Uboga, cicha stajenka licha
wśród mazowieckich pól,
w niej się przed laty, uważasz, Krycha,
narodził Chrystus Król.
Sama Rzepicha wodą go chrzciła
święconą, z polskich rzek,
rzewne mazurki jemu nuciła,
wieprzowy smażąc stek.
Matka Maryja swoją osobą
dała mu przykład cnót,
a ksiądz kardynał oraz ksiądz proboszcz
uczyli co to knut.
Straszne Herody za nim ganiały –
lewica, Rusek, Żyd,
lecz serca ludu go ochraniały,
by wstał dla Polski świt.
Przed obowiązkiem on się nie wzbraniał:
gdy już raczkować mógł,
zaraz zapisał się do powstania,
bo wciąż zagrażał wróg.
Jako niewinne, słodkie pacholę
knowaniom odpór dał
mówiąc, za którym krzakiem był Bolek
i w co ten łajdak grał.
Gdy do męskiego wieku już doszedł,
nauczać zaraz jął,
że te srebrniki to z Moskwy grosze
i wie on, kto je wziął.
Z pieśni nabożnych potem zasłynął:
mocarny jego śpiew
dał tym z Brukseli wycisk rabinom,
co żłopią naszą krew.
Potem, uważasz, go ukrzyżować
raz chciało KGB,
ale ostrzegła go Nowakowa
i uratował się.
Po tych przeżyciach wszystkich okropnych
chodził, jak nosi wieść,
przez zboża łany oraz śnieg kopny,
w lud patryjotyzm nieść.
Ze względu na te zebrane racje
musimy, Krycha, dziś
załatwić jemu tę koronację.
Nie, jaka dobra myśl?
Ostatnie komentarze