Szkoda gadać

pon., 23 czerwca 2014, 11:54

Tu miała odbyć się kolejna rozmowa Bobika z Labradorką, jednak ta ostatnia, jako osoba konsekwentnie trzeźwo myśląca, odmówiła dania głosu, uzasadniając to obawą przed pluskwami i podsumowując zwięzłą frazą: „po prostu szkoda gadać“.
Administracja blogowa publicznie wyraża ubolewanie z powodu niedopełnienia obowiązków wobec P.T. Czytelników, choć prywatnie zastanawia się, czy Labradorka nie ma przypadkiem racji.

Katoholicy

pt., 13 czerwca 2014, 20:33

Gdy umysłowy mrok zapada,
w kościołach, w sejmie, na ulicy,
w szkołach i narodowych radach,
zjawiają się katoholicy.

Zwykły katolik to za mało,
po co łagodna komu owca?
By kraj za pysk się wziąć udało,
trzeba koniecznie stachanowca.

Takiego, co w ostatnią drogę,
pogoni libertynów wrażych,
i święty inkwizycji ogień
roznieci, niech Europę parzy.

Co mniej robotnych wzbudzi podziw,
nabożną dokręcając śrubę,
zgwałconej twardo każe rodzić,
a prawu wsadzić mordę w kubeł.

Co w parlamencie, w mowie gładkiej,
na miazgę oświecenie strzaska,
lewaków wyśle na Kamczatkę,
pedałów zaś na Madagaskar.

I w każdym miejscu, w każdej dobie,
gdy tylko się poczuje w siodle,
będzie miał ciągle wiarę w dziobie
i walił będzie nią na odlew…

Nie z wody stwór ten, nie z powietrza,
nie z soli ni społecznej roli,
tylko z żywego średniowiecza.
Rodzimy zombie. Katoholik.

Taniec wokół kija

śr., 4 czerwca 2014, 18:41

– Chyba nareszcie mogę być zadowolony z tego, że jestem szczeniakiem – rzucił z pewnym naciskiem Bobik i niby to bez ostentacji, ale jednak zauważalnie wypiął stosownie do wieku niedojrzałą pierś.
– A coś szczególnego się stało, że tak się wbiłeś w dumę? – zapytała Labradorka, z pedagogicznego rozpęu starając się nie zignorować tematu najwyraźniej dla rozmówcy istotnego.
– No wiesz? Jak mogłaś tego nie zauważyć? – warknął z urazą Bobik. – Szczeniaki się zrobiły ostatnio niesamowicie ważne. Ich głosów słucha cała Polska, wszyscy komentują na wyprzódki, lajkują, kreują na bohaterów… No dobra, niektórzy też krytykują, ale to są wyłącznie ci niesłuszni, którymi pewny swego młody nie ma powodu się przejmować.
– A czy te szczeniaki naprawdę mówią coś ważnego i ciekawego? – zainteresowała się sąsiadka.
– Wcale nie muszą! – z zapałem wykrzyknął Bobik. – Wystarczy, że włożą kij w mrowisko i potem już samo leci. Zaczyna się taniec wokół kija, a kto by się w tańcu przejmował sensownością. Jest akcja i to się liczy. A przecież każdy szczeniak lubi, jak się dzieje.
– Dla niektórych dorosłych dzianie się też jest priorytetem – zauważyła nieco kwaśno Labradorka. – I wiesz co, Bobik? Mnie się zdaje, że ci dorośli robią szczeniakom dużą krzywdę. Dla nich to jest zabawka na krótko, a taki szczeniak może na długo czy nawet na zawsze zostać z przekonaniem, że zjadł wszystkie rozumy, wie lepiej i uczyć to my, a nie nas. To jest niezwykle szkodliwe przekonanie, bez względu na wiek, choć w szczenięctwie szkodzi najbardziej. Uczucie bycia kimś znaczącym jest bardzo przyjemne, więc może uzależnić jak narkotyk. I potem, kiedy znudzona publika zaczyna dostarczać słodką truciznę w coraz mniejszej dawce, szczeniakowi grożą różne nieprzyjemne objawy, z syndromem odstawienia włącznie.
– Czy to znaczy, że chcesz mi odebrać radość z bycia szczeniakiem? – najeżył się Bobik.
– A skądże! – uspokoiła go Labradorka. – Ciesz się tym, póki możesz. Tylko nie daj się wpuszczać w maliny dorosłym, którzy chcą cię do czegoś użyć. Życzę ci, żebyś się natykał na takich starszych, którzy zajmą się poukładaniem ci w głowie, zamiast podbijaniem bębenka. Że zacytuję poetę, więcej Osmańczyka, mniej Grottgera, a wszystko będzie cacy.
– Czy… czy ja muszę wiedzieć, co to jest ten grot od gier? – jęknął żałośnie Bobik, przewidując konieczność zajrzenia do słownika terminów żeglarskich, choć akurat zaczął mieć straszną ochotę na swobodne pobieganie z Kumplem.
– Hmm… Właściwie by wypadało – zastanowiła się Labradorka. – Ale nie wiem, czy nie lepiej będzie, jak akurat tego dowiesz się dopiero wtedy, kiedy będziesz miał już choć trochę poukładane w głowie.

Dołek klimatyczny

pt., 23 maja 2014, 15:43

O szyby deszcz dzwoni jak grosze o tacę,
że nawet psa trudno wygonić na spacer,
choć jesień daleko, luj siąpi po drzewach,
zacina uparcie, to z prawa, to z lewa,
że może w depresję wpaść stary i szczeniak…
Jak dosyć mam, kurczę, już tego dzwonienia!

Wiem, wiele ważniejszych jest rzeczy na świecie,
niż rynna zatkana, czy też w dachu przeciek:
głód, wojny, zarazy, nierówność i bieda,
za drogi jest rozum, za tani jest cheddar,
tu jakąś by trzeba petycję podpisać,
tam panią pogonić, co futro ma z lisa,
pomyśleć o cudzych nieszczęściach i bólach,
lecz cóż, ciału bliższa jest własna koszula –
najlepiej, gdy sucha, wszak nie mam nic z ryby…
I co? Przechlapane. Deszcz dzwoni o szyby.

Kto zsyła to draństwo? Za jaki występek
gdy za drzwi wystawię nos, zmoknę po pępek?
Ohyda! Przekleństwo! Ach, piekło by wzięło
ten klimat upiorny, to słotne meteo,
tę pluchę zawziętą, chlupiącą i burą,
bez przerw, niekończącą się (tfu, na psa urok!),
od której włos pierwszy siwieje na skroni…

Niestety, nie wzięło. O szyby deszcz dzwoni.