Poranek czasowego sceptyka

niedz., 30 marca 2014, 08:46

O świcie między snem a jawą
ostrożnie pokonałem zasiek,
w dzionek zrobiłem krok niemrawo
i się znalazłem w nowym czasie.

Nie za gorącym, nie za zimnym,
letnim po prostu, tak bym orzekł.
Nie lepszym od dziesiątków innych,
lecz i nie gorszym od nich może.

W pośpiechu swój wewnętrzny zegar
przestawia człowiek tudzież zwierzę,
godzinę wcześniej wszystko biega,
a mnie ten numer coś nie bierze.

Wskazówki wąskie czy szerokie,
raczej podłużne, raczej obłe –
nieważne, za ich nowym skokiem
chowa się zawsze stary problem.

Więcej, problemów oceany,
te jeszcze z zimy i z jesieni.
Musiałbym chyba być naćpany,
by liczyć, że się dziś coś zmieni.

Wolałbym się, miast w letnim czasie,
zbudzić na przykład w dobrych czasach,
śnię nawet czasem, że tak da się…
Niestety. Nie dla psa kiełbasa.

Grób Nieznanego Czytelnika

pon., 24 marca 2014, 17:15

Grób Nieznanego Czytelnika nie był zbyt licznie odwiedzany. Usytuowany na uboczu, przesłonięty nadmiarem codziennych i odświętnych spraw, tylko niewielu zachęcał do zatrzymania się i zamyślenia nad nietrwałością więzi łączącej tych, którzy piszą, z tymi, którzy czytają.
Bobik zachodził tu nieraz podczas wieczornych spacerów, jak do osobistej świątyni dumania. W jakiś sposób czuł się za to osamotnione i zaniedbane miejsce odpowiedzialny. Wiedział, że znanymi przejmują się prawie wszyscy, poświęcają im czas, atłas i miejsce na kolumnach, a nieznani, zwłaszcza już nieżyjący, odsuwani są w szarą strefę świadomości, na strych pamięci, gdzie uwaga i czułość zaglądają najwyżej przypadkiem. A przecież za nieatrakcyjny status tych nieznanych sam ponosił część winy i takie zepchnięcie ich na daleki, nieważny plan wydawało mu się jakieś nie fair.
Na temat momentu śmierci czytelników zdania były różne, ale Bobika najbardziej przekonywała opinia, że czytelnik definitywnie umiera dla autora wtedy, kiedy decyduje się już nigdy do niego nie wracać. Kiedy odchodzi od tekstu znudzony, zbrzydzony, zniechęcony, odstraszony i szuka sobie nowych terenów łowieckich. Wielu autorów próbowało za te odejścia obwiniać samych czytelników, twierdząc, że są za leniwi lub za głupi, żeby zmierzyć się z prawdziwą tytanicznością ducha, Bobik wyczuwał jednak, że to nie tak. Czytelnik, który na zawsze odchodził, czy to po pierwszym, czy po piętnastym spotkaniu, był czytelnikiem straconym przez niedostatek czegoś po stronie autora. Mniejsza już o to, czy był to niedostatek talentu albo pokory, czy brak orientacji, z kim będzie najbardziej po drodze, czy jeszcze coś innego. Ci, którzy śmiali się z głupich bądź leniwych czytelników, koniec końców zawsze śmiali się z samych siebie.
Zapadający wieczór zaczął lirycznie rozmywać kształty, a równocześnie przypominać o prozie kolacji. Bobik spojrzał jeszcze raz na zapuszczony nagrobek, zgarnął z niego przywiędłe teksty i położył świeży, dopiero co rozkwitły, myśląc przy tym o wszystkich nieznanych czytelnikach, których może jeszcze tym razem uda się zatrzymać wśród żywych.

Przepis

pon., 17 marca 2014, 21:21

– Były drożdże, czy nie było? – mamrotał Bobik pod nosem, a gdyby jego czoło nie kryło się pod bujnymi dredami, byłoby widać na nim ciężki wysiłek umysłowy.
Labradorka zerknęła na niego raz i drugi, zastanawiając się, czy jej interwencja jest wskazana, ale w końcu doszła do wniosku, że wysiłkowi umysłowemu należy się szacunek i bez słowa zwinęła się na kanapie. Bobik mamrotał dalej.
– Oliwa na pewno była, bo sama na wierzch wypływa, nic nie trzeba do tego robić. Owoce, o ile dobrze pamiętam, też były, po nich się tylko poznawało i tyle. Laury… nie, laurów nie było, one zawsze powodują komplikacje. Ale za to niewielką szczyptę pieprzu chyba zalecano. I kieliszek wina, czy nawet dwa. A przede wszystkim jaja. Dużo jaj. Choćby nie wiem jak było o nie trudno.
– O czym ty właściwie mówisz, Bobik? – nie wytrzymała jednak Labradorka.
– Usiłuję sobie przypomnieć przepis na równowagę ducha – wyjaśnił szczeniak. – Bo jakieś takie czasy przyszły, że ona z nieba nie spada. Trzeba ją sobie samemu wyrobić.

Logika smaku

niedz., 9 marca 2014, 20:28

– Tak spokojnie ostatnio było w okolicy i tak się nagle porobiło! – rzucił w przestrzeń zasępiony Bobik, odrywając się na chwilę od „Głosu Podwórza“.
– A co się takiego porobiło? – zainteresowała się Labradorka, która z założenia omijała wszelkie media newpsowe, słusznie sądząc, że Bobik i tak wszystko, co ważne, jej zrelacjonuje.
– To jest w całości trochę skomplikowane – zastrzegł się szczeniak – ale spróbuję obgryźć fakty do gołej kości i dopiero opowiadać. No więc Pitbul oświadczył, że część miski Maltańczyka należy do niego i ma prawo do wyjadania z tej części, ale nawet nie zaczął jeść sam, tylko wysłał paru swoich kuzynów przebranych za Stratfordy. Maltańczyk się oczywiście wściekł, ale wiedząc, że z Pitem sobie nie poradzi, poprosił Buldoga o pomoc. Buldog warknął, że Pitbul z kuzynami najpierw mają od miski odejść, a dopiero potem będzie można poszczekać o prawach. A na to włączyły się Ratlerki i zaczęły po wszystkich sforach internetowych ujadać, że Maltańczyk ma trudny charakter, a Buldog sam ma za uszami, więc powinien siedzieć cicho, uznać racje Pita i bez protestu pozwolić mu…
– Rzeczywiście ma ten Buldog za uszami? – przerwała Labradorka.
– Fakt, to i owo ma – przyznał Bobik. – Ale ja nie bardzo rozumiem taką logikę, że należy usprawiedliwić opryszka, jeśli ofiara i jej obrońca nie mają kryształowego charakteru. Może ja za głupi na dzisiejsze czasy jestem?
– Po czasie i tak zwykle okazuje się, że na każde czasy wszyscy byli za głupi – pocieszyła go Labradorka. – A z taką logiką, o jakiej szczekasz, i ja sobie nie radzę. Podejrzewam, że ona jest zapożyczona od ludzi, przecież psy same by na coś takiego nie wpadły.
– Bo ludzie to potrafią niemal wszystko pochachmęcić – mruknął niechętnie szczeniak – Nawet roślinne kotlety podobno niektórzy jedzą. Ale dla mnie kij na psa to kij na psa i gołe zęby to gołe zęby. I wolno mi nie kupować takiej logiki, która z kija robi gałązkę oliwną, a zęby pozłaca. Bo tak poza wszystkim, złote zęby niezbyt estetyczne są.
– Widzę, że odwołujesz się do znanej skądinąd kwestii smaku – skonstatowała Labradorka. – I słusznie, bo pies może dać się uwieść jakiejś podejrzanej logice i błądzić razem z nią po manowcach, ale jak dochodzi do smaku, sałaty z befsztykiem na pewno nie pomyli.