O lubieniu

niedz., 30 czerwca 2013, 09:44

„Lubmy się trochę bardziej” – pada czasem apel,
na który bym reakcję miał entuzjastyczną,
gdybym wiedział, że ten mój spontaniczny zapęd
trafi na odpowiednią do niego publiczność.

Dajmy na to, podchodzę do łysego w glanach
i torebką machając niczym Teletubiś
głosem pełnym sympatii szczekam „proszę pana,
jestem gejem i chciałbym pana bardziej lubić”.

Czy dzwonię do radyjka, co ocieka cnotą,
przyznając, że do Boga nabożeństwa nie mam
i sam nie wiem, czy można mnie nazwać patriotą,
lecz chciałbym porozmawiać na lubienia temat,

lub do pani posłanki z prawicy najprawszej
podbiegam, zamaszyście machając ogonem,
i mówię „choć liberał ze mnie był od zawsze,
lubię panią, więc w zgodzie pójdźmy w jedną stronę”…

Ach, byłyby to pewnie chwile pełne przeżyć,
coś, jakby dobrowolnie kłaść głowę na pieniek,
bo gdy ktoś ma pod ręką kij, by psa uderzyć,
zwykle za kij wpierw łapie, a nie za lubienie.

A kijów widzę morze i wciąż rosną w siłę…
Więc nie chcąc nieopatrznie ryzykować głową,
lubić będę tych, których dotąd polubiłem,
a innych – jak się zrobi trochę mniej kijowo.

Słuszne wychowanie

pon., 17 czerwca 2013, 23:58

Gdy się Bernardynowi urodziło szczenię,
mruknął: moja to sprawa i moja w tym głowa,
by to świata przyszłością będące stworzenie
w odpowiednich i słusznych zasadach wychować.

Niech miłuje bliźniego i dobrze mu czyni,
prawdomówne niech będzie i skromne nad wyraz,
nie zabija, nie kradnie, nie podkłada świni
i nie pcha się bez ślubu do cudzego wyra.

Nadto w mym wychowaniu sprawą oczywistą
będzie dążenie ciągłe, staranie usilne,
by mi szczeniak nie został czasem ateistą,
bo to jest z moralnością niekompatybilne.

Wzniosłych zasad komplecik został ułożony,
nieuchronnie zaczęła się codzienność zwykła,
Bernardyn wziął więc sprawę od praktycznej strony
i postanowił dobry dać szczenięciu przykład.

Na początek się urżnął jak tradycja każe,
w agencji towarzyskiej spędził kilka godzin,
a wracając do domu jeszcze w korytarzu
skopał geja, co jakoś mu w paradę wchodził.

W pieleszach zaś stłukł żonę i kilka talerzy,
gówniarzowi dał w tyłek na wszelki wypadek,
aż w końcu się do lustra radośnie wyszczerzył,
i rzekł: z pedagogiką daję sobie radę.

Bo gdy wokół spoglądam, widzi mi się cosik,
że w tych całych zasadach głównie o to biega:
od tego, co przestrzega ich, miast szumnie głosić,
lepszy ten, co je głosi, choć ich nie przestrzega.

Petycja w sprawie Rzeczywistości

pt., 7 czerwca 2013, 12:08
Do
Wszelkich Możliwych Władz i Innych Instancji
.
My, niżej podpisani, stanowczo protestujemy przeciw samowolnemu, niedemokratycznemu, nieraz wręcz naruszającemu prawa człowieka i psa postępowaniu ob. Rzeczywistości.
Wyżej wymieniona nie liczy się w ogóle z najgłębszymi potrzebami zbiorowości, nie mówiąc już o jednostkach. Nie przestrzega również przyjętych w cywilizowanym świecie norm, podejmując decyzje bez konsultacji z kimkolwiek, stawiając wszystkich mających z nią kontakt przed faktami dokonanymi, oraz zaskakując ich nagłymi, nieoczekiwanymi zwrotami akcji.
Nie pragniemy powrotu do gospodarki planowej, ale pewne minimum przewidywalności pozwala jakoś ułożyć sobie życie nawet w trudnych, kryzysowych warunkach. Tymczasem p. Rzeczywistość potrafi znienacka, w chuligański sposób dewastować plany dwudziestominutowe, dzienne czy tygodniowe, nie mówiąc już o dalekosiężnych. Niestety, organa sprawiedliwości pozostają wobec tego wandalizmu obojętne i bezczynne. Pytamy więc: czy zwykły, szary człowiek i czarny pies nie zasługują na ochronę przed taką bezwzględnością?
Daleko posunięta ingerencja p. Rzeczywistości w życie prywatne obywateli skutkuje ogólną niepewnością i ciągłym naruszaniem z trudem osiągniętej stabilizacji. Powoduje też poczucie życia pod przymusem, niemal w warunkach ustawicznego szantażu. Większość prób przeciwstawienia się p. Rzeczywistości, lub choćby niedostrzegania jej, dotychczas kończyła się niepowodzeniem. I nic dziwnego, skoro w ostatecznej konfrontacji z nią obywatel prawie zawsze jest pozostawiony samemu sobie.
Należy też podkreślić fakt w najwyższym stopniu naganny: zachowanie ob. Rzeczywistości cechuje niezwykła brutalność, która nie tylko przynosi wstyd imieniu, ale również powoduje niewymierne straty materialne i psychiczne. Stosowanie okrutnych, nieprzewidzianych w żadnym prawie nacisków, należy do jej stałego repertuaru. Nie cofa się przez zadawaniem ran, ani nawet przed unicestwianiem jednostek i grup. Co gorsza, przed unicestwieniem lubi sobie jeszcze pomęczyć, albo pograć w kotka i myszkę. Czy wyborca naprawdę musi się na to pokornie zgadzać?
Władze państwowe od lat przymykają na skandaliczne wybryki p. Rzeczywistości oko, co jest sytuacją po prostu nie do przyjęcia! Żądamy zajęcia się tą sprawą, wyciągnięcia wobec ob. Rzeczywistości konsekwencji oraz jak najszybszego nakłonienia jej do zmiany postępowania i liczenia się – nareszcie! – z ludźmi i psami.
Bo jak nie, to sygnatariusze niniejszej petycji wezmą sprawy w swoje ręce/łapy i wtedy dopiero zobaczycie!
.
Podpisano:
Pies Bobik i Reszta

Wyższa klasa

pon., 27 maja 2013, 23:27
– Trzeba powiedzieć, że technika jednak szalenie ułatwiła życie – skonstatował z zadowoleniem Bobik, odwracając na chwilę wzrok od ekranu komputera.
– Może byłabym skłonna przyznać ci rację – zawiadomiła wielkodusznie Labradorka – gdybyś nieco uściślił swoją wypowiedź. W jakiej to konkretnie sprawie twoje pieskie życie dzięki technice stało się łatwiejsze?
– Chodzi mi o klasę – posłusznie sprecyzował szczeniak.
– Klasę…? – zakrztusiła się Labradorka. – Myślisz, że uda ci się przejść do następnej klasy dzięki jakiejś technicznej sztuczce?
– E, to się już od dawna robi – nadął  się Bobik. – Banał. Referaty z gugla, zadania ze ściąga.pl, komórki na klasówce i te numery. Ale teraz myślałem o czym innym. O wyższych i niższych klasach.
– A cóż to ma wspólnego z techniką? – spytała Labradorka i Bobikowi wydało się, że słyszy w jej głosie lekko ironiczny odcień, czego bardzo nie lubił.
– Dużo ma! – odwarknął z naciskiem. – tylko musi się na to spojrzeć z prespek… z persek… no, z pieskiejtywy. Dawniej, żeby należeć do wyższej klasy, należało się odpowiednio urodzić. Jak pies się urodził kundlem, to kundlem zostawał i nie było szczekania. Potem się zrobiło z tym łatwiej czyli trudniej. Dało się przebić do wyższej klasy, ale trzeba było się czegoś nauczyć, czymś się wykazać, coś osiągnąć, no i jeszcze mieć klasę. To też nie każdemu kundlowi wychodziło i niejeden przechodził przez życie, wyższej klasy nawet nie powąchawszy. Ale teraz, dzięki wynalazkom technicznym, sytuacja zmieniła się całkowicie. O, zobacz tę reklamę – „Zasiadając we wnętrzu Forda można poczuć zapach klasy wyższej”. A wiadomo, że jak pies poczuje interesujący zapach, to już pójdzie tym tropem i nie spocznie, póki źródła zapachu w zęby nie dorwie. I tak jest nareszcie całkiem demokratycznie. Każdy kundel może być w wyższej klasie, jeśli tylko zasiądzie w odpowiednim wnętrzu.
– Czy to jednak nie jest jakieś takie… nowobogackie? – zaniepokoiła się Labradorka.
– Skąd ci się to wzięło? – szczeknął z oburzeniem szczeniak. – Czy tu gdzieś jest mowa o pieniądzach? Przecież nie musisz nawet tego Forda kupować. Wystarczy, że zasiądziesz.
Labradorka spróbowała jeszcze raz znaleźć dziurę w całym.
– Ale jeśli ta wyższa klasa dzięki zasiadaniu będzie dostępna dla każdego, to wszyscy zasiądą i klasa niższa zniknie – zauważyła sceptycznie. A wtedy zniknie i wyższa, bo nie może być niższego bez wyższego i na odwrót.
– Ty z twoim rozumowaniem! – lekceważąco machnął łapą Bobik. – Gdyby świat miał się opierać na rozumie, to wiesz, ile rzeczy oprócz reklamy trzeba by zlikwidować? A jak się rozumem nie przejmować, to zaraz wszystko robi się proste. I ja, zwykły kundel, mogę bez przeszkód napawać się upojnym zapachem klasy wyższej.