Dobre wychowanie
Po Nowym Roku Bobik zawsze zaczynał czekać na wiosnę, więc trochę się zdziwił, ujrzawszy zamiast niej w drzwiach dawno niewidzianą Spanielkę. Był oczywiście zbyt dobrze wychowany, żeby demonstracyjnie okazać swój zawód, ba, nawet poczuł się nieco winny, że go odczuwa, zamerdał więc ogonem z niezwykłym zapałem i w lansadach poprowadził gościa do najwygodniejszego z foteli.
– No i co u ciebie dobrego? – zapytał niebacznie, już w momencie pytania wiedząc, że popełnił okropny błąd.
– Dobrego?! – chlipnęła Spanielka z wyrzutem. – Chyba sobie ze mnie kpisz. Łapę sobie skaleczyłam. Ulubioną miskę z chińskiej porcelany stłukłam. Opuścił mnie kolejny narzeczony. Akcje spadły. Zanieczyszczenie środowiska wzrosło. W polityce makabra. Prasa kłamie i tylko szuka sensacji. Mops to skończona świnia, choć Wyżeł chyba jeszcze gorszy. A mój katar wciąż nie przechodzi – dokończyła triumfalnie i głośno zadęła w chusteczkę.
Bobik z najwyższym trudem powstrzymał ziewanie. Słyszał to wszystko od Spanielki już tyle razy, że teraz najchętniej zmieniłby temat, albo ostentacyjnie zatkał uszy. Ale od tej chęci poczuł się jeszcze bardziej winny i szybko spróbował pokryć irytację zwiększoną uprzejmością.
– Coś ci podać? – zatroszczył się. – Pasztetówkę? Salceson? Mam też znakomitą kałużankę, roztopową, długo leżakowaną.
– Odrobina kałużanki może mi nie zaszkodzi – zgodziła się łaskawie Spanielka. – Z wędlinami muszę uważać, żołądek mam w strasznym stanie. A do tego jeszcze alergia…
Nalewając kałużankę Bobik z całych sił dusił skomplikowane, piętrowe przekleństwa, narastające mu w gardle. A w miarę ich narastania czuł się coraz bardziej zobowiązany do nadskakiwania gościowi. Posunął się nawet do współchlipnięć w co boleśniejszych momentach litanii żalów, która robiła się coraz barwniejsza, jak rozkładany z dumą pawi ogon.
– Dobry z ciebie piesek, Bobik – rozczuliła się w końcu Spanielka. – Inne psy jakoś tak szybko mnie zbywają, czasem nawet z warczeniem, a tutaj tak dobrze mi się siedzi. Właściwie dlaczego ja u ciebie tak rzadko bywam? Muszę zacząć odwiedzać cię regularnie.
– Baa… bardzo mi będzie przyjemnie – wykrztusił szczeniak, zastanawiając się, dlaczego nawet w tej chwili nie jest w stanie złapać Spanielki za kudły, potrząsnąć i wyjaśnić jej, dlaczego nigdzie nie jest chętnie widziana.
– Być może droga do piekła wcale nie jest wybrukowana dobrymi chęciami, tylko dobrym wychowaniem – mruknął sam do siebie, tak cichutko, żeby Spanielka broń Boże nie dosłyszała i szybko nalał do jej miski następną porcję znakomitej, roztopowej, długo leżakowanej kałużanki.

Ostatnie komentarze