Naukawcy
Naukawców namnożyło nam się co niemiara,
kto żyw, modnym tym zajęciem się ostatnio para,
bo nie trzeba tu poziomu trzymać ni cholery,
starczy drobiazg przed nazwiskiem, ot – cztery litery.
Naukawiec, czy mężczyzną jest, czy też kobietą,
ma starannie przestrzegany naukawy etos,
w nim zasadę zaś, nad Odrą znaną i nad Wisłą:
nie ma takiej bredni, której by nie można wcisnąć,
nie ma bzdury, co nie przejdzie tędy czy owędy,
każdy może sobie prawić dowolne biniendy,
byle – chamstwem popisując się lub groźnym bzdetem –
naukawym swym podeprzeć je autorytetem.
W naukawców gronie łatwo trafić na kanalię,
co przypisze komu zechce jakąś anomalię,
oraz jako oczywistość oczywistą sprzeda,
że człowiekiem jest zarodek, ale nie jest pedał.
W jak najlepszym jest tam tonie hołubić idiotkę,
która eksperymentuje z naukawym smrodkiem
i umysły na teorii swoich cud otwiera,
porykując: Ziemia płaska jest jak twarz boksera.
Innych cudów też nie braknie w naukawych kręgach,
bo bez cudów czegoś dowieść to przecież mordęga,
objawienia zaś rozciągać można niczym gumę,
nie pisnąwszy nic, gdzie wiara jest, a gdzie argument.
W Ostrołęce, czy w Toruniu, czy w Górze Jeleniej,
wszędzie rak naukawości może się rozplenić.
Boli tylko, że ofiarą jego jest nauka,
przyzywana bez litości i prawem kaduka.

Bardzo grozna choroba ta naukawosc, Piesku. A raczej jej najnowszy szczep -pisienza vulgaris schisofrenica, PSVS, Roznoszona droga kropelkowa -wystarczy jedna- dwie kropelki i smrod roznosi sie na caly Kraj. Trzeba chyba sie w maski zaopatrzyc. 👿
[klakier na urlopie]
Na urlopie, to siem czyta to co siem kce.
Przyznam się Bobiku, że tego kolejnego Twego wyrazu oburzenia nie przeczytałem, a tylko przeleciałem.
Jasna Cholera – jakby takiego Bobika zaprząść do innej służby!
Sąsiad dał głos http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/2013/02/02/pawlowicz-jak-kempa/
Kowalczyk też http://kowalczyk.blog.polityka.pl/2013/02/02/jak-sie-dogadac-cz-ii/
A czemu do innej sluzby, klakierze, kiedy ta jest bardzo dobra…
Przyjemnego odpoczynku.
Toz to choroba z gatunku „sekretnych”. A ci panstwo naukawstwo bezczelnie sie afiszuja. Co za czasy!
Bobiku, jak zwykle mistrzostwo, tylko tym razem mam dylemat – nie wiem, czy śmiać się, czy raczej płakać 🙁 .
Śmiech przez łzy, też problemu nie rozwiązuje 😉 .
Czasami Bobik zaprzega sie do innej sluzby: usiluje Klakierowi cos wytlumaczyc, ale z miernym skutkiem. Chyba nie warto.
P. Kowalczyk mógłby podać, że mnie cytuje. 👿 Ale mu wybaczę, skoro tak mądrze pisze. 😎
Zaraz, to ja w końcu jestem na służbie u Szostkiewicza, u Kowalczyka, czy u Agi? 😈
Na sluzbie Prawdy Matki, Piesku. 😈
Bobiku, Ty jak zwykle jesteś forpocztą, 😀 a nie żadne tam „na służbie”.
[klakier na urlopie}
Kot Mordechaj 2 luty 13, 18:37
Czasami Bobik zaprzega sie do innej sluzby: usiluje Klakierowi cos wytlumaczyc, ale z miernym skutkiem. Chyba nie warto.
Bobiku, bardzom się zaprugał, że „usiłujesz” i „z miernym”.
A już bardzo mnie zniszczyło, że TY „Z MIERNYM SKUTKIEM”.
No to ja siem chowam w te urlopowe chaszcze i tylko powiem, że w swych myślach mam, jak zawsze, dobre myśli Bobikowe.
Klakierze, nie przejmuj się, nie wyglądasz wcale na bardziej zapruganego, niż zwykle. 😎
Jak będę musiał robić za rozjemcę, to przepadnie mi kolacja. Chyba nikt tutaj nie życzy mi tak straszliwego losu? 😎
Juz dosyc narozjemales, Bpbiku.
[klakier na urlopie]
Ago – dzięki za wsparcie!
Ale… tak… ja tam zawsze coś powiem… No! Powiedzieć umiem!
I jak trzeba będzie, to Stanę Przeciwko Większości!!!!
Tylko Bobika mi żal – że musi robić przeciwko Rozsądkowi!
OK, Klakier, nie przesadzaj z tym dobrym wychowaniem wzgledem Gospodarza. 😈
[klakier na urlopie]
Nie przesadzam – ja bardzo lubię Bobika!
I nie umiałbym zdefiniować kim jest Bobik.
A definicje, to moja ulubiona Fro… no może to pozostawię – Froma.
Ależ nie ma za co, Klakierze. 😎
Bobiku, też tak mam – jak się rozjem przed kolacją, to mi ta kolacja przepada, bo już się nie mieści. 🙁 Dzisiaj, na przykład, tak się rozjadłam, że zupa ogórkowa skończyła się, ledwie się zaczęła – i kolacji, niestety, nie będzie. 😥 Ledwo mi się deser zmieścił. 😎
Koniak na stole, serdecznie zapraszam, jeśli ktoś jeszcze ma ochotę wypić za to, że Bobik szczęśliwie wymknął się definicji! 😛
[klakier na urlopie]
Za to, że Bobik się wymknął definicji trza łyknąć, jak za zwycięstwo pod Stalingradem, a może i w tej wersji…
http://www.youtube.com/watch?v=dZZZnh8jLrU
[klakier na urlopie]
Nie uważacie, że ci faceci na tym filmie są nie tylko śmieszni w tych gestach przybijania „dachu”, jak też ich przeznaczenia?
w oczekiwaniu na wiosnę koniak z Agą 🙂 😀
Diewczionki!
Wals’
http://www.youtube.com/watch?v=lJaV654NFoU
Ja bym z Aga zjadla talerz tej ogorkowej co juz wyszla. Ale nie mam co marudzic, bo dzisiaj wychodzimy na proszony obiad do Mlodych Ludzi, ktorzy pysznie gotuja.
[klakier na urlopie]
Ogórciewa – to na wierna.
Tak toczna!
Jeszcze przed chwilą miałem mizerię, Króliku, ale też wyszła. Wobec tego i ja mam tylko jedno wyjście – powalcować do Agi, na koniak, za Irkiem jak za panią matką. 😆
Bobiku – ja Cię proszę do walca!
„Komm, mein Schatz, wir trinken ein Likörchen! ” 🙂
U mnie nie wyszly tylko fokstroty.
(Powyzsze to fokstrot z chyba 1920 r.). Sam tytul wart likieru.
Mam nadzieję, że Monika wydobrzała i wirusy nie pokrzyżowały wyjściowych planów.
Jestem po żurku, ciastku bezowym i lodach bakaliowych, a czuję mizerię 🙁
Do walca? Ale ja chwilowo jestem tylko w sprzedaży wiązanej z Irkiem. 😆
Haneczko, wyjdź z mizerii. 🙂 http://www.youtube.com/watch?v=r4t6IMVG3_g
Haneczko, fluidy szły do Moniki nieprzerwanie, z kilku stron świata. A wirusy to sprytne stworzenia. Dobrze wiedzą, kiedy nie mają szans. 😎
[klakier na urlopie]
To Monika wspominała Lamparta Giuseppe di Lampedusa
Vals
http://www.youtube.com/watch?v=Pc6_CoGT3lk
https://mail.google.com/mail/?ui=2&ik=87ce0a8da9&view=att&th=13c8354669c91701&atti0.1&disp=safe&realattid=9862406d95f290d8_0.1&zw
To jeszcze trochę wiosennego deszczu (nie wiem,czy się otworzy…)
Nie otwiera się 🙁
https://docs.google.com/file/d/1luuKO5utCPh3Q5BiTyFK5DS2ZERweRzEFzgxPpyajnGWvf55P0HG69cuhoDN/edit?usp=sharing
To może tak.ale chyba za głupia jestem.
Łabądku, próbujesz nam udostępnić swoją pocztę, albo dokument ze swojego konta.
Musiałabyś podać nam hasła dostępu. 😀
Jak coś fajnego, to przyślij mi w poczcie, zobaczę, jak to ugryźć.
Poczta, jak mój inicjał – małpa – gazeta.pl
To nie tak, Łabądku, wykluczone 🙂 U mnie, od rana, otworzył się deszcz ze śniegiem i żadnych innych nie wpuszcza 😕
Jak walczyk, to walczyk – nie tylko dla Haneczki. 😈
Naród szlachetny z nas oraz w dechę,
wsławiony długą cnót serią,
lecz jedną dziwną dosyć ma cechę,
lubi się żywić mizerią.
Historia nasza, gdzieś od Chrobrego,
to wzniosłych czynów feeria,
ale na co dzień, jak co do czego,
wciąż w jadłospisie – mizeria.
(i wesoło)
Dajmy już spokój donkiszoterii,
drogo sprzedajmy swą skórę,
wyjdźmy z mizerii, wyjdźmy z mizerii,
nie będzie pluł nam ogórek!
Przez wieki całe nie dał nam rady
car, Niemiec, ani też Beria,
bo naszą piętą tylko obiady,
a ściślej mówiąc – mizeria.
Lecz którymś grudniem, albo i styczniem,
warto by sobie wziąć ferie
i choć to może niepatriotycznie,
na coś zamienić mizerię.
(i z przejęciem)
Piszmy na murach i papeterii,
oraz na budzie psa Burka:
wyjdźmy z mizerii, wyjdźmy z mizerii,
precz z dyktaturą ogórka! 😎
No masz, nawet mizerii nie można bezkarnie poczuć ❗ 😆
A to jest na pewno coś fajnego
http://www.youtube.com/watch?v=rLSqbSyGHew&playnext=1&list=PL49AFD9518B2D7275&feature=results_video
Wysłałam do Agi,może ugryzie.Ale to nic takiego,a nawet przekolorkowane.
Nigdy nie lubiłam mizerii, więc nie jestem pod dyktaturą. 😛 długi, długi jęzor
Narozrabiałam. 😎 Ale nie jestem pewna, czy skutecznie ugryzłam. Czy ktoś może spróbować teraz wejść na drugą linkę od Łabądka? Bajkowe te zdjęcia i wyobraźnia radośnie się na nich pasie. 🙂
To na pewno nie jest mizerny walczyk! 😆 😆 😆
Mnie się drugi link od Łabądka otwiera. A cudności tam takie, że naoglądać się nie można. 🙂
Irka krople też były cudne, ale tych od Łabądka jest więcej. 😉
Kot wcześniej pisał, ze pandy jeść nie dostały.
Kocie teraz od 23 minut jest godzina 6 rano w prowincji Syczuana i od takiego czasu jest transmisja bezpośrednia.
Teoretycznie do 8 wieczorem, ale już o godz. 2-3 naszego czasu, nagle zielone, soczyste trawy znikają, drzewo robi się nagim pniem.
Widzę, ze wielokrotnie powtarzają się identyczne sceny i dekoracje. Nie wiem już teraz, kiedy to jest kamera, a kiedy puszczane cięte kawałki.
Taki niespójny i bez sensu jest obraz.
Tylko nie wiem,dlaczego ktoś takie inwazyjne czerwone tła dołożył.
Znaczy, skutecznie narozrabiałam. 🙂 Zaczynam się siebie bać. 😯 Łabądku, teraz każdy, komu poślesz linkę, będzie mógł napaść się kroplami.
Tak, te tła są zaskakująco agresywne. Chyba kto inny robił zdjęcia, a kto inny je utlił…
Ago,jesteś wielka,że nie powiem…genialna!
Dzięki, Ago/Łabądku, już się otwiera. 😀
Fakt, że tła mogłyby być mniej nerwowe. Ale krople jak z Wyspy Skarbów. 🙂
Tła można wyciąć. 😆
Od wycinania to są hołubce, a nie tła. 😎
Uwentualnie nerki…
Eeee, tam, przyziemne takie.
Jakie przyziemne? 😯 Przyziemne są stopy, nie nerki.
Ale stopa wody pod kilem jest z kolei przywodna. Świat nie jest prosty. 🙄
Łabądku, ja Cię pięknie proszę, nie wtrącaj mnie w otchłań rozmyślań o mojej rzekomej genialności, bo za chwilę cały blog będzie miał robotę, jak z bajkową rzepką, żeby mnie z tej otchłani wyciągnąć! 😆 Genialna jest Mt7, bo wie, jak tło wyciąć. 😛
Matko, jakie piękne 😀
Ani myślę wyciągać, będę wtłaczać 😀 Dziewczyny, jesteście genialne i musicie się z tym pogodzić 😀
Ale nie wiem, jak udostępnić prezentację w sieci. 🙁
Jak mnie Małgosia z Przasnysza poprosiła, to zrobiłam z tego filmik na Tubie. 😆
Już wiem, jak to zrobić z poziomu dysku Google.
Można i samą prezentację z poziomu Oficce, ale dosyć to skomplikowane na nocną porę.
Prawda jest taka, ze w necie można znaleźć wszystko.
O, rany! Jaka piekna piesn o mizerii!!!!
Nawet krople deszczu nie wprawily mnie w taki zachwyt jak piesn o miozerii! I takie piekne zakonczenie, optymistyczne!
Weźmy to od pozytywnej strony: dzień był niebanalny i poznańska nauka jednomyślnie pokazała co jest warta. Za nimi pójdą inni, bo takie dobre przykłady nie mogą się zmarynować. Idę robić mizerię, bo mam ogórka i ochotę.
Mizeria przepyszna!!
Przepraszam za otwarcie puszki z techniczną Pandorą.
Ago i mt7,nie udawajcie,że nie jesteście genialne!
Wiecie, ze BBC ma nowego nastolatka piszacego i prowadzacego cudne programy tv. Najnowszy nazywa sie Alastair Sooke, a seria nosi tytul Skarby Starozytnego Rzymu.
Dzisiejszy odcinek nazywal sie Ruja i Porubstwo (Romp and Perversion) i opowiadal o sztuce I i II w. ne (za Tyberiusza, Kaliguli, Hadriana i Nerona).
Lo matko! Polecam bardzo jakby co. Znow nie mozna sie oderwac.
http://www.bbc.co.uk/mediacentre/proginfo/2012/37/treasures-of-ancient-rome.html.
Odrywam się od wszystkiego. Dzisiaj/jutro do roboty. Dobranoc 🙂
Zrobię wyjątek dla mizerii przyrządzonej przez Bobika, niech jej będzie – jest pyszna! 😀
Helenki od rui i poróbstwa nie oderwiesz…
Ja też nie widzę powodu się odrywać 😆
Podobno nalezy to pisac „porUbstwo”.
Mnie to tez dziwi, ale tak kaza.
No faktycznie, popełniłem błąd. Ale tylko przy pisaniu a nie przy zajmowaniu się 😉
Coś do śmichu i usmichu 🙂
http://imgur.com/RhqFKjU
Cicho wszędzie, głucho wszędzie… 🙂
Dzień dobry 🙂 .
http://kozlowskarajewicz.natemat.pl/49357,za-fasada-pseudonaukowych-teorii-kryje-sie-polski-wstyd
Zmoro, trzeba było odespać to anomalistyczne, sprzeczne z tradycją i nieprowadzące do przekazania genów brykanie po mizerii oraz przyglądanie się kroplom deszczu (na które mi epitetów zabrakło, bo kawa jeszcze niegotowa). 😆
Ago, zapraszam na nieekologiczne nespresso 😉 .
Krople deszczu przecudne, zachęcają, żeby się nimi przystroić.
Nieekologiczne nespresso jak najbardziej. 🙂
Wiadro, żadne tam kropelki
Wybieram się po chrust do Kazimierza. Ostatki za pasem. Pączki z różą na czwartek zaklepane.
Chrust taki do kominka? Czy taki żołądkowy?
Komu mizeria temu mizeria.
Tu
najdroższa butelka szampana
Monopole Champagne, rocznik 1907, butelka wyciągnięta z wraku statku Heidsieck & Co. – 275 000$ 🙄
Chrust żołądkowy czyli faworki
Mniam, mniam 🙂
Dzień dobry 🙂
Dziwne stosunki gospodarcze tym Lublinie. Chrust cały w okolicy wyzbierali, że tylko jeszcze jakieś ostatki koło Kazimierza się ostały, ale równocześnie najdroższego szampana na śniadanie serwują. 😯
To ja poproszę takie lubelskie śniadanie, z dodatkiem kawy i gazety. 🙂 Mogłaby być taka gazeta, żebym się przy niej od razu nie zdenerwował, ale takie to już chyba wycofano z handlu.
zmoro, dzięki za linkę do p.Rajewicz. Dobrze mieć potwierdzenie, że inteligencja i spokój wewnętrzny wystarcza, by oprzeć się bzdurze, jakiego by nie była wymiaru.
Ale strony niosące otuchę sąsiadują z bardzo niebezpiecznymi zjawiskami. Oświadczenie Jarosława K., że „Zrobimy wszystko, by przejąć władzę, bo szkoda Polski na takie jak teraz rządy” to wezwanie faszystowskiego lunatyka i gdy pierwsza część zdania pokazuje co on jest wart, druga część mówi jak nie ma on pojęcia o zewnętrznym świecie. I pomyśleć tylko, że owych dwustu iluś tam specjalistów z poznańskiego uniwersytetu to fanclub takiego potworka… To chyba daje im dużo gorszą markę niż jakiekolwiek bzdury, które mogą wygłosić na temat ludzkiej seksualności.
„Zrobimy wszystko, by przejąć władzę”, a nie „zrobimy wszystko, by wygrać wybory”, to wskazuje w jakim kierunku podazaja mysli Psychopaty.
On juz wie, ze wyborow nie wygra, wiec ciekawa jestem jakie pomysly klebia sie w jego chorej skolatanej glowie.
Pandzia Wieksza jest dzis w nastroju bardzo dokazujacym. Najpuerw wdrapala sie i hustala sie calym niechudym cielskiem na drzewie (takim rozwidlonym) ktore jest po drugiej stronie pomostu.
Potem z niego spadla i poszla na taki suchy pien bezlistny, ktory jest po lewj stronie ekranu. Tam tez na czubku dokazywala.
Teraz poszla troche wtrzachnac kijkow bambusowych.
Dzień dobry 🙂
No przecież ma już jednoosobowego premiera i prezydenta. Kto wie, może pan Gliński (aż strach napisać „profesor”) zgodzi się zostać także prymasem 🙄
Pocwiczywszy wdrapywanie sie na latwe drzewka, Pandzia poszla poczwiczyc na trudnym – bo bardzo cieniutkim i w dodatku zabezpieczonym plastikowym rekawem, aby nikt sie na niego nie wdrapywal po proznicy.
Teraz siedzi Pandzia na cieniutkim czubku i sie chwieje.
Pandzia znowu zjechała z drzewa…
Co za cudny zwierzak z tego futrzaka!
Jak patrze na te Pandzie, to rozumiem Stara, kiedy sie na mnie rzuca z pocalunkami (tfuj!).
Jakbyś się, Kocie, rzucił na Pandzię z buziaczkami, mogłoby się nie skończyć na fuju. Ma te ząbki i pazurki!
Na szczescie Pandzie nie odzywiaja sie Kotami, choc czytalem na tej stronie National Geographic, ze Pandzia potrafi zjesc mysze lub innego maleg jadalnego ssaka.
Koty też mają ząbki, a zwłaszcza pazurki. I z niewyjaśnionych przyczyn bardzo im zależy, żeby otoczenie o tym nie zapominało. 🙄
Przeczytalem na tej Pandziowej stronie, ze ich zabki sa spojone ze soba i maja dosc plaska powierzchnie traco-zujaca. To aby latwiej bylo rozprawiac se z tymi kijkami. Podobno trawia zaledwie jedna piata spozywanych bambusow, a reszte wydalaja. Dlatego musza sie odzywiac nieustajaco 12 godzin na dobe.
Ćśśśśśś…
Pandzia śpi.
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/644386_3914274510115_1238375202_n.jpg
Spotkałam nowego kolegę. Siedział na wystawie księgarni na Francuskiej po północy. Stojący za nim „Etos Dworu” wiele mówi o postawie Jego Wysokości…
O kurka, jaki slodki!…
I ten kolor!
Prezes po przejęciu władzy zapowiedział walkę z ateizacją. Oczekujemy szybkiego przerobienia takich świątyń świeckości jak szkoły, uczelnie, czy biblioteki na kościoły lub domy parafialne! Oczywiście obok tak pożytecznej działalności gospodarczej, jak podnoszenie z jednego hektara i przekładanie na drugi. 🙄
Bedzie zmienial Polske bo tak obiecal Mamie i Bratu.
Alikowi najwyrazniej nic nie obiecal, bo Alik by go wysmial i wykpil. Alik byl lojalnym Kotem, ale nie byl kretynem przeciez. 😈
Brat już Polskę zmienił i tego mu nie wybaczę.
Stojący obok Oczytanego Słodziaka „Londyn…” zdradza kierunek najbliższej wizyty na szczeblu. Mordko, szykuj fłagrasy. 😆
Oczywiscie. Czym chata bogata…. 😈
Kocie,
teraz u pandzi jest godzina 22:30, a kamera nadaje obraz do 20:00, więc to, co pokazują, to są nagrania, często bez składu i ładu pokazujące różne pory roku.
Znaczy, trzeba zwracać uwagę, kiedy panna Pandzia ma wychodne? 😉
A obok – Meble zabytkowe – do drapania.
Mysmy z Bratem (ale glownie bl.p. Pickwick) tak zesmy pieknie zalatwili jedna bardzo droga skrzynie obita perskim dywanem i sluzaca za filing cabinet, ze Stara nie wytrzymala psychicznie i oddala ja E. Dzis ilekroc wchodzi do tego pokoju, gdzie ta skrzynia stoi, to odwraca oczy, bo ja, hehe, krew zalewa….
Nie, filmiki są też fajne, tylko bywałam momentami zupełnie skołowana. Drzewo w ciągu jednego dnia kilka razy gubiło liscie, lub pyszniło pełną soczostoscią tychże, to samo z trawą, dlatego ustawiłam sobie zegar ichniejszy, zeby wiedzieć, co oglądam.
Przeczytałam fajny wpis ba Facebooku, osoby, która nosi na szyi łańcuszek z Matką Bożą i Gwiazdę Dawida.
Napisała, że jak jej się znudzi wyjaśnianie, to mówi, że u niej Żydzi trzymają się razem. 🙂
mt7 – ooo, I see…
A ja znalazłem w komentarzach pod Kozłowicz-Rajewską czyjeś wyjaśnienie: nienaturalność’ jest po prostu etykietą nadawaną działaniom ludzkim bardziej złożonym, niż młócenie zboża cepem. 😈
Spodobało mi się, bo odwoływanie się do „praw naturalnych” akurat przez ten gatunek, który wymyślił cywilizację, to jest niezły absurd.
Wieczorem byłem u znajomych. Byli też znajomi znajomych. W sumie oprócz mnie pięć osób. Wszyscy najbardziej katoliccy z katolików. Najpierw było po kieliszku i tatarze, potem rozmowa dotyczyła sfałszowanych wyborach, zamachu na Prezydenta i K. Pawłowicz i tych … , nazwy nie wymienię bo uważam to określenie za niecenzuralne.
Niestety takiego popisu nietolerancji , homofobii, pogardy do innych czy zwykłej nienawiści, dawno nie słyszałem.
Oni , podobnie jak K. Pawłowicz wiedzą lepiej . W zetknięciu z takim światem czuję się zupełnie bezradny. Brakuje słów, jakakolwiek argumentacja traci sens, po kontakcie z takimi ludźmi czuję jakbym był zupełnie sam .
Na marginesie chciałem zauważyć, że Oczytany Słodziak melancholijnie wpatruje się w tytuł „Trafny wybór”. Czyżby też doszedł do wniosku, że żywcem nie ma na kogo głosować? 🙄
Mmmmmmm….pączki z różą….To jeszcze gdzieś na świecie robią takie?
Irek, podrzuć ze dwa tutaj, pod tego szampana będą akuratne 😉
A u mnie wór ze śniegiem sie rozerwał, gdyby ktoś zapotrzebowywał białego puchu, prosz bardzo. Transport we własnym zakresie.
Marku, ja dlatego w pewnym momencie, mimo naprawdę szczerej skłonności do wysłuchiwania nie tylko swoich poglądów, przestałem na blog wpuszczać takie posty, z których od razu wynikało, że z ich autorami żadnej rozmowy ani argumentacji nie będzie – wyłącznie fanatyczne huzianajózianie, klepanie bezrozumnych „mantr” i obelgi. Doszedłem do wniosku, że na to szkoda mi czasu i nerwów, zarówno własnych, jak i całego Blogowiska. Bo wejście w tę „narodową nierzeczywistość” kosztuje strasznie dużo nerwów i pozostawia poczucie jakiegoś kompetnego nonsensu.
I dlatego też dobrze mieć takie gremia, które na ten nonsens są odtrutką. Pewnie, że one – poprzez bycie w ciągłej opozycji do zalewającego absurdu – również z czasem zaczynają być nieco jednostronne, ale ja już wolę jednostronność przynajmniej usiłującą posługiwać się rozumem, od jednostronności, dla której rozum jest najgorszym wrogiem.
Nie mówcie mi o pogodzie. 🙄 Zerknąłem właśnie na ośmiodniową prognozę i poza beznadziejnym, szarym lujem niczego nie mogłem się doszukać. Nie masz, nie masz nadzieje… 😥
A nieee, nie jestes sam, Marku.
Debata na forach jeszcze zaledwie dwa lata temu wygladalaby zgola inaczej niz dzis. Jeszcze bardzo niedawno malo kto umial czy chcial powiedziec pelnym tekstem, ze np adopcja dzieci przez osoby gomoseksualne nie jest koncen Cywilizacji, jaka ja znamy.
Dzis pisze o tym w Studiu Opinii pelnym tekstem nasza Nisia, zas glosow takich mozna spotkac calkiem sporo, choc jeszcze za malo jak dla mnie.
Ale to sie zmienia.
Umyslowa formacja okolopisowska w gruncie rzeczy wie, ze jest na przegranych pozycjach i ze swiat idzie do przodu, ludzie rewiduja rozliczne swe uprzedzenia i myslowe nawyki.
Nie mowie, ze Polska z dnia na dzien sie zliberalizuje w swych pogladach. Ale to sie stanie nieuchronnie, bo tedy zmierza swiat, „lokomotywa dziejow” etc.
Moja Stara tez sie nie urodzila liberalka, zapewniam Cie. Stala sie nia w miare dojrzewania, rozwoju duchowego, zyciowego doswiadczenia, w tym bolesnych sincow, jakie od Zycia dostawala w d.
Kurczę, a ja się urodziłem liberałem i z tego powodu też dostawałem w de. 😯
Jakikolwiek się urodzisz, sińce zapewnione. 🙄
No, tez prawda. Since w de. sa tak nieuniknione jak podatki.
Bardziej. Podatki daje się omijać, jak się ma dużo do opodatkowania. Z sińcami na de nie ma tak, że im ich powinno być więcej, tym łatwiej się z nich wykręcić. 😈
[klakier urlopowany]
Ale Rzym upadł.
[i z powrotem na urlop]
Eee, wielkie mi mecyje. Ja już nieraz upadałem, raz nawet ze schodów i poza sińcami nic szczególnego z tego nie wynikało. 😈
Lepiej być kobietą przewrotną, niż kobietą upadłą. Staram się o tym pamiętać w tych chwilach, gdy jestem kobietą chwiejną. 😎
Wy tu gadu gadu a szatan atakuje. Od Zachodu. Ma dwie groźne twarze. Pierwsza twarz to transseksualizm. Przykładu nie trzeba podawać 😎
Druga twarz to gender. A gender defuniuje się tak:
http://dziecisawazne.pl/rodzice-storm-nie-ujawnili-plci-dziecka/
I skąd ja to wszystko wiem? 🙄 😯 👿
Ta dyskusja, Jagodo, toczyla sie w prasie tutejszej ok 10 miesiecy temu. Rodzice byli dosc powszechnie krytykowani za narzucanie dziecku swojej decyzji. Tu jest np taki artykul:
http://www.theglobeandmail.com/life/relationships/news-and-views/judith-timson/the-genderless-baby-well-intentioned-but-wrong/article2036155/
A tu rozmowa z mama tego dziecka, ktora wyjasnia swoje stanowisko, wcale nie takie rygorystyczne.
http://www.parentdish.com/2011/05/31/parents-of-gender-neutral-baby-storm-speak-out/
Króliku, w Polsce nie było to aż tak głośne, ale trochę się o tym mówiło. Mimo wszystko nie można pojęcia gender sprowadzić do kontrowersyjnego przypadku Storm.
Wystarczy porównać
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gender
http://natemat.pl/49403,pistolet-czyli-kim-jest-poslanka-krystyna-pawlowicz-newsweek-kiedys-byla-szalenczo-zakochana
Najlepsze jest ostatnie zdanie. 🙄
Z takiego pistoletu latwo sobie strzelic w stope.
I see, Jagodo. Nie zrozumialam twojego linku, pomimo, ze umiescilas emotikony! 🙂
Chrust w Kazimierzu nazbierany. 🙂
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/ChrustKazimierski#slideshow/5840787186718760546
Kiedy odchodzi najbliższy pociąg do Lublina? 🙄
Trochę migawek z dzisiejszego spaceru, chociaż pogoda mało fotogeniczna.
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/KazimierzDolny#slideshow/5840789717308120898
Mt7, masz rację z pandą. To jest niestety montaż, ot takie ” made in china” w tym złym znaczeniu 👿
[z przyczajki]
Irek, a Diabła znasz?
Pociąg do Lublina jest zawsze. Mnie też ciągnie w Twoje strony 😉
A ja upiekłem szarlotkę, że palce ( łapki ) lizać. Siostra przyszła i nadziwić się nie mogła. Jabłka wyszły rewelacja. Kupiłem dwa kilo w sklepie, pokroiłem w kawałki, dodałem cukier i sok z cytryny. Wkład do szarlotki jasny jak słońce. Z jabłek przygotowanych jesienią takie dobre nie wychodzi. Co świeże, to świeże 🙂
Do chrustu świetnie komponuje się rum Angostura.
Nisiu, co na to Kongregacja Miłośników Krzewienia Kultury Picia Rumu 😉
W Ostrołęce to nawet jabłka zimą są świeże, a nie tylko profesory.
Irku, wiecej i czesciej prosze!
A moja przyjaciolka z Ojczyzny Rumu ( w domu zawsze robiono na kazde swieta!) woli wodkie Sobieski! Ktorej uzywa do robienia genialnego mojito! Nikt nie robi takiego mojito jak Audrey.
Zdjecia Irkowe z Kazimierza nad Wisla sa przecudne. Odnalazlam nawet okno naszego pokoju wychodzace na Rynek, gdzie spedzilam ostatnie wakacje w Polsce, w lipcu 1968. Tylko, ze wtedy byla to rudera.
Ostatni raz bylam w Kazimierzu chyba ze 12 lat temu. Najbardziej zapamietalam straszliwy stan chodnikow, po ktorych chodzilam na wysokich obcasach ryzykujac nieustannie skrecenie karku. . Myslalam wtedy, ze nie jest to miasteczko dla matek pchajacych wozki z dziecmi czy dla osob niepelnosprawnych.
Czy stan chodnikow sie poprawil?
Chyba skręcenie kostki, a nie karku?
Zdjęcia Irka Z Kazimierza są jak najbardziej standardowe – takich fotek tam się strzela codziennie tysiące.
Irku, wpadaj 😆
Piękne zdjęcia Kazimierza, przecudne krople deszczu i do tego smaczna mizeria Bobikowa 🙂
Jagodo – to nie zdjęcia piękne – to Kazimierz jest piękny.
Lagom, ja tak tylko amatorsko 😳
Heleno, Ty na wysokich obcasach po Kazimierzu 😯
Stan chodników się poprawia, chociaż jest dużo zwolenników pozostawienia ” kocich łbów” / Kocie excusez- moi/ na Krakowskiej
Ad Irek
To był lans – przejdzie od Architektów do Rynkowej, czy się wykopyrtnie?
Łajza z Irkiem na 20:32
Kocie lby sa straszne do chodzenia i do pchania wozkow.
Klakier, czy tam gdzie jestes na urlopie sa kalmki od wewnatrz? 😈
Kocie łby – no tak Heleno – posiadają dość duże spectrum utrudnień
Nie ma kalmek, nikt nie wie, co to są kalmki. Patrzą na mnie, jak na wariata – rozsłoneczniają się, jak mówię, że pani z Londynu o to pyta.
To nie Pani pyta, tylko Pan Kot.
Ktory z obserwacji uwaza, ze klamki przydaloby sie pozdejmac, albo przez dwa tygodnie karmic czyms uspakajajacym, co spowodowaloby, ze pacjent przestanie wreszcie bawic sie szpilkami przy zasiadaniu przy klawiaturze. Bo jest to troche aspoleczne, kiedy co chwila usiluje kogos ukluc.
Kot jeszcze trzyma pazury schowane, ale w kazdej chwili gotow jest je puscic w ruch.
Uprzedzilem. 😈
Jak można pozdejmować coś, czego w założeniu nie ma?
A pacjent przestanie wreszcie bawic sie szpilkami przy zasiadaniu przy klawiaturze…
To mi wygląda na początek jakiejś recenzji muzycznej.
„Uprzedzilem. 😈 ”
Jestem świadomy sytuacji – dobrzy ludzie mnie wykastrowali i na wszelki wypadek wyrwali pazury, a zęby spiłowali, uszy przystrzygli…
W Kazimierzu zima nie bylam jescze, dzieki Irku.
Bywam w K. jak tylko moge, prawie za kazdym pobytem w Warszawie. Jeszcze jakies dziesiec czy moze juz pietnascie lat temu kury chodzily sobie po rynku. Nie do obcasow jest to miasto, chyba, ze do spacerow promenada nad Wisla, skad piekne widoki na wislane zolte plaze i spichleze zbozowe. Za ostatnim pobytem zjedlismy tam schabowego z kapusta i ziemniakami! Inne dania w menu byly raczej wlosko-miedzynarodowe. Bardzo tez jest bukoliczna sama droga z Warszawy przez Wilge, Maciejowice i laki nad Wieprzem:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Dolina_i_rzeka_Wieprz_%28Pla%C5%BCa_%C5%BBydowska%29.jpg
Niestety, nie ma po drodze gdzie zjesc, a nad wiejskimi kosciolami powiewaja trasparenty Radia Maryja. Trzeba miejscami zamykac oczy i zaciskac zeby.
Gruess Gott! 🙂
Moja aparatka nie robi tak ladnych zdjec. Niedobra!!!!!
Wrocilam w formie sopla, trzy herbaty z rumem za mna.
Ile przede mna?
No nie Króliku, błagam, nie!
Helena chodząca w szpilkach po Rynku – tak, ale nie kury!
Psy – o tak psy zawsze chodziły.
Nawet Pies ma swój pomnik na Rynku z wyzłoconym od głaskania pyskiem i fallusem.
Koty to tylko u Hiszpańskiego.
Ja tez nigdy chyba nie bylam zima w Kazimierzu.
W moich czasach wchodzenie do Wisly w Kazimierzu uwazane bylo za nader ryzykowne z powodu czestych w tym miejscu rzeki wirow. Tam stale ktos tonal.
Wtedy, w 1968 r. poznalam tam w Kazimierzu Wazyka i jego corke Kasie, ktorej wlasnie nie przyjeto na Akademie Sztuk Pieknych. Spotkanie bylo przypadkowe, doblam do ich stolika w kawiarni i swoim zwyczajem rozpoczelam rozmowe. Wtedy doiedzialam sie, ze ten starszy pan jest autorem Poematu dla doroslych. Jakbysmy sobie w ramiona wpadli.
Chyba jeszcze tego samego dnia zrobilysmy z Kasia w nocnej knajpie z muzyka bardzo smieszny numer: a mianowicie nauczylysmy cala sale klientow tanczyc hore, wmamiawiajc wszystkim ze to grecki taniec jak w Greku Zorbie.
Wazyk siedzial w kacie z kamienna twarza usilujac nie wybuchnac smiechem.
Kasi juz nigdy w zyciu nie spotkalam, ale gdzies mi mignelo, ze jednak artystka -malarka zostala.
Skoro już te klamko, co ich miało nie być – skradli…
Piękne wspomnienie Heleno – ileż jest tych kazimierskich wspomnień.
Opowiadał mi znajomy mąż znajomej, którego jakiś krewny jest policjantem w K.
Otóż na rynek wjeżdża na koniu znany aktor warszawski mający w okolicy dom i spada z konia, bo jest kompletnie pijany.
Dostaje mandat za parkowanie na Rynku w dniach poza dniami targów.
Mar- Jo, a co tu robi herbata w rumie 🙄
Tak to można w nieskończoność
Irku, juz sie poprawiam! 🙂
Rum podwojny i bez herbaty.
Ja nie byłam w Kazimierzu NIGDY 🙁 I nie wiem, czy mi kiedykolwiek bedzie po drodze…
Irek,
do chrustu niech będzie rum, ale do pączków z różą polej tego heidsiecka rocznik 1909, bo ileż on tam może te bąbelki trzymać 🙄
http://www.youtube.com/watch?v=sywhWiRy-pw
To chyba dla wszystkich i dla każdego.
Wiersze Długosza, obrazy Gnatowskiego – był taki album wydany przed laty.
Irek, to angostura jest rumem?????????????
A wewogle to co Ty mnie pytasz o Kongregację? Przejdź się te trzy ulice dalej i zapytaj osobiście Wielkiego Kongregatora.
Takie dylematy będziemy już niedługo roztrząsać na krakowskich Szantach.
Czy Rum posiada Gender?Ot, temat na dyskusję panelową w pokoju nr łabądek-laseczka-bałwanek…
Alicjo, rocznik 1907. Ten z 1909 jest o 200 000 $ tańszy 😈
O kurka siwa…to ja chcę ten 1907!
A bałwanka mam z czego lepić, sypie i sypie materiałem z niebiesiech…
Nisiu, chyba rum.
http://vito.org.pl/sklep/images/Angostura%205YO.jpg
Ale rozstrzygnąć trzeba w panelu 😀
Ja znam tylko angostura bitters – to sie dodaje do niektorych koktajli.
O, takie cos:
http://en.wikipedia.org/wiki/Angostura_bitters
W Polsce to się pije wszystko, jak podleci – aby sponiewierało.
No bo niczym się różni zdrowa setka od jakiejś agnoskóry.
No chyba tylko cmokaniem.
Na Wysokościach.
– Pani Hrabino, proszę mi wybaczyć zbytnią konfidencję – Pani Hrabina puściła bąka.
– Niemożliwe – nie znam takiego słowa.
Bobiku, ogladasz Jaucha?
O, Boze:
http://wyborcza.pl/1,75248,13342772,Lagodny_wyrok_dla_saudyjskiego_duchownego_za_zgwalcenie.html
Na dobranoc naszym naukawcom
http://www.youtube.com/watch?v=2nWKGbErbuA
Zdjęcia Irka standardowe? No nie wiem. Ja tam widzę umiejętność kadrowania przed naciśnięciem guzika, a nie w fotoszopie, to nawet w czasach przedcyfrowych nie był standard, a co dopiero teraz.
Muszę zapamiętać, żeby w knajpie żądać tylko rocznika 1909. 1909. 1909. Zapiszę sobie. 😈
W knajpie jak najbardziej, ale jak częstuja, to niech bedzie ten 1907 😉
Irek, masz rację, jest jakiś rum Angostura i to w różnych mutacjach. Ale ja, podobnie jak Helena, znałam dotąd tylko gorzką ziołówkę Angostura Bitter, http://open-bar.pl/alkohole/angostura-klasyczny-bitter/275/398
Bratanek przywozi mi ją z Trynidadu-Tobago, a ona stanowi ukoronowanie karaibskich drinusiów.
Autentyczną angosturę poznaje się po zbyt dużej jak na małą flaszutkę naklejce. Podobno przy pierwszej produkcji coś im się popieprzyło, tym producentom (może próbowali produkt) i zamówili etykiety normalnej wielkości. A butelunia mniejsza była. I do dzisiaj tak jest, ta etykietka tak się zagniata od góry.
Dzięki za poszerzenie wiedzy, Kolego Kongregancie vel Kumplu-Rumplu.
Kiedys, 26 lat temu robilam wywiad o katastrofie w Czernobylu z radzieckim jeszcze wowczas lekarzem od medycyny nuklearnej, ktory byl na stypendium w jednym z londynskich szpitali. POniewaz zauwazylam, ze jest wyglodzony ( :roll:) zaprosilam go na obiad do siebie. No i on sie zjawil z butelka Sowieskogo Szampanskogo.
Ta butelka nigdy nie zostala otwarta. Stoi u mnie w kuchni, troche juz ( a nawet mocno) zatluszczona i zakurzona.
Gdyby ktos mial mi do zaoferowania jakas przyzwoita cene (moze byc trzycyfrowa, choc czterocyfrowa bylaby lepsza) to jestem gotwoa wystawic ja na licytacje. Jest juz z pewnoscia zabytkiem. Szampanskoje jest polslodkie (dlatego nie zostalo do tej pory otwarte). Rocznik 1986. Mise en botille en chateau.
Drodzy,
przepraszam, że znowu ze świństwem, ale dostałam to via zagranica. Pani Bożena Dykiel w całej swojej krasie. Bynajmniej nie aktorskiej niestety 🙁
http://www.youtube.com/watch?v=FpgejWBrtek
Komentarze pod spodem też niczego sobie.
Dobra pani! Chce „edukowac widownie” jak deklaruje.
Zdumiewajace jest, ze nikt nie oponuje, nie przerywa…
Dzięki, Irku, duża przyjemność na koniec dnia, te Twoje zdjęcia. 🙂
Nie, Heleno, ktoś próbował, pani Dykiel dlatego powtórzyła swoje 'zabawne’ określenie.
Dobry wygląd ma, to co się będzie szczypać?
Leo Kantor napisał już do KRRiT, niestety nie mieszkając w Polsce i nie kojarząc aktorki przekręcił jej nazwisko:
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
Departament Prezydialny KRRiT
Skwer Ks. Kard. S. Wyszyńskiego 9
Szanowni Państwo,
Nowy czasownik w języku polskim „pożydzić” w TVN, wizerunek Polski w świecie
Spójrzcie państwo na tę edukacyjna stronę TVN w wykonaniu aktorki Pani Dylewskiej.
Bardzo mi zależy żeby Pani Bożena Dylewska skomentowała swoje wystąpienie.
Proszę nadać tej sprawie jakiś tryb wyjaśniający. A może producent programu przeprosi w formie ogłoszenia np. w Gazecie Polskiej tych ostatnich 300 Żydów w Warszawie 90 we Wrocławiu i 30 w Szczecinie, którzy razem z Polakami zanoszą swoje emerytury do apteki.
Poniższy ”zwiastun” krąży już po świecie i kształtuje „pozytywny” obraz Polski, niestety.
Z wyrazami szacunku
Leo Kantor
Sztokholm
Chairman, The International Culture Forum
Nieoponowanie, zwłaszcza w sytuacji gadanej publicznie i na żywo, może być skutkiem zaskoczenia. Na jakieś niespodziewane dictum ktoś w pierwszym momencie można tak zgłupieć, że języka w gębie zapomina, a za chwilę, kiedy rozmowa już potoczyła się dalej, nie bardzo wie, jak do sprawy wrócić.
Ale dla Dykiel to już żadnego usprawiedliwienia nie znajdę. Niedoczekanie! 👿
Wyroku w Arabii Saudyjskiej nawet nie umiem skomentować. To już taka zgroza, że słowa się rozbiegają po kątach.
Czuję się wyedukowana przez panią D.
Od jutra mówię „utażsamiać”.
Bobiku, ja mogę pomóc szukać tego usprawiedliwienia… Moze ona spojrzała w lustro i zobaczyła, co charakteryzatorki jej wymalowały na obliczu.
Mam nadzieję, że Pan Leo Kantor doczeka się odpowiedzi.
Nie mogę komentować wyroku. Rano myślałam, że mogłabym czasami kogoś zabić. Nie chcę tak myśleć.
Z angosturą zetknąłem się pierwszy raz w którejś z mniej znanych powieści Hemingwaya (nawet już nie pamiętam jej tytułu, ale pamiętam, że dość słaba była). Bohater stale przesiadywał w barze, chyba w Hawanie i rąbał jeden koktajl za drugim. Skład tych koktajli był opisany niemal tak dokładnie jak u Wieniczki i niemal w każdym występowała angostura. Niestety, Hemingway nie raczył określić, czy był to ten rum angostura, czy ta angostura bitter, wykazując w ten sposób wyniosłe lekceważenie dla spraw genderowych, czego zresztą po reprezentancie literatury machistowskiej można się było spodziewać.
Ale przynajmniej nasz Wieniczka był prekursorem jasnego podejścia w sprawach pciowych i gender politury do drewna nie budzi najmniejszych wątpliwości. 😈
Mar-Jo, nie oglądałem Jaucha. A co było?
Nie wiem, czy coś przegapiłem, czy też faktycznie o Nisi w SO była tylko mowa, ale nikt nie zlinkował? To ja na wszelki wypadek dam linkę, najwyżej będzie drugi raz:
http://studioopinii.pl/monika-szwaja-nienawisc-i-okrucienstwo/
Oczywiście zgadzam się w pełni z Szanowną Autorką. 🙂 Też nigdy tego nie mogłem zrozumieć, że „obrońcy moralności” woleliby już raczej zostawić dziecko do pełnoletniości w bidulu, niż zgodzić się, żeby miało dwie kochające mamusie lub dwóch tatusiów.
Lecę do łożnicy, bo muszę jutro nabyć wreszcie jakiś materiał na przyodziewek.
Dobranoc, Bobiczku. 🙂
Dobranoc śpiącym, dobrej nocy nieśpiącym. Rozróżnienie cienkie, ale nie wątpię, że P.T. Publiczność je złapie. 🙂
Irek, widzę, że pobierałeś u Rysia lekcje pucowania klawiatury. Efekty imponujące, chyba sam się zapiszę na te berlińskie kursy..
Nawiasem, zamierzałem wyłysić moją klawiaturę i kupiłem pędzel, którym zamierzałem odwłosić ją we wszystkich szparkach. Niestety pędzel był tani i dopiero teraz wiem co to jest owłosiona klawiatura.
O rzeczach niemiłych mówić nie będę, bo nie wiadomo od której trzeba by zacząć, więc lepiej nie zaczynać.
Pani D. chce wychowywac widza, a tymczasem jak zwykle, zaczac nalezy od siebie… A komentarze rzeczywiscie w wiekszosci dobre na wymioty.
Dla kobiet i dziewczynek Arabia Saudyjska jest jednym z najgorszych krajow swiata.
Angosture uzywalismy do koktaji, ale to bylo bardzo dawno temu, jak jeszcze pijalismy koktajle… Na Bermudzie podawali nam dosc w sumie slodkawy rum swizzle, z rzeczona angostura. Stamtad angosture przewiezlismy, choc jest u nas w sklepach. W Ontario rum swizzle juz tak nie smakuje jak na rafie koralowej… Ja, z moja dyslekcja, dlugo pisalam agnostura.
Ostatnie zdanie w tekscie Nisi, pytanie do czytelnikow, oddaje samo sedno rzeczy.
Jat jakos tak, ze, za wyjatkiem Dalaj Lamy, nie znam zadnego przywodcy religijnego, ktory wydawalby sie dobrotliwy i pelny milosierdzia i wspolczucia. Ostroleka musi sie wziac troche w garsc: i Pawlowicz i posel Czatroryski. Moze to wina wody w Ostrolece.
Jakie by życie było cudne i łatwe, gdyby Bobik mógł po prostu POGRYŹĆ ICH WSZYSTKICH…
W niektórych przypadkach sama bym się chętnie dołączyła.
A dzieci są najsłabsze z najsłabszych, więc mało kto o nie dba. U nas dziecko nie jest człowiekiem – tak mi mówi moje doświadczenie starej wiedźmy.
Dobrej nocy, Koszyczku.
Króliku, ależ z Ostrołęki jest łasuchowy Miś Kurpiowski, łagodność sama! Tam się chiba cuś nierówno rozkłada…
Jeszcze coś mi się przypomniało. Ja należę do tych, którym zdjęcia Irka bardzo się podobały, ale okej, rozumiem, że gusta są różne i komuś innemu mogły się nie podobać. Tylko za Chiny nie rozumiem, po co wrzucać o tych zdjęciach uwagę w tonie lekceważąco-pogardliwym? Czy wynika z tego cokolwiek poza przykrością dla Autora? Czy załatwia jakąś sprawę? Poprawia atmosferę? Jest dowcipne i błyskotliwe? Stawia w lepszym świetle krytykującego? W żadnej z tych rubryk nie postawiłbym krzyżyka. 🙄
Jeżeli coś tworzone jest z myślą o odbiorze publicznym – zgoda, podlega krytyce, również ostrej (byle uczciwej). Dlatego jak ktoś mi schepie wpis, powiem sobie „trudno, Bobik, zachciało ci się publikowania w necie, to musisz ponieść konsekwencje”. Ale nawet w przypadku takiego wytwora publicznego raczej jest przyjęte, żeby autora dźgać w odpowiednim miejscu i czasie (np. też w publikacji, czy podczas jakiegoś sympozjuma), a nie na imieninach u cioci, bądź podczas spaceru z pieskiem (albo pieska z człowiekiem). A już kiedy chodzi o zdjęcia całkowicie prywatne, prezentowane tylko dla uradowania grupy blogowych znajomych, podczas towarzyskiej pogawędki, nie ma żadnej konieczności, żadnej „społecznej potrzeby”, żeby wobec autorów zachowywać się nieuprzejmie. Jak się nie podobało, można po prostu nic nie powiedzieć, albo ograniczyć się do uwag rzeczowych, sformułowanych tak, żeby nie urażały.
Wiecznie wracam do tego tonu, który robi muzykę, ale co poradzę, że on naprawdę robi? 😉
Dorothy Day, Martin Luther King, Thich Nhat Hahn, Desmond Tutu, Jim Wallis, albo pierwszy gay bishop w Kosciele Episkopalnym (amerykanska odnoga Kosciola Anglikanskiego), Gene Robinson z pobliskiego New Hampshire, Kroliku…
O rzeczach niemilych tez dzis mowic nie bede, zeby sie nie oslabiac w dalszym ciagu walki z wirusem, albo moze juz i z post-wirusem, w kazdym razie z czyms. Ale do teatru wczoraj jednak dotarlam, i warto bylo, bo spektakl byl naprawde bardzo dobry, i publicznosc, dosc wybredna, zasluzenie dala aktorom stojaca owacje (moze dobre fluidy dotarly i do aktorow?). 😉
Bardzo piekne zdjecia, Irku, podobnie jak zdjecia Marka/Lagom, ktore sobie pare dni temu obejrzalam.
A tutaj – zamiast (albo obok) pand do poduszki – amerykansko-angielsko-niemiecka historia pluszowych miskow:
http://www.bbc.co.uk/news/magazine-21265701
I jeszcze biskup Robinson, w wywiadzie z Terry Gross z NPR:
http://www.npr.org/2013/01/14/169066917/retired-bishop-gene-robinson-on-being-gay-and-loving-god
No, wlasnie, Bobik. Mnie sie tez zrobilo przykro po tych lekcewazacych uwagach, zwlaszcza, ze nie byly takie pierwsze od wczoraj.
I mozesz myslec, ze jestem cynicznym Kotem, ale wydaje mi sie, ze byly one, te uwagi obliczone na sprawienie przykrosci. I zadne przemawianie do rozsadku nie pomoze. Obym sie mylil.
Ciesze sie, ze Monice udalo sie jednak wybrac na spektakl. A co to bylo?
Dzieki, Moniko za przypomnienie innych.
A tobie Bobiku dzieki za caloksztalt i za @1:58.
To byl Sluga dwoch panow Goldoniego, Mordko, naprawde brawurowo zagrana commedia del’arte w wykonaniu Yale Rep, z doswiadczonymi aktorami z American Repertory Theater. Sala byla rozgrzana takze przez ich liczne i dowcipne improwizacje, (jak najbardziej mile widziane w tej formie teatralnej) mimo, ze na zewnatrz dul bardzo zimny wiatr od oceanu (co moim wirusom zapewne nie pomoglo, ale czego sie nie robi dla sztuki). 😉
Nisiu, ten Mis dla rownowagi nie moze opuscic Ostroleki! jest on tam niezbedny! Mam takie ciche marzenie zeby sie najesc z Misiem jego wlasnolapnie zrobionymi pierogami, a na deser drozdzowym ciastem!mniam!
Goldoni!!! How nice!
Dobry Truffaldino?
Dzien dobry. 🙂
Bobiku, wrzucam linke do G. Jaucha (1 godzina):
http://daserste.ndr.de/guentherjauch/guentherjauch277.html
Dzień dobry 🙂
Głaskanie mojego całokształtu w lutym jest okropnie pracochłonne, bo moje futro podczas zimy rośnie wzdłuż i wszerz. 😳 Lepiej zaczekać do kwietnia, kiedy to zwykle następuje strzyżenie i całokształt wraca do normy. 😀
Poranek znowu szary i lujowy. Nic, tylko żłopać kawę, pożerać bułę z rodzynkiem i melancholijnie wzdychać.
Rozrywkowe pogonienie Kota nie wchodzi w grę, bo Kot leży na kaloryferze i też wzdycha. 🙄
Mam nadzieję na dobry dzień, czego i Wam 🙂 życzę.
Muszę udać się po tkaniny. Niby wiem osomichodzi, ale nigdzie nie ma nawet przybliżonych kolorów.
A ceny są bez sensu.
Delikatna, cieniutka wełna z jedwabiem kosztuje 200 zł i acetat (przetworzona makulatura za pomocą acetonu) też 200 zł.
Nie lubię wiskozy, a teraz to szlagier cenowy droższy od jedwabiu.
Czy ja już zupełnie się nie nadaję do teraźniejszości?
Mar-Jo, dzięki, choć tak się złożyło, że późną nocą jeszcze trafiłem na powtórkę i obejrzałem sobie prawie całość (bez pierwszych chyba z 10 minut) na dużym ekranie. Ale dam linkę Panu Administratorowi zamiast kolacji. 😆
Dla nieniemieckojęzycznego Ogółu: w lince jest telewizyjna dyskusja nt. ostatniego skandalu z odmówieniem zbadania zgwałconej kobiety przez katolicki szpital (bo mogłaby zażądać pigułki po), a szerzej o stosunku Kościoła do życia i ludzi do Kościoła. Moderator do dyskusji zaprosił landową ministerkę zdrowia z partii Zielonych, neutralnego lekarza ginekologa, katolickiego fundamentalistę i aktywistę prolifowego, szefa Caritasu, któremu podlegają katolickie szpitale, katolicką dziennikarkę, która ostatnio wystąpiła z Kościoła i biskupów, którzy jednakowoż odmówili wystąpienia w programie.
Jak można wnosić z tego zestawu, reprezentowany był tzw. szeroki wachlarz opcji światopoglądowych. I tu się zaczyna bajka o żelaznym wilku – nikt na nikogo nie wrzeszczał, nie rzucał epitetami, nie insynuował, nie zaliczał do i nie wypominał krewnych w dziesiątym pokoleniu. Publiczność często biła brawo stronie niekościelnej, ale powstrzymywała się od buczenia i okrzyków podczas wypowiedzi fundamentalisty (co najwyżej był ledwo słyszalny szmerek). Szef Caritasu nie tylko kajał się za zaszłości i zapowiedział, że pigułka będzie podawana, ale wdał się w wywód, że nawet gdyby była to pigułka poronna, należy użycie jej zostawić sumieniu kobiety, bo od tego ma wolną wolę, a nie decydować za nią. A co już całkiem nie do pojęcia, o kolońskim kardynale często mówiono per Herr Meissner i nikomu nie wpadło do głowy, żeby zaprotestować! 😯
Teraz już chyba rozumiecie, dlaczego jakiekolwiek ukłony w stronę opcji niemieckiej są zaprzaństwem, zdradą narodowej sprawy, tudzież dowodem na niedowład umysłowy i głębokie skazy charakterolgiczne. Nie o takie końdominium żeśmy się bili! 👿
A z niemieckojęzycznymi, którzy oglądali lub obejrzą, wymienię uwagę na boczku. 😉 Jauch bardzo się cały czas stara o zachowanie moderatorskiej bezstronności i widać, że kiedy zwraca się do fundamentalisty Lohmanna, szczególnie pilnuje twarzy, żeby jakimś grymasem nie dać mu do zrozumienia, co o nim myśli. Ale oczy, zwierciadło duszy, chwilami wymykają mu się spod kontroli i wtedy zestawienie tego spojrzenia z opanowaną resztą oblicza – bezcenne. 😆
Sama lepiej bym nie napisala!!!! 🙂
Do tego należy jeszcze dodać, że szef Caritasu jest prałatem 🙂 ,
i też się krzywił słuchajac wywodów dziennikarza teologa, który był bardziej papieski niż sam papież. I wiedział lepiej niż sam biskup Meissner, co tenże miał na myśli.
A tak, to też było widać, że ten wściekle prolifowy (na zasadzie: może i pigułka po nie jest poronna, ale póki istnieje choćby cień możliwości, że zniszczy choćby jeden zarodek, należy jej zakazać) Lohmann nawet w kościelnych kręgach robi za fanatyka, któremu już palma odbija z tą antyaborcyjnością. 😛
http://www.philosophersguild.com/home.php
Świetny sklep. Jak zacznę zarabiać albo wygram w totka, kupuję pół asortymentu. 🙄
Dzień dobry 🙂
„Szef Caritasu nie tylko kajał się za zaszłości i zapowiedział, że pigułka będzie podawana, ale wdał się w wywód, że nawet gdyby była to pigułka poronna, należy użycie jej zostawić sumieniu kobiety, bo od tego ma wolną wolę, a nie decydować za nią”
Nic dodać, nic ująć. A całą resztę … WOLNA WOLA ❗
Watykańscy, ze szczególnym uwzględnieniem frakcji priwislanskiej, usiłują ubezwłasnowolnić nie tylko ludzi, ale i samego PB 👿
Oni to nazywają obroną Kościoła 😯
Koryguję drobną niescisłosć, Bobiku 😉 .
Obydwa szpitale odmówiły badania zabezpieczajacego ślady biologiczne gwałtu, nie ze strachu przed koniecznością wypisania recepty na pigułkę po, tylko raczej dlatego, że wiedziały, że dziewczyna ma tę receptę w kieszeni, wypisaną przez ginekolog z przychodni, która jako pierwsza ją zbadała, stwierdziła gwałt i skierowała do szpitala wyłącznie w celu zabezpieczenia dowodów.
To już jest zupełnie niezrozumiałe, bo nie do nich należala decyzja o stworzeniu możliwości zastosowania pigułki. Ich odmowa badania uniemożliwiła wyłącznie zabezpieczenie śladow dowodowych, a zatem uniemożliwiła udowodnienie winy potencjalnym sprawcom. I co za tym idzie ich ewentualne skazanie. Dziewczyna zanim została zgwałcona, otrzymała zaaplikowane krople ko, a zatem nie wiedziala nawet, że zostala zgwałcona i nie jest w stanie, ani określić sprawcow, ani ich tym bardziej rozpoznać. Jedynym materiałem dowodowym byłyby w tej sytacji ślady biologiczne.
I dobitnego podkreślenie tego aspektu zabrakło mi u Jaucha 🙁 .
Wiosna panie sierżancie 😆
Myszy się obudziły i nieopatrznie powychodziły z nor. Nasze koty tylko na to czekały 😯
jako nieniemieckojęzyczny Ogół przeczytałem i taka mi myśl do głowy przyszła, też bajkowa, o rosnącej roślince i małym Filipku (a co, czy mały Jaś musi wszystkie bajki obrabiać?), który usłyszał, że jak się zasadzi nasionko, to wyrośnie z niego roslinka. najpierw małe zielone wyjdzie z ziemi, potem rozprostuje liście, potem zakwitnie, a jeszcze potem, jak się uda, to będzie miała owoce. I Filipek biegał co godzinę, sprawdzał i coraz bardziej się złościł, że ani listów, ani kwiatów, ani tym bardziej owoców. A starsi złościli się na Filipka, że biega do tej roślinki, biega co godzinę, zamiast dać jej kilka tygodni na wypuszczenie tego zielonego, potem kolejne kilka na listki, potem jeszcze ileś na kwiaty, i kolejne ileś na owoce i że częściej nie trzeba, bo to i tak nic nie przyspieszy.
chyba jakaś płenta by się przydała, ale tej Filipek i tak nie usłyszy, bo stracił wszelką ochotę na zadawanie się z roślinką, która nie zachowuje się jak należy
A, to jeszcze dołożę. 😉 O ile sobie dobrze przypominam, w ciągu całej dyskusji ani raz nikt nie cytował i nie przywoływał B16. Wyobrażacie sobie u nas program na te tematy, w którym całkowicie pominięto by JP2? 😯
Wczoraj po raz pierwszy nie byłam w stanie dotrwac do końca filmu z cyklu Ewa Ewart poleca. Film pokazywał problem gwałtów w amerykańskiej armii. Koszmar. Najgorsze jest to, że prześladuje się ofiary przemocy seksualnej, broniąc sprawców.
Problem dotyczy w pierwszym rzędzie kobiet, ale i mężczyzn. W roku poprzedzajacym nakręcenie filmu zgwałconych zostało 20 tysiecy mężczyzn.
Nie byłam w stanie tego słuchać a tym bardziej ogladać.
A najbardziej się ubawiłam, jak fundamentalista Lohmann cały czas się oburzał na rozwody, bo małżeństwo to sakrament, a potem zagadnięty na temat istniejącej możliwości unieważnienia przez KK małżeństwa, bez mała stwierdził, że tak właściwie to każdy ślub kościelny da sie unieważnić, tylko się zorientował jednak, w jakim kierunku zmierza jego wywód i się niestety szybko ugryzł w język 🙂 .
Zmoro, rzeczywiście uprościłem trochę sprawę, żeby post nie był tasiemcowy. 😉 Ale w sumie dyrektywy dla katolickich szpitali sprowadzały się właśnie do kwestii pigułki po. Kolońska reszta była już konsekwencją ogólnego nastawienia w konkretnym przypadku. Dlatego mnie nie przeszkadzało, że u Jaucha zajęto się raczej planem ogólnym niż szczegółowym, bo przecież właśnie o zmianę tego planu ogólnego chodziło.
Foma, a znasz bajkę o Maciusiu i jego bluszczu? 😉 Maciuś zasadził roślinkę, zobaczył że kiełkuje, ucieszył się jak cholera, doszedł do wniosku, że teraz roślinka już sama sobie poradzi i poszedł odrabiać zadania, bo był wzorem dziecięcych cnót. Roślinka tymczasem wypuszczała kolejne pędy, wylazła z donicy, rozpełzła się po mieszkaniu, oplotła kotka, owinęła pieska, sięgnęła po mamusię i tatusia, a kiedy doszła do samego Maciusia, był on już sierotą, bez rodziny i zwierzątek domowych. Dochodzenie wykazało, że roślinka była zdegenerowanym Bluszczem Dusicielem, który nie musiał ulec degeneracji, gdyby był w porę przycinany i kontrolowany. No, ale Maciusiowi nikt tego nie powiedział… 🙁
no i wyszło, że jednak bez płeny każdy może rozumieć jak chce, a nie jak powinien 🙁
Bobiku, co jak co, ale znajomość bajek wchodzi w zakres moich obowiązków 😎 tyle że w moich wersjach bajek staram się ograniczać rolę magii i nagromadzenie scen drastycznych
Wrocilysmy z E. od okulisty po odebraniu nowych okularow. No i E. pyta:- A co slychac u Furkota?
– Ach! – mowie. _ Furkotowa mamusia wariuje z nerw i ostatnio pytala co to znaczy, ze Furkot zasypiajac ma lekka drzaczke.
– No i…? – pyta E.
– No i nic. Wytlumaczylam jej, ze Kot ma sny w stadium REM, wiec sie uspokoila..
– Aaa… – mowi E. – A przypomnij mi prosze, kto w nerwach biegl z malutkim Mordka do weterynarza i wdzieral sie do gabinetu poza kolejka, krzyczac, ze „Mordechaj zezuje i co to znaczy, czy ma raka oczu?”
Nie wiem o czym ona mowi. Ja sobie niczego takiego nie przypominam. 😳
Króliku, więc może by jakąś wycieczkę zbiorową do Ostrołęki? Tylko trzeba uprzedzić Mareczka, żeby zdążył dużo nalepić i upiec…
Siódemeczko – a jednak, a jednak… kupiłam niedawno boskiej urody szal z wiskozy – wygląda jak najcieńciejszy jedwab i W OGÓLE SIĘ NIE GNIECIE
Foma, ja w ogóle nie byłem pewien, czy zrozumiałem. Ale doszedłem do wniosku, że dwie bajki nie zaszkodzą, bo wtedy to dopiero pole interpretacji się rozszerza. 😆
Hehehehehehehe 😈
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13342776,Autorzy_niepokorni_wracaja_do_Hajdarowicza.html
Kasa, misiu, kasa. 😎
BO CHŁOPCY MAJĄ TE CHARAKTERY JAK SKAŁA!
http://studioopinii.pl/leszek-szaruga-summa-wiedzy-o-polsce-i-polakach/
Dosyć smutny obraz 🙁 .
Zgadzam się z autorem, że rewolucji wymaga system edukacji.
Ale aby zacząć pracować w grupie, nie trzeba wcale przeprowadzać reformy trwającej 7-8 lat. Wystarczy przestawić ławki w klasach i przekonać nauczycieli do takiej formy pracy.
To co na Zachodzie jest standardem u nas nie jest zupełnie rozważane nawet. Nie potrafimy pracować w zespołach.
Potwierdza to moja znajoma prowadząca szkolenia. No, może nie do końca, ona twierdzi, że jedynie osoby z zapleczem korporacyjnym potrafią pracować w grupie. I po tym bezbłędnie rozpoznaje przynależność firmową kursantów. Miło słyszeć, że korporacje mają choć jedną pozytywną cechę 😉 .
Ciekawe, czy będą teraz odszczekiwać swoje głośno wyrażane niepochlebne opinie o pryncypale ? 🙂
Furkot bardzo dziękuje E. za pamięć i pozdrawia z głębi feliwayowego haju 🙂
Skąd to chłopcy wracali przez góry i rzeczki?
E, nieważne, toć z krótkiej wracali wycieczki.
Pobieżeli, przez chwilę pokrzyczawszy srogo,
z powrotem, niepokornie podkulając ogon. 😈
[klakier z klamką]
Na dworze buro, ponuro.
Ale wiosna póki co się trzyma – szpaki rzONdzom. 😉
Teraz nas czeka, jak zawsze ostatni wściekły (lecz krótki) „waleczny” zryw Zimy i popłyną dni zielone.
Zastanawiałem się przez pół dnia, czy warto się zdemaskować, że mam klamkę. Ale może jednak warto – bo inaczej słowa zaczną żyć swoim niszczycielskim życiem niczym bluszcz z bajki.
Ad Bobik 4 luty 13, 01:58 – Bobik napisał:
„po co wrzucać o tych zdjęciach uwagę w tonie lekceważąco-pogardliwym?” [tu idź do odp.1.]
„Wiecznie wracam do tego tonu, który robi muzykę, ale co poradzę, że on naprawdę robi? 😉 „[tu idź do odp.2]
[odp 1. – a właściwie materiały źródłowe]
”
klakier 3 luty 13, 20:28
Zdjęcia Irka Z Kazimierza są jak najbardziej standardowe – takich fotek tam się strzela codziennie tysiące.
klakier 3 luty 13, 20:32
Jagodo – to nie zdjęcia piękne – to Kazimierz jest piękny.
”
[odp. 2. – Co komu w uszach gra]
Tony rzeczywiście występują w muzyce. I nie tylko. Kiedyś się zastanawiałem, czy to, co słyszę (widzę), to też słyszą inni (albo i widzą). Albo też inne wartościowanie, kto największym dyrygentem był.
I wszystko da się podlać sosem guścianym.
Fotografowanie Kazimierza jest zwyczajnie trudne. Wszystko tam w zasadzie zostało sfotografowane i niewiele da się sfotografować w sensie nowych ujęć. Zdjęcia Irka są jak najbardziej standardowe. I czy muszą mnie zachwycać?
Oczywiście mogę milczeć, jak za socjalizmu – nie myśl-jak myślisz, to nie mów- jak mówisz, to nie pisz-piszesz, to nie podpisuj A jak podpisałeś, to się nie dziw!
Mogę też wyrazić swój nieszczery aplauz – to zdaje się jest muzyka ceniona najbardziej w strefie polszczyzny i tony są serafińskie.
A mogę również napisać, że Kazimierz na zdjęciach Irka jest piękny. Co też uczyniłem.
Co też uczyniłem.
Klakier, jest jeszcze jeden sposob zachowania sie, ktory Ci Bobik w prostych zolnierskich slowach wyjasnil.
Mozna jeszcze zmilczec. Jak za socjalizmu albo jak wymagaja tego dobre maniery. Whatever.
zmoro, bo nasze rewolucje muszą mieć odpowiedni rozmach, a nie jakieś zwykłe przestawianie ławek
Ja mogę nawet jeszcze bardziej po żołniersku. 😆 Rozważmy różnicę między dwoma zdaniami:
a) Można mówić wszystko, co się myśli.
b) Trzeba mówić wszystko, co się myśli.
Już na pierwszy rzut oka widać, że mimo dużego podobieństwa, zdania te jednak nie są identyczne. Pierwsze oznacza sytuację wyboru, drugie przymusu – mniejsza już o to, czy wewnętrznego, czy zewnętrznego.
W sytuacji wyboru wskazane jest zrobienie rachunku strat i zysków, czyli zadanie sobie pytań „po co?”, „czy warto?”, „co przez to osiągnę?” i temu podobnych. Jeżeli rachunek wykazuje, że osiągnę wyłącznie czyjąś przykrość, perturbacje towarzyskie i ściągnięcie na siebie niechęci otoczenia, nie wypracowawszy żadnego zysku, pytanie „czy warto?” jest szczególnie wskazane. A ponieważ ma się wybór, po podliczeniu i stwierdzeniu, że nie warto, można z nieopłacalnego kroku zrezygnować.
No, chyba że grę wchodzi wariant b, czyli jakowyś przymus. Wtedy oczywiście żadnych pytań się sobie nie zadaje, tylko wali wprost i bez wyboru wszystko, co przez głowę przeleci. 😉
Bobik, jak uzywasz duzo slow i pelnych zdan, to Klakier nie wie o co Ci sie rozchodzi.
Heleno – oczywiście, że można i nawet trzeba w pewnych sytuacjach. Tylko przecież moja uwaga nie wyrządzała nikomu krzywdy – a już pogardy to tam nie było za grosz.
Dobre maniery…Babcia za młodu była nauczycielką u Potockich na Ukrainie… moim zdaniem nieźle mnie wymanierowała…
Niestety nie mogę Jej już powiedzieć, że z tymi dobrymi manierami, to bywa niejednokrotnie sakramencko nudno.
Podobnego zdania wydaje się być Kot Mordechaj 2 luty 13, 20:27
Ten powrót autorów jakoś się dziwnie zbiegł z tradycyjnym terminem wypłaty dla pracowników najemnych w Polszcze. Pierwszej wypłaty w tym przypadku, dodajmy. 🙂
Bobiku zbytnio upraszczasz. Jak by tylko tak rozważać, to nadal „talerz” Ziemi stałby na słoniach.
Heleno, maniery, maniery.
Kot Mordechaj 2 luty 13 o 20:27 byl sarkastyczny, bo zszokowalo go niegrzeczne potraktowanie Gospodarza, ktoremu zarzuciles „postepowanie wbrew Rozsadkowi” 😯 , a ktory dwoi sie i troi aby na blogu panowala przyjemna atmosfera.
foma przewrotnie podał puen, wrrrróć! płentę jeszcze przewrotniej sugerując, że by się przydała 😉
Ja dodam jeszcze jedną, bo jak wiadomym jest, niekoniecznie jedną płentę bajki mają:
Filipek ma przyrodzone prawo do niecierpliwości, szczególnie wtedy, kiedy nie wytłumaczono mu zjawiska osmozy.
Na koniec można dodać, że gdy wyrówna się stan stężenia demokracji, to jest on zawsze niższy po obu stronach półprzepuszczalnej błony, niż był pierwotnie po jednej stronie. Czyli kolejna płenta: Filipek dorośnie i być może uda mu się wraz z Helmutem zwiększyć stężenie całego roztworu…
😉
Mordko, Truffaldino byl swietny (doswiadczony aktor, nagrodzony m.in. Tony Award, zalozyciel takze wlasnego teatru, Steven Epp).
Tu fragment przedstawienia, ktory znalazlam na YouTube:
http://www.youtube.com/watch?v=foVr0FaorbI
Co do manier, i gwaltownego zapotrzebowania na nie, to zgadzam sie z Bobikiem i Helena, ale juz jestem naprawde troche zmeczona tym, ile czasu zajmuje nam wyjasnianie tym, ktorzy nie chca lub nie moga zrozumiec. Wlasnie przeczytalam zlinkowany przez Zmore tekst, w ktorym autor powoluje sie na diagnoze Czapinskiego, dotyczaca zbyt wybujalego indywidualizmu i – w zwiazku z tym – niemoznosci wspolpracy pomiedzy Polakami, oraz tego, jakie to ma smutne skutki dla innowacyjnosci, i dla jakosci zycia w ogole. Blogi, zeby mogly dzialac, szczegolnie potrzebuja dobrego nastawienia do wspolpracy. A przy czestych nieprzyjemnych uwagach, juz pozostawiajac nawet maniery na boku, przy ciaglych utarczkach o sprawy naprawde dla wiekszosci doroslych ludzi calkem oczywiste, wspolne blogowanie po prostu sie nie uda. Mnie w kazdym razie wtedy odechciewa sie zupelnie blogowac (zwlaszcza, kiedy dodatkowo zwalczam jakiegos post-wirusa…).
Klakierze, przestałbyś bazgrać po blogu! 👿 Szanuj ludzi, słowo i przestrzeń blogową.
O matko, właśnie przeczytałam u PK, że polscy filharmonicy też nie potrafią pracować zespołowo : shock :
Jednym słowem – klakier w składzie porcelany. 🙄
Moim zdaniem nie warto się sprzeczać o słowa.
Może warto nasz spór potraktować jako pewien model nieumiejętności polskich rozmów publicznych – taką pozostałość po socjalizmie, że albo trzeba milczeć, albo potakiwać.
W przeciwnym razie czekają cię represje – wybór należy do Ciebie.
Nie, Klakierze. Tym razem ja nie upraszczam. To sytuacje, które opisałem, są po prostu uniwersalne. Można to jedno, a trzeba, bądź musi się, to drugie.
W przypadku odkrycia, że Ziemia nie stoi na słoniach i jest okrągła, publiczne powiedzenie o tym leży w interesie społecznym, choć może wywołać nieliche społeczne perturbacje. Rachunek strat i zysków wykazuje, że z ogłoszenia tej wieści pożytki będą rozliczne, zarówo w nauce, jak i w życiu codziennym, więc ogłosić warto. Pewne pożytki można też odnaleźć w powiedzeniu komuś „wiesz, gdybyś te swoje zdjęcia tu a tu wykadrował, tam a tam podretuszował, to mogłyby być lepsze”. Ego autora może ucierpieć, ale równocześnie daje mu się możliwość doskonalenia warsztatu. Ale z całkowicie subiektywnej opinii w rodzaju „całkiem banalne te twoje fotki i zupełnie nie wiadomo, czemu wszyscy tak cmokają”, żaden pożytek nie wynika, a szkody owszem. Dlatego warto z takich uwag zrezygnować, mimo że się nie musi.
No i niestety – formuła typu „iii, słabiutkie te twoje wytwory” ma odcień pogardliwy, a przynajmniej lekceważący. Warto przyjąć to do wiadomości.
Ad Ago – a tak na marginesie, a mógłbym poprosić o szczyptę szacunku dla „idioty”?
Mam wrażenie Bobiku, że te cytaty to nie są moje.
Proponuję zamknąć dyskurs.
Ale przyznaję, że mnie to nie dziwi zbytnio. Rozmawiałam onegdaj z krewną, która od 3 miesiecy jest profesorem na uni w Niemczech. Świeży import z Polski.
Rozmawiałyśmy o seminariach, które prowadzi. Na moje pytanie, czy studenci przygotowują na semiaria prezentacje grupowe, odparła, że indywidualne. A czemu nie grupowe? No bo grupy za małe, jedna liczy 7 osób, druga 10. No dobrze, a co stoi na przeszkodzie, żeby prezentacje przygotowywały grupki 2-3 osobowe, jak to jest praktykowane na uczelniach niemieckich i nie tylko? Taka wersja zupełnie jej nie przyszła do głowy, a bardzo mądra i otwarta dziewczyna jest. Wniosek z tego, że lata edukacji i pracy w Polsce zawężają horyzonty myślowe.
No to ją tylko przestrzegłam, że jeżeli jej zależy na przedłużeniu kontraktu, powinna zrewidować swoje metody dydaktyczne.
Bo to studenci w znacznej mierze mają wpływ na zatrudnienie kadry. W jej przypadku też tak było. Stanęła do konkursu, właściwie popychana przeze mnie, nie bardzo wierzyła w powodzenie przedsięwziecia, ze wzgłedu na braki językowe.
I na wybór kandydata wpływ, proporcjonalny jęśli chodzi o głosy, mieli przedstawiciele studentów, zasiadajacy w komisji.
Nie wiem, czy w Polsce też się to praktykuje.
Och, Moniko, widze, ze cudne bylo przedstawienie! Strasznie im, aktorom zaczelam zazdroscic.
Kiedys na studiach mialam dwa semestry zajec z commedii dell’arte z genialnym profesorem-rezyserem, Szwedem, ktory ponadto byl specjalista od Ibsena i Strindberga. Na samym poczatku calej naszej w sumie niewielkiej grupie zrobiono indywdualne maski (najpierw zalewajac twarze jakims rozowym czyms) . Imperowizowalismy bardzo duzo, ale wszystkie improwizacje byly utrzymywane w ramach charakteryzacji klasycznych postaci z dell’arte (Dottore, Capitano, Kolumbina, Arlekino etc – wszyscy obdarzeni zespolem stalych cech i ruchow). No i troche pisalismy wlasne scenariusze, pozniej odgrywane.
Kochalam te zajecia i kochalam Harry’ego Carlsona, ktore je prowadzil i ktory mnie uwielbial z wzajemnoscia. Zapisalam sie na wszystkie jego zajecia. Byl swietny i mial tyle samo frajdy co my, jego studenci, z tych wlasnie zajec.
Ale z Ibsena tez byl znakomity. Bardzo sie wzruszal, kiedy spoznialam sie na zajecia (musialam dobiec z innego budynku) i odruchowo dygalam w drzwiach. Pozniej sie tego oduczylam, ale pamieram, ze wzbudzalo to pewna… wesolosc wsrod kolegow. Tylko Harry sie wzruszal. 😆
Klakierze, myślę, że blogowym zarzutem wobec Ciebie nie jest „idiotyzm”, tylko całkiem niepotrzebne, nieuzasadnione jakimś „wyższym interesem” robienie ludziom przykrości, a potem upieranie się przy stanowisku, które tak naprawdę jest nie do obrony.
Ponieważ zgadzam się z Moniką, że stałe wracanie do tego zaczyna być uciążliwe, bardzo Cię proszę – zastanów się, czy zrezygnowanie z kąśliwych, a niemerytorycznych uwag pod adresem tu obecnych musi być dla Ciebie krzywdą, niepowetowaną stratą i poddaniem się blogowemu zamordyzmowi, czy też może być Twoim wolnym wyborem, podyktowanym społecznym, a przy okazji własnym interesem.
I bardzo by mi było miło, gdybyśmy na tym sprawę mogli zakończyć. 🙂
Najfajniejsze cwiczenia byly z bardzo glosniego lania sie po mordach, wymierzania policzkow. Jest na to specjalna technika teatralna i nie wiem czy dzis umialabym to powtorzyc. Musialaby sobie dokladnie przypomniec. 😆
Sorry, jeszcze muszę wyjaśnić – nie cytowałem Cię dosłownie, Klakierze, co zaznaczyłem poprzez sformułowania „uwagi w rodzaju”, „zdania typu”, itd. Ale z moich „nieścisłości” możesz wywnioskować, w jaki sposób Twoje uwagi są odbierane – nie tylko przeze mnie. O ducha tu idzie, nie o literę.
I teraz już naprawdę milknę w tym temacie. 🙂
Wniosek z tego, że lata edukacji i pracy w Polsce zawężają horyzonty myślowe.
Zmoro, nie sądzisz, że jest to – jak na wniosek wyciągany na podstawie jednostkowego przykładu własnej znajomej – zbytnie uogólnienie? Czy zaglądałaś ostatnio na jakąś uczelnię? Bo ja owszem, ostatnio dość regularnie i muszę powiedzieć, że doświadczenia mam zupełnie inne. Czego to dowodzi?
Wiesz, Heleno, ze to ladny zbieg okolicznosci – Truffaldino/Steven Epp jest (originally, bo wystepuje wszedzie) z Minnesoty (absolwent Gustavus Adolphus College), ktora, jak pewnie wiesz, jest pod ogromnym wplywem Skandynawow, ktorzy sie tam osiedlali, i bardzo wplyneli na atmosfere tego stanu.
A przedstawienie rzeczywiscie bylo cudne, warte nawet zapalenia pluc (choc jednak na szczescie nie). 😉 Swietnie tez wszyscy aktorzy spiewali, zwlaszcza Beatrice i Clarice (aktorka ja grajaca wystepuje w teatrze muzycznym). Piekne czyste glosy, a przy tym wcale nie tracace komediowosci.
A poza tym – my wszyscy w tym domu kochamy commedia dell’arte… 🙂
A to ciekawe, Moniko. Ktoby myslal, ze wloskie szalenstwo teatralne sprzed paru stuleci zapusci korzenie wsrod Ludow Polnocy, podobno genetycznie nudnych i nieskorych do harcow. 😆
Fakt, mnie się też wydaje, że wniosek Zmory był zanadto „rozciągnięty”. Z tego, że gdzieś są zjawiska negatywne, choćby w dużym nagromadzeniu, nie wynika jeszcze brak pozytywów, który pozwalałby na jednoznacznie negatywną konkluzję, że tak znowu po żołniersku pofilozofuję. 😉
Wiecie, kochani, że czydzieści lat temu, nauczycielką na rubieży bedąc, namietnie przestawiałam ławki w klasie, żebyśmy byli bardziej razem? Po czym przychodzili inni nauczyciele – lki i ziuuu z powrotem. I kazałam dzieciakom włazić na meble celem dodania ekspresji Odzie do Młodości. Skutkowało jak cholera.
Kiedyś jak zarządziłam ekspresję zbiorową, to przyleciała pani dyrektor, myśląc że sobie poszłam w siną dal.
Ech, chyba lubiłabym sobie od czasu do czasu pouczyć polskiego. I udowodnić dzieciakom, że poeci nie pisali po to, żeby im zrobić krzywdę.
No wlasnie, Heleno. Moze w sercu Ludow Polnocy jest po prostu tesknota do Slonca Poludnia… 😆
A te techniki stage-slapping bardzo zainteresowaly Pewne Mlode Osoby (one juz i tak pisza wlasne male scenariusze…), wiec mam nadzieje, ze sobie przypomnisz. 😉
Commedia dell’arte zapuściła korzenie? Moniko, to może wobec ewentualnych postwirusów (choć przedstawienie chyba było wybitnie wirusobójcze) dałoby się zastosować wspomnianą przez Helenę technikę głośnego plaskania po pyskach? 😆
No popatrz, Nisiu, rypło się, że już lat temu czydzieści byłaś artystyczna bohema, przebrana dla niepoznaki za nauczycielkę. 😆
Przedstawienie bylo rzeczywiscie wybitnie wirusobojcze, Bobiku, ale pogoda na zewnatrz byla wybitnie pro-wirusowa (jak na poczatku Moby Dicka, gdy wiatr ustawia szyld gospody do poziomu). Stad teraz takie przeciaganie liny miedzy postwirusami a zupelnym powrotem do normy. 😉
Wiesz, Nisiu, że bardzo możliwe, że te „dzieciaki”, przynajmniej niektóre, do dzisiaj myślą o Tobie ciepło i z wdzięcznością? I może nawet nadal zdarza im się czytać wiersze? 🙂
OK, Mlode Osoby. To polegalo na bardzo skoordynowanych ruchach bitego i bijacego. Bijacy, deuzym gestem wielce zamaszyscie dotykal policza Bitego, podczas gdy Bity niepostrzezenie klaskal w dlonie.
Trzeba bylo to bardzo dlugo cwiczyc, aby cala uwaga widza skupiala sie na zamaszystym dotykaniu policzka, podczas gdy bity niepostrzezenie dla widza klaskal z calej sily w dlonie.
Koordynacja byla podstawowa trudnoscia.
Ale jak sie juz weszlo w rytm, to mozna sie bylo nawzajem okladac po mordach nawet i kilkadziesiat razy. Zazwyczaj konczylo sie to w chwili gdy ktorys z aktorow nie wytrzymywal i zaczynal sie smiac.
Vesper, masz rację. Przegięłam zdecydowanie używając takiego sformułowania, bo raczej chodziło mi o to, że często przyzwyczajenie staje się drugą naturą człowieka i trudno wyjść poza utarte ścieżki. I schematy.
Przepraszam, jeżeli kogoś niechcący uraziłam. Nie to było moim zamiarem.
Często zdaża mi się nie dość prezyzyjnie i jednoznacznie wyrażać, ze zwykłego pośpiechu. Mea culpa 🙁 .
No ładnie, najlepszy dowód – oczywiście zdarza, a nie zdaża ;-).
Ja swego czasu ćwiczyłem koordynację tak:
ty mnie lejesz a ja uderzam otwartą dłonią w udo.
Ważne było ustawienie walonego profilem do publiki, by nie widziała ruchu zasłanianej ciałem dłoni.
Zabawa często kończyła się prawdziwym mordobiciem: och przepraszam, poruszyłeś się i dlatego…
Krzywdzące było to sformułowanie zwłaszcza wobec znajomej, bo ona akurat horyzonty myślowe ma jak stąd do Kaukazu, co zresztą wydawało mi się, że zaznaczylam pisząc o niej, że bardzo mądra i otwarta jest.
Dzieki, Heleno, od bardzo wdziecznych Mlodych Osob. 🙂 Proby juz sie zaczely… 😉
Tak, oczywiscie, uderzanie sie w udo tez jest znana technika, zeenie. To tez bylo cwiczone.
Tu troche ciwczen z dell’arte, choc akurat nie z mordobicia, niestety, ale zato prowadzone przez Prawdziwa Wloszke:
http://www.youtube.com/watch?v=o9gEl0LOVgw
Moze i okladanie sie po twarzy mozna znalezc na Tubie.
Ago, mam taką nadzieję!
Do teatrów też ich woziłam, do Warszawy. I przekonałam rodziców do najdroższych biletów, bo na galeriach to dzieci rozrabiają, a nie słuchają. Przeżywały! I kiedyś kazałam im obejrzeć Hamleta w reżyserii Englerta, spodobało im się, więc ich oświeciłam, że mogą do niego napisać. Odpisał. Ależ się cieszyli!
Jak słyszę to porzekadło „obyś cudze dzieci uczył”, to myślę, że ono chyba jest najgłupsze na świecie. Uczenie dzieci jest wspaniałe i nadzwyczaj tfurcze!
A1 I jeszcze bardzo wazny element. Cwiczac dell’arte nalezy zawsze prawie pozostawac w maskach. I chodzi nie tylko o oswojenie sie, ale o radykalana zmiane calej „persony”. Aktor zaczyna z miejsca zupelne inacze sie ruszac, ma inna mowe ciala, wszystlo staje sie znacznie bardziej wyraziste niz bez maski. Cos sie z czlowiekiem dzieje. Troche jak w internecie pod nickiem.
Kiedyś, w latach studiów, fascynowałam cię komedią dell’arte. Myślałam nawet o założeniu takiego teatru, ale nie było chętnych.
SIĘ fascynowałam, się.
Jest propozycja wprowadzenia do slownika jezyka polskiego
czasownika „dykielić”: „Używanie publicznie rasistowsko nacechowanych słów bez krzty refleksji i w stanie niezmąconego samozadowolenia”.
O, Matko! Brzozy Smolenskiej nie bylo! 😯 Moze i sztucznej Gmly tez nie bylo? 😯
http://wyborcza.pl/1,75248,13347105,Macierewicz_i_Gargas__Smolenska_brzoza_nie_istnieje_.html
Heleno, więcej: brzozy nie było, bo służby rosyjskie tak napisały. 😯 (Podobno wcale tak nie napisały, ale to rzecz trzecia).
Tak, z tym dykieleniem padła propozycja na FB.
Tu konemtarz na Forum Żydów Polskich – i do niego komentarze pokazujące raz jeszcze, w jakim kraju żyjemy.
http://www.fzp.net.pl/opinie/o-zydzeniu-i-dykieleniu
Bobik 4 luty 13, o 00:59 linkuje artykuł Nisi, który się kończy słowami:
„Gdybyście byli, PT Czytelnicy, sierotką, i mieli iść na wychowanie do jakiejś cioci, wolelibyście żeby wychowywała was ciocia Pawłowicz, czy ciocia Grodzka?”
i sam też w końcówce pisze:
„Też nigdy tego nie mogłem zrozumieć, że “obrońcy moralności” woleliby już raczej zostawić dziecko do pełnoletniości w bidulu, niż zgodzić się, żeby miało dwie kochające mamusie lub dwóch tatusiów.”
Ad Nisia – odpowiadam, jako PT Czytelnik. Żadna
A z Bobika poglądem „uniwersalnym” – że każda para, która się zgłasza po dziecko, to kochający rodzice, godni podziwu, że decydują się na wychowanie nie swojego dziecka bardzo trudno się zgodzić. A już zwrot o ” dwóch tatusiach” na szczęście jest pozbawiony przymiotnika „kochających”.
Klakierze, także uniwersalny pogląd, że naturalni biologiczni rodzice są zawsze kochającymi rodzicami, jest absolutnie nieuprawniony. Jako przykład skrajny choćby osławiona mama Madzi, a także nieskrajnie skrajnie zapełnione bidule.
To bardzo ciekawa myśl, że nicki internetowe są w jakiś sposób odpowiednikiem masek dellartowych. Moje oczy duszy zaraz zaczęły to widzieć i to w akcji. 🙂
Oczywiście, tak jest. Wychowanie dzieci jest niełatwe. W stosunku do własnego dziecka czasem brakuje cierpliwości i umiejętności, czasem może i uczucia. Mocno to skomplikowane.
Przepełnione bidule. Tu, moim zdaniem, panuje takie ogólne zdanie, że lepsze jest wszystko od bidula. I są ludzie, którzy z różnych powodów podejmują się być rodzicami, zastępczymi domami itede. W pewien sposób zyskując „szacunek” otoczenia. A życie biegnie mocno rozmaicie. Może jeszcze adoptowane niemowlaki mają większe szanse na „dom rodzinny”. Te, które pamiętają swój dom, potem bidul, a przed bidulem czasem obławy z policją, będą (moim zdaniem) żyły w rozdartym świecie.
Może lepiej mieszkać w małym domu dziecka (a takie bywają) prowadzonym przez ludzi mających zawodowe przygotowanie do tego, niż być adoptowanym.
To tyle z obserwacji sytuacji w otoczeniu.
Doro, ja tego typa nie cierpie. Sam potrafi byc nieslychanie chamski w swoich komentarzach.
Nigdy (chyba?) go nie spotkalam, wiec nie wiem kim jest. Ale przestalam na strone FZP zagladac, bo mi od jego komentarzy cisnienie lecialo zanadto w gore.
Klakierze, na szybkiego, bo życie pozablogowe ciśnie:
Ad 1) Oczywiście, masz prawo do własnego zdania i wolno Ci, jako sierotce, woleć nawet pozostać w bidulu, niż pójść do cioci Grodzkiej. Ale nie sądzę, żeby było to podejście powszechne wśród sierotek. 😎
Ad 2) Proponuję, żebyś dokonał rozbioru logicznego mojego zdania, a potem napisał komentarz jeszcze raz. 😉
Jasne, zdarzają się przypadki, kiedy rodzina adopcyjna lub zastępcza (a za taką można uznać również rodzinny dom dziecka) jest jeszcze gorsza od dużego, „urzędowego” domu dziecka. Ale to są wyjątki, nie reguła. Reguła jest taka, że osierocone dzieci bardzo chcą być chciane, a bezdzietni ludzie muszą się wykazać dużą determinacją, żeby przejść przez wszystkie adopcyjne procedury, czyli udowodnić, że bardzo chcą. Tu się potrzeby obu stron spotykają. A poczucia bycia chcianym żaden bidul dać nie może, bo taka już jego „natura”, że przyjmuje dzieci z obowiązku, nie z potrzeby kochania.
Helenko, ja też tego facia nie znam. A ciśnienie mi na ten komentarz aż tak bardzo nie leci. Raczej na to, co pod spodem.
Nie tyle masek specyficznie dellartowych, ale wszelkich masek chowajacych nasza wlasna tozsamosc. Wystepowanie pod anonimowym nickiem jest taka wlasnie maska.
Dlatego moze moje wlasne nicki nigdy nie byly do konca anonimowe. Byly zawsze latwe do „zdeMASKowania”, zostawialam zawsze mase furtek, bo balam sie pelnej anonimowosci .
Ale nick prawdziwie ukrywajacy tozsamosc jest podobny do maski w teatrze, maski, ktora cie zwalnia i wyzwala z wlasnej twarzy, historii, osobowosci. To bylo dla mnie zaskoczeniem gdy pierwszy raz wlozylam maske w teatrze. W tym filmiku, z cwiczen, ktory zlinkowalam, rzuca mi sie w oczy jeden moment – kiedy po raz pierwszy pojawia sie kobieta w bialej masce. Zrazu nie wiemy nawet czy to kobieta czy mezczyzna, ale zmiana jest tak porazajaca – bardzo maly w rzeczywistosci ruch szyi, odwrocenie twarzy staje sie znacznie bardziej wyrazisty niz gdy widzimy ja bez maski. To tak, jakby wszystko co jest incydentalne, niewazne rozplywalo sie. W masce jest jakby „ostrozna”, „przestraszona”, „niepewna siebie” , a wszystko jest znacznie bardziej przerysowane niz jej „prawdziwa” twarz i sylwetka.
Wlozenie maski po raz pierwszy bylo dla mnie sporym przezyciem i jeszcze wiekszym zaskoczeiem. Jakbym faktycznie rzestala byc soba.
Trafiło w końcu na gazeta.pl. Rzecznik TVN „ubolewa”.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,13345741,Bozena_Dykiel__TVN_pozydzil_na_kalendarz__Rzecznik.html#BoxSlotII3img
Wierze, ze Bartka W zatkalo, tak jak mowi. I pyta co nalezalo zrobic. Na to powinien byc przygotowany – na sytuacje, gdy ktos w programie na zywo cos chlapnie. Bo to moze sie zdarzyc kazdemu prowadzacemu audycje czy program. A Bartek jest na tyle doswiadczonym dziennikarzem, ze mogl powiedziec zwyczajnie: Pani Bozeno, my w tym gronie takich slow nie uzywamy. Czy zechce pani sformulowac te mysl inaczej, bo mozemy sie spodziewac ZROZUMIALYCH protestow naszych telewidzow.
Kazdy dzennikarz prowadzacy cokolwiek na zywo musi miec w zapasie pare gotowych formulek na wypadek: chlapniecia, brzydkiego slowa, niewlascowej tasmy, pozaru w studiu, zepsutego sprzet, iewylaczonego mikrofonu etc. etc.
Elementary, my dear Watson.
Też robiłem ćwiczenia z maskami i znam ten ich przedziwny wpływ na osobowość. Podobne to jest zresztą do chowania się za postacią literacką. Ale muszę przyznać, że kiedy zaczynałem internetować, w ogóle o tym nie myślałem. Pewnie był to objaw szczenięcej naiwności. 😳
http://sreda.org/igra/?lang=en
Fajna zabawa- mentalna przynależność do różnych krajów 🙂 .
Niby elementary, Heleno, ale ja sam dobrze znam syndrom zatkania wobec wypowiedzi, której się od kogoś absolutnie nie spodziewałem, toteż kamieniem nie rzucę. Ważniejsze dla mnie, że w drugim odruchu Węglarczyk zareagował jak trzeba, więc mogę mu zatkanie w pierwszym odruchu wybaczyć.