć, rzeczywistości równoległe nawet w stosunku do tej naprawionej, to przywództwo pozwoliło sobie poczekać, aż lud dojrzeje do czegoś więcej niż tylko obsadzenia przywódczego wakatu. no sorry guys, ale bez współodpowiedzialności się nie da
Bardo dobry ten artykuł Paradowskiej i – jak mi się wydaje – trafiający w sedno załamania Leppera uwagą o upadku ze zbyt wysokiego konia. Bo powodem decyzji samobójczej zwykle nie są wcale konkretne kłopoty, tylko utrata sensu, poczucie, że dalsze życie jest zadaniem ponad siły.
Lepper, grający programowego twardziela, zapewne sam przed sobą długo nie chciał się przyznać, że w polityce dość szybko osiągnął próg kompetencji i właściwie wszystko, do czego się brał, zaczynało go przerastać. To jest sytuacja wewnętrznej matni, z której można się wyrwać tylko przez wytworzenie bardziej realistycznego orazu samego siebie i zredukowanie oczekiwań. A Lepper tego chyba nie umiał. Wciąż miał nadzieję, że tego wysokiego konia uda mu się ponownie dosiąść, a kiedy odkrył, że koń już na dobre odcwałował, nie potrafił przesiąść się na kucyka.
Jako polityk zrobił Lepper wiele złego, ale tak po ludzku można zrozumieć, w jaką pułapkę się wpakował i mu współczuć.
Rany boskie! Czy przypadkiem nie zbliżamy się do tego strasznego momentu, kiedy Drogi Przywódca zaczyna dojrzewać do decyzji rozwiązania ludu i wybrania innego? 😯
O, a może będą czystki klasowe, jakieś rozkułaczania. 🙄
Eksperyment wrocławski przerażający. Ale niczego innego się nie spodziewałam.
O Leśniewie czytałam już jakiś tydzień temu i myślałam o tym długo. Wydaje mi się, że ludzie na wsi są o wiele bardziej pragmatyczni niż ci w dużym mieście. W mniejszych społecznościach liczy się najpierw to, jaki ktoś może wnieść wkład, potem dopiero zaglądają mu pod kołdrę. W mieście władza już jest czymś bardziej związanym z polityką i abstrakcyjną ideologią. Dlatego obecna prezydent Warszawy jest ciągle lżona, chociaż robi o niebo więcej niż jej PiSowscy poprzednicy.
Albo moralna odnowa narodu, jakieś śluby czystości/wstrzemięźliwości * 🙄
* niepotrzebne skreślić
Dzień dobry 🙂 Świeci i grzeje 🙂
Drogi Przywódca wybrał, ale przez nieporozumienie 😉
Brania udziału w czystkach klasowych, jak również w zaślubinach z czystością, zdecydowanie odmawiam. Dość się już przez własną rodzinę pod prysznicem muszę wycierpieć! 👿
Ale jakaś drobna odnówka moralna… No, czego się nie robi dla Drogiego Przywódcy. 😎
Aha, tylko tu się pojawia dość istotne pytanie? Kto płaci za klej i tapety ❓
Każdy przychodzi ze swoim papierem i tubą 😀
I z jutubą, co daje niejaką gwarancję, że wszystko będzie grało. 😉
Odnowił Bobik swoje morale,
materiał taszczył w świętym zapale,
klej mieszał sprawnie i ciął tapetę,
szpachlował dziury zrobione petem.
Potem gdzie trzeba szepnął dwa słówka:
zobacz, Przywódco – zupełna nówka,
nie zgadnie nawet fachowiec biegły,
że zwykły papier to zamiast cegły.
Patrzy Przywódca: morale cycuś,
jak nowe, przyznać trzeba bez picu.
– Dobra robota, więc oczywiście
dostaniesz, Bobik, miejsce na liście. 😈
W niskim pokłonie, pełzając,
i w innych pozach nieświętych
lud wznosi modły szlochając
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
aby Przywódca…
no, nie był taki zacięty…
wiecie czego oczekuje od Was Wasz Drogi Przywódca?
żebyście krytycznie przeczytali coście napisali wcześniej i spojrzeli na to z perspektywy przywódcy, a potem napisali to jeszcze raz. albo już nie napisali 😈 (to się nazywa auto-czystka ;p )
Bobiczku, bardzo Cię lubię za to (między innymi), że pożałowałeś Leppera. Mnie też go po ludzku żal, bo się strasznie chłop zapętlił.
Napisałam i pomyślałam, że to nietakt. Ale miałam na myśli przenośne zapętlenie. Sama po powrocie z wakacji jakoś nie mogę się odpętlić, a robota czeka i warczy.
Och.
Niedobrze. Drogi Przywódca wczuł się w rolę i marzy mu się rząd powolnych dusz 🙄
Noo, ja dziś właściwie jestem duszą dość powolną. Ciśnienie chyba mam niezbyt wybujałe i lecę na niewieeeelkich prędkościach. Nisia też narzeka, że jej robota jakoś powoli rusza. Pewnie jeszcze inni powolni by się znaleźli. 🙄
Ale co do czystek już zapowiadałem, że nie ze mną Brunner te numery. 👿
Nisiu, ja z natury jestem niezbyt zacięty i pewnie dlatego nie nadaję się na Drogiego Przywódcę. 🙁
I nawet się nie golę, więc przypadkowe zacięcie przy goleniu też odpada…
Ach, bo tylko łagodność, drogi Bobiku, tylko łagodność…
Gdyby nie ona, już dawno udusiłabym mojego drogiego Rumika.
A tak, przytulam drania do serca i jest dobrze!
też się nie golę. przynajmniej nie codzienne. więc niegolenie się nie jest przeciwwskazaniem. a owe czystki należy traktować jako oszczędność w oczekiwaniach. bo czyż w czasach kryzysu nie powinniśmy być oszczędni… ;p
To może, w ramach oszczędności, skrócimy Drogiego Przywódcę o cokół?
Przysłowia mądrością narodu: ” Uderz w stół a Drogi Przywódca się odezwie” 😎
I podał principia i wytyczne
Niech żyje nam i oszczędza 🙂
Zabrakło tylko Sentencji na Wtorek, choć może nieuważnie czytałam 🙄
vesper, nie było sentencji. były inne formy wypowiedzi.
cokołu haneczko też nie było, więc oszczędności na cokole sa pozorne.
Irku, uderzenie zeena nie było w stół tylko w przywódcę, który akurat przypadkiem miał okazję przeczytać i zareagować (czyż prawo do feedbacku nie jest jednym z podstawowych praw obywatelskich?)
Znalazłam jeszcze w sieci: http://www.dodajoszusta.pl/
Zaraz wrzucę jeszcze artykuł na ten temat.
To ten: http://opole.gazeta.pl/opole/1,35114,10117869,Zobacz_jak_klienci_ostrzegaja_sie_przed_nieuczciwymi.html
I trochę na wesoło:
http://ryjbuk.pl/pis-factor-259013
Brak cokołu jest bardzo poważnym niedopatrzeniem. Dzięki cokołowi Wieszcz dorównał, a nawet przewyższył 😉
Psy, wiadomo, podlizusy są, więc ode mnie dla Drogiego Przywódcy coś, co mu się zapewne spodoba – autoczystka topless 😈
http://www.youtube.com/watch?v=5ukagSKmo-s
Maluczko, a foma się na nas wścieknie 😆
Ach, dzisiaj ida przyslowia, a takze Kult Przywodcy Na Cokolwiek Skracanym Cokole, niezbyt zaciety Bobik, i Nisi haslo lagodnosci nie tylko wobec Rumika. 😉
Zas a propos wczorajszego bobikowego wiersza, rewolucyjno-eschatologicznego, w ktorym anioly z diablami zamienia sie na miejsca, a baranek bedzie lezec spokojnie obok lwa, 😉 przypomniala mi sie opowiesc Indian amerykanskich o dwoch wilkach. Ojciec tlumaczy synowi, ze w jego sercu caly czas walcza dwa wilki – wilk nienawisci, ktory chce wszystkiego tylko dla siebie, i wilk milosci, ktory uznaje potrzeby i pragnienia innych. Gdy syn, wysluchawszy tego tradycyjnego tlumaczenia ludzkich zachowan, pyta sie swego ojca, ktory wilk w koncu wygra, ojciec odpowiada: „ten, ktorego zechcesz nakarmic”… Nie wiem, Bobiku, czy znasz te indianska opowiesc z Twoimi kuzynami w roli glownej, wystepujacych w rolach aniolow i diablow, wiec Ci ja na wszelki wypadek podrzucam (tutaj, oprocz Indian, te opowiesc szczegolnie lubia buddysci). 😉
Moniko 🙂
Szczerze o nieczytaniu. 😕
http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1518376,1,arcydziela-literackie-ktore-omijalismy-z-daleka.read
Nie znałem tej przypowieści, ale poznałem z wielką przyjemnością. Myślę, że będę ją różnym szczeniętom młodszym jeszcze nieraz cytował. 🙂
A foma na pewno nie taki maluczki, żeby się wściekać o topless. 😆
W Krakowie istotnie w swoim czasie popularne były sesje towarzyskie, na których grało się w „szczerość literacką”. Ja je wspominam z dużą czułością, bo jako całkiem wtedy jeszcze niedorosły szczeniak nauczyłem się nie mieć żadnych kompleksów z powodu nieprzeczytania czegoś. Skoro starsi, znani, cenieni, dotąd nie przeczytali, a żyją, prosperują i nikt ich nie wyprosił z dobrego towarzystwa – myślałem sobie – to i ja nie mam się co obcyndalać moimi nieudanymi podejściami na przykład do „Czarodziejskiej góry”.
I słusznie, że się nie obcyndalałem, bo gdybym się wtedy zmusił i przeczytał, to pewnie mało by mnie ten Mann wzruszył, a w ileś lat później wessałem go jak gąbka. Po prostu odpowiedni czas na tę akurat książkę przyszedł. 😉 I na różne inne.
Foma /14:10/, dlaczego piszesz „przywódcę” przez małe „p”. Samokrytyka? 😉
Albo literówka? Może tym razem nie chodziło o Przywódcę tylko „przy wódce”? 🙄
W stół przy wódce 🙄 . Znaczy dyskusja gorąca z argumentami wprost
Zbigniew Girzyński słynie z elegancji słowa. Najnowszy popis posła polega na wyznaniu w studio TVN24, że gdyby na symbolicznym stosie w Reszlu miałaby się znaleźć posłanka PO, to by chętnie popatrzył. Milutkie i dowcipne, prawda? Więcej tu
„Szczerosc literacka” to chyba najzdrowsza odpowiedz na niepisane zalozenie, ze kazdy moze przeczytac absolutnie wszystko z jednakowa przyjemnoscia, zrozumieniem i zainteresowaniem, niezaleznie od wieku i wlasnych dotychczasowych doswiadczen – zyciowych i czytelniczych, ktore musza sie jakos o siebie zazebiac, jesli czytanie ma byc czyms wiecej niz tylko mechanicznym odfajkowywaniem kolejnych tytulow na liscie. Ksiazki sa jak ludzie – jednych sie lubi bardziej, drugich mniej, niektorych sie wrecz unika, a jeszcze innych moze sie i podziwia, ale sie nie ma ochoty z nimi – czasem na razie, czasem nigdy – zaprzyjaznic. Choc przyznam, ze pomysl uczenia innych o ksiazkach przez siebie nieprzeczytanych to juz dla mnie osobiscie one step too far… 😉
Wielki Przywódca rozejrzał się wokół.
O, mać radnaja, ktoś mi rąbnął cokół!
Czym jest Przywódca pozbawion cokoła?
Świeci zza krzaka jak ta d. goła!
Przywódca musi stać na swoim słupie,
lepiej go wtedy słyszą ludzie głupie,
lepiej go widzą (za to bez szczegółów),
łatwiej okadzać na cokole tułów,
a kiedy stoi na ziemi, niebożę,
dym kadzidlany wpaść mu w oczko może!
Jedyne wtedy, co zrobić wypada,
to warknąć „spieprzaj” do jakiegoś dziada
i otoczywszy się wyznawców kupą,
zjeżdżać z widoku razem ze swą d. …
i tak sobie lud ulżył… jutro będzie olabogamatkoboskoratuj! a wtedy Przywódca się Zastanowi
Lud popełnił fo ma!
Stoi Przywódca w drzwiach klozetki:
czemu lud tylko ma być letki?
Dlaczegóż brzemię, ja się pytam,
całe ma w moich być jelitach?
Ciężko mi, trudno i nieklawo,
też sobie ulżę, bo mam prawo.
Na posła Girzyńskiego ja bym w żadnym przypadku nie popatrzył z przyjemnością, choćby mu nie wiem co robiono. 🙄
bym nie widział nicku, bym pomyślał, że kto inny. ech, jeszcze wątpiący mają swoje: dlaczego
Czy foma dopiero wczoraj się urodził? Dlaczego? Przecież wiadomo, po co ludowi Przywódca. Aby było na kogo plwać, obarczać winą za Całe Zło, a nawet, o zgrozo, obśmiewać 😈
vesper, nawet nie przedwczoraj. ale skoro lud do tego Przywódcy potrzebuje (choć co innego mówił), znaczy że jeszcze ludowi dobrze, oj dobrze
Foma wierzył w zapewnienia ludu, że swojego przywódcę będzie wiecznie miłował, czcił i na ręcach nosił? 😯
Foma chyba jednak naprawdę niedawno urodzony. 😈
nie, foma nawet się nie łudził. foma zakładał pokazanie ludowi alternatywy, z którą lud zrobi co chce, może nawet spróbuje się z nią zmierzyć, może nawet poprosi fomę o pomoc w zmierzeniu się. i foma by nie odmówił. ale to lud decyduje co chce.
zamordyzm, oświecony absolutyzm, technokrację czy subtelną szaroeminecjość foma zachowuje na bardziej warte tego okazje niż jakieś tam westchnienia ludu
Czy foma jest pewien, że pokazywanie ludowi Alternatywy jest przyzwoite? Czy niewiasty się nie zgroszą?
:)) PAP nie podaje, co na to Prawo Moralne ??
A mnie fomy żal 🙁 Już wolę, żeby się wściekł niż zmarkotniał. Foma, pokaż alternatywę, ustoję, a może nawet spróbuję się zmierzyć?
Jaś nie doczekał i ja też. Dobranoc 🙂
No, ja jeszcze nie spie. Ponizej lewicowa Heather Mallick obserwuje, ze w rozruchach miejskich nikt nie rabuje ksiegarn…
http://www.thestar.com/opinion/editorialopinion/article/1040373–mallick-looters-give-books-a-bad-review
Nocne plywanie wcale nie usypia.Trzeba wyjac z polki staroswiecka ksiazke, jak np. Przygody Dzielnego Wojaka Sz.
Rano obudze sie z ksiazka na glowie, przy zapalonej lampie.
Dobranoc!
Nie zrob tak jak ja Kroliku! Mnie obudzil smrod palonego papieru – ksiazka dotknela zarowki i troche jej ubylo 🙁
Dzień dobry 🙂 Telepatia czy co? Ja się dziś dokładnie tak obudziłem, jak to Królik opisał. Z książką na głowie, etc. 😳
Ale kiedy czytam na kanapie, lampę mam od góry, a książka opada w dół, więc niebezpieczeństwo ubycia nie istnieje. 😉
Przez ten wypadek przy pracy nie zdążyłem wczoraj wpuścić i powitać Kseni, więc szybciutko to nadrabiam – witaj z rana, Kseniu. 🙂
I nie licz na to, że PAP poda wszystko to, czego chcielibyśmy się dowiedzieć. 😉
Dzień dobry. 😀
Cytat z Vesper: „Czy niewiasty się nie zgroszą?” 😀
Jestem absolutnie niezgroszona….
Siedzące dzień dobry 🙂
Dzień dobry ziewające, bo przedwczesne (ziewająca kufa)
Dzień dobry 🙂 Tuż przed koszeniem. Dzisiaj ma nie padać.
Czy ktoś nie mógłby za mnie popracować? 🙄
Znienacka zrobił się przepiękny, letni dzień, który najchętniej spędziłoby się wylegująco, na łonie natury, a nie przy komputerze, telefonie i w biegu.
A jutro podobno już tego dnia ma nie być, tylko całkiem inny, chłodny i mokry, jak większość dni tego lata. 🙁
Czy Drogi Przywódca, zamiast mieć za złe ludowi, nie mógłby zrobić czegoś z takimi (p)osłami, którzy bronią trzymania psów na łańcuchu jako polskiej tradycji? 👿
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,10123100,Posel___Pies_na_lancuchu_to_polska_tradycja___Obroncy.html
a lud nie może sam zrobić? wszak kimże jest przywódca? za SJP: przywódca «osoba, która przewodzi innym». przewodzi, a nie wyręcza.
zatem Przywódca mówi: słusznie, zróbcie, macie moje pełne poparcie. tylko niech ten pies nie skacze od razu na bogu ducha winnego przechodnia, albo gościa, który idzie z wizytą i od furtki do drzwi domu rozgląda się wokół bardziej niż partyzant w ’43
Moi goście mają powody, żeby się tak rozglądać, bo wszędzie wokół są Niemcy. 😆
Jasne, jeszcze taki pies moze czlowieka zalizac na smierc 😉
Poraziła mnie głupota i okrucieństwo dzieci i nauczycieli.
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10124569,Przesladowana_przez_uczniow_z_klasy__Bo_byla_inna.html
Uff. Nawłóczyłem się dziś po terenie co niemiara, ale dzięki temu będę miał mniej włóczenia jutro. 🙂
Teraz wreszcie mogę siąść na ogonie i napić się herba…
Oj, chyba muszę wytłumaczyć, dlaczego ostatnio przy zawołaniu „herbaty” zaraz zaczynam się chichrać. To przez niedawne hulanki operowe na Dywanie. Była tam m.in. taka aria:
Zeen by z ozorem się zdał tu
pyskatym ze wszech miar,
ja bym prócz miliona fantów
herbaty dał mu gar.
Herbaty, herbaty,
herbaaaaty dał mu gaar,
heerbaaaaatyyyy!
Dam śmiele mu swoje torty,
z kokardą i z paradą
i jeszcze w paczce dam „Sporty”*
z funkcją i miły to dar.
*Od wielu lat schowane na czarną godzinę.
Najlepiej prześpiewać sobie to do odnośnej melodii. Bo wtedy staje się zrozumiałe, dlaczego w mojej rodzinie, która różne rzeczy cichcem podłapuje, propozycja wypicia herbaty jest już wyłącznie wyśpiewywana i dlaczego mnie się na herbatę włącza automat z chichraniem. 😉
Ten artykuł od Mar-Jo bardzo smutny, bo świadczy o tym, że nie było/nie ma mechanizmów ani instytucji, które w porę pomogłyby rozwiązać lub przynajmniej załagodzić konflikt. Mówię to z głębi doświadczenia 😉 , bo ja z racji funkcji zawodowej jestem właśnie tym „pionem”, gdzie takie sprawy lądują. W przypadku jakichś iskrzeń na linii cudzoziemskiej bardzo szybko trafiają do mnie albo rodzice, albo nauczyciele, albo jeszcze ktoś inny, kto zauważył, że coś złego się dzieje (lekarz, sąsiadka, Jugendamt, rodzice innych uczniów w klasie, etc) i dzięki temu mam możliwość skutecznej mediacji, ewentualnie dokooptowanie psychologa, czy kogo tam trzeba. Tu najwyraźniej takiej systemowej możliwości nie było, a szkoda.
Rzeczywiscie, smutny artykul, Bobiku, z powodow przez Ciebie wymienionych, a pewnie by sie i wiecej znalazlo.
A tu ilustracja tezy Krolika, ze Guardian za nami nadaza pare dni pozniej. 😉
http://www.guardian.co.uk/commentisfree/2011/aug/17/looing-with-lights-off
Swoja droga, ciekawy ten artykul o braku zainteresowania rabowaniem ksiazek, ktory Krolik podeslal w nocy (mojej, a europejskim rankiem). Z tym, ze ksiazki zyja we wlasnym swiecie, i nie naleza do dobr masowo pozadanych, takich jak np. najnowsze gadzety. Ciekawe, czy byloby inaczej, gdyby je reklamowano w mediach z rownym entuzjazmem, co samochody, artykuly elektroniczne, albo chociaz rozne odmiany kawy? Juz sobie wyobrazam te reklamy… 😉
A poki co, udalo Ci sie, Bobiku, zareklamowac mi herbate (trafilo na podatny grunt). 🙂
Bobiku, trudno to zjawisko zrozumiec. Przykopac, wdeptac – bo jest INNA. Gdzie byli nauczyciele, rodzice, pedagog szkolny? Gdzie były „normalne” dzieci, które powinny zareagowac?
Młode wróciły z Berlina.Dostałam w prezencie książkę za 1 Euro. Zaczyna się tak:
„STATTLICH UND FEIST erschien Buck Mulligan am Treppenaustritt, ein Seifenbecken in Haenden, auf dem gekreuzt ein Spiegel und Rasiermesser lagen. Ein gelber Schlafrock mit offenem Guertel bauschte sich leicht hinter ihm in der milden Morgenluft.Er hielt das Becken in die Hoehe und intonierte:
– Introibo ad altare Dei. ”
Nie wiem, czy dam radę przeczytac całą….
Pamiętam szał w polskich księgarniach, kiedy ukazało się tłumaczenie Słomczyńskiego.
Dobre, dobre…
Ulisses za 1 ojro 🙂
A wspomnienia Paris Hilton po 30 ojro 😆
A ja obejrzałem sobie Lekcje pana Kuki. Nie czytałem. Film w GW zapowiadany jako komedia.
Tysz doooobre…
Może kniga jest komedią, film raczej nie był
No, żeby nie było, że się wymiguję…
Film uważam za bardzo fajny i skojarzyłem z Kandydem 🙂
Nie wiem, jaki zamiar przyświecał tfórcom, ale chopaki wiedzieli, co robio 😆
Przypowiastka z ambicjami – to lubię 😉
Mam jeszcze inny pomysł obok reklamowania książek jak gadżetów. A gdyby tak podmieniać okładki? Znaczy, na wierzchu wspomnienia Paris Hilton, a w środku jakiś Balzac, np. „Blaski i nędze życia kurtyzany”. Na okładce Stieg Larsson, a w środku „Ulisses”.
I liczyć na to, że młodzież się nie połapie. 😈
No dobra, młodzież…. a staruchy to co? Nie każdy przegląda strony, niektórzy są estetami, grzbietami kupujo.
Znaczy rozmiarem i kolorem.
Biblioteka musi wyglądać wszak, czyż nie?
No bo co tak naprawdę w książce jest ważne?
…..
Żeby myśleli, że ja ją czytałem…
W książce najważniejszy jest tytuł. Dobre książki nawet w kulturalnym towarzystwie znają tylko niektórzy, a dobre tytuły prawie wszyscy. 😈
Pitolisz Bobik…
Dobra książka, to jest ta, której Ci zazdroszczą, że przeczytałeś. Bo potrafisz takie wrażenie sprawiać.
No, chyba, że się mylę…
😆
Właśnie oddaję się równolegle dwóm aktywnościom: jednej intelektualnej – mecz Barcelona vs Real i drugiej fizycznej: klepię na blogu…
😉
No i nie wiem, jak to zeenie zinterpretowac, w swietle przeczytanych niedawno wiadomosci, ze ogladanie telewizji skraca zycie (ktos wyliczyl, ze kazda godzina o 22 minuty) zas 15 minut aktywnosci fizycznej zdecydowanie wydluza (juz niestety nie pamietam dokladnie o ile). W kazdym razie, dobrze, ze rownowazysz zajecia. 😉
A ksiazki sa takze bardzo przydatne zamiast mebli. Na przyklad kompletne wydanie Szekspira swietnie sluzy malym dzieciom, gdy sie nie ma pod reka wysokiego dziecinnego krzeselka; mozna tez ze stosow ksiazek budowac stoliki do kawy albo szafki nocne. 😉
Jest wreszcie jakaś reakcja w MVP na te paskudne plakaty NPD.
http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-zamknac-granice-dla-kryminalistow-antypolskie-plakaty,nId,354929
Eee, kto w dzisiejszych czasach zazdrości komuś przeczytania książki. Co najwyżej siły woli, która do tego była potrzebna. 😉
A tu jeszcze jedna możliwość meblowego wykorzystania książek. 🙂
http://prozielmarketing.files.wordpress.com/2007/08/buechermitkatze.jpg?w=1554&h=1265
http://www.youtube.com/watch?v=uPnOSi72x_8&feature=related
dzielę się z profanami muzyką z filmu. Bo była dobra…
Naomi Klein jest duzo bardziej na lewo ode mnie, Moniko, no ale nie ma sie co czepiac, bo w koncu ujmuje sie za biednymi w czasach kiedy to bogaci sie bogaca.
Ha! Ulissesa wydali jak bylam w liceum i kolezanka mi go pozyczyla oblozonego w gazete, zeby nauczyciele sie nie czepiali (pamietam sprosne kawalki, ale nie pamietam czy to o moralnosc mialo nauczycielom chodzic). W policealnym zyciu juz do Ulissesa nie wrocilam.
Wczoraj bylam u fryzjera z Mlodsza Siostra. Moja fryzjerka jest Serbka z Chorwacji i duzo przezyla w czasie balkanskiej wojny. Jej maz jest albo udaje Greka; wrocili wlasnie z 5 tyg wakacji w Grecji i Serbii i maja bardzo radykalne i ostre obserwacje; Grecja to taki lepszy niemiecki nazi camp, ubezwasnowolniona, trwala tysiace lat a nie przezyje dekady z unia, ze o Serbii nawet nie wspomne. Serbowie nie sa dobrymi politykami, wystarczy popatrzyc sie na Serbie i jak kochaja Serbow na Balkanach. O Polakach mowia, ze sie sprzymierzyli z Niemcami, ktorzy ich tak ukrzywdzili, a powinni szukac porozumienia z Rosja. Badz tu madtry i pisz wiersze, ale jesli takie nastroje sa wsrod ludu to rewolucje ani chybi nastapia. Czy Europa znowu siedzi na beczce prochu.
Policzmy:
2 godziny meczu – 44 minuty życia.
Ale:
mecz dobry – 80 minut
mecz zły – 60 minut
mecz taki sobie to właśnie 44 minuty.
Rekompensata?
Jasne!
Przez cały mecz skaczę i wrzeszczę: sędzia kalosz!
W chwilach milczenia drga moja wątroba od pobudzających płynów.
Cały czas pracuje jelito grube i cienkie.
Palce u stóp przebierają jak nigdy.
A mózg na najwyższych obrotach wyszukuje słow zaczynających się na k, p, p, k, k, p, p, k, ch, j.
Organizm spala przy tym ca 20 szt. produktów monopolu państwowego, o aktywności blogowej pisałem, przecie to porównywalne z pracą w kamieniołomach…
😆
Wyliczenie inetersujace, pewnie je beda cytowac w najnowszym wydaniu Nature, zeenie. 😆
Tak, Kroliku, dobrze, ze sa rozne glosy, w tym i glos Klein. Tez niekoniecznie we wszystkim jest mi bliska, ale cenie sobie, ze jest i wyraza swoj punkt widzenia. Choc akurat co do ponoszenia odpowiedzialnosci za white collar-crime w rownym stopniu jak za blue-collar crime akurat zupelnie sie z nia zgadzam.
Jeśli chodzi o nieczytanie to się przyznam do: „Ulissessa”, „Nad Niemnem”, Trylogii. Żałuję bardzo, że do tej pory nie przeczytałam większości Dostojewskiego i sporej części Szekspira. Nie znoszę Hemingwaya i Faulknera, przyznaję się bez bicia.
Teraz brnę przez „Czarodziejską Górę”. Dwa miesiące i nie jestem nawet w polowie. Nie mogę po prostu, za dużo szczegółów. Twarz pani Chauchat opisywana w każdym rozdziale. Ale mam tak, że jak zacznę coś czytać to muszę skończyć… 🙄 .
Sierakowski z mojej ukochanej „Krytyki Politycznej” ogłosił koniec demokracji w Europie. I to jest ruch który ma ożywić polską lewicę. Podejrzewam, że panu Sierakowskiemu marzy się hierarchia jaka panuje w KP (on – guru i tabun zapatrzonej w niego młodzieży) tylko na większą skalę. Może niech wyjedzie do Grecji, tam znajdzie posłuch.
Ja tez mialam klopoty z przebrnieciem przez Dostojewskiego. I drugi raz go nie wezme do reki, bo to jest literatura do czytania przy podcinaniu sobie zyl.
Do Grecji z tym Sierakowskim!
No, nie koniecznie. Bardzo polecam Dostojewskiego „Cudza zone i meza pod lozkiem”. Zasmiewalam sie jak mialam 8 lat i rodzice czytali sobie na glos.. . (u nas w domu duzo czytano na glos- Szwejka, Dwanscie krzesel, Dame z pieskiem, Ruslana i LUdmile, Roberta Burnsa – to z tego co pamietam).
A teraz dorwalam sie na kindle’u do Jezdzca bez glowy – najukochansza ze wszystkich ksiazka dzieccinstwa. Kiedys zgadalam sie z Miloszem, ze jego tez najukochansza. Jest za darmo na kindle’u, jak wiekszosc klasyki. I dalej czytam to z zapartym tchem, myslac nieustannie o WandzieTX, bo to sie dzieje w Teksasie. Nie pamietalam, ze tyle tam „opisow przyrody”, ale jakich! Pmietam co mam jeszcze do przeczytania Meyn Reida – Kwateronke i Biala rekawiczke. Ale Jezdziec! Cudo
O, dobrze, tez mam kindla to jak skoncze zone Hemingway’a to zajrze do polecanych przez Helene, chocby dla opisow przyrodyteksanskiej. Tymczasem trudno nam te przyrode doceniac bo po kilku dniach jakiej takiej ulgi temperatury nadal powyzej setek. To ze my tu w miastach mamy ograniczenia wody to niewygoda. Ale podawali dzis dane jakie straty poniesie rolnictwo – na dzis 5.2 biliona. Niewiele mi to mowi, zobaczymy czy sie przelozy na moje codzienne zycie?
Wando – koniecznie Headless Horseman – A Strange Tale of Texas!
Witam 🙂 Od 5:47 jestem w kategorii 60+. Z tej okazji szampan dla wszystkich i zapraszam na cymes 😀
Jak nas piszą tak nas widzą 😈 http://wyborcza.pl/1,75478,10131118,Polak_z_krzywa_geba.html
Witam, witam 🙂 W kategorii tez 🙂
A ten cymes to rzeczywiscie dobry? Mozna zaryzykowac?
Irku, najlepszego! A wieczorem Twoje zdrowie (chilijczykiem)!
Dzień dobry 🙂 Widzę, że na dzisiejszy wieczór jakaś huczna impreza się kroi. 😀
No to swawole zostawiam sobie na później, a na razie podłączam się pod „najlepszego!”. 🙂
Z tych cymesów dla mnie wszystko dobre, poza samym cymesem. 😎
Dostojewski jest literaturą zasadniczych pytań i wzmożenia emocjonalnego, więc właściwie należałoby go czytać w wieku nastoletnim. Tylko kto nastolatkom poleca do czytania akurat Dostojewskiego? 🙄
Muszę przyznać, że mnie on nie zachęcał do podcięcia sobie żył, tylko raczej odwrotnie, do rozważań typu „jak żyć?”. No, ale wtedy jeszcze chciałem naprawiać świat (i siebie przy okazji) całkiem na serio. 😉
Już rozpocząłem uroczystości. Wszyscy goście mile widziani :D. Wyruszam do Kazimierza na dobre beau mayne i oczywiście dobrą kawę. 🙂
Irku, możesz wziąć pod uwagę propozycję Heleny i wyruszyć na Beau Mayne Reid. 😆
Myślicie, że o tej porze już można Irkowego szampana chłepnąć? 😯
Aaa… co tam. Szampan z rana jak śmietana. Zdrowie Irka! 😀
Przez fazę Dostojewskiego przeszłam w wieku lat piętnastu. Wtedy powodował szum w głowie i skrajne emocje. Chciałam niedawno wrócić, ale to już nie było to. W tym samym mniej więcej wieku lat kilkunastu sięgnęłam niestety również po Konwickiego. Przebrnęłam przez „Małą Apokalipsę” w ząb nie rozumiejąc i tak się zraziłam (czytaj – przeraziłam własnym ograniczeniem umysłowym), że do dziś omijam z daleka. Ale w Faulknera wtedy wsiąkłam i do dziś mi pozostało.
Wszystkiego dobrego, Irku! Wieczorem przyłączę się do toastu, teraz na Twoje zdrowie wypiję herbatę 🙂
A u mnie od kilkudziesieciu lat stoi pieknie wydany komplet Tolstoja i czeka az pojde na emeryture. Ale czy ja pojde? 🙂
Zdrowie Irka wznosze skromnym cabernet merlotem.
Zwierzaku, niektóre Tołstoje to są bardzo dobre czytadła, jak się umie wypierać ideolo. 😆
Po pierwsze, Irkowi najlepsze zyczenia z okazji urodzin. Rano szampana zwykle jeszcze nie pijam, wiec poki co toast poranna herbata. 🙂
A bez przyznawania sie do nieprzeczytania wyzej wymienionych tytulow, 😉 mysle ze ze znajomoscia kanonu literackiego, to jest tak, ze literatura z innych, wczesniejszych okresow pelnila nieco inna, mniej okrojona funkcje, odmienna od roli literatury zupelnie wspolczesnej, i stad wspolczesnego czytelnika moze razic powazne zastanawianie sie nad pytaniami, ktore w naszych mocno wyspecjalizowanych czasach zostawiane sa specjalistom (psychologom, filozofom, teologom, politologom, socjologom, itp.). Co prawda i dzisiaj pisarzom udaje sie czasem i wieksze pytania sprytnie przemycac, ale mnie, szczerze mowiac, troche zal pisarzy w roli public intellectuals, wystepujacych w szerszych debatach publicznych, i dajacych temu swiadectwo w swoim pisarstwie – co czesto razi i meczy wspolczesnego czytelnika, przyzwyczajonego do innej konwencji (a juz szczegolnym przypadkiem jest inteligentny czytelnik w wieku nastoletnim, ktory ma czas na czytanie, ale troche inne pytania najbardziej go frapuja – dotyczace glownie tworzenia wlasnej tozsamosci posrod burzy hormonalnej i szukania miejsca w grupie rowiesniczej). 😉 Kiedys jedna z moich profesorek/profesorow historii literatury z pewnym zalem zauwazyla, ze na okladkach brytyjskich wspolczesnych powiesci obecnie najczesciej powtarzana reklama jest „hilarious”, nawet jesli zawartosc w srodku zupelnie nie odpowiada opisowi. Odpowiedz na oczekiwania rynku… 😉
Wando, zapowiadanym wynikiem suszy, nie tylko zreszta u Ciebie, wiec to sie razem sklada, maja byc wyzsze ceny zywnosci. Tak sie to niestety przelozy na codzienne zycie. 🙁
Irku, tak trzymać i do trzycyfrowego wyniku! (żeby sobie ZUS nie myślał) 🙂
Oj, co ja widzę, odpytują z lektur. To się przyznam, tego Prousta próbowałem, mam świadków, ale zawsze zasypiałem przed połową pierwszego tomu. W tym jest prawie tak dobry, jak Orzeszkowa.
Za to Ulissesa przeczytałem całego, kilka razy. Fajne, o takich kolesiach, co po ciężkim dniu poszli się upodlić, a tacy inni się do nich podłączyli na sępa, i potem byli w rożnych mordowniach razem i osobno, i jeszcze stara jednego z tych kolesi się w tym czasie puszczała, a on niby wiedział, ale ją kochał i w ogóle. Coś jak film na Polsacie, tylko forma inna.
Wielki Wodzu, co do Ulissesa – that’s about it. 😆 😆 😆 A Prousta bezsennosc niejednego z tej samej przypadlosci wyleczyla… 😉
Udało mi się wrócić do domu gdzieś na minutę przed burzą i to chyba niewąską.
Mówię Wam, jak zaraz ŁUPNIE! 😯
Wielki Wódz wielkim krytykiem literackim jest. Howgh! 😆
ŁUPNĘŁO!!!!!!!!!!!!
Też wróciłem lawirując między deszczami i tęczami ( wg PAP miało nie padać 😯 ).
Dziękując za życzenia uzupełniam wszystkim kielichy i puchary 😀 .
WW, trzycyfrowy wynik – poważne wyzwanie, ale mam pradziadka do naśladowania, który osiągnął 103!
Lektury – ciekawe zestawienia. Też nie zmogłem Prousta i Ulissesa. Dorzucam do tego ” Miazgę” Andrzejewskiego. Ale nie będąc na emeryturze przeszedłem dobrowolnie „Pisma wszystkie” C.K.Norwida 🙂
Zdążyłam na urodziny Irka 😆
Serdeczności, gratulacje i powinszowania 😆
Jestem w domu pomiędzy bezinterneciem puszczańskim, już niestety zakończonym – dobrze mi tam było – a tym, który dopiero przede mną.
Świat, jak widzę, wcale na mnie nie czekał. Robił co chciał, nie pytając o zdanie czy zgodę 😉
Trudno. Zdrowie Irka 🙂
Bobiku, TO się rozprzestrzenia z prędkością światła! Niedługo łupnie u mnie!
Mam nadzieję, że nie spłynie położona własnoręcznie zaprawa wyrównawcza na odkopanych murach. Jak mówi mój mąż: jeszcze 2-3 lata i z kanalizacją deszczową się uporamy. 😀
Zdrowie Irka! 😀
ŁUPNIĘCIE widać dobrze tu. W Szczecinie będzie koło 2 w nocy.
Jotka to ma tajming! Żeby tak dokładnie na imprezę trafić… 🙂
A wokół mnie tak sprawa wygląda:
Mokne seler i ogórek,
moknie mysz, choć wlazła w dziurę,
moknie wróbel, ale ćwirka:
trzeba wypić zdrowie Irka! 😀
No to chyba TO zawróciło do Rysia. 😀
Nie jestem zwolennikiem darcia ( poza pierzem i puchem na poduchy ) , ale w sumie cieszę się z wyroku. Istotny bardzo w kontekście ekspansji fundamentalizmu katolickiego i wspierającego przy każdej takiej okazji PiS http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,10131863,Nergal_nie_obrazil_uczuc_religijnych___Ten_wyrok_to.html
Jeżeli koncert był dla wąskiego grona i nie było zezwolenia na rozpowszechnianie go w necie, to praworządny poseł Nowak musiał go poznać z jakiejś pirackiej, nielegalnej wersji. A fe! 🙄
A wyrok w kierunku normalności. Chociaż do pełnej normalności brakuje jeszcze tego, żeby sądom po prostu nie zawracać kalarepy takimi sprawami.
R. Nowak oskarżał już m.in. Jerzego Owsiaka o propagowanie ideologii satanizmu :twisted:. Ma za sobą już przegrane procesy. Teraz oskarżył „Dodę” o obrazę uczuć religijnych. Ciągle tropi, węszy, tępi.Taki mały inkwizytor
Donoszę sama na siebie: hoduję w domu małego diabełka. Jest prawidłowo ogoniasty, zamiast rogów ma trochę kłapciate uszy i jak drze mordkę, to człowiek duszę by oddał, byleby on przestał…
Zdaje się, właśnie zmienia zęby na nowsze i lepsze.
Najlepsze życzenia dla Irka!
Ciekawe, czy naprawdę w Szczecinie łupnie w nocy.
Poseł Obrażalski to bardzo nieszczęśliwy człowiek. Nieustannie żyje w przekonaniu, że gdzieś w jakimś zakątku Polski (choć nie jestem pewna, czy ogranicza się do swojego kraju, czy traktuje sprawę globalnie), właśnie są obrażane jego uczucia religijne, a on nawet o tym nie wie. Zwariuje chłop, prędzej czy później 🙄
Nie ma to jak wolny dzień 😉 , dopiero klapnęłam, ale za to od razu z toastem za Irka 😀
Nie łupie, ale ma łupać.
ach co widzę, świętowanie. najlepszego i dobrego, czyli coby Irkowi się darzyło, a nam przy okazji ;]
Lunie niedługo. Flora (kicia) sama z siebie przyszła z ogrodu.
Fred (kot) zrobił to 5 minut wcześniej.
Zdrowie Irka! 😀
Jedno znajome dziecko tak określało stan przed burzą: „Idzie muza bedzie bzmiło”.
Bobiku,
skoro o urodzinach ćwierkały wróble a ja byłam w puszczy, to musiałam się dowiedzieć 😉
Zdrowia Irku 🙂
Bzmiło – bardzo ładne.
U mnie w rodzinie jeden kuzynek, wówczas sześcioletni, pocieszał nas w czasie burzy, że to tylko „psejściowy fajfun”…
Bzmiaca muza i psejsciowy fajfun przypomnialy mi jak moj synek na widok globusa powiedzial z zachwytem: Jej, kula zielska!
Melduje, ze u mnie energicznie kwitna irysy, zachwycone, ze nikt w nich w tym roku nie spal. 🙂 Poza tym sucho i sucho. Drzewko frontowe zdecydowalo, ze juz wiosna i z etapu jesieni niejako w biegu, bo gubiac ostatnie liscie puscilo juz nowe. Znaczy bedzie cieplej!
A Koziolka Matolka czytalam tyle razy, ze prawie na pamiec umiem. 🙂
Vesper, może zwariuje, a może jest jak w tym starym dowcipie z niespokojnych czasów: czy wejdą Ruscy? – Nie wejdą. Już są. 😉
Kupuję i bzmiącą muzę, i psejściowy fajfun. Zwłaszcza tym drugim będę się pocieszał pod łóżkiem, gdzie profilaktycznie uciekam w razie bzmiącej muzy. 😎
Zwierzaku, a ten fragment Matołka znasz? 🙂
W Pacanowie, gdzie koziołek
miał swój domek i ogródek
założono nową firmę –
zwała się Wytwórnia Wódek.
Jak zaczęło wiać oparem,
„ha!” krzyknęły wszystkie męty.
Ale kozioł się nie cieszył,
bowiem chodził wciąż urżnięty.
Solą trzeźwić się próbował,
w końcu pojął, że to na nic,
wziął, tobołek swój spakował
i się wyniósł do Pabianic.
Tam, bez prasy i kołaczy
życie wiedzie słodkie, ciche,
ma w podwórku mały sraczyk,
a w doniczce ma marychę.
Kurzy sobie, kręcąc wprzódy
i bez przerwy się zachwyca:
jak to miło bez tej wódy
mieszkać sobie w Pabianicach! 😈
Gdzie tu muza 😯 Przecież Vesper o bzmiącym cymbale dywagowała 🙄
Nobel proszę, rraz!
Swoją drogą stale jakichś nudziarzy nagradzają. Bobik, zgłoś się, czy cuś.
Pan Makuszyński w niebie się ucieszy.
Cymbał był bzmiący cy gzmiący?
Chciałabym to wiedzieć.
Choć najbardziej do przyjęcia jest cymbał milcący.
Sprawdziłam. Bzmiący.
No nie wiem, jeden Nobel to trochę mało 😉
Cymbał gzmiący, muza bzmiąca,
każde po swojemu trąca,
ale muzę choć nakłonisz,
by milczała pośród broni,
a cymbała prawo wilcze,
że nie będzie nigdy milczeć. 🙄
Nie namawiajcie mnie na żadne Noble. Już raz – chociaż marginalnie – w tej imprezie brałem udział i może niektórzy pamiętają, jaką rozróbą się to skończyło. 🙄
Dobranoc 🙂 Znikam na trochę z sieci. Noblujta, a ja potem wszystko przeczytam 🙂
Mam nadzieję, Haneczko, że na trochę znaczy naprawdę tylko na trochę. 😎
Rąbło. Fajfun nadciąga.
Idę spać.
Branoc.
Do Siego, Irku, do Siego!
Mam dzisiaj bardzo dobbrotliwy stosunek do kuli ziemskiej. Jest taka piekna jak sie patrzy na nia z przestworzy, niebieska i zielona, migajaca swiatlami w nocy (za wyjatkiem Korei Pln)!. Zaden Mars czy Venus sie nie umywa.
Natroj wysmienity nie wiedziec czemu, bo po pracy musialam zasuwac na pracowy bankiet. Moze to dlatego, ze mam juz ten cholerny bankiet za soba.
Jeszcze lepsze niż pracowy bankiet za sobą jest niemanie tegoż bankietu przed sobą. 😎
A dobrotliwy stosunek do kuli ziemskiej ja w tej chwili chyba też mam, ale może to dlatego, że przestało łupać. 🙂
Witam :D. Dziękuję wszystkim za życzenia. Kafka dla wszystkich. Stawia na nogi po imprezie. Za chwilę pakowanie i wyjazd na Łemkowszczyznę.
A jednak łupnęło w Szczecinie około 2 w nocy 😎
Dzięki za kafkę Irku. Przyjemności na Łemkowszczyźnie 🙂
Niechby już wreszcie przyszło i łupnęło, bo od wczoraj nie ma czym oddychać 👿
A poza tym („nic na działkach się nie dzieje”) miłego dnia życzę 😉
Dzień dobry. 😀
Muza była , bzmilo strasznie!!!!!!!!! Lało okrutnie!
Piwnica sucha!
Dzień dobry 🙂 Poniekąd rozumiem tęsknotę za łupnięciem, bo wczoraj u mnie aura też była niedowytrzymaniowa. No, ale dziś jestem już po i też narzekam, bo zimno.
Zresztą, kto na pogodę nie narzeka… To podobno nasza narodowa specjalność. 😉
http://www.polityka.pl/wakacje/1517912,1,ty-tez-jestes-meteopata.read
Mar-Jo, świetnie, że piwnica sucha. To teraz już możesz bez krępacji wpuścić zbójników, niech potańcują. 🙂
JA nie narzekam na pogodę. Mam większe zmartwienie: Rumik coś ma z tylnymi łapkami, trzeba będzie odwiedzić naszego doktorka…
Oj, rzeczywiście zmartwienie… 🙁
A jak mu się to coś objawia?
Miewa kłopot ze wstawaniem z siadu albo leżenia, wczoraj wspiął się do mnie na łapki i nie ustał długo, chętnie leży, niechętnie biega – a latał jak szalony. Jest podejrzanie spokojny (teraz, bo w nocy szalał, chcąc zjeść kota). Od kilku dni ma ciepły nos – myślałam, że to z powodu ząbków zmiany.
No ewidentnie doktor konieczny.
Łoch, łoch, martwię się!
Wolę sama chorować, a jak mi zwierzutek choruje, to jest okropne po prostu!
vitajcie! Lato wreszcie. 🙂 @ Nisiu @ Łoch, łoch martwię się też cos mam z tylnymi łapkami. Nosek u mnie zimny ale kota w nocy chętnie bym zjadła czyli aż tak zle nie jest 🙂 miłego dnia 🙂
No, fakt – z Rumikiem szybko do nieludzkiego. Może to jakaś infekcja być, a infekcje potrafią w skutkach być – tfu, tfu – przewredne. Doświadczyliśmy czegoś takiego z Puszkinem. Choróbsko niby szybko, bo po jednym dniu, zostało farmakologicznie potraktowane, ale i tak zdołało wywołać trwałe uszkodzenie serca. Dobrze chociaż, że w stosunkowo późnym wieku.
Moi też wolą już chorować sami, niż żebym ja chorował. Chociaż najbardziej to wolą, żeby nikt nie chorował. Wiadomo, ludzie – wydaje im się, że istnieją idealne rozwiązania… 🙄
Jarzębino, czy w razie czego kocice też zjadasz?
Nie, żebym już teraz miał konkretną ofertę, ale dobrze wiedzieć, na czym się stoi i jakie są możliwości. 😉
Irku, wszystkiego najlepszego! Może i ja kiedyś na Łemkowszczyznę dojadę… będą kiedyś pociągi jeździły w tym kraju? Ja sobie chodziłem po krainie bez byłych mieszkańców: Górach Izerskich. Bardziej czeskich. Ładnie tam, trzeba zintensyfikować doznania.
I pozdrawiam po rowerze, przed rowerem, a także znad gazet!
Odpozdrawiamy, Tadeuszu. 🙂
Góry Izerskie mi się podobają, bo istnieje w nich Park Ciemnego Nieba, który ma za zadanie m.in. uświadomienie ludziom konieczności ochrony środowiska nocnego. Jako sowa popieram. 🙂
Niepokojące jest natomiast występowanie w tych górach kamieni półszlachetnych pod nazwą awanturyny. 😯 Jeśli ktoś przypadkiem taki kamień znajdzie, uprzejmie proszę o nieprzynoszenie go na blog. 😎 Rodzinie i kolegom z pracy też lepiej nie pokazywać.
A tych byłych mieszkańców to już pewnie prędzej ja mam szanse spotkać niż Tadeusz. 🙄
Mam pierścionek z tamtejszym awenturynem, bardzo piękny! Podobno zielone kamyki dają forsę!
A co do awantur, to owszem, zdarza mi się…
Rumik hasa w najlepsze…
W Mar-Jo suchej piwnicy,
tańcowali zbójnicy.
Ktosik im na skrzypcach grał,
malinówkę polewał!
Hej! 🙂
No, to teraz wszystko jasne. Przez całe życie nie nosiłem zielonych kamyków… 🙄
Nisiu, nie mogłaś wcześniej powiedzieć? 👿
Kamyk zielony to należy nosić (ściskając w ręku), gdy wsiada się do pociągu byle jakiego (bylejakiego tym bardziej) 😉
Ale od tego wszystko zostaje w tyle… 🙁
Wsiąść do pociągu byle jakiego,
nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
kiedy kontroler przyjdzie spocony,
patrzeć na ile da kwit, na ile… 🙄
Rumika natychmiast di weterynarza, Slabosc w tylnyh lapkach moze byc objwem wielu kochich przypadlosci – neuropatii wywolanejzachwianem poziomu cukru we krwi, u straszych kotow – wylewu krwi do mozgu czy artretyzmu. ., lub nawet zwyczajnego niefortunnego zeskoczenia z wysokosci. Tak czy inaczej – samemu sie nie zdiagnozuje Najpierw sprawdzic na cukrzyce.
Heleno, Rumik jest psem.
Nasz lekarz będzie w poniedziałek, Myślę, że Rumiś może chwilę poczekać – sądząc z tego, jak rozrabia i gania po ogrodzie.
Sorry, Nisiu, zapomniawszy.
Ale i u piesa moze to byc objawem neuroparii cukrzycowej, posrod roznych mozliwosci. Tu jest wiecej:
http://www.ehow.com/facts_5645944_hind-leg-weakness-dogs.html
Nie strasz!!!
Umówiłam się z doktorkiem kochanym na jutro.
Wydał mi polecenie na granicy abstrakcji: powstrzymywać Rumika przed szaleństwami.
Ha, ha.
Kto potrafi zatrzymać w biegu szczeniaka teriera, ma u mnie flaszkę.
Heleno, a tak w ogóle, to bardzo dziękuję za troskę! Rumik buziaki przesyła i ogonkiem merda oraz łapkę podaje.
Z łapką może trochę przesadziłam, ale merdanko w dowolnych ilościach.
To ja dobrowolnie rezygnuję z flaszki.
Nie jestem taki głupi, żeby do zadań w oczywisty sposób niewykonalnych się brać. 😎
Good, Nisiu, good! Sicher ist sicher.
Ruszyła nowa strona JK na wybory (wybierzpis).
Znalazłam na forum GW coś takiego:
Wybierzpis.org.pl
musialbymnagloweupasc.com.pl
Wybierz pies! 😀
Zwłaszcza jeśli zastanawiasz się, komu oddać swoje carpaccio, bo właściwie nieszczególnie przepadasz za surowym mięchem.
Nisiu,
jak ja ci zazdroszcze tego piesa! Okropnie tesknie za jakims, ale jeszcze pare lat musze poczekac, bo nie zostawie biedaka samego na caly dzien. No i moze ogrod troche mi odrosnie 😉
Bobiku,
ciag dalszy Koziolka Matolka dopisalam sobie do ksiazki 🙂 Na wiekuista pamiatke psa Bobika i Koziolka Matolka.
O, być dopisanym do Makuszyńskiego to zaszczyt wielki. Nie mówiąc już o zaszczycie bycia dopisanym do Matołka. 😀
Przyjemnie mi szalenie. 🙂
Zwierzaku, ja mam DWA psy i kotkę na dodatek… Ogród chrzanię, tzn. psiaki nieduże, to go bardzo nie zdemolują (poprzednia duża suczka co innego – szła jak zagon tatarski). Taki ogrodowy pies ma ogromną zaletę: jak już w ogrodzie w ogóle nie ma miejsca na żadną nową roślinkę, to jedyna nadzieja w psiaczku, że coś wyrwie, zgniecie, zeżre – i będzie można sadzić od nowa.
Rumik ostatnio tarzał się w mojej ulubionej trawie, turzycy Buchanana, która od urodzenia wygląda jak ciężką suszą tknięta. Nie wiem, czy ona to przeżyje.
Strawestuję Nietzschego: życie bez psa byłoby pomyłką!
Nisiu, plozacy tymianek jest bardzi odporny na piesie igraszki i siusianie:
http://www.google.ca/search?q=creeping+thyme&hl=en&client=firefox-a&hs=kPH&pwst=1&rls=org.mozilla:en-US:official&prmd=ivns&source=lnms&tbm=isch&ei=ARlPTuyGBqP10gH1hfiPAg&sa=X&oi=mode_link&ct=mode&cd=2&ved=0CA4Q_AUoAQ&biw=1252&bih=540
Studium carpaccio przeprowadzilam w kwietniu we Florencji: cieniutka wolowina, na podlozu z rukoli, posypana swieza bazylia, polana oliwa, na to platki (b. wazne!) parmezanu, osobn cytryna dla amatorow. Sztuka jest w jakosci i swiezosci skladnikow. Do tego pyszne lokalne czerwone wino.
Dzień dobry z kafką. 😀
Czego to ludzie nie napiszą:
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/prawdziwy-koszmar-dla-pocztowcow-uc-i-horzof,1,4825813,wiadomosc.html
Nisiu,
oczywiscie, ze zycie bez psa jest pomylka! 🙂
Ogrod to drobiazg, ja sie tylko tak pocieszam, coby sie za piesem nie zaplakac. Ale wlasnie z powodu psa, nie moge go na razie miec, bo bedzie mu smutno samemu.
A do mnie kiedys przyszedl list z adresem: dom kolo kanalu. 🙂
Dzień dobry 🙂 Najlepszą receptą na psią samotność pod nieobecność jest drugi pies. Jak ich jest dwóch (alo nawet pies z kotem), to zostawienie ich nawet na dość długo nie jest takie bolesne. A ogród to już mniejsze piwo. Zresztą, psu da się wytłumaczyć, że włażenie w grządki jest fuj (tylko musi się zostawić kilka miejsc, w których kopać wolno legalnie). Trochę pracy to wymaga, ale potem problem ogrodowy jest z głowy. Warto ten wysiłek zainwestować. 🙂
Bo życie bez psa, że strawestuję tym razem Talleyranda, to gorzej niż pomyłka, to błąd. 😉
Króliku, z carpacciów to ja już mam habilitację. 😆 Mało jest potraw, które darzyłbym równym uwielbieniem i badał równie – excusez le mot – zażarcie.
Gdyby ktoś chciał skorzystać z mojego bogatego doświadczenia, to najlepsze carpaccio, z jakim zetknął się mój ozór, jest w Kolonii, w takiej jednej włoskiej knajpie, której nazwy nie pamiętam i adresu też nie. 😎
Nie do końca rozumiem tych pocztowców. 🙄 Uć to przecież stary numer i wszyscy już powinni go znać. Spytajcie zeena, gdzie mieszka, to na pewno odpowie, że w mieście Uć. 😆
Ale ulica Krowie Body to rzeczywiście wynalazek nowy. Bardzo kreatywny. 😈
Byly ju dwa psy, trzy kury i swinka morska, wiec jestem poniekad przyzwyczajona.
O rany, Pusiek sie wydziera, lece z kanapkami!
Niedobór psa w domu zrekompensować sobie bardzo trudno, ale kota stosunkowo prosto. O ile się mieszka w Japonii. 🙂
http://wyborcza.pl/1,86706,10138737,Japonska_kawiarnia_dla_milosnikow_kotow.html
Ja chcę do takiej kawiarni! 😀
Bo jak chcę pogłaskać kota, to mi tylko blog Hoko pozostaje…
Z przyczyn oczywistych mnie takiej kawiarni otworzyć nie wypada. Ale może dla Mordechaja to by była business idea? 😆
A wlasnie, moze masz racje, Bobiku, choc ja mam wrazenie, ze Mordka moze jeszcze lepiej by sie nadawal na doradce w sprawach kociego stylu, bo w tej dziedzinie nie tylko zaden Pies, ale i niewiele Kotow mu dorowna. 😀
Zas a propos Mordechaja i ulubionych potraw kocich, to Zosia wlasnie przeczytala cala Biblie (wersja dla dzieci), i opowiadala dzis przy sniadaniu o Salomonie, mniej wiecej tak: „And then Solomon, no wait, wasn’t it Salmon, no I think Solomon, or maybe Salmon after all, said that…” Chyba juz zawsze Salomon bedzie mi sie kojarzyl z lososiem. 😉
😆
Nawiasem mówiąc, nasza Julka zdecydowanie odmawia tknięcia jakiegokolwiek gotowca z Salomonem. Świeży albo wędzony – proszę bardzo, wręcz nawet z wydzieraniem z łap. Ale zamknięty w kociej puszce, Salomon natychmiast traci dla Julki wszelkie powaby. 😯
Julka, jak to sie czesto Kotom zdarza w sprawach smaku, ma racje. Nawet Kotem nie bedac, wiec nie mogac w zadnym razie uchodzic za arbitra, tez zdecydowanie wole Salomona niezapuszkowanego (choc w ramach full disclosure przyznam, ze kociej puszki jeszcze nie sprobowalam, wiec opieram swe zdanie na doswiadczeniach z puszkami ludzkimi). 😉
No, ja też wolę świeżyznę niż puszecznoje miaso. Ale jak moi w jakimś dniu twierdzą, że świeżyzny niet i otwierają dla mnie konserwę, to zmiatam z miski bez fochów, bo rozumiem, że i tak niczego innego nie dostanę. A Julka w takich przypadkach obwąchuje zawartość miski, spogląda na ludzi z naganą, odchodzi i NIE JE! Choć też niczego innego nie dostaje. 😯
„Bez fochow” i „wychowywanie Personelu” nie ida po prostu ze soba w parze, Bobiku. 😉 Jestem pewna, ze Koty maja cala bibliografie dziel na ten temat, poczawszy od prac zapisanych hieroglifami i pismem runowym, na glinianych tabliczkach i papirusach… 😀
A ja musze sie udac na polowanie swiezyzny warzywnej na farmie. Nie zdazylam wczoraj zajrzec, a w soboty wszystko szybciej znika, zwlaszcza kukurydza.
Jak kombajn wjedzie, to kukurydza rzeczywiście znika w mgnieniu oka. Sam widziałem. 😎
A ja wkrótce udam się odebrać zakupiony w ebayu mebel. Albowiem…
No cóż, chyba już dłużej nie mogę ukrywać przed Wami tej smutnej wieści. Moja ukochana kanapa, która służyła mi wiernie przez lat kilkanaście, w ostatnim czasie wzięła i rozlazła się w szwach. Inaczej mówiąc, rozleżałem ją w drebiezgi. 😥
Pożegnam się z nią z prawdziwą przykrością, będę miał wyrzuty sumienia, sprowadzając do domu jeszcze na jej oczach nową (choć wiekowo raczej starszawą) kanapę, ale w końcu na czymś muszę się wylegiwać. 🙄
Padam na pysk.
Byłam z Rumikiem u pana doktora. Czynny jest on do 14-tej i kazał przyjść o 14.00. Siedzieliśmy w poczekalni do piątej z kawałkiem. Ano, bo to dobry pan doktor jest, więc przed nami były jeszcze – od 14-tej: labrador, labradorowaty kundel, seter angielski William, bigielek-dziewczynka, szczeniaczek buldożka francuskiego, gładki russell, maltańczyk Amos i bernardynka Sissi. I amstaf, któremu podłączano kroplówkę, żeby sobie szła.
Z obserwacji Rumciowych łapek niedużo wyszło, dostał leki przeciwzapalne, przeciwbólowe i witaminę B. Napuszczał mi pawi do samochodu.
Będziemy obserwować dalej.
Kocham drania.
Tfu. Do czwartej z kawałkiem, ale sporym. Już nawet czas mi się miesza przez te psy.