Wyższa klasa
– Trzeba powiedzieć, że technika jednak szalenie ułatwiła życie – skonstatował z zadowoleniem Bobik, odwracając na chwilę wzrok od ekranu komputera.
– Może byłabym skłonna przyznać ci rację – zawiadomiła wielkodusznie Labradorka – gdybyś nieco uściślił swoją wypowiedź. W jakiej to konkretnie sprawie twoje pieskie życie dzięki technice stało się łatwiejsze?
– Chodzi mi o klasę – posłusznie sprecyzował szczeniak.
– Klasę…? – zakrztusiła się Labradorka. – Myślisz, że uda ci się przejść do następnej klasy dzięki jakiejś technicznej sztuczce?
– E, to się już od dawna robi – nadął się Bobik. – Banał. Referaty z gugla, zadania ze ściąga.pl, komórki na klasówce i te numery. Ale teraz myślałem o czym innym. O wyższych i niższych klasach.
– A cóż to ma wspólnego z techniką? – spytała Labradorka i Bobikowi wydało się, że słyszy w jej głosie lekko ironiczny odcień, czego bardzo nie lubił.
– Dużo ma! – odwarknął z naciskiem. – tylko musi się na to spojrzeć z prespek… z persek… no, z pieskiejtywy. Dawniej, żeby należeć do wyższej klasy, należało się odpowiednio urodzić. Jak pies się urodził kundlem, to kundlem zostawał i nie było szczekania. Potem się zrobiło z tym łatwiej czyli trudniej. Dało się przebić do wyższej klasy, ale trzeba było się czegoś nauczyć, czymś się wykazać, coś osiągnąć, no i jeszcze mieć klasę. To też nie każdemu kundlowi wychodziło i niejeden przechodził przez życie, wyższej klasy nawet nie powąchawszy. Ale teraz, dzięki wynalazkom technicznym, sytuacja zmieniła się całkowicie. O, zobacz tę reklamę – „Zasiadając we wnętrzu Forda można poczuć zapach klasy wyższej”. A wiadomo, że jak pies poczuje interesujący zapach, to już pójdzie tym tropem i nie spocznie, póki źródła zapachu w zęby nie dorwie. I tak jest nareszcie całkiem demokratycznie. Każdy kundel może być w wyższej klasie, jeśli tylko zasiądzie w odpowiednim wnętrzu.
– Czy to jednak nie jest jakieś takie… nowobogackie? – zaniepokoiła się Labradorka.
– Skąd ci się to wzięło? – szczeknął z oburzeniem szczeniak. – Czy tu gdzieś jest mowa o pieniądzach? Przecież nie musisz nawet tego Forda kupować. Wystarczy, że zasiądziesz.
Labradorka spróbowała jeszcze raz znaleźć dziurę w całym.
– Ale jeśli ta wyższa klasa dzięki zasiadaniu będzie dostępna dla każdego, to wszyscy zasiądą i klasa niższa zniknie – zauważyła sceptycznie. A wtedy zniknie i wyższa, bo nie może być niższego bez wyższego i na odwrót.
– Ty z twoim rozumowaniem! – lekceważąco machnął łapą Bobik. – Gdyby świat miał się opierać na rozumie, to wiesz, ile rzeczy oprócz reklamy trzeba by zlikwidować? A jak się rozumem nie przejmować, to zaraz wszystko robi się proste. I ja, zwykły kundel, mogę bez przeszkód napawać się upojnym zapachem klasy wyższej.

Czytam i czytam i a to widzę podwójnie, a to deja vu jakieś mam, a przecież godzina jeszcze młoda i tylko jedna szkocka w krwioobiegu 😯
Chyba już wiem! Byłam świadkiem Działań Edytorskich 😎
Działania Edytorskie zachowały się zupełnie jak E. Wójciak – nie zauważyły, że lecą z koksem publicznie. 😈
A tak po prawdzie, to ja zwykle korektę robię w opcji wizualnej, która – w odróżnieniu od opcji html – nie podwaja tekstu. Ale tym razem jakiś Działacz Techniczny przestawił mi niepostrzeżenie na html i stąd wzięły się te cuda z nagłym rozmnożeniem, a potem dematerializacją nadmiaru. 😉
Wracając do dyskusji o prasie – „ściganie się” na newsy i tematy w tygodnikach opinii uważam, tak samo jak mt7, za nieporozumienie. Ja np. Newsweeka czytam dość rzadko, więc co mnie obchodzi, że oni już o czymś pisali? Jak tego nie znajdę w Polityce, to mogę nie znaleźć w ogóle. 😉 I odwrotnie, wierni czytelnicy N do P mogą wcale nie zaglądać. A nawet tych, co czytają jedno i drugie, może interesować właśnie to, na ile opinie w obu pismach się różnią bądź nie różnią.
Nie mowiac juz o tym, Bobiku, ze wazne kto i jak pisze. Czesto czytuje sie artykuly prasowe nie ze wzgledu na to, w jakim sa czasopismie, ale ze wzgledu na jakosc tekstu i marke piszacego.
Twoj dzisiejszy tekst, czytany o mojej juz poznej porze, jakos mi sie szybko przelozyl na slowa Barda: „Some are born great, some achieve greatness, and some have greatness thrust upon’em”. Co prawda te slowa sa zrodlem klopotow i nieporozumien w sztuce, z ktorej pochodza, ale chyba i o to Tobie takze chodzilo. 😉
A Twoj plan biznesowy z branzy mleczno-ciastkarskiej jest wart dalszego przemyslenia. Tylko zeby nam nikt nie zarzucil, ze wzorem Gazety Polskiej przygotowujemy sie na trudne czasy – przeciwko reszcie niedobrego, zepsutegp swiata. (Zreszta to, co red. Baczynski mowi o niektorych publikacjach, ktorych delikatnie sam nie wymienia z nazwy, mozna rzeczywiscie czesto zarzucic blogom. Z tym, ze zwykle nie maja one pretensji do bycia odmiana profesjonalnego dziennikarstwa, czego nie mozna np. powiedziec o takiej Gazecie Polskiej czy innych wymienionych tytulach.). 😉
Są sprawy, na których się nie znamy, na temat których dobrze zasięgnąć opinii i zwracamy się wtedy do tych, którym ufamy, których opinię wielokrotnie podzielaliśmy.
Wszelako bywa, że zaufanie zostanie nadszarpnięte jakimś wyskokiem, niespodziewaną woltą czy zmianą frontu dotychczasowego autorytetu i wtedy przychodzi zwątpienie: czy on zwariował, czy ja czegoś nie rozumiem…
Dlatego warto w obszarze swoich zainteresowań wyrabiać sobie opinię przed a nie po poznaniu innych, a zwłaszcza naszych ulubieńców.
Tyle teoria, praktyka jest inna: czasu mamy coraz mniej, zwyczajnie nie nadążamy z przerobieniem natłoku zdarzeń i siłą rzeczy zdajemy się na opinię innych.
Dlatego ci inni będą ciągle ważni i potrzebni do tego, o czym pisała Helena: do selekcji. I to od nich będzie zależało, jaki obraz świata będziemy budowali. Od tego już tylko malutki kroczek do wniosku: z kim przestajesz, takim się stajesz… 😉
Czyli powiedz mi kogo czytasz a powiem ci, jaki będzie dla ciebie odpowiedni papier w …. czytelni 😆
’I am His Highness’ dog at Kew;
Pray tell me, sir, whose dog are you?
Alexander Pope kazal wygrawerowac taki epigramacik na obrozce dla psa sprezentowanej Ksieciu Walii (mieszkajacemu wtedy w tym domu co sie Starej tak okropnie podoba).
Wracajac do poprzedniego niedokonczonego watku, to Bobik jakos zaklada, ze przyszle pokolenia beda zupelnie innym Kotem czy Psem i beda funkcjonowac na zupelnie innj zasadzie niz my dzisiaj.
Troche mi to przypomina lektury z kociectwa, kiedy usilowano sobie wyobrazic jak bedzie wygladal swiat w roku 2000. Nic z tych wizji i przypowiedni sie nie spelnilo i co gorsza lub lepsza sie nie spelni. Nie bedziemy hodowac pomidorow ani na biegunie polnocnym ani na ksiezycu, nie bedziemy za nacisnieciem guzika przenosic sie na druga polkule, nie bedziemy miec tabletki mlodosci zas caly swiat ie bedzie komunistyczny.
Nie jestesmy tez dinozaurami. Nie jestesmy na wymarciu. Mozemy natomiast byc na wymarciu jesli bedziemy sie rozmnazac w tym zawrotnym tempie co obecnie i zabraknie nam roznych niezbednych rzeczy do przezycia. To mamy jak w banku. A o przetrwanie paierowych gazet w dzisiejszym rozumieniu wcale sie nie martwie.
Dzień dobry 🙂
Kłopoty i nieporozumienia to moja specjalność. 😎
Bo jakaż za każdym razem satysfakcja, kiedy uda się wyjść z kłopotów i dojść do porozumienia. 😀
Kawa, kawa, a do kawy pasztetówka, nie sernik. Ciast od wczoraj nie spożywamy, bo zostały podstawą naszego biznesu i trzeba je spylać, nie przejadać. Jak się ktoś przy tym odchudzi, to tym lepiej. 😈
Dzień dobry 🙂
Bez przesady z tym spylaniem ciasta. Można przejść na paszteciki zamiast croissantów. 😈
Mordechaju, chyba nie zauważyłeś, że ja nie prorokowałem, co będzie, tylko właśnie, że będzie prawdopodobnie zupełnie inaczej, niż sobie to dziś wyobrażamy. Albowiem my, którzy już od jakiegoś czasu po tym świecie dreptamy, jednak jesteśmy dinozaurami, w sensie nawyków myślowych (i innych), obrazu rzeczywistości, itp. A młodzież nie kiedyś będzie, tylko już jest inna i ja to widzę. Część ludzkich szczeniaków nie jest już w stanie pojąć nie tylko przywiązania do papieru, ale nawet do stacjonarnych komputerów. Nastało pokolenie smartfonowe, a jakie będzie następne, to Pan B. i wynalazcy kolejnych nośników informacji raczą wiedzieć.
Kilka dni temu czytałem wywiad z nauczycielem, który z dumą opowiadał, że udaje mu się w czasie lekcji zarządzić 10-minutowe okresy bez komórek. Bo żeby młodzi wytrzymali całe 45 minut bez, to już nawet nie ma co marzyć. Pytanie za plasterek szynki: czy takie dorywanie się co parę minut do smartfona pod ławką wyrabia nawyk korzystania z pogłębionej analizy, czy raczej z newsowania?
Nie ma się co łudzić,że skoro MNIE potrzebny jest papier, głęboka refleksja i to, co było dotychczas, to wszystkim innym jest i będzie potrzebne to samo. I nie chodzi mi o to, żeby rozdzierać nad tym szaty, tylko żeby zauważać płynność rzeczywistości.
To, że dotychczasowa postać mediów się nie utrzyma, nie jest ewentualnością, która może nadejdzie, a może nie. Zmiana już się zaczęła i dalej zachodzi. Praktycznie dla żadnej redakcji nie ma już pytania „mieć również wydanie internetowe, czy nie mieć?”. Są co najwyżej pytania „ile papieru, ile internetu?”, albo „czy aby nie zrezygnować całkowicie z papieru?”. Są pytania typu „ile darmochy, ile płatności?”. A będą zapewne różne inne,o których teraz nam się nawet nie śni. I może sę okazać, że dla nie tak nawet późnych wnuków nasze zmartwienia o papier będą tyle samo warte, co dla nas zmartwienia producentów papirusowych rolek. 😉
Nawyki myślowe bywają bardzo niekorzystne nie tylko w kwestii stosunku do papieru. Szkoła próbuje przygotowywać dzieci do funkcjonowania w świecie, którego już nie prawie nie ma, a za chwilę w ogóle nie będzie (silna presja na konkurencję, sukces mierzony wynikiem na tle innych, żadnej pracy zespołowej, silna hierarchiczność). Rodzice to widzą, próbują coś z tym robić, ale na niewiele się ich próby zdają. Własnie przez nawyki myślenia 🙁
O tych problemach w szkolnictwie bardzo dobrze pisał niedawno Żakowski. Nawet sobie kawałek zachowałem. 😉
Prof. Maria Czerepaniak-Walczak, pedagog z Uniwersytetu Szczecińskiego i członek Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, podobnie jak większość uznanych pedagogów, uważa, że „dzieci i młodzież spędzają coraz więcej lat, poznając rozczłonkowane, począstkowane, fragmentaryczne obrazy świata, które mogą być użyteczne tylko w egzaminach zewnętrznych i (ewentualnie) w teleturniejach”.
Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Dlaczego więc ani uczniowie, którzy obalili ACTA, ani rodzice, którzy pieczołowicie sprawdzają bieżniki w autokarach, nie podnoszą larum, gdy całe pokolenia marnują lata, w których mózg jest najbardziej chłonny i chętny, by go wyposażyć w kompetencyjny fundament dorosłego życia? Wybitne profesorki pedagogiki Joanna Rutkowiak (twórczyni uznanej koncepcji „pedagogiki dialogu”) i Eugenia Potulicka, specjalistka od systemów edukacyjnych, dają przekonującą odpowiedź w książce o wiele mówiącym tytule „Neoliberalne uwikłania edukacji”.
System edukacyjny jest z grubsza taki jak kontekst kulturowy, w którym funkcjonuje. Szkoła nie jest kosmitką. Wyrasta z naszej, polskiej, współczesnej kultury. W tym przypadku kultury neoliberalnej, nastawionej nie tyle na holistycznie rozumiany sukces życiowy człowieka, ile na konkurencję. Chodzi o to, by wygrać. Nieważne, na jakiej trasie. Dla zdecydowanej większości należących do tej kultury uczniów i rodziców nie jest istotne, jaki realizują program. Ważne, żeby wygrali. A statystycznie biorąc, wygrywa nie ten, kto się buntuje, lecz ten, kto się lepiej dostosuje.
A jednak kompletnie nie zgadzam się z prof. Janem Hartmanem, który w „GW” napisał, że szkołę lepiej zamknąć, bo już się jej nie da naprawić. Trzeba walczyć o jej usensownienie. Czyli o zmianę modelu z adaptacyjno-erudycyjnego (kucie-dyscyplina-testy) na emancypacyjny (ciekawość-myślenie-współdziałanie). By w obecnej kulturze zrobić ważny krok w tę stronę, konieczne są trzy decyzje.
Radykalne ograniczenie faktycznie obowiązujących programów (erudycyjnych wymagań egzaminacyjnych), rezygnacja z testów (w tym powrót do egzaminów ustnych pozwalających ocenić coś więcej niż zasób pamięci krótkotrwałej) i przesunięcie akcentu z dydaktyki na pedagogikę, czyli z ambicji szkolenia siły roboczej na wychowanie ludzi.
Ty, Bobik, mowisz o jakichs „nawykach” i „przywiazaniach”, tak jakbysmy mowili z Toba o nawyky jedzena croissantow na sniadanie lub przywiazaniu do stareg mlynka na kawe choc istnieja juz elektryczne Brauna i Rowenty.
A JA O TYM NIE MOWIE. Ja mowie o tym ze przetwarzanie infornacji, zwlaszcza w tej ilosci w jakiej dzis ona nas zalewa, jej wczesniejsza selekcja, bedzie zawsze potrzebowalo REDAKTORA ( i najczesciej calego sporego zespolu redaktorow), ktory bedzie ja przepuszczal przez sito, ustalal hierarche waznosci i podsuwal do konsumpcji. I nie bardzo wierze, ze beda to mogly robic jakies przyszle maszyny. Tak jak nie beda mnogly pisac sztuk Szekspira czy wierszy Bobika. Do tego potrzebny jest prawdziwy Szekspir i prawdziwy z krwi i futra Bobik. Tak tez bedzie potrzebny REDAKTOR, a nawet caly zespol redaktorow. Dokladnie tak jak dzis. I dlatego gazety nie znikna (papierowe czy ekranowe nie jest w gruncie rzeczu wazne, wazna jest redakcja, ktora je wydaje).
I zadne futurystyczne wizje tego nie zmienia.
Wyobraz sobie duzy sklep towarowy, gdzie towary sa zwozone jak leci i wykladane jak leci. Nikt tego nie zamawia, nie sortuje, nie ustala indywidualnej ceny dla kazdego produktu. Chcialbys znalezc sie w takim sklepie?
Nie sadze aby przyszle pokolenia chcaly miec taki wlasnie dostep do informacji, bo zwariuja. Ktos zawsze bedzie musial ja poddawac selekcji i wydawac w formie wysoce uporzadkowanej, czesto napisanej na nowo i uwzgedniajcej specyficzna wrazliwosc, przygotowanie, znajomosc zagadnien swego klienta. O tym wlasnie mowi Baczynski. Slusznie mowi, bo zjadl zeby na porzadkowaniu i przygotowywaniu do konsumpcji informacji. Jak i moja Stara, ktora zajmowala sie tym cale dorosle zycie. Selekcjonowala i pisala na nowo. Wytluszczala czcionke lub ja cenkowala. Mowila „to jest wazne a to nie jest”. Mowila: was to moze malo obchpdzic, ale moim zdaniem powinniscie wiedziec, ze…” Mowila: a slyszeliscie kiedy o…
Pozostaje z troską pokiwac głową. Od siebie dorzucę obserwację własną. Otóż w Zosi szkole pierwszaki uczestniczą w całej masie przeróżnych konkursów. Co kwartał konkurs recytatorski, etap klasowy obowiązkowy. Jeden zwycięzca, reszta przegrani, w tym chłopczyk z wyraźną wadą wymowy, która w zasadzie skazuje go na przegraną. Ale wycofać się z przedsięwzięcia, które go wystawia na pewną porażkę, nie może. Konkurs plastyczny, również obowiązkowy, jak cała reszta wygląda w taki sposób, że dzieci malują, a pani na zakończenie ogłasza, kto zwyciężył. Dla wszystkich pozostałych to informacja, że ponieśli porażkę.
W starszych klasach system ten doprowadził do tego, że gdy ktoś po chorobie próbuje uzyskać informację, co powinien w domu przerobić samodzielnie, musi dzwonić do kilku osób, bo ma jak w banku, że każda przed nim coś zatai. Ktoś powie, że te dzieci są wredne, a przecież to tylko wyraz adaptacji do warunków, które stworzyli im dorośli.
Nasze pierwszaki mają zupełnie nieuzasadnione poczucie, że idzie im kiepsko, że są niekompetentne, że sobie nie radzą. Jeden z uczniów, gdy przejeżdża z rodzicami samochodem koło szkoły, zasłania dłońmi oczy, żeby szkoły nie widzieć.
Rozmawiałam na temat oceniania i praktyk konkursowych z wychowawczynią, szkolnym pedagogiem i efekt jest praktycznie żaden (Zosia będzie miała prawo zadecydować, czy chce brać udział, ale pozostali już nie 🙁 ) Nauczyciele bardzo są przywiązani do pomysłu obowiązkowych konkursów i presji na indywidualny sukces 🙁 Ale nic to. Będziemy sie zmagać dalej.
Dzień dobry 🙂
uprzejmie donoszę, że w przerwach między lujami. I szarpacką z tornistrem udało mi się obsadzić 10 dużych donic tarasowych i ogrodowych i 13 skrzynek balkonowych.
W sumie posadziłam około 130 roślin. Najpierw oczywiście po nie pojechałam, wybrałam, przytaszczyłam, etc..
Wygłąda to cudnie. Cieszy oczy i koi duszę 😆
Jestem tak dumna z siebie, że nawet jak nikt mi nie bedzie bił braw, to sama je sobie będę biła 😎
A właściwie to już to robię, co na nie spojrzę 😳
Miłego dnia Koszyczku 🙂
Mordo, ja ani przez moment nie negowałem potrzeby selekcji, więc z psią wielkodusznością spór o to od razu odpuszczam. 😈
Pisałem natomiast o tym, że selekcja typu newsowego i pogłębiona analiza to dwa odrębne kalosze (choć dotąd często w jednym stały domu) i nie można wykluczyć, że pójdą odrębnymi drogami, bo im się targety porozłażą w różne strony. Jak również o tym, że nie mamy co bronić jak Częstochowy tych nośników, do których przywykliśmy, bo życie i tak w tym temacie postawi na swoim. 😉
Kompletnie nic nie rozumiecie. Całe życie to konkurs. Tylko zwycięzcy w wielu konkurencjach zasługują na szacunek i mogą dużo zarabiać, mieć największy dom, najlepiej taki inteligentny. To są ludzie sukcesu. Nie da się ich wyselekcjonować inaczej. Pozostali, nieudacznicy, nie powinni się pchać, gdzie nie ich miejsce. Ale zawsze mają prawo mieć nadzieję, że i oni w czymś zabłysną i wtedy też dołączą do ludzi sukcesu. To w pewnym uproszczeniu model amerykański. A od dziesięcioleci wiadomo, że wszystko, co amerykańskie, jest najlepsze. Dlaczego chcecie ten najlepszy model dzieciom odebrać? Wolicie niemiecki, gdzie dzieci dzieli się na zdolne i niezdolne zanim tak naprawdę dorosną do takiego podziału, który z natury wydaje się bezsensowny. A może marzy się taki model, gdzie szkoła kształtuje osobowość, rozwijanie myślenia i jeszcze wpaja podstawowe wartości chrześcijańskie, czyli miłość bliźniego, jeszcze nie nazywając tego po imieniu… Pewnie, mnie też się marzy, ale żyjemy na świecie nie w raju.
Mam czasem okazję w praktyce, choć raczej od strony nauczycielskiej, obserwować tendencje w polskim szkolnictwie i porównywać z niemieckim. Np. dzwoni do mnie polski nauczyciel i prosi o szybkie podrzucenie jakiegoś pomysłu na hospitowaną lekcję. Chodzi o to, żeby była praca w grupach, bo ostatnio góra to lansuje, a na studiach pedagogicznych tego nie nauczyli. Ponieważ w szkole niemieckiej praca zespołowa to podstawa i ja te numery znam, wysypuję z rękawa kilka wistów, które tu się zawsze sprawdzają. Po hospitacji pytam, jak wyszło. „Nie bardzo” – przyznaje z ociąganiem nauczyciel. „Ja się w tych metodach grupowych źle czuję, uczniowie nie są do tego przyzwyczajeni i w sumie dość to wszystko kulało”. Pocieszam go, że pewnie to tak na początku, ale jak młodzi załapią, jak to biega, nie powinno być problemów. „E, nie mają co załapywać” – mówi nauczyciel. „Jak nie będzie wizytacji, to przecież nie będę takich metod stosował, bo po cholerę to komu”.
Ciekawe jest w tym, że „na ten moment” ten nacisk na konkurencję i lekceważenie współpracy nie wydaje się być odgórnym tryndem, tylko prywatną inicjatywą samych nauczycieli.
Stanisławie, ten niemiecki podział dzieci na zdolne i niezdolne mnie też latami do szału doprowadzał, ale chyba wreszcie Germanie zaczynają się z niego wycofywać. O zlikwidowaniu Hauptschule mówi się już bardzo wyraźnie.
Ten podział to było zresztą też takie cielsko dinozaura, którego nie można się było pozbyć, bo wszyscy się przyzwyczaili i zmiana myślenia o sprawie wymagała dużego wysiłku. Ale niezależnie od tego zalecana od wielu już lat metodyka jest tutaj zdecydowanie bardziej typu kooperacyjnego, nie konkurencyjnego. I widać, że na życie codzienne to się bardzo przekłada.
Jagodo, za rośliny zawsze jestem skłonny bić brawo, nawet uszami. 🙂
Sadźmy róże, sadźmy róże… 😆
Wy tu zbawiacie świat, a u mnie wicher i deszcz.
Część sufitu z balkonu zwaliła się właśnie na świeżo wyrosły kwiat w w dużym koszu.
130 roślin, ech!
Odczep sie, Bobik. Sam jestes Dinozaurem. Wrednym Dinozaurem.
„Tez”! jakie, znowu, „tez”? 👿 👿 👿
Siódemeczko, wicher i deszcz kiedyś miną, jako i u mnie minęły. Tym się przejmuj tylko do pewnego stopnia. 😉
Gorzej z sufitem. Nie bardzo widzę, jak można by się nim nie przejąć. 🙁
Niezbyt ostatnio sprzyja aura
cielskom w rozmiarze dinozaura,
bo nie jest to bynajmniej plus,
gdy ma zbyt długą drogę news.
Kiedy od głowy do ogona
odległość jest wręcz niezmierzona,
news, by ją przebiec, musi wprzód
siedmiomilowy ubrać but.
A takie buty, proszę gminu,
już wycofano z magazynu.
Po cóż by były Larze Croft,
czy w wersji hard, czy w wersji soft?
Więc dinozaury mają w karcie
wybór: zginięcie lub wymarcie,
a przyszłościową stworą jest
malizna typu kot i pies. 😆
mt7, nie przejmuj się. Parę dni temu lunęło u nas jak nigdy i zawiało. W promieniu kilometra naliczyłem ponad 20 drzew wyrwanych z korzeniami i drugie tyle złamanych w połowie. U Córeńki we wnęce pod naszym balkonem trzeba było dwa wiadra podstawić, a w naszym salonie, do którego balkon przylega, spomiędzy klepek parkietu tryskały fontanny. Chcemy nowa nawierzchnię na nowej izolacji na balkonie położyć, ale nikt nie chce się podjąć takiej małej roboty. Dokładamy remont dwóch kominów, ale to ciągle za mało. Ponoć kryzys w budownictwie.
No wiesz, Bobik, przeczytalem wlasnie ze Pies Przyszlosci, Pies trzeciej generacji bedzie lysy jak kolano, bedzie mial piec lap, poltora ogona, za to jedno oko, a odzywiac sie bedzie wylacznie agrestem w sezonie i kiszona kapusta przez reszte roku.
Zobaczymy wtedy jak zaspiewa i czy spiewac mu sie bedzie chcialo.
Praca zespołowa to na pewno polska pięta achillesowa. Wszak jesteśmy narodem indywidualistów i szczycimy się tym. Trochę prób zespołowych miałem w liceum, ale nie było tego wiele. Moje dzieci w szkole obecnej pani Hall, byłej Minister Edukacji, miały tego więcej, ale potem na wniosek rodziców zostały ograniczone, bo nie służyły szybszemu przyswajaniu encyklopedycznej wiedzy.
A jaki będzie kot trzeciej generacji?
Kotw trzeciej generacji bedzie mial duza wypchana portmonetke.
Widzę, że wizja przyszłości KM jest skrajnie subiektywna.
Podobnie jak Bobika.
O, przepraszam. Ja przynajmniej potraktowałem Kota i Psa zespołowo, a w ramach zespołu nawet postawiłem Kota przed Psem, bo wcale mi nie zależało, żebym był pierwszy. 😆
W zasadzie powinnam chcieć, żeby cały odpadł, lub pomóc mu w tym, bo ledwo się trzyma.
Rzecz zgłosiłam, przyszły dwa ludzia.
Ekspert (?) napisał w raporcie o fragmencie do wymiany.
A sufit odpada, bo w czasie gacenia budynku styropianem, młodzi ludzie bez drabiny (!) przywalili nowy tynk na stary odpadający, przydając mu ciężaru. Teraz nasiąka wodą i odpada podczas deszczu, gdyby odpadł cały, to może byłby z tego jakiś pożytek, jeżeli w ogóle ktoś przyjdzie, bo idą już ze trzy lata, co prawda tylko w sprawie kruszącego się balkonu, ale doszło już parę innych rzeczy wisząca na jednej śrubie krata balustrady i odpadający sufit.
No, ale będziemy inwestować w nowe budynki, więc będę mogła sobie kupić nowe.
Stanisławie, rywalizacja od małego to jest model amerykański jakim my go widzimy. Mamy w klasie dziecko, które przyjechało właśnie z rodzicami z USA i przeżywa szok kulturowy, również związany z rywalizacją. Tam nikt od dzieci nie wymagał obowiązkowego ścigania się w dziedzinach, w których nie czują się mocne. Nacisk kładziono raczej na team work. Konkursomania i niechęć do pracy zespołowej to chyba raczej polska choroba.
Naród indywidualistów, czy egoistów?
Bardzo trudno jest zarządzać zespołem, gdzie prawie każdy myśli tylko o sobie.
Vesper, zgoda. Tylko my ściągając wzorce, ściągamy tak, jak to widzimy. W USA na pewno bardzo się zwraca uwagę na cechy indywidualne i pozwala się wybijać w nauce albo w określonej dyscyplinie sportu. Jak trudna jest w Polsce praca zespołowa, widzimy po życiu partyjnym.
A próbowaliście kiedyś robić burzę mózgów w międzynarodowym zespole, z Polakiem w składzie? Polak zawsze cenzuruje swoje pomysły, boi się oceny, nie chce wypaść głupio na tle innych. To jest efekt treningu, który otrzymujemy od pierwszych klas szkoły podstawowej – jesteś zawsze na cenzurowanym, zawsze uczestniczysz w jakimś konkursie, nawet jeśli oficjalnie go nie ogłoszono 👿
Bardzo dobre pytanie – indywidualizm czy egoizm?
Siodemeczko, mozesz tynkowi troche dopomoc w odpadaniu. A zglaszajac gdzie trzeba grozic sprawa w sadzie, bo czesto na balkonie przebywasz i moze Ci sie stac krzywda. Co zreszta jest prawda przeciez, z ta krzywda.
Rob nacisk na niebezpieczenstwo kruszacego sie tynku – zaproszenie oczu, te rzeczy.
Badzo CXi wspolczuje klopotu i zycze powodzenia z administracja. .
Ja próbowałem, Vesper, ale to ja byłem tym Polakiem, więc oczywiście byłem inny od wszystkich pozostałych Polaków i lepszy od wszystkich Niepolaków. 😆
Roznie dobrze mozna pytac: kolektywizm czy poswiecanie sie dla gromady?
W tym celu mamy etykow aby sie zmagali z definicjami.
Morda ma rację, trzeba naciskać dysketnie grożąc. 😉 Wobec administracji dobrym wistem jest „ja zgłaszam i uprzedzam, że to się może źle skończyć, a jak dojdzie do jakiegoś nieszczęścia, to pan/-i (tu wskazanie ręką) będzie odpowiedzialny/-a”. Tylko trzeba się udać osobiście, bo przez telefon nie działa to tak dobrze, jak oko w oko.
Ja tam zawsze wychodzę z założenia, że etyk całej roboty za mnie nie odwali i sam też się muszę trochę pozmagać. To tak zwana zasada ograniczonego zaufania, bez znajomości której nawet głupiego egzaminu na prawo jazdy zdać nie można. 😈
Oczywiscie, ze calej roboty nie odwali – ktore z nas ma etyka pod lapa 50 razy dziennie. Gdybym mial go na wyciagniece lapy, nie wykluczam ze zakazalby mi doradzac Siodemeczce, by podrapala sufit balkonowy i zwalila na Pana Boga i partacka robote poprzednich naprawiaczy.
Tym niemniej osobiscie chetnie czytam takie ksiazki z „zadaniami” tego etyka z NYTimesa, ktory jest swietny, jak my tam – Cohen czy cos podobnego… Czasami jest naprawde trudno i przydaje sie filozof.
Randy Cohen. Juz nie jest.
Szanowny Panie Administratorze,
Zwracam się z prośbą następującą:
kawał mi tynku odpadł niechcący
a jeszcze drugie tyle mi wisi
i ani chybi runie mi dzisiaj
więc szybko trzeba toto załatać
podpis czytelny, parafka, data
PS
Niebezpieczeństwo wielkie mi grozi
jak nie naprawią, pójdę do Bozi
a potem straszyć was będę w nocy
więc naprawiajcie co koń wyskoczy
sądem was straszyć nie będę wcale,
chyba, że chcecie gnić w kryminale…
Bardzo Ci dziękuję, Zeenie, za wierszowaną suplikację. 😆
Mam obiecane do końca czerwca. W czerwcu będzie absolutorium dla zarządu, a później można da capo, chyba że fine nastąpi przy absolutorium.
Mam Pomysl. A gdybys Siodemeczko wyslala Podanie Zeena do swej admnistracji? Jestem przekonany, ze jak tylko to dostana to beda latatc od biurka do biurka i pokazywac jeden drugiemu. Moze nawet zechca dac wierszowana odpowiedz? A wtedy jest zupelnie inna rozmowa z nierobami-biurokratami!
Ja bym tak zrobil, na 100%!
Ja mam wszystko udokumentowane, fotografie przesłałam razem z pismem i mam też kopię protokolu z okresleniem terminu robót, tylko nie wiem, czy chodzi 2013, czy 2015, albo jeszcze dalszy.
Problem polega na tym, ze to już trzeci protokół.
Zdjęcia robię nie tylko po to, żeby ekscytować administrację, ale również z tego powodu, że ogacenie muru ponad moim mieszkaniem niebezpiecznie odstaje od muru, co dobrze widać, po odpadnięciu mojego sufitu.
Pani kierowniczka techniczna bardzo się zmartwiła, że to coś złego, a pan ekspert etatowy wziął deszczułkę z balkonu, popukał w mur i stwierdził, że się trzyma.
Więc, jakby co, mam dokumentację fotograficzną.
Kończę już ten temat, bo mnie samą nieźle nudzi.
Po prostu, zwalił się kawał tynku na mój kwiatek, na który czekałam dwa miesiące.
Oj, Siódemeczko, sama znasz najlepiej swoją administrację, więc trudno radzić. Ale załącznik Zeena na pewno nie zaszkodzi.
Tak nagle sobie uświadomiłem, że moja Córeńka jest tak aktywna w swoim zespole, ponieważ pracowała pól roku w Glasgow i 3 lata we Francji. Sama nieraz opowiadała, jak ustalali różne rzeczy zespołowo. Dla niej to po prostu naturalne, że się jest aktywnym i mówi rzeczy odpowiedzialne.
Bry! Luje strasznie. Stop.
Egoistów, jakich indywidualistów? Większych konformistów ciężko znaleźć. Stop. Mania wywyższania się — to te konkursy. Stop. Później się kupuje większą gablotę. A przynajmniej wyższą 😉 Np. mam fabię, bo jest wyższa od opla astry, którąm miał, chociaż mniejsza 🙂
Uff.
Stop.
Miau.
U Bocianow – dwa pisklaki (calkiem juz spore i okrzeple) oraz jajko. Pewnie juz nic z tego jaja nie bedzie. Ale Bocian dyzurny sumiennie je przewraca i podtyka pod siebie.
Z systemem amerykanskim ocenianym na duza odleglosc, to rzeczywiscie Vesper ma racje. Tu jest naprawde duzy nacisk na prace w grupie (choc z kolei niektorzy uwazaja, ze to tez czasem potrafi byc przesadne, bo np. promuje wylacznie ekstrowertykow, z wszystkimi blaskami i cieniami tego typu osobowosci; tymczasem czesto jednostki wyjatkowo oryginalne czy tworcze to jednak introwertycy, ktorzy w obecnym modelu niepotrzebnie czuja sie niedopasowani, nawet jesli umiejetnie udaja dominujacy model zachowan). No i coraz bardziej sie krytykuje nieustanne testowanie dzieci, ktore wkradlo sie z donrymi intencjami kilka dekad temu i juz sie chyba wymknelo spod kontroli (wymyslone zreszta glownie przez politykow, czesto jako bicz na na nauczycieli, a nie przez osoby rzeczywiscie znajace sie na edukacji). W tej chwili w wielu okregach szkolnych tworza sie koalicje rodzicow i nauczycieli, przeciwko ciaglemu testowaniu drobno poszatkowanej wiedzy (latwe do przeprowadzenia, i promowane przez firmy te testy sprzedajace systemom szkolnym).
A elitarne szkoly, czy to w „lepszych” okregach szkolnych (gdzie wyksztalceni rodzice wyrazaja glosno swoje oczekiwania), czy szkoly prywatne, ucza wlasnie sztuki dluzszej koncentracji, kontaktu z dluzszym tekstem, umiejetnosci debatowania, rozwazania roznych punktow widzenia, itp. I w ogole – to ku przestrodze dinozaurow, jak to juz zauwazyl Mordka – nie wiadomo, jakie dalej w ogole beda trendy. Mlodzi ludzie sa co prawda otrzaskani ze smartfonami, ale tez potrafia byc bardzo ostrymi krytykami zycia wirtualnego, bo od dziecinstwa doznaja takze jego ciemnych stron, zas ciagle podtrzymywanie wlasnego profilu na portalach spolecznosciowych kojarzy im sie z praca raczej niz z przyjemnoscia. No i smartfony w wielu miejscach na czas zajec trzeba wylaczac (tak jest w concordzkich szkolach, ciekawe, ze niemieckie wydaja sie miec mniej dyscypliny pod tym wzgledem).
Moniko, ten wywiad nie był z niemieckim nauczycielem, tylko z polskim. 🙂
Tutaj w czasie lekcji dyscypliny niekomórkowania usiłuje się przestrzegać, ale wiadomo, że nauczyciel wszystkiego dostrzec nie jest w stanie. A poza lekcjami młodych uwiązanych do smartfona widzi się bardzo dużo i dosłownie wszędzie.
Kytyka życia wirtualnego to, jak zauważyłaś, raczej rzecz elit, a nie ogółu. Ogół (mówię o wieku jeszcze szkolnym, bo w studenckim to już się może zmieniać) uważa, że smartfony są cool, facebook jest cool, tylko ci cholerni nauczyciele są uncool. 😉
Tadeuszu, najlepiej mieć fobię. 😈 Może niekoniecznie na astrę, ale już taka fobia na asperę niesie ze sobą wiele pożytków. Nie widziałem jeszcze np., żeby ktoś z asperofobią był przemęczony. 😎
Ciekawe jak to jest dzis w szkolach ze smartfonami. Jak ja bylam w szkole podstawowej, to mi mauczycielki nieustannie kofiskowaly ksiazki czytane pod lawka – czytalam je nie tylko wtedy gdy sie nudzilam na lekcji, ale takze wtedy gdy chcialam wiedziec co dalej i nie moglam sie doczekac przerwy albo konca zajec.
Czy dzis malym dziewczynkom konfiskuje sie smartfony? Lepiej chyba miec NA lawce kindle’a, bo zawsze go mozna zaslonic jakas kartlka papieru albo wylaczyc, jak cialo pedagpgiczne sie zbliza.
Decameron jest cool, Maupassant jest cool, nauczyciele sa zdecydowanie uncool.
A gdzie ja pisalam, Bobiku, ze odnosze sie konkretnie do wywiadu z niemieckim czy polskim nauczycielem? 😯 (+ sound of head scratching) 😉
I tak, na pewno dzieci z domow, ktore nie musza polegac wylacznie na szkole, maja w ogole latwiej. Latwiej maja tez dzieci ze szkol elitarnych, choc niekoniecznie z elitarnych srodowisk (takie szkoly ciagle jeszcze sa), gdzie sie inaczej kladzie nacisk na to czego i jak sie uczy („jak” jest szczegolnie wazne). To pewnie beda przyszli czytelnicy powazniejszych gazet, czy odbiorcy odpwiednikow brytyjskiego Radio 4. Co jest niesprawiedliwe, acz w pewien sposob jednak zrozumiale. A trend anty-wirtualny w ogole sie tu rozprzestrzenia, choc jak zwykle, zaczyna sie od elit (mozna je roznie definiowac, oczywiscie) i w Stanach osoby z roznych srodowisk wypisuja sie z istniejacych portali (tu przemawiaja po prostu liczby), szukajac czegos innego. I tu sie zgadam z Mordka, ze pewnie damy sie jeszcze nieraz zaskoczyc… I pewnie bedzie troche inaczej w kazdym kregu kulturowym (np. kraje z dluga tradycja demokratyczna robiac niby to samo, robia to jednak inaczej, niz kraje z krotszym stazem; niektore kraje kulturowo sa bardziej hierarchiczne a inne wolna bardziej splaszczone relacje, itp., itd.).
Heleno, juz w biegu: nie chodzilo mi o konfiskowanie czegokolwiek, 😉 a o taka rozmowe z dziecmi, gdzie sie ich samych traktuje jako partnerow w ich wlasnym procesie edukacyjnym. A czytanie tego, co kolezanka robila wczoraj wieczorem i co druga kolezanka na to powiedziala, i jak z kolei zareagowal na to kolega, z ktorym kolezanka chcialaby to czy owo, moze nie byc najlepszym sposobem wykorzystania czasu na edukacje. Po szkole owszem, jak sie komus chce, chociaz z sondazy wlasnie wynika, ze coraz bardziej sie to wlasnie kojarzy z orka na wlasnej mini-niwie PR-owskiej. 😉 Teraz jest ogole ruch w amerykanskich szkolach, prywatnych i publicznych, elitarnych i nie (w tych drugich dzieki entuzjastom, bo przeciez nie za jakies powazne pieniadze), zeby uczyc sie uwagi – uwaznego czytania i sluchania, czyli tych umiejetnosci, ktore gdzies w zalewie dostepnych waznych i niewaznych informacji nam troche ostatnio uciekly. No a wtedy mozna sie nie martwic tak bardzo o nastepne pokolenie powaznych gazet, choc, jak zauwazyl red. Baczynski, nie beda one adresowane do kazdego… 😉
Moniko, tak wywnioskowałem z tego fragmentu:
smartfony w wielu miejscach na czas zajec trzeba wylaczac (tak jest w concordzkich szkolach, ciekawe, ze niemieckie wydaja sie miec mniej dyscypliny pod tym wzgledem).
Był to z mojej strony, jak się okazuje, wyrazisty przypadek nadinterpretacji. 😉
Ja zartowalam o tych uncool nauczycielach.
A uwagi i koncentracji faktycznie pewnie dzis trzeba dzieci jakos szczegolnie uczyc, bo podejrzewam, ze moze to byc trudne jak sie urodzilo z pilotem w reku i 150 dostepnymi programami w TV.
W Warszawie moja przyjaciolka dostawala ataku anxiety jesli spoznila sie chociaz 10 minut do domu po powroce jej syna ze szkoly. I nie chodzilo o to by go nakarmoc (z tym sam sobie swietrnie radzil), ale, ze sie „zanudzi” sam ze soba.
Wiele dzieci nie potrafi nie tylko sie koncentrowac, ale nie rozumie kontemplacji, siedzenia i oddawania sie myslom, niebieskim migdalom, marzeniom, nie potrafia przebywac sami ze soba.
Nie dziwie sie, ze tyle jest obecnie ADHD. Choc wiekszosc ma wlasny pokoj i prywatnosc, ktora byla nie do pomyslenia w wiekszosci domow gdy ja dorastalam. Ale jakos nikt im nie mowi, ze mozna „nic nie robic” i oddawac sie myslom albo koncentriwac sie ma robieniu rzezby z zapalek albo sluchac radia. A kazdy czlowiek potrzebuje wyciszenia i pobycia z wlasnymi myslami, nicniemowienia.
Ja bym w tej dyskusji oddzielił futurologię, czyli wróżenie z wyobraźni, od obserwacji aktualnych trendów, które już zaczęły się pojawiać i wszystko wskazuje na to, że pójdą w takim a takim kierunku. Np. spadek sprzedaży papierowej prasy jest po prostu faktem, nie wymysłem i na razie żadne znaki nie wskazują, żeby miał zacząć się wielki odwrót od prasy w internecie. Zwłaszcza że nie chodzi tu tylko o czytelników, ale również o źródła finansowania – np. reklamodawcy coraz mniej inwestują w papier, a coraz więcej w wydania sieciowe (Polityka niedawno podawała, że w ciągu ostatnich 2 lat dochody z reklamy papierowej spadły o 50%!). Natomiast pytanie, czy utrzymają się tygodniki opinii jest na razie czystą spekulacją, bo nawet jeśli ich sprzedaż nie rośnie w piorunującym tempie, to jednak do zaniku jeszcze im daleko. Odwrót młodzieży od papieru jest nie tylko widoczny gołym okiem, ale i mierzalny statystycznie, a w powrót trudno uwierzyć, bo papier zwykle nie ma połączonej z siecią klawiatury. 😉 Ale czy w przyszłości konkurencję nośnikową wygra smartfon, czy coś zupełnie innego, jest całkowicie na wodzie pisane, bo diabli wiedzą, co jeszcze ludzie wymyślą.
No i tak jest ze wszystkim, że sięgnę do ludowej skarbnicy filozoficznej. 🙂
Sprzedaz prasy bedzie przez jakis czas spadac, tak jak spadala przez jakis czas sluchalnosc radia – tez w duzej mierze zwiazana nie tylko z pojawieniem sie nowej zabawki – telewizji, ktrora pokazywala obrazki z wydarzen i miala calkowicie wyprzec radio, ale takze zmianami spolecznymi jakie zachodzily w tym samym czasie, np kobiety podejmowaly prace zawodowa. Ale obecnie ona wzrasta i to od dobrych paru lat. I to dzieki coraz lepszemu, madrzejszemu radiu . I podobnie bedzie z gazetami codziennymi, ktore dalej bedziemy czytac w drodze do pracy czy w lozku. Papierowe czy elektroniczne, one beda.
Owszem w tych samych gazetach dzis mozna przeczytac wiele apokaliptycznych wizji swiata bez Timesa, Dialy Telegrapha, czy New York Timesa. I narzekania na spadek reklam. Ale tez trzeba pamietac ze gazety lubia sie tym zajmowac dokladnie dlatego, ze chca mobilizowac czytelnikow i strac sie by naklady spadaly wolniej.
I zupelnie na marginesie Programu II PR, o ktorym wiekszosc ludzi wyraza sie z szacunkiem. . Nie slyszalam go juz od niecalych dwoch lat (bo tak dawno nie bylam u Kumy, ostatni raz kiedy poznalam Vesper i Staszka) , ale to co pamietam sprzed ostatniego okresu, tylko przy bardzo wielkiej dawce dobrej woli mozna nazwac dobrym nowoczesnym radiem. Naprawde nie jest. Moze jest ambitniejsze i bogatsze jesli chodzi o zasoby finansowe od innych rozglosni, moze czesciej porusza sprawy kultury, letaratury i inne powazne dziedziny zycia, ale jest przerazliwie nudne, przegadane (nie sposob pozwolic gosciowi zawladnac mikrofonem i patrzec w ktora strone on poprowadzi rozmowe, nie nadajac jej kierunku, a to jest niemal norma) , bardzo bardzo starswieckie w zlym znaczeniu tego slowa, czesto minoderyjne (Kuma wylacza odbiornik ilekroc pojawia sie w nim jakas dwojga imion Giza, bo nie wytrzymuje) . Ono jest bez wyobrazni i bez fantazji. I rzadko pojawiaja sie w nim tematy, ktore mnie moze kompletnie nie interesuja, ale dzieki talentowi realizatora i znakomitej formie programu, i jakosci pisania, zostaje i wysluchuje wbrew poczatkowym oporom, bo sa tak , jak sie okazuje fascynujace. Ale to jest na magrinesie. Sorry. Wiem, ze nie bedzie to przyjete z zadowoleniem.
A dlaczego nie z zadowoleniem? Że niby ten program ma bezkrytycznych fanów? Raczej nie, i to wszystko jest prawda, z nudą, topornością i mizdrzącym się personelem, ojejku ale my jesteśmy kulturalni, ja nie mogę. Rzygu, rzygu, jeśli ktoś mnie pyta. Od kiedy nie odbieram Programu II przez antenę, czyli już kilkanaście lat, mogę tylko podsłuchiwać przez internet, czyli słuchanie muzyki odpada, a cała reszta jest nie do strawienia na ogół, więc dziękuję za takie radio. 😎
Dla mnie II to przede wszystkim muzyka, co przy braku sensownej filharmonii w Lublinie jest niezwykle istotne. Reszta to tak przy okazji jednym uchem.
Tysiąc pierdylionów razy wolę Dwójkę od Zetek i RMF-ów, jak ktoś włączy przy mnie, jestem gotów mordować.
Tzw. dynamiczne radio polegające przede wszystkim na prezentacji samozadowolenia prowadzących, jest nie do zniesienia. Dlatego najczęściej leci płyta.
No i tzw. playlisty tych rozgłośni: koszmar…
Zgadzam się z Zeenem, że z tych różnych rozgłośni Dwójka jest najlepsza, ale tylko ze względu na profil i tematy oraz transmisje z koncertów.
Jest parę ciekawych osób, ale w całej pełni zgadzam się z opinią Heleny, ze trzeba dużego samozaparcia, żeby znieść minoderyjne mizdrzenie, lub popisy erudycji, zwłaszcza zaś Pani Gizy.
Gość przez nią zaproszony może właściwie tylko przytakiwać, bo ona wszystko przeczytała, wszystko wie, streszcza, co gość mia/miał na myśli i nieszczęśnik niewiele ma do dodania.
W radiu Tok FM, które jest też niezłym radiem, nie znoszę redaktorów, np. Łasiczki, który zaśmiewa się razem ze swoimi rozmówcami, a ja kompletnie nie wiem dlaczego.
Oni się znają i jedno słowo wystarczy, żeby dowcipkowali o czymś, o czym ja, biedny dinozaur, nie ma pojęcia.
To tyle w temacie krytyki radia.
Bardzo lubię Jacka Hawryluka.
Stara uciekla sprzed kompa, bo sie bala, ze na nia gromy posypia. Uciela sobie ponad poltoragodzinna pogaduche z Kuma z Gdyni, bo dawno nie rozmawialy.
No i zrobila kotlety mielone. Miala zjesc dwa, ale polknela trzy, bo wyglodzone biedactwo…. Teraz ma jeszcze wieksze poczucie winy, b jednak mogla poprzestac na dwu. Nie byly male.
Osoboscie mysle, ze Wy te dwojga imion Gize przesladujecie…. No prawda, ze troche sie wdzieczy. Woleliyscie zeby k..mi do mikrofonu rzucala? 😈
Za mało znam polski pejzaż radiowy, żeby wiele na ten temat kłapać. Ale jedno kłapnę: tych wszystkich rwniachowskich, młodopistoleckich rozgłośni typu Eremef dłużej niż 30 sekund słuchać nie mogie, bo mi się nóż w futrze otwiera. 👿
Padam, bo nastał czas remontów, nie ma szans, żeby pospać.
Miałam zrobić kompilację z różnych projektów pism, ale jestem nieprzytomna.
Dobrej!!! 🙂
A, rozumiem, Bobiku. 🙂
Jak wzmianka o kotletach mielonych (u mnie planowanych na jutro, bo ma byc bardzo zimno, ale za to takze deszczowo), to chyba wkrotce pojawi sie Krolik, bo to jego ulubione danie… 😉
A jednym z moich ulubionych dan jest na pewno dobre radio, od BBC, w wersji na uzytek wewnatrz-brytyjski, i Serwis Swiatowy (codziennie rano swoj dzien od niego zaczyna Dalajlama, zaraz po potannej medytacji) po moje lokalne publiczne (ktore od dawna zreszta z BBC wspolpracuje).
Dzień dobry 🙂
U mnie dzisiaj ostatni dzień z mielonymi, w dwojaczkach mam trzy 😉
Ale zanim pomielimy kawa, herbata……
Gruess Gott! 🙂
Wiaderko kawy, parasole, kalosze….
Wczoraj ostatnia wizyta w ogrodzie botanicznym. Kwitnace rododendrony w ilosciach i kolorach niespotykanych!
Lenbachhaus musi poczekac, moze jutro sie uda. Choc prognoza pogody raczej sugeruje siedzenie w domu.
Reisefieber mocno odczuwam.
PS. Rysiu, czy udalo sie wejsc na koncert N.K.?
Straszne zamieszanie bylo.
Dzień dobry 🙂
Nabyła się ta lepsza pogoda, że… Całe dwa dni! 👿 A dziś – znowu to samo. 😥
Hasło „kwitnące rododendrony” natychmiast przenosi duszę moją wytęsknioną do Paryża, na Pola Marsowe. W maju jest tam istna rododendronowa orgia.
Na naszym cmentarzu rododendronów też jest mnóstwo, a i w ogrodzie mam jednego, dość sporego, ale przez te ciągłe luje nie ma jak nimi ślepiów napaść. I pewnie mi uciekną tak samo jak bez. 🙁
🙂 🙂 🙂
i to mimo luj pogoda 🙄
doczytalem
cos ostatnio wiecej rozg niz glaskania na Bobikowie 😀
a Tereny Zielone wygladaja soczyscie i kwitnaco
i to swietnie tak 😆
Kafka na żywo. 😯 Student z Białorusi, który wystąpił o uznanie polskiego obywatelstwa, został przez ABW uznany za „zagrażającego bezpieczeństwu państwa”. Ponieważ uzasadnienie jest tajne i nikt poza ABW nie wie, na czym to zagrożenie polega, student nie może odeprzeć zarzutów, ani w ogóle w jakikolwiek sposób udowodnić, że jednak nie zagraża (a nawet przeciwnie, jeśli wróci na Białoruś, to on będzie zagrożony). Sytuacja bez wyjścia.
http://torun.gazeta.pl/torun/1,48723,14000992,Najlepszy_zagraniczny_student_w_Polsce_odeslany_na.html
Szkoda, że w notatce nie podano adresu petycji w obronie tego gościa, bo zaraz bym podpisał. Miejsce Kafki jest w literaturze i ja stanowczo protestuję przeciw wyprowadzaniu go stamtąd i wprowadzaniu do systemu prawnego! 👿
Rysiu, gdzie Ty widzisz tyle rózg? 😉
No, chyba że te, którymi bijemy pogodę. Tych rzeczywiście nie brakuje, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że pogodzie się należy. 😎
i jest mi Walesy szkoda….. starszy, samotny, zdradzony przez
bliskich (zona!), pozbawiony mozliwosci „zycia” swojego ogromnego talentu politycznego, zachowuje sie jak lew w klatce
w prowincjonalnym ZOO, czasami zaryczy ale generalnie lize odlezyny, nasz (moj!) bohater, Lechu miej sie…………..
o tak Bobiku, pogodzie jak najbardziej 🙂 🙂 🙂
Mar-Jo , wszedlem 🙂 chaos byl ogromny, ten namiot o nazwie „opera” to nie to samo co dziedziniec, ale sam koncert to bylo NIEBO na ziemi, od 20:30 do 23+(za jedyne 100zl), muzycy w swietnej formie, doskonale sie bawili i my tez, jestem/bylem bardzo zadowolony 🙂 🙂 🙂
teraz jeszcze tylko 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
brykam fikam
fik
fik
bryku
fik
brykanko fikanko
😆
Coś przegapiłem albo sklerozę mam. 😳 Co to był za koncert?
„Z przygód kuchennych”
Będąc młodym człowiekiem z rozbuchanymi hormonami i nadziejami na wspaniałe życie, weszła raz do mej kuchni konsumentka, z której obecnością wiązałem nadzieję na różne rodzaje konsumpcji.
Kuchnia dla mnie nie miała tajemnic: wiedziałem gdzie są talerze, widelce i patelnia, kucharzyłem samodzielnie już od wielu lat. Gotowanie wody opanowałem w stopniu mistrzowskim, jajecznicę w stopniu bardzo zaawansowanym, smażona cebula w moim wykonaniu to była poezja a popisowym daniem mieszanka białego twarogu ze śmietaną, szczyptą soli i szczypiorkiem.
Po takiej praktyce niestraszne były dla mnie wyzwania polish cuisine czyli gotowane ziemniaki i kotlet schabowy, do których podszedłem z pewnością powodzenia.
A powodzenie było mi potrzebne, gdyż nade wszystko pragnąłem wywrzeć możliwie najlepsze wrażenie, by dzień ów w dalszym biegu spełnił moje oczekiwania.
Pewną ręką rozbiłem mięso, obtoczyłem w jajku, tartej bułce, jednym słowem zrobiłem wszystko, co trzeba. Bulgot gotujących się ziemniaków w duecie ze skwierczeniem smażonego kotleta był najmilszą muzyką, zapowiadającą piękny dalszy ciąg.
Z elegancją jakiej nie powstydziłby się kelner restauracji „Kaprys”, lokalu kat. IV podałem do stołu…
Młode, wprawne zęby gotowe kamienie gryźć, kiedy zajdzie konieczność, perspektywa dalszego ciągu i niecierpliwość z tym się wiążąca sprawiły, że porcję swoja pokonałem szybciej, niż Ben Johnson swoje 100 metrów. Moja towarzyszka spożywała a ja zabawiałem ją rozmową, ona spożywała a ja umyłem naczynia, ona spożywała a ja nie przerywając tokowania, przechodziłem z kuchni do pokoju, przygotowując go do dalszej części dnia, ona spożywała, ja zacząłem się z lekka miotać.
Wreszcie posiłek dobiegł końca, młode organizmy niewiele czasu potrzebują na trawienie, nastąpił długo oczekiwany ciąg dalszy…
Ciąg dalszy „Z przygód kuchennych”
Tak się złożyło, że konsumentka owa towarzyszy mi do dziś z tym, że teraz to ona przygotowuje posiłki, robi to doskonale i z wielka wprawą, tworząc cudowności znikające w paszczach natychmiast po podaniu. Ja mam zakaz wstępu do kuchni.
Po latach, w trakcie pobytu mojej towarzyszki w szpitalu, powtórzyłem doświadczenie polish cuisine tym razem dla wygłodniałej córki.
Wciąż nie takie stare, wprawne zęby gotowe kamienie gryźć, kiedy zajdzie konieczność, perspektywa uśmiechu na licu dziecka po zaspokojeniu głodu sprawiły, że porcję swoja pokonałem wprawdzie w tempie umiarkowanym, wszelako szybciej od lektora podającego wiadomość o kolejnej podróży przedwyborczej byłego premiera. Moja córcia spożywała a ja zabawiałem ją rozmową, ona spożywała a ja umyłem naczynia, ona spożywała a ja nie przerywając tokowania, przechodziłem z kuchni do pokoju, ona spożywała, ja zacząłem się z lekka miotać.
Odcinek 3 „Z przygód kuchennych”
Minęło kilka lat, moja towarzyszka podała specjalność polish cuisine a do konsumpcji zasiedliśmy w komplecie: mama, tata i córcia.
Czas upływał niespiesznie, walory smakowe wywołały wspomnienia, które o dziwo: takie same u matki i córki…
Teraz wiem, że przed usmażeniem mięsa dobrze jest je lekko przyprawić, no, chociaż posolić.
Wiem także, że nie należy przesadzać ze smażeniem, należy robić to solidnie, lecz pamiętać, że chociaż szczęśliwi czasu nie liczą, to w przypadku smażenia kotletów odgrywa on pewną rolę i na pewno nie wolno tego robić przez 50 minut.
Lata upłynęły. W przypadku mojej towarzyszki naprawdę liczne, w przypadku córci mniej, ale milczenie na temat moich osiągnięć jest najlepszym dowodem, że posiadam także inne walory…
Zeen, ja w pełni doceniam tę mężną postawę „a, co będę pieprzył, wolę się wykazać czynem”. 😆
Bobiku, to bylo tak: 🙂
http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,13996267,Skandal_na_koncercie_Nigela_Kennedy_ego__Kilkadziesiat.html
A, dziękuję, teraz rozumiem. 🙂
NK grał kiedyś w mojej mieścinie, ale bilety od 120 eur w górę brutalnie zaatakowały mój próg tolerancji i się na nie obraziłem. 👿
e tam!, zaraz skandal, maly chaos i TOTALNY 8) brak organizacji, oraz pech na ostatnia chwile przychodzacych, ale zapowiadali ulewy z blyskaniem i grzmieniem 🙂 mozna zrozumiec ze przeniesli
a do tego 130zl najwiecej to nie od 120€ w gore 😀
Notatnik ornitologiczny:
W Gniezdzie bylo solidne karmienie przychowku oraz wielkie zaprowadzanie porzadku. Wieksze piskle stracilo juz szary puszek z jakim sie urodzilo i dostalo puszku bialego. Starsze piskle jest dwa razy wieksze juz od mlodszaka, ktory jest wciaz szary. Czwarte jajko bardzo zafajdane i nic chyba juz z niego nie bedzie, choc Rodzic Dyzurny wciaz go przewraca i zabezpiecza przed toczeniem sie po gniezdzie, podtykajac poden sucha trawke, ktorej ostatnio w Gniezdie jest bardzo duzo. Jest codzinnie przynoszona, za to mniej jest gazet i plastykow.
Na lunch Piskleta dostaly cos dlugiego, cos jak dzdzownice, ale chyba nie dzdzownice, gdyz Rodzic Dyzurny wyraznie odrywal te dlugie paski od czegos, co lezalo na podsciolce. Kazde piskle dostawalo sprawiedliwie choc nie zawsze w nalezytej kolejnosci. Ale w sumie chyba po rownu. Dostawaly tez do dziobow takze cos, co wygladalo jak kepku suchej trawy, ale Kot Guliwer nie bardzo wie o co sie rozchodzilo.
POtem Rodzic Dyzurny poczal starannie wybierac z podsciolki zafajdane kawalki i je wyrzucac za burte. Przewracal cala podsciolke wybierajac z niej wyplujki i inne niepozadane elementy wystroju wnetrza. Starszy Pisklak w tym czasie usilowal stanac na lapy, ale jego kuper byl za ciezki, Smiesznie kladl skrzydlo na mlodszaku i wygladalo go jakby go obejmowal ramieniem, ale mysle, ze sie nim zwyczajnie podpieral.
POtem Rodzic Dyzurny, kolyszac wlasnym kuprem schowal zafajdane nieszczesne Czwarte Jajko i Pisklaki pod soba, ale Mlodszak wystaje spod skrzydla rodzica.
Rodzic natychmiast poszedl w kime, ziewajac.
Ciekawe o czym mysla Bociany jak sa w gniezdzie, ale nie spia? I ciekawe czy miewaja sny?
Znowu sprzata Gniazdo?
http://www.bociany.edu.pl/stream-ustron.php
W prowadzeniu notatnika ornitologicznego przez Kota jest coś z lekka niepokojącego, nie uważacie? 😎
Żeby tylko nie było jak z tym pająkiem: 😈
http://czasdzieci.pl/czytanki/id,24cd7-jan_brzechwa_pajak.html
No wiec kulinarnie mnie Bociany nie obchodza. Sa zdecydowanie wieksze od Srok i maja mocarniejsze dzioby, z pewnoscia twarde do rozgryzienia.
Natomaist Pisklaki moglyby ewnetualnie ciekawie wygladac w misce, ale jak je tam przeniesc pod nieobecnosc Radzicow?
Tymczasem zatem – wylacznie naukowe obserwacje przyrodnicze. Alas, poor Yorrick, jak to sie mowi… 👿
Notatnik ornitologiczny pisany przez Kota
oznacza, że ptaszęta są w wielkich kłopotach
dorastania pilnuje, patrzy, co z ich karmą
i na pewno nie robi tego tak na darmo
w odpowiednim momencie, kiedy już podrosną
to urządzi przyjęcie, pewnie późną wiosną
Sprosi swoich kuzynów, kotów całą zgraję
każdy z nich go pochwali i się suto naje
Kiedy kartki się skończą w notatniku owym
żadnych piskląt nie będzie w świecie bezptaszkowym
To jest oszczerczy paszkwil! Chyba zatrudnie mecenasa Rogalskiego (bo innych w POlsce nie znam) aby zlozyl sprawe do prokuratury i zazadal wysokiego odszkodowania za naruszenie Dobr Osobistych.
A tymczasem w Gniezdzie byla zmiana warty. Powracajacy do Gniazda Rodzic przytargal caly dziob malych srebrnych zaskroncow (innych gadow? wegorzego narybku?) zwinietych w pierwscionki.
Mlode wsysaly je jak nitki spaghetti, i widac bylo, ze mlodszak juz peka z przezarcia. Ale jednbak wcisnal z apetytem. Rodzic wyczyscil Pisklakom pod pachami, odczepiajac od puchu przyschniete kawalki trwawy. Mlodszak sie walnal, straszak wciaz cwiczy unoszenie kupra w gore i stawanie na lapapch. Ciezko mu idzie.
Ciekawe, że mi myśli pobiegły w bardzo podobnym kierunku jak zeenowi… 😈
Kot, gdy mu eko-kury zdały się zbyt drogie,
postanowił uczonym być ornitologiem.
Jął więc chodzić z lornetką, prowadzić notatki,
podglądać który częsty ptak, a który rzadki,
który gniazdo zaśmieca, a który nie kala,
od którego się lepiej rankiem trzymać z dala,
jakie jajo zepsute, jakie jeszcze zdatne,
kiedy ptactwo załatwia swe sprawy prywatne
i kiedy barwny głuszec, co ma żon jak mormon,
osiąga wreszcie wagę zgodną z kocią normą.
Gdy ornitologiczne wszystkie zjadł rozumy,
o ptakach wiedział więcej niż lwy albo pumy,
najwybitniejszym był ich znawcą i krytykiem,
stwierdził: dosyć teorii, pora na praktykę,
wystarczająco w imię wiedzy-m się napościł!
A że znał już zwyczaje ptaków i słabości,
łapiąc sobie codziennie darmową kolację,
przerzedził wkrótce znacznie ptasią populację.
W uznaniu jego zasług ptasioznawcze grono
wnet tytuł profesora mu przyznało ponoć,
a za wydaną w PeWueN książkę kucharską
dało Wielką Nagrodę, bynajmniej nie jarską.
Wielbicieli miał mnóstwo i uczniów gromadę,
fani go na wyścigi raczyli obiadem,
siedział więc wśród słuchaczy dostojny i tęgi,
tłumacząc im: nauka to klucz do potęgi. 😎
W obliczu zagrożenia mec. Rogalskim, odwołuję swe supozycje, jakoby Kot szykował przyjęcie.
On te wszystkie ptaszki zeżre sam!
😆
Nawet bez soli. 😈
Nie wiem, zaprawde nie wiem czym sobie zasluzylem na te oszczerstwa z prawa i z lewa. W ten sposob nikt juz nie bedzie mogl uprawiac naukowych obserwacji bo kazden jeden bedzie mogl zarzucic mu niecne intencje. Nauka stanie w miejscu.
Gdzies sa granice lzenia Blizniego. Inaczej wszyscy staniemy sie jak ta sakramencka Oslica Pawlowicz i zaczniemy uzywac wyrazow. Narzekamy tu czesto na poziom dziennikarstwa, a nalezaloby tez pare slow powiedziec o poziomie wierszotworstwa, gdzie dzieja sie rzeczy jeszcze gorsze wzgledem Niewinnych. I jeszcze to wyzywanie od „tegich”! Wlasnego tylka pilnowac, a nie przygladac sie mojemu po proznicy!
Jak Kot już groźnie rusza tyłkiem,
trza chyba się się ulotnić chyłkiem. 😈
Tu na blogu jest granica:
dalej nie, bo potylica
roztrzaskaną przez Kocury
będzie, jak przekroczy który
Zatem: STOP!
Huulahoop!
Grozi młot
więc w tył zwrot!
That’s better.
Kot Ornitolog juz sie dzisiaj napracowal, Poecis takze, 😆 a teraz pora na Kota Kremlinologa. 😉
„For once the pope spoke his mind, and then was slapped by his own Tea Party.”, napisal jeden z czytelnikow w komentarzach…
http://www.huffingtonpost.com/2013/05/28/vatican-atheists-cant-be-saved_n_3346201.html
I jeszcze ciekawy artykul Anne Applebaum na temat tego, czy kobiety sa lepszymi szefami dla innych kobiet (przy okazji szeroko omawianej ksiazki, napisany zreszta bardzo kocio). I znikam w okoliczne blota. Bez kaloszy tegorocznej wiosny nie da sie przezyc! (Dobrze, ze rododendrony kwitna za oknem i mozna jeodziwiac takze bez kaloszy…) 😉
http://www.nybooks.com/articles/archives/2013/jun/06/sheryl-sandberg-how-succeed-business/?utm_medium=email&utm_campaign=May%2021%202013&utm_content=May%2021%202013+CID_0cfd532908370ccc16fc38de263a15e1&utm_source=Email%20marketing%20software&utm_term=How%20to%20Succeed%20in%20Business
Dla złagodzenia obyczajów – Koty i Pająki potrafią żyć zgodnie.
http://eunice1983.blog.onet.pl/wp-content/blogs.dir/616984/files/blog_zw_4326093_6201720_tr_pajaki.gif
U Kierowniczki to się wyrażają, że bez fakultetu nie podchodź…
Ten fakultet tez nie brzmi najpiekniej. 🙂
Mój fakultet od fak pochodzi, trzymam go zawsze w garści jakby co…
Notatnik Ornitologiczny cd.
Starszak nauczyl sie klekotac. Zna juz trzy wokalizacje: cos jak kwa-kwa, cos jak czip-czip i klekot. Klekot kiedy domaga sie jedzenia. Wysuwa lepek spod skrzydla rodzica i klekocze, ale bardzo jakos dziecinnie to robi. Wtedy rodzic sie podnosi.
Dalbym glowe, ze dorosly Bocian patrzy na Male z uwielbieniem i caly czas wyciaga im przylepione do puszku paproszki z gniazdowego budulca.
Okazuje sie, ze w Gniezdzie znajduje sie spizarnia : troche na poludniowy zachod od centrum Gniazda . Pod kepka suchej trawy przechowywane sa jakies smakolyki. Gdy Pisklaki zglodnialy, narodily rabanu, a kiedy Rodzic Dyzurny wstal, Pisklaki natychmiast siegnely czarnymi dzibami sie w to miejsce i sobie podjadly. Poczatkowo nie moglem uwierzyc, ze jedzenie jest przechowywane w gniezdzie, a nie przynoszone za kazdym razem, ale widzialem to juz trzy razy jak siegaly po zapasy.
Czwarte jajko gra im na nerwy i obchodza sie z nim bez ceregieli. zwlaszcza Starszy. Jest coraz brudniejsze i coraz smutniejsze.
Nie dość, że się u Kierowniczki wyrażają, to jeszcze irenizują, jakby im Irena co zawiniła. 👿
Czulo! Czulo moje serce, ze na Kierowniczke zaraz sie rzuci grono domoroslych miodkow.
Ulorosłych. 😛
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14008121,_Zydzi_jako_ofiary_Holokaustu_sami_sa_sobie_winni__.html?lokale=szczecin#BoxWiadTxt
Czyżby nareszcie w PAN-u pokazali, że potrafią nie tylko zasnąć, ale czasem również się obudzić? 🙄
Moim zdaniem to jakies glupstwa, Mar-Jo, Co to znaczy, ze „zostal odwolanY”? Z czego odwolany? Bo chyba nie z PANu. Gdyby straccil prace w PANie, to nie dowiadywalibysmy sie o tym poprzez gazete izraelska tylko z polskiej prasy.
Albo ktos mial jakies problemy z tlumaczeniem, albo nie zrozumial co czytal, albo gazeta izraelska podala niesprawdzone glupstwa.Bo o dochodzeniu peokuratury to jzu wiemy od dwoch tygodni.
Ja tak zrozumiałem, że stracił robotę w PAN-ie. Ale rzeczywiście dziwne, że w polskiej prasie nijakiej informacji nie było, a w Izraelu o tym piszą. 😯
Te informacje wyraznie ukladal jakis stazysta z PAPu.
Niemcy to wiadomo, Ruscy to wiadomo, ale żeby nawet Amerykanie rozpoczęli tak bezprzykładną kampanię oszczerstw… 👿
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14002213,Wspolpracownik_Busha__To_nie_Kaczynski__tylko_Bush.html
Też właśnie pobiegłam szukać wyjaśnień tego „został odwołany”. Na stronie PAN nic nie znalazłam. Tu piszą: Jasiewicz, 61, will lose his position as head of the Department of Analysis of Eastern Issues on June 1 but announced that he will appeal the decision. http://www.timesofisrael.com/polish-professor-axed-for-blaming-holocaust-on-jews/
Może mu po prostu dali wymówienie z datą, ale ponieważ się będzie odwoływał, to jeszcze nie może to biegać jako oficjalna wiadomość o wywaleniu.
PAP powtórzył to samo. http://wyborcza.pl/1,91446,14008509,Prof__Jasiewicz_za_antysemickie_wypowiedzi_nie_bedzie.html
To w notce powinno być „jak podaje PAP”, a ewentualnie potem, że napisała o tym izraelska gazeta.
Dobranoc, już dziś więcej nie będziem …. 🙂
Kto nie będzie, ten nie będzie. 😉
Ja oglądam na Arte wieczór poświęcony Świętu Wiosny i jeszcze trochę będę. 🙂
Hehe, R. Sikorski powiedzial wlasnie w Niewsnighcie (BBC), ze Polska nie zamierza wchodzic do strefy euro, poki strefa euro „will not fix itself”. Fixing itself moze potrwac jeszcze 5-7 lat.
Rzad zmnienia polityke i nie widzi powodu informowac o tym spoleczenstwa? Bo dopiero co slyszalem (chyba od Tuska i chyba zaledwie pare tyodni temu), ze Polska wejdzie o strefy euro w 2014 r.
Oczywoscie, ze wchodzenie w strefe euro w ciagu najblizszego roku czy dwoch jest szalenstwem. Ale dlaczego nie powiedziec tego uczciwie Polakom?
Dzień dobry 🙂
Nie będę się puszył, jaki to dziś z mnie ranny ptaszek, bo jescze Mordechaj by mnie wziął i zaobserwował… 😎
A zerwać wcześnie się musiałem, mimo że dziś u nas kolejna laba, bo jestem zaproszony na… urodzinowe śniadanie. 😯 No, naprawdę, taki numer jeden mój Kumpel wymyślił.
W trudnym wyborze między legowiskiem a pasztetówką wygrała pasztetówka. Co, jak podejrzewam, niewielu zdziwi. 😳
Pobudka! Warto bryknąć w ten dzień, zanim się zachmurzy, zasnuje i rozwodni. 🙂 Śniadaniowa rewolucja – zamiast krosantów 😉 jajka na miękko! Kawa dla kawoszy, herbata dla kotów.
Z lęku przed rusycyzmem
Wielu naszych braci
Nie mówi „Kot się czai”
lecz „Kot się herbaci”.
Gruess Gott! 🙂
Kumplowi Bobika skladam Najlepsze Zyczenia Urodzinowe!
Heleno, wydaje mi sie, ze Premier mowil o spelnieniu kryteriow wejscia do Strefy Euro, a nie o wejsciu.
Cudna fraszka, Ago. I użyteczna. Już zdążyłem nawarczeć na Pręgowaną, żeby się nie herbaciła na mój ogon. 😆
Mar-Jo, dziękuję w imieniu Kumpla. 🙂
Strefą euro nie muszę się w najbliższych kilku godzinach zajmować, choć to śniadanie w knajpie, bo Kumpel zaprosił, Kumpel niech wyciąga eura z portmonery. 😈
Dzień dobry 🙂
Pozazdrościłem Bobikowi pasztetówki na śniadanie i na stole też świąteczna wędlina, czyli salceson . O wyższości salcesonu nad pasztetówką przez grzeczność nie dyskutujemy 😉
Do tego chleb grubo masłem kleparskim i bryndza z pod Piwnicznej.
Brykanie zapewnione. Poleski Park Narodowy szlakiem Agi. Wieczorem może jakieś zdjątka
O 😳 archaizm ortograficzny mi się trafił. Winno być „spod”
Kumpel – skowronek jakiś. Niech mu będzie śniadanie na zdrowie.
To ja pośniadam.
Dzień słoneczny iście do brykania zaprasza. 🙂
Prawdziwa globalizacja – też jem bryndzę spod Piwnicznej. Bryndza to słowo pochodzenia rumuńskiego, tak przynajmniej powiedzieli wczoraj w polskiej telewizji.
Wczoraj nabyłam drogą kupna bryndzę. Nie sprawdzałam czy z spod Piwnicznej
Za to kabanosy francuskie zostały wyprodukowane w naszym rodzimym Sokołowie. 😉
Przyjemności na śniadaniu Bobiku, winszuj Kumplowi wszystkiego najlepszego 😆
Nasze koty nieustannie się na siebie herbacą. Choć dziś od rana Sokrates herbacił się na moje nogi, bo zamiast napełnić jego miskę zajmowałam się czymś innym 👿
Moja bryndza ze Słowacji!
Jak Unia długa i szeroka sama bryndza 😈
Wo kann man Brimsen Schafskäse kaufen?
Ich kaufe in Alma
A teraz Polesia czar 🙂
To juz we wtorek kupie sobie w Szczecinie tyle bryndzy, ze strach sie bac! 🙂
Przyszla Pani doch i od progu powiedziala mi, ze rozmawiala z jakas moja polska sasiadka, ktora pokazala jej zaparkowany na podworku samochod z kompletnie odpowetrzonym jednym kolem, a w srodku na tylnym siedzeniu spiacym mezczyzna. Juz tak drugi dzien spi nie budzac sie – miala powiedziec polska sasiadka. Ale martwy nie jest, bo oddycha.
Poszlam sprawdzic i faktycznie – mezczyzna wyglada mlodo, brak zeba na przodzie bo usta otwarte. Zamkniety od srodka.
Pomyslalam, ze moze miec zapasc insulinowa albo cos takiego i poszlam dzwnic na policje/pogotowie.
Oni teraz maja takie urzadzenia, ze nie musza spisywac ani mojego imienia, ani adresu. Policjant poprpsil, zebym podyktowala mu numerki rejestracji i ze pogotowie zaraz przyjedzie.
Bylo po pieciu minutaach, ale… samocghod byl juz pusty. Kiedsy ja rozmawialem z polijantem, mezczyzna najwyrazniej obudzil sie i wyszedl. Krecacy sie po posesji ogrodnik powiedzial, ze mezczyzna, azjatyckiego wygladu i sprawiajaxy wrazenie bezdomnego poszesl w tamtym kierunku – wglab mojej ulicy – machnal reka ogrodnik.
Karetka odjechala, ale niemal natychmiast przyjechal woz policyjny z trzema policjantami.
Powiedzieli, ze wiedza juz, ze mezczyzna ow trzy dni temu uciekl ze szpotala (nie pytalam z jakiego oddzialu) nie wypisujac sie i oni, poilicjanci beda go teraz szukac az znajda. Bo on pilnie potezebuje pomocy medycznej. I choc wcale ich o to nie prosilam zapewnili, ze mnie powiadomia jak sie sprawy dalej potocza. Zwracali sie do mnie per Helena, choc wcale nie pytali jak sie nazywam.
Ja wciaz nie moge sie przyzwyczaic do tego Wielkiego Brata, ale czasami sie bardzo bardzo przydaje.
Trochę ckliwie i spadam, bo Suka już w drzwiach 🙂
http://www.youtube.com/watch?v=LmcvW3reJtU
W Białymstoku trudno, ale dzieje się…
http://wyborcza.pl/1,75248,14007951,Premier_Tusk__Bialostoccy_rasisci_powiazani_ze_swiatem.html
Mniej gadac, a wiecej aresztowac i zamykac. Gadac pozniej. Inaczej to jest czcze mielenie jezorem.
Było śniadanie z obiadem za jednym przysiadem. Co wcale nie znaczy, że z kolacji mam zamiar zrezygnować. 😈
Kumpel dziękuje za życzenia. 🙂
Ja dziękuję… no, nie wiem za co, ale za coś tam mogę podziękować. 😀
I idę się zastanowić, co zrobić z resztą tak pięknie rozpoczętego dnia. 😉
Fraszka o kocim herbaceniu się jest autorstwa Sztaudyngera, czego w porannym pośpiechu nie odnotowałam. Szlak Agi, no, no. 😉 Dobrze, że nie szlag z Agą! 😆 Napasłam się w ogrodzie botanicznym widokiem wciąż kwitnących różaneczników. Ach, jakbym chciała się zastanawiać, co zrobić z resztą dnia! Niestety, przytaszczyłam papiery z pracy. 👿
Not. Orn. CD
W Gniezszie dzieje sie cos niepokojacego.
Wiele razy dzis rozpoczynalem obserwacje, ale Rodzic Dyzurny byl caly czas w pozycji „na jajkach”. Az wreszcie przed chwila zajrzalem i zbaczylem, ze oba dorosle Bociany stoja nad piskletami klekocza bardzo dlugo oba naraz, cala kanonada dzwiekow. – z piec minut, jakby byly zaniepokojone. Zazwyczaj jak sie spotrykaja za dnia w Gniezdzie, wymieniaja sie tylko krotkim klekotem powitalnym, zamieniaja sie miejscami i jedno odlatuje. Dzis kjlekotaly bardzo dluga wiszac dziobami nad piskletami. Starszy lezal na podsciolce nieruchomo, a mlodszy – i teraz z lapa na sercu i przenajswietszym slowem Honoru, ze tak bylo i nie zmyslam – usilowal go podniesc z ziemi: klekoczac dziecinnym glosikiem podsuwal pod niego oba skrzydla i probowal udzwignac Starszaka w gore. Zmienial pozycje, obchodzil z drugiej strony i znow usilowal podniesc. Wieksze Piskle lezalo NA BOKU, z lepkiem na ziemi. Weszcie Starszak sie troche rozczmuchal i podniosl, znowu usiadl na kuper, znowu sie polowyl, Rodzice nie przestawali klekotac, Mlodszak coraz bardziej nerwowo Starszaka podnosil skrzydami, az Starszak sie wreszcie podniosl.
Jeden z Rodzicow wtedy odlecial, zas drugi znow usiadl na Malych. Spod niego dochodzil klekot chyba Mloidszego.
Czyz mam wspominac, ze jajko nr 4 wciaz nie wyklute? teraz juz nie mam watpliwosci, ze nie jest zywe.
Pozdrawiam Koszyczek. 🙂
Kocie, gdy dzisiaj rano zaglądałam, to obydwa były w jak najlepszej formie. Zmartwiłam się czytając Twoją popołudniową relację. Czy zauważyłeś w jak koszmarnym hałasie one mają gniazdo ? Ja już bym dostała szmergla, gdybym przez 24 godziny (no może 20 godz.) musiała żyć w takim hałasie. 🙁
Rano byly OK? Moze ten Stazak byl zwyczajnie niewyspany? Ale byl znacznie bardzie osowialy niz dotad – zazwyczaj jest raczej nadaktywny.
Bede sledzic.
Kocie, są obydwa łobuziaki. 😆
No to moze coraz bardziej upodabniam sie z latami do mojej Starej, ktora nas z Bratem od kociectwa po kazdym kichnieciu wloikla do weterynarza. Nie zapomne, jak pielegniarka-recepcjonistka u weterynarza na pytanie Starej czy nie czas juz na czyszczenie nam zebow pod narkoza , prawie, ze stuknela sie w glowe i powiedziala na cala poczekalnie: Kobieto! Te kocieta maja zaledwie szesc miesiecy!!!
Co ja sie za nia wtedy wstydu najadlem to tylko ja wiem. 😈
Wyprawa na Polesie przepyszna. Zrobiłem trochę zdjęć, by podzielić się z Wami urokami wyprawy. Znalazłem nawet psiankę i rosiczki 🙂
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/PolesiaCzar#slideshow/5883843202970615554
Irku, piekne zdjecia. Bardzo dziekuje. 🙂
Ta zmija to niefotogeniczna byla, ze uciekla? 🙂
(Brrrrr!!!!!)
Zdjecia przepiekne, ale bardzo jestem pod wrazeniem takiej swietnej znajomosci nazw wszystkich napotkanych roslin.
Zafascynowala mnie wygladajaca jak jakies wstretne gasienice rosiczka owadozerena i nawet sobie wyguglalem. Nie wiedzialem, ze w Polsce tez wystepuja jakies rosliny miesozerne jak w jakiejs puszczy brazylijskiej albo co.
Tu jest w doniczce inny rodzaj rosiczki, pozerajacej muche:
http://www.youtube.com/watch?v=r3kuAqu4rNc
Irku, podziwiam zdjęcia, rośliny są bardzo fotogeniczne.
Kocie, ja też tak mam, wychodząc z założenia, że lepiej najpierw się pomartwić, żeby potem się bardziej cieszyć. 😉
Wiem, że to z rozumem ma niewiele wspólnego, ale nic na to nie poradzę, tę przypadłość mam od dziecka.
A odnośnie jajka, to może ono zostało zniesione jako ostatnie.
Napisali, że tuż przed wykluciem się z jaja, wysiadujący ptak, często wstaje i przesuwa jajo – tu napisali :
http://bocianopedia.pl/bociany-i-bocki/bociani-rok-czyli-od-przylotu-do-sejmikow-i-dalekiej-podrozy/wychow-mlodych/85
Tak, tak, ja to tez czytalem pare dni temu, bo poszyukiwalem informacji dlaczego Bociany znosza do gniazda tyle smieci – gazet i calych placht plastyku. Oni tam gdzies o tym wspominaja, ale nie wyjasniaja w jakim celu odbywa sie to regularne zasmiecanie gniazda.
A w sprawie martwienia sie to mamy sedziwa przyjaciiolka, ktora tak konczy kazda rozmowe telefoniczna: No, to idziemy dalej sie martwic…. 😈
Kocie, podoba mi się prawdomówność Waszej przyjaciółki. 😆 😆 Jak z moimi dziećmi rozmawiam w stylu”szczygiełka”, żeby się nie martwiły – są za daleko, żeby matkę skontrolować. 😀 😆
Irku, czy tak wygląda żmija zygzakowata ?
Żmija na moim szlaku?! Rzeczywiście brrr! Śliczne zdjęcia. 🙂
Też mi się udało prawie nastapić…w terenach znanych Irkowi. Pierwsze moje w zyciu spotkanie o metr, ale wiedziałam, co to jest.
https://picasaweb.google.com/115054190595906771868/September27201202#slideshow/5799539787099549218
Wstyd…co tu dużo gadać. Prezydent WSZYSTKICH Polaków – bo powinien jako prezydennt wszystkich reprezentować…
http://wyborcza.pl/1,75248,14011468,Prezydent_Komorowski_odmawia_patronatu_Paradzie_Rownosci.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
Właściwie nie powinienem się dziwić, że z psianki taka przystojna roślina, ale nie mogę ukryć, że zrobiła na mnie wrażenie. 😀
Inne rośliny i żmije zresztą też. 🙂
Ten Polesia Czar piekny Irku! Cwynar? Nie podejrzewalam go o taka wyciszona interpretacje. Podoba mi sie aranzacja, nie taka za bardzo tangowa. Spiewalo sie przy ognisku, onegdaj!
Zyli dlugo i szczesliwie bardzo rzadko wystepuje w przyrodzie. Co jeszcze bardziej to dla mnie uwidocznila seria Attenborough, gdzie w wodzie, w puszczy, na pustyni, w kosmosie tragedia za tragedia. Dlatego nie moge sie spokojnie przygladac tym bocianom.
Rosliny lepsze w tym wzgledzie.
Komorowski bardzo by mnie rozczarował, gdybym się po nim więcej spodziewał. Ale jakoś się nie spodziewałem. Nie jest on z tych, którzy przeskakują własny cień, albo torują drogi. Stara się być dobrym urzędnikiem i to mu nawet czasem wychodzi, ale na to, że wybiegnie przed szereg, raczej nie ma co liczyć. Szkoda, ale wielkości polityczne tak czy owak coś nam ostatnio nie obrodziły. 🙄
Nie wiem, Króliku, czy rośliny rzeczywiście lepsze. One też sobie pożerają miejsce, światło i zasoby, jak tylko mogą. 😯
Króliku,
ja oglądałam filmy Davida Attenborough „religijnie”, jak to się mówi. Wychowanam na wsi (nawet nieco obok), miałam okazję obserwować przyrodę z bliska i nic mnie nie dziwi w tym względzie.
Teraz wyobraź sobie krowę poczciwą na pastwisku, spokojnie pojada trawę. Trawa na to nic, znika w paszczy krowy, ale to też żywe, dopóki nie żeżarte i nie przeżute, oraz *pardą*, wydalone. Zjadamy siebie nawzajem, żeby żyć i jakoś to się toczy. Rośliny też są „żercze”, tylko nie jest to tak spektakularne, jak gepard ścigający zwierzę, które sobie upatrzył jako obiadek.
https://picasaweb.google.com/115054190595906771868/RPA2009KrugerParkMarch1719Th#slideshow/5372443954548321378
Prawdaż, Bobiku.
Tak Alicjo, zdaje sobie sprawe, ze tak jest, ze gepard tez musi jesc. Tez znalam realia wiejskie w dziecinstwie. Ale mimo wszystko ogladam filmy o zwierzetach w przyrodzie troche jak oglada sie kryminal, z obgryzaniem paznokci w oczekiwaniu na dramat. Rosliny mi jakos sie tak nie kojarza. Moze dlatego, ze czuje sie bardziej krewniaczka zwierzat. Szczegolnie niektorych, od czasow Jane Goodall. No, kazdy ma swoje boje, neurozy i fobie.
Alicjo, co za glupia pogoda tej wiosny! U nas w ubiegla sobote byl przymrozek w nocy, a dzisiaj jest 30 C i wilgoc jak z przeproszeniem w Singapurze. A ty jeszcze blizej jeziora to pewnie masz saune w domu!
Piekne zdjecia z podrozy, Alicjo.
A jednak mnie Komoroqski rozwscieczyl do imentu! Nie chcial byc „patronem”, jego sprawa, ale mogl przynajmniej wyslac organizatorom list z pozrowieniami dla Parady i paroma komunalami na temat „rownosci”. W koncu maja tam maszerowac nie tylko LGBT, ale takze np niepelnosprawni. Ale tego smierdzacego tchorza nie stac nawet na pare zdawkowych zdan pozdrowienia. Moze jakby go do kosciola zaprosili na msze, to by przygnal w podskokach.
Oczywoscie, ze napisze list do Kancelarii, a jakze. Mam tam zreszta dora znajoma i ona tez dostanie kopie.
No jasne, że na mszę by pognał. Ale to jest dokładnie to, czego ja się po nim spodziewam. I zresztą nie wadziłoby mi to, gdyby oprócz tego umiał pognać i w innym kierunku. Tylko czy on kiedykolwiek stwarzał choćby pozory, że nie jest konserwatystą? Można powiedzieć, że widziały gały, co brały. 🙄
Niestety prezydenta dalo sie wybrac tylko z kandydatow i ten byl wtedy najlepszy. Galy nie pozwolilyby wybrac kontrandydatow, bo to zakrawalo na szalenstwo. Ale i ten elektorat sie zmienia.
co prawda nie moje i nie stąd, ale pasuje: Pobutka!!!
zaś odnosząc się do wpisu (ciekawe kiedy ostatnio ktoś się do niego odniósł :coo: ) to przypomniał mi się Junior Brand Manager: Musimy uprościć przekaz. Nie oczekujmy od klientów myślenia.
Dzień dobry 🙂
Jak foma krzyknął, to zaraz się pobudziłem. Głównie po to, żeby przestał krzyczeć, bo wtedy nie mogę spać. 😆
A poza tym – wsio normalno. Znowu leje. Zimno. Kawa.
kawa też zimna? 😉
Bobik, tak długo to ja nie krzyczę, że trzeba się obudzić, żebym przestał. przestaję po krótkiej chwili, bo trzeba dbać o gardło. wystarczy krzyknąć raz a dobrze. chyba że raz nie wystarczy…
Foma, że reklama nie do myślenia jest, to mnie nawet nie dziwi. Nie wszystko musi być. 😉 Ale niektóre przekazy reklamowe są dla mnie już wręcz obrzydliwe i ten fordowski do nich należy. On mi mówi mniej więcej coś takiego: do prawdziwej klasy wyższej nigdy ty, gnojku, nie będziesz należał, ale weźże se choć powąchaj, jak to pachnie, a potem za cały swój szmondacki szmal kup se ten zapach, żeby poszpanować przed sąsiadami.
Jesteś tego warta. Podaruj sobie odrobinę luksusu. No, przecież jako krwiożerczy lewak nie mogę na takie mydlenie oczu nie nawarczeć. 😈
Jak słusznie zauważył Królik, polskie wybory polityczne od lat polegają na wybieraniu mniejszego zła. I jak się przymierzy Komorowskiego do L. Kaczyńskiego, który ongiś Parady w ogóle zakazał, to i tak wychodzi na to, że ludzkie panisko. A mog ubit’… 🙄
Ale rację ma Helena, że mógł też przynajmniej dla picu odpowiedzieć jakimś eleganckim bla-bla, że wprawdzie nawał terminów, ale popiera, zdrowia i szczęścia życzy, etc. Nawet w wąskich ramach można bardziej w te, albo bardziej wewte.
a oczywiście że możesz nie nawarczeć. świadome niewarczenie jest wyższe w klasowości niż warczenie
Cholera, a mnie się nieraz samo warczy… 😳
Czy to znaczy, że muszę zawołać fachowca? 😯
co znacza, że trzeba się skupić na świadomości niewarczenia, a nie warczeniu na forda i wdychaniu tapicerki. z jednej strony prostsze, nie trzeba wypasionego forda, z drugiej trudniejsze, bo skoro samo się warczy… 🙄
Nie wiem jak to jest u psow, ale czlowiekowi z wiekiem albo sie juz nie zawsze chce sie warczec albo by zabil na miejscu.
Na ludziach się tak sobie znam,
lecz pies ma taki dziwny sznyt,
że mu wśród pewnych życia ram
świadomość się określa zbyt.
Porzuca więc opary snu,
z zapałem włącza się do gry,
z gardła wychodzi nagle mu
niepokojące, groźne wrrrr…
A życie się zaśmiewa: ha!
Raz jeszcze udał mi się wic!
Ten głupek miota się jak ćma,
a nie wynika z tego nic. 🙁
Heleno, potwierdzam. Całkiem dobrze, że częściej się nie chce zabijać – nie byłoby komu chodzić na wybory. 😉
eee, w więzieniach są przecież lokale wyborcze 💡
A jak sie robi taka zaroweczke, Foma? I czy jest to zaroweczka starego czy nowego typu?
żaróweczkę robi się tak: bierze się drucik, odpowiednio zgina i zawija, wkłada do tego dinksa, który wkręca się do żyrandola czy lampki, otacza odpowiednim gazem, a sam gaz – szkłem i gotowe, może zaświeci.
w html wystarczy wpisać miedzy dwukropki idea…
Jeszcze trzeba żaróweczce zrobić reklamę, żeby się sprzedawała i namówić UE, żeby dopuściła do obrotu te, a nie inne żaróweczki. 🙄
A z na-miejscu-zabijaniem to nie zawsze jest słuszna idea. Niektórych wartałoby przedtem pomęczyć. 😈
Bobiku 😯 😯 😯
I tak Ci nie wierzę, że umiałbyś – to koty najpierw troszkę myszy dręczą. 😉
Sprawdzam: 💡
A przy okazji – zapominam od paru dni doniesc, ze ikonka Bobikowa na liscie Favorites powrocila na swoje miejsce ku radosc zainteresowanych.
Uau!
To zalezy jakie Koty, Myszo. Te zmeczone zyciem raczej zabijaja jednym klapnieciem szczeki. A niektorym to sie juz nic nie chce i stawiaja raczej na drobno pokrojonego bazanta w misce.
Myszo, pomęczyć sam to bym może i nie potrafił, ale mam kolegów i na nich mogę liczyć! 😆
w każdym drzemie morderca, wystarczy jedynie odpowiednio długo i odpowiednio głośno grać piętro wyżej mix punku z aleatoryzmem 😎
Niemieckimi szlagierami oraz muzyczką karnawałową załatwia się sprawę nawet szybciej i efektywniej. 😛
od szlagrów do szlagów zawsze krótka droga 💡
A jak się jeszcze szwagra weźmie do pomocy… 😈
Kocie, przecież napisałam o męczących swoje ofiary z małej litery „k” a nie jak poważnym Kocie Mordechaju. 🙂
Foma, mnie wystarczy sezon wiosenno-letnio-jesienny, aby naskładać morderczych instynktów. Wiertarki działają codziennie, z płyt betonowych zostało sitko, wystarczy jeden malutki wstrząs a wszyscy znajdziemy się na parterze. 👿
Bobiku, 😆 😆
Jeszcze o Komorowskim, czyli gdybym był belwederologiem…
Pewnie bym spróbował wyciągnąć daleko idące wnioski z pewnej koincydencji.
Primo po pierwsze: Boże Ciało stało się okazją do (kolejnej) ofensywy ideologicznej biskupów:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14011694,Biskupi_na_Boze_Cialo___Nie_mozemy_byc_lemingami__.html
Primo po drugie. Prezydent zapowiada, że 2014 ma być rokiem wolności i z tej to okazji we wtorek wieczorem wygłosi do Polaków specjalne orędzie o stanie wolności. 4 czerwca chce zachęcić Polaków do wspólnej radości z tego, co udało nam się osiągnąć, jak również zastanowić się nad tym, co wciąż jest dla nas wyzwaniem. Komorowski chce również zwrócić uwagę na rolę Kościoła i w okresie PRL, i w czasie transformacji. Dlatego 2 czerwca przyjmie przed Belwederem uczestników Organizowanego przez kard. Kazimierza Nycza Dnia Dziękczynienia.
Ale wniosków nie wyciągnę. Nie tylko dlatego, że nie jestem belwederologiem, ale i z tego powodu, że lać przestało i rzuciłem się do odchwaszczania. 😉
Jestem w szoku:
http://wyborcza.pl/1,75248,14011968,Rasizm_w_Bialymstoku__Kto_ma_kumpla_skina_.html
Mąż urzędującej minister nauki broni faszoli.
Gdzie my jesteśmy?
To jest OK. Od tego jest adwokatem by bronil. Cherri Booth , zona Tony’ego Blaira bronila nielegalnych emigrantow, ktorych rzad jej meza chcial wyslac skad przysxzli. Cherri jest parwnikiem od praw czlowieka.
To ja wiem, ze jest roznica miedzy imigrantem a faszysta dosc zasadnicza. ale dla adwokata nie powinno to miec znaczenia. Taki zawod.
POjde sie podzoele ze Stara Sheba, bo wrocila z miasta glodna i zla. Powiedziala, ze prztmierzyla siedem sukienek i w kazdej wyglada jak matrioszka. Wiec nie kupila zadnej dopoki nie znajdzie takiej w ktorej wyglada jak Barbie.
To jest OK?
Przecież nie był adwokatem z urzędu. Chciał.
To mówi o jego światopoglądzie.
Naprawdę, Kocie, popierasz to? 😯
Dla mnie naprawdę wstrząsające są te informacje o komitywie policji ze skinami, dziwnym zachowaniu przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, wiceprezydencie maszerującym w marszu ONR, itp. To jest obraz miasta właściwie mafijny, tylko z brunatnym przechyłem. Jest się czym przerazić.
A adwokaci mają coś takiego jak klauzula sumienia?
Kot ma świnto racje.
Adwokat to taki zawód, że z aniołkami ma rzadko do czynienia, zdarza się również, że przydzielą mu z urzędu – to co, wybierać ma tylko świętych?
Mnie przeraża to, o czym pisze Bobik. I trochę PK.
Nie wywodziłbym z tej notki zbyt wiele, napisana jest po to tak, by wywołać właśnie takie reakcje, jak PK. A gdyby pominięto nazwisko, czy PK by o tym pisała?
Myślę sobie, że czasem dajemy się podpuszczać.
Zeen, to nie chodzi tylko o tę notkę i – mnie przynajmniej – o Kudryckiego. Że w Białymstoku się coś bardzo podejrzanego dzieje wynikało już wcześniej z wypowiedzi Sienkiewicza. Notka tylko tę wypowiedź rozjaśnia.
I nie wydaje mi się, żebyśmy tym przypadku dawali się podpuszczać. Przecież te wszystkie rasistowsko motywowane akty agresji naprawdę się zdarzyły, były w Białymstoku (z okolicami) częstsze niż gdzie indziej i sprawcy nie ponosili konsekwencji. Już choćby z tego powodu o sprawie trzeba było bębnić. A jeśli faszole są w jakikolwiek sposób wspierani przez ludzi władzy, to już zwykłe bębny nie wystarczą, tu trzeba solidnych tarabanów.
Tłumacz mi o co chodzi Bobiku, bo nic a nic nie kapuję…
Kudrycki jest częścią większej całości. Najbardziej szokującą, bo widoczną i powiązaną z najwyższymi władzami państwowymi.
Ale to jest cały system. I, jak słusznie ktoś pisze pod spodem, to nie dzieje się tylko w Białymstoku. Np. co się wyrabia we Wrocławiu albo w Lublinie…
W pełni się zgadzam z PK, z wyłączeniem Kudryckiego. Jeżeli jest adwokatem, to wykonuje swój zawód. Jeżeli wykonuje go źle – wykażmy to.
Wyguglałem, kiedy adwokat może odmówić obrony. To są naprawdę wyjątkowe i specyficzne przypadki:
http://www.sprawnik.pl/artykuly,10246,14099,kiedy-adwokat-moze-odmowic-udzielenia-pomocy-prawnej-badz-wypowiedziec-pelnomocnictwo
Gdzie indziej piszą, że w żadnym wypadku podstawą odmowy nie może być charakter popełnionego przestępstwa. Czyli Kudryckiego nie ma się co czepiać, postępuje po prostu zgodnie z zasadami profesjonalnymi.
Adwokaci bronia: faszystpw, seryjnych mordercow, OJ Simpsonow i gwalcicieli. . Bronia ich praw. Taki sobie wybrali zawod i powinni wykonywac go jak najlepiej. Bo wbvrew pozorom faszustom tez przys;ugija prawea. I gwalcicielom. I ostatnim sukinsynom.
Osobocie nie widze powodu aby Kudrycki mial sie wylaczac z procesu, bo ma zone ministra. Cherri miala meza premoera i tez bronila nielegalnych, naruszycieli prawa. Nie przestala byc adwokatem ani na moment.
O jejku!!!
http://wyborcza.pl/1,75476,14014421,Na_Syberii_odnaleziono_doskonale_zachowane_szczatki.html
Nie bardzo rozumiem jak krew sie zachowala w stanie plynnym.
Teraz jest lato w Jakucku i temperatura tam gdzie znaleziono mamuta jest -10 C. Czyli dokladnie tyle ile w naszym zamrazalniku w lodowce Boscha. .
To dlaczego jak Stara wczoraj wykopala z niego prehistoryczny worek z kukurydza, to okazalo sie ze kukurydza juz byla tak sponiewierana, ze trzeba bylo ja wyrzucuc?
Czuję się jak kukurydza Heleny, ponad miarę wysezonowana 😉 ale jeszcze dycham 🙂
Od zawsze nie lubię Fordów 👿 źle się w nich siedzi 👿
Odmaszerowac na poslanko, Haneczko. Jutro sie wyspij i wypocznij. Dobranoc.
A ja sie udam na randke z Rudym z CSI Miami .
Jutro mam wolne, Heleno, czyli ryję w ziemi, ganiam z jajem w Hongkongu i nie z jajem w Paryżu 🙂
Posłuszne dobranoc 🙂
Dzień dobry 🙂
Szybka kawa i do pociągu na spotkanie z frakcją brazylijsko – warszawską 😀
Frakcja na posterunku. 🙂
Potwierdzam 😉
No sorry, czy aby w przypadku Kudryckiego nie zachodzi taka sytuacja?
„Adwokatowi przede wszystkim nie wolno udzielać pomocy prawnej, która ułatwiałaby popełnienie przestępstwa lub wskazywałaby możliwość uniknięcia odpowiedzialności karnej za czyn, który miałby zostać popełniony w przyszłości”.
Pozostawienie tych ludzi bezkarnymi pcha ich do kolejnych przestępstw.
Ponadto w artykule mowa o tym, że Kudrycki wręcz specjalizuje się w tych sprawach.
Po warszawsku długo spałam, po brazylijsku długo piłam kawę, a tu już widzę od rana czuj, czuj, czuwaj rozlega się na blogu. 😀 Już się dyscyplinuję. Gdzie ja mam żelazko…
Ojej… to stroić się trzeba? Ja chciałam casualowo 😉 No, ale może…
Dzień dobry 🙂
I ja się spróbuję zdyscyplinować, bo na spotkaniu frakcji brazylijsko-warszawskiej muszę być obecny przynajmniej duchem. 😀
Ale na to, że wyciągnę żelazko, niech nikt nie liczy. Najpierw musiałbym sobie zresztą przypomnieć gdzie je mam. Nie da się ukryć, nie jest to sprzęt często przeze mnie używany. 😉
Nie strójcie się nadmiernie, bo andsolowi może się zrobić niezręcznie. On w podróży, to pewnie całej szafy z sobą nie taskał. 😉
Sezon na znaleziska. Oprócz mamuta odnaleziono również Orła:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14016789,Legendarny_ORP__Orzel__odnaleziony__Na_dnie_Morza.html
Ciekawe, czy też go sklonują? 😈
To Pani Kierowniczka nie praszuje szkarpetek? 😯 To szkandaliczne! Ach, jak czudownie zacząć szobotę od małego szkandalu. 😎
Jasne, że casualowo. Mam na sobie swoje najwygodniejsze bojówki i najbardziej nieprzemakalne tenisówki. 😉
A ja śmieszną koszulkę,w końcu jest Dzień Dziecka 😉
Najbardziej spodobałaby się Mordce, bo to nie przymierzając jego portret. Siedzi sobie szare kocisko na leżaczku pod parasolem i ślipia mruży. Margerity tylko brakuje, ale cóż.
Uściskajcie się tam wszyscy ode mnie na zlociku. 🙂
I ode mnie się ukłonić proszę.
Każual bojówki? End łaj not każual rurki? 😈
Dzień dobry w ogródkowych porach 😀
Najlepwsze zyczenia dla uczestnikow miniszjazdu w Warszawie i zebyscie mieli sliczna pogopde!
Nie zapoimnijce cos fajnego wspolnie zjesc i wypic takze i w naszym imieniu. Szczegolna opieka otczcie przyjezdzajacego z Lublina Irka, ktopry sie jeszcze zrasta po remoncie.
Radosnego warszawskiego zlatywania się 🙂
Miłego dzieńdzieckowania 😉
O rety, jak fajnie, blogowy zlocik w Stolycy!
Czuj, czuj!
Co otworze (wirtualnie) GW to jest tam prof. Pawlowicz. Takie czasy!
Pawlowicz jest teraz nasza ukochana zdzira. Co otworzy usta, to jej ropuchy skacza.
No, ale modły Pawłowicz za rozpad UE angielskim Kotom powinny właściwie być po myśli. 😈
Kot nie chce by UE sie rozpadla. Kot chce glebokiej jej reformy i accountability (np aby waznych decyzji dotyczacych Kota nie podejmowal, jak niegdys , awansowany wysoko w Brukseli fryzjer mme Cresson, a i sama mme Cressopn aby w Unii sie nie szarogesila tylko dlateg, ze jest czyjac wysoko postawiona kochanka) .
A jesli Unia nie zechce podejmowac glebokich i bolesnych dla jej urzednikow reform, to by Kot takiej Unii podatkow nie placil jak ciezki frajer. Niech una, ta unija obchodzi sie bez Kota. Kot woli dac na Christian Aid w Afryce, zeby stidnie budowala, albo Save the Children Fund albo na jakas ina zbozna organizacje.
Wiec prosze Kotu kociatka w brzuszek nie wmawiac. 😈
Zlotowi pomachanko 😀
Pani Pawłowicz nie wpuszczam do domu 😎
A propos kociątka, to dziś Dzień Dziecka przecież mamy. Pobawiłbym się… 😆
Mowiac o reformach… Kanada pracuje nad umowa o wolnym handlu z EU. Interesujace, bo nie ma takiej umowy o wolnej wymianie towarow i uslug miedzy prowincjami! Wyglada na to ze bedzie latwiej mi kupic maslo dunskie niz manitobanskie!
Tymczasem w nieszczesnej Oklahomie dalej wieje!
Haneczko, jak jej nie wpuścić, skoro notorycznie z lodówki ostatnio wyskakuje, niby jakaś, nie przymierzając, Angelina Jolie. 👿
Króliku, to nie musi być takie złe. Duńskie masło (w odróżnieniu od holenderskiego) jest całkiem OK. 😉
Bobiku, mnie wyskakuje z lodówki frekwencja 😉
Mowisz Bobiku, ze do licznych osiagniec Holendrow maslo sie nie zalicza! Ha, nikt nie jest doskonaly! Jest nadzieja dla innych!
Sobota! Na pozne sniadanie sa lody i pokrojone swieze mango. Kawaherbata.
Pobawiłbyś się Bobiku? Z przyjemnością zapraszam na Dzień Dziecka na Oddziale Geriatrycznym czyli w naszym ogrodzie. Zaczynamy, jak zwykle około 18.tej.
Dziewczynki obowiązują ogromne czerwone kokardy we włosach. Cłopców kapelusze kowbojskie i kolty. Smoczki na butelkach dla wszystkich …. 😉
Dalej to już jazda dowolna 😯
Jeżeli Szczeniaka nie przeraża Towarzystwo Geriatryczne, to czem chata bogata 😆
Zaproszenie otwarte dla Szanownej Frekwencji 😎
🙂 🙂 🙂
ciagle jesien 😀 😀 😀
bywa
Dzien Dziecka?
Katarzyna Kubisiowska: Dziecinstwo i mlodosc to nic wesolego.
Magdalena Tulli: Moze nie trzeba uogolniac. alejesli o mnie chodzi, zgadza sie. Teraz radze sobie lepiej, pod kazdym wzgledem. Im starsza, tym bardziej zadowolona z zycia. Wrescie sie nie spozniam, wrescie umie tabliczke mnozenia, a jesli chodzi o przyjazn i kolezenstwo – tez jest znacznie lepiej. W tych roznych instytucjach troszke przemocowych , zwlaszcza w szkolach, ale i na obozach mlodziezowych, a nawet przy sprawdzaniu biletow, zawsze sciagalam na siebie zle rzeczy, nie mialam pojecia, w jaki sposob. Jakbym miala nieprzystosowanie wypisane na czole. I to sie skonczylo, nawet charakter pisma z czasem troszke mi sie poprawil. Nie mam problemow z policja, z konduktorami w pociagach, ze sluzba zdrowia. Chociaz z drugiej strony, sposob traktowania nas przez panstwo w ogole jest znacznie mniej przemocowy niz kiedys, i moze to dlatego. W kazdym razie byc mna jest teraz duzo latwiej niz wtedy.
Dziecinstwo jest trudne. Zwlaszcza kiedy wychodze poza oswajane latami tematy. Wtedy staje sie ostrozna, jakby grozilo katastrofa, jesli powiem o jedno slowo za duzo. Wiem, czego sie obawiam: ze zrobie z siebie ofiare.
Chcialabym trzymac fason jak moja matka, ale jednoczesnie bez bolu mowic cala prawde, bo to wolnosc, luz i wygoda. Wiec czego bardziej potrzebuje: fasonu czy luzu? Czuje, ze luzu. Ale nie umiem zapomniec o fasonie. Zauwazam, ze latwiej mi mowic o moich dzieciach niz o wlasnym dziecinstwie. A jak bedzie z nimi? Moze tez im bedzie latwiej o dzieciach niz o sobie? Moze i inni ludzie tak maja?
—————————————————————————————————————————————
a caly wywiad tu: Tygodnik Powszechny 2 czerwca 2013 nr 22
p.s. lubie Pania, Pani Tulli 8)
Szymon Slomczynski
Tik
Nie mam ani Faceboocka, ani paska zakladek
(pasek trzyma sie spodni, a zakladki ksiazek),
wiec musze staroswiecko wpisac haslo w Google.
I juz po raz dziesiaty (dzisiaj – mala probka,
niereprezentatywna) przylapuje sie na
pisaniu w okienku: life;choc przeciez nie szukam
wcale tu, w sieci, zycia; skoro mam juz jedno
(i pewnosc, ze tyle starczy; dosc mlodziencza pewnosc
– takie sa najpewniejsze). Strona Life Magazine
i definicja z Wiki to obce przestrzenie.
Jak dotad nie zajrzalem, bo cofam sie rakiem.
Karmie go metodycznie; bestia potrzebuje
ze trzech marlboro ciegiem, zeby sie nasycic
po jednym wpisaniu: life. Potem znow to samo.
Zachodze w glowe (w klapkach): czemu akurat life ,
nie sex , nie wiadomosci , nie fraza w rodzaju:
czy jestem nalogowcem test uzaleznienie?
Zreszta zapytam Google’a: cierpliwie, o wszystko.
🙂
😀
😆
luj, luj, luj, luj………
i tak do konca tygodnia, a moze i dluzej, moze…….
Zabawa w Geriatryku? Z programem artystycznym? To ja może powiem wierszyk. 😀
Fiku-miku, fiku-miku,
trwa zabawa w Geriatryku,
tańczą chłopcy i dziewczęta,
głośno gra orkiestra wzdęta.
Jasio sprawnie, choć wolniutko
się ugania za Jagódką
i z zachwytem w rączki klaska,
krzycząc: patrzcie, co za laska!
Eee tam, laska trochę krótka –
odpowiada mu Jagódka –
już nie służy dobrze całkiem,
odkąd gdzieś zgubiłam gałkę.
Wacuś polkę chce zaczynać,
lecz mu wadzi przepuklina,
więc okręca ją ręcznikiem
i się puszcza w pląsy dzikie.
Basi ściągnął ktoś kokardę
i wpakował ją w musztardę,
ale Basia nie jest spięta,
bo już tego nie pamięta.
Staś się trzyma trochę z boczku,
ząbki wpadły mu do soczku
i jest tym zajęty wielce,
by wyłowić je widelcem.
Tylko pani pielęgniarka
na to wszystko trochę sarka,
ale Ewcia szepcze: krowa!
Kto by tam się nią przejmował.
Rośnie szybko złamań krzywa,
wszyscy głośno krzyczą „wiwat!”
Fiku-miku, fiku miku,
cool jest w naszym Geriatryku. 😎
A tak w ogóle, dlaczego jeszcze nie ma żadnych doniesień ze zlotu? 👿
Ja tam, Bobik, nie chce byc Kotem Psujem, ale bawic sie mozna caly rok na okraglo, ale wartob tez wsyzstkim szczeniaczkom zyjacym w pokoju i nie znajacych glodu, przypomniec o tym jak w swiecie wiele jest dzieci cierpiaych z powodu nie tylko glodu i wojen, ale takze dlatego, ze musza pracowac w przemysle seksualnym, albo sa uznawane za diablow i poddawane bardzo okrutnym rytualom „wypedzania z nich diabla”, konczacym sie nieraz smiercia, dzieci ktore sa zbyt nieistotne aby je leczyc lub uczyc alfabetu, dzieci biciem zmuszane do ciezkiej pracy w fabrykach, dzieci gwalcone i dzieci okaleczane, dzieci bezdomne i dzieci uzywane jako zywe bomby.
http://www.youtube.com/watch?v=2-1no943Q90
Kiedys ten dzien (od 1925 r.) nazywal sie Dniem Ochrony Dziecka, ale 25 lst pozniej, w 1950 roku na zorganizowanej przez Stalina imprezie dla kobiet z krajow „demiokratycznych” czyli podbitych przez Stalina, dzien ten przemianowano na Dzien Dziecka. „Ochrona” im z jakiegos powodu przeszkadzala, bo nie bardzo widac nadawala sie na ladne propagandowe plakaty o najszczesliwszym w swiecie miejscu dla dzieci.
W swiecie obchodzi sie jednak czesciej 20 listopada, dzien w ktorym ONZ przyjal Powszechna Konwencje Praw Dziecka.
Ale niezaleznie od tego czy Dzien Dziecka obchodzony jest 30 kwietnia, 20 listopada czy 1 czerwca, warto w tym dniu przypominac o dzieciach skrzywdzonych przez swiiat,los, polityke i strasziwa ignorancje, ktotrej jeszcze tyle wokol nas.
Zlot byc moze wciaz trwa! Na podsumowania za wczesnie.
Az wygooglowalam sobie bojowki, zeby zobaczyc w co Aga sie ubrala. Myslalam, ze to buty z cholewami. Nie mam bojowek!
Dzieki, Kocie! I cale moje fanfary z okazji stalinowskiego swieta na nic!
Cala przyjemnosc po mojej stronie.
🙂
Bobiku, o twoim luju juz pisza wszedzie. Konca nie widac niestety:
http://www.spiegel.de/fotostrecke/photo-gallery-neverending-rain-floods-germany-fotostrecke-97402.html
O kurka wodna.
Nie dość, że niebo karze mnie lujem,
to jeszcze Mordka zabawę psuje…
Lecz ja się nie dam! Kot nie docenia,
jaką ma siłę wewnętrzny szczeniak –
gdy bardzo chce się bawić ta psina,
to się zabawi – mimo Stalina. 😈
Nie żebym nie rozumiał zastrzeżeń. Ale jednak pierwszoczerwcowy Dzień Dziecka, mimo niedobrej proweniencji, zdołał się uautonomicznić, nabrać swojej specyfiki, a przede wszystkim stać się radochą dla wielu szczeniaków, które z niecierpliwością na ten dzień czekają, bo wiadomo, że będą prezenty i iwenty. A radocha szczeniaków warta jest machnęcia łapą na proweniencję. 😉
Jasne, że mnóstwo jest na świecie dzeci, które cieszyć się nie mają czym. Ale o tym trzeba myśleć nie tylko w Dzień Dziecka, a przez cały rok, moim skromnym, szczenięcym zdaniem. 🙄
Pewnie, ze przez caly rok, ale nie wszyscy mysla. Stad ten dzien.
Wiele swiat sie uatomatycznilo. Dla wielu ludzi Wielkanoc to malowanie pisanek i parada na Piccadilly w fikusnych kapeluszach, i cheerleaderki, i czekoladowe zajaczki. Tylko jakby nie jest to cala tresc i cale przeslanie Wielkiejnocy. Ja, Kot sie upominam o to by pamoeta o tym co jest pod powierzchnia i zostawoc takze pare mysli powaznych.
Zosia na dzień dziecka chciała dostać smoka. Nie ważne jakiego. Ważne, by był prawdziwy. Nie byliśmy w stanie spełnić marzenia, więc stwierdziła, że kiedyś sama zbuduje sobie smoka. Przystała też na zabawkowego, który ma w przyszłości posłużyć za model. Poszła więc do z babcią do sklepu z zabawkami i spytała, czy są smoki z klocków. Na co pani sprzedawczyni odparła, że nie jest pewna, ale zaprowadzi Zosię do regału z klockami dla dziewczynek… I nie zdołała dokończyć kwestii, ponieważ tak wściekłego dziecka jeszcze chyba nie widziała. Wściekła Zosia, powstrzymując się z całych sił, by nie wybuchnąć, powiedziała pani, że „nie życzy sobie być traktowana stereotypowo, że chce zobaczyć klocki ze smokami, nie ważne, z którego regału”.
Ciekawe, ile jeszcze razy w życiu zostanie potraktowana w taki sposób 🙁
Ale jestem z niej dumna.
Vesper, córasek jak żywy 😀 Nie smok, ale też klocki 😆 i też byłam dumna 😀
Bobiku,
cały Odział Geriatryczny popłakał się że śmiechu 😆 😆 😆
że o innych mokrych przygodach nie wspomnę 😳
Został Ci przyznany tytuł Honorowego Członka Odziału Geriatrycznego z siedzibą w Ogrodzie Sokratesa i Szamana 😎
Wierszyk rapowano z zapałem, Twoje zdrowie pito gęsto!
1 czerwca obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Dziecka a 20 listopada Powszechny Dzień Dziecka:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Dziecka
W naszym klimacie 1 czerwca jest zdecydowanie lepszym terminem na radosne świętowanie, zwłaszcza w plenerze.
Ale to jeszcze nic. Pewna pani psycholog, dość czuła na kwestie dyskryminacji i ocen opartych na stereotypach, kupiła swojemu dziecku układankę-łamigłówkę z drewnianych elementów na Allegro. Kiedy otrzymała przesyłkę, mało nie spadła z krzesła. Na pudełku widniał rysunek z dziewczynką, która ma nad głową komiksową chmurkę z wypowiedzią „To jest genialne! Układamy to w 15 minut”. Na odwrocie pudełka narysowany był chłopiec, który mówił „To genialne! Układam to w 5 minut”. A na górze pudełka narysowano Indianina, który mówił „A ja nie umiem tego ułożyć”
Bez komentarza 🙁
Bobiczku, czy możesz zamknąć cudzysłów po słowie „minut”? Z góry dziękuję.
Sprawozdanie ze spotkania w Warszawie.
Na jednym zdjęciu widać, że Kinga była obecna 🙂
https://picasaweb.google.com/maria.tajchman/1Czerwca2013SpotkanieWarszawskie#slideshow/5884576743402515970
Zosia is my sort of Human! :twisted” 😈 😈
Mysle, ze ta Pani w sklepie tez miala nauczke.!
Dotarłem do Lublina po przesympatycznym spotkaniu w Warszawie. Do Bobikowców/ Aga, Andsol, Dora, Mt7/ dołączył Paweł Wimmer. Było i trochę kultury / Muzeum Historii Żydów Polskich/ i trochę klimatów gastronomicznych. Warszawianki wymyśliły pierogarnię i to był strzał w 10. Oprócz przeróżnych wariacji pierogowych mięsno – jarskich wspaniałe piwa: orkiszowe, czarny dąb i inne niepasteryzowane. Było pite zdrowie Gospodarza blogu i Bobikowców. Wizyta w warszawskich Koszykach, a w nich m.in. stoisko Gienia Mientkiewicza z polskimi serami zagrodowymi
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/PolskieSery#slideshow/5884605476196204834
Te nabyłem
O klimatach kawowo – ciastkowych nie wspomnę.
Nawet chwilowe luje nie zepsuły klimatu dnia
Blog łączy Bobiku. 🙂
Ciekawe co na to Labradorka 😈
Mam nadzieję, że babcia nie zaczęła pani przepraszać za zachowanie wnuczki. Obawiam się, że tak, chociaż mi się tego nie przyznała 😈 Ale nic to. Zosia i tak mi powie, jak nie jutro, to pojutrze 😈
Żałuję, że nie mogłam przy tym być.
Wieś ma zalety, ale i poważne wady. O matko! Jak ja Wam zazdroszczę!!!
Irku, kupiłeś ten z kozieradką? Przepyszny!
Tu jest my prezemt dla Zosi na Dzien Dziecka: Instrukcja obslugi Zycia:
http://www.youtube.com/watch?v=kAIpRRZvnJg
Fajnie Irku! Zazroscimy Wam wrazze Stara!
Siodemeczko, dziekuje za relacje, a bardzo za szczescie 🙂 🙂
p.s. a Tobie pierogow nie dali? tylko piwo? 🙄
Dziękuję w imieniu Zosi, Kocie. Pokażę jej jutro 🙂
kot Pani Kierowniczki piekny, zadbany! (podobno bez prasowania
8) )
Udał nam się zlocik. 😀
Zosia is my hero. 😀
I w ogóle: 😀
To lubię – nie dać się zagonić dorosłym do myślowego kąta. Mam szczerą nadzieję, że Zosia z tego nie wyrośnie. 😆
Najpiękniejszy moment. Aga: A Pani Kierowniczka co zamawia?
Kelnerka w tym momencie skupiona z napięciem na twarzy. Wszak Kierownictwo zamawia 😀
Rysiu,
ja jadłam sałatkę, przynieśli na końcu.
Dobra była, tylko jakaś duża, ledwo zmogłam.
Żałuję, że muzeum takie pozamykane, szkoda.
W każdym razie wiedzą, jak wygląda chociaż wstępnie.
Wszystko przed nami. 🙂
Jagodo, niezwykle mi miło, że przyczyniłem się do należytego nawilżenia geriatrycznej zabawy, wskutek czego zostałem Honorowym Członkiem. 😆
Genialna, genialna fotorelacja Siodemeczki!!!!!
Dzieki! Jakbym z Wami byl!
Irku 😆
Czytam/oglądam relacje ze zlotu i zazdrość mnie żre, aż chrupie. 😉
Bycie duchem to jednak nie to samo. 🙁
Ale na szczęście potrafię się też cieszyć, że inni mieli dobrą zabawę. 😀
pierogi tez OGROMNE, i wygladaja smacznie 🙂 jak byly
nadziane?
Irek, Aga 😆
Nadzienia różne. Braliśmy mix i każdy inny
http://www.pierrogeria.eu/menu
Dobry wieczor.
No wspanialy ten warszawski Zlot! 🙂
Dlaczego ja nie znam sera z kozieradką? 👿
Bobik, ja tez nie znam! 🙂
Kierownictwo z Kotem wymaga uwagi i szczególnego skupienia. Szacunek dla kelnerki, że ustała 😉
O matko, FC Bayern chyba znowu wygral, bo wala z armat!
Różnie.
Każdy pieróg z innym nadzieniem. To te z pieca.
Z wody były z kaczką i Andrzej miał połowę z kapustą i grzybami, ale nie udało mu się zidentyfikować kapusty.
Więc chyba jedli z Pawłem z kaczką.
Bobiczku, Mar-Jo, że nieśmiało zapytam – chcecie poznać? Jakby co, prześlę kawałeczek 🙂
W Muzeum byliśmy krótko, ale myślę, że na długo nas tam zapamiętają. Uparcie próbowaliśmy się dowiedzieć, z jakiego drewna jest wykonana synagoga. Nikt nie wiedział.
Na Irka zlot powinien podziałać rehabilitacyjnie, boć od takich iwentów serce roście. 😀
Ago 🙂
Haneczko, dziękuję, mnie tylko poślij informację, gdzie taki ser w Krakowie można kupić. 😆 Lecę w lipcu na kilka dni, to mogę się zaopatrzyć.
Haneczko, bardzo dziekuje! 🙂
Na pewno znajde w Szczecinie.
Pierogów z kaczką też nigdy nie jadłem. 👿
Czekajcie, czekajcie. Zemszczę się w Berlinie. Już od dziś zacznę obmyślać jadłospis do zazdroszczenia. 😎
Sery można zakupić przez internet. http://www.serypolskie.pl/
Dobry wieczór 🙂 Musiałam najpierw zdać na Dywanie sprawę z wydarzenia poniekąd muzycznego, które zaliczyłam po zlocie, a teraz już i ja mogę potwierdzić, że było super 🙂
Pierogi były wielokrotnie wypróbowywane przeze mnie z paryską Tereską podczas jej wpadnięć do Warszawy. Te z pieca szczególnie lubię – są trochę większe. I pyszne.
Ale pyszne przede wszystkim towarzystwo 🙂
Nie wiedziałam, że to stoisko serowe na Koszykach to stoisko Brzucha! (Którego poznałam kiedyś u Piotra Adamczewskiego.) Ale też i on sam się tam nie kręcił. Choć powinnam była się domyślić…
Zdjęcia świetne, tylko EmTeSiódemeczki brak 😉
Bobiku, kupowałam tutaj http://www.serypolskie.pl/
A kot mówi Wam: mrrr…
Marek Maj
Chylkiem noca
Dzien mnie porywa jasnym umyslem,
mysli roztropne, wnioski mam scisle,
swiat – na swiat dziele i jego pozor,
postep szanuje i chwale rozum.
Noca wychodze chylkiem na Szczecin,
a na ulicach sami poeci,
a z poetami sliczne poetki
wyobrazone w postaciach lekkich.
Wiersze skladaja z drobnych kropelek
wina z przykrotkich, slodkich butelek,
slowa spijaja z nocy i z ulic
noc ich rozpala, miasto ich tuli…
Taki zaradny i ugodowy –
tulow malenki nosze u glowy,
dzien mnie kratkuje w biele i czernie,
wieczor rozmiekcza zwarta materie.
noca wychodze chylkiem na Szczecin,
a na ulicach sami poeci.
Dzien ich oszukal, sen maja tani,
do swego miasta poprzytulani:
do skwerow pelnych uciech i pieszczot,
cichych zaulkow – slepych zlowieszczo,
latarni ulicznych – czule sodowych,
grzechow powszechnych calodobowych.
Noca wychodze z Ryskiem na Szczecin,
a na ulicach sami poeci,
a z poetami sliczne poetki
wyobrazone w postaciych lekkich.
Wiersze skladaja z drobnych kropelek
wina z przykrotkich, slodkich butelek,
slowa spijaja z nocy i z ulic
noc ich rozpala, miasto ich tuli…