Dobre wychowanie
Po Nowym Roku Bobik zawsze zaczynał czekać na wiosnę, więc trochę się zdziwił, ujrzawszy zamiast niej w drzwiach dawno niewidzianą Spanielkę. Był oczywiście zbyt dobrze wychowany, żeby demonstracyjnie okazać swój zawód, ba, nawet poczuł się nieco winny, że go odczuwa, zamerdał więc ogonem z niezwykłym zapałem i w lansadach poprowadził gościa do najwygodniejszego z foteli.
– No i co u ciebie dobrego? – zapytał niebacznie, już w momencie pytania wiedząc, że popełnił okropny błąd.
– Dobrego?! – chlipnęła Spanielka z wyrzutem. – Chyba sobie ze mnie kpisz. Łapę sobie skaleczyłam. Ulubioną miskę z chińskiej porcelany stłukłam. Opuścił mnie kolejny narzeczony. Akcje spadły. Zanieczyszczenie środowiska wzrosło. W polityce makabra. Prasa kłamie i tylko szuka sensacji. Mops to skończona świnia, choć Wyżeł chyba jeszcze gorszy. A mój katar wciąż nie przechodzi – dokończyła triumfalnie i głośno zadęła w chusteczkę.
Bobik z najwyższym trudem powstrzymał ziewanie. Słyszał to wszystko od Spanielki już tyle razy, że teraz najchętniej zmieniłby temat, albo ostentacyjnie zatkał uszy. Ale od tej chęci poczuł się jeszcze bardziej winny i szybko spróbował pokryć irytację zwiększoną uprzejmością.
– Coś ci podać? – zatroszczył się. – Pasztetówkę? Salceson? Mam też znakomitą kałużankę, roztopową, długo leżakowaną.
– Odrobina kałużanki może mi nie zaszkodzi – zgodziła się łaskawie Spanielka. – Z wędlinami muszę uważać, żołądek mam w strasznym stanie. A do tego jeszcze alergia…
Nalewając kałużankę Bobik z całych sił dusił skomplikowane, piętrowe przekleństwa, narastające mu w gardle. A w miarę ich narastania czuł się coraz bardziej zobowiązany do nadskakiwania gościowi. Posunął się nawet do współchlipnięć w co boleśniejszych momentach litanii żalów, która robiła się coraz barwniejsza, jak rozkładany z dumą pawi ogon.
– Dobry z ciebie piesek, Bobik – rozczuliła się w końcu Spanielka. – Inne psy jakoś tak szybko mnie zbywają, czasem nawet z warczeniem, a tutaj tak dobrze mi się siedzi. Właściwie dlaczego ja u ciebie tak rzadko bywam? Muszę zacząć odwiedzać cię regularnie.
– Baa… bardzo mi będzie przyjemnie – wykrztusił szczeniak, zastanawiając się, dlaczego nawet w tej chwili nie jest w stanie złapać Spanielki za kudły, potrząsnąć i wyjaśnić jej, dlaczego nigdzie nie jest chętnie widziana.
– Być może droga do piekła wcale nie jest wybrukowana dobrymi chęciami, tylko dobrym wychowaniem – mruknął sam do siebie, tak cichutko, żeby Spanielka broń Boże nie dosłyszała i szybko nalał do jej miski następną porcję znakomitej, roztopowej, długo leżakowanej kałużanki.

No masz, już chciałam zawyć i chlipnąć, ale zmilknę. Nie chcę być Spanielką 😉
Ćwiczmy asertywność. Chociaż to wcale nie jest takie łatwe. Kiedyś pewien zaprzyjaźniony poeta wpadł na kolację i siedział trzy dni. Zadomowił się doskonale, wiesze pisał (słabe), używał naszego mydła i strach pytać, czy nie szczotek do zębów, byłby siedział dłużej, ale na trzeci dzień jeść nie dostał. Było to może trochę ostentacyjne, kiedy wraz z siostrzyczką podżerałyśmy w kuchni po cichu, twierdząc stanowczo, że w domu nic nie ma. Ale czasem to jedyne wyjście…
Biedny Bobik. Rok ledwie się zaczął, a już mu kładzie takie trudne lekcje do miski. :empatyczna mordka:
Zaprzyjaźnieni prozaicy też potrafią. 😉 Kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Krakowie, w rodzinnym kołchozie, zdarzyła nam się podobna, narzucona trzydniówa, z której żadnym sposobem nie umieliśmy wybrnąć. Prozaika wyrzuciła wreszcie Ciotunia, nawet się przy tym nieco awanturując, że do czego to podobne, a w ogóle kulturalni ludzie tak się nie zachowują. No, ale Ciotunia miała nerwy zszarpane po Oświęcimiu, o czym wszyscy wiedzieli, więc mogła sobie pozwolić na wszelkiego rodzaju asertywność. Dobre wychowanie nie pozwalało mieć jej za złe. 😉
Nasz rekord to miesiąc 😕
Łomatko! 😯 Ale przynajmniej bez literatury? 😉
Bez 😆
Haneczko, stanowczo powinniście się nieco odmilić!
Wczoraj ćwiczyłam ze studentami, do nocy, techniki obrony przed psychomanipulacją 😉
Początkowo szło im to opornie, ale dość szybko chwycili o co biega. Ciekawe co im z tego zastanie do wykorzystania w tak zwanym życiu? 🙄
Następny kurs zaczynam w połowie lutego, Bobiku 😉
Ago, to było dawno 😆
Jagodo, z góry zezwalam na wykorzystanie mojego wpisu do zajęć z psychomanipulacji. 😎
A teraz spróbuj mi powiedzieć, że wcale nie miałaś takiego zamiaru i dalej nie masz na to najmniejszej ochoty. 😈
Nie miałam. Ale pomysł wart jest rozważenia. Tym bardziej, że Twoja zgodę już mam 😉
A może masz jakiś dobry pomysł żeby sterta prac kontrolnych z tegoż przedmiotu sama się przeczytała i oceniła? 🙄
Nie żebym chciała za friko. W rozliczeniu kałużanka w dowolnym smaku 😆
Mam cichutką nadzieję, że to nie ja jestem spanielką…. 🙂
Metro u Heleny świętuje dzisiaj 150-lecie.Jest okazja na wieczorny toast. 🙂
Tak. Prozaik nie zastapi prozaca .
(wiem, ze bez sesnsu, ale brzmi dobrze…)
Im lepiej jestes wychowany, tym bardziej ci na glowe wchodza, choc Kocia asertywnosc jest znacznie lepsza od psiej asertywnosci.
Dzisiaj uslyszalem najdziwaczniejsza wiadomosc roku: ze Ewolucja (albo jak kto woli Inteligent Designer) po to wymyslila ze rece trzymane dligo w wodzie staja sie chwilowo pomarszczine jak suszona sliwka, by latwiej bylo lowic w wodzie sliskie ryby lub wodorosty ns pokarm.
Tak to podobno naukowcy ustalili.
Osobiscie mysle, ze gdyby Ewolucja pragnela ulatwic czlwiekowi lowienie ryb, to by mu lapy zamieniala w wodzie w siatke.
Z pozdrowieniami od Spanielki 😉
http://www.polityka.pl/galerie/1533955,1,rysuje-andrzej-mleczko-2013-r.read
Mleczko jest najslodszym z polskich rysownikow.
Prawdziwy rozsmieszacz.
O, nie, Jagodo. W psychomanipulacji pomóc mogę, ale cuda to nie moja działka. 😈
W sprawie samopoprawiania się prac raczej zwróć się do jakiegoś kreacjonisty. 😉
Wszystkich zadających sobie pytanie „czy to przypadkiem nie ja jestem Spanielką?” uspokajam: Spanielka blogu nie czyta. Gdyby czytała, nie mógłbym się nad nią tak publicznie pastwić, bo zaraz wpadłbym w okrutne poczucie winy. 😳
Ale do uspokojenia gratis dołożę ostrzeżenie: Spanielką nie zawsze się jest. Czasem Spanielką się bywa.
Sam bywam. 🙁
Mordko, był już taki przypadek, w epoce peerelskiej, kiedy ewolucja zmieniła kobietom ręce w siaty. Ciężkie i wypchane. 🙄
A potem w foliówki 😉
I niech nam ktoś powie, że brakuje dowodów na działanie ewolucji. 😈
Komuna potrafiła czynić cuda: siaty ciężkie i wypchane tym, czego nie było w sklepach… 😆
Chociaż zeena dowód na istnienie cudów też jest mocny. 😆
Dowód jest bardzo mocny. Przeżyliśmy na niczym 😉
I ważyliśmy tyle, co nic. (Przynajmniej ja. 🙂
Nie macie pojecia jaka mnie przed chwila spotkala przygoda.
Dzwonek do drzwi. Otwieram. Na progu stoi facet w koloratce, ale ubrany po cywilnemu. Dosc mlody, starannie wypomadowany i schludnie ubrany. Pyta z wyraznym wschodnioeuropejskim akcente; Are you a Catholic lady?
Cos mnie tknelo, ze to polski acent, wiec bez namyslu odpowiadam po polsku: Nie, a czym moge sluzyc?
Wyraznie sie ucieszyl, ze mowie po polsku i powiada, ze chcialby dostac sie na klatke schodowa, zamknieta na klucz, czy moglabym mu otworzyc swoim kluczem (ktory nb zgubilam z 15 lat temu i jak dotad nie zamowilam nowego, bo do mojego mieszkania czy E. nie musze isc przez klatke) .
Pytam wiec w jakim celu chce sie dostac na klatke schodowa.
Wiec on mi tlumaczy, ze chce „odwiedzic parafian po koledzie”.
Upewniam sie, ze jest to zbiorka pieniedzy, bo nie mam pewnosci.
-Tak, ale dobrowolna – solennie macha glowa ksiadz. – Na kosciol, na polska parafie na Ealingu.
– A czy ksiadz ma pozwolenie od naszego councilu (wladz dzielnicowych) na zbieranie pieniedzy po domach? I jakies ID? – pytam nad wyraz uprzejmie.
Jest moment zawahania i szybka odpowiedz: -Oczywiscie.
– To prosze mi pozwolenie pokazac i dokument ze zdjeciem- odpowiadam uprzejmie. – Ksiadz musi je przy sobie miec.
– Niestety nie mam, zostawilem w kosciele – ze smutkiem odpowiada ksiadz.
– To prosze przyniesc – odpowiadam z jeszcze wiekszym smutkiem.
I na tym nasza rozmowa sie skonczyla. Dopilnowalam aby nie udal sie do zadnych innych moich sasiedow, ktorzy zreszta o tej porze dnia sa niemal wszyscy w pracy, procz nas z E.
Juz zadzwonilam na policje i ich powiadomilam. Mysle, ze to oszust, a nie zaden ksiadz, z ta opinia zgodzil sie policjant. Ksieza wiedza, ze musza miec pozwolenie na kazda nowa zbiorke pieniedzy.
To nie pierwszy raz, ze dzwonia do drzwi o pieniadze. Grasuje tu np jakas dziewucha, ktora juz dwukrotnie usilowala naciagnac mnie na pieniadze, bo „mama jest w szpitalu, a ona sie zatrzasnela i nie moze dostac do domu”. Pierwszy raz nawet cos jej dalam, stupid me! Drugi raz (rok pozniej) pogonilam kota. Ale „ksiedza” jeszcze chyba nie bylo. 😆
Tak, też myślałam Bobiku, że mnie odeślesz do jakiegoś kuglarza 👿
Ale, kto nie próbuje ten się nie rozczaruje 😉
A kałużanki i tak Ci nie pożałuję 😆
Byłabym ostrożna w totalnym odżegnywaniu sie od metod a’la Spanielka. Wśród ludzi znanych bardziej jako „taka mala psze pana to ja” (tu roskoszny trzepot firany rzęs). Bywają wielce użyteczne a chwilami wręcz nieodzone 😉
Czy mogłabyś Jagodo uzasadnić (z przykładami) to:
„Bywają wielce użyteczne a chwilami wręcz nieodzone 😉 „
A po co uzasadniać. Wystarczy trzepot 😉
Nie będzie uzasadnienia?
Szkoda, myślałem, że się podciągnę z teorii. 🙁
Może Jagoda jeszcze poda przykłady. Tymczasem możesz poćwiczyć trzepotanie.
Nie uwazacie, ze prezydent Komorowski wyglada bez wasow mniej IRYTUJACO?
Uważam 😉
Jeszcze jakby się rozwiódł…
Co tam wąsy. Czy Wy wiecie, do czego to dochodzi? Jakiś niedowarzony profesorek zasłużonego Antka Policmajstra za kieszeń chciałby pociągać! 👿
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,13169363,_Kary_finansowe_za_bledy__To_by_wyeliminowalo__apos_macierewiczow_apos_.html#BoxSlotII3img
Dokładnie tak! Trzepot naważniejszy. Reszta przyjdzie sama 😉
klakier 😉
http://www.youtube.com/watch?v=Mi0PbXjNbVA
Komorowskiemu lepiej bez wasów. Żeby się jeszcze pozbył maniery przemawiania w stylu wiejskiego proboszcza 👿
Dla frakcji: 😆
http://www.youtube.com/watch?v=HKgsKrCuz-k
Tak, wyglad lepiej.
Klakier, ale dlaczego Komorowski mialby sie rozwodzic? Czy pani Komorowska bije go? Wstyd mu przynosi? Jest zla Pierwsza Dama?
„Anka”, jak ją nazywali w harcerstwie, to fajna, bezpośrednia i sensowna kobieta. Nie słyszałam, żeby ktoś, kto ją zna, wyrażał się o niej źle. Na mnie też robi dobre wrażenie.
Zaskoczyło mnie, że Komorowski zgolił wąsy. Dobrze, że przyszedł na pogrzeb Torańskiej, przemawiał nawet.
A klakier wstydziłby się takich uwag, naprawdę.
Dzisiaj nasze londynskie metro obchodzi 150 lat, ale nie zauwazylam jak dotad zadnych hucznych obchodow obchodow. A cena przejazdow zwrosla od pierwszego o 8%.
Ale przypomnialo mi sie, ze kiedys zauwazylam , ze krakowskie tramwaje obchodzily sto lat. I malo kto wtedy zauwazyl w Krakowie, ze kiedy pol miasta zebralo sie aby zobaczyc rozruch tego cudu techniki, gdzies tam przy niepelnej sali Teatru Miejskiego (teraz Slowackiego) odbywala sie wlasnie prapremiera Wesela… Ale kto mogl wtedy wiedziec…
MNie sie tez Anna Komorowska bardzo podoba. Pewnie, ze wolalabym na jej miejscu zalozmy Magdalene Srode, ale skoro nie jest to Magdalena Sroda, to mysle, ze Pierwsza Dama, taka jaka jest, jest calkiem udana. 🙂 Podobnie bardzo mi sie podobala sw. p. Maria Kaczynska.
Mysle, PK, ze byla to uwaga zwyczajnie myzogeniczna, ot rzucona mimochodem. Ale odnotowalysmy, owszem.
Myślę, że to była ciężka ironia pod adresem blogowiczów, że niby podobałoby wszystkim, gdyby zmienił.
Zresztą nie wiem, co miał na myśli, nie jestem klakieroznawcą.
Aaa, jak ciezka ironia, to mozna sie nawet obrazic na wszelki wypadek… Bo nijak nie moglam zrozumiec po co komu zyczyc rozpadu udanego malzenstwa. 🙄
Aaaa, po co rozumieć trzepotanie trzy po trzy 🙄
Czy te oczy mogą kłamać
http://sphotos-a.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/196855_474186372638154_670289666_n.jpg
Chiba nie. 😀
A te oczy 🙄 🙂
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/DziecioZielony#slideshow/5831531672082635810
Ładna ptaszyna, rzadko można zobaczyć ten narodek, bo płochliwy wielce.
Że one wstrząśnienia mózgu nie dostają! 😀
A tu taki w śniegu siedzi:
http://www.utw-krosno.pl/wp-content/uploads/2011/01/dzi%C4%99cio%C5%82-zielony.jpg
Podobno sa jakies badania, ktore wyjasniaja dlaczego dzieciolki nie dostaja wstrzasu mozgu tlukac nieustannie dziobem w drzewo, a zdarza sie, ze nawet beton usiluja podlubac. Maja jakies zabezpieczenia najwyrazniej.
Ale to sa takie piekne ptaki. Na podworku budynku, gdze mieszka moja matka, nieslychanie pieknie zalesioonym, widzi sie co najmniej dwa gatunki dzeciolow bardzo czesto i niektore zezwalaja nawet podejsc calkiem blisko – zwlaszcza te malutkie, wielkosci duzego wrobla. Bardzo pociesznie biegaja to pniu drzewa (ficus beniaminia, znany nam glownie jako roslinka domowa).
Nigdy nie widzialam dzieciola w Anglii.
Ten wróblowaty dzięcioł to krętogłów
http://ptaki.info/kr%C4%99tog%C5%82%C3%B3w
Prezydent Komorowski zcsiął wąsy po raz pierwszy jak jego pierworodny wziął ślub , a teraz nastepne pokokolenie bierze śluby,
tak czuję
spanielkę miałam i wipisz umaluj mądra ale rozumek głupiutki i ciągnie na smyczy jak cholera i do miski
Nie, to nie kretoglow, bardziej podobny do tego co wystepuje pod nazwa „dzieciolek”, tylko ma jaskrawsza czerwona czapeczke i sporo czarnego pierza. Bardzo ladny.
Floryda ma nieprawdopodobni duzo gatunkow ptakow – od licznych orlow poczynajac, poprzez rozne pelikany, czaple, kormorany, rozliczne wroniaste etc. I bardzo rozkoszne malutkie ptaszki, ktore ustawiaja sie w karnym szeregu na piasku dokladnie na linii gdzie doplynie fala. POtem gdy fala oceaniczna odplywa, one cos wydziobuja z piasku. A w pewnym mo,emvie uznaja, ze musza zmienic miejsce i szeregiem odbiegaja pare metro dalej wzdluz plazy.
Obserwowalysmy je z E wiele razy. Sa malutie, szczuplutkie, szarobezowe i nie pamietam ich angielskiej nazwy. Zawsze nas zastanawialo skad one wiedza gdzie dokladnie bedzie linia wody, kiedy fala uderzy o brzeg. Te sa moje ulubione. I czaple stojace w pojedynke na podlewanych trawnikach i wypatrujace uwaznie zaby, a moze jaszczurki. No i chyba pelikany, ktore sa niesamowicie dobrze wychowane i jak podplywa lawina rybek to nigdy sie o nie nie awanturuja , stojac w dokladnie wymierzonej odleglosci od siebie i lowiac tylko ze swojego „poletka”.
A wlasciwie to lubie wszystkie ptaki na Florydzie. Nie ma chyba drugiego takiego miejsca gdzie dzika natura zyje tak blisko ludzi i na ogol nie zwraca na nas zadnej uwagi.
To sa te ptaszeta biegajace rzadkiem:
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Calidris-alba-001.jpg
A tu lepiej widac w grupce, ale sa nietypowo odwrocone od fali. Widzi sie je najczesciej dziobem w kierunku wody:
http://ericpix.net/Photos/Flora%20and%20Fauna/Shore%20Birds/slides/sanderlings_1.html
JAROSŁAW IWASZKIEWICZ
NOWA RZECZYWISTOŚĆ
Powoli bardzo powoli
bez strachu
staję się nieważki
To nawet nie boli
ten świat bez motyli
bez zmierzchnicy bez ważki
bez chrabąszczy
bez gąszczy bez gąsienic
same błyszczące guziki
w mundurze rzeczywistości
skrojonym z białej blachy
Jaki nacisnąć guzik
gdy przychodzi nocna trwoga?
przez który czarny czy srebrny głośnik
odezwie się trąba boga?
Co trzeba jeszcze włączyć
aby zajechał ten wózek?
z jakich wykwitnie kłączy
żeliwny kwiat ostateczny?
czy włączy się lot wieczny
w tę księżycową drogę?
Czy grobownica będzie biała
z komputerów cała?
czy będzie odpowiadała
na wszystkie pytania?
podług jakiego kodu?
Pośród wiecznego lodu
nie rozkwitną narcyssy
jak poetom kwitły za młodu
ani konwalie ani irysy
ani peonie ani anżeliki
tylko jak kwiaty
kontakty guziki
Nie trzeba nic zrywać wyłączać
samo się wszystko skończy
To raczej ten dzięciołek kalifornijski:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Melanerpes_formicivorus_-San_Luis_Obispo,_California,_USA_-male-8.jpg
szkoda Pani Teresy, szkoda………
To ten, to ten!!!
——————————————————————————–
wypocznijcie w snie 🙂
Nacht Bobikowo
Mysle, Rysiu, ze Iwaszkiewicz byl niedoceniany jako poeta. A teraz juz nikt go chyba nie czyta. Szkoda, bo byl dobry, choc chyba glupi.
Szkoda, Rysiu.
Dziekuje za wielce zyczliwe zaproszenie na blog. Pojawiam sie tutaj niezupelnie anonimowo, gdyz pokazuje zdjecia pod wlasnym nazwiskiem. “Przyznany” mi na blogu przydomek Pan Marek brzmi dumnie, ale nie pasuje do obyczaju jezykowego kraju, w ktorym mieszkam, gdzie tytuly zarezerwowane sa tylko dla czlonkow rodziny krolewskiej. Zapewniam, ze do nich nie naleze, wiec pozostane przy samym imieniu.
Gdybym jednak mogl wybierac sobie przydomek, to byloby to szwedzkie “lagom”. Prosta wymowa i akcent, proste slownikowe tlumaczenie na “wlasciwe, w sam raz, odpowiednio”. Przyuczony do precyzji jezykowej dlugo nie potrafilem tego slowa uzyc z sensem, az pomogl mi w tym przypadek. Wsrod roznych zawodow w nowym kraju mialem rowniez prace w kwiaciarni i – nie majac poczatkowo pojecia o kwiatach – musialem improwizowac odpowiadajac klientom na pytania dotyczace pielegnacji blizej mi nie znanych roslinek. Dlugo udawalo mi sie stosowac prosty chwyt, na pytanie jak cos podlewac odpowiadalem pytaniem: a jak ty to robisz? I w zaleznosci od odpowiedzi wyrokowalem, to za rzadko, lub to za czesto. Pewnej dociekliwej osobie to nie wystarczylo i przyparla mnie do muru. Wtedy przypomnialo mi sie to wspaniale “lagom”. Jak to, nie wiesz jak podlewac? Naturalnie lagom! Efekt mnie zdumial – klientka zrozumiala moja odpowiedz jednoznacznie, choc nie wiem jak a wstyd bylo o to spytac.
Wiec i ja bede sie na blogu pojawiac lagom czesto, zabierac glos lagom na temat, pokazywac lagom duzo zdjec. Niech to lagom bedzie moim stalym wytlumaczeniem, bo przeciez szczerze mowiac – nikt dalej nie wie, co to wlasciwie znaczy.
A i dzis wracam do tematu, ktory juz mignal a mnie ciagle intryguje. Podejrzliwe i nieufne spojrzenia rzucane dzis w Polsce w kierunku fotografa. Wydawaloby sie, ze wiele lat temu obecnosc czlowieka z kamera w codziennych, np ulicznych sytuacjach mogla budzic wiecej obaw (agent?) bo byla niecodzienna. Teraz niemal kazdy ma kamere i robi z niej uzytek, wszyscy sa do tego przyzwyczajeni, a jednak. Lek? Przyznaje jednak, ze czesto wystarczy usmiech fotografa by rozladowac wyczuwalne napiecie. Dla porownania wiec z dzisiejszmi obyczajami link do podobnego tematu, choc sprzed 40 lat. Tu twarze sa spokojne, dostojne albo nawet rozesmiane. Ufff, jak na pierwsza wizyte… Obiecuje poprawe.
https://plus.google.com/photos/103665958647123675396/albums/5830762088516335585?authkey=CJCtnMyjvoLtUQ
No swietne te zdjecia z procesji w Bialej Podlaskiej!
W Bialoj Podlaskie – tak ja to wymawialam, kiedy pierwszego dnia po przekroczeniu granicy znalazlam sie w Polsce. Pamietam pociag wiozacy nas od granicy z Brzescia, z bardzo brudnymi oknami i burymi poplamionymi firankami, ktore mama zabronila mi dotykac, zebym „nie podlapala tuberkulozy”, zakonnice w przedziale – pierwszy raz widzialam zakonnice i troche sie jej balam i wstydzilam sie na nia gapic, wiec udawalam desinteresment, pamietam podniecenie mojego ojca, kiedy bylismy juz na terenie Polski. Byl to oboz przejsciowy dla repatroantow, stad odsylano po dniu czy dwoch do kolejnego obozu, na pare miesiecy – w Zelonogorskiem.
Z tego pierwszego obozu zapamietalam wlasciwie jedno – ze rano podano mam kawe zbozowa – tez moja i mamy pierwsza w zyciu, jak zakonnica i ze moj ojciec powiedzial, ze od 15 lat tak wspanialej kawy nie pil i ze spojrzalsmy na siebie z matka i nic nie odpowiedzialy, bo nam ta nowa kawa bardzo nie smakowala, ale wiedzialysmy ze to kwestia delikatna.
I potem juz nigdy nie bylam w Bialoj Podlaskie. Ale nauczylam sie prawidlowej odmiany, co troche czasu zabralo, ale niezbyt duzo.
Witam Cie, Marku w imieniu nas wszystkich, Gospodarz chyba odsypia poniedzialkowa cocktail party i bardzo dobrze Niechaj sie Psisko wypsi.
Aha, nikt tu tak naprawde zbyt anonimowy nie jest. No, moze poza Kotem Mordechajem – o tym nikt za wiele nie wie, bo to bardzo Tajemniczy Kot, jak to koty.
Przyznaję, że nie umiem przełamać zakłopotania, kiedy mam fotografować osoby, tym bardziej że teraz przed publikacją cudzego wizerunku powinno się, podobno, uzyskać zgodę osoby.
W przecież większość fascynujących zdjęć dotyczy właśnie ludzi.
Fajnie, ze się odezwałeś, Marku. 🙂
A skromną prezentacją wzbudzasz tylko apetyt na więcej.
Cześć, Marku. 🙂 Lagom wiekowe zdjęcia – z mojego rocznika. 😆 Twojej kamery bym się nie bała, jest życzliwa ludziom.
Witaj Marku. 🙂 Bardzo się cieszę, że się zdecydowałeś „ujawnić”. 😀
Muszę przyznać, że na nieufne spojrzenia wobec fotografa nie zwróciłem dotąd uwagi. Może dlatego, że rzadko fotografuję obcych ludzi? Pewnie Kierowniczka mogłaby na ten temat więcej powiedzieć. 😉
A zdjęcia sprzed 40 lat… Czas zatrzymany. Przy jednym krzyknąłem „o, Prababcia!” i dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, że to nie ona. Chociaż teraz znowu nie jestem pewien. A może jednak ona? Tylko skąd by się wzięła w Białej Podlaskiej? 😉
Odsypiać odsypiam, Helena dobrze wyczuła, ale jednak od czasu do czasu patrzę, co w obejściu. 😉
Piękne zdjęcia, Marku.
A opowieść o podlewaniu też bardzo ładna. 😆
Dobry wieczór. Witaj, Marku.
Czy ja mogłabym więcej na ten temat powiedzieć? Ja mam te same opory, co mt7. Dlatego też fotografuję ludzi nie tak często, jak bym chciała – czasem aż mnie korci, ale mi głupio.
A poza tym moje amatorskie fotki to w ogóle nie jest ten sam temat.
Cieszę się, że są tacy, którzy mają opory przed fotografowaniem ludzi. Nie cierpię być fotografowana. Szczególnie przez obcych i bez pozwolenia. Traktuję to jak zachowanie wyjątkowo inwazyjne. Przedmiotowe traktowanie. Wiem, że nie wszyscy tak mają, ale mnie od tego skręca w wątpiach 👿
Kiedy mogę, to protestuje, ale nie zawsze wypada 🙁
Dobranoc 🙂
Zaraz powiem dobranoc, tylko jeszcze uśmiechnę się do Marka 🙂
jej, zaraz mi się przypomniały moje zdjęcia z sypania kwiatków. Ja tylko sypałam, bardziej prestiżowa była wstążka, a najbardziej – niesienie poduszki z czymś. O to toczyły się prawdziwe wojny na wpływy i poważanie.
🙁
🙁 🙁
Heleno 🙂 🙂
Kawa, croissant, dżem
panettone również 🙂
szeleszcze do herbaty 🙂
dzem zawsze 😀
brykam
czwartkowo 8)
brykam fikam
Marku Twoj album (na facebook) o Cyganach jest Wielki
Przyjemnosc, calkowicie lagom 🙂
brykam
pstryk
Dzieki, Irku.
jeszcze tylko dla frakcji 🙂
http://www.faz.net/aktuell/politik/inland/verhinderte-missbrauchsstudie-kirche-in-der-welt-12019392.html
i to:
http://www.tagesspiegel.de/meinung/kindesmissbrauch-in-der-kirche-angst-vor-den-nackten-fakten/7608466.html
co ukrywaja KK szafy i szuflady, boja sie?
smigam
brykam fikam
Helena
dlaczego jestes na nogach?
Heleno idz spac!!!!!!!!!!!!!!!! przytul poduszke, wciagnij koc na glowe i spij, spij, spij 8)
pstryk
Nie moge, Rysiu!
Teraz mi sie juz nie oplaca chyba…. W mnie wpol do siodmej!
Dzień dobry,
Wczoraj skończył mi się limit szybkiego transferu, więc nie mogłem się odnieść do określenia Heleny, że uwaga myszogeniczna. Aż strach się bać, jak Kot Mordechaj przeczyta.
Z powyższego powodu transferowego nie mogłem również wziąć udziału w procesji powitalnej Pana Marka ze zdjęciami.
Ale jakby wyczuwając, o czym się na blogu rozprawia całkiem przypadkowo odkryłem na półce książkę wydaną przez pewne muzeum w pewnym mieście pod tytułem „W starym albumie mojego dziadka” – zbiór fotografii z wystawy w owym muzeum.
Pod zdjęciami podpisy Waśniewski, Jaworski,… Papużyński…
I zdjęcia z 1910 i z lat 60-tych.
Na jednym na mojej ulicy stoi dwóch chłopców (na planie dalszym, więc nierozpoznawalni), ten co się boi psa, to ani chybi ja. 😉
I tak sobie pomyślałem, że dawne zdjęcia czarno-białe zawsze są piękne.
Z dwóch powodów – że wydobywają z naszej pamięci świat zapamiętany. I jeszcze jedno – przeważnie były przemyślane przez fotografa (choćby z powodów kosztów), a nie nacykane, jak dzisiejsze.
A dlaczego ludzie dziś mają złe twarze?
Mnie:
1. źli ta cykomania
2. trudno przewidzieć do czego moja twarz zostanie wykorzystana – (patrz przypadek policjanta, którego twarz obiega internnet z mało sympatycznymi komentarzami i „dymkami”.
Więc jak widzę, że ktoś we mnie wycelowuje aparat, to mi się na twarzy pojawia w…urw.
Dzień dobry. 🙂
Rysiu, od wczoraj znów dużo niemieckiej telewizji oglądam (we wtorek wyjazd na 6 tygodni do Monachium). Oglądałam wywiad
z dyr. Pfeifferem (Kriminologische Forschungsinstitut Niedersachsen). Zarzuty KK całkowicie nieprawdziwe.
Kościół strzela sobie w stopę albo w krzyż.
Dzisiaj usłyszałam wypowiedź eksperta, który nie wyklucza, że lotnisko BER zostanie uruchomione w 2017 roku!
To już jest obciach z tym lotniskiem, jakiego nawet w Polsce nie było 😯 Ale to dlatego, że u nas jest tendencja odwrotna. Zrobimy byle jak, na łapu capu, i otwieramy na ura, żeby potem sto razy zamykać i poprawiać, i to nieskutecznie (vide Modlin)…
Myślę, że ludzie miewają dziś złe twarze z nader różnych powodów… Przede wszystkim niedawno sfotografowana procesja w Krakowie jest zupełnie innym wydarzeniem społecznym, niż 40 lat temu. Paradoksalnie jest jeszcze bardziej przeciw czemuś, dlatego te twarze są zawzięte.
Chyba przywiozę Helence melatoniny, jak będę się wybierać do Londka. Ale nie wiem, ile mogę zabrać 😆
Dzień dobry 🙂
Przylazłem na poranną kawę, a potem chyba pójdę odsypiać dalej. Trudno, tatuś nie chce, ale musi. 😉
Swoją drogą pogoda taka, że nie będę żałował nawet przespanego spaceru. 🙄
Kierownictwo niech się również upewni, czy melatonina przypadkiem nie robi za płyn. 😉
Mar-Jo, rzeczywiscie komentarze Kosciolowi „malo” przychylne,
a lotnisko odlecialo 🙂 🙂 i chyba rowno z ziemia i od nowa
postawic bedzie szybciej i taniej
czekam na relacje z Bawarii 😆
Jeszcze o fotografowaniu. Klakier zasygnalizował dwie sprawy, które chyba rzeczywiście bardzo wpływają na stosunek do cykających. Pierwsza to zmiana roli czy też pozycji fotografa. Dawniej to był ktoś, kto Uwieczniał przez duże U, przez co dodawał splendoru zdarzeniom. Zdjęcie potem było oprawiane w ramki, stawiane na komodzie, albo też ukazywało się w gazecie i to było Coś. Dziś, kiedy cykać każdy może i miliony czy miliardy zdjęć leżą w wirtualnych albumach, bardzo się to wszystko zdeprecjonowało, więc i fotograf nie jest tak chętnie widziany, zwłaszcza kiedy kogoś zaskakuje.
A druga rzecz to możliwość złośliwego, szkodzącego sfotografowanemu wykorzystania zdjęcia. Niestety, ta możliwość jest całkiem realna, a internet szalenie ją „usprawnił”. W Sieci można kogoś całkiem dosłownie ośmieszyć przed całym światem. A ponieważ nigdy nie wiadomo, kto i w jakim celu jest po tej drugiej stronie obiektywu, może nie ma się co dziwić, że „zdejmowani” nie zawsze entuzjastycznie reagują.
Ale, jak już Marek zauważył, fotograf może jednak mieć jakiś wpływ na reakcje. Może się uśmiechnąć, czy w inny sposób dać do zrozumienia, że on tu z dobrymi zamiarami. Jeżeli robi to wiarygodnie, pewnie mu się w końcu uda zrobić tę wymarzoną fotkę. 😉
Pani Kierowniczka Ale nie wiem, ile mogę zabrać
nie wiecej niz 5 do 6 kilogramow 🙄
W związku z tym utrąceniem badań na temat pedofili, w Niemczech przewiduje się kolejną falę wystąpień z Kościoła. A mnie tylko zdumiewa, że tego nie przewidział Kościół, usiłując wtrącać się do badań. 🙄
Może przyjął fałszywe założenie, że po ujawnieniu prawdy odejdzie znacznie więcej wiernych?
Po zastanowieniu z przykrością muszę dodać, że nasi rodacy stosunkowo często mają zacięte, nieżyczliwe twarze, nie tylko „do fotografii”. Zdarza mi się nawet rozpoznawać ich za granicą właśnie po takim wyrazie twarzy, jeszcze zanim otworzą usta, z których wyleci skrzydlate słowo na k. 🙁
Intuicyjnie wiązałbym to z wykazywanym w różnych studiach niskim poziomem zaufania społecznego, co skutkuje odruchowym przyjmowaniem postawy obronnej przed „złym światem”, ale przyznaję, że poza intuicją nie mam nic na swoją obronę. 😉
Piec kilo melatoniny dalo by mi poczucie bezpueczenstwa na pare lat! Jaka szkoda, ze ona sie tak szybko psuje!
Pani Kierowniczko, dzieki! Jedno opakowanie wystarczy gdybys sie, Pani, wybieralas w nasze strony!
Ale czy z mela czy bez – zawsze chetnie przywitamy nawet jesli bedziemy wywracac sie na pysk z niewyspania! 🙂
tak się zastanawiałem jak to jest z kałużanką, jak się podaje (czy tylko w kałuży czy można zaczerpnąć i podać w innym miejscu i naczyniu), kiedy kałużanka zaczyna być kałużanką i czy poza kałużą dalej jest kałużanką, ale pomyślałem sobie o kranówie, która po nalaniu dalej jest kranówą, choć kran już daleko, nawet poza zakresem rozlania i wyszło mi, że kałużanką zostaje się na zawsze i inne takie mi przyszły do głowy, ale chyba nie to było głównym przesłaniem wpisu… 🙄
Słusznym tropem idziesz, foma. Po zostaniu kałużanką, kałużanka już na dobre i złe jest kałużanką, jest kałużanką, jest kałużanką. 😀
Sposobów podawania jest oczywiście mnóstwo, od zwykłego chłeptactwa, po Ceremonię Kałużanki w Japonii. Ja tolerancyjnie uznaję różne, nie cierpię tylko kałużanki ekspresowej, bo zawsze się ten papier nieprzyjemnie po zębach rozdziamdzia. 👿
A ta melatonina to w tabletkach się sprzedaje na pewno? Nie znam się na tym, więc pytam. Pewnie jedno opakowanie będę mogła zabrać bez problemu. Będę 30 stycznia, przyjeżdżam na występ Zimermana.
Na razie czeka mnie machanie z bliska śpiącemu Bobikowi, jutro i pojutrze (powrót w niedzielę rano), ale jeszcze nie mam biletu 😈 Mam jednak nadzieję, że otrzymam go dziś. Trudno, zlocik w jakimś innym terminie.
😥
Muszę jakoś sam siebie pocieszyć. 🙄
Nie płacz, piesku, nie płacz,
kostka cię nie minie,
przywiezie ją Kierowniczka
w odmiennym terminie.
Ne płacz, piesku, nie płacz,
bo ci się nos zatka,
kość dostaniesz kiedyś wielką,
jak calutka jatka.
Nie płacz, piesku, nie płacz,
oko ci się spoci,
lepiej pośpij, byś był w formie
na następny zlocik,
o! 🙂
W Londku wcześniej od Kierowniczki ma być Kuma, może też by zabrała tę elemelę ❓
Melatonina bez problemów. Jest w opakowaniu 2, 3, 5 mg. Niech Helena powie, czy 3, czy 5.
Można też wysłać pocztą, tylko nie wiem, jakie są procedury i czy ktoś się nie przyczepi.
Nieee. Kuma dopiero w lutym! Wiec przynajmniej jest szansa, ze bede wypsana na jej przyjazd, jak wczesniej przyjedzie jeszcze Pani Kierowniczka. 🙂
A tymczasem wyspij sie Piesku za mnie po wsze czasy! 🙂
O, to coś mi się pochrzaniło. Jakoś myślałem, że Kuma już-już.
No to jednak Kierowniczka musi się zająć przemytem. 🙂
5mg tabletki poprosze Pania Kierowniczke by przywiozla. Bo nigdy nie wiem czy jak sie posyla poczta, to czy oni zanim dostarcza nie robia na poczcie jakichs prob czy to nie narkotyk albo co….
Wczoraj nawet zazylam nasennie duza butelke Stelli Artois w nadziei, ze ukolysze. Gdzie tam.
A dzis musze przygptowac wszystkie te rzeczy na przyjazd corki Klientki co mam je z domu powynosic i jutro zawiezc taksowka.. Nie wiem jak ja to zataszcze na drugie pietro, bo oprocz garnkow, naczyn, kolder i poscieli, mam zabrac stad zamowiona przez nia i dostarczona pod moj adres drukarke, dock do ePoda, kable, dywanik do lazienki i jakies dupersznyty. A potem przytargac ze sklepu jeszcze parowy mop i jakis toaster i sprawdzic w tym samym sklpeie jakie maja male mikrofalowki do uczepienia pod kuchenna szafka, bo tak sobie zazyczyla.
A przeciez nie mogie renkom nogom, bo jestem snieta jak karp w lodowce. 🙁
Ze zdjęciami nawet w zaprzyjaźnionej grupie może być kłopot.
Robię zdjęcia w dużych ilościach uczestnikom różnych wydarzeń i wrzucam wszystkie do sieci, żeby każdy zainteresowany pobrał sobie na pamiątkę, co mu pasuje.
Dla jednych jest to obojętne, dla innych ważne, ale zdarzyła mi się bardzo przykra historia, kiedy jedna z osób oświadczyła, że nie życzy sobie być fotografowana i to w bardzo nieprzyjemnej formie.
Mnie się wydawało, że robię jakąś dobrą robotę dla bliźnich, a tu kubeł zimnej wody.
Z drugiej strony, to fantastyczne, że wszyscy robią zdjęcia, dzięki temu można też prawie wszystko obejrzeć w różnych odsłonach. Mnie się podoba.
To może zamów taksówkę z usługą dodatkową. Jak nie mają, to niech wyszukają chętnego, co pomoże wtaszczyć.
Duża butelka Stelli Artois? Pyszne piwko, ale w celach nasennych lepsza byłaby mała butelka 😉
Pieseczku kochany, to będę Ci z bliska wysyłała wszelkie dobre fluidy, żeby Ci się dobrze spało 🙂
Już wiem z grubsza, co i jak, ale nawet nie będę opowiadać w tej sytuacji.
Dzień dobry 🙂
W celach nasennych – szklaneczka piwa grzanego 🙂
Dzień dobry 🙂
no właśnie Siódemeczko, dlatego, że mam świadomość robienia „dobrej roboty dla bliźnich”, to milczę, żeby nie było „kubła zimnej wody”. Ale co mnie naskręca, to moje.
Zgadzam się też z argumentami typu: pamiątka, dokumentowanie dla zachowania w pamięci. Ja to wszystko rozumiem i szanuję, ale … 😉
Zdjęcia Marka bardzo ciekawe. I z pewnością dokumentują kawał historii, obyczajowości … Dobrze, że zostały zrobione.
Heleno,
pierwszy raz słyszę o obozach przejściowych dla repatriantów. Mimo, że wychowałam się na Dolnym Śląsku i było tam sporo repatriantów.
Bardzo mnie to zainteresowało. Czy mogłabyś coś więcej na ten temat napisać?
Siodemeczko, moim zdaniem na publicznej imprezie czy w otwartej publicznej przrestrzeni jest czyms absolutnie unreasonable domagac sie by ktos nie robil zdjec.Jak nie chce byc fotografowany, to moze albo odejsc, albo odwrocic sie tylem. Co innego gdy jestes zlapany w przestrzeni, z ktorej nie ma ucieczki – w autobusie, na pokladzie samolotu czy w malej lodzi. Ale otwarta przestrzen czy publiczna impreza powinna byc dostepna dla wszystkich fotografow i nie ma co pdoskakiwac z zadaniami pod adresem fotografujacego.
Pamietam, ze w Nowym Jorku bylo to rozwiazane prawnie – kazdemu wolno fotografowac wszedzie poza miejscami gdzie jest to zakazane (np, niektore, bo nie wszystkie muzea, takze teatry w czasie spektaklu, no to zrozumiale) oraz miejscami zamknietymi, takimi jak metro czy autobus.
I nikt nie ma ci prawa powiezdiec, nie chce by mnie fotografowano w kolejce po bilety, w czasie parady czy co tam jeszcze.
Ufff!!!! Czuję się dzisiaj doświadczana przez los niczym Spanielka 👿
Na niedzielne granie Wielkiej Orkiestry nasze UTW szykuje stoisko z książkami.
Najpierw zbiórka książek w Gminie. Potem, każdy będzie sobie mógł jakąś książkę wybrać, z tego co zbierzemy, wrzucając „co łaska” do puszki z serdeuszkiem.
Zabrałam się dzisiaj za przegląd półek z książkami. Podeszłam do nich z hojną dłonia i otwartym sercem. Ale co wzięłam do ręki książkę, to zaraz pojawiało się tysiąc argumentów, dlaczego każda inna, ale nie ta 😯
Strasznie nie lubię rozstawać się z książkami 🙁
Ostatecznie wybrałam dziesięć i lecę oddać koleżance, w obawie przed zmianą decyzji 😳
Jesteś pewna Heleno, że to chodzi o brak prawa do niewyrażania zgody na fotografowanie w przestrzeni publicznej?
A nie o prawo do publikacji zdjęć zrobionych w przestrzeni publicznej bez konieczności uzyskiwania zgody każdej z osób uwiecznionych na zdjęciu?
A tu w podziękowaniu dla Ciebie za to, że przemówiłaś mi do rozsądku i rzuciłam palenie 🙂 .
http://www.youtube.com/watch?v=UIXGkw4n74w
można się też powstrzymywać przed uśmiechaniem na zdjęciach, bo się uważa, że ma się infantylny wyraz twarzy, albo jakaś mało efektowna zmarszcza się wtedy ujawnia, a nie żadne tam braki w zauwaniu
Brawo, zmoro! 😀
Jagodo, podziwiam i współczuję. Ja też nie potrafię rozstawać się z książkami.
Haneczko, ja się dochrapałam tylko szarfy. Najbardziej prestiżowe były feretrony, ale te były zarezerwowane dla doroslych 😉 .
Witaj, Marku, dziękuję za zdjęcia, wspaniałe okruszyny pamięci.
Zmoro, oczywiście, feretrony to była zupełnie inna półka 😉
Gratuluję rzucenia, tak trzymaj i nie puszczaj 🙂
Ja też gratuluję i trzymam wiadome za skuteczność, Zmoreńko. 🙂
Tu jest taki film omawiający kwestie zgody osób fotografowanych, ale wydaje mi się, ze dotyczy to głównie mediów zarobkowo wykorzystujących cudzy wizerunek.
Na stronie internetowej, poświęconej zagadnieniu powołują się na prawo prasowe:
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=8QV5656QKpg#!
Dozwolone rozprzestrzenianie zdjęć:
1. krajobrazów i miejsc publicznych
2. obiektów ustawionych na stałe w miejscach publicznych, w przestrzeni otwartej
3. niektórych obiektów oznaczonych tablicą: „Zakaz fotografowania” jest zakazane, jednak ogólna zasada jest taka, że zakaz taki ma jedynie znaczenie odstraszające
4. osób powszechnie znanych wykonujących swoje funkcje publiczne
5. osób stanowiących szczegół całości, np. imprezy, krajobrazu
http://natemat.pl/46345,rzeczniczka-sld-chciala-zglosic-usilowanie-gwaltu-na-policji-uslyszala-nie-moze-pani-przyjsc-jutro
Nic tylko warczeć.
Do tego pakowanie się (przeprowadzka) i jakieś bakterie krążące w moim organizmie.
Nie pisuję, ale czytam w miarę możliwości. Witam Marka. 🙂
ochrona wizerunku uregulowana jest w prawie autorskim, art. 81.
1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.
2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.
i tak szukając pomyślałem sobie ze smutkiem, jaka to szkoda, że Pan Radca Quake już się odblogowił… 😥
Zmoro,
gratulacje i kciukotrzymanie 😆
Dziękuję Wam wszystkim, dni nie liczę, bo to było zaraz po wpisie Heleny.
Jechałam do młodego i sobie pomyślałam, że chyba raczej nie powinnam narażac go na to, że po przyjściu do domu znajdzie na podłodze matkę w charakterze nieboszczki. Aż taka małpa to nie jestem.
Mało, tego, będąc już tam udałam sie do lekarzy, aby zminimalizować szkody, które sobie narobiłam. Taka jestem dzielna, a co.
Nawet sobie na tę okoliczność medal z kartofla własnoręcznie zrobiłam i wręczyłam, bo generalnie to ja cosik nie lubię po lekarzach się szwędać i ingerować w zrządzenie losu 😉 .
Czy ktoś ma pozytywne doświadczenie w wyproszeniu kuny z obejścia? Dzisiaj byliśmy na strychu, spore straty w dociepleniu tudzież liczne dziury w folii. Wiemy, że jest pod ochroną, chcielibyśmy , żeby sobie poszła cała i zdrowa. Próbnie spryskaliśmy strych paskudnie pachnącym preparatem (nieszkodliwym), zapach którego miał zniechęcać psy od załatwiania potrzeb fizjologicznych pod naszym płotem.
Zobaczymy.
Tu człowiek pisze o jakiś ultradźwiękach odstraszających kunę:
http://ww.org.pl/strona.php?p=1891&c=7505
Na innej stronie ktoś radził zwrócić się do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Może mają jakieś sposoby, albo wiedzą gdzie szukać pomocy, albo sami przystępują do akcji.
http://oferia.pl/usluga/item147539-odstraszacz-kun-preparat-dr-hartmanns-marder-frei
Mar-Jo to działa w przypadku samochodów. Sprawdziliśmy. Podobno jest przeznaczone rownież do pomieszczeń zamkniętych.
Ultradzwięki u nas odstraszały myszy i krety, pewno w przypadku kun też mogą być pomocne, ale muszą być ustawione na częstotliwości dla nich nieprzyjaznej.
Musisz szybko przeciwdzialać, bo kuna narobi straszliwych zniszczeń – głównie z powodu wydalanego moczu. Zapach jest nie do usunięcia.
Boże, jaki tu dziś paskudny luj. A luj o tej porze roku oznacza też śliskość. Fuj. Łeb pęka, co robić? A jutro wstaję znów o godzinie,której nie ma, wrrr. 👿
Mało luj, to jeszcze wicher.
Zwalił mi część sufitu na balkonie, a ptaki wracające na nocne leże do miasta nie mogły frunąć i kołowały wielkimi chmurami , próbując przeciwstawić się wiatrowi.
Biedaki!.
Ad Jagoda 9 styczeń 13, 18:37
😀
Też lubię tę piosenkę.
O, a tu można „stulatka” zanabyć za 9,90 😉
http://www.weltbild.pl/szukaj.html?query=*&filterActive=1&filterCategory1=Książki&filterCategory_id=1015526&m=pl&productsPerPage=10&followSearch=7903&normCategory1=Ksiazki&normCategory_id=1015526&normActive=1&format=XML&asn=true&p=16&search=1
Coś chyba zle wstawiłam linkę ;-( .
W każdym razie na stronie Weltbild jest sporo przecen, bo zwijają interes z Polski. Przeglądam dalej 😉 .
A tak, takich różnych jest cała masa, jak ten Weltbild.
Wykupują dobrze prosperujące firmy i po jakimś czasie zwijają interes, albo tak ograniczają produkcję, że jakby ich nie było.
To się kiedyś nazywało wrogim przejęciem, a teraz globalnymi markami.
Wiem, ze trochę przesadzam, ale tylko trochę.
Polska ginie, lka sie pod butem zdrajcow i zaprzancow, a Podziemie sie bawi!!!! 👿
http://wyborcza.pl/1,75248,13177946,Niepokorni_dziennikarze_wybieraja_sie_na_bal.html
I jak poszło, Kocie?
Żyje ta Twoja Stara? 😉
http://www.weltbild.pl/static/ksiegarnie.html
Tu jeszcze wykaz sklepów, gdzie pozbywają się towaru.
Siódemeczko, Weltbild należał, bądz jeszcze ciągle należy do Watykanu.
Co mnie zawsze bardzo bawiło, ze względu na oferowane tam pozycje 😉 .
To raczej tylko w Polsce im nie wyszło.
Jest własnością niemieckiej diecezji.
To nie ma znaczenia, kto jest właścicielem, chodzi mi o 'trynd’. 🙁
Z historii firmy:
Rok 2012 stal się dla kolejnym sukcesem.
Jacy skromni.
Czekam z obiadem, głodna jak (przepraszam, Bobiku).
Wzięłam udział w głosowaniu na laureatów Polityki i mam dostęp do elektronicznych wydań i archiwum, a dzisiaj zobaczyłam, że przesłali mi 2 numer z 2013 r. na Kindle’a. 🙂
Wy też tak macie?
Wolę format pdf na komputerze, bo jest dokładną kopią pisma.
Na tablecie są tylko teksty i zdjęcia.
Hyhy, na tym Weltbildzie można też kupić tak gustowny zegar:
http://www.weltbild.pl/szklany-zegar-scienny-kot_p11882370.html
EmTeSiódemeczko, tak, na rok dostaje się za to głosowanie dostęp do Polityki Cyfrowej.
No i ta rekomendacja:
Trudno Ci się zorganizować? Wolnego czasu masz tyle, co kot napłakał? Warto przejąć kontrolę nad sytuacją – i zawsze wiedzieć, która godzina. Teraz będziesz to sprawdzać dużo chętniej, bo z zegara spogląda w Twoim kierunku piękny rudy kot. Usadowił się wygodnie między bujnie kwitnącymi kwiatami i ze stoickim spokojem pozwala, by czas po prostu płynął… Obraz na szklanej tarczy zegara autorstwa Anne Mortimer – artystki uznawanej za jedną z najwybitniejszych wśród współczesnych malarzy kotów na świecie. Cichy kwarcowy mechanizm zasilany baterią AA (niedołączona).
Trudno się oprzeć 🙄
Zdrowie Zmory! 😀
Jak ja nie lubię pękania łba, walących się sufitów, śliskich chodników, przecinającej markotnie wybarwione powietrze mżawki, roboty na przedwczoraj i godzin, których nie ma! 😈
Ale, tak poza tym, to nie jest źle. 😉
Anne Mortimer is my guilty pleasure 😳 . Jest ona rzeczywiscie bardzo znana i popularna ilustratorka ksiazek dla dzieci lub ksiazek o kotach, rozumie je dobrze, kocha i umieszcza zawsze posrod roslinnosci albo na perskich dywanach. Bardzo slusznie, bo koty sie pieknie na perskim dywanie prezentuja, podobnie jak wsrod kwiatow.
Kiedys podlapalam E do kuchni bardzo piekny kafelek z kotem Anne Mortimes kiedy Villeroy & Boch mial wyprzedaz. Kafelek byl do stiawiania goracego czajnika i E go uwielbiala, bo byl tak wesoly, a kot na dywanie tak piekny. KIedy stlukl sie po latach, zaden nowy kafelek podobnych rozmiarow nie mogl go zastapic. Byla niepocieszona. Wiec do dzis szukam jej takiego samego. Villeroy & Bosh musi byc, bo to oni robiili krotka serie porcelanowych kafelkow z kotami Anne Mortimer.
Ago, dziekuję, bawcie się dobrze przy Weltbildzie. Na żywo w księgarniach( właściwie to jest szmelc, mydło i powidło) w Niemczech mają dużo „lepsze” rzeczy 🙂 .
Niemniej myślę, Siódemeczko, że w przypadku Weltbild nie masz racji. Ja mpodejrzewaam, że oni zastosowali ucieczkę do przodu inwestując w Polsce. Liczyli na katolicyzm dosyć powszechny u nas, przynajmniej teoretycznie.
W Niemczech od jakiegoś czasu już im też niezbyt dobrze szło, zamykali pojedyncze filie. A specjalizowali sie w dodrukach i wydaniach specjalnych, bądż pseudo drugim gatunku. Na te nie ma sztywnych cen. Na normalne książki w Niemczech są ceny sztywne i promocje są niedozwolone.
No i chyba się po prostu z tą ekspansją na Polskę przeliczyli nieco.
Ale to zapewne Rysiu będzie wiedział lepiej.
Dobranoc wszystkim nieobecnym 😉 .
Niestety, tylko takie znalazłam kafle , kotów nie ma:
http://www.ebay.co.uk/sch/i.html?_nkw=TILE&_sacat=2818&_odkw=&_osacat=2818
Zmoro, kupili Świat Książki, którego wiele moich znajomych pań było stałymi klientkami. Biorąc pod uwagę ich ilość i entuzjazm wydawało się, że to dynamiczna firma dobrze zarządzana.
Nagle w dużym firmowym sklepie Świata Książki pokazały się zamiast książek patelnie, ścierki, świece, fartuszki – wszystkie, excuse me, pierdoły, niektóre w cenach z Marsa. Pewnie były tam i książki, ale nie były specjalnie eksponowane.
To czego się spodziewali, że przywieźli koraliki do dzikich i będą im złotem płacić.
Akurat te entuzjastki, które machały mi przed nosem katalogami nie poszukiwały w żadnej mierze religijnych lektur, tylko popularnych książek, które da się z zainteresowaniem przeczytać.
Jakoś nie mogłam się zdecydować na kafelek, a jak w końcu wybrałam, to przypadkiem prawie najdroższy. 🙄
😀
Choc bylam tam tylko dwa razy po kilka dni, raz latem, raz zima, to Nowy Jork jest dla mnie wspanialym miejscem. Tu mozna sobie obejrzec Nowy Jork z lotu ptaka:
http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/northamerica/usa/9794309/New-York-in-stunning-360-degree-detail.html
Po 6 mg przestarzalej melatoniny udalo mi sie zasnac ok 11:30 i obudzic przed chwila (u mnie 3;30 rano) Ale to dlatego, ze na 8:15 zamowiona taksowka, ktora mam zawiezc mase rzeczy do Richmond.
Faja ta mapa Manhattanu. Pewnie sie Kuma ucieszy.
A te kafelki na eBayu – okropnie drogie. Ja pametam ze 20 lat temu na wyprzdazy placilam w okolicach £2 za kafelek i ok. £7 za talerz Villeroy i Bocha z ich bardzo ladnej serii rosyjskich basni. Konik-Garbusek byl tez na prezencik dla kogos, tez przyjety z wdziecznym sercem. I wspanialy czajniczek czerwony, za 16, ktory wtedy kupila Jasiunia (bylysmy razem na soldach), a potem oddala go mnie i teraz wciaz korzysta z niego E. do ktrorej poszedl gdy kupila mieszkanie obok. Te czajniki byly wtedy w normalnej sprzedazy po £36, przepieknie zaprojektowane. Z jakoegos powodu Villeroy&Boch miewal wtedy solidne doroczne wyprzedaze po Bozym Narodzeniu i mozna bylo kupowac ich rzeczy na powaznych znizkach.
Ide pakowac bielizne, garnki, sprzety kuchenne .
Dobrze, ze udalo mi sie troche wyspac, bo sie juz slanialam na nogach, ja Spanielka.
Rozdawana jest kawa z bardzo dobra szarlotka z piekarni Polish Village. Kto wie czy nie poprosze Slowaka Marcela aby doniosl duzy kubek capuccino ze swej kawiarni obok.
Do Richmond maja dzis dostarczyc ten ladny bujak zamowiony pare tygodni temu, produkty od Waitrose’a, a ja musze jeszcze w miefdzyczasie wpasc do sklepu i kupic ten parowy mop i toaster. I zadzwigac to na drugie pietro. Oj.
Dzień dobry 🙂
Jaki wspaniały Nowy Jork. Z przyjemnością spaceruję przy kawie 😀
Zmora, jako były palacz trzymam kciuki jak najbardziej.
Ago, jest lepiej 🙂 🙂
🙂
🙂
😀
szeleszcze
herbata na za okienne sniegowanie 🙂
brykam
Tereny Biale S-Bahn przeglad pozycji 🙂
brykam fikam
Weltbild ma zamiar wiecej pieniedzy zarabiac w/przez internet,
to jest tendencja, okazalo sie ze „kluby ksiazek” (Bertelsmann,
Swiat Ksiazki) nie zapewniaja wzrostu zyskow, a w wiekszosci
niemieckich fizycznych sklepow Weltbild mozna kupic specjalna dla nich oferte ksiazek i mydlopowidlo. Weltbild zwraca tez szczegolna uwage na eliminowanie z programu
ksiazek sprzecznych z duchem i nauka Kosciola Katolickiego.
Zmora ma racje ze w calym obszarze jezyka niemieckiego w
Europie ksiazki maja sztywne ceny (Preisbindung), zapobiega
(?) to nieuczciwej konkurencji 🙂
pstryk
To nie zadne zapobieganie nieuczciwej konkurencji tylko kartel, jak sie zakazuje sprzedawac taniej. 🙄
Zaraz bede leciec, ale powiem jeszcze tylko moj piece.
Ja nie rozumiem do konca, jak, zalozmy, krzeslo z calkiem ordynarnego kolorowego plastiku, zaprpjektowane w 1948 roku przez Charlesa i Ray Eamesow, ktore wtedy bylo ostatnim krzykiem awangardowego designu, a dzis juz jest sztampa, mozna wciaz sprzedawac za £500 od sztuki przez firme, ktora pierwsza te krzesla zaczela produkowac (Vitra) i produkuje nieustannie od 65 lat!
Inne fabryki, ktore (nieleganie) zerznely ten sam projekt sprzedaja niemal identyczne krzesla po £49.99! To znaczy, ze ich wyprodukowanie kosztuje z grubsza ponizej £10! Jedno sie nazywa „oryginalne”, drugie „kopia” . A wszystkie schodza z tej samej tasmy produkcyjnej.
O! Zeby nie bylo, ze zmyslam:
http://www.metrofurniture.co.uk/shop/eames-dsw-chair.html
To jest „kopia” w rozumnej cenie.
Dzień dobry 🙂
Ziąb się zrobił, w nocy nawet taki mniej niż zero. Miałem rację, że nie dowierzałem tej styczniowej niby-wiośnie i nie próbowałem wystawiać pelargonii na taras. 🙄
A na blogu jakaś epidemia przeprowadzkowa szaleje, czy co? 😯 Na razie Andsol najwyraźniej zaraził bakcylami przeprowadzki Alienor. Jak to leci po linii alfabetycznej, to wkrótce i do mnie może dotrzeć. 😯
Wszystkim czymającym dziękuję najserdeczniej i najpiękniej jak umiem.
Ale za mnie to trzeba chyba dozgonnie czymać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się złamię. Ja jestem jak O.Wilde – rzucić palenie? co za problem? wielokrotnie próbowałam i zawsze mi się udawało ; – ) . Najdłużej bez kopcenia wytrzymałam 3,5 roku.
Zmoro, moja koleżanka z pracy obiecała sobie w zeszły Nowy Rok, że rzuci palenie przynajmniej 3 razy. Dotrzymała.
Trzymam kciuki. Każda przerwa od kopcenia dobra dla zdrowia. Permanentna najlepsza.
Heleno, piękne krzesło. Wrzucam do katalogu „jak kiedyś będę na swoim”.
Pakuję się i pakuję i oczom nie wierzę, ile rzeczy można upchnąć na 23 metrach. 😯
A z tymi przeprowadzkami rzeczywiście coś jest. Sporo znajomych się przenosi w tym miesiącu.
Niektóre kraje mają do kultury stosunek rozważny i romantyczny zarazem. 😉 W romantycznym porywie uznają, że żyć bez niej nie potrafią, a rozwaga podpowiada im, że oddanie niebogi w łapy wolnej konkurencji może ją utrupić. Albo przynajmniej jak w góralskiej przyśpiewce – cy go zabił, cy nie zabił, w kozdym razie go osłabił.
Niemcy (ale nie tylko one) należą właśnie do takich krajów, które nie wierzą, że ich ukochana kultura z regułami wolnego rynku sobie poradzi, więc starają się ją chociaż w pewnym stopniu przed nimi chronić, przyznając jej „producentom” pewne wyjątkowe prawa. Musieli zresztą staczać o to straszne boje z UE, której uprzywilejowanie handlu książkami wcale się nie podobało. No, ale zaparli się i na razie wygrali. 🙂
Eksperci ekonomiczni jak zwykle na dwoje wróżą – jedni, że to istotnie ratuje rynek książki, a drudzy, że nie ma nań szczególnego wpływu. A ponieważ chyba już wszyscy poza samymi ekspertami ekonomicznymi przyzwyczaili się do tego, że z ich wróżenia nic konkretnego nie wynika, to niemieccy politycy wolą na wszelki wypadek „związane ceny” dla książek utrzymywać. No bo któż chciałby ryzykować, że przejdzie do historii jako ten, co utrupił niemiecką książkę? 🙄
Heleno, taki kafelek znalazłam na e-bay.
http://www.ebay.de/itm/A-26-1-82-Bebelle-Katze-Cat-Le-Chat-Vilbocard-Viller-/260843826388?pt=DE_Kochen_Geniessen_Gedeckter_Tisch&hash=item3cbb80ecd4
Niemniej jednak jakoś się niemieckim księgarzom udaje obchodzić sztywne ceny.
Kiedyś książki w obniżonych cenach były opieczętowane paskudnie jako II gat lub egzemplarz wybrakowany( mimo że faktycznie wybrakowane nie były 😉 . )
Teraz już tego na szczęście nie robią, można dostać sporo książek znacznie poniżej ceny. Tylko się jakoś tak porobiło z księgarniami, że wszystkie trochę zmierzają w kierunku Weltbildowego miszmaszu, aczkolwiek w zdecydowanie lepszym stylu. ( dlatego Siódemeczko mnie dziwi, co się stało ze Światem Książki, bo znam Welt Bild z Niemiec i niczego innego nie można się było spodziewać. Oni tacy są)
Mimo to jakoś dziwnie się czuję, gdy będąc w księgarni przechodzę obok regału z makronem i powidłami 🙁 .
Jako że było ostatnio o fotografii, mam pretekst do podzielenia się tym, czego ostatnio dowiedziałem się o jednym, bardzo znanym zdjęciu. 😉 Chodzi o Willy Brandta klęczącego w Warszawie. Ta wiekopomna scena o mały włos nie została sknocona przez otoczenie kanclerza, które w programie miało wyłącznie złożenie wieńca, chwilę zadumy, odwrót. Gest uklęknięcia był ponoć tak spontaniczny i nieoczekiwany, że pierwszą myślą otoczenia było „rany boskie, zasłabł, trzeba mu pomóc”. Na szczęście ktoś szybciej kojarzący powstrzymał ratowników, dzięki czemu nie zostaliśmy pozbawieni Historycznego Momentu.
Zmoro, od sztywnych cen książek są pewne całkiem legalne wyjątki, np. wspomniany towar wybrakowany, ale również całkowita wyprzedaż, ceny po 18 miesiącach od ukazania się książki (wtedy również cena jej kolejnych wydań), itp.
Sprzedawanie dobrego towaru jako wybrakowany nie jest obejściem prawa, tylko działaniem zwyczajnie bezprawnym. Tu już handlowiec musi się zdecydować, czy idzie na takie ryzyko. Jak go złapią, to beknie.
Dzień dobry. 🙂
Dziękuję za linki kunowe. Zaczynamy działać.(Niemcy wczoraj na próbie chóru zachwalali skuteczność kłębków psiej sierści!)
Za niepalenie Zmory trzymam kciuki.
Druga kawa, serniczek.
Czy myśmy dziś zamiast kawy nie powinni dostarczyć Helenie Red Bulla? Chyba przydałyby się jej jakieś skrzydła do tego latania po piętrach z pełnym obciążeniem. 😉
Hej! 🙂
Mnie tam podobają się ruchome ceny, bo przy niewielkiej fatydze znajduję te same rzeczy za połowę ceny, lub jeszcze mniej.
Oczywiście można założyć, że stałe ceny, to te najniższe ceny, a reszta wzbogaca się bez uzasadnienia, ale ja w to nie wierzę.
Hej, Pieseczku! To ja Ci przywiozlam sloneczko! Chociaz w Warszawie ohydny luj 👿
Buzi z o wiele blizszej tym razem odleglosci 🙂
W tej niemieckiej regulacji mniej więcej o to chodzi, żeby ceny nie były ani za wysokie, ani za niskie. Tzn. żeby z jednej strony nie było dumpingowania, a z drugiej takiego windowania, że mniej zarabiający już w ogóle na książkę nie mogliby sobie pozwolić. Znaczy, komuś zależy na tym, żeby ludzie czytali. 😉
Ale te wszystkie regulacje i tak nie dotyczą obrotu książkami używanymi, których do diabła i trochę jest choćby na ebayu.
Widzę, że Kierownictwo zajmuje się przemytem na coraz większą skalę. Tu rzemyczek, tu koniczek, tu melatonina, tu słoneczko… 😆
Całe szczęście, że się celnicy nie czepili, albo że się luj nie wepchnął cichcem do plecaczka. 😉
Pomerduję w kierunku D-dorfu na ile tylko sił w ogonie starcza. 😀
U nas też Słoneczko przez chmury wygląda, Kierownictwo wstało o złej porze i dlatego luj.
Dziędobry. Śnieg jest. Może to i nie dziwne w zimie, ale zawsze obrzydliwe.
Ja nie rozumiem, Bobiku, jak to u nas funkcjonuje, ale dam Ci przykład.
Opasłe tomiszcze Historii Hiszpanii kosztuje u wydawcy i w innych witrynach od 40 do 50 zetów polskich bez kosztów przesyłki , a ja ją nabyłam za 30 razem z przesyłką.
Nie wiem, jak to jest, ale widzę, ze ten system dba o moją ubogą, emerycką kieszeń. 😀
Bo oni Cię lubią i to jest cena tylko dostępna dla Ciebie, Siódemeczko.
To funkcjonuje na tej samej zasadzie, jak to, że mnie molestuje cały czas jakiś McKeeper, żebym go sobie zainstalowała, a mojego męża korzystającego obok ze swojego Lenovo już nie molestuje.
Oni wiedzą, że Ty to Ty, Siódemeczko 🙂 .
Ile śniegu! Ulepiłyśmy już dzisiaj Pana Bałwanka, Panią Bałwankową, Bałwaniątko oraz Kotka Śniegotka. Pan Bałwanek ma mniej więcej 165 cm wzrostu i kosztował wiele wysiłku 🙂
Dzień dobry 🙂
Tutaj zero śniegu. Nie miałybyście z czego lepić, Vesper 😕
Bobiku, czyżbyś chciał zrobić z Heleny podfruwajkę 😯
Rosół mi zaczął kipieć i nie dopisałam, że Bałwankowie i ich Kot powstali ze śniegu leżącego na dwóch niedużych trawnikach w naszym ogrodzie. Czyli trochę białego musiało napadać.
Na 165 cm wzrostu to duuuużo potrzeba, a jeszcze reszta rodzinki. 🙂
Pozdrowienia dla córeczki, Vesper. 😀
Zasnac, umrzec.
Udalo mi sie wszystko zalatwic, nawet nowym mopem podloge umyc (ale tylko tam gdzie widac bylo ze brudnawa, reszte balam sie umyc, boby mnie znowu Kuma obsobaczyla….)
Dowiezli ten fotel bujany i jest naprawde piekny. Zauwazylam pare dni temu, ze Dawn French ma identyczny w swojej kuchni, tylko ciemnoczerwony, a ten jest w kolorze „naturalnym” skory, rudym.
Zaprzyjaznionu taksowkarz wszystko pozanosil mi na gore, wiec nawet palcem nie kiwnelam. Teraz z zascielonym lozkiem i naczyniami i garnkami w kuchni mieszkanie wyglada na gotowe do zycia. Dostawa ze sklepu spozywcego w poniedzialek, ale przed przyjazdem dziewczat, wiec bede musiala jednak pojsc.
Zmoro, znalazlas mi dokladne ten kafelek z rudym kotkiem i zaraz go zamowie, skoro byl taki ukochany E! Dzieki!
Cieszę się, Heleno 🙂 . Uściskaj mocno E.
Vesper, mogę wpaść na rosołek?…
Na brokułową, Nisiu. Rosołu już nie ma 🙁
Dziękuję, mt7, pozdrowię 🙂
Jest ich więcej w internecie, tylko występują, jako Katze 😆
Fajnie, że się udało Zmorze odszukać.
Niektóre z tych kafli, com je zapodała, to jakieś antyczne antyki i dlatego trochę kosztują.
I tak dzięki Vesper ubałwanienie wzrosło w Najjaśniejszej o kilka promili 😆
A to dziękuję, nie przepadam za brokułową. Poczekam na następny rosołek…
To Państwo Bałwankostwo nie mają Psa? 🙁
Lepiej im nie mówić, co stracili, bo mogłoby im być przykro. 😎
Jutro będą mieli też psa.
Miejmy nadzieję, że jeszcze na kość śniegu starczy. 😉
U nas też straszą śniegiem i mrozem, może nawet na dłużej. Aż się zacząłem zastanawiać, czy oleandra nie wpuścić do domu. Niechętnie, bo ciężki jak cholera i rozłożysty nader, ale dać sirocie zamarznąć jakoś tak głupio by było. 🙄
Lepszy snieg niz plucha, lepsze slonce od zagrypionej pogody, Bobiku. 😉 A wizytujacy oleander w domu to wlasciwie okazja do zabawy w oranzerie. 😉 (Co do zagrypionej pogody, to wlasnie uslyszalam w radiu, ze jestemy teraz w amerykanskim epicentrum grypowym, ale jakos sie nie przestraszylam, bo po co pomagac wirusom przez dodawanie sobie stresu.)
A propos Spanielki, i jej wizyty u Ciebie, oraz szczesliwie zakonczonych poszukiwan kafelka pod czajnik dla E., przypomnial mi sie obraz Mary Cassatt z bostonskiego MFA).
http://www.mfa.org/collections/object/the-tea-32829
Odgarnęłam śnieg.Dużo.
W zeszłym roku Młode w ogrodzie ulepiły wiolonczelę większą niż kontrabas. 🙂
Wlasciwie odsniezanie nie byloby takie zle, gdyby tylko nie trzeba bylo sie za nie zabierac pod przymusem. A juz lepienie balwanow, wiolonczel, czy lodowa rzezba, to wlasciwie lukier na torcie. 🙂
A tu jeszcze do herbaty – BBC dolaczylo sie do apeli, zeby niekoniecznie wszystko przeterminowane wyrzucac (choc pewnie najlepiej zuzywac wszystko na czas, ale to robia tylko nieliczni, sadzac po statystykach – polowa zywnosci laduje w koszu na smieci!)
http://www.bbc.co.uk/news/magazine-20971347
Mordko, co Ty powiesz na takie ceramiczne obrazki?
http://allegro.pl/stare-porcelanowe-villeroy-boch-i2938702221.html
http://paradowska.blog.polityka.pl/2013/01/11/niepokorni-we-wlasnym-gronie-ale-ubaw/
😀 😀
Lomatko, myslalam, ze to juz siodma rano, a to dopiero wieczor!
Snieg by sie tutaj przydal, aby troche wymrozic mszyce na rozach, wciaz niepodcietych. 😳
Impersjonistyczny obraz dwu pan przy herbacie (piekny srebrny serwis na tacy!) bardzo przypomina Francuzow z tego okresu – Degas i Berthe Morissot.
Kafelki z kotami na sciane chyba nie wschodza w rachube. Kafelek pod czajnik 😳 wystraczy w zupelnosci jako guilty pleasure.
Mnie sie tez zdarza sporo jarzyn wyrzucac. Ale ida do kompostownika. A mieso podeschniete idzie dla lisow, wiec sie chyba nie liczy jako wyrzucanie? 😉 W sumie jestem dosc skrzetna gospodynia i staram sie nie kupowac wiecej niz na dwa dni. Tutejsze lodowki sa za male, wiec nie ma pokusy.
Hel., Kuma czuwa w ukryciu i liczy, że niedługo najmiesz się za wycieraczkę.
Chyba jestem niedźwiedziem brunatnym, bo ta pogoda wywołuje u mnie letargiczny sen. A wtedy dzieją się różne rzeczy. Sprawiam rybę u siebie w kuchni i kiedy chcę ją wrzucić na patelnię, widzę, że jest obrośnięta długim czarnym włosem. Wzdraga mnie to, więc odkładam ją na blat, a tu się okazuje, że wybebeszyłam przez pomyłkę Pana Milasa, który z pustym i rozciętym brzuchem skrada się do miseczki. Koszmar tej sytuacji mnie wybudził. Ale dziś, tj. kilka dni później śni mi się wielkie ptaszysko łopoczące w kuchni sąsiadki, nawet podfruwa i skacze na drzwi, a to tusza kacza bez głowy. Ludzie, ratunku! Czyżby znak, że czas przejść na wegeterianizm lub wręcz wegizm?
Oleander ma u Moniki dług wdzięczności. Został wstawiony dzięki jej wstawiennictwu. 🙂
W ogóle nie wyrzucać żarcia chyba się po prostu nie da. Nie wyobrażam sobie aż tak idealnego zaplanowania i wykorzystania zakupów, żeby naprawdę nic się nie zmarnowało. Ale rozpuszczony, rozrzutny Zachód marnuje stanowczo za dużo i bezmyślnie.
Ja jestem za tym, żeby niepotrzebne wyrzucanie jedzenia zrobiło się uncool. I małe lodówki rzeczywiście są tu bardzo pomocne. 😉
A przede wszystkim – czego nie zjesz sam, oddaj zwierzynie. 😎
Kumo, to jest znak, że czas przejść na inny typ snów. 😉 Coś solidnego, mieszczańskiego… Na przykład śnić komodę biedermeier i pakiet bezpiecznych obligacji. 😎
Najwyżej freudyści nie będą mieli roboty, ale to ich problem. 😛
Kumo, coś w tym temacie musi wisieć w gdyńskim powietrzu. Wczoraj Zośka podczas obiadu wypaliła „uważam, że padlinożerstwo jest miłe Bogu”. Mało mi widelec nie wypadł z ręki na to dictum i wyraz twarzy musiałam mieć mało inteligentny, więc szybko uzupełniła „bo to jakby powiedzieć – Panie Boże, nigdy nie zjem czegoś, co żyje”. Zastanawiam się, czy nie wypisać jej z kółka przyrodniczego i religii 🙄
Też się trochę zdrzemnęłam.
Czytam o wyznaniach córki Klausa Kinskiego i włos mi się dębi na głowie.
Zastanawia mnie ta podwójna miara, chłop z Austrii to zbrodniarz i zboczeniec, dla którego nie ma dosyć wysokiej kary, a taki sam chłop, pajac i błazen, tyle że uznany za wybitnego aktora, nie budzi już takiego przerażenia i wstrętu.
Przecież powinno być odwrotnie.
Piszę chłop, z zamiarem obrażenia, bo wzdragam się przed nazwą 'człowiek’.
Vesper, problem w tym, że wszystko żyje 😉 Jutro kacza padlina z padliną modrej kapusty 🙄
Albo nie żyje, Haneczko. Zależy jak na to spojrzeć. W każdym razie jako pieczeń, jest już formą istnienia białka 😉
Budzi, Siódemeczko. W Niemczech nie brakuje komentarzy pełnych obrzydzenia do Kinskiego.
Druga córka, Nastasja, jasno i otwarcie się nie wypowiedziała, ale wiele wskazuje na to, że przeżyła to samo, co siostra.
Vesper, szybko donieś Zosi, że psy to padlinożercy. 😎
No dobra, nie całkiem konsekwentni, ale każda okazja do wzbudzenia sympatii jest dobra. 😈
Haneczko, ale mi narobiłaś. Okazuje się, że właśnie pozbawiłem życia kawałek roqueforta. 😥
I ani łezki nie uroniłes nad milionami biednych pędzlaków, które tak pięknie uzieleniły (od ubogaciły) Twój ser?
Dzieci miewają zaskakująco trafne spostrzeżenia, które wypowiadają bez skrępowania, wprawiając dorosłych w osłupione zakłopotanie.
To świadczy o czystości spojrzenia i niezakłamanej świadomości, ale tak pewnie nie da się żyć.
Lubię Twoją Zosię, Vesper.
Pozdrowienia dla przygarnietego do cieplego wnetrza oleandra, Bobiku! 🙂
Tak, z tym niewyrzucaniem nie nalezy wpasc w przesade, bo zatrucia pokarmowe tez sa nieprzyjemne. Ale mozna wyrzucac z glowa, a nie zupelnie odruchowo. 😉
A Kumy opisy sa zupelnie jak z najnowszej ksiazki Olivera Sacksa o halucynacjach (on ma naprawde swietne opisy, niektore zupelnie niesamowite, np. szeregow osob w zlotych kapeluszach albo zapisu nutowego nagle „wyswietlajacego sie” na scianie).
Srebra sa bardzo wazna czescia kolekcji MFA w Bostonie, chocby ze wzgledu na zawod Paula Revere. Tu on sam na portrecie, z wlasnorecznie wykonanym czajniczkiem:
http://www.mfa.org/collections/object/paul-revere-32401
A ten piekny serwis na tacy, Heleno, stoi tuz obok obrazu Cassatt w muzeum, wiec mozna sobie porownac obraz z pierwowzorem. Ale mnie zawsze szczegolnie uderza wyraz znudzenia na twarzy jednej z kobiet. Jakie to czasem prawdziwe w towarzyskich sytuacjach (stad skojarzylo mi sie to ze Spanielka). 😉
Te sny to chyba jakiś własny remake „Psa andaluzyjskiego”, choć lata świetlne minęły, odkąd widziałam oryginał.
Bobiku, jakby mi się śniły biedermeiery, to nie miałabym o czym donosić.
Vesper, w powietrzu trójmiejskim to wisi ziomal Kinsky z Zopott. Wydawał mi się od dawna królem socjopatów wśród aktorów. Czytałam tylko streszczenie tej biografii. Całości nie wzięłabym do rąk. Nie dość, że zbok, to jeszcze arcykabotyn.
Od lepienia bałwanów czuję się zwolniona, natomiast Pan Milas całą kufkę wsadza w śnieg i węszy. Zajęcia z moczologii porównawczej należą do jego ulubionych, gdy zalega warstwa świeżego puchu. A może to pies-ratownik? Należałoby mu przytroczyć jakiś miniantałek.
Na weekend zapowiadają minus piętnastkę. Zapalę w piecokominku, zrobię makaron z domowy pesto i wyciągnę portugalskie wino. Niestety, muszę jeszcze skończyć tekst o domu-muzeum Fernando Pessoi w Lizbonie. Może ktoś na ochotnika napisze za mnie?
I jeszcze za masowego mordercę pędzlaków się zostałem. 😥
Sytuacja powoli robi się bez wyjścia. Jak całkiem przestanę jeść, to z kolei zamorduję Bobika i to z wyjątkowym okrucieństwem. 🙁
Bobiku, mnie raczej chodzi o to, że część otoczenia Kinskiego uważało go za wcielonego diabła, a mimo to nie wzdragało się z nim współpracować, jakby brak zahamowań był głównym atutem.
Wygląda na to, że wielu wiedziało, lub mogło się domyślać.
Nie chcę tego roztrząsać, bo nie mam prostoty dziecka i potrzebuję uczucia życzliwości dla innych ludzi, żeby mieć siłę żyć.
Mt7, 🙂
Kumo, bym, ale nie umiem 😳
Mam wrażenie, że Kinsky był dokładnie podsumowany jeszcze za życia.
Niszczę chmiel, bez wyrzutów sumienia. On, we mnie, jakoś powtórnie nabywa życia 😯
Siódemeczko, ten uśmiech był do poprzedniego komentarza, do powyższego pozostaje pomilczeć w zgodzie.
Wiem, Vesper.
Ad. Monika – nie biorę żadnych środków halucynogennych, nawet wino łykam oszczędnie. To ten nadmiar snu pewnikiem. Albo kupa leków na nadciśnienie. Olivera Sachsa też od dawna w rękach nie miałam, więc nie zasugerowałam się. Nic tylko WYOBRAŹNIA, którą w realu się nie wyróżniam.
Tolerowanie czy niedostrzeganie koszmarnych stron Kinskiego przez jego otoczenie pewnie ma coś wspólnego z romantycznym jeszcze powiązaniem geniuszu i szaleństwa i wywodzącym się stąd przekonaniem niektórych, że twórcom „więcej wolno”. A do tego dochodziło jeszcze współczesne przekonanie niektórych, że prominentom więcej wolno.
Ale prawdę mówiąc, nawet nie bardzo mam siłę dziś się w to wgłębiać. Po prostu mnie też ten Kinsky brzydzi do spodu.
Tak, nadmiar snu powoduje, że zaczynają śnić się głupoty. Ale to sumie uzasadnione – skoro wszystkie sensowne sny już się wyśniły, zaczynamy produkować bzdury 🙂
Kuma też odsypia za Helenę? 😯
Co się dziwić, że dla Heleny już nic snu nie zostaje, jak tyle osób odwala za nią robotę. 🙄
Nic dziwnego, że Helena nie może spać. Ile można! 😯
Właśnie tę samą myśl dopisałem do swojego komentarza i się łajznęło. 🙂
Musi prawda w tym być, Bobiku
To może powstrzymajmy się wszyscy gremialnie od spania i może wtedy Helenie nawet melatonina już nie będzie potrzebna. 🙂
O, moją pomoc Helena ma już od dawna. Powstrzymuję się do 1.30 i wstaję całkiem rano 🙄
Tylko nie wiem, czy moja pomoc się liczy 😆
Mam naiwną nadzieję, że Helena właśnie śpi 🙂
Kinsky był cały na wierzchu. Zastanawiam się, ilu popaprańców podziwiamy nie wiedząc, jak wielkimi byli popaprańcami.
Ja jestem pod tym względem jej alter ego, albo portretem Doriana Greya namalowanym przez Morfeusza.
Najgorzej, że jak dotrę do Londynu, nasze drogi mogą się nigdy nie skrzyżować, bo gdy ona jak ćma będzie się tłukła o szyby, ja będę spać jak suseł albo inny źwirz. Chyba zaopatrzę się dla niej w melatoninę, to podrzemiemy sobie w sąsiednich sypialniach.
E, głupoty piszę. Czekają mnie muzea, galerie, teatry… Choć ze wstydem przyznam, że chrapnęłam niedawno na przeglądzie sztuk polskich. Obudzona mocnym szturchańcem nijak nie pojmowałam istoty przedstawianego arcydzieła, ale gryzłam się w dłoń, żeby do reszty się nie skompromitować.
Ponieważ mam cukrzycę, zastanawiam się, czy to aby nie nagły skok cukru. Toteż stale się teraz kłuję i sprawdzam poziom.
Ale Kumo, nie trzeba wcale czytac Sacksa, zeby miec zwidy i wizje. 😉 Nie trzeba tez brac zadnych srodkow halucynogennych, ani na nic chorowac. Nie tylko wystarcza wyobraznia, ale czasem „pomagaja” zmeczenie, brak snu, sensory deprivation, a nawet po prostu szara godzina (choc oczywiscie mozna i po winie, i po srodkach halucynogennych, itd., itp,).
Naprawde fascynujaca ksiazka, zwlaszcza jak ktos lubi wizje w ogole (dluga tradycja w sztuce, w poezji…).
Cichutko drepczę do spanka, a jeżeli coś będzie mi się śniło, to i tak nie zapamiętam 🙁
Ja też się wymykam. Pessoa poczeka do jutro. Czy wiecie, że on miał co najmniej 81 heteronimów? A za życia wydal tylko jedną książkę, resztę zostawił w kufrze, 25 tysięcy nienumerowanych stron.
Interesujący człowiek.
Dobranoc. 🙂
To ja też pójdę jeszcze trochę poodsypiać. Skoro Helena i tak nie śpi… 😉
Troche Baryshnikov podobny do tego diabelskiego Kinskiego.
http://www.spiegel.de/fotostrecke/photo-gallery-the-deified-monster-fotostrecke-91861-7.html
Trudno jest rozpoznac diabelstwo. Jak obozy, lagry, Jimmy Savile, Kinsky czy Fritzl. Zanim sie spoleczenstwo zorientuje w stopniu deprawosci juz skonczy sie wojna, Savile czy Kinsky umra. Corce Fritzla sie przypadkowo udalo, bo zachorowalo jej dziecko. Jak to jest mozliwe, taka mgla na oczy i umysly w wyedukowanych i rozwinietych spoleczenstwach. Jesli nie nauczylismy sie rozpoznawac tych zjawisk to znaczy ze one sa wokol nas jeszcze dzisiaj. Wciaz. Dzieci na szczescie kiedys nam to wszystko opowiedza (jak w wypadku jarry Sanduskyego). Choc czasem, jak Pola Kinsky, dopiero na starosc.
Nastassja Kinsky miala wczesny (miala ok 15 czy 16 lat) romans z Romanem Polanskim.
Jerry Sandusky, pisze po ciemku, choc nie spie.
Macolm Gladwell w New Yorkerze o tym, jak to mozliwe:
http://www.newyorker.com/arts/critics/atlarge/2012/09/24/120924crat_atlarge_gladwell
Gldwell bardzo ciekawy… Oczywiscie POTEM wszyscy widzimy jak dzialal ten mechanizm, ale w trakcie nie jestesmy w stanie go zaobserwowac, a zatem zaprzestac wykorzystwania dzieci. Zaprzestanie jest wciaz na barkach tych dzieci.
A tu z innej beczki artykul o przyjazni:
http://theamericanscholar.org/on-friendship/
Zaraz zajrze, Kroliku, zanim nowe srody sie mi pojawia, choc moze jeszcze nie w weekend.
A ze madrosc po szkodzie – chyba tak jest zawsze, byle tylko nie ciagle na nowo. Tylko dzieci, i w ogole slabszych, strasznie szkoda. A z drugiej strony sa takze osoby, ktore przesiedzialy wiele lat w wiezieniu za niewinnosc (znany przypadek w mojej okolicy, po latach uznany za objaw zbiorowej histerii, ale i tak jedna osoba umarla w wiezieniu, a reszta ma zlamane zycie).
Dzień dobry. 🙂
Jutro gra Wielka Orkiestra.Wspieram i wspierać będę. Jutro dodatkowo o wartość „zaoszczędzonej” dzisiaj drugiej kawy:
„Człowiek wierzący dając Wielkiej Orkiestrze pieniądze popełnia grzech, bo bierze udział w sprawach diabelskich”.
Dostało się też rodzinie Owsiaka. Z pisma dowiadujemy się, że „matka była niewierząca”, a ojciec należał do partii i służył w milicji.
Wikariusz ks. Łukasz Głaz, tłumaczył wówczas „Gazecie”, że sama parafia z ulotkami nie miała nic wspólnego. Przyznał, że w zakrystii widział arkusz wielkości plakatu, ale nikt o zgodę na jego umieszczenie nie prosił”.
Kłamczuszek z tego księdza!!!!!! Próbował ktoś jakikolwiek plakat umieścić w zakrystii (nie pytając o zgodę Wielebnego)? 🙂
Czytam o Kinskim i myślę.
Czy jeśli człowiek jest potworem, ale też świetnym artystą, jego potworność dyskredytuje jego artyzm? Czy jeśli Riefenstahl kręciła świetne filmy, ale służyły one złu, nie można odrywać ich świetnej warstwy technicznej od ideologii, którą pokazuje? Została później naznaczona, kręciła filmy przyrodnicze, robiła zdjęcia, ale za jej romans z nazizmem nikt nie chciał tego pokazywać.
Na pewno bycie artystą nie usprawiedliwia bycia potworem. No ale kariera Kinskiego po rozstaniu z Herzogiem, który był chyba jedyną osobą będącą w stanie go ujarzmić, skończyła się.
Filmy Polańskiego oglądamy, cenimy go jako artystę. A przecież zgwałcił dziecko (zgodziła się czy nie, seks z nieletnią w Stanach jest uważany za gwałt). Jego romans z Nastasją Kinski też jest kontrowersyjny.
To ważne pytania dla każdego, kto zajmuje się kulturą. A dla osoby, która zajmuje się nią zawodowo, tym bardziej. Chyba wciąż jestem za tym, że artystę powinno oddzielać się od człowieka. Dopóki nie popełnia potworności w imię sztuki. Wajdy nie oglądam od kiedy dowiedziałam się, że kazał dla któregoś swojego filmu zrzucić konia ze skały.
Dzień dobry 🙂
Na takie trudne tematy zeszło, że muszę wziąć głęboki oddech i namysł, zanim zacznę cokolwiek doszczekiwać. Nie mówiąc już o tym, że należy mi się porządne śniadanie, nawet jeśli z drugiej kawy na intencję Owsiaka zrezygnuję. 😎
A w naj-naj-najpierwszej kolejności muszę się zająć zrobieniem listy zakupów targowych, bo moi ukochani wędliniarze mieli długi, świąteczno-noworoczny urlop i okropnie się już stęskniłem za ich wyrobami. Nie darowałbym sobie, gdybym ich dzisiejszą, pierwszą po urlopie obecność na targu przegapił. 🙄
Alienor, moim zdaniem w przypadku Polańskiego jest akurat odwrotnie. Bardziej godny potępienia jest związek z Nastką ( jeżeli miał miejsce ten jak go określasz „romans”), bo w tym przypadku Polański miał świadomosć wieku dziewczyny.
Drugi przypadek, który Ty nazywasz gwałtem na dziecku już wg mnie nie jest taki jednoznaczny. Tu nie musiał znać wieku, a na oko bardzo trudno jest to ocenić . Niezależnie od tego, co dziecko robiło w jego towarzystwie, skąd się tam wzięło, czemu rodzice nie dopilnowali dzieciaka? Cały szereg pytań się ciśnie. Nie wiem, być może one już zostały wyjaśnione, tylko ja nie mam o tym pojęcia, bo nie miałam ochoty tego śledzić.
Natomiast wiem, bo przeżyłam to osobiście z moją pasierbicą, jak 13-latka potrafi uwodzić dorosłych mężczyzn, wyglądając przy tym na lat znacznie więcej dzięki makijażowi. I zupełnie nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa na jakie się narażała.
Była przekonana, że przecież nikt jej nic nie zrobi, bo jest jeszcze dzieckiem. Tylko że tego nie było widać na pierwszy rzut oka, nawet na drugi i trzeci też nie.
I wierzcie mi, że jej wdziękom naprawdę trudno było się oprzeć. A ona tylko testowała wrażenie, jakie robi na facetach. A wrażenie robiła, oj robiła 😉 .
Myślałam, że się pod ziemię zapadnę, bo akcje czasami miała mocno bezpośrednie i wtedy musiałam dość brutalnie wkraczać, bo subtelne wysyłanie sygnałów dymnych nie robiło na dziewczęciu wrażenia.
Zmoro, ale to co piszesz wygląda trochę na te argumenty facetów, którzy oskarżeni o gwałt mówią, ze ofiara sama się o to prosiła, bo była ubrana wyzywająco. Otóż ofiara może założyć najgłębszy dekolt na świecie i najkrótszą spódniczkę jaką tylko znalazła, umalować się wyzywająco, „nie” wciąż znaczy „nie”. Jakby nie było trudno się oprzeć, żyjemy w cywilizowanych krajach i jesteśmy w stanie utrzymać popędy na wodzy.
Nie należy też zwalać całej winy na rodziców i nieoszacowanie wieku przez Polańskiego. Był starszy, miał 43 lata, mężczyzna w tym wieku powinien myśleć i być odpowiedzialny, a Samantha może i wyglądała na doroślejszą, ale na pewno nie na 21 lat. Na 18 też średnio, mam jej fotografię z tamtego okresu przed oczami. Mógł spytać, jak miał wątpliwości. Poprosił matkę o możliwość sfotografowania córki. Skoro znał matkę, nie sądzę, żeby nie zdawał sobie sprawy ile córka może mieć lat. Ponadto podawał jej alkohol.
Alienor, tak to możesz odebrać oczywiście. Pisałam, że nie znam sprawy Samanthy przecież.
Chodziło mi o to, że związek z Nasti oceniłaś jako „romans”, a historię z Samanthą jako „gwałt”. W moim odczuciu jedna i druga sytuacja jest niedopuszczalna i nie można ich różnicować.
Podając Ci przykład zachowania mojej pasierbicy, chciałam tylko uzmysłowić to, że nie musiał mieć świadomości tego, że Samantha jest małoletnia, natomiast w przypadku Nastki ( jeżeli ich związek to prawda) tę świadomość bez wątpienia miał.
I to tyle.
Nie umiem cieszyć się sztuką jeśli wiem, że jej twórca był potworem. Cieszę się sztuką tworzoną przez ludzi -niedoskonałych, popełniających błędy i głupstwa. Gdzie leży granica? To zawsze zależy od subiektywnego odbioru i tego, jak wiele wiemy – albo wydaje nam się, że wiemy – o konkretnym przypadku.
Nie idziemy na Hobbita. Siostra wyczytała, że na planie filmu zginęło wiele zwierząt. Być może, na planach innych filmów zginęło ich jeszcze więcej, ale nic o tym nie wiedziałyśmy. Jednak na Hobbita i tak nie idziemy.
zmoro, moim zdaniem jest różnica między upiciem i uprawianiem seksu w jacuzzi z trzynastolatką, a nawet krótkotrwałym związkiem z szesnastolatką, której bliżej już do dorosłości. Niby różnica w latach niewielka, trzy lata, ale jednak w psychice wielka.
I jakoś trudno mi uwierzyć, że nie wiedział ile chociaż mniej więcej Samantha ma lat.
To była tajemnica poliszynela, że Polański wolał dziewczęta nieletnie od letnich i seks z lolitą nie był w jego wypadku tylko „omsknięciem”. Przypominam to, chociaż sam miałem wątpliwości, czy rozpętywanie po latach od nowa całej afery, wbrew woli ofiary, rzeczywiście miało wielki sens. Ale moje wątpliwości obracają się raczej wokół kwestii przedawnienia, zadośćuczynienia, itp., a nie tej, czy Polański wiedział, co czyni.
Niemniej jednak byłbym skłonny wierzyć również i w takie przypadki, kiedy ktoś naprawdę nie wie. Wiek na podstawie wyglądu czasem bardzo trudno ocenić, niektóre nastolatki bardzo lubią udawać starsze i wypróbowywać swoją „siłę rażenia”, a żądanie wzajemnego sprawdzania sobie dokumentów przed rozpoczęciem przytulanek byłoby już jednak jakimś obłędem. Oczywiście wyraźne „nie” jest wystarczającym powodem do przytulanek zaprzestania, sęk jednak w tym, że nie zawsze to „nie” pada, a bywa też, że jest znienacka doczepiane po fakcie – np. bo się rodzice dowiedzieli i trzeba z tego jakoś wybrnąć, albo z zemsty, bo on się uśmiechnął do innej panienki. Znałem i takie sytuacje (w obu dchodzenie wykazało całkowitą niewinność rzekomych gwałcicieli), więc – w żaden sposób nie usprawiedliwiając rzeczywistych gwałtów czy pedofilii – w przypadkach nie całkiem jasnych jestem za zachowaniem zdrowego rozsądku i wydawaniem wyroków dopiero po uzyskaniu jasności.
Trudno mi to zrozumieć, Alienor.
Jako usprawiedliwienie współżycia z nieletnimi najwidoczniej traktujesz przyzwolenie ze strony małoletniego partnera, w tym wypadku, dziewczyny.
I zakładasz, że ono w przypadku Nasti było, natomiast w przypadku Samanthy nie. Skąd ta pewność?
Zwłaszcza teraz, po wyznaniach siostry Nasti? Nasuwa się przypuszczenie, że Anastazja też mogła być wykorzystywana przez ojca. A wtedy kwestia świadomego, dobrowolnego przyzwolenia na związek z Polańskim, też zaczyna być wątpliwa. Skąd pewność, że Samantha nie wyraziła zgody, a dopiero potem zmieniła zdanie na temat okoliczności ?
I nie wydaje mi się właściwym żonglowanie prawem i granicami wieku przez to prawo ustanowionymi. Moim zdaniem nie może być dowolności w interpretacji obowiązującego prawa, bo wtedy prawo nie jest prawem.
Dodam jeszcze, już bez związku z Polańskim, tylko ogólnie, że zawsze jestem pełen wątpliwości wtedy, kiedy kwalifikacja przestępstwa zależy tylko od geografii. Np. kiedy palenie marychy jest kryminalne w miejscowości A, ale już całkowicie legalne w odległej o kilkanaście kilometrów miejscowości B. Albo kiedy seks z 15-latką, za obopólną zgodą, w mieście X jest prywatną sprawą, chociaż w nieodległym mieście Y byłoby to ciężkie przestępstwo ścigane z urzędu. Rozumiem, że litera prawa jest na danym terenie taka, jaka jest i trzeba się z tym liczyć. Ale kiedy mowa o sprawiedliwości, zaczynam mieć z tymi różnicami prawnymi problem. 🙄
zmoro, skoro go za związek z Kinski nie ścigano (a przecież się nie kryli), to znaczy, że była w „legalnym” wieku. Jako obywatelka Europy mogła być, w Polsce to jest np. 15 lat. W Stanach prawo jest bardziej restrykcyjne. Więc jeśli chodzi o ramy prawne, z Samanthą je złamał, z Nastasją – już nie. Z Samanthą złamałby je w większości zachodnich krajów zresztą.
Nastasja nic o wykorzystywaniu przez ojca nie mówi. Jedynie o tym, że nie czuła żalu po jego śmierci. Nie znam też jej wypowiedzi o Polańskim, które by wskazywały, że ją skrzywdził albo wykorzystał.
Wielce skomplikowane to jest, nie tylko etycznie, ale i prawnie.
Bo np. co decyduje o karalności? Terytorium zbrodni czy przynależność państwowa? Czy miejsce zamieszkania, bo nie musi być ono tożsame z przynależnością państwową?
Czyli Polacy przebywający na wakacjach w Stanach, niemający 21 lat popełnialiby przestępstwo współżyjąc z partnerem?
Czy, gdyby zdarzenie z Samanthą miało miejsce w kraju, w którym granica współżycia byłaby na tyle niska, że nie byłoby to przestępstwem, to Polański byłby rownież ścigany przez amerykańskie prawo?
WW- pomocy 😉 .
Mam dokładnie te same wątpliwości, Bobiku. Bo geografia geografią, kultura kulturą, ale ludzie osiągają dojrzałość emocjonalną mniej więcej w tym samym wieku i do okresu dojrzewania rozwijają się pod względem psychofizycznym bardzo podobnie. Co więc przemawia za ustanawianiem granic w różnym wieku, tego nie potrafię zrozumieć.
No i absurdy, do których to może doprowadzić, gdy legalnie współżyjąca w Europie para dorosły/nastolatek wyjedzie do USA.
I tak trochę a propos absurdów oraz gwałtów, ale nie na nieletnich:
http://www.wprost.pl/ar/383846/Kalifornia-gwalt-nie-jest-gwaltem-gdy-gwalciciel-udaje-narzeczonego/
Trochę się łaznęło, Zmoro. Myślę, że o kategorii czynu decyduje prawo danego miejsca, ale niech się może WW wypowie.
vesper, zmoro – o ile w Stanach prawo jest nieco absurdalnie restrykcyjne, to myślę, że europejskie granice – zazwyczaj 15-16 lat – są optymalne. Jednak 13 lat to granica za niska chyba we wszystkich krajach z kręgu kultury europejskiej.
Jak to dobrze, że te wątpliwości już mnie nie dotyczą, bo nie sądzę, że znajdzie się państwo, w ktorym mój wiek byłby za niski 😉 .
A ja nie mam najmniejszych oporow co do zasady by obowiazywalo przestrzegaie prawa panstwa w ktorym sie wlasnie przebywa i mialabym ogromne watpliwosci gdyby moje panstwo czy moj stan chcial inaczej traktowac przybyszy zzewnatrz niz traktuje mnie. (Przypomina mi to odezwanie sie mlodziutkiej sprzedawczyni w sklepie , ktorej zwrocilam uwage, ze tutejsze prawo zabrania sprzedawania mocno przetreminowanego miesa: ale to jest POLSKI sklep i golonka jest na wyprzedazy! Jej sie wydawalo ze w POLSKIM sklpeie w zachodnim Londynie obowiazuje polskie prawo, co do ktoreg zreszta tez sie mylila!) .
Dzien dobry. Udalo mi sie przespac co najmniej osiem godzin z parogodinnymi przerwami w srodku , alelluja!
Ale są jeszcze dzieci czy wnuki, Zmoro i pewnie nie wszystkim obojętne, w jakich ramach prawnych bądź obyczajowych będą się obracać. 😉
Już lecę bić w tarabany na cześć Ośmiu Przespanych Godzin. 😀
Ja nie mam wątpliwości, że w praktyce muszę przestrzegać prawa tego państwa, na którego terytorium się znajduję – we własnym interesie, żeby mnie nie zdrutowano. 😉 Dlatego zwiedzając Iran nie tykam firan itd. Moje problemy, jak zaznaczyłem, dotyczą sprawiedliwości, czyli etycznej oceny niektórych czynów, różnie kwalifikowanych przez lokalne prawa.
Zubrom trzeba podsypac troche sianka?
http://www.lasy.gov.pl/zubr
W niocy bylo jeszcze calkiem sporo.
Kwalifikacja czynów to jedno, a zmiany w społeczeństwie to drugie.
Niejako obok dyskusji o Polańskim i o tym, co miało miejsce xx lat temu, gdy inny był świat warto posłuchać i tego:
http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/nie-wiedza-o-seksie,298949.html
Czy to sa wrony, to ogromne stado ptakow? Troche cyba za male jak na wrony?
Nie otwiera mi się, Klakierze, ale podejrzewam, że znowu wylądowaliśmy gdzieś w okolicy noworodka ze spiralą w głowie. 😉
Dawniej, w szczenięctwie sielskim, anielskim, wydawało mi się, że zmiany w społeczeństwie zawsze idą w kierunku większego liberalizmu. A potem przekonałem się, że ich drogi bywają dosyć kręte. Na tyle kręte, że w towarzystwie współczesnych szczeniąt czasem czuję się rozwiązłym libertynem. 😯 😳
Streszczając co było w tamtym linku – obniżenie wieku inicjacji seksualnej, cienie i blaski edukacji seksualnej, i tej oficjalnej, i tej najbardziej dostępnej – internetowej, wpływ mediów, reklam.
To, co kiedyś było w dużej części „tajemnicą”, dziś jest bardzo łatwo dostępne. Z jednej strony wydawać by się mogło, że 13-15 latki wiedzą wszystko, z drugiej zamieszczane w tym programie wypowiedzi szokują właśnie niewiedzą.
Tak mi się ten program skojarzył z dyskusją o Polańskim – odpowiedzialności osoby dorosłej za kontakt z nastoletnimi.
Przepraszam, Alienor jest młoda i nie pamięta tamtych czasów, ale przecież publicznym sportem było 'wyrywanie szkolnych panienek’ (im młodsza, tym większa chwała) przez gwiazdorów kina. Panienki oblegały, więc wystarczyło kiwnąć palcem.
Obleśne i obrzydliwe.
Szczerze powiedziawszy to na wielu z nich nie mogę patrzyć, chociaż przyznaje, że byli dobrymi aktorami, albo mieli szczęście występować w dobrych filmach.
Jeszcze do wpisu Bobika o sprawdzaniu dowodów w nawiązaniu do pasierbicy Zmory.
Jasne, ja też byłam młoda (o dziwo) i miałam koleżanki lolitki, tak nachalne i bezczelne, że do dzisiaj trwam w osłupionym zadziwieniu.
Ale chyba od starych byków, na dodatek twórców kultury podobno, oczekuje się chyba jakiegoś rozumu, większego niż dorastającego dziecka, poddanego burzy hormonalnej i zaplątanego przedwcześnie w świat dorosłych.
Znowu muszę zaznaczyć, że niczego nie usprawiedliwiam, tylko próbuję zobaczyć sprawy w kontekście. W czasach, o których pisze Siódemeczka, zarówno wyrywający, jak i wyrywane wiele mniejsze mieli szansę na taką refleksję, jaka jest możliwa dzisiaj. Co tu dużo gadać, bezwzględna i arogancka samczość miała nie tylko społeczne przyzwolenie, ale wręcz budziła podziw i to u obu płci. W takiej atmosferze mało który samiec był skłonny do zawstydzenia się i przejścia na pozycje soft.
Nie tylko aktorów czy reżyserów to dotyczyło, choć w tzw. środowiskach twórczych rzecz miała dodatkowy posmaczek rebelii przeciw mieszczańskiej moralności, więc działa się może bardziej ostentacyjnie.
Mnie zawsze np. zdumiewały te szeregi oddanych wielbicielek (a i wielbicieli) Hłaski, który – sądząc z wszelkich opisów – był samcem nie tylko aroganckim, ale i niezwykle kabotyńskim. No, ale najwyraźniej w swoim czasie jakoś inaczej był odbierany. 🙄
„bezwzględna i arogancka samczość” jakby z biegiem czasu zsofciała, a zmorolitki trwają i ostrzą pazurki o stare nieczułe głazy.
😀
Bobiku, wiem, że nie usprawiedliwiasz.
Mnie właśnie najbardziej zdumiewa ten dysonans miedzy tamtejszym pełnym uwielbienia przyzwoleniem społecznym na wszelkie patologie w wykonaniu gwiazd, a ocenami takich czynów w wykonaniu zwykłych zjadaczy chleba.
Poza tym widzę zasadniczą różnicę, czy wykorzystuje się naiwność cudzego dziecka, czy gwałci własne.
Kinski molestował już 5 letnią córkę.
O! A jaka to „zasadnicza różnica”?
Taka, jak między zabiciem własnej matki, a cudzej.
Pobrzmiewa mi w tym pewne zezwolenie na tę „cudzą”.
Idę się przewietrzyć, to sobie to przemyślę.
No, jednak kazirodzwo jest bardzo potężnym i obecnym niemal we wszystkich kulturach tabu, a na dodatek ma głębokie racjonalne uzasadnienie. Nie tylko genetyczne, również psychologiczne. W uproszczeniu: dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje rodziców ochraniających, a nie traumatyzujących. Kiedy to właśnie rodzic jest sprawcą seksualnej traumy, dziecko traci jakiekolwiek oparcie i świat zaczyna być dla niego wyłącznie zagrażający, a to z kolei ma dalsze, dramatyczne konsekwencje.
Wykorzystanie przez dorosłego spoza rodziny też jest oczywiście traumatyczne, ale jednak w mniejszym stopniu, choćby przez to, że dziecko nie czuje obowiązku ochraniania sprawcy.
I na mój rozum zakwalifikowanie jednego czynu jako okropniejszego od drugiego nie ma nic wspólnego z przyzwoleniem na ten drugi. Kiedy mówię, że morderstwo jest gorsze niż kradzież, to przecież nie znaczy, że pochwalam kradzież. 😯
Zwłaszcza kradzież pasztetówki jest paskudnym występkiem wołającym o pomstę do nieba – oczywiście, kiedy to nam kradną. 😉 A poza pasztetówką niewiele jest wszak rzeczy wartych ukradnięcia. Zapraszam na pasztetówkę delikatesową. Zwiedzałam dziś warszawskie delikatesy w poszukiwaniu czekolady z wasabi (nie znalazłszy jej wcześniej w supermarketach) – bez skutku. To chociaż pasztetówkę dla Bobika przyniosłam. 🙂
Rozumiem, że to jest delikatesowa pasztetówka z wasabi? 😈
Już się do niej przystawiam. 😎 A ze swojej strony mogę zaproponować zapachy na mróz. Bo we mnie mróz wywołuje natychmiastową potrzebę ugotowania czegoś antymrozowego. Zwycięzcą ogólnym w tej konkurencji jest, rzecz jasna, rosół, który właśnie sobie dyskretnie pyrka w kąciku. A dziś do niego dołączył całkiem niespodziewany zwycięzca dnia, czyli strudel z jabłkami.
Każdy zziębnięty ma dziś u mnie solidną porcję grzewczej mocy zapachu rosołowo-strudlowego. 😆
A mnie w tej historii Samanthy zastanawia mocno „niefrasobliwość” matki.
O Nasti było wiadomo przecież. To na co do jasnej cholery liczyła przyprowadzając Polańskiemu 13-letnie dziecko i pozostawiajac je bez osobistego nadzoru? Jakim cudem dziecię wlazlo do jacuzzi? Jakim cudem zalapało się na narkotyki?
Nie jestem w stanie tego pojąć. Tego braku odpowiedzialności matki. To jak wywoływanie wilka z lasu.
Groupi – siksy już wtedy były powszechne. A zatem mamuśka w moim odczuciu jest współodpowiedzialna za wszystko, co się wydarzyło.
Ja swojego młodego od niemowlaka niemalże impregnowalam przeciwko złemu dotykowi. I jak w wieku 6 lat uznał, że jest za dorosły na serdeczności ze strony matki, to z przykrością( bo do ojca się przytulał) musiałam to zaakceptować.
Jak mu w wieku 20 lat przeszło, to mnie z kolei było dziwnie 😉 .
Obejrzałam Popioły i znalazłam scenę, o której pisze Alienor.
Jestem przekonana, że nie zrzucono żywego konia, mogę wyciąć tę scenę i przedstawić do oceny.
Ludzie rozpowszechniają różne głupstwa w necie.
Dobry wieczór 🙂
Wróciłem z ogrodów.
„szeleszczące”
Jutro GRAMY 😀
„Pada śnieg….
mamo spójrz na świat
jak z bajki cały jest dziś…
bo wszyscy dziećmi stają się ….”
https://picasaweb.google.com/111628522190938769684/PADASNIEG#slideshow/5832609796328158914
Też, Siódemeczko, nie wierzę.
Jejku, Ty jesteś niemożliwa. Wyciąć scenę z filmu to pestka, składam hołd twoim umiejętnościom.
Ja już dziś poprosiłem w Krakowie, żeby jutro w moim imieniu wrzucono do puszki. 🙂
O takim kopnym śniegu jak u Irka to ja sobie tylko pomarzyć mogę. 🙄
Albo pooglądać fotografie. 🙂
Ago, wiadomą czekoladę u mnie sprzedaje ALMA. 🙂
Ad Bobik 12 styczeń 13, 16:50
Wartościowanie traumy wydaje mi się zawsze podejrzane, gdyż trauma przebiega jednak w samotności, do której nie mamy dostępu. I nijak się tego nie da wewnątrz pomierzyć.
Możemy mówić tylko o naszych odczuciach i je wartościować – te są DLA MNIE większe, te mniejsze. Jeśli już takie wartościowanie jest mi potrzebne. Na zasadzie – ten pan jest mniej kulawy niż tamten.