Klawe życie

sob., 14 kwietnia 2012, 15:39

Myślę, że nadszedł już czas na podsumowanie dokonań cysorza, mimo że miota się on jeszcze po scenie i chyba nie zamierza tak szybko z niej zejść. Można jednak z praktycznie stuprocentowym prawdopodobieństwem przewidzieć, że każdy jego kolejny występ będzie tylko dopisywaniem kolejnych zwrotek do znanego już samograja. Będzie jeszcze przez jakiś czas bohaterem newsów, felietonów i blogów, ale nie łudźmy się – to cały czas ten sam spektakl, nie żadna nowa jakość. Mamy więc moralne prawo, a nawet obowiązek, żeby nie czekać na wyrok historii, tylko już dziś sprawiedliwie oddać cysorzowi, co cysorskie.

Otwiera cysorz oczka zaspane,
kawą osładza sobie poranek,
po czym, choć jeszcze jest nieubrany,
dalekosiężne układa plany.

Że nastawienie ma dość bojowe,
najpierw planuje kraju odnowę:
kogo by dzisiaj spuścić po brzytwie
i jakiej szyki pomieszać sitwie?

Iskrzy cysorza umysł od planów:
może wysłuchać kilku peanów?
Lub zdemaskować złą cyrylicę
i wokół tego skupić prawicę?

Och, już na pomysł kolejny wpada:
można by zdeptać płaza lub gada.
Demokratycznie, podkutym butem,
bo się stawiały karły zaplute.

Za chwilę myśl mu po głowie chodzi,
że dla odmiany mógłby nagrodzić,
marchewkę jakąś włożyć do paszczy
takiemu, co się najlepiej błaszczy…

Stop! Bo zza węgła nowa podnieta:
trzeba w podziemiu wytropić kreta
i zdemaskować tych wszystkich gości,
co nie kochają suwerenności.

Takim by trzeba właściwie czapę,
bo wprost potworne są ich przewiny:
nie chcą, by zrobić w Polsce Budapeszt,
albo najlepiej od razu Chiny.

Lecz nie, nieważne. Już jęty szałem
cysorz chce stawiać przed Trybunałem,
a w przerwie jeszcze mieć coś dla ducha,
czyli poezji kwiatu wysłuchać.

Poezja ważna jest, bo pozwoli
w pobliże tronu ściągnąć kiboli,
którzy – szczególnie kiedy im zimno –
lubią się rozgrzać tak, by w coś rymnąć…

Nie, moment, są wszak ważniejsze sprawy,
jak rozstrzygnięcie, kto Polak prawy,
a kto nieprawym naród ćmi słowem,
rozpowszechniając kłamstwo brzozowe.

Gdy z praw fizyki widać niezbicie,
że ruski agent siedział w kokpicie,
to trzeba świni, durnia i chama
żeby wciąż jeszcze nie wierzyć w zamach.

Więc cysorzowi nie zadrżą spodnie –
przyjmie kiboli, przyjmie pochodnie,
zrobi, do czego tak Wielki parł Szu
i się nareszcie odegra – z marszu!

Nie cysorzowa, nie jajecznica,
ten model wcale go nie zachwyca –
on, dobrem ludu dziko przejęty,
pieniąc się gromy ciska w odmęty,

zarzutów kamień rzuca na szaniec,
milczenia zdziera podły kaganiec,
choćby zdradzony został o świcie…
Taa… to zaiste jest klawe życie.

A co najlepsze, ludzkie panisko
nie twierdzi, że dlań tylko to wszystko,
lecz woła: przecież chętnie podzielę
się z całym ludem swoim modelem.

Niech mózgi mową-trawą zamglone
wartko się kręcą za mym ogonem,
niech media tańczą chocholi taniec,
relacjonując moje śniadanie.

Każdy – czy geniusz, czy też lebiega –
niech za wielkiego ma mnie stratega,
niech wszyscy biegną po moich dróżkach,
bo strasznie klawa jest ta psychuszka…

Cóż, pacjent miewa myśli uparte,
że to on właśnie jest Bonapartem,
lecz mam pytanie (nie całkiem świeże):
czemu ktoś jeszcze serio to bierze?

Głodówka wielkanocna

sob., 7 kwietnia 2012, 10:11

Głodówki ostatnio w modzie, a ja chciałbym przynajmniej w dziedzinie pogoni za obowiązującymi modami nie odstawać od gatunku ludzkiego. Wystarczy już, że jako pies różnię się z natury. Postanowiłem zatem urządzić częściową chociaż głodówkę (na całkowitą nikt mnie nie namówi, nie ma głupich!) i w nadchodzące święta Wielkiej Nocy kategorycznie powstrzymać się od konsumpcji następujących potraw:

bzdurek z bajkiem i kartoflami
zalewajka po emerycku
bitki smoleńskie na winie
kotlety odsmażane z przytupami
kiełbasa zdradziecka na gorąco
lękumina z brukselki
pieczeń sejmowa fuszerowana
klops à la zioberka
chwilet superekspressowy z sosem chrzanionym
jaja po polsku glazrurowane
fałszywy mazurek z bitą pianą
faworki medialne w kremie wazelinowym

Wszystkim, którzy przyłączą się do mojej głodówki, nie tylko życzę miłych i spokojnych dni świątecznych, ale również przepowiadam dużą szansę na spełnienie się tych życzeń.
Wesołych Świąt! 🙂

O cudownym uzdrawianiu

niedz., 1 kwietnia 2012, 09:34

Finanse by uzdrowić niewiele trzeba trudu,
wystarczy silna wiara i odrobina voodoo,
magiczne referendum czy demonstracja szybka
i proszę – już finanse zdrowiutkie niczym rybka.

Eksperci coś tam plotą? To plemię bez pojęcia!
Mądrości lepiej czerpać od szwagra albo zięcia,
z radyja, z faktoidów, z powietrza i z pasjansa,
jak również od prezesa, co zna się na finansach.

By na emerytury starczyło kiedyś, kiedyś,
nie muszą wcale dłużej pracować biedne zgredy,
wszak lepiej, gdy w płodzeniu wykażą upór ośli
i bez opamiętania narobią latorośli.

Gdy Pan B. dał dzieciątka i na dzieciątka rzuci,
więc dalej, kto patriota, niech daje upust chuci,
do wsparcia demografii niech Polak będzie skory,
metodą, co dostępna bez względu na pobory.

Nie zmoże nas teutońska ni ruska siła wraża,
gdy naród w łeb się puknie i zacznie się rozmnażać,
a forsy mykiem prostym przybędzie bez umiaru,
jak baby się odeśle do dzieci i do garów.

Garb patologii zrzućmy, rachunkom spuśćmy manto
i doić się nie dajmy rynkowym spekulantom,
a żeby na sto procent już raj był i dostatek,
pobredźmy o Smoleńsku następnych kilka latek.

Pewniejszych nie ma recept, by przyszłość była złota
i do wyborców części ten fakt na szczęście dotarł,
więc poprą taki program, bo co się tutaj głowić –
tak jak pomysły chore nic kraju nie uzdrowi.

Moc definicji

wt., 27 marca 2012, 12:41

Dobry Kumpel wskoczył na sam brzeg fotela, niedwuznacznie sugerując mową ciała, że wpadł tylko na krótką chwilę.
– Jak zdrówko? – zapytał z konwencjonalnym zainteresowaniem i spojrzał łakomie na kanapki z pasztetówką, z którymi Bobik właśnie zamierzał wejść w bliższy kontakt.
– Oj, niedobrze! – jęknął Bobik, dyskretnie rozmasowując ogon, żeby pokazać jego obolałość
– Komu dobrze? – filozoficznie skomentował Kumpel i wsunął sobie do pyska pierwszą z brzegu kanapkę. – Gdzie zajdę, tam ktoś narzeka. Jak nie na zdrowie, to na pchły. Jak nie na psolitykę, to na karmę. Znaczy, jak narzekasz, to normalny jesteś.
– Ale mnie właściwie wcale nie jest dobrze z tym narzekaniem – zdradził nieśmiało Bobik. – Chyba wolałbym być normalny inaczej.
– Hmm… Co można by z tym zrobić? – zastanowił się Dobry Kumpel i w zamyśleniu sięgnął po następną kanapkę. – Można by spróbować inaczej zdefiniować normalność. Strasznie z tym dużo zachodu, ale nie jest to niemożliwe.
– I wtedy z moim zdrówkiem będzie lepiej? – ucieszył się Bobik.
Gość ze śmiechu niemal zadławił się kolejną kanapką.
– No nieee! – ryknął z rozbawieniem. – W ten sposób to nie działa. – Ze zdrówkiem będzie tak samo, ale czuł się będziesz lepiej. Na tym polega moc definicji.
– Lepsze czucie to zawsze jakiś postęp- przyznał Bobik. – Choć trochę trudno mi sobie wyobrazić, jak z tym marnym zdrówkiem miałbym bez narzekań dociągnąć do emerytury.
– Może nie doczekasz – pocieszył go Kumpel i oblizał się, żeby jeszcze na moment zatrzymać ulatujące wspomnienie ostatniej kanapki.
– Jak to jednak dobrze mieć oparcie w dobrym kumplu – rozczulił się Bobik. – Gdyby nie ty, mógłbym się załamać, albo co. A ty mnie zawsze umiesz postawić do poziomu.
– Przecież wiesz, że ja dla ciebie wszystko, brachu – wrzasnął entuzjastycznie Kumpel i z rozmachem walnął Bobika w plecy aż chrupnęło. – A jak mnie akurat nie masz pod łapą, to zawsze możesz się pocieszyć kanapkami z pasztetówką.