Majowe rozczarowanie
Bobik był wściekły. Tak się cieszył na spotkanie z wiosną, robił pracochłonne przygotowania, poszedł nawet do fryzjera, choć szczerze tego nie znosił, a ona po prostu nie przyszła. Bez wyjaśnień, bez dania racji, bez najmniejszego „przepraszam” – ot, tak.
– Czuję się zrobiony w konia – poskarżył się Labradorce – a jest to dla psa pewien dyshonor. Nie, żebym miał coś przeciw koniom, ale nie mogę ukryć, że pieska tożsamość odpowiada mi najbardziej i nie życzę sobie, żeby mi ją bez powodu rozmywano.
– A ta wiosna to pierwszy raz taki numer ci wycięła? – zainteresowała się Labradorka.
– Nooo… nie pierwszy – burknął z ociąganiem szczeniak.
– No to już się powinieneś przyzwyczaić – skonstatowała bezlitośnie sąsiadka.
– Wcale się nie przyzwyczaiłem! – krzyknął z rozżaleniem Bobik. – Za każdym razem cierpię i jestem na nią okropnie zły. Jak ona mi tak będzie robić, to się zemszczę i w końcu za którymś razem ja się nie stawię na spotkanie!
– Hmm… Może zastanów się, co ty z tego będziesz miał – poradziła Labradorka.
– Niewiele – przyznał Bobik po dogłębnym zastanowieniu. – No dobrze, prawdę mówiąc, to w ogóle nie widzę, co miałbym z tego mieć. Ale może kryją się w tym jakieś przyjemności, których jeszcze nie znam i przez to nie umiem sobie ich wyobrazić? Nieraz słyszałem od innych psów, zwłaszcza tych mniejszych, że zemsta jest rozkoszą.
– Owszem, coś w tym jest – potwierdziła Labradorka. – Te małe psy w pewien sposób rację mają. Zemsta jest rozkoszą durniów.

Pozyczyc Ci, Bobik, sweterek kaszmirowy od Starej? Troche nadjedzony przez mole? Mysmy tej zimy mieli jakies zatrzesienie moli i troche swetrow zostalo nadjedzonych, choc Stara nieustannie z nimi, molami walczyla. A mnie to nie przeszkadza. Kazdy nadjedzony laduje bowiem w moim koszyku, bo przeciez szkoda takie drogie swetry wyrzucac.
No wiec ja jestem gotow sie podzielic. Jest czerwony, jest czarny i jest koralowy. Wyprane. 😈
A wiosna jest podobno juz za rogiem, choc faktycznie jakos sie jej nie spieszy tym razem.
Stara codzienie wychodzi z nadzieja przed drzwi do mieszkania i sprawdza ile i jakie kwiatki rozkwitly w skrzynce na oknie oraz jak zaawansowane sa kwiatostany wylazace z nowych hortensji, bialych, koronkowych. Wolniutko w tym roku, bo zimno.
Stara przywoluje wiosne robiac chlodniki. Jak dotad bez rezultatu.
Przeczytalam wlasnie linka, ktory zdazyl Irek wrzucic do starego wpisu – z posiedzenia w Lublinie na temat miejscowej kultury.
A jednak Lublin RULEZ!!!! Ucieszylo mnie wystapienie kolegi, Janusza O. , ale kompletnie zachwycily slowa ksiedza Wierzbickiego.
Mysle, ze bedziemy musieli dopisac go do listy naszych ukochanych duchownych, zaraz obok ks. Lemanskiego.
Taki im sie trafil ksiadz fajny! No poprostu Concorde jakis, a nie Lublin! Bardzo jestem dumna.
Ja już pod poprzednim wpisem biłem brawo i surowo zażądałem, żeby było więcej takich księży. 🙂
To może ja jeszcze raz wrzucę ten link, jeżeli ktoś się nie załapał.
http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,13925281,Od_chrzescijanstwa_do_fallusa__czyli_debata_o_lubelskiej.html?as=1
Mordko, obawiam się, że na obecne temperatury sweterek może mi nie wystarczyć, nawet kaszmirowy. 🙁 Poprosiłbym Cię o pożyczenie futra, ale nie wiem, czy po jego ściągnięciu nie wykraczałbyś przeciwko sformułowanym przez lubelskich radnych zasadom przyzwoitości. 😈
Bobik, dla Ciebie jestm gotow przemarszerowac bez futra przed lubelskim ratuszem, tak jak moja Stara za mlodu przemaszerowala w stanie nieskromnym przed siedziba Miejskiego Komitetu PZPR miasta Nowa Sol.
Skoro jaczejka domaga się więcej księży, to musi koniec świata już był i można przestać się bać. Sutannę da się nosić z klasą. Bajako. A wiosna jest przecież kobietą, cóż dziwnego, że każe na siebie czekać?
Chcemy ksiedza! Chcemy ksiedza Wierzbickiego!
Wiosna uwielbia być nieskromna. Puszczę to niektórym radnym 😈
http://www.youtube.com/watch?v=NOTjyCM3Ou4
Wrzuciłem z boku musical. Zredagowany, ale gdyby ktoś zauważył coś do poprawki, to uprzejmie proszę o donos. 😉
Zachwycily mnie zdjecia ze szwajcarskich gor. Tematyka raczej prozaiczna:
http://sz-magazin.sueddeutsche.de/texte/bildergalerie/39961/1/Dem-Himmel-so-nah
bes sęsu…
zlikwiduj te dopiski : song zeena…
przecież to songi Heleny albo chóru a nie zeena.
Wyróżnienie kolorem nie jest konieczne.
Jak inni autorzy chcą być docenieni, wystarczy wstawić gwiazdkę jako odnośnik i poinformować na końcu w dopiskach, ja osobiście tego nie potrzebuję.
Chyba, że chcesz wyróżnić songi Bobika od songów nieBobika, to proszę bardzo.
Żeby nie było: doceniam elegancję, ale to psuje całość…
Haneczko, jestes na Lemonie? Co za mecz!!! 🙂
Mógłbym dać te songi jako chór (nie może ich śpiewać Helena, bo opowiadają o niej w 3 osobie), ale wtedy nie będzie jasne, kto to napisał i wyjdzie tak, jakby wszystko było Bobika. A ja cudzych zasług bardzo nie lubię sobie przypisywać. 😉
A właściwie co w tym złego, że zeen występuje w musicalu jako bard i śpiewa songi? 🙂
Nie smialam prosic, Bobiku, ale oboje z Mordka bardzo sie cieszymy. Przeczytalismy wszystko jeszcze raz i Wielki to Musical jest!
Dziekuje pokornie.
Wyslalam kopie Wywiadowcy Tomkowi.
Cała przyjemność po mojej stronie. 🙂
I nie jest to tylko taki greps, bo się pisząc doskonale bawiłem. Choć przepraszam, zeen chyba też się ubawił i – mam nadzieję – Szanowni Czytacze… no to spora część przyjemności po mojej stronie. 😀
Zostawic kolor i zapiski „song zeena”. Dla mnie to dodatkowy smaczek.
Przy oglądaniu alpejskich wychodków przypomniało mi się, jak przed laty znajomy Anglik się zachwycał dzikością polskiej przyrody, wyjaśniając, że w jego okolicy w jakąkolwiek gęstwinę by nie zaleźć, zawsze będzie tam jakiś sraczyk, a wysoce prawdopodobne, że i budka telefoniczna. 😉
Zgadzam się z przedmówcami.
Tak jest bardzo dobrze.
Dzieło w całości jest znakomite. 😀
Na wyraźne życzenie zeena jego songi jednak będzie śpiewał chór. Blogowy, więc proszę już zacząć ćwiczyć. 😀
Bobiczku, chyba to jednak był Lutosłaski, nie Lusłaski. Zresztą Helena pewnie pamięta, jak było.
Oj, sorry. Ja sobie na swojej wersji w notatniku napisałem Lusłaskiego, żeby porównać, co mi wzrokowo opowieść Heleny bardziej przypomina i już tak zostało. Zaraz poprawię.
Mar-Jo, byłam na lemonie rugbowo (córasek & I. w Dublinie zaliczają – aktywnie uczestniczę :D) i tenisowo byłam też 😀
Heleno, Ty się nie grzeb, tylko twórz następne akty 😉
A Zeen jest wybitnie osobno aryjny, gdzie Mu tam do chóru 🙄
Dobranoc 🙂
Lutoslaski indeed.
Ale jak zeen sobie nie życzy być bardem, to przecież nie będę mu robił na złość. 😉
Okazało się zresztą, że część zeenowych songów musi śpiewać Helena, bo są w pierwszej osobie. Chór wykonuje tylko te, które są w osobie 3.
Ojezu Bobik…
ja przecież śpiewam song, napisany przez Ciebie i mogę śpiewać całe przedstawienie, jak tylko to publika wytrzyma.
Chodzi o co innego.
Dobra, odpadam.
Miłej zabawy
Nadenerwowałam się wpisami pewnej pani na FB i teraz idę spać, jak mi się uda usnąć.
Dobranoc. 🙂
Zeen, żartowałem przecież, co mordką zaznaczyłem. 😉
Przyjąłem Twoje zastrzeżenia do wiadomości, pozmieniałem zgodnie z życzeniem i chyba nie ma już co dalej wałkować.
🙂 To się nazywa szybki cykl wydawniczy! Bardzo udany utwór! Jak wywiadowca przeczyta, to ani chybi zaplanuje kolejne dogrywki… Tylko niech nie próbuje zwierszować wywiadu – blogowym poetom i tak nie ma szans dorównać. 😆
Dzień dobry 🙂
Śpiom jak zabite? 😯
To po co ja wstawałem? 😈
A, już wiem. Zjeść coś trzeba, wypić, na targ skoczyć, świeżego bzu naciąć… Roboty a roboty. 😎
Ja też robię sobie śniadanko. 🙂
Donice na balkonie obeszłam, podlałam, nadumałam, czemu tak kiepsko rosną, trochę chwastów niechcianych sposród chwastów posianych próbowałam wyszarpać, bez większych efektów.
Obszedłszy hektary mogę spokojnie spożyć. Zasłużyłam. 😀
Dzień dobry 🙂
Targ pachnie tatarakiem 😀
Dla zarobionych jutro nie ma handlu
Siodemeczko, taka pogpda jak ja wszedzie w Europie mamy, to w gruncie rzeczy dobrze roslinkom robi. Hartuje je i nie pozwala zakwitac za szybko, to wtedy one jakos sie dluzej trzymaja niz w pelnym sloncu.
Ja tez codziennie zagladam i odnotowuje kazdy nowy listek w skrzynce i w donicach. Bardzo jestem ciekawa jaka bedzie hortensja zasadzona przed drzwoami E, bo na zdjeciu byla intesywnie czerwona i bardzo, bardzo piekna. Kwiatostany juz wygladaja z lisci.
Dzis ogolocilam oba bzy duze z reszty kwiatrow – dla E. ktora sie okropnie ucieszyla.
Jeszcze pozawiazywany w paki jest bez miniaturowy, zawsze pozniejszy. On ma nieco ponad metr wysokosci, bardzo rozbuchany na szerokosc i znacznie drobniejsze liscie i kwiaty, ale jest ich wiele i dlugo sie trzymaja w dzbanku.
On ma niesamowity zapach, bardzo piekny, ale nie bzu, tylko jakby zupelnie jakichs innych kwiatow. I pachnie na cale mieszkanie. 🙂
Jedna z moich hortensji, bardzo bujna i rozrośnięta, chyba nie wytrzymała starcia z ostrą zimą. 🙁 Coś tam od korzeni niby wypuszcza, ale marniutkie to i morza kwiatów na pewno z tego nie będzie. Zastanawiałem się już, czy jej nie wykopać i posadzić inną, ale jakoś mi serce nie pozwala. Dam się jej zregenerować, mimo że w dość centralnym miejscu jest i przydałoby się tam coś bujnie kwitnącego.
A bzu się prawie w ogóle nie nawąchałem, bo jak zakwitł, zaraz się zaczęły luje i trwają. 🙁
Naprawdę mi ta wiosna w tym roku mocno podpadła. 👿
Pani profesorka dalej na barykadach:
http://www.fronda.pl/a/prof-pawlowicz-dla-frondapl-apeluje-do-kozlowskiej-rajewicz-by-poszla-do-psychologa-niech-zboczency-odczepia-sie-od-polskich-dzieci,28182.html
Zastanowiła mnie nawet nie tyle treść tych enuncjacji, bo ją można było z góry przewidzieć, tylko ton – jakiś taki zdyszany, galopujący, ale co chwila niewyrabiający na zakrętach. Przywodzi mi na myśl ta stylistyka kogoś, kto tak gwałtownie wypluwa z siebie słowa, że zaczyna się dławić własną śliną.
Pani profesorka powinna uważać na siebie, bo nie ma gwarancji, że w krytycznym momencie znajdzie się obok niej ktoś, kto będzie umiał zastosować rękoczyn Heimlicha. 🙄
O, pucolowaty dyktator nie mogl zniesc, ze zszedl z pierwszych stron gazet… wyjde na skraj wsi, tam sobie postrzelam:
http://www.guardian.co.uk/world/2013/may/18/north-korea-fires-scud-missile
U mnie dzien jak u Bobika, tylko z lepsza pogoda: kawaherbata, targ, krawiec, bank, zmiana opon na letnie.
Kolejny przepis na szparagi: wytaplac szparagi w oliwie i balsamico z odrobina soli. Upiec w piekarniku (ok 10 do 15 min, zalezy jakie grube sa szparagi).
Dyktatorom niezbędne są okresy wzmożenia. Bez nich ludzie nie byliby zajęci określonymi sprawami, mogliby się zacząć wokół siebie rozglądać i jeszcze by im się coś nie spodobało… 🙄
A te szparagi z piekarnika nie są za suche i twardawe? Bo jak ogólnie lubię chrupiące, tak szparag ma być dla mnie miętki.
Zaczelam czytac ten strumien swiadomosci poslanki-profesorki Pawlowicz, brne wiec przez rozliczne opisy zboczencow przychodzacych z ulicy aby deprawowac polskie dziecim i raptem natykam sie na takie oto zdanie: „Apeluję, by wreszcie Polacy, zwłaszcza rodzice dzieci zaczęli się onanizować.”
Czytam raz, czytam drugi i oczom nie wierze. 😳 Dopier za trzecim razem, wytezywszy bardzo wzrok, zobaczylam, ze napisane jest: „Apeluję, by wreszcie Polacy, zwłaszcza rodzice dzieci zaczęli się organizować”.
😆 😆 😆
Wada wzroku potrafi bardzo być przydatna. 😆
A ja przy okazji profesorki rozejrzałem się trochę po tej frondzie (bo nie powiem, żebym zaglądał tam na co dzień) i też zdechłem ze śmiechu, na widok artykułów w dziale Nauka. Najpierw się dowiedziałem, że moje fajki to przez grzechy młodości: 😳
http://www.fronda.pl/a/im-wiecej-partnerow-seksualnych-w-mlodosci-tym-wiecej-problemow-z-uzaleznieniami,26304.html
A potem zapoznałem się z przodującymi osiągnięciami w psychiatrii:
http://www.fronda.pl/a/zle-duchy-a-choroba-psychiczna,27935.html
Dalej już nie próbowałem, bo się bałem, że mój mizerny psi mózg tych osiągów nauki po prostu nie ogarnie. 😎
Tam jeszcze w tej Frondzie pewnie nie zauwazyles, Bobiku, jest piekny artukul Terlika z Betonu, w ktorym rozprawia sie bez ceregieli z roznymi biskupami zagranicznymi, ktorzy, trzeba to brutalnie powiedziec – nie dorosli do nauczania KK. Swoja droga, jakie to szczescie, ze Terlik mieszka w Polsce i na codzien nie musi wysluchiwac tych antychrystow w ornatach.
A ja tymczasem podsuwam serie genialnych zdjec, ktore mi Puchala przyslala – sprzed 70 lat z prowincjonalnej Ameryki.
Moim ulubionym chyba jest zdjecie nr 58, ale takze liczne inne pokazujace zycie prostych ludzi.
http://extras.denverpost.com/archive/captured.asp
Bobiku, tam nawet reklamy edukuja. Na przyklad: „Egzorcyzm -posluga milosci”… 😉 A obok, w najczesciej czytanych, „Zatelefonowal do nego Szatan”, oraz, co szczegolnie niesmaczne, bo zerujace na smierci malego dziecka, „Madzia z Sosnowca zabita w imie Szatana.” Mocne uderzenie do skromnego ale przyjemnego concordzkiego sniadania (pancakes!). 😆
No i bardzo sie ciesze, ze musical juz dostepny. 🙂 Przeczytam sobie spokojnie, jak wroce z muzeum, bo nagle sie zorientowalam, ze jesli sie w tym tygodniu nie wybiore, uciekna nam japonscy w koncu samuraje.
A szparagi lubie nie za miekkie, wiec czesto je robie tak jak zapodal Krolik.
U nas bzy w pelnym rozkwicie. I moje ulubione konwalie.
Konwalie to ja ostatni raz przed laty widzialam/wachalam w Paryzu. I nawet dla E. przywiozlam. A w Londynie z jakiegos powodu nie uswiadczysz. Pobowalam sadzic, czekalam trzy lata i nic… Konwalie sa najukochansze ponad wszystko inne. Ale bzy sa na drugim miejscu.
Heleno,
u mnie ci ich od zarąbania, calutka Górka od stóp do głów, że sie tak wyrażę, oraz naokoło domu i gdzie się da.
Zakwitają późnomajowo, akuratnie na Twoje Urodziny.
Wszystkiego dobrego!
http://alicja.homelinux.com/news/IMG_7310.JPG
A zdjęcie zrobiłam przed chwilą. Niestety, nie da się podesłać zapachu 🙁
Przyslalabym Ci zapach z mojego ogrodu i w ogole calej ulicy, Heleno, gdybym mogla. Cale pola konwalii… Bardzo dlugo tez ich nie moglam tu znalezc, az w koncu przenieslismy sie do naszego obecnego domu. I taka mielismy pierwszej wiosny mila niespodzianke! A teraz juz wiemy, i czekamy na coroczny konwaliowy moment.
A zdjecia od Ciebie i Puchali bardzo wzruszajace, podobnie jak zdjecia Lagom, ktore tu czasem podrzuca. To sa twarze ludzi, ktorzy jeszcze nie nauczyli sie ustawiac sobie twarzy do kamery. Niektore okolice osobiscie mi znane (Vermont, Maine, gdzie w ogole czas plynie wolniej).
Chyba sie zapluje i udlawie z zawisci na te Wasze konwalie, Alicjo i Moniko.
Byc moze u nas sie nie da zasadzic, bo klimat jest za lagodny? Moze ziemia musi przemarznac, zeby ruszyly? Bo co innego im przeszkadza?
Z~djecia niezwykle.
Wrocilam wlasnie od E. ktora przygotrowala wspanialy obiad – bardzo pracochlonna salatke wiosenna z ziarenkami granatu, krewetki czosnkowe oraz cudowna jarzynka z Izraela – samphire. Nie wiem jak sie zowie po polsku, ale podobna do mnisiej brody, choc botanicznie zupelnie inna. I mile musujace rose.
To ja już w ogóle nie wspomnę, że tu konwalie też są, bo co mam zwiększać rozmiary zaplucia w świecie. 😉
To wampire, czy jak tam się ta jarzyna zwie, pojawiło się ostatnio u nas w jednym supermarkecie. Wściekle drogie, ale jeśli takie genialne, to bym chociaż na spróbowanie trochę kupił. Tylko jak to się przyrządza?
A na razie, póki nie mam jarzyn wampirycznych, idę zrobić zwykłego omdlałego imama z bakłażanów. 😉
U nas to tez nie jest tania jarzynka, choc podobno kiedys czesto wystepowala na mokrych terenach gdzie sa przyplywy i odplywy morza i biedacy to zbierali na pozywienie . Teraz tez niektorzy zbieraja, jesli mieszkaja w poblizu. Jedno 15-dekowe opakowanie (mialysmy dwa) kosztruje £2.
E. ugotrwala na parze, bez soli, bo jest to juz slone. No, jest to pyszna jarzynka i E utrzymuje, ze jest od niej uzalezniona. Z Izraela wystepuje caly rok.
http://www.bbc.co.uk/food/samphire
majowa klawiatura
Proszę nie pluć, ale musiałem przykosić konwalie, te białe i te różówe 🙁 Strasznie się panoszą
Irku, jestes pewny, ze to sa konwaie na tym zdjeciu?
Ale i tak sie zaplulam.
Irku, gdyby lubelscy radni biegali po warzywniakach domagając się wycofania ze sprzedaży szparagów, to dałbyś nam znać, prawda? 😉
Oto moc słowa pisanego! Nawymyślałem wiośnie na piśmie i proszę, zaraz cud się stał. Lać przestało. 😀
Skorzystałem z okazji i nadarłem bzu do wazonów, bo już przekwitać zaczyna. Pewnie mnie łeb od tej perfumerii rozboli, ale co tam, to tylko raz w roku takie niedogodności.
Imam już w ognistym piecu. Wygląda i pachnie tak, że też dostałem ślinotoku. 😉
Na zdjęciu jest to cóś co rośnie nad konwaliami 😉
Ago, jesteś genialna. Radni PiS i szparagi 😈
A to rośnie pod bzami.
Od Suki dla Heleny
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/Konwalie#slideshow/5879376047275857778
Irek przyniósł „bezy” czyli bzy 🙂
U mnie dopiero co rozkwitają. Jest taki dom w nieco dalszym sąsiedztwie, bzami otoczony. Historia maleńka taka – na tym zagonie bzy sobie rosły w ilościach. Ktoś kupił zagon, postawił dom, niestety, bzy musiał wykarczować, żeby tę chałupę postawić. Ale wykarczował tyle, ile było potrzeba i teraz ma chałupę w otoczeniu bzów.
Ja mam w otoczeniu konwalie. Kiedy lat temu wiele kupiliśmy chałupę, wszystko było zarośnięte krzakami. W posiadanie objęliśmy ostatniego maja. Wychodzę ci ja na ogródek, a tam zapach konwalii z nóg zwala, ale konwalii nie widać, za to jakieś krzaki i komarów od zarąbania. Odkryłam Górkę – wykarczowałam krzactwo, pokazały się konwalie 😯
Nie zrywam, wystarczy, że otworzy sie okno!
Jeszcze raz – Twoje zdrowie Heleno, u mnie już po lunchu, można napić się wina 🙂
Piekne konwalie!
Nie bylo u nas na targu wampirow, ale byly dzikie pory:
http://en.wikipedia.org/wiki/Allium_tricoccum
oraz modziutkie zaczatki paproci, jadalne, choc nie przeze mnie:
http://en.wikipedia.org/wiki/Fiddlehead_fern
Niezły zestaw jarzyn dziś jaczejka proponuje. Wampiry, pastorały i czosnek niedźwiedzi. 😯
Zdrowie Heleny ja właściwie metaforycznie piję już od kilku dni, ale teraz dosłownie – po raz pierwszy. 😀
Króliku,
te przegapiłam, a mam ich do licha i ciut na mojej Górce.
Nic to, następny maj…jak sie uda dożyć i nie przegapić 🙂
Boze, te konwalie na zdjeciu! Nie wiedzialam nawet, ze potrafia byc rozowe! Ale te biale – tluste, pachabace! Mozna zawrotu glowy dostac…
Zafascynowaly mnie tez te paprociowe kreciolki -fiddlehead ferns. I to jest jadalne? A jak smakuja?
Czego to ludziska nie wymysla!….
Fiddleheads sie gotuje jak szparagi, ale ja raczej wole szparagi. Alicjo, w co lepszych restauracjach pewnie jeszcze zdazylabys przeplacic za fiddleheads, ale z pewnoscia niewiele tracisz jesli poczekasz do nastepnej wiosny, zeby zaspokoic swoja ciekawosc.
Nie wiedzialam ze dzikie pory to czosnek niedzwiedzi. Bardzo atrakcyjna nazwa.
A po niemiecku jest średnia arytmetyczna, czyli por niedźwiedzi (Bärlauch). 🙂
Wznoszę kielich za pomyślność Heleny.
120 lat na szpilkach od Manolo, z wagą -20 i zasobnością kieszeni = właścicielki apartamentu w Richmond. 😀
Żyj Helenko, żyj i ciesz się życiem.
Nie zachwycałem się musicalem publicznie, bo Zajęty byłem, ale prywatnie już nadrobiłem, proszę mi zaliczyć. Na żądanie przedstawię zaświadczenie od lekarza. 😎
Nie trzeba Wodzu, wiemy, żeś wariat 😉
Ja tylko na chwilę, największą frajdą jest prześpiewanie sobie musicalu, napisanego tak, że każdy te melodie powinien znać.
A jak nie zna, to mać 🙂
Siodemeczko 🙂 🙂 🙂
Bez jedynek cienko się śpiewa. Ale damy radę. 🙂
Zachwycilam sie:
http://wyborcza.pl/1,75477,13936832,_Panie_ministrze__Melduje_poslusznie__ze_mam_kochanke.html
Acha, to Opera byla dla Heleny na Urodziny! Opera, konwalie, bez, wampiry! Co za wspanialy dzien!
Auguri Heleno, szczesliwosci wszelakiej!
Stara siedzi pod lozkiem i mowi, ze nie wyjdzie do jutra….
KOrekta mpojego Imienia.
Wszystkiego najlepszego, Heleno! 😀 Wysyłam posłańca z kwiatami – tylko najpierw musi je upolować… http://farm5.staticflickr.com/4122/4778301892_f7008b7f83_z.jpg
Uff, zdazylam jeszcze przed polnoca z zyczeniami urodzinowymi. Wszystkiego Najlepszego Heleno. 🙂
I pieknych konwalii przed domem!
(To sie musi dac zrobic!) 🙂
Hej, Wielki Wodzu, bez jedynek dobrze sie gwizdze!
Sto lat, Heleno!
Mordko, już jest jutro, Stara może wyjść spod łóżka. 😀
A ja jeszcze tak popółnocnie chlapnę jej zdrówko. 🙂
Wodzu, komentarze mnie zbiły z pantałyku i już w końcu nie wiem – to zaświadczenie to od psychiatry czy od stomatologa? 😎
Kiedy się zorientowałem, to prąd wyłączyli w miasteczku i nie zdążyłem życzyć Helenie z okazji geburstagu. No to życzę teraz, ledwo 20 minut spóźnienia. 🙂
A nawet 19.
O zębach to zeen wspominał, o psychiatrze też, jego trzeba pytać. Ja z tym nie mam nic wspólnego. 😛
Nie zdążyłam 🙁 Noc Muzeów…
Heleno, wszystkie nasze bzy i konwalie – dla Ciebie 🙂
Pytałem, Wodzu, bo zaświadczeń od psychiatry z zasady nie uznaję. Po pierwsze wiadomo, że wszyscy psychiatryczni to sami symulanci, a po drugie ja też wariat. 😈
Dzieki Wszyscy Koszyczkowi, dzieki Gospodarzu!
Dawno nie mialam takich Rozkosznych Urodzun!!!!!! 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂
Każdy może powiedzieć, że wariat. Jakieś kwity jednak powinny być.
Tak, tak, najważniejsze są papiery.
Kiedyś byłam świadkiem takiej sceny.
Przyszło do biura firmy dwóch ludzi, jeden z nich chciał coś otrzymać, co nie było możliwe. Zaczął więc się trząść i trząsł coraz bardziej.
Jego towarzysz wyciągnął jakiś dokument i pokazywał go na dowód, że trzęsący się jest chory i może być niebezpieczny.
Personel kobiecy był dosyć przerażony, ale kierownik działu podszedł szybko do interesantów, wziął papier i powiedział:
– Panie, co mi pan tu pokazujesz, ja mam takie same papiery.
Trzęsionka przeszła jak ręką odjął, człowiek się uspokoił i poszedł.
Do dzisiaj się zastanawiam, czy on udawał ten atak.
Heleno, u mnie jeszcze jest wczoraj, i tez dopiero co wrocilam z muzeum, wiec dopiero teraz przesylam najserdeczniejsze zyczenia i usciski od nas wszystkich. Many happy returns of the day! 🙂 🙂 🙂
A ze wrocilismy wlasnie z japonskiej wystawy, to posylam Ci jeszcze japonskie kwiaty czeresni:
http://www.youtube.com/watch?v=XPGNqwT2N_Y
Dzieki Moniko za zyczenia i za sliczna Sakura.
Dzień dobry 🙂
Dzień suchy, chociaż chłodny, to jest olbrzymi postęp w moich stosunkach dyplomatycznych z klimatem. Ze swojej strony mogę obiecać, że nie zrobę niczego, co naruszyłoby atmosferę detente. Ale on… Z nim nigdy nie wiadomo. To bardzo trudny partner. 🙄
Za to rozmowy na szczycie śniadaniowym poszły całkowicie po mojej myśli, w czym niemały udział miał spory plaster wspaniałego, krwistego rostbefu. 😀
Jeszcze raz o śmieciach. Z tego, co piszą w „P” wynika, że nowy system właściwie nie ma prawa działać dobrze, tylko spowoduje kompletny burdel i skłoni do śmieciowych oszustw. To nie lepiej byłoby przesunąć o kilka miesięcy termin jego wprowadzenia, żeby nie sprawić od początku wrażenia, że wszystko to jeden wielki humbug, służący wyłącznie zamydleniu oczu czepialskim z Unii, a przy okazji wyciągnięciu od obywateli dodatkowej forsy? 👿
http://www.polityka.pl/kraj/analizy/1542789,1,niezyciowa-ustawa-smieciowa.read
I tak jest ze wszystkim, ze zacytuje.
Właśnie nadrabiałam polityczne zaległości, doczytując dwa ostatnie numery Polityki. Z pewnym zdziwieniem odnotowuję, że cieszę się z pojawienia się w Polityce Roberta Krasowskiego http://pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Krasowski. I zawstydzona melduję, że mam ostatnio kłopoty ze skoncentrowaniem się przy czytaniu poważnych artykułów. 😳 Zauważyliście krótką notkę o pomyśle szwedzkiego posła, żeby prawnie zobligować mężczyzn do, proszę o wybaczenie, sikania na siedząco? Zdaniem posła Hansena, byłby to kolejny krok w kierunku zrównaniu płci, który przyczyniłby się też do poprawy higieny, zniknięcia kłótni małżeńskich o podnoszenie deski i zmniejszenia ryzyka raka prostaty. 😯 Czekam na kontrpropozycję przeciwników politycznych, żeby prawnie zobligować kobiety do sikania na stojąco.
Dzień dobry 🙂
Wyjdźmy sobie naprzeciw. Sikajmy na półsiedząco 😎
Aga, zajrzyj do poczty
Taż zajrzałam. 🙂
Ja zawsze sikam na polsiedzaco – aby ogona nie umoczyc.
Wiec moze – sikajmy jak koty!
Nie wiem, czy byliście kiedyś na dużym wysypisku śmieci? Ja byłem i myśl, że kiedyś cała Ziemia mogłaby tak wyglądać (a człowiek dość intensywnie do tego dąży) mocno mną wstrząsnęła. Może dla tego tak pilnie te śmieci segreguję. Ale gdyby system segregowania był głupi, nieefektywny i niesprawiedliwy, pewnie i ja bym się zawahał. 🙄
Są już pewne sprawdzone, proste rozwiązania, czemu z nich nie skorzystać? Np. sprawiedliwość u nas osiąga się w ten sposób, że zaopatrzone w chipy pojemniki na śmieci są automatycznie ważone przez śmieciarkę podczas wsypywania i każde gospodarstwo domowe płaci tylko za to, co rzeczywiście wyprodukowało. Jak ja organiczne opady kompostuję, to nie dość, że mam darmowy nawóz, to jeszcze nie płacę za wywóz obierzyn z marchwi i skorupek z jajek. Itepe, itede. Jak się trochę pogłówkuje, albo nie wstydzi brać pomysłów od innych, można to wszystko rozwiązać z sensem.
Popieram prawne zobligowanie do sikania na siedząco, bo zacząłem sobie wyobrażać system kontroli, czy takie zarządzenie jest przestrzegane i zrobiło mi się niezwykle wesoło. 😆
Ale wesołe pomysły ustawodawcze mają nie tylko Szwedzi. Azjatyckie tygrysy nie pozostają w tyle. 😈
Wiek osób sprawujących urząd prezydenta Kazachstanu nie może przekraczać 80 lat – z inicjatywą takich zmian w konstytucji wystąpił miejscowy Związek Muzułmanów. W konstytucji, według Związku, powinien znaleźć się również zapis o tym, że prezydent, który osiągnął ten wiek, a zamierza kandydować ponownie, podlegałby karze śmierci. Nowe prawo nie obowiązywałoby obecnego włodarza kraju 72-letniego Nursułtana Nazarbajewa (po prawej), rządzącego Kazachstanem od 20 lat, lecz dopiero jego następców. W odpowiedzi kazachscy internauci zażądali obniżenia dopuszczalnego wieku o 10 lat i rozciągnięcia nowego prawa na urzędującą głowę państwa.
Związek Muzułmanów Kazachstanu znany jest także z innych równie oryginalnych inicjatyw, takich jak wprowadzenie zastawu majątkowego od kandydatów na prezydenta kraju, z zaliczeniem doń bydła rogatego, baranich skór i marihuany, czy pomysł „antykorupcyjnych przetargów” na córki wysokich urzędników państwowych. Kazachstan ze względu na skandalizujące małżeństwa córki Nazarbajewa jest nazywany krajem „wpływowych zięciów”, czerpiących korupcyjne zyski z tego tytułu. Inicjatorom chodziło o przetargi na córki wysokich urzędników, w których mógłby uczestniczyć każdy obywatel tego kraju.
Jak może dobrze funkcjonować „ustawa śmieciowa” skoro aż 44% / stan na 17.05./ gmin nie ogłosiło jeszcze przetargów na odbiór śmieci. Tu widać zasadę ” jakoś to będzie”. Nawet najlepsze przepisy nie zmienią mentalności polskiej gminy. W Niemczech nad odpadami pracują już od ponad 40 lat. Gdyby nie wejście do Unii, nadal funkcjonowałby w Polsce system najprostszy tj. składowisko. Jest nadzieja, że wymusi się pewne pozytywne zachowania z pożytkiem dla nas i nie tylko dla zamydlenia oczu Unii.
Słońce i upał. Jadę w plenery 🙂
Wprowadzanie oplat za wywozke smieci pelne jest rozlicznych zasadzek. Tutaj zaowocowalo to epidemia procederu okreslanegp jako fly-tipping – zrzucania smieci byle gdzie, gdzie nikt nie patrzy, wywozenie ich na tereny wiejskie i podrzucanie gdzie popadnie, najcxzesciej w polu lub na poboczu lasu jakiegos Bogu ducha winnego rolnika.
Fly-tipping w naszym komunalnym, nalezacym do 16 mieszkan smietnika usilowaly popelniac takze okoliczne sklepy ( w tym sklep dobroczynnej organizacji Medical Aid for POland) i okoliczne knajpy. Sasiad- aktywista przeprowadzil szczegolowe dochodzenie (staranna inspekcje smieci w poszukiwaniu rachunkow, faktur tudziez wyrzuconych a zaadresowanych kopert) i napuscil na te sklepy dzielnicowych urzednikow, ktorzy uch troche postarszyli. Wypelnianie naszych smietnikow pod oslona nocy skonczylo sie. Tymczasem. Bo nikt jeszcze z sasiednich dzielnic nie odkryl, ze mozna nam podrzucac swoje smiecie.
A oplaty pobierane przez dzielnice sa naprawde wysojie. Wywozka rozmontowanej na drobne kawalki kabiny prysznicowej z Richmond kosztowala £180. Gdybym prosila aby wywiozly to sluzby miejskie, musialabym ( a rzczej klientka) doplacic jeszcze wiecej. Trzy lata temu poprosilam o wywezienie starego materaca na pojedyncze lozko i kosztowalo to £70. Wowozka smieci chemicznych (nie wykozrystane do konca puszki z farba itp) kosztuje jeszcze wiecej.
Moim zdaniem nie tedy droga. Ustawodawcy powinni wymuszac na producentach dobr, jakie kupujemy minimnum opakowan, zwlaszcza z plastyku.
Co to jest, zebym ja po powrocie z zakupow i rozpakowaniu nozyc kuchennych, lakieru do paznokci oraz bukietru kwiatow miala pojemnik na smiecie wyopelniony po brzegi? Plastykiem! A jak ide do lokalnego zieleniarza i przynosze trzy torby zakupow to mam co najwyzej dwie male papierowe torebki do wyrzucenia (do kompostownika zreszta).
W Ontario za wywoz smieci placi sie w podatku rocznym od nieruchomosci. Wyrzucac do odbioru przez sluzby mozna smieci z remontu budowlanego i smieci duze (lodowki czy meble). System musi byc wygodny i nia karzacy tych co akurat maja wiecej smieci. Jesli sie go przekombinuje to sie skonczy jak w Londynie, ze potrzebne sa kary, smieciowi sledczy i policja. Tymczasem ma to byc wygodna (i oplacalna dla organizatora) usluga dla ludnosci. Nie da sie smieci rozlozyc rownomiernie na gospodarstwa czy osoby. Dla mnie jest to wygoda, ze jak robimy remont w domu, czy kupimy nowy mebel to nie musimy sie martwic co zrobic ze starym. Kiedys przy duzym remoncie duzego domu, gdzie nie byloby miejsca przy krawezniku na wszystkie smieci, wynajelismy na tydzien tzw bin: firma przywiozla zelazny kontener i zabrala gdy byl pelny. Kosztowalo jakies 150 dol.
Z mojego malego podworka dodam jeszcze, ze nadzwyczaj udal sie nam ostatni kosmonauta Chris Hadfield, juz z nami na ziemi, ale tu sa jego ciekawe korespondencje z kosmosu.
http://news.nationalpost.com/2013/05/17/canadas-own-colonel-cool-how-the-csa-helped-turn-chris-hadfield-into-an-international-star/
To by było sprzeczne z neiliberalnym duchem, żeby zakazywać czegoś przedsiębiorcom. Od gnębienia zakazami są obewatele! 👿
A tak serio, to w Niemczech w tym kierunku też się coś robi, choć okrężnie. W sklepach są pojemniki na opakowania z tychże sklepów i można sobie tam wszystko (poza, powiedzmy, butelkami na płyny) wyrzucić (i wtedy sklep płaci za wywóz), a zostawić sam towar. Toteż w interesie handlu jest naciskanie na producentów, żeby z opakowaniami nie przesadzali.
Zjawisko fly-tippingu na jakąś poważną skalę tu się nie rozwinęło. Śmieci w postaci mebli, materaców i innych wielkich rozmiarów są wywożone mniej więcej raz w miesiącu, za grosze, więc nie opłaca się kombinować (gminie bardziej się to opłaca, niż użeranie się z dzikimi wysypiskami). System segregowania jest jasny. I jakoś to wszystko dość bezproblemowo hula.
Może i Anglicy powinni się czegoś od Niemców nauczyć? 😈
Ago, Robert Krasowski od czasu do czasu (od paru lat) pisuje do „Polityki” eseje, które zamieszczane są w cyklu „Ogląd i pogląd” (co oznacza, że redakcja niekoniecznie utożsamia się z poglądami autora, tylko podaje rzecz do dyskusji).
Wywozka naszych smieci codziennych jest wliczona do lokalnego podatku, schody zaczynaja sie wlasnie z wiekszymi rzeczami. My tez mozemy np na czas remontu sprowadzic za oplate wiekszy lub mniejszy kontener.
Ktory nazajutrz bedzie wypelniony smieciami ze wszystkich okolicznych posesji – starymi krzeslami i telewizorami, oponami samochodowymi i odpadami z ogrodow – choc akurat te ostatnie mozna podrzucic smieciarce dzielnicowej. TYle, ze nalezy je zapakowac. W worek plastikowy, ale „rozpuszczalny”, ktory drze sie w reku przy rozkladaniu, a nie wytrzymuje zadnych odpilowanych galezi.
OK, musze pojsc do Marka i Soencera i poprzynosic troche opakowan wraz z zywnoscia, bo jutro znow przychodzi Wywiadowca z Bramy Grodzkiej.
Anglikom z pewnoscia przydalaby sie zdrowa dawka pruskiego Ordnung, bless them.
Pani Kierowniczko, ja Roberta Krasowskiego zauważyłam na łamach kilka, może kilkanaście miesięcy temu i sądziłam, że będę go omijać, tak jak to konsekwentnie robię z pulpą Wojewódzkiego. A okazało się, że go – konsekwentnie – czytam. 😯
Opakomania też mnie irytuje. 👿
Ha! jeszcze pamietam falenickie czasy, zanim wybudowano tzw SAM-y, jak sie chodzilo po zakupy spozywcze do Zielonej Budki pani Gutmanowej. A tam mozna bylo kupic wiele rzeczy na wage, ktore pani Gutmanowa pakowala do takiej sprytnie zrobionej tutki z papieru.
Ach, tutki… komu to przeszkadzało? 🙄
Tutaj jeszcze (albo już, na fali powrotu do starych, sprawdzonych sposobów) niektóre stoiska na targu tutkują.
Teraz tez mozna kupowac na wage, i do torebek papierowych, jak ktos ma ochote. Zaczely ten ruch sklepy ze zdrowa zywnoscia, bo ze swojej natury sa bardziej ekologiczne, ale moze sie on rozprzestrzeni. Z tym, ze zamiast pani Gutmanowej, wklada sie do torebek i wazy sie wszystko samemu. No i sa osoby, takie jak alergicy – z tych naprawde majacych bardzo ostre reakcje na jednego fistaszka na przyklad – ktore korzystaja z obecnego systemu zamknietych opakowan.
A mnie zal szklanych butelek na mleko. Chociaz i one wracaja, razem z calym ceremonialem zwrotow (tez w sklepach ze zdrowa zywnoscia, takich jak Wholefoods, czy jak jeszcze bardziej oddany sprawie lokalny sklep Debry – popierajacy renesans lokalnych firm, do ktorych te butelki wracaja).
Do naszego domu jest wciaz mleko dowozone, w szklanych butelkach, ktore sie wystawia na zewnatrz (po umyciu) , jak sie chce nastepne.
Nie uzywam tego systemu, bo nie jestem w stanie wyliczyc na jak dlygo stracza mi mleko zapakowane w karton i kupowane w supermarkecie na zewnatz.
Wlasciwie szkoda. Mleko w butelce wyglada znaczniee ladniej niz w kartonie. Oldy-worldy.
No wlasnie, ono ladnie w szklanych opakowaniach wyglada. Jogurt tez lepiej smakuje z malych szklanych sloiczkow (tez do zwrotu).
A w niektorych sklepach mozna sobie tu kupic wlasna szklana butelke i przelewac do niej mleko z kartonow. Nie tylko ze wzgledow estetycznych, ale i zdrowotnych (substancje chemiczne, zwlaszcza z tych najmiekszych plastikow, takze uzywanych do wyscielania kartonow na mleko, przechodza do produktow, zwlaszcza jesli zawieraja one tluszcz).
Ja zawsze przelewam mlego z kartonu do glinianego dzbanka. Mam dwa i wymieniam. Jeden w zmywarce, jeden w lodowce z mlekiem.
To mi daje idiotyczna satysfakcje.
Ach, jaka bym ja byla zoneczla!!!! 😆 😆 😆
Ja wlasnie w przyszlym tygodniu jade po raz pierwszy kupic mleko kozie i krowie z farmy ktora mijam codziennie w drodze do i z pracy. Mam szklane sloje na to mleko. Mozna tez na tej farmie kupic sobie wlasna koze, od ktorej sie potem bierze mleko, a ktora dalej sobie na farmie mieszka!
Do pani Gutmanowej chodzilo sie z wlasna banka na mleko (emaliowana).
Też chodziłem z taką bańką, potem mleko przynosili w butelkach, więc bańka gdzieś sobie leżała, aż za późnego Gierka wróciła do łask, kiedy do sklepu rzucali olej rzepakowy w beczce i trzeba było przychodzić z własnym naczyniem. 🙂
Bańkom można znaleźć nowe zastosowanie, np. takie:
https://picasaweb.google.com/110943463575579253179/MajowkaWOlsztynie201302#5873040727464135170
Można też stawiać takie bańki mamutom. 😎
Takie bańki profesjonalne, jak na zdjęciu, to odstawialiśmy z babcią do skupu i w zamian dawali masło. Nie pamiętam, czy to był stały proceder, czy tylko wynikający z przejściowych bolączek na odcinku. 😎
U mojego wuja, mleko w takich wielkich bankach zostawialo sie w rowie i dyzurny rolnik zbieral te banki z mlekiem, odwozil do pobliskiej mleczarni i odwozil z powrotem puste. Maslo w tamtych zamierzchlych czasach, jak za krola Cwieczka, robilismy sami ubijajac smietane w drewnianej maslnicy. Potem zostawala po tym masle pyszna maslanka.
Czasami wydaje mi sie, ze jak bym miala siekiere, zapalki i duct tape to idzie przezyc w kazdych warunkach!
Króliku, jeszcze trzeba mieć krowę. 🙂
Z krową to ja też przeżyję. Wydoić umiem, masło i ser zrobić umiem. Do tego grzybów nazbieram i upiekę na ognisku, raków nałapię, z winniczkami też sobie poradzę… Lato będzie kulinarnie urozmaicone, a do zimy może coś się wymyśli. 😆
Krowy jeszcze nie doilam, ale widzialam na filmie jak sie to robi i nic wielkiego. Do masla uzylabym elektrycznej trzepaczki. Ser zrobic umiem, no problem. Winniczka nie odroznie od zwyklego slimaka ogrodowego, ktpry jest bardzo podobvny. Grzybow bym uzbierala, ale nie za duzo na okolicznosc slepoty, choc jak mi sie trafi pod nogai, to rozpoznam.
ALE UMIEM BARDZO DOBRZE LOWIC RYBY!!!
Czy ryby o tym wiedzą? 😛
Robinson Crusoe musial sobie radzic bez krowy. Ale chyba mial kozy, no i Pietaszka.
Ryby wiedzą, ale zachowują w tej sprawie dyplomatyczne milczenie. 😎
Dojenie Piętaszka, to może być interesujące i ekologiczne.
A Bobik, chyba że się tylko tak chwali, byłby idealną żoną. Jaka szkoda, że jest szczeniakiem. 😎
Slimaki mogoa udawac maslaki!
Co wy dzisiaj tak z tymi zonami, najpierw Helena a teraz WW!
Dojenie to nic wielkiego? No, nie wiem… Kiedyś przy dojeniu krowa tak mnie chlasnęła ogonem po oczach, że spadłam ze stołka i zemdlałam… Zdecydowanie brak mi kwalifikacji, żeby przystąpić do frakcji Robinsonów: wszystko, co umiem, to stanąć w pozycji sygnalizującej wzywanie pomocy i wyglądać przy tym naprawdę rozpaczliwie.
Gruess Gott! 🙂
Heleno, tuka pelagiczna czy włok denny? 🙂
Dojenie ma niby być takie łatwe? To się tak tylko miastowym wydaje. 🙄
Parę razy widziałem takich gierojów, którym się zdawało, że doić każdy głupi potrafi. Cisnęli, ciągnęli i nic. Aż w końcu krowa stanowczo oświadczała, że nie życzy sobie tak niefachowej obsługi, pieczętując to fachowo wymierzonym kopniakiem. 😈
O, proszę, Łajza też uważa, że dojenie to sztuka. 😀
Wodzu, ja nie wiem, czy byłbym idealną żoną, ale owca… Oczywiście pod warunkiem, że gotować by się nauczyła. 😆
Ago, krowa pewnie ci dala do zrozumienia, ze to byla tortura a nie dojenie. Juz ja wezme dojenie krowy na siebie, razem z Bobikiem, a ty z Helena szukaj grzybow (zeby nie byly trujace) i slimakow (dla Bobika, bo ja ich nie tykam).
Ale można doić Naród
http://tomaszlis.natemat.pl/61841,pytania-do-pana-prezesa-kaczynskiego
O masz! Przecież napisałam, że nic nie umiem, jak Królik się domyślił, że grzybobranie (i czyszczenie!) mi nie nowina? Grzyby na pewno nie będą trujące – prawie równie pewne jest, że kilka nietrujących też zostanie, na wszelki wypadek, wyrzuconych.
O, takie Masło Narodowe to można ubijać nie tylko do własnego użytku, ale i w celach rynkowych. Nazwa dobra, towar będzie schodził bez zwrotów. No, chyba że ktoś jednak nie wytrzyma i zwróci. 😛
Ago, ale możesz zbierać stokrotki i fiołki. Tu trudno o trujące 😉
To jeszcze jest nam potrzebny ktoś do zbierania poziomek. Daltoniści wykluczeni. Ale mogą zostać zatrudnieni na umowę śmieciową, czyli do zbierania i segregowania śmieci w obozowisku. 😎
I wianki wić? 😆
Wić i rzucać je do falującej wody. Jak już to już. 😎
Nie, syropy robić 😈
Tylko nie karzcie mi rwać pokrzyw i robić z nich koszul/ parzyć ziołowej herbatki, a jakoś się dogadamy. 😎
Jestem niezla w temacie wiankow.
Krowe przed dojeniem spetalabym lancuchami i wlozyla jej kaganiec. Nie mam zaufania do krow, zwlaszcza rogatych.
Kaganiec jako antidotum na rogi 🙄
Heleno, przecież krowa w kagańcu nie może śpiewać! 👿
Nie, Irku. Rogi mozna zabezpieczyc wsadzajac na nie pilki tenisowe.
Kaganiec po to by nie ugryzla.
Jeszcze by trzeba coś na nogi. Krowie nogi potrafią być bardzo niebezpieczne.
Betonowe butki? 🙄
Nie zapominajcie o morderczym ogonie!
A oni się nie boją krowy.
http://images.metmuseum.org/CRDImages/ma/web-large/DT212128.jpg
Krowa nie gryzie, krowa przeżuwa 😎
Rogi niegroźne, ogon bardzo. Tylna prawa jeszcze bardziej 🙄 Dojenie wymagało czucia i czułości. Krowa to było cenne bydlątko, szanowane.
Doiłam kiedyś krowę! Dobrze mi szło. Gorzej poszła próba dosiadania jej jako wierzchowca 🙄
Vesper, pewnie i dzisiaj dałabym radę wydoić 🙂 Przyznam, że nie dosiadałam 😆 Matko, tą wieś, której już nie ma, mam w oczach i we wszystkim…
Heleno, tak kombinujemy z panem mężem. Młody wkrótce przylatuje. A gdyby tak, powrotnie, przewiózł nasze konwalie i zaraz Ci wysłał? To nie najlepszy czas na przesadzanie, ale kłącza powinny przetrwać, a gdyby nie, to ponowimy. To jak, spróbujemy?
Z dojeniem jest jak z jazdą na rowerze, raz się nauczysz, na zawsze zostaje 😎
A wieś, gdzie spędzałam każde niemal wakacje, nadal jest, trochę się zmieniła, ale nie bardzo. W ubiegłym roku pojechałam tam z moją córką i uczyłam ją pływać w tym samym jeziorze, w którym sama kiedyś nauczyłam się pływać.
Teraz nie wypasa się jednak krów i owiec na rozległych łąkach wokół jeziora, bo łąki albo zarosły lasami albo zostały przeznaczone pod działki rekreacyjne. Ale gospodarstwo, w którym kupowaliśmy mleko (i gdzie doiłam krowy), własciwie się nie zmieniło. Nadal tak samo brudno, choć na oborze widnieje niebieska plakietka z gwiazdkami UE 😉
Haneczko, jestes absolutnie nadzwyczajna, ale te klacza teraz chyba nie moga byc sadzone, gdyz po kwitnieciu roslinki musza cale lato zbierac sily na przyszly rok.
Ponadto, ja wyjezdzam 10 czerwca do Ameryki, na trzy tygodnie. Bede spowrotem w Londku dopiero 2 lipca.
MOze jesienia bedzie jakas okazja? Ale dzieki serdeczne!
W sprawie krowiego ogona, to przeciez pisalam, ze krowa bylaby przed dojenien skuta lancuchami, a wiec i ogon.
A czy ktowa nie gryzie tylko zuje? Ona moglaby wyobrazic sobie ze chce mnie w czasie dojenia troche pozuc i to tez nie bloby pozadane. Dlatego kaganiec moim zdaniem jest absolutnie niezbedny.
A plakietki EU na oborach to sie chyba nie daje za czystosc i gospodarnosc, tylko dla zaznaczenia, ze dany chlop pobral pieniadze z mojej kieszeni.
Ja tam nie będę chłopu mojej kieszeni wymawiał, bo a nuż weźmie i mi nie przepuści. 😎
Wiem, co jeszcze będę robił oprócz dojenia. Będę wyrabiał z sera serotoninę. 😆
Jak mnie kto ładnie poprosi, to się podzielę. 😎
Nie jestem. Nasze były sadzone jak popadnie i wszystkie bardzo żyją. Zatem do jesieni 🙂
Byliśmy dzisiaj na bardzo długim, leśnym, spacerze. Noc Muzeów ma dodatkową zaletę, mam wolną niedzielę i się napawam 🙂
Chętnie podzielę się komarami. Wydoiły mnie dokumentnie 👿 Uczciwie przyznaję, że tegoroczne są mniej zajadłe. Tną, ale nie bąblą, dobre i to 🙄
Serotonina z sera podobno bardzo skuteczna. Takze z czekolady, zwlaszcza Leonidasa.
Komary sa zarazy.
Ja tez na nie cierpie. Zawsze bablasto i zawsze tam gdzie sie nie mozna publicznie podrapac, np w piete…. 🙄
Dreptam odsypiać. Dobranoc 🙂
Czytam i widzę, że nie doceniacie Krowy.
Krowa, to nie jest głupia krasula, to jest mądre, uczuciowe bydlątko.
Miałam kiedyś wujka leśniczego, zaszytego w lasach daleko od szosy.
Nie miał biedak prądu, bo nie opłacało się w leśną głuszę słupów i kabli ciągnąć, zamiast kranu miał w kuchennej podłodze pompę.
Mnie, miastowej panience bardzo podobały się lampy naftowe i cały ten sielski świat, cioci, drobnej, schorowanej kobietce matce 5 dzieci, mniej.
Wracając do krów, oni musieli sobie wszystko do jedzenia wyprodukować sami z wyjątkiem chleba, który moje siostry donosiły raz w tygodniu z Wielbarka oddalonego o 6-7 kilometrów.
Mieli chyba ze 4 krowy i jedną starą siwulę ponad 20 (chyba), którą trzymali z sentymentu.
Ta siwula dała mi popalić na dzień dobry, kiedy zjawiłam się kiedyś na wakacje.
Rzuciła się na mnie z pianą na pysku i tylko mocna furtka i płot uratowały mnie przed rozwścieczonym zwierzęciem.
Nie będę opisywać, jak wkradałam się w łaski krasuli, powiem tylko, że po jakimś czasie krowina traktowała mnie, jak wierny pies pana, nie odstępowała mnie na łące, kiedy wypadał mój dyżur na pasienie krów, dosłownie leżała przy mnie, a ją odganiałam gałazką gzy i głaskałam po łbie.
A jak skończyły się wakacje, krowa razem z wujkiem odprowadziła mnie na stację (3 km) i płakała po drodze.
Może to były łzawiące oczy starego zwierzęcia, ale ja WIEM, że to były łzy.
Ach, nareszcie udało mi się sfotografować kilka ptaszków w Ogrodzie Botanicznym i Łazienkach, a na pewno udało by się więcej, gdyby nie było tak dużo ludzi i gdyby zachowywali się bardziej, jak ludziom przystoi.
Siodemeczko, czy widzialas kiedykolwiek iranski film z 1969 r „Krowa”? (Gav – jakie to bliskie angielskego „cow”) Jeden z najpiekniejszych jakie ja w zyciu widzialam. Podobno Chomeini go tez lubil.
Tu jest pierwszy odcinek (z 10) z angielskimi napisami. Dialogow jest zreszta malo. Tyle by zrozumiec.
tp://www.youtube.com/watch?v=x9gthjarCho
Ja ten film widzialam przed laty, gdy najglebsza noca BBC puszczala przeglad fenomenalnie dobrej iranskiej kinematografii. Ten byl pierwszy, ktory widzialam i wpadlam w zachwyt. Ogladalam jeszcze dwa nastepne, tez swietne, ale zalamalam sie przy czwartym, gdyz musialam jednak chodzic do pracy, a zarywalam noc po nocy – one sie konczyly po czwartej rano. I pozniej nie moglam odzalowac, ze mi pouciekaly, a nie mialam wtedy wideo do nagrywania. .
Jeszcze raz linka:
http://www.youtube.com/watch?v=x9gthjarCho
W ukochanej ksiazce mojego dziecinstwa Nodara Dumbadze pt Gagatek jest caly rozdzial poswiecony zywicielce rodziny krowie Pakizo i jej ostatniej drodze na punkt skupu. Byl to rozdzial, ktory czesto czytalismy w moim domu na glos. Drugi ulubiony rozdzial byl reszta o tragicznej smierci innej zywicielki, swini Serapiony. Byl film zrobiony na podstawie tej ksiazki: Ja, babcia, Iliko i Hilarion.
Dzień dobry 🙂
Kawa – 2 wiadra, dla smakoszy mleczko do kawy
Upał , 28 w cieniu. Będę robił za luja
Dzień dobry 🙂
Irku, jak u siebie będziesz robił za tego luja, to jeszcze jakoś od bidy to zrozumiem. Ale dlaczego u mnie? 🙁 👿
Wolne dziś, można by się w ogrodzie pobyczyć, a tu z nieba – Niagara.
Ojejku, ale zaspalam!
Pedze!
„Bo we mnie jest ped…”
Komary mamy na wsi. Całkiem sympatyczne. Najbardziej lubią ciąć, gdy się kosi trawę. W lesie na spacerze dużo mniej. Na jeziorze na łodzi wiosłowej trochę, na żaglu wcale. Ogólnie w porządku. Co innego te dranie mediolańskie. W mieście praktycznie nie do zauważenia, ale na obrzeżach, a szczególnie na parkingach autostradowych. Potwory z kreskówek amerykańskich to przy nich miluśki zupełne. Zatrzymaliśmy się kiedyś około 3 nad ranem z przyczepką kempingową na parkingu na mediolańskiej obwodnicy żeby rano zjechać na kemping i po godzinie wialiśmy jak niepyszni. Córeńka 5-letnia przez dwa dni nie widziała na jedno oko kompletnie zapuchnięte dookoła. Niczego podobnego nie pamiętam. Krowa co innego. Mediolańska jak każda inna, sympatyczna. Najsympatyczniejsze pamiętam z Dolomitów, uśmiechnięte wszystkie jakieś. Bardzo sympatyczną pamiętam też z okolicy górnej stacji kolejki linowej Osterfeldek (2150m) pod Alpspitze (2628). Kolor jakiś lekko we fioletowy wpadający, choć to Niemcy były nie Szwajcaria. Doić nikt z nas nie próbował, to raczej nas doili ale nie natarczywie, w granicach rozsądku.
Pobiegać nie dam rady,
gdy za oknem wodospady
i merdać nie mogę też
w taki deszcz, w taki deszcz, w taki deszcz.
To nie dla psa pogoda,
gdy wędruje po ogrodach
i wkręca się w duszę jak kleszcz
taki deszcz, taki deszcz, taki deszcz. 🙁
Niagara i u nas była w sobotę wieczorem. Wyglądało, że rynny się rozleciały, tak sikało. Okazało się jednak, że rynny w porządku tylko ich wydajność została mocno przekroczona przez tę Niagarę. Zanim zaczęło lać, trochę wiało. W pobliżu kilkanaście drzew poszło z korzeniami, trochę mniej złamanych w połowie wysokości. Gałęzi nałamanych bez liku. Cały chodnik i ogród pokryty paro-centymetrową warstwą różnych nasion, liści, gałązek. Jeszcze trochę wcześniej moje panie miały kontrowersję i sądzę, że te wybryki przyrody były tej kontrowersji rezultatem. Patrząc przez okno zrozumiały swój błąd i się łatwo pogodziły. Ale w niedzielę to ja sprzątałem ogród i chodnik 🙁
Ja bym miał nie doceniać Krów? 😯
Od najwcześniejszego szczenięctwa miałem z Krowami bardzo przyjazne stosunki. Tak samo zresztą jak z Końmi, Świniami, Kurami, Owcami i Baranami (nie mylić z baranami, które zresztą najczęściej są gatunku ludzkiego) oraz Królikami, czyli całą tą zwierzyną, która u Prababci na wsi pędziła żywot domowy.
Ciekawe, że z tych wczesnoszczenięcych lat nie zachowały mi się w pamięci żadne Koty. Podejrzewam, że Prababcia coś do nich miała, albo wolała łapać Myszy sama. 🙄 Wskutek tego pokojowej koegzystencji z Kotami musiałem się nauczyć dopiero w późniejszym czasie, metodą prób i błędów.
Przyroda mi ogólnie nie przeszkadza w życiu. Oprócz tam kilku rzeczy, czy kilkudziesięciu, ale ogólnie nie przeszkadza, niech sobie żyje, wprawdzie pogoda nie jest ostatnio dla ludzi, jednak jakoś wytrzymuję. Co innego cywilizacja. Dzisiaj o ósmej jakiś palant zaczął coś robić ze ścianami, przed chwilą skończył, chyba. Pół godziny temu przyszli dwaj panowie i koszą trawniki, jeden wielką maszyną, drugi takim pierdzikółkiem, i to brzmi jak dwa motocykle z zepsutymi tłumikami. Nikogo dzisiaj jeszcze nie pobiłem, chcę dyplom i nagrodę pieniężną. 👿
Stanisławie, zawsze może być gorzej. 😉
Tym razem było w Ameryce, gdzie tornada zmiatały domy jak pudełka zapałek. 🙁 W zestawieniu z tym nawet Niagara powinna się wydać lżejsza do zniesienia.
Bobik nie może biegać. Przykre. Ja jednak miałem przykrzej. I w ogóle wyjątkowo ciężki weekend. W piątek imieniny Sławka (synek, 43), w sobotę imieniny Oli (córeńka, 30), w niedzielę urodziny Krystyny (Ukochana, 25+) i przesunięte imieniny Zosi (przyjaciółka nasza 25+). Po tym wszystkim dzisiaj nawet nie spóźniłem się do pracy.
Irańskich filmów ostatnio nie oglądałem. Jakiś czas temu „Rozstanie” (Jodaeiye Nader az Simin). Przyznaję, że film doskonały. Złotego Niedźwiedzia chyba załapał. Dla mnie Persowie zbyt wielu słów potrzebują dla pojęcia „rozstanie”. Ale i po naszemu można powiedzieć, że Jodaeive pozostawia Nadera samego. Film ogląda się trochę jak kryminał.
Ciesze sie, ze na tym blogu nie zapanowal jakis botaniczny anykrowizm i Bobik poczyl sie w obowiazku wytlumaczyc ze sformulowan, ktore co bardziej wrazliwe krowy moglyby zabolec. Inaczej moglibysmy trafic na jakis ranking antykrowich blogow.
Wszystko wrocilo do normy.
Tornada w Ameryce to dla mnie coś takiego jak powodzie w Chinach. Niby realne, ale dopóki tak odległe, to jakieś mało niebezpieczne. Wiem, że to brzydko w ten sposób i jest mi bardzo przykro, że tak to odczuwam.
Dawniej też podobnie odczuwałem, ale teraz, przez blog, to się zmieniło. Teraz „w Ameryce”, a nawet „w Chinach” oznacza dla mnie konkretne, znane mi z blogu osoby, które mogą ucierpieć i ta ewentualność przejmuje mnie osobiście.
Świat mi się przez blog rozszerzył, a zarazem zmniejszył, do niemal domowego rozmiaru. 😉
Chciałam nieśmiało przypomnieć, że nie tak dawno temu, bo zaprzeszłej jesieni (jak ten czas leci!)
Koszyczek tętnił przez kilka dni
bujną poezją ku krowiej czci.
Kto, jak kto, ale my jesteśmy zdecydowanie cow-friendly. 🙂 (A teksty o piłeczkach tenisowych i łańcuchach, to tylko takie wiosenne przekomarzania były.)
No właśnie, mamy pisemne dowody, że nie ma u nas miejsca nie tylko na antykrowiość, ale nawet na obojętność wobec krowiej Sprawy. 😎
Dowieriaj (krowom), no prowieriaj….
Wodzu, ja nie mogę wszystkiego załatwiać sam. Dyplom mogę Ci przyznać, ale w sprawie nagrody pieniężnej zwróć się do Mordechaja. 😈
Taaaak, jak bida to do Mordechaja.
Bo Mordechaj bogatym jest Kotem,
który sypia na workach bażantów,
ryb ma w bród, od łososi do płotek
i w ogóle bądź ile ma fantów.
Wciąż obróżką szpanuje kosztowną,
ustanowił Rotszylda swym wujem
i sam nigdy nie rusza na Kowno,
tylko płatnych parobków najmuje.
Więc gdy zjeść chcesz tłustego turbota,
albo ciepłych brakuje ci gaci,
bez obciachu się zwracaj do Kota –
ma walory, to niech jeleń płaci. 😈
Wszystko pięknie, tylko na jelenia Kot mi nie wygląda. Z odessopodobnymi zakapiorami sobie radził, a naciągaczom by się poddał?
Kot bogaty jak basza,
żyje że, nie przeprasza.
Pewność siebie w nim gra
Gdy na worach wyleży
siądzie wnet do wieczerzy,
potem mruczy „chra chra”.
Najedzony, pogodny
da co nieco tym głodnym,
nawet ciasto im piecz!
Zakapiorom spragnionym
naciągniętej mamony
powie krótko: idź precz
Krowy lubię
G. Burgess w tłumaczeniu S. Barańczaka:
Nie widziałem fioletowej krowy
I nie liczę na widok takowy,
Ale mogę już teraz dać słowo:
Wolę widzieć niż sam być takową.
I oryginał:
I never saw a purple cow
I never hope to see one;
But I can tell you, anyhow,
I’d rather see than be one!
oraz pokłosie:
Ah, yes, I wrote the „Purple Cow”—
I’m Sorry, now, I wrote it;
But I can tell you Anyhow
I’ll Kill you if you Quote it!
Ponad 120 lat minęło
A ja widziałem dzisiaj fioletową krowę. Stoi w sklepie po pęciny, czy jak to się nazywa, w czekoladzie. Rzeczywiście, ja bym tak nie chciał stać. 🙂
Dobrze, ze sobie stanowiska w waznej sprawie krow wyjasnilismy i podparlismy tworczoscia! 🙂
W Ameryce jak to w Ameryvce, wszystko jest wieksze i lepsze, nawet tornada. A Oklahoma jest szczegolnie slynna ze swoich tornad.
Bobiku, skad ten wielodniowy luj! Szkoda, ze ie moge cie wygrzac w moim sloneczku. Na dodatek jest to u nas swieto (urodziny krolowej Wiktorii) i byczymy sie w domu!
Wielki Wodzu, ta krowa, którą widziałeś w sklepie, trafia się tu i ówdzie. Zapamiętałem taką m.in. ze schroniska na Hali Miziowej. Gelett Burgess nie mógł jej znać, stąd pomysł na purpurową. Barańczak już znał, nie mógł się więc małemu przekoloryzowaniu oprzeć.
Za to Ginsberg, gdyby tłumaczył Burgessa, pozostały wierny barwie oryginału. 😎
Nie widziałem purpurowej krowy
i dlatego napisałem Skowyt,
ale znacznie wolę, co tu kryć,
o skowycie pisać niż nim być.
Szekspir zaś rozwiązałby to jeszcze inaczej:
To tragedia, kiedy trzeba drążyć temat,
czy są purpurowe krowy, czy ich nie ma,
a już całkiem chyba wpędzi mnie do gleby
problem, czy być taką krową, czy też nie być.
Fredro:
Purpurowa, mociumpanie,
krowa, to rzecz niewidziana.
Chcesz nią być, to bądź, baranie.
Ja nie będę. Nie jem siana.
Słowacki:
Żem nie widział purpury krowiej, blady smętek
na mych licach osiada i trąca swem skrzydłem,
lecz smętniejszy bym znacznie był, gdybym przynętę
połknął i sam był nagle purpurowym bydłem.
Kochanowski:
Nieszczęsne ochędóstwo! Nieszczęśliwe oczy
tego, co purpurowej krowy nie mógł zoczyć.
Lecz bym sam być tą krową chciał zanim zadnieje,
nie masz, nie masz nadzieje.
Leśmian:
Tęsknica w duszę weszła, niby kornik ryje,
kwiecistość niewidzianej krowy rozpupurza,
Nie chcę ja być tą krową, nie chcę, póki żyję,
wędrować po tym świecie jak rogata róża.
Przyboś:
Krów purpura
nie znam
nie widziałem
i
sam
nie chcę stać się
krowim
purpurowym ciałem
Mickiewicz:
Litwo, ojczyzno moja! Ty jesteś jak bakczysz,
ale krów purpurowych w tobie nie uświadczysz.
I mnie być taką krową jest zupełnie po nic,
niechże mnie Matka Boska Ostrobramska broni.
Bobik, Sir, you are the best!
Ach, Bobiku! 😆 😆 😆
U mnie dzien roboczy, byczyc sie niestety nie moge, ale za to moge podrzucic inny cytat z Burgessa (nota bene, absolwenta MIT, gdzie pewna tradycja, juz pozniejsza niz czasy Burgessa, jest ustawianie na dachu jednego z ich budynkow, pod oslona nocy, sporej krowy, zwykle sciagnietej z jednego ze sklepow na trasie 1, na polnoc od Bostonu – otoczenie trasy 1 slynie z poealajacego z nog kiczu): „Love is only chatter; friends is all that matter.” 😉
Yes, yes! 🙂 To do komentu Królika
————————————————
Idę zaniebawem do Prezesa Pana Mojej spółdzielni, żeby wysłuchać mowy na jego cześć w wykonaniu czcigodnego, rzeczonego Prezesa.
Ubiega się o absolutorium, dlatego wzywa do siebie mieszkańców poszczególnych budynków, żeby rozproszyć ich wątpliwości rozsiewane przez nieodpowiedzialne osoby.
Nie wiem, czy pisałam, że na ostatnim walnym, kiedy okazało się, że większość przybyłych to nie są zwolennicy prezesa, najpierw zepsuło się nagłośnienie, a później po zainstalowaniu awaryjnego przez gospodarza miejsca, zabrakło prądu w sieci.
Jaja robią sobie z ludzi już nawet nie kwadratowe.
A, jeszcze Reja nie było:
Niechaj to wżdy postronni znają narodowie,
żem nigdy w ślepia nie źrzał purpurowej krowie,
a niechże przecz rozumem pojmą rzecz nienową,
iż łacniej bym chciał gęsią być, niż taką krową.
I Asnyka:
Między nami nic nie było,
żadnej krowiej tam purpury
i nie będzie, bo niemiło
krową być, co mówię z góry.
😆
Lecę.
Sztaudynger
Gdy ci purpurę gotowią,
sprawdź, czy królewską, czy krowią.
(Czy po to chcą cię w nią stroić,
by słuchać cię, czy by doić.)
Pawlikowska-Jasnorzewska:
Nie widziałam cię już od miesiąca
i nic, krowo purpurowa.
Tak jak dawniej twarz wystawiam do słońca,
i milcząc cieszę się , żem nie krowa.
Bardzo ładny Sztaudynger 😆
Woody Allen:
Purpurowej krowy z Kairu
nie widziałem nigdy, daję słowo
i wśród moich przeróżnych świrów
nie ma tego, że chciałbym być krową.
Gałczyński
Pijany jestem, psiakrew,
bzem, majem, księżyca nowiem
– czy pełnia dziś? No to pełnią.
Myśli się plączą i wełnią,
rwą się i nikną jak sen
o krowie purpurowej.
Pypcia ogromnego na języku czuję…
Chyba za plecami ktoś mnie obgaduje. 👿
Białoszewski
Z obory
purpurą
z rogami
owa
Krowa
Nie ma za co się gniewać!
Nie obgaduje – opiewa’ć!
Miałam zamiar powiedzieć: dzień dobry 😎
Ale chyba należy zamuczeć 🙄 Muuuuuuuuuuuuuuuu….. 😉
W przeglądzie poetyckich wielkości nie możemy pominąć zeena: 😀
Ja się nie znam na krowach, ale mi się zdaje,
że i te purpurowe też nie mają jajec,
więc choćby mi kto nawet dawał konia z rzędem,
powiem „bez jaj!” i krową na pewno nie będę.
Jagodo, jeżeli należysz do tych nielicznych, którzy purpurową krową jednak chcą być, to jasne, że muuuuuu. 😆
Muuuuuuuu odwrotna poczta do ciebie, Jagodo. Specjalne purpurowe z podziwu muuuuuuuu do Agi!
Gradusow na dworze jest u nas prawie 30! W cieniu! Za goraco zeby pracowac w ogrodzie, wiec oddaje sie boskiemu leniuchowaniu.
Purpurową krową być,
albo nie być?
Oto jest pytanie!
Króliku 😆
Powoli zaczynam tracić orientację: gdzie, kim jestem?
Wróciłam ze Ślaska. Śpiewanie w 120. osobowym chórze z orkiesterą jest sporywm przeżyciem. Pełen odlot 😉
Agnieszka Osiecka
Tak bym chciała krową być,
ach, krową być, ach, krową być
i na wyspach bananowych dyrdymały śnić!
Anonim
Odziali krowę w purpurę
zmamieni agitkami
o świeżych krowich plackach
pachnących magnoliami.
Jagodo, czy to były chóry lekarzy w Katowicach?
Wywiad Zycia skonczony!
Gratulacje Heleno 🙂 A kiedy będzie w bibliotece Teatru NN?
Zanim co i w ogóle
to dedykuję w szczególe
pieśń przyjaciela – Jonasza
co życie słowem okraszał
i niechaj każdy się dowie
jak współczuł krowie:
Słuchajcie, gdy stres oraz seks
Miłości wieści koniec bliski,
Ballady, co tak szkocka jest
Jak eksportowa polska whisky,
W czym cała rzecz,
Opowiem, lecz
Zacznę, sięgając, hen, wstecz,
Przez wzgląd na stan
I skromność dam
Nie wszystko, co wiem,
Powiem wam.
Na drodze z Aberdeen do Sqack
Spotkała Susy Jima Kinga,
Gdy mu odrzekła – że tak,
Wygnietli trawy za szylinga,
Jim razy sześć
Wziął Susy cześć,
Krowy nie miały co jeść.
Takie to dwa
Aspekty ma
Wydajność z jednego ha.
Fanny i Barleycorn John
Szli wąską ścieżką wśród lucerny,
Amor to sprawił, że on
Był w tej lucernie dość pazerny,
Gdy w polu młódź
Dopadnie chuć,
Krowy nie mają co żuć.
Takie to dwa
Aspekty ma
Wydajność z jednego ha.
A u nas w powiecie był zlot,
Zleciały się działacze młode,
Choć wokół zlotu był płot,
Rolnictwo znów poniosło szkodę.
Może to zlot,
Pewnikiem grad,
Lecz nikt nie widział, że spadł.
Takie to dwa
Aspekty ma
Wydajność z jednego ha.
Gdy łubin złociście się tli,
Dojrzałe łany słońce praży,
Miłość silniejsza jest niż
Deficyt hotelowej bazy.
Obecny plan
Zmieni ten stan
I nie wiem, czy cieszyć się mam.
Takie to dwa
Aspekty ma
Wydajność z jednego ha.
Kiedy zostanie odredagowany. I kiedy przywioze z USA rodzinne fotki do ilustracji.
Autoryzcaji odmowilam, 🙂
I Adze, i zeenowi dzisiaj obrodziło. 😆
Wznoszę toaścik za Wywiadowaną oraz Wywiadującego i oczywiście za ich wspólne dziecię – Wywiada.
Prosił raz jeden bardzo Helenę:
dajże mi, dajże póki masz wenę,
no to Helena dała chłopu
i finis coronat opus. 😀
Dzieki, Bobiku.
Przez nstepne trzy lata, a moze i cztery, Blog pozostanie o suchym pysku – zadnych anegdot z mojej strony o zyciu. Mam dosc na jakis czas.
A za co chcesz nas tak pokarać?
Musze odsapnac.
Chlup! Czer … purpurowym winem. 🙂
Purpurowa krowa jest cennym sprzymierzeńcem w walce z wewnętrznym lujem. 😉
Zeen ma podejrzanie dobre rozeznanie w temacie wydajności z jednego ha. 😉
Co pierwszym pokarmem jest w życiu
mówimy i nie drgnie powieka
początek i koniec jest w piciu
zaczynać należy od mleka
„Ty krowo”- czasami w afekcie
rzucimy komplement ku damie
i damo, zrozumieć to zechciej,
to ja, bez pokarmu, twój samiec
To ty po porodzie wykarmiasz
gdy ja ból swój idę ukoić
bo jakżeż kondycja ma marna
no co ze mnie można udoić?
Gdy dziecię już nieco podrośnie
to wszystkim mamusiom jest znane
dzień, który witają radośnie
ten dzień, gdy im krowa da zmianę
Więc proszę, ty przyjmij komplement
niezdarnym ty wybacz to słowom
i nie walcz kobieto z systemem
gdy system nazywa cię krową…
Aaaa, zapomnialam powiedziec. Okazuje sie, ze ten fajny ks. Wierzbicki jest blisko zwiazany z Brama Grodzka. Nakazalam przekazac mu, ze ma grono oddanych wielbicieli, a zwlaszcza wielbicielek na Blogu Bobika.
Wywoiadowca Tomek wspominal o innym swietnym ksiedzu z Lublina – ojcu Dostatnim. Cos mi sie nazwisko o uszy obilo, ale nie wiem w jakim dzwonia kosciele.
Mar-Jo,
tak, koncerty były w Mikołowie i w Czeladzi 🙂
A co z bykami? Widzę tu antybyczyzm.
To przeze mnie. Ja mam taki dyskryminujący nawyk porawiania byków. 😳
Różnica między bykiem a krową
jest podstawową:
jak ktoś mi fika, daję mu z byka.
I on ucika.
A krowa ma na to słowa:
ot, do czego bykom głowa…
😆 😆 😆
Bycząc się koncertowo
lirycznie kadzę krowom.
Czy PORAWIANIE byków jest antybyczyzmem? 😕
Ty tak nie kadź
krowa się żachnie
bo człowieka
to nie pachnie…
Krowa Wodzowi zaryczy:
to przecie jest antybyczyzm,
gdy Bobik byka porawia,
a nie papugę i pawia. 🙄
Heleno, ojciec Dostatni, dominikanin. Więcej w Wiki
http://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Dostatni
Dziekuje,Irku.
Tym razem tornado w Oklahomie to tragedia:
http://news.nationalpost.com/2013/05/20/moore-oklahoma-tornado-flattens-buildings-en-route-to-oklahoma-city/
Gruees Gott! 🙂
Jago, no to m. in. moja Starsza grala Wam z orkiestra. !!!! 🙂
Doczytalam o tornado. Straszne. Przerazajace.
Irku, co Ty robisz na blogu w środku nocy? 😯
Dzień dobry,
Tornado monstrum. Jesteśmy autentycznie bezradni wobec siły i grozy natury.
Nie mogłem spać, więc zajrzałem gdzie przyjemnie 🙂
Niestety, lista ofiar tornada rośnie 🙁
Poezja cudowna. Potem jak obuchem w łeb tymi fotkami. Pośrodku informacja, że Wywiad urodzony, chociaż jeszcze nie gotowy do samodzielnego życia.
Chór lekarsko-pielęgniarski rodem z Birmingham słyszałem na Krzeptówkach. Akompaniowali im filharmonicy birminghamscy. Ale 120 to jest coś.
Pod wrażeniem poezji nieśmiało próbuję dodać jeszcze innego Fredrę. Ze względu na elegancki charakter, jakim charakteryzuje się Blog Bobika, nie użyję języka oryginału:
W purpury pełnym kolorze krowa
uwiązać sznurkiem wymię gotowa
by żaden Turek jako cielątko
doń się nie przyssał mordeczki gąbką
Zaś sędzia widząc tę kombinację
odebrał krowie legitymację
tę do zawodów całej krainy
w cnej wydajności krowiej waginy
W Agadirze, na skraju Parku zwanego Ogrodem Portugalskim mieści się Muzeum Pamięci poświęcone trzęsieniu ziemi z 29 lutego 1960 roku. W ciągu 15 sekund zniknęło całe miasto. Zdjęcia bardzo przypominają te z Oklahomy. Tyle, że w Agadirze było więcej betonu. Zginęło 15 tysięcy ludzi. Jednak porównanie skali jest pozbawione sensu. Każda ofiara i jej bliscy dotknięci podobnym cierpieniem, które trudno sumować.
Aha, do tego muzeum w Agadirze prawie nikt nie przychodzi, a szkoda. Są tam nie tylko zdjęcia, jest mnóstwo gazet z następnego dnia z całego świata. Również z nieco późniejszych dat. Gazety na tle zdjęć robią duże wrażenie. Jedną z pierwszych pozytywnych reakcji świata było wysyłanie namiotów i sprzętu, także lekarstw i żywności. 20 ty. ludzi straciło dach nad głową. Mam nadzieję, że w USA łatwiej sobie poradzą z kataklizmem.
Dzień dobry 🙂
Początek dnia huraganowy, ale mam nadzieję, że napięcie już nie będzie wzrastać.
Bo ja nawet wśród burz naturalnych i dziejowych potrzebuję z rana spokojnie wychłeptać swoją miseczkę kawy. Tak już jakoś jestem skonstruowany. 😳 Jak wszyscy?
Tak, Bobiku, jak wszyscy. Przynajmniej jak ja i większość znanych mi osób. Bez miseczki kawy ani rusz.
Ale po kawie napięcie musi rosnąć.
Z tym łatwym radzeniem sobie przez USA nie jestem taki pewien. Tak się złożyło, że wczoraj jako pigułkę nasenną zaaplikowałem sobie kryminał kręcony w Luizjanie 4 lata po Katrinie. Ślady zniszczeń w tle bardzo jeszcze były widoczne. A i w duszach chyba dość długo zostały, bo po tym huraganie ujawnił się dość spektakularnie stopień niewydolności społecznej niebiednego w końcu państwa.
Pigułka okazała się zresztą skuteczna i nawet nie wiem, kto był modercą. 😳
Taki przerazliwy zywiol jak w Oklahomie to zawsze wytwoluje we mnie jakas atawisyczna chec padniecia na kiolana i zanoszenia modlow. Choc wiem, ze to tylko prawa fizyki w dzialaniu, ale jakas pierwotna pamiec strachu jest silniejsza od wiedzy nabytej.
Kilogramy jednak leca w dol. Jeszcze tylko 18 (OK, niech bedzie nawet tylko 8) i juz moge na wybieg dla 60+. 🙂
Tam gdzie niespodziewanie wyskoczyla mordka w okularach, miala byc cyfra 8. Dziwne.
Stanisław zrobił obrachunki fredrowskie, ale ja się na księgowości nie bardzo wyznaję i nie wiem, kto w końcu komu jest coś winien – ten Fredro nam, czy my jemu? 😉
Nam sie wydaje, Piesku, ze skoro potrafimy latac w Kosmos i fotografowac odlegle galaktyki, to mozemy sobie poradzic z okrucuenstwem natury na ziemi. A to wiele razy guzik prawda.
I zasobnosc kraju nie pomaga na Katrine. Choc przeciez caly czas sie uczymy i radziny sobie lepiej niz w Portugalii w 1960 r. Ale zaden Miczurin nie wymysli jak hodowac manga pod sniegiem.
Jest takie angielskie slowo, ktorego brakuje mi zarowno w polskim jak i rosyjskim: awe.
http://en.wikipedia.org/wiki/Awe
Jest to takie poczucie grozy w biblijnym sensie, ale wiecej jeszcze, jest w tym takze zdumienie i szacunek i nawet to nie wyczerpuje pojemnosci tego slowa. I wlasnie jak czytam opisy tego tornada czy ogladam zdjecia, to owe awe sie pojawia i stad moja potrzeba padniecia na kolana.
http://apod.nasa.gov/apod/ap130505.html
Najbliżej jest chyba respekt.
Heleno, mnie nie chodziło o radzenie sobie z pojawieniem się żywołów, bo na to faktycznie nie ma mocnych Miczurinów, tylko ze skutkami. Nie jest żadną tajemnicą, że po Katrinie struktury państwowe okazały się dość niewydolne i również w Ameryce wiele o tym pisano. A niewydolność tę było tak wyraźnie widać, bo huragan akurat dotknął najbardziej ludzi biednych, którzy nie mieli dosyć środków ani umiejętności, żeby poradzić sobie bez pomocy.
Zasada „jak najmniej państwa” może i świetnie się sprawdza wobec tych, którym się udało. Ale w stosunku do (niemałej) reszty jakoś nie bardzo chce działać. 😉 Można tu oczywiście przyjmować (co w Ameryce nierzadkie) neoliberalne z litery, a kalwinistyczne z ducha interpretacje, że nieudacznicy sami sobie winni i skoro Pan B. ich nie kocha, to my też kochać nie będziemy, ale można też podchodzić do tego w duchu np. solidaryzmu społecznego, który w końcu jest równie uprawnionym jak postkalwinizm sposobem podejścia do rzeczy. 😉 Od razu zresztą uczciwie przyznam, że takie głosy Amerykanów też się zdarzają.
Respekt mi się wydaje trochę zbyt… prozaiczny? 😉 Dla mnie to uczucie świętej zgrozy wobec żywiołu mieści się gdzieś w okolicach jeśli już nie biblijnych, to romantycznej poezji, która uwielbia wysokie napięcia.
A tu macie naukowe (znalezione na blogu naukowym „P”!) wyjaśnienie, dlaczego ja piszę takie krótkie wpisy. Bo najwyraźniej mam za dużo czasu. 😆
http://naukowy.blog.polityka.pl/2013/05/10/krotka-forma/
Duch solidaryzmu i zasada „jak najmniej państwa w państwie” są siebie warte. Zasada „jak najmniej” w czystej formie jest nie do zrealizowania i jakaś pomoc społeczna zawsze w końcu działa. Solidaryzm działa na ogół byle jak, gdy tylko zostanie ujęty w jakieś formy. Bo nie formuły są istotne tylko serce i zaangażowanie. Ewentualnie poczucie odpowiedzialności i uczciwość. Dlaczego pomoc społeczna w krajach skandynawskich działa dobrze, a w Polsce beznadziejnie, łatwo sprawdzić. W Polsce jest po pierwsze odwalana byle jak, po drugie rozkradana. Była rozkradana za komuny i jest rozkradana obecnie. W krajach skandynawskich pracuje się nad nią z poczuciem odpowiedzialności i uczciwie. Jeżeli rozwój, obojętnie jaki, pociąga za sobą powstawanie obszarów biedy i nieszczęść, solidaryzm nakazuje tym, którzy na rozwoju korzystają, zrzucić się na tych, którzy są jego ofiarami. Wydaje się to proste i oczywiste. Ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Łatwiej charytatywnie rzucić dwa złote na zbiórce niż zgodzić się na dodatkowe procenty podatku. Łatwiej byłoby i na procenty, gdybyśmy widzieli, że z tych procentów idzie na te ofiary rozwoju a nie na co innego. I że nie jest rozkradane. Tu powstaje kwadratura koła.
Oczywiście, że my Fredrze zawdzięczamy a nie on nam. Choć akurat moje wypociny nawiązują do przypisywanego Fredrze wierszyka, który według mnie chyba tak naprawdę nie jest fredrowski albo krąży w wersjach dalekich od oryginału.
Stanisławie, nie zgodzę się z tym, że solidaryzm społeczny „nie ma prawa” działać systemowo. Jest trochę państw (choćby wspomniana przez Ciebie Skandynawia, ale nie tylko), w których może nie idealnie, ale jednak działa i ludzie nie żyją tam w ciągłym strachu, że jeśli im się noga powinie, nikt im ręki nie poda (a w tym poczuciu żyje spora część ludzkości, nad czym osobiście bardzo boleję). A jeżeli nie działa (lub bardzo źle działa) w Polsce, to ja bym się zastanowił, jak go usprawniać (czy nawet wymyślić całkiem nowy system), ale nie likwidować. To tak jak z systemem opieki zdrowotnej – wiadomo, że Polsce działa fatalnie, ale całkowite zlikwidowanie go chyba nie uczyniłoby społeczeństwa zdrowszym. Ośmielę się nawet sądzić, że wręcz przeciwnie. 😉
Bobik, Szymborska, Kołakowski klasycy filozofii. Cogito ergo sum. Takie kwintesencje można podważać, ale zawsze wyrażona w nich myśl będzie zapładniać. Zresztą ktoś inny może z tej sentencji zgubić literkę i wtedy dopiero będzie dla niego sensowna. Różne są osobowości, różne rzeczy ważne.
Linka prowadzi do tekstu, w którym Leszek Kołakowski został wskazany jako osoba wyrażająca rzeczy ważne w bardzo krótkiej formie. Jednak na problem doskonałości absolutu potrzebował wielu stron (Metaphysical Horror).
Bobiku, nie przyszłoby mi do głowy negować słuszność systemowego działania solidaryzmu społecznego. Właśnie uważam, że ci, którzy na rozwoju korzystają, powinni się zrzucać na jego ofiary poprzez oddawanie „procentów” czyli systemowo. Wskazuję tylko, że to często bardzo źle działa. A źle działa tam, gdzie ludzie są nieodpowiedzialni i nieuczciwi. Sam widzę, że najgorzej działa w krajach katolickich. Ergo ludzie są w nich nieodpowiedzialni i nieuczciwi. Przykro mi bardzo z tego powodu, ale tak jest i nic na to nie mogę poradzić choć się staram.
Pisząc, że solidaryzm jest do bani miałem na myśli sytuację, gdy brakuje poczucia odpowiedzialności i serca.
Choćbym chciał, nie mogę ukryć, że problem doskonałości w nakrótszej i najbardziej esencjonalnej formie ujęły Koty. Doskonałość to ja. Wszelka zbieżność z Ludwikiem XIV jest oczywiście najzupełniej przypadkowa. 😎
Nie przeczę, że praktyka funkcjonowania systemów socjalnych z mentalnością wiele ma wspólnego. Ale to temat tak szeroki, że w tej chwili (trochę rozbieganej) nawet nie będę próbował go objąć na serio, bo wiem, że i tak mi się wysmyknie. 😉
Bylam troche zajeta rozprawiajac sie z pewna wredna Krowa gdzie indziej, ale juz jestem i powracam do wczesniejszcy watkow: zgroza metafizyczna jest moze najblizasza znaczeniowo z Awe, w tym szczegolnym kontekscie. Z naciskiem na metafizyczna. Bo mowimy przeciez, ze cos jest ” awesome” majac na mysli nowa plyte Adele czy szpilki wysadzane sztucznymi brylancikami.
A mowiac o tym, ze zasobnosc kraju nie wplywa na Katrine, nie mialam na mysli czy i jak radzono sobie ze skutrkamni huraganu. tylko to, ze kazda nastepna katrina bedzie zmiatala z powierzchni ziemi ludzkie osady, nawet kiedy bedziemy unieli dosc dokladbie i dostatecznie wczesnie przewidziec ktoredy zawedruje. Chyba, ze zamiast tanich jednorodzinnych domkow, bedziemy budowac betonowe bunkry, ktpre z kolei nienajlepiej znosza trzesienia ziemi oraz uderzenia samolotow porwanych przez jihaddistow.
W Agadirze drewniane domki pewnie by przetrwały. Ale były nowoczesne, betonowe. Ale nic nie jest odporne na zapadanie się części powierzchni w głąb ziemi. Mój wuj, a właściwie mąż stryjenki, widział coś takiego na własne oczy w Turcji. Zapadło się bezpowrotnie osiedle domków i bateria przeciwlotnicza.
Mam przykre wrażenie, że Wałęsa już nie tylko opowiada głupoty, bo to robił zawsze, ale że mu coś poważnie odbija.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13950051,Walesa_ostro_o_dawnych_kolegach__Krzywonos_nie_ma.html
Jakaś zgorzkniała agresywność jest w tych jego odzywkach i czysta chęć dokopania, bez zachowywania choćby pozorów, że chodzi w tym wszystkim o załatwienie jakiejkolwiek ważnej sprawy. Smutne.
Niestety. Czy wszystkich nas z czasem czeka taki odlot z realu?
Tak, Lechu ma coraz gorsze dni. Dobry komentarz w „P”
http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1543245,1,walesa-o-borusewiczu.read
Fajnego kota spotkałem bez kaszmiru 😉
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/Kot03#slideshow/5880475565688447666
Bardzo ciekawy wywiad o Romach w najnowszym „TP”.
A komentarze 👿
http://tygodnik.onet.pl/30,0,80429,w_dwoch_swiatach,artykul.html
Wałęsa istotnie mało elegancki, szkoda. Ale zastanawiam się po co Krzywonos chlapie i co ją do tego popchnęło? Bo w pragnienie prawdy nie uwierzę. Miała miliony okazji o tym mówić, czemu akurat teraz?
Pamiętacie Robotników 80, dokument tamtego czasu, chyba najlepiej pokazujący, jak to wyglądało. Nikt nie odbierze Borusewiczowi zasług i choć nie zgadzam się z nim w kilku sprawach, doceniam człowieka. Jeżeli konsekwentnie będzie milczał, to chyba wykończy tym Wałęsę. A Krzywonos nic nie wygrała, przegrali za to wszyscy Polacy.
Wlasnie mialam sie oburzyc na stwierdzenie, ze „przegrali za to wszyscy Polacy”, ale po namysle jestem gotowa zgodzic sie z zeenem. Przegrali, bo nasza najladniejsza pocztowka, rozpoznawana na calym swiecie, wyladowala w mokrym blocie. .
Bardzo mnie to boli i owszem – czuje sie przegrana.
Irku, w koszyczku siedzi ptaszek, a nie kotek.
Rozmowa w corka Kwiatrkowskiego dla nas tu NA TYM BLOGU chyba bardzo podstawowa, choc ciekawe jest to co mowi o zdobywaniu, a raczej nie zdobywaniu pracy. Znaczy niewiele sie zmienilo za te ostatnie 10 lat, kiedy ogladalam dokumenty wracajace od potencjalnyvh pracodawcow do Urzedu Pracy z recznymi adnotacjami: Cyganow do pracy nie przyjmujemy . Skreslone i poprawione na: Obcokrajowcow do pracy nie przyjmujemu.
I rozne trakie.
I widze, ze nie zmienilo sie ze spychaniem romskich dzieci do szkol specjalnych, po ktorych nie maja najmniejszej szansy na znalezienie zatridniena. O czym one same dobrze wiedza.
Do komentarzy nawet Irku nie zagladalam, bo zaraz zaczynam plakac.
Znoszenie przez bociany do gniazda wszelkich smieci nieustannie mnie fascynuje. Wiec wpisalam do gugla”Dlaczego bociany znosza smoiecie do gniazda?”.
I dostalam takie:
http://www.polskieradio.pl/7/165/Artykul/205075,Kontrola-bocianich-gniazd
No, nie wyjasnia to dlaczego znosza plachty plastiku, choc rozumiem dlaczego znosza sznurki.
O tym, że Borusewicz odgrywał w strajku co najmniej tak ważną rolę jak Wałęsa, Krzywonos mówiła już wcześniej. Gdzieś to czytałem w jakiś wywiadzie z nią. Wprawdzie nie było to tymi słowami, że B. był mózgiem, ale przecież nie o sformułowanie tu chodzi, tylko o obraz sytuacji. Więc to nie jest tak, że ona to teraz znienacka wyciąga, tylko raczej nie widzi powodów, żeby zaprzeczać swoim poprzednim wypowiedziom.
Ale gdyby nawet powiedziała coś podobnego pierwszy raz, to cóż to za reakcja już nie tylko byłego przywódcy strajku, ale i byłego prezydenta – „zawsze nie miała mózgu i dalej nie ma” – na czyjąś ocenę przebiegu wydarzeń historycznych, wyrażoną, o ile się nie mylę, bez inwektyw i chamstwa? 👿
Wałęsa ujawnił, gdzie ma własną legendę. Okej, to jego sprawa, ale oprócz swojej własnej niszczy jeszcze legendę „Solidarności” i solidarności. Bo ją niszczy nie odmienna opinia o tym, kto w stoczni był ważniejszy, a kto mniej, tylko insynuaje pod aresem danych toarzyszy broni, unurzanie w g…e początków solidarnościowego ruchu i – przedłożenie własnych ambicyjek nad jakąkolwiek solidarność.
I zgadzam się: od takich historii wszyscy coś tracimy.
Moze mysmy go jakos… nie wiem… rozpuscili i on uznal, ze moze dawac upust swym najgorszym instynktom?
A moze zwariowal, tak jak zwariowalo juz tylu ludzi, ktorzy byli dla mnie w zyciu wazni?
Tak czy inaczej, zachowuje sie jak samobojca.
Alas, poor Francesco!
http://wyborcza.pl/1,75478,13957012,Nowa_moda_komunijna__do_kosciola_limuzyna_z_szoferem_.html
Swoja droga zazdroszcze troche tym dzieciom , ktprzy jadac na Pierwsza Komunie dostaja w limuzynie szampana! Ciekawe czy jak ktores nie przepada za babelkami, moze zamiast tego poprosic o wodke? Z kiszonym ogorkiem?
Nie O.K. Bobik, to nie jest tylko sprawa Wałęsy, to sprawa Polski, to sprawa Polaków. Mści się chyba brak pomysłu na zagospodarowanie legendy. Wydaje mi się znamienne, że wyobrażenie o demokracji i kapitalizmie naszych kolejnych przywódców sprawiło, że wciąż czerpiemy wzory już nieistniejące, spóźnione, żeby nie powiedzieć – dziewiętnastowieczne.
Kapitał to nie tylko pieniądze i dobra, to także idee i ludzie i o tym w Polsce mało kto mówi i myśli. Kręcimy się w kółko, zaskoczeni, że z żadnej strony już przedmurzem nie jesteśmy.
A tkwi to w naszej mentalności jak zadra. Świat przeżywa poważne problemy a my wciąż tylko rozdrapujemy i rozdrapujemy… Wiem, że błędem był brak szybkiego i sprawnego rozliczenia, ale wiem też, że skoro tak się stało, to znaczy, że nie było u nas możliwe, zatem płacimy i płacić będziemy za to cenę opóźnienia wielu procesów i działań, które inni już dawno podjęli a my jak bączek: kręcimy się dookoła osi i wypuszczamy atrakcje zapachowe.
Kłopot w jednym: pozwoliliśmy sobie na zabetonowanie sceny politycznej i nie mamy kogo wybrać, kto skruszyłby te mury i dał impuls do zmiany. Demokracja dojrzewa u jednych wolniej, u drugich szybciej. Obciążenie feudalne jest tak wielkie, że go prędko nie przeskoczymy, zatem rodzi się pytanie: co w tej sytuacji robić? Mnie już zostało może rok, może dwa, ale o młodych chodzi. Ja im – jak mam okazję – mówię: spieprzajcie stąd jak najdalej.
Byloby swietnie gdyby Walesa zostal takim naszym Dalaj Lama albo Mandela w sensie laczenia a nie dzielenia i rozdrapywania. Moze jeszcze sie troche opamieta, bo mial juz taka faze kiedy nie dazeyl do kolejnej wojenki, no i myslalam, ze gorycz pani Walesowej troche mu dala do myslenia.
Swietny Fredro Stanislawie, i ogole bardzo milo cie tutaj, na Bobikowie, znow wirtualnie spotykac.
W sprawie plastiku, to mysle, ze bociany wykryly, ze plastik dobrze izoluje od wilgoci.
Zeen, może za bardzo zamotałem zdanie i sens nie wyszedł wyraźnie, więc doprecyzowuję – nie wnikam w to, jaki ktoś ma stosunek do swojego własnego, prywatnego wizerunku, bo to jego biznes, ale oczywiście, że akurat wizerunek Wałęsy nie jest i nie może być wyłącznie prywatny, a poza tym on stara się zniszczyć rówież obraz innych przywódców S, co już absolutnie prywatną sprawą nie jest. Znaczy – jak najbardziej zgadzam się z Tobą w tej sprawie.
Króliku, wyznania żony i ich medialna ppularność chyba tylko Wałęsę rozwścieczyły. Poczuł się niedoceniony i na drugim planie, a on czegoś takiego żywcem znieść nie potrafi. 🙄
Tak, fajnie byloby gdyby nasza legenda byla usmiechnieta jak Dalajlama, refleksyjna jak Havel, madra jak Madela. Dostalismy od losu „prostego chlopaka”, ktory byl nawet kiedys przystojny i takie urocze mial przejezyczenia i malapropizmy. Czy nie umielismy sie z nim obchodzic? Nie powiedzielismy mu na czas: ty sobie teraz, Lechu, stoj na pomniku i nie otwieraj buzi poki ci nie napiszemy jak mowic , tak jak wtedy gdy wyglosiles taka piekna mowe na zakonczenie Okraglego stolu. Michnik moze ci jeszcze takich przemowien napisac od groma i troche!. Co mozna bylo z nim zrobic? Dac mu tytul dozywotniego honorowego prezydenta wszystkich Polakow? Wymyslic mu jakas inna funkcje figurancka? Zorganizowac prywatne wykladu „O Polsce i Swiecie wspolczesnym” ? Obwozic go po swiecie i „robic z niego meza stanu”, wykorzystajac fakt , ze nie zna jezykow obcych?
Jak mozna go bylo zagospodarowac i ocalic dla nas przed nim samym, ktory z latami tylko puchl na glowe?
No jeszcze Walesa nie umarl. Kto wie jak bedzie ptrzyszlosc, ale szkoda, ze tak teraz rozrabia. Nie mogl byc «Heleno marinetka, bo gdyby taki byl, to by nigdy nie dokonal tego co dokonal, a to przeciez niemalo. I niejedni wyksztalcenie filozofowie dopiero za Walesa przez ten plot przeskoczyli.
Ja zaciskam zeby.
Wszystko to doprowadzi do czegos dobrego. Jakies lekcje dla ogolnego dobra kraju na przyszlosc beda wyciagniete i chwala Bogu nie bedzie to rocznia kolejnego upadlego desperackiego przegranego powstania do obchodzenia. To tez dzieki Walesie.
Byliśmy dzisiaj z Agą i Kierownictwem na koncercie Piotra Anderszewskiego.
One spacerowały uradowane, a ja przyspawałam się do fotela, bo mi służbę wymówił kręgosłup. Oprócz bólu napędził mi strachu, bo do tej pory bolał mnie tylko z prawej strony, a teraz zblokował mnie boleśnie z lewej.
Ale ja nie o tym, tylko o Panu Piotrze, że niezły z niego czarodziej. 🙂
Jako osoba nie znającej się na muzyce, mogę napisać, że bardziej podobała mi się druga część, o bisach nie wspominając.
Kierownictwo pewnie wszystko opisze; ciekawe jak wytłumaczy obecność drugiego fortepianu, który przywieźli na scenę w przerwie.
No jasne, że Helcia daje mi w de.
Ja nawet lubię te pieszczoty, bo niczym innym mnie nie zaskoczy 🙂
Czy ja bywalczyni Świata mam mówić, jak można zagospodarować legendę? I czy tylko o Lecha chodzi?
Chyba w tym Londynie to mgła jakaś, albo co.
Co robią Amerykanie ze swoimi prezydentami?
Co robią i robili premierzy Anglii?
Czy radość, że odszedł, kończyła karierę przywódców demokratycznych państw?
Nie, oni byli dalej własnością i kapitałem dla swojego państwa. Zlecano im rolę ambasadorską i chroniono ich dobry wizerunek, by załatwiali różne pozytywne rzeczy dla swojego państwa, bądź (np. Carter i jego wielka rola na Bliskim Wschodzie) dla świata.
Wzorów nie brakuje, jak mnie odpowiednio wkurzyć, to ze starożytności wyciągnę…
Ale nie będę taki, jeszcze Helcia to za aluzję jaką weźmie…
Króliku, mnie się wydaje, że Wałęsa nigdy się nie podporządkuje zdrowemu rozsądkowi, bo jest „zaopatrzony” tylko w spryt i niebotycznie wielkie mniemanie o swojej wielkości. Żadnego płotu by nie przeskoczył, gdyby Mu inteligentni działacze opozycyjni nie przygotowali gruntu.
Jego super sprytowi zawdzięczamy jedynie (moim zdaniem) wyprowadzenie Armii Czerwonej i to jest Jego jedyną zasługą, za to będę mu zawsze wdzięczna. Potem już było i jest coraz gorzej. 🙁
Oj, szara myszo, chłopy w kopalniach, czy w stoczniach posłuchałyby, jakby do nich gadał Borusewicz, albo Geremek.
Teraz łatwo gadać, jak już nikt w portki nie robi.
Tu dobrze mówi Frasyniuk o tym przywództwie:
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/frasyniuk-o-walesie-czlowiek-pokroju-pilsudskiego-powinien-byc-przykladem-a-sam-siebie-niszczy,327401.html
Zeen, zapominasz, jak wyglądała sytuacja gospodarcza w USA i Anglii a jak wyglądała wówczas w Polsce.
No, myszko, szara rzeczywistość Ci przeczy.
Kiedy trzeba było całą Solidarność wziąć za mordę, to Lechu stanął na wysokości zadania.
Inteligencja wiedziała, co robi, stawiając na czele robotnika w państwie robotników i chłopów. Nikt by Michnika nie słuchał ani Kuronia, a prostego „naszego” chamy słuchały, bo z nich był.
Szkoda, że pozostał.
I szkoda, że Inteligencja zniknęła, a chamów jakby przybyło.
I niech Cię nie zwiedzie mój żal, Inteligencja to najgorsza zaraza na świecie. Pisałem o tym, ale nie chcę wracać, bo mi do tezy nie pasuje 😉