Pieskie chwile dyżurnego
Bobik rozejrzał się po kantynie i merdnął z zadowoleniem ogonem. Wyglądało na to, że wszyscy zostali obsłużeni i z zapałem obgryzali kości, lub prowadzili przyjazne rozmowy nad miskami. Mógł chyba na pół godziny czmychnąć na zaplecze i dać odpocząć zmęczonym łapom.
Kiedy zdecydował się przyjąć rolę stałego dyżurnego był przekonany, że będzie to czysta przyjemność. Zupy nalać, kaszy z gulaszem nałożyć, a przy okazji pogawędzić ze stołownikami – dla towarzyskiego psa sama frajda. Ale życie szybko nauczyło go, że obowiązek nie byłby obowiązkiem, gdyby składał się wyłącznie z przyjemności. Dyżury w kantynie potrafiły być również sprawdzianem dla wytrzymałości nerwowej, na przykład kiedy nie wiedzieć czemu wszystkie psy rzucały się na jedną kość i każdy próbował ją zaciągnąć do innego kąta, albo kiedy następował niepoprzedzony żadnym ostrzegawczym sygnałem ogólny tumult, w którym już nie wiadomo było, kto komu wyrywa kłaki.
No tak, w złą minutę to pomyślał. Właśnie w jednym kącie sali rozległo się straszliwe warczenie, kłaki zaczęły latać pod sufitem, z innych kątów dały się słyszeć napięte szczeknięcia i było do przewidzenia, że za chwilę zacznie się mniej lub bardziej krwawa jatka. Bobik zrobiłby wszystko, żeby jej zapobiec, ale nie bardzo wiedział, jak się do tego zabrać. W zamyśleniu przegapił początek sprzeczki i teraz nie miał pojęcia, o co poszło, kto zaczął i po czyjej stronie była racja. Wiedział tylko, że jak zwykle wszyscy wyjdą z tego nieco poturbowani i nikt nie odniesie żadnej korzyści. A on, jako dyżurny, będzie znowu miał wyrzuty sumienia, że nie stanął na wysokości zadania.
O leniwej chwili na zapleczu można było zapomnieć. Bobik rozejrzał się za swoją gałązką oliwną, która czasem potrafiła działać cuda, ale jak na złość gdzieś mu się zapodziała. Czuł się dość bezradny, a nie było to jego ulubione uczucie.
– Nie zawsze jest łatwo prowadzić ten interes – poskarżył się Jackowi Russelowi, który siedział oparty o kontuar i filozoficznie wachlował się ogonem, najwyraźniej nie mając zamiaru przyłączać się do naparzanki. – Coraz częściej mam wrażenie, że sobie z tym nie radzę. Już się zastanawiałem, czy nie zrezygnować z dyżurów, ale jakoś mi się wydaje, że to nie byłoby całkiem w porządku. Ktoś to w końcu musi robić.
Russel przerwał wpół filozoficzny ruch ogona i szczeknął przed siebie, jakby nie adresując tego do nikogo w szczególności:
– Historia świata jest sumą tego, czego można było uniknąć.
– Ale skoro tak, to tym bardziej powinienem robić sobie zarzuty, kiedy nie uda mi się doprowadzić do uniknięcia czegoś – jęknął całkiem już zdeprymowany szczeniak.
– Historia historią, ale ty, Bobik, lepiej uważaj – mruknął Russell, patrząc na niego z lekkim zaniepokojeniem. – Jednym z objawów zbliżającego się załamania nerwowego jest przekonanie, że wykonujemy niezwykle ważną pracę.

Bobiczku kochany, na czym polega filozoficzność wachlowania się ogonem? 😆
Powiem Ci tak, Druhu. Ty jestes harcerzyk i myslisz, ze swiat jest pelen harcerzykow.
Sa jednak Goscie i Gosciska. Jedni prztchodza do stolowki, zeby zaspokoic glod wiedzy, strawy i ducha. Poprzebywac w milym gronie, obwachacac sie, zapytac co slychac, podzielic sie nowosciami, poszczekac wspolnie albo pomiauczec. . Inni po to by wyszukiwac wlosa zaplatanego w zupie, a jak tego wlosa nie znajda, to go sami do zupy wrzuca – pour la hec. Oglosza tryumfalnie wszem i wobec i lapy zatra jeszcze z zadowolenia. Zadowolaja ich glownie oni sami.
Wiec Ty uwazaj. Nikt tu nikomu nie chce gonic Ko… Psa, znaczy sie. Ale tez nikt nie chce by mu psuto apetyt nieustannym wyciaganiem wlosow z zupu. Nie odpowiada mu stolowka, niech poszuka innej lub napije sie kaluzanki. Oferta jest przeogromna. Po to ten zaklad zbiorowego zywienia otworzyles by bylo tu spokojnie i kulturalnie. Inaczej bedziemy spedza czas na niekonczacej sie psochoterapii, podgryzaniu zza wegla lub otwartym zatapianie zebow w gardle wspolbiesiadnika.
To po prostu trzeba umieć, Pani Kierowniczko. 😆 Jeden pies się wachluje od niechcenia, inny nerwowo, trzeci flegmatycznie, czwarty niewyraźnie, a taki Russel raz tym ogonem ruszy i jakoś wszyscy zaraz wiedzą, że filozoficznie. 😎
A tak w ogóle, to dzień dobry. 🙂
Gruess Gott! 🙂
Probowalam napisac cos baaardzo madrego. Ale po skasowaniu siodmej wersji wrzucam cos zamiast.
http://www.youtube.com/watch?v=bIbgg2Ca1vk
Kocie,
nawet Bytowi Doskonałemu zdarza się niewłaściwie ocenić odległość od obiektu, który zamierza upolować. Więc proszę, daj sobie spokój z pazurami. Wczoraj z Jasiem to naprawdę była przesada. Ze strony WW też, po prostu jakoś facet chyba działa mu na nerwy.
Nie wiem, co się z ludziskami dzieje. Rozumiem, że czasy ciężkie. Chwilami nawet, w tych złych chwilach, myślę: brunatne. No to właśnie trzeba to przezwyciężać, a nie warczeć na siebie i wystawiać pazury bez dania racji.
Mordko, choć może wpis mógłby na to wskazywać, tak naprawdę nie chcę zaczynać żadnej metarozmowy. Nie czuję się dziś na siłach. Co najwyżej pro domo sua mogę wszystkich poprosić o trochę więcej harcerstwa, bo im więcej ostrych warknięć, tym większy garb samozarzutów rośnie dyżurnemu. Inaczej mówiąc, cokolwiek się dzieje na blogu, w dyżurnego i tak trafi. I to by było na tyle.
Pani Kierowniczko, pozowolilem sobie zwrcic uwage „Jasiowi” na niewlasciwosc zwracania sie do wspolrozmowcy na blogu slowami”przestan histeryzowac” (albo „nie histeryzuj”, nie pamietam juz dokladnie). I ponownie bym to uczynil, wobec nieznanego mi blizej goscia, krory na wstepie rozdaje takie rady. Nie podoba mi sie taka autoprezentacja ze strony kogos, kto mi obraza wspolbiesiadnikow. Wiecej niczego ode mnie nie uslyszal.
Powiem Ci Piesku, ze sam mam powyzej uszu metarozmow. Dlatego prosciej i mniej bolesnie zalatwaiac to ucinaniem na pniu wszelkich prob zamieszania w kotle z zupa i wlosami.
Ide pracowac.
Coś w tym jest, Pani Doroto. Ciśnienie rośnie, wentyle słabo działają, brakuje cierpliwości.
Bobiku, że wykonujemy nadaremną, nieważną pracę też, a nawet jeszcze bardziej.
Bobik! dyżurny! tylko nie abdykuj w wolności po tych przemyśleniach
kot ma rację. żeby nie dopuścić do rozróby od razy trzeba lać po pysku zanim ten się otworzy. tak prewencyjnie.
Wszystko prawda, wszyscy macie rację, a najbardziej foma i Kot. A jeszcze bardziej Bobik. W związku z tym bicia jednak nie będzie, w dającej się przewidzieć przyszłości. 🙂
Czy ja kiedyś mówiłem, że mam kwalifikacje na Dalajlamę? Nie mówiłem. 😎
Foma mi podsunął myśl, żeby może jednak zostać tym BXVII i od łapy zagiąć BXVI. Mogę abdykować jeszcze przed wstąpieniem na papieski tron. Ba, nawet jeszcze przed konklawe! 😆
Bobik, Ty z dużurnego miałeś nie abdykować, nie rozglądaj się za fuchami, bo się w dyżurowaniu opuścisz, a sam widzisz, pojawiają się nowe koncepcje trzymania porządku, trzeba się będzie im przyjrzeć, ocenić, zmoderować może, dwóch wózków nie uciągniesz. lepiej byłoby literówki w komentarzach poprawić, choćby u mnie
No to żadnego pożytku nie będziemy z tego mieli, a ja chciałem zostać kierownikiem wydziału unieważniania małżeństw, chociaż na pół roku. 👿
Haneczko, to może ja jeszcze zacytuję, co ten Jack Russell powiedział przy innej okazji – strach jest głównym źródłem przesądu i jedyną przyczyną okrucieństwa. A może jest też jedną z głównych przyczyn braku cierpliwości i puszczania wentyli?
Trudne czasy powodują wprawienie w ruch błędnego koła strachu. Bo strach przed trudnością czasów przejawia się często w agresji, a ta rodzi – całkiem uzasadniony – strach. I już biegamy w tym kółku jak jakie, nie przymierzając, chomiki. 🙄
Ale mnie jeden znajomy chomik powiedział, że jak się na chwilę zatrzyma i weźmie głęboki oddech, to można zauważyć, że w tym kółku do biegania jest taka dziura, którą da się wyleźć. 😉
Coś mi się zdaje, że jednak będę przez jakiś czas musiał ciągnąć dwa etaty – dyżurnego i papieża. 😎
No dobra, to Wódz niech sobie od razu zostanie tym KWUM, żeby się zdążył nacieszyć przed adykacją. Zakładam, że na to stanowisko ma lepsze kwalifikacje niż na Dalajlamę. 😈
Jeszcze jakieś życzenia co do urzędów? Bo mój następca może już tak hojnie nie rozdawać. 😛
Ja chcę przy Tobie Bobiku robić za Dziwisza 😎
Zgadnij dlaczego? 🙄
Gdyby to Dziwisz chciał być przy mnie Dziwiszem, podejrzewałbym taki powód, że do tej fuchy nie trzeba mieć zbyt wysokiego IQ. 😆 Ale w przypadku Jagody muszę poszukać innej motywacji.
Niech się zastanowię… czy nie chodzi aby o dostęp do gratyfikacji na literę p? 😎
Proponuje przed prewencyjnym laniem po pysku wyznaczyc fome na glownego interpretatora kazdej wypowiedziu, robi to wszak z wrodzonym wdziekiem, lekkoscia i bez chwili namyslu. To powinno znaczaco pomoc w utrzymaniu ladu i porzadku w zakladzie. 😈
na literkę r 😎
No, to Mordechaj z fomą dali sobie po razie i chwatit. Bo jak nie, dosypię bromu do misek. 😈
Jagodo, a jaka wędlina jest na r? 😯
Bobik, brom do misek dla macho boys!
bez chwili namysłu, za to po głębokim zastanowieniu się 😎 kto powiedział, że trzeba aż chwilę zastanawiać się? chwila to za długo. błysk geniuszu nie od parady nazywa się błysk i trwa malutki ułamek chwili ;]
Będziemy tak długo szukać aż znajdziemy 😆
Moze jednak przydaloby sie wiecej Dalajlamy, mimo wszystko. Zdaje sie, ze sie troche powtarzam, bo pisalam to chyba juz pare lat temu…
I musze przyznac, choc czuje, ze moze nie trafiam Ci najlepiej Bobiku w Twoje dzisiejsze zamiary (poruszyc temat, ale go nie rozwijac?), ze sama mam coraz wieksza ochote po prostu milczec i sie nie odzywac. Mordka mial jednak racje, piszac, ze wydawalo sie, ze ogolna intencja tego miejsca bylo dzielenie sie myslami, przeczytanymi ciekawostkami, z ogolnie zyczliwym nastawieniem do swiata, z odpowiednio spora dawka niezjadliwego humoru. I wish… Ostatnio zajmujemy sie jednak glownie soba. Czasem to jest zabawne, gdy na chwile, glownie dzieki piszacym wierszem (z Toba na czele, oczywiscie) na troche blog sie zamienia w kabaret (blizszy Lipinskiej niz Starszym Panom, jesli juz sie nad tym zastanawiac), 😉 ale najczesciej niestety zabawne to nie jest. Za duzo ego, jak by powiedzial Dalajlama…
Wedlina na „r” jest od wrzesnia do kwietnia. W innych miesiacach sie rozmnaza.
Z radoscia spelniam zyczenie Bobika – wiecej harcerstwa! Moze nie koniecznie tego doslownego, chociaz kiedys… Wymyslona w Warszawie akcja „Warmia i Mazury” – owczesne niemal zapomniane tereny – chyba wielu z nas zapadla w pamiec i to nie tylko z powodu urody tego regionu. Wyposazeni w ulomna wiedze wyniesiona z wankowiczowskich notatek nijak nie rozumielismy nowych tropow Smetka. Dlaczego ludzie nie chcieli z nami rozmawiac albo odpowiadali po niemiecku? Gdyby bariera jezykowa byla jedyna… Sytuacje ratowaly dzieci, nudzace sie, podgladajace nas, wlaczajace sie do zabawy, skupione i powazne. A w niedziele nasze artystyczne produkcje przychodzili ogladac nawet niektorzy rodzice. Lekcja szukania porozumienia z innymi i obcymi, ktorej chyba nie przerobili rowiesnicy z czerwonymi chustami, bardziej skoncentrowanymi na potwierdzaniu wlasnej nieomylnosci. A te postawy moga utrwalic sie na cale zycie. To juz inny watek, choc Bandera Rossa wtedy podobala mi sie.
https://plus.google.com/photos/103665958647123675396/albums/5839239752621255873?authkey=CPOSwMbiprHjPA
Kiedy mam ochotę się nie odzywać, to się nie odzywam, a jak mam ochote się odezwać, to się odzywam. A gdy czasem mam ochotę się odezwać, a się nie odzywam, to znaczy, że jest ku temu jakiś Powód. I ten Powód czasem jest wewnątrz, a na zewnątrz środowiska odzywania się. Ale ja widocznie jestem prosta jak konstrukcja cepa 😎
Moniko, może ja dla jasności dopiszę kropkę nad i. 😉 To był bardzo egoistyczny wpis. 😳 Chciałem dyskretnie zwrócić uwagę na takie zjawisko, że jak się na blogu X poszarpie z Ygrekiem, to oni są przez jakiś czas wściekli czy roztrzęsieni, ale Zeta może to już nie obejść w ogóle, albo obejść średnio. Jak A dokopie B, to C nie musi szczególnie z tego powodu ucierpieć, itd.. Ale dyżurny rykoszetem obrywa w każdym z tych przypadków. Nawet jeśli przez jakiś czas nie reaguje, licząc na to, że zainteresowani jakoś sami dojdą do ładu, zawsze go to kosztuje dużo nerwów. Więc nawet jeśli kogoś diabli biorą na tego wstrętnego Ygreka i nie ma ochoty mu darować, to może zastanowić się, czy naprawdę chce przy tej okazji – nolens volens – dowalić dyżurnemu, który jednak czasem potrzebuje choć przez chwilę posiedzieć na zapleczu.
Oczywiście, nie liczę na to, że każdy i zawsze będzie brał nerwy dyżurnego pod uwagę i ugryzie się w klawiaturę. Ale ośmielam się prosić, żeby czasem to robić, bo wiem, że mam tu Przyjaciół, na kórych mogę liczyć. 🙂
Właśnie ze względu na egoistyczny charakter tego wpisu nie chciałem tematu rozwijać i dalej bym nie chciał. Szczeknąłem, com miał do szczeknięcia, a teraz przejdźmy do zbawiania świata czy kabaretowania – co tam komu pasuje. 🙂
No tak, owszem, istnieja jeszcze inne powody odzywania sie niz „chce” czy „nie chce”.
Czasami jest on taki, ze „nie moge sie sie nie odzywac, bo Bobik jest moim Drogim Przyjacielem i nie zasluzyl sobie na przykrosc i moje wyniosle desinteresment”.
i dlatego Bobiku możesz liczyć na nasze aktywne zainteresowanie, nieustającą rozrywkę płynąca z naszej obecności i galopujące okazje, by błysnąć wpisem, okolicznościowym wierszykiem albo kindżałem…
Tylu harcerzy! Dzięki Lagomowi zobaczyłem, że nie jestem aż takim rarogiem, jak mogłoby się wydawać. 😆
Kindżałem błyskam tylko na widok kindziuka. Nieelegancko byłoby go dzielić zębami. A dzielić jakoś muszę, żeby rządzić. 😈
Lagom, robie sie uzalezniona od Twoich archiwow zdjeciowych. Jak zadne inne przenosza one mnie kompletnie w czasie i przestrzeni.
Ja nawet patrzac na dlugosc spodniczek dziewczynek potrafie dokladnie powiedziec, ze byly one robione w lecie 1960 r (albo 1959 r?).
Wszystko mi tam jest bliskie (choc akurat w harcerstwie nigdy nie bylam, czego dzis troche zaluje) – wyraz twarzy tych dzieci – nie za wesoly, sama na zadnym zdjeciu z tamtych lat sie nie usmiecham, jestem powazna i czasem zasmucona, choc nie wiem czym, brak spontanicznej interakcji ze swiatem doroslych, nawet ten teatrzyk za podartym kocem wydaje mi sie bardzo znajomy.
Nie pamietam tego czasu z przyjemnoscia, ale tez bardzo mnie w niego ciagnie, bardzo mnie wciaga.
Kocie, milczenie nie zawsze musi wynikać z wyniosłego desinteresment. Często spowodowane jest powściągliwością.
Palikot mnie zaskoczył, tym razem pozytywnie. Przeprosił Nowicką, mówiąc przy tym, o co ma dalej do niej pretensje, ale rzeczowo, bez żadnych palikotyzmów.
http://wyborcza.pl/1,75478,13443937,Palikot__Przepraszam_Wande_Nowicka__Ale_relacji_odbudowac.html
Ale choć lubię być pozytywnie zaskakiwany i gesty doceniać umiem, nie mogę się oprzeć wątpliwości, czy nieprzewidywalność aby na pewno jest u polityka cechą pożądaną. 🙄
Do odzywania i nieodzywania sie moga byc oczywiscie rozne powody, i szczerze mowiac nie chce analizowac cudzych, natomiast podalam akurat moje w tym momencie.
A od tej rozmowy, moze nie w tej chwili, Bobiku, jednak tak zupelnie nie uciekniesz, bo zalozenie, ze czesto zupelnie nieznajace sie osoby beda rozmawialy w harcerskiej harmonii poprzez inetrnet, bez znajomosci pewnych zasad oczekiwanych w danym miejscu jest, moim zdaniem, zalozeniem nieco naiwnym (fikcja Koszyczka, czy stolika kawiarnianego, oraz kabaretu pomaga tu jednak tylko czesciowo). I moze kiedys, nie mowie ze teraz, lepiej te rozmowe odbyc – nie po personaliach, nie po zaszlosciach, a na temat ogolnego kierunku. Inaczej bedziesz sie zajmowal caly czas gaszeniem pozarow. Choc niektorzy nadmienili powyzej, ze pozary dodaja uroku. 😉 I to moze jest bardziej prostestanckie niz katolickie podejscie, skoro juz jestesmy w sferze przenosni wyznaniowo-religijnych. 😉
A teraz zamierzam pomilczec takze z zupelnie innego powodu: za chwile czeka mnie sniezyca z kolejna stopa sniegu, wiec trzeba sie na te okolicznosc odpowiednio przygotowac. Be prepared, jak mowia amerykanscy harcerze. 😉
Oczywiscie, ze nie musi, Vesper. Ale ze striny Przyjaciela moze na taka wygladac. A ja staram sie byc dobrym Przyjacielem, choc rozni durnie lubia mowic, ze Koty prztywiazuja sie tylko do miejsca.
Donosza, ze Tusk tupie, gryzie i drapie po lydkach:
http://wyborcza.pl/1,75478,13444947,Tusk__Gowin_musi_sie_przystosowac__Bedzie_jeden_projekt.html
Dzisiaj będziemy doszlifowywali ten utwór:
http://www.youtube.com/watch?v=Y1hcc1QvM2Q
jest częścią koncertu jaki dajemy jutro dla uczczenia honorowych krwiodawców.
Dzisiaj dedykuję go Koszyczkowi 🙂
Mam pytanie techniczne, bardzo żywo psa obchodzące. Jak Tusk gryzie po łydkach, to się podnoszą krzyki, że jest zamordystą. No to w końcu po mordach gryzie, czy po łydkach? A jeżeli jednak to drugie, czy nie właściwiej byłoby mówić, że jest załydkistą? 🙄
Nie ma sensu pytać w co gryzie Tusk. Sprawa jest jasna: Tusk jest winny!
Jak myślisz, co jeszcze jest winą Tuska?
Pociąg spóźnił się do Buska – wina Tuska.
Podupada kurort Ustka – wina Tuska.
Groch się jakoś marnie łuska – wina Tuska.
W Totku Ci nie wyszła szóstka – wina Tuska.
Zaszkodziła Ci kapustka – wina Tuska.
Cioci Zosi siadła trzustka – wina Tuska.
W szczerym polu uschła brzózka – wina Tuska.
W gardle Ci uwięzła kluska – wina Tuska.
Dyszel złamał sie u wózka – wina Tuska.
Waza stłukła się etruska – wina Tuska.
Zimny deszczyk w oczy pluska – wina Tuska.
Gorzkie łzy ociera chustka – wina Tuska.
Połamała nóżki kózka – wina Tuska.
Księdzu z głowy spadła piuska – wina Tuska.
Polska to kolonia ruska – wina Tuska.
Na stadionach rąbanina – Tuska wina.
Spytasz mnie publiko moja, a cóż to za paranoja?
To katechizm jest prześliczny sporej partii politycznej.
A dlaczego Panie święty ten mój wierszyk nie ma puenty?
W miejsce puenty mgła i pustka – wina Tuska.
W. Młynarski.
Mialam zamiar w niedziele 24. ponownie odwiedzic Salzburg.
Pogoda zniecheca, wiec postanowilam pochodzic po wystawach i w koncu dotrzec do Hofbräuhaus am Platzl.
Przygotowujac sie do niedzielnych wypraw znalazlam informacje:
” Am 24. Februar 1920 wurde im Hofbräuhaus vor etwa 2.000 anwesenden Personen die Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei (NSDAP) gegründet. Sie ging durch Umbenennung aus der Deutschen Arbeiterpartei hervor. Im Rahmen der Gründung verkündete Adolf Hitler das 25-Punkte-Programm, das Parteiprogramm der NSDAP”.
Mam nadzieje, ze zadni „teskniacy” za A.H. nie szykuja zadymy w rocznice. Na wszelki wypadek zaloze jakas koszule i bede „robic” za Rejtana. A piwo i tak wypije, nie warzecy go…
Mar-Jo, na zatrzaski ubierz. Szkoda guzików na jednorazowe rejtanienie, okazji do darcia szat przecież nie brakuje 🙄
Haneczko, tak zrobie. 🙂
Rejtan na zatrzaski 😆
Mar-Jo, tak genialnego pomysłu po prostu nie wolno nie wykorzystać! 😈
Bobiku, wykorzystam. 🙂 🙂
Zaczynam przymierzac sie do pakowania (wyjazd we wtorek). Nie bedzie letko! (Andechs i Ayinger dla pana meza; duzo). 🙂
Hej, Koszyczku! 🙂
Heleno, tu jest tekst, który chciałaś przeczytać o śmiechu:
http://emtesidemeczka.blogspot.com/2013/02/aneta-augustyn-przez-bite-siedem.html
Pies z Wami. To już nie dolewa się tu w pysk a tylko do talerza? I znowu spóźniłem się na ustawkę? Trudno wgryźć się komuś w łydkę jak się mieszka za daleko.
A czy ja się chwaliłem, że w zasadzie w dobrym stanie przeżyłem przeprowadzkę? Czego nie można powiedzieć o moich posiadłościach, ale to tylko przypomniało mi, że czasownik „mieć” jest pomocniczo-urojony.
żeby nie dopuścić do rozróby od razy trzeba lać po pysku zanim ten się otworzy ® foma 😆
Ja razem z Mar-Jo (22 luty 13, 12:20)
Siodemeczko, wielkie Dzieki. Juz sie zabieram do czytania.
Zalacznik do linku Siodemeczki. Czy na taki szalenczy eksperyment ktos sie juz odwazyl w Polsce?
http://www.facebook.com/media/set/?set=a.10151070974191144.434418.567541143&type=1&l=528022794e
Ciekawe, Marku, jak by ludzie reagowali.
Pomału zmieniamy się.
Swietne i tekst i zalacznik!
Sama mysle, ze Polacy (zwlaszcza na prowincji, poza Stolyca) usmiechaja sie dzis znacznie czesciej i predzej niz gdy przyjechalam pierwszy raz po upadku komuny, kiedy nikogo, ale to njkogo nieznajomego nie mozna bylo zgwalcic na usmiech. I tez slyszalo sie wtedy sporo od tych co odwiedzili np. Ameryke, ze tam 'wszyscy na komende i falszywie sie usmiechaja”.
Dzis gdy jestem w Gdyni na ten przyklad to nie mam wiekszych problemow z wymuszaniem usmiechoow w sklepach, poczekalniach fryzjerskich czy na ulicy. Zwlaszcza wyluzowaly sie dzieci, ktore 20 lat temu byly do obcej kobiety nieufne i ponure. Nie unikaja twojego wzroku, zaczepione -odpowiadaja (ja jestem nalogowa zaczepiaczka dzieci :oops:) .
W Stolycy zdarzylo mi sie pare razy zapytac w sklepie czy dyrekcja wyznacza jakies kary peniezne jesli sprzedawczyni niechcacy usmiechnie sie do klientaki lub odpowie na „dzien dobry!”.
Ciekawe, ze po wyjezdzie do Anglii przybysze z Polski bardzo szybko lapia, ze do klienta mozna i nalezy sie usmiechnac i juz ich nie odroznisz od tapety. Choc musze powiedziec, ze w tym bardzo eleganckim polskim sklepie spozywczym, ktory czasami odwiedzam, personel jest jak za PRLu – ponury i mrukliwy. Usmiecha sie jedynie wlasciciel. Ale ja go zasypuje komlementami, wiec moze dlatego. Sprzedawcy natomiast nie daja sie skorumpowac wyluzowanym usmiechem i trzymaja forme.
Ponieważ akcja darmowych uścisków ma już parę lat, mogę zrelacjonować brazylijskie komentarze do niej, uzbierane w kręgach zbliżonych do mnie czyli przeze mnie w kręgach, z którymi mam kontakt. Przedtem trzeba dodać, że Brazylijczycy dotykają się, cmokają się nie oddalając przy tym pupy (a przez to i reszty ciała) na półtora metra do tyłu, klepią się po plecach czy po tym co popadnie i potem wcale nie idą do spowiedzi, choć nadal to bardzo chrześcijański lud i przed każdym zaplanowanym działaniem zauważają słusznie „se Deus quiser” (jeśli Bóg tak zechce). Otóż po odliczeniu komentarzy zaskoczonych („a normalnie to oni nie umieją?”) i wyrozumiałych („no oni tacy zimni są w środku, że nie potrafią się zbliżać do siebie”) zostaje jeszcze parę komentarzy wyrażających przesłanie w stylu „Boże, jak u nich muszą fajnie zarabiać psychiatrzy”.
To wcale nie znaczy, że każde spotkanie ze studentami zaczyna i kończy się uściskami, ale że mnie poklepują z góry (co im łatwo przychodzi, bo młode roczniki są dobrze wyrośnięte) to pełna normalność chociaż nie chadzam z grupami na piwo, bo mi się wyrobił w organizmie antyalkoholowy i nieuleczalny gen.
A u mnie w czasie pobytu w Monachium pojawil sie gen alkoholowy, mam nadzieje, ze uleczalny. 🙂
O, Siodemeczko i Heleno – wielkie dzieki za wynalezienie i udostepnienie tego artykulu! 🙂 Przeczytalam go natychmiast, najpierw sama, a potem z moimi urodzonymi w Ameryce i wychowanymi tu dziecmi. A dlaczego z nimi? Dlatego, ze pytania o to, czemu tyle osob jest smutnych albo niezadowolonych powtarzaja sie za kazdym razem, gdy odwiedzamy Polske. Choc moje spostrzezenia tez sa takie, ze jednak jest coraz lepiej. I przy ostatnim pobycie Gdansk i Warszawa wydaly mi sie jakos pogodniejsze od Krakowa (odwrotnie niz Helenie).
Chcialabym tylko dodac, ze zwlaszcza w malych amerykanskich miejscowosciach, takich jak moja, ludzie usmiechaja sie do siebie wcale niekoniecznie wtedy, gdy tylko chca cos nam sprzedac. Wlasnie bylam na zakupach przed sniezyca. W sklepie rozmawiali ze soba stali i przygodni klienci, w bibliotece usmiechaly sie wszystkie trzy panie bibliotekarki, a wypozyczajacy wymoeniali uprzejme uwagi. Ludzie usmiechaja sie takze zza szyby samochodu, zwlaszcza ze nie jest tu zadna rzadkoscia, ze sie kogos kurtuazyjnie przepuszcza (tu zwyczaje sa rozne w roznych czesciach Stanow, np.w Nowym Jorku i pod nim kierowcy sa mniej cierpliwi dla pozostalych).
Ja tez dzis wpadlam na sniadanie do tej kawiarni tuz przy moim domu, prowadzonej przez dwu Slowakow. Niestety ich wloski ekspres do kawy sie zepsul, czekali na naprawe, a do robionych na miejscu croissantow dostepna byla tylko (bardzoi dobra jak sie okazalo) herbata.
No i w zwiazku z tym klientow procz mnie bylo tylko dwojka: jakas zatopiona w lekturze gazety dziewczyna i mocno starszy pan. Nie pamietam jak zaczelismy rozmowe, ale nagle rozgadal sie na calego i zapytal mnie slyszac obcy akcent gdzie sie urodzilam. Wiec powiedzialam, ze na Syberii, a on natychmiast sie pochwalil, ze „zna Syberie” bo spedzil miesiac w Nowosybirsku. No i uslyszalysmy od niego (ta dziewczyna odlozyla gazete i zaczela sie nam przysluchiwac) bardzo ciekawa i barwna opowiesc o jego podrozy Magistrala Transsyberyjska – siedem dni od Moskwy do Nowosybrska, choc kiedy ja sama pokonywalam te trase, tez Magistrala, to trwalo to 2 tygodnie.
W sumie rozmowa nasza ( mlody wlasciciel Marcel, tez sie wlaczyl) trwala z poltorej godziny. Przy okazji dowiedzielismy sie, ze Marcel nie ma pojecia jaka partia jest u wladzy w Wlkiej Brytanii, ani wogole jakie tu sa partie. O Cameronie nigdy nie slyszal, ale kojarzyl sobie Pania Thatcher „bo kiedys widzial ja w telewizji”. Bylam tym troche wstrzasnieta, bo on wyglada na wyksztalconego chlopaka.
Mila byla ta sesja poranna.
Może to znak, że dobrze mu się żyje, bo nie szuka informacji kogo ma obwiniać 🙄
Co do uśmiechów w sektorze usług: trochę rozumiem brak entuzjazmu na polskich recepcjach i w sklepach. Stosunek płacy do zżartych nerwów na takich stanowiskach w 90% jest niewystarczający. Nie wiem jak jest w Ameryce, ale w Polsce ludzie sobie ubzdurali, że jak pani im mówi, że się czegoś nie da załatwić, to wystarczy na nią pokrzyczeć, żeby się dało. Im głośniej tym lepiej. Im więcej, tym lepiej: co z tego, że poprzednie cztery razy nic nie wskórałam, może za piątym się uda. I tak dalej.
Znam osoby, które widząc nadchodzącego klienta albo słysząc sygnał telefonu są bliskie drgawek.
Brazylijskie studium o zależności między środkiem komunikacji przestrzennej a zdolnością do się uśmiechania
Jeśli odliczyć rasę motocyklistów, która jest wzorowana na jętkach jednodniówkach, Brazylię w zasadzie zamieszkują dwie rasy, pieszych i usamochodzonych. Ci pierwsi są bardziej gibcy, bo chodząc muszą bezustannie robić półobroty bądź to rozmawiając ze współpieszym, bądź to unikając polujących na nich usamochodzonych. Ożywione rozmowy i słoneczko otulające ich skórki wywołuje życzliwość do świata, wyrażającą się częstymi uśmiechami i śmiechem. Nawiasem, ci z nich, co zachowali afrykańskie korzenie, śmieją się gdy czegoś nie rozumieją, bo taki jest bodaj afrykański uprzejmy obyczaj.
Usamochodzeni mają bardzo ciężkie życie, bo albo muszą strofować źle prowadzącego męża albo replikować na bezsensowne zaczepki motoryzacyjne nie rozumiejących samochodów żon albo bluzgać na kobiety, które nie tylko prowadzą samochód z przodu, ale i robią to bardzo powoli. Ponadto bardzo ich stresuje niemożliwość upolowania pieszych, którzy są dziwnie gibcy i zawsze w ostatniej chwili chowają się albo na wysokim chodniku albo za słupem od elektryczności, więc są bardzo smutni i nadęci, do czego zresztą przyczynia się zamarzanie ich w okrutnie klimatyzowanych samochodach.
Członkowie obu grup deklarują, że chętnie by wymienili swą przynależność, ale to nie jest takie proste.
Mysle, ze przelozenie zzartych w pracy nerwow czy wysokosci zarobkow na ilosc czy promiennosc usmiechow nie wchodzi w gre. A jak mi ktos w biurze/urzedzie mowi, ze nie da sie zalatwic, nie proponujac alternatywnej sciezki postepowania, to ja tez mam tendencje do tupania noga, obawiam sie. I to czesto skutkuje i okazuje sie, ze zalatwic sie da. 😳
Podejrzewam Heleno, że nawet tupiąc nogą robisz to z o wiele większą klasą niż wiele osób z którymi ja się stykałam w pracy.
Wszystko zależy od nastawienia ludzi wokół. Kiedy trafiam na zastępstwo na recepcji w dużej firmie ubezpieczeniowej, to dla mnie nie praca, a relaks. Wszyscy uśmiechnięci, rozumieją na czym polegają Twoje obowiązki i jakie masz możliwości. Natomiast wielu klientom (bo studentami tego nazwać nie można) mojej alma mater, będącej również moim głównym pracodawcą, słoma z butów wychodzi już w pierwszym zdaniu. Przykład? Pretensje o to, że dyplom byłej studentki zamiast czekać w dziekanacie sześć lat aż łaskawie go odbierze, został wysłany do archiwum i teraz trzeba kilku dni żeby go znaleźć, wyciągnąć i przygotować do wydania.
Jest jedno miejsce w calej Wlk. Brytanii, gdze mozna tupac do pinkwolonej smierci i nic nie pomoze! I gdzie nikt sie do ciebie nie usmiecha, chocbys go laskotal w piety.
To jest w szpitalu w okienku z napisem Appointments. Tam ci wyznaczaja nastepna wizyte. I jesli nawet lekarz powie ci: musze cie zobaczyc za miesiac, nie pozniej, bo inaczej umrzesz, to nie ma takiej sily aby Bardzo Wazna Osoba siedzaca w takim okienku nad toba sie zlitowala, jesli dojdzie do wniosku, ze nie zaszkodzi ci poczekac pol roku albo dluzej.
A najgorsze jest to, ze Te Wazne Osoby w okienku APPOINTMENTS sa absolutnie nieprzekupne, wiec nie masz po co jej znosic czekolady, koniakow oraz grubo wpypchanych kopert.
Which reminds me: Moniko, co to sa te Lindty Special Edition, bo sie zdenerwowalam?
Ten Dalajlama ciagle usmiechniety, a przeciez nic nie sprzedaje.
Coraz bardziej tez podoba mi sie B16.
Prawdopodobnie grubianstwo nie zalezy od dochodu i to jest nieszczescie jesli ktos pracuje z klientami, a nienawidzi takiej pracy. To jest bardzo trudna praca i nie kazdy sie do nie nadaje. Wyzywanie sie na personelu uslugowaym jest chyba najgorsza forma grubianstwa.
Staram sie mniej warczec, ale jednak czasem cos sie wypsnie. Ogolnie balans jest taki, ze koszyczek funckjonuje niezle juz kilka lat pod berlem nam milosciwie panujacego Piesa.
Życzliwość jest łatwiejsza 🙂
W Polsce też jest Dzień Przytulania, właściwie nawet dwa, bo międzynarodowy i polski:
http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/galeria/1450283,juz-w-niedziele-24-czerwca-polski-dzien-przytulania-przy,id,t.html
No nie wiem, nie każdemu chcę wpadać w objęcia 😕
Przecież nie ma obowiązku 😉
Ufff 😉
No i znacznie ważniejsze. Nie każdy chciałby wpaść w moje objęcia 😆
Moze w zyciu wyglada to inaczej, ale nie podoba mi sie ten polski Dzien Przytulania.
Jest wyraznie ageist. Widac na tych zdjeciaich, ze przytulac mozna tylko mlodych, szczuplych, ladnych, ladnie ubranych i zdrowych.
Też to zauważyłam, Mordko 😉 No ale to pewnie tak na zachętę…
Mnie by to wlasnie dokumentnie zniechecilo aby sie nawet zblizyc do tego miejsca. Stary Kot nie bedzie sie nikomu narzucal i nikogo w objecia nie chwytal.
Niech sie wypchaja.
Oni chyba nie zrozumieli do konca ocosierozchodzi.
Powiem, Kocie, brutalnie: starsi ludzie w Polsce w życiu nie mieliby ochoty przytulać się na ulicy. Raczej uciekaliby w te pędy. Są napięci i nieufni. Więc nie mów, że przytulać można tylko młodych, szczupłych, zgrabnych. Po prostu – oni są na luzie, a starsi nie.
Ja muszę wyznać, że nader często używam uśmiechu, z miłym skutkiem zazwyczaj. Zdumiewa mnie ten tekst Anety Augustyn. A może ludzie widzą, kiedy ktoś uśmiecha się nieszczerze?
Wychodzę z domu, uśmiecham się do sąsiadów (nie wszystkich oczywiście znam, to duża kamienica) do dozorcy czy tam ochroniarza, jak go zwać, zwłaszcza kiedy w dziupli siedzi pan Kazio lub pan Stasio czy Leszek, bo są bardzo sympatyczni. Uśmiecham się do kasjerek w Tesco, żeby miały sympatyczniejszą chwilkę. Kiedy wchodzę do jakiegoś pomieszczenia, mówię dzień dobry i się uśmiecham. Przechodzę koło kogoś w metrze, uśmiecham się i mówię: przepraszam. Ogólnie dobrze się bawię uśmiechaniem.
No dobrze – nie zawsze i wszędzie. Ale często. Taka natura, i juszszsz.
Moze taka jest wiekszosc, ale z pewnoscia nie wszyscy. Mozna bylo troche chocby i przyprowadzic. Albo namowic. A te zdjecia posylaja kompletnie falszywe przeslanie. Jakby organizatorzy zalapali sie na forme, ale nie na ducha happeningu.
To uśmiechnę się jeszcze do Koszyczka wirtualnie 😀 i powiem dobranoc.
Ooo, wypraszam sobie! Jestem starsza i bez oporów się przytulam, aczkolwiek niekoniecznie cieleśnie 😉
Młodzi, szczupli i zgrabni mogą mieć większy problem z moim przytulaniem się, niż odwrotnie. Ja mam w sobie i ich, i siebie. Oni wapniaczkę, której wypadałoby, z okazji, okazać litość 🙄
Uśmiechnięte dobranoc, Pani Doroto 😀
Uśmiechnięte dzień dobry 😉
Podsyłam babeczki z serem i wiśnią z Uczelnianego barku, są wyśmienite.
Jedyna dobra strona takich „dni”, to to że mogą kogoś oswoić z bliskością cielesną i pozytywną energią. Czego w naszym kraju bardzo potrzeba, nawet w tempie one person a year.
Dzień dobry 🙂
Alienor, schrupałam dwie, dziękuję 😀
Dzisiaj potrzeba mi dużo energii: biegam na nartach, biegam z pierwszym jajem (chyba w błocie), skaczę i biegam z drugim jajem (na pewno w błocie) 🙄
Możliwe, że zmieszczę trzecią 😉
Haneczka skacze na nartach z jajem? 😯
Powodzenia Haneczko! 🙂
I dobrego dnia dla wszystkich.
Właśnie wróciłam z narady wojennej, gdzie dwóch starych weteranów namawia innych weteranów do podjęcia ponownej wojny z zarządem spóldzielni.
Nie ma do czego namawiać, bo mieszkańców to kompletnie nie obchodzi, więc niczego się nie zmieni i nie osiągnie.
Zarząd przed sądem chce uzyskać zmiany w nowym statucie w punktach dot. kredytów i inwestycji, tak aby to nie walne podejmowało decyzje w tej sprawie, lecz skorumpowana rada nadzorcza.
Pora na śniadanie.
Dzień dobry 🙂
Zastanawiałem się, czym by Was tu dzisiejszego ranka postraszyć i już mam – dekonstrukcją. 😯
Jak twierdzi biskup Libera, dziś Europę opanowała inna, choć w swoich skutkach być może równie straszna ideologia – ideologia dekonstrukcji, czyli rozkładu rzeczywistości: człowieka, małżeństwa, rodziny, narodu, prawa, moralności, sztuki.
Zatem po śniadaniu i ogarnięciu chałupy mam sobie zamiar radośnie podekonstruować, bo bardzom ciekaw tej nowości. 😈
A na dobry początek może zdekonstruuję babeczkę od Alienor. 😀
Dzień dobry. Zupełnie nie rozumiem, co robi Haneczka z jajami 😯
O mały włos byłaby piękna łajza, Bobiku. Własnie czytałam o tej strasznej ideologii, dekonstruując śniadanie
Ale padło z ust jednego z hierarchów również coś mądrzejszego:
– Można zdewaluować swoje kapłaństwo, można ulec deformacji zawodowej i takie sytuacje znamy w Kościele. Jest rzeczą udowodnioną, że kryzys w Kościele na przestrzeni dziejów wynikał właśnie z kryzysu kapłaństwa – wtórował mu Prymas Polski arcybiskup Józef Kowalczyk
Vesper, ja się jeszcze o nie ani do nich nie modlę, ale jak najbardziej można 😎 http://www.bbc.co.uk/news/magazine-21535942
Gruess Gott! 🙂
Haneczka na lemonie dzisiaj? 🙂
Aaaa, teraz wszytko jasne 😆
Siódemeczko, ja nie tak całkiem się wygłupiam twierdząc, że różne sprawy się nie przyjmą, póki nie zejdą na poziom seriali. 🙄
Mistrzami od kultury prawnej w wydaniu popularnym są Anglosasi. Ale samo puszczenie w TV „Law and Order”, czy „formatu z sędzią” nie wystarczy, bo to jednak inne realia i inny sytem prawny. Musiałoby to być coś swojskiego, co się od razu kojarzy z własnym życiem.
Rafał chce się zemścić na Marioli za to, że rzuciła go dla Darka. Wkręca się do zarządu spółdzielni, w której Mariola ma mieszkanie, przekupując paru jego członków biletami na mecz i kaszanką. Były prawnik Ambroży (po samym imieniu widać, że podejrzany typ), wyrzucony z Izby Adwokackiej za pijaństwo i machinacje, podsuwa Rafałowi demoniczny plan zrujnowania Marioli poprzez fatalne inwestycje spółdzielni. Mariola dowiaduje się o spisku od Oksany, uczciwej absolwentki konserwatorium w Kijowie, która sprzątając u Ambrożego podsłuchała jego rozmowę z Rafałem. Namawia mieszkańców, już i tak od dawna oburzonych ostentacyjnym obżeraniem się kaszanką przez zarząd, do licznego pojawienia się na decydującym o losach spółdzielni zebraniu i głosowaniu przeciw. Kilka dni przed zebraniem jeden z namówionych mieszkańców przypadkowo spotyka w kolejce do lekarza Beatę, drugą z czterech eks-teściowych Rafała i…
Ręczę, że po tym odcinku frekwencja by Wam wzrosła. 😎
Tak, Mar-Jo 😆
Bobiku, czy wiesz, że znosisz złote jajka?
Ojej, wszystko mi się dzisiaj kojarzy 🙄
Biskup ma racje. Dekonstruktywisci to najgorsza zaraza pod sloncem. Odkad wykopyrtnelam sie w Rzymie w budynku Zahy Hadid z oblymi scianami pod nienaturalnym katem do przezroczystej podlogi, to dekonstruktywisci mi zdrowo podpadli. .
Wcale sie nie dziwie, ze wydzielac poczeli jakies okropne miazmaty, jak konstruktywisci przed nimi.
Chyba tez byli w mojej sypialni i zrobili mi w niej taki bajzel, ze konstruowanie jej na powrot zajmie mi cale popoludnie.
Chyba niechcący przegoniłam ich ze swojej garderoby i pewnie dlatego poszli do Twojej sypialni
W moim odcinku wygląda to tak:
Rafał z Darkiem i Ignacem postanowili zrobić interes życia, kupili nieduże mieszkania w spółdzielni na peryferiach, które są oddalone od centrum 15 min. jazdy autobusem, a w przyszłości ma tu być stacja metra.
Dokooptowali jeszcze po paru chłopaków z osiedla i dali się wybrać na kilkuosobowych (w najlepszym razie) zebraniach w poszczególnych budynkach.
Tym sposobem uzyskali większość w 15 osobowej radzie nadzorczej, bo każdy chłopak reprezentuje oddzielny budynek.
Następnie zorganizowano konkurs na prezesa, który jest starym wyjadaczem spółdzielczym i wraz z grupą oddanych (żona) prawników.
Razem postanowili, że będzie się budować.
Ogłosili to pod tytułem budujemy za darmo prawie, tzn. grunty za darmo, a koszt wg. faktycznego kosztu budowy.
Zgłosiło się około 100 osób wietrząc interes do zrobienia.
Te osoby i ich zwolenników dowozi się autokarami na walne zebranie organizowane w odległym klubie WAT.
Większość mieszkańców to są już starzy ludzie i na takie eskapady się nie wybiorą, części jeszcze czynnej zawodowo to nie obchodzi, a około 30% wynajmuje mieszkania.
Proporca na zebraniu jest taka 130 do 50. Nie ma żadnej dyskusji, nikogo nie dopuszcza się do głosu, a jak już ktoś dopadnie mikrofonu i złoży jakiś wniosek, natychmiast jest odrzucany przez tych 130.
Członków uprawnionych do glosowania jest ok. 1400.
Chłopcy z prezesem zaczną budować jeden budynek, a inne grunty chcą wyprowadzić do spółek zewnętrznych. 130 baranów zaćmionych okazją podnosi bezmyślnie rąsie.
Ale 1.200 to nic nie obchodzi, więc dlaczego ja mam resztkę zdrowia zjeść, tym bardziej że prawnicy nie zasypiają gruszek w popiele i ślą do opozycji pisma grożące konsekwencjami prawnymi za działanie na szkodę spółdzielni, a jedną osobę z tego tytułu podano do sądu, bo obraziła spółdzielnie mówiąc, że prezes kłamie.
Takie spółdzielnie, postkomunistyczne sztuczne twory to wymarzony raj dla wszelkiej maści cwaniaków.
W poprzedniej, gdzie pracował nasz prezes, inwestycje zakończyły się gigantycznymi długami i komornicy weszli na konta spółdzielni i ludzie musieli pokryć te długi z własnych kieszeni.
No i co można zrobić?
Heleno, u mnie chyba stale mieszkają na dziko 😯
Mnie i do kompa się wdarli. 🙄 Od wczoraj poszukuję pewnego dokumentu, ale co jakąś kolejną teczkę otworzę, widzę dekonstruktywistę, który wykrzywia gębę w szatańskim grymasie i rękę w łokciu zgina… 😯
Bobiku, może być gorzej. Gdybyś tylko zobaczył, co dekonstruktywiści nieustatnnie wyczyniają na biurku Zosi… 🙄 Wczoraj nawet udało im się wymknąć poza Zosi pokój i przenieść do dużego. Siły już nie mam, by ich ciągle wypraszać
Dobry!
Zdekonstuowalam swieza papaje i mrozone truskawki, zmiksowalam z joburtem i wyszlo pyszne lassi na sniadanie. Zupelnie jakby to bylo lato, ale dopoki nie otworze rolet to mozna sobie pomarzyc!
Przeczytałam przy śniadaniu, że Tym zaczyna tracić dezorientację (bo orientację już dawno stracił). Bardzo mi się spodobało – i chyba pasuje do dekonstruktywizmu jak ulał. 😉 To jeszcze dorzucę demotywację i demoralizację, a potem runę w real w poszukiwaniu słów na inne literki. W Polityce jest bardzo nieprzyzwoity tekst o pierwotniakach (demoralizacja). Tydzień temu posprzątałam i znowu jest bałagan (demotywacja). Rrrrru…!
Vesper, a nie możesz napuścić na nich Furkota?
Te pierwotniaki (i nie tylko one) bezczelnie konstruują wbrew prawu naturalnemu 👿
Wczoraj byłam z bratankiem w sklepie odzieżowym znanej zagranicznej ostatnio dzięki Śpiewakowi sieciówki, coby zanabyć garnitur. Młody- relatywnie 🙂 – człowiek dosyć nietypowy jest.
Dziewczę miłe, aczkolwiek nieuśmiechnięte, uznało że odpowiedni będzie rozmiar 110. Do wyboru było sztuk trzy. I żaden nie leżał dobrze. A zatem poprosiła z zaplecza krawcową na konsultację pod kątem ewentualnych przeróbek. Po konsultacj dziewczę stwierdziło, że niestety nie ma żadnej propozycji dla mojego bratanka i oddaliło się.
Na co krawcowa, stojąca z boku, poprosiła abyśmy udali sie za nią do innego wieszaka, wybrała rozmiar 106 i powiedziała, że jej zdaniem ten rozmiar i fason będą idealne. I tak też było w istocie. Robiła się mała fałdka na plecach z powodu szerokich barów, ale wymagała ona tylko nieznacznej ingerencji. Krawcowa, uśmiechnięta czas cały, poszukała jeszcze koszul z odpowiednio długimi rękawami i widać było, ze jej to zajęcie sprawia wyjątkową przyjemność. Na pytanie, czy zdoła poprawkę zrobić dzisiaj jeszcze, odparła, że niestety nie, bo dyrektor wyjeżdża na urlop i przyniósł jej całe naręcze ubrań z domu i ona musi to dzisiaj koniecznie zrobić.
Nieco sie zdziwiła, jak zobaczyła, że siedliśmy na podłodze zanosząc sie śmiechem i nieco zdezorientowana zaproponowała, że poprawkę może zrobić jej koleżanka, która za chwilę zaczyna pracę.
Pani krawcowa była cały czas uśmiechnięta i widać było, że doradzać i umie i lubi, tylko szefostwo nie przewidziało, że krawcowa wychłynie z zaplecza i będzie miała bezpośredni kontakt z klientem i nie zrobiło jej szkolenia 🙂 . Może i dobrze 🙂 .
Koty są w awangardzie dekonstruktywizmu. Napuszczać można je co najwyżej na ład i porządek. 😈
A takie konstrukcje na moralnej zgniliźnie muszą wszak runąć.
Ja jestem MISTRZEM w dekonstrukcji, mogłabym załączyć foto, ale jestem skromna. 🙂
Mam obietnicę, że futrzane towarzystwo dochodzące mnie wesprze pod koniec tygodnia.
Nie mogę się doczekać.
Dobra historia, Zmoro. 😀
Niestety, ja nie relatywnie jestem bardzo nietypowa i dlatego muszę ścibolić.
Różne fragmenty mam z róznych osób, tak mi się zrobiło. 🙁
Na dekonstrukcję mamy tajną broń w postaci Rysia z Klawiaturą 😉
Zły mnie podkusił i zacząłem dekonstruować ile wlizie. 😳
Dekonstruktywizm, sprawa to znana,
jest bez wątpienia dziełem szatana
i to przez tego podłego gada
tak się na świecie wszystko rozkłada.
Jak żyć ma ciocia albo i wujek,
gdy ktoś im stale dekonstruuje?
Jak naród walczyć ma z biedą chudą,
gdy przefarbuje go ktoś na rudo?
Weźmy ten przykład: biskup z ambony
o moralności głosi natchniony,
która z dusz brudna, która zaś czysta,
a jakiś antykonstruktywista
przez księdza nosem przechodzi wolno,
mrucząc: e, co tam jakaś ramolność,
ja jej kawałków nie będę zbierał,
bom nie Libera jest, a liberał.
Lub inny przykład: z konserwy etyk
małżeństwa chwali wielkie zalety,
tradycyjnego, gdzie mąż to władca,
a tu przychodzi taki rozkładca
i tym pytaniem etyka rani:
co mają z łżeństwa pan oraz pani?
Nie lepszy związek na kocią łapę,
w którym do łżeństwa maleje napęd?
Już z tego chyba wyraźnie widać,
jaką zakałą taka derrida
i że Europa w rękach tych drani
się do imentu zabałagani.
Żeby porządek i ład zachować,
czyny potrzebne są, a nie słowa,
więc wysupłajmy ostatni grosik,
zakupmy drewno, ułóżmy stosik
i konstruktywnym podążmy traktem,
bowiem najlepszym konstrukcji aktem
jest, kiedy w imię Ojca i Syna
smażonym boczkiem pachnieć zaczyna. 🙄
Czasami mysle, ze bylabym niezla w branzy handlowej.
Moim najwiekszym powodem do chwaly byla historia nastepujaca.
Kiedys cos przymierzalam w nieistniejacym juz ale ukochanym butiku w Richmond – Oska. Przebieralam sie w kabince za przepierzeniem, kiedy uslyszalam, ze weszla do malego sklepu nowa klientka z charakterystycznym glosem i powiedziala, ze potrzebuje czegos bardzo pilnie, bo idzie na slub za dwa dni. Wyszlam pokazac sie paniom sprzedajacym (bardzo zaprzyjaznionym, bo pracujacym na komisyjne) i zobaczylam, ze nowa klientka jest faktycznie ta osoba, ktora mnie sie wydawala znajoma z glosu , znana dziennikarka tv i pisarka, lady Lucinda Lambdon:
http://en.wikipedia.org/wiki/Lucinda_Lambton.
POdeszlam do polek z ubraniami i wskazujac na ladny komplet z miesistego jedwabistego lnu, zapytalam, czy to widziala i czy nie byloby to odpowiednim strojem na slibne przyjecie (mnie samej sie to okropnie podobalo, ale nie bylo na wyprzedazy). Zlapala to natychmiast, poszla za przepierzenie i za chwile sie wylonila. Wygladala absolutnie swietnie, co z entruzjazmnem jej zakomunikowalam. Panie sprzedajace dolaczyly glosy, ale mysle, ze lady Lucnda glownie do mnie miala zaufanie, bo bylam entuzjastyczna i spontaniczna. Pokrecila sie jeszcze przed duzym lustrem i widac bylo, ze sie sobie podoba. Placilysmy razem, wymieniajac uwagi o tym butiku. Ona mi podziekowala za wskazanie wlasciwego stroju. To co kupowala bylo kompletem skladajacym sie z zakietu luzno skostreuowanego, bez podszewki i szerokich spodni w soczystym kolorze kremowym.
No i minal rok czy dwa. Az w telewizji pokazuja jakis program, ktory Lady Lucinda prowadzi . I widze , ze kupila sobie jeszcze jeden identyczny zestaw z tego sklepu, tylko w kolorze sliwkowym! Musiala sie w tym bardzo dobrze czuc, skoro dokupila inna wersje tego samego w Osce..
Okropnie bylam z siebie zadowolona. Zadzwonilam do E.. ktora juz slyszala, jak sprzedalam jest kremowy kostium na slubne przyjecie i kazalam ogladac.
Wiec ilekroc opowiadam E, ze znow komus cos w sklepie „sprzedalam”, ona przypomina: A pamietasz jak sprzedalas stroj Lucindzie Lambdon?
Pewnie, ze pamietam, co mam nie pamietac? 🙂
Bobik! 😆 😆 😆 😆 😆 😆
Palikot nabrał uroku po deklaracji Kwaśniewskiego?
http://wyborcza.pl/1,75478,13449495,Feministki_pogodza_sie_z_Palikotem__Prof__Sroda__Niczego.html
Bobiku, cudnie nas zdekonstruowales i rzuciles w miazmaty! 😆 😆 😆
Heleno, Lady Lucinda to osobowosc (podobnie jak jej maz), i piekny okaz angielskiego ekscentryka. Mialam pare ciotek bardzo mi ja przypominajacych, wiec jak ja ogladam to mi sie rozne rodzinne postacie pojawiaja natychmiast w pamieci. No a teraz beda mi sie jeszcze dodatkowo przypominaly jej dwa kostiumy, i Twoja decydujaca rola przy ich zakupie. 🙂
A w odpowiedzi na Twoje wczorajsze pytanie o Special Edition wiesz czego, to jeszcze nie probowalam, ale popieram ogolnie szeroko pojeta metode empiryczna w takich przypadkach (co, jak podejrzewalam, juz sie stalo, chyba, ze obiekt badan noe byl w zasiegu reki). 😉
W lokalnym radiu dzisiaj troche sie placza na temat sniezycy – czy ma byc jedna, czy dwie, ktore sie w jedna zejda, a moze sie jednakowoz rozejda, czy spadnie cala stopa sniegu, czy tylko pol. No coz, trzeba bedzie zyc z ta niepewnoscia, ale w nienajgorszych warunkach, bo przed kazda sniezyca zwykle sie solidnie rekonstruuje zawartosc lodowek. 😉
To Palikot już jest prawie cacy? No, no 🙄
Na razie wygrywają 🙂 W Rzymie leje, ale błota nie ma. Olimpico to porządny stadion 🙂
Na to wygląda, Siódemeczko 😉 . Oglądając ten wywiad z prof. Środą zlinkowany od porzednim wpisem, po raz któryś z rzędu stwierdziłam, że ona live robi zupełnie inne wrażenie, niż poprzez słowo pisane. Jest ciepła, zrównoważona, ostoja spokoju. Ale nagle jej sie znowu wyrwało zupełnie niepotrzebne i brzydkie porównanie ze Stalinem w kontekście pytania o Palikota. Dużo złych emocji powstało i buzują pod powierznią. A szkoda 🙁 .
Natomiast pozytywne jest to, że premier postawił wziąć się za wiosenne porządki i trzepanie dywanów 😉 .
http://polska.newsweek.pl/tusk-do-konserwatystow–robicie-wszystko–zeby-upadl-rzad,101767,1,1.html
Dzisiaj Mordechaj stawia uszy Hamana. 😀
Purim chyba czas zacząć:
http://www.youtube.com/watch?v=A9HbULd67sE
Tak, Moniko, lady Lucinda jest nieslychanie smieszna i ekscenbtryczna, zas jej program Temples of Convenience, o historii publicznych ubikacji w Anglii ogladany wiele lat temu, bedziemy obie z E dlugo pamietaly. W sklpie w Richmond niestety nie byla ekscentryczna, tylko wygladala na troche zabiegana. Trudno – widac nie mozna byc ekscentrykiem 24/7, choc niektorzy sie staraja.
Tu jest jej ladne zdjecie.
http://www.picturespread.net/p889347241/h25fa1fed#h25fa1fed
Siodemeczko, dzieki za przypomnienie nam z Mordla o Purimie. Wylecialo nam ze starych lbow.
O cholera, gdzie ja kołatkę wetknąłem? 😀
Hamana trzeba odeprzeć od blogowych granic siłom i kołatkom! 😎
Precz Hamanie! Trrrrrrrrr!!!!!!!!!
„Przeto wszyscy uciekli…”
Trrr… Slodkich Hamentaschen i milego kolatania wszystkim, a szczegolnie Mordce, bo dzis sie wspomina jego imiennika! 🙂
Tak, Heleno, nikt nie jest ekscentrykiem 24/7, ale jakze taki ekscentryk przeblyskami swojej osobowosci potrafi innym zycie ubarwic. Ten serial o historii publicznych ubikacji w Anglii udalo sie nam obejrzec. Zupelnie jak moja Ciotka A. i Ciotka H. (a jak razem sie zebraly, to nastepowalo komiczne wzmocnienie). Jednym z powodow, dla ktorych tak bardzo lubie moje miasto, jest dostrzegalna na codzien, golym okiem, obecnosc licznych ekscentrykow… 😉
Obowiązkiem religijnym jest w ten dzień pić alkohol aż do momentu, w którym nie można będzie rozróżnić wznoszonych okrzyków: „Niech będzie błogosławiony Mordechaj” i „Niech będzie przeklęty Haman”.
Mam nadzieję, Mordko, że obydwoje ze Starą gorliwie dziś wypełniacie religijne obowiązki. 😎
Jakobyły dyżurny kuchni szkoły podchorążych i nowo przyjęty członek KMKKPR wznoszę dziś toast – Purim Sameach 🙂
Nie jest wykluczone, że przyłączę się do obowiązków Heleny i Mordki. 🙂
Precz z Hamanem!!!
A tak swoją drogą to Rysio mógłby bryknąć spodzimkowo, bo niedługo Go przedwiośnie zastanie 😈
A wiesz co, Piesku, Stara sie ostatnio bardzo zaniedbuje w religijnym obowiazku. Nie wiem co sie jej stalo, moze chora („chora, znaczy sie!”) , ale ani wodki, ani ogorka, co najwyzej samego ogorka bez wodki.
Koniec swiata. 👿
Ogórek bez wódki 😯
Kocie, otwórz Starej barek.
Ja wiem , że ” ani żadnej rzeczy, która jego jest” , ale bez przesady 🙄
Przypomniałem sobie, że w którymś tam roku takie mieliśmy purimowe hasło:
Zły Haman niechaj
z oczu nam znika,
niech idzie straszyć
ojca Rydzyka!
Za to Mordechaj
niech tu zostanie
i jeszcze z nami
wypije banię,
trrrrrr!!!!! 😈
Trrrrrrrrr!!!!!!
Uszy Hamana dla Wszystkich!!!!! 🙂
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13450120,Narodowcy_chcieli_wedrzec_sie_na_wyklad_Adama_Michnika_.html?lokale=krakow#BoxWiadTxt
🙁 🙁 🙁
Zmoro, ci młodzi narodowcy nie odróżniają rady narodowej od rady nadzorczej. Są dobrym materiałem w rękach cyników
Trrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Bardzo fajny ten Michnik. I taki niezdruzgotany, rozumiejacy i optymistyczny. I takiefajne to harcerskie haslo, „jeden dla drugiego”. Swietne. Kiedys napisze jak poznalam Michnika na opozycyjnym obozie studenckim (nieformalnym rzecz jasna)wedrownym w Beskidzie. To bylo w 1977 i Michnik przyjechal do nas na wyklady przy ognisku. Razem z Sewkiem Blumsztajnem i jego harcerska mlodzieza.
Trrrrrr.
Zaraz beda goscie, ktorzy zostaja do jutra. A wieczorem do kina na Royal Family (ale o dunskiej rodzinie krolewskiej). Jak wstane wczesnie to zabrykam po rysiowemu.
Ha, tu też nie ma błota, bo pada śnieg i jest -2 🙄
Waldemar Januszczak! Bogu niech beda dzieki za Waldemara Januszczaka. Polecam „Baroque”.
PS. Okazuje sie, ze bylam poczeta in vitro. Mam feralna bruzde. Od dziecka mam te cholerna bruzde. I wszyscy po mieczu tez te bruzde mieli! Na szczescie w dzisiejszych czasach daje sie ja wypelniac zeby nie byla widoczna.
Ja też pewnie jestem z in vitro, bo też mam bruzdę, chociaż nie powiem publicznie, w którym miejscu. 😳 W każdy razie w to miejsce może mnie ksiądz L. de B. w ramach przepełniającej go chrześcijańskiej miłości pocałować. 🙄
Haman niejedno ma imię. Trrrrrr!!!!!
To duch święty robi bruzdę, jak pług w ziemi. I co tu się dziwować 🙄
Won od moich bruzd 👿 Niech się sam pocałuje, w dowolną własną 👿 Trrrrrrrrrrr!!!
Bobiku, napisałam.
Bry!
Hihi. Na łonie dekonstrukcji mogę złożyć degrengoladę, za to aż osobistom. Chwilowo tylko tyle mam :shame:
Idę ułożyć się w bruzdę sypialną. Bo jest to miejsce, które będzie zapełnione, gdy je zapełnię 😆
re: ” Zarówno Pan, jak i Pańskie dzieci, mają swoje miejsce w Kościele katolickim. Co więcej, bez Was to miejsce pozostaje puste”
Dobranoc!
Całowanie we własną bruzdę zostawmy duchom
„Sorry Polsko” od razu znalazło się na 11 miejscu listy przebojów Trójki.
Na Hamanów narodowców już tyrkaliśmy sporo, ale nie zaszkodzi ich jeszcze raz odtyrknąć. Trrrrr!!!! 👿
Trrrrr Hamany!
Dobranoc 😀
Potyrkałbym jeszcze, bo Hamanów różnych na świecie nie brakuje, ale moje miejsce na legowisku dziś jakoś wyjątkowo nachalnie domaga się zapełnienia. Chyba mu ulegnę. 😉
Bruzd ci u mnie dostatek i ze wszystkich jestem bardzo dumna. A co!
Wysiłkiem i pracom bruzdy się bogacom.
Spijcie smacznie.
Pani Kierowniczka mówi, że uszy Hamana mniam, mniam.
Ma dobrą rodzinę.
Gruess Gott! 🙂
Brykam, fikam przez tereny zasniezone…..
Ale wczesniej kawa dla chetnych.
Bry!
Leje przecież… i się bryja zrobiła zlodowaciała. Brr.
Światła zapalić…
SNIEG 🙂 calkiem nowy 😀 i to duzo 😆
co za zima
brykam 🙂
w Tereny Zielone Zasniezone na sanki trzeba by, albo narty moze
choc gorka malutka taka 🙂
brykam fikam
Dzień dobry 🙂
dziękuję za kawę Mar-Jo 🙂
Nieźle to Koszyczek nabruździł 😉
A my wczoraj koncertowaliśmy. Koncertowaliśmy na rzecz wyjątkowych ludzi. Dawców szpiku.
Organizatorem koncertu „Wygraj życie” były Regionalne Centrum Krwiodawsrwa i Krwiolecznictwa i Ośrodek Dawców Szpiku. Tytuł koncrertu nawiązywał też do Kolejarskiego Klubu Sportowego „Lech”, wspomagającego i promującego dawstwo. Nowa twarz kibica 😉
Poza naszym chórem, dla dawców śpiewał rewelacyjny chór Dysonans i gość specjalny Eleni.
Koncert zaczął się krótkim filmem – rozmowa ze studentką, która w samym środku aktywnego życia, właśnie wróciła z półrocznego popbytu w Chinach, dowiedziała się że ma białaczkę. Dawcy, którzy byli wczoraj honorowani, razem z rodzinami, to ludzie młodzi.
W ramach koncertu odbyła się też premiera gry „Leniwi do szpiku”, promujacej dawstwo
https://www.facebook.com/LeniwiDoSzpiku?filter=1
Gra została wykonana nieodpłatnie.
Podczas takich spotkań czuje się, że świat jeszcze kręci się tak, jak powinien 😆
Miłego dnia 🙂
leniwie ciapie dzem na kanapke, niedzielne na luzie sniadanie
herbata
szeleszcza zalegle gazety
🙂 🙂
na dzisiaj? czy na kazdy dzien? 🙂
http://sphotos-b.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-prn1/71720_494192753950770_928493580_n.jpg
Dzień dobry! Mogę poczęstować hamantaszami 😉 Dziewczyny – moja siostra i siostrzenica zrobiły je z trzema nadzieniami: tradycyjnym makowym, pomarańcz z imbirem (to Róża!) i chyba czarna porzeczka. I jeszcze tradycyjne knysze z farszem a la ruskie pierogi. Smacznego! I nieustające precz z Hamanem! 🙂
Brykają już, dobrze jest. 😀
Rysiu ta notatka (papier, stara maszyna do pisania) jest tak prehistoryczna jak egipskie papirusy.
Chociaż teraz stworzyć komputerowo starodruk też jest łatwo.
Jagodo, szapo ba dla Poznaniaków 😉 .
Nie lubię FB, ale okazuje się, że można go wykorzystać do słusznych celów. Postaram się rozpropagować linka wśród młodych.
Jagodo, stary świat wie, co robi. 🙂
Kierownictwu dziękuję za hojność; hamantasze na śniadanie, wykonane przez Panią Bellę i Różyczkę, pycha! 🙂
Dzień dobry 🙂
Znowu biało. 😯
Poproszę o hamantaszę z nadzieniem pasztetowym. Może być z imbirem. 🙂
Bardzo podziwiam honorowych dawców krwi, szpiku, organów, itd. Sam z powodu pewnych przeciwwskazań medycznych nigdy nie wchodziłem w grę, tym bardziej więc czuję się zobowiązany wobec tych, którzy to robią niejako i za mnie.
Śpiewać na cześć nie mam co, bo już po koncercie, ale mogę bardzo uroczyście zamerdać ogonem. 🙂
Rysiu w B. coś się odseparował od B… a może ten śnieg z wczoraj od nas dotarł do niego? Są zamiecie???
Precz!!!! to do Hamana
U mnie miecie ostro. Za, przed i pomiędzy. Może to ogólnogermańskie? 😉
Tak się zastanowiłem z tym braniem na bezludną wyspę… Ja bym potrzebował zdecydowanie więcej herbaty niż kawy, ale to od zawsze. Natomiast na pytanie „komputer czy książki?” jeszcze kilka lat temu na pewno odpowiedziałbym bez wahania „książki!”, a dziś już raczej byłby to komputer (oczywiście z dostępem do netu). Jedna przyczyna jest bardzo prosta – w komputerze mogę czytać książki (nie szeleszczą, ale trudno, nie można mieć wszystkiego), a na odwrót nie idzie. 🙂 Druga trochę bardziej skomplikowana i chyba jeszcze nie umiałbym jej dobrze opisać. Chodzi mi o coraz większe zżycie się z komputerem, o poczucie „bez niego jak bez ręki”, a często i bez głowy, pamięci, kontaktu ze światem, etc. O jaskółczy niepokój, któremu ulegam, kiedy na dłużej jestem kompa pozbawiony (zwłaszcza jeśli to nie jest z wyboru), albo kiedy mój laptok daje jakieś niepokojące sygnały i boję się, że mógłby – tfu, tfu, tfu! – całkiem wysiąść. O automatyzm różnych odruchów, np. o pierwszą myśl, kiedy czegoś nie wiem – zapytać Sierżanta. Itede, itepe.
Tak, na bezludną wyspę u mnie chyba już jednak herbata i komputer. 🙂
Wyciag z listy naukowcow, ktorzy podpisali apel przeciwko procedurze in vitro:
„doktor Elżbieta Pogodzińska-Mizdrak, Kraków
mgr Barbara Sajdak, Łubno Opace
mgr Agnieszka Przybylska, Szczecin
mgr Piotr Krajewski, WrocĹaw
Prof. Trofim Lysenko, Chelm”
Miczurin nie podpisał? A to Haman! 👿
W kazdej chwili moze podpisac, 😉
O, nawet sie juz pojawil:
mgr Piotr Krajewski, WrocĹaw
Prof. Trofim Lysenko, Chelm
Prof. I.W. Miczurin, Chelm
Chelm w okreslonych kregach ma pewna reputacje…..
My tu wszystko verstehen, my tu przecież też z tych kręgów. 😆
Nie wspominając, Bobiku, o takim drobiazgu, że w laptoku zmieści się ogromna biblioteka.
Dzień dobry 🙂
Wiecie co? Chciałabym zobaczyć ową słynną bruzdę (na rysunku, nie na żywym człowieku) i dowiedzieć się, czy ona dziedziczna 👿 Niech wiem, na co zgrzytam 👿
Uświadomiłem sobie, że nie wiem, na ile Helena zna polskie filmy powstałe po jej wyjeździe, więc tytułem wyjaśnienia – cytat był z „Misia”. 🙂
O. Sorry Bobik. 😆
Za co sorry? 😯 Jako żywo niczym się nie poczułem tknięty. 😆 Poinformowałem tylko.
Haneczko, bruzda może sobie być dziedziczna, ale co to ma mieć wspólnego z in vitro? Kolor ócz jest też dziedziczny. To może ultrakatoliccy lekarze potrafią invitrowca poznać po oczach? 😯
Jakie ładne nazwiska! 😆
Agata Kondzińska na swoim blogu w GW pisze:
„Prof. Piotr Gliński, kandydat na premiera technicznego tej partii, podpisał się pod listem otwartym „w sprawie ograniczania wolności słowa na Uniwersytecie Warszawskim”, gdy władze uczelni odmówiły Ruchowi Narodowemu występów na niej.”
Wcześniej napisała, że Kaczyński odcina się od narodowców, bo publicznie ogłosili jego brata wrogiem Polski za podpisanie traktatu lizbońskiego.
Tu jest całość, jak kto ciekawy:
http://wyborcza.pl/autorzy/1,128996,12541124,,,,405701.html?bo=1
Bobiku, chciałabym wiedzieć, jak daleko zabrnęli w rozpoznawaniu i uznawaniu za gorszych i czy im też do brakowania wystarczy jedna kropla.
Dawno nie pisałem, ale mam zwolnienie od lekarza.
Mówicie o tym specjaliście od in vitro, o nazwisku sugerującym pochodzenie z porządnej rodziny? To normalny hitlerowiec jest, tylko bez Hitlera, taka sierota po wujku Adolfie.
Widzę w necie, że teraz każde miasto tworzy swoje listy protestacyjne przeciwko in vitro.
Rozumiem, że to są osoby, które zrezygnują dla siebie lub dla swoich bliskich z możliwości posiadania dzieci z przyczyn ideologicznych, bo ktoś im powiedział, że jest niemoralne.
Uśś, Wielki Wódz naostrzył dzidę…
Ja rozumiem, że to są osoby, które nie mają zielonego pojęcia, o co w tym całym in vitro chodzi, ale proboszcz kazał podpisywać, to podpisują. 👿
Nie widzę innej możliwości, bo gdyby się kto czegoś dowiedział i sam z siebie zastanowił, to musowo doszedłby do wniosku, że procedura in vitro wcale nie wyręcza Pana B. Ona – tak samo jak zapłodnienie metodą tradycyjną – udaje się, albo nie udaje. Czyli wierzący mogą spoko uznać, że i tu ostatecznie decyduje palec boży. 🙂
vitajcie! Serdecznie mnię rozbawił wiersz Dory . Wcale bym nie wpadła na pomysł aby pies był tak ważny 🙂 i dostojny.
już wolę aby był wesoły i rozbrykany 🙂 /chyba raczej nie jest/
WW sie nie patyczkuje! A co tam.
Zaspalam na brykanie, ale ten ogolnoniemiecki snieg pada nawet in w Ontario i jakos tak jest bosko w piernatach.
Ale juz sie z piernatow wygrzebalam i na sniadanie sie przymierzam do nalesnika ze smazonym jablkiem i syropem klonowym (z wczorajszego deseru).
Polecam wam bardzo dunski fim „A Royal Affair”, bo po prostu swietny. Aktorzy, zdjecia, dialogi (jak dla daroslych, nie pisane w celu przyszlego ladwego dubbingu), po prostu wyszlam oczarowana. Tez interesujacy jest podklad polityczno spoleczny. W osiemnastym wieku dunska konserwa dworska twardo wystepowala przeciwko Oswieceniowym pradom, ktore propagowaly takie nowatorskie i rewolucyjne wartosci jak: brak cenzury, domy dla porzuconych niemowlat i dzieci, zakaz tortur, uwolnienie chlopow, ograniczenie roli Kosciola we wladzy.
Bardzo mi sie zachcialo pojechac z wizyta do pieknej Danii.
in vitro gdy ktoś pisze lub mówi o tym zaraz przywołuje mi na myśl mitologię albo” konia który mówi”/film/ lub Harry Pottera
miłego dnia 🙂
ale mogę się mylić oczywiście chociaż wątpię :):)
Dania to dziwny kraj. Oni tam jacyś tacy spokojni, praktyczni i trzeźwomyślący są, że z natury rzeczy musi to być podejrzane. 😎
Może się dostatecznie ideologicznymi cepami wymłócili w XVIII wieku i to już dla nich nie atrakcja? 😈
U mnie dzisiaj tez snieg, zeby nie bylo, ze ta moja sniezyca przypadkiem zablakala sie gdzie indziej – bo jednak sie noe zaplatala. 😉 Ale to jest i tak sniezyca w wersji light, przynajmniej na nowo-angielskie standardy, wlasnie dobra do wysypiania sie rano w piernatach, jak to zrobil Krolik. 🙂
Tak sobie pomyslalam, czytajac, Bobiku, Twoja pochwale laptoka na bezludnej wyspie, z ktora w duzej mierze sie zgadzam, ze jest jedna zaleta jego braku. Przynajmniej mozna sobie oszczedzic czytania wynurzen o „charakterystycznych bruzdach”… Brrr. Na cos takiego trzeba sporo kolatek.
Tymczasem, korzystajac z tego, ze w internecie mozna tez sobie poczytac poranne gazety z paru miejsc bloskich sercu, znalazlam w Telegrafie ladne podsumowanie cywilizowanej twarzy brytyjskich nacjonalistow:
http://blogs.telegraph.co.uk/news/timstanley/100203917/the-bnp-is-having-another-facelift-but-its-new-poster-boy-jack-buckby-is-just-an-old-school-nationalist/
Jarzębinko, Mister Ed i Harry Potter rzeczywiście byli poniekąd in vitro, czyli w szklanym ekranie. 🙂 Ale skojarzenia z mitologią jakoś nie załapałem. 😳
I jeszcze nowa, australijska powiesc z watkiem dotyczacym autyzmu – ciepla, dowcipna, i przyjeta bardzo dobrze przez samo srodowisko autystow. Na szczescie nie wszyscy na swiecie wesza wszedzie grzechy, wady i bruzdy. U nas ukaze sie dopiero we kwietniu, ale w Guardianie juz o niej pisza:
http://www.guardian.co.uk/books/2013/feb/23/aspergers-novel-1m-debut
Ja też nie. Nie wiem, jaki jest związek między in vitro a bajkami.
Bobiku pomyśl 🙂 a zgadniesz . 🙂 pa
juz idę . 🙂
Jarzębina słusznie zakłada, że na moje myślenie nie ma co liczyć 🙂 Do roboty, Bobiku 😆
Jagodo, szacunek dla Poznaniaków 🙂
ciagle pada 🙂 i zaraz plynie przy +1° 😀
kiepskie brykanie bylo, mokre 🙂 🙂
przewodnik po Warszawie…
http://sphotos-h.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-prn1/542603_392396294189861_693948805_n.jpg
ostatnie piec piw z Majewskiego (chyba?)
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=UwjFeIFmTAM
bywa
Piec piw – swietnie napisane i wykonane. Zaraz jeszcze raz przeslucham.
Zlinkowany artykul o 'kulturalyzie” tez doskonaly.
Szczerze powiem, że lekki szok przeżyłam przy tej wrzutce Rysia z piosenką.
Dałam na FB, zobaczę, co ludzie na to.
Książka o profesorze z Aspergerem zapowiada się bardzo ciekawie 🙂
Szkoda trochę, że teraz, gdy coraz więcej ludzi kojarzy termin i zaczyna rozumieć, z jakimi problemami borykają się ludzie z ZA, zespół Aspergera ma zniknąć z wykazu zaburzeń jako odrębna jednostka i zostać wrzucony do jednego worka z innymi zaburzeniami ze spektrum autyzmu.
Jest to, Siodemeczko, moim zdaniem najlepszy kabaretowy numer jaki widzialam od lat w polskim kabarecie.
Jestem pod wielkim wrazeniem, sporym naprawde. Domyslam sie, ze jest to cos kompletnie nowego, bo stosunkwo malo odslon dotychczas. Tez bede wrzucala gdzie sie da.
Mocne, Rysiu. I dobrze ❗
Chyba nazwa ZA pozostanie. Natomaist, ze jest to ze spektrum autyzmu, to ja juz czytalam wiele lat temu, jeszcze gdy wyszla ksiazka napisana przez zone kogos z ZA.
25 piw na ryj to zdecydowanie za duzo.
Przy „Kabarecie” mi od tej piosenki straszliwe ciarki chodziły i teraz, przy polskiej wersji, też. Może nawet szczególnie w zestawieniu z linkiem od Moniki. Bo też ten cały kulturalizm to właśnie taki niewinny początek jak z jelonkiem czy grillowaniem, ale dość szybko wiadomo, co spod tego wylezie. Brrrr.
Nie mogę się przestać dziwić, że są kupcy na ten towar akurat w Polsce, gdzie po doświadczeniach z „kulturalizmem” w übermenszowskim wydaniu mogłoby się oczekiwać trochę więcej ostrożności i dystansu.
Wiem, wiem. Harcerz jestem. 🙁 😳
Mało, że za dużo, Króliku. Toż to najczystszej wody martyrologia 👿
Irek,
🙂
Tak, Bobik. Zreszta Autor tego felietonu zlinkowanego przez Monike z Daily Telegrapha, powiada, ze tym kulturkampfowcom po jednym piwie jezyk sie rozwiazuje i mowia to co naprawde mysla…
Heleno, ZA był i jest zaliczany do zaburzeń ze spektrum autyzmu, podobnie jak kilka innych jednostek. Według nowej klasyfikacji podobno ma być jednak tak, że nie będzie się tych jednostek rozróżniać, tylko wszystkie opatrywać nazwą ASD (Autism Spectrum Disorder). To jest i dobrze, i źle. Dobrze, bo poszczególne zaburzenia różnią się między sobą czasem bardzo subtelnie, do tego stopnia, że rozgraniczenie między nimi nimi jest niezwykle trudne i w sumie bez sensu. A źle, ponieważ akurat na temat ZA ukazało się sporo popularyzatorskich publikacji, książek, filmów i otoczenie społeczne zaczyna ludzi z ZA coraz lepiej rozumieć.
No cóż, okaże się w maju, kiedy ukaże się nowa, piąta edycja DSM.
Wrocilam z TEJ piwiarni (Hofbräuhaus am Platzl). Rozne mysli chodzily mi po skolatanej glowie w zwiazku z rocznica powstania NSDAP akurat w tym lokalu. Jadlam nieduzo, pilam sporo…. Po trzecim piwie a 0,5 l zaczynam konwersowac w jezykach, ktorych nie znam i sila rzeczy nie bardzo wiem co mowie. 🙂
Poza mna chyba nikt o rocznicy nie myslal, wszyscy swietnie sie bawili. Koszula Rejtana (z zatrzaskami 🙂 ) wrocila w stanie nienaruszonym.
Dzieki za wyjasnienie, Vesper.
W potocznym użyciu Asperger może się jeszcze długo utrzymać, mimo że z oficjalnej klasyfikacji zniknie. To wcale nie taki rzadki przypadek, że profesura swoją drogą, a życie swoją. 😉
Dobrze, że koszula ocalała, Mar-Jo. Może się przydać w kraju. Chociaż to właściwie niedobrze. 🙄
Bobiku, chyba masz racje.
http://natemat.pl/51947,ofiary-traktowane-jak-oskarzeni-oprawcy-kryci-newsweek-o-walce-z-pedofilia-w-polskim-kosciele
O, to polski kabaret potrafi wyrosnąć z dowcipów o teściowej i blondynkach? Coś się zmienia.
Wykonanie bezbłędne. I podejrzewam, że bardzo realistyczne.
Studio Opinii radzi:
http://www.liiil.pl/1361725248,Krotki-poradnik-jak-sobie-radzic-z%A0brunatna-plesni.htm
Z wpisu na tubie wynika, że 5 piw zamieszczono tam prawie dwa lata temu. Rzeczywiście mocne.
Się nie ogląda telewizji, to się nie wie. 😎
To ciekawe:
http://wyborcza.pl/1,75477,13454564,Korea_Polnocna__18_oficjalnych_fryzur_dla_kobiet_.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
A jak się nie ogląda telewizji, to się ma czas na czytanie książek i własnie mi to zaszkodziło.
Bo jest tak. Oprócz mamy Madzi i innych Palikotów widzę w internecie problem koniny w hamburgerach. Problem jest wielki, wszyscy oprócz papieża i Fidela już się wypowiedzieli, spoko, tylko nie bardzo wiedziałem o co chodzi, czy to z jakichś powodów religijnych, czy diabli wiedzą z jakich? Za późnego Jaruzelskiego jadałem koninę i urosłem duży, więc o co chodzi?
No i właśnie czytam sobie jedną książkę, a tam jest wzmianka, że kiedy islandzki parlament w XI wieku uchwalił przyjęcie chrześcijaństwa, przyjął też protokół rozbieżności, a między innymi, że koninę to oni nadal będą jedli. Czyli co, jedzenie koniny do dzisiaj się kojarzy z pogaństwem? 😯
No i teraz mam problem, albo przeczytam tekst źródłowy, co oznacza czas i koszty, albo ktoś się na tym zna i mi wyłoży, albo będzie mnie gnębić.
Gdzieś czytałam, że w hodowli koni stosuje się substancje, których nie wolno stosować w przypadku zwierząt, których mięso przeznaczone jest do spozycia przez ludzi. Obecność tych substancji w badanym mięsie sprawiła, że cała afera wyszła na jaw. Nie chodzi więc o pogaństwo, tylko względy zdrowotne.
i islandzcy wikingowie kilka wieków temu już o tym wiedzieli? 😯 coraz bardziej urzeka mnie mądrość północy
Vesper ma absolutna racje. Wiekszosc koniny, ktora sie znalalzls w lancuchu zywnosciowym to byly konie pracujace, w tym takze wyscigowe. A te sa naszpikowane ogromna iloscia anabolikow, antybiotykow i innej farmakologii. Podobno w ilosciaich, ktore nie powinny zaszkodzic ldziom, ale cholera ich wie. Jak oszukuja, to oszukuja i nie sa warci zaufania.
Mna sprawa tej koniny bardzo wstrzasnela i zrobilam sie okropnie nieufna. Koniec z kielbasa. Koniec w gotowym miesem mielonym! Wole jadac znacznie mniej miesa niz do tej pory, ale wiedziec dokladnie z czego pochodzi. Kur juz jadam bardzo malo, bo z intensywnej hodowli przestalam dawno kupowac, a prawdziwie organiczne i chowane humanitarnie na wolnosci sa drogie i rzadko srzedawane w kawalkach.
W tym kraju najlepsze jest jagnie, ale tez wole kupowac lokalne niz nowozelandzkie, ktore z zamrazalnikow trafia do handlu nieraz dopiero po trzech latatch od uboju.
Nie mam nic przeciwko miesu konskiemu, ale nie kupie jesli nie wiem skad pochodzi i jakie mialo zycie za zycia. Zreszta tu koniny luzem nie sprzedaja, bo nie ma zbyt wielu chetnych, jak twierdza.
W Niemczech oprócz kwestii zdrowotnych bardzo się też liczy sprawa oszustwa. Koniny dodawano do mielonego, bo jest tańsza, ale tajnie. Czyli konsument po pierwsze przepłacał w przekonaniu, że kupuje lepszy towar, a po drugie był oszukiwany co do składu towaru. A niemiecki konsument dostaje szału, kiedy mu nie piszą prawdziwie i ze szczegółami, co wrzuci do żołądka i jest wtedy gotów lecieć na barykady. 🙄
Tutaj podobnie jesli chodzi o stosunek do tych oszustw. Dlatego tak mnie dziwila sprawa podejscia polskich konsumentow do tej soli przemyslowej – opinia publiczna zupelnie nie domagala sie od wladz sanepidu ujawnienia pelnej listy firm, ktore korzystaly z tej soli.
Ale tu sie podkresla jeszcze jeden aspekt sprawy. Taki mianowicie, ze supermarkety sa pod silna presja aby nie podnosic cen istniejacej na ich polkach zywnosci. I to nieustanne wspolazwodnctwo miedzy sklepami -gdze bedzie taniej. KLienci chca miec zywnosc jak najwyzszej jakosci, ale podobno nie sa gotowi placic za jakosc. Stad „cutting the corners” – godzenie sie na gorsza jakosc produkcji w nadziei, ze konsument nie zauwazy.
A podobno nie sposob miec zywnosci dobrej i taniej jednoczesnie.
Tylko bardzo nieliczne sklepy w tym kraju oparly sie tej presji (Marks @Spencer, Waitrose) i dalej stosuja bardzo scisla kontrole jakosci wszystkiego co jest sprzedawane pod ich marka.
Ale nie da sie ukryc, ze sa to produkty nieco, a czasami sporo drozsze.
Wodzu, istotnie w VIII wieku papież Grzegorz III wydał zakaz jedzenia koniny, który utrzymał się do XIX w. We Francji został zniesiony w 1811 przez Napoleona i potem chyba już cała Europa zaczęła go olewać (zakaz, nie Napoleona), aż końcu został odwołany. Czyli rzeczywiście, jak Islandczycy chcieli po przyjęciu chrześcijaństwa dalej rąbać koninę, musieli mieć klauzulę odrębności.
Prawdziwe życie koniny zaczyna się po śmierci
Nie mówiąc o tym, że takie oszustwa mogą być tragiczne w skutkacha dla alergików.
Oczywiscie.
Bardzo dziękuję, Bobiku, za oświecenie. Tak myślałem, że w tej sprawie najlepiej pójść do psa. A już nawet znalazłem polskie wydanie dzieła księdza Thorgilssona, zaoszczędzone 22 zł przeznaczę na pasztetówkę. 🙂
Kochani, piosenka o piwach, choć została wrzucona na tubę 2 lata temu, pochodzi zapewne z 2006 r., ponieważ odnosi się bezpośrednio do tego wydarzenia:
http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,66737
Odkad sie wprowadzilam do swego domu w Zachodnim Londynie byl tu kolo mnie znakomity sklep miesny pana Richardsona. Wszystko co sprzedawali mialo metryke – wolowina z hodowli pana Watsona z Kent, jagniecina spod kolebki Szekspira w Startfordzie, jajka i kury od panswta Goodmanow, w oknie sklepu zdjecia rzeczonych hodowcow i ich dokladne adresy. Wiadomoi bylo jaka lokalna masarnia produkuje jakie kielbasy czy pasztety. Ludzie przyjezdzali z bliska i z dalea do Pana Richardsona, zawsze w niueskazitelnie balym fartuchu, podobnie jak dwu innych sprzedawcow w jego sklepie.
No i Pan Richardson nie wytrzymal konkurencji dwu pobliskich supermarketow i w zeszlym roku sklep przestal istniec. Bo mieso bylo „za drogie” (chociaz np organiczne jaja byly znacznie tansze niz organiczne jaja w pobliskim supermarkecie).
I tak jest ze wszystkim, ze zacytuje AL.
Tak, tam w piosence wspominaja Giertycha.
No właśnie, a Giertych jest już dziś w zupełnie innym miejscu 😛
I, żeby było jeszcze śmieszniej 👿 to stało się odwrotnie niż na to się zanosiło: LPR chciała poprawić sobie reputację, a upadła, a MW trzyma się mocno 🙁
Tu lokalni klienci oceniaja drugi (mial dwa) sklep Pana Richardsona na sasiedniej Northfields Avenue, tez juz chyba zamkniety:
http://www.westealingneighbours.org.uk/WEN-forum/index.php?topic=75.0
W 2006 blog jeszcze nie istniał, więc pierwszej młodości piosenki nie mogliśmy tu przeżyć. 😉
Ale to, że jest nadal/znowu aktualna, raczej jej dodaje wyrazu niż odbiera. Niestety. 🙁
W przemysle zywnosciowym jest okropnie duzo oszustwa i dlatego dobrze jest wiedziec co i skad sie kupuje. Mielone mieso jest oszukac najlatwiej. Ale juz mielismy afery z pink slime, mad cow disease itp. Maly wlasciciel tez moze oszukiwac, ale ma wiecej do stracenia. No i w jego spolecznosci liczy sie opinia, tu pracuje jego zona, jego dzieci chodza do szkoly i tu mieszka jego klient. Jest wiecej do stracenia po prostu. A wielka firma mowi, I am sorry, nie wiemy jak do tego doszlo. Doszlo, bo szlo. Jak konina to moze i inna chabanina tam sie znajduje… Brrr… oraz wrrrr…
nie o koniach, ale……..
http://api.ning.com/files/tVmzSqOjQqMVjJl5rCMIXTLKqDyljVandQTdgU7peVyuxsLP2x38vaCSVC1WkB97UDFyPp9011JhQePAOvkT3nk65Xdn03Bf/dranstreetart13.jpeg
na dobranoc……
http://sphotos-d.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/285226_527475810608734_1762993984_n.jpg
piosenka moze i stara, moze lezala dlugo na tubie, ale jak i Bobika
trzepie mna, raczej jej dodaje wyrazu niż odbiera
pstryk
Dobranoc, rysiu…
Ja nosze koreanska fryzure numer 3.
Dobrze wiedzieć, że Utopya jest w Turcji, nawet jeżeli kilometrów do niej nieskończenie wiele. 😆
Istnieje spore prawdopodobienstwo, ze zamaskowany Michnik w Radomiu napadl sam na siebie:
http://www.liiil.pl/1361744708,Zaprzancy-o-Michniku.htm
Za moją fryzurę Kim by mi chyba łeb kazał uciąć. 🙄 Zwłaszcza pod koniec zimy jest ekstremalnie ekstrawagancka i absolutnie nie do rozczesania. Poza kolorem nic się z północnokoreańskimi wymaganiami nie zgadza. 🙁
Michnika przecież peerelowskie służby świetnie przygotowały do napadania na siebie samego, przewidując, że to się może przydać, kiedy komuna upadnie i trzeba będzie walczyć z prawicą. 🙄
Co prawda to prawda, Bobik. Cala ta prowokacja grubymi nicmi szyta i widac ja jak na dloni.
Przepraszam, bo zajrzałam i widzę, ze Bobik mówi o tańszej koninie, ona wcale nie jest tańsza.
Tu masz ceny żywca w złotych za kg. koniny (6 zł/kg) :
http://konie-pkz.dzs.pl/rodzaje-uzytkowania/miesne/
a w następnym rzucie podam wołowinę (od 5, 37 do 7,37 za młodego buhaja)
Tutaj tańsza, Siódemeczko. I jak ktoś chce ją sprzedawać na niemieckim rynku, to musi dawać niską cenę, bo to tu – w odróżnieniu od Francji czy Włoch – mięsiwo bardzo niepopularne.
Konina w wieprzowinie to zemsta osła za rugowanie go z salami przez wyścigowe anabolizowane świnie. Ale dopóki nie odnajdą kociny w wołowinie, nasze proteiny są koszerne.
Zdaje się konina ma nawet rozgałęzienia brazylijskie, ale jak mam się dowiedzieć całej prawdy jeśli już nie mam odbiornika tv, a do fryzjera chodzę tylko w przestępnych latach?
http://www.portalhodowcy.pl/ceny/ceny-bydla/ceny-zywca-wolowego-polska
Dodać trzeba, że procent pozyskanego miesa z konia jest o wiele niższy niż z żywca wołowego.
Z Polski koninę wysyłamy głównie do Włoch i Francji, bo to jest cenione dosyć drogie mięso.
W Anglii i niektórych krajach europejskich konie są traktowane podobnie, jak u nas koty, czy psy. Są towarzyszem i przyjacielem człowieka i nie jada się ich po prostu.
Czytałam gdzieś duży artykuł na ten temat, ale nie mogę go znaleźć.
Muszę się wyłaczyć. 🙁
Konina jest dodawana wg. autora artykułu głównie z tego powodu, że wolowina jest droga i używa się do wyrobów gorszych gatunków, bardziej tłustych.
Dodatek koniny, która ma silnie ciemnoczerwony kolor wybitnie poprawia wygląd takich mięs.
A tatar był chyba kiedyś tylko z koniny.
Był na Targowej w Warszawie w ubiegłym wieku sklep z koniną i parę razy kupiłam naprawdę piękne mięso. Pamiętam, że mi smakowało i było słodkawe.
Konina jest, jak podaja tu wszystkie media, trzy-cztrey razy tansza od wolowiny na europejskich i amerykanskich rynkach i z cala pewnoscia nie jest uwazana za mieso wyzszej jakosci nz wolowina. Dodawano ja wlasnie dlatego do gotowych produktow, ze latwo ja bylo ukryc, a wychodzilo znacznie taniej.
Znalazłam ten artykuł o koninie, jest ciekawy i wydaje się sensowny.
Jest tam błąd korekty, napisane jest, że Spanghero sprzedało 750 kg koniny, a chodziło o 750 ton:
http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,13415879.html
nikle resztki pozostaly, przyklad z BW.? cale +1° 🙂
brykam
szeleszcze
herbata buch
fikam
poniedzialkowo w Tereny Zielone
do pozycji
S-Bahn czekaj!!!! 😀
brykam fikam
Dzień dobry 🙂
Znowu mi się dziś zanosi na długie dobudzanie wnętrza. A to jest okropnie niewygodne, kiedy zewnętrze już chodzi, gada, na rzeczywistość poszczekuje, w klawiaturę stuka, podczas gdy wnętrze, do Morfeusza przytulone, jeszcze pochrapuje i od nadaktywnego zewnętrza jak od muchy uprzykrzonej przez sen się się ogania. 🙄
No, trudno. Kawa, jeszcze raz kawa i do przodu. 😎
wnętrze wypełnione kawą bulgocze 🙄
Ale nie jest wszystko jedno, jak bulgocze. Czy głośno i ostentacyjnie, jak budzik, czy łagodnie i szemrząco, jak strumyk, co płynie zwolna. 😉
albo rozbija się o boki jak sztorm o burty kutra…
Co za doświadczenia ma ten Foma, wnętrze jak sztorm się rozbija? 😯
Dobra, idę się rozbijać.
Wam przyjemnego, a mnie wydajnego dnia! 🙂
I u mnie kawa bulgoce, Piesy gotowe na poranny spacer, poniedzialek za oknem. Praca czeka.
Milego i wydajnego dnia wszystkim!
Dzień dobry z pracy 🙂
Króliku, do twarzy Ci w tym numerze 3 😉
Bo foma wnętrze ma sztormowe,
które o boki stale tłucze,
grzmi oraz błyska neonowo,
nieposkromione jest jak dżu-cze.
Tu wyje rozszalałą strofą,
tam aforyzmem w skały wali…
Nawet mi mówił stary Beaufort,
że mu dla fomy brakło skali. 😯
Ziemkiewicz potwierdza:
http://wyborcza.pl/1,75478,13458054,Ziemkiewicz__Zadymy_na_wykladach_smierdza_mi_prowokacja_.html#opform13458054
Temu wszystko smierdzi. Jakby sie domyl, to by przestalo.
Obejrzalam na Tubie 2 odcinek (pierwszego nie widzialam) Anny German.
Mam zastrzezenia do roznych raczej drobnych anachronizmow (widac, ze ekipa robiaca serial jest mloda i nie zawsze zna i wyczuwa realia tamtych czasow, chodzi mi o okres wojny), ale trzeba powiedziec, ze pieknie grany i starannie opowiadany.
Troche mnie rozczulilo nagle spotkanie na lawce w parku ( w Uzbekistanie) matki Anny z inna „Anna”, podcieta w charakterystyczny spoosb, recytujacej jej ze swego Requiem:” Eta zenszczina odna, eta zenszczina bolna, muz w mogile, syn w tiurmie. Pomolities obo mnie… ” . OK, licencja poetycka, nie szkodzi, wiadomo, ze AA byla w czasie wojny krotko w Uzbekistanie. Ale w sumie bardzo ladny serial, niezle napisany i dajacy jakies pojecie o sytuacji skazanych na zeslanie rosyjskich Niemcow. Mniej o sytuacji Polakow, ktorych sie tam sporo przewija.
a potem się dziwią skąd ten brzuch. wiadomo, od wewnętrznego sztormu… 😎
Nie wybrzydzaj, Mordo. Mnie się bardzo podoba, że Ziemkiewicz chociaż raz okazał się idiotą pożytecznym, a jeszcze bardziej, że na tej pozycji ustawił go Zawisza. 😈 Bo po wypowiedzi Zawiszy trudno już będzie teorii o lewicowej prowokacji doprawić ręce i nogi.
Ostati raz o „rozpaczy narodowej młodzieży spychanej do narożnika” slyszalem w pazdzierniku 1938 r. roku, kiedy subwersywnym zydowskim dzeciom zakazano pobierac nauki w niemieckich przedszkolach.
Tylko wtedy to sie nie nazywalo oczywscie „akcja uniwersytecka” ani nawet „akcja przedszkolna”, tylko Polenaktion. Odstawiono ich wowczas w liczbie 17 tysiecy wraz z rodzicami za niemiecka granice, co okropnie wkurzylo dziadkow posla Zawiszy.
Władze Uniwersytetu Gdańskiego boją się zamieszek
http://damianmuszynski.natemat.pl/51997,uniwersytet-gdanski-odwoluje-spotkanie-w-sprawie-zwiazkow-partnerskich
😯
o wspomnianej przez Kota Polenaktion malo mowi sie w
Kraju, dlatego tez podesle Wam kilka linkow…….
http://www.bundesarchiv.de/gedenkbuch/zwangsausweisung.html.en?page=1
filmu ktory widzialem przeszlego roku, znalazlem tylko zapowiedz…
http://www.youtube.com/watch?v=7nesCqHSvGM&feature=youtu.be
warto ogladnac, bardzo warto..
a tu jeszcze o ciekawej inicjatywie, ksiazka REWELACJA!
http://www.zbaszyn1938.pl/zbaszyn/
+3°
woda plynie 🙂
po zimie? zobaczymy 😀
Właśnie na fali tych wypędzeń podczas Polenaktion w 1938 znalazł się w Polsce Reich-Ranicki. Wiosną jeszcze zdołał zrobić niemiecką maturę, ale jesienią już miana Niemca był absolutnie niegodny. 🙄
Poseł Munyama dostaje dziś ode mnie Pęto Pasztetówki. 😀 Za żart wprawdzie bardzo ryzykowny, ale akurat jemu wolno było tak zażartować. 🙂
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13456531,Munyama_do_Godsona___Jestesmy_sto_lat_za_Murzynami__.html#BoxSlotII3img
Rysiu, ten sekretarz niemeickiej ambasady w Paryzu, von Rath, zastrzelony w 1938 r. przez Herszla Grynszpana trzema strzalami w piers, byl, jak sie pozniej okaalalo, anyhitlerwcem i w przeddzien zamachu potajemnie prosil wladze Framcji o azyl polityczny. 🙁
Pamietam z glebokiej mlodosci historie opowiadana mi przez Ide Kaminska. W tym transporcie wysiedlonych z Rzeszy polskich Zydow byl m.in. narzeczony jej corki Ruty, Eddie Rosner, wielki muzyk jazzowy, urodzony juz w Niemczech. Wiec mial gdzie sie udac. I na pierwszej kolacji w domu Pani Idy podobno rozplakal sie na widok prawdziwego swiezego masla na stole, bo w Niemczech bardzo, jak wielu innych ludzi wtedy glodowal.
Nie wiem dlaczego z calej opowiesci ten szczegol najbardzoej zapadl mi w pamiec. Moze datego, ze znalam wtedy juz tyle roznych innych historii o glodzie, ze takie szczegoly byly bardzo zrozumiale. Historie o glodowaniu twarzyszyly przez mi przez wszystkie lata dziecinstwa i mlodosci.
Dlaczego zaledwie 90%?
Chyba się pogubiłem. 🙁 Czego 90%? 😯
Populacji.
To trudno oszacować. Sądząc po fizjonomii, taki ksiądz Longchamps etc. wyrabia normę za czterech, jak to policzyć?
Sorry, chyba mię krótkotrwale zaćmiło. 😳
Ten B. de L. dla mnie jakiś taki… piskorzowaty. Zimny i oślizły. Ale to moje prywatne odczucie, nie żaden obiektywny osąd ani opinia eksperta. Żeby nie było! 😎
http://faktypofaktach.tvn24.pl/ksiadz-tlumaczy-sie-ze-slow-o-bruzdach-na-twarzach-dzieci-z-in-vitro,308229.html#autoplay
Co Wy się martwicie polską populacją. Amerykanie to dopiero mają problemy… 🙄
– W Anniston w Alabamie, jeśli kobieta przegra grę w bilard, złamie prawo, jeśli spłaci zakład uprawiając seks z osobą, która zakład wygrała.
– W Harrisburg w Pensylwanii nielegalne jest uprawianie seksu z kierowcą ciężarówki w budce do pobierania opłat za przejazd autostradą.
– W Cottonwood w Arizonie, policja ma prawo wlepić mandat parze, która uprawia seks w samochodzie z przebitymi oponami. Mandat podwójnej wysokości grozi, jeśli stosunek ma miejsce na tylnej kanapie pojazdu.
– W Tremonton w Utah kobiety nie mogą współżyć z mężczyzną podczas przejazdu karetką pogotowia. Kobiecie, która złamie prawo grozi opublikowanie imienia i nazwiska w lokalnej prasie.
– W Oblong w stanie Illinois, karze podlega uprawianie przez parę w dniu jej ślubu seksu podczas polowania lub łowienia ryb…
– W Bozeman w Montanie, uprawianie seksu przed domem po zachodzie słońca jest karalne, ale tylko jeśli kochankowie są nadzy.
– W Minnesocie nielegalne jest uprawianie przez mężczyzn seksu z żywą rybą, a w Utah seks ze zwierzętami nie jest uznawany za sodomię – o ile osoba go uprawiająca nie czerpie z aktu korzyści finansowych.
O, to prawo w Utah niezmiernie mi się podoba, sprawiedliwe jest 😉 . Bo do czego to podobne, żeby taki pies np. czy kaczka płacili jeszcze uprawiającemu za przyjemność.
W tym punkcie sprawiedliwe, ale w innym dyskryminujące. Do czego to podobne, żeby podczas przejazdu karetki mężczyźni mogli sobie dalej uprawiać seks niby nigdy nic, a tylko kobiety żeby musiały natychmiast przestać? 👿
To w końcu co można i gdzie? 👿
W Minnesocie można z martwą rybą. 😛
Czy piskorz to ryba? 😕
Ryba, Wodzu, ale nie ciesz się za wcześnie. W Polsce pod ścisłą ochroną. 😎
Można uprawiać seks z kierowcą ciężarówki obok/na//pod budki do pobierania opłat za przejazd autostradą.
Legalne też jest uprawianie seksu z martwą rybą.
Bobik, przecież temu piskorzu nie ubędzie.
Nie wiesz tego?
Ja się nie cieszę, tylko myślałem, że ministranci mieliby jakieś prawnicze argumenty. 🙁
Mnie najbardziej podoba się taka zabawa, kiedy dobrze jest, jak się młotkiem nie trafi. 😈
He, he, he 😆
Jak się jedzie do tej Minessoty? Czy zwiazek z rybą musi być zalegalizowany czy można na kocią łapę 👿
O legalizacji nic nie było. Zresztą, jak ryba miałaby wypowiedzieć sakramentalne „tak”? 😯