Stosunek przerywany

czw., 29 lipca 2010, 04:18

Z gości są ewidentne pożytki. Absorbują, cieszą, zastanawiają, przekonują, proponują, wymuszają i dzięki temu nie pozwalają na tkwienie stale w tym samym. A zwłaszcza jak chodzi o politykę, zmuszają do stosunku przerywanego. Jak jeszcze nie wiecie o co chodzi, to poczytajcie. Ze zrozumieniem.

Raptem trzy dni bez polityki,
a jakże inna perspektywa:
badań cudowne są wyniki
i intelektu rośnie krzywa.

Buldog z jamnikiem się nie gryzą
(ja w każdym razie nie wiem o tym)
dziwnie rozszerza się horyzont,
w uszach radosne brzmią fokstroty,

zęby prostują się znienacka,
kołtun zanika na ogonie,
mina coś bardziej zawadiacka,
choć święty ogień ledwo płonie.

Gdy nic o scoopie żadnym nie wiem,
i znikąd on się nie wynurza,
robak nie musi być w zalewie
i mniej ruchliwe ma odnóża,

nic nie łaskocze mnie niemile,
nie drapie żaden nerw po krtani,
z winem upojne spędzam chwile,
nie będąc – po ki grzyb? – na bani.

No dobra, sąsiad przez płot szczeka,
że chciałby wpaść, bo dość wnerwiony,
lecz nie kraj cały tak go wścieka,
tylko nieważny dość gach żony –

dla społeczeństwa bez znaczenia,
dla mediów – e tam, warte śmichu…
Czy to na serio może wpieniać?
Ma wpływ na rozchód albo przychód?

I ja w tym duchu, dzień już trzeci –
bez polityki, bez nowości –
dyskretnie czyszczę swój klozecik,
by nie odstraszał moich gości,

nie warczę, że coś chlapnął Jarek,
geja zwymyślał ktoś od pedzia,
albo lasciate mi cantare
z niesłusznej strony ktoś powiedział,

teorie zgłębiam naukowe,
przemyśleń mam ciekawych masę,
tu sprawdzę, jakie żarcie zdrowe,
tam, co powiedział Bertrand Russell.

Przemiana iście to niezwykła,
a przy tym jak oszczędza nerwy,
chce wołać się: z psa weźcie przykład
i w polityce róbcie przerwy…

Lecz cóż, że sobą się zachwycę
i myślę, żem jest taki spryciul?
Tak, ja odpuszczę polityce,
lecz ona mnie? A nigdy w życiu!

Narodowy dramat

czw., 22 lipca 2010, 03:17

DZIADOSTWO
część II

CHÓR
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie…

ANTEK GUŚLARZ
Zespół będzie!
Po wstępnych modłach w kaplicy
staniemy dokoła trumny,
my, smoleńscy harcownicy!
Powiedziemy wzrokiem dumnym
po tych platformerskich dziadach,
co już dawno winny spadać,
czoła im stawimy śmiało…

MEDIA
Kurde, to się będzie działo!

CHÓR
Leć nasz orle w górnym pędzie,
na najwyższej siadaj grzędzie!

ANTEK GUŚLARZ
Pisowe duszeczki!
W was nadzieja – czystych, prawych,
lecz pojmijcie wagę Sprawy:
to nie jakieś z szafy teczki,
czy afera hazardowa,
by móc prztyczka dać łagodnie,
tu o wielkie chodzi słowa,
tu wyjaśnić trzeba ZBRODNIĘ!
Zlatujcie się do Zespołu,
Zespół niech się tutaj zbiera,
czeka nas obfity połów!
Bieżcie w przybytek sejmowy,
będziemy grzebać w papierach,
będziemy ucinać głowy!

CHÓR
Rząd osądzą z PiS-u sędzie,
niezła jatka wkrótce będzie.

ANTEK GUŚLARZ
Rzecz tu powiem kardynalną
i niech się odbije echem,
że coś o wypadku palnąć
jest podłością oraz grzechem!
Zbrodnia, męczeństwo straszliwe –
to są wyrazy właściwe.

CHÓR
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
tylko Antka brzmi orędzie.

ANTEK GUŚLARZ
Naprzód wy, pomniejsze duchy,
patrzcie, kto ponosi winę:
wśród katyńskiej zawieruchy
ściskał-li się Tusk z Putinem?

CHÓR
Mówcie jasno, mówcie z siłą:
był niedźwiadek, czy nie było?

ANIOŁKI
Do krzyża lecim, do krzyża,
tam niepewność nam nie grozi,
tylko tam duchowa spyża
i przekaz prosto od Bozi.
Pod krzyżem wiemy, że ruskie
uknuły to wszystko z Tuskiem,
że to wszystko przez ich spiski,
nie brawurę, mgłę, naciski.
Ach, wśród innych pobyć deczko,
którzy myślą tak, jak trzeba…

ANTEK GUŚLARZ
Czego potrzebujesz duszeczko,
żeby się dostać do nieba?

ANIOŁEK
Powiem jeszcze raz, niech stracę –
krzyża! I to pod Pałacem!

CHÓR
Bo słuchajcie i zważcie u siebie,
że się kłusem do piekła zbliża,
kto podaje w wątpliwość przebieg
zdarzeń w wersji obrońców krzyża.

ANTEK GUŚLARZ
Aniołki, duszeczki,
ja ten Zespół dla was robię!
Zapalcie pod krzyżem świeczki,
po czym z Bogiem idźcie sobie,
a gazeta tych… nie-gojów
niech zostawi was w spokoju.

CHÓR W BERETACH
Kogo prośba ta nie rusza,
w imię Ojca Tadeusza,
niech pod miotłą tkwi jak mysz –
nie chcecie z Radyjkiem sporu,
bądźcie grzeczni dla upiorów;
a kysz, a kysz!

(Aniołki odlatują pod Pałac)

ANTEK GUŚLARZ
Straszna północ… W tiwi dziennik…
zamknijcie gęby na kłódki
i nie bredźcie, że Męczennik
lubił sobie golnąć wódki.
Hę? Ktoś taką głosi tezę?
Spojrzałbym na niego zezem,
gdyby mi się napatoczył…
Jezu! Właśnie tutaj kroczy,
lok podstępny ma na czole
i pracować chce w Zespole!

CHÓR
Antka ręka zacznie swędzieć,
co to będzie, co to będzie?

ANTEK GUŚLARZ
To najcięższy ze zbrodniarzy,
choć przypadkiem nie ma wąsa,
lecz to ten, co się odważył
z nas kpić oraz się natrząsać
i pytania z grubej rury
słać wciąż do prokuratury.
Tegoż oto piekielnika
cni mężowie oraz damy,
wyzywamy, przeklinamy,
niech nam szybko z oczu znika!

CHÓR
Czy go komuś w kraju braknie?
Zagłosujmy szybko: tak – nie.

WIDMO
Hej, kruki i bulterriery,
że już nie wspomnę o ludziach,
puśćcie mnie tu, do cholery,
też chcę mieć w tym wszystkim udział.

ANTEK GUŚLARZ
Wszelki duch! Jakaż potwora!
Diabelskim cuchnie pomiotem!
Nawet bulterrierów sfora
nie radzi sobie z tym kotem.
W gębie dym i błyskawice,
ozór cały w łgarstwa wieńcach,
za „Nasz Dziennik” chyba chwycę
i przegonię potępieńca.

WIDMO
Dzieci, spokojnie, dzieci,
wszak mnie nie od dzisiaj znacie,
owszem, mam ten swój tupecik,
ale zaraz robić w gacie?
Pytań chciałbym zadać parę,
tu i ówdzie coś wykrakać
po co robić ze mnie marę,
albo złego wilkołaka?

PiSŁANKA
Przebóg, co to za szkarada?
Bez ustanku swoje gada.

CHÓR PiSŁÓW
Nie znałeś litości panie,
hej, sowy, puchacze, kruki
i my nie znajmy litości,
rzućmy w twoją stronę zbuki
zlekceważmy twoje zdanie,
bo za nic ty masz nauki
światłe księdza jegomości.

WIDMO
Nie ma, nie ma dla mnie rady,
czuję się wyrzutkiem zgoła,
sam w stołówce jem obiady,
sam na puszczy muszę wołać.
Tak, słusznie trafiło mi się,
sprawiedliwe zrządzenie Boże,
bo kto nie był ni razu w PiSie,
temu żaden wic nie pomoże.

(znika i ukrywa się w blogosferze)

ANTEK GUŚLARZ
No, spławiliśmy go, koniec,
gdzieś tam pewnie śpi jak suseł,
a my teraz w swoim gronie
odprawimy komplet guseł:
krew na rękach, spisek, zamach,
ruska trumna, polski grajdoł,
rząd, co znowu będzie kłamać,
Bartoszewski w zmowie z Wajdą,
platformersi, podłe zbóje,
pod Pałacem wierne tłumy,
mgła katyńska, co się snuje
i spowija nam rozumy…

CHÓR
Czegóż się uśmiechasz, czego,
co w tym widzisz powabnego?

ANTEK GUŚLARZ
Przebóg! Czy tu nikt nie jara,
o co ja się ciągle staram?
Polskę mamy tu, nie Francję,
Niemcy, Belgię, czy Kanadę,
przeto daję wam gwarancję –
rozumowi damy radę.
Prawych serc zwycięży poryw,
Zespół stworzy słuszny klimat
i rozpełzną się upiory,
których nikt już nie powstrzyma…

CHÓR
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
co to będzie, co to będzie?

Kto nie zna pieśni…

czw., 15 lipca 2010, 14:51

Zaczęły mnie w ostatnich dniach gryźć wyrzuty sumienia, że za mało dotąd dawałem dowodów patriotyzmu. Ludzie potrafią dniami i nocami stać na warcie, żeby dowieść swojej miłości do, a ja, pies, który stróżowanie i troskę o barany powinien mieć we krwi, tak się niecnie obijam. Postanowiłem więc przynajmniej napisać balladę ludową, która może być śpiewana po wszystkich prawomyślnych podwórkach i dawać świadectwo najnowszej historii, żeby nie zdołali jej zafałszować różni tacy, a tym bardziej owacy.
Ktokolwiek posiada lirę, drumlę, róg, cymbały, albo inny stosowny, narodowy instrument, proszony jest o nauczenie się na pamięć poniższego tekstu, dopasowanie do niego melodii, a następnie zaniesienie całości pod strzechy, które z niecierpliwością czekają na prostą, zrozumiałą i wiernie oddającą nastroje Pieśń.

Bolszewików potomkowie, gajowi wąsaci,
(na dodatek obrzezani, gdy zajrzeć do gaci),
umówili się z Putinem, masony przeklęte,
że rozprawią się z jedynym słusznym prezydentem.

Zamówili tupolewa u tajnych kosmitów,
co akurat na ten model cuś nie mieli zbytu
i ta niemra Merkelowa, niech ją kara spotka,
prezydenta z jego świtą wepchnęła do środka.

Mgłę zdradziecką wypuścili ze swych rozpylaczy,
by z Polaków nikt niczego jasno nie zobaczył,
a ekipie prezydenckiej tak zmieszali w głowach,
żeby na złość rozumowi kazała lądować.

Kiedy poległ już prezydent nasz w akcie męczeńskim,
kagiebiści go gonili po lesie smoleńskim,
żeby go na ament dobić, zasię do tej zgrozy
z pedałami ich do spółki namówił Sarkozy.

Już się cieszy banda tusków, wilcze pieśni wyje,
bo najlepszy prawy Polak umarł i nie żyje,
a Obama błysk radości wypuszcza spod powiek,
że mu szyków nie popsuje biały wielki człowiek.

Lecz za wczesna podła radość tych parszywych gości,
jeszcze w kraju są obrońcy prawdziwej polskości,
którzy znajdą jakiś sposób na te krętki blade
i odważnie napiętnują narodową zdradę.

Pod tym krzyżem, pod tym znakiem i pod tym Pałacem
z platformerskim policzymy się każdym pajacem,
butem każdą nienawistną obijemy mordę,
co szwargocze po obcemu o mental disorder.

Wreszcie żydki i cyklisty zamkną durne japy,
kiedy sprawy Naród prawy weźmie w swoje łapy,
naród lewy zaś najlepiej niechaj boska łaska
wyprowadzi tylnym wyjściem gdzieś na Madagaskar.

Wtedy szybko tu powszechna szczęśliwość nastanie,
żaden rusek nam nie wmiesza się w chocholi taniec,
żadna nam brukselska ciota nie będzie ubliżać
i w ogóle już niczego nie będzie – prócz krzyża.

Atlas sprośności

pt., 9 lipca 2010, 19:28

Wyżlica już od dłuższej chwili podsłuchiwała pod drzwiami pokoju, w którym jej siostrzeniec Azorek i jego kumpel Bobik odrabiali zadania z kynologii. Zadania! To, co dochodziło do jej uszu bynajmniej materiału szkolnego nie przypominało.
– Zobacz, jaka ślizopępka – szczekał w podnieceniu Azorek. – Widzisz to? Na pierwszy rzut oka wygląda na rozszczepkę dość pospolitą, ale już na drugi widać, że to galaretnica i w dodatku mięsista.
– Ooo, a tu, jaka soczysta kustrzebka! – zachwycił się Bobik. – Fałdówkę ma kędzierzawą, włóknouszek lejkowaty i ozorek dębowy. I jeszcze ta dzwonkowata pępowniczka, jasna włochatka, karbowana lejkówka, bruzdniczek malutki, a poniżej taka rozkoszna lepiota. To jest chyba, no, tego… clito… clitocybe odora.
– Niezła – przyznał z cmoknięciem Azorek. – Czubniczkę ma wprawdzie nieco łysawą, ale jakby jej tak dać w tle różowy powłocznik, albo cielistą powłocznicę, zaopatrzyć w błyszczącą kielonkę i giętką siodłówkę, albo kazać zrobić odgiętkę i wypiąć siedzuń dębowy… Wtedy tylko gwiazdoszem wzniesionym w uszaczek kosmaty…
– Jakim gwiazdoszem? – spytał niepewnie Bobik.
– Wzniesionym! – odszczeknął ochryple Azorek, zapalając się coraz bardziej. – Maczużnikiem bojowym, główkowatym, jeleniakiem nastroszonym, wrośniakiem szorstkim, twardziakiem lepkim czy twardziaczkiem ciemnotrzonowym, żylakiem trzęsakowatym albo żyłkowcem różowawym, pochwiakiem myszatym, lepkozębem brązowym, drobnoporkiem łzawiącym, lejkoporkiem, lejkownikiem! I prosto w jamczatkę tej pieprznej gąski, w błonkę nalistną gołąbki skromnej, w boletus depilatus kruchaweczki wysmukłej! Do szału, do dna, tak żeby jej powleczka podkorowa mglejarką zaszła i łzawnik rozciekliwy ze ślepi poszedł. To by dopiero był mądziak psi!
Wyżlica nie miała zamiaru dłużej słuchać tych bezeceństw. Teraz była już pewna, że szczeniaki pod pozorem odrabiania zadań dorwały się do rzeczy całkowicie nieprzeznaczonych dla psów w ich wieku. Wpadła jak burza do pokoju, sadząc wielkimi susami w stronę komputera.
– Nie wstyd wam?! – krzyknęła z oburzeniem. – Zadania mieliście odrabiać, a nie świństwami się zajmować! Niechby się wasz psatecheta dowiedział!
Bobik z Azorkiem spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
– Ciocia się wyluzuje – powiedział uspokajająco Azorek. – Atlas grzybów oglądaliśmy. Fakt, nie wszystkie jadalne, ale żeby zaraz świństwo…
Wyżlica czuła, że coś jest nie tak, ale nie bardzo wiedziała, jak mogłaby szczeniakom cokolwiek udowodnić. Nie miała wątpliwości, że we wszelkich sprawach związanych z komputerem i tak ją przechytrzą. Zresztą, na ekranie istotnie pysznił się okazały grzyb z wyraźnym podpisem trzęsak mózgowaty.
– Kynologii mieliście się uczyć – spróbowała warknąć na wszelki wypadek, ale już bez przekonania.
– No, to właśnie na kynologię – zapewnił Bobik i kliknął w klawiaturę. – O, widzi pani, tu na przykład grzyb taki… psathyrella populina.
– No, jak dla psa popelina, to już dobrze – zgodziła się z rezygnacją Wyżlica. – Nie bardzo jej się to podobało, ale nie chciała się narażać na kolejną przegraną utarczkę słowną z Azorkiem.
Poczłapała z powrotem do kuchni, naciągając po drodze beret na uszy. Przez zapyziałą, od lat niemalowaną ścianę słychać było jej oddalające się gderanie:
– Strasznie się cwane ostatnio te szczeniaki zrobiły. Dla psa popelina! Poszedłby jeden z drugim na psiędza, to by mu głupstwa ze łba wywietrzały…

Uwaga: wszystkie imiona i nazwiska występujących w tekście grzybów są całkowicie niefikcyjne.