Psia choinka
Ci, którzy zdążyli prawie wszystko przygotować, są zadowoleni. Ci, którzy zdążyć nawet nie mieli zamiaru, też mają przyjemność, bo się nie napracowali. Święta są zatem tak czy owak czasem ogólnej przyjemności i zadowolenia, a przynajmniej być powinny.
I ja chciałbym zmieścić się w tym taku i owaku, więc z przyjemnością, w imieniu całego blogowiska, dziękuję za wszystkie świąteczne życzenia i wzajemnie życzę najlepszego, najzdrowszego, najsmaczniejszego, a przede wszystkim najweselszego. A teraz już możemy z zadowoleniem przejść do najprzyjemniejszej części wigilijnego dnia, czyli do prezentów.
Pierwszy prezent to wigilijna opowieść Katarzyny Weintraub o karpiu pożydowskim, która trafiła do nas, za zgodą Autorki, poprzez berlińskiego Rysia. Tę paczkę można rozpakować tutaj.
A drugi prezent… Chyba rozumiecie, że pod psią choinką nie mogło zabraknąć pasztetówki dla Wszystkich. Toteż drugie opowiadanko, a właściwie humoreska Wladimira Kaminera, którą przetłumaczyłem z niemieckiego, jest cała o pasztetówce i leży w tym miejscu.
No to rozplątujemy wstążki, przecinamy sznurki, rozrywamy papier. Wesołych Świąt! 🙂

Kozdy zbójnik i zbójnicek,
Kozdo turnia i turnicka
Zycy Wom – i jo tyz zyce –
Świąt Wesołyk u Bobicka! 😀
Dziekuje, Piesku za piekne prezenty.
Opowiadanie o karpiu pozydowskim przeczytalam z wielkim wzruszeniem, odnajdujac w nim wiele dobrze mi znajomych watkow i obserwacji. A nawet dokladnie mi znajomy przepis na gefilte fisz, ktora tez robie tak jak go robila latami co najmniej raz do roku moja prawslawna matka. Tyle ze ja robie go raz na 10 lat, bo nie ma sie z kim dzielic, a E. lubi raczej srednio (ona jest bardzo wynarodowiona jesli chodzi o kuchnie! ).
Wiec kupuje sobie czasami gotowe gefilte fisz (to nawet nie karp, tylko jakas inna ryba) z fabryki Manischewitza i robie oszukanczego karpia: zlewam cala galaretke, zagotowyuje z dodarkiem marchwi, korzenia pietruszki i pokrojonej grubo cebuli. POtem zredukowana galarete odcedzam, zalewam nia pulpety rybne i dekoruje pokrpjona marchewka i zielona pietruszka. Dodawanie zelatyny do kaepia byloby wielkim grzechem. W tym celu przeciez gotuje sie glowe! W moim domu do karpia dodawalo sie zawsze odrobineczke cukru – nie wiem dlaczego.
I tego karpia zrobionego przez mame jadalo sie z zimnymi kluskami-wstazkami, z czym nigdy sie w innych domach nie zetknelam. Ja dalej tak uwielbiam, ale nikomu nie proponuje, bo wiem, ze sie zgorsza i nie zrozumieja takiej tradycji. Wiec jest to traducja tajna. 🙄
Ciekawe ilu Zydow lwowskich po Kazachstanie wyladowalo w Szczecinie, musze podpytac o to Anie Frajlich, ktorej rodzice tez byli ze Lwowa (co najmniej ojciec, bo ma o tym wiersz), a sama Ania w Kazachstanie sie urodzila. Moj rodzic tez sie bardzo w Kazachstanie naglodowal, jak matka Katarzyny Weintraub, bo nie potrafil wyrobic „normy” w kopalni. No a potem go wyslano na Syberie, gdzie sie tez niezbyt przelewalo, ale juz az takiego glodu nie zaznal jak w tym Kazachstanie..
Bardzo ladne to opowiadanie i zachowam je sobie w jakims wirtualnym schowku.
A ze pasztetowka jest plynem wedle przepisow bezpieczenstwa miedzynarodowego lotnictwa, to wcale sie nie dziwie. Nie jest to wynalazek XXI wieku. Znacznie wczesniej na brytyjskiej kolei mozna bylo przewozic nawet tygrysa w klatce, ale musial on byc zapisany jako kot czyli pies. Stad, jak sadze, nazwa rubryki felietronow Stanislawa Tyma w Polityce.
Wesoluch Swiat, Kochani Wszyscy.
JUtro od rana zabieram sie za gotowanie. Umowione jestesmy z E. dopiero na szosta wieczor.
Aby Święta nadchodzące były bliskością i spokojem, a my Wszyscy zdrowi 🙂
O, paczki pod choinką. 😀
Z niecierpliwością czekam pierwszej gwiazdki by je otworzyć
Hej, Koszyczku! Będę robić zdjęcia komórką i jak mi się uda dziś jakieś odpowiednie gwiazdkowe zrobić, to natychmiast wrzucę. Na razie same życzenia ciepłych i zdrowych Świąt 😀
Dzień dobry. 🙂
Życzę całemu Koszyczkowi Bobikowemu zdrowych, pogodnych (klimatycznie i duchowo) Świąt.
Bardzo dziękuję Bobiku za oba prezenty.
Wzruszyłam się czytając.
Ja również dziękuję Bobikajowi za prezenta. 🙂
Poczytam wieczorem.
Bobikowi życzę Koszyczka wymoszczonego tym, co najważniejsze (ze szczególnym uwzględnieniem pasztetówki 😉 ), a nam wszystkim Koszyczka wymoszczonego Bobikiem 🙂
Świątecznych Świąt 🙂
Dzień dobry 🙂
No i jak tam front robót? Wszystkie śledziki już w oleju? Grzyby w barszczu? Wypieki na policzkach? 🙂
Nawet ja się złamałem i w ramach nieprzygotowań do Świąt lecę zobaczyć, czy jeszcze gdzieś znajdę świeżą rybę. Nie musi być na k. 😉
Bobikaj to brzmi dumnie. Jak jaki władca tatarski, mongolski, albo co. Bobikaj-Chan (nie mylić z Bobiko-san). Bardzo odpowiednie dla satrapy. 😈
Wesołych Świąt, Bobiczku i Koszyczku 🙂
Wesolych, Rodzinnych i Pogodnych Swiat Bozego Narodzenia oraz zeby ktos inny sprzatal ze stolu i zmywal zycza
Kot Mordechaj ze Stara
dotarlem do domu 🙂
wyczerpany 😀 😀
zaraz doczytam zaleglosci (mam czas, przygotowania dopiete)
Spokojnych Swiat Wam 🙂
Do Siego Roku – zdrowego, pomyslnego 😀
https://lh4.googleusercontent.com/-3Y1TcTivuKY/UNcj6YBXOqI/AAAAAAAAMKo/7zzg5HdS5ZM/s800/PC231679.JPG
Wesolych, dobrych Swiat Wszystkim tu sie spotykajacym, bazanta i brylantowych obrozek Mordce, a Tobie, Bobiku kochany, zlotych gwiazdek z niebia, zwlaszcza pod miesna postacia! 🙂
Prezenty bardzo piekne, juz zdazylam przeczytac. 🙂
Wszystkim dziękuję i Wszystkim też Samych Dobrości, nie tylko kulinarnych, życzę. 🙂
Zgadnijcie, jaką rybę w końcu kupiłem. 😆
Och, nie mow, Biedaku, ze karpia?!
😳
Ale przynajmniej filety. 🙄
Co się tu wszyscy tego karpia boją?
Filety nawet bardzo OK. Filety sam bym kupil. Tylko oporzadzanie karpia jest okropne. No i filety sa juz martwe.
Ja juz zrobilem bardzow wspaniale dzikie grzyby w smietanie -podgrzybki, kurki etc – z zamrazalnika. Ta Stara to czasem jest jak pszczolka zapobiegliwa w lecie…
Zaraz leci robic krokiety rybne ze swiezymi ziolami.
Barszczyk juz ugotowala Pani Hortexowa, a uszka ulepil Monsieur Vertu (jakby sie okazaly do noczego, to w zapasie sa jeszcze grzybowe tortelini, wloskie, bez podpuchy…)
Potem jeszcze utrzec ziemniali na placki – ukochane soul food naszej E. Niech ma, to sa jej Imieninki bylo nie bylo! 😈
Klakierze, a oporzadzales kiedy karpia? Jakbys oporzadzal to bys sie tez bal jak zarazy jakiej.
Dla Bobika szybki przepis:
Jak připravit kapra? Nejlepší je na řepkovém oleji.
A dla Wszystkich znak:
http://i.lidovky.cz/12/123/lngal/TER480f98_2.jpg
Ja, Kocie Mordechaju, od 50 lat (zaczynałem w dziecięctwie, kiedy to trwały spory ideologiczne w rodzinie, czy można to powierzyć dziecku – ale nikt nie umiał tego zrobić i widmo wigilii bezkarpiowej zawisło nad rodziną, a karpie zmasakrowane przez sąsiada – widzę, jak skrada się do wspólnej łazienki w bonżurce, z młotkiem i torbami papierowymi – cierpiały w wannie) dzierżę należny mi słusznie tytuł Głównego Oprawcy.
Szef kuchni przyszedł zapalić papieroska na baterię i przy tej okazji życzy wszystkim dobrze. Nawet lepiej. Czegoś tu Was wszystkich lubię. 🙂
Nie ma karpia, będzie pstrąg w Skomplikowanym Sosie. Reszta chyba gotowa. No to koniec przerwy, się zanurzam.
Obiecuję, Mar-Jo, że będę uważał jak jasna cholera! 😆
No to ja też się mogę pochwalić przygotowaniami. 😆 Barszcz na grzybnym wywarze zrobiłem już wczoraj, żeby się przegryzł, grzyby z wywaru poszły do sosu, który z kolei pójdzie do klusek z wprasowanymi kawałeczkami chili (gotowe, bardzo dobre), karp i sandacz wytarzane w przyprawach, tylko w stosownej chwili walnąć na patelnię, ciasto drożdżowe wyjęte z zamrażarki rośnie i wkrótce zostanie szurnięte do piekarnika, sałatka ziemniaczana z marynowanymi grzybami jakoś się sama zrobiła w międzyczasie, a sałatkę z surowizny mięszanej to już trzeba będzie zrobić przed samą kolacją, najchętniej ręcami Młodego. No, okej, dressing mogę zbełtać i nadziać kozim twarożkiem figi, na które z zupełnie niewyjaśnionych przyczyn 😎 jakiś nagły smak mnie wziął. Plus pierogi i ciasta z polskiego sklepu, któren w sobotę przyjechał mi prawie pod nos.
A teraz sobie siedzę, piję kawę i cierpię okropne męki sumienia, bom przed Wigilią jakiś taki nieprzyzwoicie nieurobiony. 😈
Wigilia nieurobiona to Wigilia w Grzechu?
Ty jednak, Bobik, jestes prawdziwy katolik, nie da sie tego inaczej okreslic. 😈
Wesolego nieurobienia!
Szarzeje za oknem, lada moment pociemnieje i pierwsza gwiazdka wyskrabie się na firmament, aby ogłosić początek Świąt.
W kuchniach „czarownice” (słowo to pochodzi od konstatacji spółki autorskiej KM&H twierdzącej, że to tylko kobiety polskie przekazują nowym pokoleniom czar owych chwil) założą świeżo uprane i uprasowane fartuszki, aby przy wieczerzy wyglądać świątecznie. Trutnie już ściągnęły ze „śledzików” i się szykują – kąpiele, białe koszule, perfumy. Śwagier zwłaszcza roztacza wokół siebie aurę świątecznych zapachów.
Zaraz się zacznie. Najpierw Wuj Jacenty wygłosi coroczną rodzinną mowę wigilijną, zaczynającą się niezmiennie od lat słowami: „Niewykluczone, że spotykamy się po raz ostatni”, co spotyka się zawsze z odporem zebranych i Wuj spokojny (że wszystko, jak zawsze) uderzy w struny swej harfy, nie zwracając uwagi na Ciotkę Eulalię, która kopie pod stołem zebranych, gdy Wuj wydobywa z harfy coraz to wyższe akordy. Mowa kończy się równie sakramentalnie, jak się zaczyna – „abyśmy się spotkali za rok” i wszyscy uspokojeni, że rodzina trwa niezmiennie, łapią się za opłatki i dalejże do życzeń. Już wjeżdża barszcz z uszkami. I wszyscy czekamy na benefis Ciotki Eulalii, który następuje przy karpiu. Niezmiennie, jak co roku – Ciotka Eulalia wysyła swego syna do sąsiedniego pokoju po okulary. Zakłada je i oświadcza: „Straszne ości – NIE ROZMAWIAMY”.
Przebrnąwszy karpia, wraz z Ciotki Eulalii wizją udławienia się, pomału zsuwamy się ku makiełkom, prezentom, kolędowaniu (śwagier fałszuje, ale z zaparciem śpiewa) i ogarnia nas ciepełko rozleniwienia.
Wesołych Świąt życzy klakier!
Grzech to moja specjalność. 😎
Jak nie pogrzeszę przynajmniej 3 razy dziennie, to sumienie mi zaraz podnosi raban, że ono nie chce na bezrobocie. 😈
Siedzę w domu u Rodzicieli, gdzie jak zwykle panuje chaos i wszyscy sa lekko rozdraznieni tym ze znowu sie nie szlo wyrobic.
Tym, co obchodza, zycze zeby bylo cieplo, rodzinnie i spokojnie.
Tym, co podchodza do Bożego Narodzenia podobnie do mnie życzę, żeby odpoczęli.
Za prezenty dziękuję, poczytam jak wrócę na swoje.
Otworzylam na razie tylko pierwszy prezent, Bobiku, bardzo piekny, ten rys zawsze znajdzie cos ciekawego i sie podzieli. Ja zainspirowana opowiadaniem o karpiu pozydowskim zrobilam dzisiaj jeszcze dodatkowo rybe w galarecie. Uzylam przypraw i sposobu podania jak w opowiadaniu, ale jako rybe wzielam pstraga, zamiast maki macowej dodalam odrobine namoczonej pszennej bulki i nie gotowalam wywaru trzy godziny tylko godzine. Wyglada atrakcyjnie!
Trzy godziny to po to by galereta sie porzadnie sciela i plyn sie zredukowal. U mnie tez gotowano trzy godziny, musi byc stan lekkiego bulgotania. Wtedy sie tez pulpety nie rozpadaja.
A ja podrzucam uroczego i madrego ksiedza Lemanskiego od Siodemeczki. Ten to wie jak sie narazac!
http://www.liiil.pl/1356358346,Wojciech-Lemanski-Refleksy-odbite-od%A0swiatecznego-.htm
I zaraz bedziemy wychodzic do E. Tam juz tylko salate zrobic i placki usmazyc. Do stolu nakryc. Wino otworzyc. Wszystko inne wyszlo chyba wspaniale. Jeszcze tylko nos upudruje i ogon utapiruje swiatecznie.
Wszystkim bywalcom Koszyczka i jego Tyranowi Miejscowemu, onże Bobik ma zawołanie. Spokojnych, ciepłych, świąt życzy stary łasuch z łasuchów grona pochodzący.
Rozmawialem wlasnie z Kotka Kasia. Ma sie ona bardzo dobrze i przeprowadzila kawal solidnej roboty wychowawczej z Derekiem, ktory zdolal zdobyc dyplom Chlopca na Posylki, z odznaczeniem. Kasia trzyma go na krotkiej smyczy, ustanowila w domu Regulamin i jesli dobrze zrozumialem – wszyscy sa szczesliwi, a jedzenie dla kota jest na najwyzszym poziomie, podobnie rozrywka.
Kasia zasyla najserdeczniejsze pozdrowienia Koszyczkowi.
W sumie – dobrze trafila, dziewczyna. 😈
Pożarte, wypite, rozpakowane i już nawet sprzątnięte oraz pomyte. Czyli Święta bardzo wesołe, czego w dalszym ciągu wydajnie i Wam życzę. 🙂
Dla Kasi świąteczne merdnięcia z głębi ogona. 😀 Ale tę smycz może by Derekowi trochę poluzowała? Z doświadczenia wiem, że krótka smycz na dłuższą metę prowadzi do poważnego uszczerbku na samopoczuciu, a to z kolei może spowodować zaniedbywanie obowiązków, czy nawet naruszanie Regulaminu, co i dla Kasi nie byłoby z pożytkiem. 🙄
Spoko. Kasia ma go totalnie pod kontrola i jesli dobrze zrozumialem on lubi byc tak traktowany (niektore koty maja to szczescie). Rozne cwiczenia musi z nim przerabiac. Np. wyjscie do ogrodu: ma tam klapke, ale woli sie nie przeciskac. Wiec domaga sie aby ja wypuscil drzwiami. On sie probuje wykrecic, ze pogoda jest pod Psem, ale ona swoje. Wiec on wstaje i otwiera drzwi. Kasia sie ustawia tak aby byc polowa kota w domu, a polowa w ogrodzie. Poczem dochodzi do wniosku, ze nie warto moknac w deszczu i cofa wystawiona czesc kota do domu. Wtedy Derek wraca na swoj fotel. Jak juz w nim siedzi wygodnie, Kasia zmienia zdanie i nakazuje mu aby jednak te drzwi otworzyl. Te zabawe moze powtarzac w nieskonczonosc.
I to ja rozumiem jest musztra jak nalezy. Jakbym sprobowal tak ze Stara, to ona zaczela by stawiac sie i wnieboglosy drzec morde. 👿
Moich ja już wcześniej trochę podtresowałem, więc Pręgowana miała ułatwione zadanie. 😈 Też lecą otwierać na komendę. Mordę wprawdzie czasem trochę drą, ale kto by się tym przejmował, póki spełniają polecenia. 😛
Wigilijna noc – zwierzęta gadają ludzkim głosem.
Ja gadam ludzkim głosem przez cały rok, więc akurat ten aspekt Wigilii mnie szczególnie nie rusza. Ale Pręgowana była dość zaskoczona, kiedy nagle zamiast miau wyrwało jej się… No, litościwie przemllczę. 😈
No tak – Noc Prawdy!
Raptem się okazuje, że te nasze hołubione, głaskane i wychwalane, to jakieś zwykłe uliczniki.
Sam jestes ulicznikiem 👿
Część drugiej półkuli coraz brutalniej wyrzuca i wyrzuca, bo widzi i widzi, że nigdy przenigdy tego nie przeczyta. A dwadzieścia trzy sześciopółkowych regałów trzeba streścić do dziewięciu, bo jak tam wejdzie więcej to nie będzie miejsca dla nas. Więc to jest Wigilia Bardzo Radykalnych Decyzji.
To nawet nie metafora a brutalna demonstracja jak wielką część mego czasu wpychałem w zupełnie nieużyteczne kierunki. I dawało się to przewidzieć, to jest przykre.
Ale co tam. Wyrzucam, więc żyję.
Rozmawiałem wczoraj z krakowskim przyjacielem, który i bez przeprowadzki doszedł do wniosku, że na przeczytanie sporej części swego księgozbioru życia mu już nie starczy, więc zaczął się pozbywać. Do śmietnika mu było szkoda, ale wykombinował taki numer, że idąc do roboty kładł książki na ławce na Plantach, a kiedy wracał patrzył, czy się komuś przydały. I wyobraźcie sobie, że nie poszło wyłącznie polonistyczne dzieło prof. Mariana Stępnia „Spór o spuściznę po Stanisławie Brzozowskim w latach 1918-1939”. 😈
Ja staram sie co roku cos wyrzucac, ale nie wychodzi mi wyrzucanie wiecej niz przybywa.
Wiem, ze sa ksiazki do wyrzucenia, bo pewnie juz do nich nie powroce, ale zawsze to jest tak jakbym wyrzucala kawalek wlasnej duszy. Wiec zostaja i mnie to zlosci.
Można jeszcze zacząć hojnie pożyczać znajomym. Rzadko coś wraca. 😛
Niestety znajomi chca sobie sami wybierac co chca pozyczac.
I zawsze wybieraja nie to co jestem gotowa dac. 😳
A ja bym o tej spusciznie o Brzozowskim chetnie poczytala. Niewiele tej spuscizny, ale okolicznosci Brzozowskiego fascynujace.
Po kolacji. Wszystko sie udalo, chociaz galareta do pstraga byla troche za wolna. Jednak trzeba ja bylo ja gotowac te trzy godziny. W smaku byla pyszna i ciesze sie ze zostala jeszcze odrobina na jutrzejsze drugie sniadanie.
Dzien Dobry Bardzo 🙂
za oknem zima 8) na stole – kto to zje? wiec Swieta 😀
plan na dzisiaj – leniwie jesc, leniwie rozmawiac, leniwie brykac
🙂
brykam
u andsola jak zwykle w zyciu, w walce o byt (miejsce w mieszkaniu) czlowiek zawsze gora 🙄
Ad Kot Mordechaj 25 grudzień 12, 01:22
Ja też Cię lubię, Kocie Mordechaju. 😀
refleksja postśniadaniowa
A ile to wódki można było wypić za te pieniądze utopione w książkach?
U nas koniec zimy.
Ja choruję, wigilie jakoś przetrzymałam i padłam.
Teraz sobie poleżę trochę.
Miłego dnia. 🙂
Mt7,
🙂 🙂 🙂
Po powrocie z jazd rodzinnych do Chełma Twoje zdrowie wychylę.
Ja wynoszę książki do osiedlowej biblioteki. A potem żałuję. Kiedyś wyniosłam coś, co mi było nie pod gust, a kilka lat później… znowu to kupiłam, bo mnie z domowej półki w oczy nie kłuło. 😳
U mnie też dzień chory. Mama weszła w Wigilię z gorączką 39 stopni, żadnego lekarza nie udało nam się ściągnąć; leczenie kogoś, kto bierze codziennie lekarstwa na pół tuzina przewlekłych chorób, łatwe nie jest, ale jakoś jednak zbiliśmy gorączkę. U mamy – teraz u mnie rośnie. Bywa. 🙄 Raczej to przeżyjemy, o ile się nie pozagryzamy – 😉 choroba wprawia mnie w chorobliwe rozdrażnienie. No i ja nie jestem taki twardziel, jak moja mama i przestaję kontaktować już koło 38. Mt7, jeśli dopadła Cię podobna zaraza, jak nas, to radzę jak najwięcej siedzieć, a nie leżeć. I trzymam kciuki. 🙂
Dostałam pod choinkę … kompas. Mikołaj uznał, że koniecznie trzeba coś wreszcie zrobić z moim gubieniem się. Ale nie wziął pod uwagę tego, że z różnymi narzędziami radzę sobie nie lepiej, niż z mapą. Popłakałyśmy się ze śmiechu, kiedy próbowałam wykoncypować, jak należy używać tego ustrojstwa. 😆
Dzięki, Irku, już na samą myśl lepiej się poczułam. 😀
Witaj, siostro w niedoli, Ago. 🙂
Ja wiem, nie mogę leżeć plackiem, bo wszystko mi się zatyka i nie mogę oddychać.
Mikołaj powinien do kompasu załączyć jakiegoś druha, żeby Cię nauczył chodzenia na azymut, cokolwiek to znaczy. 😉
O, biedne Dziewczyny! Ta grypa tegoroczna jest wybitnie paskudna i bardzo Wam wszystkim wspolczujemy.
Tak, lepiej lezec wysoko, niz plasko i zwalczac symptomy duza iloscia jakas mieszanka aspiryny z paracetamolem.
Ago, zazadaj aby Ci natychmiast kompas wymienili na sat nav. Od samego aksamitnego glosu Krzyska kot staje na nogi. Czasami sie paskudnie myli i usiluje wyprowadzic na manowce, wtedy trzeba udac sie w przeciwnym kierunku, az Krzysiek dojdzie do rozumu i wskaze wlasciwa droge!
Dzień dobry 🙂
16 strrraszliwie mokrych stopni na plusie i to by było na tyle jak chodzi o white Christmas. 🙄
Niedomagającym jak najszybszego zdrowia życzę i nie omieszkam podjąć w tej sprawie kroków na bazie i po słusznie wskazanej przez Irka linii. 🙂
Za aksamitnym głosem, to ja chętnie i na manowce… 😎 Jeden dzbanek z malinową herbatą, drugi z mocno cytrynową, pasta czosnkowa i mnóstwo pysznej czekolady, wydobytej z paczek dla gości, których odprosiłyśmy z dzisiejszego obiadu. Coś nam się, kurczę, od życia należy. 😉
O, czytam, że Irek pielgrzymował na Górkę.
Wirusy tego roku koszą wokół – mieszanka aspiryny z paracetamolem… no bo ja wiem.
Nie wiem dlaczego zawsze mi się Krupnik kojarzył z Krakowem – a tu czytam : wyprodukowano Destylarnia Sobieski SA – Starogard Gdański.
Kompas to mi się kojarzy nie tyle z gubieniem, co z wyznaczaniem celu.
Zajrzyj do poczty, Siodemeczko!
Zajrzałam, Kocie. 😀
Dzięki serdeczne za życzliwość i eliksir, czuję, że bardzo dla zdrowotności jest pomocny.
„Zanim mężczyzna się ożeni , jest jak drzewo w lesie. Stoi dumnie, jest niezależny, jest sam sobie panem. A potem zostaje ścięty, obcinają mu konary. Zostaje z niego tylko pień wrzucony do rzeki z resztą pni. Potem to drzewo trafia do tartaku. A kiedy z niego wychodzi nie jest już drzewem. Jest stolikiem nocnym, deską do krojenia, dziecięcą kołyską, albo gazetą, którą jest wyłożony kosz na śmieci. – „Pillow Talk”
No, no – nigdy bym nie przypuszczał, że podlegałem takiej ideologicznej obróbce. Tak mi się wydawało, że ten film mi został w pamięci nie tylko ze względu na dość wątpliwej jakości scenę końcową.
Widzisz, Klakierze, jak dobrze, ze zyjemy dzis w bardziej oswieconych czasasch niz pol wieku temu i nikt mezczyzny juz nie porownuje grafomansko do „dumnego drzewa w lesie”, hehe, zamienionego pozniej w deske do krajania. Prof. Dawkins ma racje, ze jestesmy jako spoleczenstwa coraz lepsi im bardziej odchodzimy od „tradycyjnego” nauczania.
Jesli ktos caly rok byl niegrzeczny:
http://gmanzer.home.sprynet.com/SantaChimneyPoop362x490.jpg
Wcale nie jestem przekonany, że są to czasy bardziej oświecone.
Raczej bardziej agresywne.
Mam wrażenie, że kobiety zatraciły rozum w swej ekspansji.
Ale kobiety nigdy go nie mialy! Sa stworzone dla czegos zupelnie innego!
http://www.youtube.com/watch?v=WOHrGCxPUbg&feature=em-subs_digest-vrecs
Ciekawe do czego?
Epidemia grypy 👿
U mnie w rodzinie też
Wróciłem z pielgrzymowania, czyli zakończyłem rolę kierowcy. Mogę polewać. Mam nadzieję, że foma na chwilę dopuści do
baru
Na nasze choroby polecam Stary Kraków i okowitę dla wysoko urodzonych 😀
Klakier, Górkę pozdrowiłem 🙂
Do tego aby ladnie pachniec, rodzic dzieci i je wychowywac, przyrzadzac wigilie oraz zmywac po niej.
Przeciez Ty to wszystko, Klakierze, wiesz, to po co pytasz? 😈
Ładnie pachnieć – jestem za, za i za sobą – też chcę ładnie pachnieć.
Rodzić dzieci… hmm, tego się nie da zamienić, choć byłoby i może dobrze. Tej pani już dziękujemy.
Przyrządzać wigilię – sądzisz, że to tylko umiejętność kobiet?
Zmywać po niej – eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee, to oczywiście upierdliwe – można za tydzień 🙂
Ja znam wiele odpowiedzi na pytania, które zadaję, ale tak sobie lubię zadać pytanie. 😆
„Nasza” starenka wierna Krolowa wlasnie skonczyla doroczne krotkie Bozonarodzeniowe Oredzie do Commonwealthu – ona zawsze bardzo ladnie sama pisze te przemowienia. W tym roku bylo o uplywajacym annus mirabilis z obchodami 60-lecia jej sluzby („humbling”) i olimpiadami, a zakonczone ladnymi slowami o sluzbie i obowiazku idacymi w parze z miloscia. I zaprosila tym razem do odspiewania koledy (In the bleak midwinter…) Chor Wojskowyc Zon, zalozony przez Garetha Malone, ktory od lat rozspiewuje caly narod, zakladajac coraz wiecej amatorskich chorow skladajacych sie z ludzi, ktorzy nigdy z muzyka i spiewem nie mieli do czynienia. Ten Choir of Military Wives jest coraz lepszy po roku istnienia.
No i udalo mi sie zobaczyc inny tradycyjny bozonarodzeniowy program – koncert Riverdance, ktory uwielbiam, a przed laty udalo mi sie zalapac na ich wielki koncert jeszcze zanim z Roverdance’u odszedl Michael Flatley, ktory zalozyl swoj wlasny zespol Lord of the Dance.
Ad Irek 25 grudzień 12, 15:54
Nie sądziłbym inaczej, że będąc w Chełmie, Górki nie pozdrowisz.
A tu sa Wojskowe Zony (oraz corki i matki) prowadzone przez Garetha:
http://www.youtube.com/watch?v=M0f4Gue4X68
Dla nie wtajemniczonych
Górka chełmska
😳 niewtajemniczonych
Odchodzę od barku na chwilę
Koszyczku, myślę o Tobie ciepło i świątecznie pod moją małą choinką. Zamieniłam się w mały samochodzik, ponieważ liczba gości w moim małym domku przekracza ludzkie pojęcie.Goście boscy, więc jest cudnie. Pozdrawiamy Koszyczek!
Irku – Siurawa nawzajem!
Tym razem nie było chiczkum-kiczkum tylko cicha (HAHA) noc. Z akompaniamentem jednakowoż na łyżkach, bardzo sylowym.
STYLOWYM, kurczę.
Haha noc jest całkiem atrakcyjną alternatywą do cichej nocy, zwłaszcza w odpowiednim towarzystwie. 😀 A do akompaniamentu nadają się przeróżne kuchenne utensylia, co szczekam z doświadczenia. Osobiście bardzo lubię dyskretną przeszkadzajkę w postaci słoja z kaszą gryczaną. Tylko nie może być ani za pełny, ani za pusty.
Towarzystwo oczywiście odpozdrawiamy. 🙂
https://www.youtube.com/watch?v=WyORC9CBkBs
Hmm… Zwykle bez większego trudu wyczuwam, co jest na poważnie, a co na jaja, ale muszę powiedzieć, że przy tym Jurkiewiczu wpadłem w bezradne zmieszanie. Ni cholery nie wiem. 😳
Chyba biez wina nie razbieriosz. No to, graj piękny barmanie. 😆
Oooo, ja też umiem grać na łyżkach. 🙂
Chełm.
Ilu ja miejsc zupełnie nie znam.
Mogę powiedzieć, że nie znam Polski. 🙁
To chyba było nagranie na poważnie.
Najpierw wkleiłam, a później zobaczyłam wpis Nisi i Twój.
To nie miała być ilustracja tylko świąteczny ozdobnik.
Bobiku,
słoik z kaszą gryczaną ad hoc 🙄
A śpiewać aż się prosi
puszka,piasek przydrożny
Po…pełzłam sprawdzić: słoje z kaszą jaglaną i jęczmienną też są w porządku. 😛
jemy, jemy, jemy, a i tak nic nie ubywa 🙂
12° za oknem zagraza na balkonie zgromadzonym zapasom
brykam do stolu 🙂 🙂
https://www.youtube.com/watch?v=2DaG6cCBAwU
🙂 😀
Instrumenty skompletowane, wszystko wypełzło, a więc gramy
http://www.youtube.com/watch?v=Ns4XjPKa1YQ
Pomyślności wszelakiej, zdrowia nieustającego wszystkim bywalcom i sympatykom Koszyczka życzę z głębi serca.
Aczkolwiek szczypać się muszę, bo jakoś mało bożonarodzeniowo tu jakoś – plus 20 stopni. I to żadne Karaiby tylko serce Bawarii.
Wy się tu obżeracie, ziewacie, gracie i hahacie, a tymczasem świat pełza w zaprzaństwie i samobójstwie duchowym i tylko arcybiskup Głódź o tym woła jak samotny kot na puszczy! 👿
No dobra, jeszcze biskup Ryczan też krzyknął, że dzisiejszy Herod ustanawia prawa i wypędza Jezusa z Europy, może jeszcze paru biskupów się dołączyło, ale to przecież kropla w morzu potrzeb. 🙄
Zmoro, a sucho tam chociaż macie? Bo u nas niby też ciepło, ale luj beznadziejny. 🙁
Nic tak nie wzmacnia nastroju swiatecznej radosci owieczek z narodzin Chrystusa jak nawymyslanie z ambony od Herodow przez pasterzy Kosciola! Bravo! Perfect timing.
Zmoro, milego swietowania w bawarskich tropikach.
Ja co chwila podjadam moja przepyszna rybe w galarecie.
Mnie ta mowa biskupow nie dotyczy, bo ja nie mieszkam w Europie, ale wy sie wstydzcie! Wstydzcie!
„Język dialogu” w wydaniu arcybiskupa atakował mnie z ekranu telewizora zainstalowanego w autobusie. Zaprzaństwo to takie soczyste, solidnie przyprawione słowo. Ale byłam najedzona – nie połknęłam; ba, nawet nie nadgryzłam. 😎
Antidotum na Głodzia polecam wpis
http://andsol.blox.pl/html
Bobiku, suchuteńko, wietrzyk afrykański powiewa. Kwiatki bym posypała, a nie świeczki na choince paliła 😉 .
Afrykański wietrzyk w grudniu? No i czy biskupi nie mają racji, że to już się zaczyna źle kończyć?
Wesołych Świąt! 😈
Poszedłem się wstydzić, tak jak Królik kazał, ale po drodze natknąłem się na Malbeka, który sprowadził mnie na drogę hedonizmu, co niewątpliwie jest formą – i to obrzydliwą – duchowego samobójstwa. 😥
Ten Malbek to ani chybi jakiś czerwony! 👿
Też popełniam samobójstwo hedonistyczne wychylając ostatni dziś kilonek. Jutro I’ m driver i jadę na kazimierskie plenery.
Wracam do lektury ZL.M.in. o Kumie, rue de Seine, Trzy zimy 🙂
Zaraz sie zaczynaja w telewizji swiateczne wspanialosci, ktpre nie sa powtorkami Mary Poppins i Tree in Brooklyn! Najpierw pierwszy odcinek nowego sezonu z kostiumowa drama o akuszerkach z poczatku wieku z moja ukochana nowa aktorka, ktora jest niesamowicie smieszna i bardzo postmodern- – Miranda Hart. A zaraz jak sie skoncza akuszerki Specjalne Swiateczne Wydanie Downton Abbey – pewnie Krolik mi zazdrosci! Mam nadzieje, ze nikt nie umrze w Swiatecznym Wydaniu, przed podpisaniem nowych kontraktow na przyszly rok.
Wiec ide sie oblozyc ciastkami od Sowy i z Polish Village,sledziami, kiszonymi ogorkami i marynowanymi grzybami i niechaj nikt do mnie nie dzwoni! Mialysmy ogladac razem z E., ale ona mi dala do zrozumienia, ze nie chce jej sie schodzic do living roomu do telewizora i bedzie ogladala w kompie. Znaczy ja tez nie musze sie ubierac i moge spedzicreszte wieczoru w szlafroku. Bliss! Ale my zawsze pozniej do siebie dzwonimy i omawiamy developments.
Ad Bobik 25 grudzień 12, 18:16
No bo widzisz Bobiku – nie czaisz głównych rekwizytów – to czapka i latarnia kolejarska. Tu jest klucz. Reszta to protest, że zlikwidowano ileś tam linii kolejowych i Jurkiewicz zamiast wysiąść na stacyjce idzie po bezdrożach, może po śladach dawnej linii kolejowej.
Ach, rue de Seine!!!!
A Irek to zaraz musi wygadywać wkoło wszelkie magiczne zaklęcia.
Ale mi zostało jeszcze jedno zaklęcie – Pilichonki. 😀
Klakier, je connais quartier de Pilichonki. C’ est n’ est pas de rue 🙄
Ja to jestem z Dyrekcji. 😆
jak to mawiają w śródziemu, szczęśliwego śródświętowania, jeszcze trochę zostało, a już trochę zjedzone i sprezentowane… 🙄
Co czuło? Powiedz, bo nie zasnę.
Już wiem.
Niestety. E. sie odgraza, ze juz do Dpwntpn Abbey nie zajrzy. Nie moga nam robic takich numerow!
Oh, dear. Musze powiedziec, ze Matthew Crawley dzialal mi na nerwy od pewnego czasu (caly season 2). Szkoda, ze Lady Sybil umarla. Ja sobie wyobrazalam Downton Abbey jak historie siostr Mitford. Troche mnie zawiodl ten Matthew. Maggie Smith jak zwykle gra Maggie Smith. Wcale nie jest taka stara jak na tych wszystkich swoich filmach. No, ale sa jeszcze wspaniali rodzice (Hugh i Elizabeth), dwie pozostale corki (jak Alina i Balladyna) oraz ciekawe losy sluzby. Troche jak w Gosford Park, Roberta Altmana, ktory zreszta tez napisal Julian Fellowes i Maggie tez tam byla.
Maggie Smith nie jest faktycznie az tak stara jak jej role, bo ze trzy lata temu widzialam ja przez moment w moim malym butiku Oska na Sloane Sq. Alee podobno jest dosc chora.
Mattjew, jak przeczytala gdzies E., mial juz podpisany jakis kontrakt w Ameryce, wiec musieli sie go pozbyc. Ale pojawilo sie pare nowych postaci, wiec jest szansa, ze beda serial ciagnac.
A czy juz znasz, Kroliku, Call the Midwife? Jakbys sie nadziala, to bardzo polecamy. To nie jest, jak przez pomyske napisalam z poczatku ub. w. tylko z dokladnie polowy – pozne lata czterdzieste, wczesnr 50-te. No i bardzo znakomita Miranda Hart – bardzo wysoka, szeroka w ramionach (ale nie gruba), bardzo ungainly, daleko nie pieknosc i nieslychanie upper class acccent. I tak smieszna, ze nie musi nic mowic. Dawno nie widzialam tak swietnej i ujmujacej aktorki mlodego pokolenia. She steals every scene w tej powaznej serii. I bedzie z czasem duzym nazwiskiem, to widac. Jak French czy Saunders.
B. spi, ja szeleszcze zaleglosci 🙂 🙂
Heleno smierc Lady Sybil jest skandalem, usmiercic jedyna (w rodzinie) lewicowo myslaca postac 😉
na smutki najlepszy jednak sen, kysz, kysz Heleno, zasnij, spij
na balkonie wiosna, w lodowke nie miesci sie nic wiecej,
zaczynam nakrywac stol, leniwie….. 🙂
brykam fikam
Ten Matthew Crawley nie miał tam już nic do grania.
To młody aktor, chce się rozwijać.
Mówił w jakimś wywiadzie, że projekt był na trzy lata i na tym powinien się zakończyć.
Przyjemnie ogląda się Downton Abbey z powodu pięknych dekoracji, kostiumów i wyidealizowanego ducha niegdysiejszej Anglii, ale akcja zaczęła być trochę nużąca.
Komunikat nieświąteczny. Jeśli dostaniecie maila z adresu IQ Elite z informacją, że zostawiłam dla Was wiadomość – ja, albo ktokolwiek inny – to tam nie wchodźcie! Nie dość, że dorwał mnie normalny, ludzki wirus, to jeszcze padłam ofiarą cyberataku. Irka też napadli. Nie wiem, jakie będą konsekwencje, antywirus nic nie znalazł i komputer na razie działa. Ci piraci, zdaje się, uzyskują jakoś dostęp do list kontaktów.
Czy ktoś jeszcze jadł dziś pierogi wigilijne na śniadanie? 😳
Dostałam maila. A gdzie mam nie wchodzić?
Nie rozpoczęłam testu, to znaczy że już mam wirusa?
I skąd wiesz, że jest wirus?
Pierogi zostawię na obiad. 🙂
I czy, jak nie ściągam poczty na komputer, tylko otwieram w gmailu, to też się zarażam?
Mt7, nie wiem, co to jest za przekręt, ale przekręt jest niewątpliwy. Wiem, że ani ja, ani Irek, nikomu nie wysyłaliśmy „zaproszeń” w to miejsce, a jednak zaproszenia zostały, rzekomo w naszym imieniu, rozesłane do osób z naszych list adresowych – których, oczywiście nikomu nie udostępnialiśmy. Czyli włamano nam się na konta pocztowe. Ja, niestety, sama dostawszy takie „zaproszenie”, bezmyślnie weszłam na tę stronę – to wygląda jak internetowe biuro matrymonialne. Możliwe, że całe przedsięwzięcie służy „tylko” wyłudzeniu pieniędzy (za aktywne korzystanie z konta trzeba płacić) i żadnych wirusów przy okazji nie rozdają. Tak czy siak paskudztwo.
Jasne, myślę, że to jeden z tysięcy portali, molestujących 'na znajomych’.
Widzę na różnych forumach, że panienki zastanawiają się, czy to poważna oferta i czy warto płacić.
Litości! I to jest pokolenie oswojone z siecią? Tacy naiwni?
Stary Profesor
Spytałam go o tamte czasy,
kiedy byliśmy jeszcze tacy młodzi,
naiwni, zapalczywi, głupi, niegotowi.
Trochę z tego zostało, z wyjątkiem młodości
– odpowiedział.
Spytałam go, czy nadal wie na pewno,
co dla ludzkości dobre a co złe.
Najbardziej śmiercionośne złudzenie z możliwych
– odpowiedział.
Spytałam go o przyszłość,
czy ciągle jasno ją widzi.
Zbyt wiele przeczytałem książek historycznych
– odpowiedział.
Spytałam go o zdjęcie,
to w ramkach, na biurku.
Byli, minęli. Brat, kuzyn, bratowa,
żona, córeczka na kolanach żony,
kot na rękach córeczki,
i kwitnąca czereśnia, a nad ta czereśnią
niezidentyfikowany ptaszek latający
– odpowiedział.
Spytałam go, czy bywa czasami szczęśliwy.
Pracuję
– odpowiedział.
Spytałam o przyjaciół, czy jeszcze ich ma.
Kilkoro moich byłych asystentów,
którzy także już mają byłych asystentów,
pani Ludmiła, która rządzi w domu,
ktoś bardzo bliski, ale za granicą,
dwie panie z biblioteki, obie uśmiechnięte,
mały Grześ z naprzeciwka i Marek Aureliusz
– odpowiedział.
Spytałam go o zdrowie i samopoczucie.
Zakazują mi kawy, wódki, papierosów,
noszenia ciężkich wspomnień i przedmiotów.
Muszę udawać, że tego nie słyszę
– odpowiedział.
Spytałam o ogródek i ławkę w ogródku.
Kiedy wieczór pogodny, obserwuję niebo.
Nie mogę się nadziwić,
ile tam punktów widzenia
– odpowiedział.
Wisława Szymborska, „Dwukropek”
Tak mi się skojarzyło z naiwnością młodych, i nie tylko, 😉 a poza tym ten wiersz, moim zdaniem, tworzy lepszą atmosferę dla świąteczno-noworocznych refleksji, niż kazania co niektórych arcybiskupów. 😉
O, więc to nie Irek wysłał mi to randkowe g.? Już mi lepiej.
Też weszłam, niestety.
No widzisz, Nisiu, jakbyśmy weszły trochę głębiej, to może byśmy się dowiedziały, że do siebie pasujemy… 😎 😆
Dzień dobry 🙂
Ja też dostałem maila rzekomo od Irka, z linkiem pod którym ponoć zostawiono dla mnie wiadomość. Myślałem, że to pocztówka świąteczna, więc kliknąłem w linkę, a ona zaprowadziła mnie na stronę z jakimś „testem psychologicznym”, już na pierwszy rzut oka kretyńskim. No nieee, to na sto procent nie jest od Irka, pomyślałem sobie i stronę bez wahania zamknąłem, a mail wykasowałem, również z własnej pamięci. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że to była jakaś większa akcja.
Jakiś czas temu dostałem „od Heleny” zachętę, żebym dołączył do jej przyjaciół na FB. Też nie miałem wątpliwości, że to jakaś spamościema i spuściłem po brzytwie, nawet nie upewniając się telefonicznie, czy rzeczywiście powinienem. Infekcji żadnej od tego maila nie złapałem i do dziś nie wiem, po co właściwie ludzie coś takiego robią? Żeby sobie udowodnić, że potrafią? 😯
A tu bardzo świąteczny temat, czyli obżarstwo. Nie należy jeść Nigelli Lawson i Jamie Olivera. 😎
http://wyborcza.pl/1,75248,13106766,Naukowcy__Smakolyki_Nigelli_Lawson_i_Jamiego_Olivera.html
Sprawdzilam i mam w smietniku tez: Helena, masz wiadomosc od Irek L. Nie znam nikogo kto sie nazywa „Irek L.” Nasz Itek nie nazywa sie „L”.
Dzien dobry.
Irek, nie Itek. Jeszcze go na Icka przerobi!
Dobra wiadomosc. Takiego wala, Francuzi! BYlbym sie zaplakal.
http://www.rp.pl/artykul/30,964321-Rzad-nie-sprzeda-Francuzom-urwiska-w-Dover.html
Po takiej, co mnie przerobiła na Bobele, wszystkiego się można spodziewać. 😈
Ale Bobele mi się podoba. Tylko Bobek mi się nie podoba i nawet powoływanie się na Kobielę niczego tu nie zmieni. 👿
Hehe. Szkoła Jarka święci, jak widzę, międzynarodowe triumfy. Brownowi bezlitośnie wytknięto, że jest nieprawdziwym Anglikiem. 😈
Chciałam coś wyjaśnić.
Wkleiłam wczoraj dwie ścieżki do filmików bez słowa wstępu.
Pierwszy filmik na pierwszy rzut oka dotyczył kota i psa. W pewnym sensie tak, ale to było zmontowane bardzo wzruszające wspomnienie o kocie, za którym personel bardzo tęskni, bo przeniósł się przedwcześnie do krainy wiecznych łowów.
Podrzucił mi ten filmik yutubek z pytaniem, czy mi się nie spodoba.
Spodobał mi się, wzruszyłam się, więc Wam podrzuciłam, ale że mizernie się czuję, to nic nie napisałam.
Zdrowy rozsadek mowi, nawet jesli badania tego nie potwierdzaja, ze posilek przygotowany w domu ze swiezych produktow o wysokiej jakosci jest bardziej wartosciowy od posilku spreparowanego fabrycznie i kupionego w supermarkecie. Te cytowane badania nie braly pod uwage ogromnej zawartosci soli w gotowych produktach, obecnosci chemicznych konserwantow i roznych stabilizatorow (ktore np powoduja ze owoce w jogurcie nie opadaja na dno tylko sa jakby zawieszone w jogurtowym plynie), ani pozostalych skladnikow codziennej diety, zeby wyprodukowac swoje nedzne wyniki.
Ja pojadam resztki mojej ryby w galarecie na sniadanie, Ago. Ale gdybym miala pierogi to chetnie bym je sobie odsmazyla.
Dzień dobry 🙂
Siedzę w pracy i przymierzam się do zamknięcia roku, czyli liczę wszystko, co mi w oczy i ręce wpadnie.
Urobiona nie jestem, objedzona w wysokich stanach średnich, naczytana do wypęku, nagadana jeszcze bardziej 😎
Podejrzane też dostałam, ale Irek inaczej wygląda, wyrzuciłam.
Wracam do cyferek. Wytrwałego świętowania 🙂
No, ja odkad przeczytalem, ze white cliffs of Dover nie dostana sie w lapy zabojadow, to sie nie posiadam z radosci i odspiewuje sobie piosenke sprzed wielu wielu lat, przypisywana Natkowi Tenebaumowi:
Nie oddamy Chinom Związku Radzieckiego,
Nie oddamy Pekinowi Kraju Rad,
Wania śpi, a gdyby przyszło co do czego
My czuwamy, Wy możecie słodko spać
Za tym dumnym stepem państwo jest ogromne
Żółty człowiek tam na niego ostrzy kły
W noc upalną ulepili wielką bombę
Że czerwonym na jej widok trysły łzy
Nie płacz Wania, śmiej się Wania, pysk do góry
Polski żołnierz tu za ciebie trzyma straż
Jutro staną nasze czołgi nad Ussuri
Cały Sybir wraz z Mandżurią będzie nasz
Nikt nie zrobi z Moskwy pólka ryżowego
Ni na Kremlu sake nikt nie będzie chlał
Więc Rosjanie już nie uczcie się chińskiego
Język polski w zupełności starczy Wam ……..
Muszę się przyznać, że te angielskie gwiazdy kucharskie ja do niedawna znałem bardziej ze słyszenia niż z oglądania w TV, bo programy gotowalne są zwykle w takich porach, kiedy mnie włączenie telewizora nie przyszłoby do łba. Ale ponieważ dużo ostatnio gniłem na L-4, to i częściej mi się zdarzało wziąć do łapy pilota i poskakać po kanałach, również koło południa, co dało mi głęboki wgląd w telewizyjne celebryctwo kuchenne. 😈 I bez żadnych badań, tylko na czuja, stwierdziłem, że Nigella jest zdecydowanie nie dla mnie. Za tłusto i za słodko. Trochę jak tradycyjna polska kuchnia, od której uciekłem aż się kurzyło, kiedy tylko zacząłem sam gotować.
Jamie już lepiej, ze słodkościami w każdym razie na ogół nie przesadza, a przede wszystkim mnóstwa jarzyn i ziół używa. Ale tłustością też się zanadto nie przejmuje. Nieraz przy jakichś jego przepisach myślałem „wszystko dobrze, tylko po co ten boczek”, choć niby jako pies do boczku powinienem mieć stosunek jednoznacznie pozytywny. 😎
Nie o to mi oczywiście biega, że lepiej byłoby przestać pichcić w domu i zacząć się żywić gotowcami. Ale też nie ma co uważać, że jak Jamie podał jakiś przepis, to on już na pewno jest zdrowy. Najlepiej, jak zawsze, swój rozum mieć i nie bać się kulinarnych autorytetów po swojemu korygować. 😉
Siódemeczko, w ogóle Ci nie wziąłem za złe, że dałaś link bez komentarza, zwłaszcza że nie robisz tego notorycznie. Ale z drugiej strony wziąłem Ci za dobre, że potem komentarz dorzuciłaś, bo przynajmniej wiedziałem, o co w lince chodziło. 🙂
Jak się łatwo domyślić, znowu mnie ta piekielna Gema nie wpuściła. 👿
Pierwszy raz widzę tę piosenkę 😯 😆
Ale znalazłam jeszcze dwie zwrotki:
Przez Ussuri nie przekroczą żadne ciury,
Ani żółte, ani bure, szkoda słów,
My przyjdziemy i wyrżniemy z grubej rury,
Przy okazji jeszcze ktoś dostanie w dziób.
Ref: Nie oddamy…
Z Kosygina* nikt nie zrobi już balona,
Breżniewowi nikt nie będzie w mordę pluł,
Zdrastwuj Litwo, ciągle z Tobą jest Korona,
Chińskich bajek nikt nie będzie nam już plótł.
Ref: Nie oddamy…
Te dodatkowe zwrotki, to chyba pozniej dopisane, a moze nie.
Ja jeszcze z natkowych strof znalazlrm takie cudo:
Sprzedam matki ojcowiznę
Sprzedam dziadów moich bliznę
Sprzedam żony mej bieliznę
Honor, Boga i Ojczyznę –
Będzie biznes!
Nigella zdecydowanie nie dla mnie, choc zawsze jestem zafascynowany jej sposobem noszenia nadwagi. Z wielkim aplombem! Good for you, Nigella.
Co do Jamiego natomiast, to nigdy nie utrzymywal, ze gotuje jakos szczegolnie dietetycznie i to go chyba zupelnie nie interesuje. On nawet w tych brytyjskich szkolach dokumentnie olal regulamin mowiacy, ze do niczego nie wolno dodawac krztyny soli, czym wprawil w zdumienie i oburzenie szkolne kucharki.
Natomiast Jamie wie bardzo dokladnie co jest niezdrowe i nie zawaha sie nigdy powiedziec, wytknac, pokazac jak to jest fabrycznie produkowane. Raczej wleje cwierc butelki oliwy na patelnie niz skorzysta z dania zawierajacego tluszcz palmowy i wszystkie ne numerki E.
Wróciłem z Kazimierza, a tu widzę, że randkuję z Wami w najlepsze 😯
Też takie coś dostałem, serwis jakiś w Barcelonie, ale wylądował w koszu. Widocznie ma zdolność „przyklejania się „do maili poprzez zdjęcia, bo Irek L to mój nick z picasy i zawsze jest na moich zdjęciach. A do życzeń dołączyłem przecież zdjęcie stroika świątecznego. Na szczęście nic się nie dzieje, program antywirusowy działa.
Natek Tenenbaum powinien otrzymać honorowy tytuł Nieznanego Żołnierza Polskiej Pieśni Biesiadno-Politycznej. 😆 Ja o tych Chinach nieraz przy jakiejś przypadkowej gitarze mordę wydzierałem, nie mając pojęcia, czyj tekst. 😉
Ja nie mówię, Mordko, że Jamie sam się reklamuje jako apostoł zdrowego żywienia, tylko że wiele osób podchodzi do kulinarnych autorytetów bezkrytycznie, uważając, że jak taaaaka gwiazda jakiś przepis podaje, to on już musi mieć wszelkie zalety, ze zdrowotnymi włącznie. Albo że np. ani literki w tym przepisie nie można zmienić, bo wtedy „to już nie będzie to”. Pamiętam, jak jedna znajoma zrezygnowała z podania podczas wizyty teściowej mięsiwa duszonego w portwajnie według celebryckiej receptury, bo akurat miała przycisk finansowy i za drogo by jej ten portwajn wyszedł. Na moją nieśmiałą uwagę, że mogła wobec tego zastąpić portwajn (określonej, drogiej marki na dodatek) jakimś tańszym czerwońcem, otwarła szeroko zdumione oczęta i jęknęła głosem zagryzanej łani „no nieee…”. 😈 A ja się z wszelkimi przepisami, choćby nie-wiem-kogo obchodzę bezlitośnie i jak mi pół kostki masła nie pasuje, to biorę pół łyżeczki. 😎
Choć przepraszam, jest jeden przepis, w którym jeszcze nigdy niczego nie ruszyłem. „Babkę dobrą od Niny” (jako babkę, nie bułeczki) z rodzinnego, prowadzonego od XIX wieku kapownika, zawsze piekę zgodnie z literą. 😆
Chyba jednak się dzieje Irku, bo mnie Twój załącznik się nie otworzył – miał jakiś błąd.
Irku, ze mną nie randkowałeś, tylko chciałeś mnie przetestować psychologicznie. Ale okazałem się na psychologię odporny niemal jak Helena i się nie dałem. 😈
Bobiku, jak się (niestety) zrobi ten test, to okazuje się, że był po to, żeby można było „dopasować” do Ciebie potencjalnych nowych znajomych z serwisu randkowego. Mnie się też ten prawdziwy załącznik od Irka nie otworzył. 🙁
Widocznie nosem wyczułem, że testować się nie mam po co. Randkowanie psa z człowiekiem to dość bezpłodne zajęcie. 😈
Irku, chyba musisz ten załącznik zlinkować na blogu, żeby wszyscy zobaczyli, co mieli dostać. 🙂
Moim zdaniem nie ma sie co zanadto przejmowac Nigella i nawet Jamie, bo co prawda w ogladaniu sa bardzo przyjemni, ale i tak wiele osob oglada programy kulinarne zamiast gotowac (co zawsze podkresla amerykanski guru od zdrowo-rozsadkowego zdrowego jedzenia, Michael Pollan). Zreszta Julia Child tez uwielbiala tony masla (a jak ktos sie zanadto matrwil cholesterolem, to zyczliwie doradzala zastapic najtlustsza smietana). No i tak sie odbywa ciagle przeciaganie liny miedzy karnawalem i postem, czyli gotowaniem ze wzgledu na smak (jaki tam kto go ma, bo on przeciez zalezy od nabytych wczesnie przyzwyczajen) i ze wzgledu na zdrowie. Ale zeby nie bylo, ze gotowanie ogladajace sie na zdrowie musi byc koniecznie tekturowo-ohydne, wystarczy sobie przypomniec, ze w Chinach i Indiach od wiekow uwazano, ze odpowiednio dobrane jedzenie jest czescia szerszego systemu leczenia wielu chronicznych schorzen. A ze smakiem w obu kuchniach wcale nie jest tak zle. 😉
A tu cos dla Bobika, i w ogole wszystkich, ktorzy wpadaja w gleboka zadume nad opakowaniem przeterminowanej zywnosci: wyrzucic czy nie wyrzucic?
http://www.wbur.org/npr/167819082/dont-fear-that-expired-food
Randkowanie człowieka z „dopasowanym” człowiekiem może być gorzej, niż bezpłodne, bo nudne. 😈
A tu jeszcze cos o swietowaniu inaczej, pod zupelnie inna szerokoscia geograficzna. 😉
http://www.wbur.org/npr/168014344/christmas-in-india
Oczywiscie, ze przepisy mozna adoptowac. Moje opory wzbudzaja jednak dobre kucharki domowe, ktore uwazaja, ze kazdy przepis mozna ulepszyc dodajac do niego co im do glowy wpadnie. Pamietam jak jedna znajoma Starej postanowila klasyczny podany jej przepis „poprawic” dodajac wszystko co miala w lodowce, a potem dziwila sie, ze nie wyszlo tak dobrze jak jadla u Starej.
Albo jak Stara podaje znakomity przepis na sledzie, ktore musza byc wymoczonbe przez cala noc, tak ze prawie tam w nich soli nie zostaje, a ktos mowi – no, nie, nie musze, bo matjasy „nie musza byc moczone”! Musza byc moczone, bo sa pozniej doprawiane i w tym celu musza byc solidnie odmoczone, gdyz proprcje cytryny i innych dopraw zostaly podane na sledzie dorze odmokniete i wysuszone w papierowych recznikach!
Chyba najgprzej nas ze Stara wscieka jak sie ktos upiera, ze nalezy marynowac droga, dobra jagniecine. To jakas polska choroba. Owszem, kiedys sie marynowalo baranine, twarda i smierdzaca, ale my dzis do barana nie mamy prawie dostepu (chyba, ze pojedziemy do Francji, gdzie wciaz sprzedawany jest mutton),uzywamy delikatnej mlodziutkiej jagnieciny i jak zaczniesz marynowac ja godzinami w winie , to masz gwarancje, ze bedzie do niczego, nie bedzie rozowa w srodku i nie bedzie soczysta. Mozna na pare godzin oblozyc jagniecia cebula i rozmarynem, polac nawet oliwa, ale moczenie go w kwasie (winie) jest bez sensu, jest marnacja wykwintnego miesa.
W zasadzie nalezymy ze Stara do szkoly mowiacej, ze jesli istnieje wyprobowany przepis, to nalezy sie go z grubsza trzymac, a nie improwizowac do woli i dziwic sie, ze danie nie jest tak dobre jak wczesniej probowali. Zmieniac z glowa!
Moniko, ja akurat nigdy nie miałem najmniejszego problemu z przeterminowaną żywnością. 🙂 Zawsze ufałem swojemu nosowi (i koniuszkowi ozora) bardziej niż datom. Ale nasz Młody ma jakiś irracjonalny, paniczny lęk przed zjedzeniem czegoś przeterminowanego i nkt w domu nie wie, skąd mu się to wzięło. 😯 Kiedy mam jakąś całkiem jeszcze dobrą starzyznę, muszę ją otwierać pod jego nieobecność w kuchni i szybko ukrywać opakowanie 😈 , bo jak sprawdzi i zobaczy, że data ważności została przekroczona, to nie zji.
Zobaczcie, jak bajkowo! http://apod.nasa.gov/apod/ap121225.html Chyba znowu zmienię sobie tapetę, choć poprzednia, ściągnięta z tego samego miejsca, jeszcze mi się nie znudziła. 🙂
Bez głowy, Mordko, to można jedynie zostać politykiem. 😛 We wszystkich innych przypadkach, z zakochiwaniem się włącznie, popieram używanie tego organu. 😎
Ze wszystkich telewizyjnych kucharzy wychodza nam bez pudla: Julia Child, Jamie oraz jeden taki kucharz z BBC (Afrykanczyk) , ktory nauczyl nas robic kurczaka po zanzibarsku – popisowe danie mojej Starej, ktora nawet specjalnie do niego nabyla przed laty francuska poklewana zeliwna cocotte! Kokota okazala sie byc przydatna do wielu dan jednogarnkowych i Stara sie z nia nie rozstaje. A kurczak po zanzibarsku jest tak przyjemnym wonnym daniem do gotowania, ze przyrzadza go od lat, czasami zastepujac kurczaka krewetkami. Ale nie zmienia w przepisie ani przecinka! Bo to jest danie Matki Kucharza z Zanzibaru! Najlepsze danie z kurczaka jakie znamy.
Zakochiwać się z głową? 😯 Toż to oksymoron. 😆
E tam, ja kurczaka po zanzibarsku zaraz zrobiłem po swojemu – nawet nie z przekory czy dezynwoltury, tylko akurat nie wszystkie składniki miałem pod łapą, więc musiałem je czymś zastępować – i też wyszedł pyszny. 🙂 Ale jasne, że naruszając literę, starałem się nie naruszyć ducha, bo duch Matki Kucharza mógłby mnie zdzielić kopyścią przez łeb. 😎
A mięs, poza tzw. wołowiną na dziko, którą zresztą robię bardzo rzadko, prawie w ogóle nie marynuję w kwasach (co najwyżej łyżeczka soku z cytryny albo odrobina wina dla smaku, nie dla zakwaszenia), tylko w ziołach i w oliwie. Wina ewentualnie dodaję potem, już podczas gotowania. Jakoś tak mi bardziej smakuje.
Zakochiwac sie mozna tylko bez glowy. Najlepiej w kims odpowiednim. Zgadzam sie z Aga.
Nie znacie się. 😎 Zakochiwanie się z głową oszczędza wielu późniejszych przykrości i komplikacji. Wiem, co szczekam. 😆
Do kurczaka po zanzibarsku nalezy zgromadzic WSZYSTKIE skladniki 👿 👿 👿 Inaczej nie jest po zanzibarsku tylko po viersensku lub po gdynsku. 👿 👿 👿 👿 👿 👿
Jak go zwał, tak go zwał,
ważne żeby smako-wał. 😈
Ja tez nie mialam klopotow z przeterminowana zywnoscia, wlasnie dlatego, ze jak Ty, Bobiku, poddawalam ja testom wechowo-smakowym (choc zawsze biore pod uwage, jak daleko od best before date dany produkt zdazyl sie w czasie przesunac). Ale wiele osob idzie wedlug litery a nie ducha gotowania, i te osoby badania wspomniane w artykule moze nieco wzmocnia w kierunku bardziej empirycznego podejscia do sprawy. 😉
Przepisy lubie czasem stosowac dokladnie, a czasem zmieniac. Spotykalam tez moje przepisy w wykonaniu znajomych, w wersji, ktorej nie moglam rozpoznac. Nie mam nic przeciwko temu, byle by tylko nie mowiono, ze to dalej moj przepis. Ale to delkatna sprawa, zwlaszcza na przyjeciach, gdy ktos entuzjastycznie oglasza, ze zrobil cos wedlug naszego przepisu, a my nie tylko nie mozemy oryginalnej potrawy rozpoznac, ale tez raczej bysmy jej unikali, gdyby byla taka mozliwosc. Tyle, ze w zamian za utracone walory smakowe, mozna uzyskac swietne sytuacje komiczne, wiec na jednym froncie sie traci, a na innym zyskuje. 😉
Jane Austen wierzyla w zakochiwanie sie z glowa, ale jej swiat byl swiatem przed romantykami (ktorych zreszta bardzo lubie, ale ich tez trzeba brac with a pinch of salt). 😉
Ja się nie znam? 😯 Od dziesiątego do trzydziestego roku życia chodziłam permanentnie zakochana. 😉 A oszczędzanie też do zakochiwania się nie pasuje. Zupełnie. Natomiast wiązać się rzeczywiście lepiej z głową. Tak. Zdecydowanie. Do wiązania się i głowa, i oszczędzanie pasują znakomicie.
Zaraz ide ogladac jeszcze jeden program nagrany z koncertu Riverdanse. Wiem, ogladalem go juz dwa lata temu, cztery lata temu, szesc lat temu i chyba osiem lat temu. I bede jezcze ogladal, zawsze z uczuciem olsnienia. A takze zalu: czy Mazowsze nie mogloby na nowo przemyslec calej swej koncepcji? Czy nie mogloby zachecic sie nowoczesna choreografia, kostiumologia, scenografia, gra swiatel, i nade wszystko orkiestracja znanych kawalkow? Czy nie mogloby nawiazac jakiegos „dialogu kultur” z innymi tradycjami tanecznymi, tak jak czyni to Riverdanse, zaraszajac na wlasna scene tancerzy z Hiszpanii, Rosji, Gruzji, Chin, Indii i wdajac sie z nimi w „rozmowe” o tradycji?
ja bylem tylko lekko zdziwiony propozycja Agi do dopasowania
sie na przez wymiane szczegolow profilu, ale moja zona…..
🙂 🙂
Bobik (17:30), widze ze nie tylko moja stonka „poprawnie” po
niemiecku daty czyta 🙂 niby sami gotuja, smakuja, a dacie na
opakowaniu na slowo wierza 😀
bywa
lubie Swieta, lubie lenic sie 🙂 juz czekam na Wielkanoc 😀
a u nas (ZDF) leci wlasnie ten dziwny film z Lordem i sluzba
jego
No dobra, a jak ktoś z brytyjskich programów kulinarnych ceni tylko Two Fat Ladies? Jest dla niego jeszcze jakaś nadzieja? 🙂
Nigella to nie wiem, bo nigdy nie udało mi się skupić wzroku na tych jej produktach. Gdyby zabić kamerzystę i wziąć jakiegoś innego, co nie słyszał o MTV i Dogmie, może wtedy. 😎
Jest nadzieja, ze bomba cholesterolowa wybuchnie i zabije, WW. Tak jak juz zabila jedna z Fat Ladies. My je tez lubilismy, z czystej przekory, za to ich naplewat’ na diety! . I za bardzo arystokratyczny akcent obu tlustych pan.
O ile wiem, ta zabójcza bomba była cholesterolowo-alkoholowo-fajczana. Czyli nawet ja, chudzina, miałbym 66-procentową szansę od niej polec. 😈
Tu podrzucam klasyczny moment z dialogu kultur w Riverdance: amerykanski tap konwesruje z tancem irlandzkim, smieszne i rozkoszne:
http://www.youtube.com/watch?v=JEYkF_VhX-U
Zdrzemnęłam się trochę i cały czas mi się śniło, ze Irek ma jakieś świetne zdjęcia z tego Kazimierza.
Zaglądam tu i nic.
Irku, jak to jest?
Mazowsze też potrafi zrobić stukają-pukają wpuść panienko i zagryzać przy tym polish hamem z puszki. 👿
A przez ciupagi te Riverdansy skakać umieją, hę? 👿
mt7,
osobiście nic nie fotografowałem 🙁
Poprawię się w przyszłości
Wlasciwie to jest w tym prawda, ze cooking shows sie oglada, ale rzadko sie gotuje to samo w domu.
U nas w domu sie gotuje taka fusion cousine (polsko- wlosko- francusko-nowoswiatowa) to wlasciwie kazdy show w jakiejs czystej postaci jest trudny to zaakceptowania. Ale przy takiej wielosci wyboru mozna cos dla siebie znalezc, niekoniecznie szefa- gwiazdy. Ja uzylam w praktyce wielu przepisow wcale nie zawodowego Wlocho-Kanadyjczyka Davida Rocco, bo sa lekkie, proste i autentyczne, a przede wszystkim latwe i swieze.
http://www.cookingchanneltv.com/david-rocco/recipes/index.html
Swiezo ugotowany obiad jemy prawie codziennie, wiec te proste przepisy sa nam bardzo na reke. No i jestesmy mala rodzina, wiec nie dla nas te polacie stekow, czy plastry pieczeni.
Two Fat Ladies byly swietne z uwagi na ujmujaca ekscentrycznosc, umialy tez interesujaco opowiadac o jedzeniu w coraz to nowych kuchniach (raz nawet byla to kuchnia polowa). Ale strzez Boze przed zajadaniem tego miesa grubo oblozonego bekonem, duszonego jeszcze w smietanie z dodatkiem funta masla. Choc pewnie to jest pyszne. Ja mam w domu wegierska ksiazke kucharska, gdzie jest przepis na danie do ktorego trzeba dodac lyzke-dwie smalcu 7 razy!
Łomatko, co ja tu robię? Jestem tłusta, nie moczę matjasów, smażę na smalcu, smaruję masłem i lubię Fat Ladies.
Nie ma dla mnie nadziei, a ideologicznie jestem podejrzana…
😥
Nisiu, ja tez lubie Two Fat Ladies, smaruje maslem i nie mocze majtasow (bo ich nie kupuje zwykle tylko tzw milkers). Nikt nie jest ideologicznie doskonaly (chyba nie tutaj w kazdym razie). To akurat ta szczuplejsza Fat Lady sie przeniosla na lono Abrahama. Ta wieksza prowadzi wciaz dosc aktywne zycie literackie i wydaje sie byc w dobrym zdrowiu i humorze (troche jak ty). Od telewizji sie oczekuje promowania lepszych wyborow zywieniowych (szczegolnie od panswowej telewizji), ale nam juz trudniej dokonywac samych najlepszych wyborow. To mowiac udam sie wstawic wieprzowe zeberka do piekarnika. Ale jutro bedzxie ryba!
Wszyscy kochali Fat Ladies – za ekscentrycznosc wlasnie. Teraz te druga – Clarisse Dickson Wright mozna jeszcze przy roznych okazjach dosc czesto zobaczyc w tv, ale nie bierze ona ani kropli alkoholu do ust, gdyz jak wspominala parokrotnie jest zreformowana alkoholiczka. Co widac zreszta po czerwonym nosie. Ale moze to rosacea. Jej akcent- zabojczo arystokratyczny. Podobny do akcentu Mirandy Hart, ktora dzis, za poltorej godziny wystapi w pierwszym odcinku ( w tym sezonie) swej wlasnej serii – Miranda. Zeszloroczna byla naszym zdaniem swietna, ale krotka.
BBC nie jest telewizja PANSTWOWA, wyplun to, Kroliku, natychmiast. Panstwo absolutnie nie ma nic do powiedzenia w kwestii BBC, procz ustanowiania pulapu abonamentu i sumy na Serwis Swiatowy, utrzymywany z grantu przyznawanego przez ministerstwo spraw zagranicznych. Parlament natomiast zatwierdza (lub nie) kadydatow do Rady Gubernatorow.
Nie panstwowa – tylko PUBLICZNA, utrzymywana z naszych abonamentow i wlasnej dzialalnosci gospodarczej (sprzedaz programow, plyt i ksiazek, kursow nauki jeyka angielskiego itp)
Pokochałam Damy gorąco jak tylko zobaczyłam je na motocyklu z koszem…
A potem już mi się tylko pogłębiało.
Pewnie już mówiłam, ale powtórzę: w kuchni nie lubię ortodoksji. Poza kuchnią też nie. Wino chętnie, ale osobno 😉 Do marynat cytryna i wódka.
Heleno, córasek widziała Riverdans i mówi, że to niemożliwe. W styczniu idzie na kolejne omamy https://www.youtube.com/watch?v=wUyoeZbhq84
Przez dłuższą chwilę się dziwiłem, dlaczego Nisia i Królik tak się chwalą tym, że nie moczą majtasów, ale potem przeczytałem jeszcze raz. 😆
Nisiu, jest bardzo prawdopodobne, że nie żyjemy. 😐
Wodzu, z powodu końca świata czy masła w nadmiarze?
No, Cirque na zywo podobno tez bardzo znakomity. Ale Riverdance (oraz odptysk od niego – Lord of the Dance z Michaelem Ftaley’em) to milosc na reszte zycia.
Wlasnie usilowalam zamowic nam z Kuma bilety na Dawne czasy Pintera na luty- moja najukochansza sztuka tego autora, ale nie udalo mi sie przebic. Jutro jeszcze sprobuje sie wyklocic o promocje z Boxing Day, bo roznica w cenie za bilet jest znaczaca (£35 zamiast £49 ).
Przed laty widzialam w Nowym Jorku bardzo pamietne przedstawienie Dawnych czasow z Rosemary Harris i Jessica Tandy (i jej mezem Humem Croninem) – pamietacie Jessike w Driving Miss Daisy albo Zielonych pomidorach? Na scenie na zywo byla jeszcze lepsza.
Jakaz to wspaniala sztuka! Jak on, bl.p. lewacki sukinkot (sorry Rysiu) , pisal dialogi!
Nie mocza majtasow? Zgroza jakas! 😆 😆 😆
Od końca świata jeszcze nikt nie umarł. Jasne, że od masła. 😎
Byłam na Lord of the Dance w Warszawie już dosyć dawno temu.
Ostatnio naukowcy kazali jeść masło, bo jest zdrowe i potrzebne.
Wiec jedzcie na zdrowie Nisiu i WW. 🙂
To prawda, w ogóle jedzenie jest zdrowe i potrzebne. 😎
Jak ktoś lubi masło oraz inny tłuscyk i całkiem świadomie się nim truje, to nie jest żaden koniec świata. Każden ma prawo mieć swoją ulubioną truciznę. 😈
Jem i żyję 😉 Smalec też jem. I boczek. I golonkę. Lubię jeść 😀
Haneczko-Cwaniaczko!!! Z Twoją figurą możesz jeść wszystko i w dowolnych ilościach!!!
Wodzu, może postraszymy Koszyczek jako duchy?…
Już straszymy, przynajmniej część.
Jemy tłusto i nawet w szpitalu nie leżymy, bojaźni bożej nie czujemy, co to będzie, co to będzie? 😛
Figura to rzecz nabyta, tak uważam. 😎
Maślane duchy? 😯 Ja też z frakcji maślanej. To czasem widać po oczach. 😉 A czasem, na przykład w tej chwili, strasznie mi się chce czekolady. A nie mam już ani kawałka. 🙁 Jakby się jakiś czekoladowy duch pojawił, to chętnie uszczknę kawałek. 😉
Ja się mogę dołączyć, mam odpowiednie gabaryty.
Do duchów. 🙂
Ago, mam tabliczkę mlecznej. Jeżeli, to proszę, jest Twoja 🙂
Haneczko, dziękuję – duchem jestem u Ciebie. 😆
No tak, wychodzi na to, że jam bez ducha szkieletów lud, przepraszam, ps. 😥
Ale maślane duchy powinny mnie cenić, bo czekoladę bez mrugnięcia ślepiem oddaję potrzebującym, nie roszcząc sobie do niej żadnych pretensji. 😎
Jak czekolada jest gorzka, z meksykańskimi paprykami i jakimś ptactwem w środku, to też? 😈
Czekolada z bazantem w srodku????
No nareszcie poszli po rozum do glowy 😈
Nie dość obrabować paczki podchoinkowe, to jeszcze na żebry chodzić po internecie.
Kierowca do staruszki przechodzącej jezdnię w niedozwolonym miejscu:
– Babciu, na zebry, na zebry!
– Sam idź na żebry, ja mam rynte!
Któregoś ranka „moja” Pani Gospodarz stojąc przed śmietnikiem mówi do mnie: – No patrz pan, znowu mi przez noc wstawili jakieś „gabaryty”.
Okazałem należne zrozumienie, ale dość dużo czasu mi zajęło zrozumienie, co to znaczy owe gabaryty?
O majtasach nie bede wydawac opinii, bo wiem ze jest tutaj frakcja majtasowa. Jedzcie majtasy na zdrowie, nawet z maslem jak sie komu podoba.
Ale ogolnie to w kuchni jestem nieortodoksyjna i przepisy traktuje tylko jako inspiracje, a nie jako kanon swiety. To rzeczywiscie prowadzi do nierozpoznawalnych dan a la krolik, gdzie wszystko zostalo zastapione: milkers majtasami, cebula porem, marynowane sliwki dynia w occie, majonez jogurtem itd… ale danie wciaz sie nazywa sledz a la krolik.
W Swiatach najgorsze jest to, ze jutro ide do pracy.
Wodzu, Aga mi świadkiem, że nawet taką czekoladę potrafię wspaniałomyślnie oddać w dobre ręce. 😆
„frakcja majtasowa” – znaczy się – bombardzioszna.
Yessir, poświadczam. 🙂 Ptactwa w tej czekoladzie chyba nie było, ale reszta opisu się zgadza. Tylko te ręce, wychodzi na to, wcale nie takie dobre: Klakier mnie właśnie zdemaskował jako Barrdzo Czarrny Charrakter. 😆
rzekłbym – Czekoladowy
Jak chodzi o traktowanie przepisów, to ja z tej samej frakcji, Króliku. Wszystko jest à la Bobik, potrzeba chwili i zawartość lodówki tudzież spiżarki. 🙂
Ja też tak mam, na przykład się zainspiruję strusiem z truflami, a z różnych przyczyn wychodzi mielony z buraczkami. 😎
To jest głęboko zgodne z narodową tradycją. Wystarczy wspomnieć Kaczkę Dziwaczkę, z której zrobił się zając, w dodatku cały w buraczkach. 😉
No to koniec Świata – na Blogu Bobika – klawiszami tegoż występują w jednym rzędzie AUTOrytety:
1. Narodowa Tradycja
2. Kaczka
Całość jest powiązana zwrotem „głęboko zgodne”.
Ogłaszam koniec Bożego Narodzenia 2012.
Ciekawe, co jest po końcu narodzenia?
Heleno, spedzilam uroczy wieczor z Miranda Hart (ktora juz tutaj widzialam), ale teraz poswiecilam jej wiecej czasu na tubie. Jest rzeczywiscie swietna.
Po końcu, czy przed końcem, zawsze są jakieś buraczki. 🙄
Ech, przysłodzili na koniec i pałą po głowie.
To o Downton Abbey.
Ociągałam się z obejrzeniem.
Ciekawe, jak Rysiowi podobali się jaśnie państwo i ich wierny personel.
Lubię buraczki. Zjadłabym.
Może mi się przyśnią.
Dobranoc.
Oooo, ciesze sie, ze przyjrzales sie, Kroliczku, Mirandzie. 🙂
Ja tez lubie buraczki, Siodemeczko, niech ci sie snia: zasmazane do mielonych kotletow; jako surowka na zimno w plasterkach z orzechowym olejem i starta marchewka; jako barszczyk na lekkim rosole; jako botwinka z mlodymi ziemniakami. Buraczki z ich glebowatym smakiem sa zawsze pyszne!
Dzisiaj nadchodzi zima: snieg, mroz… aby do wiosny, boc dni juz beda dluzsze.
W braku Mirandy oglądalismy z gośćmi dwa i pół odcinka inspektora Barnaby.Też lubimy angielskość do kwadratu.
Dzień dobry 🙂
Na kompie w terenie przywitał mnie …. nasz stary znajomy czyli IQ Elite 😯
Wysłałem go sobie i przebiłem się przez zapory firmowe. Do kosza
Poświątecznie zielona herbata 🙂
WW ma racje 🙂 w ogóle jedzenie jest zdrowe i potrzebne
dzem z rana na maslanej bulce 😀
szeleszcze nowosci (?)
Irku, moze pognasz IQ Elite do noszenia sprzetu? taki maly sprawdzian 😀
malym kalendarzowym szuru-buru po wolnym mamy czwartek!
poniedzialek, sroda bezbolesnie 🙂 🙂
brykam
mt7, powiem dyplomatycznie siodemeczko, podobaly….. stroje,
kwiaty w domu i ogrod tez, akcja juz od kilku odcinkow wiec
mimo „kulturalnej” rozmowy nic nie zalapalem 😳
p.s. podobno akcja toczy sie dalej, latami calymi (tak twierdzi
Wiki-doczytalem bowiem)
brykam
Tereny Zielone
S-Bahn
pozycji przeglad
brykam fikam
Faktycznie w Downoton Abbey walka klasowa pokazana jest tylko marginesowo. Nie cierpia na tym zanadto opisy stosunkow miedzy upstairs i downstairs, pokazane z maksymalna dobra wola i uczciwoscia przez szanowanego autora serii , co bardzo podkresla brytyjska krytyka i odbiorcy – wszyscy bardzo wyczuleni na te tematyke. Liczba bohaterow i antybohaterow jest solidnie i sprawiedliwie podzielona na oba pietra. No i stosunki miedzy pietrami specjalnie nie odbiegaja od tego co wiemy o nich z innej literatury i opisow w ksiazkach, ktore akurat ta tematyka (stosunkow miedzy sluzba i ich pracodawcami) sie specyficznie zajmuja.
Sorry zatem jesli przedstawiony w serii opis odbiega od wyobrazen jak sie te stosunki ukladaly, ale tworcy serii musieli liczyc sie z jakas prawda historyczna, a nie tylko krytyka marksistowska, choc i ta byla brana pod uwage przez Fellowsa-arystokratycznego autora serii, do dzis zyjacego w palacu ze sluzba – podobnego do Downton Abbey, a jego zona jest dama Dworu. Nie sadze tez aby te swoja sluzbe bil, maltretowal czy trzymal w majatku sila. Raczej sadze, ze odnosi sie do niej z szacunkiem i sprawiedliwie, ze wplaca na jej fundusz emerytalny i oplaca urlopy. . Zle ze sluzba obchodzily sie najczesciej nizsze stany srednie, o czym staram sie pamietac przy traktowaniu tej samej Pani Dochodzacej juz od trzydziestu lat. Choc nie naleze do wyzszych sfer.
Bry!
Rysio brykał, to ja mogę …k nie dodawać.
Ach, jak dobrze bez kompa spędzić kilka dni…
Podzielam zdanie Rysia w sprawie łże-arystokracji w Downton Abbey. Swoją drogą wszystko to dziwnie podobne do Gosford Park (dół-góra), gdzie ów Fellows też pisał scenariusz, ale tam był dobry reżyser. Downton ma przedziwne dłużyzny i groteskowe siużety, jak z tym Turkiem, co to umiera na panience…
To zgrabnie zrobiony serial, ale ogromnych cmoków nie bardzo rozumiem.
Nie mam watplkiwosci, Tadeuszu, ze znasz sie na brytyjskich wyzszych sferach znacznie lepiej niz ten nedzny pisarzyna – baron of West Stafford i potrafisz odroznic prawdziwa arystokracje od lzearystokracji. 🙂 🙂 :smile:.
Chyba Ci się pomylił film dokumentalny z serialem dla masowej publiczności, Heleno!
Pan Fellows po ożenku z panią Kitschener zupełnie naturalnie i bez snobizmu dodał sobie jej nazwisko do swojego. Bo ktoś by nie zauważył.
Moje firmowe zapory wytrzymały, ale wygląda na to, że poza tym zaprosiłam do IQ Elite całą swoją książkę adresową – w każdym razie wszyscy, z którymi do tej pory rozmawiałam, dostali „zaproszenie”. #@$@%^&%$
No oczywiscie, ze nie odrozniam, Tadeuszu dokumentu od serialu.Jestem przeciez kobieta, my jestesmy slabsze na umysle od przecietnego mezczyzny.
Ale na szczescie umiemy korzystac z gogle’a , skad wiemy, ze ojciec Juliana Fellowesa – Peregrin Edward Launcelot Fellowes byl trzecom lordem Tattershal zas matka – lady Jakastam, ktora poslubila Peregrina Edwarda Launcelota etc. .
No popatrz, pierwszy raz od bodaj 30 lat musialam zagladac do Burke’s Peerage….
Ago, dasz rade tylu randkom? 🙂 🙂
Dzień dobry 🙂
O, nie. W żadne różnice zdań się nie będę mieszać, póki kawy sobie nie zrobię. 😎
Mogę tylko na marginesie zauważyć, że zgodnie z blogowymi ustaleniami i zeznaniami samego Tadeusza, jest on mężczyzną, ale również kobietą, co by oznaczało, że jest słabszy na umyśle od samego siebie. 😯 😆
Bobik, jestes zwolniony z mieszania sie.
Dam sobie rade. 🙂
Bobiku, masz dowody na to ze on rowniez kobieta jest, czy
mamy tylko deklaracje Tadeusza?
mieszamy? 🙂 🙂 ja na lewo od Heleny, do smierci 8) (mojej
oczywiscie)
depcz, tratuj, szarp, gneb (oczekuje tez ciosow ponizej 🙄 )
brykanko fikanko mieszanko 🙂 😀 (zapowiada sie mimo pracy ciekawy dzien 🙂 )
W tym rzecz, Rysiu – bardzo wątpię. 🙄 A może mogłabym się umówić na randkę ze wszystkimi naraz? Jak tylko wyrwę się z objęć tej podstępnej francy, z którą, słowo daję, wcale się nie umawiałam. Na nic. 👿
Najsłabsza na umyśle jestem dziś ja, bo mi ta zaraza spać nie dała. Słaba i wściekła. Ależ bym kogoś zatłukła! Ale nie mam kogo, bo kazałam się wszystkim trzymać z daleka. 🙁
Ni ma letko, Heleno. Wprawdzie nie wątpię, że sobie sama poradzisz, ale mnie się też należy jakieś mieszane ciasteczko do kawy. 🙂
Nie znam się na arystokracji i nie oglądam Downtown Abbey, w związku z czym mogę sobie swobodnie odfrunąć w wyższe rejony abstrakcji. 😈 A w nich się szepcze, że opis jakiejś grupy od wewnątrz niekoniecznie musi być lepszy i prawdziwszy od opisu z zewnątrz, choć można to sformułować i na abarot. 😉 I że oba te opisy mogą być dosyć zmitologizowane, tzn. nieświadomie podporządkowane bardziej przekonaniom na temat własnej lub cudzej grupy, niż rzeczywistości. Owszem, „prawdziwy arystokrata” może lepiej od kogoś z zewnątrz wiedzieć, np. jakie podarki dawało się w jego domu służbie pod choinkę, ale już jego wiara w niekłamaną wdzięczność i zachwyt tejże służby z powodu paczki haftowanych chusteczek do nosa może być oparta na wątpliwych podstawach. Podobnie ze sprawiedliwym traktowaniem służby – punkt widzenia czegoś jako sprawiedliwe lub nie bardzo zależy od punktu siedzenia bądź stania. Itepe, itede.
Jakość opisu nie jest funkcją pochodzenia, tylko umiejętności opisywania. 😉 Innymi słowy – Styka, ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze. 😆
Rysiu, służę uprzejmie: dajęć chromosoma, nawet dwa. Słowo honoru, że połowa żeńska! QED
😆
Ogólnie też słabowałem, jako mężczyzna, na umyśle od urodzenia, toteż, jako kobieta, moja połowa brała górę intelektualną. I to była ta lepsza i mocniejsza połowa, będąca jakżeż słabą. Jakiś taki wierszyk był ostatnio na okoliczność tego, która moja część, ta słabowita, ale mocniejsza, czym co robiła….
PS, pan Fellows, będący lordem i baronetem, oraz Kitschenerem (primo voto, chyba), na pewno świetnie także znał się na służbie kuchennej, będąc synem ojca i matki z Peerage Burka.
😆
Ago, Ty w takim stanie chcesz na randki? 😯
Mowy nie ma! 👿 Kołderka, herbata z cytryną, zupa imbirowa, kotlet z imbiru, a na deser imbirowo-cytrynowa czekolada.
A jak koniecznie chcesz kogoś zatłuc, to udaj, że Ci potrzebne ostatnie namaszczenie i ściągnij jakiegoś biskupa albo arcy. Oprócz Głódzia i Ryczana mam na liście jeszcze Michalika, który też nieźle zionie chrześcijańskim miłosierdziem. 🙄
Tylko Burka proszę mi się tu nie czepiać. Nie może być tak, że gdzie dwóch się bije, tam zaraz Burek obrywa. 👿
Tadeusz, poddaje sie 🙂 QED i wszystko jasne 😀 masz
mnie niedowiarka na lopatkach 😆
To wszystko prawda, Bobiku, tylko my mowimy o nieco innej bajce. O bajce, ktora jest poddawana bardzo surowej scrutiny przez krytyke (i publicznosc) tylko czekajaca na moment, w ktorym autorowi mozna zarzucic przeklamanie czy zbytnie idealizowanie – znacznie bardziej dzis niz w czasach stosunkowo niedawnycg kiedy krecona niemal blizniacza serie Upstairs Downstars (takie bylo zamierzenie zreszta) . Jesli ktos odglada obecna serie i dostarzega jedynie to co sam sobie wykoncypowal na temat zachowania sie jakiejs grupy spolecznej, z ktora sam nie mial w zyciu do czynienia ani przez chwile, ale nie dostrzega calej warstwy krytycznej czy ironicznej wobec danej grupy, to podejrzewam wszakze, ze albo nie oglada uwaznie, albo oglada bezmyslnie, porownujac jedynie swoje wlasne wyobrazenia z tym co widzi na ekranie. Na jednym i drugim poziomie percepcji nie mam o czym rozmawiac, bo ani ja nie przekonam, ani ja nie bede przekonana.
Seria jest na biezaco ogladana przez krytykow i omawiana w prasie. I rozne rzeczu czy wpadki, anachronizny jezykowe etc. sa jej wytykane, tylko nie to, ze pokazuje obie warstwy spoleczne w sposob przeklamany. Ja w kazdym razie z takim krytycznym pogladem sie nie spotkalam, dopoki Tedusz z glebin swej wiedzy o brytjskich sferach wyzszych nie zarzucil autorowi scebnariusza, ze pokazuje lzearystokracje bo sam, w jego pzekonaniu arystokracja nie jest tylko sie udanie ozenil.
tego pana M. (ryczacego milosierdziem) moglbym tez na chwile
potrzebowac. Posle go do Szefowej mojej i niech zapyta
(ryczac milosierdziem) dlaczego wlasnie rys pracuje, a
wiekszosc ma wolne

Bobiku, kochany, wstaw prosze zielonego potwora 🙂
Litości! Jeszcze tylko randki z biskupem mi brakuje! Nie lubię imbiru. Odmeldowuję się – wrócę, jak wyjdę z tej marudno-agresywnej fazy. 😉
No sluchajcie! Taki list sam chetnie bym napisal, ale nie wiedzialem ze mozna!
http://www.tokfm.pl/blogi/profesor-mochow/2012/12/list_do_jaroslawa_kaczynskiego/1
swietny list, swietny koniec 🙂 🙂 🙂
radykalnie powiem: Jaroslawie WiecznieDziewica Kaczynski
idz Pan do cholery!!!!!!!!!!!!!!!!
Kiedyś to się nazywało służba teraz pracownicy.
Dla mnie Downton Abbey jest egzotyczny poprzez swoją oprawę i zhierarchizowaną silnie klasę służebną.
Od wczesnej młodości uwielbiam Agathę Christie z powodu tego świata, który teraz częściowo odnajduję w serialu.
Fabuła istotnie rozciągnięta i miejscami nużąca, ale z przyjemnością podziwiam obrazki.
Nie oglądam seriali, więc może mój osad jest płytki i niesprawiedliwy, ale na tle mordobicia, strzelanek i różnych – jak sobie lud wyobraża bogaczy, wydaje mi się ciekawy.
Dla tych samych powodów co i mt7 oglądam serial 😆 Zwrot łże-arystokracja, który tak rozsierdziła Helenę, to skrót na: „postacie angielskiej arystokracji, twory fikcyjne, napisane przede wszystkim zgodnie ze stereotypami masowej kultury, bo oglądane przez masową publiczność”.
A ta recenzja z Amazona całkiem dobrze opisuje słabości i zalety filmu
„Lovely scenery, clothes, fine acting but the manuscript is extremely amateurish and the direction verges on the soapish with characters overhearing key plot developments, and long fade-out close-ups as scenes draw to a close. Character development is non-existent as completely differing behaviour is manifested by characters and in relationships as the plot lurches from one improbability to the next.
The plot of Fellowes’ prototype for DA, Gosford Park, was also extremely contrived but fine acting and direction as well as a two-hour format saved the day. „
Ago, ja też nie mogę spać, bo głowę przyłożę, to dostaję wielogodzinnego ataku kaszlu (biedni sąsiedzi) i innych atrakcji, a jak już się trochę uśmierzy, to fisharmonia w płucach nie pozwala zmrużyć oka.
Czy Ty poszłaś dzisiaj do pracy?
Mordko, ale wszystko, co stoi w tym liście, było już tysiąc razy napisane i powiedziane – nieraz bardzo głośno i nie zauważyłem, żeby Prezes się tym nadmiernie przejął. 🙄
Tę tezę już postawił ponad rok temu Jerzy Pilch
PILCH: JAROSŁAW ZAPLANOWAŁ ŚMIERĆ BRATA
fragment przemyśleń Pilcha z „Przekroju”. W tekście jest mowa jak to przebiegły i sprytny Jarosław Kaczyński przeanalizował sobie, że w związku z ponowną niewybieralnością jego brata LEPSZY będzie żywy trup na Wawelu niż martwy trup w polityce.
A jestem #$%%^& tak jak Aga, bo ten łobuz wędruje po mojej firmie i co chwilę mam telefony od współpracowników ” o co chodzi” ”
mt7: „ja też nie mogę spać, bo głowę przyłożę, to dostaję wielogodzinnego ataku kaszlu (biedni sąsiedzi) i innych atrakcji, a jak już się trochę uśmierzy, to fisharmonia w płucach nie pozwala zmrużyć oka.”
Jak to miło mieć coś wspólnego z innymi.
Na szczęście mi przeszło przez święta do fazy, że daje się żyć.
😀
Do mnie też to IQ napisało, ale zablokowałam. Może pomoże.
No, nie rozumiem, Tadeuszu : „fine acting” w Gosfprd Park „saved the day”, a „fine acting” w serii did not?
Fellowes to nie Dostojewski, podobnie jak nie jest Dostojewskim Maria Dabrowska w Nocach i Dniach, ktore mimo to, jak rozumiem, byly przyjemnym ogladaniem, choc literaura to raczej drugorzedna.. Dostojewskim nie byly Upstairs Downstairs. I bardzo wiele telewizyjnych seriali, lepszych i goszych nie sa Dostojewskim, Flaubertem czy Dickensem. So what? Takie serie nie powstaja dla psychologcznego rozwoju postaci, tylko aby cos nam opowiedziec o czasach ktorych nie znamy. O obyczaju i o – w tym konkretnym wypadku – dynamice stosunkow miedzy klasami. I to zadanie serial swietie spelnia. I pokazuje je w miare prawdziwie i ciekawie.
A przedrostek „lze-” oznacza „rzekome”, „pseudo” i zadne dlugie rozwiniecie terminu nic tu innego nie wnosi.
Mnie najbardziej irytuje taka krytyka, ktora ma okazac moja niewatpliwa intelektyalna wyzszosc ponad tymi wszystkimi , ktorzy z wielka przyjemnoscia zasiadaja przed ekranami telewizorow. Nie interesuje Cie? Nudzi Cie? Nie ogladaj, nie ma przymusu! Ale nie psuj mi mojej przyjemnosci z ogladania swoimi kwasami, ktore sa malo interesujace.
Mt7, nie poszłam do pracy. Z kaszlu wyszłam wczoraj i już myślałam, że będzie w porządku, ale ta zaraza przekwalifikowała się na katar+ból głowy, dlatego teraz się miotam: ni spać, ni czytać, ni słuchać… Ale to tylko uciążliwe, Twoja fisharmonia brzmi dużo groźniej – może lepiej ściągnąć lekarza?
Ago, od jakiegoś czasu trzymam się porad lekarza z tej strony http://www.meduzo.pl/przeziebienie-grypa-kaszel-leczenie-domowe-sposoby/ony
Każe cierpliwie przeczekać 7 dni i dopiero wtedy myśleć o lekarzach.
Mnie jak już dopadnie kaszel, to dłuuuugo trzyma.
Tegoroczna grypa jest absolutnej wstretnosci. Lepiej siedzic w dpomu i leczyc sie objawowo, bo nic Wam lepszego lekarz nie zapisze. Rzeczywoscie jesli nie mas znaczacej poprawy po siedmiu dniach, to lepiej zjawic sie u lekarza.
Bardzo Wam wspolczuje, Dziewczyny.
Duzo plynow.
Bobiku, popraw linkę na http://www.meduzo.pl/przeziebienie-grypa-kaszel-leczenie-domowe-sposoby/
Dzięki, Heleno. 🙂 Jestem wzorcowym chorym: dużo płynów, 0%. 😥
W ramach remanentu: (remanent u fomy)
Teatrzyk Zmielona Pięść
Ma zaszczyt przedstawić tragedię w jednym akcie pt. „Próba teatralna”
Występują:
Bobik – pies niesłychanie dramatyczny
zeen – osobnik niezwykle atletyczny
foma – reżyser nadmiernie liryczny
Koniec – upragniony, śliczny
foma:
Dobrze, a teraz proszę Bobika na scenę. Proszę zagrać Hamleta.
Bobik:
Wyć albo nie wyć – oto jest pytanie,
Bo jeśli wyć mam, wskażcie mi powody
Dla których wyć mam, dajcież mi dowody,
Że ma być wycie a nie me szczekanie….
zeen:
A to psia menda! To kundel zapchlony!
Szekspir każe wyć mu – niezadowolony!
Epokowe dzieło miast wiernie odgrywać
To on Szekspirowi chce mieszać w aktywach!
foma:
(cicho i lirycznie)
– Eeeech…..
Bobik:
Ja w takich warunkach pracować nie będę
Nie będzie mi zeen tu, mój podmiot liryczny
Tak dezawuował – burak atletyczny…
Ja przesłanie dzieła czuję swym psim swędem…
foma:
(cichuteńko)
– Qu.wa mać!
Koniec:
No i przyszła pora wreszcie na mą rolę,
Ja ich wszystkich w kupie serdecznie
Pozdrawiam…
Może kiedyś sztuka doczeka premiery
Lecz teraz mój widzu spadaj do
Kwatery…
Kurtyna opada z zażenowaniem.
zeen pisze:
Uchucha, uchucha,
C2H5OH…
Dora pisze:
…szczypie w gardło, pali w brzucho,
wzrok przytępia oraz ucho,
zygzakiem cię gna…
C2H5OH!
eeeech…
Nareszcie jakies dobre ambitne predstawienie, a nie ta siezka z kultury masowej!
Autor! AUTOR! AKTOR!!!
Coś mi mówi, że to jest Towarzystwo, które może mi wyjaśnić dziwną (dla mnie) sprawę.
Zeszy „Więzi” z kwietnia 1978 roku zawiera na str.57-85 pamiętniki wojenne nieznanego Żyda; poprzedzają je trzy strony wstępu Szymona Datnera, a kończy je 7 stron posłowia Anny Kamieńskiej. Całość jest tak interesująca, że skłania do zeskanowania i przetworzenia przez OCR na format nadający się do czytania w Sieci.
Ale przed uczynieniem pierwszego kroku należy sprawdzić czy ktoś już tego nie zrobił – i google informuje, że 15 lat później ta sama „Więź” w numerze 12 z 1993 roku (a do tego numeru nie mam dostępu, dlatego zwracam się do Was) opublikowała tekst Haliny Birenbaum pod tym samym tytułem „Pisane paznokciem”. I chętnie bym się dowiedział co to jest? Opracowanie krytyczne? Pożyczka tytuł? Nie może być to ujawnieniem autora, bo to mężczyzna.
No więc problem stoi i głupio na mnie się gapi. Ktoś tutaj potrafi coś z nim zrobić?
Heleno, coś mi się w Twoim apelu nie zgadza. 😉 Żeby film czy serial skrytykować, trzeba go jednakowoż najpierw obejrzeć (no, chyba że się jest Prawdziwym Polakiem – wtedy można bez oglądania „Pokłosia” wiedzieć, że obraża Naród i jest ogólnie do de). A skoro się ogląda, to raczej nie krytykuje się z pozycji wyższości nad tymi, którzy też oglądają. 😉
Takiej myśli, że wszelkie seriale wolno oglądać wyłącznie na klęczkach i potem chwalić, nie będę Ci, rzecz jasna, przypisywał. 😎 Nie wierzę też, żebyś wzorem słusznie minionej Partii możliwość wyrażania krytyki chciała ograniczyć wyłącznie do tzw. krytyki pozytywnej i konstruktywnej. No, ale jeżeli wolno oglądać i uczciwie powiedzieć, że się coś nie podobało, to czym zawinił Tadeusz, a wcześniej Ryś i wszyscy ci, których jakoś nie zachwyca? 😯
Zeen, to już remanenty? A da mnie jeszcze takie świeże… 😆
Nic nie zawinili, ani oni, ani tez ci, co maja od nich zdanie odmienne, Bobiku. Moze za to choc czesciowo zawinil efekt social media (pisze to od razu z przeprosinami z gory dla tych, co nie lubia osob w okularach, i z ksiazka pod pacha, oraz posiadaczy pior wiecznych). 😉 A ten efekt polega z grubsza na tym, ze kazda wypowiedz na forum internetowo-towarzyskim zaczyna byc z czasem odczytywana jako czesc tworzonej w sieci wlasnej wizytowki (np. „zjadacz tradycyjnych tluszczow”, „amator takich a nie innych seriali”, „lewak”, „konserwatysta”, „mol ksiazkowy”, „ciagly pytacz”, itp.) No a wtedy krytyka czegos, co nam sie szczegolnie podoba, moze byc z uznana za krytyke nas samych. A wcale nie musi przeciez nia byc (choc czasem bywa). 😉
Choc wytlumaczen pewnie moze byc wiecej, ale jakos mi sie juz nie chce, bo u mnie snieg z zamarzajacym na drzewach deszczem, bardzo slisko, i jest mozliwosc wylaczen pradu. Ale jestem na nie coraz lepiej przygotowana, bo nie ma to jak czesta praktyka. 😉
A drugi wspomniany przez Helene i Krolika serial, Call the Midwife, tez lubie, i ogladam czasem, jak mi sie uda zlapac chwile czasu w niedziele, zwlaszcza, ze znam osobiscie taka tradycyjna angielska midwife, oraz jej amerykanskie odpowiedniki (jedna z nich to kolezanka mojego meza ze szkoly podstawowej, z ktora do dzisiaj sie przyjaznimy). To sa naprawde niesamowicie zaradne, pogodne i praktyczne kobiety, ktore z cala pewnoscia zasluguja na to, zeby ktos opowiedzial ich historie, i historie zycia kobiet, ktorymi sie opiekuja (relacje pacjentka i anglo-amerykanska akuszerka sa zupelnie inne niz pacjentka-lekarz, i to jest ich wielkim atutem).
andsolu, niestety nie mam szukanego przez Ciebie numeru Wiezi,
z archiwum Wiezi wyniaka, ze pod “Pisane paznokciem”
ukrywa sie list Pani Birenbaum.
znalazlem to: http://www.zchor.org/birenbaum/halina.htm
Helena 24 XII Ciekawe ilu Zydow lwowskich po Kazachstanie wyladowalo w Szczecinie, musze podpytac o to Anie Frajlich, ktorej rodzice tez byli ze Lwowa
prawdopodobniw wielu Heleno, tylko w kwietniu i maju 1946r. z terenow Zwiazku Radzieckiego w 39 transportach przywieziono na Pomorze Zachodnie ponad 25 000 (!!!) osob narodowosci zydowskiej, a czerwcu 1946 tylko w Szczecinie mieszkalo ich prawie 31 000(nie tylko z ZSRR oczywiscie). Wiem tez ze wsrod licznych zarejestrowanych w 1946r ziomkostw bylo tez ziomkostwo Lwowian.
dzisiaj mielismy (mamy moze jeszcze) takie tlumy w sklepie, ze
wygladalo to na koniec swiata 🙂 🙂
ksiazki sa wiec ciagle kupowane, cieszy to mnie i moja stonke,
mozemy planowac wielki kolejny wypad (moze brazylia i okolice,
andsolu strzez sie 🙂 🙂 🙂 )
Być może wszyscy po troszę utożsamiamy się z lubianymi przez nas rzeczami i ich krytyka nieco nas „swędzi”, bo to tak, jakby krytykowano nasz gust czy też kompetencje. Ale przed takim osobistym, „przeniesionym” odbieraniem krytyki warto się trochę opancerzyć, bo przecież nie ma siły, żeby wszyscy wszystko odbierali tak samo i żeby akurat naszych ulubieńców krytyczne słowo zawsze oszczędziło. Wbrew pozorom nawet moje wierszyki nie wszystkim się podobają. 😆 Ale na szczęście wcale mi to nie psuje przyjemności ich pisania. 😉 Tak samo jak nic mi nie zepsuje przyjemności oglądania niektórych seriali lekarskich, nawet zbrzydzone pomruki Pana Administratora. 😈
Co więcej, sam mogę natychmiast ułożyć długą listę wad tych seriali i wyjaśnić, dlaczego są głupie i mało mają wspólnego z rzeczywistością. Po czym z całym zadowoleniem pójdę te głupoty oglądać. 😆
Monika No a wtedy krytyka czegos, co nam sie szczegolnie podoba, moze byc z uznana za krytyke nas samych. A wcale nie musi przeciez nia byc (choc czasem bywa).
Moniko, brykanie, fikanie nie podlega krytyce, czy moze
jednak? 🙄
kysz, kysz 😆
Alez Rysiu, brykanie jest lekkie i wdzieczne, ale moze sie i jakis Klapouszek znajdzie, co i brykania nie lubi (ale nie ja, ja lubie). 🙂
W naszej miejskiej ksiegarni ksiazki tez ida, jak swieze buleczki, a w radiu dzis Andy Borowitz (znany szczegolnie Bobikowi), powiedzial, ze w tym roku zabiera sie za wiecej grubszych tomow (za to odlacza sie od Twittera). 😉
A z tymi serialami, Bobiku, to w ogole chyba jest tak, jak mawial jeden z moich profesorow (swiatowa slawa w swojej dziedzinie, z mnostwem madrych ksiazek na koncie) – „everyone has some guilty pleasures, and that’s why they are enjoyable” (on lubowal sie w spaghetti westerns). 😉
remanentu ciąg dalszy
W dobre ręce oddam trupa
W byle łapska jednak nie
Na ziąb dobry i na upał
Z trupem wam nie będzie źle
Trup ma własny repertuar
W dzień powszedni, w święto też
Toż to świetny rezerwuar
Istny estradowy zwierz
W poniedziałek tańczy czaczę
Zaś we wtorek śpiewa dżez
W środę zaś wiesze tłumaczy
W czwartek rozśmiesza do łez
Cmentarz trup odwiedza w piątki
W chowanego lubi grać
W trumnie lubi robić pompki
On w bezruchu nie chce trwać
Lubi trup zalać się w trupa
Gdy sobota przyjdzie już
Wtedy też jest śmiechu kupa
Bo nalewa Anioł Stróż
Do niedzieli cały tydzień
Lecz gdy trup ją wreszcie ma
Ten dzień jest jego dniem widzeń
Do kościoła wtedy gna
Trup jest w stanie doskonałym
Trzyma się jak mało kto
Imają się go kawały
Lecz kto bez wad jest, no kto…
W dobre ręce oddam trupa
W byle łapska jednak nie
Na ziąb dobry i na upał
Z trupem wam nie będzie źle…
Dziś czwartek, czyli dzień rozśmieszania do łez. Trupie, do roboty! 😆
Andsolu,
Halina Birenbaum napisała list do Więzi, który ma taki właśnie tytuł.
Spróbuję się dowiedzieć, co było treścią listu.
Ago, bez chwili…hm, hm… zwłoki 😉 dzielę się najnowszym odkryciem – gorzką czekoladą z wasabi. Smakuje odjazdowo i nawet jakby katar trochę przetyka. Musi, no po prostu musi mieć antywirusowe działanie. 🙂
Nie wiem, czy Siódemeczce czekolada z piórami też pomaga, ale jeśli tak, zaraz skoczę po jeszcze jedną tabliczkę. 🙂
Bobiku, Ty stawiasz zla diagnoze. Nie chodzi o „poniekad utozsamianie sie” z jakims programem czy o to by krytyka byla wylacznie pozytywna.
Chodzi o to, ze ja z trudem toleruje, kiedy ktos do mnie odzywa sie tak, jakbym byla jego glupiutka uczennica: ” Nie rozumiem cmokow… Nie odrozniasz chyba, Heleno, radiowej Rodziny Matrysiakow od rodziny Matysiakow z Bielska Bialej…”
Nie jestem uczennica, ani nawet studentka Tadeusza. I zareaguje zawsze gdy ktos mnie potraktuje w sposob protekcjonalny i wyzszosciowy. Chyba, ze faktycznie ma powody. Ale tu takich powodow nie bylo. Rozmawialismy o tym, ze seria jest przyjemna do ogladania, ze czekamy na dalsze odcinki. Nazwanie tego „cmokaniem” jest w najleszym wypadku malo eleganckie wobec doroslej kobiety jak i zarzucanie jej ze nie rozumie co oglada na ekranie tv, nie odrozniajac dokumentu od fikcji. Ton ktory robi szansą, a nie krytyka programu. Oczekuje od polonisty elementarnej wraliwosci na jezyk jakim chce prowadzic ze mna rozmowe.
Świetnie! Tata się zgłosił na ochotnika do zrobienia mi zakupów, czekolada z wasabi powinna być wystarczająco dużym wyzwaniem. 😀 Zamówiłam też, oczywiście, rosół.
To Cie powinno postawic na nogi in no time, Ago. Czekolada z rosolem – zadne zarazki temu sie nie opra. Lecze sie podobnie i jestem zdrowa jak byk. Odpukac.
[sam do siebie] – ciekawe, co będzie dalej…
Ja się już nie odzywam na tematy zdrowotne, bo mam dosyć.
Niagara spływa mi z ócz zieleni i nie nadążam.
Może to takie przesilenie, czy cóś.
Aby do jutra. Jutro będzie lepiej.
Jest tam w Więzi ciekawa rozmowa z Haliną Birenbaum:
http://laboratorium.wiez.pl/teksty.php?dla_mnie_nie_ma_tematow_tabu
A w ogóle to Więź upada, nie mają pieniędzy na nic.
Ladna ta rozmowa sprzed 12 lat. Sporo sie od tego czasu zmienilo i w POlsce i w Izraelu. Dzieki za odszukanie, Siodemeczko.
Mam gości, dzisiaj i jutro. W sobotę wylatuje córasek, w niedzielę robota. Nie wiem, kiedy doczytam i wrócę do siebie. Duchem jestem 🙂
Też duchem jestem, szczególnie przy wszystkich cierpiących.
🙂
Polecam spacery po Barcelonie z PK.
Happy Anniversary!
You registered on WordPress.com 5 years ago!
Thanks for flying with us. Keep up the good blogging!
patrzcie Państwo, jak Łotr potrafi zaskoczyć!
A gdzie tak zaskakuje?
Foma skończył pięć lat?
To gratulacje dla pięciolatka! 😀
na blogu zaskakuje, a właściwie, na zapleczu blogu.
dziękuję w imieniu, przekażę 😉
Ach, to rzeczywiscie gratulacje, Fomo! 🙂
A tu cos z Kanady, czyli Kraju Krolika – akurat to od dawna sledze, wiec sie ciesze, ze coraz wiecej sie o tym pisze i mowi (nieczytajacym po angielsku, albo niedysponujacym czasem, streszczam, ze chodzi o systematyczne badania i eksperymenty dotyczace tego, jak ksztaltowac pozytywne postawy emocjonalne u dzieci, postawy podpadajace pod zgrabne angielskie – ale nie tylko – okreslenie „kindness”).
http://www.wbur.org/npr/168128084/random-acts-of-kindness-can-make-kids-more-popular
Bardzo ciekawy ten wywiad z Halina Birenbaum, Siodemeczko.
Dlaczego ja nigdy takich życzeń nie dostałam 😯 Przecież w maju już będzie sześć lat. jak się z Łotrem zadaję. Nie poważa Politykowych, czy co? 🙁 👿
Wędrówki po Barcelonie i ja polecam 😉 Mam tylko nadzieję, że to nie ja nagoniłam Adze i Irkowi wiadomej firmy z siedzibą w Barcelonie. Nie muszę chyba dodawać, że i ja pocztę dostałam 😈