Spoko
Pręgowana przebiegła przez pokój, niosąc w zębach kawałek serdelka wykradziony przed chwilą z psiej miski. Bobikowi nie chciało się już nawet za nią gonić. Szczeniacze doświadczenie coraz częściej podpowiadało mu, że pozostawienie spraw ich własnemu biegowi najbardziej się opłaca. Z ujadaniem czy bez, prędzej czy później i tak wychodziło na to, na co miało wyjść. A nawet jeśli wyszło na co innego, to nikt o tym nie wiedział, bo gwiazdy zwykle bardzo niechętnie udzielały informacji o tym, co było w nich zapisane.
Śnieg za oknem wirował, zanim osiadł na ciągle zielonej kępie bambusa i wygiętym, odsuwającym się od większych drzew szkielecie wiśni. Bobik nie miał zamiaru szczekać na te skrawki białego, zimnego futra. Próbował tego kiedyś, kiedy był bardzo młodym i bardzo naiwnym psem, ale szybko nauczył się, że jego wysiłki nie spotykały się ani z nagrodą, ani z karą. Było tak, jakby ich wcale nie było. Śnieg nie reagował na żadne zaczepki czy najgroźniejsze nawet warczenie. A Bobik nie był w końcu człowiekiem, żeby popełniać wciąż te same błędy.
Kiedyś… ach, kiedyś nawet zaskrońce wydawały się istotami, z którymi można się dogadać. Bobik nieraz usiłował namówić je do rozmowy, uginając przednie łapy i machając znacząco ogonem. Ale zaskrońce, doskonale obojętne na psi punkt widzenia, zawsze potrafiły się jakoś wywinąć i zniknąć w chaszczach, zanim doszło do jakiejkolwiek istotnej wymiany zdań. Nie lepiej było z przedstawicielami własnego gatunku – buldogami, jamnkikami czy foksterierami. Nawet jeśli do rozmowy doszło, jej efekt nie wpływał w widoczny sposób ani na świat, ani na rozmówców. Wszyscy pozostawali przy swoim, nie bacząc na jakiekolwiek odmienne szczekania. Po prostu nie warto było się wysilać, bo można było co najwyżej oberwać.
Fakt, szczenięca natura na początku czasem brała górę i Bobikowi zdarzało się całkiem niepotrzebnie rozpuścić ozór albo stanąć w obronie miski, ale im starszym był szczeniakiem, tym lepiej udawało mu się opanowywać takie niewczesne zapędy. Wiedział już, a przynajmniej w tej chwili zdawało mu się, że wie, na ile lepsze od zaangażowanego szarpania sobie nerwów jest stoickie leżenie na fotelu i delektowanie się kością.
Śnieg padał dalej. Od kozy płynęło przyjemne, trzaskające ciepło. Z norki za kanapą wybiegła mysz i zobaczywszy Pręgowaną zatrzymała się na moment, po czym w akcie rozpaczy śmignęła i skryła się pod bobiczym ogonem.
– Spoko! – mruknął Bobik sam do siebie i najwyższym wysiłkiem woli powstrzymał atawistyczny odruch kłapnięcia paszczą, który przecież i tak nie zmieniłby ani myszy, ani Pręgowanej, ani jego samego.

Godny podziwu stoicyzm przechodzący chwilami w absolutną nirwanę. No i to mistrzowskie zdanie:
„Było tak, jakby ich wcale nie było.”
Cos nie kapuje, Bobik. To jak to jest – czy jesli ci mysz bezczelnie schowa sie pod TWOIM ogonem, to masz zacisnac szczeki i nadstawic drugi policzek? A co zrobimy z tala sprawa jak HONOR i SUMIENIE, o ktorych tak elokwentnie przypomnial nam posel Gowin w czasie glosoania nad parytetami? Czy honor i sumienie przestaly sie w tym ponowoczesnym swiecie liczyc? Stay sie pustym haslem?
Nawet w stanie bycia zlozonym gleboka niemoca nie moglbym pozwolic na zadne mysie harce w MOIM domu. Sa granice, korych przekroczyc nie pozwole. No posram! 😈
Laudate, ja stworzyłem szkołę filozoficzną będącą wyraźnym postępem wobec stoicyzmu, a mianowicie leżycyzm. Bardzo polecam leżycyzm wszystkim, którzy już mają dość i trochę.
Myślałem nawet o przyjmowaniu uczniów do tej szkoły, ale zgodnie z moimi zasadami musiałem uznać, że nie warto. 😆
Honor i sumienie, z pęcherzem gonienie, sraty taty, a powiedz mi, Mordechaju, kto lepiej śpi – Ty czy ja? 😈
Mordechaju,
czy Passionaria nie mówiła raczej „No posicam!” ? 🙄
Leżycyzm z elementami tumiwisizmu (dla osobników wyposażonych w ogon)
No, no, Cubalibre. Kotka Dolores mowila z cala pewnoscia No posram!. I jeszcze mowila. ze lepiej lezec na boku niz scierac futro na kolanach.
Psy spia zdecydowanie lepiej od kotow. Ktos nie spi etc…
Wisizm wydaje się jednak być mniej wygodny od leżycyzmu… 🙄
http://i376.photobucket.com/albums/oo202/umbarumbatrelelele/Umbarumb/opos.jpg
widze, czytam
Kot pisze- andsol rosolu nie gotowal i to dobrze tak
zimno choc cieplej, od pojutro bedzie moze 1° i snieg poplynie
to i S-Bahn planu trzymac sie bedzie
kibicowalem, bylem za
a tu TO
http://taz.de/1/netz/netzpolitik/artikel/1/kein-anschluss-unter-dieser-nummer-1/
Ha! Leżycyzm rozprzestrzenia się tak szybko, że nawet Prezes na niego przeszedł i zamiast się wściekać zachowuje dobry humor. 😈
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8763755,Kaczynski_o_odejsciu_poslow_PiS_do_PJN__Zachowuje.html
dosc, grymasic ciagle to nudne, wspominac…….
Icyk Manger
Casanova
Jestem mlody Casanova,
Plyne lodzia przez Wenecje.
Za Kupida mam – Jehowe.
Za boginie mam – Lukrecje.
Lukrecje czy Markoline,
Henriette czy Belize –
Raz motylka z teatrzyku,
Raz kupcowa, raz markize.
Raz mniszeczke swietobliwa,
Ktora pod habitem plonie,
Raz pastuszke bosonozke,
Co mi rada jest na slomie.
Czasem pyszna kurtyzane,
Ktora chlodna swa pieknoscia
Mrozi smialkow z dukatami,
Sama – drzac przed samotnoscia.
Roznie bywa…Ale zawsze
Jest z niej Wenus upragniona!
Przy spotkaniu jasniejaca,
Przy rozstaniu przygaszona.
Mojej „Piesni nad piesniami”
Wtorowaly chetnie w lozu
Ploche nimfy buduarow
I malzonki cne wielmozow.
Jasnowlose, ciemnowlose,
Oberzystki i sluzace,
Tancereczki, aktoreczki
Z histrionami wedrujace.
Jestem mlody Casanova,
Plyne lodzia przez Wenecje!
Gdziez Kupido moj – Jehowa?
Gdziez znalazlem te Lukrecje?
W memuarach po raz wtory
Przezywalem te przygody,
Te szalenstwa, te hazardy –
Lata, w ktorych bylem mlody…
przelozyla: Wieslawa Szymborska
Bobik (19:08): nie takie rzeczy robi się w narzeczeństwie.
„Nie mogę powiedzieć, czy jeżeli ktoś taki, kto lubi skakać do basenu nie pytając, czy tam jest woda, się znajdzie. Może tacy są. Nie będziemy się tym martwić – odpowiedział.” J.K.
Na prawie chyba jest wykładana LOGIKA?
Ja mnóstwo razy skakałam do basenu. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby p y t a c , czy tam jest woda.
Mar-Jo, nie każdy może się zdać na swoje zmysły 🙂
Zabawkę przyniosłam:
Wiek mózgu …. fajna zabawa
Oto japoński sposób na obliczenie kto jest
starszy : Ty (Twoje ciało) czy Twój mozg !!!
Jak grać:
1. Wejdź w podany poniżej link i kliknij START.
2. Poczekaj aż skończy sie odliczanie 3,2,1.
3. Mając w pamięci pozycje numerów, klikaj w okręgi rozpoczynając od
pozycji najmniejszych do największych. Zacznij od zera.
4. Na koniec gry program obliczy i pokaże na ekranie wiek Twojego
mózgu…!!! (nie Twój !!!)
http://flashfabrica.com/f_learning/brain/brain.html
Bobiku czy ta pregowana to zebra? Bo kotu chyba bys nie pozwolil sie panoszyc. Tak na prawde to nie znam sie na kotach. Mysle ze zebra wygladalaby przy Tobie calkiem calkiem. 🙂
nie lubie zimy. O! widzicie ze lubie to nierzyjemne slowo. 🙂
Tereso ale tam pisza po chinsku. Zreszta lepiej nie sprawdzac i ludzic sie ze jest sie niedocenianym naukowcem. eh !
czy mozna w Polsce kupic krajowe ubrania uszyte z krajowych materialow?
ciekawe?
Wyszło, że mózg mam o 18 lat młodszy od ciała.
Jak z tym teraz życ?
Jeżeli zebry łapią myszy, to Pręgowana bez najmniejszych wątpliwości jest zebrą. 🙂
Mar-Jo, Prezes i logika to niezwykły, bardzo kreatywny zestaw, ale w praktyce chyba źle się sprawdza. 😉
Mar jo, mozg zawsze jest mlodszy o jakies 20 lat u kazdego kto skonczyl 30 . Tak ze nie bierz do glowy, jak zazwyczaj moja Babcia mawiala 🙂
Jarzębino, dziękuję bardzo.
Już się bałam,że znowu nie zasnę.
Mam bardzo proste rozwiązanie. Musimy szybko się postarać o jakiś test, w którym ciało będzie wychodziło na jakieś 20 lat młodsze niż w rzeczywistości i wtedy bilans się zgodzi. 🙂
Jak niektórzy się wskutek tego okażą oseskami, to nie szkodzi, będziemy ich karmić butelką.
Ja nawet zaraz mogę skoczyć po butelkę i przetestować jej zawartość. 😀
Tereso, wyszedłem na zgreda, bo klikałem od największych do najmniejszych (ten atawistyczny szacunek dla wielkosci i władzy). Spróbuję jeszcze raz i potem opowiem coś o gazie i Zielonej Górze.
oj racja Bobiku, ja to nawet znam takiego jednego co jak patrzy na mnie to mowi ; no tak , wieku nie oszukasz….
a test to sa glupie i nie ma co je rozwiazywac 🙂 dobrej nocki pa! hmm a moze nie ma co ich rozwiazywac . No i masz ci los 🙁
Tereso, moja dozgonna wdzięczność. Ciekawe, po ilu tygodniach przestałabym się tam dopisywać!!!
Bobiku, a Spieglein an der Wand? Co z nim? Zasłaniac?
Leżycyzm – trzy razy TAK.
Zwłaszcza zimową porą, jak powiadają niektórzy.
I mówią jeszcze: narpiew.
NARPIEW.
Wisizm też, ale lezycyzm narpiew.
Ok, mentalny 29latek, to nie obraża mojej godności, więc jedziemy do Zielonej Góry. Siostra (pod Z.G.) słyszy w radio jak po tym wybuchu wszyscy mają pomoc psychologów i finansową i wszystko jest rozwiązane lub rozwiązywane – a tu dzwoni do niej młodsza siostra z innego miejsca w Polsce i mówi, że w tv właśnie leci wywiad z człowiekiem, którego ojciec zginął w tym wybuchu i że nic nie jest robione, nie ma żadnej pomocy. W parę minut później do siostry dzwoni jej przyjaciółka z Z.G. mieszkająca w bloku przylegającym do ewakuowanego i mówi, że przyszli ludzie z przedsiębiorstwa gazowego, coś zaczęli mierzyć, ale dostali jakiś cynk, że jakiś tam kurek będzie zamknięty, poszli więc i nie wrócili, choć obiecali. Prawie jak ten Portugalczyk Osculati.
Podczas praktykowania leżycyzmu reka omsknęła mi się na klawiaturę, potem pogłaskała myszkę i co się znalazło?
Piesniczka Jaromira Nohavicy o czeskim psie.
Naprawdę sympatyczna, (bo jak mogłoby byc inaczej skoro o psie!) posłuchajcie, pod drugim linkiem znajdziecie polskie tłumaczenie. Pozdrawiam
http://www.youtube.com/watch?v=WyU2EzlNeAw
http://www.nohavica.cz/_pl/tvorba/texty_pl/pisne/cesky_fousek.htm
Nisiu, na szczęście orientacja w dopisywactwie bobikoblogowym na razie jeszcze nie jest testowana przez Japończyków. 🙂
A ci z przedsiębiorstwa gazowego w Z.G. to na pewno byli wisiści. Mówiłem, że leżycyzm lepszy? 🙄
raz 53, to 32, i ponownie 49, kiepsko z numerkami (zero rysiu przed jedynka, a nie po dziewiatce ❗ )
zmeczony mysleniem czy numerkowaniem i pomny pracy jutro
kicam do spania 🙂
p.s. andsolu, moze to u panow z gazowego normalne wychodzenie bez wracania?
Mar-Jo, Spieglein między bajki włożyć. 😆
Narpiew wyszło mi, że mój mózg ma 54 lata, a potem że 34. Jak już dobrze skapowałam, o co chodzi, bo narpiew złapałam dopiero od trzeciego zestawu. Tak czy siak, młodszy ode mnie. Fajna zabawa.
napiszcie cos o tych ubraniach:) . A mozg jak mozg kazdy ma na jaki zasluzyl . Lece spac.:) Tak na koniec to chce dodac ze nie kazdy chodzil do elitarnej szkoly i chyba lapiej mowic narpiew niz sorry ok spotkamy sie w wekend yes? paa
Laudate, post z dwoma linkami zawsze kibluje w poczekalni. Teraz akurat krótko, bo byłem w pogotowiu, ale zawsze bezpieczniej wrzucać w dwóch oddzielnych, jednolinkowych postach.
Mnie się zresztą też łapa omskła i zamiast na „akceptuj” kliknąłem na „spam”, potem udało mi się wrócić i jednak zaakceptować, ale trochę się boję, że mogą być teraz jakieś kłopoty przy dalszych Twoich postach. Gdyby co, to interweniuj przez Urząd Pocztowy nr 1 w prawym górnym rogu blogu.
Nohavicę lubię szalenie, więc z góry zakładam, że mi się piosenka spodoba. 🙂
dziendobry,
jutro a nawet jeszcze szybciej, Barborki, a moja Mama to Barbara i przyrzadzamy z okazji tej fete kulinarna: nadziewany mostek cielecy z buraczkami i zielona salata. Zajmuje to danie jakies dwa dni.
Z warszawskich ciekawostek: bylysmy dzisiaj w studyjnym kinie Praha (tak, tak) na filmie animowanym „Iluzjonista” (francuski a jakze i b. dobry). Otoz kino Praha jest super, ma ciekawy program, trzy salki, piekny widok przez szklane sciany kawiarni na Katedre Sw. Floriana (od pozarow). W ogole ta czesc miasta (stara Praga) nabiera zycia i artystycznego kolorytu, co mnie, wielka milosniczke Starej Pragi, bardzo cieszy. Jest tu juz teatr Fabryka Trzciny, nowy budynek Sinfonii warszawskiej (przy rogatkach w dawnym budynku weterynarii). Chcialabym jeszcze, zeby ktos zrzucil bombe na Dworzec. Wschodni (Centralny i Zachodni tez przy tej okazji please).
Bobiku, gratuluje lezycyzmu. Ja tez sie staram choc efekty sa rozne. Czy mozesz tez lezec na desce ponabijanej gwozdziami?
No tak, Nohavica by mi się spodobał, gdyby mnie tuba „w moim kraju” wpuściła… 👿
Ale tekst piękny. 🙂
Bobiku, Spieglein już między bajkami!
Andsolu, to Ona wyszła bez słowa, a Osculati miał jakieś nieuregulowane zobowiązania finansowe, zdaje się.
Ech, Króliku, napiłem się czerwonego wytrawnego veritasu i wyszło szydło z worka 🙁 – ten mój leżycyzm to świetny w teorii, ale w praktyce… hmmm.
Ileż to razy na przykład obiecywałem sobie, że nie będę się wdawał w dyskusje z fanatykami różnego rodzaju, bo przecież wiem, że to strata czasu. I co? I guzik, dalej się wdaję. Ile razy podjąłem męską decyzję, że koniec z przebijaniem muru głową. I jaki skutek? Jak wyżej. Itede, itepe.
No, ale przynajmniej z teorią leżę na całego. 😆
A niezależnie od tego – najlepsze życzenia dla Mamy. 🙂
Jarzębino, mnie to „narpiew” po prostu bawi. Ja nie drwię z ludzi, którzy tego słóweńka używają, ja się nim bawię. Narpiewem. Jest pocieszny. Lubię go. Podobnie jak poznańskie czysta czydzieści czy. I inne takie. Śląskie „blank”. Jo żech jest blank gupio – cudne zdanko.
Uwielbiam naszą mowę, jej brzmienie i i jej wielkie możliwości – także przekręcania wyrazów.
W ogóle słowiańskie języki są cudownie przekręcalskie. W germańskich czy romańskch aż takich możliwości nie ma. Chociaż jak ktoś bardzo na gierki napalony, to w każdym języku materiał znajdzie. 🙂
Narpiew miałam zamiar coś napisac.
Ale powiem tylko DOBRANOC.
Jak to? Dobranoc całkiem bez rumu? 😯
Dzieki Bobiku w imieniu P. Barrrbary (tak Mame nazywal nasz sasiad). W teoriii Bobiku to ziemia jest okragla, ale po co bylyby wtedy te cztery slonie na krawedziach?
Jesli chodzi o bicie glowa w mur to zawsze wspominam slowa immigrantow z bylej Jugoslawii, ktorym sie zawalil w wojne swiat i okazalo sie, ze niekoniecznie ci co tak samo mysla sie sprawdzili, ale ci co byli po prostu przyzwoitymi ludzmi. Mysle np. o Panu Merkiel.
Wiedziałam, że każdemu mózg wypadnie jak należy 🙂
Andsolu tu w koło inaczej się pisze, inaczej zaś czyta. Pomoc psychologiczna w propagandzie ma poczesne miejsce, w praktyce przeciwnie. Pomoc wszelka inna również. Poszkodowani są w takiej marnej kondycji, że nawet wyśmiać operujących propagandą nie mają siły. Wszystko jedno, czy w ZG, czy gdzie indziej. Z wyjątkiem elit, których roszczeniowość jest jak najbardziej pożądana i natychmiast realizowana.
Nisiu (22:53), należało Ci się 🙂 Jeśli jesteś zadowolona to tym bardziej 🙂
Dobry wieczór.
króliku, tośmy były dziś wieczorem o rzut beretem od siebie 😯 Ja odwiedzałam moją siostrę na ulicy Jagiellońskiej, kilka domów od kina Praha 😀 Dołączam się do życzeń dla Mamy 🙂
Bobiku, ten leżycyzm to jakaś nieszczeniacza filozofia. Czyżbyś jednak przestawał być szczeniakiem? 😐
No dobra. Dobranoc z RUMEM.
Czułam, że jakoś dziwnie się pożegnałam.
Doro, dzieki piekne. Jagiellonska to ciekawe miejsce. Na przeciw Parku Praskiego, 2 przystanki tramwajowe od Starowki (czy nawet 1?), spacerek do plazy nad Wisla. Bardzo piekne stare kamienice, niektore juz odrestaurowane.
Mam nadzieje, ze d.Bazar Rozyckiego znajdzie wlasciwego dewelopera. Przed wojna w starych zabudowaniach bazaru miescila sie podobno mykwa? Nieopodal jest tez piekna cerkiew. Mlynarki spiewal o Przystanku kolo Zoo
Nawet pomnik Czterech Spiacych lubie.
To moje rodzinne miejsce. Urodziłam się w Szpitalu Przemienienia, na Jagiellońskiej mieszkałam do 30. roku życia gdzieś, później też okresowo, ale już migrowałam. Mykwa, i owszem, mieściła się koło bazaru. A bliskość do centrum była dla mnie zawsze dużym atutem.
Ale nie jest to łatwa dzielnica do mieszkania, a jeszcze trudniejszy był tzw. Trójkąt Bermudzki, gdzie kiedyś wynajmowałam mieszkanko (na Stalowej). Zawsze mawiam o sobie, że jestem dziewczyna z Pragi i niczego się nie boję. Ale z przyjemnością się wyprowadziłam. Jakiś sentyment pozostał, ale nie wróciłabym, o nie. Zresztą to już nie ta Praga.
Przecież już się zdradziłem, Pani Kierowniczko, że jestem leżykiem-teoretykiem, a w praktyce różnie bywa. 😎
Nie wiem czy bylas Doro ostatnio na Stalowej. Galeria kolo galerii. No ale jasne, ze mieszka sie tam gdzie sie czuje ze to dom.
No przyznam, że ostatnio na Stalowej nie byłam. Ale coś mnie to całe artystyczne snobstwo na Pragę jeszcze bardziej od tej Pragi odpycha…
No, bo to udawana Praga, jakiej w rzeczywistości nigdy nie było. Tak samo jak w Krakowie, na Kazimierzu, takiego Kazimierza jak dzisiaj nigdy nie było.
Historia jak wszedzie. Artysci szukaja tanszych mieszkan i pracowni. Znajduja je w takich miejscach jak Praga. Potem przychodza tam zmozniejsi, ceny rosna, artysci musza szukac nowych tanich miejsc. Rozmyslalam o tym lazac z siostra po Montparnasse zaledwie tydzien temu. Praga nic niewinna Doro, ze artysci sie tam przenosza.
A ja się urodziłam w lesie. No, koło lasu, ale w nadleśnictwie. Sosny tam były. Dopiero jak miałam rok, rodzice musieli przenieść się do miasta. Wicie, to fajne jest, taka świadomość. Teraz każdy las sosnowy jest MÓJ. Puszcza. Grzyby. Prawdziwki, rydze i zielonki.
Jak tylko wchodzę do takiego lasu, natychmiast mi się spać zachciewa. Bez rumu. Najchętniej ległabym pod dowolnie wybraną sosną i runęła w kimonko.
Właśnie wyciągnęłam wielki wór suszonych prawdziwków z MOJEJ Puszczy Noteckiej (nie będę udawać: kupione od tubylki, ale zbierane za babci chałupą). Jutro będę hurtowo produkowała pierogi na zaś.
Lubię planować i przygotowywać świąteczne żarełko. Tylko muszę się wystrzegać, żeby nie zacząć myśleć o tych, którzy już poodchodzili. Dzieci rosną za to…
nie winna, of course
Kazimierz Bobiku jasne ze nie moze byc taki jak dawniej, b.o okolicznosci zaniknely, ale i ten Kazimierz jaki jest jest dla mnie atrakcyjny
Ha Nisiu, Puszcza Notecka to brzmi wspaniale. Ja urodzilam sie w Falenicy, moi Rodzice sa z jedrzejowszczyzny i musze cieszyc sie tym co mam.
Pewnie, że Kazimierz atrakcyjny. Ale na sposób bardziej już paryski, niż żydowski, czy nawet powojenno-krakowski. Wiem, że z tym się nie wygra i daremne żale, próżny trud, ale gdybym na tym Kazimierzu kiedyś (no, jeszcze 20 lat temu) mieszkał i widział go teraz, to bym pewnie miał uczucia mięszane. Bo niby cudnie, że się tyle odnowiło i tyle życia, a równocześnie jakieś to wszystko śtucne…
Puszcza… Ba, puszcza!
Tak, Króliku, i jest to wspaniała Puszcza, bardzo wielka i malownicza, a dla grzybiarzy to istny raj, kosami można kosić. Rosną tam przede wszystkim te najmilsze z podgrzybków, o ciemnobrunatnych łebkach. W dodatku jakimś cudem podłoże nie jest trawiaste, leży sosnowe igliwie i z niego te brązowe łebki sobie wystają. Podejmujesz grzybka i już widzisz kolejnego, albo i kilka kolejnych. Czyste szaleństwo. W dodatku one, te grzyby, rosną grzecznie według przedwojennych zasad: w zagajnikach maślaki, na ich skraju kozaki grabowe i krasnoarmiejce, pod dębami prawdziwki, w piachu zielonki… jak babcia uczyła.
Rozmarzyłam się.
A przed wieczorem słońce schodzi nisko i oświetla czerwone pnie sosen…
Kazimierz, przykro mi to powiedzieć, ale wkurza mnie swoim kiczarstwem, tym udawaniem żydowskości, o której udający nie mają zielonego pojęcia. Wróciłam tam po latach na parę ostatnich festiwali i zezłościłam się potwornie. Naturalniejsze są okolice Placu Nowego, bo tu przynajmniej są po prostu knajpy dla młodzieżowej rozrywki, bez żadnego pozerstwa, ale Szerokiej i Józefa po prostu znieść nie mogę, wrrr…
Pamiętam różne fazy tej dzielnicy, pamiętam, jak była pusta, smutna, dzika i piękna. To, co przyszło, zostało nasadzone na tę degrengolkę powojenną, menele zostały, turyści przyszli, młodzież też, ogólnie melanż dość egzotyczny i męczący. Z żydowskim Kazimierzem ma to zero wspólnego.
Choć jestem oczywiście przywiązana do paru zakątków i paru ludzi.
A jak się wyjdzie z lasu, na przykład w tej mojej wsi (ona się nazywa Krobielewko i jest maluteńka), to jest rzeka Warta i łęgi warciańskie, rozległe i też piękne bardzo.
W październiku Krobielewko i jeszcze druga wieś organizują na zmianę Święto Podgrzybka.
I zwierzyna tam jest…
a no wlasnie… zawsze te pare zakatkow i paru ludzi…
Dlatego tez jest mi bliski i Manhattan i Olomuniec so to speak…
Żeby ktoś nie pomyślał, że mylę rzeki: w Krobielewku jest Warta, a Noteć, od której Puszcza nosi nazwę – po drugiej stronie lasu, od Drezdenka. Tam z kolei są łęgi nadnoteckie.
O Jezu, te lasy mnie dobijają… Różne rzeczy w tej Nadrenii bywają, ale za lasami i grzybami to tylko potęsknić można… 😥
Im starsza jestem, tym mniej mnie ciągnie do miast razem z ich zabytkami i życiem artystycznym (robię wyjątek dla muzyki), a bardziej do przyrody. W tym roku nie pojechałam nawet na chwilę w Tatry, bardziej byłam morska i nawet spotkałam oko w oko Atlantyk, ale teraz mi brak tego widoku Kominiarskiego Wierchu, jak się wjeżdża do Zakopanego od strony Czarnego Dunajca i Chochołowa… I o Beskidy nie zahaczyłam, a w Karkonosze tylko wpadłam na trochę. Trzeba będzie lepiej się zorganizować w przyszłym roku. Popływać, pojeździć, odwiedzić ukochane miejsca.
Może pójdę do ukochanego łóżka… zanim się całkiem rozmażę.
Tak, przez ż…
Bobiku, to wsiądź w cokolwiek gdzieś tak wedle września – zapraszam Cię do siebie i obiecuję, że zawiozę w ciemny las.
To znaczy w jasny las, bo sosnowe lasy właśnie są jasne.
Nisiu, a przed rozmazaniem się mogłabyś do poczty zajrzeć? 😉
Mam jedno niezapomniane przezycie z kraowskiego Kazimierza, odkad zaprpwadzia mnie do tej cepelii kuma w czasie naszego przyjazdu na pogrzeb CM. Zaprosila tez mnie do „zydowskiej restauracji”. Okazalo soe, ze sa tylko pierogi. No tosmy zamowily. Obie porcje przyniesiono okraszone gesto wieprzowymi skwarkami (ktore jadam, ale w zydowskiej restauracji oczekuje pryncypialnie, ze mnie zapytaja zanim podadza). Kiedy poprosilam aby je zabrano i przyniesiono z maslem, skwarki zostay zgarniete z porcji i na wierzch polozoni kawalek masla.
Bylam zbyt godna aby rozrabiac.
Wlasciwie podobne zdarzenie pamietam tez i z Warszawy sprzed kilku lat. Zjawilam sie w towarzystwie 5-6 osob tez w jakiejs zydowskiej restauracji – bylo to natychmiast po zakonczeniu liturgii na jom kipur w synagodze i co za tym idzie ponad 36-godzinnego bardzo scislego (absolutnego) postu. Od razu u wejsca byl niewyobrazalny tlok, przez ktory usilowala przedrzec sie kelnerka niosaca nad glowami w reku dwie miski zupy. No i ktos te kelnerke jednak potracil i troche tej supy sie wychlapnelo. Zareagowala bardzo glosnym i gniewnym okrzykiem na caly lokal: Lo Jezusmaria, Matko Przenajswietrza! 😆
Tu tak mądrze i romantycznie, by nie powiedzieć ekologicznie, a ja chcę pokazać minutę głupoty nie do przebicia.
Optymista z tego andsola! Tak jakby głupota nie generowała zawsze większej głupoty. 🙄
Dlaczego glupota? Moja Stara jak tylko gdzies zwacha wyperfumowanego chlopa, to wrzuca na siebie bikini i leci na leb, na szyje. Nie polapalem sie dlaczego leci, ale leci. 😈
Mordko, ze smutkiem muszę zauważyć, że Twoja Stara ma zaburzoną hierarchię wartości. 🙁 Odpowiedniego chłopa poznaje się po cechach Kmicica, a nie po jakichś tam, za przeproszeniem, odekołonach.
No, ewentualnie jakiś ksiądz też mógłby być. Perfumy „Męczeństwa czar”. Po prostu ideał.
inni spia, ja brykam 🙂
takie jest zycie 😀
przez lata buszowalem w Cepeli, do dzisiaj kupuje kubki z widokami
Szczecina (sentyment, tylko i wylacznie) i bardzo lubie ten „ludowy” kicz 🙂
andsola minuta, przypomniala mi „pachnidlo” Süskinda,
kto posprzata?
brykam, fikam 🙂 😀
i jeszcze program na dzisiaj
🙂 🙂 🙂 🙂 😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀
kroliku, w szczecinskim kinie studyjnym „delfin” spedzilem szmat zycia (wagary = film) mam slabosc do kameralnych kin 🙂
pozdrowienia Barburkowe 😀
Dobrze, ze wstales juz, Rysiu, bo mialem cie wlasnie budzic.
Kocie, biegne po pieczywo 🙂
gotuj wode
znikam 🙂 ;D
W tym roku i ja w lesie sosnowym podgrzybki zbierałam. Jechałam z koleżanką leśną piaszczystą drogą, na której skraju parkowałyśmy. Po jednej stronie drogi w lesie dużo traw i mchów, i w nich podgrzybki w kolorze mlecznej czekolady, czerwonawe wręcz. Po drugiej żadnych traw, czy mchów, właśnie igliwie, na nim lub w nim też podgrzybki, ale o bardzo ciemnej barwie i „twarde” ja prawdziwki. Maślaki w rowach, zdrowe i złociste. Prawdziwki też były, ale nie tyle co podgrzybków. Pierwszy raz suszyłam samodzielnie grzyby 🙂 I mroziłam.
Zrobię gulaszową grzybową, po pół na pół 🙂
Dzień dobry 🙂 Grzybowe opowieści, które dziś masochistycznie jeszcze raz przeczytałem, napełniły mnie okrutną nostalgią i nawet brykanie Rysia nie do końca potrafiło ją rozwiać. 😥 Nie wykluczam, że jeszcze do popołudnia smętek będzie mi wyłaził bokami.
Chyba że mój fanclub na targu bardzo się dziś postara i zgromadzi dla mnie większą niż zwykle porcję okrawków z wędlin. 😀
Dzień dobry.
Nisia „wywołała” moje wspomnienia z wypraw do Tatrów.
Wyc się chce!
Nisiu, a w Małym Cichym byłaś?
W drewnianym kościółku jest Św. Józef w góralskich portkach.
A znasz drogę z Pięciu Stawów na Gąsienicową przez Pańszczycę?
A….
Bobiku, 😆 (graficznie się nie da).
A te lasy wokół Szczecina są przepiękne.
Zwłaszcza we wrześniu!
Da się, da – zabrakło tylko spacji po przecinku. Poprawiłem i od razu się mordka zrobiła. 😆
Mam pewne podejrzenie, o co chodzi z tą niemożnością zrobienia mordek. Być może wic polega na niewłaściwych oczekiwaniach wobec nich. 😉 One się ujawniają dopiero na blogu, czyli do momentu kliknięcia na „wstaw” ma się na piśmie tylko tego lola z dwukropkami albo dwukropka z nawiasem. Dopiero w czasie między posłaniem a pojawieniem się komentarza zachodzi cudowna metamorfoza i rzeczony lol z dwukropkami objawia się już w tej postaci 😆
Przetestuj to jeszcze raz, Mar-Jo (nie zapominając o spacji przed i po), bo potwierdzenie mojego podejrzenia całkowicie oczyściłoby z podejrzeń Twojego ślubnego. 🙂
Hej, Bobiczku,
w „Dymie” już nie puścisz, bidaku, dymka – do czego to doszło 😈
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,8765489,Trudne_jest_zycie_palacza__czy_to_w_knajpie__czy_na.html
No i gdzie my się teraz będziemy umawiać? 😥
A latem, w ogródku, też nie będzie można?
Dzień dobry, coś tam jest o 10 m od budynku 😕
😀 😀 😀 😀 😀
Ok, husband niewinny. Ale możliwości podglądu mojego rachunku bankowego nie przywrócę. 😉
No, w ogródku to myślę, że nie będą aż tacy sadyści 😉
No, odzywają się różne Stefanie spod krzyża.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8765665,Profanacja_w_katedrze__Katolicy_przeciwko_jazzmanowi.html
Ja wiedziałam, że z tym Chickiem w kościele to heca będzie 👿
Jak miło zacząć dzień od uratowania niewinnemu człowiekowi szczęścia małżeńskiego. 😈
Mnie te różne Stefanie od krzyża i Teresy z dolin łez wcale nie dziwią. Chyba już się przyzwyczaiłem, że to taka nowa nieświecka tradycja, żeby krzyżowcy oprotestowywali. Zdziwił mnie raczej ten ksiądz, który się odważył na koncert Corei i bronienie tej idei przed dewocyjną husarią. 🙄
Mar-Jo, Małe Ciche chyba mnie ominęło, w każdym razie kościół ze św. Jozefem. Ale szłam kiedyś z Morskiego Oka przez Świstówkę i Opalone do Pięciu Stawów, a potem przez Krzyżne i Pańszczycę do Gąsienicowej i Boczaniem do Zakopanego.
Jejusiu, same nazwy robią w człowieku nielichy bigos złożony ze wspomnień, nostalgii i troszki smuteczku, bo już nigdy w Tatry nie pójdę, nóżki mi się bezpowrotnie skończyły. Ale mam to w oczach. I w sercu też. W Pańszczycy trafiłyśmy (chodziłyśmy z siostrą) na ślad niedźwiedziej łapy…
Tatry kocham wciąż nad życie. Te obłędne widoki z Rusinowej i Gęsiej Szyi… Szpiglasowy (wlazłam tam na drugi dzień po odpracowaniu ataku serca na… Boczaniu), Granaty, Kościelec, jejusiu, jejusiu… Mnich mój ukochany i Dolinka za Mnichem przecudna… Ceprostrada, gdzie z każdego zakosu był inny widok… Mięguszowieckie stojące sobie nad Morskim Okiem… Na Rysy i na Mięguszowieckie nie doszłam, zawsze mi coś przeszkadzało, a w końcu na M. zamknęli szlak na dobre parę lat z powodu lawin. Pchało mnie na Przełęcz pod Chłopkiem, ale odżałowałam. Na Zawracie świstał na mnie świstak – okropnie obelżywie. I patrzył z wielkim oburzeniem, kto mu zakłóca spokój.
Och.
Dobrze, że ma się co wspominać!
Nie rozumiem owej hecy, przecież Szef to nie jest bidula, którą trzeba ochronnie opatulić w pieluszki. Jak mu się Chick Corea nie spodoba, to mu piorunem przyłoży i cisza będzie, że da się słyszeć Radio Maryja z odbiornika w pobliskiej wiosce.
Świnica…
Giewont…
Łany dębika ośmiopłatkowego w czerwcu na Sarnich Skałach i Boczaniu…
Doliny wysoko w górach…
Tojad mordownik nad brzegami Białego Potoku… Jedna dorodna kępa na końcu szlaku podejściowego na Boczań, w lasku…
Jasny gwint – to wszystko wciąż JEST.
Widziałam kiedyś taką sztukę zrobioną przez Pana B. Kto zna Tatry, ten sobie wyobrazi. Jest ta długa prosta droga prawie po równym na grzbiecie Boczania, w drodze na Gąsienicową. Jak się na niej stanie zadkiem do gór, to ma się w dole potok, nad potokiem szałasy, nad szałasami wznosi się Kopieniec zielony, no i nad Kopieńcem dopiero niebo błękitne. Pan B. wykonał wtedy dwie tęcze: jedna opasywała te szałasy nad potokiem, nie wychodząc poza granicę zieleni. Druga, symetryczna, stała wyżej, już na niebie nad Kościelcem. Ruch na szlaku zamarł. Wszyscy stali i gapili się na tęcze, a kto miał aparat, ten fotografował.
Słowacy śpiewają: svet je pikny, svet je nasz.
Ojejku, wszyscy juz na lapach? I po sniadaniu?
Nisiu,
ja mam takie cudne zdjęcie (czarno-białe) zrobione na Kościelcu.
Pamiętam szalone zjazdy na nartach z Kasprowego,pędziłam za mężem ( in spe).
Ostatni raz byłam w Tatrach 6 lat temu, w drodze powrotnej z Krynicy.Dzieci koniecznie chciały zobaczyc miejsca, w których rodzice się poznawali….
Trzeba koniecznie się wybrac w 2011!
I do Amsterdamu! I do Wenecji! I dokądkolwiek!
„Javorina, chlapci, Javorina…..”
Niestety, niestety… dzisiejszy Schinkenwurst od mojego targowego fanclubu też już jest tylko wspomnieniem. 😥
Z tęczą też całkiem niedawno widziałem niezłą sztuczkę. Szedłem polną drogą, która z obu stron miała zielononiebieskie pola kapusty, a na jej końcu, na horyzoncie był las. I Pan B. ustawił tęczę w taki sposób, że obejmowała symetrycznie ten koniec drogi, tworząc niedwuznacznie bramę do lasu. Aparata – kolejne niestety, niestety – akurat nie miałem, ani komórki nawet, bo postanowiłem byłem na 2 godziny zerwać z cywilizacją.
Mordko, z przyczyn obiektywnych nie mogę już służyć Schinkenwurstem, ale jeżeli jadasz na śniadanie rostbef, to go szybko łap, póki nie przejdzie do kategorii wspomnień. 😉
W Zakopanem byłam dwa razy, raz zimą, raz latem. Moje towarzystwo biegało po górach, ja zaś oglądałam trochę miasto resztę czasu pod nieobecność towarzystwa spędzając z książkami 🙂 Albo w ogródku obok pensjonatu, albo w kawiarni z kominkiem przy Krupówkach, gdy było zimno, gdzie zresztą umawiałam się z powracającymi z gór na obiad 😉 Tak się poukładały okoliczności, że chodzenie, a już bieganie szczególnie, nie należało do moich mocnych stron. Podziwiałam osoby, które mogły i z tego korzystały.
A śniadanie, Mordko, tylko co. Przed południem zwykle nie bywam zainteresowana 🙂
No to przynajmniej nie bede jadl samotnie.
Niezle to z Ch. Corea. Zupelna za przeproszeniem Korea Pln. Tam tez zadnych dzazzow.
A propos Korei. Dowiedzialem sie z omowienia tych materialow z wikileaksow, ze dawny przywodca koreanski Kim Ir Sun mial w materialach dyplomatycznych sympatyczna ksywke Kill’im Soon.
Nie tylko dowcipnie, ale ze wszech miar slusznie. Nie mielibysmy dzis tego bajzla.
To Ty Kocie myślisz, że Korea Płn. nie ma swoich Zióbr?
Czy znacie te sceny?
http://www.youtube.com/watch?v=F1P0eOQsvd0&feature=related
U nas w domu już od kilku dni coś takiego się odbywa, tyle że w roli tych dwóch pręgowanych występuję ja, a w roli małpiszona Pręgowana. 🙄
Zaprawdę, powiadam Wam: gdybym nie był Psem O Anielskiej Cierpliwości, to już dawno z tego pasiastego zwierzęcia kłaki by leciały. 👿
Ziobra są all over the world, odkąd Pan B. zasugerował, że jest to ewentualnie materiał na człowieka. 🙄
Nie na człowieka, tylko na kobietę, zauważ, Bobiczku drogi.
Mogę byc myszką, niech będzie kobra,
byleby nie byc kobietą z Ziobra.
😆
Jak to miło, że Mar-Jo dołączyła do grona wierszykujących. 🙂
Nisiu, z punktu widzenia psa to nawet i kobieta człowiek. Ale wiem, że nie wszyscy ten pogląd podzielają. 🙄
wrr.. Nisia
Chwycił Pan Bóg ziobro i zakrzyknął przy tem:
chyba z tego gnata zrobię se kobitę!
Diabeł się podsuwa i tak kusząc gada:
ten gnat na kobitkę to się niezbyt nada,
wredny jakiś taki, pokaleczy dróbka,
choć z pozoru gładki jak bobasa pupka,
lecz jeśli coś stworzyć chcesz koniecznie dzisiaj,
weźże, Panie Boże, zrób z tej kości Zbysia.
Lepiej już mieć ząbki bobra,
niźli być znajomym Ziobra.
Lepiej zginąć – rzekła kobra –
niż uznanie mieć u Ziobra.
Lepiej nawet przerżnąć robra,
niźli natknąć się na Ziobra.
Lepiej stracić wszystkie dobra,
niźli zyskać coś u Ziobra.
Łeee, Jarzębina na mnie warczy.
Nie warcz, Jarzębinko. To nie ja, to Biblia…
Dołączyłam też (dzięki pracy nasz tu paru) do czcigodnego grona wklejających mordki. 😐 🙂 😀 .
Na zupełnym marginesie: mój mąż zapytał, dlaczego ma zablokowany podgląd mojego rachunku bankowego. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że sam Londyn tak doradził, z uwagi na bezpieczeństwo. Mam bardzo spokojnego męża.
Mawiał już Bolesław Chrobry:
bokiem mi wychodzą Ziobry,
lepiej ścierpieć setki obraz,
niźli cierpieć tak od Ziobra. 🙁
Ciekawe, czy spokój męża utrzymałby się również przy informacji, że Londyn doradził zablokowanie rachunku jako retorsję za blokadę mordek. 😀
kobieta tez czlowiek a co do kosci z ktorej stworzona Adam to bylo tak ,’ powiedziano a dam ja tej ewie pana aby nosil jej jablka z drzewa , gdyz slaba to istota i meczyc jej nie trzeba. 🙂 Tak i ja uwazam 🙂
jakos owego czleka musiano nazwac wiec dano mu Adam na imie ii … td
To prawda, mógłby się nieco zdenerwowac.
Dlatego niektóre informacje są niejawne.
Co do ziober;, to nie ma poczucia humoru. Kobietom sie to nie spodoba 🙂
No i całe szczęście, że Ziobro się kobietom nie spodoba. Kobiety to w końcu całkiem spora grupa wyborców. 🙂
ja nie napisalam o wyborach tylko o poczuciu humoru. 🙂
Gdzie jest Mordechaj???!!!
Z narażeniem kudłów zdobyłem na blogu Hoko linkę, która chyba nawet umarłego Kota przywróciłaby do życia. 😀
http://www.youtube.com/watch?v=eYSbUOoq4Vg
haha super . 🙂 dobrej nocki 🙂
Kocie, odezwij się – Blog wstrzymał oddech!
poswiecam, z ciezkim sercem 😳 , szlemiki i szlemy – trzymajcie tylko tego Ziobra z dala 🙄
w pracy tlumy, wyrywaja sobie pozycje z rak, klotnie i przepychanki i nich ktos powie, ze ludzie nie czytaja 🙂
calkiem mlodzi parkuja pod drzwiami:
http://lh5.ggpht.com/_rxdnqitjQpQ/TPpz5aZpctI/AAAAAAAACUs/aQA20ppVcfk/s800/Schlitten.jpg
🙂 😀
Czyżby Kot ruszył na jakąś przebieżkę po dachach? Saturday night fever? 😉
zadowolony ide spac 😀
Rysiu, to jest pojazd formuły pierwszej (klasy). 🙂
Może Mordka odsypia zaległości?
O co sie rozchodzi? Czyzbym nie wspominal, ze w sobote idzie najwazniejszy program w telewizji? Dzis byly polfinaly X Factora. Poziom zlwaszcza kobiet jest fenomenalny. Zostalo piec osob – trzy kobiety (w tym jedna 53-letnia dosc korpulentna Mary z poteznym glosem), jedna 5-osobowa grupa chlopieca One Direction oraz i bardzo wrazliwy mlody czlowiek imieniem Matt Cardle.
Mysle, ze wygra w przyszlym tygodniu Rebecca Feguson – z najlepszym i najciekawszym glosem w tym roku (cos miedzy Aretha a Eartha) i duza klasa sceniczna, ale osoboscie wolalbym, aby wygrana zostala Cher LLoyd, ktpra ledwo ukonczyla 17 lat, chetnie rapujaca, bardzo wspolczesna, odwazna w doborze repertuaru i interpretacji. Ma swietna obecnosc na estradzie. Cher ma w sobie cos bardzo frapujacego i niepokojacego jednoczesnie. I wyzywajacego tez. Takie lubimy.
Rebecca zas zaspiewala dzis jako druga piosenke Amazing Grace i powalila wszystkich na kolana.
Mary Byrne (ta 53-letnia) tez mi sie bardzo podoba i cieszy mnie, ze ludzie tydzien w tydzien na nia glosuja, choc nie jest szczypiorkiem i nie jest tak atrakcyjna fizycznie jak pozostali polfinalisci.
Ale wygra pewnie Rebecca.
Tu Cher Lloyd sprzed paru tygodni spiewa przejmujaco Stay with me (Shakespears Sisters)
http://www.youtube.com/watch?v=1xqIdFU0TRg
A tu Rebecca Ferguson, tez sprzed paru tygodni, spiewa Eltona Johna:
http://www.youtube.com/watch?v=QaMlnfYVndA
No i jeszcze dorzuce Mary, abyscie mieli calkowite poczucie, ze wspoluzestniczycie w moich nerwach. To sprzewd bodaj trzech miesiecy:
http://www.youtube.com/watch?v=yr4Zfhox3t0
W mojej ocenie z trzech w/w pań Mary Byrne jest najlepsza.
Zarówno głosowo jak i estradowo.
Dobranoc Wszystkim.
Mnie sie Mary tez bardzo, bardzo podoba, Ale obawiam sie, ze nie ma szans, bo zamiast pozwolic jej spiewac taki repertuar jaki jej najlepiej pasuje, musi tez spiewac rozne rokowe kawalki, gdyz musi pokazac „roznorodnosc” swoich mozliwosci. A Mary jest t.zw. belter, czyli najlepsza jest jak sie moze rozedrzec na calego i spiewac rzeczy z duzym ladunkiem emocjonalnym. Ona jest kasjerka z Tesco. Mysle i mam nadzieje, ze do kasy juz nie wroci.
No to życie jest naprawdę snem wariata!
Z takim talentem!
Ostatni raz – podrzucam Xher LLoyd na pierwszym przesluchaniu, kiedy miala jeszcze 16 lat:
http://www.youtube.com/watch?v=JglWZ-wC3Vk
Pięknie te panie śpiewają. I sen wariata, a jakże.
Aktywne mapy – http://polmap.republika.pl/polska1.htm , znacie?
Wyjęłam z walizy już zapakowane głośniki.
Na tym lepszym odsłuchu Mary Byrne jest jeszcze bardziej najlepsza.
Dobranoc.
Tereso, znamy! Bobikowi się zatrzymywały na XIII. wieku.
Bo nie chciał pozwolic Mongołom na dokończenie najazdów.
OK, Mar-Jo. Jutro zaglosuje na nia w Twoim imieniu. Niech mnie kosztuje. Bardzo chce zeby Mary sie dostala do finalu. Publicznosc cudownie na nia reaguje, co dobrze naprawde swiadczy o publicznosci.
Ale na Cher tez zaglosuje.
Mar-Jo,
jo, już pamiętam 🙂 Niech to licho.
Tereso, 😀
ja mam jakiś defekt chyba z pamięcią jakoś związany.
Znajomi twierdzą, że jestem w stanie przypomniec sobie , co mówili na przystanku tramwajowym 12 maja 1983 roku.
Kocie, dziękuję. 😀
http://www.youtube.com/watch?v=9hoDWyWsxFc&feature=channel
Też uważam, że pamięć mnie „zgubi”, ale jak widać są i wyjątki 😉
Dzieki, Teresko. Nie mialem juz odwagi wrzucic pirwszego przesluchania Mary.
Mar-Jo, zajawka świetna, a teraz, proszę, ścieżka dzwiękowa. Wycinając, rzecz jasna, uwagi o pogodzie.
Piesku i Kotku, wysłałam maila 😀
Kotek juz odpowiedzial. 😈
Ha! Sylwester w Londku zaczyna pączkować. 😆
😈 😈 😈
Nisiu,
czy już rozpakowałaś lampę i ją wypróbowałaś?
AAA, lampę.
Dwie lampy. Ta jedna, co wygląda jak biurkowa rzeczywiście mnie budzi. Ma bardzo mały zasięg i żeby mi robiła dzienne światło na gębie, musi stać na stoliku przy łóżku. Inna rzecz, że jeśli idę spać o czwartej, a ona mnie budzi o dziewiątej (tak ją nastawiłam), to ja zaraz potem idę spać od nowa.
No ale to nie jej wina, ona swoje robi.
Druga jest dużym plastronem stojącym na podłodze i świeci jak wściekła. Ale to jest przyjemne światło, bo rzeczywiście przypomina dzienne. Ostatnie trzy dni mieliśmy prawdziwe słońce, więc jej nie używałam.
A tak w ogóle, to i tak zapisałam się do psychiatry. Depresji trzeba dokopać profesjonalnie i kompleksowo.
Jeśli chcecie się zabawić w autodiagnozowanie, to jest taki teścik: http://www.cpp.info.pl/index.php?go=beck1
O, widze ze Towarzystwo Nocnych Zasepionych Rozmyslaczy znowu tu buszuje, jak opetane.
Zapisanie sie do lekarza bardzo popieramy. Tez bysmy sie tu zapisali, ale nie mamy sily zlapac za slucahwke. 👿
No i na tym, Kocie, polega ta cholerna deprecha.
Miłych snów.
Jakich znowu snow?
Towarzystwo Nocnych Zasępionych Rozmyślaczy bardzo mi się podoba. Jest raźniej, jak wiadomo, że jakaś bratnia dusza też się pałęta po tym piekle.
Ale Kocie M., dlaczego tak się zasępiłeś na rozwój sylwestra w Londynie?
wyspani? nie? szkoda, sen to zrodlo dobrego samopoczucia 🙂
brykanie niedzielne
za oknem jeszcze snieg i ostatnich bywalcow klubow do domu
idacych widac
ja do pracy 😡 „pracujaca adventowa niedziela” , a jutro Mikolaj
brykanko fikanko 😀
zrobilem test z Nisi linki:
Wynik to : 10 punktów.
Wydarzyło się w Twoim życiu coś, co spowodowało, że czujesz się chwilami bezradny i zagubiony. Może pomóc Ci rozmowa z bliską osobą lub z psychologiem. Jeżeli to nie pomoże skorzystaj z porady psychiatry – nie musisz mieć skierowania od innego lekarza.
a ja glupi do teraz myslalem, ze to tylko powoli wiek robi swoje
wole brykac bez testow 🙂 😀
Zasepiony bylem dluuuugo wczesniej. Przed rozwojem. 👿
Teraz obmyslam manifest Zasepionych Nocnych Rozmyslaczy.
Manifest:
1 👿 Jestem Wielka Zyciowa Porazka i Nieporozumieniem
2 👿 Swiat jest suka, a ludze podli – prawie wszscy.
3 👿 Dlaczego ja?
4 👿 Papierosy i alkohol pomagaja zasnac.
5 👿 Mozna jeszcze dzien czy dwa wytrzymac bez kapieli.
6 👿 Rachunki nie zajac.
7 👿 Jak umre to pozalujecie.
Dzień dobry.
U mnie w nocy spadło ok.15 cm śniegu. I nadal sypie!!! (jestem na wysokości ponad 400 m.n.p.m).
Jak tak dalej pójdzie- mogę miec poważne problemy z powrotem do Polski. Jestem psychicznie nastawiona na wyjazd w czwartek o godz. 6.00. Nie uciągnę tego ni godziny dłużej, chiba.
A może ja bym tę Pręgowaną wziął do siebie, co? Misek u mnie dostatek, to nie będzie problemu…
Dzień dobry 🙂 Czytając Zasępiony Manifest popłakałem się głęboko. 😥 Wprawdzie ze śmiechu, ale to mniej ważne. Intencją Manifestu było, jak rozumiem, wywołanie łez u publiczności i to się udało znakomicie.
Jak znam deprechę, poczuła się bardzo dotknięta takim celnym trafieniem w jej wrażliwe punkty. 😈
Ryś może nie podpisałby się pewnie pod Zasępionym Manifestem, ale może pod takim cytatem z Marcela Acharda: Ludzie wierzą, że aby zdobyć sukces trzeba wcześnie wstawać. Otóż nie – trzeba wstawać w dobrym humorze. 🙂
Hoko, czyś Ty zwariował? Oddać Ci Pręgowaną? 😯 A na kogóż ja bym wtedy narzekał? 😈
Mar-Jo, nie chcę Ci udzielać łatwych pocieszeń, zwłaszcza że pogoda zawsze może wyciąć jakiegoś fikołka. Po zerknięciu na stronę meteorologiczną stwierdziłem, że czwartek jest dosyć na-dwoje-babka-wróżyła: u Ciebie pokazują śnieg, ale już np. w Dortmundzie jest bez śniegu, choć z kilkoma minusami, a w Szczecinie pogodnie i prawie ciepło, chyba tylko minus 2. Ogólnie – im dalej na wschód, tym pogoda będzie lepsza, więc będziesz się przemieszczać (nawet nie wiem czym, autobusem czy samolotem?) we właściwym kierunku. 🙂
Zarządzimy we czwartek blogowe trzymanie kciuków, a gdyby – tfu, tfu! – nie pomogło, to urządzimy jakąś Imprezę Pocieszenia. 🙂 Mamy wprawę po kwietniowych harcach wulkanu, które tego i owego przetrzymały wbrew jego woli w miejscu aktualnego pobytu. 😉
Na marginesie – kiedy wstukałem na stronce pogodowej Szczecin, odpowiedziało mi, że ni ma takiego źwirza (a np. Kraków i Warszawa po polsku są). No to wrzuciłem Stettin i kazało mi wybierać między Stettinem w woj. zachodniopomorskim, Polen, a Stettinem na Jamajce. 😆
Rysiu, bardzo dziękuję za wsparcie. Będę wracac busem.
Jeśli by sypnęło tutaj w ilościach podobnych do ubiegłorocznych,
bus może nie dac rady.
Sypie nadal okrutnie!
Trzymanie kciuków bardzo się przyda!
Robię dzisiaj generalną próbę pakowania walizki. 😕
Na Jamajkę, do Sylwestra 🙂
Bobiku, sorry, ww było kierowane do Ciebie oczywiście.
Mar-Jo, w dwie walizki nie możesz?
Tereso, wolałabym w jedną (mam ogromną). Częśc rzeczy wysłałam do domu, ale doszło chyba więcej, niż to co odesłałam.
W busach są dośc ograniczone przestrzenie bagażowe.
Czuję już taką Reisefieber, że myśląc o Bobiku – dziękowałam Rysiowi.
Martwię się o Nisię. (Nisiu, przepraszam, że włażę, ale od piątku będę w Szczecinie. Z dużą ilością wolnego czasu. Jeśli mogłabym pomóc -namiary mailowe na mnie są u Bobika. Może chociaż w charakterze kierowcy z samochodem? Przepraszam raz jeszcze).
Nc się nie zmarnowało, Mar-Jo. Ryś też Cię na pewno wspiera duchowo. 🙂
Nisi oczywiście bardzo chętnie mail zapodam. 🙂
Może się okaże, że potrzebuje sprawdzonej bojowniczki do pomocy w wykończeniu zapasów rumu Pussera? 😈
vitajcie! Bobiku jak tylko przyjdzie wiosna zaraz zawnioskuje o spotkanie z Toba. Masz bardzo zrownowazony charakter, koniecznie musze Cie poznac blizej. Jak bede kupowala psa to tylko bialego w latki i spokojnego. Jak widzisz nie podobnego do Ciebie z wygladu. Tak oto dokonuje wyborow. 🙂 Czyli troche tego troche tamtego. 🙂
nie wyobrazam sobie wyjazdu na sylwesta do drugiej wsi a co dopiero na Jamajke. Wlasnie przeczytalam Polityke, ostatnie wydanie . Wczesniej nie mialam czasu ciagle gdzies sie spiesze a moze jestem zbyt powolna .. To gazeta ktora sprowadza mnie w kulturalny sposob na ziemie. Bardzo ciekawe artykuly. Fajnie ze Pan Rysiu Gronski wrocil do gazet.
teraz kolej na druga strone medalu ale to juz wieczor. Ide na wybory . 🙂 milej niedzieli.
Dzień dobry 🙂
Doczytałam, dosłuchałam. Mary B.!
Moja kasa jakaś wybrakowana, wcale tak nie działa 🙁 Może przeniosę się do Tesco 🙄
Deprechę trzymam na dystans. Ona wie, że ze mną nie ma żartów, bo mocno dmucham 😎
a nie bylabym soba jakbym nie dodala okrzyku ! Kiedy wreszcie kobiety bede traktowane na rowni z facetami.! Czy to mozliwe ze tak latwo poddajemy sie lzom i manipulacji ? Zgroza. / Polityka-artykul/
E, ja tam jestem przekonany, że kobiety są twardsze, niż się wydaje. To się ujawnia szczególnie w sytuacjach podbramkowych – tam, gdzie faceci się załamują albo zaczynają chlać, kobiety zaciskają zęby i ciągną wózek.
Mnóstwo jest takich miejsc na Ziemi, gdzie bez kobiet nie byłoby po prostu niczego. Bo tamtejsi faceci wolą się zachlać czy zaćpać na śmierć, zamiast się zwyczajnie zabrać do roboty.
I nie chodzi mi tu, broń panie B., o to, że faceci są „genetycznie gorsi”. To jest kwestia uwarunkowań kulturowych. Tam, gdzie nie honor jednemu z drugim macho wziąć się do babskich robót, tworzą się takie chore układy, na których, wbrew pozorom, właśnie faceci najwięcej tracą.
Mordkowego X-Factora odsłuchałem dopiero teraz. U nas się lubi chropawe, czarne głosy, więc mój głos daję na Rebeccę. 🙂
Przy okazji wyszukałem w niemieckim odpowiedniku X-Factora takiego faceta, który śpiewa w duecie sam ze sobą. 😀
http://www.youtube.com/watch?v=kxwwXJpY0tc
Bobiku , pewnie tak jest jak piszesz, ale w poboznych zyczeniach. Fakty mowia cos innego. To nie znaczy ze kobiety nie sa dzielne, bo sa jednak to za malo aby trwac w przyzwoitym zyciu razem z dziecmi. 🙂 nie jestem literatka wiec nie podejmuje sie wytlumaczyc o co mi chodzi. Tak czy owak nie jest dobrze. Ale jak to powiedzial ktos mily zawsze moze byc lepiej. 🙂 pa
Fakty mówią, Jarzębino, że zdecydowana większość krajów afrykańskich „stoi” na kobietach. A żeby tak daleko nie szukać – w dużej mierze również choćby matuszka Rossija.
Ale faktem też jest, że – poza Rwandą – nie przekłada się to w tych krajach na reprezentację polityczną.
To specjalnie dla Bobika – Rebecca wczorajsza w Amazing Grace:
http://www.youtube.com/watch?v=-z5N1UDhx4o
Ona ma wspanialy glos, nie da sie ukryc. Jej mentorka jest Cheryl Cole , zasiadajaca w jury, prygotowuje do wystepow takze Cher Lloyd, moja fawoytke.
A Rebecca byla zrazu bardzo niesmiala i unikala patrzenia na publicznosc. Bardzo pracowano nad jej gleboka niesmialoscia i poczucem wlasnej wartosci. Ona jakby nie zdawala sobie sprawy z tego jak jest dobra.
No, Rosja pierwsza miala mnister Jekatierine Furcewa, zanim komukolwek sie snilo, ze mozna ot tak sobie, opierd.. Paula Robesona na goscinnych wystepach. 😯
Ze o Aleksandrze Kollontaj nie wspomne. Manuela Gretkowska przy niej to pensjonarka ze szkoly sw. Magdaleny… 🙄
Mar-Jo, wzruszyłaś mnie o poranku. W ogóle się nie martw. Z radością się spotkam, zadzwoń jak przyjedziesz. Mam nadzieję, że pobędziesz kilka dni, bo ja akurat w sobotę wybieram się do Gdyni, ale wrócę w poniedziałek. Rum Pussera w domu jest (święta resztka w buteluni 200ml, takiej suwenirowej, a z Gdyni przywiozę sobie Wielkiego Kongregatora naszej rumowej Kongregacji (oby żyła wiecznie), Marka Szurawskiego – będzie można od razu Cię zaprzysiąc… chętnie spełnię rolę niezbędnej w takich przypadkach Wielkiej Lufy.
Kocie, manifest genialny, z jedną poprawką: gdyby świat miał być suką, byłoby cudnie. Szanta się odgraża, że Cię ugryzie w ogon za takie sformułowania.
Co do tych śpiewających dam, jestem za najgrubszą – z solidarności.
A co do faceta w duecie, to ponoć właśnie barytony najczęściej umiom śpiewać również kontratenorem. Fajny pan.
Ale nasi równie dobrzy, a Cezik śpiewa na sześć głosów…
http://www.youtube.com/watch?v=mz83od-rIR0
http://www.youtube.com/watch?v=APKyPYR7jAk&feature=related
Albo do tyłu…
Cezik śliczny. 🙂
Nisiu, ja nie wiem, czy słuszne jest podawanie w sieci swojego numeru telefonu. Różni obłąkani kawalarze się zdarzają. 🙄 Może ja to lepiej wymażę, a Mar-Jo poślę mailem?
Mordechaju, nie o jedną Furcewą chodziło, jeno o procenty. 😉
Noca sluchalem jak Jeremy Paxman rozmnawia z Ch. Hitchensem. Rozmowa dotyczyla glwnie umierania (bardzo up my street w tej chwili) i patrzniea za siebie – Hitchens jest po chemii, ale potwor juz powrocil i zaatakowal pare innych organow. Jeremy zapytal m.in. czy Hitchens zaluje, ze ostro ptrraktowal swego czasu Matke Terese. Odpowiedz byla, ze zaluje, ze nie potraktowal jej znacznie ostrzej, bo wszysto co glosila wzbudza w nim wzgarde. I powiedzial tez, ze biede w swiecie, taka jak ja dzis znamy, mozna byloby wyeliminowac , gdyby kobiety na calym swiece mialy kontrole nad wlasna rozrodczoscia i nie byly uwiazane do swej biologii, do Matki Natury, ktora im kaze plodzic dzieci ponad szelka miare mozliwosci naszej planety. Gdyby mialy dostep do kontacepcji i zabiegow usuwania niepozadanej ciazy.
Vey fierce gentleman, Hitchens is.
Absolutnie tak , Bobiku,
niebezpieczne jest puszczanie w przestrzeń numeru tel. Ja już spisałam ten numer.
Mój PIN- kod leci następująco:….
Grubośc pokrywy snieżnej u mnie ok. 40 cm (na oko, bo nie wychodzę dzisiaj z domu).
Nisiu, ja jestem szczecinianka jedna. Wracam do domu na ok. 2 miesiące. Marek Sz. w moim domu bardzo ceniony jest („Szanty i szantymeni”).Podam namiary na siebie po przyjeździe.
W razie potrzeby: dzwoń.
To ja jednak na własną łapę wyjmę ten numer, zanim jakiś wariat się nim zajmie. 😉
Gdyby Nisia bardzo chciała, to zawsze mogę wstawić z powrotem. 🙂
Wypytałem mojego ludzkiego brata na okoliczność tutejszego X-Factora (tu się to nazywa Supertalent). Okazało się, że właśnie wczoraj do finału przeszedł wspomniany Freddy tudzież pewien tancerz, Tobias Kramer. Głuchoniemy. 😯
http://www.youtube.com/watch?v=2djX6GX77bA
Podobno on muzykę odbiera jako drgania i według tego tańczy. Niezły numer! 🙂
Dobry ten Tobiaszek, ale Supertalent nie jest odpowiednikiem X Factora, gdyz ten jest konkursem wylacznie spiewaczym i mozna w nim startowac tylko po osiagnieciu 16 lat. Natomaist odpowiednikem niemieckiego programu jest z pewnoscia Britain’s Got Talent, gdzie ramy wiekowe sa nieogranoczne i mozna nawet pokazywac tresure psow lub gwizdanie na grzebieniu. I nagroda nie jest milionowy kontrakt z wytwornia plytowa i wydany nazajutrz singel, a jedynie mozliwosc wystapienia w dorocznym Royal Variety Show przed obliczem JKM i innych czlonkow Firmy.
Slynny Paul Potts i jeszcze bardziej slynna (juz wydala trzy plyty – 5 milionow sprzedanych) Susan Boyle wygrali wlasnie Britain’s Got Talent. Moj ulubiony zespol ulicznych tancerzy robi dzis tez wielka kariere.
A taniec grupy gluchoniemych odbierajacych rytm przez wibracje w podlodze wykorzystal rowniez (chyba wtedy po raz pierwszy) slynny amerykanski tworca awangardoweg teatru S. Wilson w glosnym przedstawieniu (bylem na premierze) The Life and Times of Sigmund Freud. Rok chyba 1970 albo 71.
W sensie telewizyjnego formatu oczywiście X-F i Superalent to dwie różne rzeczy, Mnie chodziło raczej o zasięg, społeczny oddźwięk, zainteresowanie, możność kreowania gwiazd, takie rzeczy. Bo X-F też tu jest, ale człowiek z kulawą nogą się nim nie interesuje. Ten format jakoś nie podbił niemieckiego rynku. A o Supertalencie nawet we własnym domu mogłem szybko uzyskać informację. 🙂
fajnie spiewaja w angielskiej tv, w niemieckiej podobno tez ciagle sa programy dla spiewakow amatorow, ale (przed laty ogladnalem jeden caly odcinek) wiecej czasu zajmuja wulgarne, idiotyczne
komentarze komisji sedziowskiej i bloki reklamowe, a to nie na moja cierpliwosc 🙂
Mar-JO, ja tez bede „kciukowac” Twojemu powrotowi 🙂
Bobiku, i to jest prawda (10:52), dobry humor to moje kolejne ulubione imie 🙂 😀
dzisiaj uslyszalem, ze „kto za duzo mysli, ten zle zasypia i zle
przesypia” ❗
spie jak kamien, od myslenia wole brykanie 8)
dobry dzien w pracy 🙂 setki zadowolonych klientow, pozycje i
inne imponderabilia zapelnia jutro wyczyszczone buty 😀
Inge Auerbacher
Ich bin ein Stern
Sterne am Himmel, ein Stern auf der Brust.
Mama, ich weiß, ich hab’s längst gewusst,
Kein Zeichen der Schande ist er, mein Stern,
Ich trag ihn mit Stolz, ich trage ihn gern.
Ein Stern als Lohn, der höchste Preis,
So war es immer, ja, Papa, ich weiß.
Es ist mir egal, was die anderen sagen,
Ich will ihn für mich und trotz allem tragen.
Ich bin ein Stern.
Wenn sie über mich lachen, wenn sie mich schelten,
für mich soll der Stern etwas anderes gelten.
Sie starren mich an, sie zeigen auf mich,
sie sind ohne Stern, der Stern bin ich.
Sie sind von Gott, die Sterne der Nacht.
Auch mich, auch mich hat er gemacht.
Weine nicht, Mama, hör mein Versprechen,
Niemand wird meine Seele zerbrechen.
Ich bin ein Stern.
Rysiu,
dziękuję baardzo! „Kto ma na dachu sąsiedniego domu maszt przekaźnikowy telefonii komórkowej ten źle zasypia i źle przesypia”- mój przypadek. Przestawiłam łóżko- jaka ulga!
Bobiku,
próba generalna pakowania walizy wypadła nieźle.
Mam wreszcie trochę czasu. Sprawdziłam ten Stettin na Jamajce.
To jest górka, 713 m.n.p.m.
Rysiu, dziękuję za wiersz.
O Boze! Odpadnie albo Cher albo Mary! Maja spiewac drugi raz.
To nie jest FAIR!
Kocie, daj znac, która odpadła.
👿 👿 👿
Odpadla Mary, jak sie obawialem. Jednym pocieszeniem jest, ze ma juz kontrakt na charytatywne nagranie plyty dla brytyjskich zolnierzy w Afganistanie, bo ponoc cieszy sie wsrod nbich ogromnym mirem.
Do fnalow przecszli:
Rebecca (czuje ze ona wygra},
Cher – obie ten panie mentorowane przez Cheryl Cole z Girls Aloud,
Matt Cradle – mentorka jest Danni Minogue, siostra Kylie,
oraz grupa chlopieca One Direction – mentorem jest Simon Cowell.
Ciekawe, ze ta grupa zostala stworzona z nadwyzek zdolnych ladnych mlodychg chlopcow, ktorzy pojedynczo przeszli przez iles tam stopni eliminacji i trzeba bylo ich jakos zutylizowac. Rozne mlode sziksy szaleja na ich punkcie, bo sa bardzo wszusc ladni i widac, ze jako grupa spiewajaca bardzo sie polubili i dobrze im se spiewa razem
Mysle, tez, ze tworcy programu postanpwili, ze nalezy porownu w finalach podzielic plcie. Wiec biedna wspaniala Mary musiala wypasc.
Ladni chlopcy spiewaja klasyke gatunku:
http://www.youtube.com/watch?v=wtxPIXE_Nrg
Ale i tak not my cup of chicken broth
Bobiczku, dzięki, prawdziwie troskliwy z Ciebie MIŚ.
Były kiedyś w telewizji Troskliwe Misie, kto pamięta? Bo ja nie. TYlko nazwę.
A mnie wymiotło z domu do radia na koncert zespołu Brasy z Bytomia – bardzo przyjemne śląskie synki, co mają głosy, wdzięk i umiom śpiewać. Bas ma milusią ksywę Bufet. Już za to samo można ich lubić. Ale nie tylko, nie tylko!
Mar-Jo, jest szansa, że trafisz w sam raz na imprezkę… różni wielbiciele Marusia (sami Kongreganci, żeglarze i szanciarze – w odróżnieniu od szantymenów) jak się dowiedzieli, ze będzie u mnie, to już postanowili, że wpadną. Wpadaj i Ty, będziesz mile widziana.
Tu możecie posłuchać, jak brzmią Brasy: http://www.brasy.pl/index2.php
Albo lepiej tu:
http://www.brasy.pl/index2.php?go=nagrania
A to Matt Cradle:
http://www.youtube.com/watch?v=D-5M93tovEs
Wziąłem się na sposób. Jak Pręgowana poszła wyżerać z mojej miski, to ja przyszedłem na kotowe. 😈
http://wyborcza.pl/1,110916,8760802,Posluchaj_kto_zabil_premiera.html?as=1&startsz=x
Mar-Jo, i właśnie dlatego, że istnieją – i śpiewają – tacy synkowie jak te tu Brasy, moje depresje (chociaż upierdliwe nad wyraz) ostatecznie nie mają szans.
Albo tacy synkowie – też ze Śląska. Solista wykłada na uniwersytecie, nawiasem mówiąc, ale nie tylko za to go szanujemy… http://www.youtube.com/watch?v=JA7Ngxj6FG0&feature=related
„The First Time Ever I Saw Your Face” – czy ktoś jeszcze pamięta,
jak to śpiewała Roberta Flack?
Bobiku, znam domy, w których zwierzyna na stałe tak się zamieniła.
Ślonskich synków może być coraz więcej. Godka wyraźnie w modę wchodzi. 🙂
http://wyborcza.pl/1,75475,8764397,Godomy_po_slonsku__Gdzie__Na_fejsie.html
Robertę Flack pamiętam, chociaż psy właściwie tak długo nie żyją. 😉
Uwazaj Bobik by Ci kotowe nie zaszkodzilo. My mamy sposoby oduczania od czestowania sie z naszej miski. Miej w poblizu jodyne i plastry, zwlaszcza na oczy. 😈
Mordko, smerfię parytety 👿 i ładnych chłopców 👿
Osobiście preferuję śląskich ŚPIEWAJĄCYCH synków, a jest ich legion, bo to muzykalny region. Mój własny dziadek sprokurował sobie czwórkę dzieci, bo chciał mieć w domu kwartet smyczkowy.
Rym wyszedł przypadkiem.
Napiłabym się piwa. Ale nie mam.
Bobiiiiiku, a słyszałeś kiedy o koktailu z kota?
Nisiu, kiedyś w moim domu dużo się śpiewało.
Moje dzieci mają absolutne słuchy, już nie mam odwagi śpiewac w ich obecności.
Ale kiedy nikogo nie ma w domu…..!!!!
Teraz u mnie zdecydowanie dużo się gra.
Chłopaki ze Śląska super śpiewają!
Cieszę się, że jesteś twarda baba!
Koktajl z kota? To chyba kotkajl . Ale i tak nie słyszałem. 😛
Nie podam przepisu, bo się boję Mordki.
Mar-Jo, Stara pamieta, bo bardzo Roberte F. lubila i miala ze dwie jej plyty. To byly MELODYJNE piosenki, ktore jeszcze mozna bylo podspiewywac. jak Killing me softly…
te zdania:
Polaka by szlag trafił na myśl o tym, że państwo mu zabiera 80 proc. z jego zarobków i daje to na zasiłki dla dziewięciorga dzieci pakistańskiego imigranta.
– Och! No cóż, ja na to patrzę inaczej. W moim wieku człowiek więcej już myśli o swoich ostatnich chwilach niż o tym, na co by tu wydać pieniądze. Swoje ostatnie chwile zapewne spędzę w szpitalu. W tym szpitalu tyłek mi będzie wycierała pielęgniarka, która raczej nie będzie pochodziła ze starej szwedzkiej rodziny. Bardzo możliwe, że będzie jedną z dziewięciorga dzieci pakistańskiego imigranta. I ja wtedy powiem, że jesteśmy kwita.
Może spróbujcie czasem w Polsce też spoglądać na to z takiej perspektywy – nawet jeśli teraz odnosisz sukces i drażni cię, że państwo zabiera ci pieniądze, żeby pomóc komuś, komu się gorzej powiodło – to przecież nie wiesz, co będzie się z tobą działo za dwadzieścia lat i czy sam wtedy nie będziesz potrzebował pomocy. Tak rozumujemy w Szwecji.
Więcej… http://wyborcza.pl/1,110916,8760802,Posluchaj_kto_zabil_premiera.html?as=3&startsz=x#ixzz17HCy1xhA
z tego wywiadu.
tez zblizam sie do wieku „starszego” i do tego ostatnio z „podcieraniem” w zyciu mi blisko
dobranoc nocni pilnowacze Bobikowa 🙂
Kocie, ja miałam taką grampłastinkę z Robertą F., Killing me softly with his song też tam była. A płyty dostawałam ze Związku Radzieckiego, od przyjaciółki Rosjanki.
Mar-Jo, Ty przyjedź na jakie szanty, pośpiewasz bezkarnie do zdarcia gardła…
http://www.youtube.com/watch?v=_yzjulHLG7o&feature=related
(to też synkowie ze Śląska)
Piwo mam jeszcze z lata, więc za jakość nie gwarantuję. 🙄
O, ty, co cię nie mam pod ręką,
chociaż mi ozór przysycha!
O, ty, coś tak straszną jest męką,
kiedy do ciebie się wzdycha!
O, z pianą, ty, albo bez piany,
byle z lodówki czeluści!
W dzień taki, jak sauna rozgrzany,
ochota na ciebie nie puści,
więc by nie zdjęło szaleństwo
rozpalonego czerepu,
decyzję podjąć trza męską
i podrałować do sklepu!
Prawde powiedziawszy nie zdarzylo mi sie spotkac pakistanskiego imigranta z dziwieciorgiem dzieci, ale slyszalem o takich nielicznych zreszta katolikach z Irlandii. Oni tam juz tez nauczyli sie uzywac prezerwatyw i tabletek. A i tez panstwo na nie nie zabiera 80%. W jakim kraju panstwo zabiera az tyle?
Pakistanczycy potrafia pracowac 24/7 aby dziecko wyslac na nauke do Eton. Robotna i ambitna nacja. Najwiecej wsrod nich milionerow w Krolestwie.
Nisiu, na szanty? Czemu nie!
Hej, ruszamy w rejs, do portu naszych marzeń …
Gdzie ta keja, przy niej ten jacht….
Cztery piwka na stół, w popielniczce pet….
Dziewczyny z St. Johns, el non paper,latały awionetką…
Nisiu, a kto się nie boi Mordki? 😈
Nie do mnie było, ale odpowiem. Ja 🙂
W Niemczech wyższa dzietność imigrantów jednak dosyć się rzuca w oczy, ale też tutejsza rodzima dzietność jest na dość śmiesznym poziome. 😉 Tyle że to zwykle się nie bierze z głupoty imigrantów i ich nieumiejętności stosowania antykoncepcji, a z innej hierarchii wartości. Niemieccy Niemcy w pierwszym rzędzie myślą o dorobieniu się, o samorealizacji, o karierze, a jeżeli już decydują się na dzieci, to tylko na tyle, żeby nie obniżyło to ich standardu życia. A dla imigrantów rodzina i to liczna rzeczywiście stoi na pierwszym miejscu (albo na drugim, zaraz po Allahu) i dla niej decydują się biedniej żyć lub więcej pracować.
Kwestia wyboru.
Amen rysiu,
Zapodam w mojej stolecznej korespondencji, ze z powodu za poznego wyjscia z domu i braku parkingu nie udalo nam sie z Mlodsza Siostra dotrzec na rynek Starowki na ten caly Bozonarodzeniowy zgielk, ktory juz mialysmy okazje troche zaliczyc na Polach Elizejskich w Paryzu, i znowu wyladowalysmy we Wspolczesnym, tym razem na wspolczesnej francuskiej sztuce z Pszoniakiem i Fronczewskim. Sztuka byla to przez male s, ale Pszoniak b. fajny. Fronczewski wciaz wg mnie ma taka dziwna maniere nietypowej intonacji i melodii zdania, ze prawie nie moge sluchac co mowi tylko jak mowi.
Jutro kolejna wizyta u Rodzicow meza i drugie podejscie do Starowki.
Z historii jedrzejowszczyzny: do konca drugiej wojny swiatowej uzywano do palenia torfu. Od pierwszej swiatowej nie noszono strojow ludowych, nie tanczono tancow ludowych. Nic dziwnego ze Mama nie umiala ludowych piesni innych niz te zespolu Mazowsze albo Slask.
Ale się Królik rozszalała z tę kulturą. 😆
Króliku, a ja mam dla Ciebie pomysł na świetną fuchę jak już wrócisz do Kanady. Zostań indiańskim wodzem. To się u Was ponoć bardzo opłaca. 😆
http://wyborcza.pl/1,75248,8768294,Indianscy_wodzowie_zarabiaja_wiecej_niz_premier.html
Właśnie przeczytałam. Polecam:
http://wyborcza.pl/1,75480,8762005,Wszyscy_mowia__kocham_cie.html
Mordko, ponoć osoby, które w Szwecji (wiem od koleżanki, która mieszka tam na stałe już sporo lat i się takimi kwestiami interesuje; jej mąż jest Szwedem) płacą 80 % podatku, co najwyżej płacą go 55 %. Bo najwyższa stawka jest tylko od części dochodu. Podatek jest progresywny. U nas najwyższy podatek PIT to 30 %.
Bardzo, bardzo skomplikowane Bobiku. Mysle, ze duze kwoty nalezalyby sie kazdemu Indianinowi w rezerwatach co roku za to co od nich wzielismy, a co im dalismy i dajemy w zamian.
Rezerwaty w teorii rzadza sie samodzielnie, bez prawie zadnych instytucjonalnych samorzadowych kontroli. Cud boski, ze naduzyc nie jest w rezerwatach wiecej. No ale na razie mistrzem w naduzyciach jest Montreal, gdzie mafia wloska rozgoscila sie od lat jak u siebie w domu. Montreal bedzie niedlugo wygladal jak Palermo (w sensie rozpadu publicznego budownictwa i infrastruktury), a przeciez ma wiecej roznego rodzju zabezpieczjacych mechanizmow niz rezerwaty.
Puchalo, niby się ten artykuł kończy happy endem, ale jednak działanie tego całego Systemu krew w żyłach mrozi.
Co jeszcze mną wstrząsnęło, to że zakonnicom zasady ich ośrodka nie pozwalają na zbyt duże okazywanie uczuć dzieciom. To znaczy, że dzieci w ośrodkach prowadzonych przez zakonnice programowo są pozbawiane okazywania uczuć przez opiekunów? 😯 I to się uważa za normalne i w porządku? Bo dziecko to taki automacik, który wystarczy oporządzić, spyży zadać i zagonić do kojca?
Wrrrrrr…… 👿
I to się uważa za normalne i w porządku? Bo dziecko to taki automacik, który wystarczy oporządzić, spyży zadać i zagonić do kojca?
Oglądałąm wczoraj program na kanale kulinarnym, opowiadający o kilkorgu nastolatkach, uczniach szkoły gastronowmicznej, którzy w jakimś konkursie wygrali staże w restauracjach w Nicei. Pomijam treść całego reportażu, bo pasjonująca nie jest, a sam program obejrzałam trochę jednym okiem, z rozpędu (w tym czasie miał być Anthony Bourdain, ale nie było). Jedna rzecz mnie uderzyła: wszyscy ci młodzi ludzie podkreślali, jak miło im się pracowało w Nicei i jak wiele się nauczyli, ponieważ w przeciwieństwie do praktyk odbywanych w Polsce, traktowano ich po partnersku i nikt nie darł na nich mordy (no offence, Mordko 😉 ) gdy popełnili jakiś błąd, tylko spokojnie tłumaczył, co i jak należy wykonać. Znamienne, prawda?
Mar-Jo, mówisz i masz: http://www.youtube.com/watch?v=AXOXzvAs1gc
No, właśnie ten artykuł jest dość wstrząsający w kilku aspektach. W zamierzchłych czasach znałam taki dom dziecka dla dzieci upośledzonych prowadzony przez zakonnice, ale wtedy się powszechnie uważało, ze te dzieci i tak mają lepiej niż te w państwowych sierocińcach.
Z drugiej strony optymistyczny jest fakt, że tylu jest wciąż lekarzy dla których najważniejszy jest człowiek a nie system.
Puchalo, czytałam to zanim wrzuciłaś. O ośrodkach trochę wiem, bo kuzynka zakonnica w tym siedzi. Jakim cudem wytrzymuje, nie wiem. Bobiku, ja bym nie wytrzymała i Ty pewnie też nie. Otorbienie straszliwe i samoobronnie konieczne. Tam wsadziłabym Gowina słyszącego krzyczące zarodki.
Vesper – no właśnie. Kiedy pracowałam w szkole, zbudowałam sobie świetne stosunki z uczniami na tej jakże prostej bazie: nie darłam na nich mordy. Moja uprzejmość w naturalny sposób generowała ich uprzejmość i chęć współpracy.
Też – nie tyle widziałam, co słyszałam, lepiąc milion pierogów – ten reportaż i uderzyło mnie to samo, co Ciebie. Dzieciaki po wielekroć powtarzały, że wszyscy byli dla nich mili.
Mam wrażenie, że u nas w wielu przypadkach uczeń służy za worek treningowy do odreagowania własnych stresów, niepowodzeń, a zwłaszcza kompleksów. Nauczyciele w ogóle nie mają takiego pomysłu, że to oni mają rolę służebną w tym układzie.
Charakterystyczna scenka: mocno starsza, zasłużona nauczycielka wydziera się jak najostatniejsza przekupka na ucznia, żądając od niego szacunku dla siebie. Ja bym tam nie szanowała wydzierającej się siadary. On też nie szanował.
Już o tym pisałam. Jedynymi osobami, które gnoiły córaska na Wyspach byli Polacy płci obojga.
Miałam kiedyś dwie zaprzyjaźnione zakonnice, już starsze osoby – jak dla mnie, wtedy one były po 50-tce. Opowiadały o życiu w zakonie i o tym, jak kościół przecina wszelkie rodzące się więzy. Jeśli ksiądz zanadto zaprzyjaźni się z parafianami, wysyła się go do innej parafii. Kiedy tylko przełożona zauważyła, że te dwie siostry są zaprzyjaźnione – jak najniewinniej – natychmiast zostały rozdzielone. Spotykały się raz w roku na wspólnej oazie, tam je zresztą poznałam. Kościół katolicki jest bezlitosny. Co widać gołym okiem.
Swoją drogą ciekawe, czy ban jest tylko na okazywanie uczuć pozytywnych, a negatywne już okazywać można, czy logika zostaje zachowana?
Negatywne wychodzą same z siebie, pozytywne trzeba wyhodować. A nie wolno, bo tylko otorbienie chroni przed fiksacją ( o ośrodkach mówię) lub herezją (mówię o całej reszcie).
Ja tez czytalam ten repotaz wzesniej.I to samo zdanie mnie uderzylo. Straszne.
Kiedys tu opowiadalam o sierocincu powadzonym przez siostry zakonne pod Warszawa. . Tam przychodza dzieci komppeletnie pelnosprawne, sieroty spoleczne, ale jesli ktore nie zostanie zaadoptowane natychmiasy, to opuszczaja ten serocnciniec w wieku 16 kat idac prosto do zamknietego zakladu pschoatrycznego, na reszte zycia. W panstwowym systenie jest przynajmniej szansa na t.zw. Dom Rodzinny, Ten w ktorym spedzilam dwa dni byl swietnie prowadzony. I atmosfera byla autentycznie rodzinna, choc mlodziez nastoletnia byla z porazeniem mozgowym. Usmiechnieci, czysci, nakarmieni, z wlasnymi pieniedzmi i domowa zwerzyna. Pogodnie opowiadalio mi o swoim zyciu.
Gdzieś czytałam, że sierocińce prowadzone przez KK otrzymują z budżetu 6 tys. zł miesięcznie na jedno dziecko.
Rodzinom zastępczym nie proponuje się takich kwot; może 1/10. Matka Adiego mogła liczyć najwyżej na kilkadziesiąt złotych miesięcznie zasiłku rodzinnego. Sama została wychowana w domu dziecka… Pytanie czy mogła podołać nie jest chyba bez sensu? Pracownicy koncernu, która bezinteresownie zabiegała o pomoc dziecku, pracownicy szpitali nieba przychylali, ale czy byliby tak spolegliwi wobec tej matki? Pytań bez końca. System jest bez sensu.
Nisiu, dzięki za piękną linkę.
W jednym ośrodku prowadzonym przez zakonnice byłam.
Nic nie powiem (minuta ciszy).
Dobranoc.
Vesper, negatywne okazywać wolno. Może uda mi się znaleźć konkretne informacje.
http://nortus.pinger.pl/m/1991979/siostry-zakonne-to-wiadomo-milosc-cieplo-radosc-i-opieka-czy-zawsze-
Wycofałem się na chwilę, bo tak sobie pomyślałem, że może chcecie zobaczyć To Zwierzę, które ostatnio tak mi postawiło życie na głowie i zająłem się umożliwieniem Wam tego. 🙂
No więc tak To wygląda:
http://blog-bobika.eu/wp-content/uploads/19.jpg
http://blog-bobika.eu/wp-content/uploads/33.jpg
http://blog-bobika.eu/wp-content/uploads/97.jpg
Czyż nie śliczna, Bobiku? Przyznaj, lubisz ją już troszkę, prawda?
„Toleruję” byłoby wiele właściwszym określeniem. 🙄
Śliczna, Bobiku. Daj znać gdy uznasz, że Pręgowana jest Ci najmilsza na Świecie 🙂 U koleżeństwa labradorka Misia sypiała z łapą kotki imieniem Mała na własnym nosie i to było to.
Starzy uważają, że ona się nazywa Julka, ale dla mnie i tak zostanie Pręgowaną. 🙄
Bobiku, łżesz jak Myszowaty.
Nie wiem, co to znaczy, to jegomość ze wsi mojej Babci. Pewnie sobie zasłużył, skoro pamięć przetrwała. Bobiku, nie idź tą drogą 😉
Wracając do ponurego sierocińca – czytaliście może „Drewniany różaniec” Natalii Rolleczek?
Pręgowana – ho, ho, co ona ma w tych oczkach przymrużonych, ho, ho…
Pies w sprawie kota łże jak Myszowaty? 😯
No sami powiedzcie – widział świat kiedy coś takiego? 😉
Bobiku,
Pręgowana Julka bardzo ładna.
A tu coś śmiesznego dla lubiących koty:
http://www.wimp.com/inefficientdrinker/
Myszowaty musiał być jakimś celebrytą. U nas też się na Myszowatego w domu rodzinnym powoływano, tylko nie pamiętam już dokładnie o co chodziło. W każdym razie nie o łganie, tylko o niechlujny wygląd chyba.
No tak, „Drewniany różaniec” to klasyka jak chodzi o zakonne wychowanie. Ale można by się jednak spodziewać, że od tamtego czasu coś się zmieniło.
W konieczność całkowitego otorbienia wskutek trudnej pracy z ludźmi nie wierzę. Znam ludzi nieotorbionych mimo wielu lat takiej pracy.
Przypomniała mi się rodzinna opowieść jednej z cioć o tym, jak facet w księgarni zapytał „czy jest Rolleczek?”, na co uzyskał oburzoną odpowiedź „tu nie ma ani roleczek, ani kuleczek!”. 😈
Jula jest piekna koteczka. Mysle, z nalezy czym predzej zaczac jej edukacje, zeby mogla takie sztuczki pokazywac jak ten kotek z linki Puchali. Ciekawe czy ten kotek jest rasy Turkish Van, ktore b. luba kapac se w wodzie, jak na jeziorne koty przystalo? Myslalam ze vany sa dlugowlose.
Dobra wiadomość:
http://www.tvn24.pl/-1,1685070,0,1,pierwszy-posel-z-afryki-w-sejmowych-lawach,wiadomosc.html
Ciekawe jak się będą zachowywać posłowie PiSu, zwłaszcza po wódce.
Do poslow PO po po wodce tez mialbym ograniczone zaufanie…..
Brawo Lublin! Niech zyje i rozkwita – moja duchowa ojczyzna! 😈
Rys znowu zapsal? POBUTKA!!! 😯
Londynski Kot Mikolajowy Budzik 🙂 😀
w moich butach przepyszna gorzka czekolada z miodem 🙂
Mikolaj zna moja slabosc do czekolad 🙄
szeleszcze gazeta, aromat herbaty i pieczywa w kuchni, spokojne czytanko 🙂
brykam 🙂
od poniedzialku brykanko fikanko 🙂 😀
brykam (pierzyna Babki z Gdyni pod pacha)
fikam
Jedni brykaja, inni sa pograzeni w rozpaczy. Wlasnie podano w BBC, ze tegoroczne Swieta na Wyspach zostana chyba tym razem odwolane. A przynajmniej ich najwazniejsza czesc czyli obiad swiateczny. BO ZABRAKNIE BRUKSELKI!!!! A bez brukselki niewyobrazalny jest indyk z nadzieniem i brukselka.. A cala brukselka – 40 tysiecy ton zamarzala na polach w zaglebiu brukselkowym, hrabstwie Lincolnshire. W studiu BBC podawano sobie jadna zmarznieta brukselke z rak do rak, nigdy nikt takiej przedtem nie ogladal i odnotowywano, ze ma okropny zapach w stanie zamrozonym, zupelnie nie przypominajacy normalnej brukslki, ktora oczywoscie ma cudny aromat, zwlaszcza jak sie ja gotuje. 👿
Mordko, może w tym roku „nowa tradycja” zagości na stołach? Ale bez problemow się nie obędzie 😉
O, to jest cos co doprowadza Kota do bialej furii, kiedy gotow jest zlapac za siekiere i okna rozwalac:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88723,7543140,_Szalony_wozkowicz__jezdzi_po_Warszawie.html
W Londynie nie jest lepiej z dostepem , ale tutejsxe metro zbudowano sto lat temu!
nie wiem czy ktoś już to podrzucił, ale czytam, czytam i coraz bardziej mnie wciąga
http://wyborcza.pl/1,75480,8761853,Zwyciezcy_mysla_inaczej.html
Foma, swietna rozmowa, dziekuje. Rzeczywiscie to co on mowi jest natychmist rozpoznawalne z oberwacji. POlska kultura nie uczy pracy zespolowej, co np zauwazali czesto (z wielka irytacja) Anglicy stykajac sie z kultura jaka panowala w naszej redakcji. Jeden nawet, znakomity dziennikarz i coach usilowal nas tej pracy zespolowej uczyc aby stworzyc nowy i nowoczesniejszy format programowy.. Byl od pierwszego dnia wysmiewany, lekcewazony, „my wieny lepiej”, az skonczylo sie wielka gorszaca antysemicka awantura (byl niestety Zydem) i po dwoch tygodniach Michael Key odmowil dalszej wspolpracy z Polakami. Co gorsza, nasze bezposrednie szefostwo uzanlo, ze wiekszosc tego zespolu (Team A) w ktorym i ja bylam, miala racje, a nie on. Przezylam to bardzo w swoim czasie, ale nauczylam sie w ciagu tych dwu tygodni spedzonych z Michaelem wecej niz w ciagu poprzednich 5-6 lat pracy w redakcji. I nie byl to jedyny taki przypadek, choc ten akurat odbil sie najglosniejszym echem w calym serwisie swiatowym, gdyz Michael powiedzial to dosc jednoznaczne: nie chce pracowac z Polakami, oni mnie nie potrzebuja, bo wszystko wiedza lepiej.
Poszlo mu znacznie lepiej z serwisem rosyjskim, gdzie go noszono na rekach i szanowano. I faktycznie z powodzeniem zmieniono format.
Ciekawe sa wpisy pod rozmowa z coachem. Chyba jedna czy dwie osoby uznaly rozmowe za interesujaca i wnoszaca cos do ich rozumienia wspolczesnego swiata i rynku pracy.. Reszta to oceny typu „kompletny belkot”, „kretyn” etc. Jakbym slyszala moj Team A sprzed lat.
Dzień dobry 🙂 Cieplej się zrobiło, śnieg stopniał i jest okropnie brzyćko. 🙁
Przygnębia mnie taki świat szarobury. Będę dziś musiał zrobić duży wysiłek, żeby nie dołączyć do Klubu Depresantów. 😉
Pracodawcą dla pracownika i jego szefa nie będącego pracownikiem, czyli właściciela firmy, bądż jej udziałowca, jest klient, jak dla urzędnika – petent, a dla polityka – wyborca, itd. Tłumaczyłam to współpracownikom i za PRL-u, i póżniej. Niech mi ktoś udowodni, że nie mam jak i nie miałam racji.
😯 – stracilam watek, Teresko. Pewnie z niewyspania.
Tę rozmowę w GW czytałem wczoraj i miałem trochę mięszane uczucia. Bo np. jak chodzi o pracę zespołową całkowicie się zgadzam – to jest – paradoksalnie – w bywszych krajach „socjalistycznych” kompletnie położone. Czasem się jakiś zespół z prawdziwego zdarzenia zorganizuje samorodnie, ale zespołowość przede wszystkim nie jest zakotwiczona w edukacji, co sprawia, że skorupka nią nie nasiąka i potem trudno się do tego rodzaju pracy dostosowuje.
Zgadzałem się też bez słowa protestu z tym, że siatka kontaktów i dobre funkcjonowanie socjalne jest ważniejsze nawet od umiejętności merytorycznych. O roli inteligencji emocjonalnej w życiu jest już zresztą bogata literatura i sprawa jest znana.
Natomast irytowały mnie chwilami elementy nachalnego „myślenia pozytywnego”. Tylko że ludziom lansującym positive thinking szalenie trudno jest cokolwiek przetłumaczyć, bo to są zawsze ci, którym akurat się udało, więc są przekonani, że to działa. Ci, którzy się na positive thinking przejechali, mogą sobie w nieskończoność mówić, że aż tak proste to nie jest – zwykle wtedy otrzymują odpowiedź „bo jeszcze za mało pozytywnie myślałeś”, „bo za wcześnie się poddałeś”, itd. A dość trudno sprowadzić z zaświatów kogoś, kto do końca myślał pozytywnie i guzik mu to dało. 😉 Więc ja się zwykle z entuzjastycznymi „pozytywistami” nie wdaję w dyskusje, tylko na boczku mruczę – aż takie proste to nie jest. 😎
Hallelujah! Sprawdziłem pocztę i znalazłem znak życia od Moniki. 🙂
A już się bałem, że indyki postanowiły wziąć odwet za Thanksgiving. 😯 😉
Teresie może chodziło o to, że w firmach nieprywatnych pracodawcą w gruncie rzeczy nie jest jakieś abstrakcyjne państwo, tylko łobewatel – klient, petent, wyborca, itd. I to jego należy się starać zadowolić, a nie pana dyrektora.
Ale ja się to ma do pracy zespołowej też nie łapię. 😉
Bobiku, Julka Pręgowana przepiękna! Takie ślepia (jak na zdjęciu) ma kot, który już wie, że rządzi w tym domu.
Mar-Jo, jak możesz tak brutalnie odbierać mi złudzenia? 😥
Ta czesc rozmowy o ktorej mowisz troche krytycznie , to oczywoscie nie jest szczegolowa recepta na kazda okolicznosc, tylko bardzo dobra inspiracja i zacheta aby nie obawic sie mobilnosci dzis tak powszenej na rynku pracy (Amerykanie tak zyja od pokolen, na walizkach, gotowi w kazdej chwili zmienic prace, miasto, stan, wybrzeze i zupelnie nie oczekuja, ze spedza w tej samej pracy cala kariere zawodowa az do emerytury) oraz by wytyczac sobie cele, obmyslac strategie, czego nas jednak nie uczono i czego sama bardzo zaluje.
Helllou.
Zdarzała mi się piękna praca zespołowa, bo w telewizji pracuje się zespołowo. Bardzo zżywałam się z moimi ekipami. A raz do roku siedem lat z rzędu robiliśmy wielkie finały owsiakowe i wtedy zasuwało około 50 osób – każda robiła co innego i każda wiedziała, co robi. Każda też miała świadomość, że robi coś nie do zdublowania i jeśli schrzani, to będzie widać na antenie. Jest to szalona mobilizacja. Taką odpowiedzialność miały między innymi nasze dzieci – wtedy kilkunastoletnie, wolontariusze, asystujący prezenterom. Taki szesnastolatek wiedział, że jeśli coś zawali, antena się nie uda. Nigdy nic nie zawalili, a odpowiadali za wiele rzeczy, m. in. za obecność zaplanowanych gości na planie (niełatwo złapać kontakt z gościem, kiedy dwadzieścia tysięcy ludzi hula na jakiejś plaży, a prezenterzy za każdym wejściem są gdzie indziej).
Po transmisji (kilkanaście godzin w styczniu na plaży) robiliśmy imprezkę. Kiedyś był z nami właśnie jeden coach i na tej imprezce, zdumiony, powiedział, że gdyby nie był z nami na całej transmisji, to by teraz nie wiedział, kto tu jest główny realizator, kto operator, kto wózkarz. Bo bawiliśmy się już razem.
Z tą mobilnością to też nie jest aż takie proste 😉 i nie można się domagać od wschodnioeuropejczyków automatycznego zastosowania amerykańskich wzorców.
Mobilność wiąże się po pierwsze z rynkiem mieszkaniowym, a on w Polsce jaki jest, każdy widzi. Jeżeli przeniesienie się do pracy na drugi koniec Polski będzie się wiązać z wydawaniem całej zarobionej forsy na wynajem mieszkania, albo z przeniesieniem się do jakiejś zagrzybionej klitki, to po co tę żabę jeść? Inne praktyczne względy wpływające na mobilność społeczeństwa to np. biurokracja związana z przeprowadzką, czy choćby „upojazdowienie” i stan dróg.
Druga istotna kwestia jest kulturowa. Polakom nie przychodzi łatwo zrywanie więzi rodzinnych, przyjacielskich i sąsiedzkich (na odległość to już nie to samo), czego wcale nie uważam za złe, szczególnie w znanym skądinąd kontekście starzenia się społeczeństw. Poza tym nawet w artykule była mowa o korzyściach z siatki kontaktów. Taka siatka daje poczucie bezpieczeństwa również w dłuższej perspektywie – jak stracę robotę, będzie kogo zapytać o następną i przy okazji zjeść u niego kolację. A jeśli stracę tę robotę gdzieś na drugim końcu kraju, to co? Takie myślenie jest też w końcu jedną ze strategii przetrwania.
Trzecie rzecz jest psychologiczna, ale kulturowa również. Są ludzie świetnie się czujący w ciągłym ruchu, ale są i tacy, których to unieszczęśliwia. Wcale nie dlatego, że są gorsi, czy ich „nie nauczono”. Po prostu taką mają konstrukcję psychiczną. Namawianie tych drugich do mobilności jest poniekąd propozycją „spieprzcie sobie życie, to będzie wam fajnie”. A kulturowo – również społeczeństwa są typu bardziej nomadycznego i bardziej zakorzenionego. Można się starać ten kulturowy przekaz powoli zmieniać (choć zawsze warto się zastanowić, czy skutki aby na pewno będą zgodne z przewidywanymi), ale nie można powiedzieć – a tam,chromolić wasz przekaz, od dziś macie przyjąć formułę amerykańską, bo ona będzie dla was lepsza.
No, naprawdę nie jest z tą mobilnością tak szast-prast i po wszystkim. 🙄
Nisiu, to jest właśnie przykład na samorodne organizowanie się zespołów, czasem nawet i świetnych. Ale np. z tego, co wiem o polskiej szkole, nie jest w niej oczywistą oczywistością praca zespołowa na każdej praktycznie lekcji. Oceny zależą od indywidualnego wysiłku – nauczysz się, dostaniesz piątkę, nie nauczysz się, dostaniesz dwóję. A są kraje, gdzie w szkole notorycznie pracuje się w zespołach (często się zresztą zmieniających) i oceniany jest cały zespół. Uczy to automatycznego zastanowienia się, kto ma jakie mocne strony, które zespołowi mogą się przydać, a uczestnikom daje poczucie – nie muszę być doskonały, nie muszę umieć wszystkiego, wystarczy, że w jednej rzeczy jestem dobry, żeby było ok. No i lokowanie ambicji w wygranej zespołu, nie własnej, uczy radzenia sobie z różnymi wewnętrznymi rozgrywkami, wynikającymi z wyskoków pojedynczych eg (egów?), niezadowolonych z odsunięcia ich na drugi plan. 😉