Słuszna strona

śr., 22 lutego 2012, 19:32

– Bycie po właściwej stronie jest jednak dość dużą przyjemnością – oznajmił po powrocie ze spaceru Bobik, sadowiąc się w fotelu i z wdziękiem przerzucając ogon przez jego oparcie.
– Nie wiedziałam, że jesteś taki stronniczy – zdziwiła się Labradorka. – Nawet mi się wręcz wydawało, że czasem czerpiesz pewną satysfakcję z prób zrozumienia wszystkich stron.
– Nie wtedy, kiedy zagraża to zdrowiu i życiu! – warknął szczeniak z niezwykłą jak na niego stanowczością. – A tak się właśnie dzieje, kiedy prawie wszyscy oprócz ciebie są po tej niewłaściwej stronie. Każdy krok może wówczas mieć tragiczny skutek.
– Może tym prawie wszystkim się wydaje, że właśnie ich strona jest prawidłowa? – zastanowiła się Labradorka.
– No, właśnie to jest najgorsze! – wykrzyknął Bobik. – Jasne, że im się tak wydaje, ale mnie to w niczym nie ułatwia sprawy. Jak ktoś jest przekonany, że jest po słusznej stronie, a na dodatek większość podziela jego zdanie, to już niczego nie można przetłumaczyć. Żadne argumenty nie docierają. Ozór sobie tylko można zedrzeć, a efekt jest i tak zerowy. I jeszcze ci kółka na czole kręcą.
– Ciężka sprawa – westchnęła Labradorka współczująco. – Ale może nie musiałbyś się tym tak przejmować? Niech sobie ta większość pozostaje przy swoim, a ty przy swoim. Komfortowe to może nie jest, bo wszyscy lubimy, żeby zgadzano się bardziej z nami, niż z innymi, ale wytrzymać się da.
Bobik był bliski rozpaczy. Do Labradorki najwyraźniej w ogóle nie docierało, jak straszne mogą być konsekwencje innostronności.
– Nie rozumiesz, że to się może skończyć tragicznie? – szczeknął rozżalony. – Jeden nieostrożny ruch i bum! Po tobie. Finito. Przechlapane. Kaniec filma.
Sąsiadka spojrzała na niego tak, jakby i ona miała ochotę pokręcić kółko na czole.
– Mój drogi, chyba jednak bierzesz różnice światopoglądowe zbyt poważnie – powiedziała z troską. – Myślałam, że pobyt w Anglii trochę ci tę przypadłość złagodzi, ale raczej wygląda to na zaostrzenie.
– Jakie różnice światopoglądowe? – zdumiał się Bobik. – Ja nie mam do Anglików żadnych pretensji o światopogląd. Tylko jeździć mogliby wreszcie zacząć po właściwej stronie.

O niektórych i innych

pon., 13 lutego 2012, 10:38

Spanielka wczłapała wolnym krokiem do domu Bobika i już na wstępie potknęła się o rozłożoną na dywanie torbę podróżną.
– Wybierasz się gdzieś? – spytała, pociągając posępnie nosem.
Bobik już wiele razy zastanawiał się, jak Spanielce udaje się osiągnąć posępność podczas czynności tak prozaicznej jak pociąganie nosem, a nawet usiłował potrenować to przed lustrem, ale nigdy mu nie wychodziło. Nawet z o wiele łatwiejszą chmurnością miewał poważne problemy. Toteż tym razem nawet nie próbował przybrać odpowiedniego wyrazu oblicza, tylko całkiem zwyczajnie udzielił odpowiedzi.
– Do Londka jadę. Na tydzień.
– Niektórym to dobrze – warknęła Spanielka i pociągnęła jeszcze posępniej. – A inni całe życie spędzają w starym legowisku i do żadnych zdrojów jeździć nie mogą.
W jej tonie było tyle wyrzutu, że Bobik zmieszał się i zawstydził. W jakiś nieuchwytny sposób czuł się winny, choć jako żywo nigdy nikomu nie zabraniał wyjazdu w jakimkolwiek kierunku.
– Niektórym w ogóle wszystko się udaje – ciągnęła Spanielka – a innym nawet kość w gardle stanie i wiatr pod ogon wieje. Nie ma sprawiedliwości na świecie.
– Słuchaj, może ja bym cię zabrał ze sobą do tego Londka – zaproponował Bobik. – Zdrój to wprawdzie nie jest, ale przy bardzo sprzyjających okolicznościach może Królową udałoby ci się zobaczyć, a to lepsze od pijalni wód.
– Tak, jasne, ja sobie pojadę na wywczasy i oglądanie Królowej, a tu moja robota sama się będzie robić! – zajęczała cierpiętniczo Spanielka, przewracając z oburzeniem ślepiami. – Niektórym to się wydaje, że wyjechać to tak o, szast-prast. A inni mają obowiązki!
– Labradorka na pewno przejęłaby na tydzień twoje obowiązki. To może dziwne, ale ona wydaje się to wręcz lubić – podrzucił usłużnie Bobik.
Oburzenie Spanielki sięgnęło zenitu.
– Niektórzy najchętniej zwaliliby wszystkie swoje obowiązki na innych! – wrzasnęła. – Na szczęście są jeszcze tacy, którzy wiedzą, co do nich należy i nie pozwalają sobie na żadne fiu-bździu. MNIE nikt nie może zarzucić, że lekceważę i się obijam. Nigdy jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym zaniedbała przez jakiś Londek!
Szczeniak zwiesił w milczeniu łeb. Mimo że nie poczuwał się do żadnych zaniedbań, było mu jednak jakoś głupio. Może dlatego, że nadal cieszył się z wyjazdu, a w obecności Spanielki cieszenie się nabierało cech nieprzyzwoitości? A może i z tego powodu, że – choć głośno by się do tego nie przyznał – jakoś wolał być niektórym, niż tym innym.

Z pozycji eksperta

wt., 7 lutego 2012, 12:16

– Znowu mam pomysł na to, co zrobić z tak pięknie rozpoczętym życiem – przyznał się Bobik, niedwuznacznie oczekując od Labradorki zainteresowania. – Poradniki mógłbym pisać.
– Ty, szczeniaku? – zdziwiła się niezbyt elegancko Labradorka. – Nie za krótko przypadkiem żyjesz, żeby innych pouczać?
– Po pierwsze, nie żyję przypadkiem – obruszył się Bobik. – Planowany byłem. A po drugie, krótkość życia przy pisaniu poradników jest zaletą. Pomyśl, ilu błędów jeszcze nie zdążyło się popełnić. Można radzić z pozycji niemal całkowitej bezbłędności.
Sąsiadka nadal nie wydawała się być przekonana. Potrząsnęła sceptycznie łbem i zadała podchwytliwe pytanie:
– No dobrze, przyjmijmy, że masz mniej błędów na koncie niż jakikolwiek ekspert od czegokolwiek. Ale na jakiej podstawie chcesz na przykład doradzać, jak odnieść sukces, skoro sam jeszcze żadnego nie odniosłeś?
– A kto powiedział, że ja chcę doradzać, jak odnieść sukces? – parsknął Bobik. – Wręcz przeciwnie, mam zamiar napisać poradnik „Jak nie odnieść sukcesu”. To bardzo łatwo zrobić. Pozbieram tylko główne punkty z tych poradników o sukcesie i odwrócę. Zamiast „jak uwierzyć w siebie” opiszę, jak skutecznie nie wierzyć w siebie. Albo „wyznacz sobie cel”. Myślisz, że będę miał jakiekolwiek kłopoty z wyjaśnieniem, jak żyć bez wyznaczania sobie celu?
– I sądzisz, że ktoś taki poradnik zechce kupić? – drążyła dalej Labradorka.
– Jasne! – odszczeknął radośnie szczeniak. – Ludzie wszystko kupią, jak jest napisane przez eksperta. A przecież na rzecz moich porad będzie przemawiało to, że faktycznie jeszcze nie odniosłem żadnego sukcesu.
– Ale jeśli ten twój antyporadnik dobrze się sprzeda, będzie to jakiegoś rodzaju sukces i wtedy możesz przestać być wiarygodny – zrobiła ostatni wysiłek Labradorka.
– Wtedy zrobię to, co każdy już uznany ekspert – machnął łapą Bobik, niezrażony marudzeniem sąsiadki. – Powiem, że od początku mówiłem co innego, niż mówiłem. I wszyscy mi uwierzą, bo gdyby nie uwierzyli, musieliby przyznać, że eksperci są w gruncie rzeczy psu na budę i przestać się na nich powoływać. A to by się szybko stało nie do wytrzymania. Kto chciałby popełniać błędy wyłącznie na własny rachunek, nie mogąc chociaż ich części zwalić na złe rady ekspertów?

O czym dumać

śr., 1 lutego 2012, 23:27

O czym tu dumać? No, znalazłoby się…
O lekach, euro, ACTA, o kryzysie,
o rządzie, sądzie i prokuraturze,
o ważnej kwestii czy przed-, czy zamurze,

o brzozach tudzież innym drzewostanie,
o tym, co z nami robią tanie dranie,
o telewizji trwaniu, o klimacie,
o szkole, w której miast etyki pacierz,

o pobielałych z oburzenia maskach,
o Ziemi, która niekoniecznie płaska,
i o tym panu, co to sami wiecie,
i co w gazecie, i co w internecie,

i czemu władza gnębi nas pieniądza…
A gdy tak dumać, trawić i rozsądzać,
pytanie przy tym nawet nie zaświta,
czy aby warto. A warto by spytać.