Pułapka
– Jeden jamnik mi dziś powiedział, że wyglądam elitarnie – poskarżył się Bobik i ze zniechęceniem cisnął w kąt spraną, szmacianą smycz w kolorze khaki. – Poprosiłem, żeby mnie nie obrażał, ale on na to tylko się wrednie zaśmiał, pokazał kumplom moją niemarkową obróżkę i razem zaczęli mnie obszczekiwać.
Labradorce zrobiło się głupio. To ona szepnęła kiedyś Bobikowi, że noszenie obróżki od Gucciego jest objawem nadmiernego wypindrzenia i niezbyt przystoi inteligentnemu psu. To przez nią starożytna komórka Bobika znacznie odbiegała od standardów psiej klasy średniej, zwłaszcza tej w wieku poniżej średniego. A kto twierdził, że wejście do księgarni to nie żaden obciach? Kto zapewniał, że słowo salon nie w każdym przypadku musi mieć obelżywe znaczenie? Długo by było wyliczać…
– Może spróbowałbyś nie używać dezodorantu? – poradziła życzliwie.
– Kiedy to właśnie ci… no, elitycy nie lubią dezodorantów! – zniecierpliwił się Bobik. – Mówią, że w nich szkodliwego coś siedzi i lepiej się po prostu myć. I owoce z robalami kupują. I jeszcze na ozdobne budy mówią gargamele, co świadczy o ich pogardzie dla zwykłego psa. Ja nie chcę być taki! Z nich się wszyscy nabijają i mają im za złe.
Zapadła pęczniejąca, niedobra cisza. Labradorka nie bardzo wiedziała, co powiedzieć. Wychowała się w czasach, kiedy z powodu zaliczenia do elity nikt nadmiernie nie cierpiał, a teraz musiała sama przed sobą przyznać, że to, co się porobiło, przerosło jej możliwości adaptacyjne. Mimo najlepszych chęci nie umiała udzielić szczeniakowi żadnej sensownej rady. Spojrzała na stół z leżącą na nim gazetą i jeszcze jedna zbawcza myśl spadła na nią jak ostatnia deska ratunku.
– A gdybyś tak zamiast Miłosza zaczął cytować Herberta, albo jeszcze lepiej Rymkiewicza? I zamiast obroży nosić ryngraf? Może wtedy nikt nie zwróciłby uwagi na to, że się myjesz, nie używasz wyrażeń i wyglądasz nie tak, jak trzeba?
Bobik zastanowił się przez chwilę i ze smutkiem potrząsnął łbem.
– Nie przejdzie – szczeknął grobowo. – Jak się kogoś chce nazwać, to i tak się go nazwie, choćby nie wiem co robił. Jamnik nawet coś takiego wołał, że elityka to on zawsze wywęszy.
Machnął bezradnie łapą i zamilkł. Siedzieli obydwoje z podkulonymi ogonami, w dojmującym poczuciu, że wyjścia z pułapki nie ma. Zza parkanu słychać było dziarskie poszczekiwania jamnika i jego kumpli.

A moze chcialbys, Bobiku, zostac celebryta (wiem, wiem, to nie to samo co „elita”, choc i „elita” ma wiele znaczen w zaleznosci od kontekstu i tego, kto to slowo wypowiada)? Jesli chcialbys zostac celebryta, to rozwaz wyrzucenie z domu ksiazek, badz uzywanie ich wylacznie w celach dekoracyjnych – grzecznie ustawionych na polkach. Jak sie okazuje, tak robia z duma brytyjscy celebryci, jak donosi The Guardian (wg Krolika, brytyjska przybudowka Blogu Bobika). 😉
http://www.guardian.co.uk/lifeandstyle/lostinshowbiz/2011/may/19/celebrities-books-jamie-oliver-jordan
Celebrytą to ja już kiedyś planowałem zostać, ale nie pamiętam, czy mi wyszło. 😀
A z tą elitą faktycznie tak się porobiło, że ni cholery nie wiadomo, czym to się je. Dawniej sprawa była jasna: krawat, ancug, akcent – oksfordzki albo przynajmniej radiowy, dyskretna woda kolońska, znajomość kilku książek i języków, loża w teatrze… Te numery przeminęły z wiatrem i się już nie wrócą. Teraz diabli wiedzą, czy takiego elityka się poznaje po ancugu, czy wręcz przeciwnie, po zgrzebnej kapocie i alternatywnych klapkach. Czy kosmatym politą powinien być, czy wielbić swój ekozaścianek. Szpanować czy patrzyć z góry na szpanujących. No, żywcem nikt tego nie jest w stanie określić. Poza jamnikiem, rzecz jasna.
Jedno jest pewne – słowo elita to w tej chwili obelga i od podejrzenia o elitarność trzeba się gorąco odżegnywać. 🙄
Jedno jest pewne: Bobik powinien być kosmaty i kudłaty! 😀
A elita… a co to kogo… 😉
Who, a hell, is Katie Price? 😯
Pani Kierowniczko, elita jako taka nie musi nikogo… Interesujący jest nie desygnat, tylko wyraz. 😉 Zajęcie się nim było moim drobnym wkładem w telemachowy SWiPPZiN. 😆
Co do anzugu, i nawet wody kolonskiej, to juz od dawna nie bylo to takie pewne, Bobiku, w zaleznosci od miejsca i innych okolicznosci. 😉 No i niektorzy moga sie zastanawiac czy np. taki Wittgenstein nalezal do elity tylko jak profesorowal w Cambridge, czy tez takze, gdy pracowal anonimowo w londynskim szpitalu… A jeszcze do tego jedni mowia o elicie, a inni o elitach, bo co laczy np. czlonka elity finansowej z naukowcem czy artysta?
A co do Twojego pytania, to najzwiezlejsza odpowiedz brzmi: you really don’t want to know (nie wiem, czy slyszales o Page Three Girls, a to tylko poczatek). 😉
Mam cichą nadzieję, że przynajmniej w żadnym okresie życia Wittgensteina nikt go słowem elita nie walił po głowie i nie kazał mu się wstydzić, że należy do tak podejrzanej organizacji. 😈
O Page Three Girls nie słyszałem, ale skoro nie chcę o tym słyszeć, to mogę dalej nie słyszeć. 😆
Miałam kiedyś taką ciocię (świeć Panie itd.). która dla wytworności kupowała książki wyłącznie pod kolor. Żeby okładki grały ze ścianami.
Bardzo lubię też moją książeczkę o fengszuju, której autorzy radzą w kąciku wiedzy ustawić atrapy książek. Nie wiem, czy miałam dobrego fengszuja, bo u mnie tam stały prawdziwe książki, w dodatku nie pod kolor, a niektóre haniebnie podarte.
Natomiast niedawno zrozumiałam srogie upomnienie z bardzo starego Poradnika dla Pań. Było tam napisane, że „portyery nie sięgające ziemi to zgroza”. Wiele lat cała rodzina ryczała z radości nad urokiem tego zdania, a niedawno pani krawczyni, taka od poprawek w Realu, zamiast delikatnie obrównać brzeżek podgryziony przez psie dziewczynki, chlasnęła jakieś dwadzieścia centymetrów.
Ludzie. PORTYERY NIE SIĘGAJĄCE ZIEMI TO ZGROZA.
Skoro to już wiem, to czy jestem przynajmniej celebrysią???
E, jak nikt mi nie odpowiada, to idę wcześnie spać!
Musze sie przyznac ze kuse portyery mnie tez przeszkadzaja…. 🙁 Sad, truly sad.
A dzis zaslyszalam taka historie a propos bobikowego wpisu.
Jeden pan jechal sobi pociagiem i czytal ksiazke. Procz niego w przedziale byla jeszcze jakas pani, ktora w jakims momencie odebrala telefon komorkowy i zaczela glosna i nader osobista rozmowe.
Po paru minutach czytajacy ksiazke pan wyciagnal z teczki nauszniki, takie jakich uzywaja robotnicy prracujacy z glosnym sprzetem i blokujace dzwieki, zalozyl je sobie na uszy i znow pograzyl sie w czytanie ksiazki.
Po chwili poczul, ze wspolpasazerka poklepuje go w ramie.
-Dlaczego to zrobiles?- zapytala ostrym tonem wskazujac nanauszniki.
– Bo czytam ksiazke i nie moglem sie skupic- odpowiedzial troche speszony towarzysz z przedzialu
– This is SO rude- upomniala go surowo pani.
Wiec jak widzisz, Piesku, rozne pojecia sie zmieniaja, i tak jak salon i elita, etykieta tez znaczy juz cos innego niz w Twoim pokoleniu.
I tylko portyery zbyt kuse sa wciaz absolutna zgroza.
Aby nie dac sie pociagnac do dolu za krotkim portyerom, proponuje pochwalne i optymistyczne
hallelujah!
http://www.youtube.com/watch?v=y8AWFf7EAc4&feature=related
Niech zyje lato i rolety!
Dzien dobry, z sernikiem do kawy 🙂
Bobiku, i elitarny i ucisniony..? 😀
Tez nie znosze kusych firanek…
Heleno, swietna opowiesc. Bardzo prywatne rozmowy zalatwiane przez komorke w miejscach publicznych sa po prostu plaga. Raz nie wytrzymalam i zapytalam jakas komorkowa panienke czy koniecznie musze byc wprowadzana do jej sypialni. Byla bardzo zdziwiona ze akurat ten aspekt mi przeszkadzal… Mam nadzieje ze nowe badania dotyczace mozliwego wplywu rakotworczego komorek troche to ogranicza.
Nisiu, kiedys nowa dochodzaca mojego kolegi, b. zdolnego matematyka, zaproponowala ze ulozy mu domowa biblioteke wlasnie wg formatu oraz kolorow okladek 😆
Kiedys klientka poprosila o pol metra ksiazek o wysokosci 20 cm.
Dzień dobry 🙂
Po pierwsze się kajam, bo wczoraj pod SWiPPZiN podłożyłem złą linkę i nic z niej nie było wiadomo. 😳 Już zmieniłem.
Po drugie melduję, że bardzo ciężko mnie zadowolić. Jak jest słońce, to narzekam, że gorąco i sucho. Jak jest deszcz, tak jak dziś, to też narzekam, że zimno i mokro. Czasem mam ochotę sam siebie przez kolano przełożyć… 🙄
Po trzecie, elityk to nie to samo co celebryt albo nawet celebrysia. W b. dużym skrócie można to ująć to tak, że elityk patrzy na celebryta nieco z góry, a celebryt mu odpowiada z wicewersy, ale takiej gwoździami nabitej.
Po czwarte, niech ja wreszcie zjem śniadanie, bo już od półtorej godziny jestem na łapach i nawet marnej herbaty nie zdążyłem dotąd wypić. 🙄
😆 😆
I co dostala? 😀
(pytanie bylo do Zwierzaka 🙂 )
Dzień dobry, 😀
mam przed sobą wydany w 1897 roku w Monachium (A. Bruckmann’s Verlag) przewodnik „Venedig”.
Ludzie!!!! Ja to kupiłam za tzw. śmieszny pieniądz na internetowej aukcji.
Na początku są informacje ogólne, np.
„Baeder: Die meisten Hotels besitzen fuer Ihre Gaeste einige Badekabinen mit Wannenbaedern.Ausserdem befindet sich eine gut eingerichtete Badeanstalt nahe dem Markusplatze. Man durchschreitet von der Kirche aus den dritten Durchgang unter den alten Prokuratien,der Weg dahin ist dan nicht mehr zu fehlen”.
Są podane nazwiska „pracowitych i skromnych” przewodników.
Połączenia z Lido: latem co kwadrans, statek parowy płynie 12 minut z Riva degli Schiavoni. Podane są też ceny.Opisy zabytków przepiękne.A ryciny!!! Cudo!!! Się nie odrywam. 😀
Klient nasz obywatel, Lisku, pewnie, ze dostala 🙂
Hehe.
A nie wiem, czy wiecie, że układanie książek formatami nie jest takie głupie. Kiedyś stosowano to w bibliotekach (ostatnio nie bywam, więc nie wiem). Książki mniej się niszczą. Tak nas uczyli na pierwszym roku. Staram się uwzględniać tę metodę, u mnie literatura stoi narodami, a w ramach narodowych – autorami, a potem już formatami.
Nie wiem kto ja zacz. Na pewno nie celebryta. A czy elita? Nie potrafię się teraz nad tym zastanawiać, bo mnie Robal gryzie.Ten Robal nazywa się Wyrzuty Sumienia i mówi mi dużo przykrych rzeczy 🙁
Kochany Bobiku, Kochany Koszyczku, sorry 😳
Bardzo przepraszam za przywleczenie z innego bloga tamtejszego sporu i naruszenie „miru domowego” Koszyczka 😳
Jak widać starość i mądrość niekoniecznie w jednym stoją domu 🙁
Wzburzone emocje nie są dobrym doradcą 🙁
Pozostaje mi tylko liczyć na Waszą wspaniałomyślność 😳
Nisiu, przepraszam Cię za przeniesienie sporu na ten blog. Oczywiście ani na jotę nie zmieniam zdania co do meritum. Ale to już rozmowa nie na ten blog.
Ufff, może teraz ten Robal pozwoli mi przynajmniej wierzyć w to, że bywam człowiekiem przyzwoitym 😯 😳
Nie pije, nie pali i nie ma robali? Calkiem jak moj monsz! 🙂
Mysle, Jotko, ze to juz dawno zapomniane 😉
Witam 🙂 Z dzisiejszego przeglądu prasy http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9746271,TK__Dzialanie_Komisji_Majatkowej_czesciowo_niekonstytucyjne.html
I świeży Mleczko http://www.polityka.pl/galerie/1511904,1,andrzej-mleczko—galeria-rysunkow-2011-r.read
Jotko, moja pierwsza, odruchowa reakcja na Twój post była, o dziwo, po niemiecku 🙂 : Schwamm drüber, w dosłownym tłumaczeniu gąbka na to, a w niedosłownym – zapomnijmy o tym, nie wracajmy do tego.
W drugiej reakcji uświadomiłem sobie, że gdybym ja z jakichkolwiek powodów czuł się nie w porządku, też chciałbym to jakoś wyjaśnić, załatwić i domknąć, nawet jeżeli inni byliby już myślami w całkiem odległych rejonach.
W trzeciej reakcji pomyślałem o tym, że iżby skutecznie utrupić robala, potrzebowałbym jasnej deklaracji, że zostało mi „wybaczone i zapomniane”, więc od siebie jasno deklaruję – istotnie, nie byłem zbyt szczęśliwy z przeniesienia tutaj sporu, ale już to jest wybaczone i zapomniane. 🙂
A w czwartej reakcji, nader już pośpiesznej, bo muszę w teren lecieć, zgłaszam wolny wniosek – Schwamm drüber. 😆
A ja to nawet nie zauważyłem jakiegoś sporu, ale te facety tak mają… Bobiczku, myślę, że naturalnie Ci się powiedziało gąbkowo; a powiedz mi, z ciekawości, czy ktoś nad słonecznym Renem mawia (mawiał) Ich habe Kasse, w polskim znaczeniu, mam dutki ?? Takie cóś znalazłem w słowniku, ale Angielka ze Stuttgartu mówiła, że nikt nie ma w mowie…
Natomiast, re wspaniałego wierszyka, nie rozumiem, czemu to akurat baryłka cienkusza Tadeuszowi się trafiła 🙁 Względy formalne, prosz Państwa, nie usprawiedliwiają rażących błędów merytorycznych! Podaję ton: rusza. Grusza. Geniusza. O! Geniusza! Męski, bo męski to rym, ale bardzo trafny. Ostatecznie dobieralny człon rymu też męski!
No, trudno, skoro przyznalan sie do awersji do kusych portier, pojde za ciosem i przyznam sie, ale niechaj to zostanie w tym scislym gronie, ze ksiazki mam poustawiane formatami, a nawet jesli sie blizej przyjrzec kolorami.
Mile byly zlego poczatki. Zamawiajc przed laty droga i dorosla biblioteke na cala najwieksza sciane bez kaloryfera, zgodzilam sie na projekt, jedyny rozsadny zwazywszy na ilosc miejsca, ze polki beda wysokie, srednie i niskie.
Ustawiajac potem ksiazki podzielilam poszczegolne segmenty przestrzeni tematycznie: tu szekspiry, tu norwiidy, tu wiersze wszelkie, tu powiesci, tu religia i filozofia, tu judaica, tu opracowania, tu referance i slowniki., tu popawnosciowe, tu wnetrzarskie tu kucharskie, tu sztuka, tu podreczniki i poradnictwo wszekie.
Po rku czy pieciu latach okazalo sie, ze brakuje mi miejsca na to czy owo i ze czesto nie jestem w stanie ani niczego owego wcisnac, ani niczego starego znalezc. Polka z wierszami sklada sie w wiekszosci z cienkich nieduzych ksiazeczek z niewidocznym tytulem na grzbiecie. No a co zrobie zduzym wysokim Mandelsztamem ktory miesci sie tylko wrod wnetrzarskich lub kulinarnych? Dylematy gdzie co wcisnac tak bym pamietala co znalezc, stawaly sie coraz dotliwsze, frustracja rosla.
Az musialam przyznac ze smutkiem zeescisly podzial tematyczny absolutnie nie zdaje egzaminu i jesli chce wszystko zmiescic i moc latwo odnalezc, musze poustawiac formatami i kolorami. Co zrobilam paree lat temu. Teraz jest duzo laywej i wiem, ze wysoki fioletowy Mandelsztam bedzie kolo granatowego Conrana lub Larousse Gastronomique wtym samym kolorze.
Po tej rewolucji odkrylam dodatkowy bonus: zarowno biblioteka jak i caly pokoj wyglada znacznie schudmiej i moge na polkach przed ksiazkami wcisnacac jeszcze pare rameczek ze zdjeciami.
Wstyd sie przyznac, ale taka jest prawda…. 😳 😳 😳
Ulzylo mi po spowiedzi i moge isc na sniadanie.
Na pogodne popołudnie 🙂
http://www.wykop.pl/link/772111/koty-sukcesy-porazki-i-niezreczne-sytuacje/
Wymyślić taki sklep łatwo, ale tylko raz w życiu widziałem (w Zielonej Górze) pewex z układem ciuchów kolorami. Więc jeśli to są książki do noszenia to jestem jak najbardziej za.
Książki mogą być do noszenia, np. w tornistrze, ale nie wiem, czy nie praktyczniej nosić w nim buławę marszałkowską. 😎
Z dokumentów poświadczonych urzędowymi pieczęciami wynika, że dzisiaj mija nam, Włodkowi i mnie, 42. rocznica ślubu 😯
To musi być jakiś szwindel, bo my chyba tyle lat nie mamy 🙄
Niemniej wychylimy szklaneczkę. A jeżeli zechcecie się do nas przyłączyć, będzie nam bardzo miło 😆
No to po małym cienkuszu 🙂 (stooo lat…)
A może to jest w sumie 42, na pół trzeba podzielić? 😕
Widzę, że bez uwzględnienia reklamacji jednak się nie obejdzie. 🙄
Dobra, reklamanty, chcieliśta, to mata. A na przyszłość nie wywołujta rymopisa z lasu. 😈
Gdy Tadeusz mknie do Jotki,
zwiewne niosąc jej galotki,
ona już Tadeuszowi
śpiewa cudnie, niczym słowik,
pieśń, co Tadeusza wzrusza.
Drży mu od żelazka dusza,
rozpoznaje ten ton słodki,
co wychodząc z ustek Jotki
pada na grunt uszu żyzny:
Pożegnanie to bielizny!
Ach, niewdzięczna! Ach, nieczuła!
Duszę smutku mgłą zasnuła,
że prasować aż niesporo
(chociaż praczki ciągle piorą),
rozdrapała w sercu rany,
gdzie dam teraz te falbany?
Gdzie ten kontekst bieliźniany
upchnę, co miał być prezentem?
To po prostu niepojęte:
ja ci z darem w mej la mano,
a ty żegnasz go (nie piano!)?
Chociaż jestem kawał chłopa,
geniusz męski z sił mi opadł,
jęczy tylko jak w malignie,
choćbyś prosił go, nie śmignie.
Pewnie umrę… lecz nie wszystek,
bo gdzieś mam figowy listek.
Na bieliznę nie ma zgody,
ale może coś z przyrody
przyjmie Jotka bez krępacji
i nie zgłosi reklamacji? 😉
jotko, w kwestii uwagi znaczącej „Dała bym ci chleba z masłem, alem go zjadła” to bardzo żałuję, że nie masz czasu na wpis u mnie w owej kwestii Dekalogu, bo bardzo, ale to bardzo chciałbym zobaczyć jak katolik (katoliczka) broni tezy o możliwym wywodzeniu zeń naszych zasad moralnych. A może zrobię długofalową pożyczkę jednej godzinki na ten – jakże ach jakże – zbożny cel?
Ojej, nie wiem, czy to frywolne rymowanie akrat na rocznicę ślubu było najodpowiedniejsze. 😳 Ale wieść o parę minut za późno do mnie dotarła. 😉
Niemniej jednak, znając poczucie humoru Jubilatów, nie mam bardzo poważnych obaw, że zostanie mi wzięte za złe. 🙂
Cienkusza oczywiście już wychylam – jeszcze stoooo, na drugą nóżkę. 😀
A, co tam. Dorzucę jeszcze dwie setki. Na tylne łapy. 😆
Wychyliłam cienkusza i do tańca mnie rusza! Zdrowie Jotki i Włodka! 😀
http://www.youtube.com/watch?v=mzNEgcqWDG4
O, gdy wysyłałem zaproszenie do spraw poważnych, Ty właśnie, jotko, mówiłaś o sprawach wesołych – no to rozumiem, że przez miodowy miesiąc nie ma mowy poważnej. To nic, ja poczekam. A w międzyczasie gratuluję talentów negocjacyjnych (bo z moim stażem 22 lat wiem ile tego trzeba, żeby zachować sobie partnera czy partnerkę i to w żywym stanie.
Jotko, zdrowie Was obojga!
(podpisano: lisek figowy 😀 )
Jotko, gratulacje dla Ciebie i meza, i zyczenia nastepnych wielu lat razem. 🙂 Cienkusza zostawie sobie na swoj wieczor, bo nie lubie prowadzic w stanie wskazujacym na spozycie. 😉
Jotko, wasze zdrowie! Nas staż nieco dłuższy od Andsola, ale jednak do Was jeszcze nam troche brakuje! Chyba dopiero po tylu latach naprawde docenia sie wszystkie uroki życia we dwoje!
Nie wiem czy juz o tym było, bo mam blogowe potężne zaległości,ale polecam wszystkim biografię Miłosza pióra Andrzeja Franaszka. Absolutnie fascynujące 900 stron! Nie tylko dla wielbicieli poezji Milosza, ale również dla tych którzy próbują cos zrozumieć z historii ostatnich 100 lat. Świetnie napisana, bez fałszywych tonów, ale tez bez pudrowania i omijania tematów trudnych,bolesnych a czasem i nie do obrony. Jak to w życiu
Nie było i bardzo dobrze, że jest, bo pewnie wkrótce już stanę przed na ogół strasznym pytaniem: na co poświęcić te kilka kilogramów, które mogę zabrać do samolotu bez płacenia za nadwagę. 😉
Bobiczek przylatuje do Krakówka? 😀
Niechaj Jotka i mąż Jotki
mają dalszy żywot słodki!
Zdrowie 😀
Ale jeszcze nie teraz przylatuję, dopiero za miesiąc.
Dobrze się składa, może będę się wybierać na południe 😉
Jotko, toastujemy 😀
http://en.wikipedia.org/wiki/Hendrick%27s_Gin + tonik + ogorek + limonka 😀
W blogu Barta odniesienie do egzorcystów i naprawdę trudno wierzyć, że to nie są kpiny. Ech, ta wielość rzeczywistości…
Cały czas się waham, czy ma się odważyć zadać to pytanie… A, może się jednak odważę. Rozumiem, że portyery typu woda w piwnicy to zgroza, ale jeżeli się lubi portyery typu szorty, czyli takie tylko do parapetu, to też jest zgroza?
To jest kwestia dość istotna, bo muszę ustalić, czy jestem salonfähig. 😈
Ależ Bobiczku, portyery dotyczą wyłącznie drzwi (porta)! Na oknach też mam szorty i to minimalistyczne. A na drzwiach do ogrodu zawiesiłam takie jasnoniebieskie, organzowe, też właściwie minimalistyczne. Dopóki były do ziemi – było świetnie. Teraz jest okropnie. ZGROZA!!!
Dwadzieścia centymetrów, a jaka różnica!
Salonowe co jesteś???
Andoslou, dlaczego mnie rozkładasz 😯
Nie wiem, czy Wam pisałam, ale w jednym internecie zamówiłam sobie – to a propos wytworności – specjalny przyrządzik do obcinania czubków jajkom na miękko… To jest dopiero bajer nad bajerami!
I paluszków się nie parzy…
Rumik, moje słodkie maleństwo śpi jak aniołek przy nóżkach mamusi. Znaczy moich. Byliśmy dziś na szczepieniach. Słodki psiutek najpierw chciał mi odgryźć obie ręce, bo go trzymałam i nie puszczałam – syn wycofywał auto i bałam się o głupka. Za karę pojechał w bagażniku (to taki humanitarny, z kratką, w terenówce). Tam, niestety, nakupczył. W drodze powrotnej puścił mi pawia na plecy.
Fajnie jest mieć szczeniaczka!
Kochani 😆 😆 😆
andsolu,
niech no ja tylko wykończę tę studencką młódź, a wnet wpadnę na Twój blog na dysputę 😉
Bobiku,
wierszyk prawie na noc poslubną, tylko persony, jakby nie te 🙄
czyli, że co, zlot Koszyczka się szykuje?
haneczko, a mnie to, wręcz odwrotnie, postawiło, ale na głowie. Gdyby ktoś życzliwie mógł mnie obrócić do normalności mówiąc, że oni tam tylko nagrywania Monty Pythona ćwiczą…
No proszę i przepraszam. Żywy odowód, jak mnie pomięszało…
Andsolu, stoisz prawidłowo. Chętnie oddam moje nogi za Twoją głowę 🙂
Tak mi się dzisiaj myślało o tym i owym:
Uczę się ciebie człowieku,
uczę się ciebie
i siebie.
Mozolnie się uczę,
powoli,
nie zawsze lekcje odrobię.
Dramatu czasem kształt przyjmie,
to kabaretem znów zakpi
moje niezdarne uczenie.
Uczę się ciebie człowieku …
Śpiewali, że miał przyjaciół
Szeryf, gdzieś na Zachodzie,
gdy przyszła godzina próby,
zdany był tylko na siebie.
I mówią, że człowiekowi,
wilkiem jest drugi człowiek.
Lecz bywa też przyjacielem.
Ty bywasz, ja bywam,
choć czasem to jest tak mało!
Pytanie się ciśnie:
czy warto szarpać się o te okruchy?
Ziarenka nasion,
w nich
drzewa zaklęte,
czekają na wyzwolenie,
tego,
czego ciągle szukamy.
Ile tych dróg
przejść musimy
żeby stać się człowiekiem?
Pytać nie warto.
Ważne czy ciągle,
na nowo,
z sercem otwartym wyruszasz
uczyć się
siebie
i mnie?
Czyś gotów cenę zapłacić?
Bo nie serwuje życie
darmowych lunchów.
Przeciwnie,
ceny wystawia paskarskie.
Uczę się ciebie człowieku …
8 czerwca 2011
Andsolu, coś mi tu nie pasuje w tekście o egzorcystach!
„Kobieta od 50 lat mieszka za wsią, na górze, pod lasem, daleko od kościoła. Ojciec kupił dom jak miała 9 lat, dziś ma ponad 60”. 😆
Andsolu, do Twojej kolekcji 🙂
Już wiem co z tym zrobię.
Nabór do Zakonu Prawdy
Młodzi i Czyści!
Czy wiecie, że jak od Liczby jeden odjąć,
A potem spokojnie i z godnością jeden dodać
To wszystko wraca do normalności
I Liczba stoi tam gdzie była?
Młodzi i Ambitni!
Wstąpcie do Lokalnej Grupy Egzercystów!
Świeżo sprowadzane ze Stanów
Daily Exercises
Utwierdzą Cię w Wierze, że Świat ma Sens.
Oraz Intelligent Pattern.
Odwróć się od Krosien. Przyjdź do nas.
Przyjdźcie w Liczbie. A Liczba będzie z Wami.
Caveat. Don’t go 666. Neither 69.
Nor 13. Those are false numbers. Trust φ.
Mar-Jo, walec wyrównał 🙄
Andsolu, pieknie. Pamietam ze kiedys w ostatniej chwili dostalam dwa bilety na od dawna wykupiony i rozrywany spektakl; przypuszczalnie dlatego ze byl piatek, a wolne miejsca byly krzeslami 12 i 13 w 13-tym rzedzie 😀
Ale zaraz. Czemu tylko mlodzi ? 🙄
Lisku, bo Andsol mówi do wszystkich, a Staruszek tylko ściemnia 😉
No właśnie, bo się z lekka skonfundowałem, czy Tadeusz to ja czy też Jotka ma też Tadeusza, który jednak nie jest mną? Albo ewentualnie ja jestem Jotki, a ten drugi Tadeusz jednak jest mną, czyli znowu jest Jotki. W ten sposób Jotka ma dwóch Tadeuszy, i jej strasznie zacząłem współczuć… Ale ponieważ wokółmłodzioakademicko jakoś krótko śpię ostatnio, to obawiałem się, że jakieś dyrdymały mnię z głowy wychodzą. Ufff. Co prawda to jestem pewien.
No to silniuszem — dużego toasta!
Ja bym się przywiązała toastow do tego dżina, ale on tu, na szczęście, nie do dostania 🙄
O mnie prześladuje 😯
Haneczko, „tu” to znaczy u Ciebie?
Bo u mnie można, tylko pierońsko drogi!
Ja nawet mój ulubiony węgierski likier „Zwack” kupuję. 😉
Rozumiem, że ten dżin już z butelki wypuszczony i teraz trzeba wezwać egzorcystę? 😎
Jak przeczytałem sobie listę diabelskich zagrożeń, to stwierdziłem, że przecież niemal słowo w słowo o tym samym mówił ksiądz Natanek. Znaczy, oni to z rozdzielnika z KC dostają i na pamięć mają wykuć. Jak Krótki Kurs Historii WKP(b). Który też zresztą był do wierzenia, a nie do myślenia. 😈
Heleno, przyjaciel pyta czy pociągowy Krutki Kurs (proszę nie poprawiać Stosownej Ortografii) Sawuarwiwru był w Stanach czy w UK?
Jezusmaryja, całe życie przeżyłem w błędzie. 😯 Myślałem, że określenie portyery obejmuje wszystkie te szmaty, po których Koty lubią się wspinać. A przecie faktycznie, porta…
Nawróciłem się. Nie będę miał portyer poza drzwiami. 😳
Mar-Jo, obce, w prezencie dostalim 🙂
Egzorcystom polecam, mało trzeba, a cieszy 😀
Dobranoc 😀
Tadeuszu 22.06 – ja niczego nie chciałem sugerować, tylko pokazać, jakie straszliwe skutki może mieć reklamowanie rymowanych prezentów. 😈 No, ale z terminem tej lekcji poglądowej wstrzeliłem się jakby średnio. 😉
Ok, żono sąsiada, Franaszek zamówiony, dziękuję, za trzy miesiące (mniej lub raczej więcej) będę wiedział na jakie drogi mnie sprowadziłaś.
Tak wyglądała dziennikarka „zapięta na ostatni guzik”.
http://bi.gazeta.pl/im/9/9749/z9749019O.jpg
Dobranoc Wszystkim.
Lisku, tamten czif eksorsist całkiem dobrze gada. Na opętanych przez aniołów to oni mi nigdy nie wyglądali. 😎
To zdjęcie jest reprodukcją strony „Polityki”. Ciekawy jest komentarz obok niego. Głosi on, że premier na co dzień kategorycznie wymaga od współpracowników dress code’u. Asystentka jednego z ministrów w Kancelarii Premiera powiedziała: „Potrafi zwrócić uwagę pracownicom, które latem przychodzą do Sejmu czy kancelarii przy Alejach Ujazdowskich w butach z odkrytymi palcami lub gołymi nogami”. Już zresztą 2 lata temu powiedział innej dziennikarce, że Sejm to nie jest dobre miejsce na pokazywanie ramion, nawet latem i nawet najpiękniejszych. I to samo w gruncie rzeczy chciał powiedzieć Sylwii Białek.
No, ma rację, jeśli o samą sprawę chodzi, ale publiczne wypowiedzi na ten temat nadal uważam za nieprofesjonalne. Niech Sejm ustali i ogłosi zasady, w jakim stroju przychodzić nie należy, bo, jak widać, na wyczucie ludności nie można liczyć. Ale premier na konferencji nie jest od zwracania uwag, tylko od udzielania konkretnych odpowiedzi na konkretne pytania.
Z Politechniki Białostockiej?? No, proszę ja państwa…
To z „Donosów”:
Konkurs na najlepszy „lazik marsjanski” – zawody University Rover Challenge, rozgrywane na pustyni w Utah wygrala ekipa polskich studentow z Politechniki Bialostockiej, pokonujac w finale 7 innych zespolow (z USA, Kanady, i 2 inne ekipy z
Polski).
Wróciłam w domowe pielesze. Bobiku, za otwarcie wystawy nie musisz się za mnie wstydzić. Opole jest cudownym miastem! 40 lat temu też byłam tego zdania. Spotkanie z koleżankami i kolegami ze studiów po 40 latach niewidzenia. I nie mogliśmy się nagadać.
Galeria B. Polnara to niesamowite miejsce, i w dodatku trafiłam na „Noc Kultury” w Opolu.
1. Andsolu, Krutki Kurs Sawoirwiwru odbyl sie w Anglii na trasie Londyn-Basildon, hr. Essex.
2.Jotkom plci oboja spoznione, ale serdeczne Mazl tow!
3. Panna Koto, gratulacje i Welcome Homw!
4. Dora, zgadzam sie, ze jakis dress code moznaby w Sejmie wprowadzic, ale od pilnowania go nie powinien byc premier. Jego przewinienie bylo znacznie wieksze niz ramiona mlodziutkiej dziennikarki.
Swoa droga nie rozumiem zupelnie dlaczego redakcje polskich mediow zazwyczaj posylaja na briefingi sejmowe jakas nieopirzona mlodziez,ktora a. nie wie o co pytac, b. boi sie przyciskac politykow do sciany, c. reaguje pudlowatym smiechem nawet na niewlasciwe dowcipasy, jak ten o niedopietym guziku, zamiast premiera natychmiast ofuknac i zazadac przeproszenia, d. ma perspektywe nie dluzsza niz dlugosc wlasnego nosa.
Chodzi mi zatem o to, ze na spotkania z poolitykami powinni chodzic najbardziej doswiadczeni reporterzy, a nie poczatkujaca gowniarzeria, ktora latwo sie gubi, peszy i daje sie wodzic za nos.
Exactly Heleno. 🙂
Kawe serwuje. Goraca! Zimno jak cholera sie zrobilo, fuj! zima straszna. Mam 18 stopni! Brr!!
Ubrana jestem jak na Sybir 🙂
Niestety do kawy tylko ciasteczka bylejakie, bo w takim zimnie to niezdolna jestem do niczego 🙁
Moniko,
poprosze o adres 🙂
Dzień dobry, pochłodniało i pokapuje 🙂
Zwierzaku, jeżeli masz ochotę na placek z rabarbarem, to proszę 🙂
Gdzie jest Ryś? Wyobraźnia mi wyrodnieje 🙁
Chetnie Haneczko, dziekuje 🙂
Dzień dobry 🙂 Merdam do powróconej Panny Koty, rzucam się w przelocie na kawę i wracam do robótki, którą najpóźniej za pół godziny muszę mieć gotową.
Nie przyznam się, o której dziś wstałem, bo i tak byście mi nie uwierzyli. 😛
No, niektorzy jeszcze sie nie kladli. Brak snu nadrabiajac paleniem.
To na bezsenność nie pomoże http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1516368,1,oboz-kaczynskiego-kto-w-nim-jest.read
Tu http://archiwum.polityka.pl/art/kopciuszek-odwrocony,431416.html o różnicy między elitą a sprzątaczką: „Trudno sobie przecież wyobrazić, żeby uwielbiany przez kobiety szarmancki milioner, do tego jeden z najbardziej wpływowych ludzi na świecie, rzucał się w amoku na pierwszą z brzegu sprzątaczkę, która do tego nie miała prawa znajdować się w tym momencie na jego pokojach.”
Uff,z robótką zdążyłem, mogę jeszcze wypić krótką kawę zasiadaną, a potem będę się msiał zostać za latawca. Taki dzień.
Heleno, nie kłaść się w ogóle jest wiele łatwiej, niż wstać skoroświtem. 😈
Mój skoroświt wpadł po piątej. Poprosił o kawę i powiedział, że chce w spokoju poczytać. Uległam 😎
Przeleciałem ten tekst Stommy z niejakim osłupieniem, cały czas zadając sobie pytanie, czy ten facet zgłupiał, czy to może jakaś taka wyrafinowana forma gry z czytelnikiem. Ale jednak wyglądało mi to bardziej na zgłupienie.
W jednym tylko byłbym mu skłonny przyznać rację – wystawianie podejrzanego (czyli nie na pewno winnego, a może i całkiem niewinnego) na żer mediów jest procederem ohydnym. W ten sposób skopana kariera często nie podnosi się nawet po uniewinnieniu.
W Niemczech niedawno zakończył się proces znanego i – do czasu – darzonego ogromną sympatią prezentera pogody, Kachelmanna. Też był oskarżony o gwałt, przez swoją byłą przyjaciółkę. W trakcie procesu rozrobiono całe jego życie osobiste i zawodowe, wynajdywano różne eks, które z lubością opowiadały o nim jakieś nieprzyjemne detale (a o kim żadnych nie da się opowiedzieć?), no, po prostu wciąż był na tapecie. W końcu wypuszczono go z braku dowodów winy, bo była przyjaciółka, jak się okazało, lubiła w zeznaniach mijać się z prawdą, ale szkody na wizerunku już się nie dadzą naprawić. Do mediów Kachelmann już nie ma powrotu, bo stracił imydż ciepłego misia, który przyciągał publikę. Jego przedsiębiorstwo podczas pobytu szefa w kiciu mocno podupadło, życie prywatne legło w gruzach… I to jest naprawdę wina zdziczałych obyczajów medialnych.
No, ale reszta wywodów Stommy, z idiotyzmem tej uwagi o milionerze i sprzątaczce na czele – poniżej kreski. 🙄
Witam 🙂 Wczorajsza burza z gradobiciem pokazała, że nie warto narzekać na brak deszczu. W ogrodach duże straty, większe niż przez suszę 🙁 http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110608/LUBLIN/295990293
Zapraszam na schłodzoną herbatę zieloną
Lektura do herbaty http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1516638,1,pies-czyli-kot.read
Tym bardzo ładny 🙂
A tu coś o tym, jak dramatyczne skutki mogą mieć plotki: 😯
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9751568,Staruszka_wyznala_po_65_latach__Zabilam_kolaboranta_.html
haneczka 8 czerwiec 11, 21:54 pisze:
Lisku, bo Andsol mówi do wszystkich, a Staruszek tylko ściemnia.
Haneczko!
Co do ściemniania to nie będę polemizował bo nie znam opisu tego nowego zjawiska słonecznego, o którym donoszą serwisy nowości. Zwijać zasłony czy rozwijać – to zależy od okna i czy tamtym pokoju chcą właśnie spać.
Co mówienia do wszystkch to jest pomówienie Andsola o nierzetelność. Sam zapewne wypowie się o reszcie miary zero.
Na mój mały łepek Andsol co najwyżej jest prawie wszystek.
Mam anegdotę (dla ściemnienia: anegdota to opowieść niekoniecznie prawdziwa ale warta opowiedzenia według Profesora Pęduszki z Teatru Eterek) wyrażającą moją sympatię do sąsiadów mojej mamy i mego taty gdy jeszcze tego przeznaczenia nie spełnili:
Icek nad witryną umieścił napis: „U mnie kupisz wszystko.”
To Mosiek mający sklep naprzeciwko umieścił napis: „A u mnie resztę.”
Zajrzałem do Andsola. Skłoniony został ten algebraik przez Liska do wyartykułowania przestrogi przed przekształceniem państwa polskiego w państwo wyznaniowe.
Sprawa jest miejscami (zapewne w moim miejscu mało ważnym także) bardziej skomplikowana: Andsol mówi do młodzieży, która nie przestraszyła się matematyki oraz pisze do ludzi w ktorych pokłada nadzieję. Trudno w pismach Andsola odnaleźć wyraźne(!) stwierdzenie: usuwam ich z mego uniwersum. Ale w przeciwieństwie do mojej pisaniny Andsolowa jasno(!) doprasza się od obłożonych nadzieją: „Więcej swiatła.”
Tu różnię się od Andsola. W swych wizjach blogowych przypominam puste wnętrze katedry Marii Panny w Paryżu.
I dopraszam się u czytelników: zapoznajcie się z procesami, które doprowadziły do spustoszenia tej katedry.
Moim zdaniem Polska chyli się ku przejściu przez ogień.
Po ugaszeniu jej Ci z elity będą z pyszałków zartowali, że to e do potęgi fi. A najsilniejszy może się okazać Salon Podlaski.
Gdyby to powyżej było zbyt ciemno, to daje krótkie streszczenie: mamy wielu tych którzy skladając slubowanie poselskie prosili boga o pomoc. A najwyraźniej im odmówił.
W Warszawie idzie na deszcz i gwałtowne oziębienie.
Pozdrawiam ciepło Koszyczek i prawie wszystkich wyplatających. Ja obok znami kwantyfikatory i znam także owiewki i chłodziarki. I wiem, że aborygeni pospadali by gdybym upierał się gdzie nadir, gdzie zenit, a gdzie Floripa.
Do pospadania Aborygenów absolutnie nie możemy dopuścić, bo Zwierzak też by wtedy poleciał. 😯
Wobecz tego upraszam wszystkich lub prawie wszystkich o wydajne podtrzymywanie Australii, a sam lecę w teren, któremu na razie chyba spadnięcie nie grozi. 🙂
Dzień dobry,
Włodek i ja serdecznie dziękujemy za życzenia i wyrazy 😆
ochłodziło się okropnie, ale deszczu było tyle co kot napłakał 🙁
Staruszku, jaki tam z Ciebie staruszek 🙂 Tutaj młodyś, jak wszyscy i reszta 😉
Tu płakały dwa koty.
haneczko,
🙂
Jestem za 😀 http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9753475,Sad_chce_zbadac_stan_zdrowia_psychicznego_Jaroslawa.html
Znów szykuje się powtórka burzowa. Tu koty nie płaczą a leją.
Pani Kota (dochodzaca) dopadla pania Golabke ( dolatujaca z mezem). Polecialo nieco pior, ale na szczescie nic poza wystraszeniem sie nie stalo. I po co ta Kota straszy ptaszki?
Staruszku,
wystraszasz mnie ;(
Dzień dobry. Chłodno dla odmiany. I zmokłam jak kura.
Kto nie ściemnia, ten nic nie mnia – jak mawiał jeden dźwiękowiec przy pokerze.
Mniemam, że mniam 😉
Animalsie!
Przybywam z dobrą radą:
http://zdch.amu.edu.pl/IDPP/IDPP991115B/PUSZCZA/leniwiec2.gif
Nisiu!
Na polepszenie (nie wymagany wkład do wejścia do gry):
Obrazek wymaga opatrzenia czymś do obczytania:
dotyk jest zmysłem odbierajacym rozum i w tym jest podobny do pokera – można się sparzyć falszywym olśnieniem
http://www.flog.pl/media/foto/2687859_jasnota-biala-lamium-album-l-.jpg
Warszawę nawiedziło przedwiośnie i mrozy ustąpiły.
Ale na jasnocie trudno się sparzyć – na szczęście…
Kto się na pokrzywie sparzył i na jasnotę dmucha. 🙄
Wściekle głodny wróciłem, ale na szczęście zaraz zobaczyłem, że tzw. Przyjaciółka Bobika zadbała o mój żołądek i przerzuciła przez żywopłot obgotowaną stópkę wieprzową.
Moja Przyjaciółka to jest mieszkająca w pobliżu starsza pani, która przechodząc ulicą zawsze prowadziła ze mną rozmowy przy furtce, a potem zaczęła mi przynosić różne smakołyki. Rodzinie głupio się zrobiło, że biedna emerytka wyrzuca na mnie forsę i chcieli jej to wyperswadować, ale ona wtedy bardzo zaczęła prosić, żeby mogła mnie dalej dokarmiać, uzasadniając to „bo ja poza nim nikogo nie mam”. Wobec takiego argumentu rodzina uległa i odtąd raz na dzień opływam w dostatki. 🙂
A nazwanie tej pani wzięło się stąd, że daliśmy jej numer telefonu na wypadek, gdyby była chora, czy czegoś potrzebowała i kiedyś faktycznie zadzwoniła, ale dzwoniąc uświadomiła sobie, że ona nam się chyba nigdy nie przedstawiała pełnymi danymi personalnymi, więc po nazwisku nie mamy prawa skojarzyć, kto mówi. W związku z tym powiedziała: dzień dobry, tu Przyjaciółka Bobika.
I to się przyjęło. 🙂
No i się wzruszyłam na mokro…
jak wyżej
Na mokro najlepiej się wzruszać nad doniczką albo grządką, zwłaszcza przy tych upałach… 🙂
Bardzo to i piękne i smutne co napisał Bobik.
My w sobotę wybieramy się na wielką doroczną imprezę rodzinną. Włodek pochodzi z rodziny wielodzietnej – szóstka rodzeństwa. W czerwcu jedna z jego sióstr i szwagier mają imieniny. Od wielu lat urządzają przyjęcie na wsi. Sam domek na wsi jest niewielki, ale działka pod lasem wielka. Wystawiają stoły przed dom. Zwykle w tych imprezach bierze udział 40 do 50 osób z czterech pokoleń. Każdy przyjeżdza o najdogodniejszej dla niego porze. Kto chce może zabrać spiwór i przenocować. A rano wykąpać się w jeziorze. Jest i gril i ognisko, w którym gotuje sie tak zwany kociołek. Śpiewy nocne przy gitarze. Rozmowy w podgrupach na tarasie, pod wiatą nad stawkiem. I tak dalej i tak dalej.
Pomyślałam sobie jaki to kontrast z panią, która „ma” tylko nie swojego psa.
I chyba przestanę marudzić, że jestem zmęczona i że nie bardzo chce mi się z domu ruszać.
sól może roslinkom zaszkodzić 👿
Ja twierdzę, że w takich krajach jak Niemcy instynkt rodzinny powoli zanika (niezależnie od tego, że wielodzietne rodziny są rzadkością). Póki dzieci są niesamodzielne, jeszcze to jakoś funkcjonuje, no bo w końcu biologia. Ale kiedy dorosną… Fruuuu i po rodzinie.
Wyfruwanie i zapominanie o rodzinnym gnieździe niby też naturalne, ale tu akurat chciałoby się trochę więcej tej kultury, co to wymyśliła rodziny wielopokoleniowe. 🙂
Nasz Kacper uwielbia te rodzinne spędy w plenerze, z możliwością kopania piłki, gonitw, dokładania drzewa do ogniska. Spotkania w zamkniętych pomieszczeniach mniej go bawią, ale to chyba zrozumiałe.
Powinniśmy być wdzięczni Włodka siostrze, że od tylu lat zadaje sobie trud organizowania tych spotkań. Przychodzą też przyjaciele szwagra, z którymi chodził do liceum.
Dobrze by było zrobić Towarzystwo Niezrzeszonych Bobików oraz Przyjaciół Bobików i Innych Kudłatych Stworów.
Taką nazwę strasznie ciężko zapamiętać, nawet w postaci skróconej. Nie można by zamiast tego zrobić np. Towarzystwa Przyjaciół Posiadywania Rodzinnego albo Towarzystwa Przyjaciół Przyjaznej Rozmowy? Skrót by wszyscy szybko opanowali. 😆
A teraz… Panie na lewo, panowie na prawo. Znaczy, panowie niech siądą w fotelach i zajmą się np. męską przyjemnością w postaci whisky, a panie niech swoje szklaneczki z whisky wezmą do rąk i przyjdą tu pooglądać: 😆
http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,9714192,Bardzo_dziwne_buty,,ga.html
Dobry wieczor 🙂
👿
Pozwole sobie uzyc Koszyczka w sposob terapeutyczny i opowiedziec o moich kontaktach z firma doprowadzajaca gaz do budynku. Wg prawa raz na 5 lat firma przychodzi i sprawdza gratis rury gazowe wewnatrz mieszkan; jesli mieszkaniec lub okolicznosci jakos to uniemozliwiaja, po uplywie terminu mieszkanie zostaje odlaczone od gazu w interesie jego mieszkancow. . Pare tygodni temu – akurat sprzatalam kuchnie – dlugi dzwonek do drzwi jak na alarm; na progu stoi nie znany mi facet ktory oswiadcza ze jest z firmy gazowej i przyszedl sprawdzic urzadzenia w mieszkaniu. Wytlumaczylam ze w tej chwili wejsc nie moze. Na to on zagrozil ze jesli go natychmiast nie wpuszcze do mieszkania, w tej chwili odlaczy mnie od gazu. Oswiadczylam ze do mojego domu mozna zadac wstepu tylko po uprzednim uzgodnieniu ze mna terminu przez jego firme, i wywalilam. Na odchodne zostawil mi kartke z numerem komorki i warknal rozkaz :”Jutro do mnie dzwonisz ustalic termin!”. Nastepnego dnia oczywiscie zadzwonilam, nie do niego lecz do firmy, zlozyc zazalenie oraz sprawdzic szczegoly; okazalo sie ze do terminu 5 lat mam jeszcze 1.5 miesiaca. Zazalenie zapisano i obiecano ze kierownik zadzwoni, czego sie nie doczekalam. Przy okazji umowilam sie na inna date, ale z roznych powodow musialam ja potem odwolac, na co powiedziano mi bym zadzwonila znow za dwa dni ustalic inny termin. Dwa dni po tej rozmowie wrocilam do domu i zastalam na drzwiach zawiadomienie ze byl technik i zapisal sobie ze mimo umowienia nie bylo mnie w domu. Znow zadzwonilam do firmy, gdzie urzedniczka oswiadczyla ze na ten termin zapisano mi wizyte, ale po dlugim sprawdzaniu w kompie okazalo sie ze zrobil to ktos od nich nawet mnie nie zawiadamiajac; urzedniczka przeprosila w imieniu firmy. Na tym etapie mialam juz nr komorki innego pracujacego z nimi technika, akorat dosc milego, z ktorym zdolalam sie umowic i sprawdzenie rur odbylo sie dwa tygodnie temu; dostalam pokwitowanie. Wracajac dzis wieczorem do domu zastalam na drzwiach ogromna kartke z zawiadomieniem ze byl u mnie technik firmy (inne imie) i ze ten zawiadamia iz sprawdzenie moich rur odbedzie sie w niedziele rano. 👿
No, juz mi lepiej…
Drugi rozdzial terapii bedzie dotyczyl kupowania przeze mnie nowego telefonu komorkowego 😡
A czy TPPR zauważył, że Nisi nie oparzyłem?
Pragnienie przyjaźni wzmaga się gdy zdolność do rozmowy słabnie. Natomiast z posiadywaniem rodzinnym będącym okazją ćwiczenia rozmowy międzypokoleniowej jest źle.
Ratuje sytuację istnienie komunikatorów takich jak Skype.
Gdzieś – może na swoim blogu – Andsol wyraził opinię, że jeśli nie umiemy wyrazić slowami, tego co chcemy wyrazić buźką, to znaczy, że mamy braki w wymianie myśli.
Taki przykład lekko ukrytego a sympatycznego żartu wymyśliłem z jasnotą straszącą swym podobieństwem do pokrzywy.
Nasze porozumiewanie się nie wróci już w stare koryto.
Skazywanie współpasażera na udział w rozmowie przez komórkę wpisuje się w światowy ruch życia w hałasie.
Nie ma już dzikich plaż na których Irena Santor szukała muszli.
Te plaże oswoiło przenośne radio Szarotka. Żyjemy w hałasie.
Czy chcemy, czy nie chcemy oswojeni jesteśmy z hałasem.
Dla starszych osób jest wstrząsem dźwiękowe powiadomienie o przyjściu SMS. Życiu na smyczy z komórką znamy.
A gdy RSS krzyczy do Bobika w czasie obiadu: „Znów się staruszek rozgadał!” to można zakląć.
Minęły czasy jak niżej i porozmawiajmy jak ten czas dzisiejszy uczynić przyjaznym. Na balkonie z grilem jest kłopot.
Miłego wieczoru.
http://www.youtube.com/watch?v=H2fJKqQlRhE
Lisku, czyli gazownicy są wszędzie podobni, niezależnie od szerokości geograficznej! 🙂
Coś wiem na ten temat! 🙂
Krakusy, powitajcie tam Bobika swojskim hau ar ju 🙂
Dużo nas omija, nie mamy gazu 😕
Codziennie błogosławię ciszę naszej wsi 🙂
Andsolu, wybacz mordki. Niewiele potrafię wyrazić słowami.
W sprawie mordek już nieraz wyrażałem głęboką niezgodę z antymordkowcami i mam zamiar wyrażać dalej. Uzasadniałem też już nieraz i nie bardzo mi się chce powtarzać, ale tak w największym skrócie: blogowanie nie jest wymianą tekstów publicystycznych czy literackich, tylko pisanym rodzajem rozmowy. W realowej rozmowie, pysk w pysk, do 70% treści wyrażamy nie tekstem, tylko mimiką, gestami, tonem głosu, itp. Wiadomo zresztą, że to samo zdanie wypowiedziane innym tonem lub z inną miną może diametralnie zmienić znaczenie. I właśnie mordki spełniają rolę tych pozawerbalnych sygnałów czy komunikatów, które blogopisanie upodabniają do prawdziwej rozmowy, jak również pozwalają uniknąć mnóstwa nieporozumień interpretacyjnych. A jak ktoś mi nie wierzy, niech sięgnie do grubych tomiszcz z zakresu teorii komunikacji.
To samo w jeszcze większym skrócie: mordki mają być i juszsz! 👿 😈 😆
Gazownictwo, jak widzę, jest godnym uzupełnieniem naszego ulubionego wątku hydraulicznego. 😈
Liska chyba jeszcze na blogu nie było w tym czasie, kiedy leciał Heleny serial z hydraulikiem Declanem. Trup słał się w tym serialu gęsto, ale główna bohaterka przeżyła i chyba nawet zachowała resztki wątroby, co ze względu na kojenie przez nią rozpaczy hydraulicznych wysokimi procentami do dziś mnie dziwi. 😛
Tak że, Lisku, nie załamuj się – jest nadzieja. 🙂
Liskowi do Declana jeszcze daleko i oby tak zostało…
Ament, Haneczko. 🙂
Dla tych, którzy przegapili serial z Declanem, podaję sposób na odszukanie go w czeluściach internetu: należy wrzucić w wyszukiwarkę Declan nie przyjdzie+jestem załamana. 🙄
Niewiele potrafię wyrazić słowami. Kiedyś poznałem bardzo miłą i mądrą panienkę (czytaj: niemężatkę), która miała wszystko, co mężczyźni lubią widzieć u pań, plus (powiedzmy) 20%. I spotkanie z nią przy pizzy komunikacją bezsłowną wyjaśniło skąd to u niej. Rzecz chyba ją samą nieco martwiła, bo niezadługo rozmowa zeszła na apetyt, miary i wymiary i powiedziała mi coś, co odmieniło moje pojęcia o Włoszech. Otóż pochodziła z rodziny włoskiego pochodzenia i jej mama bardzo dzieci kochała, choć trzymała je i męża krótko, ale w relacji z dziećmi była taka bezdotykowa. I gdy mama chciała powiedzieć „bardzo cię kocham, córeczko” to nic nie mówiła i nikogo nie przytulała, natomiast szykowała pyszną potrawę.
Moja znajoma, która została (nie wiem czy dlatego) fachowym, uniwersyteckim psychologiem, w tym zjawisku upatrywała swą potrzebę zbliżenia się do lodówki przy każdym życiowym kłopocie czy niekłopocie. I mówiła, że rozumieć to ona siebie rozumie, ale zmienić tego nie potrafi.
Z jej opowiadań wniosłem, że po odejściu z rodzinnego domu wszyscy tam lubili powroty, spotykali się na święta, ale zawsze zamiast uścisków były kulinarne pyszności.
Jak powiedziałem, zaskoczyło mnie, że to był włoski model wyrażania dobrych uczuć, bo po tylu filmach włoskich i krótkim tam pobycie myślałem, że u nich kontakt słowny i dotykowy dominują. I zaskoczyło mnie też, że ostali się takimi w Brazylii – tutaj nawet taki sztywniak jak Polak (mówię nie tylko o sobie, ale i o paru krajanach, co długie lata w Brazylii spędzili) mięknie i brazylijskim zwyczajem poklepuje się z bliźnimi po plecach i brzuszkach oraz w najlepszym stylu JPII potrafi w dużej grupie powiedzieć szczerze „ja was bardzo lubię”.
Jak Boga szczerze kocham, nie zakładam biura turystycznego z wypadami do Brazylii, zupełnie bezinteresownie zachęcam: na rozluźnienie języka, na kurację dotykową bliskich i znajomych bez podtekstów erotycznych – przepisuję parę lat pobytu tutaj.
Z dotykiem bywa bardzo różnie w różnych krainach, zależnie od ustalonej strefy dystansu osobistego. Kiedyś objawieniem dla mnie był „Ukryty wymiar” Edwarda T. Halla. Na pewno bez przeczytania tej książki wkurzałby mnie krótki dystans, jaki jest np. w Egipcie, i owo charakterystyczne wrażenie „rozpychania się” tubylców 🙂
Andsolu, jeśli Boga szczerze kochasz, to może zadzwonisz do posła? http://gosc.pl/doc/877668.Zadzwon-do-posla 😉
Dobranoc Wszystkim.
Wroce jeszcze do rodzinnego tematu – Basia po tygodniu pobytu w Maroku doniosla: „a, dowiedzialam sie, ze bede miala rodzine” 🙂
Andsolu, właśnie taką kurację dotykową i rozluźnienie języka przeprowadziłam w ubiegłym tygodniu w Opolu. I to po 40 latach niewidzenia!
No tak, w niektórych kulturach dotyk jest ograniczony tylko do strefy intymnej, a w innych mieści się jeszcze w osobistej, a nawet społecznej. Ale poza tymi kulturowymi uwarunkowaniami są jeszcze własne neurotyzmy i zahamowania, które mogą u konkretnej osoby czy w konkretnej rodzinie odbiegać od średniej krajowej.
A wyrażanie uczuć przy pomocy jedzenia jest wcale nie takie rzadkie, zarówno w dotykowych, jak i bezdotykowych kulturach. Ale z tego wcale nie wynika, że wspaniała włoska kuchnia jest po prostu formułą zastępczą, mającą jakoś zaklajstrować nieumiejętność poklepywania i przytulania. 😉
Wando, a jakieś szczegóły co do Basinego mania rodziny podasz? 🙂
Link od Mar-Jo wstrząsnął mną do trzewi. Tylko 80% posłów w polskim Sejmie deklaruje się jako katolicy?
Nie do wiary! 😯
Jeszcze nie, jak sie dowiem, doniose 🙂
Donosy zawsze mile widziane. 😆
Mar-Jo wyraźnie chce mi zepsuć humor. Jakaś nieosobisty, beztwarzowy stwór zwany tam „Kościołem” stwierdza: „Ponieważ embrion powinien być uważany za osobę od chwili poczęcia”… Nie, nie powinien być uważany za osobę, a powinien być uważany za embriona. Tak samo jak ktoś, kto wypisuje te postulaty, nawet jeśli móżdżek ma niewielki, nie powinien być uważany za embriona a powinien być uważany za osobę. Która niech się u swego polonisty wyspowiada z grzechu psucia naszego i tak już niełatwego języka.
Kilka lat temu przychodzily do nas dzieci „uliczne”, tzn. mieszkajace na naszej ulicy. Male byly i mamrotaly, to nigdy nie bylismy w stanie zapamietac ich imion, a one uciekaly z domu, zeby siedziec pod nasza bramka i tarmosic naszego psa. Dlatego tez nosily dzwieczne miano PieNPi, czyli Przyjaciele Naszego Psa.
Staruszku,
wole tak
http://cowgarage.com/wp-content/uploads/2010/03/OPPOSUM-BABY-HANGING-BY-TAIL-2.jpg
Hmm… Poeta słowa umieszcza w tekście ironicznie takie nastawienie traktującym, ale gdyby to tak w oderwaniu wziąć, to coś w tym jest:
Pod nazwą Sztuki chronili dziwactwa swojej nudy
I strach codzienny mijającego czasu.
Nie powinien niezauważony przejść kolejny unik Trybunału Konstytucyjnego w sprawie Komisji Majątkowej. Ten skandal całkowicie i niezaprzeczalnie zawdzięczamy PO, która parła od lat do parytetów w miejscach, gdzie polityki winno być jak najmniej a najwięcej rozumu i zwykłej przyzwoitości. PiS ma równie wiele w tej sprawie za uszami i nic nie ma na swoją obronę. Jeżeli organ wyznaczający standardy prawne w państwie działa koniunkturalnie, w myśl wiatrów puszczanych przez polityków, to oznacza koniec tego państwa. Oświadczam, że jestem bezpaństwowcem.
Zeen, a może razem z Alienor poprosisz o azyl w Czechach? 😉
Sorry, na razie nic więcej w sprawie uniku nie napiszę, bo jestem zbyt marnie poinformowany i muszę doczytać. 😳
Popieram mordki! Dzieki nim unika sie wielu nieporozumien.
I popieram terapie dotykowa, oczywiscie na wesolo. My chyba w rodzinie stosujemy, czesto zamiast slow lapiemy sie za rece i popatrujemy sobie w oczki 🙂 Moj dorosly syn nie wstydzi sie oblapic mame i cmoknac w czolko, choc czasem bywa troche sztywnawy. Ale mu przechodzi.
W czasach dziecinstwa tradycja bylo wieczorne „skakanie po mamie”, kiedy to moje dosc duze juz bachorki wlazily do mojego lozka i zaczynalo sie gadanie o wszystkim. Czasem im sie zasypialo w tym lozku i mama szla na emigracje do innego pokoju.
Bardzo milo kiedys sprzedalam samochod: kupila go poprzez internet pewna pani orientalnego pochodzenia, mam wrazenie, ze Libijka lub Irakijka ( nie to bylo wtedy wazne !) i po zakonczonej transakcji, kiedy juz miala wsiadac do swojego-mojego auta, powiedziala: no to nalezy sie nam wielki uscisk. I padlysmy sobie „w ramiony”. Czylam sie jakbym ozenila moje auto 😉 Potem „wyprowadzilam ja z domu niewoli” jadac przodem, bo byla nietutejsza, potrabilysmy na pozegnanie i sprawa sie skonczyla. Ale sympatyczne wspomnienie pozostalo. 🙂
To nie ja potrzebuję azylu, teraz potrzebuje go instytucja państwa polskiego. Na razie wieje od niego gównem, ale wkrótce będzie wiało trupem.
Powiem Ci, lisku, tak.
Moze przyjsc taki dzien, kiedy Twoje drogi skrzyzuja sie z drogami Hydraulicznego Potwora Declana. Nie bedzie mial rogpw ani kopyt. Bedzie wygladal na zwyczajnego, rudawego i usmiechnietego Szkota. Poprosi Cie abys wydala mu swa ksiazeczke czekowa, wszystkie karty kredytowe, i wskazala mu droge do swojego banku.
Po tym go poznasz choc bedzie juz za pozno. Radze w tym momencie powynoscic do sasiadow wszystkie ostre lub w inny sposob niebezpieczne narzedzia, zaopatrzyc sie w przemyslowe ilosci scotcha i zadekowac sie gdzies w poblizu niemego telefpnu. Odtad Twoje zycie poswiecone bedzie czuwaniu przy telefonie. Przydatne sa karty do pasjansa – wyjdzie=zadzwoni Declan a jak nie wyjdzie=nie zadzwoni. I tak nie zadzwoni. Zato beda dzwonili rozni inni ludzie aby sie dowiedziec czy Declan zadzwonil. Powiedz im, zeby nie blokowali Twojego telefonu bo czekasz az Declan zadzwoni i byc moze wlasnie probuje sie do Ciebie dodzwonic. Popros tez aby ktos bliski dostarczal Ci co szesc tygodni farbe do wlosow bo nie chcesz aby Declan kiedy sie zjawi zobaczyl jak bardzo posiwialas czekajac, czuwajac przy telefonie i obalajac przemyslowe ilosci scotcha.
Po dwoch latach zadzwon do banku i zanoszac sie lkaniem popros o pozyczke na nowy bojler. Albo zadzwon do Mamy i wyznaj jej wszystko. Przyleci jak strzala z drugiego konca swiata i zaplaci za nowy bojler i nowego hydraulika.
Z nowym bojlerem odzyskasz zycie choc jeszcze nie raz obudzisz sie zlan zimnym potem sniac o Declanie, groznym Potworze Hydraulicznym.
I po co ja wlazlam w ten link… 🙁
Ide sie rozladowc dotykowo – wywioze smietniki 🙂
No tak, a teraz przeczytalam zeena, s..ugar! 🙁
Ide…
Ja bym tak tę Rp III określił: wprawdzie sprawy nie stoją dobrze, ale za to leżą wyśmienicie.
Heleno, a ja tak się starałem Liska przekonać, że jest nadzieja… 🙁
Aktualnie jestem bardzo rozładowana dotykowo.
Jakiś czas temu wróciłam z baaaardzo przyjacielskiego spotkania w najprzyjemniejszym miejscu na świecie, czyli w salonie kapitańskim najpiękniejszego statku na świecie, czyli Daru Młodzieży, który wielbię. My, Stare Dzwonnice śpiewałyśmy komendantowi specjalną balladę (wzruszył się, twardziel jeden!), trzej żeglarze z Bratniego Kraju (z tego jeden bodaj z Władywostoku) śpiewali przecudnie po swojemu na jakieś sześć głosów, opowieści dziwnej treści snuły się swobodnie. A potem wszyscy ściskali się ze wszystkimi – ech, chyba wstanę o świcie i pójdę im pomachać białą albo może niebieską (sinij płatoczek) chusteczką, jak będą odpływać o dziesiątej rano…
Ludzie.
Jaka ta fregata jest piękna.
Mamo moja!
I piękni ludzie na niej pływają, i pięknych przyciąga. Takich spotkań jakie dzisiaj mi się trafiło – nie zapomina się chyba nigdy.
Czego i Wam serdecznie życzę.
No, nie. Sadzilam, ze podnioslam liska na duchu.
Czy te polityczne córy Koryntu kiedyś znikną?
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kolejne-transfery-do-po-potwierdzam,1,4415009,wiadomosc.html
Przecież zwrot posiłku nie oznacza, że za niego nie zapłaciłem.
Tym razem PO, ale przecież to dotyczy wszystkich alfonsów.
Ciezko oderwac pysk od koryta, oj ciezko.
U nas sie kiedys tak jedna przetransferowala. Byla szefem partii demokratycznej, malej ale liczacej sie jako ten jezyczek u wagi. Przeszla do Labor, dostala pewne na 100% miejsce i… przegrala wybory. Ludzie jej nie darowali zdrady wlasnych idealow.
Partia jakis czas dychala, ale w koncu zdechla politycznie.
Ha, do wątku hydraulicznego i gazowniczego mogę jeszcze dołączyć swój – elektryczny. Kiedy wprowadzałam się do nowego mieszkania chciałam, żeby ekipa remontująca wymieniła całą instalację, no i zastosowała rozwiązania nowoczesne. Po kilku dniach prąd wysiadł. Przychodzili różni specjaliści, rozkuli pół przedpokoju, żeby coś tam sprawdzić, ale dalej było ciemno. Po jakimś czasie wyciągnęłam starą pamiątkową lampę naftową, bo przy niej lepiej się czyta niż przy świecach. Ale nie miałam komputera, bo nie bardzo można połączyć go z lampą naftową i nie miałam balii i tary, żeby uporać się z praniem. W końcu zwróciłam się o pomoc do starego przyjaciela, elektryka. Nie ma on nic wspólnego z wykonawstwem, nie ma „smykałki” do tego, zajmuje się projektowaniem instalacji w obiektach bardzo dużych, ale ulitował się nade mną, przytaszczył jakieś mierniki i po kilku godzinach stwierdził: to tu. Jakieś kable źle połączone, coś tam nie zaizolowane i jest styk, a nie powinno być, gdzieś tam odwrotnie, powinien być styk, a go nie ma, potem nadzorował „specjalistów”, żeby każdy obwód połączyli do odpowiedniego bezpiecznika. Nie wiem dokładnie o co tam chodziło, ale po 3 tygodniach wreszcie miałam światło i pomyślałam z rozczuleniem o moich prapradziadkach, którym musiała wystarczyć lampa naftowa wyciągnięta przeze mnie z piwnicy.
Mysle, ze nie masz racji, zeenie, stawiajac znak rownosci miedzy polityczna prostytucja a przechodzeniem z partii do partii. Mysle, ze prostytucja jest pozostawanie w partii ktora przestala odpowiadac moim oczekiwaniom i aspiracjom tylko dlatego ze zapewnia mi byt polityczny.
Polska arena polityczna stal sie slepa uliczka. Nalezy ja przemebblowac. Kluzik jest blizsza jednak PO niz jej wielletni czloner Gowin. A dla troglodyty Niesiolowskiego nawet partii w Polsce nie widze. Bylabym szczesliwa gdyby pozbieral manatki.
Klara, gdybym miala kiedy jeszcze wyjc zamaz, to musialby to byc hydraulik, elektryk ewentualnie weterynarz. Ile mozna byloby sobie nerwow zaoszczedzic z takim chlopem pod reka!!!
A temu Pieronkowi co sie stalo, ze wyglasza takie rewolucyjne hasla?
Dobra kultury nalezace do kosciola sa wlasnoscia spoleczna a nie hierarchow?
Jejku, jejku! Poslem chce zostac?
Ja wiedzialam co robilam. No co prawda nie wetrynarz, ale wszystko inne to jakby tak 🙂
Mam wątpliwości Heleno, bo do Kluzik czuję większą chyba niechęć niż do Niesiołowskiego. On od lat się prawie nie zmienia, a ona całkiem niedawno usiłowała nam wcisnąć nowego, odmienionego Prezesa. Teraz nagle jej się oczy otworzyły? Nie widziała, że to tylko maska? Dopiero, kiedy wyrzucił ją z PiS-u zrozumiała?
Hi, hi, hi, zgadzam się Heleno, jestem sama i postanowiłam nie zawieszać oka na nikim, kto nie ma jakiś przydatnych umiejętności :).
Zwierzaku, szczerze Ci zazdroszcze, zwlaszcz ze dwa w jednym. Holub go i niech mu wlos z glowy nie spadnie!
Mysle ze KluzIk napawde wierzyla ze udalo jej sie ucywilizowac chama z zoliborskiej inteligecji. Wiekszosc kobit tak juz ma: wierzy w Dobre Jondro Czlowieka. Znam tlumy kobiet ktore uwierzyly przed slubem ze wysusza alkoholika z nalogu, dziwkarza oducza gwalcenia pokojowek w drogich hotelach itd.
Dzien dobry 🙂
Heleno, Twoja historia z Declanem (serdecznie wspolczuje!) wyjasnila mi ze zachowanie moich gazownikow wynika z koniecznosci zachowania rownowagi w kosmosie. Po Declanie Ktory Nie Przychodzi nastepuje etap Gazownikow Ktorzy Przychodza Bez Przerwy. Mam wrazenie ze dostalam sie w petle czasu, w ktorej Gazownik Byl i (bez wzgeldu na wynik wizyty) Bedzie Jutro. Z opowiesci o Deklanie rozumiem, ze do wyrownania bilansu jeszcze troche to bedzie musialo potrwac 😯
Nie mniej serdecznie wspolczuje Klaro przezyc z elektrykami; groza. Przy okazji zrozumialam znaczenie pewnego bardzo pieknego obrazu :jest to kobieta ktora nie miala znajomego specjalisty od elektrycznosci…
Bobiku i Nisiu, trzeba uwzglednic Klare na liscie wierszowanych prezentow! Pewnie bedziemy sobie wzajemnie darowac korki elektryczne i rury do bojlera… 😀
Dzień dobry mówi ranna zmiana,
doczytałam nocne rozmowy i ubawiłam się przednio 🙂
Mordki jak najbardziej popieram 😆
Teraz idę na śniadanie, które codziennie mąż elektryk przygotowuje 😯
W ciągu dnia spróbuję sie do paru wątków odnieść, bo ciekawe bardzo.
Miłego dnia 😆
Dzień dobry 🙂
Lisku, wybacz, wiem że to bardzo nieładnie śmiać się z cudzego nieszczęścia, ale nie zdzierżyłam 😆
To jeden z „moich” obrazów. 🙂
Heleno,
spłakałam się ze śmiechu jak norka czytając Twoją historię przygóg z Declanem.
Mam nadzieję, że Twoje wspomnienia, nie tylko declanowskie, ukażą się drukiem. O co Cię proszę i czego szondam 😉
Żal by było takich pysznych anegdot i wysokokaratowego talentu pisarskiego 😎
Oderwałem mordę o koryta, czyli zjadłem śniadanie, by zajrzeć do blogowych psów. Wcześnie było, bo me psy mają taki zwyczaj wtykania mordy we mnie wczesnym porankiem. Od tylu lat sądzą, że to świetny pomysł na dobre przebudzenie 🙁 A ja nawet nie mam siły im wytłumaczyć, że nie, ale może to obejmuje obowiązek wetkania mordy w nie, a tak nisko to nie będę się schylał, leżąc na łóżku.
Tak, zgrozą powiało remontową…. przy którymś remoncie doszedłem do wniosku, że nie można tak skomplikowanych rzeczy jak elektryka powierzać elektrykowi. Droga zrozumienia była szybka — kiedy wezwany elektryk do niezłego spięcia wywołanego panami od walenia młotami po ścianach doszedł do wniosku, że należy wyburzyć pół ściany, grzecznie wypchnąłem go za drzwi, wetkałem paluchy w newralgiczne miejsce i po krótki zajarzeniu od zwracia obwodu znalazłem przerwane przewody.
Ja myślę, że ta pani na obrazie La Toura to już jest w dobrym miejscu remontu, by wziąć sprawę w swoje ręce. Proszę popatrzeć, jak ma podkasaną spódnicę. Znaczy, po elektryku (świeca) już był i hydraulik.
Tadeusz,
czy Ty aby nie sugerujesz czegoś niecnotliwego 😯
w piątkowy, znaczy się postny, poranek? 😳
Nie ma zmiłuj, muszę się zabrać za sprawdzanie prac egzaminacyjnych 👿
O transferach nie bardzo mogę, bo mi się niecenzuralny bulgot wyrywa. Jestem wściekła na PO, że radośnie przygarnia ludzi koryta.
Pani Kluzik doprowadza mnie do furii. Nie Heleno, ona nie uwierzyła. Wtedy nie widziała i nie słyszała, teraz też nie widzi i nie słyszy co się dzieje np. pod namiotem. To takich ludzi jak ona należy otoczyć kordonem sanitarnym.
Dzień dobry 🙂 Jedna z moich świętych zasad mówi: żadnej polityki przed śniadaniem, więc niech poczekają Kluzik, Rostkowska, a nawet cały Trybunał Konstytucyjny zusammen do kupy. Najpierw bułka z szynką powszednią. 😛
Klara w prezentowaniu była uwzględniona, ale to ona niosła w prezencie włócznię. Niemniej jednak nie widzę przeszkód, żeby nie miała jej po drodze wykorzystać do przygwożdżenia jakiegoś elektryka bądź gazownika. 😈
Grzeszenia z La Tourem stanowczo odmówiłem w wersji podanej przez Liska, bo podczas grzesznych czynności wolę już sobie nadwerężyć kręgosłup niż wzrok. Pogrzeszyłem tutaj. 🙂
Faktycznie, wygląda na to, że był już elektryk, hydraulik, a nawet gazownik. Ten ostatni naraził się chyba najbardziej, sądząc po jego spoczywającej na kolanach klientki resztce. 🙄
Bobiku, dziękuję za żel na wąsy, dopiero teraz przeczytałam wpis z 7 czerwca.
A do śniadania przeczytałam sobie to: http://www.spiegel.de/wissenschaft/mensch/0,1518,766643,00.html
bo łudziłam się, że może to dotyczy totolotka
Haneczko, dobrze ze sie usmialas, to pomaga i mnie 😀
Jeszcze o specjalistach. Hydraulika mam nietypowo wrecz cudownego – mowi malo, robi duzo, sprzata po sobie, przychodzi od razu, diagnozy stawia dokladne, czesci i przyrzady kupuje sam najlepszej jakosci, dodatkowych specjalistow gdy czegos nie potrafi sam sprowadza, bierze niedrogo, jest delikatny w zachowaniu i uczciwy do szpiku. Z ubogiej i prostej rodziny, dostepu do edukacji nie mial wiec wpierw pracowal jako pomagier w sklepiku, potem wyuczyl sie rzemiosla i pracujac 20 lat rzetelnie i bez skrotow doszedl do ladnego mieszkania z ogrodem pod miastem i dobrego samochodu. Nawet pies jest, bo synek chcial, a ojciec mimo ze sie boi i mimo zastrzezen ze pies ma byc „zewnetrzny”, argument ze „psu smutno samemu na zewnatrz” przyjmuje ze zrozumieniem i wpuszcza… Jego z kolei spotkanie z niekompetencja wygladalo inaczej. Pewnego dnia przyszedl odetkac jakas rure z mina wyjatkowo przybita. Zapytany, opowiedzial ze dziesiecioletni synek grajac w pilke zlamal kosc w dloni; ortopeda w przychodni przeswietlil i orzekl ze kosc sie przesunela i trzeba operowac zanim zacznie sie zrastac bo inaczej dzieciak bedzie mial ograniczone pewne ruchy dloni. Potem dlugo gips i fizjoterapia. U. byl tym roztrzesiony bo do uszkodzenia reki dziecka dopuscic nie chcial, ale operacji sie bal, i od paru dni sie gryzl.
Poradzilam by poszedl na prywatna konsultacje do b. dobrego ortopedy, podalam pare nazwisk i sprawdzilam ze w jego ubezpieczeniu ma nawet prawo do zwrotu kosztow wizyty, o czym w ogole nie wiedzial. Potem uslyszalam jak poszlo: U. z synem weszli do [dobrego] ortopedy, ten zerknal na przeswietlenie, wzial dziecko za reke, jednym mocnym ruchem ustawil kosc i zawiadomil ze moga isc do domu bo sprawa skonczona, operacji nie bedzie. Jeszcze miesiac potem U. ze zdumienia wygladal tak 😯
Dzień dobry, 😀
przepraszam za wrzutę nocną. 😕 Ale przecież te telefony do posłów to jest bezwzględny gwałt! Andsol ma rację, trzeba wypowiedzec konkordat!
Za dużo we mnie się zebrało: Natanek, egzorcyści, telefony do posłów…. Kiedy doczytałam, że średni nakład „Gościa niedzielnego” w 2010 roku to było ok. 200 tyś. egz , to mnie zmroziło!
No, trudno – śniadanie zjedzone, trza się brać za politykę. 🙁
Też mi się trudno zgodzić z Heleną, że w obecnych transferach przedwyborczych nie ma niczego złego. Przecież każdy głupi widzi, najgolszym nawet okiem, że one z poglądami i uczciwością nic nie mają wspólnego: chodzi o władzę i koryto.
Owszem, dramatyczna zmiana poglądów się zdarza i wtedy rzeczywiście byłoby nieuczciwością pozostawanie w ugrupowaniu, które te poglądy reprezentuje. Ale na czym miałby ten „ideowy dramat” polegać np. u Kluzik-Rostkowskiej? Na jakież to kluczowe kwestie patrzy ona inaczej? Rynkowe? Socjalne? Stosunku państwa do KK? Polityki zagranicznej? A może podziału dochodu narodowego?
Guzik, zmienił się wyłącznie jej pogląd na prezesa PiS i na szanse wyborcze PJN. I tak jest właściwie u wszystkich transferowców. Patrzą, z której strony wiatr wieje, a nie gdzie by uczciwość nakazywała.
Czy pani JK-R od początku nie wiedziała, że jej bliżej do PO niż do PiS-u? Wiedziała i nawet jakoś – mętnie i nieprzekonująco – ze swojej obecności w PiS-ie próbowała się tłumaczyć, ale o co naprawdę biegało, było i tak jasne: tam jej zaoferowano lepsze warunki. Czy po „odkryciu prawdziwej twarzy Prezesa” nie wiedziała, że w gruncie rzeczy jej naturalną niszą ekologiczną byłaby Platforma? Wiedziała, ale myślała, że PJN-em więcej ugra. Czy teraz nie wie, że jej kolejna wolta może wywołać głębokie zniesmaczenie? Ależ wie, tylko ma to gdzieś, bo to nie moraliści zapewniają dostęp do stołków.
Myślę, że wielu wyborców te transfery zwyczajnie brzydzą, bo nie ma żadnych wątpliwości, z jakich się odbywają pobudek. I nie powiem, że nie miałbym obywatelskiej satysfakcji, gdyby tych wyborców było dostatecznie dużo, żeby JK-R i jej podobnych w ogóle wykosić z konkurencji. 👿
Zeen – czy w sprawie skandalicznej decyzji TK na temat KM mógłbyś podrzucić jakąś linkę? Cosik to przegapiłem i teraz nie wiem, gdzie szukać. 😳
Irek 8 czerwiec 11, 11:58
Witam 🙂 Z dzisiejszego przeglądu prasy http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9746271,TK__Dzialanie_Komisji_Majatkowej_czesciowo_niekonstytucyjne.html
Tu jest ten link. Są jeszcze inne. Zaraz je znajdę
Tu masz, Bobiczku:
http://wyborcza.pl/1,76842,9751025,Komisja_Majatkowa_nieoceniona.html
http://wyborcza.pl/1,76842,9751025,Komisja_Majatkowa_nieoceniona.html
Łajza, ale przynajmniej podaliśmy różne linki – Irek informację, ja komentarz 🙂
Widzę że się prześcigamy w uprzejmościach wobec Bobika 🙂
Dziękuję bardzo i równie uprzejmie, nie chcąc nikogo faworyzować, ogłaszam, że w wyścigu pierwsze miejsca zajęli Dora i Irek ex aequo. 😆
Buuuu… Rzeczywiście, od tego krętactwa Trybunału Konstytucyjnego rzygać się chce. 🙁 👿
Że państwo jest w Polsce słabe, to wiadomo nie od dziś. Ale też powiedzmy sobie, że państwo ani się samo nie tworzy, ani nie przekształca. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi – kształt państwa zależy od ludzi. W praktyce, w największej mierze od polityków, od władzy. Ale z kolei w demokracji ta władza jest z wyboru, czyli jej z kolei kształt zależy od wyborców, od społeczeństwa.
I w ten sposób latam w kółko za własnym ogonem, poszczekując rozpaczliwie „chcieliście Polski, no to ją macie…” 🙄
Ale mnie nikt nie pytał… chcę czy nie.
Tadeuszu, drzewiej jeszcze gorzej bywało, bo większość – również niepytana – nie miała praktycznie żadnego wyboru. A teraz, jak się nie chce, wystarczy jakiegoś fachu się wyuczyć, na przykład hydrauliki i wybrać Irlandię, Francję lub Niderlandy. 🙄
Wiem, poniekąd robię sobie jaja z pogrzebu, ale w tej chwili nie stać mnie na nic więcej niż wisielczy humor, bo kawa mi się skończyła. 🙁
A poza tym, Tadeuszu, nie wszystko się wybiera. Po prostu się ma.Śwagra, brata itd. i trzeba z tym jakoś żyć.
Polecam również w tej sprawie w „Polityce” Juliusza Ćwielucha ” Zryw ostatniej szansy” http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9760328,Pomnik_Chrystusa_stoi_nielegalnie__I_co_teraz_.html
Ranyboskieiświęcianieli, czy z tego przypadkiem nie wynika, że Jarosław K. jest moim śwagrem? 😯
Powiedzcie mi szybko, że coś poknociłem, bo ciarki zaczęły po mnie łazić jak niewytrute pchły. 🙄
Mmmm, to jakaś głęboka mądrość…. no nie wybierałem być łysy…, ale mogę wybrać nie być (peruka)! Bo te koneksje rodzinne to ino konieczność kulturowa. Czyli jest to mądrość, z której wybrnąć się da!
Tak, hydraulika pociągająca, ale mnie nie idzie, jednak w którymś momencie mędrkuję…
Tu i jaj nie starczyło, bo jednak muszę te prace czytać. Jakoś ponuro…. 🙁
I jeszcze w sprawie Komisji Majątkowej http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1516672,1,tk-zamknal-sprawe-komisji-majatkowej.read
Bobiku,wprost to na szczęście nie wynika, ale
Ale Jarosław, choć szwagier całego narodu, to jednak do psa nie bardzo podobny…
Ale Wy ponure rzeczy czytacie, o, tu coś weselszego: kombinezon, dzięki któremu mężczyzna może poczuć jak to jest być w ciąży
http://www.newscientist.com/blogs/nstv/2011/06/future-of-virtual-reality-what-pregnancy-feels-like.html
Hm.
Czy mdłości, bóle kręgosłupa i parcie na pęcherz ten kombinezon też załatwia? 🙄
Widzę, że się jednak nie odponurzę bez kawy. Chyba muszę po nią skoczyć.
No wszystkiego na początku się nie da. Myślę, że niedługo kombinezon będzie się wstawiało do faceta, nie faceta do kombinezonu. I będzie dobrze!
Przyjaciółka z Ukrainy podesłała mi kiedyś taką linkę:
http://www.youtube.com/watch?v=Sae7XLQtr0g
Українських депутатів називають піаністами.
Kto nie wie dlaczego, niech zerknie w powyższą linkę.
Słaba to pociecha, że gdzie indziej mają gorzej….
A wy mi zawsze to robicie na noc! I jak ja mam z tym otwartym nozem spac ?
Zwierzaku,
śpij dobrze:
http://www.youtube.com/watch?v=_xDuAL-zixQ&feature=related
Pora może już niekawowa, ale widzę bardzo dobry powód, żeby jednak się kawy napić – ja ją już mam! 😀
Bardzo chętnie się przysiadę. Dzień miałam niezwykle pracowity i zasłuzyłam na odpoczynek 💡
Co więcej stawiam coś do kawy, ponadto serwuję pasztetówkę w ilościach dowolnych, salmony i w trzech smakach drób.
A wszystko to na okoliczność, jaką mi sprawiło sprawdzanie prac egzaminacyjnych. Praktycznie wszyscy zdali 😯
Procent dwój niewielki. A to mnie cieszy, bo po pierwsze zawsze przyjemnie widziec efekty własnej pracy. A po drugie czeka mnie znikoma ilość egzaminów poprawkowych 😆
Zatem proszę składac zamówienia 😎
Ja proszę o pasztetówkę w ilościach dowolnych.
Jotko, są jednak studenci, którym się chce! Moje Starsze też zdawało dzisiaj egzamin. Poszło bardzo dobrze, w nagrodę na trzy dni przyjeżdża do domu. 😀
Ja bym sobie chętnie zamówił, żeby German Wingsy dalej latały z Dortmundu do Krakowa. Ale już, jak się okazało, nie latają. 🙁
No to przynajmniej żeby ten cholerny Wizzair z Dortmundu do Katowic nie wylogowywał bez uprzedzenia, po godzinie wypełniania formularza. 👿
Też się nie da? No to przynajmniej na pasztetówkę się rzucę, żeby przeszła mi chęć do utrupienia kogoś albo siebie. 😕
Ja się nie zgadzam z jotką, efekty własnej pracy są jak człowiek bierze studenta- denata i za nic daje mu piątkę. A jak student sam sobie na 3+ zarobił, to są efekty jego pracy.
Co do wybierania i mania, Irku, to Chesterton kiedyś pisał (nie pytaj mnie gdzie, bo chyba wszystko jego czytałem), że rodzinę samemu się wybiera (domyślam się, że mamę i tatę też), natomiast sąsiada Pan Bóg daje.
Mam kłopoty ze zrozumieniem stanu posiadania pana U. z opowieści liska. Jeśli ma on już psa, to po co mu jeszcze dobry samochód? A może pies wybrakowany i nie galopuje?
Andsolu, sniegu za malo, na psich sankach do pracy nie dotrze 😀 Ewentualnie wielblad…
Już podaję, już podaję 🙂
andsolu,
no to niech będzie fifty – fifty, ja uczyłam, student uczył się i razem zapracowaliśmy na sukces, może być ? 😉
Muzyka nieszczególna, ale obrazki – cudo.
Wnoszę składkę członkowską do TPPR:
Certezas – Mário Quintana
http://www.youtube.com/watch?v=F3prZ7CJfA4&feature=related
Mar – Jo,
złóż, proszę, starszemu gratulacje 🙂
Można wiedzieć co studiuje?
Kochani, mam malą prosbe.
Co prawda chyba nie mamy wśród aktywnych blogowiczów nikogo z Holandii, ale może ktos w Was będzie umiał mi pomóc. Poszukuje mieszkania/pokoju w Amsterdamie od września do listopada ( trzy miesiące) dla mojego Dziecka Młodszego, które jedzie do tego pięknego miasta na staż. Dziecko spokojne, niepalące i wypłacalne. Jesli ktos coś wie to bardzo prosze o inf.
Jotko, Starsze studiuje w Akademii Muzycznej w klasie skrzypiec. Kończy drugi rok studiów. 🙂
Mar – Jo,
gratulacje 🙂
Żono,
jedyne co Ci mogę w tym momencie doradzić to wejście na blog Owczarka Podhalańskiego. Tam pisuje Ana, Polka od lat mieszkająca w Holandii. Bardzo sympatyczna osoba. Wprawdzie nie zauwazyłam jej wpisu od 26 maja, ale to nie znaczy, że nie czyta. Może będzie umiała Ci pomóc. A Amsterdam jest rzeczywiście piękny.
Dzięki Jotko, na blogu Owczarka nigdy nie pisałam, wiec trochę nie mam śmiałości sie wpychać z prywatną prośbą…
Zerknąłem w net i stwierdziłem, że można w ten sposób szukać mieszkania czy pokoju studenckiego. Znalalazłem np. taką stronę gdzie się wypełnia formularz i dostaje przegląd ofert w Amsterdamie:
http://www.starteasyliving.com/deutsch/pages/wg-zimmer-amp-wohnung-in-holland/wg-zimmer-in-amsterdam.php
Strona jest wprawdzie po niemiecku, ale na pewno jest trochę takich po angielsku. Może to parę groszy kosztuje, ale za to ma się wybór.
Sam, niestety, nikogo w Amsterdamie nie znam.
Dzieki Bobiku, Dziecko sie troche boi internetowych ofert, bo slyszała ,że jest sporo naciągaczy i mozna stracić okrągłą sumę..Ale jej przekażę.
Sprawdż pocztę.
vitajcie! nie pisałam dawno bo byłam bardzo zajęta 🙂 Nie bradzo wiem Bobik o czym ten tekst pt. Pułapka ? Czy o pogrubieniu ..hmm ? 🙂
jakoś w nie bardzo dla mnie jasny sposób rozumiem stan mojego obecnego pogrubienia. Nawet troche jestem z tego zadowolona jednak obawiam się że bedzie mi trochę ono przszkadzać w robieniu kariery artystycznej. Chyba muszę troche poluzowć 🙂
Bobiku o czym teraz rozprawiacie bo nie bardzo mogę sie połapać ?Gdzie jest Teresa Stachurska? Brakuje również innych . Domyslam się że to z mojego powodu. … 🙂 :):)
ide spać . Pa 🙂
jotce i „jotkowi” za wytrwalosc 🙂 😀 😆
ja zwolennik „zwiazku partnerskiego” do Waszego 42lecia mam
jeszcze wieki cale 🙂
wznosze wiec toast 😀
Staruszku, wyświetlany tekst Quintany jest tutaj:
http://pensador.uol.com.br/certezas_mario_quintana/ .
To mój ulubiony poeta. Trochę go poprzekładałem, jest w blogowym archiwum, ale trzeba będzie wrócić do tej zabawy. I napisać nieco o nim samym. Nieprzeciętny człowiek. Niestety, umarł w sporej nędzy.
Jotko, ależ ja się tylko droczyłem. Dlia poddierżki adrienaliny. Tylko Ty wiesz czy zasługujesz jak śliwowica paschalna na 70% czy też na mniej.
Rysiu,
dzięki 🙂
żono,
napisz, że „przychodzisz” z blogu Bobika. Z pewnością bedziesz mile przywitana.
andsolu,
ja się bardzo lubie z Tobą droczyć …
zona , wlasnie brne przez „Milosz” Franaszeka, jest tak gruba i ciezka ze niestety do S-Bahnu wziac nie wezme 😉
kolezanka Heleny, Anna Frajlich popelnila ksiazke o Miloszu, mila i
serdeczna…
„Czeslaw Milosz. Lekcje” (wydawnictwo FORMA
jotko, zawsze 🙂 😀
Ranna zmiana się odmeldowuje.
Dobranoc 😆
masz rację Rysiu, na podróż Franaszek sie nie daje, nawet na leżąco sprawia pewne trudnosci! Ale jestem pełna podziwu nad jego pracowitością, rzetelnościa i stylem pisania!
HELENA , mam dla Ciebie ksiazke Anny Frajlich „Laboratorium”, bardzo mile opowiadania, jestes tam, Tata, Renata i inni Tobie znani
czy wystarczy ze wysle do Bobika???
Jotko, no nie wiem… Ale może się odważę…
rysiuberlinie do mnie wyslij.:) 🙂 🙂 Wiem! ten tekst jest o osobie która ładnie się wyraża i ładnie ubiera zna się na wszystkim np. na innowacyjności i umie o tym opowiedzieć. Tak, to pułapka. To sieć. Problem polega na tym, że wewnetrznie jest się innym .?. Gdyby tak nie było , doskonałość była by przyjemnością … 🙂 Tak więc Bobiku kim jesteś sam dla siebie oto jest pytanie ::::) 🙂 a zarazem odoowiedż 🙂
pa!
Rysiu, jak mogłeś tak przepaść bez wieści 👿 Palpitacje mi brykały 👿
Ana z blogu Owczarka, o ile pamiętam, jest z Goudy. Ale może ma w Amsterdamie znajomych.
Ja jednych miałam, ale przenieśli się do Zgorzelca, miałam też innego, tj. jeszcze mam, ale dawno nie miałam kontaktu.
Gratulacje dla Starszego Mar-Jo 😀
Oto kawałek onegoż:
https://picasaweb.google.com/PaniDorotecka/Katowice28Czerwca#5488114856431908594
Haneczka 23:29, sto razy 😳 nigdy wiecej 🙂
ponadto, brykajacych licho nie zdybie 😀
Jarzebinko, chetnie wysle i Tobie, przywiozlem ze Szczecina niestety tylko dwie, na polke i dla Heleny 🙂
Dziękuję, Pani Kierowniczko. 😀
Starsze już dojechało, zjadło i buzia się nie zamyka…
A Młodsze jakie szczęśliwe! 😀
Jutro nam zagrają.
Nacht Bobikowo 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=D86F7zs2aIY
Taki kawałek to raczej na dzień dobry 🙂
Ale fajnie, że ryś wrócił! 😀
Gratulacje dla Starszego, wyrażenie radości z powodu pokazania się Jarzębiny i Rysia, zapisanie Staruszka do TPPR, kołysanka dla porannej zmiany… Na pewno jeszcze to i owo miałem załatwić, ale chwilowo nie nadążam. 😉
Rysiu, moim zdaniem książki dla Heleny zawsze mogą iść przeze mnie. Przeczytam i podam dalej. 🙂
Nie mam wprawdzie pewności, że Helena też będzie mojego zdania, ale szanse są duże. 😀
Mar-Jo 😀
Jutuby od Rysia to mi się przynajmniej zawsze otwierają i żadne Sony się z nich nie szczerzy. 🙂
„Miłosza” zamówiłam. „Laboratorium” spróbuję kupic w poniedziałek w wydawnictwie. Rysiu, dzięki!
Dobranoc Wszystkim. 😀
Mar-Jo,
jak to pieknie miec grajace dzieci! 🙂
Kiedys jako calkiem male dziecko w powojennej Polsce, bardzo chcialam grac na pianinie i na wizyty u znajomych rodzicow latalam chetnie, bo owe pianino posiadali i moglam sobie wygrywac tym jednym palcem rozne melodyjki. Az namowili oni mame na zapisanie mnie do szkoly muzycznej obiecujac udostepnoianie indtrumentu bez ograniczen. Poszlismy do tej szkoly, na cos w rodzaju egzaminu. Bylam sztywna z przejecia i ze starchu, ze moze mnie nie zechca. No i faktycznie nie zechcieli… pani po wyslychaniu mojego drzacego spiewu powiedziala: sluch to ona ma, ale spiewac nie potrafi, nic z niej nie bedzie. No i zalatwila mnie na perlowo. Przestalam grac i calkowicie przestalam spiewac. geba tylko ruszalam na lekcjach w szkole, zeby sie nie czepiali.
Dopiero po latach zdalam sobie sprawe jak bardzo mnie skrzywdzila. Pozbawila mnie podstawowej radosci kazdego czlowieka: muzyki i spiewu.
Przed laaaaty w „Przekroju” był taki dowcip rysunkowy z jakiegoś amerykańskiego pisma: na przyjęciu pan opowiada rozmówczyni „zawsze chciałem zostać pisarzem, ale nie mieliśmy w domu maszyny do pisania”. 😀 No więc ze mną było podobnie – zawsze chciałem grać, ale nie mieliśmy w domu pianina (inny instrument z niewyjaśnionych przyczyn nie wchodził w grę). Ale przynajmniej radości śpiewu nikomu odebrać sobie nie dałem. Póki głosik…hmm…nie przepalił się ze szczętem, zawsze sobie jakiś chór znalazłem, w którym mogłem wypuścić nuty z pierwsi. 🙂
A w wirtualu to nawet za wybitną artystę wokalną się zostałem, z własnego nadania zresztą. 😈
Och,Rysiu, jak sie ucieszylam, ze masz dla mnie Laboratorium! Wyobraz sobie, ze kilkakrotnie usilowalam zamowic je sobie z roznych ksiegarni internetowych jeszcze przed wyjazdem do Ameryki, ale wtedy jeszcze nie mieli ksiazki na skladzie. W koncu Ania sie ulitowala i pryslala mi xeroxy stron na adres Mamy.
Tytulowe laboratorium faktycznie z okresu gdy Ania pracowala u mojego Ojca, z ktorym byla pozniej wiele lat bardzo zaprzyjazniona, a po Jego smierci posiwiecila mu piekny wiersz Nad zatoka. W opowiadaniu przewija sie wielu naszych lub moich przyjaciol.
Ale ja tez w ksiazeczce wystepuje, jako bohaterka snu Narratorki (Proste rownolegle) Wiele lat temu (35?) zamiescilam je w tygodniowym dodatku do nowojorskiego Nowego Dziennika, gdzie regularnie ukazywaly sie wiersze Anny Frajlich.
Dzieki Ci, Rysiu. Oczywiscie mozesz przeslac do Bobika.
Mnie taki blogowy obieg książek w przyrodzie jakoś zachwyca, chociaż w tej chwili nie umiem do końca sformułować dlaczego. No, zachwyca i już. 🙂
Taka przesłana poprzez blog książka ma dla mnie całkiem inną jakość niż kupiona czy wypożyczona. Wzrusza. Grzeje. Zamyśla. Łączy. I cieszy jak nie wiem co. 🙂
Pył z chilijskiego wulkanu zapaskudził niebo nad południową Brazylią, samoloty uziemnione we Floripie i w paru innych miastach. Linie lotnicze rżną durni, nie dają nic niedoszłym pasażerom, ani taksówki, hotelu czy obiadu. Ale Brazylijczycy wyraźnie wyszli z etapu klientów-owieczek i chyba sypnie się żądaniami odszkodowań.
A z radosnych wieści to nakaz aresztowania żony przewodniczącego (prefeito) prawie milionowego miasta Campinas w stanie São Paulo. Cieszy nie to, że chcą kogoś posadzić, ale to, że to nie te czasy gdy tylko złodziej kur szedł do aresztu. Paniusia (pracująca w gabinecie męża) wymyśliła sprytny schemat na fałszowanie licytacji publicznych, no ale właśnie czasy się zmieniają i możni też możnią być w ciupie 🙂
Ranna zmiana wita, dzień dobry 🙂
Tylko czy ona będzie dobry, jak tu do południa większość śpi, potem spraw pilnuje i nocą dopiero pogaduszki się zaczynają, kiedy ja już śpię. To kiedy mogę z Wami pogadać? A taki dzień bez koszykowych pogaduszek, to czy on może byż dobry? 🙄
Tak, Bobiku, o czymś zapomniałeś. Ja zresztą też. Teresa Stachurska nie dostała prezentu. Dopiero jarzębina o niej przypomniała 😳
Blogowe przesyłanie książek bardzo mi się podoba.
andsolu,
to się powoli wszędzie będzie zmieniało. Z naciskiem na powoli. Wszak świat globalną wioską.
Jotka sobotnioporannie bryka przez dzien 🙂
inni spia, a ja po – uwaga Bobiku – myciu ogorkow na
kwaszenie!!! sezon rozpoczety 🙂 😀
brykam fikam
Dobrze, że wróciłeś Rysiu, bo już trudno mi było wyrobić samej na tej rannej zmianie 😉
Dzien dobry, 😀
faktycznie, dobrze jest miec grające dzieci. Zwierzaku, ja też bardzo chciałam grac na pianinie. Tata obiecał, że kupi mi pianino jak wygra w totka (grał co tydzień).Ale nie wygrał.
Były w domu inne instrumenty (mandolina – wielka przedwojenna miłośc mojego Ojca; co On na niej wygrywał!, gitara, flet prosty),na nich grałam – chodziłam do ogniska muzycznego.Śpiewałam w bardzo dobrym chórze.
Ale do pianina „dorywałam” się w każdym możliwym i niemożliwym miejscu. Kiedy kupiliśmy pianino dzieciom i postawiliśmy w miejscu, w którym miał stac „mój” instrument, to się pobeczałam.
Śpiewac nadal bardzo lubię ,aczkolwiek mam świadomośc , ze już chyba nie powinnam… 😀
Dzień dobry 🙂
Widzę, że peerel ciasnymi mieszkaniami i równym dzieleniem biedy niejedną wspaniale się zapowiadającą karierę pianistyczną załatwił. 🙄
Aż dziwne, że w tej sytuacji nie było podówczas w kraju najlepszej pod słońcem ekipy flecistów abo harmonistów ustnych. 😛
Jotko, Ty się skarżysz? A co mają powiedzieć ci, którzy na jakichś antych podach mają dzień z nocą dokładnie odwrotnie i jeszcze muszą pisać komentarze wisząc głową w dół? 😯
Polska poranna zmiana, choć doceniam jej trud i znój, ma jednak w porównaniu z tym Kanadę. 😀
Rysiu, uniewinnione ogórki kisić możesz, tylko kiełków żebyś mi się nie ważył! 😎
Dzien dobry 🙂
Witaj wracajacy Rysiu 😀
Mar-Jo, czy jest moze gdzies na youtube nagranie choru w ktorym spiewalas?
Żądanie, żeby również możni bekali za swoje czyny, jest w zasadzie słuszne i sprawiedliwe, ale czasem potrafi przybrać formy potworne. Niedawno czytałem, że w Chinach, na fali rozprawiania się z „rozwydrzonymi dziećmi elit”, skazano na śmierć chłopaka, który przejechał kobietę autem, a ponieważ przeżyła, dobił ją nożem, żeby nie mogła zapamiętać jego numeru rejestracyjnego. A skazano go pod wpływem milionów żądań kary śmierci na twitterze. Owszem, czyn tego faceta był straszny, ale on sam był bardzo jeszcze młody, dotychczas niekarany, rokował duże nadzieje na resocjalizację. Nie dano mu szansy, bo w naród poszła wieść – nieprawdziwa – że jest bogatym synem prominenta.
A zapłacił tak naprawdę za postępek rzeczywistego prominenckiego synalka, który też zabił kogoś autem i jeszcze się odgrażał aresztującym go policjantom, że to oni bekną, nie on, co wzbudziło powszechne oburzenie i żądzę dołożenia „elitom”.
Prominencki synalek dostał 6 lat, na tym drugim wyrok wykonano.
No, dobrze, dobrze, przestaję się skarżyć, ale tylko z powodu niechęci do pisania wisząc głową w dół 👿
Wyjaśniło się. Już wiem, Jotko, na co Ci były te motki od Jarzębiny. 😆
Jarzębina mknie do Jotki,
niosąc wełny cztery motki,
Jotka zaś wąchając berga-
motkę z motków w mig wydzierga
sweter z wełny owcy górskiej
i Teresie da Stachurskiej. 🙂
A co ja będę z tego miała, no co? Poza robotą? 👿
Ja tam ciągle zezuję w stronę miski pełnej diamentów, która się dostała liskowi 😳
No bo niby po co lisu diamenty? No po co? 😯 🙄
Jotko, zareczam ze dam sobie rade 😉 😀
A zajrzyj moze do blogu Andsola w sprawie przykazan 😀 😀
No, nie wiem lisku! Wiadomo, że najlepszym przyjacielem kobiety są diamenty, psa pasztetówka, a liska …? 🙄
Ja wpis andsola już czytałam i wszystkie komentarze też. Dzisiaj jestem trochę w biegu. Za chwilę idę na manicure i takie tam – na wypadek, gdyby mi się jednak te diamenty przytrafiły 😉
Potem jedziemy na dużą imprezę rodzinną.
Na jutro nie mam żadnych specjalnych planów. Będzie więc zajęcie, jak znalazł. Zwłaszcza, że jutro święto Zesłania Ducha Świętego, czyli Zielone Świątki. Warto trochę pomyśleć o sprawach ducha. A sklepy i tak zamknięte 😉
Nie pożądaj, Jotko, liskowych diamentów,
może Cię znielubić Pan B. do imentu.
Ze swego lokalu da Ci wymówienie
i się z Ciebie zrobi nieboskie stworzenie. 😯
Bobiku Mar-Jo i Wszyscy, którzy kiedyś mieli głos operowy, a teraz mają inny. Zawsze zostaje nam jazz lub kabaret. No bo swing wrodzony mamy i wdzięk tyż.
Na scenę, na scenę, kochani!
http://www.youtube.com/watch?v=R-xzfwDAn1I
Nie próbuj Bobiku, jakby co do czego,
mocno pasztetówki pożądać bliźniego.
Pan B. nogą tupnie o samiutkim świcie
i za karę ześle na cię pieskie życie. 😯
Nie pożądaj, Nisiu, scenicznej kariery,
choćby podpuszczały Cię Twoje terriery.
Pan B. oczkiem strzeli, rączki chytrze zatrze
i się nagle ockniesz w spalonym teatrze. 😯
Jotko, te na pewno nie 🙂 Ale w wirtualnym swiecie znajdzie sie i druga miska…
Nie pożądaj, Lisku, krukowego sera,
zaraz ktoś rozbębni, że z Ciebie przechera.
Pan B. się nachmurzy, rękawy podwinie
i ciupasem wyśle Cię gdzieś na pustynię. 😯
Bobiku, sceniczna kariera dla utalentowanych chyba jak najbardziej.. ?
http://www.youtube.com/watch?v=X1wON-tWm5g
😀
A ja jestem zachwycona krużgankami 🙂 Rękawiczki zaniosłam Monice bez zwłoki, bo białych używa często, choć bardzo subtelnie 🙂
Nie szkaluj, Bobiku, Pana B., broń Boże,
bo Pan B. nielicho przyłożyć Ci może:
jak się zepnie w sobie i natęży główkę,
usunie ze świata całą pasztetówkę!
Haneczka mądrzejsza ponad inne Hanki:
nie każdy mieć może tak piękne krużganki.
Nie zaglądaj w zęby konia ci danego,
ciesz się tym, coś dostał, niewdzięczny lebiego.
Bobiku, mowisz ze kruk mi to zalatwil? 😆
Nisiu, poprawiłem Ci na własną łapę rytm, który w jednym miejscu się sypnął. Mam nadzieję, że mi wybaczysz ingerencję. 🙂
Nie kruk, Lisku, tylko pożądanie. 😈
Chcoć i tego, że kruk doniósł, wykluczyć nie można. 😉
Nie czekaj, Tadeuszu, rymów od Bobika,
Bobik z parówką w zębach w krzaki już pomyka.
Miast wierszy jeno baryłka cienkusza
czeka na spragnionego ambrozji Tadeusza.
Sam się musiałem obsłużyć, skarżebnie…
Bobiku, proszę bardzo, choć ja czasem lubię sobie coś połamać (nie nóżki i nie rączki).
Nie grymaś nad podarkiem, zacny Tadeuszu,
dopókiś nie spróbował onego cienkuszu.
Cienkusz przyjazny bywa człowieczej wątrobie –
Od solidnej gorzały szybciej spoczniesz w grobie.
Nie lada jaką sierścią obdarzony,
Pisał Tadeusz solidne androny.
Wena poetycka tak go właśnie zwiodła,
Ach, wątroba jego tylko wody godna.
Lisku, niestety nie ma na tubie tego chóru.
Ale znalazłam takie coś:
http://www.youtube.com/watch?v=NABvcF-kU-c
„Dziecko”, z którym na początku wita się pan Dyrygent, jest moje. 😀
Pierwsze skrzypce! I krociutkie solo w min 2:44.
Graja slicznie! A to jest chyba dziecko w zblizeniu?
Ono, nie da się ukryc! 😀
No proszę, jakie fajne dziecko!
Może kiedyś tak się zdarzy, że dziecko Mar-jo zostanie nagrane przez moje dziecko…
Dzieci to niezła sprawa w sumie!
Mar-Jo 😀 jej, jak pięknie 😀
Mar-Jo, bardzo wzruszajace dziecko 🙂 Tu (zdjecie w rzedzie 3 od dolu) w gali i jako solistka 🙂 Wyglada na to ze za pare lat bedzie mozna ja uslyszec na koncertach…
Tadeusz się przejął tym, co ktoś mu radził;
uważaj, Tadzieńku, żebyś nie przesadził.
Wątroba tu nie pani, ma dla Cię pracować –
nie musisz samą wodą życia sobie psować…
Psował Bobik, psował no i dalej psuje –
psowanie Bobikowi najbardziej pasuje.
Trzymaj tak, Bobiku, choćby Cię kto złocił –
nie do pomyślenia, by się Bobik kocił!
Po co mam się kocić, danaż moja dana,
załatwi to za mnie nasza Pręgowana.
Jak się raz porządnie weźmie do roboty,
będą z wszystkich kątów wyglądały koty. 😈
Dziękuję, dziękuję. 😆 😳
Zobaczymy, jak potoczą się muzyczne losy Starszej. Chcielibyśmy, żeby była szczęśliwym i spełnionym muzykiem.
Niezbyt się Tadeusz radami przejmuje,
jeśli wodą życia swą wątrobę psuje,
bowiem woda życia, jakby się kto pytał,
to się po naszemu zowie okowita. 😉
Prosze, proszę okazało się, że i z „klienta awanturującego” pożytek być może. Do roli muzy może nawet awansować 😯
Mar – Jo,
gratulacje 🙂
To już teraz lecę na wielgachną rodzinną imprezę, uspokojona przez liska, że mogę dostać druga miskę diamentów 😆
Bawcie się dobrze !
Nic złego mnie wszak spotkać,
Bobiku, nie może,
bo ja przecież wierzę,
w całkiem inną Bozię 😉
Wiecie, jaka przygoda mnie na Dywanie spotkała? 😯
Raduje się Bobik, bo nie pusta miska,
pełna jest po brzegi wielkiego ptaszyska,
ze skórką rumianą, z udem jak buława,
z piersią przepotężną… jest się czym napawać.
Już chce Bobik zęby wbijać w pierś rzeczoną,
która mu tak droga jak ojczyzny łono,
już chce wyssać soki i wylizać tłuszczyk,
(choć na wieży srogo pokrzykuje puszczyk)
wtem ptaszysko w misce się unosi ździebko
i zaczyna śpiewać jak jakieś netrebko.
Zacukał się Bobik, coś pod nosem zrzędzi,
nagle w łeb się puka: ach, to śpiew łabędzi!
To nie żaden indyk leży tu i kwiczy,
nie ma się więc o co złościć i indyczyć,
wszak to nie jest sprzeczne ze świata porządkiem,
gdy się indyk czasem okaże Łabądkiem.
Musiał pies porzucić konsumpcji zamiary,
bo by nie darował mu Rzym ani Paryż,
ani śląski górnik, ani łódzka prządka,
gdyby przez żarłoczność załatwił Łabądka.
Lecz nie jęknie słowem, nie miotnie spojrzeniem,
bo nakarmił ducha łabądkowym pieniem
i myśl taka mu się przez głowę przemyka:
trudno, nad indyka wyższa estetyka. 😈
Bobik to jest piesek świetnie tresowany,
dobrze wie, jak robi się raj wątrobiany:
ma dla Tadeusza wody życia miskę,
sobie zaś zapewni pasztetową kiszkę.
A Mistrz niech poprawi sylaby 🙁
Wniosek: indyku, ucz sie spiewac! 🙂
Aj, miało być
„A Mistrz, w swojej łaskawości, może arcydzielną ręką zechce poprawić sylaby w wierszu niegodnego sługi, Tadeusza, który mu za to będzie dozgonnie wdzięczny, albo i dłużej, a także szczęśliwy będzie wielce, mogąc zaczerpnąć wiedzy rymotwórczej z samego źródła krynicy mądrości”.
Tak miało być.
Bardzo mi wesoło.
„Lider Prawa i Sprawiedliwości na salę, w której odbywają się obrady, wszedł przy dźwiękach „We will rock you” zespołu Queen”. Całkiem nowy prezes. Już go widzę: rozpięta koszula, zmierzwiony włos, spodnie w cekinach…. 🙂
Zwierzak wynajął modela do zwisania na ogonie i nie mającego zawrotów głowy po to by nas kokietować i zachęcić do podrapania po brzuszku.
Nie ze mną te numery Wiewór!
Ja podejrzewam, że dla zsynchronizowania się z Koszyczkiem latasz między strefami czasowymi jak na poniższym zdjęciu.
Głowa w niedzieli, a ogon w sobocie!
http://www.scenicreflections.com/files/Flying_Squirrel_Wallpaper_83la.jpg
Wątrobianka to zaiste rajski wynalazek,
czasem siedzę i w nią patrzę jak w święty obrazek,
lecz gdy mija już minuta trzecia, czwarta, piąta,
z tą świętością jakiś bliższy chcę nawiązać kontakt,
swym jestestwem ją przyswoić, w me wprowadzić tkanki,
więc za krokiem krok się zbliżam do tej wątrobianki…
O, anieli! O, jasności! O, momencie boski –
z nóg mnie zwalasz, nokautujesz jak sam Pietrzykowski,
podszeptując, zanim jeszcze się po uszy najem,
że nic równać się nie może z wątrobianym rajem. 😀
.
Coś tam u Ciebie poprzestawiałem, Tadeuszu – mam nadzieję, że nie w gorsze miejsca. 😉
Krynica mądrości zajechała wątrobianką,
Tadeusz zaś nadal ma tych sylab manko.
Rada by dusza dostać się do raju psiny,
cóż, gdy po kiszce zmogły wszystkich…
życia koleiny.
Chyba pora na herbatę…
A to teraz prosimy uprzejmie zmienić manko na bilans na zero!