Dudniąca prawda

wt., 9 kwietnia 2013, 12:04

Bobik dawno nie widział Bernardyna, ale jakoś nie był zdziwiony, że ten na pysku i z sylwetki w ogóle się nie zmienił. Bernardyn już tak miał, że raz przyjęta treść czy forma potrafiła mu się zakonserwować na długie lata. Dziwne było raczej radosne ożywienie, z jakim krzątał się po swoim gospodarstwie, zazwyczaj tchnącym atmosferą cierpiętniczego załzawienia.
– Miło widzieć, że masz z czego się cieszyć – powiedział uprzejmie Bobik, choć na ogół trudno mu było radości Bernardyna podzielać.
– A mam, mam! – szczeknął Bernardyn, ukradkiem sprawdzając w lustrze, czy jego poza wystarczająco wyraża dumę i samozadowolenie. – Zostałem z tylu stron bezprzykładnie zaatakowany, że jeszcze na długo satysfakcji mi starczy. Chart się na mnie zamachnął, Wyżeł mi niesłusznie zarzucił, a Szpic nie docenił i mogłem się z nimi wszystkimi solidnie pogryźć. Wiesz, jak to podnosi na duchu?
– Nie rozumiem – zmartwił się Bobik i zaczął nerwowo drapać się za uchem, bo nierozumienie odczuwał jako pewien dyskomfort. – Jaka jest przyjemność z pogryzienia się, zwłaszcza ze wszystkimi?
– Głupiś, Bobik, oj, głupi – westchnął Bernardyn – ale ze względu na młody wiek na razie ci wybaczam. Przecież nareszcie mam potwierdzenie wszystkich swoich podejrzeń. Od lat ostrzegałem przed Chartami, Wyżłami i Szpicami, ale jedni mnie kneblowali, a drudzy nie chcieli słuchać. Ale teraz wyszły szydła z tałesów, rubaszek i innych części obcej Psom garderoby. To tamci od zawsze mącą, gryzą i zwalają wszystko na nas, bo mają w tym interes czyli biznes. A my dzięki temu możemy ich odesłać, gdzie ich miejsce, udowadniając, że sami sobie na to odesłanie zapracowali. Zobacz, jak to się wszystko ze wszystkim ładnie i logicznie wiąże. I chyba nawet taki durny szczeniak ja ty pojmie, że w obliczu tej logiki ja nie mogę pozostać bezczynny. Coś mnie wręcz pcha do czynu, choćby to miał być tylko komentarz na forum.
– A konkretnie to co teraz zamierzasz zrobić? – zapytał Bobik, dosyć zaniepokojony bojowym nastrojem rozmówcy.
– Konkretnie to po pierwsze polecę się uderzać w cudze piersi – oświadczył zdecydowanie Bernardyn. – To tak rozkosznie dudni odgłosem wyzwalającej prawdy.
– Bić się w cudze piersi? A czemu nie we własne? – zdziwił się naiwnie Bobik. – Do nich ci chyba bliżej?
– Jeszcześ głupszy niż myślałem – warknął ze zniechęceniem Bernardyn. – We własne to boli. A w końcu nie po to szukam wyzwalającej prawdy, żeby mnie bolała, tylko żeby wybielała. Bo ja z natury byłbym bielutki jak Maltańczyk, gdyby nie czarny pi-ar, robiony mi przez Charty i Wyżły, nie mówiąc już o Szpicach.

Zajadłość

sob., 30 marca 2013, 18:36

– Święta za pasem, czy nawet w pasie – zauważyła melancholijnie Labradorka – a ludzie jacyś tacy zajadli…
– A jacy mają być? – zdziwił się Bobik. – Gdybym zgromadził tyle mięsiwa, też bym był zajadły.
– Pewnie byś był – zgodziła się Labradorka – ale inaczej. Już ja cię znam. Rzucałbyś się na wędliny, a nie na inne psy.
– To ludzie z zajadłością rzucają się na innych ludzi? – zdumiał się szczeniak.
– A jakże – westchnęła Labradorka. – Czasem wręcz mam wrażenie, że to ich ulubione zajęcie. Potem są od tego ponurzy, wściekli i poobijani na duszy, ale wiesz, jak to jest z ludźmi. Różnych rzeczy im szkoda, tylko nie tego, że sobie szkodzą.
– Wobec tego ja wiem, czego na Wielkanoc życzyć blogowi – ucieszył się Bobik. – Zwierzęcej zajadłości. Radosnej, nieszkodliwej i robiącej spustoszenie tylko w wiktuałach.
Zajadłych Świąt! 🙂

Ballada o pomniku

czw., 21 marca 2013, 19:38

Wierzyli w pewnym mieście święcie
mężowie zacni i ich żony,
że Koń dla miasta był zwierzęciem
w najwyższym stopniu zasłużonym.

By jego pomnik w miasta środku
stanął, zgadzała się publika
i nie żałował nikt nagniotków
w marszu poparcia dla pomnika.

Lecz bardzo szybko gdzieś na tyłach
ostra zaczęła się rozgrywka
i wkrótce o rząd dusz się biła
Partia Karego z Partią Siwka.

Krzyczeli jedni: górą białe!
karych rozgniecie się na pastę,
a dla pomnika materiałem
będzie bielutki alabaster!

Wołali drudzy: precz z siwkami,
białość to hańba i obraza,
nie damy nią idei splamić,
na koński posąg tylko bazalt!

Poszły w ruch cegły i brukowce,
łaźnia spłonęła i remiza,
skopały czarne białe owce,
kundle poczęły się zagryzać.

W tej sytuacji tłum się zebrał,
który skandował z błyskiem w oku:
niech na cokole będzie Zebra,
a w mieście wreszcie święty spokój!

Już hasło podchwycili radni,
rzeźbiarz statuę zrobił śliczną
i morał też by wyszedł ładny,
gdyby nie pewna okoliczność.

Znowu tłum, zwarty i gotowy,
niosąc pochodnie twardo krzyczy:
żądamy, by był pomnik Krowy,
a z Zebrą to my się policzym…

Objęcia

wt., 12 marca 2013, 20:21

– Bobik, chyba powinieneś sobie wybić z głowy zostanie kiedyś politykiem – skonstatowała Labradorka, odkładając na bok gazetę. – W tym zawodzie trzeba się trzymać z daleka od ludzi, a jak cię znam, ty tego w ogóle nie potrafisz. Zawsze się do nich pchasz z jakimiś karesami.
– Z daleka? – zdziwił się szczeniak. – Ja myślałem, że odwrotnie, dobry polityk powinien być blisko ludzi. Dlatego uważałem, że pies się nada.
Labradorka z irytacją potrząsnęła łbem. Naiwność Bobika zaczynała jej już chwilami działać na nerwy.
– Nadmierne zbliżenie do człowieka jest w polityce prawie zawsze podejrzane – wyjaśniła z wymuszoną cierpliwością – A już najgorzej, jak jest obustronne. Weź na przykład taki wariant obustronnego zbliżenia jak obejmowanie. Pamiętasz, co było, jak Tusk się obejmował z Putinem? Niektórzy do dziś mu tego nie mogą darować i krzyczą o zdradzie czy tam kondominium.
– E, to może tylko taka smoleńska specyfika – spróbował zbyć sprawę Bobik. – Nie ma co z tego wyciągać zbyt ogólnych wniosków.
– A gdzie tam! – zaprotestowała zdecydowanie Labradorka. – Zobacz, jaka afera się zrobiła w Iranie, kiedy Ahmadinedżad objął matkę Chaveza. Bezbożność mu zarzucono, perwersyjne skłonności i co tam jeszcze. Ja ci mówię, kto się nie umie trzymać z dala od ludzi, powinien się trzymać z dala od polityki.
Bobik zasępił się na chwilę. Nie dlatego, żeby na zostaniu politykiem bardzo mu zależało, ale nie lubił z góry rezygnować z żadnej możliwości, nawet najbardziej iluzorycznej. Zaraz jednak merdnął ogonem z uciechą, bo właśnie zauważył, że chociaż raz może złapać Labradorkę na nieścisłości rozumowania.
– Wcale nie obejmowanie ludzi najbardziej politykom szkodzi – szczeknął zwycięsko. – Prawdziwym problemem jest obejmowanie stanowisk. Póki ktoś nie ulegnie pokusie objęcia stanowiska, może się herbatnikować z ludźmi ile wlezie. A chyba nie przypuszczasz, że jako polityk będę się kiedykolwiek pchał do jakichś stanowisk. Mogę sobie być naiwny, ale nie jestem głupi.